Boska komedja (Dante, 1909)/całość

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Dante Alighieri
Tytuł Boska komedja
Wydawca Gebethner i Wolff
Data wydania 1909
Druk W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Edward Porębowicz
Tytuł orygin. Divina Commedia
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron
Artykuł w Wikipedii Artykuł w Wikipedii
Galeria grafik w Wikimedia Commons Galeria grafik w Wikimedia Commons
DANTE ALIGHIERI

BOSKA KOMEDJA
PRZEŁOŻYŁ
EDWARD PORĘBOWICZ
WYDANIE NOWE, PRZEROBIONE
Gebethner i Wolff logo.png
WARSZAWA
NAKŁAD GEBETHNERA I WOLFFA
KRAKÓW. — G. GEBETHNER I SP.
1909

KRAKÓW. — DRUK W. L. ANCZYCA I SPÓŁKI.


PRZEDMOWA

Poemat nieogarnionej doniosłości, z treścią zawierającą cały świat zmysłów i ducha, losów ludzkich byt ziemski i zaziemski, wiedzy i wierzeń ludzkich obszar wszechstronny; z celem moralnym zakreślonym tak powszechnie i szeroko, że się w nim znajdzie szczytny drogoskaz dla człowieka wszech wieków; z budową obmyślaną i przeprowadzoną tak misternie i skończenie, że stoi jak arcytyp konstrukcji poetyckiej; ze sztuką wyrażania uczuć i uplastyczniania idei oderwanych tak elementarnie nową, silną i porywającą, że od niej liczy się nowożytna epoka stylu literackiego; synteza wieków średnich; synteza poety i jego myśli twórczej; symbol człowieczeństwa w jego historycznym, społecznym i indywidualnym postępie ku doskonałości, — Boska Komedja od chwili ukazania się aż po dzień dzisiejszy nie przestaje zajmować artystów, uczonych, polityków, teologów, moralistów. Dzięki niej, około postaci Dantego ułożyła się literatura tak olbrzymia, że każde dotknięcie się jego osoby lub jego dzieła wypada rozpoczynać przeglądem materjału bibliograficznego i często na nim poprzestać; ten wypadek zdarza się obecnie, gdy tłómacz z pomocą nowego przekładu pragnie czytelnika wprowadzić w kult dantejski i zagrzać jego ochotę do samodzielnych badań na wzór obcych, gdzie od lat wielu istnieją towarzystwa i organa poświęcone wyłącznie Dantemu; pragnie zaś nie tyle dla powiększenia ich liczby, ile dla odsłonięcia nowych źródeł rozkoszy estetycznej; dla wskazania, dokąd warto biec po szczere skarby form wielkiej, głębokiej symboliki, w której poszukiwaniu poezja najnowszej doby zbyt często odwiedza sferę marnej, anemicznej, beztreściwej powszedniości.
Z ogromu literatury dantejskiej wymieniamy zatem dzieła orjentacyjne:
Fr. X. Wegele: Dante Al’s Leben und Werke, Jena 1852/79.
F. Hettinger: Die Göttliche Komoedie, Freiburg 1889.
J. A. Scartazzini: Dante-Handbuch, Lipsk 1892, oraz Enciclopedia dantesca, Lipsk 1899 i Dantologia, ed. N. Scarano, Medjolan 1906.
Fr. X. Kraus: Dante, Berlin 1897.
N. Zingarelli: Dante, Rzym 1905.
E. Porębowicz: Dante, Lwów 1906 (t. II wyd. Nauka i sztuka).
Bibliografię dzieł traktujących o Dantem prowadzili: do 1845 r. hr. de Batines, do 1865 r. Carpellini, do 1880 r. Petzholdt, do 1900 r. Passerini. Organami towarzystw dantejskich są: w Niemczech Dante-Jahrbuch (1867—1876); w Ameryce północnej Annual Report of the Dante-Society (od 1884 r.); we Włoszech Bulletino della Società dantesca italiana (od 1890 r.) oraz Giornale dantesco pod redakcją Passeriniego (od 1894 r.).
Słownik do Komedji podał P. A. Volpi w 1727 r. (nowsze wydanie: Wenecja 1819). Z nowszych wydań tekstu najważniejsze są: K. Wittego, Scartazziniego, Fraticellego, Casiniego, O. Berthier (z komentarzem scholastycznym); krytycznem i ostatecznem ustaleniem tekstu B. K. zajmuje się Towarzystwo dantejskie włoskie pod redakcją Vandelli’ego.




Życiorys. Pierwsze życiorysy Dantego podali: Boccaccio i Lionardo Bruni Aretino; nowsze: Balbo (1839), Fraticelli (1861), Todeschini (1872), Scartazzini (1892). Dante Alighieri urodził się we Florencyi, w maju lub czerwcu 1265 r. Jeden z przodków jego Cacciaguida, wysławiony w Raju (p. XV, w. 130 i nast.) poszedł z cesarzem Konradem na wyprawę krzyżową i tam zginął, zabity od Saracenów. Był on w prostej linii pra-pra-dziadkiem poety, którego matka, donna Bella, pochodziła z rodu niejakiego messer Durante, skąd poszło skrócone nazwisko Dantego. Dom Alighierich miał stać niedaleko Via Riccardiana, w miejscu, gdzie od 1884 r. znajduje się Muzeum dantejskie. Dante musiał otrzymać staranne wychowanie; wcześni biografowie między nauczycielami wymieniają Brunetta Latiniego (por. Piekło, p. XV, w. 55 i nast.), być jednak może, iż Dante znał go jedynie z lektury dzieł encyklopedyjnych Trésor i Tesoretto; z mniejszem prawdopodobieństwem Cecco d’Ascoli bywa wymieniany jako nauczyciel astronomji, a Casella (por. Czyściec, p. II, w. 91) jako nauczyciel muzyki. Był biegły w łacinie, w językach prowanckim i francuskim; wszystkie trzy wówczas we Włoszech były używane jako języki literatury artystycznej: umiał nieco po grecku, mniej zapewne po hebrajsku, za to był wtajemniczony we wszystkie subtelności djalektyki i retoryki: znał medycynę, czego dowodem to, że był wpisany do cechu aptekarskiego, bez którego wpisania droga do urzędów publicznych byłaby dlań zamknięta. Młodzieńcem brał udział w bitwie przeciw Aretynom pod Campaldino 1289 r. (por. Piekło, p. XXII, w. 4); był też obecny wyjściu Pizańczyków pod paktem z Caprony (tamże p. XXI, w. 95). Istnienie Beatryczy i miłość chłopięca poety nie są utrwalone żadnym pewnym dokumentem, należą więc w dziedzinę mniej lub więcej prawdopodobnych legend, które niżej się wyłoży; wiadome jest za to małżeństwo Dantego (1298 r.) z donną Gemmą Donati, należącą do potężnej rodziny Corsa Donatiego, najzawziętszego ze sprawców jego wygnania. Z czworga dzieci Dantego głośniejszy był syn Pietro Alighieri, sędzia w Weronie, któremu przypisuje się najwcześniejszy komentarz B. K.; potomstwo Dantego w linii prostej istnieje we Włoszech po dzień dzisiejszy.
Dante urodził się w chwili, kiedy arystokracja, mianowicie stronnictwo Ghibellinów po bitwie pod Montaperti (1260 r.) trzymały Florencyę w swej władzy. Powołanie Karola andegaweńskiego przez papieża Urbana IV i śmierć króla Manfreda pod Benewentem (1266 r.), oddały ją w ręce papieskich Gwelfów; wtedy to wzmocnieni przystąpieniem stronnictwa ludowego i upadkiem Hohenstaufów Gwelfowie utrwalili na zawsze swoje panowanie, Nowa Konstytucja (ordinamento) ustanowiła dwoisty ustrój: gminę, do której należały szlachta i mieszczaństwo z podestą na czele, oraz lud z kapitanem, co stworzyło odrazu w jednej Rzeczypospolitej dwie władze sobie nieprzyjazne. Lud miał przewagę: do partji ludowej nie mógł otrzymać wstępu, kto należał do szlachty; za to w gminie lud zdobywał sobie stanowisko dominujące. W 1282 r. na miejsce dotychczasowej władzy Czternastu weszli Priorowie cechów (arti) według liczby dzielnic składający kollegium Sześciu z gonfalonierem czyli chorążym na czele; punkt ciężkości władzy przeniósł się do tych cechów handlowych i przemysłowych; demokracja wzmagała się coraz potężniej, aż w 1293 r. nowe Ordinamenti della Giustizia wykluczyły szlachtę od rządów, przypuszczając jedynie tych, którzy wpisali się do cechu. Szlachta udając się do intryg, weszła w układy z papieżem Bonifacym VIII, którego śmiała polityka dążyła do objęcia spadku po cesarzach niemieckich i ogarnienia całych zjednoczonych Włoch. Magnaci, zwłaszcza potężny Corso Donati sprzyjali tym planom, lud jednak pragnął widzieć Rzeczpospolitą wolną od rządów papieskich. W zamieszkach, które wybuchły w 1295 r. padł ofiarą Giano della Bella, twórca ordinamentów, wypędzony z krewnymi i stronnikami.
W tym roku Dante wchodzi na widownię polityczną, wybrany do Rady 100 i wpisany do cechu lekarskiego i aptekarskiego. W 1299 r. jest posłem Rzeczypospolitej do San Gemignano w sprawie wyboru kapitana Gwelfów toskańskich. W 1300 r. zostaje wybrany jednym z sześciu priorów; nie należy godności tej przypisywać zbyt ważnej roli: w demokracji jednostka ginęła; — jakkolwiekbądź jednak dla rozumu i powagi musiał Dante być osobistością wpływową. W tym czasie nastąpiło rozdarcie stronnictwa Gwelfów, spowodowane rywalizacją domów Cerchi i Donati. Starcia ich skłoniły Signorję, iż najzacniejsi członkowie obu rodów zostali z Florencyi wydaleni: Donateschi do Castel della Pieve, Cercheschi do Sarzany; między ostatnimi znajdował się przyjaciel Dantego, równie poeta, Gwido Cavalcanti. Wkrótce obie strony otrzymały wolność powrotu, już jednak Corso Donati knuł w Rzymie intrygi, podając przeciwników w podejrzenie ghibellinizmu. Po odkryciu tych intryg Donateschi zostali po raz drugi wypędzeni, Cercheschi otrzymali we Florencji przewagę. Odtąd Cercheschi zowią się Gwelfami Białymi, Donateschi Czarnymi (Bianchi e Neri); Dante należał do pierwszych.
Papieżowi o tyle te sprawy były na rękę, że Czarni spiskowali na jego korzyść za powołaniem Karola Walezego jako wikarjusza papieskiego i »pośrednika pokoju«. Istotnie Karol przybył w listopadzie 1301 r. do Florencji; chociaż jednak przy wjeździe złożył przysięgę na szanowanie ustaw, rozpoczął odrazu otwarcie sprzyjać Czarnym i wyciskać z mieszkańców haracze. Sam Corso Donati wpadł do miasta rabując; ustanowiono nową Signorję złożoną z Czarnych i poczęto wydawać srogie wyroki banicyjne. W ciągu 1302 r. skazano na wygnanie lub śmierć 600 obywateli; między innymi znajdował się Dante Alighieri. Oskarżenie, zwyczajem ówczesnym obfitujące w fikcyjne zbrodnie zarzucało wypędzonym Białym: oszustwo, nieprawne zyski, wymuszenia pieniężne, przekupstwo, nieprzyjaźń przeciw papieżowi i księciu Karolowi. Byli skazani na zapłacenie 5000 florenów, na wygnanie i na utratę majątku. Dante sam wyszedł z miasta; żona i dzieci zostały na łasce potężnego krewniaka Corsa Donatiego, który poecie do końca był najzawziętszym wrogiem: nawet tego bólu i tej hańby nie oszczędził mu los okrutny.
Dante wygnaniec zaraz w pierwszym roku oddzielił się od swych zdziczałych stronników, którzy kilkakrotnie z bronią w ręku próbowali szczęścia i stworzył »stronnictwo dla siebie«, dumny i w nieszczęściu swem wspaniały. Dzieje pierwszych lat tułactwa streścił w przepowiedni Cacciaguidy (Raj, p. XVII, w. 70—89). Najlepsze dzieło o wędrówkach Dantego dał A. Bassermann: Dantes Spuren in Italien, Lipsk 1897. Najprzód idzie do Werony, do »wielkiego Lombardczyka«, którym jest prawdopodobnie Bartłomiej della Scala; po jego śmierci opuszcza Weronę, cierpi niedostatek; od 1304 do 1306 r. bawi może w Bolonji, 1306 w Padwie, gdzie podobno poznaje się z Giottem; następnie w Lunigianie u margrabiów Malaspinich. Po roku 1308 biografowie przyjmują podróż do Paryża, która nie wyklucza możebności wcześniejszego pobytu w tem mieście, przed r. 1300. Dante znał Francję; widział Arles i Rodan (Piekło, p. IX, w. 112); według niektórych widok przepaści skalnej Li-bans w Prowancji, poddał mu wizję Piekła; świadectwem pobytu w Paryżu jest wzmianka o wykładach Sigierego, profesora filozofji (por. Raj, p. X, w. 133), który uczył w ulicy des Fouarres, blizko dzisiejszego placu Maubert po lewym brzegu Sekwany. Opierając się na wzmiankach topograficznych B. K., biografowie przypuszczają jeszcze podróż do Anglji (Gladstone był gorącym rzecznikiem tej hipotezy), do Niderlandów i t. d., wzmianek podobnych w B. K. jest jednak bardzo wiele i z równą słusznością możnaby z nich snuć wnioski o pobycie Dantego w Czechach, nad Dunajem i Donem, w Afryce i t. d.
W 1309 r. zdarza się fakt, historyczny, który wszechwładnie ogarnia wyobraźnię i rachuby Dantego, polityka patryjoty. Henryk VII obrany po zamordowaniu Albrechta austrjackiego i koronowany na cesarza w Akwisgranie, podejmuje romantyczny plan odnowienia cesarstwa rzymskiego. Wyprawiwszy się do Włoch, w 1311 r. kładzie na głowę lombardzką żelazną koronę. W kilka tygodni po tem zdarzeniu, Dante napisał dwa listy: do Florentczyków i do cesarza; ich autentyczność, dla Bartolego pewna, dla Scartazziniego wątpliwa, Krausowi wydaje się niepodobna do przyjęcia; pierwszy list mówi o konieczności poddania się władzy cesarskiej, drugi jest entuzjastycznym hymnem powitalnym, słanym zwiastunowi pokoju, nowemu Tytanowi — wybawcy. Inaczej przedstawiało się to dobrodziejstwo miastom włoskim; wobec niebezpieczeństwa najazdu Florentczycy ogłosili amnestję dla niektórych mieszkańców; Dante jednak, jako nieprzejednany, był z niej wykluczony. Cesarz bawił długo w północnych Włoszech: oblegał Brescję, gdzie uszczuplił siły wojskowe; w 1312 r. wszedł do Pizy, tegoż roku wkroczył do Rzymu, gdzie po krwawych walkach ze stronnictwem Orsinich i francuskiem, otrzymał koronę cesarską w Lateranie, jednak nie z rąk papieża Klemensa V, który względem Henryka zachował się lękliwie i dwuznacznie, ale z rąk kardynała-biskupa Ostji. Nie mogąc utrzymać się w Rzymie, wrócił do Pizy; w drodze zachorował i umarł: ciało jego pochowane w tumie pizańskim. Z tą śmiercią upadła nadzieja Dantego powrotu do ojczyzny, mrzonka zjednoczonych Włoch i monarchii powszechnej; los naznaczył mu nadal doświadczać, jak gorzkie jest »wstępowanie i zstępowanie po schodach cudzych«.
Śmierć cesarza jest okresem, od którego poczyna się pomysł i wykonanie B. K., napisanej w ciągu lat siedmiu, 1314—1321 r. Świadectwa biograficzne z tych czasów posiadamy nader szczupłe. Na r. 1314 (—1316) wypada przypuszczalny pobyt w Lukce, oraz list Dantego do konklawe kardynałów zgromadzonych w Carpentras po śmierci Klemensa V, zalecający wybór papieża pochodzenia włoskiego. W 1315 r. zostaje ogłoszony powtórny wyrok banicji na Dantego i jego synów, z oznaczeniem ich jako Ghibellinów, czem Dante za pierwszego aktu banicyjnego jeszcze nie był. Tymczasem w 1316 r. wydano trzy nowe akty ułaskawienia dla buntowników, z warunkami jednak tak upokarzającymi, że dumny poeta poddać im się nie chciał. W liście łacińskim, zatytułowanym »Do przyjaciela florenckiego«, który jednak krytyka znów uznała za apokryf, poeta odzywa się wyniośle, że »nie ta jest droga powrotu do ojczyzny; że jeżeli niema innej, to on nigdy do Florencji nie wróci. Wszędzie świecą mu słońce i gwiazdy; lepiej pod gołem niebem myśleć o wzniosłych prawdach, niż bez czci być wróconym ojczyźnie. Nigdy też chleba nie ułaknie«.
Znowu więc chwycił za kij tułaczy; ta druga wędrówka (itinerarium) Dantego, w części legendowa, obejmuje całe Włochy; gdyby zebrać tylko szczegóły geograficzne w B. K., okazałoby się, że niema kraju, miasta, okolicy, których by nie oglądał naocznie. Z tego ostatniego okresu życia posiadamy dokładniejsze szczegóły tylko o pobycie w Rawennie, dokąd przybył na zaproszenie Gwidona Polenty, 1316 lub 1317 r. Stamtąd był wysłany w poselstwie do Wenecji, ale Wenecjanie obawiając się wpływu jego wymowy, nie przyjęli go, nadto wzbronili mu powrotu morzem. W podróży lądowej poeta zapadł na febrę i wnet po powrocie do Rawenny umarł, w wilję Podniesienia krzyża d. 13 września 1321 r. Pochowany został tamże, w kościele Minorytów i uczczony nagrobkiem; do dnia dzisiejszego Rawenna wzbrania się i słusznie, wydać Florencji prochy za życia wzgardzone.
Legenda. Jak widać z powyższego życiorysu, daty pewnemi świadectwami utrwalone są nader szczupłe; za to od chwili śmierci układała się legenda dantejska, otaczająca postać poety nimbem cudowności. Zebrał ją Giov. Papanti w książce p. t. Dante secondo la tradizione e i novellatori. Livorno 1873 r. Pierwsze podania o Dantem wprowadził do literatury Boccaccio; jego jest anegdota o śnie, który mieć miała, będąc w ciąży, matka poety. Znalazła się w cieniu drzewa wawrzynowego i urodziła dziecię nad źródłem. Dziecię rosło prędko, jadło jagody spadające z drzewa i poiło się ze strumienia: wyrosło wnet na pasterza, poczem przemieniło się w pawia. — Inna anegdota opowiada o kobietach w Weronie, które na progu domu szeptały do siebie o przechodzącym, że wraca z piekła, od czego ma włos kędzierzawy i twarz ciemną. Opowiada też Bokacjusz o jego skupieniu ducha, że raz w Sienie, siedząc przed drzwiami księgarza, tak był zatopiony w księdze, iż nie widział turnieju, który przed nim się rozgrywał. Tenże autor przynosi podanie, że poeta przesyłał B. K. częściowo księciu Can Grande i że po jego śmierci cudem tylko odkryto ostatnie 13 pieśni: mianowicie syn poety Jakób miał sen, w którym ojciec objawił mu, gdzie był ukryty rękopis. Jak wiadomo, Dante za życia nie ogłosił swego arcydzieła, łatwo więc pojąć, iż legenda ta urodziła się w nastroju obawy, że B. K. wskutek nagłej śmierci poety mogła pozostać niedokończona.
Wiele anegdot podają: Petrarka, Benwenuto z Imoli, Sacchetti, Poggio: jedną z najsławniejszych jest owa o widzeniu, jakie poeta miał mieć po bitwie pod Campaldino, gdzie jeden z martwych przyjaciół powstawszy, opowiedział mu pobyt na tamtym świecie; podanie to jest już echem wrażenia, wywartego zagrobowym poematem.
Obraz duchowy poety oparty na cytatach z jego dzieł jest przedmiotem wielu rozpraw, jak: J. Klaczko, Wieczory florenckie, przekł. prof. Stan. Tarnowskiego, Kraków 1884. G. Carducci, Opera di Dante, Bologna 1887. Fr. de Sanctis: Carattere di Dante, w Saggi critici, ed. 8, Neapol 1893. C. Cipolla: Di alcuni luoghi autobiografici della D. C. Torino 1893.
Młode lata poety, nieobjaśnione świadectwami dadzą się odtworzyć jedynie z wyznań poczynionych w Vita nuova, gdzie nadto nie wiemy, czy mamy do czynienia z prawdą, czy też z fikcją poetycką. Jest to młodość z uciechami i obłąkaniami, podzielona między miłość, przyjaźń, naukę i poezję. Przyjaciółmi są Cino da Pistoja, prawnik, równie wygnaniec; mało znany Casella (Czyściec, p. II, w. 91), Gwido Cavalcanti ( Piekło, p. X, w. 63), Forese de’ Donati (Czyściec, p. XXIII, w. 48, 76).
Miłość idealną, przekształconą w symbol, jak obaczymy niżej, poeta uwielbił w Beatryczy; — poza nią sprawa erotyzmu należy do najtrudniejszych i najsporniejszych kwestji dantejskich. Sam on przyznaje się do draźliwości serca po wielekroć w kanconach i sonetach, lub kiedy powiada (Czyściec, p. XXIV, w. 52), że »jak miłość mu tchnie, tak pisze«; patetyczny epizod Franczeski z Rimini w Piekle świadczy równie, iż człowiek, który go tworzył, przeszedł przez najognistsze serdeczne burze. Krytycy spierają się głównie o zmysłowość Dantego. Starsi biografowie, począwszy od Piotra Alighierego i Bokacjusza twierdzą, iż poeta był skłonny do rozwiozłości (luxuria); z tego powodu Beatrycze w Czyścu (p. XXXI, w. 49) czyni mu wyrzuty; dla oczyszczenia się poeta musi odcierpieć rzeczywistą pokutę płomieni (p. XXVII, w. 46). Scartazzini uznaje tylko dwie miłości: pierwszą jest Beatrycze, drugą Donna pietosa, pocieszająca go po śmierci Beatryczy; wzmianka o niej znajduje się w Vita nuova (c. 36—39): Scartazzini równa ją z żoną Dantego, Gemmą Donati, zaś o płochych miłostkach nic wiedzieć nie chce. K. Witte wierzy w rzeczywiste upadki po śmierci Beatryczy i znajduje ich dowód w Vita nuova (c. 36, 39, 42) i Convivio (II. 2, II. 8). Gaspary utrzymuje, iż Gentucca, o której mowa w Czyścu (p. XXIV, w. 37), Lukezanka, była miłością platoniczną; Bartoli i Klaczko sądzą po ludzku, iż Dante był skłonny do miłości światowych; do tegoż wniosku dochodzi Kraus, uszczuplając jedynie liczbę miłości młodzieńczych Dantego, do których miały należeć jeszcze rzekomo: pani kamienna (donna pietrosa) z Kancon, Piccarda, siostra Forese’a Donatiego i t. d. Jakkolwiek jednak ciężkie były błędy młodości, wynagrodziła je ekspiacja, godna natury wielkiej i szlachetnej; Boska Komedya w najgłębszej swej treści, to dzieje nawrócenia i uświątobliwienia duszy obłąkanej w grzechu. Aktem widomym pokuty miało być wstąpienie pod koniec życia do zakonu Franciszkanów, lub przynajmniej do tego bractwa świeckiego, które nosiło nazwę Tercjarzy, a które mimo braku dokładnych świadectw, nie jest nieprawdopodobne, zważywszy nadzwyczajne rozszerzenie Zakonu w XIV w. Nowsze badania wykazały u Dantego olbrzymi wpływ idei i literatury franciszkańskiej; zwłaszcza Thode, Gaspary, Kraus, zwracają na nie uwagę ze szczególnym naciskiem. Za to przesadne i szalone są wnioski o chorobliwości umysłu poety-wizjonera; częste omdlenia w B. K. (Piekło, p. III, w. 136; p. V, w. 142; Czyściec, p. XXX, w. 84) de Leonardis i Lombroso uważali za przypadłości histeryczne lub epileptyczne... Badając z życia i pism ten genialny umysł, można zgodzić się, iż był on połączeniem temperamentu cholerycznego i nerwowego: olbrzymia pamięć, wyobraźnia, zdolność kojarzenia pojęć, energja i siła woli w połączeniu z najczulszą wraźliwością. Jego geniusz artystyczny polega w łatwości pojmowania i odtwarzania zarówno zjawisk natury, jak stanów duszy człowieka; w uplastycznianiu i ubarwianiu wizji tak, że wyglądają na hallucynacje.
Malując stany duszy tysiąca figur, z których każda występuje w B. K. w innej pozie, z dominującym i znamiennym rysem lub wzruszeniem psychicznem, poeta pozwala niejednokrotnie przeświecać przez nie własnemu charakterowi; w ten sposób, według Döllingera (Akad. Vortr. I, 78 i nast.) B. K.. może być uważana za wyznanie. C. Cipolla wskazał w niej miejsca autobiograficzne. I tak: ustęp Raju: p. XVIII, w. 58—60 jest echem porywów i walk o zdobycie dobra moralnego w wewnętrznem udoskonaleniu; wiersze Czyśca, p. III. w. 8—9 wyrażają boleść z chwilowych upadków. W Piekle, p. VIII, w. 43—45 maluje się godność i oburzenie duszy szlachetnej wobec występku: majestat wzgardy wspaniale jest oddany w spotkaniu z Sordellem (Czyściec, p. VI, w. 61—66), w przedstawieniu Farinaty (Piekło, p. X, w. 31), w sławnych słowach »guarda e passa« (Piekło, p. X, w. 51). Boleść z rozdarcia i upadku Włoch wyrywa mu się jękiem w okrzyku »Ahi serva Italia, di dolore ostello!« ( Czyściec, p. VI, w. 76); pragnienie wolności brzmi ze słów Czyśca, p. I, w. 71. Trud i walka o to najwyższe dobro zmusiły go opuścić ojczyznę, dom i rodzinę (Raj, p. XVII, w. 55. i nast.); żal pożegnania odzywa się tęsknem wspomnieniem w Czyścu, p. VIII, w. 1. Po wielekroć w skargach jego drga wymówka z powodu starganego szczęścia rodzinnego (Czyściec, p. V, w. 89; p. VIII, w. 73—78; Raj, p. XV, w. 118—120). Gorycz wygnania boli go w przepowiedni Farinaty (Piekło, p. X, w. 81); w przepowiedni Cacciaguidy (Raj, p. XVII, w. 58). Ale zato jest świadom swej wielkości i pewny niechybnej sławy (Piekło, p. XV, w. 70; Czyściec, p. XI, w. 96): bo wynagradza mu nędze doczesne.
Portrety Dantego. Najstarsze świadectwo o postaci poety podaje Bokacjusz, który rzekomo miał go widzieć będąc dzieckiem. Według niego Dante miał posiadać: średni wzrost, chód poważny i spokojny, postawę nieco pochyloną, strój przystojny, twarz owalną, nos orli, duże oczy, brodę mocno wystającą, dolną wargę wydłużoną, cerę śniadą, gęsty zarost kędzierzawy, wyraz twarzy melancholijny i zadumany. W jadle i napoju był umiarkowany, w wypełnianiu zajęć pilny; małomówny, lubiący samotność, ale gdy się odezwał, w wymowie ognisty. Spis portretów Dantego między innymi podał Ferrazzi w Manuale dantesco, 5 tomów, Bassano 1865—77; Krans rzuciwszy pytanie, czy sztuka wieków średnich była wogóle zdolna do odtwarzania fizjonomii, ocenia krytycznie wizerunki poety na str. 159—202 swego dzieła.
Najstarszym portretom, za którego autentycznością Kraus przemawia, jest portret pędzla Giotta w Palazzo del Podestà czyli Bargello we Florencji, według niego malowany między 1337 a 1340 r., odrestaurowany niedokładnie w 1840 r. Dwa portrety z XIV w. pędzla Tadeusza Gaddiego i Wawrzyńca Monaco zaginęły; z późniejszych ważniejsze są portrety z miniatur kodeksów riccardiańskiego i palatyńskiego; rzekoma maska-pośmiertna z zapisu margrabiego Torrigianiego w Ufizzi; wspaniały w wyrazie bronz Muzeum nar. w Neapolu z XV w. bez racji przypisywany Donatellemu; portret pędzla Luki Signorellego w tumie orwiertańskim; głowy z fresków Rafaela w Parnasie i w Dyspucie. Posągów wiele, ale żaden godny wieszcza Włoch: najdostojniejszy jeszcze jest pomnik w Trydencie.
Chronologja dzieł. Zbiór młodzieńczych poezji Danta, ułożony p. t. Vita nuova, zdaniem przeważnej liczby krytyków pochodzi z przed 1300 r. Najlepsze wydania: Aleks. d’Ancona, Piza, 2 ed. 1884; C. Witte, Lipsk 1876; T. Casini, Florencja, 2 ed. 1891. Jedni jak Fraticelli i Casini pojmują tytuł »Nowe życie« w znaczeniu życia i dzieła lat młodzieńczych; drudzy jak Witte, d’Ancona, Carducci, Scartazzini, rozumieją przezeń odrodzenie. Możnaby także rozumieć: życie poza światem rzeczywistym, w krainie widzeń i marzeń. Formą zbliża się do Boëcjusza: Pociecha filozofji, składa się bowiem z tekstu prozą, w który wcielono szereg poematów (3 kancony, 4 ballaty, 23 sonety, 1 strofa niedokończonej kancony). Treść ich i chronologję d’Ancona i Casini podzielili jak następuje (podział prostszy i jaśniejszy niż u Wittego):
1. c. 1—17. Miłość młodzieńcza: pieśni uwielbiające urodę fizyczną Beatryczy (1274—1287).
2. c. 18—28. Uwielbienie duchowego piękna Beatryczy (1287—1290).
3. c. 28—34. Śmierć Beatryczy i żałość z jej odejścia (1290—1291).
4. c. 35—38. Miłość pani łaskawej (Donna gentile) i poezje na jej cześć (1291—1292).
5. c. 39—42. Powrót do miłości i kultu zmarłej Beatryczy (1294).
Canzoniere, zbiór 140 pieśni złożony cudzą ręką po śmierci poety, zawiera z Vita nuova: 5 kancon, 4 ballaty, 23 sonety; z Convivio 3 kancony, oraz 2 kancony i 2 sestyny z dziełka De vulgari eloquentia; liczne rękopisy podają nadto większą liczbę nieznanych skądinąd utworów przypisanych Dantemu. Obfite i cenne wydanie Fraticellego w Opere minori, t. I.
Dziełko łacińskie De vulgari eloquentia (o wymowie, raczej o języku ludowym włoskim) ma cel dwojaki: 1) dydaktyczny, o powstaniu, znamionach, podziale języka włoskiego; 2) apologetyczny, w obronie liryk, pisanych wzgardzonym dotąd idjomem. Dziełko to jest pierwszą gramatyką języka włoskiego i pierwszą poetyką; odeń poczyna się filologja włoska. Powstało w latach 1308—1309. Wyd. P. Rajny, Florencja 1896.
Convivio lub Convito, rozmowy przy stole, napisane w języku włoskim na wzór Sympozjonu Platona, dysput Cycerona, Boëcjusza i t. d. We wstępie autor broni języka ludowego, następnie zapowiada, iż pragnie objaśnić 14 kancon z Vita nuova i tłómaczy, że przez donna gentile e pietosa należy rozumieć filozofję, mianowicie wiedzę naturalną; tę miłość wiedzy ludzkiej będzie sobie poeta później wyrzucał jako zboczenie i odstępstwo, które nagrodzi dopiero pokuta drogi piekielnej i czyścowej, wiodącej do mądrości bożej, uzmysłowionej w Beatryczy. Convivio powstało w latach 1307—1308. Wyd. w Op. min., t. III.
De Monarchia, dziełko łacińskie napisane po r. 1317, a więc równocześnie z B. K. jest niesłychanie ważne z tego względu, iż zawiera dokładnie określoną i gruntownie uzasadnioną teorję państwową Dantego, głośną teorję jedynowładczej monarchii powszechnej, z łaski Boga i niezależnie od papieża skupionej w ręku cesarza, zastępcy bożego na ziemi. Idea polityczna tu zawarta, pokrywa się z trzema ostatniemi pieśniami Czyśca tj. z allegorją Wozu. Najlepsze wydanie Wittego, Wiedeń 1874.
Prócz wymienionych dzieł Dantego posiadamy eklogi i listy, niektóre podejrzanej autentyczności.
Boska Komedja. Tytuł nie pochodzi od Dantego; on sam nazywał swój utwór »Komedją (P. XVI, 128), według definicji średniowiecznej, jako że smutno zaczyna a wesoło kończy«; także »poematem świętym« (R. XXV, 1). Budowa poematu jest oparta na symbolice cyfr: każda z 3 części zawiera po 33 pieśni; pieśń I jest wstępem, razem B. K. liczy pieśni 100 w tercynach. Piekło ma 4720 wierszy, Czyściec 4755, Raj 4748, razem 14233. Liczba 3 jest symbolem trójcy i odpowiada troistości, powszechnej w architekturze wieków średnich; liczba 33 wyraża może lata ziemskiego bytu Chrystusa. Piekło z przedpieklem składa się z 10 kół; Czyściec z 10 tarasów; Raj z 9 sfer otoczonych 10-tem niebem empirejskiem. Czas trwania podróży zaświatowej obliczają rozmaicie: najtrafniej P. Agnelli w Topo-Cronografia del viaggio dantesco, Medjolan 1891 r. Według niego Dante przepędził jednę noc i jeden dzień w lesie; noc i dzień w piekle; noc i dzień szedł od środka ziemi do antypodów; 3 nocy i 3½ dnia potrzebował na obejście Czyśca; wreszcie jednę dobę na wzlot ku empireum, razem 174 godzin czyli 7¼ dnia. W topografii Piekła i Raju poeta poszedł za pojęciami współczesnemi: pierwsze ma kształt lejka sięgającego do środka ziemi; drugie odpowiada systemowi Ptolomeusza. Ziemia stanowi tutaj ognisko wszechświata, około którego krąży 9 sfer: sfera ognia, niebo Księżyca, Merkurego, Wenery, Słońca, Marsa, Jowisza, niebo gwieździste, niebo kryształowe; wyżej jest empireum. Zato układ Czyśca jest pomysłem Dantego, zbudowanym na tle pojęć platońskich; według niego Czyściec jest górą stożkowatą, wznoszącą się z Oceanu i uwieńczoną rajem ziemskim.
Źródła B. K. Wyczerpujące wiadomości o wizjach i opisach światów zagrobowych znajdują się między innemi w dziełach:
Al. d’Ancona: I Precursori di Dante, Florencja 1874.
P. Rajna: La genesi della D. C. (W La Vita ital. nel Trecento, Medjolan 1895).
Poza podaniami indyjskiemi, greckiemi etc., literatura chrześcijańska posiada utwory wczesne z tą tajemniczą treścią, niepokojącą wyobraźnię wieków średnich; tu należą: Apokalipsa św. Piotra, epizody w Żywocie św. Antoniego, apokryficzna Wizja św. Pawła (por. Piekło, p. II, w. 28), Podróż św. Brandana, Wizja Tundala, Czyściec św. Patryka i najsłynniejsza z nich Wizja Fra Alberyka de Montecassino. Weszły bądź do poezyi epiczno-religijnej, bądź do hagiografii (żywotów świętych).
Wizje polityczne stanowią dział odrębny; dalszą gałęzią tego rodzaju literackiego były satyryczne i wolnomyślne poezje trubadurów, często z cechą żartobliwego niedowiarstwa; słynny jest serventes Piotra Cardinala, w którym wzywa Boga, aby wszystkim ludziom otwarł na oścież bramy niebieskie i zniósł zupełnie państwo szatana. Bezpośrednio na genezę B. K. mogła działać w dużej mierze poezja umbryjska Franciszkanów; utwory takiego Fra Giacomina z Werony: De Jerusalem celesti oraz De Babilonia civitate infernali; albo Piotra da Barsegapè poemat O upadku, zbawieniu i sądzie ostatecznym; albo Fra Bonvesina da Riva opis sądu ostatecznego i t. p.
Stosunek Dantego do poetów franciszkańskich zaznaczył z naciskiem Gaspary (Geschichte der ital. Literatur, t. I, str. 133 i nast.); nowe wskazówki przynosi Kraus (str. 435 i nast.), wymieniając dyskurs największego z liryków franciszkańskich Jacoponego da Todi p. t.: O poznaniu prawdy i dowodząc jego podobieństwa z ideą zasadniczą B. K. Równie uderzającą analogję przedstawia opowieść Brunetta Latiniego w Tessoretto: jak wśród podróży pobłądziwszy w ciemnym lesie, napotyka wysoką górę; jak pod nią ukazuje mu się dostojna postać kobieca (Przyroda), która opowiada o stworzeniu człowieka, grzechu pierworodnym, odkupieniu, o władzach duszy ludzkiej, o czterech temperamentach, o zmysłach, żywiołach, siedmiu planetach, oceanie, podróżach poza słupy Herkulesa. Przyroda poucza Brunetta, jak ma wydobyć się z lasu, i gdzie znajdzie cztery cnoty oraz Boga miłości. Rozkosze miłości ziemskiej odciągają go z drogi prawej. Owidjusz musi go pouczyć o złej i dobrej naturze miłości, poczem czyni pokutę i wraca do Boga; wyznaje grzechy i chciwy wiadomości siedmiu sztuk, wjeżdża napowrót do lasu, aż rankiem dostaje się na szczyt Olympu. Nakoniec studja dantejskie winny uwzględnić łączność Dantego z nauką scholastyczno-mistyczną nie tylko Tomasza z Akwinu, ale zwłaszcza Dionyzego Pseudo-Areopagity, Hugona i Ryszarda de St. Victor, św. Bonawentury.
Wykład poematu podaje przedewszystkiem sam poeta w liście (rzekomo autentycznym) do Can Grande Scaligera (§ 15), powiadając że celem jego było: »Człowieka stojącego jeszcze w tem życiu, ze stanu niedoli wprowadzić do szczęśliwości«. Niebotycznych wyżyn sięga ten cel w wierszach Raju (p. I. w. 70 i 105), gdzie mowa o przeczłowieczeniu (trasumanar) i upodobnieniu się do Boga.
To byłby najogólniejszy, moralno-religijny wykład dążności B. K. Z biegiem wieków tłómaczenie allegorji poematu przebyło liczne ewolucje; Kraus rozróżnia w nich cztery okresy:
1. Pojmowanie moralno-religijne od czasów Dantego aż do końca XVIII w., wyrażone po raz pierwszy u Piotra Alighierego, następnie w kołach Bokacjusza i Jakóba della Lana. Z tych kół wyszedł rzekomo autentyczny, słynny list Dantego do Scaligera; w każdym razie interpretacja w nim zawarta jest najbliższa poety, może nawet z własnych ust jego pochodzi. Autor listu powiada w § 7—8, że znaczenie poematu jest wielorakie: literalne czyli dosłowne, allegoryczne lub mistyczne, moralne i anagogiczne. Treść dosłownie pojęta opowiada stan duszy człowieka po śmierci; allegorycznie przedstawia człowieka, jak przez zasługę lub winę, z wolnej woli sprowadza na się sprawiedliwość karzącą lub nagradzającą; wykład moralny (§ 15) podało się powyżej; wykład anagogiczny, mniej ważny, wyprowadza poza świat zmysłowy; jego przenośnia dotyczy życia duchowego. W myśl zatem wykładu moralnego pierwsi komentatorowie objaśnili allegorje trzech początkowych pieśni B. K. jak następuje: Pobłądzenie w ciemnym lesie oznacza według nich uwikłanie w grzechach; Pantera, Lew i Wilczyca, trzy grzechy główne, wymienione w Piśmie jako źródła wszystkiego złego; zmysłowość, pychę i chciwość; trzy niewiasty Marja, Łucja, Beatrycze są uosobieniem potrójnej łaski: ostrzegającej, oświecającej, skutecznej. Przez Charta rozumieją bądźto szczęśliwość, bądź Chrystusa, bądź genialnego człowieka z nizkiego stanu, bądź jakiegoś świątobliwego papieża i t. p.; to jest równie stanowisko najznamienitszego ze starych komentatorów, Benvenuta Rambaldiego z Imoli (około 1374 r.).
2. Wtóry, zwrotny okres zaznacza się radykalnem odsunięciem wykładu moralno-religijnego i wprowadzeniem wykładu historyczno-politycznego. Zaczyna się z G. Gozzim w Obronie Dantego przeciw Bettinellemu (Wenecja 1758 r.); do przesady dochodzi w Gabryjelu Rossettim, który nie tylko że w każdym rysie chce widzieć aluzję polityczną, ale posuwa do ostatnich granic namiętność stronniczą i fantastyczność. W Lucyperze np. widzi uosobienie Papiestwa (czego dowodem ma być według niego także wiersz Pappe Satan...); twierdzi, że cała B. K. jest kryptogramem, zrozumiałym jedynie Ghibellinom, którzy dla porozumienia się stworzyli tajny język (np. amo-re oznacza kocham króla) i t. p. Dziwactwa tego kierunku dotrwały aż do dni ostatnich, kiedy w Charcie dopatrywano po kolei Wiktora Emanuela, Garybaldiego, Napoleona III, nawet Lutra i Wilhelma I!...
3. Trzeci okres przynosi reakcję przeciw nadużyciom wykładu historyczno-politycznego i wraca do wykładu moralno-religijnego. Przedstawicielami jego są Witte, Blanc, Philaletes, Scartazzini, Kraus. Wszyscy oni, z małymi odcieniami, uważają B. K. za epos powszechne, którego treścią jest życie duchowe człowieka: historja duszy, jej obłąkanie, podniesienie, uświęcenie. Równie we Włoszech Balbo, Tommaseo, Giuliani zwrócili się do wykładu moralnego.
4. Epoka dążności i walki Włoch o zjednoczenie (1848—1870) zaznacza się między komentatorami włoskimi znowu silnem zaakcentowaniem przenośni politycznej w B. K. Do tego stronnictwa należą między wieloma: Gioberti, Fraticelli, Carducci. Zwłaszcza ostatni, namiętny przeciwnik Kurji, sławi Dantego jako piewcę odrodzenia i zjednoczenia Włoch wedle tradycji rzymskiej. Naprzeciw tego antykościelnego wykładu, w duchu wyłącznie katolickim objaśniają B. K. we Włoszech Berardinelli, Jezuita; w Szwajcaryi O. Berthier, Dominikanin; w Niemczech Hettinger, który jednak sądzi, że wykłady moralno-religijny oraz historyczno-polityczny nie wykluczają się, owszem uzupełniają i objaśniają wzajemnie.
Środkiem, jakiego użył poeta, jest przedstawienie duszy ludzkiej w trzech stanach ziemskich i zaziemskich: grzechu i kary, pokuty i oczyszczenia, zasługi i szczęśliwości. Według tego rozkłada się także materja poetycka: w dole panowanie zmysłów, w pośrodku wyzuwanie się z cielesności, w górze byt stworzeń odcieleśnionych i zbawionych. Odpowiednio rozdziela się materja ideowa; w części pierwszej zagadnienia życia i jego drogowskaz praktyczny: etyka; w drugiej zagadnienia istoty bytu i jego zjawisk ziemskich: filozofia; w trzeciej zagadnienia rzędu najwyższego, prawdy odwiecznej o Bogu i ładzie wszechstworzenia: teologja.
Allegorja figur B. K. Dociekania komentatorów tyczą się głównie pieśni początkowych; różnorodne systemy krzyżują się tutaj od najdawniejszych czasów. Góra (Colle) została zgodnie uznana za wizerunek życia cnotliwego, bogobojnego. Las ciemny (Selva oscura) oznacza życie grzeszne człowieka, w pojęciu ogólniejszym upadek moralny społeczności ludzkiej, zaś w wykładzie politycznym zamieszanie państwowe ówczesnych Włoch.
Trzy bestje (tre fiere), tj. Pantera, Lew i Wilczyca wywołują już znaczniejszą różnicę zapatrywań. Pierwsi komentatorowie, jak Bokacjusz, zgodnie z symboliką teologiczno-etyczną wieków średnich widzieli w nich zmysłowość, chciwość i pychę, tj. 3 źródła wszelkiego grzechu; w nowszej egzegezie Scartazzini po wielu wahaniach wrócił do tej starej interpretacji. Co do szczególnego symbolu Wilczycy w znaczeniu politycznem, nawet Kraus zgadza się, iż poeta przedstawił w niej chciwość Kurji rzymskiej, jednak nie władzę świecką papieża, jak chcieli niektórzy.
Trzy niewiasty (tre donne) są tłómaczone rozmaicie. Lucja najprawdopodobniej oznacza łaskę ostrzegającą, a razem oświecającą. Imię jej przejęte od św. Łucyi, męczenniczki syrakuzańskiej, w XIII w. nader popularnej patronki od cierpień oczu, dawczyni światła (w znaczeniu duchowem.) Donna gentile, to Marja, matka wielkiego miłosierdzia. Beatrycze jest postacią najbardziej sporną. Piotr Alighieri widzi w niej teologję, równie Benvenuto da Imola; Boccaccio łaskę odkupiającą: z nowszych Balbo: poznanie Boga; Rossetti i Kraus mądrość bożą; Blanc: objawienie; Witte: teologję jako przeciwieństwo filozofii; Hettinger: łaskę ratującą, oraz ideę ubłogosławienia; Tommaseo: wiedzę teologiczną; Bartoli oraz de Sanctis: ideał kobiecości (das ewig weibliche Goethego); Scartazzini pierwotnie rozumiał przez Beatryczę: światłość bożą; w ostatnich dniach uznał w niej symbol papiestwa naprzeciw symbolu cesarstwa, który chce widzieć w Wirgiliuszu. Najtrudniejsze jest pojmowanie Beatryczy jako wiedzy teologicznej.
Obok Beatryczy najtrudniejszy do odgadnienia jest Chart (Veltro), który ma zadławić Wilczycę (Piekło, p. I, w. 101). Jedni uważają go za tożsamego z owym Wodzem (Dux), który wybawi świat od prastarej wilczycy (Czyściec, p. XX, w. 15), oraz z owym Posłańcem bożym, wyobrażonym cyfrą 515 (DXV—DVX), o którym mowa w Czyścu p. XXXIII, w. 43; inni podkładają każdemu z nich odmienną historyczną lub abstrakcyjną osobistość. Scartazzini w swoim komentarzu do B. K. podaje dokładnie dzieje tych objaśnień, od najstarszych, o których mówiło się wyżej, aż do najnowszych. Według tych ostatnich Veltro i Dux oznaczają bądź księcia Can Grande, bądź innego wodza ghibellińskiego, bądź cesarza Henryka VII, bądź wogóle zasadę monarchiczną, bądź samego poetę, bądź Chrystusa — Parakleta, — nie licząc innych dziwacznych wykładów.
Reszta spornych objaśnień dotyczy Matyldy (Czyściec, p. XXVIII, w. 43). Najprawdopodobniejsza jest hipoteza, że pod postacią tego cudnego zjawiska ziemskiego raju, poeta chciał uczcić cnotliwą Matyldę, margrabinę Kanossy, że w jej symbolu ukrył ideę życia czynnego (vita activa), tę samą, którą Goethe w II cz. Fausta postawił jako czynnik ekspiacji i zbawienia.
Estetyka Dantego. Teorji sztuki w całokształcie nigdzie Dante nie pozostawił, jednak można ją wysnuć z przygodnych wyznań. Najlepsze dzieło o tym przedmiocie podaje H. Janitschek: Die Kunstlehre Dantes und Giotto’s Kunst, Lipsk 1892. Estetyka Dantego jest odbiciem teorji scholastów, zwłaszcza Tomasza z Akwinu, jednak da się odnieść aż do św. Augustyna: piękno polega w harmonii cząstek do całości. T. z Akwinu, Bonawentura, a za nimi Dante wychodzą z założenia, że Bóg jest źródłem piękna i dobra, między któremi z tej przyczyny istnieje związek konieczny; więc też piękno w świecie jest odbiciem piękności bożej (Raj p. XIII, w. 52), zaś dobroć boża sama przez się jest pięknem (Raj, p. VII. w. 64). Dante położył też nacisk na trzecią zasadę etyczną scholastyki, tj. na prawdę i określił nią stosunek sztuki do natury. Więc dzieło sztuki jest odtworzeniem natury; jak zaś natura jest córką ducha bożego, tak sztuka jest jej dziecięciem, a bożą wnuką (Piekło, p. XI, w. 97—105). Myśl sama jest arystotelesowa, przeszła jednak przez pryzmat naturalizmu F. z Assyżu i Umbryjczyków, na których Dante się kształcił. Dalszy rozwój tej teorji snuje się między Monarchią (I, 4 i II, 2), a B. K.: Powstanie dzieła sztuki zależy od trzech momentów: pomysłu artystycznego, narzędzia i materjału. Podobnie natura przechodzi trzy stopnie, nim się objawi; pierwszy stopień twórczej myśli bożej, drugi stopień ducha krążącego w materji, wreszcie trzeci stopień ucieleśnienia. Następnie zarówno natura jak sztuka, będąc tworami skończonymi, posiadają granice i prawa, które poeta zowie wędzidłem sztuki (Czyściec, p. XXVIII, w. 141); artyście nie wolno ich przekroczyć, inaczej dzieło sztuki padłoby w rozsypkę (Raj, p. VIII, w. 105). Równie materja sama przez się stanowi dla myśli twórczej przeszkodę i hamulec, z któremi liczyć się potrzeba (Raj, p. I, w. 127; p. XIII, w. 78).
Drugi pewnik postawiony u Dantego jako zasadnicze prawo sztuki jest ten, że artysta powinien przedstawiać tylko to, co odczuł (Convivio IV, c. 4). Z tą wielką myślą, którą równocześnie do malarstwa wprowadzał Giotto, rozpoczęła się nowa era subjektywizmu w sztuce, lub jak się wyraża Kraus (Geschichte der christ. Kunst, I, 5) »odkrycie natury duszy«; odtąd »artysta wydaje dzieło sztuki z natchnienia osobistego; dążność pouczająca, a z nią wyłączne użycie przekazanych typów i form, powoli ustępują«. To też prawda życia u Dantego jest przedstawiona jako najwyższy ideał i cel sztuki (Czyściec, p. XII, w. 64; Raj, p. XXX, w. 30), a sztuka sama przez się jako rozkosz duszy (Czyściec, p XIV, w. 93); szczytną rozkosz odczujemy kiedyś z oglądania najwyższego piękna, (Raj, p. XXVII, w. 91—96). Zwłaszcza twarz niewieścia rozjaśniona boskością jest dla Dantego źródłem najwyższego zachwytu (Raj, p. I, w. 70; p. III, w. 10—15; p. XI, w. 76; p. XX, w. 13—15). Ideał sztuki chrześcijańskiej tu ma swój początek, najwyżej objawiony w niebiańskich twarzach Madonny, pędzla Rafaela.
Sam Dante to artysta obdarzony najgenialniejszą intuicją, która w połączeniu z głęboką świadomością środków stworzyła z B. K. istną syntezę wrażeń estetycznych. Cały ten świat sztuki jest zbudowany na symbolicznej troistości. Trójca będąca zasadą budowy poematu, panuje równie w szczegółach. Już Schelling zauważył, że Piekło jest plastyczne, Czyściec — malowniczy, Raj — muzyczny; troisty podział da się wieść w nieskończoność. Są to jakby trzy królestwa: kamienia, roślinności, światła; w pierwszem kolorytem dominującym jest czarność przewijana czerwienią; w drugiem zieleń i biel, w trzeciem jasność. Nastrój, który panuje w pierwszem, jest patetyczność; w drugiem łagodna rzewność; w trzeciem zachwycenie; pierwsze brzmi jak tragedja, drugie jak elegja, trzecie jak hymn. A taka jest w słowie twórczem poety moc porywająca, że słuchacz wędrując w jego ślad po owych trzech dziedzinach, przebywa je rzeczywiście całą swą istotą: ze świata ziemskich namiętności wchodzi w świat refleksji i zadumy, aż oczyszczony i udoskonalony moralnie, stanie się godnym wzlecieć tam, gdzie panuje

Miłość, co słońce porusza i gwiazdy.

Wybór tekstu i komentarza mających służyć za podstawę przekładu, nastręczał poważne trudności. Z jednej strony tekst B. K nie jest dotąd ostatecznie ustalony i przedstawia niezmierną ilość warjantów, które często odmieniają znacznie myśl oryginału. Tłómacz uznał za właściwe, do tekstu swego przyjmować te lekcje, które dają myśl najcelniejszą pod względem poetyckim: jest to zapewne probierz zawodny, ale jeszcze najmniej krzywdzący mistrza. W objaśnieniach znowu trzymał się raczej starych komentatorów jako najbliższych ducha dantejskiego, ale uwzględniał równie w dużej mierze wykład polityczny, który niewątpliwie leżał w intencjach poety. Do tych celów wystarczały wydania Fraticellego i Scartazziniego.




O METODZIE PRZEKŁADU.

Przekład poetycki jest rodzajem transpozycji, która ma za cel: przy wiernem zachowaniu treści dzieła odtworzyć jego nastrój i tym sposobem wywołać wrażenie artystyczne, co do charakteru i siły równorzędne z oryginałem. O ile pierwsze jest możebne tak dalece, że treść przekładu i oryginału mogą się dokładnie pokrywać, o tyle drugie, działające wartościami różnorodnemi języka, podatności form poetyckich, wreszcie talentu pisarskiego, da się urzeczywistnić tylko w przybliżeniu. Geniusz twórcy nigdy nie znajdzie równego sobie przetwórcy; trzebaby, aby i on był geniuszem; w tym jednak wypadku natura jego wzdrygałaby się bierności i poddania; siła popędowa zaniosłaby go wnet daleko i uczyniłaby jego dzieło transkrypcją lecz nie przekładem.
Tłómaczenie Boskiej Komedji przedstawiało się jako problem literacki niewysłowionego uroku. Chodziło o to, aby na te jedyne w świecie wielkości znaleźć formę ostateczną i jedyną. Bo jak na każdy byt jest tylko jedno przeznaczenie, tak na każdą myśl i na każde piękno jest forma jedna: znaleźć ją oto zadanie artysty. Przy niniejszem pracownik musiał zacząć od uświadomienia w sobie pewnych niemożebności i od zdobycia się na pewne rezygnacje. Niemożebnością jest odtworzyć wrażenia muzykalne wynikłe z mistrzowskiego użycia włoskiej mowy, rytmów i rymu. Niemożebnością nie nagiąć nigdy treści tak, aby nie odmienić obrazu, porównania, figury stylistycznej; aby na każdy wyraz i termin znaleźć odpowiednik równego znaczenia i siły. A więc konieczne zrezygnowanie z dokładności absolutnej, zniżenie tonu, zadowolenie się proporcją i nastrojem nie równorzędnym lecz równogatunkowym.
Środkami ku temu celowi były: Wtajemniczenie się w ideje poety, w jego wiedzę i wiarę, miłości i nienawiści. Wtajemniczenie się w charakter epoki, z której życiem pulsuje równo, tylko silniej myśl poety. Skutkiem tego obracanie się mniej niewolnicze w sferze jego pomysłów, dające tłómaczowi śmiałość i pewność, że nie popełnia zdrożności, w chwilach nieuniknionych zboczeń od oryginału. Wreszcie wtajemniczenie się w styl Dantego; zdanie sobie sprawy z różnic językowych i stylowych świadomie stosowanych w trzech częściach poematu.
Ostatni szczegół dotyczy tajemnic techniki pisarskiej i wymaga objaśnienia, jak ją tłómacz rozumiał i jak przeprowadził.
Odrębny styl Piekła polega w efektach jaskrawych i gwałtownych, w operowaniu kształtem, linią i barwą brutalnemi, w mieszaninie wzniosłości i komizmu, piękna i potworności, — słowem w grotesce. Środki Dantego są tutaj: język bardziej niż w innych częściach archaiczny; nadużycie wyrazów jędrnych, szorstkich, trywialnych, obficie czerpanych ze słownictwa dyjalektycznego; gwałtowne skróty składni niespokojnej i dziwacznej. Przekład stara się wejść w intencje oryginału: archaizmy wyrazów i składni polskiej, brutalność słowa, rym umyślnie dziwaczny, kapryśna rytmika, stały się w wydobywaniu odpowiednich nastrojów posiłkiem pierwszorzędnym.
W Czyścu ton odmienny; pogoda, łagodność, uciszenie akcentów namiętnych. Odpowiednio w przekładzie usiłowano, aby wiersz płynął swobodnie, aby wyrazy przestarzałe i niezwykłe, aby rytmy niespokojne nie zadzierały gładkiego toku mowy, zbliżonej ile możności do języka codziennego, a tylko wyszlachetnionej poetycko.
W Raju dziwność nieziemska, ton mistycznego zachwycenia łagodzony powagą dysput teologicznych; dla oddania podwójnego nastroju, poeta ma w swej mocy sposoby nowe i nieoczekiwane, narzucające się równie tłumaczowi: nieswojskie przenośnie, które należało zachować: niezwykłe, uczone opisy i określenia, które wypadło ujmować w formę tercyny; ścisłość scholastyczną, w której nie wolno było gubić żywiołu poetyckiego; wyrazy ukute do jednorazowego użycia; owe zwięzłe i malownicze formacje, którym tłómacz ze strachem tylko ważył się przeciwstawiać takie nowotwory jak: zbożeć, przeczłowieczenie, wiedy, ujawić się lub wiekuiścić, rezygnując już z dosłownego oddania słów takich jak immeirsi lub inluirsi. Jak największa troskliwość musiała być skierowana do trafnego odtworzenia treści, której każde najdrobniejsze zboczenie groziło herezją. Przekład zachowując ile możności cechy poetyckie, musiał równocześnie być interpretacją, inaczej stałby się zupełnie niezrozumiały i naraziłby się na to, że po jego objaśnienie uciekanoby się do komentarza wydań oryginalnych.
Dziś, kiedy dzieło lat kilkunastu leży ukończone, praca nad niem wydaje się tłómaczowi jakby jakaś walka mistyczna, jakieś borykanie się z przerażająco piękną a nieugiętą potęgą, — niby zapasy Jakóba z Aniołem. A radość jaka być może, jest zwarzona przeświadczeniem, że wiele tam pozostało szańców niezdobytych i zwycięstw pozornych i klęsk niepowetowanych.

E. P.


I.
PIEKŁO
PIEŚŃ I.

W życia wędrówce, na połowie czasu[1]

Obrawszy błędne manowców koleje,
Pośród ciemnego znalazłem się lasu.[2]

O, jakże ciężko wysłowić tę knieję,

Te puszcz pustynnych[3] zaciernione dzicze!
Kiedy przypomnę, dusza mi truchleje.

Gorzko, śmierć chyba większe zna gorycze;

Lecz dla korzyści dobytych z przeprawy,
Opowiem boru rzeczy tajemnicze[4].

10 
Nie wiem[5], jak w one zaszedłem dzierżawy,

Bo mną owładła senność[6] jakaś duża
W chwili, gdy drogi zaniechałem prawej.

13 
Gdym jednak przybył do góry[7] podnóża,

Którą zaparty owy wądół kona,
Skąd się, jak rzekłem, taki strach wynurza,

16 
Podniósłszy głowę, widzę, że ramiona

Góry już swemi promieniami stroi[8]
Gwiazda wodząca tuziemskie plemiona.

19 
Więc się z widoku tego uspokoi

Przestrach w jeziorze serca rozkiełzany
Przez noc bolesnej bezotuchy mojej.


22 
A jak człek z morza na ląd ratowany

Z piersią dyszącą staje i zdaleka
Oczyma jeszcze bada groźne piany.

25 
Tak było, duch mój, podczas gdy ucieka,

Pogląda za się na przebytą drogę,
Co nie przepuści żywego człowieka.

28 
Więc gdy mdłe ciało odpoczynkiem wzmogę,

Znów po bezludnych progach stopy nużę,
Wciąż niżej mając wyprężoną nogę[9].

31 
Wtem tam, gdzie ścieżka strzelała ku górze,

Znienagła mi się zjawiła u stoku
Zwinna Pantera[10] o plamistej skórze.

34 
Ta z mej osoby nie spuszczała wzroku

I tak męczyła w mojem wstępowaniu,
Że kilka razy chciałem wracać kroku.

37 
Była to właśnie chwila na zaraniu:

Wschodziło słońce z onym gwiazd orszakiem[11],
Co z niem świeciły, gdy w pierwozadrganiu

40 
Świata Pra-miłość wiecznym pchnęła szlakiem

Przepiękne twory; więc ta pora świeża
I wiosny blizkość były dla mnie znakiem,

43 
Że przecież ujdę pstrokatego zwierza;

Ale tuż trwogę poczułem niemałą,
Gdy Lew przedemną wyrósł u pobrzeża.

46 
Głowę podnosił i, jak mi się zdało,

Szedł prosto na mnie, taki wściekły z głodu,
Że przerażone powietrze truchlało[12].

49 
Potem Wilczyca brzemienna od płodu

Żądz wszelkich, mimo, że chuda i sucha,
Sprawczyni nieszczęść mnogiego narodu,


52 
Swoim widokiem zgnębiła mi ducha

I w takie wreszcie strąciła rozpacze,
że dojścia szczytów zczezła mi otucha.

55 
A jak z wygranej ucieszeni gracze,

Kiedy przeciwny zasię wiatr powieje,
Bledną i wszystka myśl się w nich rozpłacze,

58 
Tak ja od zwierza porywczości mdleję

I odpychany cofam się ze skały
W stronę przepaści, gdzie słońce niemieje[13].

