Dziady część III/całość

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Adam Mickiewicz
Tytuł Dziady część III
Redaktor Józef Kallenbach
Wydawca Krakowska Spółka Wydawnicza
Data wydania 1920
Druk Druk. L. Anczyca i Spółki
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron
Artykuł w Wikipedii Artykuł w Wikipedii


Nr. 20 BIBLJOTEKA NARODOWA Serja I


ADAM MICKIEWICZ
DZIADY
CZĘŚĆ TRZECIA
OPRACOWAŁ
JÓZEF KALLENBACH
KRAKÓW
NAKŁADEM KRAKOWSKIEJ SPÓŁKI WYDAWNICZEJ


DRUK W. L. ANCZYCA I SPÓŁKI W KRAKOWIE







WSTĘP
I
OD GUSTAWA DO KONRADA

Dziesięć lat długich i brzemiennych w życiu Mickiewicza upłynęło między napisaniem w Kownie Czwartej części Dziadów a Trzecią ich częścią, w Dreźnie utworzoną. Droga do Rosji, zaczęta w końcu października 1824 r., prowadziła najpierw do stolicy nadnewskiej, gdzie szereg niezwykłych wrażeń i stosunków utkwił w wyobraźni poety na zawsze: poczynając od spiskowców rosyjskich, Rylejewa i Biestużewa, a idąc do malarza, mistyka i wolnomularza Oleszkiewicza, i dalej do rozczytywania się w teozoficznych rojeniach Martineza i Saint-Martina.
Wchodził w świat obcy mu duchem, wstrętny, przygnębiający... Nastały ciężkie dla Mickiewicza lata. On, którego dusza nie znała dotychczas, co fałsz i podstęp, zmuszony był na każdym kroku do tajenia swych najlepszych uczuć. Tam się nauczył »pod ziemię kryć z gniewem i być jak otchłań w myślach niedościgły«. Z ciągłą nadzieją wydostania się zczasem za granicę, Mickiewicz był na pozór spokojny, »ledwie nie rozumny«, »postać miał skromną jako wąż wystygły«, Tylko w zaufanem kółku najbliższych filomatów, przebywających z nim razem na wygnaniu w Moskwie (Malewski, Daszkiewicz, Jeżowski, Pietraszkiewicz), składał maskę »spokoju« rzekomego, był znowu sobą. Zbliżył się powoli do kilku Rosjan, z którymi łączyła go sympatyczna nić wspólnych literackich lub społecznych zapatrywań. Tu na pierwszem miejscu wymienić należy poetów: Puszkina, Żukowskiego, Kozłowa, Baratyńskiego, dalej kniazia Wiaziemskiego, K. Polewoja, Pogodina. Przed tą garstką Rosjan szlachetnych, którzy nie taili swej sympatji dla Polski, miał poeta nasz »gołębią prostotę«; do nich-to zwrócił wspaniałą odezwę z III-ej części Dziadów: „Do Przyjaciół Moskali“, w której tak streścił przymus duchowy, jakiemu ulegać musiał w latach 1825—1829:

Pókim był w okuciach,
Pełzając milczkiem jak wąż, łudziłem despotę,
Lecz wam odkryłem tajnie, zamknięte w uczuciach.

Uczucia to były gwałtowne — tem gwałtowniejsze, że tajone. Do wszystkich cierpień wygnańca-patrjoty dołączały się męczarnie poety, który rwał się do czynu-pieśni, a każdy poryw natchnienia hamować musiał względami na cenzurę:

......Zdejmą mi tylko z rąk i nóg kajdany,
Ale wtłoczą na duszę......
Błąkać się w cudzoziemców, w nieprzyjaciół tłumie
Ja śpiewak, — i nikt z mojej pieśni nie zrozumie
Nic, oprócz niekształtnego i marnego dźwięku......
Żywy.... zostanę dla mej Ojczyzny umarły.

Przecież, choć »broń mu przełamano w ręku«, nie umarł dla Ojczyzny, nawet tam — w sercu wroga.

Pobyt Mickiewicza w Rosji był twardą szkołą życia, z której i jako człowiek i jako poeta wyszedł zwycięsko. Jako człowiek hartował się w uczuciach filareckich, które przez pięć lat tęsknoty wezbrały tajemnie w olbrzymiem sercu jego, czyniąc je zdolnem do miłości i cierpień »za miljony«; jako poeta: Sonetami, Wallenrodem i Farysem doszedł już niemal szczytu doskonałości i czekał tylko na sposobną chwilę, aby uwieńczyć swe skronie Improwizacją Konrada. Olbrzymią doniosłość rozwoju wewnętrznego Mickiewicza w Rosji streścił świetnie Kozłow, ociemniały poeta rosyjski, w tych kilku słowach, wypowiedzianych do Odyńca: »Daliście go nam silnym, oddajemy go wam potężnym«.
Rozum i uczucie dochodziły w nim do najpiękniejszej miary i harmonji. Rozum zdawał się w nim wówczas brać górę nad uczuciem; ale było to pozornem. Ten sam Oleszkiewicz, który w końcu roku 1824 otwierał mu pobyt w Rosji, mistyczne dając klucze do zrozumienia dziwnych dróg Opatrzności, teraz żegnał go na wyjezdnem i wróżył, że będzie »naczyniem wybranem«, i że »prędzej czy później Łaska go napełni i przez niego spłynie na drugich«. Napróżno Mickiewicz chciał w żarty obrócić słowa Oleszkiewicza. »Ty myślisz teraz — odpowiedział mu »guślarz-malarz« — że ty strasznie rozumny i że niema światła nad rozum. Ale to nic nie szkodzi; jak Pan Bóg chce, tak będzie«...
Przyjdą czasy, kiedy Mickiewicz uchyli czoła przed duchem Oleszkiewicza i wyzna w pokorze:

