Strona:Dante Alighieri - Boska komedja (tłum. Porębowicz).djvu/616

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


109 
Wtem się głos jego z ich pieśnią zjednoczy:

A moja pani jak oblubienica
Stoi bez ruchu, wlepiwszy w nie oczy.

112 
»Oto ten, który skłaniał niegdyś lica

Na przenajświętsze łono Pelikana[1]
I z Krzyża wybran Matce na dziedzica«.

115 
Tak rzekła; ani zaszła w niej przemiana,

Bo ciągle wzrok swój obracała bacznie
Na promień, w pienie jego zasłuchana.

118 
Jak patrząc w słońce spostrzegać się zacznie

Że się powoli w tarczę zmienia ciemną,
Bo z nadmiar blasku widzi się opacznie,

121 
Tak ja, w żar patrząc co gorzał przedemną,

I mówił: »Czemuż wysilasz się tyle
Rzecz widzieć, której tu szukać daremno?

124 
Pyłem jest ciało moje w ziemskim pyle

I póki liczba nie będzie spełniona
Wybrańców bożych, trwać musi w mogile.

127 
Dwa tylko światła[2], z pośród duchów grona

Z ciałem wstąpiły w niebieskie pokoje;
Ponieś to między twe ziemskie plemiona«.

130 
Gdy skończył mówić, spłomienione zwoje

Zatrzymały się, wraz z harmonią ładną,
Którą tworzyli ci święci we troje.

133 
Tak wiosła, rafę ominąwszy zdradną,

Naborykawszy się z nurtów nawałem,
Na głos gwizdawki odrazu opadną. —

136 
Jakże się nagle ogromnie zmieszałem,

Kiedy chciawszy się przyjrzeć Beatryczy,
Zwrócony ku niej już jej nie ujrzałem,

139 
Choć była przy mnie w tym kraju słodyczy.






  1. Pelikana, — Chrystusa.
  2. Dante próżno spodziewał się oglądać w ciele ukochanego apostoła miłości; św. Jan powiada, że tylko Jezus Chrystus i Marja zostali z ciałem wzięci do nieba.