Strona:Dante Alighieri - Boska komedja (tłum. Porębowicz).djvu/272

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


40 
Znana ci mężów tęskność bezowocna,

W którychby mogła być uspokojona
Tą wiedzą, a tak przejmuje ich do cna.

43 
Arystotela myślę i Platona

I innych wielu«... Czoło schylił blade,
Zmilkł, a twarz jego była zasępiona.

46 
Wtem już pod góry przyszliśmy posadę.

Spojrzę, opoka takim pionem sterczy,
Że stopy po niej darmo piąć się rade.

49 
Najdziksza między Turbiją a Lerici[1]

Droga wyda się, że jak schody proście
Wstępuje wobec tej spadzistej perci.

52 
»I któż odgadnie, którędy tam dojście«,

Wykrzyknął Wódz mój, zatrzymując kroku,
»Gdy komu pierze u ramion nie roście?«

55 
A kiedy stał tak nachyliwszy wzroku

I badał drogę, ścieżki nieświadomy,
Mnie, którym patrzał po kamiennym stoku,

58 
Zjawił się w lewo od ścieżyny stromej

Czet duchów; spojrzę, prosto ku nam kroczy
Tak wolno, że się wydał nieruchomy.

61 
»Podnieś«, do Mistrza mówię, «podnieś oczy:

Oto się zbliża, skąd ci rada znidzie,
Skoroś nieświadom tych skalistych zboczy«.

64 
Spojrzał, nie barwił lic w fałszywym wstydzie,

Lecz rzekł: »Podejdźmy, zbyt kroczą pomału;
A ty miej, synu nadzieję na widzie«.

67 
Jeszcze dalekość onego oddziału

Liczyła milę rzymskiego mierzenia,
Czyli odległość procarskiego strzału,


  1. między Turbiją a Lerici. Wieś i zamek po krańcach riviery genueńskiej, jeżącej się skałami. Tamtędy Dante musiał jechać do Francji.