Rozumie ludzki! Tyś mały przed Panem,
Tyś kroplą w Jego wszechmogącej dłoni —

i powie:

Pan maluczkim objawia, czego wielkim odmawia.

A dzięki Oleszkiewiczowi rozpocznie się ferment duchowy, który dokona się w Rzymie, a któremu na imię w III części Dziadów: X. Piotr.
Wyjechawszy 27 maja 1829 r. z Petersburga, podróżował Mickiewicz naprzód po Niemczech. Woził z sobą wszędzie Pismo św. i mówił w Berlinie W. Cybulskiemu, że ma zamiar napisać coś w stylu biblijnym. Jest to godnem uwagi zjawiskiem w rozwoju duchowym poety, że już wówczas, od chwili wyjazdu z Rosji, pod wpływem poważnej zapowiedzi Oleszkiewicza, toczy się w jego duszy walka rozumu z uczuciem, pychy z pokorą. Coraz wyraźniej zapowiada się zwycięstwo uczucia i pokory. W podróży z Karlsbadu do Weimaru poucza Mickiewicz Odyńca, że »prawdy rozumem nie dojdziesz. Natchnienie, dar Boży, objawia ją niekiedy«. Później, w Darmstadzie, zastanawiając się nad dramatycznością historji polskiej, hołd składa dziejom ojczystym, bo historja nasza »obraca się w sferach wyższych nad sam ziemski rozum... i ma to podobieństwo z poetycką Helladą, że wszystkie sprawy tego świata przez uczucie i wiarę ze światem nadprzyrodzonym jednoczy, a podług praw jego i natchnień sama się w swych działaniach kieruje«. Jakże już tu bliscy jesteśmy owej zasadniczej idei Dziadów, idei-matki o wierze w wpływ świata pozagrobowego na sferę działań ludzkich. Zanim jeszcze stanął w progach Wiecznego Miasta, poeta stoczył w sobie walkę duchową wewnętrzną, której wynikiem było głębokie przekonanie, że rozum ludzki za mały jest i za słaby, aby się zmierzyć z wszechświatem ducha, że tylko uczucie, i to przez pokorę, dochodzi do uwierzenia w prawdę objawioną, a przez wiarę do przeświadczenia o tej prawdzie.
Pobyt w Rzymie miał przekonania te pogłębić i utrwalić. Nie szło to zrazu łatwo wśród gwaru życia towarzyskiego. Ale prąd, nurtujący w głębi duszy, koniecznie szukał już wtedy ujścia poetyckiego. W ciągu grudnia 1829 r. zamyślał Mickiewicz w Rzymie napisać tragedję p. t. Prometeusz. Odyniec opowiada w swych Listachże dzieło Brumoy (Théatre des Grecs), zawierające tłumaczenie francuskie tragików greckich, przypomniało Mickiewiczowi Ajschylowego Prometeusza, o którym »myślał już oddawna. Kupił sobie oryginał grecki. Powróciwszy raz z teatru, zastał Odyniec Mickiewicza »kiwającego się jak rabin nad książeczką, której właściwie nie czytał, ale medytował nad nią i ustawicznie do niej zaglądał«. Wyraz twarzy przypomniał Odyńcowi chwilę w Wilnie, kiedy przyszedłszy raz wieczorem, zastał poetę, piszącego IV część Dziadów. Mickiewicz zaczął mówić o Prometeuszu, wreszcie tłumaczyć i deklamować z zapałem scenę między Prometeuszem a Hermesem. »Adam był tak wzruszony, że twarz i usta mu drgały, a łzy świeciły się w oczach. Skończywszy, zaczął opowiadać główny zarys swego planu. »Nie będzie to — mówił on — ani tłumaczenie, ani nawet proste naśladownictwo poety greckiego, ale tylko daleka parafraza jego idei, zastosowana do chrześcijańskich pojęć duchowych. W treści zaś jest to odwieczna historja ducha ludzkiego, nie bez dobrej woli w gruncie, ale obłąkanego przez pychę, w zapasach z potęgami wyższemi, a raczej tylko silniejszemi od niego, których on ani uznać, ani im ulec nie chce i nie może«. Te myśli zatem, które niedawno przedtem rozwijał przed grobowcem Galileusza w kościele Santa Croce we Florencji, starał się Mickiewicz w końcu roku 1829 ująć w tragedję myśli w Rzymie. Zanosiło się na polskiego Prometeusza, którego stłumiły wówczas niepomyślne dla twórczości warunki pobytu rzymskiego; ale ziarno prometeuszowe nie przepadło i nie uschło w piersi poety, czekało tylko na stosowną do wzrostu porę. Jak dalece przejęty był Mickiewicz na wskróś Prometeuszem Ajschylosa, dowodzi świadectwo Odyńca, który stanowczo twierdzi: »Przekonany jestem najmocniej, że scena Improwizacji z III-ej części Dziadów jest zabytkiem tylko i odbiciem głównej treści tego dramatu, który głęboko tkwił w duszy autora«.
Z wiosną r. 1830 poeta, bywając częściej w domu hr. Ankwiczów, poznał bliżej, a niebawem pokochał córkę ich Henrykę Ewę, cichą, rozmarzoną religijnie pannę, która mogła mu przypominać Marylę. Nowa ta miłość Mickiewicza nie miała siły i nastroju pierwszej, Gustawowej; było to uczucie niemal ojcowskie człowieka, który wiele w życiu przecierpiał, przebolał i szukał osłody w niewinnym uśmiechu dziewczęcia polskiego. Dawał jej w sercu swem miejsce drugie, skoro pierwsze zajął był kto inny raz na zawsze[1]. Religijna atmosfera domu Ankwiczów zaczęła zwolna oddziaływać na Mickiewicza. Już z początkiem stycznia 1830 r. powróciwszy z kościoła Jezuitów, gdzie widział »panie swoje« spowiadające się, napisał poeta znamienne i pełne natchnienia religijnego wiersze, znane potem jako wiersz do Marceliny Łempickiej. Znajdujemy w nim pierwszy od lat kilku ton religijny, tak głęboki i czysty, że już sam ten ton dowodzi wielkiej i stanowczej ewolucji duchowej w kierunku wiary głębokiej. Już tutaj wyraża Mickiewicz silną wiarę w potężny wpływ aniołów na ludzi.
Rola anioła jest tam tak samo pojęta i określona, jak później w III-ej części Dziadów. Całe widzenie Ewy (scena IV) jest właściwie rozwinięciem i spotęgowaniem myśli, zaznaczonych lekko w wierszu do M. Łempickiej. Już poeta silnych sam doznać musiał wrażeń religijnych, już ocenił doniosłość duchowej ekstazy, skoro wiersz swój do panny Łempickiej tak kończy:

