Strona:Dante Alighieri - Boska komedja (tłum. Porębowicz).djvu/147

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


40 
Jedna się wznosi, druga zniża w parów.

Jużeśmy doszli tam, gdzie w ruin strzępie
Sterczał ostatni kamień u wiszarów.

43 
Kiedy stawałem na granitów kępie,

Płuca mi wyschły, krok niosłem ołowi
I zaraz usieść musiałem na wstępie.

46 
»Teraz się z lichej gnuśności rozpowij!«

Mistrz do mnie rzecze, »bowiem pod pierzyną
I w puchach łoża sławy się nie łowi.

49 
A komu bez niej dni na ziemi płyną,

Po takim ślad się padolny rozpyli
Dymem na wietrze i wód szumowiną.

52 
Więc wstań i niemoc niechaj w tobie zmyli

Duch, co zwycięzcą jest w każdej rozprawie,
Chyba go brzemię ciała ubezsili.

55 
Na wyższych schodach ciebie ja postawię;

Niedość, że ciemne rzucimy katownie:
Wyczerp naukę z tego, co ci prawię«[1].

58 
Wstałem, udając sobą, że cudownie

W członki me siła wstąpiła ognistsza;
»Pójdź«, rzekłem, »krzepki jestem niewymownie«.

61 
Po skalnym lęku ruszyłem w ślad Mistrza;

Perć była wązka i pełna obrazy
I jeszcze niźli poprzednie spadzistsza.

64 
Idę i gwarzę, by nie zdradzić skazy

W odwadze, gdy wtem dosłyszę pomruku,
Co w niewiązane składał się wyrazy.

67 
Niewiem, kto mówił, choć stałem na łuku,

Co nowej fosy stanowił granicę,
Lecz głos był pełen gniewliwego fuku.


  1. W. 55—57. Na wyższych schodach, tj. na schodach wiodących do Czyśca. Wyczerp naukę: za poznaniem grzechu winno iść oczyszczenie.