Strona:Dante Alighieri - Boska komedja (tłum. Porębowicz).djvu/270

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


118 
Jemu poddany, a na resztę głuchy

Stałem: tłum ze mną. A wtem starzec na nie
Zawoła; »Ejże! opieszałe duchy:

121 
Co to za żmuda? za leniwe stanie?

Bieżajcie z łuski osmuknąć źrenice,
Która wam Boże opóźnia poznanie!«

124 
Jak kiedy dziubiąc proso i pszenicę,

Pozbywszy dumy, co nią pióra stroszą,
Drobno stąpają ciche gołębice;

127 
Skoro się nagle jakim strachem spłoszą.

Naraz od smacznej odlecą wieczerzy,
Bo już ważniejszą w sobie troskę noszą;

130 
Tak, widzę, śpiewu zaprzestał ów świeży

Poczet i wszystek rozpierzchł się po stoku,
Jak człek co bieży, ni wie, dokąd bieży;

133 
A my też za nim, nie hamując kroku.






PIEŚŃ III.

Gdy tak po polu rozbiegła się rzesza

Tęsknem spojrzeniem w szczyty zapatrzona,
Dokąd rozumem duch wiedzion, pospiesza[1].

Ja się tuliłem do wiernego łona:

I jakże mógłbym sam jeden pozostać?
Któżby pod górę podparł me ramiona?

Lecz on miał człeka zgryzionego postać[2]:

O ty sumienie zacne, trwożne błędu,
Najlżejszą winą każące się chłostać!...


  1. Dokąd rozumem duch wiedzion, pospiesza. Duch bieży ku pokucie za popędem własnego rozumu, pojmującego konieczność sprawiedliwości bożej.
  2. Wirgiljusz jest zgryziony, że naraził się na naganę wielkiego Rzymianina.