Jabym dni wszystkich rozkosz za nic ważył,
Gdybym noc jedną tak jak ty przemarzył.

Gdybym!... Cała trudność i niepewność spokoju ducha widnieje z tych słów końcowych. Serce jego rwało się ku marzeniom cichym, niebiańskim, anielskim, ale rzeczywistość burzyła rojenia tęczowe i »srodze budziła« z marzeń religijnych. Filareci: Daszkiewicz i Jan Sobolewski zmarli w tym roku (1830) na wygnaniu; ta wieść żałobna rzuciła cień smutku na jasne dni włoskie. Złowrogie przeczucia owładnęły Mickiewiczem. W lipcu 1830 r. napisał prześliczny wiersz Do Matki Polki, wieszcząc na kilka miesięcy przed 29 listopada męczeństwo bez zmartwychpowstania.
W październiku 1830 r. stosunek z Ankwiczami uległ stanowczej zmianie. Ojciec Henryki dał wyraźnie Mickiewiczowi do zrozumienia, że nie powinien się łudzić nadzieją małżeństwa. Poeta odchorował ten nowy zawód. A jak w r. 1823 na rozpacze serca kochanek Maryli znalazł gorzkie, lecz uzdrawiające lekarstwo w celi Bazyljańskiej, tak teraz niespodziewany wybuch wojny narodowej położył kres troskom osobistym i kazał drżeć nie o własne, lecz o narodu szczęście.
Zdala od Polski, pozbawiony dokładnych wiadomości o rewolucji listopadowej, »całemi dniami biegał w Rzymie bez celu, a wieczorami myślał«. »Różne przeszkody« zatrzymywały go w Rzymie dłużej, niż sam pragnął. Jakkolwiek przeczuwał niepomyślny wynik wojny z Rosją, to przecież uważał za swój obowiązek śpieszyć do kraju i stanąć w szeregach bratnich. Dopiero d. 19 kwietnia 1831 r. mógł z Rzymu wyjechać.
Kiedy w sierpniu 1831 r. przedostał się Mickiewicz w Poznańskie, już nie było właściwie poco wkraczać do Kongresówki. Los powstania był rozstrzygnięty. We wrześniu składano już na granicy pruskiej broń, a Poznańskie zaroiło się od emigrantów. Opowiadania świadków i uczestników świeżej walki narodowej podziałały wstrząsająco na twórcę Konrada Wallenroda. Zrozumiał rozpaczliwe położenie narodu, ocenił niepowetowaną stratę we własnem życiu, że nie był uczestnikiem boju o niepodległość. Przeszedł znowu męki zwątpienia i rozpaczy; bliskim był samobójstwa. Po ośmiu miesiącach pobytu w Poznańskiem dał się unieść fali emigracyjnej do Drezna.
Tu w kwietniu 1832 r. nastąpił prawie wulkaniczny wybuch twórczości, który dał nam trzecią część Dziadów. Wybuch ten zaskoczył poetę niespodziewanie. Raz, modląc się w kościele drezdeńskim, poczuł, »jakby się nad nim bania z poezją rozbiła«. Natchnienie uniosło go ku tym stronom i czasom, kiedy na łonie Ojczyzny, wśród braci filareckiej, wśród trosk serdecznych żył przecież »całem i zupełnem życiem«. Zapragnął młodość własną powołać do życia, przeszłość chlubną filarecką wcielić do »narodowego pamiątek kościoła« i dać jej nieśmiertelność.
Natchnienie płynęło nań rzeką wezbraną i szumiącą. Sam uważał się tylko za narzędzie, posłuszne temu natchnieniu. »Stałem się Schreibmaschine — pisał 26 kwietnia 1832 r. do hr. J. Grabowskiego — i przez całe te kilka tygodni pióra z ręki nie wypuszczam. Jeszcze nie wszystko, com zaczął, pokończone, a póki nie skończę, to nie ruszę się z Drezna. Pisanie jest rodzajem cietrzewiej piosnki, z której i wystrzałem trudno przebudzić. Nie wychylam się wcale z domu«... A do brata, Franciszka, w trzy dni potem pisze: »Tak jestem zatrudniony od kilku tygodni, że ledwie mam czas brodę ogolić. Pisałem tyle, że liczba wierszy skleconych w ciągu tego miesiąca, wyrównywa trzeciej części, a może i połowie wszystkiego, com dotąd ogłosił. Nie wszystko jeszcze, com zaczął, pokończone i póki nie skończę, zostanę zapewne w Dreźnie«.
W połowie maja 1832 r. Mickiewicz miał już III-ą część Dziadów gotową do druku. Wezbrana fala natchnienia opadła po sześciu tygodniach zalewu poetyckiego. Nowy utwór swój uważał jako »kontynuacją wojny, którą teraz, kiedy miecze schowano, dalej trzeba piórami prowadzić«.
Zastanówmy się na chwilę nad genezą tego utworu.