61 
Już moje stopy w dół się obsuwały,

Gdy przed oczyma kształt się zjawił mglisty,
Jakby milczeniem długiem spowietrzały[14].

64 
Gdym go obaczył w puszczy opoczystej:

»Pożal się, proszę«, wołam do zjawienia,
»Cień-li, czy człowiek jesteś rzeczywisty!«

67 
»Nie człowiek, jednak z ludzkiego plemienia;

Ojców Lombardów miałem«, rzekła mara,
»Z mantowańskiogo oboje nasienia.

70 
Urodziłem się za Jula Cezara[15],

A za Augusta cnego żyłem w Rzymie,
Gdy panowała bogów kłamnych wiara.

73 
Poetą byłem i w epicznym rymie

Uszłego z dumnej Ilionu ruiny
Anchizowego-m syna[16] głosił imię.

76 
A ty, przecz wracasz w nieszczęsne doliny?

Czemu nie spieszysz na górę, rodzicę
Wesela, gniazdo radosnej nowiny?«

79 
»Więc Wirgilego oglądam? Krynicę,

Skąd płynie Słowa strumień tak obficie?«
Odezwałem się, zasromawszy lice.


82 
»O, ty, poetów światło i zaszczycie!

Niech mię zalecą miłość i uwaga,
Com z nią na myśli twojej szedł wykrycie.

85 
Ty jesteś Mistrz mój, ty moja Powaga[17]:

Przez cię jedynie styl mój[18] nabył piętna
Sztuki, skąd dzisiaj moja cześć się wzmaga.

88 
Płoszy mię bestja, przejściu memu wstrętna:

Dopomóż, mędrcze sławny! oto ginę
Z trwogi i żywiej dygocą mi tętna«.

91 
»Ścieżki potrzeba obrać tobie inne«,

Rzekł, widząc oczu moich zapłakanie,
»Jeżeli przebrnąć życzysz tę gęstwinę.

94 
Bo owa bestja, co mię wołasz na nię,

Nikomu drogą swoją przejść nie daje:
Póty przeszkadza, aż w nim dech ustanie.

97 
A tak złośliwe chowa obyczaje,

Że zachłannością jej chciwość się mnoży
I tem głodniejsza, im się bardziej naje[19].

100 
Rozliczny jest zwierz[20], z którym cudzołoży

I dotąd będzie, aż nadejdzie żwawy
Chart[21], co ją na śmierć w boleściach umorzy.

103 
W glebie ni kruszcu[22] nie poszuka strawy,

Jedno w rozumie, cnocie i miłości;
Ojczyzna jego: pośród Feltr[23] dzierżawy.

106 
Nędznej Italii on wybawi włości,

Dla których Turnus, Kamila dziewica[24],
Euryjal, Ninus położyli kości.

109 
Odeń ścigana z grodu w gród wilczyca

Napowrót w piekieł dostanie się władze,
Skąd ją przysłała Zawiść zazdrośnica.


112 
A ja tak dbale o twem dobru radzę,

Ze-ć przewodnikiem będę; skróś tej góry
Przez wiekuiste miejsca przeprowadzę[25],

115 
Kędy usłyszysz rozpaczliwe chóry

Bolesnej duchów starodawnych rzeszy,
Co z wszystkiej piersi woła o skon wtóry[26].

118 
Potem tych ujrzysz, których płomień cieszy,

Rozradowując nadzieją niepłoną,
Że się ich wniebowstąpienie przyspieszy.

121 
A gdy zajść zechcesz aż tą jasną stroną,

Godniejszej zdam cię, niźli moja, pieczy
Na dalszą drogę, gdzie iść mi wzbroniono.

124 
Bo owy Władca i Król wszystkich rzeczy

Za me prawdziwej wiary nieuznanie[27]
Wstępu do miasta swojego mi przeczy.

127 
Wszędy rząd jego, lecz tam królowanie:

Tam ma stolicę, tam wysokie trony;
Szczęsny, w wyborze kto mu się ostanie«.

130 
»Poeto«, rzekę, takiem zachęcony

Słowem, »przez Boga nieznanego tobie,
Bym z tej i gorszej doli był zbawiony,

133 
Tam, gdzie powiadasz, wiedź-że mię w tej dobie;

Niechaj obaczę te piotrowe progi[28]
I tych, co mówisz, że jęczą w żałobie«.

136 
Ruszył, — ja za nim w trop dźwignąłem nogi.





PIEŚŃ II.

Już dzień uchodził[29], mrok szarej godziny

Już odwoływał padolne zwierzęta
Od pospolitych trudów; ja jedyny

Gotowałem się na bój, nie na święta,

Z trudem podróży, z litości katuszą[30];
Skreśli je pamięć, co jej błąd nie pęta.

Wesprzyjcie Muzy[31], krzep mię twórcza duszo!

Pamięci moja, widzeń mych zwierciadło,
Dzisiaj się mocy twe objawić muszą.

10 
»Ty, co mię wiedziesz w krainę przepadłą,

Znasz-li me serce dość silnem i dzielnem,
Aby na wielkiem przejściu sobą władło?

13 
Mówisz, że w ciele jeszcze skazitelnem

Rodzic Sylwiusza[32] odwiedzał te szlaki
I nieśmiertelność czuł ciałem śmiertelnem.

16 
To, że wróg złego był mu łaskaw taki[33],

Wiedząc, jak ważny skutek dzieło czeka
I ważąc kto zacz miał zeń wyjść i jaki,

19 
Chyba nie zdziwi rozumnego człeka:

Gdyż on rzymskiemu państwu i Rzymowi
Na patryjarchę był naznaczon z wieka,

22 
Który i które, — że się tu wysłowi

Prawdę, — dla świętych miejsc są stanowione,
Gdzie dzisiaj siedzą dziedzice Piotrowi.

25 
Przez owo zejście w twej pieśni sławione,

Zrozumiał rzeczy, po których przyczynie
On wziął zwycięstwo, a papież koronę.


28 
Po nim Apostoł, wybrane Naczynie[34],

Skróś przewędrował te zaziemskie smugi
By wzmocnił wiarę, zbawienia dawczynię.

31 
Lecz ja co? Skąd mi łaska? Jam nie drugi

Eneasz, ani Pawła hart posiadam,
Nikt, ni sam do się nie znam tej zasługi.

34 
Więc gdy me pójście na twą wolę składam,

Drżę, czy zamiaru nie roję szalenie;
Ty mędrzec, pojmiesz lepiej, niż powiadam«.

37 
Jak człek, co chciawszy, znów odmienia chcenie[35],

Aż w postanowień kolejnych szeregu
Zgoła odwróci pierwotne życzenie,

40 
Taki ja byłem na ponurym brzegu,

Kiedy namysłem starłem chęci skore
I w pierwszej chwili ochocze do biegu.

43 
»Jeśli twą tajną myśl ze słów rozbiorę«,

Rzekł wielkoduszny cień, »widzę na oczy
Wnętrzne twej duszy nędznym strachem chore;

46 
Który tak czasem człowieka omroczy,

Gdy się zapalił do zacnego dzieła,
Że jak płochliwy zwierz przed nim uskoczy.

49 
By się odwaga z tej trwogi ocknęła,

Opowiem rozkaz dany mi w otchłani
W on czas, gdy litość nad tobą mię zdjęła.

52 
Siedziałem w duchów wątpliwych[36] przystani,

Gdy przyszła cudna, święta białogłowa,
Tak żem ją wołać: Rozkazuj mi pani!

55 
Wzrok jej lśnił jaśniej niż gwiazda wschodowa;

Słodka i cicha była i w mówieniu
Anielska: ta w te ozwała się słowa:


58 
»O ty uprzejmy mantowański cieniu,

Którego imię trwa i pełne chluby
Trwać będzie, póki żywota stworzeniu;

61 
Oto miły mój, a losom nieluby

Takie przekory napotkał w swej drodze
Na pustych progach, że nie wytrwał próby,

64 
Wracał i zbłądził; a lękam się srodze

Słysząc, co o nim powiadano w górze,
Czy mu nie późno z posiłkiem przychodzę.

67 
Więc z ozdobnemi słowy pospiesz, nuże!

Niechaj go zbawi twa pomoc i rada
I niech ja o nim więcej źle nie wróżę.

70 
Jam Beatrycze, która do cię gada:

Z miejsc idę, które wnet odzyskać życzę;
Miłość mię wiodła i teraz mną włada.

73 
Kiedy powrócę przed pańskie oblicze,

Chwalić cię będę i często i szczerze«.
Zamilkła, a ja do niej: »Beatrycze!

76 
O zacna pani, z której jedno bierze

Tę moc ród ludzki[37], że przeszedł stworzenia
Żyjące w nieba najwęższego sferze;

79 
Tak mię ochota służby rozpłomienia,

Że nie usłużę nigdy nadto wcześnie
I tutaj dość mi jednego skinienia.

82 
Lecz powiedz przecie: Nie lękasz się w cieśnie

Naszej śródziemnej zstępować otchłani
Z szerokich dziedzin, gdzie ci radość wskrześnie?«

85 
A na to rzekła mi ta jasna pani:

»Pokrótce zadość twej chęci uczynię.
Bym zejść się bała, nikt mi nie przygani;


88 
Bać się należy tych rzeczy jedynie

Z których się szkoda niepowrotna lęże,
Ale nie innych, których groza minie.

91 
Ja z łaski bożej mam takie pawęże,

Że ni się nędzą waszą nie poplamię,
Ni mię płomieni waszych żar dosięże.

94 
Jest łaski-pełna Pani[38] w bożym chramie:

Przeciw zawadom chce pomagać tobie
I oto górne twarde prawo łamie.

97 
Więc Łucję do się przyzwała w tej dobie

I rzekła: »Sługę twego nęka trwoga;
Pospieszaj, twojej zlecam go osobie«.

100 
A Łucja[39], wszelkiej surowości wroga,

Zeszła, gdzie pobyt mam z Rachelą starą[40]:
»O Beatrycze, prawa chlubo Boga!«

103 
Tak przemówiła do mnie, »jakąż miarą

Nie spieszysz wesprzeć swego miłośnika,
Co się dla ciebie wzniósł[41] nad ciżbę szarą?

106 
Czyli cię łkanie jego nie przenika?

Czyli nie widzisz, jak śród fali wzdętej[42],
Chełpliwszej morza, z śmiercią się potyka?«

109 
Nikt nie miał większej na pośpiech zachęty,

Kto szuka zysku, lub się szkody boi,
Niż ja, gdym głos ten usłyszała święty.

112 
Z błogosławionych zstąpiłam podwoi,

Ufna w wymowie twej zacnej i czesnej,
Co równie ciebie jak słuchaczów stroi«.

115 
A dokonawszy słów tych, wzrok bolesny

Słonecznych oczu ku mej twarzy skłania;
Jam też czemprędzej biegł, by przybyć wczesny.


118 
I oto jestem wedle rozkazania;

Wydarłem ciebie bestji, co na cudną
Górę najprostszej ścieżyny zabrania.

121 
Więc cóż? Przecz stopę zatrzymujesz żmudną,

Dlaczego strachem serce twoje chorze,
Czemu odwaga i zapały chłódną,

124 
Skoro już jesteś na niebieskim dworze

Tak bardzo luby trzem błogosławionym
I gdy ja tobie tyle szczęścia wróżę?«

127 
Jak kwiatki nocnym powarzone szronem

Stulone gną się, aż gdy je odbieli
Słońce, wraz czołem się wznoszą i łonem,

130 
Podobnie we mnie otucha wystrzeli

A serce taka umocni odwaga,
Że wołam jako człek, co się ośmieli:

133 
»O przelitośna ta, co mię wspomaga!

I ty litośny, że długiej namowy
Nie używała do cię jej powaga.

136 
Ty swojem przyjściem i swojemi słowy

Takie w mem sercu wzbudziłeś pragnienie,
Żem znowu silny, żem znowu gotowy.

139 
Pójdźmyż, niech dwojga jedno będzie chcenie;

Ty Mistrzem moim, ty Wodzem, ty Panem«.
Zmilkłem, on ruszył; na jego skinienie

142 
Poszedłem krajem stromym i nieznanym.





PIEŚŃ III.

Przeze mnie droga w miasto utrapienia,

Przeze mnie droga w wiekuiste męki,
Przeze mnie droga w naród zatracenia,

Jam dzieło wielkiej, sprawiedliwszej ręki.

Wzniosła mię z gruntu Potęga wszechwłodna
Mądrość najwyższa, Miłość pierworodna;[43]

Starsze ode mnie twory nie istnieją,

Chyba wieczyste, — a jam niespożyta!
Ty który wchodzisz, żegnaj się z nadzieją...

10 
Na odrzwiach bramy ten się napis czyta

O treści memu duchowi kryjomej[44]:
»Mistrzu«, szepnąłem, »z tych słów groza świta!«[45]

13 
A on mi na to, jak człowiek świadomy:

»Tu oczyść serce podłością zatrute,
Tu zabij w sobie wszelki strach znikomy.

16 
Do miejsc my przyszli, gdzie czynią pokutę

Owi, com mówił, boleści dziedzice,
Duchy ze skarbu poznania wyzute«.

19 
Dłoń mi na dłoni położył i lice

Ukazał jasne, duchem natchnął śmiałym,
Poczem wprowadził w głębin tajemnice.

22 
Stamtąd westchnienia, płacz, lament, chorałem

Biły o próżni bezgwiezdnej tajniki:
Więc już na progu stając, zapłakałem.

25 
Okropne gwary, przeliczne języki,

Jęk bólu, wycia to ostre, to bledsze,
I rąk klaskania i gniewu okrzyki[46]


28 
Czyniły wrzawę, na czarne powietrze

Lecącą wiru wieczystymi skręty
Jak piasek, gdy się z huraganem zetrze.

31 
Nieświadomości skrępowany pęty:

»Mistrzu«, spytałem, skąd ten chór boleści,
Kto ów lud, taką snać rozpaczą zdjęty?«

34 
On rzekł: »Męczarnię takiej podłej treści

Znoszą w tem miejscu te dusze mizerne,
Które bez hańby żyły i bez cześci[47].

37 
Są zaś wmieszane między owe bierne

Rzesze aniołów, które samolube
Żyły, ni wrogie Bogu, ni też wierne.

40 
Niebo ich nie chce, gdyż niosłyby zgubę

Jego piękności; piekło je wyklucza,
Gdyżby z nich gorsi mogli zyskać chlubę«.

43 
Ja znowu: »Mistrzu, co im to dokucza,

Że tak biadają głosami rozpaczy?«
A on wysłuchał mię i tak poucza:

46 
»Wiedzą, że skonu dzień[48] im się nie znaczy,

A ciemnym bytem tak są tutaj mali,
Że wszystko inne przenieśliby raczej.

49 
Świat nie dopuścił, aby w sławie trwali:

Litość ni Sąd się nimi nie opieka;
Nie mówmy o nich; spójrz raz i pójdź dalej«.

52 
A wtem proporczyk[49] ujrzałem, z daleka

Mknący tak szybko, jakby go nosiła
Dłoń niegodnego spoczynku człowieka.

55 
Za nim niezmierna czerń smugą się wiła;

Nigdybym nie był uwierzył na słowo,
Że tyle ludu śmierć już wytraciła.


58 
Poznałem kilku między bezcechową

Ciżbą; pośród nich szła mara człowieka,
Co z trwogi wielką skaził się odmową[50].

61 
Więc zrozumiałem, że tu śmierć zawleka

I tłoczy razem owe podłe sotnie,
Których Bóg i czart równo się wyrzeka.

64 
Nędznym, co w świecie żyli nieżywotnie,

Rój ós i przykra kąsa ciało mszyca;
Jęczą, gdy ból im do żywego dotnie.

67 
Od tych ukąszeń krew tryska na lica,

Którą u stóp ich łzami napojoną
Kłąb glist natrętnych kałduny nasyca.

70 
Potem, gdy inną wzrok posłałem stroną,

Nad wielką rzeką ujrzę ludu ławy.
»Mistrzu«, powiadam, »niech mi dozwolono

73 
Będzie zapytać: Kto są? Jakie sprawy

Każą im spieszyć? Ile zmierzch dozwoli
Rozeznać, widzę, że krok niosą żwawy«.

76 
A on: »Na powieść o nich przyjdzie kolej,

Gdy staniem kroki zahamowanymi
Nad Acherontem, strumieniem niedoli[51]«.

79 
Więc wzrok ze wstydu spuściwszy do ziemi

Zamilkłem, nie chcąc dłużej być natrętem.
I tak do rzeki brzegów szliśmy niemi.

82 
Wtem spojrzę, w łodzi mknie owym odmętem

Starzec kędziorów sędziwych i brody[52],
Wołając: »Gorze wam, duchom przeklętym!

85 
Nie pójdziecie wy na niebieskie gody:

Przybywam przewieść was po czarnej strudze
W ciemności wieczne, na żar i na chłody.


88 
A ty, co jeszcze ciało masz w posłudze:

Precz stąd! Co robisz w umarłym narodzie?..«
Kiedy zaś widział, że z odejściem żmudzę:

91 
»Z innej przystani i po innej wodzie

Jest przeznaczona droga twej podróży;
Wypada tobie lżejszej szukać łodzie«.

94 
»Niech się Charonie w tobie gniew nie jurzy!«

Rzekł Mistrz, »tak życzą tam, gdzie śladem chcenia
Zaraz czyn kroczy; wara pytać dłużej!«

97 
Więc lic kosmatych surowość odmienia

Przewoźnik, włodarz czarnowodnej rzeki,
W krąg ócz mający obrączki z płomienia.

100 
Ale tym nagim i znużonym szczeki

Dzwoniły, w lica strach zachodził siny,
Gdy usłyszeli swój los niedaleki.

103 
Boga, rodziców, ludzkość, narodziny

I dzień i miejsce swych narodzin klęli
I syny swoje i swych synów syny.

106 
Potem się sparli łkając nad topieli

Brzegiem, skąd wszyscy pójdą na męczarnie,
Co żyć w bojaźni bożej nie umieli.

109 
Bies Charon ócz swych zaświeca latarnie

Drogę wskazując i kupą ich goni,
A gdzie nie idą w ład, tam wiosłem garnie.

112 
Jako pod jesień drzewo liście roni

Jedno po drugiem, aż się konar wdowi
Nagim, ze stroju wyzutym, odsłoni,

115 
Tak ci dziedzice grzechu adamowi

Jedno po drugiem zlatują mu w sudno[53],
Niby na wabia sokół[54] w dłoń łowcowi.


118 
I jadą przez toń ciemnościami brudną,

A nim na brzeg je przeciwny wysadzi,
Po drugiej stronie znów od gości ludno.

121 
»Synu mój«, tak Mistrz swoję rzecz prowadzi:

»Lud, co umiera w nieprzyjaźni bożej,
Z ziemi wszech krańców tutaj się gromadzi.

124 
Co rychlej wszyscy rzekę przebyć skorzy,

Bo tak ich boska sprawiedliwość bodzie,
Że zmniejsza lęku, a pragnienie mnoży[55].

127 
Nie chodzą duchy dobre ku tej wodzie;

Wiesz teraz, czemu, widząc cię w ich kole,
Chciał tobie Charon stawać na przeszkodzie«.

130 
Gdy kończył mówić, całe czarne pole

Drgnęło tak mocno, że kiedy przypomnę,
Dziś jeszcze dusza kąpie się w mozole.

133 
Z ziemi łez wianie buchnęło ogromne,

Przeleciał po niej gromu błysk czerwienny:
I omdlały mi zmysły nieprzytomne —

136 
I padłem[56], jako pada człowiek senny.





PIEŚŃ IV.

Silny huk gromu wyrwał mi z pod powiek

Senność kamienną, tak, że się wzdrygnąłem
Niby gwałtownie przebudzony człowiek.

I wypoczęte oczy tocząc kołem,

Wyprostowany patrzałem po stronie,
Aby rozpoznać miejsce, gdzie stanąłem[57].


Otom się, widzę, znajdował na skłonie

Owej bolesnej, piekielnej doliny,
Co nieskończonych echa jęków chłonie.

10 
Loch był bezdenny, mgławy, czarno-siny;

Źrenice moje wysłane na zwiady
Niczego dobyć nie mogły z głębiny.

13 
»Zejdziemy teraz«, rzekł wieszcz cały blady,

»W otchłannych światów ślepe zakomory:
Ja pójdę pierwszy, a ty w moje ślady«.

16 
Widząc, że pobladł: »Jakże iść mam skory«,

Rzekłem, »gdy w tobie odwaga ustaje,
Co mi w zwątpieniach użyczasz podpory?«

19 
»Kaźń ludu, co te zamieszkiwa kraje«,

Rzekł, »twarz mi czyni równą białej chuście
Z barw litowania, co-ć się lękiem zdaje.

22 
Idźmyż: daleki cel ma nasze pójście«.

Ruszył; tu pierwsze przekroczyłem za nim
Koło, z tych, które biegną nad czeluście.

25 
Głos, co mi słuchu doszedł, był nie łkaniem,

Lecz szeptem westchnień, który skróś stuleci
Powietrze wzruszał bezustannem drganiem,

28 
Szedł zaś z cierpienia, które mąk nie nieci,

A które znoszą wielkie ludu ławy,
Gromada mężów i niewiast i dzieci.

31 
Rzecze Wódz do mnie: »Ażaś nie ciekawy

Tłumu, co smętne te wydaje gwary?
Nim stąd odejdziem, masz poznać ich sprawy.

34 
Bezgrzeszni oni są, ale z tej miary

Jeszcze się zasług zbawienia nie bierze:
Stanowi o niem chrzest, brama[58] twej wiary.


37 
Chociaż w pogańskiej przyszli na świat wierze,

Czci potem Bogu nie złożyli winnej;
Do ich gromady oto sam należę.

40 
Dla tej usterki, nie dla winy innej

Pobyt znosimy tutaj bezkatuszny,
W tęsknocie żyjąc próżnej i bezczynnej«.

43 
Tedy mi serce żal ogarnął słuszny,

Bo w tym przedsionku, na wątpliwe trwanie
Skazan, poznałem poczet wielkoduszny:

46 
»Powiedz, o Mistrzu mój, powiedz, o Panie«,

Spytałem, chcąc mieć tę pewność niezbitą,
W której jest wszego błędu zaniechanie,

49 
»Wyszedł-li który stąd, czy z własnej, czy to

Z cudzej zasługi — i był w niebo-brany?«
A on odgadłszy mowę mą zakrytą[59]:

52 
»Krótko przed mojem rozstaniem z ziemiany,

Mocarz tu zstąpił niebiańskiego lica,
Znakiem zwycięstwa ukoronowany.

55 
On z państw tych wywiódł pierwszego rodzica,

Abla, Noego; pośród innych wiela
Abram posłuszny, Mojżesz, praw krynica,

58 
Dawid stąd wyszedł i ród Izraela

Stary: to jest on i ojciec i syny
I wysłużona pasterstwem Rachela.

61 
Ich wyprowadził w niebieskie krainy;

A wiedz, że przed tym dostojnym wyborem
Żaden nie zaznał zbawienia człek iny«.

64 
Podczas gdy mówił, szliśmy dalszym torem,

Prując się czernią lasu bez ustanku,
Chcę rzec: przechodząc gęstym duchów borem.


67 
Małośmy uszli po okólnym ganku,

Kiedym obaczył blask, niby ognisko
W grubych ciemności gorejące wianku.

70 
Było daleko jeszcze, lecz dość blizko,

Ażebym poznał w pomroków prześwicie,
Że zacne duchy miały tam siedlisko.

73 
»Mistrzu mój, wiedzy i sztuki zaszczycie,

Któż oni i czem dostąpili prawa,
Że wiodą tutaj wywyższone życie?«

76 
Tak pytam. »Czesna«, rzekł, i »głośna sława,

Co ich wyniosła pomiędzy ziemiany,
Czyni, że niebo tu im wyższość dawa«.

79 
Wtem głos się rozszedł echem powtarzany

I brzmiał: »Przed wieszczem najwyższym chyl czoła!
Wraca cień jego, co był nam zabrany!«

82 
A gdy się echo uciszyło zgoła,

Ujrzę idące cztery wielkie cienie:
Twarz ich ni smutna była, ni wesoła[60].

85 
Rzecze Wódz dobry: »Obróć swe spojrzenie

Na tego, który mieczem w dłoni toczy,
A co go inni w takiej mają cenie.

88 
To król poetów, Homer; ten, co oczy

Ma uśmiechnięte, mistrz satyr, Horacy;
Owidjusz trzeci; Lukan czwarty kroczy[61].

91 
Że dostojeństwem wszyscyśmy jednacy,

Hołd mnie złożony, wszystkich w sobie brata:
Więc słuszna, że mi są łaskawi tacy«.

94 
Widziałem zatem słynną pośród świata

Szkołę książęcia[62] najszczytniejszej pieśni,
Co nad innymi jak orzeł polata.


97 
Gdy pogwarzyli z sobą ci rówieśni,

Uprzejmej ku mnie obracali twarzy.
Wódz się uśmiechał... A jeszcze mię cześniej

100 
Przyjmie ta rzesza i większym obdarzy

Zaszczytem, bo mię w swem gronie pozdrowi
Jako szóstego[63] śród słowa mocarzy.

103 
Roztrząsaliśmy, idąc ku ogniowi,

Rzeczy, o których z równego powodu
Tam się mówiło, jak tu się nie powie.

106 
Do stóp my doszli wspaniałego grodu,

Otoczonego murem siedmiorakim[64]
I piękną rzeczką; choć nie było brodu,

109 
Przeszliśmy tędy niby suchym szlakiem;

Potem bram siedmią na świeże murawy,
Gdzieśmy się z nowym spotkali orszakiem.

112 
Lud był szanownej, dostojnej postawy,

Powściągliwego, poważnego wzroku,
A mowy cichej, skąpej i nieżwawej.

115 
Zeszliśmy stamtąd od jednego boku

Na połoninę widną i przestroną,
Gdzieśmy ich wszystkich mieli na widoku.

118 
Tam, na zielonej darni mi zjawiono

Duchy, co dawniej były chwałą ziemi;
Na ich wspomnienie dumniej drga mi łono.

121 
Druhów Elektry[65] widzę: między niemi

Poznaję wielu: Hektora, Eneja,
Cezara w zbroi z oczyma orlemi.

124 
Z Kamilą widna mi Pentezyleja[66],

A obok ojca swojego Latyna[67]
Lawinia, w której Włoch była nadzieja.


127 
Brutusa[68] widzę, co wygnał Tarkwina:

Lukrecję, Julję, Marcję i Kornelę[69]
I samotnego z boku Saladyna[70].

130 
A gdy oczyma nieopodal strzelę,

Mistrza spostrzegam mężów pełnych wiedzą[71]
Na filozofów siedzącego czele.

133 
Cześć mu oddają, skinień jego śledzą

Sokrat z Platonem, cała mędrców świta:
Ci dwaj najbliżej u boku mu siedzą.

136 
Przypadkowości głoścę Demokryta,

Anaksagora, Djogena, Talesa,
Empedoklesa, Zena, Heraklita[72]

139 
Poznaję; znawcę ziół Djoskorydesa[73]

I Euklidesa i Ptolomeusza[74],
I Avicennę i Hipokratesa,

142 
Galiena, cnego Senekę, Liwiusza,

Tuliusza[75]; przy nich skał i drzew pieśniarza[76],
Który zwierzęta lirą swoją wzrusza

145 
I Averroę[77], twórcę komentarza.

Przedmiot rozległy, pióro me nie rące,
Nie wszystko com tam oglądał, powtarza.

148 
Z sześciorga dwu nas zostało w rozłące;

Nowym Wódz dobry szlakiem ruszył ze mną
Z cichego świata w światy wiecznie drżące,

151 
W nową dziedzinę, nieśmiertelnie ciemną.





PIEŚŃ V.

W obręb drugiego wstąpiłem koliska[78],

Które zamyka szczuplejsze obszary,
Lecz boleśniejszy z duchów jęk wyciska.

Tu żywie Minos[79], ów sędzia prastary:

Zgrzytając, grzechy roztrząsa u proga,
Sądzi i chwostem znaczy stopnie kary.

To jest, gdy przed nim zjawi się nieboga

Dusza, spowiada swoje grzeszne czyny;
Więc obliczywszy którędy jej droga,

10 
Ów rozeznawca biegły ludzkiej winy

Tylekroć biodra ogonem obwinie,
Na ile stopni ma zapaść w głębiny.

13 
Czerń niezliczona duchów przedeń płynie:

Każdy z kolei przybywa przed sędzię,
Wyzna, wysłucha i już na dół chynie.

16 
»Hej, ty, coś kaźni przekroczył krawędzie«,

Zawołał Minos, spostrzegłszy człowieka,
I zatrzymał się w ponurym urzędzie;

19 
»Bacz jako wchodzisz i co cię tu czeka:

Swoboda wstępu niechaj cię nie zdurzy!«
A Wódz mój: »Czemu gęba twoja szczeka?

22 
Nie czyń ty wstrętu koniecznej podróży:

Życzą jej w miejscu, kędy, czego życzą,
Wraz się i staje; wara pytać dłużej!«

25 
A wtem mi w uszach jęki zaskowyczą;

A w tem doszedłem do miejsca, gdzie duchy
Płaczem ogromnym nieustannie krzyczą.


28 
Stanąłem w jamie ciemnościami głuchej,

Która jak morze w huraganie ryczy,
Gdy niem przeciwne wstrząsną zawieruchy.

31 
Piekielny orkan puszczony ze smyczy

Dusze w gwałtownym ponosi upuście,
Szarpie i kole i ościeniem ćwiczy.

34 
A kiedy lecą razem nad czeluście,

Jęk z jękiem gada, wrzask z wrzaskiem się kłóci,
Bluźnierstwom wolne otwierając uście

37 
Przeciwko mocy bożej; tak rozsuci

Na wolę wiatrów boleją zmysłowi,
Co nad rozsądek wywyższyli chuci.

40 
Jak szpaki, gdy je wiatr jesienią łowi[80],

Snują w powietrzu długie, zbite chmary,
Tak się miotały, poddane wichrowi,

43 
W górę, w dół, tam i sam nieszczęsne mary;

A nigdy nędznych losu nie poprawi
Bodaj nadzieja łagodniejszej kary.

46 
I jak zawodząc pieśń swą klucz żórawi

Długim się sznurem po niebiosach wlecze,
Tak się mym oczom smutna rzesza jawi,

49 
Płynące smugą burz duchy człowiecze.

Więc pytam: »Kto są i jaką się winą
Splamiły, że je czarny wiatr tak siecze?...«

52 
»Pierwsza z mar«, odrzekł, »co przed nami płyną,

Skoro chcesz wiedzieć o niej, panowała
Nad wielogwarych narodów dziedziną.

55 
W grzech rozwiozłości popadła i zwała

Swawolę wolą, aby swe bezprawie
Pozorem prawa z hańby ratowała.


58 
To Semiramis[81]; wiesz o jej niesławie:

Była Ninusa dziedziczką, wprzód żoną:
Jej państwo dzisiaj w sułtana dzierżawie.

61 
Tamta żgnęła się w rozkochane łono,

Prochom Sycheja[82] nie dotrwawszy w statku«.
Więc Kleopatrę widzę; uwiezioną

64 
Helenę, powód Trojanów upadku;

Widzę Achilla[83], chrobrego hetmana,
Co dla miłości walczył do ostatku.

67 
Widzę Parysa i widzę Trystana[84];

Tysiąc miłosnym zatraconych szałem
Dusz tu poznaję z ust mojego Pana.

70 
A gdy do końca Mistrza wysłuchałem,

Co mi wskazywał damy i rycerze,
Litość mię zmogła i zmieszany stałem.

73 
»Poeto«, rzekłem, »oto chęć mię bierze

Przemówić do tych dwojga[85], co się miecą
Na wietrze tam i sam, jak lotne pierze«.

76 
A on mi na to powie: »Czekaj nieco;

Skoro się zbliżą, proś w imię kochania,
Które je niesie, a one przylecą«.

79 
Więc gdy je wichru przywiały smagania,

W głos zawołałem: »Dusze umęczone,
Przemówcie do nas, jeśli nic nie wzbrania!«

82 
Jako gołębie miłością wabione,

Na wyprężonem skrzydle, jedną parte
Chęcią, w lubego gniazda lecą stronę,

85 
Tak z Dydonowej gromady wydarte,

Snać rzewną prośbę słysząc mimo wrzaski,
Leciały, na wiatr stęchły rozpostarte.


88 
»O ty istoto czuła, pełna łaski,

Że raczysz witać w tej ciemności sinej
Nędznych, których krew ziemskie broczy piaski;

91 
Gdyby nam sprzyjał Król świata dziedziny,

Prosilibyśmy o spokój twej duszy,
Żeś się użalił nieszczęśliwej winy.

94 
Chcesz-li przyczynę znać naszej katuszy,

Pytaj i słuchaj co-ć powiemy o niej,
Póki nas burza znów nie zawieruszy.

97 
Kraj mój[86] położon jest nad brzegiem toni,

Którą nurt Padu z utęsknieniem wita,
Bo tam ma spokój[87] od rzek swych pogoni,

100 
Miłość, co łatwo serc zacnych się chwyta[88],

Skuła go czarem mej ziemskiej postaci;
Wzdrygam się, pomnąc, jak była zabita.

103 
Miłość, co zawsze miłością się płaci,

Tak mi kazała w nim podobać sobie,
Że go nie zgubię już, ni on mię straci.

106 
Miłość nas wspólnie położyła w grobie...

Morderca niechaj Kainy[89] się lęka!«
W takim duch do nas przemówił sposobie.

109 
Więc ja poznawszy, jak wielka ich męka,

Zwiesiłem głowę i trwałem w tym stanie,
Aż wieszcz zapytał: »Co za myśl cię nęka?«

112 
Ja się ocknąłem i rzekłem: »O Panie!

Jakie tęsknoty i jakie zachcenia
Na to nieszczęsne wiodły ich kochanie?«

115 
Zaczem zwróciłem się znowu do cienia:

»Franciszko«, rzekłem, »pokutnico biedna,
Do łez mię twoje wzruszyły cierpienia.


118 
Lecz gdy wam z westchnień chęć się rwała jedna,

Skąd wam tej chęci pierwsze przyszły wieści
I jak wykryła się, dotąd bezwiedna?«

121 
A ona: »Niema straszniejszej boleści,

Niż myślą szczęścia zaprawiać rozpacze,
A mistrz twój o tem długie zna powieści.

124 
Lecz skoro taką chęć po tobie baczę

Poznać, skąd wyszły nasze niepokoje,
Wyznam jak człowiek co mówi, a płacze:

127 
Raz dla zabawy czytaliśmy boje,

Gdzie wpadł Lancelot[90] w miłosne więzienie;
Byliśmy sami, bezpieczni oboje.

130 
Czasem nad księgą zbiegło się spojrzenie,

I zdejmowało z lic barwy rumiane, —
Ale nas zmogło jedno okamgnienie.

133 
Kiedyśmy doszli, gdzie usta kochane

Rycerz całował w nieowładnej chęci,
On, z którym nigdy już się nie rozstanę,

136 
Drżący do ust mych przylgnął bez pamięci;

Księga i pisarz Galeottem byli,
W ten dzień jużeśmy nie czytali więcej.

139 
Gdy jeden mówił, drugi cień w tej chwili

Szlochał; a jam czuł, że coś się rozkłada
We mnie i duch się mój ze śmiercią sili...

142 
I padłem, jako ciało martwe pada.





PIEŚŃ VI.[91]

Gdy się zbudziła myśl stulona w sobie

Od mąk widoku, w jakich krewne dusze
Mdlały i gdym się w mej ocknął żałobie,

Nowych skazańców i nowe katusze

Naokół siebie widzę w mrocznym dole,
Gdziebądź popatrzę i gdziebądź się ruszę.

W trzeciem, wieczystych dżdżów stanąłem kole[92]:

Deszcz chłodny, ciężki, ciągły i przeklęty
Wciąż jedną modłą siecze, żga i kole.

10 
Śnieg, brudna woda i grad w bryły ścięty

Walą się strugą na ów kraj ucisku;
Cuchnie skróś ziemia brzydkie ssąca męty.

13 
Cerber[93], zwierz dziki o potrójnym pysku

Warczy i szczeka i jak pies się dąsa
Na lud w okropnem pławiony bagnisku.

16 
Wzrok toczy krwawy, czarne kudły wstrząsa,

Kłąb ma wydęty i szponiaste ręce;
Drze pazurami i targa i kąsa.

19 
Od deszczu jak psi w ciągłej wyją męce;

Jeden bok drugim ciągle zasłaniają:
Prędko się zwijać muszą potępieńce!

22 
Gdy nas gad duży ujrzał między zgrają,

Paszczękę rozwarł i zęby wyszczerzył;
Wszystkie w nim mięśnie jednym dreszczem drgają.

25 
A wódz mój piędzi ku ziemi przymierzył

I w obie garści nagarnąwszy błota,
W sam środek gęby żarłocznej uderzył.


28 
Jak kundys chciwie do jadła się miota

I wraz ucichnie, gdy mu rzucą strawy,
Bo już chuć głodu w nim się nie szamota,

31 
Podobnie naraz umilkł pysk plugawy

Czarta Cerbera, co na dusze łaje
Rade ogłuchnąć, by nie słyszeć wrzawy.

34 
Stąpamy, depcąc widem gęste zgraje,

Dżdżem katowane i stawiamy pięty
Na ich marności, co się kształtem zdaje.

37 
Leżały wszystkie pogrążone w męty,

Lecz jedno w chwili kiedy je mijamy
Siadło i prężąc kadłub wydźwignięty,

40 
Rzekło: »Ty, któryś wszedł za piekieł bramy,

Wiedz: przed mą trumną była twa kołyska;
Spójrz i rozpoznaj com zacz, boć się znamy«.

43 
Więc ja: »Kaźń twoja taką cię odciska

Zmianą na licach, że mi w niej zakrywa
Pamięć twojego ziemskiego nazwiska.

46 
Powiedz, kto jesteś, duszo nieszczęśliwa,

Na której piekło taką złość wywarło,
Że choć są większe, żadna tak dotkliwa!«

49 
A on: »Twe miasto, które napęczniało

Zawiścią jak wór przepełniony ziarnem,
Na jasnym świecie swym mię synem zwało.

52 
Przezwisko Ciacco[94] nosiłem nad Arnem:

Za grzech obżarstwa, brzydki i zwierzęcy,
Jako tu widzisz, w deszczu moknę czarnym.

55 
Nie sam tu cierpię, ale wśród tysięcy,

Wszystko męczarnią karanych jednaką
Za równe winy«. Zmilkł i nie rzekł więcej.


58 
Na to ja: »Tak mię twój stan boli[95], Ciacco,

Że oto z ócz mych słona płynie woda.
Lecz powiedz jeszcze: czyli wiesz na jaką

61 
Niedolę kłótnia głupich mieszczan poda?

Jest-że kto prawy w mieście? i jak na to
Przyszło, że tak je rozdarła niezgoda?«

64 
A on: »Gdy w zwadzie długie minie lato,

Zbroczą oręże i nareszcie dzicy[96]
Wypędzą drugich[97] z krwi wielką utratą:

67 
W trzy słońca padną, a ich przeciwnicy

Wzniosą się, męża wziąwszy za narzędzie,
Co się dziś łasi podły i dwulicy[98].

70 
Długo stronnictwo to panować będzie

I trzymać tamtych pod grozą obucha,
Płaczu i gniewu nie mając na względzie.

73 
Dwaj sprawiedliwi są[99], nikt ich nie słucha:

Z trzech iskier: chciwstwa, zawiści i pychy,
Na wszystkie serca niegodziwość bucha».

76 
Tu uciął smutną wieść i stał się cichy.

»Niechże twe usta reszty mi nie tają«,
Rzekłem, »słów kilka dołóż prośbie lichej:

79 
Gdzie Farinata siedzi? gdzie Tegghiaio?

Gdzie Rusticucci, Arrigo i Mosca[100]
Z innymi, którzy tak o dobro dbają[101]?

82 
Powiedz, bo serce me o nich się troska

I wiedzieć pragnę, czy ich piekło smali,
Czyli ich w niebie chowa łaska boska?«

85 
»Między ciemniejsze duchy się dostali«,

Odparł, »winy ich przeważyły bowiem;
W sam czas obaczysz, postąpiwszy dalej.


88 
Gdy na świat luby z całem wrócisz zdrowiem,

Proszę, głoś o mnie[102] i o mej torturze;
Więcej nie rzekę i więcej nie powiem«.

91 
Oczy wywrócił w zez i w tej posturze

Popatrzał na mnie, łeb wsunął w ramiona
I za innymi ślepcy padł w kałużę.

94 
»Już on nie wstanie, aż się czas dokona«,

Rzekł wódz; »gdy zabrzmią trąby archaniołów,
Wróg złego swoje objawi znamiona,

97 
Wróci z innymi do grobowych dołów

Wziąć ciało i kształt, by w pełnej istocie
Wysłuchać wiecznych wyroku mozołów«.

100 
Tak my szli, stawiąc po mieszanym błocie

Z duchów i deszczu kroki powściągliwe
I rozmawiając o przyszłym żywocie.

103 
»Mistrzu«, pytałem, »te kary straszliwe

Od wielkiej chwili, gdy wyrok zahuczy,
Mniejsze-li będą czy równie dotkliwe?«

106 
A on: »W tem wiedza twoja cię pouczy[103]:

Im doskonalszy jest byt, tem mu więcej
Dobro dogodzi, a boleść dokuczy.

109 
A choć karani tutaj potępieńcy

Nigdy nie dojdą udoskonalenia,
Bliżsi go będą niż dziś, czasu jeńcy«.

112 
Takeśmy przeszli na okół pierścienia,

Gwarząc ze sobą więcej niż powtórzę,
Aż kędy w głębsze schodzi się podsienia:

115 
Tam Plutus, wielki rozbójca[104] ma stróżę.





PIEŚŃ VII.

»Pape Satan, Pape Satan, aleppe!«[105]

Zaryczał Plutus ze swej chrypłej krtani;
A On, wszystkiego świadom[106]: »Niech cię ślepe

Strachy nie zwodzą«, mówił, »bo szatani

Choć wielką mają władzę, nie przekażą,
Byś nie miał zstąpić z tych skał do otchłani.

Potem do wzdętych gęb zwrócił się twarzą

I krzyknął: »Zamilcz mi wilku przeklęty[107],
Sam w sobie żrej się zaciekłością wrażą.

10 
Wara koniecznej drodze czynić wstręty;

Życzą jej w górze, gdzie nad nieowładną
Zgrają[108] wziął pomstę niegdyś Michał święty!«

13 
Jak jednym razem zwiną się i padną

Żagle, skoro maszt przełamie się w połu,
Tak padł złośliwy potwór; a my na dno

16 
Czwartego zatem zstąpiliśmy dołu[109],

Głębiej się drążąc w bolesne dziedziny,
Co wszystko świata złe mieszczą pospołu.

19 
O Sądzie boży! mógłżeby kto iny

Skupić tak razem przeliczne męczarnie?
Przecz nas tak sieką nasze własne winy?...

22 
Jak nad Charybdą[110] fal spienione psiarnie

Ławą wypadną i na siebie skoczą,
Tak się w tym lochu tłum na tłumy garnie.

25 
Liczniejsze, niźli indziej, tu się tłoczą

Zgraje i wyjąc, wszystkiej piersi mocą
Ogromne głazy przeciw sobie toczą.


28 
Prąc, wpadną na się, potem się obrócą

I cofną, w groźnym wciąż łając pomruku:
»Po co wstrzymujesz?« — »A ty, puszczasz po co?«

31 
Tak po pierściennej drogi ciemnym łuku

Z obu stron dążą na kres przeciwległy,
Śród ciągłych obelg i głazów postuku.

34 
Zaledwie swoje półkole obiegły,

Znów się wracają zgięte kształty cieni:
Więc łzy współczucia rzęsę mi obległy.

37 
»Mistrzu mój«, rzekłem, »jak się lud ten mieni?

Z kościoła przyszli czy z klasztornej celi
Owi na lewo, wszyscy podgoleni?«

40 
A Mistrz mój na to: »Wszyscy oni mieli

Umysł tak kosy za ziemskiego trwania,
Że w dóbr rządzeniu miary zapomnieli.

43 
Co łacno z psiego wysłyszysz łajania,

Gdy się na krańcach przeciwnych odwiną,
Dokąd ich zbrodnia przeciwna pogania.

46 
Owi, co nagą łyskają łysiną,

To kardynali, papieże, kapłani,
Grzesznego chciwstwa obarczeni winą«.

49 
Więc ja: »Mistrzu mój, tuszę, że w otchłani

Rozpoznam kogoś z gromady nikczemnej
Tych, co są taką wina pokalani?«

52 
A on mi rzecze: »Szukać trud daremny;

Pozacierany w bycie ladajakim[111]
Kształt ich twym oczom i tu będzie ciemny.

55 
Na wieki tłuc się będą onym szlakiem,

Aż dzień ostatni wszystkich odmogili:
Tych łysków i tych z zamkniętym kułakiem[112].


58 
Że źle dawali i że źle dzierżyli,

Raju nie dojdą, na wieczne poswarki
Skazani, jako w tej oglądasz chwili.

61 
Patrz synu, jaki bierze termin szparki

Mienie, fortuny dziecię, co dlań ludzie
Ustawną pracą wysilają barki.

64 
Ot, wszystko złoto jeszcze skryte w rudzie,

Lub już dobyte, nie ulży strudzonej
Duszy, ażeby odpoczęła w trudzie«.

67 
Mistrzu, w tem jeszcze chcę być pouczony:

Fortuna i jej dziwne kołowroty
Czem są, że piękny świat tak wzięły w szpony?«

70 
A on mi na to: »O głupie istoty,

Nieświadomości i nieuctwa dzieci!
Posłuchaj, że cię wywiodę z ciemnoty:

73 
Ten, czyja wiedza blask najwyższy nieci,

Stworzył niebiosa i tych, co je wodzą[113]
Tak, że część każda każdej cząstce świeci[114],

76 
A światła wszędy równo się rozchodzą.

Podobnie ziemskim blaskom, ziemskiej doli
Nadał mistrzynię, która za swą wodzą

79 
Znikome dobra wciąż obsyła w kolej

Z ludów na ludy, z rodzin na rodziny,
A której ludzki rozum nie zniewoli.

82 
Jeden szczep rośnie, gdy drugi z perzyny

Pada, jak losem władczyni przyniesie,
Której sąd skryty, by wąż pośród trzciny.

85 
Próżno wasz rozum jej przeciwić chce się;

Ona przeziera, roztrząsa, rozstrzyga,
Jak każdy inny Wied[115] w swoim zakresie.


88 
Ciągle jest w ruchu, nigdy nie ostyga,

Z koniecznych przyczyn nieodmiennie chyża,
I stąd tak często dola dolę ściga.

91 
Oto fortuna, której »winna krzyża!«

Woła niejeden, zamiast sławić raczej,
I krzywdzącemi słowy ją poniża.

94 
Lecz ona szczęsna ucha dać nie raczy

I między innych pierwotworów[116] grono
Błogosławione swoje biegi znaczy.

97 
Na większą litość gotuj teraz łono:

Gwiazdy, co wzeszły gdym wyruszał, nizko
Już stoją[117], a nam żmudzić zabroniono«.

100 
Tuśmy przecięli doliny kolisko[118]

I po nad źródłem wyszli, co się pieni,
Padając w ryte swym pędem łożysko.

103 
Woda w niem czarna, lecz krwawo się mieni;

Zaczem tą nową drogą w głąb pieczary
Szliśmy, mętnymi nurty prowadzeni.

106 
Ta smutna struga brzeg podmywa szary,

Jadem ziejący i w bagno rozwlekły,
Styksem[119] nazwane; gdym w te zakamary

109 
Rzucił spojrzenie, ujrzałem ociekły

Błotem ogromny lud z nagiemi ciały
I z twarzą srogą, jakby z gniewu wściekły.

112 
Już nie rękoma na się uderzały

Duchy: nogami i piersią i głową;
Zębami siebie darły na kawały.

115 
Tu dobry Mistrz mój rzecze do mnie: »Owo

Ci, których w świecie złość przemogła licha;
I to wiedz pewnie, że tam pod osnową


118 
Mokradła równie mnóstwo ludu wzdycha:

Gdziekolwiek okiem rzucisz po przestrzeni,
Poznasz po bańkach, które nurt wypycha.

121 
Brnąc, jęczą: »Smutkiem byliśmy karmieni[120]

Na lubym świecie, który się weseli
W słońcu; gnuśnymi dymy napełnieni,

124 
Więc smutek żre nas w tej błotnej topieli!«

Tak odzywają się w bagnie bełkotem,
Co zająkliwie pluska im z gardzieli.

127 
Okrążyliśmy moczar w okół potem,

Z prawej dół mając, a z lewej wybrzeże,
I poglądali na ciekących błotem,

130 
Ażeśmy przyszli pod jakowąś wieżę.





PIEŚŃ VIII.

Mówię: dalekie jeszcze śród wądołu

Majaczyły nam wieży czarne węgły,
A już mi oczy zbiegły ku jej czołu

Do dwu płomyków[121], co się tam wylęgły

Przeciw trzeciemu w takiej odległości,
Że ich zaledwie źrenice dosięgły.

Więc ja wpatrzony w Morze wszechmądrości,

Pytam, co znaczą te ogniste gwary,
Kto nimi gada na tej wysokości.

10 
»Już się przybliża«, odrzekł, »przez moczary,

Na co czekamy i wnet się odsłoni,
Jeśli-ć widoku nie skryją opary«


13 
Nie takim szybkim lotem pewnie goni

Bełt, gdy napięta puści go cięciwa,
Jako w tej chwili ujrzę, a po toni

16 
Maleńkie czółno ku brzegom dopływa:

Jakiś duch ciemny był sternikiem nawy
I wołał: »Tuś mi duszo niegodziwa!«

19 
»Flegjasz, ej, Flegjasz[122], tym razem ty sprawy

Nie wygrasz!« tak Pan do niego zakrzyczy;
»Tyle my twoi, ile tej przeprawy«.

22 
Jak człowiek, co go, kiedy na coś liczy,

Rozczarowanie do głębi ubodzie,
Taki był Flegjasz, pozbawion zdobyczy.

25 
Zaczem Wódz podszedł, wstąpił i do łodzie

Mnie wezwał; teraz dopiero ciężary
Mymi zważony, ponurzył się w wodzie

28 
I przez odmęty pomknął czółn prastary,

Głębiej się dzióbem wrzynając, niż skoro
Przewoził w sobie bezcielesne mary.

31 
Wtem, gdy przez mętne płyniemy bajoro,

Jeden topielec do oczu mi skacze:
»A ty kto?« wrzaśnie, »coś tu wszedł przed porą?«

34 
Ja na to: »Wszedłem, lecz zostać nie raczę.

Kto zaś ty jesteś, oszpecony kałem?«
A on: »Wszak widzisz; jestem, który płaczę«.

37 
»Duchu przeklęty!« na to zawołałem,

»Zstań-że tutaj w płaczu i żałobie;
Choć zbłoconego, przecież cię poznałem!«

40 
Więc mara na bort kładła ręce obie,

Lecz Mistrz podbiegłszy, strącił piekielnicę:
»Psi rodzie!« krzyknął, »idź precz, wara tobie!«


43 
Wziął mię za szyję i całując w lice

Powiadał: »Duszo, pełna oburzenia,
Błogosławione łono twej rodzice!

46 
Ten był w swej pysze pełen zaślepienia;

Żaden czyn jemu nie zdobi pamięci,
Przeto nie znalazł pokoju dla cienia.

49 
Ilu-ż to królów, co państwem nadęci,

Tutaj ugrzęzną jak wieprze w kałuży,
Wprzód w sercach ludzkich na wieki przeklęci«.

52 
»Mistrzu« powiadam, »pragnę, nim podróży

Naszej dokona sternik przez bagniska,
Widzieć, jak nędznik w błocie się zanurzy«.

55 
»Nim łódź drugiego brzegu będzie blizka,

To, czego życzysz, obaczysz na jawie:
Zacne pragnienie nagrodę pozyska«.

58 
Niebawem oczy taką rzezią bawię

Sprawioną widmu od tłuszczy przeklętej,
Że jeszcze dzisiaj za nią Boga sławię.

61 
»Daj go!« — wrzeszczała, »Filipa Argenti!«[123]

Bezsilny przeciw napastników chmarze,
Gryzł sobie ręce Florentczyk zawzięty.

64 
Już go nie wspomnę, zostawię w moczarze.

Wtem mię uderzył jakiś jęk złowrogi:
Więc oczy baczniej w czarną pustkę wrażę.

67 
Mistrz rzekł: »Tu synu koniec wodnej drogi;

Oto gród Disa[124] przed nami odkryty:
Liczne i groźne w nim siedzą załogi«.

70 
A ja: »Widne mi jego moszej[125] szczyty

Umalowane kolorem czerwieni,
Jak w hutnym piecu rozpalone płyty«.


73 
Więc on mi na to: »Od wiecznych płomieni

Z wnętrza wykwita pas barwy ognistej,
Którym się niższe to piekło rumieni«.

76 
Wtem barka nasza wbiegła w rów kolisty,

Który krainę beznadziejną grodzi;
Mur nad nim zdał się barwy żelazistej.

79 
Sternik nasz krążył, zanim dał swej łodzi

Wbiec do przystani; nareszcie przybija:
»Wysiądźcie«, krzyknął nam, »tędy się wchodzi«.

82 
Spojrzę, nad tysiąc czartów się uwija

U wrót i woła głosy zjadliwymi:
»Kto jest ten śmiałek«, pytają, »i czyja

85 
Stopa za życia w martwych staje ziemi?«

Więc Wódz roztropny ku nim jeno skinie,
Że pragnie coś rzec słowy tajemnemi.

88 
Na to ich pycha zaraz się ochynie:

»Pójdź sam«, wołają, »lecz ten niechaj wraca,
Krom prawa w naszej stający krainie.

91 
Niechaj z powrotem błędnej drogi maca;

Ty zostań, coś go wiódł w tę norę ciemną,
Tobie stąd wyniść nadaremna praca!«

94 
Pomyśl, słuchaczu, co się działo ze mną,

Gdy usłyszałem przeklęte wyrazy:
Samemu drogi stąd szukać daremno!...

97 
»Wodzu mój luby, coś nad siedem razy[126]

Wracał otuchę i zwalczał zawady
Stojące w drodze mojej dla obrazy,

100 
Niech nie zostanę słaby i bez rady;

Skoro moc wyższa przeszkodą nam staje,
Co prędzej wróćmy za własnymi ślady«.


103 
Lecz Pan mój, co mię w owe przywiódł kraje,

Rzekł: »Zbądź obawy; nikt nie jest dość silny,
Aby nam bruździł, gdy Bóg wolność daje.

106 
Tu na mnie czekaj i pokarm posilny

Nadziei spożyj i niech myśl się cuci,
Wiedząc, żem twego bezpieczeństwa pilny«.

109 
Zaczem odejdzie i samego rzuci

Mój słodki Piastun; zawahany stałem,
Bowiem »tak« i »nie« w mej głowie się kłóci.

112 
Nie wiem, jakim się świadczył trybunałem,

Ale za chwilę piekielne załogi
Wszystkie do grodu nazad biegły cwałem.

115 
I zatrzasnęły bramę[127] nasze wrogi

W pierś Pana mego; więc do wrót powoli
Wracał, stawiając opieszałe nogi.

118 
I onieśmielił mu się wzrok sokoli

W ziemię spuszczony; idzie i powiada:
»Kto mię niepuszcza do domu niedoli?«

121 
A do mnie rzecze: »Że mną gniew owłada,

Nie dbaj i nie bój się; zwalczę przekory,
Jakabykolwiek stawiała je zdrada.

124 
Nie pierwszy raz to brużdzą krnąbrne zmory[128];

Wszak próbowały buntu u mniej skrytej
Bramy, co nosi pęknięte zawory.

127 
Widziałeś napis śmierci na niej ryty:

A już tamtędy z kamiennych poroży
Skróś kół piekielnych przybywa bez świty

130 
Ten, co nam wrota forteczne otworzy«.





PIEŚŃ IX.

Gdy ujrzał Wódz mój, że z jego kłopotem

Na twarz mi wpełzła blada bezotucha,
Śmiałość na lica przywołał z powrotem,

Stanął i czekał jak człowiek co słucha,

Bo najbystrzejszy wzrok tam nie przebrodzi
Z dymu i mgławic czarnego wańtucha.

»Ten nowy szkopuł zwalczyć nam się godzi«,

Szepnął, »a gdy nie... czekać zmiłowania;
Jakże mi dłuży się, że nie nadchodzi!«

10 
Snadniem ja dostrzegł, że początek zdania

Myśl doufniejszą niźli reszta mieści,
Tak, że z nich razem sprzeczność się wyłania.

13 
To też strach na mnie padł od nowej wieści:

Ze strzępów mowy, niepewny co znaczą,
Możem dobywał nazbyt groźnej treści.

16 
»Zstąpił-li w smutną tę jamę ślimaczą

Kto z duchów, które pierwszy stopień winy
Pragnieniem nieba beznadziejnem płaczą?«

19 
Tak pytam, a Wódz: »Sród naszej drużyny

Niewielu tylko wolność otrzymało
Deptać te oto podziemne ścieżyny.

22 
Raz ja tę podróż odprawiłem całą,

Gdy prośbą dzikiej Erykto[129] zaklęty,
Co była zdolna wskrzeszać trupie ciało,

25 
Wnet potem, kiedym zzuł doczesne szczęty,

Wstąpiwszy tutaj, zabrałem tajemnie
Ducha, co w kręgu Judy był zamknięty[130].


28 
To są najgłębsze, najczarniejsze ciemnie,

Najdalsze nieba, gdzie trwa źródło ruchu[131];
Dobrze znam drogę, miejże ufność we mnie.

31 
Ten staw okropny, siedziba zaduchu,

Twierdzę boleści dzierży pośród fali;
Teraz tam wkroczym z wielkim gniewem w duchu«.

34 
Już nie pamiętam, co powiadał dalej;

Wszystką uwagę ściągnąłem do góry
Ku szczytom wieży, co się krwawo pali

37 
I gdzie odrazu nad ponsowe mury

Trzy krwawe Furje wyrosły pospołu:
Kobiece kształty miały i postury,

40 
Zielenią gadów opasane w połu;

Z źmij i padalców ukręcone bicze
Za włos pokładły surowemu czołu.

43 
A on, co znał już obrzydłe oblicze

Służebnic pani wieczystego jęku[132],
»Patrz«, wołał, »oto Erynnie[133] zbrodnicze.

46 
Oto Megera, ta po lewym ręku;

W prawo Alekto wyje; Tyzyfony
Kształt w środku widzisz«. Zmilkł i stał bez dźwięku.

49 
Spojrzę, pierś sobie drą własnymi szpony

I w dłonie klaszczą i jęczą; ja cały
Drżę, do Poety boku przytulony.

52 
»Bywaj Meduza! Zmień go w kawał skały!«

Przegięte ku mnie wołają djablice;
»My Tezeusza niegdyś ugłaskały!«[134]

55 
»Obróć się prędko, zakryj dłońmi lice:

Niechbyś się dostał na oczy Gorgonie[135],
Żegnałyby się z dniem twoje źrenice«.


58 
Twarzą mię zwrócił ku przeciwnej stronie

I na mych oczach, pełen nieufania,
Jeszcze położył swoje własne dłonie.

61 
O, wy, jasnego zdolni rozeznania!

Patrzcie nauki, która z osłoniętej
Niezwykle mowy tajną myśl wyłania...[136]

64 
A już się zbliżał przez brudne odmęty

Szum, od którego dwa brzegi dygocą:
Przerażające jakoweś tententy.

67 
Tak wyzwolone sprzecznych prądów mocą

Tłuką się wiatry po lasu rubieży,
Szarpią konary, z pniami się szamocą,

70 
Rwą i unoszą kwiat; a po grabieży

Dumnie odchodzą w kurzawy obłoku,
Pędząc przed sobą trzody i pasterzy.

73 
Z oczu mi dłonie zdjął. »Teraz moc wzroku«,

Rzekł, »wytęż, gdzie mgła po fali się wije
Gryząca, zgęsła w oparów natoku«.

76 
Jak przed zjawieniem jadowitej źmije

Stado żab w wodzie nagle się rozprószy
I do dna tonie i tam w grunt się ryje,

79 
Tak więc tysiączne, skazane katuszy,

Zbiegły przed Jednym przerażone duchy,
Który po Styksie stąpał, jak po suszy.

82 
Z twarzy odganiał przygęsłe zaduchy

Wionąc lewicą, ale zdał się zgoła
Nieutrudzony, jeno tymi ruchy.

85 
Więc niebieskiego w nim zgadłem anioła;

Spojrzę na Mistrza, a on znak mi dawał,
Abym stał cicho, i pochylił czoła.


88 
O jakżem pełnym wzgardy Go poznawał...

Podszedł do bramy i dotknięciem wici
Otworzył; nikt mu przeszkodą nie stawał.

91 
»Niebios wyrzutki, sromotą okryci!«

Rzekł, przestępując próg okropnej parni,
»Czem się ta krnąbrność w sercach waszych syci?

94 
Przecz owej Woli stawacie niekarni,

Której zamiarów żaden nie umorzy,
A tylko własnej powiększa męczarni?

97 
Przecz się buntować konieczności bożej?

Próbował Cerber: ku wiecznej przestrodze
Kark ma i gardziel zdarte od obroży«[137],

100 
Rzekł i powracał po błotnistej drodze,

Na nas nie patrząc zgoła, z miną człeka,
Którego wcale inna troska głodze[138]

103 
Niźli o tego, co jej chciwie czeka;

A myśmy weszli skróś czarnego wzwodu,
Czując, że można nad nami opieka.

