Strona:Dante Alighieri - Boska komedja (tłum. Porębowicz).djvu/109

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


49 
Nie byłby wzbraniał; lecz piasek tak prażył,

Że chociaż drżałem do nich w tej minucie,
Strach we mnie czułość i tęsknotę zwarzył.

52 
»Nie wzgardę«, rzekłem, »lecz ból i współczucie

Budzi to kształtów ludzkich wykrzywienie,
W pamięć zaryty znak strasznej pokucie,

55 
Od pierwszej chwili, gdy Mistrza skinienie

I słowa poznać niezwłocznie mi dały,
Że w was dostojne zbliżają się cienie.

58 
Wasz rodak jestem; dzieła pełne chwały,

Imiona wasze, które w sercu liczę
Do najzacniejszych, zawsze mię wzruszały.

61 
Po żółci mam pić owocu słodycze;

Niemi, Wódz mówi, mój trud się nagrodzi;
Lecz przejść mi trzeba przez centralne dzicze«.

64 
»Niechaj-że długo członkom twym przewodzi

Dusza«, odrzekło widmo, »a jasnota
Sławy po śmierci niechaj nie zachodzi.

67 
Lecz powiedz, proszę: Czy dzielność i cnota

W stolicy naszej zawsze jeszcze żywa?
I nie wygnano jej dotąd za wrota?

70 
Bowiem Borsiere[1], który tu przebywa

Od dni niewielu i miejsc tych jest blizki,
Powieścią o niej serce nam rozrywa«.

73 
»Florencjo! Nowy lud i nagłe zyski[2]

Zbytek i pychę zrodziły takową,
Że czuć zaczynasz gorzko ich uciski!«

76 
Tak zakrzyknąłem, wznosząc twarz surową;

A oni widząc tę o miasto pieczę,
Spojrzeli na się, przytakując głową.


  1. Wilhelm Bersiere, zacny szlachcic florencki: mówi o nim Bokacjusz w Dekameronie (dz. 1, now. 8).
  2. Nowy lud i nagłe zyski. Dante, konserwatysta skarży się równie gdzieindziej (Raj XVI, 50 i nast.) na napływ rodów chłopskich do Florencji i na zbytek bogactwa.