II
GENEZA III CZĘŚCI DZIADOW

Na wybuch natchnienia zanosiło się oddawna. Kiedy Mickiewicz pewnego poranka kwietniowego 1832 r. poczuł w kościele drezdeńskim, że się nad nim jakoby »bania z poezją rozbiła«, to była to tylko jasna świadomość, że cierpliwie oczekiwany moment twórczy nadszedł, że się czasy wypełniły i że arcydziełu myśli i uczuć pora na świat... Od lat kilku wzbierały w nim prometeuszowe myśli: póki był w Rosji, w okuciach tłumić w sobie musiał żale i cierpienia; gdy odetchnął pełną piersią za granicą, spotkał się tam z taką różnolitością wrażeń, z tylu nowemi podnietami umysłowemi (Hegel, Goethe, Lamennais, przeszłość klasyczna, muzea, Dante i t. d.), że fantazja jego ucichła narazie, jakkolwiek wewnętrzna walka rozumu z wiarą dążyła już wówczas (w końcu 1829 r.) do przybrania poetycznych kształtów w tragedji »prometeuszowej«. Na prometeuszowe myśli padają w r. 1831 bezustanku iskry narodowego pożaru: dokonana niedawno w Rzymie wewnętrzna budowa wiary, miłości i nadziei zatrzęsła się w posadach swoich po katastrofie r. 1831. Pierś Prometeusza polskiego przygniotło nowe, straszne brzemię. Zasunął się ołowianemi chmurami naokół horyzont jego duszy. Myślom jego coraz nieznośniej i duszniej było; ten nadmiar bólu patrjotycznego i zgryzoty, zwątpienia i rozpaczy byłby mu rozsadził pierś, gdyby nie był znalazł ujścia... Łzawnica przepełniona była nad brzegi: »bania z poezją« pęknąć musiała, na szczęście dla poety i dla naszej poezji... Co z tego skłębionego waru uczuć i żalów buchnęło najpierw: czy skarga Polaka na zgwałcenie jego najdroższych nadziei, czy tytaniczny bunt myśli ludzkiej przeciw nieodgadnionym wyrokom myśli Bożej? — tego na pewno nie będziemy już nigdy wiedzieli i to, ostatecznie, może nam być obojętne. Z psychologicznego punktu widzenia jest rzeczą jasną, że niebotycznym wierzchołkiem owych prometeuszowych myśli, nękających poetę od r. 1829, była Improwizacja Konrada. Co więcej; Improwizacja Konrada jest nietylko najsilniejszym objawem natchnienia, ale jest poprostu tak gwałtownym, żywiołowym niemal wybuchem twórczości, tak potężnem wyładowaniem się nagromadzonych w poecie przez lata całe prądów tytanicznych, że musimy jej dać chronologicznie nawet, pierwszeństwo przed wszystkiemi innemi scenami III-ej części Dziadów i uznać, że zrodziła się ona w Dreźnie, bardzo wcześnie w kwietniu 1832 r., może tej samej nocy[2] po owym pamiętnym dniu, kiedy się nad poetą »bania z poezją rozbiła«. To pewna, że jako człowiek gorąco wierzący pragnął co rychlej pozbyć się tego grzechu pychy, do której się poczuwał w sumieniu. Sam potem uważał Improwizację za »zwrotnikowy (a więc najwyższy) punkt Byronowskiego kierunku«, za utwór, w którym »szał pychy rozumu dosięga ostatecznych granic, a tylko pokorna wiara broni Konrada od ostatecznego upadku i zguby«. Improwizacja była zatem poniekąd wielką, generalną spowiedzią z tego grzechu pychy, który tak ostro osądził sam, już w r. 1829. Spowiedzią? zaiste, nie w rodzaju spowiedzi Św. Augustyna albo Tołstoja, ale straszną, jako szczere, namiętne wyznanie stanu duszy wierzącej, a zbolałej, spragnionej sprawiedliwości, a pojonej octem bezprawnej przemocy. Wyznanie to wyrasta z przerażającą, zawrotną szybkością na wyzwanie, rzucone Bogu, wyzwanie, jakiemu równego w sile natchnienia i mocy słowa nie ma żadna obca poezja.
