Strona:Dante Alighieri - Boska komedja (tłum. Porębowicz).djvu/386

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


46 
Tak te dwie rzesze: przez płomienie skalne

Jedna się zbliża, druga precz ucieka,
Ciągle zawodząc swe pienie pożalne.

49 
Z pośrodka ognia, który ich przypieka,

Podeszli owi, poprzód dziwem zdjęci
I stali z giestem tłumu, który czeka.

52 
Więc ja, com dwakroć[1] był świadkiem ich chęci,

Zacząłem: »O wy, którzy już wnet gośćmi
Wiecznego miru będziecie przyjęci,

55 
Nie pozostało między świata włośćmi

Mężem pomarłe, lub dzieckiem w kolebce
Ciało me; jest tu z krwią swoją i kośćmi.

58 
W górę ja dążę, porzucając ślepce;

Łaskawa dla mnie Pani mieszka w szczycie;
Dla niej śmiertelną stopą kraj ten depcę.

61 
Oby chęć wasza znalazła w dosycie

Najwyższą łaskę na tych niebios dworze,
Które najszersze tworzą rozpowicie.

64 
Powiedzcie, — niechaj w moje księgi włożę, —

Kto wy jesteście i kto jest ta rzesza,
Co się cofnęła od nas w ognia morze?«

67 
Jak się góralczyk zdumiewa i miesza,

Kiedy rzuciwszy skaliska i hale,
W mieście swe oczy po pałacach wiesza,

70 
Tak osłupiały w pożarnym upale,

Lecz się ocknęły zaraz smętne mary,
Bo w mądrym podziw trwa niedługo wcale.

73 
»Szczęsny ty, który ostatecznej kary

Zwiedzasz krainę«, duch do mnie powieda;
»Ładunek wiedzy bierzesz na galary.


  1. dwakroć. Duchy biegną nie zatrzymując się, tak że Dante może odpowiedzieć dopiero za drugim nawrotem.