106 
Już nam gwałt niczyj nie wzbraniał przechodu,

A ja, com ciekaw był przekroczyć progi
I poznać wreszcie treść krwawego grodu,

109 
Wzrokiem zatoczę i widzę rozłogi

Po stronie lewej i po stronie prawej,
Pełne rozjęków i katuszy srogiej.

112 
Jak w Arles[139], gdzie Rodan rozlewa żuławy,

Lub w Pola, gdzie wzdłuż Quarnera[140] wybrzeży
Morze podmywa italskie dzierżawy,

115 
Pole się groby kamiennymi jeży,

Tak tu grobowców sterczą nagie skały[141],
Lecz gorycz tamtych z tą niech się nie mierzy!


118 
Pośrodku mogił płomienie pełzały;

Na skróś je parna przejmowała spieka,
Większa, niż wszelkie hutnicze upały.

121 
Grobowców były uniesione wieka;

Przerażające szły z głębi lamenty
Niby z nędznego na mękach człowieka.

124 
Więc ja do Mistrza: »Kto ten lud zamknięty

I pochowany w granitowe leże,
Na taką rozpacz bolesną przeklęty?«

127 
Na to on do mnie: »Tu cierpią kacerze

Wszelakiej sekty; z nimi naślednicy
Mnodzy; żadną ich liczbą nie przemierzę.

130 
Równi z równymi legli; dla różnicy

Win w różnym stopniu żłoby trumien płoną«.
Tutaj skręciwszy w prawo, wzdłuż ulicy

133 
Męczeńskiej szliśmy, pod murów osłoną.





PIEŚŃ X.

Wązką ścieżyną między miasta mury

Szliśmy, a owe upalne katownie:
Mistrz mój na przedzie, a ja za nim wtóry.

»O szczytna Siło, co mię tak cudownie

Wodzisz po niecnej krainie nędzarzy«,
Rzekę, »jednego-m ciekaw niewymownie:

Owy lud, co się wewnątrz grobów praży,

Można-ż oglądać? bowiem uchylone
Są wieka trumien, a nie widzę straży«.


10 
Na to Mistrz do mnie: »Zatrzasną się one,

Gdy z Józefata dolin liczną zgrają
Przybędą duchy w ciała obleczone.

13 
W tej okolicy swe cmentarze mają

Epikur i tych jego uczniów świta,
Co duszę wspólnie z ciałem zabijają[142].

16 
Ale myśl w twojem pytaniu spowita[143],

Wnet w jednej trumnie znajdzie rozwiązanie,
A za nią inna chęć przedemną skryta«.

19 
»Serca mojego nie zakrywam, Panie,

Gdy chcesz w nie wejrzeć; lecz milczeć się zdało,
Bo takie było twoje rozkazanie...«

22 
»O, Toskańczyku, który żywe ciało

Przez gród ogniowy niesiesz i tak cześnie
Przemawiasz, zostań tutaj chwilę małą.

25 
Już mi twa gwara zdradziła, że nie śnię:

Snać ciebie rodzi ta ziemia sławiona,
Której jam może ciężył zbyt boleśnie«[144].

28 
Te słowa wyszły z kamiennego łona

Trumny; toż większa trwoga na mnie padnie,
Do mego wodza przytulam ramiona.

31 
»Obróć się: co ci?« tak Mistrz mię zagadnie;

»Patrz, Farinata[145] wstał w niszy kamiennej:
Od głów po biodra obaczysz go snadnie«.

34 
»Wzrokiem chwyciłem jego wzrok trumienny;

On wznosił piersi i czoło surowe,
Jakby miał piekło w pogardzie bezdennej.

37 
Wtem ręce Wodza mego piorunowe

Pchnęły mię, kędy ten cień sterczał blady:
»Zwięzłą do niego«, rzekł, »obracaj mowę«[146].


40 
Gdy u grobowca stanąłem posady

Popatrzał na mnie, a potem mi rzucił
Dumne pytanie: »Kto są twoje dziady?«

43 
Ja, bym się z Mistrza przestrogą nie skłócił,

Co chciał, krótkimi wyznałem wyrazy;
Więc on brwi nieco ku górze obrócił[147]

46 
I mówił: »Chciwi byli mojej skazy,

Na ród mój wojnę od wieków zażegli,
Toż w polu pomstę z nich brałem dwa razy«[148].

49 
»Choć zwyciężeni, przecież się postrzegli«[149],

Odparłem; »wzięli zasię gród zabrany;
Twoi w tej sztuce byli mało biegli«.

52 
Wtem oczom moim wstał wyprostowany,

Widny po brodę, duch z bliskiej mogiły:
Myślę, że klęczał w swej trumnie kolany.

55 
Jął się rozglądać, jakby jakiś miły

Gość miał mu z moją zjawić się osobą
I nagle oczy mu się zasępiły.

58 
Płacząc, rzekł: »Skoro skróś smutnych żałobą

Więzień szczytne cię wiedzie przyrodzenie,
Kędyż jest syn mój[150] i czemu nie z tobą?«

61 
»Nie własne tutaj wiedzie mnie zachcenie«

Rzekłem, »tam stoi mąż, co mną się para:
Twój Gwido, rzkomo miał go w małej cenie«.

64 
Zarówno słowa widma, jak i kara

Dosyć mi o nim powiedziały wieści,
Stąd przemawiałem świadom. A wtem mara

67 
Powstała nagle i pełna boleści:

»Jakto, miał, mówisz? Czyż-by już nie bawił
Na jasnym świecie, gdzie blask oczy pieści?«


70 
A gdym go nie dość pospiesznie odprawił,

Duch rozumiejąc, że odpowiedź kryję[151],
Na wznak padł w trumnę i już się nie zjawił.

73 
Tymczasem cień ów dostojny, na czyje

Prośby zostałem, postawy nie zmienia,
Bioder nie skręci, nie obróci szyje,

76 
Lecz jakby kończył swego przemówienia:

»Że tego kunsztu nie znali w niedoli,
Bardziej dolega, niż łoże z kamienia.

79 
Zanim pięćdziesiąt razy[152] twarz wykoli

Pani, co dzierży tu czasu rachubę[153],
Sam ty doświadczysz, jak ta sztuka boli.

82 
A że powrócić masz na światło lube,

Powiedz: przecz lud twój nas prawami smaga?[154]
Czemu nastaje wciąż na naszą zgubę?«

85 
Więc ja mu na to: »Rzeź i ta zniewaga,

Co Arbji dała fale rubinowe,
W zakonie naszym odwetu wymaga«.

88 
A on westchnąwszy i zwiesiwszy głowę:

»Wszak nie sam byłem, kiedy was wyparto;
Nie wszedłbym z nimi bez przyczyny w zmowę.

91 
Za to sam jeden, kiedy się zażarto

Zmienić Florencję w kupę rumowiska,
Broniłem miasta z przyłbicą otwartą«.

94 
»Niechaj-że plemię twoje mir odzyska!«

Rzekłem, »a teraz rozwikłaj pętlicę,
Która mi władzę poznania zaciska.

97 
Jak widzę, wzrok wasz sięga za granicę

Zdarzeń dziejących się w obecnej porze,
Lecz obecności zakryte wam lice?...«


100 
»Jak w dalowidztwie wzrok nasz dostrzec może

Jedynie tylko odsuniętych rzeczy;
Tyle nam łaski daje Światło boże,

103 
Lecz blizkich lub już obecnych nam przeczy;

Toż póki z inąd wieści nie zaznamy,
Skryty przed nami jest wasz stan człowieczy.

106 
Stąd łacno możesz wnieść, że postradamy

To świadomości dobro niewątpliwie,
Skoro przyszłości zatrzasną się bramy«.

109 
Więc ja mą winą cały się roztkliwię;

»Powiedzcie temu, co wpadł w trumnę z głazu:
Syn jego pośród żywych jeszcze żywie.

112 
Żem odpowiedzi nie dał mu odrazu,

To przeto, żem był w błędzie uwikłany
Widnym mi teraz z twojego dokazu«.

115 
A wtem już Mistrza głosem przyzywany,

Spiesząc się, ducha poproszę goręcej,
By mię pouczył, kto z nim pogrzebany.

118 
»Leżę tu«, odparł, »pośrodku tysięcy:

Ze mną Fryderyk drugi i kardynał[155]
I jeszcze..., ale nie chcę mówić więcej«.

121 
Tu zapadł w trumnę, a jam iść poczynał

Ku prastaremu mojemu Wieszczowi
I ową przykrą wróżbę[156] przypominał.

124 
Ruszył; po małej chwili tak mi powie:

»Co to za troska, widzę, tobie cięży?«
Więc ja wyznałem, tusząc, że uzdrowi.

127 
»Coś przeciw sobie słyszał, niech się stęży

W twojej pamięci!« tak Mędrzec mi każe;
»A teraz bacz tu!« i palec wypręży[157].


130 
»Kiedy obaczysz blasków jasne zarze

Tej, której wdzięczny wzrok przegląda wszędy,
Ona ci drogę żywota ukaże«.

133 
W lewo zawrócił Mistrz mój i już tędy

Mur porzuciwszy, ścieżką coraz głębiej
Szliśmy w dolinę, skąd wstrętnymi swędy

136 
Aż ku nam ogień wewnętrzny się kłębi.





PIEŚŃ XI.

Idąc okólną ścieżką po wiszarze,

Co go tworzyły ściany w gruz rozbite,
Nad okropniejsze przyszliśmy cmentarze.

Powietrze było tak zaduchem syte

Co w przepaścistej otchłani się wszczyna,
Żeśmy się skryli za grobową płytę,

Na której napis ryty wypomina:

»Tutaj spoczywa papież Anastazy,
Zwrócony z drogi prawej od Fotyna«[158].

10 
»Zwolna«, Mistrz rzecze, »schodźmy między głazy;

Niech nawyknieniem zmysł się ubezpieczy,
Poczem już dalej pójdziesz bez odrazy«.

13 
Na to ja proszę: »A tymczasem k’rzeczy

Żmudę mil innym wynagrodzić zyskiem...«
»Właśnie«, odpowie, »to miałem na pieczy.

16 
Synu mój, w dole pod głazów urwiskiem

Trzy koła jak te, co nam z ócz znikają,
Wciąż zwężającem się biegną łożyskiem[159],


19 
Wszystkie przeklętą wypełnione zgrają;

Lecz by ci potem spojrzeć wystarczało,
Dowiedz się tutaj, przecz i jak się kają:

22 
Wszelka złość, którą niebo obrzydziło,

Celem ma krzywdę; zrządzić ją się stara
Godząc w drugiego podstępem lub siłą.

25 
Lecz podstęp, człecza jedynie przywara,

Jest niezbożniejszy, to też w niższem kole
Ślęczą podstępni, których sroższa kara.

28 
W pierwszem się mieszczą gwałtownicy kole;

Lecz że gwałt trzema sposobami chodzi,
Więc rozdzielony na troiste pole.

31 
W Boga, bliźniego lub siebie gwałt godzi,

A to w osoby, mówię, albo rzeczy,
Jako się z dalszej mej treści wywodzi.

34 
Gwałtem zabija się, albo kaleczy

Bliźnich osobę, a dobra i mienie
Pożarem gubi, rabuje, niweczy.

37 
Stąd skrytobójców i morderców cienie,

Zbrodniów, złodziei oddzielną komorą
Dostały pierwszy krąg na osiedlenie.

40 
Może obrócić człowiek rękę skorą

Na siebie, lub swój majątek; więc społem
W drugim okręgu beznadziejną biorą

43 
Kaźń, co się sami rozstają z padołem,

Marnują dobra, trwoniąc je bez miary
I płaczą tam, gdzie trzeba być wesołym.

46 
Gwałt Bogu zadać można brakiem wiary,

Albo bluźnierstwy, lub gdy się wyróżni
Od praw przyrody, lub gardzi jej dary.


49 
Więc w mniejszym kręgu cechą z piekieł kuźni

Sodomski znaczon ród i Kaorzany[160]
I ten, co Bogu w sercu swojem bluźni.

52 
Podstęp w sumieniu sprawiający rany,

Krzywdzi tak tego, co na wierność liczy,
Jak co ufnością nie był warowany.

55 
Ostatni owych jeno więzów tyczy,

Które natura na ludzi nakłada[161],
Przeto się kołem drugiem ograniczy

58 
Obłud, złodziejstwa i symonji zdrada;

Tu więc pochlebcy, fałszerze, znachorzy,
Rufjani, szachry i inna szkarada.

61 
Poprzedni miłość przyrodzoną morzy

I to, co z taką miłością się splata,
A co związkami swymi ufność mnoży[162].

64 
Więc w mniejszem kole, gdzie jest środek świata

I kędy się Dis[163] okropny rozsiada,
Zdrajcom wieczysta znaczy się odpłata«.

67 
»Wykład twój«, rzekłem, »jasno opowiada

I jasno dzieli piekielne koliska
I lud, co w piekła głębokościach biada.

70 
Lecz powiedz: Owi z błotnego bagniska

I których tnie deszcz i których wiatr garnie,
I czerń, co na się ciągłe klątwy ciska,

73 
Czemu w szkarłatną nie popadli parnię,

Skoro ich nie ma Bóg w litości swojej;
Jeżeli zaś ma, skąd te ich męczarnie?«

76 
»Przecz«, odparł, »myśl twa w obłędzie się znoi,

Taką niezwykłą złudą opętana?
Czyli, że może kędy indziej roi?


79 
Zbiegła-ż z pamięci twojej prawda znana,

Którą ci jasno wykłada Etyka,
O trzech nałogach, obrzydzeniu Pana?[164]

82 
To niewściągliwość, złość, zwierzęcość dzika:

Jako ta pierwsza mniej Boga obraża
I przeto z mniejszą karą się spotyka?

85 
Jeżeli dobrze rozum twój to zważa,

Przypominając razem, kto są owi
Cierpiący zewnątrz parnego cmentarza,

88 
Pojmiesz, że im się odmienne stanowi

Miejsce niż zdrajcom; że kary mniej wstrętne
Znoszą, bożemu wydani gniewowi«.

91 
»O Słońce[165], które wzroki leczysz mętne:

Tak mi się umysł z twych rozjaśnień złoci,
Że w nich wątpienia stają się ponętne.

94 
Lecz niech twa dobroć«, rzekłem, »myślą wróci

I tę zawiłość jeszcze mi wyłoży:
Jak lichwa z ujmą jest bożej dobroci?«

97 
»Ten filozofja błąd w tobie umorzy«,

Odparł, »wszak nieraz powtarza w swym wątku,
Jako natura bierze źródło w bożej

100 
Sztuce i płynie z bożego rozsądku[166];

A gdy kto pilnie w Fizyce poszuka[167],
Znajdzie w jej księgach zaraz na początku,

103 
Że za naturą dąży wasza sztuka

Jako w mistrzowe uczeń dąży ślady;
Że więc jest ona jakby boża wnuka.

106 
Jeśli na pamięć znów przywiedziesz rady

Z księgi Rodzaju, wiesz, że brać wypada
Z obu porządek życia i zasady[168].


109 
Zaś lichwiarz właśnie karność wypowiada

Naturze i tej, co w trop za nią bieży,
Skoro gdzieindziej nadzieje zakłada.

112 
Teraz pójdź za mną; pospieszać należy;

Na horyzoncie już zamigotały
Ryby, nad Kaurem Wóz już pewnie leży[169],

115 
A nam nie tędy przyjdzie zejść ze skały«.





PIEŚŃ XII.[170]

Grań, którą schodzić mieliśmy po stoku,

Tak była dzika, przytem pełna wstrętu,
Że pierzchał ludzki zmysł od jej widoku.

Jak w usypisku, co z tej strony Trentu

Splezło w Adygę[171], czy własnym ogromem,
Czyli od wstrząśnień podziemnych tententu,

Od stóp do szczytu rozdartym wyłomem

Tak się bok góry zrobił niedostępny,
Że cud był, ścieżka po urwisku stromem, —

10 
Podobnie sterczał gościniec posępny;

A na wierzchołku strzaskanej głowicy
Kreteński leżał brzydki gad[172], w występny

13 
Sposób z kłamanej spłodzon jałowicy;

Ledwo nas ujrzał, cielsko kłem rozporze,
Jak ten, w którym gniew tajony zaryczy.

16 
W tem Mędrzec krzyknie doń: »Rozumiesz może,

Iż tu ateńskie książę na cię godzi[173],
Co cię zadławił na kreteńskim dworze?


19 
Odstąp precz bestja, bo ten nie przychodzi

Jak ów, od siostry twojej nauczony,
Lecz mu kaźń waszę obaczyć się godzi«.

22 
Jak buhaj ciosem śmiertelnym raniony,

Na bok, w który go ugodzono, pada
I wstać nie mogąc, dryga w obie strony,

25 
Tak się miotała kreteńska szkarada;

Więc wódz mój krzyknął: »Zbiegnij po krawędzi,
Wymiń go[174], póki sam sobą nie włada!«

28 
Zaczem po piargach szliśmy, w każdej piędzi

Czując z pod stopy zmykające głazy,
Co je w dół ciężar niezaznany pędzi.

31 
Szedłem w zadumie. »Dziw ci, jakie razy

Wycięły zrąb ten, strzeżon strachem złości,
Którą moimi zgromiłem wyrazy?

34 
Wiedz, gdym raz pierwszy schodził tutaj w gości[175],

Dążąc do piekła najniższego dziczy,
Jeszcze ta góra sterczała w całości.

37 
Lecz jeśli dobrze pamięć moja liczy,

Nie wiele wprzódy nim tu zszedł Obrońca[176],
Co zbawił Disa dostojnej zdobyczy,

40 
Drgnęła w posadach dolina cuchnąca,

Tak iż sądziłem, że to wszechstworzenia
Dreszcz i że Miłość świat odradzająca

43 
Jak niegdyś, naprzód w chaos go zamienia[177];

Owej to chwili runęły w zwaliska
Tu i gdzieindziej pagóry z kamienia.

46 
W dół spojrzyj: oto krwi rzeka już blizka,

Gdzie w kotłujące zanurzon jest piany,
Kto gwałtem bliźnich na ziemi uciska«.


49 
Chciwości ślepa, gniewie wyuzdany![178]

Przecz na doczesnym żgacie nas padole,
Aby na wieczność w takie wtrącać stany!...

52 
Był rów szeroki, żłobiony w okole,

A jak Wódz twierdził, świadomy budowy
Piekła, ogarniał sobą całe pole.

55 
Nad fosą w podłuż ściany granitowej

Łuczne Centaury[179] biegały w orszaku,
Jako tam w górze, gdy chodzą na łowy.

58 
Gdy nas ujrzały, stanęły na szlaku,

Zaś trzy potwory skoczyły przed tłuszczę,
Gotując groty dobyte z sajdaku.

61 
A jeden wołał: »Na jakie w tę puszczę

Schodzicie męki, hej z gór przychodniowie?
Odpowiadajcie, albo bełt wypuszczę!«

64 
Na to Mistrz odparł: »Sam Chyron się dowie

Co my za jedni, jakie nasze sprawy;
Prędka chęć nigdy nie szła ci na zdrowie«.

67 
Tknął mię i szepnął: »To jest Nessus żwawy,

Co go zgubiła piękna Dejanira
I co sam pomścił swojej śmierci krwawej[180].

70 
Ten średni, który na swą pierś spoziera,

Chyron[181], Peleusowego piastun syna;
Ów Folus[182]; za gniew piekło go potyra.

73 
Tysiąc ich łuki nad fosą napina

I godzi w duszę, co się z krwi wychynie
Więcej, niżeli pozwala jej wina«.

76 
Ku szybkonogiej poszliśmy drużynie;

Chyron bełt wyjmie i końcem pocisku
Brodę kosmatą pod szczęki podwinie,


79 
A odsłoniwszy kły w okropnym pysku:

»Uważcie«, mówi, »wtóry z tych co schodzą,
Stąpając wzrusza głazy w usypisku[183].

82 
Chyba on żyje, lub mię zmysły zwodzą...«

Mistrz podszedł; łona sięgał mu ciemieniem,
Gdzie się dwa stany w ludozwierzu godzą[184].

85 
»Żyw on«, tak mówił, »a tych jaskiń cieniem

Ze mną samowtór idzie, prowadzony
Nie ciekawością, ale przeznaczeniem.

88 
By mi go zlecić, swoje antyfony

Przerwała Pani o niebiańskiej twarzy[185];
Ni on jest zbrodzień, ni ja duch splamiony.

91 
W imię Potęgi, przez którą się waży

Ma stopa w dzikie ścieżki tego grodu,
Jednego z twoich dodaj nam dla straży.

94 
Niech nam pokaże, którędy do brodu,

A jego niechaj weźmie na swe bary,
Bo nie jest z duchów uskrzydlonych rodu«.

97 
W prawo stał Nessus; Chyron do poczwary

Zwrócon, rzekł: »Ruszaj i bądź przewodnikiem
I odpędź, gdy im drugie zajdą chmary«.

100 
Iść my poczęli za wiernym strażnikiem

Nad tonią wrzątku, co się pąsem krwawił
I gdzie pękały bańki z głośnym sykiem.

103 
W strudze lud mnogi aż po brwi się pławił.

»To jest tyranów ród«, Centaur powiada,
»Co się łupiestwem i mordem splugawił.

106 
Tu się za srogie krzywdy odpowiada;

Aleksy tu jest z Dyjonizym społu[186],
Co nań tak długo Sycylija biada.


109 
Przypatrz się temu z kruczym włosem czołu:

To jest Azzolin[187]; ów, co włos ma płowy,
Obizzo d’Este[188]; z ziemskiego padołu

112 
Zły syn go strącił w ten nurt rubinowy«.

Chciałem coś pytać, lecz Mistrz: »Już ja z boku
Pójdę«, rzekł, »niech cię wódz prowadzi nowy«.

115 
Cokolwiek dalej Centaur wstrzymał kroku

Nad rzeszą, która, zdawało się, tonie
Po samą szyję we wrzącym potoku.

118 
Widmo ukazał samotne na stronie[189],

Mówiąc: »Wielbione nad Tamizy wałem
Serce on rozsiekł u Boga na łonie«.

121 
Dalej tłum czerniał wynurzony ciałem,

Głowę wznoszący, widny aż po brzuchy;
Pośród mar ludzkich niejednę poznałem.

124 
Coraz to płycej szedł nurt wrzącej juchy,

Tak, aż nareszcie stóp im ledwie tyka:
Tuśmy przez fosę przeszli na brzeg suchy[190].

127 
»Jak z tego końca coraz się umyka

Wrzątek, że ledwie dno łożyska myje,
Masz wiedzieć«, brzmiały słowa przewodnika,

130 
»Że z drugiej strony niżej w grunt się ryje,

Aż wreszcie ową kończy się głębiną,
Gdzie okrucieństwo wiecznym jękiem wyje.

133 
W tej głębi własną zatraceni winą,

Cierpią: Attyla[191], ów bicz boży ziemi,
Sekstus i Pyrrhus[192]; tam łzy z oczu płyną,

136 
Gdy się ich śluza warem krwi otworzy,

Obu Rinierom[193], co gnębili srodze
Ziemię i byli postrachem rozdroży«.

139 
Zwrócił się i w bród wracał po swej drodze.





PIEŚŃ XIII.[194]

Jeszcze nie przebył krwawego potoku,

Gdyśmy się w leśne dostali gęstwiny,
Gdzie żadna ścieżka nie świtała oku.

Liść nie zielony tam, lecz jakiś siny;

Gałąź nie gładka, lecz jakaś żylasta;
Zamiast owoców, zatrute jeżyny.

Nie tak się plące i nie tak zarasta

Między Kornetem a Cecyną puszcza[195],
Gdzie zwierz się chowa, wróg sioła i miasta.

10 
Tu gniazda wije brzydkich harpij tłuszcza[196],

Która Trojanom obmierziwszy żydła,
Z czarną ich wróżbą na wędrówkę puszcza.

13 
Ludzkie oblicza mają, duże skrzydła,

Pierzaste brzuchy i szpony jastrzębie;
Z dziwnych drzew jęczą dziwaczne straszydła.

16 
Rzekł Mistrz mój dobry: »Zanim w lasu głębie

Wejdziesz, masz wiedzieć, że to krąg jest wtóry
I będziesz w jego zostawał obrębie,

19 
Aż na okropne natrafisz piachury;

Teraz patrz pilnie, pomny, com powiadał[197],
Rzeczy obaczysz niezwykłej natury«.

22 
Po boru echem jęk ogromny biadał,

Ale kto jęczeć mógł, nie wypatrzyłem,
Więc stałem, a strach z głosów na mnie padał.

25 
Sądziłem, że Mistrz sądził, że sądziłem[198],

Jakoby głosy owe szły z gęstwiny
Od duchów, które sobą wystraszyłem.


28 
»Spróbuj«, powiada mi, urwać z krzewiny

Jednę gałązkę; kiedy się odłamie,
Mniemania twoje obrót wezmą iny«.

31 
Ja usłuchałem i ściągnąwszy ramię,

Gałązkę z dużej ułamałem śliwy.
»Czemu kaleczysz?« jęknął pień, a znamię

34 
Ciemną czerwienią podbiegło krwi żywej.

I znowu biadał: »Czemu rwiesz mi trzewa?
O jakiż w tobie duch nielitościwy!

37 
Byliśmy ludzie, dziś jesteśmy drzewa,

Ale się z czulszą litością spotyka
Bodaj gadziny dusza.. Tak się gniewa

40 
Widmo i nakształt żywego patyka,

Gdy płonie z jednej, płacze z drugiej strony,
A od przeciągu i skwirczy i syka,

43 
Ów szczątek słów i łez wydawał tony;

Zatem mi z ręki wypadła chabina
I stałem patrząc, jak człek przerażony.

46 
»Duszo rozdarta!« Mistrz mówić zaczyna,

»Gdyby on mógł był uwierzyć w te dziwy,
Które ma stara powieść wypomina,

49 
Nie byłby ściągnął ręki popędliwej;

Źle mi radziło cudu podobieństwo,
Żem go do próby popchnął niegodziwej.

52 
Lecz powiedz, ktoś ty, aby za męczeństwo

Zadane, blasku przyczynił twej sławie,
Gdy między ludzkie wróci społeczeństwo«.

55 
Więc duch: »Tak słodko prosisz i łaskawie,

Że nie lza milczeć; a niech nie zniechęcę,
Jeśli was dłużej powieścią zabawię.


58 
Jam jest, masz wiedzieć, ten, com trzymał w ręce

Obadwa klucze od serca Frydryka[199],
W którem, bywało, tak pochlebnie kręcę,

61 
Że już nade mnie nie zna powiernika.

Ta moja w służbie przychylność i wiara
Sen mi odbiera i grób mi odmyka.

64 
Bo nierządnica, co od wrót cezara

Nigdy wszetecznych oczu nie odwróci,
Dworów zakała[200] i zaguba stara,

67 
Wszystkie przeciwko mnie zapala chuci,

A gniew Augusta[201] od nich tak rozpłonie,
Że świetność moja w kiry się przerzuci.

70 
Więc oburzenia smak poczuwszy w łonie,

Ja prawy, krzywdę sobie zadawałem,
Tusząc, że z śmiercią wzgardy się uchronię.

73 
Lecz na tę korę, co dziś jest mem ciałem,

Przysięgam[202]: panu tak godnemu chluby[203]
Nigdy powinnej wiary nie złamałem.

76 
Który z was obu na świat wróci luby,

Pokrzep mą pamięć, co w bezcześć popada
Z zawiści wrogów żądnych mej zaguby«.

79 
Wieszcz chwilę czekał, a potem powiada:

»Nie zwlekaj; pytaj, póki czasu stanie,
O czem twa dusza jeszcze wiedzieć rada«.

82 
Na to ja rzekłem: »Sam go pytaj, panie,

O to, co mniemasz, że mi wiedzieć płuży[204],
Bo mnie już w piersiach dławi litowanie«.

85 
A on: »Jak tuszę, że druh mój usłuży

W tem, w czem go kolwiek twoja prośba wzywa,
O cieniu, drzewnej powierzony stróży,


88 
Tak racz nam wykryć, przez jakie przędziwa

Duch wasz się wplata w te zaklęte sęki
I czyli kiedy więzy swe rozrywa?«

91 
Więc z pnia się nagle odezwały jęki,

A szmerem westchnień ta się mowa wlekła:
»Krótko wyłożę sposób naszej męki:

94 
Gdy dusza nasza sama na się wściekła

Pożegna ciało na pobyt jej dane,
Minos ją zsyła do siódmego piekła.

97 
Śród lasu, w miejsce wprzód niewyszukane

Pada przygodnie, jak ją wiatr ułowi;
Padłszy, kiełkuje niby ziarnko lniane.

100 
Wypuszcza pędy, drzewkiem się odnowi;

Harpie liść jego szczypiąc, srogie katy,
Ból jemu czynią, a okna bólowi.

103 
Kiedyś po ziemskie nasze wrócim szaty,

Ale ich na się żaden z nas nie wdzieje:
Nie lza odzyskać własnowolnej straty.

106 
Tu je przywleczem[205]; pośród smętnej knieje

Nasze cielesne zawisną łupiny,
Każda na drzewie, gdzie duch jej gnuśnieje«.

109 
Zamilkł, a podczas gdy jeszcze nowiny

Jakiej czekamy z ust dziwnego krzaku,
Chrzęst nas uderzy idący z gęstwiny,

112 
Jako myśliwca, gdy stojąc na szlaku,

Tupot odyńca słyszy i ogary
I trzask gałęzi i hałas orszaku.

115 
Wtem z lewej strony wybiegły dwie mary

Nagie i krwawe skórą obszarpaną:
Biegnąc, łamały chrusty i konary.


118 
»Przyjdź śmierci!« wołał przedni; za zdyszaną

Duszą w te-ż tropy drugi próżno rące
Wytężał nogi, wołając: »Hej, Lano![206]

121 
Mniej prędko biegłeś po tieppijskiej łące!«

Wtem tchu mu brakło; niechawszy zdobyczy,
Przypadnie i z krzem w jeden kłąb się splące.

124 
A las za nimi psiarnią zaskowyczy;

Sfora suk czarnych[207] w okropnym obcesie
Jakby na łowach puszczona ze smyczy,

127 
Do ukrytego w krzaku ducha rwie się,

Potem drugiego porwie na paszczękę
I nędzne szmaty rozwłóczy po lesie.

130 
Tedy przewodnik mój wziął mię za rękę

I wiódł do krzewu, co daremnie biada
I krew z ran sączy za niesłuszną mękę.

133 
»Jakóbie de Sant-Andrea!«[208] krzak gada,

»Czemu się moją ratujesz przyczyną?
Za grzech twój czemu na mnie kara spada?«

136 
Więc przystanąwszy Wódz mój nad krzewiną,

Spytał: »Kto jesteś, co-ć tyloma usty
Krew i westchnienia jedno z drugiem płyną?«

139 
»Istoty, którym dziwnymi dopusty

Rzeź była wstrętna przed oczy stawiona,
Co pniowi memu pozdzierała chrusty,

142 
U stóp smutnego zgarnijcie je trzona:

Jam dziecię grodu, który na Baptystę
Zamienił swego dawnego patrona[209],

145 
Za co ów gniewy poprzysiągł wieczyste.

I gdyby nie to, że zeń most na Arno
Po dziś dzień szczątki chowa, to ojczyste


148 
Mury, co dłonią wznosili ofiarną

Obywatele z Attyli pogromu,
Pewnie stawiane byłyby na marno[210].

151 
Wiedz, jam obwiesił się na własnym domu«.





PIEŚŃ XIV.[211]

Przejął mię taki żal rodzinnej ziemi,

Żem zebrał liście i oddał je pniowi[212],
Który stał z usty od skarg zemdlonemi.

Przyszliśmy w miejsce, co miedzę stanowi

Trzeciego kręgu i modłą cierpienia
Okropnie świadczy bożemu gniewowi.

Dla dokładnego rzeczy wyjaśnienia

Powiem: na suche przyszliśmy ugory,
Gdzie żadne ziele nie puści korzenia.

10 
Wkoło nich smutny las i ptasie zmory,

Sam okolony wstrętnymi ukropy[213];
Na skraju krok nasz zatrzymujem skory.

13 
Spostrzegam miałkie, piaskowe zatopy;

Tak owo muszą wyglądać pustynie,
Skróś których brnęły Katonowe stopy[214].

16 
O boża zemsto, jakże cię uczynię

Straszną grzesznikom, kiedy im ukażę,
Co się mym oczom odsłoniło ninie!

19 
Zgraje dusz nagich ujrzałem: nędzarze

Płaczem żałosnym wszyscy zawodzili,
Różnymi kształty w jednej cierpiąc karze.


22 
Ci na wznak w piasku położeni wyli,

Ci z sterczącymi siedzieli kolany,
Ci ustawicznie tam i sam chodzili.

25 
Liczniejszy był tłum na chody skazany;

Mniejszy tych, którzy leżeli pokotem,
Lecz język mieli bardziej rozpętany.

28 
Na step piaskowy płomienistym miotem

Padały żaru rozczepione kiście,
Jako na ciszy w górach, równym lotem.

31 
Tak Aleksander w Indjach ognio-liście

Widział lecące nad ludzi i konie,
Przy ziemi jeszcze płonące jarzyście[215].

34 
Zaczem je kazał deptać na wygonie,

Jako, że łacniej zarzewie się zgłuszy,
Póki osobno, a nie w kupie płonie.

37 
Podobnie tutaj wieczny ogień pruszy,

A piach się żarzy tak, jak się zczerwienia
Próchno od skałki, i zwiększa katuszy.

40 
Nędzne ramiona młyńcem bez wytchnienia

Trzepiąc się, bronią ciała złudnej kory
Od kąsań zawsze świeżego płomienia.

43 
»Mistrzu«, zacząłem, »co wszystkie przekory

Piekielne zwalczasz, prócz tej, którą duchy
Stawiały hardzie u Disa komory;

46 
Kto jest ten olbrzym dumny i bezruchy[216],

Co się w kłąb zwinął, ani się nie miota,
Jakby nie mięknął[217] pod żarkimi puchy?«

49 
Na dźwięk mej mowy olbrzym zadygota;

Poczuł, że o nim się pytam i rzecze:
»Takim po śmierci, jaki za żywota.


52 
I choćby ten, co piorunowe miecze

Kuje dla Zewsa, który w te otchłanie
Strącił mię, ciało przebiwszy człowiecze;

55 
I choćby wszyscy pomdleli Tytanie

Zamknięci w kuźni Mongibelu[218] czarnej;
Choćby Zews wołał znów: Bywaj Wulkanie!...

58 
I choćby mię znów jak w elementarnej

Bitwie pod Flegrą[219], ciął śmiertelnym ciosem,
Smak jego zemsty jeszcze byłby marny!«

61 
Tedy zawołał Mistrz mój wielkim głosem,

Jakom go jeszcze nie słyszał w tej dobie:
»O, Kapaneo! sprawiedliwym losem

64 
Za kata pycha własna służy tobie,

Do żadna boleść nie dorówna wrażej
Szałowi dumy w piasków parnym żłobie!«

67 
Obrócił ku mnie łagodniejszej twarzy:

»To jeden z siedmi«, rzekł, »co wznieśli bronie
Przeciwko Tebom; Boga lekceważy,

70 
Jak dawniej nie chciał trwać w jego zakonie;

Własna mu krnąbrność najciężej dolega,
Słuszny, jak rzekłem, szał wzniecając w łonie.

73 
Teraz pójdź za mną, a niech się wystrzega

Stopa wysunąć na żarkie piaszczyska;
Idź tuż pod lasem, trzymając się brzega«.

76 
Milcząc my doszli aż tam, gdzie wytryska

Potoczek źródłem ukrytem w gęstwinie;
Strach wspomnieć krwawy nurt, co w nim się ciska[220].

79 
Jak w Bulicame[221] struga waru płynie,

Który grzesznice niżej w dzbany biorą,
Tak zdrój ów płynął przez piasków pustynię,


82 
Kamienną stoki i dno kryjąc korą;

Tędy spojrzałem, rozumiejąc k’rzeczy,
Że to jest droga pośród pól, co gorą.

85 
»Z wszystkich aż dotąd zjawionych ci rzeczy,

Odkąd za groźne weszliśmy podwoje,
Których przystępu żadna moc nie przeczy,

88 
Godniejszej oczy nie spotkały twoje,

Niźli ten strumień, obecnie widomy,
Na którym gasną ogniopłatków roje«.

91 
Tak mówił do mnie; zaczem ja łakomy

Proszę, aby już nie skąpił mi strawy,
Do której takiej nabrałem oskomy.

94 
»Leżą śród morza puste lądów ławy«,

Mówił Mistrz, »ostrów Kretą się nazywa;
Za jego króla świat był cny[222] i prawy.

97 
Tam góra Ida, bywało, opływa

W wody i gaje, w łąki pełne krasy;
Dziś ona martwa, niby rzecz nieżywa.

100 
Kolebką Zewsa była[223] w tamte czasy,

Kiedy go chronić przed ojcem wypadło;
Płacz dziecka kryły Kuretów hałasy.

103 
Śród góry sterczy olbrzymie widziadło[224]:

Starzec, w Damiatę plecyma podany,
A w Rzym wpatrzony niby we zwierciadło.

106 
Głowa z litego złota, bez odmiany:

Srebrne ramiona i barki olbrzyma,
Stąd do rozkrocza z mosiądzu jest lany.

109 
Nogi z żelaza, w którem skazy niema;

Jedynie prawa stopa z terrakotty,
Lecz ona cały gmach na sobie trzyma.


112 
Wszystek pęknięty, oprócz głowy złotej,

Którem pęknięciem łzy ustawnie płyną;
Złączone żłobią wnętrze onej groty

115 
I z góry spadłszy, biegną tą doliną:

Z nich się Acheron, Styks, Flegeton rodzi.
Potem wpłynąwszy w ciasny wąwóz, giną,

118 
Tam zapadając, skąd się już nie schodzi;

Ujrzysz je zlane w zmarzłe topieliska
Kocytu; tu ich wspomnieć się nie godzi«.

121 
Na to ja: »Skoro strumień ten wytryska,

Jak mówisz, pośród ziemskiego padołu,
Czemuż dopiero tu widzim go z blizka?«

124 
»Miejsce to, jak wiesz, ma formę okołu,

A choć już drogi zbiegłeś kawał spory,
Ciągle na lewo idąc i ku dołu,

127 
Jeszcześ w krąg całej nie zwiedził komory[225];

Więc gdy rzecz nowa zjawia się na oczy,
Strzeż się objawiać podziw każdej pory«.

130 
»Gdzież«, pytam, »rzeka Letejska się toczy,

O której milczysz? Gdzie Flegeton łzawy
Zlany z wód, które owy kolos broczy?«

133 
»Cieszy mię«, odrzekł, »twój umysł ciekawy;

Lecz nazwa rzeki, w której płyną wary[226],
Już była winna wskazać strumień krwawy.

136 
Letę obaczysz, gdy z piekieł pieczary

Wyjdziesz[227]; w niej myć się chodzi duch człowieczy,
Skoro okupi grzechy pełnią kary«.

139 
I dodał: »Z lasem pożegnać się k’rzeczy;

Teraz pójdź za mną po skalnej cembrzynie,
Co ci przed spieką stopy ubezpieczy:

142 
Nad nią żar ogniów padających ginie«.





PIEŚŃ XV.[228]

Krok teraz niesiem po cembrzynnej skale,

A para, co się unosi nad strugą,
Broni od ognia i brzegi i falę.

Jako więc między Guizzantem a Brugą[229]

Flamandczykowie morzu czynią wstręty
I odpierają przypływ tamą długą;

Lub Padewczycy po wybrzeżu Brenty,

Gdy ochraniają swe miasta i grody,
Nim Chiarantana[230] od wiosny poczętej

10 
Roztaje; taki biegł wał brzegiem wody,

Lecz niższy, tudzież na grubość mniej spory,
Dzieło rąk mistrza[231] tajemnej przyrody.

13 
Gdzieś w tyle został z dziwnymi upiory

Gaj i już zniknął z widnokręga wzroku
Niedostrzegalny; a wtem przez ugory

16 
Piasków spostrzegam wzdłuż tamy potoku

Dusz grono ku nam idące z daleka
I wpatrujące się w nas, jak o zmroku

19 
Na nowiu człowiek patrzy się w człowieka;

Tak nam te widma wzrok wlepiały w twarze,
Jak stary krawiec w igłę[232], gdy nawleka.

22 
A gdy podeszli, gdzieśmy stali w parze,

Jeden poznawszy mię, za suknię chwytał
I zadziwiony wołał: »Czy ja marzę?«

25 
Więc ja do ducha, który tak mię witał

Ściągnięciem dłoni, obrócę powiekę
Dość blizko, żem z lic, kto był zacz, wyczytał.


28 
Potem do twarzy przez piekielną spiekę

Skróś przepalonej, twarzy mej nachylę:
»Czy to wy, panie Brunetto?«[233] tak rzekę.

31 
»Synu mój«, odparł, »zechciej przyjąć mile,

Że przy twym boku Brunetto Latini
Kęs pójdzie, orszak zostawiając w tyle«.

34 
»Jak chcesz«, powiadam, »niech się tak uczyni;

Usiądźmy razem, jeśli życzysz, Panie,
A on pozwoli, Wódz mój w tej pustyni«.

37 
Tedy on: »Kto tu na chwilę przystanie,

Za karę leżąc musi stoma laty
Bezbronny znosić ogniowe smaganie.

40 
Ale idź naprzód, a ja w ślad twej szaty,

Aż tłum dopędzę, co ze spiekłem ciałem
Kroczy, wieczystej żaląc się zatraty«.

43 
Jam zstąpić nie śmiał i wciąż szedłem wałem,

Który me stopy od żarów odgradza,
Lecz jak człek pełen czci, głowę schylałem.

46 
On rzekł: »Jakiż traf czy przeznaczeń władza

Przed dni ostatkiem na ten szlak cię miecie
I kto jest owy, co cię przeprowadza?«

49 
Więc ja mu na to: »Tam na jasnym świecie

Zabłąkałem się w boru nieprzebytym,
Nim się spełniło moje pełnolecie[234].

52 
Wynijść zeń chciałem wczoraj rannym świtem,

Alem nie zdołał, aż mię wziął pod stróżą
On[235], i tem ujściem oto wiedzie skrytem«.

55 
»Byleś gwiazd słuchał«[236], rzekł, »które ci służą,

Do zaszczytnego wpłyniesz portu, skoro
Znaki o tobie, jak wiem, dobrze wróżą.


58 
A ja, gdybym był nie umarł przed porą,

To widząc one gwiazd nad tobą śluby,
W spełnieniu dzieła byłbym ci podporą.

61 
Lecz ten złośliwy lud i samoluby,

Który z fiezolskich zszedł kamiennych progów[237]
I tak jak one jest twardy i gruby,

64 
Odpłaci tobie[238] jak najgorszy z wrogów;

A słusznie wcale, bowiem nie wypada,
By figa owoc rodziła śród głogów.

67 
Ślepymi stara powieść ich powiada[239]:

Rasa zawistna, chciwa, w złości żwawa...
Niechże na tobie ten brud nie osiada.

70 
Tobie się taka z losu znaczy sława,

Że cię ułaknie[240], kto dziś prześladuje;
Lecz niech od kozła zdala rośnie trawa.

73 
Niechże się wzajem na barłóg tratuje

Trzoda fiezolska, ale niech się strzeże
Dotykać ziela, jeśli gdzie kiełkuje

76 
Na tem śmiecisku, wyrosłe z macierze

Rzymskiej, z tych Rzymian, co tam mieli chaty,
Gdy powstawało nieprawości leże«[241].

79 
»Gdybym«, powiadam, »otrzymał przed laty

O com się modlił, ty, ziemi banita,
Nosiłbyś dotąd człowieczeństwa szaty.

82 
W pamięci mojej żyje, tak wyryta

Jak dziś bolesną widzę, twoja postać
I twa nauka, z której mi wyświta,

85 
Nieśmiertelności jako można dostać.

Jeśli żyć będę, świat z mych dzieł obaczy,
Jak pragnę łasce twej wdzięcznością sprostać.


88 
To, co powiadasz, że z gwiazd mi się znaczy,

Z tem, co mi inne wróżyły znachory[242],
Dobra mi Pani[243], da Bóg, wytłómaczy.

91 
To jedno pewnie wiedz, że każdej pory,

Bylem w sumieniu swem miał wartownika,
Słuchać przeznaczeń głosu jestem skory.

94 
Już mię raz drugi ta wróżba potyka;

Jak trzeba, niech się wolą losu święci
Fortunie koło, a chłopu motyka«[244].

97 
Tu Wódz mój głowę na prawo przekręci,

Pogląda na mnie bystro, wreszcie powie:
»Dobrze ten słuchał[245], kto chowa w pamięci«.

100 
Ja przecież ciekaw, nowe wieści łowię,

Brunettowego idąc bokiem cienia
I kto są jego znaczniejsi druhowie

103 
Pytam. »Jedni«, rzekł, »godni przypomnienia,

Drudzy niech lepiej będą nie nazwani;
Czas broni wszystkich wyliczać z imienia.

106 
Wiedz: wszystko wielcy mędrcy i kapłani,

Których świat w liczbę najsławniejszych kładzie,
A wszyscy jednym grzechem pokalani.

109 
Tam Pryscjan[246] chodzi w bolesnej gromadzie,

Także Franciszek z Accorso[247] z nim drugi;
Gdybyś się bliżej przyjrzał tej szkaradzie,

112 
Ujrzałbyś kogoś[248], co z rozkazu sługi

Sług był z nad Arna słan nad Bachiglionę,
Gdzie zezuł członki, żądne złej posługi.

115 
Więcej-bym mówił, ale w waszą stronę

Niewolno dalej iść, bo oto świeże
Spostrzegam dymy z piasku podniesione;


118 
Lud idzie mnogi, kędy nie należę.

Lecz przecie, zanim odejdę, w rozłące
Skarb mój[249], gdziem żywy jest, tobie powierzę«.

121 
Zaczem się zwrócił i rozpuścił ręce

Nogi, sposobem biegnącego męża
O płaszcz zielony[250] na werońskiej łące:

124 
A biegł tak szybko, jak ten, co zwycięża.





PIEŚŃ XVI.[251]

Doszliśmy miejsca, kędy fala dudni

W niższego kręgu pędząc zakamary,
A huczy jak ul, skoro się zaludni.

Wtem my znienacka ujrzeli trzy mary,

Jak zostawiwszy w tyle jednę zgraję
Uciekającą pod ostrymi żary,

Biegły, gdzie owe szumiały ruczaje.

»Czekaj, żeś z naszej bezbożnej ojczyzny«,
Wołały duchy, »po sukni poznaję!«[252]

10 
Aj, jakie rany i oparzelizny

Świeże i dawne po ich członkach broczą!
Strach przypominać przeokropne blizny.

13 
A Wódz spostrzegłszy, że wprost ku nam kroczą,

»Czekaj!« rzekł, stając i zwracając twarzy:
»Tych przyjąć trzeba cześnie i ochoczo.

16 
I gdyby nie ten ogień, którym praży

Przyroda miejsca, winienby człek grzeczny
Pierwszy biec witać takich luminarzy«.


19 
Wtem oni lament swój podnieśli wieczny,

A skoro do nas podeszli, o dziwo,
Spletli się i krąg stworzyli taneczny.

22 
Jako więc nadzy i lśniący oliwą

Szermierze krążą, upatrując pory,
Zanim rozpoczną walkę zapalczywą,

25 
Tak się toczyły kołem dziwne stwory,

A twarze ciągle obracane wsteczą[253]
Zda się z nogami wiodły przekomory.

28 
Ozwał się jeden: »Jeśli nieczłowieczo

Twarz odmieniona i brzydota kaźni
Sprawia, iż prośby ucho twe kaleczą,

31 
Dla dawnej sławy spójrz ku nam przyjaźniej

I mów, kto jesteś, co w piekielne czady
Cielesną stopą wkraczasz bez bojaźni?

34 
Patrzaj: ten oto, czyje depcę ślady,

Goły, golizną szkaradnej wyliny,
Większy niż mniemasz: wnuk dobrej Gwaldrady[254].

37 
Gdy zamieszkiwał padolne dziedziny,

Gwidona Guerry przyobłóczył miano,
Mądrością wsławion i dzielnymi czyny.

40 
Tuż za mną depce ziemię przegarzaną

Tegghiaio Aldobrandi[255]; ten jest warty,
Aby go w świecie wdzięcznie wspominano.

43 
A ja, wspólnymi płomieniami żarty,

Wiedz, Rusticucci[256] jestem, przez złą żonę
Wpędzon w grzech i tu posłan między czarty«.

46 
Gdybym miał wówczas od żaru osłonę,

Między nich skoczyć[257] byłbym się odważył.
A Mistrz mój widząc, jaką chęcią płonę,


49 
Nie byłby wzbraniał; lecz piasek tak prażył,

Że chociaż drżałem do nich w tej minucie,
Strach we mnie czułość i tęsknotę zwarzył.

52 
»Nie wzgardę«, rzekłem, »lecz ból i współczucie

Budzi to kształtów ludzkich wykrzywienie,
W pamięć zaryty znak strasznej pokucie,

55 
Od pierwszej chwili, gdy Mistrza skinienie

I słowa poznać niezwłocznie mi dały,
Że w was dostojne zbliżają się cienie.

58 
Wasz rodak jestem; dzieła pełne chwały,

Imiona wasze, które w sercu liczę
Do najzacniejszych, zawsze mię wzruszały.

61 
Po żółci mam pić owocu słodycze;

Niemi, Wódz mówi, mój trud się nagrodzi;
Lecz przejść mi trzeba przez centralne dzicze«.

64 
»Niechaj-że długo członkom twym przewodzi

Dusza«, odrzekło widmo, »a jasnota
Sławy po śmierci niechaj nie zachodzi.

67 
Lecz powiedz, proszę: Czy dzielność i cnota

W stolicy naszej zawsze jeszcze żywa?
I nie wygnano jej dotąd za wrota?

70 
Bowiem Borsiere[258], który tu przebywa

Od dni niewielu i miejsc tych jest blizki,
Powieścią o niej serce nam rozrywa«.

73 
»Florencjo! Nowy lud i nagłe zyski[259]

Zbytek i pychę zrodziły takową,
Że czuć zaczynasz gorzko ich uciski!«

76 
Tak zakrzyknąłem, wznosząc twarz surową;

A oni widząc tę o miasto pieczę,
Spojrzeli na się, przytakując głową.


79 
»Jeśli-ć i nadal tak łacno, człowiecze,

Dozwolą prawdy obnosić orędzie,
Szczęsny, że możesz mówić, co cię piecze.

82 
Więc gdy za ciemnic tych wyjdziesz krawędzie

I wrócisz pięknych gwiazd oglądać jawę,
Gdy rzec: tam byłem, pociechą ci będzie[260],

85 
Przed ludźmi czasem wspomnij naszą sławę...«

Wtem nagle pierzchli, wyrwawszy się z koła:
Furknęły nogi jak na skrzydłach żwawe.

88 
Wprzód, niźli »amen« człek wymówić zdoła

Owe się duchy z widnokręgu zwiały,
A Mistrz już naprzód idzie i mnie woła.

91 
Ruszyłem za nim: kęs my uszli mały,

A owe szumy tak już były blizko,
Że prawie mowę naszą zagłuszały.

94 
Jak rzeka, własne co żłobi łożysko

Po apenińskich gór lewej połaci
Od Monteveso na wschód i nazwisko

97 
Ma Cichej Wody[261], zanim ubogaci

Doliny, niższym rzucając się torem,
Już zaś od Forli swoje miano traci;

100 
I huczy, w wąwóz lecąc nad klasztorem,

Co w Benedykcie świętym ma patrona,
A zmieścić może tysiąc mnichów dworem;

103 
Tak od granitów piersi odrzucona

Owa kaskada purpurowa brzmiała:
Myślałem, że mi słuch od huku skona!

106 
Sznur[262], com go nosił związany w pół ciała,

Gotowy użyć w nieszczęsną godzinę
Na pstrą panterę, co mi zagrażała,


109 
Teraz na rozkaz Wodza z biódr odwinę

I zmiąwszy w garści, podaję go karnie
Do rąk, jak w kłębek zwiniętą gadzinę.

112 
A on się nieco na prawo odgarnie

I zaciśnięty kłębek puszcza z dłoni
Daleko brzegu w przeotchłanną parnię.

115 
Jakieś tu nowe cudo się wyłoni,

Myślałem, patrząc na ten znak dziwaczny,
Który on, zda się, okiem w pędzie goni.

118 
O jakże człowiek winien być opatrzny

Przed tymi, którzy nietylko naocznie
Sądzą, lecz w serce zmysł kierują baczny!

121 
»To, na co czekam, zjawi się niezwłocznie«

Rzekł, »co się tobie w mglistych kształtach marzy,
Na jawie oczom twoim uwidocznię«.

124 
Prawdzie, co kłamstwu jest podobna z twarzy,

Niech człek niechętnie ust świadectwo niesie,
Bo mimowolny wstyd mu z niej się zdarzy.

127 
Lecz tutaj zmilczeć nie mogę i klnę się

Słuchaczu, na tę Komedję, o której
Niech sława głosi w najpóźniejszym czasie,

130 
Że przez mgieł gęstwę i skłębione chmury

W górę się parła jakaś rzecz straszliwa,
Przerażającej i dziwnej postury.

133 
Właśnie jak nurek, co z toni wypływa,

Bywszy po kotew głazem hamowaną
Lub morskiem zielem i w takt się podrywa,

136 
Pierś wyprężając, a kurcząc kolano.





PIEŚŃ XVII.[263]

»Oto zwierz[264], co chwost ponosi kolczaty

Po górach, twierdze i zbroje druzgoce,
Wstrętnym oddechem zapowietrza światy«,

Rzekł Mistrz i skinął czarciemu wywłoce,

Ażeby do nas przybliżył się, skrzydły
Dźwignąwszy w górę ku samej opoce.

A owy zdrady pierwowzór obrzydły

Do brzegów tułów i głowę wypręża,
W dół opuszczając ogoniaste widły.

10 
Twarz jego, niby twarz zacnego męża,

Ufność budziła składając się szczerze,
Lecz resztą cielska przypominał węża.

13 
Łapy kosmate miał do pach jak zwierzę,

A boki jego, grzbiet i przepuklina
Były upstrzone w węzły i puklerze.

16 
Żaden kunszt Turka ani Tatarzyna

Tak barwnym haftem nie zdobi dywanów,
Ani tak kwitła Arachny[265] tkanina.

19 
Podobien owej sterczącej z bałwanów,

A pół w nadbrzeżny piasek wrytej łodzi,
Lub bobru w kraju żarłocznych Germanów,

22 
Kiedy na chatach do pół ciała brodzi,

Zwierz przylgnął piersią tam, gdzie brzegu spadek
Tamą kamienną morze piasków grodzi.

25 
Potwór nad próżnią wykręcał pośladek

I jadowity ogon rozszczypany
Widlasto w górę prężył jak niedźwiadek.


28 
Wódz rzekł: »Tu z drogi naszej dla odmiany

Zboczymy, aby dostąpić do smoku,
Co się tam rozparł złośliwy i szczwany«.

31 
Zaszliśmy zatem od prawego boku

I brzeżkiem uszli kroków dziesięcioro,
Strzegąc od żaru stóp swoich i wzroku.

34 
Gdyśmy stanęli prawie nad potworą,

Widzę opodal lud, co obsiadł pole
Kaźni nad czarną schylony komorą.

37 
»Ażebyś poznał wszystkie w tem tu kole

Duchom występnym naznaczone kary,
Idź naprzód«, rzekł Mistrz, »obacz ich niedolę.

40 
Niech będą krótkie twoje z nimi gwary[266];

Ja zaś do zwierza podejdę i każę,
Aby nam podał swoje mocne bary«.

43 
Zaczem sam jeden, by się nowej karze

Przyjrzeć, po rąbku siódmego koliska
Szedłem, gdzie owi siedzieli nędzarze.

46 
Męczarnia łzami z pod powiek im tryska.

Spojrzę, a każdy to rękoma strząsa
Żar, to się broni ogniom legowiska.

49 
Podobnie latem pies gniewny się dąsa,

Paszczęką kłapie albo łapą bije,
Gdy go pchła lub bąk, lub też mucha kąsa.

52 
Po twarzach, które deszcz płomienny myje,

Wzrok toczę; wszystkie obce się wydały;
Lecz wszyscy mieli ustrojone szyje

55 
W jakoweś mieszki[267] czy też futerały,

Kreślone w barwy i tarcze herbowe,
W które się duchy pilnie wpatrywały.


58 
Jednego widzę znamię lazurowe,

W żółtej woreczka tarczy malowane,
Mające niby lwią postać i głowę[268].

61 
Znów potoczywszy okiem w krąg, przystanę

Na mieszku znacznym krwawymi kolory:
W herbie gęś bielą prześcigła śmietanę[269].

64 
A wtem duch, co miał błękitnej maciory

Znamię kreślone na woreczku białym[270],
Rzekł do mnie: »Pocoś wszedł do strasznej nory?

67 
Idź stąd, a skoro żywem wrócisz ciałem,

Wiedz: dla sąsiada mego, Vitaliana[271],
Tu z lewej strony miejsce zachowałem.

70 
Padewczyk jestem sam, lecz mi przydana

Ta czerń florencka; głuchnę od jej krzyku;
»Czekamy«, wrzeszczą, »na wielkiego pana,

73 
Który trzy dzióby ma w herbowym szyku...«[272]

Skrzywił się, język wyciągnął plugawie[273],
Podobien nozdrza liżącemu byku.

76 
Ja zaś zalękły, że nad nimi bawię

Dłużej, niż Mistrza mego brzmiała rada,
Wracam, a biedne duchy tam zostawię.

79 
Wróciwszy, spojrzę, a Wódz już zasiada

Na karku zwierza potwornej urody;
»Mężnym i silnym teraz być wypada«,

82 
Rzekł, »takie tutaj w głąb prowadzą schody[274];

Usiądź na przedzie, ja na środku krzyża,
By ci smok żądłem nie wyrządził szkody«[275].

85 
Jak ten, którego paroksyzm się zbliża

I już mu w febrze paznokcie zsiniały
Drży na myśl samę chłodu, tak się zniża


88 
Moja odwaga; wtem się zbiorę cały,

Wstydem skrzepiony z jego napomnienia,
Jako z łaskawej mowy rab nieśmiały.

91 
Siadłem na karku strasznego stworzenia;

Chcę wołać Pana mego, niech mię broni!...
Głos w gardle utkwił i nie wydał brzmienia.

94 
Lecz on, co z gorszej ratował mię toni;

Prośby nie czekał; zaledwo się wspiąłem,
Sam mię przygarnie i jeszcze osłoni.

97 
Potem zawoła: »Gerion[276], ruszaj dołem!

Czujnie, nowemu ciężarowi gwoli
Spuszczaj się zwolna i szerokiem kołem«.

100 
Jak łódź, gdy z brzegu wyrwać się mozoli,

Potwór się cofnął wstecz i odbił o wał;
Aż kiedy poczuł się całkiem na woli,

103 
Tam, gdzie wprzód była pierś, ogon kierował

I niby węgorz kręcąc w obie strony,
Łapami pod się powietrze zajmował.

106 
Nie był Faëton bardziej przerażony

W momencie, kiedy z rąk wypuszczał wodze,
Od czego nieba strop jest przepalony[277];

109 
Ni Ikar[278], kiedy w słonecznej pożodze

Uczuł od ramion zlatujące skrzydła
I krzyk rodzica: Na złej jesteś drodze!...

112 
Niż ja w przestworzu niesion od straszydła,

Widząc, że w koło mnie jeno powietrze,
A przed oczyma poczwara obrzydła.

115 
Bujanie smoka było coraz letsze;

Krążył i spadał, lecz jam nie czuł spadu[279],
Jeno na licach po bijącym wietrze.


118 
W głębi na prawo tentent wodospadu

Słyszę, który się w ciemne rzuca kraje,
Więc głowę na dół chylę z szyi gadu.

121 
W pędzie okropnym strachu mi przydaje

Że widzę ognie, słyszę jęków tony;
Zaczem lękliwiej kurczę się i czaję.

124 
Teraz dostrzegłem, że byłem niesiony

Okólnym lotem, albowiem dokoła
Jawią się kaźnie, i z tej i z tej strony.

127 
Do zmęczonego podobien sokoła,

Co nie czekając ptaka ni przynęty,
Zlata, aż łowiec: Już to wracasz? woła[280];

130 
Tak jak wprzód bujał, nad obłoki wspięty,

Teraz zemdlony z daleka usiada
Od sokolnika, gniewny i nadęty,

133 
Nagle nas Gerion u stóp skały składa

U strzaskanego granitów kościelca
I zdjąwszy brzemię, do góry przepada,

136 
Jak wypuszczona strzała z łuku strzelca.





PIEŚŃ XVIII.[281]

Jest miejsce w piekle Złymi Doły zwane[282],

Całe z kamienia, ale barwy rdzawej,
Takimże w koło murem opasane.

Na samym środku złośliwej dzierżawy

Czerni się otchłań przepastnej grążeli:
W swym czasie skreślę jej kształt i ustawy.


Przestrzeń od onej studziennej gardzieli

Aż do stóp skały ma postać pierścienia,
A ten na dziesięć znów jarów się dzieli.

10 
Jako dla murów zamkowych chronienia

W krąg biegną fosy napełnione wodą,
Coraz z większego zajęte promienia,

13 
Podobną jary te krążyły modą.

A jak na zamek w krąg od każdej bramy
Mosty zwodzone powyż fosy wiodą,

16 
Tak od stóp góry szły kamienne tamy

Przecinające w poprzek wszystkie jary
Aż do chłonącej je studziennej jamy.

19 
Tu wysadzeni od zwierza poczwary

Stajem; poeta wprzód, ja za nim ruszę;
W lewo idziemy ponad nowej kary

22 
Krainą: z prawej odmienne katusze,

Nowym oprawcom cały dół podległy,
A pełen kaźni; spojrzę, nagie dusze

25 
Grzeszników dołem we dwa rzędy biegły[283]:

Wolniejsze ku nam obracały głowy,
Prędsze kierunek brały przeciwległy.