Improwizacja nie mogła być oczywiście z góry obmyślana, jako scena III-ej części Dziadów. Zrodziła się ona samoistnie i samowolnie. Pomimo późniejszej pracy kompozycyjnej Mickiewicza, dziś jeszcze Improwizacja działa na nas nie jako część całości, ale owszem jako całość zupełnie w sobie zawarta, skończona, odrębna. Po jej dokonaniu poeta nie mógł tego dumnego wyzwania tytanicznej myśli pozostawić bez odpowiedzi. Prometeuszowi-Konradowi, uosobieniu pychy ludzkiej, przeciwstawił wcielenie chrześcijańskiej pokory i poddania się woli Bożej w X. Piotrze. W Dziadach drezdeńskich mamy zatem echo tych walk duchowych, które przebywał poeta i dawniej, w Rosji, i niedawno w Rzymie: a dumnemu Konradowi, imiennikowi z serca i uczuć Wallenroda, staje na drodze cichy, niepozorny X. Piotr, który uzdrawia i ratuje go tak, jak niegdyś poetę w Petersburgu Oleszkiewicz, a potem w Rzymie X. Chołoniewski.
Ten krwawo okupiony dorobek swego ducha, to odrodzenie moralne człowieka, chciał Mickiewicz przedstawić na tle historycznem zdarzeń filareckich z r. 1823, w których sam tak wybitną grał rolę. Dzieje filareckie nabierały wobec wojny narodowej r. 1831 znamienia przedświtu jej niejako i zapowiedzi. Tortury duchowe, zniesione godnie przez młodzież wileńską w r. 1823, domagały się teraz, po świeżych ofiarach, aby je przypomniał narodowi czynny ich uczestnik i naoczny świadek. Broszura Lelewela z r. 1831 p. t. Nowosilcow w Wilnie odświeżyła w pamięci poety owe niezapomniane miesiące więzienia u Bazyljanów; obecność Domeyki w Dreźnie poruszała codziennie całe mnóstwo szczegółów charakterystycznych z owej epoki gwałtu i ucisku. Te dwie historje serdeczne: własnych przejść duchowych i filareckiej niedoli splatały się wówczas w Dreźnie w jedno tęczowe pasmo poetyckiego natchnienia, w jeden prawdziwy, przeżyty dramat. A gdy pomyślał, że w tym dramacie zrosły się niemal dzieje bohatyrskie młodzieży filareckiej z tem, co sam wtedy przebolał i co dało punkt wyjścia jego walkom wewnętrznym, a stało się zawiązkiem jego duchowej ewolucji: treść obfita, niewyczerpana zaczęła się snuć ze zbolałej duszy poety i trzecia część Dziadów wtedy się zrodziła.
O ile Improwizacja Konrada wpłynęła na zawiązek i rozbudowanie III-ej części Dziadów, da się dzisiaj dopiero wykazać na podstawie odszukanego niedawno autografu poprawnego. Ze stanu tego autografu widać, że Improwizacja przepisana była z bruljonu (zagubionego i nieznanego dziś), zanim inne sceny były napisane. Kartki, zawierające Improwizację, są u góry oznaczone liczbami 1, 2, co samo przez się świadczy o pierwotnej odrębności tych kartek, dopiero później włączonych do całości. Najlepszym zaś dowodem wcześniejszego napisania Improwizacji jest ten fakt, że u samej góry kartki, na początku, napisał Poeta pierwotnie: »Gustaw«. Imię to potem silnie zamazane. Zamiast niego wpisał na boku: »Konrad, po długiem milczeniu«. Autograf drugi (poprawny) stwierdza zatem dowodnie, że Improwizacja powstała wówczas, kiedy jeszcze nie było słynnej potem przemiany Gustawa w Konrada. Improwizację bowiem wygłaszał pierwotnie Gustaw.
Słynny zaś napis na ścianie w celi więziennej: Gustavus obiit... hic natus est Conradus dopisał Mickiewicz pierwotnie do sceny pierwszej, jak widać w autografie poprawnym (ob. poniżej uwagi wydawcy na str. 56 do w. 28). Później przeniósł poeta tę łacińską inskrypcję do sceny, w której Gustaw śpi pod opieką Anioła Stróża, a z której to sceny w końcu zrobił Prolog[3].
