Strona:Dante Alighieri - Boska komedja (tłum. Porębowicz).djvu/184

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


103 
Ów, o kim mówisz, równie wzięty w łyka,

Stoi od miejsc tych odległy niemało;
Twarz jego bardziej ohydna i dzika«.

106 
Nigdy trzęsienie tak nie zatargało

Dreszczem gwałtownym posad wielkiej wieży,
Jak się zatrzęsło Efialta ciało.

109 
Tedy śmiertelny strach we mnie uderzy

I pewnie skonałbym z bojaźni samej,
Gdybym go w takiej nie widział obieży.

112 
Znowu się nieco naprzód posuwamy,

Aż Anteusza najdziem; ten do pięci
Sążni, nie licząc głowy, sterczał z jamy.

115 
»Mieszkańcze dolin szczęsnych, gdzie pamięci

Scypiona schedę dziedziczyły dzieje
W dniu, co się klęską Hannibala święci

118 
I gdzieś z tysiąca lwów pobrał trofeje[1];

Byś był w Tytanów boju, jak niektórzy
Chcą, z braćmi niebios szturmował wierzeje,

121 
Wyszliby może zwycięzcami z burzy

Synowie ziemi[2]; weź nas i staw na dnie,
Gdzie się Kocytu toń od chłodu mruży.

124 
Nie każ nam innych szukać; ten tu snadnie

Pragnieniu twemu wygodzi na świecie;
Schyl się i nie krzyw lica tak szkaradnie.

127 
On ci tam wawrzyn z rozgłosu uplecie;

Jeśli mu łaska boża żyć pozwoli,
To jeszcze przejdzie życia pełnolecie«.

130 
Tak rzekł Mistrz, Olbrzym ruszył ku nam k’woli

I wziął go dłonią ręki wyciągniętej:
Poznał Herkules, jak jej uścisk boli!...


  1. I gdzieś z tysiąca lwów pobrał trofeje. Anteusz miał być przepotężnym łowcą lwów.
  2. Synowie ziemi: Giganci, synowie Tytana i Ziemi.