Strona:Dante Alighieri - Boska komedja (tłum. Porębowicz).djvu/582

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Co tutaj wejdzie do mojego dzieła,

Nie było z pisma znane, ni ze słuchu,
Ani go ludzka fantazja powzięła.

10 
Orzeł przemawiał; w powietrznym podmuchu

»Ja« »Moje« brzmiało powiadano głośno,
Gdy »My« i »Nasze« brzmiało w jego duchu[1].

13 
»Żem sprawiedliwą czynił i litośną,

Ku wielkiej jestem podniesiony cześci,
Dokąd pragnienia żadne nie dorosną[2].

16 
Pozostawiłem czyny takiej treści,

Że je człek lichy bliźniemu zachwala,
Choć w ślad nie kroczy tych o mnie powieści«.

19 
Jak z mnóstwa głowni jeden się rozpala

Żar, tak z miłości wielu w tym płanecie
Jedna się z głosów dobywała fala.

22 
Więc się ozwałem: »Nieśmiertelne kwiecie

Wiecznej radości, wy, co wszystkie wonie
W jedno zebrane wdychać mi dajecie,

25 
Tchnieniem ukójcie głód, co w mojem łonie

Wciąż się odzywa od młodości rana,
Bo dlań pokarmu niema w ziemskiej stronie.

28 
A gdy tu w niebie sprawiedliwość Pana

Inne królestwa czyni swem zwierciadłem,
O ileż jaśniej wam jest ukazana.

31 
Wiecie, jak chciwie tu słuchać przypadłem

Co mi rozjaśniać raczycie, i która
To strawa[3], co jej tak dawno nie jadłem«.

34 
Jak sokół, kiedy pozbywszy kaptura

Wykręca głowę i krasą się chwali
I okazuje wigor, bijąc w pióra,


  1. W. 11—12. Wszystkie głosy zlewały się w jeden, nie tracąc przecież swojej odrębności.
  2. Chwała niebieska jest wyższa nad wszelkie pragnienia.
  3. która to strawa. Jest nią to piekące zagadnienie, czy poganin może być zbawiony, o czem dalej, w. 70 i nast.