Geneza III-ej części Dziadów, o ile możemy się jej domyślać ze skąpych wskazówek a litograficznych, wykazuje jeden znamienny rys: luźność scen, które nie wiążą się ze sobą żadną nicią intrygi dramatycznej, ale pomimo całej rozmaitości miejsca (Wilno, okolice Lwowa, Warszawa, wieś za Wilnem) i czasu, spojone są ze sobą tajemniczą nicią idei przewodniej: wiary w wpływ dobrych i złych duchów na sferę działań ludzkich, wiary w wielkie, powszechne obcowanie świata zmysłowego z światem zagrobowym, z zaświatem. Ta wiara była samą treścią duszy Mickiewicza; nic dziwnego, że pełne są jej wszystkie niemal sceny III-ej części Dziadów, zwłaszcza te, w których poeta dał wyraz osobistym swym uczuciom. Ale nawet sceny historyczne, t. j. sceny, zawierające przedmiotowo wierne skreślenie wypadków filareckich, nie mogły uniknąć wpływu subjektywnego nastroju poety i odznaczają się pewnem zabarwieniem religijnem, które zresztą Mickiewicz starał się już w przedmowie do III-ej części Dziadów usprawiedliwić i uzasadnić: »Wszyscy pisarze — czytamy tam — którzy uczynili wzmiankę o prześladowaniu ówczesnem Litwy, zgadzają się na to, że w sprawie uczniów wileńskich było coś mistycznego i tajemniczego. Charakter mistyczny Zana..., religijna rezygnacja, braterska zgoda i miłość młodych więźniów, kara Boża sięgająca widomie prześladowców, pozostawiły głębokie wrażenie na umyśle tych, którzy byli świadkami lub uczestnikami zdarzeń; a opisane, zdają się przenosić czytelników w czasy dawne, czasy wiary i cudów«.
Jeśli dodamy do tego, że »świadek i uczestnik« tych zdarzeń był zarazem w chwili twórczej gorąco religijnym wyznawcą Krzyża, to zrozumiemy nastrój religijny całej, trzeciej części Dziadów.
Jej nastrój patrjotyczny nie potrzebuje chyba objaśnienia. Niema serca, po ludzku czującego, do któregoby tym utworem Mickiewicz nie trafił. Obrazom męczarni narodowych, tu skreślonych, złożyła już dawno hołd wymowny George Sand: »Obrazy te są takie, jakich ani Byron, ani Goethe, ani Dante nie byliby mogli namalować. Może i sam Mickiewicz miał w życiu swem jedną tylko chwilę tego nadnaturalnego natchnienia. Prześladowanie, cierpienia i wygnanie rozwinęły w nim siły, nieznane mu przedtem... Od czasów proroków Syjonu, od czasu ich łez i jęków, żaden głos nie wzniósł się z taką siłą, aby opiewać przedmiot tak ogromny, jakim jest upadek narodu«.[4]
Doniosłość trzeciej części Dziadów nietylko w poezji, ale wogóle w historji naszej nie da się nawet scharakteryzować, bo trwa ciągle, niczem nie zmniejszona; naród cały miał lata Konradowego szału w namiętnem pragnieniu zemsty i odwetu, »z Bogiem — i choćby mimo Boga!« Dla nas nie są Dziady wspaniałym tylko pomnikiem poetyckiej siły, ale żywą rzeczywistością, żywą i żywiącą prawdą, najdroższą cząstką naszej narodowej treści.
Czem zaś były dla poezji naszej, widać bodaj z tego, że zaledwie rozległ się tytaniczny głos Improwizacji, a już odpowiedziały mu gromkie echa... Garczyński w Wacławie, Słowacki w Kordjanie, Krasiński w Irydjonie podejmują wspaniały wątek Konradowej myśli. Zapładnia ona ich wyobraźnię, żyje w ich sercach i wydaje utwory pełne ognia, których bohatyrowie noszą na obliczu swem wyraźne rysy duchowego z Konradem powinowactwa. Ale nie tu miejsce na szczegółowy genealogiczny wywód wielkiej rodziny, którą Dziady wydały.


