Strona:Dante Alighieri - Boska komedja (tłum. Porębowicz).djvu/173

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


70 
Milczący kroczym przez środek, powoli

Wzrokiem i słuchem rozbierając kupy
Ciał, którym boleść powstać nie pozwoli.

73 
Wtem wzrok mój pobiegł do dziwacznej grupy

Dwu mar o siebie wspartych jak patelnie
Grzane, pokrytych obrzydłymi strupy.

76 
Zaprawdę zgrzebłem śmigają mniej dzielnie

Gdy strach im pana, obozowe ciury,
Lub gdy się późno zbudzą poniedzielnie,

79 
Niż ci dwaj palcy krzywymi ze skóry

Dla nieznośnego świądu darli sobie
Ciało, gwałtowne topiąc w niem pazury.

82 
Łuszczyli własną krostę w tym sposobie,

Jako się karpia, albo ryby innej
Szerokołuskiej grzbiet tasakiem skrobie.

85 
»Ty co paznogciem drzesz z siebie łupiny

I jak kleszczami targasz«, Wódz zawoła,
»Jest tu kto z tobą z łacińskiej dziedziny

88 
W kupie ciał zgniłych leżących dokoła?

A bodaj niech twój paznogć będzie spory
I niech wieczystej robocie wydoła«.

91 
»Z Lacjum my oba, jednymi pomory

Skarani«, płacząc liche widmo rzekło;
»Lecz ty kto jesteś, coś to wiedzieć skory?«

94 
Wódz rzekł: »Z tym oto, co zeń się nie zwlekło

Ciało, pokrętne odwiedzam parowy,
Bo mi należy ukazać mu piekło«.

97 
Więc oni nagle rozjęli tułowy

I obrócili się, drżący ogromnie,
Z nimi zaś inni na głos takiej mowy.