28 
Właśnie Rzymianie w jubileuszowy

Rok[284], dla mnogości ludu, co się tłoczy
Na moście, sposób przyjęli takowy,

31 
Że jedną stroną idą ci, co oczy

Na zamek mają i ku Bazylice,
A druga fala ku Wzgórzu się toczy.

34 
Porozstawiani przez czarną ulicę

Rogaci biesi, zbrojni w pęki biczy,
Z tyłu ćwiczyli mary pokutnice.


37 
Aj, jak z pierwszego zacięcia skowyczy

Zgraja i nogi zbiera i nie czeka,
Rychło ją kańczug drugi raz oćwiczy!

40 
Wtem się me oczy natknęły z daleka

Na kształt znajomy. »Bogdaj się nie mylę«,
Zawołam, »znałem ten duch w ciele człeka«.

43 
Aby rozpoznać co zacz, oczy silę;

Więc Wódz przystanął ze mną i słodkiemi
Słowy pozwolił zostać nieco w tyle.

46 
Owy smaganiec snać rozumiał, że mi

Ujdzie, gdy spuści łeb; liche wykręty!...
»Hej, ty, co wzrokiem dziury wiercisz w ziemi,

49 
Jeśli mię cień twój nie zwodzi przeklęty«,

Krzyknąłem, »Caccianimika poznaję[285]:
Za cóż ty sieczon takiemi praszczęty?«

52 
»Wstyd mi wymówić«, odparł, »lecz nie taję,

Bowiem mię jasna twa mowa niewoli,
Co przypomina podsłoneczne kraje.

55 
Ja jestem owy, com z pięknej Ghizoli

Pastwę uczynił dla Markiza chuci,
Choć różnie mówią o mojej w tem roli.

58 
Jam nie jedyny Bolończyk, co kłóci

Te sfery jękiem; ci, co »sipa«[286] rzeką,
Pewnie mieszkają mniej gęsto rozsuci

61 
Pomiędzy Reno a Saweny rzeką.

Jeśli-ć świadectwo moje mało waży,
Pomyśl: tak chciwych szukałbyś daleko«.

64 
Jeszcze nie skończył, kiedy go opraży

Szatan kańczugiem, krzycząc: »Hej rajfurze!
Precz stąd; niema tu dziewek dla sprzedaży!«


67 
Stanąłem przy nim, co mię wziął pod stróżę

I szliśmy aż tam, kędy głaz wystrzeli
Tworzący przełęcz po okólnym murze.

70 
Bez trudu-ś-my się na grzbiet jego wspięli

I w prawo szorstką zboczywszy szeżują,
Z tych kół wieczystych wreszcie-ś-my wybrnęli.

73 
Tam, gdzie się skały dołem rozstępują,

By puścić mary chroniące się bicza,
Wódz rzekł: »Niech dobrze oczy twe wyczują

76 
Gnanych w tę stronę skazańców oblicza

Nie znasz ich jeszcze, bowiem równoległa
Z nami szła dotąd fala pokutnicza«.

79 
Na moście staliśmy, patrząc, jak biegła

Przeciw nam duchów rozpędzonych rzeka,
Wszystka oprawców kańczugom uległa.

82 
A Wódz, co mego pytania nie czeka:

»Widzisz olbrzyma śród mar co k’nam suną?
Trwa w bólu, ani zadrży mu powieka.

85 
Jaką królewską dotąd bije łuną!

To Jazon[287] dzielny w sercu, chytry w mowie,
Który z Kolchidy wykradł złote runo.

88 
Niegdyś w lemneńskim wysiadłszy ostrowie,

Kraju występnych, śmiałych dziewek, co to
Doszczętnie męskie wybiły pogłowie,

91 
Obłudą zaklęć i słówek pieszczotą

Zwiódł Izyfilę młodziuchną, co raczej
Ślub złamać woli, niż zostać sierotą.

94 
Rzucił ciężarną, samą i w rozpaczy;

Za ten czyn cierpi kaźń uwodzicieli;
Taż mu się kara za Medeję znaczy.


97 
Tłum równie winnych równą kaźń z nim dzieli:

Na takie zatem skazani cierpienia
Ci, co w głąb dołu pierwszego zabrnęli«.

100 
Wązką-ś-my ścieżką doszli rozramienia

I w tem stanęli miejscu na przełęczy,
Gdzie się łuk wspiera pierwszego sklepienia.

103 
Lud posłyszymy, co w parowie ślęczy

Drugiego dołu[288] i wciąż gębą pryska,
Po ciele dłońmi się tłucze i jęczy.

106 
Ściany wąwozu pleśń obległa ślizka;

Węch i wzrok mdlały rażone oparem,
Który się stęchły wznosił z trzęsawiska.

109 
Wzrok dna nie zgonił przepaścistym jarem,

Aż gdy się doszło przełęczy chochołu,
Co nad przepaścią przegiął się wiszarem.

112 
Tam gdy staniemy, w samej głębi dołu

Widzę lud, w strasznym pławiony kanale,
Jakby wszech kloak brud mieścił pospołu.

115 
Okiem powiodę i ujrzę łeb, w kale

Tak umazany ciężkim i smrodliwym,
Że ksiądz, czy laik, nie rozeznać wcale.

118 
»Czemu«, zakrzyczał, »wzrokiem uporczywym

Na mnie poglądasz, nie na inne duchy?«
»Bo pomnę«, rzekłem, »żem cię widział żywym

121 
Na świecie, gdyś włos nosił jeszcze suchy;

Jesteś Aleksy Interminej z Luki[289],
Przeto ciekawszy-ś dla mnie, niż twe druhy«.

124 
A on w łeb się bił, pięści zjąwszy w tłuki:

»Pochlebstwa to mię takiem bagnom karzą;
Cierpię, żem nie brał języka w munsztuki«.


127 
Wtem Wódz przemówił: »Wychyl-no się twarzą

Za krawędź i spójrz w przeokropne kadzie
I niechaj oczy w oblicze się wrażą

130 
Tej brudnej dziewki z włosami w nieładzie;

Drze się paznogciem umazanym w łajno,
Kładzie się, wstaje i znowu się kładzie.

133 
To Tais nierządna[290]; tej, jak ci nietajno,

Gdy pytał gamrat: Znajduję-ż ja w tobie
Łaskę? Odrzekła: O! i nadzwyczajną!...

136 
Lecz dajmy oczom odpocząć w tej dobie«.






PIEŚŃ XIX.[291]

Szymonie Magu![292] Nędzni świętokupcy,

Co rzeczy boskie, które winny z cnotą
Żenić się, jako chciwcy i porubcy

Gwałcicie podle za srebro i złoto!

Teraz wam, w ten dół trzeci potępionym,
Pieśń ma zahuczy wieczystą sromotą.

Jużeśmy doszli po progu sklepionym

Drugiego rowu tam, kędy okropnie
Nad środkiem jamy ostrym sterczy pionem.

10 
Mądrości Boża! Jakże Ty roztropnie

Niebo i ziemię i to miejsce kary
Wyznaczasz, w słuszne rozkładając stopnie!

13 
Ujrzałem stoki i żłób skały szarej

Usiane gęsto w wyżłobione jamy,
Wszystkie okrągłe, wszystkie jednej miary.


16 
Krój ich i wygląd był właśnie ten samy,

Jak u lubego mi świętego Jana[293]
Dotąd studzienki chrzcielne oglądamy.

19 
Jednę ja niegdyś, za co mi przygana

Niesłuszna, stłukłem ratując dziecinę;
Niechże niewinność ma będzie uznana.

22 
Z każdego dołu wyzierały sine,

Dziwnej postury piszczele grzesznika
Utkwione w jamie po samą pęcinę.

25 
Od płomiennego lizane języka

Wyprężały się te ciała kawalce
Tak, że zerwały-by najtrwalsze łyka.

28 
Jako to pełza puszczony na smalce

Ogień, że tylko po powierzchni liże,
Tak chodził płomień od pięty po palce.

31 
»Kto on zacz, Mistrzu, co gwałtowniej strzyże

Nogami, niż z nim cierpiący pospołu,
I piętę mu ssą krwawsze błyski ryże?«

34 
»Chcesz-li, bym stokiem spadzistym ku dołu

Zniósł cię, opowie sam duch, co się kaje,
Kim jest i wyzna przyczynę mozołu«.

37 
Więc ja: »Na wszystko jako chcesz przystaję,

Panie mój; ty wiesz, jak mam słuch otwarty
Na twe rozkazy; wiesz nawet, co taję«.

40 
Tedy wszedł ze mną na ów pomost czwarty,

Skręcił i schodził w dół po stromym wale
W żłób zdziurawiony i ścianami zwarty.

43 
Nie wprzód mię z bioder zdjął i wrócił skale,

Aż był nad duchem, który modłą nową
Nogami dziwne to zawodził żale.


46 
»Ktokolwiek jesteś, wbrew naturze głową

W ziemię wetkwiona jak pal, duszo licha,
Jeżeli-ć wolno«, proszę, »przemów słowo!«

49 
Stałem tam, na kształt spowiednika mnicha[294]

Nad zbrodniem, który po szyję wkopany,
Woła o spowiedź, bo póty oddycha.

52 
A duch zawołał; »Już to tam u ściany

Sterczysz?[295] spieszno ci, Bonifacy, pono!
Patrz, o lat kilka jestem oszukany.

55 
Jużeś tak rychło syt ową mamoną,

Co cię skusiła zostać pięknej Pani
Mężem, by pastwić się nad uwiedzioną?«[296]

58 
Jam stał jak ludzie nieprzygotowani,

Gdy nie zrozumią co się do nich mówi,
Jakby stropieni i jakby zmieszani.

61 
»Żwawo!« Wirgili rzecze, »niech się dowie

Duch, że się w twojej pomylił osobie«.
Jam go też ostrzegł posłuszny Mistrzowi.

64 
A mara nogi w tem wykręci obie,

Westchnie i pyta żałosnym językiem:
»Więc czego żądasz ode mnie w tej dobie?

67 
Wiedz, skoroś po to przebrnął jarem dzikim,

By poznać, co tu za dusza się biedzi:
Ja-m był wielkiego płaszcza dostojnikiem.

70 
Z miana i z dzieła syn byłem niedźwiedzi,

Nazbyt o dobro swych niedźwiadków dbały;
Jak tam me złoto, tu duch w saku siedzi.

73 
W głąb niższą dusze tych pozapadały,

Którzy przede mną skarb kupczyli święty,
Głową w dół wbite przez otwór tej skały.


76 
I ja zarówno skryję kiedyś pięty,

Skoro tu spadnie i w głąb mię przeważy
Ten, za którego właśnie byłeś wzięty.

79 
Ale ja dłużej w dół nachylam twarzy

I dłużej w ogniu pięta mi się smali,
Niż temu będzie, co ją po mnie sparzy[297].

82 
Wnet bowiem przyjdzie od zachodniej dali[298]

Pasterz niegodny, mistrz podlejszej sprawy;
Ten mnie i jego zarazem przywali.

85 
Jak Machabejski Jazon[299] niecnej sławy

Był od monarchy swego ulubiony,
Tak temu będzie Francji król łaskawy«[300].

88 
W mej porywczości może zbyt szalony,

Na to mu taką przymówką dokuczę:
»Hej, powiedz-no mi, jakiej to mamony

91 
Żądał od Piotra Pan, zdając mu klucze,

I jakiemi to skarby się zbogacał?...
Chodź za mną, prosto rzekł; tobie je zruczę.

94 
Nie żądał równie Piotr, by się opłacał

Złotem Mateusz, kiedy mu przydzielił
Urząd, co zdradą Judasza doń wracał.

97 
Siedź-że tu, wpadłeś bowiem, gdzieś wycelił

I niech ci mile kruszec w uszu dzwoni,
Który cię przeciw Karłowi ośmielił[301].

100 
A gdyby nie to, że szacunek broni

I wzgląd na owe klucze przedostojne,
Coś tam na jasnym świecie dzierżył w dłoni,

103 
Słowa-by moje ostrzej były zbrojne,

Bo chciwość wasza mir świata uboży,
Lichych wynosząc, dobrym głosząc wojnę.


106 
Was w objawieniu wytknął Pisarz boży[302],

Gdy o niewieście przepowiadał owej,
Która z królami ziemi cudzołoży;

109 
Co się zrodziła, dziw siedmioro-głowy

I moc swą z rogów ciągnęła dziesięci,
Dopóki grzech jej nie zgubił mężowy.

112 
Czemże-bo od was różnią się wyklęci

Poganie, w kruszcu swe mający bogi,
Jak, że im jeden, a wam się stu święci?

115 
O Konstantynie! jakżeś się stał wrogi

Światu, nie przez chrzest, lecz przez darowiznę,
Którą się pasterz zbogacił ubogi!«[303]

118 
Podczas, kiedy nań takim szydem bryznę,

Snać gniew, lub żarły go w sumieniu grzechy,
Duch obu łydek wytrząsał goliznę.

121 
A Wódz mój widno był pełen uciechy,

Że się obrażam na bezecną winę,
Bo usta swoje przystroił w uśmiechy.

124 
Zaczem na ręce wziął mię jak dziecinę,

A kiedy dobrze ogarnął w ramiona,
Jak zszedł, tak znowu piął się na wyżynę.

127 
Ani nie przestał tulić mię do łona,

Aż tam wysadził, gdzie przełęcz porogi
Mościła, na wał piąty przerzucona.

130 
Ostrożnie złożył ciężar sobie drogi

Na wirchu grani stromym i wysokim,
Gdzieby kozica nie odkryła drogi...

133 
Tu jar zaczerniał nowy przed mym wzrokiem.





PIEŚŃ XX.[304]

O nowej kaźni rym ułożyć muszę

W pierwszego śpiewu tej dwudziestej pieśni:
Śpiewu, co głosi potępieńcze dusze.

Już byłem gotów zajrzeć w otchłań cieśni,

Która zionęła usty okropnemi
I którą łzami myli ci boleśni.

W okólnym rowie ujrzałem ich. Niemi

Szli i płaczący, podobnymi chody,
Jak tam procesje chodzą pośród ziemi.

10 
A gdy tak śledzę cieniów korowody,

Widzę u wszystkich szyje przekręcone
W miejscu, gdzie kadłub odbiega od brody.

13 
Twarz odwróciły od piersi i w stronę

Oczom przeciwną szły pomimo chęci,
Mając z oczyma stopy powaśnione.

16 
Może gdy kogo paraliż wykręci,

To go zamienia w takiego kalekę;
Ale nie sądzę, ani mam w pamięci.

19 
Jeśli słuchaczu na tym, co tu rzekę,

Bóg ci pozwoli uczyć się przykładzie,
Pomyśl, czy mogłem suchą mieć powiekę,

22 
Widząc człowieczą godność w tej szkaradzie

Tak upodloną, że woda co ciecze
Z ócz, żłobem pleców spływała po zadzie!

25 
To też płakałem, aż Mistrz do mnie rzecze,

Com stał na głazu oparty ociosie:
»I tobie żal ich, niemądry człowiecze?


28 
Litość zatłumić tu litością zwie się,

Bo i któż ciężej od zuchwalca grzeszy,
Co z sądem przeciw sądom bożym rwie się?[305]

31 
Podnieś więc głowę; niech się wzrok nacieszy

Tym, co go grunt pod tebańskimi mury,
Schłonął, aż poszedł krzyk od wrogów rzeszy:

34 
Amfiarao![306] Do jakiej to dziury

Umykasz z placu?... A on leciał w wieczny
Grób, w Minosowe okropne pazury.

37 
Patrz: gdzie miał piersi, ma pacierz napleczny;

Że nazbyt chyżo przedtem w przyszłość godził,
W tył patrzeć musi i krok niesie wsteczny.

40 
Owdzie Tyrezjasz[307], co się to przerodził

W niewiastę, męża zesuwając postać
I wzrok członkami zmienionymi zwodził;

43 
Gdy zaś poprzednich kształtów pragnął dostać,

Tedy dwa węże uściskiem splecione
Musiał poprzednio chabiną ochłostać.

46 
Na kłąb mu patrząc w naszą idzie stronę

Arons[308], któremu śród Lunejskiej góry,
Gdzie Kararyjczyk w głąb zapuszcza bronę[309],

49 
Pieczar mieszkaniec, śnieżyste marmury

Dały siedzibę, skąd wolnym polata
Wzrokiem[310] na morze, gwiazdy i lazury.

52 
Owa, co kosę na piersi rozplata,

Których nie widzisz, bo je kark zasłania,
A zaś od piersi cała jest kosmata,

55 
To Manto[311]: ona syta wędrowania

Osiadła niegdyś w gnieździe mej młodości;
Słuchaj, co o niej gadają podania:


58 
Kiedy jej rodzic w ziemi złożył kości,

A gród Bachusa w cudzej legł obieży,
Długo śród ziemskich wędrowała włości.

61 
Jezioro w górnej Italiji leży

U stóp alpejskich, Benaco z nazwiska[312],
Niemiec granica u tyrolskich leży.

64 
Tysiącem źródeł na Apenin tryska

Od Kamoniki po Gardyjskie grody
Nurt, co się dalej w to jezioro ciska.

67 
W pośrodku, gdyby zeszli się z przygody

Trentu, Werony i Brescji pasterze[313],
Mogliby swoje błogosławić trzody.

70 
Gdzie brzeg się łukiem zgina, sterczą wieże

Peskiery silnej, co pewną osłoną
Kraj przed Bergamem i przed Brescją strzeże.

73 
Czego Benaku nie pomieści łono,

To wodospadem się rzuca i płynie
W strumień zebrane przez łąkę zieloną.

76 
A ledwo głowę do biegu wychynie,

Już nie Benaco, Mincio się nazywa
Aż po Governo, kędy w Padzie ginie.

79 
Kęs mały zbiegłszy, na doliny spływa

I tam się w moczar rozlane zamyka;
Śmiercią zeń zionie para zaraźliwa.

82 
Tędy przechodząc owa dziewka dzika,

Spotkała wyspu jarowe ostępy,
Nagie, nietknięte lemieszem rolnika.

85 
Z dala od ludzi osiadłszy śród kępy,

Ze służbą swoje święciła sabbaty
I tam cielesne porzuciła strzępy.


88 
Ludność, co w okół osiadła przed laty,

Widząc siedzibę bagnem warowaną,
Ściągając zewsząd, budowała chaty.

91 
Na kościach zmarłej gród ufundowano

I już wróżbitów nie czekając zgody,
Od pierwszej pani Mantową nazwano.

94 
W liczbę wzrastała ludność bez przeszkody,

Dopóki fałszem nie oszukał gładkim
Chytry Pinamont[314] głupstwa Kassalody.

97 
A to powiadam, bo gdyby przypadkiem

Inne mniemania[315] tę powieść prześcigły,
Moje świadectwo przeciwstanie świadkiem«.

100 
»Mistrzu, twe słowa wątpliwość rozstrzygły

I tak się wiarą w ich prawdziwość poję,
Że reszta mi jest jak węgiel wystygły.

103 
Lecz spójrz na owe przechodzące roje:

Jest-że gdzie godna pamięci pokuta?
W to jedno godzą wszystkie myśli moje«.

106 
Na to Mistrz: »Owy, co mu broda suta

Na ciemne barki puszcza kędzior kręty,
Był wieszczkiem w Grecji[316], gdy z mężów wyzuta

109 
Została bronna samemi chłopięty.

On to z Kalchasem na wiatr wybłagany
Pierwsze w Aulidzie z lin odciął okręty.

112 
Za życia on był Eurypilem zwany;

Śpiewałem niegdyś jego ziemskie trudy:
Z Tragiedji mojej pewnie tobie znany.

115 
Owy cień drugi, w biodrach taki chudy,

Michała Szkota[317] jest dusza wyklęta:
Ten w czarodziejskie bawił się obłudy.


118 
Tu Bonattiego[318], tam widzisz Asdenta,

Co radby wrócił do dratwy i szydła,
Lecz się za późno w piekle opamięta.

121 
A tam wróżbitki[319], co od motowidła,

Igły i szpulki poszły w czarownice
I z figur i z ziół czyniły mamidła.

124 
Lecz chodźmy; już się chyli za granicę

Dwu pół-sfer Kain, co pęk cierni niesie
I pod Sewilą w morzu topi lice[320].

127 
Wczorajszej nocy księżyc w pełnym kresie

Wszedł: na blask jego pątnik się nie żali;
Sam wiesz, coś wczoraj w ciemnym błądził lesie«.

130 
Podczas gdy mówił do mnie, szliśmy dalej.





PIEŚŃ XXI.[321]

Tak z mostu na most, gwarząc bez ustanku

O rzeczach, które w powieści pominę,
Szliśmy, aż doszli najwyższego ganku,

By stamtąd zajrzeć w następną szczelinę

Złych Dołów i jej marne poznać żale:
Spojrzę, w ciemnościach dziwnych okiem ginę.

Jako w weneckim zimą arsenale

Wre lepka smoła w kotłach na zaprawę
Okrętów, których uszkodziły fale;

10 
Więc kiedy jeden nową stawia nawę,

Drugi rozbitej przez długie podróże
Pakułą boki zatyka dziurawe;


13 
Więc jeden reje, drugi sztaby, trzeci struże

Wiosła, a czwarty zasię kręci liny;
Ów żagle łata i małe i duże.

16 
Tak mocą bożą, bez ognia przyczyny

W padolnym żłobie smoła wrzała zgęsła
I ośliniała całą głąb kotliny.

19 
Widziałem jeno tyle, że się trzęsła

W bańkach powierzchnia bulgocąca wrzątku:
To się wzdymała w kożuch, to znów klęsła.

22 
A gdym tak patrząc, czekał zdarzeń wątku,

Wódz mój zawołał nagle: »Wara! wara!«
I ściągnął z miejsca, gdziem stanął z początku.

25 
Więc się zwróciłem jak człek, co się stara

Wytrwać i poznać strach, który go pędzi,
A choć w nim bojaźń odwagę rozpara,

28 
Ucieka wprawdzie, ale kroków szczędzi;

Ujrzałem postać czarnego straszydła,
Biegnącą mimo po skalnej krawędzi.

31 
Aj, jaka mara to była obrzydła!

Jak mi się wydał czart w swem iściu srogi
Na lekkiej nodze, roztoczywszy skrzydła!

34 
Z bark, co prężyły pyszne ostre rogi,

Zwisał mu grzesznik na wznak wywrócony;
On pazurami dzierżąc go za nogi,

37 
Z naszego mostu krzyczał: »Hej, Złe szpony![322]

Oto starosta jeden z Citty grodu[323];
Weźcie go pod się, a ja w tamte strony

40 
Wracam do miasta, gdzie ich mam jak lodu;

Oprócz Bontura[324] chłop w chłopa filuty,
Za dzięgi z »nie« »tak« robią bez zachodu«.


43 
W przepaść go rzucił i po skale lutej

Wracał, a gonił nie stawiając pięty,
Szybciej niż kundys w złodzieja poszczuty.

46 
Ow spadł i grzbietem wypływał, wpół zgięty,

A czarci stojąc pod mostem, krzyczeli:
»Nie kłaniaj! Tu nie Wizerunek święty[325].

49 
Inszej tu zażyj niż w Serchio[326] kąpieli;

Jeśli z łap naszych nie strach ci zadzierki,
Bacz, żebyśmy cię więcej nie widzieli!«

52 
Wtem stoma widły pokłuli mu nerki,

Krzycząc: »Po ciemku pląsaj sobie w warze
I po omacku czyń swoje szacherki!«

55 
Właśnie tak samo kuchcikom kucharze,

Aby po wierzchu mięso nie pływało,
Każą je topić widelcami w garze.

58 
A Wódz mój rzecze: »By się nie wydało,

Że jesteś tutaj, obierz sobie głazy
Za mur i skryj się, przysiadłszy za skałą;

61 
A jakiejkolwiek doznał-bym obrazy,

Bądź-no spokojny, że im się obronię:
Raz już mię takie spotkały przekazy«.

64 
Potem most przeszedł; gdy po drugiej stronie

Docierał, gdzie się poczyna wał szósty,
Zaprawdę, musiał nieść odważne skronie!

67 
Z jaką wściekłością i z jakimi szusty

Zgraja kundysów wypadnie na dziada,
Aż krzyczy: »Ratuj«, drżąc białemi usty,

70 
Tak tu czerń djabłów z pod mostu wypada,

Grożąc widłami; lecz on na kaduki
Krzyknął: »Wara wam! Ta nie płuży zdrada!


73 
Zanim poczniecie dziubać, czarne kruki,

Sam tutaj który! słysz, co się mnie tyczy!
Potem już dam się potargać na sztuki«.

76 
»Hybaj, Zły Chwoście!«[327] czereda zakrzyczy.

Więc jeden wyszedł, reszta w miejscu stoi;
Podbiegł i pytał Mistrza, czego życzy.

79 
»Myślisz, Zły Chwoście, że mógłbyś tu mojej

Osoby w piekle zażywać widoku
I że mógłbym wam oprzeć się krom zbroi

82 
Bożego sądu i losów wyroku?

Zatem puszczaj mię! Niebo rozkaz dawa,
Bym komuś drogę ukazał śród mroku«.

85 
Tedy runęła czarta duma żwawa;

Z rąk mu narzędzie męki wyleciało
I rzekł do czerni: »Żgać nie mamy prawa!«

88 
A Wódz mój do mnie: »Ej, ty, co za skałą

Siedzisz, kamiennym zasłonięty wałem,
Powstań i do mnie tu powracaj śmiało!«

91 
Zaczem się ruszę i popędzę cwałem;

Wszyscy szatani zabiegli mi drogę,
A ja już się ich niekarności bałem.

94 
Pamiętam twierdzy poddaną załogę:

Śród wrogich szyków, pod paktem z Kaprony
Wychodząc[328], równą czuć musiała trwogę.

97 
Do boku Wodza cały przytulony,

W gromadę czartów, co z takim wypadła
Złowrogim giestem, wzrok miałem wlepiony.

100 
Zniżając haki, piekielne widziadła

Szeptały do się: »Kuper mu zdziurawię!«
I podjudzały: »Kól go aż do sadła!«


103 
Lecz ten, co w naszej pośredniczył sprawie

Prędko do czarta przyskoczy i powie:
»Zdziebełko![329] Hola, hola, nie tak żwawie!«

106 
A do nas: »Niech wam nie postoi w głowie

Kołować dalej po tej skały grzbiecie;
Łuk szósty leży skruszony w parowie.

109 
Lecz skoro naprzód koniecznie iść chcecie,

Tym tu wyłomem drogę przedsięweźcie;
Blizko most stoi, którędy przejdziecie.

112 
Lat się spełniło właśnie tysiąc dwieście

Sześćdziesiąt i sześć wczoraj o tej porze[330],
Więcej pięć godzin, jak się owo przejście

115 
Zapadło; czarcią z wami poślę stróżę

Zajrzeć, czy gdzie duch głowy nie wytyka;
Pokorę dla was i rygor im wdrożę«.

118 
»Niech Tłumirosa z Wiłą naprzód zmyka!«[331]

Wrzasnął. »Psia-Morda za nimi w sie czasy;
Kudłacza daję wam za dziesiętnika.

121 
Nadto ruszajcie Smoczy-Pysk i Łasy

I Ostry-Pazur i Knurec zębaty
I ze Szalejem Opętaniec-Krasy.

124 
Nad wrzącą smołą rozstawić mi czaty;

Tym mają dane być glejt i opieka
Do mostu, co się nie zapadł przed laty«.

127 
»Biada!« krzyknąłem, »co nas tutaj czeka?

Odejdźmy sami, gdyś szlaku podróży
Świadom; ja wolę widzieć ich z daleka.

130 
Przezorny byłeś dotąd, bądźże dłużej;

Nie słyszysz, jak to zgrzytają im kielce?
Brew namarszczona rzecz niedobrą wróży«.


133 
A Mistrz mój na to: »Lękliwy-żeś wielce!

Niechże się marszczą i zgrzytają zdrowi;
Na prażące się pomstują topielce«.

136 
Wtem ku lewemu pierzchnęli wałowi,

Wprzód wyciągnąwszy języki przed starszym,
Zębem przycięte, znak dziesiętnikowi.

139 
A on im z kupra zagrał przed wymarszem.





PIEŚŃ XXII.[332]

Widziałem w życiu wojowników roty

Na bój idące; widziałem ataki
Hufców, przeglądy wojska i odwroty;

Widziałem na harc wodzone rumaki,

Aretynowie![333] i rycerskie gony,
W turniejach kopie kruszone i znaki,

Podczas gdy trąby huczały i dzwony

I bębny i twierdz wołające straże
I hasła swojskie, albo z cudzej strony[334].

10 
Nigdym nie widział przy takiej fujarze

Wymarszu pieszych, ni jezdnych, ni floty,
Gdy się jej hasło do drogi ukaże.

13 
Szliśmy śród biesów dziesięciorga roty,

Straszna kompania!... Ale cóż? W kościele
Siedzisz przy świętych, w karczmie śród hołoty.

16 
Ja wszystką baczność na wrzątku zestrzelę,

By lud ogarnąć w tę fosę wchłonięty
I w smole straszne biorący kąpiele.


19 
Jako delfiny, kiedy grzbiet wygięty

Z podmorskiej fali jawią marynarzom
Na znak, aby się chronili z okręty[335],

22 
Tak ci, by ulżyć mąk, w których się prażą,

Coraz to plusną, skryją się i znowu
Grzbiet szybko, jak błysk piorunu, ukażą.

25 
Albo jak żaby w kałuży, gdy z rowu

Nad wodę pyszczki prężą za oddechem,
A kryją nogi i resztę tułowu,

28 
Tak wysterczali ci skalani grzechem;

Ale gdzie Kudłacz przejdzie, zaraz sami
We wrzątku toną, zmykając z pośpiechem.

31 
Wtem, na wspomnienie jeszcze serce drga mi,

Jeden się spóźnił, jak żaba, w bagnisko
Gdy nie uskoczy za towarzyszkami.

34 
Lecz Ostry-Pazur, który stał tuż blizko,

Śmignął, za zlepły włos hakiem do góry
Podniósł, jak wydrę obmokłą i ślizką.

37 
Z imienia znałem już djabelskie ciury,

Bo werbowanych znaczyłem w pamięci
I uważałem jak się wabił który.

40 
»Hej, Opętańcze, nie szczędź mu dziesięci

Szponów i nadrzej no porządnie łyka!«
Tak jednym głosem wołali przeklęci.

43 
»Mistrzu«, do mego rzekę Przewodnika,

»Spytaj gdy wolno, o imię maszkary,
Którą tak wrogo czerń oprawia dzika«.

46 
Więc Wódz natychmiast przystąpił do mary

I pytał, co zacz, a duch krzyknął z dołu:
»Urodziłem się w królestwie Nawary[336]


49 
Matka mię moja u dworskiego stołu

Służyć oddała, zrodziwszy z hultaja,
Co strwonił mienie z żywotem pospołu.

52 
Król Tybalt, bywa, rad mię słucha, a ja

Wnet szalbierstwami żywot swój zachwaszczę,
Za które w smole teraz duch się kaja«.

55 
Tu djabeł, co miał uzbrojoną paszczę

W parę sterczących kłów, jak dzikie knury,
Zaraz mu jednym dał poczuć, jak głaszcze.

58 
Popadła biedna mysz w kocie pazury!

Lecz Kudłacz ducha objąwszy ramiony,
Rzekł: »Póki dzierżę, wara mu od skóry!«

61 
Potem do Mistrza pyskiem obrócony:

»Pytaj, co jeszcze chcesz wiedzieć«, powiada,
»Nim go rozerwą tamci swymi szpony«.

64 
Więc Wódz zagadnął: »Śród topielców stada

Jest tu z łacińskiej włości ziomek jaki?«
Duch na to: »Krajów łacińskich sąsiada[337]

67 
Jeno co-m widział w głębi smolnej młaki;

Bogdaj-bym przy nim warem się napawał,
Nie straszyłby mię pazur i bosaki«.

70 
A Łasy: »Dość-em cierpliwie wystawał«.

I wysunąwszy nagle harpun chwytki,
Z ramienia mięsa mu odszarpnął kawał.

73 
Smoczy-Pysk znowu widłami do łydki

Rwał się, dziesiętnik jednak skoczył żwawy
I dookoła wzrok zatoczył brzydki.

76 
Gdy uciszyli nieco wielkiej wrzawy,

Tego, co ranę swą oglądał, spyta
Mój dobry Piastun, niemieszkając sprawy:


79 
»Kto owa dusza, tak dobrze ukryta,

Coś ją porzucił i z lichej porady?«
Odpowie widmo: »Jest to brat Gomita,

82 
Z Gallury rodem, naczynie wszej zdrady,

Który miał wrogów swego pana w saku,
A tak ich użył, że każdy mu rady.

85 
Brał od nich dzięgi, wypuszczał bez braku;

W innych urzędach zdzierstw popełnił sporo;
Słowem, był to łotr wysokiego znaku.

88 
Z nim siedzi Michał Zanche z Logodoro[338];

Tam o Sardynii gawędzą do syta:
Skoro raz zaczną, kończyć im nieskoro.

91 
Aj! tamten, słyszę, kłami na mnie zgrzyta!

Rzekł-bym coś jeszcze, alem pełen strachu,
Że mi się zębem głowizny dopyta!«

94 
Więc na Szaleja, co go trzymał w szachu

I białkiem toczył, stając jak do sztyku,
Dziesiętnik wrzasnął: »Precz, złośliwy ptachu!«

97 
»Gdyś rad usłyszeć coś o Toskańczyku,

Albo Lombardzie«, rzekł duch zastraszony,
»Zaraz ci przyślę; jest ich tam bez liku.

100 
Lecz niech się nieco odsuną Złe-Szpony,

Bo tamci wyjrzeć nie śmią, w strachu kary;
Ja tu pod skałą sobie przyczajony

103 
Za mnie jednego zwabię całe chmary,

Gdy tylko świsnę, co u nas jest znakiem,
Że wolno głowę wyścibić nad wary«.

106 
Psia-Morda słowem oburzony takiem,

Łbem zaczął kiwać, uniósłszy paszczęki:
»Patrzcie, co zmyślił, aby ujść przed hakiem!«


109 
A on, co w głowie nosił kruczków pęki,

Powiada na to: »Ha, dowcipnie wcale,
Że towarzyszy dam na większe męki!«

112 
Wiła na przekór krzyknął: »Doskonale!

Spróbuj-no czmychnąć, omyliwszy warty,
Ja w zakład idę: nie zgonię we cwale,

115 
Lecz w locie ponad smołą rozpostarty,

Dopędzę: pójdź tu i stań za urwiskiem,
Obaczym, czyś co więcej od nas warty«.

118 
Nowem, słuchaczu, zdziwię cię igrzyskiem:

Wszyscy się biesi tyłem obrócili,
A on najpierwszy, Psia-Morda nazwiskiem.

121 
Chytry Nawarczyk dobrał sobie chwili,

Odbił się piętą na urwiska spadku,
Szusnął, a djabli zabawą pokpili.

124 
Na brzegu stali markotni z wypadku,

Ale najbardziej ów pokpiwca sprawy:
Prędko się porwał, krzyknął: »Mam cię bratku!«

127 
Lecz nadaremnie, strach był bardziej żwawy;

Spadł potępieniec w smołę, i dał nura,
A szatan wracał, prężąc skrzydeł stawy.

130 
Tak sokół kiedy poluje kaczóra,

Już, już go sięga, gdy ten w wodzie znika,
A sokół, wraca, opuściwszy pióra.

133 
Wściekły, lecz i rad z tej psoty grzesznika,

Powstrzymał druha w locie Tłumirosa,
Bo uśmiechała mu się bijatyka.

136 
Więc kiedy oszust czmychnął im z przed nosa,

Wbił w towarzysza szponiaste ostrogi
I zwisł, gdzie wrzątkiem parowała fosa.


139 
Ale i ów był raróg nad rarogi,

Więc pazurami zadzierżył go krzepko,
Aż razem wpadły w war zacięte wrogi.

142 
War zapaśnikom prędką był rozczepką,

Ale nie mogli wygrzebać się z młaki,
Bo skrzydła smołą kleiły się lepką.

145 
Kudłacza skwasił kłótni obrót taki:

Pchnął czterech lotem na drugi brzeg jaru,
Wszystkim kazawszy wziąć widły i haki.

148 
W różnych zlecieli miejscach i z wiszaru

Widły podając, przybyli ratunkiem
Djabłom wpieczonym już w skorupę waru.

151 
I zostawiliśmy ich z tym frasunkiem.





PIEŚŃ XXIII.[339]

Samowtór szliśmy, samotni i niemi;

Mistrz mój na przedzie, ja po jego tropie,
Sposobem Braci Mniejszych pośród ziemi[340].

Ja zatrzymawszy myśli na Ezopie,

W bitwie djabelskiej do bajki o szczurze
I żabie[341] dziwne podobieństwo tropię.

Bo mniejszy związek dwu członów w figurze

Logicznej[342], niż tu, kiedy z punktów wiela
Zważając, skutek po przyczynie wróżę.

10 
A jako z myśli druga myśl wystrzela,

Tak się rachuba ma z rachubą składa
I podwójnym mię lękiem onieśmiela.


13 
Rozumowałem tak: Djabelska zwada

Przez nas powstała, przez nas owa psota;
W czartach się musi burzyć złość nielada.

16 
Gdy jeszcze podstęp na gniew się namota,

Wnet na nas wścieklej wpadną czarcie złaje,
Niż charty w polu poszczute na kota.

19 
Toż czułem, że mi włos na głowie wstaje;

Za Mistrzem stojąc i piekielnej wrzawie
Podając ucha: »Mistrzu, mnie się zdaje«,

22 
Rzekłem, »że jeśli stąd się nie wybawię,

Sfora Złych Szponów prędko nas dopadnie;
Ja ich tak czekam, że już czuję prawie«.

25 
»Choćbym zwierciadłem był, tak się dokładnie

Twój kształt zewnętrzny we mnie nie wyświęci,
Jak się wewnętrzny tu przede mną kładnie.

28 
Dwie myśli nasze z pod jednej pieczęci

W tej chwili wyszły, jednakowym śladem
Ryjąc powstałe w obu sercach chęci.

31 
Jeśli pozwoli prawy stok swym składem

Do następnego opuścić się rowu,
Przed spodziewanym umkniemy napadem«.

34 
Ledwo dał wyniść z ust otuchy słowu,

Gdy spojrzę, skrzydła wyprężając skore,
Lecą szatani w nadziei obłowu.

37 
Ale Przewodnik pochwycił mię w porę:

Tak matka nocnym zbudzona rozruchem,
Gdy ujrzy, że dom nad jej głową gore,

40 
Porywa dziecię i ucieka duchem,

Więcej o skarb swój niż o siebie dbała,
I nie odzieje się nawet rańtuchem...


43 
Na wznak się rzucił i ciężarem ciała

Sunął po zboczu stromego urwiska,
Którem się druga fosa zamykała.

46 
Nie tak się rączo wyrywa z łożyska

Potok, kamienie obracać u młyna,
Nawet, kiedy już na koła się ciska,

49 
Jak Mistrz, gdy niósł mię, gdzie owa ruina

Sterczy, na piersi położywszy swoje
Nie jak wspólnika drogi, lecz jak syna.

52 
A ledwo stanął na dnie, djabłów roje,

Spojrzę, nad nami biegną samą granią,
Lecz już się teraz ich złości nie boję.

55 
Opatrzność, co ich nad piątą otchłanią

Postanowiła naczelnymi pany,
Nie pozwoliła wychylać się za nią.

58 
Tu-ś-my znaleźli naród farbowany[343]:

Płacząc, powolnie wlókł się w okół góry,
Zdał się znużony bardzo i znękany.

61 
Odzian był w płaszcze i nizkie kaptury

Na oczy, krojem i miarą takowe,
Jak w Kolnie noszą zakonników chóry[344].

64 
Złocony kaptur krył grzesznikom głowę,

Wewnątrz tak grubo ołowiem podbity,
Że słomką przy nim hełmy frydrykowe[345].

67 
O wiekuistych udręczeń habity!...

W lewo skręcamy, chcąc pójść w równej mierze
Z nimi, wsłuchani w ból płaczem niesyty.

70 
Lecz snać im straszne ciężyły pancerze,

Bo szli tak wolno, że przy każdym ruchu
Mieliśmy coraz towarzystwo świeże.


73 
Więc ja do Mistrza: »Spójrz, w cieniów łańcuchu

Rozpoznaj kogo, w krąg podawszy głowę
I o jakim mi sławnym powiedz duchu«.

76 
Wtem jeden, który toskańską znał mowę,

Wykrzyknął do nas: »Wstrzymajcie się w pędzie,
Wy, przez powietrze biegnący kirowe[346];

79 
Może ja ciebie objaśnię w tym względzie«.

Wódz się obrócił: »Stań, gdy prosi o to
I niech krok jego twemu miarą będzie«.

82 
Stanę i widzę dwu, partych ochotą

Dojścia mnie, lecz kruk niosących powłokiem,
Wagą wstrzymany i drogi ciasnotą.

85 
Wreszcie podeszli, popatrzyli bokiem[347],

Potem do siebie, jakby zawahani
Szeptali, obcym zdziwieni widokiem:

88 
»Że jeden żyje, widno z ruchu krtani[348];

Lecz choćby zmarli, przez jakie przejrzenie
Przychodzą w ciężki habit nie ubrani?

91 
O, Toskańczyku, w smutne Zgromadzenie

Obłudnych takim zapędzony cwałem,
Niech cię nie płoszy od nas obrzydzenie!«

94 
Więc ja: »Rodziłem się i wychowałem

W przesławnem mieście u Arnowej fali[349],
A ciało dotąd mam to, które miałem.

97 
Ale wy co zacz, z których tak się żali

Katusza, iż łzą wytryska na lice
I na kapturach blaskami się pali?«[350]

100 
A widmo rzekło: »Te płowe kapice

Tak są ołowiem ciężkie, że pod niemi
Kość nam jak waga pod ciężarem zgrzyce.


103 
W Bolonii zwą nas Braćmi Uciesznymi[351]:

Jam jest Katalan, on Lodryng się zowie[352];
Urzędy w twojej oddano nam ziemi,

106 
Bo z żadną partją nie zostając w zmowie,

Rokowaliśmy pokój; jak wesoły
Nasz pokój, świadczy Gardyngi pustkowie«.

109 
»Bracia!« zacząłem[353], »te wasze mozoły...«

Lecz nie skończyłem; uwagę mą skłócił
Nędzarz do ziemi wbity trzema koły.

112 
Kiedy mię ujrzał, okropnie się rzucił[354]

I w brodę ciężko sapał, rozszlochany;
A brat Katalan do mnie głos obrócił:

115 
»W Faryzeusze ten ukrzyżowany

Wmówił[355], że godzi się dla praw powagi,
By człowiek za lud na śmierć był wydany.

118 
Na drodze leży przebity i nagi,

A kto przechodzi tędy, musi wprzódy
Dać piersiom jego swej doświadczyć wagi[356].

121 
Teść jego na te-ż potępiony trudy;

W tym samym dole reszta Synagogi,
Która nasieniem była złem dla Judy«.

124 
Widziałem, jak się zdziwił Mistrz mój drogi

Marze na własnym krzyżu przygwożdżonej,
Wygnanej na te wieczyste rozłogi.

127 
Potem się ozwał, do mnicha zwrócony:

»Jeżeli wolno i tę łaskę mamy,
Powiedzcie proszę, czy tu z prawej strony

130 
Niema w następny dół wiodącej bramy,

Byśmy bez czarnych pomocy aniołów
Swobodnie mogli z waszej wyniść jamy«.


133 
»Bliżej niż sądzisz, jest tu most, co z dołów

Studziennych aż do wielkiego koliska
Przecina wszystkie koryta wądołów,

136 
Jedno naszego sobą nie przyciska,

Jako że runął; owym powalonym
Mostem wam drogę uścielą zwaliska«.

139 
Mistrz stał przez chwilę z czołem pochylonem,

Potem rzekł: »Licho swej użył przekory
Ten, co tam łotrów rozszarpuje szponem«.

142 
Mnich na to: »Uczą bolońskie doktory

O czarta złości, a między innemi,
Że ojcem fałszu jest, do kłamstwa skory«.

145 
Tu Mistrz wyruszył kroki ogromnymi,

Twarz jego była gniewem pomieszana;
Zaczem wyszedłem z obarczonych ziemi

148 
W ślad ukochanej stopy mego Pana.






PIEŚŃ XXIV.[357]

W owej-to porze młodzieńczego roku[358],

Gdy słońce włosy na Wodniku stroi,
Noc do długości dnia przymierza kroku;

Gdy szron po polach śnieżnej siostry swojej

Obraz barwami białemi wymości,
Który się jednak długo nie ostoi;

Kmiotek, któremu już głód w chacie gości,

Wstaje i wyjrzeć idzie, jak na dworze,
A tam ci niwa calutka w białości.


10 
Tedy po bokach bije się nieboże,

Do izby wraca i z żalu się słania;
Lecz się zaśmieje i otuchą wzmoże,

13 
Widząc zmieniony świat do niepoznania

Za małą chwilę; kostur bierze krzywy
I na pastwisko chudobę wygania.

16 
Tak się zaląkłem, kiedym frasobliwej

Na czole Mistrza mego dostrzegł chmury;
Lecz on wnet polał na ranę oliwy,

19 
Bo ledwie wstąpił na zwalone mury,

Ku mnie się zwrócił w tak słodkiej postawie,
Jak tam raz pierwszy u podnóża góry.

22 
Potem po krótkiej sam z sobą rozprawie

Otwarł ramiona, chwycił mię w pół ciała,
Spojrzawszy wprzódy po ruin dzierżawie.

25 
A jako człowiek co waży i działa,

Lecz chce, by czyn miał bezpieczeństwa znamię,
Tak on stawiając gdzie grań wysterczała,

28 
Już mi wskazywał drugą. »Na tym złamie«,

Mówił, »oprzej się i dobrze obramień,
A przedtem spróbuj, czy się nie załamie«.

31 
Nie chodzić tędy za zbrodnię omamień

W ołów zakutym, gdy on niewcielony,
Ja podpierany, z kamienia na kamień

34 
Ledwo stąpamy; i gdyby z tej strony

Stok nie był wiele niższy niż z poprzedniej,
To nie wiem, czy on, — ja padłbym zemdlony.

37 
Lecz że Złe-Doły ku studni ośredniej

Całe się chylą, zatem ściany jarów
Są ułożone w sposób odpowiedni:


40 
Jedna się wznosi, druga zniża w parów.

Jużeśmy doszli tam, gdzie w ruin strzępie
Sterczał ostatni kamień u wiszarów.

43 
Kiedy stawałem na granitów kępie,

Płuca mi wyschły, krok niosłem ołowi
I zaraz usieść musiałem na wstępie.

46 
»Teraz się z lichej gnuśności rozpowij!«

Mistrz do mnie rzecze, »bowiem pod pierzyną
I w puchach łoża sławy się nie łowi.

49 
A komu bez niej dni na ziemi płyną,

Po takim ślad się padolny rozpyli
Dymem na wietrze i wód szumowiną.

52 
Więc wstań i niemoc niechaj w tobie zmyli

Duch, co zwycięzcą jest w każdej rozprawie,
Chyba go brzemię ciała ubezsili.

55 
Na wyższych schodach ciebie ja postawię;

Niedość, że ciemne rzucimy katownie:
Wyczerp naukę z tego, co ci prawię«[359].

58 
Wstałem, udając sobą, że cudownie

W członki me siła wstąpiła ognistsza;
»Pójdź«, rzekłem, »krzepki jestem niewymownie«.

61 
Po skalnym lęku ruszyłem w ślad Mistrza;

Perć była wązka i pełna obrazy
I jeszcze niźli poprzednie spadzistsza.

64 
Idę i gwarzę, by nie zdradzić skazy

W odwadze, gdy wtem dosłyszę pomruku,
Co w niewiązane składał się wyrazy.

67 
Niewiem, kto mówił, choć stałem na łuku,

Co nowej fosy stanowił granicę,
Lecz głos był pełen gniewliwego fuku.


70 
Spojrzałem na dół; żyjące źrenice

Dna dla ciemności nie mogły zgruntować,
Więc rzekłem: »Mistrzu, by zejść w tę ulicę,

73 
Do rogu ściany okólnej mię prowadź,

Bo jak słuchając nie słyszę, tak łowię
Wzrokiem, a kształtów nie mogę zmiarkować«.

76 
»Czynem«, Mistrz odparł, »odpowiedź wysłowię,

Bo zacna prośba wysłuchania warta;
Niemy czyn na nią najsnadniej odpowie«.

79 
Zeszliśmy zatem, aż gdzie przełęcz zdarta

Na ósmej ściany opada się zrębie;
Przedemną otchłań zionęła otwarta,

82 
Gdzie obaczyłem w przeokropnym kłębie

Węże przeróżnych kształtów i natury;
Myśląc, dziś jeszcze krew mą w żyłach ziębię«.

85 
Niech się nie chełpią libijskie piachury[360],

Że płodzą bestje niezwykłe i gady:
Hydry, padalce, niedźwiadki, jaszczury.

88 
Takich złośliwych, z tak różnymi jady

Etyjopijskie nie znają obszary,
Ani czerwono-morskie ich sąsiady.

91 
Pomiędzy wstrętne i dzikie poczwary

Tam i sam biegał nagi, zastrachany
Tłum, spragnion skałki-niewidka[361] lub szpary.

94 
Na rękach w tyle miał z wężów kajdany:

Powyprężawszy głowy i ogony
Tworzyły węzeł z przodu zadzierzgany.

97 
Owoż w jednego, co stał z naszej strony

Nagle wpił się wąż i kłem go uszczypał
Tam, kędy szyja wiąże się z ramiony.


100 
Pewnie mniej szybko z łuku padnie wypał,

Niż ten zapłonął, zgorzał i z pożogi
Prochem się marnym po ziemi rozsypał.

103 
A kiedy leżał taki proch ubogi,

Nagle się zgarnie, pospaja, podniesie
I w dawnym kształcie powstaje na nogi.

106 
Ów ptak bajeczny, co feniksem zwie się[362],

Podobnie kona i wstaje w popiele
Na pięć-wiekowym swego życia kresie.

109 
Nie wykarmia go ziarno, ani ziele;

Krople amonu i bursztynu jada,
Z nardu i mirry stos ostatni ściele.

112 
A jako człowiek, co na ziemię pada

Czy w opętaniu, gdy w nim czart się rzuca,
Czy przez humorów sok, co w nim się zsiada:

115 
To potem, gdy się z omdlenia ocuca,

Błędnie wzrok toczy, męką obłąkany,
Ciężkim oddechem pracują mu płuca;

118 
Podobnie grzesznik ów, z pyłu zebrany.

O Sądzie boży, jakżeś jest surowy,
Gdy za grzech wtrącasz w tak okropne stany!

121 
»Ktoś ty?« Wódz pytał. Skwapliwemi słowy

Odrzekł: »z Toskany jestem; dni to świeże,
Jako popadłem w okropne parowy.

124 
Tam nie jak człowiek żyłem, ale zwierzę,

Rówien mułowi; jam jest Vanno Fucci[363],
Bydlę; Pistoja godne moje leże«.

127 
»Każ mu«, powiadam, »niech wyznać nie zwłóczy

Za co tu wtrącon, gdyż między ziemiany
Wiem, był człowiek wściekły[364], co się gniewem tuczy«.


130 
Usłyszał, żal mi zjawił nieudany,

Oblicze na mnie podniósł, gdzie sromota
Zjadliwa w barwie wykwitła rumianej.

133 
»Zaiste, bardziej ból mną tutaj miota,

Że w nędzy tego widzisz mię momentu,
Niż tam na ziemi w odjęciu żywota[365].

136 
Skoro wymagasz, wyznam aż do szczętu,

Skąd duch mój głębiej, niźli-ś czekał, leży[366]:
Jam był złodziejem kościelnego sprzętu

139 
I delatorem fałszywym grabieży.

Lecz byś się z mego nie chełpił widzenia
Gdy z tego lochu na blask wyjdziesz świeży,

142 
Skupiwszy baczność, słuchaj objawienia[367]:

Naprzód Pistoja Czarnych się pozbywa,
Potem Florencja rząd i ludność zmienia.

145 
Mars z Val di Magra wielki tuman zrywa,

A wtem go chmura niezmierna obwinie,
Zaczem się burza podnosi straszliwa

148 
I bój się stacza w Piceńskiej dolinie;

Tuman przebija chmurę w swym rozpędzie
I wszelki Biały w zawierusze ginie.

151 
— To mówię, bo wiem, że cię boleć będzie!«[368]






PIEŚŃ XXV.[369]

Tak powiedziawszy, rabuś pięści obie

W dwie figi złożył[370] i w butnej zajusze
Krzyknął: »Hej Boże, weź to, daję tobie!«


Odtąd być wężom przyjacielem muszę:

Jeden nań wpełznął, krtani sięgał pyskiem,
Jakby mu groził: Milcz, bo cię uduszę!...

Drugi ramiona ciałem oplótł ślizkiem

A łeb z ogonem w kluczkę wiążąc z przodu
Unieruchomił go takim uściskiem.

10 
Ej-że Pistoja! czemu twego grodu

Nie przeklniesz w popiół rozpaść się na szczęty,
Gdyś gorsza, niźli szczep twojego rodu?[371]

13 
Równie bezbożnej między piekieł skręty

Nie naszłem pychy, bo nawet u ducha,
Co był z tebańskich murów gromem zdjęty[372].

16 
Zbluźnił i umknął z wężem miast łańcucha;

Wtem przypadł Centaur, z wściekłości się pieni
Wołając: »Gdzie jest, gdzie jest?.. Daj tu zucha!«

19 
W Maremmie[373] tyle gadów się nie pleni,

Ile ich lazło po grzbiecie poczwary
I tam, kędy się zwierz w człowieka mieni.

22 
Pod potylicą, wczepiwszy się w bary

Siedział smok; skrzydeł nastroszył się błoną,
Na przechodzących rzygał krwawe pary.

25 
Mistrz rzekł: »To Kakus[374], co granitów łono

Pod Apeninów drążone posadą
Niejednokrotnie krwią zbluzgał czerwoną.

28 
Nie chadza razem z Centaurów gromadą;

On to podstępem Herkulesa pożył[375],
Gdy z blizkich pastwisk ukradł wielkie stado.

31 
Ale się dowcip jego wnet ułożył

Od strasznych razów maczugi olbrzyma:
Sto ich wziął, ale dziesięci nie dożył«.


34 
Wtem Centaur przebiegł i znikł przed oczyma[376].

A trójca duchów szła dołem[377]. W rozmowy
Toku nie widzim jej, aż się zatrzyma

37 
I patrząc na nas zawoła: »A kto wy?«...

Więc tu się nasza gawęda urywa,
Ku nim uważne obracamy głowy.

40 
Jam ich nie poznał, ale jak to bywa,

I jak się właśnie zdarzyło w tej porze,
Jeden drugiego nazwiskiem przyzywa

43 
Wołając: »Cianfo! Gdzieżeś to nieboże?«...[378]

Ja żeby ostrzec, że tu coś się święci,
Palec w poprzek ust i brody położę.

46 
Gdybyś słuchaczu wierzyć nie miał chęci,

Wcale-bym tobie nie dziwił się, skoro
Ja dziś sam własnej nie ufam pamięci.

49 
Poglądam po nich, gdy za jedną zmorą

Wąż sześcionożny bieży; raptem skoczył
I wpił w skazańca swoich nóg sześcioro.

52 
Dwiema średniemi tułów mu otoczył,

Ramiona ujął w przednie nogi obie,
Kłami policzki uszczypał i zbroczył.

55 
Tylne po udach ściągnął i w tej dobie

Chwost między nogi opuściwszy dołem
Prężył go z tyłu po krzyżowym żłobie.

58 
Nigdy tak powój nie okrąża kołem

Pnia, jak ci obaj ciałmi się zczepili,
Wszystkimi członki powiązani społem.

61 
Potem się jako ciepły wosk stopili,

Zmieszali barwy i jestestw znamiona,
Ani pozostał ślad, czem wprzódy byli.


64 
Jako więc w ogniu karta przypalona,

Na której barwy tracą czystość swoję:
Czarność nie doszła, a białość już kona.

67 
Więc duchy patrząc na dziwne przestroje:

»Agnelu, co za kształt przybierasz nowy,
Że już nie jesteś ni jeden ni dwoje?«

70 
W tej chwili obie stopiły się głowy

I dwa ujrzałem lica w jedno zlane,
Ale z istoty śladem dwulicowej.

73 
Dwie pary ramion na jedno zebrane,

Nogi i uda, tułowy i brzuchy
Stworzyły kształty nigdy niewidziane.

76 
Pierwotną postać pokruszyły duchy:

Stwora się zdała ni to czem, a niczem
I powlekła się powolnymi ruchy...

79 
Jako jaszczurka pod słonecznym biczem

Z krzaku do krzaka w dzień kanikularny
Przemyka niby mknieniem błyskawiczem,

82 
Tak do dwu drugich potępieńców marnej

Postaci żmijka przypadła gniewliwa[379],
Żółta, czarnemi centkowana ziarny.

85 
W miejsce skąd pierwszy pokarm nam przybywa

Skoczył gad i kłem cios duchowi zadał,
Potem padł przed nim niby rzecz nieżywa.

88 
Ranny stał prosto, patrzał, nic nie gadał,

Tylko w przeciągłe zapadł poziewanie,
Jakby był w febrze, lub go sen napadał.

91 
Żmija na niego, on poglądał na nię:

Ona paszczęką, a on kurzył raną
I łączyło się owo parowanie...


94 
Niech teraz Lukan zamilknie z odmianą

Swego Nassyda, albo Sabellona[380],
Niech tu rzecz zważa bardziej niesłychaną.

97 
Niech Aretuza i Kadmus Nazona[381],

Ten zmienion w węża, a tamta w krynicę
Zbledną; dziw u mnie większy się dokona.

100 
Bo nigdy on tak dwu natur granice

Nie zniósł, by z formą w dwoistej osobie
Razem materję obrócić na nice.

103 
Oto w jakim się złożyli sposobie:

Ogon się w dwoje rozczepił u gadu;
Gdy zaś zranieniec skupił stopy obie,

106 
Łydki i uda ze ścisłego składu

Tak się spoiły i tak w siebie wsiękły,
Że ze spojenia nie zostało śladu.

109 
W nogi się zmieniał gadu chwost rozpękły,

Kształt nóg zaś ginął; skóry co je kryły,
Tutaj twardniały, a tam zasię miękły.

112 
Ramiona coraz w pachy zachodziły,

A łapy węża ściągane ku dołu
Tam ubywały, a tu się dłużyły.

115 
Potem zaś tylne, związane pospołu,

Stały się członkiem wstydliwym człowieka,
A srom nędznika rozczepił się w połu.

118 
Gdy nową barwę na obu wypieka

Dym, razem szerć im zmienia w tymże czasie:
Jednemu zdziera, drugiego obleka.

121 
Więc jeden padał, drugi wstawał zasię,

Lecz wciąż wlepiali w siebie niecne oczy;
Pod ich spojrzeniem w twarzach zmiana gra się:


124 
Ten co stał teraz, pysk we skronie wtłoczy,

A zaś z nadmiaru materji wchłoniętej
W policzkach para uszu mu wyskoczy.

127 
Z reszty zaś paszczy na tył nieściągniętej,

Jak twarzy ludzkiej wymaga budowa,
Usta składają się i nos wydęty.

130 
U leżącego wzdłużała się głowa

Zaczem w głąb czaszki uszy się wsuwały
Jak u ślimaka, kiedy rogi chowa.

133 
Więc język mowny pękł na dwa kawały,

A węża język rozczepiony, składem
Człowieczym zlał się — i dymy ustały.

136 
Duch, co z człowieka stał się teraz gadem

Sycząc umykał w głębokie parowy,
Drugi coś mruczał, parskał i biegł śladem.

139 
Wreszcie od niego grzbiet odwrócił nowy

I mówił tamtym: »Niechże Bozo czyni
Jak ja, gdym pełzał po ścieżynie owej«.

142 
Te dziwy w siódmej widziałem pustyni:

Jeśli chybiło nieco moje pióro
Przez rzeczy nowość, niech mię nikt nie wini.

145 
A choć mi oczy zachodziły chmurą,

Choć się zmysł mieszał tą kształtów zatratą,
Nie dość umknęli spiesznie, by posturą

148 
Nie zdradził mi się Puccio Sciancato.

On jeden z trójcy widnej nam przez chwilę
Został z dawnego człowieczeństwa szatą.

151 
Trzeci, to powód łez twoich, Gaville[382].






PIEŚŃ XXVI.[383]

Hulaj Florencja, światowładna pani!

Skrzydłami bijesz po świata połaci[384],
A imię twoje głośne jest w otchłani.

Pośród złoczyńców aż pięciu spółbraci

Znalazłem; przeto we mnie wstyd się burzy,
Ale twą wielką chwałę to wzbogaci.

Jeżeli prawdę sen przedrany wróży[385],

Rychło na sobie poczujesz dłoń kata,
Którym śród innych Prato[386] ci posłuży.

10 
A nie zawczesna będzie to zapłata!...

Niechże się dzieje, jako napisano;
Radbym już widział, bo mi biegną lata. —

13 
W górę wracamy opoczystą ścianą

Po węgłach; Wódz wprzód, a ja za nim wchodzę
Na schody, ręką wsparty ukochaną.

16 
A potem dalej po samotnej drodze

Pomiędzy szkarpy i szczerby przełęczy,
Gdzie ręka pomoc, musi dawać nodze.