III
USTĘP. — ZAMIARY DALSZYCH DZIADÓW

Zakończenie III-ej części Dziadów w mistrzowski sposób łączy żywioł subjektywny z przedmiotowym, historycznym. Wywiezienie filaretów do Rosji w samą noc Dziadów sprowadza nas z krainy duchów na ziemię, na polski padół płaczu i nędzy. Poeta z końcem pierwszego aktu filareckiej i własnej tragedji opuszcza ojczyznę, a w opowiadaniu epicznem, dołączonem pod nazwą Ustępu do III-ej części Dziadów, przysposabia nowe tło etniczne, nowe tło psychiczne przyszłego otoczenia Konrada.
Ustęp jest rozszerzeniem, a zarazem świetnem pogłębieniem tych rysów, któremi Mickiewicz scharakteryzował świat rosyjski już w scenie ósmej (balowej). Mamy w Ustępie obrazy natury północnej i ludzi tamtejszych (Droga do Rosji, Przedmieścia stolicy), mamy psychologję i patologję ówczesnego Petersburga, znakomitą charakterystykę cara w todze Rzymianina (Pomnik Piotra W.), wreszcie arcydzieło obserwacji i malowniczego odtworzenia epoki w wierszu p. t. Przegląd wojska.
Jak z jednej strony krajobrazy, skreślone w Ustępie z prawdziwem mistrzowstwem, pełne są życia i nawet w drobiazgach są wierne, tak z drugiej strony ludzi ówczesnych bezlitośnie przedstawił poeta w całej, ohydnej, nagości dusz »wspaniałych«, spodlonych despotyzmem, przekupstwem i zanikiem godności człowieczej. Te wiersze, pełne gorzkiej ironji i zjadliwego sarkazmu, pisane były pod bezpośredniem wrażeniem katastrofy r. 1831, w chwili, gdy cała Europa wrzała oburzeniem — niestety bezsilnem — na północnego Tyrana i nie szczędziła mu obelg.[5]
Ustęp poświęcał Mickiewicz »Przyjaciołom-Moskalom«. Żrąca i paląca gorycz poematu polskiego, wyssana z krwi i łez Ojczyzny nieszczęśliwej, miała w przekonaniu poety gryźć okowy wspólnych kajdan; poemat cały mógł mieć na czele te same słowa, które wojsko polskie w r. 1831 na swych sztandarach widziało: »Za naszą i waszą wolność!« — W epicznych opowiadaniach Ustępu rzucił poeta jakby most wiszący, który miał przeprowadzić Konrada do dalszych, zamierzonych »aktów« jego dramatu, do dalszych części Dziadów. Odmalowawszy w Ustępie drogę do Petersburga, chciał Mickiewicz w dalszych Dziadach przeprowadzić bohatyra swego przez całe piekło przymusowego wśród wrogów pobytu, pokazać walkę Konrada z przeciwnościami, a wreszcie wyzwolenie jego duchowe, dokonane w Rzymie. Najważniejsza ta część, już w myśli ułożona, już częściowo pisana, (nawet w czasie tworzenia Pana Tadeusza) — zaginęła na zawsze!
Oto co nam poeta o dalszym wątku zaginionych Dziadów sam przekazał:
Kiedy Niemcewicz po odczytaniu trzeciej części Dziadów w Londynie, pośpieszył (3 lutego 1833 r.) z wyburzeniem swego uwielbienia dla dzieła »szczytnego, wyższego nad wszystkie pochwały«, dającego potomności »wierny, acz okropny obraz cierpień naszych i okrucieństw barbarzyńców«, kiedy prosił Mickiewicza, aby napisał poema epiczne powstania naszego, w »rodzaju Danta« — twórca Improwizacji »czerpie w tych wyrazach pociechę, uważa je za nagrodę«, a przeczytawszy »ze wzruszeniem« zdanie Niemcewicza o trzeciej części Dziadów, tak mu dalej dziękuje:
»Zdawało mi się, że podsłuchałem przyszły wyrok potomności. Pozwól autorowi cieszyć się tem złudzeniem. Pochlebiło mi niezmiernie, ze odgadnąłeś cel i plan mojego poematu; rzeczywiście mam zamiar objąć w nim całą historję prześladowań i męczeństwa naszej Ojczyzny. Sceny wileńskie są wstępem do więzień petersburskich, katorżnej roboty i posielenia w Sybirze. Przedsięwzięcie szerokie i bogate w przedmioty. Oby tylko Bóg dał natchnienie! W jednej z następujących części wprowadzę niewolnika konfederata, który w zamku petersburskim przesiedziawszy całe życie, doczekał roku 1825 i opowiada nowym towarzyszom więzienie Kościuszki i Niemcewicza. Jeżelibyś mógł, Szanowny Panie, udzielić mnie w kilku słowach