Strona:Dante Alighieri - Boska komedja (tłum. Porębowicz).djvu/385

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


16 
»O ty, co z tyłu kroczysz opieszale,

Może z szacunku dla tych, co cię wiodą,
Mnie, co się w ogniu i pragnieniu palę,

19 
Odpowiedz; wszystkim będzie nam osłodą:

Bardziej się wieścią radujem w tym świecie,
Niż Etyjopczyk lub Ind chłodną wodą.

22 
Skąd mogłeś murem stanąć w przek płanecie?

Toć go cielesną przesłaniasz okrywą,
Jakbyś w śmiertelne jeszcze nie wpadł siecie!«

25 
W te słowa ozwał się duch; ja co żywo

Chciałem mu odkryć siebie i swe miano,
Kiedy wtem inne zjawiło się dziwo.

28 
Bo skróś płomieni buchających ścianą

Spieszył lud jakiś naprzeciw tej trzódki,
Com jej źrenicą śledził zawahaną.

31 
I poskoczyły z serdecznej pobudki

Objęcia siebie wzajemnym uściskiem
I rade były uciesze, choć krótkiej.

34 
Jak między jednem a drugiem mrowiskiem

Mrówka spotkawszy mrówkę, pyszczkiem tyka,
Niby pytając: Skąd idziesz? czy z zyskiem?

37 
Tak one; potem każda się umyka

I spieszy w drogę skwapliwa i skora,
A na odchodnem każda w głos wykrzyka.

40 
Jedne wołają: Sodoma, Gomora!

Drugie śpiewają, jak w bezecnej sprawie
Chuć Paryfai[1] płodziła potwora.

43 
A jako kluczem podwójnym żórawie,

To kraje zimne lubiąc, to upalne,
Lecą ku mroźnej lub ciepłej dzierżawie,


  1. Pazyfaë, matka Minotaura, wypominana tutaj obok Sodomy jako przykład zwierzęcej lubieżności.