Strona:Dante Alighieri - Boska komedja (tłum. Porębowicz).djvu/360

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


A nagle, jako Łukasz pisze o tem[1],

Że Chrystus w drodze dwu uczniów nawiedził,
Zmartwychpowstawszy z pierwotnym żywotem,

10 
Cień się ukazał za nami i śledził

Gromadę, która tak nizko się korzy.
A nie spostrzegliśmy go, aż uprzedził,

13 
Witając: »Bracia, pokój z wami boży«.

Wzrok obracamy na to powitanie,
Wirgili zaraz cześć mu wzajem złoży

16 
I rzecze: »Niechaj świętych obcowanie

Przeznaczą tobie te szczytne Ustawy,
Co mnie skazały na wieczne wygnanie«.

19 
»Jakto« rzekł tamten, »czemu taki żwawy

Wasz krok, gdy Bóg was odtrąca od łona?
Kto wam pomaga do szczytnej przeprawy?«

22 
Na to mój Doktór: »Wskażą ci znamiona[2],

Z których już tylko trzy nosi na czele,
Że mu śród dobrych znaczy się korona.

25 
Gdy nie doprzędła mu Parka kądziele,

Co się każdemu snuje aż do grobu
Pod ręką Kloto[3] w nieustannem dziele,

28 
Więc jego dusza, siostrzyca nas obu,

Nie podołała stanąć na tem piętrze:
Jej ziemskie oczy nie znały sposobu.

31 
Ja go przewiodłem przez szerokie wnętrze

Piekieł i dokąd ziemska wiedza dopnie,
Sam jeszcze rzeczy pokażę mu więtsze.

34 
Lecz powiedz, czy wiesz, czemu tak okropnie

Zadrżała góra i krzyk taki chodził
Aż po zwilżane morzem góry stopnie?«


  1. jako Łukasz pisze o tem, w Ew. XXIV. 13 i nast.
  2. znamiona: 7 P, z których 4 Anioł już wygładził.
  3. Kloto, najmłodsza Parka.