Strona:Dante Alighieri - Boska komedja (tłum. Porębowicz).djvu/113

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


28 
Wódz rzekł: »Tu z drogi naszej dla odmiany

Zboczymy, aby dostąpić do smoku,
Co się tam rozparł złośliwy i szczwany«.

31 
Zaszliśmy zatem od prawego boku

I brzeżkiem uszli kroków dziesięcioro,
Strzegąc od żaru stóp swoich i wzroku.

34 
Gdyśmy stanęli prawie nad potworą,

Widzę opodal lud, co obsiadł pole
Kaźni nad czarną schylony komorą.

37 
»Ażebyś poznał wszystkie w tem tu kole

Duchom występnym naznaczone kary,
Idź naprzód«, rzekł Mistrz, »obacz ich niedolę.

40 
Niech będą krótkie twoje z nimi gwary[1];

Ja zaś do zwierza podejdę i każę,
Aby nam podał swoje mocne bary«.

43 
Zaczem sam jeden, by się nowej karze

Przyjrzeć, po rąbku siódmego koliska
Szedłem, gdzie owi siedzieli nędzarze.

46 
Męczarnia łzami z pod powiek im tryska.

Spojrzę, a każdy to rękoma strząsa
Żar, to się broni ogniom legowiska.

49 
Podobnie latem pies gniewny się dąsa,

Paszczęką kłapie albo łapą bije,
Gdy go pchła lub bąk, lub też mucha kąsa.

52 
Po twarzach, które deszcz płomienny myje,

Wzrok toczę; wszystkie obce się wydały;
Lecz wszyscy mieli ustrojone szyje

55 
W jakoweś mieszki[2] czy też futerały,

Kreślone w barwy i tarcze herbowe,
W które się duchy pilnie wpatrywały.


  1. »Mów z nimi krótko«, upomina Wirgiljusz; jako z ludźmi nierozumnymi niema co wdawać się w rozmowę.
  2. Jakoweś mieszki. Mieszki zamiast tarcz herbowych na oznaczenie lichwiarzy.