19 
Męczył się duch mój i dziś jeszcze męczy,

Gdy wspomni, com tam w dolnym widział żłobie;
Więc umysł dzierżę w mocniejszej obręczy,

22 
Aby się cnotą rządził w każdej dobie,

A mając dobro z gwiazd lub nieb wyroku,
By tego dobra nie zajrzał sam sobie. —

25 
Jak wczasujący rolnik w porze roku,

Kiedy planeta co blask ziemi nieci,
Dłużej nam swego użycza widoku;


28 
Gdy w miejsce muszek ćma komarów zleci,

Z pagórka patrzy w pola i winnice,
A śród nich mrowie świętojanków świeci:

31 
Tak roziskrzoną ujrzałem ciemnicę

Ósmego dołu przepastnej gardzieli,
Z miejsca skąd mogłem w jar posłać źrenice.

34 
Jak prorok, co miał w niedźwiedziach mścicieli

Widział w powietrzu wóz elijaszowy
Z końmi lecący w górę, cały w bieli,

37 
Aż nic rozróżnić nie mógł, wzniósłszy głowy,

Prócz samotnego, wiotkiego płomyka,
Który mknął w górę, jak obłoczek płowy:

40 
Tak migotała jaru szyja dzika;

Nie znać co kryją ogniste osłony,
A każda sobą zasnuła grzesznika.

43 
Stałem na moście tak w dół przechylony,

Że gdybym nie był trzymał się krawędzi,
To spadłbym w przepaść, nawet nietrącony.

46 
Rzekł Wódz mój widząc, jaka chęć mię pędzi:

»Płomiennym duchy są odziane strojem,
Każda się mara w ogniu własnym swędzi«.

49 
»Pewność mam«, rzekę, »w utwierdzeniu twojem.

Że tak być musi zrozumiałem ja ci
I chciałem spytać: kogo swym zawojem

52 
Otula płomień, co w górnej połaci

Jest rozczepiony, jakby bił ze stosu
Który tebańskich obu schłonął braci?«

55 
»Ullises tutaj gore«, rzekł, »od losu

Skazan z Djomedem na wspólne cierpienie,
Jak był wspólnikiem do zdrady i ciosu.


58 
Jęk im wyciska Trojan omamienie

I brama koniem udanym zdobyta,
Skąd wyszło Rzymian szlachetne nasienie.

61 
Tu płaczą zdrady, przez którą zabita

Jeszcze Achilla skarży Deidamija;
Za Palladjonu rapt cierpią do syta«.

64 
»Jeśli z płomienia, który ich spowija,

Wolno im mówić, Mistrzu, proszę mile,
Chętna-li prośbie mej łaskawość czyja,

67 
Racz się zatrzymać jeszcze małą chwilę,

Aż tu podejdzie pochodnia dwurożna;
Patrz, z ciekawości już cały się chylę«.

70 
A on mi na to: »Prośba twa niezdrożna,

Owszem chwalebna, toż ci jej nie ganię;
Lecz milcz, odzywać się tobie nie można[387].

73 
Zgadłem twe chęci, wyłuszczę żądanie,

To Grecy: przyjąć gotowi-by dumnie
I pogardliwie twoje odezwanie«.

76 
Więc gdy tak blizko płomień podszedł ku mnie,

Że doń przemówić stósownem się zdało,
Te słowa posłał ognistej kolumnie:

79 
»Wy, których pożar w jedno ubrał ciało,

Jeślim zasłużył się«, skromnie powiadał,
»Jeślim zasłużył się wielce lub mało

82 
Kiedym dostojne o was rymy składał[388],

Stójcie; a jeden podejdź do kamienia
I mów, gdzieś błądził i gdzie życie stradał?«

85 
Tedy róg wyższy starego płomienia

Poszepce i swym szczytem zamigota,
Jak płomień świecy z wiatrowego tchnienia.


88 
A jasny kiścień tam i sam się miota,

Jakbyto język ludzki przezeń gadał,
Aż wyszły słowa z ognistego knota:

91 
»Gdym był od Cyrcy wrócił[389], gdziem postradał

Wolność, w pobliżu Gaëty[390] więziony,
— Eneasz imię to grodowi nadał, —

94 
Nie mógł powstrzymać syn mój ulubiony,

Ni cześć starego ojca, ni miłości
Powinność, niegdyś szczęście lubej żony[391]

97 
Nie mogły zdusić we mnie ciekawości

Zajrzenia w świata roboty misterne,
Poznania błędów ludzkich i dzielności.

100 
Więc na głębokie morze, na niezmierne

W jednej się puszczam łodzi; druhów grono
Ze mną, do końca posłuszne i wierne.

103 
Aż po Hiszpanię brzeg podwójną stroną

Zwiedzam; więc Marok, Sardynię i mnogą
Wysp rzeszę, jednem morzem otoczoną.

106 
W starość my wszyscy zaszli żmudną drogą,

Nimeśmy w owe cieśnie się dostali,
Które Herkules piętnował przestrogą[392],

109 
Aby nie ważył się człowiek pójść dalej;

Po stronie prawej została Sewila,
A Ceuta z lewej szarzała na fali.

112 
»Bracia!« mówiłem, »śród hazardów tyla

Zaszli na świata podwieczorne skraje,
Skoro wam jeszcze bodaj jedna chwila

115 
W zmysłów czuwaniu przed śmiercią zostaje,

Nie żmudźcie duszę wydobyć z ciemnoty,
Za słońcem idąc w niemieszkane kraje.


118 
Zważcie plemienia waszego przymioty;

Nie przeznaczono wam żyć jak zwierzęta,
Lecz poszukiwać i wiedzy i cnoty«[393].

121 
A w mej gromadce ta lekka zachęta

Takie pragnienie podróży zapali,
Że się w porywie na nic zapamięta.

124 
Ku wschodowi-ś-my rufę obracali,

Prąc skrzydła wioseł na jazdę szaloną
I ciągle w lewo przybierając fali[394].

127 
Już wszystkie gwiazdy południową stroną

Były nam widne; nasze zaś tak nizko
Zeszły, iż zdało się, że w morzu toną.

130 
Po pięćkroć dołem księżyca kolisko

Blask uszczuplało[395] od czasu, jak nawa
Zapędziła się w groźne topielisko,

133 
Gdy nam się góra ukazała[396] bława

Od odległości, postaci niezwykłej,
Jak w reszcie ziemi widzieć się nie dawa.

136 
Z krótkiej uciechy prędko łzy wynikły,

Bo przypadł wicher od nowego lądu,
Aż pękł pod ciosem dziób okrętu nikły.

139 
Trzykroć go strącał wir pełnego prądu,

Raz czwarty fala rufę w pion wyparła;
Dziób pornął na dół i z przeznaczeń Sądu

142 
Toń się nad nami wieczyście zawarła«.






PIEŚŃ XXVII.[397]

Już wyprostował się i zmilkł ognisty

Język i zwolna od nas w dal odpływał
Za zezwoleniem słodkiego lutnisty[398].

Wtem drugi, który w trop za nim przybywał,

Wierzchołka swego niewyraźnym sykiem
Wzrok nasz ku swemu zjawieniu pozywał.

Jak się zdarzyło z sycylijskim bykiem[399],

W którym — jak słuszna — naprzód zaznał kary
Samże Mistrz, co go odlał; skąd porykiem

10 
Wydobywał się z wnętrza jęk ofiary,

Przez co spiżowy potwór zdał się życie
Mieć i męczony być wnętrznymi żary;

13 
Tak tu nie mając ujścia, należycie

Z naturą ognia na gwarę ogniową
Zamieniało się potępieńca wycie[400].

16 
Lecz skoro wyszedł głos płomienną głową

I drganie nadal takie, jak w przeprawie
Wziął od języka, tą nas witał mową

19 
Duch z ognia: »O ty, do którego prawię,

Któryś przypomniał mi lombardzką stronę
Mówiąc: — Idź sobie, już cię tu nie bawię; —

22 
Choć przyjście moje może jest spóźnione,

Nie przykrzyj sobie kęs pogwarzyć ze mną,
Gdy się nie przykrzy, patrzaj, mnie co płonę.

25 
Jeżeliś popadł w tę krainę ciemną

Z łacińskiej ziemi słodkiej, skąd ja moję
Do piekieł winę przyniosłem nikczemną,


28 
W Romanii, powiedz, pokój-li czy boje?

Wiedz, że pochodzę z gór między Urbinem
A tą przełęczą, gdzie są Tybru zdroje«[401].

31 
Jeszcze schylony uważnie w kotlinę-m

Patrzał, gdy Wódz mój lekko w bok mię trąca,
Mówiąc: »Odezwij się, ten jest Latynem«[402].

34 
A na języku mym odpowiedź rąca

Natychmiast tymi wyrazy zabrzmiała:
»Duszo w płomiennym knocie gorejąca,

37 
Romania twoja nigdy nie bywała

Wolna od wojny w sercu swych tyranów,
Lecz gdym ją żegnał, niby pokój miała.

40 
Rawenna stoi jak za dawnych panów:

Orzeł Polenty[403] tam swe gniazdo ściele
I swemi skrzydły otula Cerwianów.

43 
Ziemia, która prób wytrwała tak wiele[404],

Darząc Francuzów krwawem cmentarzyskiem,
Zielonym Szponom[405] przypadła w udziele,

46 
Zaś stary Kundys z psiakiem werukijskim[406]

Od których poszła Montanii zatrata[407],
Tam gdzie i dawniej krwawym gryzą pyskiem.

49 
Stołb nad Lamonem i Santernu czata[408]

Lwiątko z białego gniazda sobie wiodą,
Co zmienia wiarę od zimy do lata.

52 
Gród, co mu Savio bok podmywa wodą[409],

Jak między górą leży, a padołem,
Między niewolą żyje a swobodą.

55 
Teraz mi wyznaj, kto jesteś«, zakląłem

Ducha, »mniej mi bądź, niż tamci surowy;
I niech twa sława nie ginie z popiołem«.


58 
Więc zaszumiawszy ów język ogniowy

Na modłę swoją, światłem zachybota,
Poczem takiemi odzywa się słowy:

61 
»Gdybym przypuszczał, że słucha istota

Co się z tych ciemnic na słońce wybije,
Nie drgnąłby więcej płomień mego knota.

64 
Lecz że z czeluści tych stopy niczyje

Nie powróciły życiem odzyskanem,
Bez trwogi tobie mą hańbę odkryję:

67 
Jam to z żołnierza został Franciszkanem[410],

Tusząc, że paskiem grzechy życia zmażę.
I Bóg-by litość miał nad moim stanem,

70 
Gdy Wielki Kapłan, niechaj bies go karze,

Napowrót w dawne pociągnął mię złości:
Czemu i jak się zdarzyło, pokażę.

73 
Gdym jeszcze kształtem był z miąszu i kości,

Jakom z macierzy łona wyszedł żywy,
Nie lwie, lecz lisie chowałem skłonności.

76 
Wszelkich podstępów, wszelkiej ścieżki krzywej

Świadom misternie swoje wiodłem czyny:
Po świecie o nich powiadano dziwy.

79 
Gdy życie moje dobiegło godziny

Takiego kresu, gdzie ludziom wypada
Pozwijać żagle i pościągać liny,

82 
Zbrzydła mi uciech marność i szkarada;

Pokutowałem, przysiągłem przystojne
Życie i byłbym ocalał... O biada!

85 
Faryzeuszów nowy książę wojnę

Rozpoczął wówczas wieść pod Lateranem[411].
A nie na Turki ani Żydy zbrojne


88 
Szedł; on wojował jeno z Chrześcijanem,

Który z Niewiernym Akry nie zdobywał,
Ani nie kupczył w krajach pod Sułtanem[412].

91 
Urząd swój skalał, praw świętość pozrywał,

Nie uszanował sznura mojej szaty,
Co zwykł umartwiać, kogo opasywał.

94 
Lecz jak Konstantyn Sylwestra z Syrraty

Wołał, aby mu leczył trądu rany[413],
Tak ten mię wezwał z za klasztornej kraty

97 
Chcąc być w gorączce pychy ratowany;

Żądał porady; jam stał oniemiały,
Gdyż był w swej mowie jakoby pijany.

100 
Tedy rzekł: — Ja cię rozgrzeszam; bądź śmiały!

Co czynić, niech się od ciebie nauczę,
Aby upadły Penestryny wały?

103 
Wiesz, że mam w mocy dwa od nieba klucze:

Szacunek świadczył im nienależyty
Ten, po kim płaszcz mój dostojny obłóczę[414].

106 
Tak poważnymi dowodami zbity,

A przytem pewny, że milcząc popadam
W błąd jeszcze większy, rzekłem: Skoro mi ty

109 
Sumienia czystość wracasz, którą stradam,

Radzę-ć: przyrzekaj dużo, czyń niewiele,
Tędy ci pewny tryumf zapowiadam —

112 
Gdym konał, Patron mój stanął przy ciele,

Lecz głos się ozwał czarnego cheruba:
Nie czyń mi krzywdy, nie przeszkadzaj w dziele!

115 
Już on jest mój rab, już go czeka zguba

Jako zbrodniarza, co złą radą truje;
Już dawno moja dłoń u jego czuba.


118 
Grzechu nie zmaże, kto żalu nie czuje,

Ale żałować pragnąc, to zamyka
Sprzeczność, którą się ład logiczny psuje.

121 
Jakże rubasznie potrząsł mnie nędznika,

Kiedy uchwycił mówiąc drwiącym głosem:
— A co? Możeś mię nie miał za prawnika?

124 
Tedy poniósłszy stawił przed Minosem.

On twarde biodra osiemkroć obwija[415]
Do krwi gryzionym z wściekłości oczosem

127 
I rzecze: ten jest z ognia ducho-kryja.

Chodzę więc, w szatę ogniową zaklęty,
Która się we mnie ostrym żarem wpija«.

130 
Powieści swojej skończywszy lamenty

Odeszła od nas bolejąca mara,
Wijąc i wiejąc płomiennymi skręty.

133 
Idziemy z Wodzem dalej, wierna para,

Po skał krawędzi aż tam, gdzie sklepienie
Dół kryje nowy i gdzie tych jest kara,

136 
Co sianiem waśni skalali sumienie.






PIEŚŃ XXVIII.[416]

Kto zdoła nawet w niewiązanej mowie

Opisać rany i szkarłatne strugi,
Jakie w następnym ujrzałem parowie!

Choćbym powtarzać chciał i raz i drugi,

Pojęcia myślom zabraknie, wyrazu
Trafnego ustom braknie do posługi.


Gdyby zgromadzić wszystek lud odrazu

Z Apulji szczęsnej, co krwi rubinowe
Soki rzymskiemu dawał pić żelazu[417];

10 
Lub co przypłacił życiem boje owe,

Gdzie łup obfity pierścieni zebrano[418],
Jak świadczą wierne księgi Liwiuszowe;

13 
I hufy, co krew wylały rumianą,

Że nie uznały Roberta Gwiskarda[419];
I tych, których kość zbierasz w Ceperano[420],

16 
Skąd na Apulji synów pada wzgarda;

I z Tagliacozzo[421], skąd nabrała sławy
Bitwa bez boju starego Alarda[422].

19 
Gdyby z nich każdy to kadłub dziurawy,

To kikut zjawił, nie zrównałby snadnie
Szkaradnym rzeziom dziewiątej dzierżawy.

22 
Mniej pluszcze, kiedy klepka zeń wypadnie,

Ceber, niż mara, co stała rozryta
Na skróś od brody aż po części zadnie.

25 
Między nogami wisiały jelita,

Widniały płuca z owym smutnym worem,
Gdzie w kał się zmienia potrawa spożyta.

28 
Gdym nań z litośnym poglądał uporem,

Dłońmi roztargał łono duch wyklęty;
»Patrz!« rzekł, »ręce mi własnym są toporem.

31 
Oto ci widne Mahometa[423] szczęty;

Przedemną spojrzyj, płacząc idzie Ali[424],
Od brody przez twarz po ciemię rozcięty.

34 
Wszyscy co ze mną w ten loch się dostali,

To siewcy schyzmy i zgorszenie świata;
Tak połupani, że waśni wzniecali.


37 
W tyle na drodze stoi djabla czata;

Ona to duchy okropnym koncerzem
Siecze, a my raz wraz pod ręce kata

40 
Wracamy, ledwie krąg bolesny zbieżym;

Coraz się blizna ran naszych zasklepia,
On coraz ciosem ją otwiera świeżym.

43 
Lecz ktoś ty, co tam z głazu czaisz ślepia?

Może rozumiesz, że odwleczesz kary,
Którą wyznanie win w tobie zaszczepia?«

46 
»Żyw on, nie zbrodnia w te go wiedzie jary

I nie na krwawą mękę on przychodzi,
Lecz by doświadczeń zaznał pełnej miary,

49 
Mnie com zmarł, być mu przywódcą się godzi

Przez wszystkie kręgów piekielnych podsienia;
W to wierz, jak wierzysz, że cię wzrok nie zwodzi«.

52 
Tak Mistrz... Sto duchów z pośród krwi strumienia

Spojrzało na mnie zatrzymując kroku;
Mąk zapomniały z wielkiego zdumienia.

55 
»Ty co wnet może na świat wyjdziesz z mroku,

Pośpieszaj bratu Dolcino[425] z przestrogą:
Jeśli nie spragnion naszego widoku,

58 
Niechże się w żywność opatrzy z załogą,

Inaczej zaspy śniegowe Nawarze
Do zbyt łatwego zwycięstwa pomogą«.

61 
Z nogą wzniesioną[426] ku iściu tak każe

Mahomet; skończył, sprostował kolano
I poszedł dalej w ciemne korytarze.

64 
A w tem duch, co miał gardziel wielką raną,

Nozdrza wydarte do samej nasady
I jednę muszlę ucha w szczęt wyrwaną,


67 
W pośrodku stojąc zdumionej gromady

Na oścież dłońmi rozwarł gwałtownemi
Szyję czerwoną od okropnej szpady.

70 
»O ty, któregom już w łacińskiej ziemi

Oglądał, człecze, coś tu wszedł bez winy,
Nie zwodzisz-li mię kształty kłamliwymi,

73 
Przypomnij proszę, Piotra z Medycyny[427].

Jeśli powrócisz w krainę kochaną,
Która z Vercello w Markabu[428] niziny

76 
Chyli się, ostrzeż dwu najlepszych z Fano[429]:

Angiolella i pana Gwidona,
Że ile przyszłość wywróżyć mi dano,

79 
Pod Kattoliką tyran ich dokona;

Z łodzi strąceni będą od wioślarzy,
Mając na szyi kamienne brzemiona.

82 
Nie widział Neptun zbrodni równie wrażej

Na śródlądowem swem morzu szerokiem
Śród Argolidów[430], ani śród korsarzy.

85 
Zdrajca, co jednem tylko patrzy okiem[431],

Pan ziemi, której ktoś z naszego grona
Nie chciałby nigdy karmić się widokiem,

88 
Zwabił ich w dom swój niby dla narady,

A wraz uwolnił od ofiarowania
Okupu wichrom fokarskiej posady«[432].

91 
»Poucz mię, rzekłem, »ja dla dziękowania

Sprawię to, że świat o tobie usłyszy:
Kto jest ów zbrodzień gorzkiego poznania?«[433]

94 
Więc do jednego w gronie towarzyszy

Wyciągnął rękę, usta rozwarł marze
I rzekł: »Ten ci jest, lecz dziś gada ciszej.


97 
On to wahania przeważył w Cezarze

Z Rzymu wygnany, mówiąc, że kto sprawy
Dojrzałej zwłóczy, los go klęską karze«.

100 
Jakże wylękłe stało widmo, krwawy

Język i w gardle ukazując ranę:
Curio, do rady niegdyś taki żwawy!

103 
A jeden, co miał dłonie odrąbane,

Prężył kikuty w czarności oparnej,
Na twarz mu strugi lały się rumiane.

106 
»Moskę przypomnij« wołał; »ja człek marny[434],

Że każda sprawa ma kres, powiedziałem;
Słowo w Toskanie złemi zeszłe ziarny«.

109 
»I na twe plemię będące pujnałem!«

Krzyknę; więc boleść piętrząc na boleści,
Odszedł jak człowiek smutny, zdjęty szałem[435].

112 
Jam został innych mąk przyjrzeć się treści

I widzę straszną rzecz...; krom utwierdzenia
Nie śmiałbym w mojej powtórzyć powieści.

115 
Ale zachętę słyszę od sumienia,

Dobrego druha, który w czesnej zbroi
Sam chodząc, śmiałość w człeku rozpłomienia.

118 
Ujrzałem, dotąd na oczach mi stoi,

Tułów bez głowy, cień niegdy człowieka
Depcący glebę, która krwią się gnoi.

121 
Za kędzior głowę dzierżąc, ów kaleka

Ręką w powietrzu jak latarnię waży
I patrząc na nas: »Gorze mi!« narzeka.

124 
Własnemu ciału oczy świecą z twarzy

I jedno w dwojgu jest, a w jednem dwoje;
Jak?... On wie, który te cuda kojarzy.


127 
Więc duch pod mostu podszedłszy wykroje,

Ramię wyciągnął, aby straszne słowa
Wyraźniej w uszy ugodziły moje.

130 
»Patrz na bolesną karę!« rzekła głowa,

»Ty co żyw chodzisz śród czerni nieżywej
I pomyśl, jest-że która tak surowa?

133 
Byś między ludzi o mnie poniósł dziwy,

Wiedz: Bertran de Born jestem[436], królewica
Jana gorszyciel[437] i radca zdradliwy.

136 
Jam jest, com z synem pokłócił rodzica;

Sam Achitofel[438] w sercu Absalona
Ku ojcu równej złości nie podsyca.

139 
Że taka jedność była roztargniona

Z mej winy, własny mózg obnoszę w ręce,
Którego korzeń wewnątrz tego trzona.

142 
Słuszność odwetu widzisz w mojej męce«.





PIEŚŃ XXIX.[439]

Od łez tak miałem powiekę nabrzmiałą[440]

Z patrzenia na lud rozliczny i rany,
Że mi się stanąć i zapłakać chciało.

Wirgili do mnie: »Gdzie wzrok zapomniany

Posyłasz? na kim czepiasz oczy w tłoku
Rzeszy ciężkimi ciosy połupanej?

Pierwszy raz widzę taką chęć w twem oku;

Łatwo rachubę stracisz w mar powodzi:
Dwadzieścia dwie mil[441] ten krąg liczy w toku.


10 
Pod stopy nasze już księżyc podchodzi[442],

Wnet się nam kończy wolność wędrowania,
A jeszcze wiele obejrzeć się godzi«.

13 
»Gdybyś przyczynę poznał, co mię skłania«

Rzekłem, »tak baczne puszczać w dół źrenice,
Może dłuższego pozwolił-byś stania«.

16 
Wódz już odchodził; krok jego pochwycę

I w drodze kończąc przemowy, dodaję:
»Oto zapuszczam wzrok w ciemną ulicę

19 
Pomiędzy duchów nieszczęśliwe zgraje;

Może jednego z krewnych mych wyśledzi,
Co tu kosztowną odpłatą się kaje«.

22 
A Mistrz mój na to: »Niechże się nie biedzi

Myśl nad krewniaka duszą pokalaną;
Ty indziej patrzaj: on gdzie wpadł, niech siedzi.

25 
Palcem na ciebie pod przełęczy ścianą

Wskazując kinął i groził surowie;
Geri del Bello[443] na niego wołano.

28 
Wzrok miałeś wówczas na uciętej głowie

Altafortowej stannicy barona,
Żeś go niebaczył; potem znikł w parowie«.

31 
»Wodzu, myśl moja zaniepokojona,

Że jego gwałtem z żył wypruta dusza
Od uczestników hańby[444] niepomszczona

34 
Wzgardą się na mnie należną obrusza;

Stąd przeszedł milcząc, nasrożywszy lice,
A to mię bardziej do litości zmusza«.

37 
Takeśmy gwarząc przyszli na granicę

Wału, skąd zajrzeć można było w głębie,
Gdyby świt jaki rozjaśnił ciemnicę.


40 
Gdyśmy stanęli na ostatnim zrębie

Złych Dołów, ujrzę jaru długą szyję[445],
A w niej tłum zbity w przeokropnym kłębie.

43 
Lamentów zawierucha ku mnie bije[446],

W litość okutych jak groty ze stali;
Przed nimi uszy rękoma zakryję.

46 
Gdybyście wszystkich nędzarzy zebrali

I umieścili w jednej dołu cieśni,
Co śród maremskich, sardyńskich szpitali

49 
I waldichiańskich od lipców do wrześni[447]

Leżą, smród taki buchnąłby z natłoku
Ciał gnuśniejących w zgniliźnie i pleśni.

52 
Jużeśmy zeszli po przełęczy stoku

Na rąbek, w lewym wciąż idąc kierunku,
Zaczem brzask żywszy świtał memu oku

55 
W otchłani, kędy bożego rachunku

Wypłacicielka, Sprawiedliwość święta
Fałszerzy strąca i żga bez ratunku.

58 
Nie wiem, czy była na większą przeklęta

Plagę Egina[448] z wszystkim ludem chorym,
Tak zarażona, że nawet zwierzęta,

61 
Nawet robaczki dotknięte pomorem

Padały, aż się stare plemię owo,
Mamy-li wierzyć za starym autorem,

64 
Z jaj mrówczych rodzić musiało na nowo, —

Niż ta skłębiona tłuszcza, duch na duchu,
Zalegająca dolinę morową.

67 
Jeden drugiemu to leży na brzuchu,

To znów na plecach: inny się mozoli
Na raczkach pełznąć po ziemi zaduchu.


70 
Milczący kroczym przez środek, powoli

Wzrokiem i słuchem rozbierając kupy
Ciał, którym boleść powstać nie pozwoli.

73 
Wtem wzrok mój pobiegł do dziwacznej grupy

Dwu mar o siebie wspartych jak patelnie
Grzane, pokrytych obrzydłymi strupy.

76 
Zaprawdę zgrzebłem śmigają mniej dzielnie

Gdy strach im pana, obozowe ciury,
Lub gdy się późno zbudzą poniedzielnie,

79 
Niż ci dwaj palcy krzywymi ze skóry

Dla nieznośnego świądu darli sobie
Ciało, gwałtowne topiąc w niem pazury.

82 
Łuszczyli własną krostę w tym sposobie,

Jako się karpia, albo ryby innej
Szerokołuskiej grzbiet tasakiem skrobie.

85 
»Ty co paznogciem drzesz z siebie łupiny

I jak kleszczami targasz«, Wódz zawoła,
»Jest tu kto z tobą z łacińskiej dziedziny

88 
W kupie ciał zgniłych leżących dokoła?

A bodaj niech twój paznogć będzie spory
I niech wieczystej robocie wydoła«.

91 
»Z Lacjum my oba, jednymi pomory

Skarani«, płacząc liche widmo rzekło;
»Lecz ty kto jesteś, coś to wiedzieć skory?«

94 
Wódz rzekł: »Z tym oto, co zeń się nie zwlekło

Ciało, pokrętne odwiedzam parowy,
Bo mi należy ukazać mu piekło«.

97 
Więc oni nagle rozjęli tułowy

I obrócili się, drżący ogromnie,
Z nimi zaś inni na głos takiej mowy.


100 
Dobry Przewodnik skierował się do mnie

I rzekł: »Jako chcesz, objaw im swe chęci«.
Tedy się ozwę, posłuchawszy skromnie:

103 
»Niechaj się mir wasz w człowieczej pamięci,

Życzę, na pierwszym świecie nie rozprasza
I przez słońc liczne obroty się święci.

106 
Mówcie, co wy zacz, gdzie kolebka wasza;

Wstrętnej i przykrej kary upodlenie
Odsłonić mi się niech was nie odstrasza«.

109 
»Jam jest z Arezzo«[449] rzekł duch; »Albert w Sienie

Zbrodni mej karę naznaczył ogniową;
Inny grzech strącił między zgnilców cienie.

112 
Prawda, twierdziłem żartobliwą mową,

Iż wiem, jako się na powietrze wspina;
A on ciekawy lecz głupi, za słowo

115 
Wziąwszy, Dedalem być się upomina;

Żem tego nie mógł, zemścił się i zdradził
Temu, który go uważał za syna.

118 
Jam alchemiczne na świecie prowadził

Praktyki: Minos tak słuszny w urzędzie
Za to mię w dole ostatnim osadził«.

121 
Więc ja do Mistrza: »Jest-że w ludów rzędzie

Lud taki próżny, jako nasz seneski?
Nawet z nim Francuz zrównany nie będzie«.

124 
A trędowaty: »Skoro liczysz kreski,

Niech nie zostaje wyłączony Stricca[450],
Rozrzutnik sławnie ochoczy do kieski;

127 
Oraz Niccolo, po którym praktyka

Nastała w kuchnią wprowadzać bogatą
Nieznany dotąd aromat gwoździka.


130 
Dolicz też ową zgraję wichrowatą,

Gdzie Caccia d’Ascian wielką schedę trwoni,
A górny rozum zjawia Abbagliato.

133 
Lecz abyś wiedział, kto w takt tobie dzwoni

Przeciwko Sienie, spójrz: kim ci się zdaję?
Niech twarz ci moje nazwisko odsłoni.

136 
Capocchia[451] dusza przed tobą się kaje;

Widzisz fałszerza i topcę metali;
Jeśli mnię pomnisz, a ja cię poznaję,

139 
Wiesz że mię w świecie słynną małpą znali«[452].






PIEŚŃ XXX.[453]

W owym to czasie, gdy z winy Semele[454]

Na krew tebańską rozżarta Junona
Co swoję pomstę w dzikiem zjawia dziele,

Na Atamancie[455] tym razem dokona

Gniewu, szał bowiem taki w nim roznieci,
Że widząc z dwojgiem niemowląt u łona

Małżonkę, krzyknął: Zastawiajmy sieci

Na szlaku, chwycim lwicę ze szczenięty!
Poczem bezbożną ręką jedno z dzieci,

10 
Synka Learcha chwycił i na szczęty,

Ręką śmignąwszy strzaskał o granity,
Ona zaś z drugiem skoczyła w odmęty.

13 
A gdy fortuna poniżyła szczyty

Wielkości Trojan, na ogniową zgubę
Dawszy, a z państwem wraz król był zabity,


16 
Na smutną, nędzną, niewolną Hekubę[456],

Gdy Polikseny widziała zabicie,
A na wybrzeżu Polydora lube

19 
Spotkała zwłoki, co uszło z nich życie,

Obłęd przystąpił tak zapamiętały,
Że się jej z gardła psie ozwało wycie.

22 
Lecz ni tebańskie, ni trojańskie szały[457]

Nie były takie dzikie i zajadłe,
Zwierzęty władnąc, czy ludzkiemi ciały,

25 
Jak tu dwa cienie nagie i wybladłe,

Co gryząc, skalnym goniły wyrębem,
Niby dwa wieprze z karmnika wypadłe.

28 
Jeden skoczywszy, uczepił się zębem

Karku Capocchia i przyciął go srodze,
Zdusił i taszczył, aż grunt zamiótł kłębem.

31 
Tu Aretyńczyk[458] co stał w wielkiej trwodze

Rzekł: »Upiór, który na nim pysk posoczy
Jest Gianni Schicchi[459]: patrz, jak druha głodze«.

34 
»Niechże na tobie zębów nie ubroczy«

Powiadam; »jeślim odpowiedzi godny,
Kto jest cień drugi, mów mi, nim uskoczy«.

37 
»To duch prastary Mirrhy kazirodnej[460],

Która mieć chciała w ojcu miłośnika
W miłości z prawem i cnotą niezgodnej.

40 
Tak z nim popełnia grzech chytra podwika,

Że sobie cudzej kształt postaci nada,
Właśnie jak tamten, który już umyka.

43 
Co, by dla siebie zdobyć panią stada,

W Buosa Donati postać się przemieni
I po swej woli testament układa«.


46 
Skoro już pierzchli oba pobieszeni,

Na których oczy me wieszałem smutnie,
Do innych[461] wzrokiem biegnę po przestrzeni.

49 
Jeden duch kształtem przypominał lutnię,

A raczej takim fantazji się zjawi,
Gdy mu się w myśli obie nogi utnie...

52 
Wodna puchlina, która miąsz w nim trawi,

Stosunek członków znosi u nędznika,
Potworny rozmiar lic i brzucha jawi.

55 
Choroba wargi obie mu rozmyka,

Górną wzdymając, obciągając dolną,
Niby spieczone usta suchotnika.

58 
»Wy, co wam w smętnym świecie chodzić wolno

Nie pojmę czemu, krom katuszy wszelkiej,
Pójdźcie i patrzcie na mękę mozolną

61 
Mistrza Adama[462], co był taki wielki

Za życia, pełen bogactw, syt wygody,
A dzisiaj, ot dżdżu pożąda kropelki!...

64 
W zieleni stoków szeleszczące wody

Od Cassentyna które bieżą w Arno
Dając wybrzeżom i pulchność i chłody,

67 
Niepróżno dzisiaj na pamięć się garną;

Od ich widzenia wysycha mi cera,
Srożej je czując, niśli spiekę parną.

70 
Oto jak twardej Sąd kary dobiera:

Czyniąc narzędziem mąk scenę mej winy,
Gorętsze jęki z gardła mi wydziera.

73 
Jam to w Romenie fałszował floryny,

W podłym metalu bił Chrzciciela godło[463],
Za co na stosie poszedłem w perzyny.


76 
Lecz by gdzie z duszą Gwidonową podłą

Cień Aleksandra spotkać i ich brata[464],
Oddałbym całe Fontebrandy źródło[465].

79 
Pierwszy podobno w piekle się kołata:

To jedna mara zbieszona przerzekła;
Cóż gdy mię niemoc wiąże i przygniata!...

82 
Bogdaj mi w członki taka siła zciekła,

Iżbym co sto lat uszedł bodaj piędzi,
Jużbym się puścił szukać go śród piekła

85 
W tłumie tej, którą wrzód i krosta swędzi

W krąg jedenastu mil[466] zbitej gawiedzi,
A pół od jednej do drugiej krawędzi.

88 
Przez nich to duch mój pośród zgnilców siedzi:

Oni skusili, abym bił czerwieńce,
Co zawierały trzy karaty miedzi«.

91 
»Kto są« spytałem, »ci dwaj potępieńce?

Kurzą jak w zimie dłoń wyjęta z wody
I siedzą razem po twej prawej ręce«.

94 
»Przedemną wpadli w piekielne zagrody

I odtąd żaden nie drgnął« rzekła mara,
»Ani drgnie, aż w dzień ostatniej nagrody.

97 
Owa — przewrotna żona Putyfara,

Ów — Sinon[467], co się w Troję wkradł sromotnie;
Gorączkę poci z nich cuchnąca para«.

100 
Tu zgnilec, który słuchał nieochotnie

Że go wspomniano z takiem obrzydzeniem,
W brzuch wypuczony mówcę pięścią grzmotnie.

103 
Jak bęben zabrzmiał brzuch pod uderzeniem;

Zato Mistrz Adam w gębę trzasnął ducha,
Na odlew ciężkiem zwaliwszy ramieniem.


106 
»Choć moje ciało zgnilizna bezrucha«,

Mówił, »ochocze na taką robotę
Jeszcze me ramię rozkazania słucha«.

109 
A Sinon: »Mniejszą jawiłeś ochotę

Gdzieś widział, że stos dla cię układali,
Niż gdyś z mosiądzu bił czerwone złote«.

112 
A spuchlec: »Prawdę rzekłeś, co się chwali,

Aleś podobno tak świadczyć nie spieszył,
Gdy cię pod Troją o prawdę pytali«.

115 
A na to Sinon: »Jeślim kłamstwem grzeszył,

To raz; tyś każdym złym kłamał dukatem:
Żaden czart nigdy tyle nie nabreszył«.

118 
Znowu odpalił ów z brzuchem pękatym:

»Konia przypomnij sobie kłamco wraży
I cierp, że się fałsz nie ukrył przed światem«.

121 
»I ty cierp; niech cię ta gorączka praży«

Rzekł Grek, »i trawi ta wodna puchlina,
Co z twego brzucha płot zrobiła twarzy«.

124 
A mincarz: »Gęba znów latać zaczyna

I zjadliwością zwykłą mi dogryza;
Jeśli ja puchnę, jeśli schnie mi ślina,

127 
Ty wewnątrz goresz i pęka ci łyza;

Długiej-by pewno nie trzeba namowy,
Ażebyś cmoktał zwierciadło Narcyza!...«[468]

130 
Stałem zajęty zelżywemi słowy,

Gdy Mistrz mój: »Patrz-że, patrz na głupie cienie!
Jeszczem się z tobą powaśnić gotowy«.

133 
Gdym z głosu poznał Mistrza rozdraźnienie,

Oblicze moje wstydem się pokryło;
Wspomniawszy, jeszcze dzisiaj się rumienię.


136 
Jak ten, co marzy jakąś rzecz niemiłą,

Śniąc życzy, aby to był sen nie jawa
I pragnie, aby to co jest, nie było,

139 
Tak ja, wzruszenie gdy mówić nie dawa,

Chcący tłómaczyć się, nie zauważę,
Iż się milczenie już wymówką stawa.

142 
»Większa się wina mniejszą skruchą maże«

Ozwał się Pan mój w łagodnym sposobie;
»Niechże jej smutek tak ciężki nie karze.

145 
Gdyby cię losów zmiana w której dobie

Między podobnych kłótników przywiodła,
Pamiętaj czynić jakbym był przy tobie.

148 
Słów obelżywych słuchać chęć jest podła«.






PIEŚŃ XXXI.[469]

Tenże sam język naprzód mię skaleczył,

Aż krwią się moje lica zrumieniły,
I tenże prędko zadraskę wyleczył.

Podobna miała być czarownej siły

Włócznia Peleusa[470] i Achillesowa,
Że od niej własne rany się goiły.

Za nami ziemia została morowa;

Okalającym ją kamiennym wałem
Szliśmy, nie mówiąc do siebie ni słowa.

10 
Nie było nocą, nie było dniem białym

I zmysł mozolnie w mroku się przekradał,
Gdy dźwięk tak gromki trąby usłyszałem,


13 
Że przy nim wszelki inny głos przepadał:

Więc przeciw niemu od skalnego progu
Wzrok posyłany głąb czeluści badał.

16 
Po smutnej klęsce[471], gdy zdradzony wrogu

Padł w bitwie święty poczet Karlomana[472],
Nie grzmiał tak strasznie Roland na swym rogu.

19 
Zwróciłem głowę: skróś cieniów tumana

Ujrzałem niby wysokie wieżyce:
»Co za gród taki?« pytam mego Pana.

22 
»Oczy puszczone w mroczną okolicę

Dalekiej mety wypatrzeć nie mogą,
Więc zaludniają mrzonkami ciemnicę.

25 
Skoro za naszą tam zajdziemy drogą,

Poznasz, jak przestrzeń łudzi wzrok wątpliwy,
Jeno spiesz i sam bądź sobie ostrogą«.

28 
Tak rzekł i dłoń mą ujął piewca tkliwy

Dodając: »Zanim staniemy nad nimi,
Byś nie otwierał oczu jak na dziwy,

31 
Wiedz, że nie wieże to są, lecz olbrzymi;

Z pośrodka jamy w głąb piekielną wklęsłej
Tułowy sterczą wyprostowanymi«.

34 
Jak w chwili, gdy się mgły z powietrza strzęsły

Wzrok wyłuskiwać zacznie kształtów ziarno,
Które wprzód przed nim taił obłok zgęsły,

37 
Tak gdy spojrzeniem wiercę gęstwę czarną,

W miarę jak kroczym do studziennej dziury,
Złudzenie pierzcha, a strachy się garną.

40 
Jako wieńczące Montereggion[473] mury

W okół u szczytów basztami się stroją,
Tak w cembrowiny wnętrzu, w pół postury


43 
Na wzór wież kołem wielkoludy stoją;

Ich to dziś jeszcze, kiedy huczy burza,
Gniewem Jowisza gromy niepokoją[474].

46 
Już mi się jedna, druga twarz wynurza;

Spostrzegam barki, piersi, wypuklinę
Brzucha, po bokach zwieszone ramiona.

49 
Że na potwory takie stłukła glinę

Natura, błądzi kto się temu dziwi:
Marsowi groźną zabrała drużynę.

52 
Jeśli po dziś dzień wieloryby żywi

I słonie, uzna, kto rzecz lepiej bada,
Że tu zrobiła mądrzej i godziwiej.

55 
Bo gdzie z rozumem połączy się zdrada,

A taka przemoc przystąpi do złości,
Tam słaba ludzkość zostaje bezrada.

58 
Jako piotrowa szyszka[475], tej wielkości

Była ogromna głowa wielkoluda;
W równym stosunku do niej inne kości.

61 
Brzeg, co mu służył przepaską na uda,

Osłaniał cały wierzch strasznej poczwary;
Trzem Fryzom[476] czuba sięgnąć się nie uda,

64 
Choć staną jeden drugiemu na bary;

Od miejsca szyi, gdzie płaszcz zapinamy,
Trzydzieści piędzi liczył naszej miary.

67 
Rafel mai amech zabi almi[477] z jamy

Zaryczał, dziką dręczony katuszą:
Takimi psalmy biją piekieł chramy.

70 
A wtem go zgromił Wódz mój: »Głupia duszo,

Dzierż się swej trąby, niechże przez nią wyje
Gniew i te wszystkie pasje co cię duszą.


73 
Duszo zbieszona! Sciągnij dłoń, u szyje

Trafisz na rzemień, trąby wartownika,
Co w okół piersi wielkich ci się wije«.

76 
Potem rzekł do mnie: »Ten co tak poryka

Już sam się zdradził; oglądasz Nemroda[478],
Co pychą jedność zatracił języka.

79 
Zostaw, niech stoi, słów ci tracić szkoda;

Jak on niczyjej mowy, tak nawzajem
Jego nie pojmie nikt, choć ucha poda«.

82 
Idziemy przeto dalej murów skrajem

I postąpiwszy na odległość strzały
Duższego jeszcze olbrzyma zastajem,

85 
Związać go, nie wiem kto był dosyć wdały;

Prawe do grzbietu, lewe ramię ducha
Do piersi szczelnie przywarte sterczały,

88 
Przymocowane żelazem łańcucha,

Co szedł od szyi i pięćkroć krępował
Kadłub odkryty cały aż do brzucha.

91 
»Ten śmiałek możnych sił swoich próbował

Na arcybogu w zuchwałym obcesie«
Rzekł Wódz mój, »za to tak go Jowisz skował.

94 
Efialt mianem[479]; wojował w tym czesie,

Kiedy to bogów straszyli olbrzymi;
Ramion, co prężył, więcej nie podniesie«.

97 
»Wolno-li« mówię, »chciałbym dziwo ziemi,

Bryjareusza[480] nieludzkiej wielkości
Ujrzeć i zmierzyć oczyma własnemi«.

100 
Odrzekł: »Tu jeno Antej[481] na wolności

Mieszka, używa naszego języka;
Ten nas wysadzi na dno wszelkiej złości.


103 
Ów, o kim mówisz, równie wzięty w łyka,

Stoi od miejsc tych odległy niemało;
Twarz jego bardziej ohydna i dzika«.

106 
Nigdy trzęsienie tak nie zatargało

Dreszczem gwałtownym posad wielkiej wieży,
Jak się zatrzęsło Efialta ciało.

109 
Tedy śmiertelny strach we mnie uderzy

I pewnie skonałbym z bojaźni samej,
Gdybym go w takiej nie widział obieży.

112 
Znowu się nieco naprzód posuwamy,

Aż Anteusza najdziem; ten do pięci
Sążni, nie licząc głowy, sterczał z jamy.

115 
»Mieszkańcze dolin szczęsnych, gdzie pamięci

Scypiona schedę dziedziczyły dzieje
W dniu, co się klęską Hannibala święci

118 
I gdzieś z tysiąca lwów pobrał trofeje[482];

Byś był w Tytanów boju, jak niektórzy
Chcą, z braćmi niebios szturmował wierzeje,

121 
Wyszliby może zwycięzcami z burzy

Synowie ziemi[483]; weź nas i staw na dnie,
Gdzie się Kocytu toń od chłodu mruży.

124 
Nie każ nam innych szukać; ten tu snadnie

Pragnieniu twemu wygodzi na świecie;
Schyl się i nie krzyw lica tak szkaradnie.

127 
On ci tam wawrzyn z rozgłosu uplecie;

Jeśli mu łaska boża żyć pozwoli,
To jeszcze przejdzie życia pełnolecie«.

130 
Tak rzekł Mistrz, Olbrzym ruszył ku nam k’woli

I wziął go dłonią ręki wyciągniętej:
Poznał Herkules, jak jej uścisk boli!...


133 
Gdy się Wirgili poczuł w garść ujęty,

Rzekł: »Niech twa kibić pod mą dłonią będzie;
I tak się ze mną złożył jak dwa pręty.

136 
Jak gdy ustawisz się przy Garysendzie[484]

I oczy zwrócisz na niebieski pował,
Szczyt ci umyka przeciw chmurom w pędzie,

139 
Tom miał widzenie, gdym się przypatrował

Anteuszowi, jak się giął, niezmierny;
I jużem drogi tym szlakiem żałował.

142 
On lekko złożył nas na dnie cysterny,

Gdzie z Lucyperem Judasz w męce stężał;
A nie trwał długo w zgięciu piastun wierny,

145 
Lecz się jako maszt[485] okrętu wyprężał.





PIEŚŃ XXXII.[486]

Gdybym znał rymów twarde, chrypłe zgrzyty[487],

Jako się godzi kreśląc smutną norę,
Na której wszystkich kół ciężą granity,

Możebym wyżął soki bardziej spore

Z mego przedmiotu; lecz że niebogata
Mowa, ze strachem pieśń tę przedsiębiorę.

Bo to nie lada rzecz opisać świata

Wszystkiego środek i językiem jeszcze,
Który zaledwie jąka: »mama, tata«.

10 
Wiersz mój niech wesprą owe Panie wieszcze,

Co grodzić Teby wsparły Amfiona[488];
Niech w swoich słowach swoję treść pomieszczę.


13 
O wy nad wszystko wyklęte plemiona

Z miejsc, które tyle opisać mi trudniej,
Bogdaj wam dola trzód była znaczona!...

16 
Już my stanęli na dnie ciemnej studni

Niżej strażnika z piekielnej załogi,
A jam na mury patrzał; wtem zadudni

19 
Odgłos mówiący: »Ostrożnie staw nogi,

Bo piętą, w której snać litości nie ma,
Depcesz po czaszkach twej braci ubogiej!«

22 
Obróciwszy się, widzę przed oczyma

I pod stopami zamarzłe jezioro,
Szklane od mrozu co je w więzach trzyma.

25 
Nigdy tak grubą nie kryje się korą

Don, co chłodnemi strefami przebiega,
Ni austryjacki Dunaj mroźną porą.

28 
Gdyby Tabernik[489] z pól które zalega

Tu spadł, lub całą Pietrapana mocą,
To nie zachrupałby lód nawet z brzega.

31 
A jako żaby, gdy w stawie rechocą,

Pyszczki wyścibią w on czas, gdy to żniwo
Wieśniaczkom częściej przyśniwa się nocą[490],

34 
Tak aż do miejsca, co pierwsze wstydliwą

Barwą się krasi[491], klekcąc jak bociany,
Sterczały duchy wbite w lodu szkliwo.

37 
Głowy ku szybie gięły zwierciadlanej;

Wargi mrozowi, oczy każdej zmory
Męce świadczyły niewypowiedzianej.

40 
Spojrzę na okół, potem w dół komory

I pod stopami widzę dwu nędzarzy
Tak spiętych, że łbów plątali kędziory.


43 
»Kto wy i co wam tak piersi kojarzy?«

Pytam; więc oni szarpną głowy zlepłe
I obracają ku mej stronie twarzy.

46 
Z ócz tryskające dwa strumienie ciepłe

Na twarz się tocząc stygły i w powłoce
Lodu na klamry wyrastały skrzepłe.

49 
Nie tak się hakiem spinają dwa kloce

Jak ci dwaj; zaczem jak tryki na stepie
Ze złości głową druh druha łomoce.

52 
Inny z dziurami miast uszu w czerepie

Mrozem wyżartych, w dół głowę pochyli
I pyta: »Czemu tak wytrzeszczasz ślepie?

55 
Chcesz poznać, kto są ci sobie niemili?

Ową dolinę gdzie Bisenzio płynie,
Wiedz, naspół z ojcem Albertem dzierżyli[492].

58 
Z jednej macierzy obaj; byś w Kainie

Najdłużej szukał, duch tu się nie chowa
Godniejszy marznąć w piekieł zakrzeplinie.

61 
Nawet ten, co mu strzała Artusowa

W piersi i w cieniu wraz otwarła ranę[493];
Ani Focaccia[494], ni ten, czyja głowa

64 
Taką przed wzrokiem stworzyła mi ścianę,

A który zwie się Sassol Mascheroni[495]:
Kto był, wiesz, mając ojczyzną Toskanę.

67 
Ja, skoro mię już twe natręctwo goni,

Jestem Camicion de’Pazzi; Karlina
Czekam[496], on wielką mą zbrodnię przysłoni«.

70 
Co stąpnę, z lodu twarz mię straszy sina;

Odtąd nie mogę na zmarzłe bajora
Patrzeć, bo mi się strach ten przypomina.


73 
Idziemy dalej[497], gdzie piekielna nora

Zbiega do środka wszelkiego ciążenia;
W mroku się z lękiem dusza moja pora.

76 
Z bożej-li woli, z trafu, z przeznaczenia,

Nie wiem: stąpając po zamarzłej fali
Nogą trąciłem łeb jednego cienia.

79 
»Czemu mię kopiesz?« płacząc duch się żali;

»Czy może, abyś przyczynił mej nędzy,
Za Montaperti tutaj cię przysłali?«[498]

82 
»Wstrzymaj się Mistrzu« powiadam, »niech między

Duchami tego wyświecę dowodnie,
Potem już pójdę, jako życzysz, prędzej«.

85 
Stanął; do ducha skrzepłego za zbrodnię

Co wciąż klątwami miotał, obelżywy,
Krzyknąłem: »Ktoś jest, który lżysz przechodnie?«

88 
»A ty kto?« odparł, »tak nielitościwy,

Śród Antenory piętą ludzkie twarze
Hańbiący, jakby człek nie umiał żywy?«

91 
»Jeszcze ja żyję«, tak odrzekłem marze,

»A mogę miłym stać się, kiedy wieści
O tobie światu śród innych przekażę«.

94 
A on: »Ja tutaj nie pożądam cześci[499];

Źle umiesz schlebiać jeńcom tego dołu;
Idź precz ode mnie i oszczędź boleści!«

97 
Tedy-m mu ręką zatargał chochołu[500]:

»Zaraz mi wyznaj swój ród i swe losy,
Lub zdejmę wszystek włos podłemu czołu!«

100 
A mara: »Za to, że mi targasz włosy,

Nic ci nie wyznam, ani się odkryję;
Niczego tutaj nie wymogą ciosy«.


103 
Więc krzywe palce w kudły jemu wbiję

I już niejeden kędzior wydrę w czubie;
Duch oczy spuszcza ku dołu i wyje.

106 
A wtem głos ozwał się w lodowym łubie:

Co ci to Bocca? Niedość dzwonić w szczękę,
Jeszcze i wyjesz? jaki czart cię dzióbie?«

109 
»Teraz już możesz nie gadać!« tak rzekę,

»Zdrajco ohydny! już twojej osławy
Wstyd nieśmiertelny na światło wywlekę«.

112 
»Idź precz, głoś sobie gdzie chcesz, moje sprawy,

A jeśli wyjdziesz stąd za czyją wodzą,
Nie zamilcz o tym, co miał język żwawy.

115 
Za Francji złoto łzami mu zachodzą

Powieki[501]; zdrajca z Duera się kryje,
Opowiedz, w lochu, gdzie się mary chłodzą.

118 
Chcesz-li usłyszeć jeszcze imię czyje?...

Beccheria[502] siedzi tu pod szybą szklaną:
Florencja jemu poderznęła szyję.

121 
Gian de Soldanier ma tu być i Gano[503]

I Tebaldello[504], przez którego padła
Twierdza Faency, podczas kiedy spano«.

124 
Gdy odchodzimy, w rowie dwa widziadła

Spostrzegam taką zwarte zawziętością,
Że głowa głowie za kaptur przypadła.

127 
Jak się do chleba rwie człek zdjęty czczością,

Tak wyższy leżąc niższemu na grzbiecie
Wpił się w kark, po nad pacierzową kością.

130 
A jako Tydej w pomściwym odwecie

Zębami szarpał łeb Menelippowy[505],
Tak ten darł czaszkę i ssał mózg w szkielecie.


133 
»O ty, którego zwierzęce narowy

Świadczą, że wroga tutaj ząb twój głodze,
Odpowiedz: przecz-żeś taki dlań surowy?

136 
Ja gdy wybadam przyczynę i zgodzę

Grzech z karą, znając was i wasze dzieje,
Na jasnym świecie tobie wynagrodzę,

139 
Jeśli mi wprzódy język nie skośnieje!«





PIEŚŃ XXXIII.[506]

Usta oderwał od okropnej strawy

Ow potępieniec i z chciwej paszczęki
Włosami wroga skrzep ocierał krwawy.

Potem rzekł: »Srogie chcesz odnawiać męki,

Których myśl sama już rani boleśnie,
Zanim się jeszcze przelała we dźwięki.

Lecz że opowieść moja ziarnem wskrześnie,

Skąd temu zdrajcy ma wyróść niesława,
Słów mych i płaczu słuchaj równocześnie.

10 
Nie wiem kto jesteś, ni z jakiego prawa

Wszedłeś tu, jeśli nie wiodła cię wina;
Aleś Florentczyk; język cię wydawa.

13 
Widzisz przed sobą hrabię Ugolina[507];

Ten jest Ruggieri; był arcybiskupem;
A oto mojej mściwości przyczyna:

16 
Zbytnia powtarzać, jak stawszy się łupem

Podstępu, zwabion złudnymi wyrazy,
Uwięzion, w kaźni z głodu padłem trupem.


19 
Lecz co więzienne zataiły głazy,

Okropne skonu mojego momenty
Opowiem; ty sądź, czym doznał obrazy!

22 
Przez wązki otwór w klatce tej wycięty,

Co po mnie zwie się: głodowa ciemnica,
Gdzie będzie jeszcze niejeden zamknięty,

25 
Liczne-m już widział odmiany księżyca,

Gdy raz mi nocą sen był ukazany,
W którym przyszłości prysła tajemnica.

28 
Śniło mi się więc, że ten pan nad pany

Polował wilka i młode wilczęta
W górach, co kryją Lukę przed Pizany.

31 
Galand, Sismondi, Lafranchi, panięta

Pizańskie, biegli na orszaku czele,
Z nimi suk sfora chuda i zawzięta.

34 
Lecz pomęczeni nie ubiegli wiele

Ojciec i dziatwa; wnet na nich obławy
Spadły, kły ostre topiąc w wilczem ciele.

37 
Zbudzon przed świtem do bolesnej jawy

Słyszę, a przez sen dzieci me, niewoli
Mej towarzysze łkają, prosząc strawy.

40 
Srogi, gdy się mej nie zlitujesz doli

Czując, co nocna wróżyła mi zmora;
Gdy tu nie płaczesz, kiedyż cię zaboli?...

43 
Już się ocknęli; nadchodziła pora,

Gdy zwykle jadło podawały straże;
Od snów nam wszystkim dusza była chora.

46 
Szczęk z dołu straszną prawdę mi ukaże:

Drzwi zagwożdżono! zamknięto nas w grobie!
Tedy spojrzałem niemy w synów twarze.


49 
Jam nie zapłakał: skamieniałem w sobie;

Lecz chłopcy łkali; mój Anzelmek mały:
Ojcze, rzekł, patrzysz tak dziwnie! co tobie?

52 
Jam nie zaszlochał; milczałem dzień cały

I noc do chwili kiedy gwiazdy gasną;
Aż gdy po nocy tej przyszedł dzień biały

55 
I kiedy w lochu zrobiło się jasno,

W cztery oblicza spojrzę i tak na nie
Wzrok kładąc, twarz w nich odgaduję własną.

58 
Więc ręce sobie z bólu do krwi ranię,

A oni myśląc, że to ból ze czczości
Nagle się dźwigną: — Ojcze nasz i panie!

61 
Wołają do mnie: oszczędzisz żałości

Z ciał naszych jedząc; tyś nas oblókł niemi,
Wolno-ć je zezuć z naszych nędznych kości. —

64 
By ich nie płoszyć zmilkłem i tak niemi

Trwaliśmy dwa dni z nadziei zatratą.
Czemuś nie pękło, twarde łono ziemi?...

67 
A kiedy czwarty dzień błysnął za kratą,

Gaddo do kolan moich się przywlecze
I woła: Czemu nie ratujesz, tato!...

70 
Wołał i skonał; jak mnie tu człowiecze

Widzisz, tak chłopcy w oczach mych konały
Do dnia szóstego; więc mi wzrok wyciecze

73 
We łzach; oślepły między synów ciały

Pełzam i trzy dni wołam na nieżywe...
Aż głód mocniejszy był, niż bólu szały!«[508]

76 
Skończył i białka wywrócił straszliwe

I zęby w czerep znów zapuścił siny,
Twardo i jak psie krwawej kości chciwe.


79 
O Pizo! pięknej zakało krainy,

Gdzie brzmi lubego si nuta pieszczona[509];
Gdy się nie kwapią sąsiadów twych syny[510],

82 
Niech cię Capraja porwie i Gorgona[511];

U Arnowego ujścia tamą wspięta,
Potopem zguby twych mieszczan dokona.

85 
Bo jeśli piekło słusznie to pamięta

Ugolinowi, że wydał twe grody,
Czemu skazywać na mękę chłopięta?

88 
O nowa Tebe[512], wszakże sam wiek młody

Usprawiedliwiał Brigatę, Hugona
I tych dwu, których już nazwałem wprzódy!...

91 
Poszliśmy dalej[513], gdzie zlodowacona

Toń inną rzeszę otula w pieluchy,
W których zastygła, na wznak wywrócona.

94 
Płacz nie pozwala, by płakały duchy:

Boleść w głąb wraca napotkawszy tamę
I wzmaga srogiej cierpień bezotuchy.

97 
Bowiem łzy pierwsze wyszłe przez ócz bramę

Zmarzły i szklaną stworzyły przyłbicę,
Pod powiekami ócz oszkliwszy jamę

100 
Wtem, choć od mrozu stężało mi lice

I jak naskórek, kiedy otwardnieje
Straciło czucie, dech wiatru pochwycę,

103 
Który z nieznanej strony ku mnie wieje.

Więc pytam: »Gdzie zdrój mroźnego oddechu?
Czyliż tu tchnienie wszelkie nie tężeje?«

106 
A Mistrz mi na to: »Czekaj, bez pośpiechu:

Wnet się twym oczom własnym uwydatni
Skąd ten wiatr dmucha i z jakiego miechu«.


109 
Wtem jeden nędzarz z pod lodowej matni

Zawołał do nas: »Duchy tak zbrodnicze,
Że wyznaczono wam okręg ostatni,

112 
Zdejmijcie łuskę z ócz mych; niech użyczę

Otuchy sercu w okropnym mozole,
Zanim zakrzepnie znów od łez oblicze!«

115 
»Powiedz, kto jesteś, pewnie cię wyzwolę«[514]:

Rzekłem do mary, co hełm straszny dźwiga.
»Niech tak polegnę w lodowatym dole!«

118 
»Widzisz« odparła, »brata Alberyga[515]:

Żem jadowite owoce miał w sadzie,
Tym mi daktylem nagrodzona figa«.

121 
»Ha!« wykrzyknąłem, »jużeś to w gromadzie?«

A on: »Zewłoka moja jeszcze żywa[516]
Na ziemi nie wiem, w jakim żyje ładzie.

124 
Bo Ptolomeja tej łaski używa,

Że czasem ludzka dusza tutaj spada,
Nim jej dokona Atropos[517] przędziwa.

127 
Abyś zaś chętniej lód, co się układa

Z łez przestarzałych, obłuskał mi z twarzy,
Wiedz, że w momencie, gdy się spełnia zdrada

130 
Jako ta moja, czart staje na straży

Ciała i póki śmiercią nie ochłódnie,
Do tego kresu sam w niem gospodarzy.

133 
Dusza odrazu przelata w tę studnię;

Niejedno ciało do świata należy,
Którego cień tu swe odprawia grudnie.

136 
Uważne oczy zwróć, przychodzień świeży,

Na Brankę d’Oria[518], o którym ci powiem,
Że tu duch jego od wielu lat leży«.


139 
»Chcesz mię jak widzę, okłamać!« odpowiem,

Bo Branka d’Oria nie umierał zgoła;
Je, pije, sypia i cieszy się zdrowiem«.

142 
»W Dole Złych Szponów«, odrzekł »gdzie wre smoła,

Jeszcze się Michał Zanche nie pojawił,
Kiedy już Branca czarnego anioła

145 
Na swoje miejsce w zewłoku zostawił:

Podobnie krewniak jego, jeszcze żywy,
Który się zbrodnią wspólnie z nim splugawił.

148 
Lecz ściągnij rękę! Zdejm te z ócz pokrywy«..

A jam zostawił mu na oczach brzemię;
Surowość moja — tam był czyn cnotliwy.

151 
Genueńczycy! Przeniewiercze plemię!

Wrogowie cnoty zbrodniami skalani!
Przecz wam pozwala los zaludniać ziemię?

154 
Otom z najgorszym zbrodniarzem Romanii[519]

Naszedł jednego z was, którego dusza
Występna krzepnie w Kocytu otchłani,

157 
Podczas gdy ciało żywe czarta słusza.






PIEŚŃ XXXIV.[520]

Vexilla Regis prodeunt Inferni...[521]

»Patrz i uważaj«, Przewodnik mój rzecze,
»Czy w dalekości już On się nie czerni«.

