Strona:Dante Alighieri - Boska komedja (tłum. Porębowicz).djvu/410

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


»Prawda-ż to? prawda?« nastawa, bez zmiany

W surowym głosie; »mów, niech się dokona
Własnem wyznaniem lek tej twojej rany«.

Moc życia we mnie była tak stropiona,

Żem czuł, jak głos mój zerwawszy się mdleje,
Nie zdolny wyniść z przywartego łona.

10 
Czekawszy chwilę; »Co się w tobie dzieje«?

Spytała, »wyznaj; wszak jeszcze w potoku
Niezmyta pamięć zna win swoich dzieje«.

13 
Więc tedy w uczuć przeciwnych natłoku

Ciche »tak«[1] jękiem z mych ust się wyrywa;
Żeby je pojąć, trzeba było wzroku.

16 
Jak kusza pęka, gdy pod nią cięciwa

Zbyt się przeciągnie, więc puszczony z łęku
Pocisk mniej wartko powietrze przeszywa,

22 
Tak jam się złamał pod ciężarem lęku

I pomieszania; głos się w łonie dławił
I wydobywał pośród łez i jęku.

25 
A ona: »W zacnym porywie, co sprawił,

Żeś na kochanie dobra nie był głuchy,
Nad które świętszych nikt ci nie objawił,

28 
Jakie to fosy i jakie łańcuchy

Wzbraniały tobie, byś w tej żądzy świętej
Tak wytrwałości pozbył i otuchy?

28 
Jakie powaby znów, jakie ponęty,

Na czyich licach tobie zaświeciły,
Żeś został wszystek ku nim pociągnięty?«

31 
Gorzkie westchnienie zerwało me siły;

Głosowi z piersi wyniść było trudno,
Wargi przemocą w słowa go złożyły.


  1. Ciche »tak«. Dante wyznaje winę szeptem tak cichym, że domyśleć się go można zaledwie po ruchu warg.