Strona:Dante Alighieri - Boska komedja (tłum. Porębowicz).djvu/263

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


49 
Tedy Wódz żywo ujął mą poddaną

Dłoń, zaczem mową i ręką i ruchy
Brew mi ukorzył moję i kolano.

52 
»Nie z mej go chęci wiodę między duchy;

»Niebieska Pani«, Wirgiljusz odpowie,
»Zszedłszy, kazała dodać mu otuchy.

55 
Lecz skoro pragniesz poznać szczegółowie

Kto my zacz i skąd przychodzim w tej porze,
Nie lza, jeno ci posłusznie wysłowię:

58 
Ostatnie jemu nie zagasły zorze,

Ale z płochości kresu niedaleki
Prawie już wchodził na życia rozdroże.

61 
Przeto podparłem chód jego kaleki,

A żadna droga w te nie wiodła kraje,
Prócz onej jednej, przez ogniste steki.

64 
Już potępieńcze przebrnęliśmy zgraje,

Zaczem mu duchów innych ćmę ukażę,
Która pod twoją zwierzchnością się kaje.

67 
Jak go tu wiodłem, prędko nie wyrażę;

Z wysokich dziedzin schodzi na mnie władza
Czyniąca, że z nim do ciebie się ważę.

70 
Mile go przyjmij, boć go tu sprowadza

Wolności żądza; jak się drogo ceni,
Wie ten, co za nią krew oddać się zgadza

73 
I z dobrowolną śmiercią się nie leni,

W Utyce ziemskie rzucając zewłoki,
Które dzień wielki[1] znowu rozpromieni.

76 
Nie starte dla nas odwieczne wyroki:

On jeszcze żyje, mnie Minos nie zmaga;
Przebywam w kręgu Marcji jasnookiej[2],


  1. dzień wielki. Po skończeniu wieków Kato wstąpi do Raju.
  2. w kręgu Marcji jasnookiej, tj. w Przedpieklu. Marcja, żona Katona, odstąpiona Hortenzjuszowi, po jego śmierci wróciła do pierwszego męża.