Jak kiedy ziemię tuman mgieł oblecze,

Lub gdy pół-sfery naszej noc jest blizko,
Wiatrak wygląda co skrzydłami siecze,


Tak wyglądało potworne zjawisko.

Więc się cofałem drżąc w zimnym powiewie,
Za plecy Wodza, jedyne schronisko.

10 
Stałem już, ledwo śmiem powtórzyć w śpiewie,

Tam gdzie tłum cieniów pod korą lodową[522]
Przeświecał niby źdźbła w szklanej polewie.

13 
Jedne poziomo a drugie pionowo

Sterczą, lub w linię przełamane krzywą;
Jedne nogami w górę, drugie głową.

15 
Gdyśmy podeszli tak, iż się możliwą

Zdało Mistrzowi, ażeby mi zjawił
Twarz cudotworu dawniej urodziwą,

18 
Przystanął i mnie za sobą postawił.

»Oto Dis, oto miejsce, gdzie w odwadze
Trzeba«, powiada, »byś serce zaprawił!«

21 
Jak-em tam skośniał, w członkach stracił władzę,

Wyobraź sobie słuchaczu życzliwy:
Nie mówię, bowiem słowy nie poradzę.

24 
Anim padł martwy, anim został żywy:

Jeżeliś bystry, to oblicz, jak między
Dwoma stanami stan mój był wątpliwy!...

27 
Cesarz władnący nad krainą nędzy

Z lodu wysterczał do połowy łona[523],
A olbrzym ze mną porówna się prędzej

30 
Niż z olbrzymami jego dwa ramiona;

Jakiż ogromny, jeśli miara kości
Była w nim całym równo rozmierzona!

33 
Jeśli tak brzydki, jakiej był piękności

Gdy przeciw Stwórcy stroszył brew do góry,
Słuszna iż zwie się źródłem wszelkiej złości!


37 
O jakiż mi się jawił cud natury!

Ujrzałem troje lic w jednem istnieniu[524]:
Jedno na przedzie koloru purpury,

40 
A zaś dwa drugie każdemu ramieniu

Odpowiadały, razem tworząc głowę,
Co się kończyła w grzebień na ciemieniu.

43 
Prawe oblicze było blado-płowe,

Lewe jak szczepu, który się wywodzi
Z krain, gdzie wody wpadają nilowe.

46 
Pod każdem licem, jako to się godzi

Takiemu ptaku, po dwa skrzydła wioną:
Żagł równie duży po morzach nie chodzi.

49 
Jako nietoperz[525] miał nieupierzoną

Skrzydeł pokrywę, a gdy niemi śmigał,
Trzy wiatry[526] budził pod okropną błoną.

52 
Od tego wiania Kocyt w lód zastygał;

Z ócz sześci łzami ciekł i na trzy szczęki
Ustawnie śliną zakrwawioną rzygał.

55 
Z ust każdych sterczał grzesznik i jak pęki

Trawy w miętlicy, na miazgę był tarty:
Te jednocześnie trzej cierpieli męki.

58 
Skazaniec przedni niedość że w zażartej

Tkwił paszczy; szarpan disowymi szpony
Raz po raz łypał ze skóry obdarty.

61 
Rzecze Mistrz: »Zbrodzień najsrożej męczony,

Dowiedz się, Judasz jest Iskaryjota[527];
Wewnątrz ma głowę, na zewnątrz nóg trzony.

64 
Z głową na zewnątrz, ten który przez wrota

Sterczy lic czarnych, cień jest Brutusowy,
Słowa nie rzecze, tylko sobą miota;


67 
Kassjusz ten trzeci, ogromnej budowy.

Lecz już wieczorne rumienią się zarze[528],
Widziałeś wszystko, teraz bądź gotowy!«

70 
Za szyję Mistrza chwytam, jak mi każe;

On upatrzywszy i miejsca i pory,
W momencie gdy Dis rozchylił wachlarze

73 
Skrzydeł, za boków chwycił go kędziory

I kudł po kudle spuszczał się szczeliną
Pomiędzy żebra, a lód zmarzłej nory.

76 
Gdy ze mną doszedł tam, gdzie uda giną

W biodrach i w jamę wrastają lędźwiową,
Z widocznym trudem, z twarzą lękiem siną

79 
Gdzie Dis miał stopy, Wódz zwracał się głową[529]

Jak człek, co pnie się; a jam myślał: biada!
Oto mię w piekło prowadzi na nowo!

82 
»Trzymaj się mocno«, tak do mnie powiada,

Jak człek zmęczony dysząc; »takie wraże
Schody, żegnając Złe, brać nam wypada«.

85 
Skalną wyszedłszy jamą, na wiszarze

Usadowił mię, na krawędzi skały,
Poczem mi przełaz niezwykły ukaże.

88 
Podniósłem głowę, osłupiałem cały:

Miast Lucypera twarzy nagle-m zoczył
Nogi potworu[530], jak w górę sterczały.

91 
Czym się naówczas zaląkł i zamroczył,

Niech tłum pomyśli ciemny, co jest zgoła
Nieświadom, jaki-m punkt ziemi przekroczył.

94 
»Powstań na nogi!« Mistrz do mnie zawoła,

»Droga daleka i zła; do spełnienia
Słońce przebiegło już część szóstą koła«.[531]


97 
Nie w pałacowe zaiste podsienia,

Lecz w naturalną weszliśmy jaskinię
O chropowatem dnie i pełną cienia.

100 
»Nim mi piekielna otchłań z oczu zginie«,

Rzekłem do Mistrza, dźwignąwszy się z głazu,
»Pozwól, że kilka zapytań uczynię:

103 
Gdzie się staw lodu podział? Śród przełazu

Przecz On na wywrót sterczy? I jak z mroku
Słońce ku zorzy przebiegło odrazu?«

106 
»Sądzisz, że jesteś na centralnym szlaku

Z tej strony osi, gdziem się do pieczary
Spuszczał po ziemię wiercącym robaku.

109 
Byłeś tam, pókiś twarz widział poczwary;

Gdym się obrócił, przekroczyłeś ziarno
Ziemi, gdzie wszystkie ściągają ciężary

112 
I wszedłeś w sferę naprzeciw-polarną,

Odwrotną owej, co lądy obleka,
Których środkowy szczyt widział ofiarną

115 
Śmierć poczętego bez winy Człowieka[532];

Stopy twe stoją na małej półsferze,
Której odwrotnem licem jest Giudecca.

118 
Tutaj jest ranek, gdy tam podwieczerze;

Ow, czyje kudły schodami nam były,
Sterczy tam ciągle w tej, co dawniej mierze.

121 
Z nieba odrazu spadł do swej mogiły;

Lądy leżące tutaj w onej porze
Ze strachu przed nim w fale się pokryły.

124 
Na naszą sferę wypchnęło je morze;

Umknął się bodaj ląd i po tej stronie,
Pod sobą próżne zostawiając łoże.


127 
Czeluść ta w ziemskiem wydrążona łonie

Ciągnie się, jak grób Belzebuba długi,
Oczom niewidna, a jedno po tonie

130 
Rozpoznawana bulgocącej strugi,

Która przepływa skalnem wydrążeniem
Lekko skłonionem na piekielne smugi«.

133 
Owem mię skrytem Wódz powiódł podsieniem

I szliśmy, by wnet wyjrzeć na lazury.
Idziem i w drodze wcale się nie lenim.

136 
Wciąż wyżej: pierwszy on, ja za nim wtóry,

Aż obaczyłem niebios światła cudne
Przez krągły otwór migocące z góry.

139 
Tędyśmy na świat wyszli, witać gwiazdy...[533]







II.
CZYŚCIEC
PIEŚŃ I.[534]

Ku łagodniejszej fali wzdyma płótno

Łódź mego ducha i na cichsze morze
Wpływa, za sobą mając toń okrutną.

A ja o wtórem z królestw śpiew ułożę,

Gdzie się duch ludzki z grzesznej myje pleśni,
Gotując stanąć na niebieskim dworze.

Lecz tutaj martwa poezyjo[535] wskrześnij!

Słudze waszemu dodajcie natchnienia
Wy, Muzy święte! Kalliope[536], wstań w pieśni,

10 
Posil ją echem potężnego brzmienia,

Co to sroczemi ukarało pióry[537]
Nędznych śpiewaczek niepokorne pienia. —

13 
Wschodnim szafirom[538] podobne lazury,

Co się zebrały jak gdyby powłoka
Sfery miesięcznej[539] na niebie bez chmury,

16 
Radość mym myślom wróciły z wysoka,

Ledwie Mistrz z martwych stref mię wyprowadzi,
Ciężkich dla piersi i smutnych dla oka.


19 
Piękny płaneta, co na miłość radzi[540],

Całą wschodową rozpogadzał ścianę,
Blask zwyciężając swoich Ryb czeladzi[541].

22 
Zwrócę się w prawo i okiem przystanę

U podbieguna: gwiazd tam ujrzę czworo[542]
Po pierwszych ludziach późniejszym nieznane.

25 
Niebiosa od nich — zda się — jasność biorą:

O ty północny widnokręgu wdowi,
Któremu nigdy te światła nie gorą!...

28 
Potem wzrok zdejmę z niebieskich wezgłowi

I patrzę w stronę, kędy Niedźwiedzica
Zaszła, już memu niewidna wzrokowi.

31 
Samotny starzec tam stał[543]; jego lica

Dostojną były kraszone zasługą;
Cześć dlań poczułem, jak syn dla rodzica.

34 
Brodę sędziwą miał i bardzo długą,

Tej samej barwy co włosów pierścienie,
Która spływała w dół podwójną smugą.

37 
Owego czworga gwiazd święte promienie

W twarz blaskiem takiej biły mu urody,
Że jaśniał niby słoneczne zjawienie.

40 
»Kto wy jesteście, co ślepej skroś wody[544]

Przed niespożytą uszliście męczarnią?«
Rzekł, wiejąc pierzem swej czcigodnej brody.

43 
»Kto wyprowadził was? kto był latarnią

Rozchylającą bezdenne pomroki,
Któremi piekieł doliny się czarnią?

46 
Czy to otchłanne skruszono wyroki,

Lub z Nieba wolność potępieńcom dano
Na moich pieczar wdzierać się opoki?«


49 
Tedy Wódz żywo ujął mą poddaną

Dłoń, zaczem mową i ręką i ruchy
Brew mi ukorzył moję i kolano.

52 
»Nie z mej go chęci wiodę między duchy;

»Niebieska Pani«, Wirgiljusz odpowie,
»Zszedłszy, kazała dodać mu otuchy.

55 
Lecz skoro pragniesz poznać szczegółowie

Kto my zacz i skąd przychodzim w tej porze,
Nie lza, jeno ci posłusznie wysłowię:

58 
Ostatnie jemu nie zagasły zorze,

Ale z płochości kresu niedaleki
Prawie już wchodził na życia rozdroże.

61 
Przeto podparłem chód jego kaleki,

A żadna droga w te nie wiodła kraje,
Prócz onej jednej, przez ogniste steki.

64 
Już potępieńcze przebrnęliśmy zgraje,

Zaczem mu duchów innych ćmę ukażę,
Która pod twoją zwierzchnością się kaje.

67 
Jak go tu wiodłem, prędko nie wyrażę;

Z wysokich dziedzin schodzi na mnie władza
Czyniąca, że z nim do ciebie się ważę.

70 
Mile go przyjmij, boć go tu sprowadza

Wolności żądza; jak się drogo ceni,
Wie ten, co za nią krew oddać się zgadza

73 
I z dobrowolną śmiercią się nie leni,

W Utyce ziemskie rzucając zewłoki,
Które dzień wielki[545] znowu rozpromieni.

76 
Nie starte dla nas odwieczne wyroki:

On jeszcze żyje, mnie Minos nie zmaga;
Przebywam w kręgu Marcji jasnookiej[546],


79 
Co spojrzeniami — zda się — ciebie błaga,

Byś ją przygarnął na swe święte łono.
Niechże cię skłoni tych oczu powaga

82 
Puścić nas w górę siedemkroć toczoną[547];

Pochwał na ciebie odniosę jej siła,
Jeśli pozwolisz, że cię tam wspomioną«.

85 
»Marcja[548] mym oczom tak bywała miła«,

Rzekł, »póki ziemskie dzierżyło mię pęto,
Że wszelkich życzeń zawsze dostąpiła.

88 
Lecz dziś, gdy mieszka za rzeką przeklętą,

Jej prośby wagę tracą[549] skutkiem prawa
Działającego, odkąd nas rozjęto.

91 
Skoro mu z niebios Pani tak łaskawa,

Jako powiadasz, prośba tu nie k’rzeczy;
Dość mi, że przez cię taki rozkaz dawa.

94 
Idź przeto, a on niech się ubezpieczy

Paskiem z sitowia[550]; wodą zmyj mu lice,
Niechaj zeń spłynie wszystek kurz człowieczy.

97 
Nie lza, by w jego zamglone źrenice

Patrzali święci tych dziedzin stróżowie,
Którzy przedrajskie obchodzą granice.

100 
Tam, gdzie najniższe miejsce na ostrowie,

Gdzie brzeg wysepki ciągłe fale piorą,
W miękkim namule wyrasta sitowie.

103 
Roślina liściem obrosła i korą

Nie zdoła w grunt ów zapuścić korzeni,
Bo ją bijące fale wnet rozbiorą[551].

106 
Po innej ścieżce wyjdziecie z zieleni

I poszukacie lżejszej w górę drogi,
Wciąż idąc torem słonecznych promieni«[552].


109 
To rzekłszy, zniknął, a jam wstał na nogi,

Bezmownie wodza czepiając się boku
I oczy wznosząc doń, pielgrzym ubogi.

112 
»Synu«, tak zaczął, »pilnuj mego kroku:

Zejdźmy z powrotem, kędy do podnóża
Równina spływa po pagórnym stoku«.

115 
Szare mgły ranne zwyciężała zorza,

Pędząc przed sobą, zaczem już zdaleka
Rozpoznawałem migotanie morza.

118 
Szliśmy po puszczy, podobni do człeka,

Co nim ślad znajdzie ścieżki obłąkanej,
Rozumie ciągle, że go próżno czeka.

121 
Gdyśmy przybyli, gdzie szron rosy ranej

Ze słońcem walczy, ale się nie trwoni,
W cieniu na czerstwym gruncie uchowany,

124 
Mistrz mój łagodnie ku ziemi się skłoni

I rąk swych muszle zwilży na murawie.
Ja wiedząc, czego z lubych czekać dłoni,

127 
Spłakane jemu jagody podstawię:

Więc twarz mi obmył[553] i barwy pierwotne
Wrócił, przyćmione w piekielnej kurzawie.

130 
Stąd na wybrzeże wyszliśmy samotne,

Którego wody nie zaznały wiosła
Zdolnego szlaki odnaleźć powrotne.

133 
Tu trzcinę, która za falą się niosła,

Jak starzec życzył, wiązał mi na ciele:
O cudo! gdzie szczknął, trawa wraz odrosła,

136 
Nie uszczuplało się poddane ziele[554].






PIEŚŃ II.

Wstawało słońce i niosło się mimo[555]

Skraj widnokręgu, który południka
Swego szczyt wieszał nad Jerozolimą.

A noc, co w kole odwrotnem pomyka,

Szła z wód Gangesu[556], dzierżąc Wagi w ręce[557],
Co rwą się, kiedy Nocorówni tyka.

Więc lic zorzanych białość i rumieńce

Przez słońca blizkość, w miejscu skąd patrzałem,
Ten miały pozór co zblakłe czerwieńce.

10 
Staliśmy ciągle nad fal morskich wałem,

Jako podróżni[558] do drogi gotowi,
Myślą spieszący, a żmudzący ciałem.

13 
Wtem jak o świcie, gdy się ma ku dniowi,

Mars się w oparach czerwonością krwawi[559],
Morze zachodnie mając u wezgłowi,

16 
Tak mi się zjawił, — bodaj jeszcze zjawi

Blask, co po wodnej ścieżce w szybkim gonie
Leciał, jak żaden lot, ziemskich żórawi.

19 
A ledwo, że się ku Wodzowi skłonię,

By spytać co to, już on na topieli
Rośnie i coraz ogromniejszy płonie.

22 
Wtem po dwu bokach zjawienia wystrzeli

Jakowaś białość, a dołem dokoła
Drugi się jakiś płat śnieżny zabieli.

25 
Mistrz jeszcze słowa nie wymówił zgoła,

Gdy błysła skrzydeł para białopiana,
Aż wtem żeglarza pozna i zawoła[560]:


28 
»Prędzej, o prędzej, padaj na kolana!

Anioł to Boży: złóż ręce, skłoń lice,
Wnet ujrzysz więcej takich rabów Pana.

31 
Patrz, jak on sztuki ludzkie ma za nice:

O żaglach nie dba, ani dba o sterze,
Na skrzydłach mierząc tak wielkie granice.

34 
Patrz jak powietrze niemi pod się bierze,

Parą wieczystych żagli strzygąc z góry,
Co nie padają jak to ziemskie pierze«.

37 
Potem, gdy bliżej ptak z boskiemi pióry

Podleciał, takim pożarem zapłonął,
Że znieść nie mogąc, mój ziemskiej natury

40 
Wzrok szukał ziemi; on zaś dalej wionął

Do brzegu czółnem tak lekkiem, że w wodzie
Nawet rąbeczek jego dna nie tonął.

43 
Sternik na tyłach stał, w takiej urodzie,

Że mi wyglądał jak osoba święta;
Więcej sta duchów siadło w głębi łodzie.

46 
»Egipskie Izrael kiedy rzucał pęta«[561]...

I to co dalej stoi w księdze, społem
Śpiewały zgodnie duchy niebożęta.

49 
Anioł krzyż kreślił, więc padają czołem

i na wybrzeżnym piasku się pokładą,
A on jak przybył, tak i pierzchł sokołem.

52 
I przyglądają się górskim posadom

Na tej nieznanej rzucone krawędzi,
Jak człowiek lądu nowego nieświadom.

55 
Już Koziorożca z pośród niebios pędzi[562]

Słońce i bełty ognistymi praży,
Śląc swoje żary każdej świata piędzi,


58 
Gdy obca rzesza k’nam obróci twarzy:

»Pokażcie w górę drogę, jeśli znacie«,
Powiada do nas. Więc takiem ją darzy

61 
Mistrz dobry słowem: »Zapewne mniemacie,

Żeśmy świadomi drogi w tej krainie:
W pątniczej idziem, jako i wy, szacie.

64 
Chwilką przed wami przez takie pustynie

Szliśmy i takich urwisk zawieruchy,
Że wyjście w górę fraszką będzie ninie«.

67 
A wtem zaledwie spostrzegły się duchy

Po mem oddechu[563], iżem człowiek żywy,
Stanęły; podziw opętał im ruchy.

70 
Wraz jak do posła, co z różdżką oliwy[564]

Przybył, tłum spieszy i coraz to większy
Kupi się, ciśnie, staje, nowin chciwy,

73 
Ów orszak chwilką tylko się ulększy,

Podbiegł i stanął; oczyma mię mierzy,
Zapominając iść, gdzie duch się piększy.

76 
Wtem jedna postać zerwie się i bieży

Z giestem tak lubym przed rzesze podróżne,
Iż czułem, że jej odpłacić należy.

79 
O mary, oczom tylko od mar różne!

Trzykroć się na niej ręce me wiązały[565],
Trzykroś do piersi mych opadły próżne.

82 
Snać się me lica dziwem malowały,

Gdyż duch uśmiechnął się i cofnął wsteczą,
A jam się rwał biec, wychylony cały.

85 
Rzekł słodko: »Nie sil się nad próżną rzeczą!«

Tedy poznawszy, usta doń obrócę,
Prosząc, by ze mną pogadał człowieczo.


88 
»Jeślim cię kochał, w doczesnej zewłoce

Bywszy, dziś niemniej kocham, toż pogwarzę;
Lecz jakie ciebie pchnęły tutaj moce?«

91 
»O mój Casella![566] ja tu iść się ważę,

Bym mógł powrócić znowu w te dzierżawy;
Ale kto tobie zwłokę cierpieć każe?«

94 
On na to: »Nikt mi nie wzbraniał przeprawy,

Jedno, kto bierze kogo chce, do łodzi:
Ten na mnie dotąd bywał niełaskawy.

97 
Snać z wolą bożą anioł swoję godzi...

Od trzech miesięcy[567] jednak niewątpliwie,
Na pokład jego każdy wolno wchodzi.

100 
Toż gdym nad morza brzegiem czekał chciwie,

Gdzie Tybru rzeka[568] swoje nurty soli,
Zostałem odeń przyjęty życzliwie.

103 
Teraz odleciał nową odbyć kolej

Do portu, kędy oczekują roje
Duchów, piekielnej niezdanych niewoli«.

106 
»Pieśniarzu«, rzekłem, »jeśli tutaj twoje

Odczłowieczenie więzów nie nakłada
Na śpiew, co we mnie koił niepokoje,

109 
Ni na moc ową, co pamięcią włada,

Pociesz mą duszę, która obleczona
W cielesne szaty, z trudu już upada«,

112 
»Miłość śród myśli moich rozgwarzona«[569]...

Rozpoczął głosem tak słodkiego brzmienia,
Że echo jego dotąd mi nie kona.

115 
Ja, mistrz i duchy pełni upojenia

Tak chciwe jemu daliśmy posłuchy,
Że w nas pamięci nie zostało cienia.


118 
Jemu poddany, a na resztę głuchy

Stałem: tłum ze mną. A wtem starzec na nie
Zawoła; »Ejże! opieszałe duchy:

121 
Co to za żmuda? za leniwe stanie?

Bieżajcie z łuski osmuknąć źrenice,
Która wam Boże opóźnia poznanie!«

124 
Jak kiedy dziubiąc proso i pszenicę,

Pozbywszy dumy, co nią pióra stroszą,
Drobno stąpają ciche gołębice;

127 
Skoro się nagle jakim strachem spłoszą.

Naraz od smacznej odlecą wieczerzy,
Bo już ważniejszą w sobie troskę noszą;

130 
Tak, widzę, śpiewu zaprzestał ów świeży

Poczet i wszystek rozpierzchł się po stoku,
Jak człek co bieży, ni wie, dokąd bieży;

133 
A my też za nim, nie hamując kroku.





PIEŚŃ III.

Gdy tak po polu rozbiegła się rzesza

Tęsknem spojrzeniem w szczyty zapatrzona,
Dokąd rozumem duch wiedzion, pospiesza[570].

Ja się tuliłem do wiernego łona:

I jakże mógłbym sam jeden pozostać?
Któżby pod górę podparł me ramiona?

Lecz on miał człeka zgryzionego postać[571]:

O ty sumienie zacne, trwożne błędu,
Najlżejszą winą każące się chłostać!...


10 
Gdy stopy jego powolniły pędu,

Co wszystkim sprawom dostojeństwo kradnie,
Pragnienie moje z ciasnego oprzędu

13 
Skupionej myśli szerszy kręg owładnie;

Zaczem źrenice obracam na górę,
Co wyżej ziemskich niebios czoło kładnie.

16 
Słońce co z tyłu czerwonością gore,

Przedemnie rzuca złamane promienie,
Spotkawszy w mojej osobie zaporę.

19 
Myśląc, żem został sam, bo nie dwa cienie

Lecz tylko jeden kładł się plamą ciemną,
W bok przestraszone rzuciłem spojrzenie.

22 
A mój Cieszyciel: »Czemu drżysz daremno?«

Szepnął, postacią zwróciwszy się całą;
»Nie ufasz, żem tu? nie idziesz to ze mną?

25 
Podwieczerz schodzi[572], gdzie spoczywa ciało,

Co odeń dawniej padał cień ten samy;
Neapolowi Brindisi je dało.

28 
Że kształt mój ciemnej nie odrzuca plamy,

Nie dziw się bardziej, niż niebiosom, kędy
Nie kładzie promień promieniowi tamy[573].

31 
Niemniej ból cierpieć i mrozy i swędy

Ciałom, jak moje, każe Moc żywota,
Niewybadana ludzkimi obłędy.

34 
Darmo się człowiek w tej nadziei miota,

Że swym rozumem szlaki poodwija,
Którędy działa trój-jedna Istota.

37 
Rodzie człowieczy, dość tobie ad quia![574]

Gdyby wszechwiedzą ludzkość była mocna,
Przecz-by Synaczka rodziła Maryja?


40 
Znana ci mężów tęskność bezowocna,

W którychby mogła być uspokojona
Tą wiedzą, a tak przejmuje ich do cna.

43 
Arystotela myślę i Platona

I innych wielu«... Czoło schylił blade,
Zmilkł, a twarz jego była zasępiona.

46 
Wtem już pod góry przyszliśmy posadę.

Spojrzę, opoka takim pionem sterczy,
Że stopy po niej darmo piąć się rade.

49 
Najdziksza między Turbiją a Lerici[575]

Droga wyda się, że jak schody proście
Wstępuje wobec tej spadzistej perci.

52 
»I któż odgadnie, którędy tam dojście«,

Wykrzyknął Wódz mój, zatrzymując kroku,
»Gdy komu pierze u ramion nie roście?«

55 
A kiedy stał tak nachyliwszy wzroku

I badał drogę, ścieżki nieświadomy,
Mnie, którym patrzał po kamiennym stoku,

58 
Zjawił się w lewo od ścieżyny stromej

Czet duchów; spojrzę, prosto ku nam kroczy
Tak wolno, że się wydał nieruchomy.

61 
»Podnieś«, do Mistrza mówię, »podnieś oczy:

Oto się zbliża, skąd ci rada znidzie,
Skoroś nieświadom tych skalistych zboczy«.

64 
Spojrzał, nie barwił lic w fałszywym wstydzie,

Lecz rzekł: »Podejdźmy, zbyt kroczą pomału;
A ty miej, synu nadzieję na widzie«.

67 
Jeszcze dalekość onego oddziału

Liczyła milę rzymskiego mierzenia,
Czyli odległość procarskiego strzału,


70 
Kiedy się nagle skupił u kamienia

I sparł o góry wysoczystą ścianę,
Jak czekający ktoś, pełen wątpienia[576].

73 
»O błogokreśne duchy, o wybrane!

Przez uciszenie owo«, rzeki Wirgili,
Co od was wszystkich jest oczekiwane,

76 
Powiedzcie, gdzie tu stok góry się chyli?

Aby wyjść na szczyt, którą brać nam stronę?
Kto świadom celu, żal mu każdej chwili«.

79 
Jak owce schodzą przez koszary bronę

Po jednej, po dwie i po trzy; niezwinne.
Postawające, w ziemię zapatrzone;

82 
Co pierwsza czyni, za nią czynią inne;

Na grzbiet się kupią idącej na przodzie,
Nie wiedząc czemu, proste i niewinne,

85 
Tak szli duchowie w onej świętej trzodzie,

Postępujący śladem przewodnika,
W licach wstydliwi i przystojni w chodzie.

88 
Ledwie spostrzegli, że jasność promyka

Po prawej stronie mej cieniem się dzieli,
A cień złamany na krawędzi znika,

91 
Zawahali się i w tył się cofnęli,

A wszyscy inni, którzy szli za niemi,
Niewiedząc czemu, równie przystanęli.

94 
»Ciekawość waszę, o duchowie niemi,

Uprzedzę; człeka widzicie, nie marę;
Przez niego promień łamie się na ziemi.

97 
Nie dziwujcie się, ale dajcie wiarę,

Że z łaską bożą, co go prze i broni,
Przychodzi ściany te zwyciężyć stare«.


100 
Tak Mistrz. »Wracajcież przed nami ku toni«,

Mówiła do mnie ta zacna drużyna,
Znak dając grzbietem odwróconej dłoni.

103 
»Ktokolwiek jesteś«, jeden z nich poczyna,

»Idąc, odwróć się[577], spojrzyj w lice moje
I pomyśl dobrze, kogo-ć przypomina«.

106 
Więc spojrzę bystro, źrenicę nim poję:

Pański był w ruchach, piękny, z płowym włosem,
Lecz miał brew jedną przeciętą na dwoje.

109 
Toż mu pokornym odpowiadam głosem:

»Nie znam cię«. »Patrzaj«, rzekł pan jasnobrody
I pierś ukazał naznaczoną ciosem.

112 
»Wiedz«, dodał, krasząc uśmiechem jagody:

»Jam jest Konstancji wnuk, Manfred[578]. A tobie
Zlecam, gdy zejdziesz między ziemian grody,

115 
Spiesz donieść córze mej lubej, ozdobie

Sycylskiej ziemi, chwale Aragonu,
Żem jest tu, jeśli wątpi. W mej osobie

118 
Gdy dwa utkwiły ciosy[579], w chwili skonu,

Do tej, co grzechy przebacza człowiecze,
Łkaniem się wzniosłem, błagając pardonu.

121 
Zbyt ciężkie były me grzechy[580], nie przeczę;

Lecz łaska boża przestronna ogromnie,
Garnie, kto tylko do niej się uciecze.

124 
Gdyby Kosency pasterz[581], co go po mnie

Posłał był Klemens z łowczymi pachoły,
Pamiętał o tem, czego snać nie pomnie,

127 
Dziś bym leżące widział me popioły

U Benewentu, pod mostu głowicą,
W straży mogilnych głazów. Tak na gołej


130 
Ziemi deszcz myje i wiatry je sycą

Wzdłuż Verde rzeki, na obcym majdanie
Pod zagaszoną rzucone gromnicą[582].

133 
Lecz się nie mrozi klątwą Pra-kochanie[583]

Do tyla, aby wesprzeć mię nie miało,
Póki źdźbło bodaj nadziei ostanie.

136 
Prawda, że czyje w klątwie kona ciało,

Choć opamięta się w grzechu nareszcie,
Musi zostawać za czyścową skałą,

139 
Ile w uporze trwał, tyle — trzydzieście,

Chyba modłami waszemi skrócicie
Termin katuszy wy, co tam jesteście.

142 
Pomyśl, jak możesz wzmóc mię znakomicie,

Wieści zanosząc[584] mojej drogiej córze
O tym zakazie i mym tu pobycie.

145 
Tak potrzebujem was ziemian — my w górze«.





PIEŚŃ IV.

Gdy moc rozkoszy albo moc boleści

Jednę z władz naszej istoty pochłonie,
Duch nasz w niej jednej tak się cały streści,

Że innej władzy nie da postać w łonie:

Przeciw błędowi to wiedz, co orzeka,
Że w nas nad jedną druga dusza płonie[585].

Gdy się więc na co skłoni zmysł człowieka,

To duszę w takie zapatrzenie wtrąca,
Iż nie spostrzega jak jej czas ucieka.


10 
Bo insza jest w niej moc spostrzegająca,

A insza, która źródłem jest pojęciu:
Tamta spętana, ta wolno chodząca. —

13 
Tegom ja doznał w mojem duchowzięciu:

Gdym zmysły topił w urodnej istocie,
Słońce dobiegło stopni pięćdziesięciu[586],

16 
A myśmy zaszli, gdzie w głosów jednocie

Wołała do nas owa święta trzoda:
»Tutaj odpowiedź jest waszej tęsknocie«.

19 
Szersze częstokroć wrotka od ogroda

Rosochatymi cierniami przepina
Kmieć w porze, kiedy dojrzewa jagoda,

22 
Niżeli była ta ciasna szczelina[587],

Którędy z Wodzem wszedłem samowtóry,
Skoro nas duchów odeszła drużyna.

25 
Wejść na Sanleo, zejść z nolijskiej góry

I Bismantowy[588] można dojść grzebienia:
Lecz tu potrzeba chyba lecieć pióry,

28 
Chcę rzec: na skrzydłach pożądnych pragnienia

I być wiedziony takim drogoskazem,
Co krzepi mocy i rozprasza cienia.

31 
Szliśmy więc naskróś rozłupanym głazem

Tak, że nam z obu stron uciskał boki:
Rak i nóg było trzeba użyć razem.

34 
Gdyśmy wpełznęli na krawędź opoki

I na odkrytą natrafili ścianę,
»Gdzież teraz«, pytam, »obrócimy kroki?«

37 
»W górę wprost pnij się przez bramy złupane;

Krok od mych śladów niech się nie odrywa,
Aż przewodnika biegłego dostanę«.


40 
Szczytu źrenica nie dobiegła żywa

I stromszy[589] był stok tej kamiennej bryły,
Niż na promieniu kwadrantu cięciwa.

43 
Zgnębiony byłem, mówiąc: »Ojcze miły!

Obróć się ku mnie i spójrz, jak się nużę;
Stań, lub do reszty opuszczą mię siły«.

46 
»Synu mój!« odparł, »podźwignij się druże!«

I ukazywał kamień w kształcie proga,
Skąd ścieżka wężem wiła się po górze.

49 
Tak dzielna była jego słów ostroga,

Żem lazł na raczkach w górę pracowicie,
Aż na tę krętą perć trafiła noga.

52 
Tameśmy oba siedli na granicie

Twarzą zwróceni na wschód, bo przyjemnie
Poglądać człeku na trudów przebycie.

55 
Naprzód spojrzałem na doliny ciemnie,

Potem w wóz słońca; dziwno mi się zdało,
Że z lewej strony blask uderzał we mnie[590].

58 
Kiedy Wódz ujrzał twarz mą osłupiałą

I wzrok snujący się po słońca szlaku,
Co między nami, a północą stało,

61 
Rzekł: »Gdyby Kastor i Polluks w orszaku

Znajdowali się onego Zwierciadła,
Co w dwu półsferach chodzi po Zodjaku,

64 
Bliżej-by jeszcze Niedźwiedzicy kładła

Wstęga Zwierzyńca płomienną obrożę,
Chyba-by ze swej kolei wypadła[591].

67 
Chcesz-li zrozumieć, jak to dziać się może,

Wyobraź sobie ów Sion padolny
Wyszykowany ku niniejszej górze


70 
Tak, że horyzont posiadają wspólny

W różnych półsferach; więc tor, gdzie swe konie
Źle poprowadził Faëton swawolny

73 
W jednym kierunku bieży po tej stronie,

A zaś, (rachubą już rozwiążesz własną),
W odwrotnym po tej, co ma szczyt w Sionie«[592].

76 
»Zaiste«, rzekłem, »nigdy-m ja tak jasno

Nie widział, ni tak w pewność był bogatym
Tam, gdziem już mniemał, że mi oczy gasną.

79 
Sródkole kręgu najwyższego zatem,

Które mędrcowie równikiem nazwali,
Iż między zimą toczy się a latem,

82 
Tu ku północy wybiega nie dalej,

Niż tam u Żydów na drugiej półsferze
Ku południowi, co się wiecznie pali.

85 
A teraz proszę, byś mi wyznał szczerze:

Daleko-ż tak iść? Stok, co nas prowadzi,
Strzela wysoko, że okiem nie zmierzę«.

88 
A on: »Tę górę takie prawo ładzi,

Że zrazu przykro po jej wysoczyźnie,
Ale im wyżej, tem się idzie gładziej[593].

91 
Kiedy wybiegniesz w takie sfery wyżnie,

Iż czuć przestaniesz, że cię droga nuży
I będziesz jak łódź, co się z prądem śliźnie,

94 
Natenczas koniec ujrzysz swej podróży;

Tam odpoczynek znajdą twoje trudy:
A to wiedz pewnie i nie pytaj dłużej«.

97 
Taką zachętą pokrzepił mej nudy,

A wtem głos jakiś tuż blizko zawoła:
»Może ci będzie trzeba usieść wprzódy!«


100 
Na dźwięk tej mowy zwracaliśmy czoła

I w lewo biegli oczyma do skały,
Cośmy jej przedtem nie spostrzegli zgoła.

103 
Podejdziem bliżej. Osoby tam stały[594]

W cień zasunięte, co padał od ściany,
Jako zwykł stawać człowiek opieszały.

106 
Jeden duch jakby trudem pokonany

U kolan wiązał swoich ramion sploty,
A lica ukrył pomiędzy kolany.

109 
Więc ja do Mistrza: »O panie mój złoty,

Spojrzyj na tego, co siedzi w nieruchu,
Jakby był bratem rodnym bezochoty«.

112 
Ocknął się, głos nasz przyjąwszy do słuchu

I siedząc, okiem z podełba w nas godził,
Poczem rzekł: »Idź sam, gdyś dzielny, mój zuchu![595]«

115 
Poznałem wtedy, kto był; ni przeszkodził

Dech przyspieszony z ciężkiego zmęczenia,
Żem zatem zwolna ku niemu podchodził.

118 
A kiedym podszedł, głowę od niechcenia

Podniósł i mruknął: »Widziałeś słoneczny
Wóz podchodzący z lewego ramienia?«

121 
Te skąpe słowa i ten giest stateczny

Chwyciwszy, usta rozwarłem w uśmiechu.
»Belacqua!« rzekłem, »jużeś ty bezpieczny!

124 
Lecz czemu siedzisz tu w takim nieśpiechu?

Czy przewodnika czekasz? czyli może
Znów jesteś w dawnym zanurzony grzechu?«

127 
»Bracie, i cóż mi w górę iść pomoże,

Gdy zacząć nie da czyścowej katusze
Ptak[596], co u bramy pełni straży boże?


130 
Tylekroć słońca obrót widzieć muszę

Po za tą furtą, ilem żył na świecie,
Żem się ociągał w szczerej westchnąć skrusze.

133 
Chyba, że tam mię modlitwą wesprzecie,

Jeśli z serc w łasce żyjących wynika,
Bo inna w niebie nic nie waży przecie«.

136 
Wódz już odchodził. »Pospiesz! południka«,

Mówił, »już sięga słońce[597] krążąc w toku,
A Noc po skraju morza idąc, tyka

139 
Czarną swą stopą wybrzeży Maroku«.





PIEŚŃ V.

Już zostawiwszy za sobą gromadę

Mar, w tropy Mistrza parłem się skwapliwie,
Gdy prężąc palec, jedno widmo blade

»Patrzcie«, krzyknęło, »i niech was zadziwię:

Owy kroczący niżej chłonie ciałem
Słońce i stąpa jak człowiek, co żywie«.

Na dźwięk tej mowy lica obracałem.

Spojrzę, tłum duchów ciekawie mię bada,
Zdziwiony owym światła niedopałem.

10 
»Czem-że uwagę zaprzątasz?« powiada

Mistrz, »i dlaczego kroczysz opieszalej?
Cóż cię obchodzi, co się tutaj gada!

13 
Żwawo pójdź za mną; ci niech szepcą dalej;

Mocny jak wieża bądź, co się nie zegnie,
Chociaż się wicher na jej szczyty wali.


16 
Człowiek, co chęcią przeciw chęci zbiegnie,

Odwłóczy metę, wróg własnej uciesze,
Bowiem osłabia moc w zamiarów ściegnie«.

19 
Cóż mogłem na to rzec? jeno: »Już spieszę!«

Na twarz zwołując wstydu barwy szczere,
Który nam czasem przebaczenie krzesze.

22 
Na skos przez ową zaziemską kwaterę

Zbliżał się duchów poczet w naszą stronę
I wiersz po wierszu nucił: Miserere!

25 
Kiedy się spostrzegł, że nieprzeniknione

Słońcem ciemniały me ziemskie osnowy,
Usta rozchylił w O długie, tłumione.

28 
A dwaj jak gońce, gdy przed huf bojowy

Wybiegną, k’nam się przybliżyli cwałem,
Wołając: »Prosim was, powiedzcie, kto wy?«

31 
Na to odpowiedź Mistrza usłyszałem:

»Wracajcie! swoim donieść to możecie,
Że ciało jego jest prawdziwem ciałem.

34 
Jeśli cień jego wstrzymał ich na mecie,

Ta wieść im winna być wystarczająca;
Uszanujcie go, on wam odda w świecie«.

37 
Nigdy tak szybko gwiazda spadająca

Pierwszych ciemności nocnych nie przepada,
Ni chmur sierpniowych na ubytku słońca[598],

40 
Jak ci wracali, gdzie widem gromada

Stała i nowym zaś ku nam zawodem
Współbiegli nakształt bezuzdnego stada.

43 
»Licznym tu będziesz nawiedzon narodem«,

Rzekł Wódz, »z prośbami do nas dążą, wnoszę;
Nie stawaj, a prośb słuchaj mimochodem«.


46 
»O duszo, która idziesz na rozkosze

W powłoce, co się jeszcze życiem cieszy«,
Wołali biegnąc, »zatrzymaj się proszę!

49 
Może rozpoznasz kogo z naszej rzeszy,

Byś o nim głosił, wróciwszy z powrotem.
Czemu nie staniesz? czemu ci się spieszy?

52 
Rozłączyła nas nagła śmierć[599] z żywotem;

Do przedostatnich chwil my w grzechu trwali;
W ostatnich łaski ugodzeni grotem,

55 
Win żałujący, skruszeni i biali

Z ciał swych my wyszli, sprzymierzeńcy Pana,
Co nas widoku swego żądzą pali«.

58 
»Patrzę, nie widzę, by mi była znana

Twarz aby jedna, lecz co wiedzieć płuży,
Pytaj, odpowiem, gromadko wybrana,

61 
W imię pokoju, co mię w mej podróży

Z świata do świata szczytnym celem nęci
I wodzi torem takiej zacnej stróży«.

64 
Tak rzekłem, a on: »Nie trzeba pieczęci

Przysiąg; wierzymy, iż chętna twa wola,
Byleby niemoc nie zwichnęła chęci.

67 
Ja pierwszy proszę: Jeśli kiedy pola

Obaczysz moje i ziemskie dziedziny
Między Romanią a krajem Karola[600],

70 
Nie poskąp ty mi litośnej daniny;

Niech się modłami za mną wstawią w Fano,
Bym mógł odkupić rychlej swoje winy.

73 
Stamtąd ród wiodę; cios, pod którym raną

Wyszła krew, gdziem ja — duch sprawował życie;
W Antenorydów kraju mi zadano,


76 
Kędym biegł znaleźć bezpieczne ukrycie.

Este mię zgubił, co zawzięciej godził,
Niżeli słuszna, na moje zabicie.

79 
A gdybym nie był ku Mirze[601] pobrodził,

Gdy mię dopadły zbiry pod Oriaco,
Jeszcze bym dzisiaj pośród żywych chodził.

82 
Zbiegłem ku bagnu, lecz w szuwar i młako

Ugrzązłszy, padłem i mej krwi kałuże
Widziałem sprawą wytoczone taką«.

85 
Zaś inny mówił: »Niechże cię ku górze

Niosą tęsknoty ku błogosławionym,
A ja niech litość i pomoc wysłużę.

88 
Buonconta[602] widzisz; Montfeltru baronem

Byłem; nie dbają o mnie moi doma,
Więc tutaj chodzę z czołem powstydzonem«.

91 
»Jakiż przypadek«, pytam, »lub kryjoma

Moc tak wywlekła twój trup z Campaldinu,
Że nam mogiła twoja niewiadoma?«

94 
Na to cień odrzekł: »U stóp Cassentinu

Przepływa rzeczka nazwiskiem Archiano:
Ta nad Pustelnią[603] tryska z Appeninu.

97 
Tam, kędy gubi swe pierwotne miano,

Przybiegłem cięty przeokropnie w szyję;
Pieszo-m biegł, ślady krwawą znacząc raną.

100 
Tam wzrok mi zagasł; z imieniem Maryje

Na ustach padłem i w niekrytym grobie
Poległo ciało moje, dziś niczyje.

103 
Wróciwszy, prawdę o mej głoś osobie:

Anioł mię boży brał, lecz duch piekielny
Wołał: — Oddaj go niebieski parobie![604]


106 
Unosisz jego szczątek nieśmiertelny

Za jednę łezkę[605]; ta mi go wydziera!
Ja drugiej cząstce pogrzeb sprawię celny. —

109 
Wiadomo-ć, jak to w powietrzu się zbiera

Para wilgotna i zmienia się w wodę,
Skoro kropelki swe chłodem pozwiera.

112 
Czart[606], co złą wolę z rozumem na szkodę

Łączy człowieka, mocą swej natury
Wzbudził mgłę, wiatrem zaburzył przyrodę.

115 
Potem dolinę, gdy dzień zgasł u góry,

Od Pratomagno[607] aż do gór łańcucha
Tumanem pokrył, pozaciągał chmury:

118 
Deszczem brzemienna spadła zawierucha;

Woda przelana za łożysk krawędzie
Zatopem rośnie i w kotliny bucha.

121 
Gdy jej posiłku z wielkich strug przybędzie,

W królewskiej rzeki[608] ponosi mię tonie;
Nic jej w szalonym nie powstrzyma pędzie.

124 
Skrzepło me ciało w podarneńskiej stronie

Archian nadybał i w Arno je wtoczył;
Krzyż mi rozwiązał, który z rąk na łonie

127 
Złożyłem w chwili, gdy mię ból zamroczył;

Po dnie i brzegach kości tłukł w szkielecie,
Nakoniec mułem osnuł i zpowłóczył«.

130 
»Ach, gdy wróciwszy, znajdziesz się na świecie,

Gdy żagl wędrówki twojej się pozwija«,
Mówiło do mnie teraz widmo trzecie,

133 
»O mnie pamiętaj, proszę: jestem Pia[609].

Siena mię rodzi, Maremna zgubiła;
Jakim sposobem, — wie ten dobrze, czyja

136 
Obrączka wdowę ślubem zniewoliła«






PIEŚŃ VI.

Kiedy zakończy grę kosterów grono,

Pobity jeszcze nie wstając od stoła
Próbuje rzutów z twarzą nachmurzoną.

Zwycięzcę gawiedź prowadzi wesoła:

Ten bieży naprzód, a ten z tyłu goni,
Ten mu zabiega z boku, a ten z czoła.

On idąc, temu i temu się skłoni;

Da na odczepne, gdy kto zbyt naciska
I tak od ciżby natrętnej się broni[610].

10 
Tak szedłem, a tłum następował z blizka;

Tu przyrzekając, tam skłaniając głowy.
Umykałem się z pośród zbiegowiska.

13 
Oto Aretyn[611], ten co mu z surowej

Ręki śmierć zadał Ghin Tacco zuchwały;
Inny utonął[612] idący na łowy.

16 
Tam ręce w górę wzniósł, błagalny cały,

Frydryk Novello[613]; Pizańczyk z nim czwarty,
Który przyczynił Marzukowi chwały.

19 
Widziałem Orsę[614]; przy nim duch wydarty

Ciału, jak świadczył sam, z cudzej potwarzy,
Nie z własnej winy pokarania wartej.

22 
Piotr de la Brosse[615] to był; a niechże zważy

Brabantka, póki ziemski byt ją cieszy,
Aby nie zaszła między brzydsze twarzy.

25 
Gdym z owej duchów otrząsnął się rzeszy,

Co dba tak wielce o modlitwę ludzi,
W nadziei, że im zbawienia przyspieszy,


28 
»O Światło moje«, rzekłem, »czyż mię łudzi

Słowo twej pieśni, mówiąc: Przeznaczenie
Cofnąć modłami[616] — próżno człek się trudzi.

31 
A o to właśnie nawołują cienie;

Czyżby ich prośba miała być jałowa.
Lub mi niejasne tamtych słów znaczenie?«

34 
Więc Mistrz tak do mnie: »Jasna moja mowa,

Ni tych proszących nadzieja omyli,
Jeśli roztropnie wyłożysz me słowa.

37 
Sprawiedliwości szczyt się nie nachyli,

Że czego oni oczekują w kaźni,
Płomień miłości zmyje w jednej chwili.

40 
Gdziem o tych rzeczach rozprawiał wyraźniej,

Tej mieć nie mogła modlitwa krzepkości,
Gdyż módlca działał, z Bogiem w nieprzyjaźni.

43 
Dziś nie rozstrzygaj[617] ważnej wątpliwości,

Aż przyjdzie pani, co ci światłem progi
Między rozumem a prawdą wymości.

46 
O Beatryczy mówię; pośród drogi

Ku wierzchołkowi zaznasz jej widoku:
Tam żywot wiedzie radosny i błogi«.

49 
»Wodzu mój!« rzekłem, «przyspieszajmy-ż kroku;

Już utrudzenia, jak wprzód, nie doznaję,
A coraz dalej pada cień[618] od stoku«.

52 
»Pójdziemy«, odrzekł, »póki słońca staje

I póki ścieżek noc nam nie zacieni,
Choć podróż dłuższa, niż ci się wydaje.

55 
Nim szczytu dojdziesz, jeszcze się zrumieni

Niebo od słońca[619], które tak się chyli,
Że już na tobie nie łamie promieni.


58 
Samotną duszę spostrzegam w tej chwili,

Wyglądającą, jakby nas czekała:
Jej nas przewództwo pewno nie omyli«.

61 
Podejdziem. Jakże dumna i wspaniała

Stałaś, z lombardzkiej ziemi maro blada,
W toczeniu źrenic taka opieszała!

64 
Do przechodzących słowem nie zagada,

Puszczając mimo; tylko okiem śledzi
I patrzy nakształt lwa, co się pokłada[620].

67 
Mistrz przystąpiwszy, słowa me wyprzedzi,

Prosząc, by drogę wskazała nieznaną.
Mara nie raczy dać wprost odpowiedzi,

70 
Ale o kraj nasz zapyta i miano.

Więc Wódz mój: »Mantua«, zaczął. Na dźwięk ony,
Duch jakby nagle w połu go złamano,

73 
Rzucił się, cały ku nam wychylony:

»Jam Sordel! Mantua wspólna nam rodzica!«[621]
I objął jeden drugiego ramiony.

76 
Biedna Italia, bólu gościnnica,

Śród wielkiej burzy bez sternika nawa;
O, już nie pani ludów, — nierządnica!

79 
Uczcić rodaka, patrz, jak biegła żwawa

Na same ziemi rodzinnej odgłosy
Pełne słodyczy, jedna dusza prawa!

82 
A twoi żywi wzajemnymi ciosy

Gubią się i żrą nieustannym bojem
W obrębie muru jednego i fosy!

85 
Spojrzyj nieszczęsna po wybrzeżu twojem

I murach; potem spojrzyj na swe łono:
Jest-że kąt, coby cieszył się pokojem?


88 
Cóż, że ci uzdę krótko przykrojoną

Włożył Justynian[622], gdy łęk siodła pusty:
Bez tego[623] mniejbyś była powstydzoną!

91 
Ludu[624], coś winien czcić boże dopusty:

Było-ć utrzymać na siodle cesarza,
Pomnisz-li, co rzekł Bóg Chrystusa usty[625].

94 
Patrz, jak się krnąbrna stała bestja wraża,

Odkąd ująłeś ręką za jej wodze,
Ale jej w lędźwie nikt kolca nie wraża.

97 
Albercie Niemcze[626], teraz mści się srodze,

Żeś o niekarnym zapomniał biegunie
I boku jego nie poddał ostrodze.

100 
Sąd sprawiedliwy[627] z gwiazd niech rychło runie

Na krew twą; kary nowość niech zasłynie:
Budź twych dziedziców grozę, leżąc w trunie.

103 
Twojej i ojca przypisać to winie[628]

U siebie władzy chciwym, że niestety,
Ogrodziec państwa zamienion w pustynię.

106 
Patrz na Monteki, patrz na Kapulety[629],

Patrz na orwieckich panów, gnuśny człecze:
Ci już zdławieni, tym grożą sztylety.

109 
Spójrz, jakie dybią na twą szlachtę miecze[630]:

Przynieś ratunek, ułagodź rozpacze;
Spójrz, jak o siebie Santafior[631] ma pieczę.

112 
Przyjdź i posłuchaj, jak twa Roma płacze;

Z pustego łoża biada głos jej wdowi:
— Cezarze ty mój, kiedyż cię obaczę?...

115 
Patrz na poddanych, jak się żreć gotowi;

Jeśli już nie dbasz o krew, co się toczy,
Sromaj się hańby, co twe imię słowi.


118 
Boski Jowiszu[632], coś umarł ochoczy

Na krzyżu; przebacz grzeszne me pytanie:
Czyś zwrócił indziej sprawiedliwe oczy?

121 
Lub to jest próba, jaką tu z otchłanie

twej rady zsyłasz gwoli zbawczych planów,
Wyżej leżących, niż ludzkie poznanie?

124 
Ziemia Italii jest pełna tyranów,

Chłop ladajaki zmienia się w Marcela[633],
Zaledwie wejdzie między partyzanów.

127 
Florencjo moja[634], nie trać ty wesela:

Zarzut podobny ciebie nie dotyka,
Dzięki ludowi, co mój głos podziela.

130 
Rozum lada kto ma, lecz go zamyka,

Aby z cięciwy nie wypadł nie w porę:
Twój lud go nosi na końcu języka.

133 
Nie wszystkie barki urząd dźwigać skore;

Twój lud się za to nieproszony zrywa:
Ciężar podajcie sam!... na się go biorę!

136 
To dość dla szczęścia; bądź-że mi szczęśliwa!

Masz skarby, pokój masz i masz rozsądek;
Że prawdę mówię, w skutkach się wykrywa.

139 
Aten i Sparty państwowy porządek

Niczem zapewne w porównaniu będzie
Z twoim; ty jesteś podobna do prządek,

142 
Które tak mają pożytek na względzie

I tak opatrznie czynią, że rozkręci
Listopad to, co październik uprzędzie.

145 
Ileż to razy za naszej pamięci

Zmianę tych ustaw ludzie już widzieli,
Twoich urzędów, monet i pieczęci.


148 
A jeśli pamięć światła ci udzieli,

Poznasz, żeś jako złożona niemocą
Niewiasta, co się wije na pościeli,

151 
By ulżyć bólom niedospaną nocą.





PIEŚŃ VII.[635]

Gdy powtórzyli zacni dwaj rodacy

Ramion ujęcia i krzyki radości,
Sordel się cofnął i rzekł: »Któż wy tacy?«

»Zanim posłano ku tej wysokości

Dusze, co bożej godne są gościny,
Oktawian pogrześć kazał moje kości[636].

Jestem Wirgiljusz; nie z innej przyczyny,

Jak tej, że była mi nieznana wiara[637],
Straciłem niebo«, rzekł Wódz mój jedyny.

10 
Jak kiedy kto rzecz rozpoznać się stara,

Co go zaskoczy nieoczekiwana,
Wierzy, nie wierzy, mówiąc: Sen czy mara,

13 
Tak on przystanął i jak rab do pana,

Oczy powieką zakryte nieśmiało
Spuszczając, giął się ująć za kolana[638].

16 
»O czci Latynów, w której się poznało,

Ile to nasza zacna mowa zdoła;
Ojczyzny mojej nieśmiertelna chwało,

19 
Czy cię zasługa, czy łaska tu woła?

Godny-m li słyszeć twojej mowy brzmienie,
Powiedz: Czy z piekieł? i z którego koła?«


22 
Przez wszyskie kraju boleści pierścienie«,

Odrzekł, »przeszedłem, zanim tu przybyłem;
Moc mię niebieska przez te pchnęła cienie.

25 
Nie iżbym czynił, lecz że nie czyniłem,

Słońca-m nie ujrzał, co dla ciebie wstanie,
A które ja sam za późno odkryłem.

28 
Są niżej smutne ciemnością otchłanie,

Choć nie męczarnią smutne, gdzie lamenty
Brzmią nie jak jęki, ale jak wzdychanie.

31 
Tam z niewinnemi mieszkam pacholęty;

Zęby je śmierci stargały o czasie,
Gdy z nich grzech ludzki był jeszcze niezdjęty.

34 
Tam mieszkam z tymi, co nie wzięli na się

Trójcy cnót[639] świętych, ale inne znali
I bez obłudy chodzili w ich krasie.

37 
Ty jeśli drogę wiesz i wolno-ć dalej

Iść z nami, pomóż, byśmy stopą żwawą
Do istotnego Czyśca się dostali«.

40 
Rzekł: »Wszystką chodzić wolno nam dzierżawą:

Po góry stoku i po jej obwodzie;
Wodzem posłużę wam, dokąd mi prawo[640].

43 
Ale już oto słonce jest w zachodzie,

A próżno kusić tej drogi o zmroku,
Więc trzeba radzić o dobrej gospodzie.

46 
W prawo tu dusze mieszkają na boku:

Jeżeli pragniesz, do nich zaprowadzę;
Uciechy pewnie zaznasz z ich widoku«.

49 
»Jakto«, Mistrz pytał, »gdyby ktoś odwadze

Zwierzywszy stopy, chciał wyjść z tych bezdroży,
Będzie wstrzymany, lub sam straci władzę?«


52 
Więc Sordel palcem w piasku znak wydroży:

»Patrz, za tę linię ni jednego cala
Nie zrobisz[641], ledwie słońce się ułoży.

55 
Nie inna siła przytrzyma cię zdala,

Jeno mrok, który twe stopy uplące;
On tutaj wolę niemocą zniewala.

58 
Wolnoby było jeno zejść ku łące,

Lub w okół góry błąkać się aż do dnia,
Póki nie wyjrzy za horyzont słońce.

61 
Więc Wódz dziwiąc się: »Niechże nas przewodnia

Ręka twa dzierży i wiedzie do stołu,
Gdzie taka radość czeka na przychodnia«.

64 
Postąpiliśmy kęs drogi pospołu,

Gdym zauważył, że była włamana
Góra na sposób ziemskiego wądołu.

67 
»Tam pójdziem«, rzekł cień, »kędy góry ściana

Stworzyła z siebie łono, łukiem wgięta,
I tam nowego będziem czekać rana«.

70 
Po nad wądołem poszła ścieżka kręta

I ta nas wiodła, kędy ku pościeli
Traw na dolinie krawędź biegła ścięta.

73 
Purpura, złoto, srebro, czystość bieli,

Indyjskie drewna[642] światlejsze od zorzy
I szmaragd, kiedy po brzegu odstrzeli,

76 
Do tej doliny przyrównane bożej,

Pobledną, ni się żadne z nich obroni,
Jako że mniejsze przed większem się korzy.

79 
Nie same barwy śnią na onej błoni:

Zapach mię doszedł, w których się kojarzy
Tysiąc nieznanych, nieujętych woni.


82 
Salve Regina z kwietnych wirydarzy[643]

Siedząc śpiewała garść błogosławiona:
Dopiero teraz dostrzec mogłem twarzy.

85 
»Nim się ugnieździ słonecznego łona

Rąbek«, tak Sordel odezwał się ninie,
»Nie kłóćmy wczasów śpiewaczego grona.

88 
Stąd wam ruch żaden ani giest nie zginie

I lepiej wszystkich poznacie zdaleka,
Niżeli stojąc tuż blizko w kotlinie.

91 
Ten, co najwyżej siedzi, z twarzą człeka,

Który się czuje opieszalstwa winny
I końca pieśni z niemą wargą czeka,

94 
To cesarz Rudolf[644], co źmudził bezczynny,

Mogąc Italię ratować w złym kresie;
Dziś chorą leczyć próżno chce kto inny.

97 
Ten, w czyją patrząc twarz, pocieszyć chce się,

Panował w kraju onej wody, co ją
Mołdawa w Elbę, Elba w morze niesie.

100 
Ottokar[645]: Ten-ci miał pieluchę swoją

Lepszą, niż Wacław słuszny wiek brodaty,
Gdy go rozpusta i lenistwo poją.

103 
Ów krótkonosy[646], co się trzyma szaty

Tego, który mu posłuchu nie broni,
Zginął w ucieczce, hańbiąc lilii kwiaty.

106 
Patrz, jak się kaja i w pierś pięścią dzwoni:

Tamten westchnieniom ustać nie pozwoli,
Wezgłowie licu uczyniwszy z dłoni.

109 
To ojciec i teść francuskiej niedoli[647];

Owo występne i pełne brzydoty
Życie tu jeszcze gryzie ich i boli.


112 
Ów gruboczłonki, co zgodnemi nóty

Z tym męskonosym[648] śle pieśń po dolinie,
Opasywał się sznurem wszelkiej cnoty.

115 
I gdyby po nim zdano tron chłopczynie[649],

Który tam siedzi za jego plecyma,
Dzielność by przeszła z naczynia w naczynie.

118 
W reszcie dziedziców tej zacności niema:

Frydryk z Jakóbem[650] wzięli w spadku trony,
Lecz schedy jak ta, żaden nie otrzyma.

121 
Jako w konaru latorośli płonej,

Cnota się ojca w synach nie utrwala:
Ów co udziela jej, chce być proszony[651].

124 
Przygana moja dotyczy Nosala

I Piotra[652], co z nim głosem zgodnym śpiewa:
Pulia się na nich z Prowancją użala.

127 
Nasienie tyle gorsze jest od drzewa[653],

Ile Margoty mąż lub Beatryczy
Mniej niż Konstancyn czci na żonę zlewa.

130 
Patrzcie, z innymi jak siedzieć nie życzy

Henryk angielski[654], król pełen prostoty;
Zacniejsze pędy jego konar liczy.

133 
Tego, co niżej siedząc, wzrok w namioty

Wbił nieba, grabią Wilhelmem wprzód zwano[655];
Przezeń to mściwej Aleksandrji roty

136 
Nad Montferratem się pastwią i Kaną«.






PIEŚŃ VIII.

Była to chwila[656], gdy nagła tęsknota

Wstaje, w żeglarza duszy obudzona,
Ledwie wyjechał za domowe wrota.

Nowym pielgrzymom serce rwie się z łona,

Kiedy usłyszą za wiatru podmuchem
Dzwon, który, zda się, płacze dnia, co kona[657].

Nagle przestawszy dźwięki łowić uchem[658],

Ku marze oczy obracałem swoje,
Która o ciszę prosi dłoni ruchem.

10 
Podeszła, w górę rąk podniosła dwoje,

Na wschód oczyma zbiegła, jakby chciała
Powiedzieć Bogu: O resztę nie stoję.

13 
»Twórco światłości[659] nabożnie powiała

Z ust jej piosenka tak słodkimi tony,
Że mi się prawie duch wyrywał z ciała.

16 
Za nią chór cały korny i natchniony

Wtórował pieśni nabożnie i ładnie,
Oczy w niebieskie posławszy regiony. —

19 
Słuchaczu, tutaj wzrok naostrz dokładnie:

Zasłona tak jest przeźrocza, że w ślady
Mej mowy idąc, zrozumiesz mię snadnie.

22 
Jakby w czekaniu zejścia bożej rady

Ujrzałem kornie stojące zastępy:
W niebo wpatrzony tłum cichy i blady

25 
I zlatującą na te muraw kępy

Parę aniołów, których miecz ogniście
Gorzał, złamany jednak był i tępy[660].


28 
Jako więc świeżo rozpowite liście

Były ich szaty[661]; zielonemi pióry
Trącane, wiały w ślad ich powłóczyście.

31 
Jeden nad nami tuż, na skłonie góry,

A drugi spłynął na przeciwnym stoku:
Tak między siebie wzięli duchów chóry.

34 
Jasne ich głowy lśniły na widoku:

Lecz że moc niższa w wyższej się wysili,
W tych blaskach omdlał hart mojego wzroku.

37 
»Obaj tu z łona Maryji[662] przybyli«,

Powiada Sordel, »aby strzec doliny
Przeciw wężowi, co wpełznie tej chwili«.

40 
Więc ja nieświadom, skąd czekać gadziny,

Wzrok toczę w koło i skronią się kładę
U wiernych ramion struchlały i siny.

43 
»Teraz«, rzekł Sordel, »pod góry posadę

Zejdźmy zaczepić słowem wielkie cienie;
Wiem, że waszemu przyjściu będą rade«.

46 
Trzema krokami góry pochylenie

Przebyłem; a wtem jeden kształt bez ciała
Coraz badawcze rzucał mi spojrzenie.

49 
Już właśnie ciemność w powietrzu się słała,

Lecz nie dość gęsta, by mi niewyraźniej
Miała to jawić, co wprzód odsłaniała.

52 
Raźno podeszła i jam podszedł raźniej.

Jakże, poznawszy, że mię wzrok nie mami,
Rad byłem, Nino[663], żeś był wolen kaźni!

55 
Żadnych nie brakło witań między nami.

Potem zapytał: »Skróś szerokiej strugi
Kiedy przyszedłeś?« »O« rzekłem, »drogami


58 
Pełnymi smutku, przez krew i szarugi

Przybyłem dzisiaj, pierwszem życiem żywy,
Wędrówką żywot wysługując drugi«.

61 
Gdy te z ust moich usłyszeli dziwy,

Sordel i tamten[664] nagle odrzucone
Głowy przegięli w tył, jak lud płochliwy.

64 
Sordel na Mistrza spojrzał; drugi w stronę

Oczy zwracając, krzyknął: »Patrz, Konradzie[665]
Na dziwo, łaską bożą dopuszczone«.

67 
A do mnie: »Przez tę wdzięczność, którą radzie

Winieneś Boga, co tak pilnie strzeże
Pierwszego czemu,[666] że go nikt w swym ładzie

70 
Nie przejrzy; skoro na tamto wybrzeże

Wrócisz, Joanny[667] proś, niech za mną biada
Tam, kędy dzieci prośba posłuch bierze.

73 
Matka jej pewnie za mną nie zagada,

Odkąd się w białe czepce nie ubiera,
Które, nieszczęsna, znowu kłaśćby rada.

76 
Na niej się widzi, jak prędko umiera

Miłość w kobiecie, z płochej swej natury,
Gdy jej spojrzenie lub uścisk nie wspiera[668].

79 
Nie da jej takiej na trunę purpury

Wojewodząca Milańczyków Żmija,
Jakby ją przybrał kiedyś Kur z Gallury«[669].

82 
Tak rzekł, a w twarzy znak mu się wybija

Pieczętny owej żarliwości młotem,
Która statecznie w serce ślad swój wpija.

85 
W niebo wzrok chciwy obracałem potem,

Tam, kędy droga gwiazd jest opieszała[670],
Gdyż bliższym osi biegną kołowrotem.


88 
A Wódz mój: »Synu, przecz w niebieskie ciała

Poglądasz?« Więc ja: »Tę gwiazd trójcę[671] płową
Śledzę, od której cały biegun pała«.

91 
On na to: »Gwiazdy, któreś miał nad głową

Dziś rano, teraz są pod nieboskłonem;
Jutro swe miejsca zamienią na nowo«.

94 
Wtem Sordel wściągnął go i dotknął łonem,

Mówiąc: »Oto wróg wszelkiej bożej sprawy!«
I ostrzegał mię palcem wyprężonym.

97 
Z jaru, gdzie z lewym brzeg stykał się prawy,

Dolinę w ciasną zamieniając puszczę,
Pełzał wąż[672], dawca pierwszej gorzkiej strawy.

100 
Pomiędzy kwiaty sunął gad i bluszcze,

Łeb obracając i po lśniącym grzbiecie
Liżąc językiem[673] jak zwierz, co się muszcze.

103 
Nie uważałem — jeśli wiedzieć chcecie —

Przylotu boskich sokołów[674], lecz potem
Wylot obudwu dobrze-m widział przecie.

106 
Zielonych skrzydeł spłoszona łopotem

Uszła gadzina, i wnet za granicę
Wzroku anieli równym zbiegli lotem.

109 
Cień, co do sędzi szat przytulał lice

Podczas owego aniołów ataku,
U mojej twarzy wciąż wiązał źrenice.

112 
»Niech świeca[675] po tym wiodąca cię szlaku

Tyle ma z ciebie wosku dobrej woli,
Byś po szczyt góry nie zaznał jej braku.

115 
»Jeśli wiesz«, mówił, »w jakiej żyje doli

Lud, co go Magry zamyka dolina,
Mów: byłem niegdyś włodarzem tej roli.


118 
Zwano mię wtedy Konrad Malaspina[676]:

Stary szczep, a ja dziedzicem w rodzinie.
Przesadna troska o nią, to przyczyna

121 
Mojego czyśca«. Więc ja: »W twej krainie

Nigdy nie byłem, lecz gdzie jest dzielnica,
Gdzieby nieznano, jak wysoce słynie?

124 
Ta sama sława, co twój dom zaszczyca,

Głosi o panach i głosi o kraju,
Że choć kto nie zna, przecież się zachwyca.

127 
A ja przysięgam, jak chcę wejść do Raju,

Że ród twój zacny i mieniem i szpadą
Cześć ma od wieka w swoim obyczaju.

130 
Zwyczaj z naturą to mu piętno kładą,

Że chociaż złe wódz rady światu szepce[677],
On drogą krzywą gardzi, prawej świadom«.

133 
»Idź zatem«, odrzekł, »a nim w tej kolebce[678]

Siedmkroć się słońce ułoży na spanie,
Którą nogami czterma Baran depce,

136 
Takie o rodzie moim grzeczne zdanie

Utkwi ci w głowie mocniejszymi ćwieki,
Niśli to moje słabe dziękowanie,

139 
Chyba Bóg wstrzyma wyrok niedaleki«.





PIEŚŃ IX.

Już nałożnica dawnego Tytona[679]

Białym się rąbkiem ze wschodu wyłoni
Z objęć lubego kochanka spłoszona;


I klejnotami zabłyśnie[680] na skroni

W kształt złożonymi Ryby zimnosokiej,
Co się ogonem od ujęcia broni;

Więc noc z naszego miejsca już dwa kroki

Naprzód zrobiła[681] i gotując nowy,
Skrzydłem zniżonem wionęła przez mroki,

10 
Gdy ja, spuścizny dziedzic adamowej[682],

Nagle zmorzony snem, kędyśmy w pięci
Siedzieli, na ruń nachyliłem głowy.

13 
W godzinie, kiedy bolesnej pamięci

Pełna jaskółka[683], blizko u przedświtu
Pierwszem kwileniem powietrze zasmęci;

16 
Gdy myśl, władniejsza pani swego bytu[684]

I swobodniejszych wiadoma polotów,
Zdolna jest jakby wieszczego zachwytu,

19 
U lazurowych zwieszony namiotów

Ukazał mi się Orzeł złotopióry,
Cały rozpięty, do runięcia gotów.

22 
A śniłem, żem stał na wierzchołku góry,

Skąd był porwany od króla lataczy
Ganimed[685] między olympijskie chóry.

25 
Dumałem: orzeł w tem miejscu co znaczy?[686]

Może on tu jest na swem żerowisku,
Może skądinąd łupu brać nie raczy?

28 
Kręgi po kręgach zataczał, aż w błysku

Gromu spadł na mnie ptak przerażający,
Uniósł i w górnem zawisnął ognisku[687].

31 
Tam nas oboje owiał żar gorący:

Mniemany płomień tak się w ciało wżerał,
Żem się obudzić musiał mimochcący.


34 
Nie inaczej się Achilles wydzierał

Snowi i wznosząc zdumiałe powieki
Po nieznajomej krainie spozierał,

37 
Gdy wydartego z Chyrona opieki

Matka zaniosła pod skiryjskie straży,
Skąd go dwa sławne wywabiły Greki[688], —

40 
Jakom ja zadrżał, kiedy sen mi z twarzy

Pierzchnął; stanąłem tak bladością siny,
Jak człowiek, co go przestrach mrozem zwarzy.

43 
Przy moim boku Mistrz został jedyny;

Oczy ku toni obrócone były;
Słońce zrobiło w górę dwie godziny.

46 
»Nie miej ty lęku«, rzecze Pan mój miły,

»Oto kres blizki naszego pochodu,
Zatem nie ścieśniaj, lecz rozprężaj siły.

49 
U czyścowego stanęliśmy wzwodu;

Patrz na przedmurze stok okrążające,
Środkiem spękane jakby dla przechodu.

52 
W chwili gdy jutrznia wywróżyła słońce

A duch spał, w ciało spowity człowiecze,
Na umajonej pięknem kwieciem łące,

55 
Przyszła niewiasta ku mnie i tak rzecze:

Jam Łucja; daj, niech śpiącego zabiorę
I łatwość drogi jemu ubezpieczę.

58 
Śród zacnych cieniów Sordel pod tę porę

Bawił, gdy wschodnia zabielała strona;
Łucja szła naprzód, a ja za nią w górę.

61 
Tu cię złożyła, a mnie zaświecona

Ocz jej pochodnia ku tej wiodła bramie:
Potem odeszli razem sen i ona«[689].


64 
Jak człowiek, co się z domysłami łamie,

Lecz po wahaniu pewność bierze w duszę,
Skoro rzecz zyska rzetelności znamię,

67 
Tak jam się zmienił; więc Wódz mię w otusze

Widząc, do góry posunął po wale:
Ja tedy za nim ku wyżynom ruszę.

70 
— Widzisz, słuchaczu, jak wznoszę pomale

Gmach mej powieści, więc nie miej we wstręcie,
Że tutaj wyższym kunsztem[690] go utrwalę. —

73 
Jużeśmy doszli i tam w tym momencie

Stali, gdziem ściany jakoby rozwarte
Widział przez owo podłużne pęknięcie.

76 
Brama to była[691]: a do niej przyparte

Kamienne stopnie barw jawiły troje:
Na nich milczącą obaczyłem wartę.

79 
Kiedy w nią baczniej me źrenice wpoję,

Poznam Anioła; na najwyższym głazie
Siedział tak jasny, że rwał oczy moje.

82 
Dłonią miecz goły trzymał, a w żelazie

Taka się jasna paliła poświata,
Żem nie mógł okiem chwycić go na razie.

85 
»Zdaleka stojąc, mówcie!« woła czata,

»Co wy za jedni? kto dróg waszych strzeże?
Baczcież, aby was nie potkała strata«.

88 
»Niebieska Pani świadoma w tej mierze«,

Rzekł Mistrz, »przed chwilą ukazała wzwody,
Mówiąc: Wstępujcie w górę, oto dźwierze«.

91 
»Niechże was wiedzie do celu bez szkody«,

Przemówił znowu uprzejmy odźwierny;
»Wstępujcie zatem na te nasze schody«.


94 
Pierwszy był biały, gładkości misternej,

Przeczysty marmur; jak szkło jednolity
Powierzchnią obraz mój odbijał wierny.

97 
Schód drugi z ciemnej granitowej płyty,

Powierzchni szorstkiej, słońcem przepalonej,
Wzdłuż i wszerz gęsto szczerbami poryty.

100 
Trzeci zaś stopień na sam szczyt zwalony,

Barwą porfirów zdał się rozpłonięty,
Jak krew co tryśnie prosto z ran, czerwony.

103 
Na nim swe stopy oparł Anioł święty,

Sam zaś na progu wrót zasiadł na straży;
Próg[692] był tak lśniący jako dyjamenty.

106 
Po dobrej woli, w powyż trzech poroży

Wszedłem z mym Panem. On rzekł: »Kornem czołem
Uderz i poproś, niechaj ci otworzy«.

109 
Przeto nabożnie padłem przed Aniołem,

»Łaski! otwórz mi!« wołając nieśmiele
I w pierś się bijąc. Miecza ostrzem gołem

112 
Odźwierny siedm P[693] wyrył mi na czele.

»Bacz«, mówił, »niech się każda plama spłócze
Podczas gdy będziesz hartował się w dziele«.

115 
Popiół[694] lub gleba gdy ją skwar potłucze,

Równały barwie szat świętej Istoty:
Z pod szaty Anioł wydobył dwa klucze:

118 
Jeden był srebrny, drugi szczerozłoty[695];

Więc naprzód białym, żółtym zaś po chwili
W zamku pracując, koił me tęsknoty.

121 
»Gdy bodaj jeden z tych kluczów omyli«,

Mówił, »snać jakiś błąd zachodzi, zaczem
Już się ta furta przejściu nie odchyli.


124 
Jeden cenniejszy; drugiego badaczem

Trzeba być lepszym, by bramę otworzył,
Bo on jest właśnie węzła rozdziergaczem[696].

127 
Piotr mi je w ręce podał i dołożył:

Raczej litością grzesz tutaj niż wstręty,
Byle się grzesznik u nóg twoich korzył«.

130 
Tedy pchnął Anioł skrzydła bramy świętej.

»Wchodźcie«, rzekł, »ale wiedźcie, idąc wyżej:
Kto spojrzy za się, będzie odepchnięty«[697].

133 
Ukuta w twardej i brzęczącej spiży,

Na swoich czopach wykręcona cała,
Obróciła się tarcza świętych dźwiérzy.

136 
A nie zgrzytnęła tak, ni się wzdragała

Odewrzeć, zbywszy Metella obrony
Na ujmę skarbów swych, tarpejska skała[698].

139 
Słuchem pobiegłem w nowe regiony:

Te Deum[699] brzmiało za bramy okołem
W głosach zmieszanych z muzycznymi tony.

142 
Takie wrażenie w me zmysły przejąłem

Z owej muzyki, jak to na przemiany,
Gdy z organami śpiew się złączy społem,

145 
To śpiew góruje, to znowu organy.





PIEŚŃ X.[700]

Gdyśmy przebyli onej bramy progi,

Którą na często skazywa zastoje
Chuć, co prostemi mieni krzywe drogi,


Ze szczękiem za mną zapadły podwoje;

Gdybym się jeno obejrzał, ażali
Byłbym okupić zdołał winę moję?

Po wyłupanym żlebie-śmy stąpali,

Którego ściany gięły się w łuczyste
Linie[701] na sposób rozbujałej fali.

10 
»Wielkiej tu sztuki potrzeba zaiste«,

Powiada Wódz mój: »postępujmyż bacznie,
Dłońmi się w ściany wpierając faliste«.

13 
To naszę drogę opóźniało znacznie,

Tak, że wprzód księżyc idący po niebie
Rąbkiem w łożysko swe chylić się zacznie[702],

16 
Nimeśmy krawędź naszli w onym żlebie.

Wyszedłszy wreszcie na otwarte pole
Tam, gdzie stok góry umyka sam w siebie,

19 
Obaj zbłąkani, ja cały w mozole,

Przystanęliśmy na jakiejś płaszczyźnie,
Pustszej niżeli stepowe podole.

22 
Przestrzeń od miejsca, gdzie szlak w dół się śliznie[703],

Potąd, gdzie góra wspina się wysoka,
Równała trzykroć słusznemu mężczyźnie.

25 
Ile zbiec mogło skrzydło mego oka,

Czym w lewo spojrzał, czy na prawo zasię,
Z obu stron droga szła równo szeroka.

28 
Jeszczem nie zrobił kroku w onym czasie,

Kiedym obaczył, że okólne mury,
Co nieprzystępnym pionem po tarasie

31 
Biegły, białymi błyszczały marmury,

Pokryte rzeźbą, co nie w Polyklecie[704],
Lecz-by zbudziła zazdrość u Natury.


34 
Anioł, co ziemi zniósł w bożym dekrecie[705]

Mir łzami wieków żądany tęskliwie
I otwarł niebo bronne w dawnem lecie,

37 
W oczach się naszych jawił, tak prawdziwie

Ruch umilony mając i postawę,
Że się nam wydał istotą co żywie.

40 
Przysiągł-by człowiek, że wymawiał: Ave!

A tuż Niewiasta, co nam grzesznym chowa
Miłości bożej otwartą dzierżawę.

43 
W gieście jej skromnym odbiły się słowa:

— Otom ja twoja służebnica Panie! —
Jakby je pieczęć odbiła woskowa.

46 
»Inne tu dziwy dokoła; spójrz na nie!«

Mówił Mistrz słodki, z którym szedłem razem
Z boku, który zwą serdecznym ziemianie.

49 
Więc się zwróciwszy twarzą, za obrazem

Maryji ujrzę po prawem ramieniu,
Gdzie szedł ten, co był moim drogoskazem,

52 
Inną historję wykutą w kamieniu:

Obszedłem Mistrza[706], aby należycie
Uwagę podać nowemu widzeniu.

55 
Były wycięte w marmurowej płycie

Wóz i ta skrzynia[707] ze świętego drzewa,
Która urzędu karci nadużycie.

58 
Przed nią tłum ludu: a ten się ozewa

Siedmioma chóry, aż słuch brany w sidło
To mówił: śpiewa, to znowu: nie śpiewa.

61 
Równie misternie było tam kadzidło

Wyobrażone, że w tejże godzinie
Wzrok mówił: jawa, a zaś węch: mamidło.


64 
W pląsach wyprzedzał poświęcaną skrzynię

Korny psalmista, skacząc jak pacholę,
Więcej niśli król i mniej w takim czynie.

67 
Na górnym ganku widziałem Mikolę,

Jak w pałacowe patrzała podwórze
Z wzgardą na ustach i chmurą na czole.

70 
Stamtąd podszedłem ku innej figurze,

Co za postacią Mikoli bielała
Wyobrażona dłutem na marmurze.

73 
Gdzie wyrzeźbiona była wielka chwała

Księcia[708], którego cnota zawołana
W szczytnem zwycięstwie Grzegorzowem pała.

76 
Rozumiem tutaj cesarza Trajana:

Za uzdę konia wdoweńka się chwyta
W gieście bolesna, w oczach zapłakana.

79 
Dokoła tłoczy się rycerzów świta,

A chmara orłów złotych po nad pole
Wieje, na wiatry skrzydłami rozwita.

82 
Tedy biedactwo stoi w onem kole,

Prosząc: O Panie, pomścij mi się syna,
Co go zabili na matki niedolę!

85 
Zaś on jej na to: Niewczesna godzina;

Czekaj, aż wrócę. — Panie, wdowa rzecze
Jak człek, w którym się boleść dopomina:

88 
A gdy nie wrócisz? — Kto po mnie oblecze

Płaszcz, ten uczyni. — Po innym nie tuszę,
Jeżeli ciebie ma nędza nie piecze. —

91 
Więc on jej na to: Bądź-że mi w otusze;

Zanim odjadę, dotrzymam ci słowa:
Litość mi każe wypełnić, co słusze. —


94 
On, dla którego żadna rzecz nie nowa,

Rzeźbił te oczom mym wymowne twory,
A dziwne, bo ich kunszt ziemski nie kowa.

97 
Podczas gdym patrzał z lubością na wzory

(Tem droższe, ile że mistrz nad rzeźbiarze
Był ich kowaczem), niezmiernej pokory,

100 
Wódz szepnął do mnie: »Oto po wiszarze

Widzę wlokącą się ku nam gromadę:
Ta na próg wyższy drogę nam ukaże«.

103 
Ja oczy, każdy wypatrywać rade

Cud, kędy jeno nowością się wdzięczy,
Na twarzy Mistrza pytający kładę.

106 
— Proszę, słuchaczu, niech cię nie odstręczy

Od zacnej skruchy pokutne narzędzie,
Jakiem tam Pan Bóg kających się dręczy.

109 
Kształtu katuszy nie miej ty na względzie;

Myśl o korzyściach; choć i kaźń ugodzi,
Trwać dłużej niśli po dni kres[709], nie będzie. —

112 
Tu ja krzyknąłem: »Mistrzu, kto nadchodzi?

Spostrzegam twory[710] z dziwacznemi godły:
Dobrze-li widzę? wzrok-li mię zawodzi?«

115 
A on tak do mnie: »Karą ciężkiej modły

Ich marna postać do ziemi nagięta;
Już się też na nich moje oczy zwiodły.

118 
Ale spójrz bystro i niech wzrok rozpęta

Kształty z pod głazów widne; patrzaj na nie:
Słuchaj, jak ciężko jęczą niebożęta«.

121 
O ubożuchni, pyszni chrześcijanie,

Co na duchowe zaślepienie chorzy
We wstecznych krokach macie zaufanie!


124 
Nie wiecie, żeśmy to robak, co tworzy

Dopiero z siebie rajskiego motyla
Bez osłon na sąd lecącego boży?

127 
Czemu się duch wasz kokoszy do tyla,

Nakształt gąsienic nieuzupełnieni
Robacy, w których byt się nie dosila?...

130 
Jak podtrzymując dach lub pułap sieni,

Z kolanem w piersi, kamienni siłacze[711]
Gną się, ciężarem gzymsu przytłoczeni.

133 
Skąd patrzącemu serce się rozpłacze

Przed złudą prawdy, tak ci przełamani
Chylą się; zadrżę, kiedy to obaczę.

136 
I gną się duchy w bolesnej kompanii

W miarę wielkości brzemienia na grzbiecie;
Ten, co pod głazem giął się najpoddaniej,

139 
Zdał się narzekać: Omal, a przygniecie!





PIEŚŃ XI.

»O, Ty Ojcze nasz, który jesteś w niebie,

Nie, byś w niem mieścił się, lecz dla miłości,
Co pierwotworom[712] stamtąd ślesz od siebie.

Święć się twe imię i moc Twej wielkości

U wszystkich stworzeń, jako że godziwa
Dziękczynić tchnieniu Twojej łaskawości.

Królestwa Twego mir niech nam przybywa:

Jeśli go łaska twoja nie udzieli,
Żadna go siła nie zdobędzie żywa.


10 
Jako składają wolę swą anieli

Tobie w ofierze, hymny śląc do nieba,
Tak niech się człowiek wobec onieśmieli.

13 
Nie skąp nam dzisiaj powszedniego chleba;

Bezeń człek rzucon na te ziemskie smugi
Cofa się, gdy mu naprzód iść potrzeba.

16 
A jako my złe, co nam zrządził drugi,

Przebaczać chcemy, tak nam ty nawzajem
Przebacz, ni naszej nie zważaj zasługi.

19 
Hartu, co łatwo pokusie poddajem,

Nie próbuj mocą starego Zwodnika,
Lecz zbaw przed jego chytrym obyczajem.

22 
Ostatnia, Panie, prośba Cię potyka

Już nie nam gwoli, bo meta przed nami,
Lecz tym, co jeszcze noszą ziemskie łyka«[713].

25 
Takiemi Bogu modląc się prośbami,

Szli nachyleni pod brzemię tak duże,
Jak to, co czasem we śnie zmysły mami.

28 
Nierówny ciężar nieśli i po górze

Z nierówną męką w pierwszem upokorzeń
Szli kole, myjąc z siebie ziemskie kurze.

31 
Gdy nam tak sprzyja czułość onych stworzeń[714],

Jak winni dla nich być pełni ochoty
Ci, którzy woli mają zacny korzeń,

34 
Dopomagając zbyć ziemskiej brzydoty

Co ich kalała, by letcy i czyści
Mogli w gwieździste wstąpić kołowroty! —

37 
»Słuszność i Litość niech wam ulgę ziści

I niech się skrzydeł waszych lot posili,
By was poniosły ku pewnej korzyści.


40 
Mówcie nam, która ścieżka nas nie zmyli

W drodze ku schodom; a gdy ścieżek dużo,
Która się z góry najłagodniej chyli?

43 
Bo mój towarzysz zmęczony podróżą.

Adamowego jeszcze nie zzuł ciała,
Więc jego chęciom nogi nie dość służą«.

46 
Odpowiedź, która w ślad pytania brzmiała

Temu, co zawsze moją był osłoną,
Nie zgadnę z czyich do mnie ust bieżała,

49 
Tak mówiąc: »Z brzegu przy nas prawą stroną

Pójdźcie; kęs wyżej szczelinę znajdziecie
Dla przepuszczenia go dosyć przestroną.

52 
I gdyby nie to brzemię na mym grzbiecie,

Które tak moję postawę odmienia
I pyszną czaszkę mą do ziemi gniecie,

55 
Jemu, co żyje, obcy mi z imienia,

W twarz bym popatrzał, czyli mi nieznana
I żal wywabił dla mego cierpienia.

58 
Jam Latyn, dziedzic wielkiego Toskana[715];

Wilhelma z Aldobrandeschi’ch jam synem:
Nie wiem, czy tego świadomiście miana?

61 
Dumny dzidami i krwi karmazynem

Mych przodków, tak się panoszyłem w świecie,
Że matki wspólnej nie pomnąc, nad gminem

64 
Władca wzgardliwy, padłem w lat mych kwiecie:

Naród seneski coś rzec o tem umie
I w Campagnatico wie każde dziecię.

67 
Omberto jestem; nie samego tu mię

Wpędziła pycha; krewnych moich dusze
Podobnie jak ja, kata mają w dumie.


70 
Tę dumę gładząc, pod głazem się kruszę,

Aż bożą pomstę do reszty nasycę:
Nie chciałem żywy, pośród martwych muszę«.

73 
Słysząc tę mowę, pochyliłem lice;

Wtem drugi z duchów idący też blizko,
Ciemieniem ciężką podźwignął przyłbicę,

76 
Ujrzał mię, poznał, wymówił nazwisko

I z trudem w mą się wpatrywał osobę,
Bo idąc z nimi, głowę niosłem nizko.

79 
»Oderisiego-ż[716] to widzę? ozdobę

Gubbia i sztuki, którą Paryżanie
Alluminacją zową w naszę dobę?«

82 
Tak pytam. »Bracie«, rzekł, »na malowanie

Spójrz, w Bolończyka[717] kunszcie uśmiechnięte!
Przy nim ma chwała ledwo się ostanie.

85 
Mniej skromny byłem, kiedy łono wzdęte

Pożądaniami wróżącemi sławę
W doskonałości bieżało ponętę!

88 
Tem mytem spłacam dziś doczesną wrzawę;

A byłbym indziej, lecz jeszcze śród ciała
Mego mieszkając, czyniłem poprawę.

91 
Ot, człowieczego kunsztu marna chwała!

Jakże trwa krótko zieleń tego drzewa[718],
Jeśli tuż po niej znów dzicz nie nastała!

94 
Sądził Cimabue[719], że wszystkich olśniewa,

A dzisiaj Giotto pierwszy staje w rzędzie
I tak, że sławę onego przyćmiewa.

97 
Tak jeden Gwido po drugim narzędzie

Wziął stylu[720], a już może wnet powstanie
Taki, co po nich w ich gnieździe usiędzie[721].


100 
Bo sława ziemska jest jak wiatru wianie,

Co raz z tej strony, raz z owej zalata:
Zmieni kierunek, to zmienia nazwanie.

103 
Wzmożesz-li sławę, że ta ziemska szata

Późnych lat dotrwa, niż gdybyś zmarł z młodu,
Kiedyś wymawiał jeszcze: papu, tata?

106 
Cóż za lat tysiąc będzie? do pochodu

Wieczności one są jak oka mgnienie
Do najszerszego sfer górnych obwodu.

109 
Ten, co przedemną tuż stąpa[722], był w cenie

Takiej, że wszystka brzmiała nim Toskana;
Dziś się zaledwie o nim szepce w Sienie,

112 
Gdzie władał w czasie, gdy padła stargana

Wściekłość florencka, pyszna od lat wiela,
Jak jest od wczoraj wszeteczeństwem pjana.

115 
Bo wasza sława jest natury ziela:

Wschodzi i ginie; w tem samem płowieje
Słońcu, za którem nieźrzała wystrzela«.

118 
Na to ja: »Z mowy twej w me serce wieje

Zdrowa pokora i pychę mą gani:
Ale o kim to głoszą twoje dzieje?«

121 
»Oto jest«, odrzekł, »Provenzan Salvani;

Dostał się tutaj, że pragnął zbyt śmiele,
By wszyscy w Sienie byli mu poddani.

124 
Zmarł i tu błądzi, odkąd nie jest w ciele,

Bez odetchnienia; pokutuje łzawo,
Kto tam za życia pożądał za wiele«.

127 
Ja jemu na to: »Jeśli duch z poprawą

Swoją zwłóczący aż do bytu brzeżka
W przedczyścu bawić ma (ani mu prawo


130 
Wejść tutaj, chyba, że ktoś nieomieszka

Wesprzeć modłami), tyle ile w żywej
Bawił osobie[723], skądże ten tu mieszka?«

133 
»Kiedy był jeszcze możny i szczęśliwy,

Wielkiej pokory dał znak«[724], duch powiada,
»W rynku seneskim wziąwszy obelżywy

136 
I nędzny łachman żebrzącego dziada:

Na wykup druha z kaźni karolowéj
Do przechodzących drżące dłonie składa.

139 
Wiem, niejasnemi to powiadam słowy,

Lecz niezadługo rodakom swym dzięki
Zbyt jasno pojmiesz[725] znaczenie mej mowy.

142 
— Tym czynem termin ukrócił swej męki«.





PIEŚŃ XII.

Jako pod jarzmem woły[726] chodzą w parze,

Tak póki Mistrz mój pozwalał łaskawy,
Jam szedł przy owej obciążonej marze.

Lecz gdy zawołał: »Rzuć go i bądź żwawy;

Tu każdy musi i żaglem i wiosłem,
O ile umie, popędzać swej nawy«,

Czoło do iścia gotowy podniosłem.

Jeno, że teraz pokorniejszy w duchu,
Do mej postawy myślą nie dorosłem[727].

10 
Ruszyłem, zawsze skory do posłuchu;

A ktoby spojrzał na nas w onej porze,
Lekkość-by naszę zgadł po samym ruchu.


13 
On rzekł: »W dół spojrzyj, byś obaczył łoże

Stóp swoich i ślad na ścieżce wyryty;
To-ć do ulżenia drogi dopomoże«.

16 
Jak wykwitają z grobowcowej płyty

Rzeźbione rysy pod przechodnia nogą,
Pouczające kto w mogile skryty;

19 
Stąd często oczy łez wstrzymać nie mogą,

Gdy czułą duszę wspomnienie opęta,
Które litośnych jeno jest ostrogą;

22 
Takie u stóp mych kwitły ornamenta,

Jeno cudniejsze, dzieło wszechuczonej
Dłoni, gdzie taras tworzy góra ścięta.

25 
Widziałem tego[728], co był przeznaczony

Nad wszystkie niebios twory jaśnieć chwałą,
Jak padał z nieba, piorunem rażony.

28 
Obok niebieską przewiercone strzałą

Ciężyło, góry zaległszy posadę,
Bryjareusowe[729] śmiercią skrzepłe ciało.

31 
Widzę Tymbreja, Marsa i Palladę[730],

Jak zbrojni, z ojcem swoim stojąc w parze,
Mierzą oczyma pobitą gromadę.

34 
U stóp swej wieży Nemrod się ukaże[731]:

Wzrok pomieszany zwraca ku drużynie,
Co z nim grzeszyła pychą w Sennaarze.

37 
I twój, bolesna Niobe[732], przez boginię

Skarana w dzieciach, co je boga ciosy
Pobiły, obraz widzę na drożynie.

40 
I Saula[733], jak padł na gelbojskie wrzosy

Przebity mieczem własnym boleściwie
I już nie zaznał więcej dżdżu ni rosy.


43 
Tobie, szalona Arachno się dziwię:

Oto w pająka twa postać się łamie
W źle uprzędzionem zasnuta przędziwie.

46 
Już twój nie straszny widok, Roboamie[734],

Jako na wozie swym grodzkiemi wroty
Uciekasz, nim cię mściwe sięgnie ramię.

49 
Ukazywały surowe roboty,

Jak to Almeon[735] czerwonymi soki
Matce wypłacał nieszczęsne błyskoty.

52 
Ukazywały, jak lecą otroki

Sennacheryba[736] i wewnątrz świątnice
Zabiwszy, ojca porzucają zwłoki.

55 
Ukazywały nędzę i krwawicę,

Jaką Cyrusa darzyła Tomiri[737]
Mówiąc: Krwi pragniesz, niechże cię nasycę.

58 
Ukazywały, jak pierzchły Assyry

Po śmierci wodza swego, Holoferna[738],
A trupów zaległ stos[739] na ziemi szczyrej.

61 
W prochu przedemną leżała mizerna

Troja; o Ilion, w jak smutnej pokucie
Wyraziła cię ta sztuka misterna!

64 
Któryż artysta w pędzlu albo dłucie

Tak oddał kształty i ruchy, że niemi
Podziw się wrażał w patrzącego czucie?

67 
Żyw zdał się żywym, a martwi martwymi;

Nie widział lepiej, ktoby widział jawę,
Niż ja, tam idąc z oczyma ku ziemi.

70 
Puszcie się, stroszcie wyniosłą postawę

Synowie Ewy! nie schylajcie czoła,
Żeby obaczyć swe ścieżki nieprawe!...


73 
Jużeśmy dalej obeszli do koła

Góry i torem słońca więcej znacznie,
Niż zaprzątnięty duch ocenić zdoła,

76 
Gdy On co naprzód wciąż pozierał bacznie,

Powiada do mnie: »Nie pochylaj lica;
W zadumę wpadać teraz nieopatrznie.

79 
Spójrz, oto Anioł boży[740] cię zaszczyca

Swem nawiedzeniem; spójrz, oto ze straży
Dnia ustępuje szósta służebnica[741].

82 
Szacunek okaż i w gieście i w twarzy,

By wiódł nas chętnie ku szczęsnym gromadom;
Dzień drugi jak ten więcej się nie zdarzy«.

85 
Już tak przywykłem mego Mistrza radom

Popędzającym krok mój opieszały,
Że go słuchałem, celów jego świadom.

88 
Anioł szedł ku nam w szacie śnieżno-białej,

Dorodny kształtem i twarzą, na której
Zda się, jutrzenki rannej blaski drżały.

91 
Rozłożył ręce, potem powiał pióry:

»Tu schody«, wołał, ukazując w ścianie
Rysę; »tą drogą wstąpicie w głąb góry«.

94 
— Nie wszystkich takie zachęca wezwanie.

O człecze, na lot stworzony wysoki,
Przecz cię z nóg ścina lekkie wiatru wianie?[742]

97 
Wtem do pękniętej powiódł nas opoki;

Podmuchem skrzydeł wionął mi u czoła,
Poczem pozwolił wstępować bez zwłoki.

100 
Jako na wzgórzu, siedzibie kościoła[743]

Wzwyż grodu, mądre gdzie siedzą ministry
Nad mostem co się Rubakontem woła,


103 
Po prawej stronie stok się gładzi bystry

Szeregiem schodów kutych w onym czesie,
Gdy pewne były szalki i registry;

106 
Tak się łagodzi stromość, co w ociesie

Wtórego kręgu prawie w pion się kłoni,
Choć w ciasnej szyi skał tyka, kto pnie się.

109 
Ledwo że w górę wyruszymy po niej:

»Błogosławiony jest duchem ubogi«,[744]
Głos jakiś dźwiękiem nadludzkim zadzwoni.

112 
— O! ileż milszy wstęp na rajskie progi!

Tu się wstępuje z pieśnią jak na gody,
Gdy tam do piekieł śród jęków i trwogi. —

115 
Tak my na święte spinali się schody,

A jam się sobie zdał tak lekki, że mię
Chód nie utrudzał, jak w nizinach przódy.

118 
»Jakie to«, pytam, »ze mnie spadło brzemię,

Że znów me członki sobą lekko władną
I że bez trudu prawie depcę ziemię?«

121 
On rzekł: »Gdy siedm P, które już bladną,

Lecz zawsze świecą w swej hańbiącej cesze,
Jako to pierwsze, do reszty przepadną,

124 
Takie pragnienie w twych stopach się skrzesze,

Że już nie tylko trudu nie uznają,
Lecz dążyć będą do szczytu w uciesze«.

127 
Więc szedłem jak ci, co w głowie dźwigają

Myśl jakąś, a przyjść nie umieją do niej,
Jeno coś z cudzych znaków przeczuwają.

130 
Aż do pomocy zawezwawszy dłoni,

Znajdą, w co trafić nie umieli zgoła
I czego wzrok im domyślać się broni.


133 
Palec prawicy ściągnąłem do czoła:

Sześć tylko liter wymacałem z cechy
Wyrytej dłonią Klucznika Anioła...

136 
Wódz poglądając, twarz stroił w uśmiechy.





PIEŚŃ XIII.[745]

Doszliśmy szczytu kamiennej drabiny,

Gdzie po raz drugi stożek się wycienia,
Co wstępowaniem maże ludzkie winy.

A tam go taras gładki opierścienia

Bieżący w okół, jak pierwszego razu,
Jeno z mniejszego zajęty promienia.

Figur tam rytych niema, ni obrazu,

Ale jednego szarego koloru
Zarówno gładka ścieżka, jak mur z głazu.

10 
»Jeśli czekamy kogoś z tego dworu,

Nim się u niego drogoskaz wyprosi,
Długo tu bawić musim bez wyboru«.

13 
Rzekł i wzrok bystro ku słońcu podnosi;

Bok prawy czyni obrotu ośrodkiem[746],
A na lewym się skręca jak na osi.

16 
»O słońce!« wołał, »ty, którego słodkiem

Wiedziony światłem, na tor nowy wchodzę,
Jakim tu trzeba ratować się środkiem,

19 
Poucz; ty grzejesz świat, ty jego drodze

Świecisz; póki nic nie staje na wstręcie,
Brać trzeba zawsze twe blaski za wodze«[747].


22 
Jużeśmy uszli po owym zakręcie

Na tysiąc kroków swego rachowania,
Tak nas chęć sama parła w tym momencie,

25 
Kiedy wionęły ku nam skrzydeł wiania

Duchów niewidnych, ale nas przelotem
Zapraszających do stołu kochania.

28 
I był głos pierwszy[748] usłyszany potem:

Wina nie mają — wymówił dokładnie
I brzmiał za nami echowym nawrotem.

31 
A nim ten jeszcze w powietrzu pobladnie,

Inny zawoła: Abyście wiedzieli,
Orestes jeste
m![749] — to rzekłszy, przepadnie.

34 
»Jakiej to, Ojcze, są głosy kapeli?«

Pytam; a oto duch trzeci zakrzyczy,
Lecąc: Kochajcie swoich krzywdzicieli![750]

37 
Na to Mistrz luby: »W tem kole się ćwiczy

Winę zazdrości; tu więc miłość miecie
Razy z jej własnych ukręcone biczy.

40 
Wędzidło z głosów odmiennych się plecie;

Zaznasz ich jeszcze, jeśli mię nie myli
Domysł, nim spoczniesz w przebaczenia mecie.

43 
Teraz niech wzrok twój w przestrzeń się wysili:

Ujrzysz gromadę mar siedzących razem;
Każda pod ścianą kamienną się chyli«.

46 
Tedy rozwarłszy oczy za rozkazem,

Popatrzę ku nim; siedzieli opięci
W płaszcze, co barwą zmieszały się z głazem.

49 
Gdyśmy podeszli, owi smutkiem zdjęci,

Wołali: »Módl się za nami Maryja,
Michale, Piotrze i wy wszyscy Święci!«


52 
Nie wiem, jest-li kto tak surowy, czyja

Litość od tego nie zadrży widoku,
Który się teraz w moje oczy wpija.

55 
Skoro tak blizko podsunąłem kroku,

Że mi ich postać była ukazana,
Żal mi z pod powiek trysnął w łez potoku.

58 
Szata ich nędzna, jakoby włósiana;

Jeden drugiemu wspierał się o plecy,
A wszystkich znowu podpierała ściana[751].

61 
Tak wyglądali, jak ślepi kalecy,

Gdy na odpuście w kościelnej zagrodzie
Żebrzą, głowami wsparłszy się, by lecej

64 
Spółczucie zbudzić w pobożnym narodzie,

Wiedząc, że niemniej jak skarga, nędzarzy
Widok litością czułe serca bodzie.

67 
A jako ślepcom słońce za nic waży,

Tak i tym duchom do miejsca przykutym
Próżno blask świecił od słonecznych zarzy.

70 
Jak czyni ptasznik z zuchwałym birkutem,

Kiedy nie może nad nim zyskać władze,
Powieki mieli pospinane drutem[752].

73 
Zdawała mi się rzecz równa zniewadze

Patrzeć, niewidny będąc ich wzrokowi;
Więc się oczyma mego Mistrza radzę.

76 
A On, co giestu znaczenie w lot łowi,

Niemieszkający rzecze: »Niech pospołu
Krótko i jasno twa chęć się wysłowi!«

79 
Wirgili przy mnie z tej strony cokołu

Stąpał po ścieżce, skąd łacno spaść można,
Bowiem jej poręcz nie chroni od dołu.


82 
Po mojej stronie ślęczała nabożna

Duchów gromada, którym szwu szczeliną
Łez krople żałość cisnęła przemożna.

85 
Podszedłszy, tak się ozwałem: »Drużyno,

Owej światłości szczytnej niedaleka,
Która dziś tobie troską jest jedyną;

88 
Niech Łaska zmyje pianę, co obleka

Twoje sumienie, aby w nie bezpieczna
Prawdziwej wiedzy popłynęła rzeka.

91 
Powiedz, rzecz będzie i luba i grzeczna:

Jest tu gdzie dusza italskiego rodu?
Chęć moja być jej może użyteczna«.

94 
»Bracie, wszystkieśmy prawdziwego grodu

Obywatelki[753]; rozumiesz pątnicę,
Co żyła pośród Italów narodu?«

97 
Taką odpowiedź lecącą pochwycę

Z miejsca, gdzie cieniów siedziała gromada;
Więc głośniej jeszcze myśl moję wyświécę.

100 
Sądzę, że na mnie jedna dusza blada

Czekała, brodę wysunęła bowiem
Na sposób ślepca, gdy przechodnia bada.

103 
»Ty, co się zniżasz, by wznieść się«, tak powiem

Do ducha, »twej-że głos to odpowiedzi?
Niech o twym kraju i rodzie się dowiem«.

106 
»Sieny mieszkanką byłam[754]; tu się biedzi

Duch nasz«, odrzekła, »i pył ziemski myje
We łzach, czekając, rychło Bóg nawiedzi.

109 
Głupie czyniłam, choć imię Zofije

Nosząc, bo o swe korzyści nie dbałam:
Radowały mię raczej szkody czyje.


112 
Lecz abyś wierzył, że szczerością pałam,

Słuchaj, szał jaki zrodził się w mej głowie,
Kiedy po łuku życia zstępowałam:

115 
Pod Colle moi gdy stali ziomkowie

Przeciw wrogowi, ja podnosząc dłonie
Błagałam Boga, by im stał na zdrowie.

118 
Rozbici poszli po gorzkim wygonie

Ucieczki, a ja świadek tej przygody,
Niewysłowioną rozkosz czułam w łonie.

121 
I wzniosłam w niebo zuchwałe jagody

Mówiąc: — Już teraz ciebie się nie boję! —
Jak ów kos głupi dla trocha pogody[755].

124 
Pod koniec życia z Bogiem się pokoję;

Ale podobno bogobojne chęci
Nie starczyłyby za powinność moję,

127 
Gdyby nie szczęście, że się mej pamięci

Ruszyła litość w Pietrze Pettinagnie[756];
On w modłach zmniejszył kaźń, która mię smęci,

130 
Lecz ty kto jesteś, co o naszym stanie

Chcesz wiedzieć? Ócz twych niespięta powieka,
A ust twych słowa budzą wiatru wianie«.

133 
»I moje oczy równa kara czeka,

Ale nie długa«, rzekłem, »gdyż na świecie
Zazdrość odemnie bywała daleka.

136 
Ale się duch mój bardziej lęka przecie

Kary, co w kręgu niższym[757] się wygładza;
Już prawie czuję ciężar, co mię zgniecie«.

139 
»Kto on«, duch pytał, »co cię przyprowadza,

Iż tuszysz wrócić na padolną drogę?«
»To«, rzekłem, »Wódz mój, ale się nie zdradza.


142 
Żyw jestem; pytaj, czem ci pomóc mogę,

Jeżeli pragniesz, o wybrany cieniu,
Bym ruszył w sprawie twej śmiertelną nogę«.

145 
»Rzecz to zaiste dziwna ku słyszeniu;

Poznaję teraz, że ci Bóg łaskawy;
Więc wesprzyj czasem w pobożnem westchnieniu.

148 
Nadto cię błagam w imię świętej sprawy:

Gdy będziesz kiedy deptał grunt Toskany,
U krewnych moich popraw mojej sławy.

151 
Znajdziesz ich między próżnymi ziemiany,

Co w Talamonie dufni[758], choć opłacą
Tę dufność drożej, niż źródła Dyjany[759].

154 
— Lecz więcej od nich admirali stracą[760]...





PIEŚŃ XIV.

»Kto on, co kręgi naszej góry tłoczy,

Nim śmierć popchnęła żagle jego łodzi
I jak chce, zwiera i odmyka oczy?«

»Kto on zacz, nie wiem, lecz nie sam przychodzi;

Ty siedzisz bliżej ku jego osobie,
O ród i miano pytaj go najsłodziej«.

Tak więc szeptały, schylone ku sobie

Dwa widma obok siedzące na prawo
I szyje do mnie wyciągały obie.

10 
Powiada jedna z nich: »Duchu, postawą

Cielesną w niebios kroczący wierzeje,
Miej litość, wieścią pociesz nas łaskawą.


13 
Ktoś jest? Skąd idziesz? bo twe przywileje

Podziw nasz budzą, jak obca i nowa
Rzecz, która tutaj nigdy się nie dzieje«.

16 
»Środkiem Toskany«, rzekłem, »fale snowa

Mały strumyczek[761] zrodzon z Falterony;
Nie nasyca go droga stumilowa.

19 
Tam jest ojczysty kraj mój położony;

Nazwisko moje wymieniać — rzecz marna,
Mej sławy jeszcze nie brzmią głośne dzwony«.

22 
»Jeśli przejrzałem myśl twą aż do ziarna«,

Pierwsza się dusza do mnie znów odzywa,
»Po twojej mowie domyślam się Arna«.

25 
A druga rzecze: »Czemuż on ukrywa

Niedomówione[762] owej rzeki miano,
Jakby w niem rzecz się mieściła brzydliwa?«

28 
Na to głos ducha, którego pytano:

»Pewnie dlatego, iż się lepszą zdało,
Aby jej dolin wiecznie zapomniano.

31 
Bowiem od źródeł, któremi nabrzmiało

Siodło gór (co z nich odpadło Peloro)[763],
A tak, że w świecie bogatszych jest mało,

34 
Po ujście, gdzie się krzepi morze, skoro

Słońce mu nieco słonych wód upije,
Skąd znowu później rzeki pokarm biorą[764],

37 
Cnotę się zdala obchodzi, jak żmiję;

Czy to się dzieje ze złego nawyku,
Czy że ich gleba ten wstręt w sobie kryje.

40 
Tak odmienili obyczaj do zniku

Mieszkańcy biednej tych dolin krawędzi,
Jakby ich Circe chowała w karmniku.


43 
Śród sprośnych wieprzów, godniejszych żołędzi[765],

Niżeli strawy, którą człowiek żywie,
Naprzód ta rzeka nędzne nurty pędzi.

46 
Spotyka dalej, na niższym przepływie,

Głośniej nad małość łające szczenięta
I usta od nich odwraca wzgardliwie.

49 
Płynąc poniżej, coraz bardziej wzdęta,

Z pomiędzy psiarni między wilcze stada
Wlewa się struga licha i przeklęta.

52 
Lisy spotyka, w których mieszka zdrada,

Skoro w najniższe potoczy się kraje;
Daremnie na nie paści się zakłada.

55 
Choć tu człek słucha, sprawy nie zataję;

Dobrze mu będzie, jeśli zapamięta,
Co mu Duch prawdy przezemnie podaje.

58 
Wnuka twojego widzę[766], jak wilczęta

Dzikie pogromi, wpadłszy na wybrzeże
Ohydnej strugi i wszystkie popęta.

61 
Na targ poniesie wilcze mięso świeże,

A resztę, jak lew, położy pokotem;
Tak wielom życie, sobie cześć odbierze.

64 
Z nędznego lasu we krwi wyjdzie potem[767],

Tak spustoszywszy, że w tysiączne lata
Nie zagai się ta puszcza z powrotem«.

67 
Jak po złej wróżbie wesołość ulata

Z twarzy człowieka; więc patrzy i słucha
I tylko czeka, skąd runie zatrata,

70 
Tak spoważniała twarz innego ducha,

Podczas tej mowy; nagle stał się rzewny,
Kiedy proroctwo doszło mu do ucha.


73 
Widok jednego, głos drugiego gniewny

Ciekawość moję zwiększyły ogromnie,
Więc kto są, pytam, nazwiska niepewny.

76 
Rzekł duch, co pierwszy odzywał się do mnie:

»Patrz, czego prośba moja nie uzyska
Od ciebie, teraz ty pożądasz po mnie?

79 
Lecz dobroć boża, która tak pobłyska

Z twojej osoby, wyznać mię zniewala:
Gwidona Duki[768] niepomnisz nazwiska?

82 
Bywało, zawiść tak mię skroś przepala,

Że gdym gdzie w twarzy obaczył wesele,
Z lic moich zaraz krwi pierzchała fala.

85 
Z mego posiewu takie zbieram ziele.

O ludzie, czemu dóbr waszych krynica
W wykluczającem rodzi się podziele[769]?

88 
Oto Ranieri[770], co sobą zaszczyca

Calbolich plemię skłonne do upadu,
Póki nie najdzie jego cnót dziedzica.

91 
W obrębie morza, Renu, gór i Padu[771]

Nietylko w biednej krwi już się nie pleni
Zapał do prawdy i pięknego ładu,

94 
Ale porosły na całej przestrzeni

Trujące gąszcze; żadne ich oskardy
Nie wykarczują rychło od korzeni.

97 
Gdzie dobry Lizio i Henryk Manardi[772]?

Gdzie Traversarich i Carpignów[773] plemię?
O Romańczycy, zeszli na bastardy!

100 
Fabbro[774] bolońską ozdobi-ż znów ziemię?

Bernarda Fosco[775] w Faency obaczę?
Różdżkę tak wdzięczną wyda-ż drobne siemię?


103 
O Toskańczyku, nie dziw się, że płaczę!

Gwida da Prata imię mi przytomne
I Ugo d’Azzo[776] do serca kołacze.

106 
Pomnę Tignosa[777], druhów jego pomnę;

Dom Anastazych i dom Traversarów[778]:
Oba te rody dzisiaj bezpotomne!...

109 
Damy, rycerstwo, świat czynów i gwarów,

Dworności naszej i miłości szkoła[779]
Tam kwitły, gdzie dziś wrósł występku narów...

112 
Wyjdź Brettinoro[780] z siebie, gdy dokoła

Właśni panowie twoi precz uchodzą
Śród innych wielu, by nie sromać czoła.

115 
W Bagnacavallo[781] niewiasty nie rodzą,

I słuszna: zato Castrocaro, Conio[782]
Źle gdy hrabiątek niegodnych napłodzą.

118 
Pagani[783] lepsi będą, gdy uronią

Swojego Djabła, ale trud zbyteczny
Oczyszczać sławę: od plam jej nie schronią.

121 
O Ugolinie z Fantoli[784], bezpieczny

Będzie twój honor, bo go już nie zaćmi
Czynem niegodnym żaden syn wszeteczny!

124 
Idź Toskańczyku teraz, idź, bo łkać mi

Chce się — nie mówić; rzewnie płakać muszę,
Tak się me serce ścisnęło nad braćmi«.

127 
Widno nam było, że te zacne dusze

Słyszały chód nasz, a że nie ostrzegły,
Po drodze dalej poszliśmy w otusze

130 
Znowu samotni; nagle z przeciwległej

Strony jak piorun powietrze przelata,
Tak ku nam słowa wołające biegły:


133 
Ktokolwiek spotkasz, zgładź mię z tego świata![785]

I pierzchły jako grzmot, który pobladnie,
Skoro wprzód obłok na ćwierci rozpłata.

136 
A ledwie znowu sobą słuch owładnie,

Inny głos obok huknął raz za razem,
Jako grom, który za piorunem padnie:

139 
Jam jest Aglauro[786], co się stała głazem.

Cała się postać moja w tył podawa,
Pragnę się ukryć za swym Drogoskazem.

142 
Już też ucichła napowietrzna wrzawa,

Gdy Wódz mój rzecze: »Oto twarde pęta[787],
Co winny dzierżyć was w granicach prawa.

145 
Ale szalonych zbyt wabi przynęta,

Z pod której stary wróg na wędę chwyta
Duszę, skoro się nie wczas opamięta.

148 
Woła was niebo; nad wami rozwita

Piękność swe kręgi toczy; cóż, gdy biedna
Źrenica wasza do ziemi przybita!

151 
Za to was karci Siła wszystkowiedna!«





PIEŚŃ XV.[788]

Ile to czasu w obrocie używa[789]

Od zaświtania po godziny trzecie
Sfera niebieska, jak dziecko ruchliwa,

Tyle dopełnić miało, ku swej mecie

Biegnące słońce, ze swego obwodu:
Tu wieczór, północ była zaś na świecie.


W sam środek twarzy blask nas raził z przodu,

Bo całą górę obeszliśmy kołem
I podążali prosto do zachodu,

10 
Gdym nagle swojem jął miarkować czołem,

Że mi coś na nie większe blaski roni,
Więc nowej rzeczy dziwić się począłem

13 
I ku szczytowi brwi uniosłem dłoni,

Aby się oczom jak blaskochron kładła,
Co od nadmiaru jaskrawości broni.

16 
Jako od wody albo od zwierciadła

Odbita strzała jasnego promienia
W stronę przeciwną odpryska niż padła,

19 
I — co z nauki albo z doświadczenia

Wiemy — od pionu odchyla się tyle,
Ile wynosił kąt jej uderzenia,

22 
Tak wydawało mi się pod tę chwilę,

Że skądś odbite światło[790] we mnie runie:
Więc twarzy przed tą jasnością uchylę.

25 
»Ojcze mój«, pytam, »co jest w ognia łunie?

Zasłona dłoni na nią nie poradzi,
A oto, zda się, prosto ku nam sunie«...

28 
»Nie dziw się« odparł, »że bożej czeladzi

Widok źrenice twe jeszcze kaleczy:
To poseł, który w górę poprowadzi.

31 
Rychło czas przyjdzie, kiedy ci tych rzeczy

Blizkość nie będzie przykra, ale błoga,
O ile zmysł jej podoła człowieczy«.

34 
Gdyśmy podeszli, gdzie stał poseł Boga,

Radośnie rzekł nam: »Wstępujcież w pokoju
Na łagodniejszą stromość tego proga«.


37 
Zaczem wstępujem po chwili postoju. —

Błogosławieni miłosierni![791] słyszę;
I znowu: Raduj się, zwycięzco w boju![792]

40 
Gdy idziem w górę, wierni towarzysze,

Zastanowiłem się i zadumałem,
Jakiem pytaniem ważnem przerwać ciszę.

43 
Więc obrócony do Wodza pytałem:

»Jakie to zyski owy duch z Romanii,
Wykluczającym nazywał podziałem?«[793]

46 
»Wie dziś, jak cierpią zawiścią skalani«,

Wódz rzecze. »Nie dziw, byście śród żywota
Wy mniej błądzili, on tu sam się gani.

49 
Iż się chuć wasza ku tym rzeczom miota,

Gdzie podział zmniejsza własne posiadanie,
Zawiść westchnieniom wszerz otwiera wrota.

52 
Gdyby wodziła wasze pożądanie

Miłość jedyna ku najwyższej sferze,
Tej-byście męki nie znali ziemianie.

55 
Tu im spólników więcej, w większej mierze

Miłość powszechna każdemu się święci
I większą każdy cząstkę dobra bierze.

58 
»Oto pewności łaknę teraz więcej«,

Rzekłem, »niżeli wprzódy, gdy milczałem,
I duszę większa wątpliwość mi męci:

61 
Jak to się bowiem dzieje, że podziałem

Wzbogacić można więcej posiadaczy,
I ktoś jest cząstką bogatszy, niż całem?«

64 
»Ponieważ«, odrzekł, »rozsądek twój baczy

Jedynie ziemskie dobra niestateczne,
Śród prawdy światła jak we mgle majaczy.


67 
Niewymówione owo Dobro wieczne,

Które jest w górze, ku miłości leci,
Jak w jasne ciało promienie słoneczne.

70 
Ile zapału znajdzie, tyle nieci:

Im większa z kogoś miłość się wydziela,
Tem się w nim jaśniej wieczny skarb rozświeci.

73 
Im większą duchów liczbę uwesela,

Tem szersze w okół zakreśla granice:
Tak źrzadło, jeden drugim ją odstrzela.

76 
Łakniesz-li jeszcze, w rychle Beatrycze

Obaczysz, która więc nauką swoją
Te, a z nią inne ukoi tęsknice.

79 
O to dbaj jeno, niech jak z tamtą dwoją,

Z resztą pięciorga twoich skaz się stanie:
Skaz, mówię, które cierpieniem się goją«.

82 
Gdym chciał rzec: »Jużem zaspokojon, Panie«,

Wtórego-m kręgu przeszedł wał graniczny,
Więc oniemiło mię oczekiwanie.

85 
Naglem się poczuł w wizji ekstatycznej:

Ramiona moje po powietrzu płyną,
W świątyni staję pośród rzeszy licznej.

88 
W progu niewiasta z czułością matczyną

Odzywała się, zasmuciwszy lice:
»Dlaczego to nam zrobiłaś dziecino?[794]

91 
Oto zalękli o ciebie rodzice

Szukaliśmy cię...« tu mówić przestała
I obróciło się zjawisko w nice.

94 
Po niej niewiasta mi się ukazała

Z rosą na twarzy wyciśniętą bólem,
Kiedy od gniewu wielkiego zapała.


97 
I rzekła: »Jeśliś tej stolicy królem[795],

Co o jej imię spór wiedli bogowie[796]
I co nauki wszelkiej była ulem,

100 
Niechaj zuchwalec odcierpi surowie

Całus na czole złożony dziewiczem,
O Pizystracie«. Więc w łagodnej mowie

103 
Tak odrzekł pan ów ze słodkiem obliczem:

»Za cóż się czyja nienawiść policzy,
Jeśli kochanie za występek liczym?«

106 
Potem ujrzałem pośród wściekłej dziczy

Młodzieńca[797]: motłoch głazami weń miota
I podszczuwając: »Zabij, zabij!« krzyczy.

109 
A on z gasnącym oddechem żywota,

Gdy go na ziemię zwalili morderce,
Do niebios czynił z oczu swoich wrota,

112 
Modląc się Bogu w tej wielkiej rozterce,

By prześladowcom puścił dzieło krwawe,
Z takim wyrazem, że chwytał za serce. —

115 
Gdy dusza moja odzyskała jawę,

Którą zgubiła, sama w się zebrana,
Poznałem wszystkie czyny me nieprawe.

118 
Przeto tam stałem w oczach mego Pana,

Jak człowiek, co się ze snu powstać sili;
Więc rzekł: »Co tobie, że ci drżą kolana?

121 
Oto uszedłeś więcej niż pół mili

Z wzrokiem zamglonym[798], w nóg nierównowadze,
Jak człowiek, co go sen lub wino zmyli«.

124 
»Ojcze mój słodki«, rzekłem mej Powadze,

»Jeśli posłuchać zechcesz, to-ć wyświecę
Com widział, kiedym w członkach stracił władzę«.


127 
»Choćbyś sto masek«, rzekł, »włożył na lice,

Oczy me przez nie głąb myśli postrzegą,
Ani im będą skryte tajemnice.

130 
To co widziałeś, widziałeś dlatego,

Byś otwarł serce wodom pojednania[799],
Które ze zdroju wieczystości biegą.

133 
Pytałem nie jak człowiek, co odsłania

Rzeczy cielesne okiem z przed mogiły,
Niedowidzącem od chwili skonania,

136 
Ale, by stopom twoim dodać siły,

Jak się leniwe bodzie i oporne,
Gdy się ich zmysły wreszcie obudziły«.

139 
Tak my stąpali przez zorze wieczorne

W dal pozwalając zapuszczać się oku
Skróś przez promienie żarkie i przekorne

142 
Nagle się ku nam tumany obłoku

Jęły przybliżać, jako noc czarniawe:
Trudno przed nimi było umknąć kroku.

145 
— Aż nam odjęły powietrze i jawę.





PIEŚŃ XVI.[800]

Ciemności piekieł, albo noc wyzuta

Pod biednem niebem z wszelkich gwiazd widoku,
Gdy się ciemnemi chmurami okuta,

Równą zasłoną nie otuli wzroku,

Jak ta mgła przykra, gęsta i chropawa[801],
Która zstąpiła nam teraz w obłoku.


Powieka pod nią kamieniem się stawa;

Więc mój Towarzysz doznany i drogi
Zbliża się do mnie i ramię podawa.

10 
Jak w ślad przywódcy ślepiec stawia nogi,

By się nie potknąć na ścieżynie krętej
I nie poranić i nie zbłądzić z drogi,

13 
Tak ja stąpałem przez mgieł cierpkie męty;

»Uważaj pilnie«, głos jego dolata,
»Ażebyś nie był ode mnie odcięty«.

16 
W górze gdzieś rzesza śpiewała skrzydlata:

O mir i litość w pieśni był proszony
Baranek, który gładzi grzechy świata.[802]

19 
Raz wraz »barankiem« zaczynał śpiew ony,

A głos falował tak równymi ruchy,
Jakby był zgodnem czuciem nastrojony.

22 
»Wszak ci to«, pytam, »wyśpiewują duchy?«

»Prawdę-ś powiedział«, odrzekł, »wiedz, że tędy
Ziemskiego gniewu kruszy się łańcuchy«.

25 
»Ktoś ty, co mgławe przedzierasz oprzędy

I mówisz głosem, który przypomina
Tych, co czas jeszcze dzielą na kalendy?«

28 
Tak mówić do mnie duch jeden poczyna.

»Idź doń«, Mistrz rzecze, »wieścią się podzielisz;
Spytaj, którędy perć się w górę wspina?«

31 
»Istoto«, rzekłem, »która tu się bielisz,

By wrócić czysta do Stwórcy swojego,
Dziw ujrzysz, jeśli ku mnie się ośmielisz«.

34 
»Iść z tobą chwilę, prawa mi nie strzegą,

Rzekła; »jeśli mgieł okiem nie wyruszę,
Myśli przynajmniej za głosem się zbiegą«.


37 
Więc ja ciągnąłem: »Dążę tam w pielusze,

Z której dopiero martwość mię rozpęta;
Wprzód przejść musiałem przez piekieł katusze.

40 
Skoro zaś tak mię łaska dzierży święta,

Że na swym dworze chce mię przyjąć w gości
Cudem, jakiego człek żyw nie pamięta,

43 
Powiedz, kim byłeś pośród ziemskich włości?

Czyli nie błądzim tą drogą nieznaną,
Niech się z ust twoich dowiem dla pewności«.

46 
»Lombardem byłem: Marko[803] moje miano:

Znałem świat, honor ceniłem nad życie;
K’niemu napisać łuk dziś zapomniano.

49 
Idąc wprost siebie, do celu zdążycie«.

Tak rzekł i dodał: »Wdzięczny za mitręgę,
Pomódl się za mnie, gdy będziesz na szczycie«.

52 
Ja na to: »Żeć to uczynię, przysięgę;

Teraz się w jednej niepewności ważę:
Jeśli nie pojmę w sobie się rozprzęgę.

55 
Wprzód po jednemu, teraz na mnie w parze

Runą wątpienia; miesza mię twa skarga,
Skoro ją z dawniej słyszanem[804] skojarzę.

58 
Tak-że to świat już związki z cnotą targa,

Jak twoja mowa rozżalona biada;
Tak się to w złości i kala i szarga?

61 
Gdzie ma przyczynę, powiedz, ta szkarada?

Niechaj poznawszy, innym podam lepiej;
Jeden ją w niebie, drugi w ziemi składa«.

64 
Duch westchnął: boleść te w nim smutki szczepi,

A potem tak się odezwał: »Mój bracie,
Ślepy jest świat wasz i wy na nim ślepi.


67 
Wy, ludzie żywi, przyczynę składacie

W gwiezdnych obrotach, mniemając, jakoby
Wszystko się w tamtym tworzyło warsztacie.

70 
Gdyby tak było, brak-by wam ozdoby

Swobodnej woli; brak-by z tego względu
Za cnotę szczęścia, a za grzech żałoby.

73 
Gwiazdy są źródłem pierwszego popędu,

Lecz choćby wszystkich, to i w tym przypadku
Światło wam dane na obejście błędu

76 
I wolna wola; ta gdy nie ma statku

I zrazu onych sił ulega wadze,
Dobrze karmiona wygra na ostatku.

79 
Lepszej przyrodzie i wyższej powadze

Wyście poddani; z nich jest w ludzkim tworze
Rozum, nad którym gwiazdy tracą władzę[805].

82 
Jeśli świat dzisiaj schodzi na bezdroże,

W was jest przyczyna i tej się dowiècie;
Oto ją dla was znajdę i wyłożę:

85 
Dusza pieszczona w swoim pierwobycie,

Na ziemię schodzi od bożego stoła,
Kwiląc i śmiejąc się jak małe dziècię.

88 
Duszyczka prosta nie pojmuje zgoła

Nic, lecz byt szczęsny chowając w pamięci,
Popędem dąży, gdzie ją rozkosz woła.

91 
Naprzód ją w świecie marne dobro nęci;

Nieostrzeżona, za tem dobrem bieży,
Jeśli wędzidło nie sprostuje chęci[806].

94 
Więc praw wędzidło skroić jej należy:

Przełożyć króla, któremu zaświta
W stolicy prawdy bodajby szczyt wieży[807].


97 
Prawa istnieją, lecz kto o nie pyta?

Przewodnik trzody, choć w zakonie prawy,
Nierozdwojone ma jeszcze kopyta[808].

100 
Więc lud gdy widzi, że wódz szuka strawy

Do jakiej własne łakomstwo go żenie,
Rwie się tam, świętszej zaniedbując sprawy.

103 
Stąd łacno pojmiesz, że złe przewodzenie

Winno jest w świecie grzesznego nałogu,
Nie zaś zepsute niby przyrodzenie.

106 
Rzym, który wyrwał świat wiecznemu wrogu,

Dwojgiem słońc rzucał w dwoje dróg swe blaski:
W drogę ku światu i w drogę ku Bogu.

109 
Jedno zagasło w drugiem; miecz do laski

Przystał pasterskiej, a ta wspólna sprawa
Musiała stworzyć pośród nich niesnaski.

112 
Jeden drugiemu nie ustąpi prawa;

Jeśli nie wierzysz, obacz dla przykładu,
Jak to po ziarnie poznaje się trawa[809].

115 
Kraj śród Adygi leżący i Padu[810],

Póki nie wstały kłótnie Frydrykowe,
Był pełen cnoty, dzielności i ładu.

118 
Ktoby się dawniej bał wejść w ziemie owe,

By się nie natknąć na uczciwych ludzi,
Dziś-by niósł śmiało podniesioną głowę.

121 
Jest troje starców, a tym trwać się nudzi

W nowym zwyczaju i boli do żywa,
Że Bóg z wezwaniem ich do siebie żmudzi.

124 
Konrad z Palazzo, Gherard tam przebywa

Dobry i Gwido z Castel, co z francuska
Także się szczerym Lombardem nazywa[811].


127 
Głoś-że: niech ludziom z oczu spadnie łuska:

Rzym, iż dwie władze w jednę rękę chwyta,
Z brzemieniem w błoto wpadł i w niem się pluska«.

130 
»O Marku«, rzekłem, »prawda to niezbita;

Teraz pojmuję, dlaczego wyzutym
Z tego dziedzictwa miał zostać Lewita[812].

133 
Lecz kto ów Gherard, co w świecie zepsutym

Pozostał jakby próbą dawnych ludzi,
I zdziczałemu płomieniu wyrzutem?«

136 
»Albo mię kusi głos twój, albo łudzi«,

Odrzekł; »wszak słyszę, że jesteś z Toskany,
A pamięć jego już się w tobie studzi?

139 
Pod innem mianem on mi jest nieznany,

Chyba je córka Gaja[813] rozesławi...
Lecz idźcie z Bogiem; mój kres u tej ściany.

142 
Oto już obłok prześwieca białawiej,

A ja zawracać muszę z mej podróży;
Anioł już idzie i wnet tu się zjawi«.

145 
Skończył i nie chciał ze mną bawić dłużej.





PIEŚŃ XVII.[814]

Jeśliś był w górach od mgieł pochwycony,

Przez które tyle dopatrzy spowita
Źrenica, ile kret przez powiek błony,

Przypomnij, gdy ćma wilgotna i zbita

Zaczyna rzednąć, jak słabem i bladem
Światłem tarcz pod nią słoneczna prześwita,


A pojmiesz, idąc wyobraźni śladem

I tak ci słońce właśnie widne będzie
Jak mnie, kiedym je ujrzał nad zapadem.

10 
Więc stopy moje w jednym stawiąc rzędzie

Z Mistrza stopami, wystąpiłem z chmury
W blask, co już dolin porzucił krawędzie[815].

13 
O wyobraźni, w takie nas wichury

Zdolna porywać, że rogów tysiące[816]
Nie zbudzą duszy rwanej temi pióry!

16 
Kto tobą rządzi, kiedy zmysły śpiące?

Snać rządzi światło o niebiańskiej treści[817],
Z siebie lub woli wyższej działające. —

19 
Bezbożność dziewki, co swój kształt niewieści

Zmieniła w ptaka, pieśni miłośnika,
W widzeniu mojem naprzód się obwieści.

22 
A tutaj duch mój tak szczelnie przymyka

Swe wrota i tak sam się w sobie zwinie,
Że weń z zewnętrznych światów nic nie wnika.

25 
Potem mi w szczytną wyobraźnię spłynie

Krzyżowanego okrutnika zjawa
Wzgardliwie dumne w śmiertelnej godzinie.

28 
Tuż wielkie widmo Ahaswera stawa

I przy Esterze Mardoch sprawiedliwy,
Którego mowa jak czyn była prawa[818].

31 
A skoro prysnął owy obraz żywy,

Jak bańka w świateł barwistych ozdobie,
Kiedy jej wodnej nie stanie pokrywy,

34 
Ujrzałem widmo dzieweczki w żałobie[819],

Która mówiła: »Z jakiej-że przyczyny
Królowo, gniew twój na śmierć radził tobie?


37 
Umarłaś, aby nie tracić Lawiny,

Przecie daremnie; otom rozżalona,
Matko, twej wprzódy, niż cudzej ruiny«.

40 
Jak się sen łamie, gdy powiek osłona

Przepuści nagle jasne zorze brzasku
I chwilę szarpie się, nim całkiem skona.

43 
Tak znikło widmo owego obrazku,

Skoro strzeliła jasność[820] w oczy moje
Od padolnego ogromniejsza blasku.

46 
Obróciłem cię, by poznać, gdzie stoję.

Gdy głos mówiący: »Wstępujcie na stopnie«
Rozprószył wszystkie inne niepokoje.

49 
Pragnieniem dusznem biegłem tak pochopnie

Wypatrzeć mówcę, iż mi się wydało,
Że nie odpocznie, aż swojego dopnie.

52 
A jak się kryje słońca świetlne ciało

Nadmiarem blasków, co nas w oczy rażą,
Tak tu spojrzenie moje nie dotrwało.

55 
»Duch to jest boży, co nas pod swą strażą

Nie oczekując prośby, wyprowadzi;
Oczom twym własną zasłania się zarzą.

58 
Rad nam, jak inni samym sobie radzi[821]:

Kto widząc obcy mus, czeka wezwania,
Taki złośliwie już odmowę ładzi.

61 
Niech zaproszenie doda ci wytrwania;

Przed zejściem nocy trzeba kończyć drogę,
Albo na nowo czekać do zarania«.

64 
Tak mówił Wódz mój, zaczem siły wzmogę

I zwracam kroki na wyniosłe schody.
Ledwiem na pierwszym stopniu stawił nogę,


67 
Uczułem z blizka jakby wiatru chłody

Od skrzydeł i głos ten: Błogosławieni
Pokój czyniąc
y,[822] nie czyniący szkody.

70 
W górze już gasnął ostatek promieni,

Po których zaraz idzie noc na świecie
I już migały gwiazdy po przestrzeni.

73 
»O siły moje, dlaczego mdlejecie?«

Mówiłem, czując mocy niedostatek
I drżąc, że nóg mych władza się rozplecie.

76 
Jużeśmy stali, gdzie schodów ostatek

Dochodzi ściany i o tę granicę[823]
Utknęli, niby zholowany statek.

79 
Nadstawiam ucha, czy skąd nie pochwycę

Wieści, przez nowe te biegnącej kraje,
Zaczem powiadam, obróciwszy lice:

82 
»Drogi mój ojcze, jaki to się kaje

Grzech w okoleniu, gdzie nas stopa wniosła?
Choć stają nogi, głos niech nie ustaje«

85 
A on: »Tu miłość cnoty, niedorosła

Do obowiązku, prości się i czyści;
Tu raźniej chodzą zapóźnione wiosła.

88 
Posłuchaj pilnie, by ci oczywiściej

Ta rzecz przezemnie była ukazana;
Tak nie wypadnie zwłoka bez korzyści:

91 
Czy w Stwórcy, czyli w stworzeniu z rąk Pana

Wyszłem, jak to wiesz, miłość tkwi niezbędna,
Wrodzona, lub też wyrozumowana.

94 
Miłość wrodzona zawsze jest bezbłędna,

Lecz druga czasem pochybi w wyborze,
To mdła w działaniu, to zbyt nieoględna.


97 
Tam, — póki stawia za cel dobro boże,

Tu, — póki sama swe miarkuje chuci,
Zgubnej uciechy źródłem być nie może.

100 
Lecz skoro ku złym myślom się obróci,

Lub z niepomierną troską w dobro godzi,
Zaraz ze Stwórcą stworzenie pokłóci.

103 
Z tego, jak widzisz, jasno się wywodzi,

Że miłość równie cnotę sobą iści,
Jak wszelką sprawę, która karę płodzi.

106 
Że zaś jest miłość swej własnej korzyści

Samolubnemu stworzeniu konieczna,
Więc niema w świecie samo-nienawiści.

109 
A iżby była rzecz w zasadzie sprzeczna:

Twór niezwrócony ku pierwszej przyczynie,
Nienawiść Stwórcy też jest niedorzeczna[824].

112 
Ze złych miłości znamy więc jedynie

Złą ku bliźniemu miłość; otóż ona
Trzema sposoby wstaje w ludzkiej glinie.

115 
Ten czeka, rychło czyjś kres się dokona,

Na nędzy bliźnich buduje rachuby,
Chce, by ich wyższość była poniżona.

118 
Ów stracić nierad władzy, cześci, chluby

Przez to, że nadeń wzrośnie wielkość cudza
I ze zmartwienia bratu życzy zguby.

121 
Tam krzywda w człeku taką wściekłość wzbudza,

Iż jego serce mściwością zażega
I przeciw drugim niecną myśl podjudza.

124 
Te trzy miłości niżej tego brzega

Kają się; teraz ową ci zwiastuję,
Co się za dobrem niesfornie ubiega:


127 
Każdy bezwiednie i niejasno czuje,

Że jest gdzieś dobro, co duszę pokoi,
Więc go koniecznie dostać usiłuje.

130 
Chęć, co leniwo ku nieba ostoi

Dąży, w tym kresie czyścowych umorzeń
Po słusznej skrusze męką się wygoi.

133 
Jest inne dobro, co nie zbawi stworzeń,

Bo nie jest szczęściem, ni jest w niem zasada
Wszelkiego dobra, ni owoc, ni korzeń.

136 
Miłość takiemu dobru zbytnio rada

W trzech wyższych kołach łzami się opłócze:
Lecz jak się owy trójpodział układa,

139 
Pragnę byś doszedł sam, więc nie pouczę[825].





PIEŚŃ XVIII.[826]

Koniec położył Mędrzec swej rozprawie,

A chcąc rozpoznać, czym go słuchał chętny,
Oczy mi w twarzy utopił ciekawie.

Ja zaś spragniony rzeczy tak ponętnej,

Milczałem usty, a w sobie-m tak gwarzył:
Czy tylko jemu nie będę natrętny?

Lecz szczery ojciec mój, gdy zauważył,

Że chęć gorącą z nieśmiałości taję,
Mową ośmielił, bym się mówić ważył.

10 
Więc rzekłem: »Mistrzu, wzrok mój tak się staje

Bystry od światła twojego przyczyny,
Że coś mi podał, wszystko rozeznaję.


13 
Lecz powiedz, proszę, ojcze mój jedyny:

Co jest ta miłość, przez którą się płodzą
Mówisz, zarówno dobre jak złe czyny?«

16 
»Niech«, odrzekł, »w myśl mą źrenice ugodzą

Twego rozumu; niechaj się rozświeci
Błąd tych, co ślepi, przecież ludzi wodzą.

19 
Duch, co z natury swej na miłość leci,

Do każdej rzeczy przyjemnej się skłania,
Skoro w nim lubość chęć do lotu wznieci.

22 
Wasza pojętność bierze cel kochania

Z rzeczywistości; tu ziemska uroda
W kształtach powabnych duszy się odsłania.

25 
A gdy się dusza na jej zachwyt poda,

To zwie się miłość; w niej się po raz wtóry
Przez rozkosz z wami jednoczy przyroda.

28 
Jako zaś płomień mocą swej natury

Prąc się, gdzie dłużej może trwać w swym stanie
Ogniowym, zawsze podąża do góry,

31 
Tak gdy ogarnie duszę pożądanie,

Które jest ruchem ducha, nie spoczywa,
Aż kochanego przedmiotu dostanie.

34 
Teraz się tobie wyraźnie odkrywa

Błąd, którym ludzie często się łudzicie,
Że każda miłość przez się jest godziwa.

37 
Zda się wam, iż treść w takim pierwobycie

Zawsze jest dobra; lecz że wosk bez skazy,
Nie przeto czyste musi być odbicie«[827].

40 
»Myślom spieszącym za twymi wyrazy

Istność kochania już jest odsłonięta,
Lecz i wątpliwość wzmogła się dwa razy.


43 
Skoro nam miłość duszę z zewnątrz pęta,

A dusza drogą odmienną nie chadza,
To nie przez miłość jest prosta i kręta«.

46 
Tak rzekłem, więc on: »Póki moja władza,

Wyjaśnię, z resztą czekaj Beatryczy:
To jest rzecz wiary, mnie w tem rozum zdradza.

49 
Wszelki duchowy kształt[828], co uczestniczy

Z ciałem, lecz z nim się na wieki dwoiści,
Właściwy przymiot odwiecznie dziedziczy.

52 
Ten bez działania w jawie się nie iści,

Ale się w skutkach objawia, jak w drzewie
Życie się znaczy zielonością liści.

55 
A zatem człowiek tam na ziemi nie wie,

Kiedy w nim pierwsze wybłyska poznanie,
Gdzie się zażega pierwszych żądz zarzewie.

58 
Są mu właściwe, jak pszczole zbieranie

Miodu, więc pierwsza ta wasza chęć czynna
Jest niepodległa chwale ni naganie.

61 
Lecz że się do niej wiąże wszelka inna,

Władza wyboru w was odwiecznie tleje;
Ta przyzwolenia progu strzec powinna.

64 
To jest pierwiastek, skąd idą nadzieje

Waszej zasługi, w miarę jak w omłocie
Czynów zło ziarna od dobrych odwieje.

67 
Ci co badali duszę w jej istocie,

Poznali, że jest do wolności skłonna:
Ci dali światu naukę o cnocie[829].

70 
Przypuśćmy nawet, że moc nieuchronna

Wszelaką miłość w sercu wam zażega,
W was samych przecie jest tarcza obronna.


73 
Beatryx uczy, że ta moc polega

W swobodnej woli; gdy ci los podarzy
Z nią mówić, niech to z pamięci nie zbiega«. —

76 
Księżyc, co późno wstał[830] dla nieba straży,

Blaskiem przerzedził gwiazdy w swej koronie,
Płonąc jak głownia, gdy się cała żarzy.

79 
I biegł po nieba obręczy, po stronie

Prażonej słońcem[831], gdy dla Rzymianina
Między Sardynią a Korsyką tonie.

82 
Cień ów uprzejmy[832], co przezeń mieścina

Pietola rozgłos bierze nad Mantową,
Z brzemienia pytań mych swój kark odgina[833].

85 
Pouczonego jego jasną mową

Tak mię olśniła prawda niewątpliwa,
Żem stał jak człowiek z odurzoną głową.

88 
Aż z rozmarzenia tego mię wyrywa

Gromada duchów, co za nami goni
I już nas sięga, w biegu popędliwa[834].

91 
Jak u Ismenu i Azopu toni

Tebanie nocą w tłumnym korowodzie
Krzykiem błagali Bakcha zbawczej dłoni[835],

94 
Tak się tu sierpem toczą po obwodzie

Pagórka duchy; po czyścowym brzegu
Chęć ich i miłość sprawiedliwa bodzie.

97 
Wnet są nad nami, bowiem w pełnym biegu

Ogromna ciżba wstęgą się wywija,
A dwaj wołają, wybiegłszy z szeregu:

100 
»W górę skwapliwie spieszyła Maryja;

Cezar z szybkością piorunnych płomieni
Obległ Marsylję, Ilerdę podbija.


103 
»Nuże, iść w górę niech się nikt nie leni

Z braku miłości«; inni zaś wołali:
»Dobra ochota łaskę uzieleni«[836][837].

106 
»O duchy, w których żarliwość się pali

Pewnie, by żmudę nagrodzić i zwłokę;
O wy, w czynieniu dobra opieszali,

109 
Żywą on tutaj przynosi zewłokę

I pragnie w górę piąć się, gdy zaświta:
Powiedzcie, gdzie są wrota przez opokę?«

112 
Takiemi słowy mój Wódz je powita.

A na to odrzekł głos jednego cienia:
»Pójdź w tropy: znajdziesz, gdzie brama wybita.

115 
Wszyscy jesteśmy tak pełni pragnienia,

Że się zatrzymać trudno: przebacz zatem,
Gdy tu rzecz słuszna w niegrzeczność się zmienia.

118 
Jam był świętego Zenona opatem[838]

Za Barbarossy, po którym w żałobie
Dotąd Medjolan[839] trwa zimą i latem.

121 
Ktoś, co już stoi jedną nogą w grobie,

Zapłacze swojej w tym klasztorze sprawy,
Nierad, że władzę tam przywłaszczył sobie,

124 
Że jego ciałem i duchem koszlawy

Syn, koszlawego równie urodzenia
Siedzi, gdzie siedzieć winien pasterz prawy«[840].

127 
Niewiem, czy słowa mówiącego cienia

Tu się kończyły, gdyż był już daleko;
Com słyszał, warte było powtórzenia.

130 
On, który zawsze był moją opieką:

»Obróć się«, rzecze, »obaczysz mar dwoje,
Co opieszałość wyrzutami sieką«.


133 
Za nami wołał głos: »Zginęły roje

Ludu, co środkiem przeszedł morskie wały,
Nim dzieci doszły nad Jordanu zdroje.

136 
I ów lud, który w trudzie niewytrwały

Anchizowego osierocił syna
I sam się podał na życie bez chwały«[841].

139 
Gdy już nam z oczu zniknęła drużyna

I popędziła, wciąż tocząc się kołem,
Nowych wir myśli w mej głowie się wszczyna

142 
I tak obłędnie snuje się pod czołem

I takich marzeń rozpowija tłumy,
Że w tem błądzeniu powieki zamknąłem

145 
I w sen prawdziwy popadłem[842] z zadumy.





PIEŚŃ XIX.[843]

Owej godziny, kiedy dzienne ciepło

Do reszty swego oddechu pozbawi
Noc wpływem ziemi lub Saturna skrzepłą[844],

I gdy to wieszczkom wielki los się jawi[845]

W chwili przedświtu, gdzie mrok już opada
Z gościńca, który wnet się rozjaskrawi,

W śnie moim wzeszła niewieścia szkarada[846],

Jękliwa w mowie, z wejrzeniem rozokiem,
Bez rąk, z nogami w kabłąk, w twarzy blada.

10 
Wpiłem w nią oczy. Jak zwarzone mrokiem

Na słońcu taje zesztywniałe ciało,
Tak jej odtajał naprzód pod mym wzrokiem


13 
Język i postać prostowała całą,

Aż w małej chwili blade jej oblicze
Lubą miłości barwą pokraśniało[847].

16 
A z rozchylonych warg takie słodycze

Pieśni wionęły, że ja w zachwycenie
Wpadłszy, już od niej odstąpić nie życzę.

19 
»Przypatrz się«, nuci, »pochlebnej Syrenie:

Ja marynarzy na manowce wodzę
Urokiem, co go kryje wdzięczne pienie.

22 
Ja Ulyssesa wstrzymałam[848] po drodze;

Kto raz do mego przylubił się domu,
Nierad mię żegna, tak mu w nim dogodzę«.

25 
Jeszcze śpiewała, gdy z szybkością gromu

Święta niewiasta[849] podeszła w tej chwili,
Snać aby tamtę nabawiła sromu.

28 
»Kto ona? Mów mi! Wirgili, Wirgili!«

Rzekła surowie: więc pełen posłuchu
W tę zacną wpatrzon, krok swój ku niej pili.

31 
Ku tamtej ściągnął dłoń: szatę na brzuchu

Rozdarłszy, odkrył... wtem mię sen odleci
Od bijącego z jej łona zaduchu[850].

34 
Dobry Wirgili do mnie: »Po raz trzeci

Wołam: wstań i chodź; pora ruszyć dalej
I szukać, kto nas o bramie oświeci«.

37 
Wstałem, a oto już się pełnym pali

Dniem każdy okręg onej góry świętej;
Tak my, świt mając w tyle[851], wstępowali.

40 
Idąc, skroń niosłem jak człek zaprzątnięty

Jakowąś myślą, co mu w sercu leży
I miałem postać pół-arkady zgiętej.


43 
Wtem nagle do nas: »Wejdźcie do tych dźwierzy!«

Głos wołał słodki, jak ten co z błękitu,
A nie z padolnych wyleci rubieży.

46 
Tak Anioł wzywał i wabił do szczytu,

Wiejąc swoimi łabędzimi puchy[852]
I stojąc w onych podsieniach z granitu.

49 
I szedł głos między skrzydlate podmuchy:

Błogosławieni, których we łzach oko:[853]
Dusze ich będą paniami otuchy.

52 
»Czemuż twe oczy po ziemi się wloką?«

Do idącego tak Wódz się odzywa,
Nim jeszcze Anioł odleciał wysoko.

55 
»Widzenie nowe myśli me porywa«,

Rzekłem, »i tak me pociąga źrenice,
Że myśl ku niemu wraca uporczywa«.

58 
»Widziałeś«, pytał, »starą czarownicę,

Za której sprawą powyżej lud jęczy?
Widziałeś, jak jej złość poszła na nice?

61 
Dosyć już; postąp dalej i ku tęczy

Blasków zwróć oko; Władca niezmierzony
Wabiem ją toczy[854] w wielkich sfer obręczy«.

64 
Jak sokół naprzód spojrzy na swe szpony,

Potem na strzelca głos pióra rozpina,
Pragnieniem strawy do ziemi nęcony,

67 
Tak się porwałem i póki szczelina

Wiodła nas, krokiem ile można chyżym
Szedłem do ścieżki, gdzie w krąg iść zaczyna.

70 
Aż gdy na miejsce odkryte się wzwyżym,

Ujrzę leżące podłuż ściany duchy,
Wszystkie do góry obrócone krzyżem.


73 
Przylgnęła dusza moja![855] ów bezruchy

Lud mówił, takim szarpany szlochaniem,
Że słów zaledwie szept słyszałem głuchy.

76 
»Wybrańcy Boga, co oczekiwaniem

Koicie mękę i miłością Sędzi,
Pouczcie, jak tam wyżej się dostaniem?«

79 
»Skoro pokuty naszej Pan wam szczędzi,

A chcecie drogę wynaleźć niezwłocznie,
Prawicą zawsze bądźcie od krawędzi«[856].

82 
Tamtemi słowy Wieszcz mój mówić pocznie,

Temi odpowie widmo ukorzone;
Że się coś kryło[857], poznałem widocznie.

85 
Oczyma w oczach mego Pana tonę;

Więc on łaskawem przyzwoleniem darzył
Chęci we wzroku moim wyrażone.

88 
Skorom swe myśli na nowo skojarzył,

Do rozciągnionej powiadam istoty,
Com ją po głosie wprzódy zauważył:

91 
»Duchu, co łzami kupujesz przymioty,

Bez których nie lza być wam w bożym bycie,
Uspokój dla mnie swej wielkiej zgryzoty.

94 
Kim byłeś? Czemu krzyżem tu leżycie?

Chcesz, że za tobą prośbami się wstawię
Tam na padole, skąd przynoszę życie?«

97 
A on: »Czemu nas niebo w tej postawie

Mieć życzy, później dowiesz się powodu;
Teraz wiedz: jam miał Piotra tron w dzierżawie[858].

100 
Między Chiaveri a Siestri ze wschodu

Płynie rzeczułka: od jej miana bierze
Swój szczyt nazwisko sławne mego rodu.


103 
Niedawno w pełnej doświadczyłem mierze,

Tak trudno ustrzec wielki płaszcz[859] od błota;
Inny trud przytem jest jak lekkie pierze.

106 
Późna do skruchy była ma ochota,

Aż na piotrową wezwany stolicę,
Dopierom poznał kłamliwość żywota.

109 
Widziałem, że go nawet nie nasycę

Władzą, nad którą nic w życiu nie czeka,
Więc rozpaliłem duszę, miłośnicę

112 
Drugiego życia; nędzna i daleka

Boga aż dotąd i dóbr była chciwa,
Za to, jak widzisz, w tej męce narzeka.

115 
Czem jest łakomstwo, tu ci się wykrywa

W karze, co duchy znów z Bogiem jednoczy,
A bardziej gorzka kara tu nie bywa.

118 
Jak zdane dobrom tego świata oczy

Nie wzlatywały ku niebieskiej stronie,
Tak nas Sąd boży tu do ziemi tłoczy.

121 
Jako zaś chciwość zgasiła nam w łonie

Miłość ku dobru i wartość zasługi
Wydarła, tak Sąd stopy nam i dłonie

124 
Wiąże, niewolnych rzuca na te smugi;

Jak długo będzie Sądem nakazano,
Bolesny mozół nasz tak będzie długi«.

127 
Zacząłem mówić i zgiąłem kolano[860],

Lecz on zaledwie po słów moich brzmieniu[861]
Cześć zauważył sobie okazaną,

130 
»Czemu przedemną gniesz się w ukorzeniu?«

Spytał. — »Szacunek ku dostojnej szacie«,
Odrzekłem, »tak mi każe, zacny cieniu«.


133 
»Sprostuj kolana, powstań z ziemi, bracie!«

Przerwał mi duch ów, co wnet miał być czysty:
»Wszyscyśmy słudzy Boga w majestacie.

136 
Jeżeliś pomny słów ewangielisty,

Które to: Ni się żenią,[862] powiadały,
Sens ci mej mowy będzie oczywisty.

139 
Teraz idź[863]: stanie twoje u tej skały

Opóźnia płacz mój, którym winy myję
Dopomagając skrusze niedostałej.

142 
Mam ja na świecie wnuczkę Alagiję[864],

Dobrego serca, dopóki rodzina
Swym w niej przykładem cnoty nie zabije:

145 
A ona mi tam została jedyna«.





PIEŚŃ XX.[865]

Z mocniejszą wolą trudno iść w zawody,

Więc wbrew mym chęciom, ale jemu gwoli,
Niesytą gąbkę dobywałem[866] z wody.

Ruszyłem; dróżką swobodną, powoli,

Wzdłuż ścian, prawie się ocierając o wał,
W dalszą Wódz ze mną odprawił się kolej.

Bo lud, co w kroplach przez oczy folgował

Złemu, wszechświata brudzącemu lica,
Aż do krawędzi gościniec zajmował.

10 
Bądź ty przeklęta, prastara Wilczyca![867]

Większy łup bierzesz niż inne zwierzęta,
A chuć się twoja nigdy nie nasyca.


13 
O Niebo, w wirach twoich jest zamknięta

Moc, która losu przewodzi odmianie;
Kiedyż ten przyjdzie, co potwór opęta?

16 
Szliśmy powolnie i pomiarkowanie,

A jam na duchy poglądał w przechodzie,
Zważając to ich przebolesne łkanie.

19 
»Maryjo!« wołał leżący na przodzie,

A była w głosie taka rzewna trwoga,
Jako niewiasty wołanie w porodzie.

22 
Głos ciągnął dalej: »Byłaś ty uboga,

Co się widziało po stajence lichej,
Gdzieś powijała wcielonego Boga«.

25 
Inny głos mówił: »Nie znałeś ty pychy,

Dobry Fabrycy[868] i z ubóstwem cnotę
Wolałeś, niśli z występkiem przepychy«.

28 
Ze słów tych taką czerpałem ochotę,

Że mię poniosła nagle ruchu żywość,
Ażebym poznał mówiącą istotę.

31 
A głos ów znowu sławił dobrotliwość,

Przez którą dziewkom skłonionym na zgubę
Mikołaj[869] dziewczą ocalił poczciwość[870].

34 
»O duszo, której słowa takie lube,

Powiedz, kim byłaś? czemu sama jedna
Czynów szlachetnych wypominasz chlubę?

37 
U mnie twa mowa odpłatę wyjedna,

Jeśli tam wrócę dobiec drogi krótkiej,
Która już dąży do swojego sedna«.

40 
»Odpowiem tobie«, rzekł duch, »nie z pobudki

Czekanych pociech, lecz że w twojem ciele
Żywem niezwykłych łask oglądam skutki.


43 
We mnie swój korzeń miało podłe ziele[871],

Co tak zarosło chrześćjańskie ogrody,
Że owoc zdusi, gdy kto nie wypiele.

46 
Gdyby moc większą miały Flandrji grody[872],

Jużby mu była zemsta wymierzona;
Ja też u Boga tej dlań proszę szkody.

49 
Nosiłem miano Kapeta Hugona;

Od synów moich: Filipa z Ludwikiem[873]
Na nowo teraz Francja jest rządzona.

52 
Rodzic w Paryżu niegdyś był rzeźnikiem[874]:

Gdy dawnych królów zgasło pokolenie[875]
Aż do jednego, który zakonnikiem

55 
Chciał żyć, rząd w moje dostał się dzierżenie.

Z dobytku tego taka wnet drużyna,
Tak mi urosły potęga i mienie,

58 
Że do korony wdowiej głowę syna

Mojego jako następcy podano;
Odeń święcona rasa się zaczyna.

61 
Jak długo wielkie prowansalskie wiano[876]

Nie zdjęło z rodu mego uczciwości,
Znano w nim lichość, lecz zbrodni nie znano.

64 
Gwałtem i kłamstwem począł swoje złości

Rozbójcze; zaczem pobrał za pokutę
Ponthieu, Normandji i Gaskonii włości[877].

67 
Wpadł do Italii Karol; za pokutę

Wziął Konradyna sobie na ofiarę,
Tomasza w niebo posłał — za pokutę.

70 
Lecz widzę czasu dopełnioną miarę:

Inny się Karol[878] z Francji wysforuje,
Aby dał poznać siebie i swą wiarę.


73 
Bez miecza wyjdzie: włócznią on wojuje

Iskarjotową[879], którą gdy się złoży,
Brzuch wypuczony Florencji rozpruje.

76 
Nie ziemi, — grzechu i wstydu przymnoży,

A tem się bardziej w tej hańbie umaże,
Ile że sam ją między lekkie łoży.

79 
Innego widzę jeńcem na galarze[880]:

Wolny, wnet córki na targu pozbędzie,
Jak pozbywają niewolnic korsarze.

82 
Chciwości, w jakim dusze wikłasz błędzie!

Trucizna twoja tak w me plemię wnika,
Że niema nawet własnej krwi na względzie.

85 
Na ulgę hańby, która nas potyka,

Widzę w Alagna wschodzącą liliją[881]
I chrystowego więzy namiestnika.

88 
Widzę, powtórnie szydem go okryją,

Podadzą z żółci i octu napoje,
Między żywymi łotrami zabiją.

91 
Widzę, jak nowy Piłat chuci swoje

Niesyte zwraca na nowe bezprawie[882]
I chciwość wnosi w święcone podwoje[883].

94 
— O Panie, kiedyż oczy me zabawię

Tą zemstą, która skryta w tajemnicy,
Osładza gniew twój, nim zabłyśnie w jawie?...

97 
To, com powiedział o oblubienicy

Ducha świętego[884] i o co w sumiennej
Pytałeś chęci, wiedz, że dla różnicy

100 
Znaczeń śpiewamy jeno w porze dziennej;

Natomiast, skoro dzienne światło skona,
W śpiewaniu naszem rodzaj brzmi odmienny.


103 
Przypominamy wtedy Pigmaljona,

Jak ojcobójcą, zdrajcą i zbrodniarzem
Chciwość zrobiła go nienasycona.

106 
Skąpstwo Midasa opowieścią karzem,

Jak się dopytał biedy żądzą złota
I został wiecznym głupstwa luminarzem.

109 
Tu brzmi rozgłośnie Achana głupota,

Co sobie łupy przywłaszczył krom prawa,
Za co go Jozue pozbawił żywota.

112 
Safirę z mężem na wstyd się podawa,

O stratowanym śpiewa Heliodorze;
W krąg oblatuje tę górę niesława

115 
Twego niecnego mordu, Polidorze!

Śpiew Krassusowi brzmi urągowiskiem:
»Powiedz-no, jaki smak w złotym likworze?«[885]

118 
Jeden wysokim, drugi głosem nizkim

Wywodzi, w miarę, jaka myśl go wzruszy:
Zatem to z większym, to z mniejszym naciskiem.

121 
Dobre przykłady, co w naszej katuszy

Brzmią, nie sam jeden głoszę, lecz z tej strony
Nie było innej śpiewającej duszy«.

124 
Jużem pożegnał ów cień rozżalony

I jako sił mych starczyło napięcie,
Z wodzem się parłem w wyższe regiony,

127 
Kiedy się wstrzęsła góra w tym momencie

Jak od wielkiego runącego ciała;
Więc ścierpłem jak człek, co idzie na ścięcie.

130 
Pewnie tak góra delijska[886] nie drżała,

Nim w niej uwiła swe gniazdo Latona,
Gdzie dwoje źrenic nieba spowijała.


133 
Potem zakrzykła wrzawa podniesiona;

Jam struchlał, aż Mistrz słowem mię ochłośnie:
»Póki cię wiodę, obawa twa płona«.

136 
Chwała w niebiesiech Bogu![887] jednogłośnie

Śpiewały chóry, a tak blizko, że mi
Pieśń brzmiała w uszach jasno i donośnie.

139 
Staliśmy w miejscu zalękli i niemi,

Jak słyszący je raz pierwszy pasterze;
Aż ustał śpiew ten razem z drżeniem ziemi.

142 
Mistrz mój znów świętą drogę przedsiębierze;

Patrzym po marach leżących na drodze,
Ciągle nucących swe rzewne pacierze.

145 
Nigdy mię jeszcze nie bodła tak srodze

Ciekawość, rzeczy przenurtować ciemnie,
Jeśli dziś dobrze w to pamięcią godzę,

148 
Jaka naówczas — zda się — była we mnie.

Ale z pośpiechu zapytać nie śmiałem,
A samo przez się dociekać daremnie,

151 
Przeto zalękłem się i zadumałem.





PIEŚŃ XXI.[888]

Pragnienie wiedzy, co się w tym napoju

Jedynie[889] gasi, którego wstydliwa
Samarytanka prosiła u zdroju,

Nurtuje we mnie i stopy podrywa,

Podczas gdy duchów leżących pokotem
Rzewnie mię wzrusza kara sprawiedliwa.


A nagle, jako Łukasz pisze o tem[890],

Że Chrystus w drodze dwu uczniów nawiedził,
Zmartwychpowstawszy z pierwotnym żywotem,

10 
Cień się ukazał za nami i śledził

Gromadę, która tak nizko się korzy.
A nie spostrzegliśmy go, aż uprzedził,

13 
Witając: »Bracia, pokój z wami boży«.

Wzrok obracamy na to powitanie,
Wirgili zaraz cześć mu wzajem złoży

16 
I rzecze: »Niechaj świętych obcowanie

Przeznaczą tobie te szczytne Ustawy,
Co mnie skazały na wieczne wygnanie«.

19 
»Jakto« rzekł tamten, »czemu taki żwawy

Wasz krok, gdy Bóg was odtrąca od łona?
Kto wam pomaga do szczytnej przeprawy?«

22 
Na to mój Doktór: »Wskażą ci znamiona[891],

Z których już tylko trzy nosi na czele,
Że mu śród dobrych znaczy się korona.

25 
Gdy nie doprzędła mu Parka kądziele,

Co się każdemu snuje aż do grobu
Pod ręką Kloto[892] w nieustannem dziele,

28 
Więc jego dusza, siostrzyca nas obu,

Nie podołała stanąć na tem piętrze:
Jej ziemskie oczy nie znały sposobu.

31 
Ja go przewiodłem przez szerokie wnętrze

Piekieł i dokąd ziemska wiedza dopnie,
Sam jeszcze rzeczy pokażę mu więtsze.

34 
Lecz powiedz, czy wiesz, czemu tak okropnie

Zadrżała góra i krzyk taki chodził
Aż po zwilżane morzem góry stopnie?«


37 
Mistrz tem pytaniem jak w ucho ugodził

Igielne życzeń mych; wodą nadzieje
Pragnienie moje poniekąd ochłodził.

40 
Ow rzekł: »Nie rządzą tutaj przywileje;

Wszystkie zjawiska zakon mają ładny,
Nic się nad zwykły porządek nie dzieje.

43 
Odmiany tutaj nie obaczy żadnej;

Prócz praw, które Bóg z siebie, sobie głosi,
Niema tu innej siły samowładnej.

46 
W tym świecie nie dżdży[893], nie śnieży, nie rosi;

Szron ni grad na te nie upada stoki
Wyżej, niż trójca stopni się podnosi.

49 
Ni chmury gęste, ni rzadkie obłoki,

Ni grom, ni wstęga córy Taumantowej[894],
Co wam tak często odmienia widoki.

52 
Suchy tu wyziew[895] nie dosięga głowy,

Jak powiedziałem, ostatniego schodu,
Gdzie oparł stopy starosta piotrowy.

55 
Może drży więcej, albo mniej od spodu,

Lecz wiatr jej nie tknie, co się w ziemi kryje:
Dlaczego? — nie wiem, ni znajdę powodu.

58 
Drży zato, gdy duch, który grzechy zmyje,

W sobie poczuwszy się, wstanie i leci:
W on czas to w niebo taki okrzyk bije.

61 
O tem obmyciu sama chęć oświeci,

Która więc zdolnej byt odmienić duszy
Podbija skrzydła i ochotę nieci.

64 
Nim to nastąpi, lubą chęć w niej głuszy

Sprawiedliwości bożej wyglądanie:
Jak wprzód do grzechu, bieży do katuszy.


67 
I jam przeleżał w tym bolesnym stanie

Lat przeszło pięćset; dziś we mnie doścignął
Pochop wylotu na lepsze mieszkanie.

70 
Oto dlaczego stóg góry się wzdrygnął;

W tych kręgach Boga sławiące narody
Prosiły Pana, ażeby je dźwignął«.

73 
Tak rzekł, a jeśli rozkosz z kubka wody

Niecierpliwością pragnienia się mierzy,
Zrozumieć łacno, czym doznał ochłody.

76 
Tu Mistrz mój rzecze: »Dojrzałem więcierzy,

Które was łowią; wiem jako je rwiecie,
Czemu radości dreszcz po stokach bieży.

79 
Lecz powiedz, proszę: kim byłeś na świecie[896]

I niech mi będzie prawda ukazana,
Czemuś tu leżał przez to pięćsetlecie?«

82 
»W czasie, gdy Tytus, mocą wsparty Pana,

Mścił się ran, z których śmiertelnemi tętny
Krew trysła, w zdradzie Judasza sprzedana,

85 
Sławą rozgłośny, nazwiskiem pamiętny«,

Takiemi do nas duch przemówił słowy,
»Żyłem, lecz jeszcze wierze obojętny.

88 
W mym śpiewie tyle kryło się wymowy,

Że mię z Tuluzy wezwał Rzym, gdzie pieniem
Na czoło wieniec zdobyłem mirtowy.

91 
W świecie mię zwano Stacjusza imieniem;

Pieśń ma o Tebach głosi i Achillu:
Ten to ostatni mię dobił... Nasieniem

94 
Dzielnem dla ognia były mego stylu

Iskry przez bożą wyrzucone świecę,
Co zapaliła już poetów tylu.


97 
Rozumiem tutaj Eneidę, rodzicę,

Piastunkę moich niemowlęcych pieśni;
Bez niej by zeszła cześć ma na marnicę.

100 
I bogdajbyśmy żyli równocześni,

Radaby dzisiaj przydać moja dusza
Rok więcej niż jej liczono, tej cieśni«.

103 
Zwrócą się ku mnie oczy Wirgiljusza:

Zda się, chciał »zamilcz« wyrzec giestem twarzy,
Ale nie zawsze wolę się przymusza.

106 
Bowiem śmiech i płacz z uczuciem się parzy,

Co je wywoła, a to tak najściślej,
Że im kto szczerszy, tem mniej wolą waży.

109 
Skinąłem jak człek, który się domyśli,

Więc duch zmilknąwszy, spojrzał mi w źrenice,
Gdzie wyraz duszy najjaśniej się kreśli.

112 
»Bodaj twa praca nie poszła na nice«,

Rzekł, »ale powiedz, czemu w twej zamkniętej
Twarzy ujrzałem śmiechu błyskawicę?«

115 
W dwa ognie uczuć byłem teraz wzięty:

To milczeć każe, a to mówić błaga;
Westchnąłem jeno — i byłem pojęty.

118 
»Przemów«, Mistrz rzecze, »niech cię strach nie zmaga,

Odpowiedz na to duchowi prawdziwie,
Czego się z taką żywością domaga«.

121 
Więc ja powiadam: »Widzę, iż w podziwie

Pytasz przyczyny, co mój uśmiech budzi;
Lecz się zdumiejesz bardziej niewątpliwie.

124 
Ten, za kim wzrok mój ku górze się trudzi,

Jest ów Wirgiljusz, co twą pieśnią rządził,
Kiedyś opiewał i Bogów i ludzi.


127 
Jeśliś uśmiechu mojego przesądził

Inną przyczynę, pozbądź-że wątpienia;
To ci powiadam, ażebyś nie błądził«.

130 
On się do kolan chylił dla uczczenia

Mojego Mistrza, lecz ten przerwał: »Bracie,
Niechaj! cień jesteś i mówisz do cienia«.

133 
A on, powstając: »Widzisz, w jakiej zna cię

Powadze miłość, jak mię prze ku tobie,
Kiedy niepomnąc w jakiej idziesz szacie,

136 
Duchowi kłaniam jak żywej osobie«.





PIEŚŃ XXII.[897]

W tyle została osoba Anioła,

Co nas na szóstym tarasie postawił,
Skoro znów jedno znamię starł mi z czoła,

I zapałowi dusz pobłogosławił

»Sprawiedliwości pragnących«[898]. Na słowie
»Pragnących« uciął i dłużej nie bawił.

A mnie jak gdyby z nóg spadły ołowie;

Znów lżejszy, niśli w poprzednim wyłomie
Szedłem, gdzie szybcy wiedli mię duchowie.

10 
Wirgili zaczął: »Szlachetności plemię

Roznieca miłość; ta wzajem zapala
Miłość[899], lecz musi rozgorzeć widomie.

13 
Mnie dobroć twoja wiąże i zniewala

Od chwili, kiedy w sień piekielnej kaźni
Wszedłszy, oznajmił mi duch Juwenala[900]


16 
Twą czułość; za to tyle znam przyjaźni,

Ile znać można dla obcego ducha:
Toż mi po stopniach kroczyć teraz raźniej.

19 
Przez przyjaźń proszę: nie odwracaj ucha;

Daruj, że puszczam śmiałości wędzidła
I przemów do mnie tak jak druh do druha.

22 
Skąd mogła potrwać w łonie twem obrzydła

Skąpstwa przywara? Przecz widząc, że grzeszy,
Rozum nie chwytał namiętności w sidła?«

25 
Jego zdziwieniem Stacjusz się rozśmieszy,

Lecz zaraz rzecze: »Wszystka twoja mowa
Jako znak szczerej miłości mię cieszy.

28 
Nieraz się w świecie rzecz zdarza takowa,

Która człowieka i myli i łudzi,
Gdyż w niej z istotą kłóci się osnowa.

31 
Widzę, iż się w was przypuszczenie budzi,

— Może po kręgu, gdzie mię znajdujecie —
Żem skąpstwem grzeszył, mieszkając śród ludzi.

34 
Wiedzcie, że skąpstwem przewiniłem w świecie

Do zbytku mało — i ten właśnie zbytek
Tu mię uwięził na tak długie lecie.

37 
Gdyby nie z ksiąg twych czerpany pożytek,

Gdzieś-to powiadał, słusznym gniewem zdjęty
I strofujący ludzki rodzaj wszytek:

40 
— Dokąd nie wiedziesz, o złota przeklęty

Głodzie[901], śmiertelnych swym niemądrym szałem? —
Ot, dziś-bym toczył głaz[902] przez piekieł skręty.

43 
Pojąłem wtedy, że skrzydłem zbyt śmiałem

Dłoń[903] pchnąć się może na rozrzutne czyny,
Więc tej i innej wady żałowałem.


46 
Iluż w dzień sądu wyświeci łysiny[904]

Z niewiedzy, że się grzech ten skruchą zbawia
Za życia, albo ostatniej godziny!

49 
A wiedz, że wina, która tu przedstawia

Modłę przeciwną z innym grzechem jakim,
Jedną z nim karą grzeszny miąsz wytrawia.

52 
Jeżelim mieszkał więc pod skąpstwa znakiem

Śród tego ludu, by blask przybrać nowy,
To, żem przeciwnym w świecie grzeszył brakiem.«

55 
»Poeto, któryś bój śpiewał surowy

I Jokaścinej[905] przyczynę boleści«,
Przemówił śpiewak[906] pieśni sielankowej:

58 
»Wezwanie Klio[907] na czele powieści

Świadczy, żeś jeszcze nie czerpał w krynice
Wiary, bez której czyn jest marny w treści.

61 
Więc jakie słońca i jarzące świece

Objaśniły cię tak wielkimi blaski,
Żeś za Rybakiem płynąć — wzniósł kotwicę?«

64 
A on: »Tyś pierwszy na szczyt mię parnaski

Poniósł, bym w pięknym poił się potoku;
Tyś też do bożej pierwszy przywiódł łaski.

67 
Tyś był jak człowiek, który idąc w mroku,

Za sobą światło trzyma; nie dogodzi
Sobie, lecz innym przyczynia widoku,

70 
Kiedyś powiadał: — Na nowo się rodzi

Świat[908]; sprawiedliwość wraca z nowem ranem
Ludzkości; z nieba nowe plemię schodzi. —

73 
Przez cię poetą, przez cię Chrześcijanem

Stałem się, a jak, to ci mową żywą
Niby w obrazie podam malowanym:


76 
— Już był świat cały brzemienny prawdziwą

Wiarą, którą to posłanniki boże
Pozasiewały na obfite żniwo,

79 
A wywróżone w twoich pieśniach zorze

Tak z ich nauką schodziły się w treści,
Żem ciekaw począł przebywać w ich zborze.

82 
Wydali mi się święci, godni cześci,

Więc w prześladowań czas Domicyjanów[909]
Nie bywał płacz ich bez mej współboleści.

85 
Pókim przebywał żywy śród ziemianów,

Pomoc im niosłem; ich cne obyczaje
Obrzydziły mi pogańskich bałwanów.

88 
Nim pod tebańskie przywiodłem ruczaje[910]

Greków mej pieśni, święty chrzest przyjąłem.
Ze strachu długo nową wiarę taję

91 
I z poganami jak wprzód żyję społem;

Za to w okręgu czwartym[911] cztery wieki
Skazał mię boży Sąd obiegać kołem.

94 
A ty, coś moje rozchylił powieki

Na piękność, której wspomnienie mię wzrusza,
Powiedz, nim mety dojdziemy dalekiej:

97 
Czyli spotkałeś kędy Terencjusza?[912]

Spotkałeś Plauta, Cecyla, Varrona?
Są-li przeklęci? Gdzie żywie ich dusza?«

100 
»Ci«, rzekłem, »Persjusz i ja pośród grona

Wielu mieszkamy z Greczynem, przyjaźniej
Wyhołubionym, niż kto, u Muz łona,

103 
W pierwszym okręgu bezsłonecznej kaźni.

Tam się o owej bawimy rozmową
Górze, siedzibie stróżek wyobraźni;


106 
Tam się Eurypid, Anakreon chowa,

Tam Symonidy, Agatona cienie,
Ktorych zdobiła korona laurowa.

109 
Z niewiast przez twoje rozsławionych pienie,

Są: Antygona, Deifile, Argia,
Przy smętnej, jako zazwyczaj, Ismenie.

112 
Jest Isifile, co Argiwom sprzyja

I dusza Dafny, Terezjasza córy
I z siostrzycami swemi Deidamija«[913].

115 
Zamilkł; szli dalej i po stoku góry

W okół swobodne toczyli źrenice,
Za korytarza dostawszy się mury.

118 
A już też cztery dzienne służebnice[914]

Zostały w tyle, zaś piąta szła z przodu,
Kierując w górę płonącą głowicę,

121 
Gdy Wódz rzekł: »Droga naszego pochodu

Tak się powinna odbywać, by prawa
Ręka zwrócona była do obwodu«.

124 
Już się nam nawyk drogoskazem stawa;

Zatem my poszli po rozwadze krótkiej,
Jak poradziła owa dusza prawa.

127 
Oni dwaj przodem poszli; ja samiutki,

Ich rozhoworu, w trop idąc za nimi,
Słuchani, do pieśni biorę zeń pobudki.

130 
A wtem ich w miłej gawędzie oniemi

Widok jabłonki[915], co wzrosła z pośrodka
Drogi, jabłkami pełna pachnącemi.

133 
A jako jodła szersza jest od spodka,

Tak ta przeciwnie: gałęźmi spadziście
Od góry szersza, dołem była wiotka.


136 
Tam, gdzie się drogi zamykało wniście,

Spojrzę, a skała strużkę wody roni,
Która wycieka na korony liście.

139 
Obaj poeci doszli do jabłoni,

A wtem głos od niej wionący powiada:
Z tego owocu pożywać się broni.

142 
I znów: »Maryja bardziej była rada,

By gościom w smak się potrawy udały,
Niż własnym ustom, w których się zakłada

145 
Człecza nadzieja; Rzymianki czerpały

Za napój wodę, a Daniel honory
Kuchni wzgardziwszy, wiedzą nabył chwały.

148 
Piękny zaiste był wiek złotowzory:

Głód wtedy bywał żołędzi przyprawą,
Napój z ponika smaczny jak likwory.

151 
Miód i szarańcza były przecież strawą,

Którą Janowi przynosiła puszcza;
Przeto się okrył świętością i sławą,

154 
Jak ewangelii opowieść wyłuszcza«[916].





PIEŚŃ XXIII.[917]

Kiedym oczyma po gałęziach wodził

Nakształt myśliwca, który pośród liści
Poziera ptaszka, aby weń ugodził,

Ten co mi więcej był niż ojcem: »Iść ci

Należy prędzej«, rzekł, »niedługie chwile
Ku niezbędniejszej obrócić korzyści«.


Więc krok przynaglę i twarzy nachylę

Ku Mistrzom, co szli, prawiąc tak uczenie,
Że stąpać było i łatwo i mile.

10 
Wtem zabrzmi płaczem przerywane pienie:

Wargi me otwórz![918] w tak dziwnej muzyce,
Że budzi razem żal i upojenie.

13 
»Ojcze mój«, rzekłem, »czem to słuch mój sycę?«

A on mi na to: »Lud jest, co wywleka
Swej powinności splątaną pętlicę«[919].

16 
Jak pielgrzymiego widzimy człowieka,

Gdy spotka obcych, w zadumie od ziemi
Oczy podniesie i przejdzie zdaleka,

19 
Tak przeszły szybko i niewidzącemi

Oczyma na nas spojrzały widziadła
Ludzkie, duchowie nabożni i niemi[920].

22 
Jama ich oczu ciemna i zapadła,

Twarz blada, postać była wycieńczona
Tak, że się skóra wprost na kościach kładła.

25 
Nie sądzę, aby u Eryzychtona[921]

Tak było wyschło ciało na szkielecie
W chwili, kiedy czuł, że go głód dokona.

28 
Chyba — myślałem — ci w bożym dekrecie

Z Jerozolimy uszli oblężenia[922],
Gdzie matka z głodu jadła własne dziecię.

31 
Jako popsuty pierścień bez kamienia,

Były ich oczy; kto chce czytać OMO[923]
W twarzy, poznawał tu M bez wątpienia.

34 
Jest nie do wiary rzeczą, ni wiadomą,

Aby mógł człowiek wyschnąć aż do kości
Pragnieniem wody i jabłka oskomą.


37 
Jeszczem dociekał, mocą jakiej czczości

Mogły dojść owe szkieletów obrazki
Takiej wysuszy i bezcielesności,

40 
Gdy wtem duch jeden oczy z głębi czaszki

Na mnie obrócił, wpatrzył się i zdumiał
I krzyknął głośno: »Skąd mi tyle łaski?«

43 
Kto był zacz, z twarzy poznać-bym nie umiał,

Ale dźwięk głosu odkrył niespodzianie
To, czego wzrok mój ciemny nie rozumiał.

46 
W tym mi więc błysku rozświtło poznanie

Lic odmienionych, tak, że naostatek
Forese żywy w pamięci mej stanie[924].

49 
»Niech cię«, rzekł, »suchość mych cielesnych szatek,

Ani nie razi to ich odbarwienie,
Ni ten istoty mojej niedostatek.

52 
Mów mi, kto jesteś, kto są oba cienie,

Idące z tobą tym kamiennym wałem?
Stój, bodaj słowko niech z tobą zamienię«.

55 
»Lica twe martwe niegdyś opłakałem,

A teraz znowu na płacz mi się zbiera,
Widząc zmienione tak«, odpowiedziałem.

58 
»Mów ty, przez Boga, kto z ciał was obdziera,

A mnie nie pytaj: póki dziw na oku,
Próżno się język mówienia napiera«.

61 
On na to: W wodę, co płynie ze stoku,

I w drzewo siła odcieleśniająca[925]
Przesiąka z niebios wiecznego wyroku.

64 
Wszystka ta rzesza, co śpiewa łkająca,

Niewstrzemięźliwość w jadle i napoju
Głodem i dusznem pragnieniem odmąca.


67 
A zaś podnietą tego nieukoju

Są: zapach jabłek i ta jasna woda
Na zieleń drzewa kanąca ze zdroju.

70 
Nie raz jedyny śród tego ogroda

Męki się naszej odnawia zgryzota;
Mówię: zgryzota, zamiast rzec: osłoda.

73 
Ku drzewu prze nas ta sama ochota[926],

Która Chrystusa wiodła, by opłatą
Swej krwi serdecznej kupił nam żywota«.

76 
»O mój Forese«, odpowiadam na to,

»Od dnia, gdyś stanął za wybrańszym progiem,
Przecież już piąte upłynęło lato!

79 
Jeżeli w tobie leżącej odłogiem

Skruchy dopiero zbudziła się władza
W dniu dobrej męki, co nas żeni z Bogiem,

82 
Co cię tak prędko tutaj przyprowadza?

Owszem liczyłem, że między niższymi
Bywasz[927], gdzie czasem czas się wynagradza«.

85 
A on: »Przywiodła mię, gdym zeszedł z ziemi

Aby pić słodki piołun oczyszczenia,
Ta moja Nella[928] łzami rzęsistemi.

88 
Przez korne modły, gorące westchnienia

Wydobyła mię z czekania ostoi
I uwolniła od reszty cierpienia.

91 
Bóg tyle bardziej rad wdoweńce mojej,

Którą kochałem tak czule i tkliwie,
Ile że w cnocie sama jedna stoi.

94 
Bowiem Barbagia[929] sardyńska prawdziwie

Skromniejsza w niewiast życiu i ubierze,
Niż ta Barbagia, gdzie dziś ona żywie.


97 
Bracie, cóż więcej powiem ci w tej mierze?

Lepsze oglądam czasy w jasnowidzie,
I nie dalekie dzisiejszym, tak wierzę,

100 
Gdy ku niewiastek florenckich ohydzie

Z ambon wyklinać będą[930] księże ręce
Taką, co piersi odsłania w bezwstydzie.

103 
Jakiej-ż Germance, jakiej Saracence

Trzeba duchownej, lub innej przestrogi,
Aby chodziła w przystojnej sukience?

106 
Gdyby wiedziały bezwstydne, jak w srogiej

Pomście Bóg na nie gotuje pociski,
Jużby otwarły usta wyciem trwogi.

109 
Jeżeli termin mych przeczuć jest blizki,

Zbledną, nim temu puch lica ustroi[931],
Co go dziś tuli śpiewka do kołyski.

112 
Więc nie kryj bracie celu drogi swojej;

Nie ja, tłum cały już się twej osobie
Dziwi, która mu w polu słońca stoi«.

115 
Na to ja rzekłem: »Gdy przypomnisz sobie,

Jakeśmy oba źle żyli, niestety,
Smutek w tej jeszcze owładnie cię dobie.

118 
On, by mi pomóc do szczęśliwej mety,

Wyrwał z obłędu w chwili, gdy foremną
Tarczę[932] jawiła siostrzyca płanety«.

121 
Tu-m wskazał słońce. — »Przez krainę ciemną

Prawdziwie zmarłych, skroś jej głębokości
Przewiódł mię w ciele, co tu weszło ze mną.

124 
Z nim się po przykrej piąłem pochyłości

I po okólnej ścieżce w szczyt się ważę
Góry, co ziemskie skrzywienia w was prości.


127 
A tak nam długo postępować w parze,

Aż dojdę, kędy Beatryx zasiada;
Tam mi samemu pozostać rozkaże.

130 
Oto Wirgili, w którym się zakłada

Moja nadzieja; drugi jest tym, gwoli
Któremu właśnie zadrżała posada

133 
Waszego państwa, w znak, że go wyzwoli.





PIEŚŃ XXIV.[933]