szczegółów o swoim ówczasowym pobycie w Krieposti, bardzobyś mnie uszczęśliwił i moje dziełko ozdobił«. Otrzymawszy zaś od Niemcewicza rękopis pożądanego pamiętnika, przeprasza, że zajęty tworzeniem Pana Tadeusza nie zdołał nawet podziękować za pamiętnik. »Część tego pamiętnika wejdzie w poema moje; jużbym go teraz użył, ale zajęty byłem innemi pracami, po których skończeniu do poematu Dziadów wrócę«. Jakoż nie były to czcze obietnice. Wiemy bowiem z listu Mickiewicza do Odyńca, do jakiego stopnia myśl o Dziadach zaprzątała jego imaginację. W liście tym (z lutego 1834 r.) donosi Mickiewicz przyjacielowi o ukończeniu Pana Tadeusza i tak pisze: »Ledwiem skończył, bo mnie już duch porywał gdzieindziej, do dalszych części Dziadów, których kawałki oderwane mimojazdem pisałem«, I zaraz potem dodaje te słowa wielkiego znaczenia, tem większego, jeśli zważymy, że je wypowiada już jako autor Pana Tadeusza: »Z Dziadów chcę zrobić jedyne dzieło moje warte czytania, jeśli Bóg dozwoli skończyć«.
To zapowiadał Mistrz poezji polskiej już po napisaniu swego arcydzieła. Przekonany, »że się nadto żyło i pracowało dla świata tylko«, postanowił odtąd »nigdy już pióra na fraszki nie użyć«. Z Dziadów chciał stworzyć pieśń pieśni swoich, bo pojął je jako myśl Bożą dla dobra bliźnich: bo »to tylko dzieło warte czegoś, z którego człowiek może poprawić się i mądrości nauczyć«. Człowiek, który sam w sobie i z sobą przeszedł Dantejską wędrówkę na ziemi, który z miłością za miljony, czuł męki Prometeusza, patrząc na cierpienia narodu, a przecież od miłości pogańskiej Konrada zdołał wzbić się do seraficznej miłości X. Piotra, z piekła, pożądającego krwi i zemsty, potrafił wznieść się w archaniołów strefy — taki genjusz mógł znaleźć rozkosz tworzenia chyba tylko w najdonioślejszych zagadnieniach: szczęścia Ojczyzny i Ludzkości szczęścia! Do tych zagadnień tęsknił, ku nim wytężał ramiona swej duszy i wówczas i nieraz jeszcze potem. Uzupełnieniem, a zarazem wycieniowaniem słów poety w liście do Odyńca są wspomnienia Bohdana Zaleskiego, który żył wtedy z Mickiewiczem bardzo blisko. Było to na wiosnę 1834 roku. Mickiewicz przeniósł się z Paryża do Sèvres i tam wśród, ciszy wiejskiej wypoczywał po Panu Tadeuszu i doglądał jego korekty.
»Codziennie — pisze Bohdan Zaleski — z Adamem robiliśmy wycieczki poza Sèvres; wałęsaliśmy się po laskach... Adam używał teraz w pełni swobody, słusznie i święcie mu się należącej po dwuletnich niepokojach i znojach. W zanadrzu i po kieszeniach nosił zawżdy korekty drukarskie, przeglądając je najczęściej leżący na murawie, z ołówkiem w ręku.
W opromienieniu wiośnianego słońca i śród zieleni pól i lasów, Adam rześki dotąd i wesoły, nagle począł się chmurzyć, co dosłownie ściemniać na obliczu. Odosobniał się, zamykał się w domu na całe dni, skarżąc się na dokuczliwe swoje spliny. Przyjaciele różne naznaczali przyczyny tym splinom... Walna ich przyczyna tkwiła wszelako gdzieindziej. Raz mimochodem koło leżącego napomknąłem: »nie prawdaż, Adamie, rozbierają ciebie Dziady?« Na to pytanie, uścisnął mi rękę, potakując skinieniem głowy. — Ile razy zabierał się do pisania dalszych części Dziadów, doświadczał wielkich wzruszeń i cierpień. Wstrząsały nim tak wewnątrz wulkaniczne prądy genjalnej twórczości. W Dziadach streścić chciał wszystkie potęgi swego ducha: rozrachunki z Bogiem, zapasy i walki sumienia człowieczego, żary i bole patrjoty. Z Dziadów uczynić miał główne i jedyne dzieło swoje godne czytania. Istotnie, w tym czasie na luźnych kartkach pisał nocami nieczytelnie notaty i urywki do dalszych części Dziadów. Te kartki widziałem i wtedy w Sèvres i po leciech jeszcze w Lozannie, kiedy mnie sam wtajemniczał w ich arkana«.
W związku z tem opowiadaniem o »luźnych kartkach« dalszych części Dziadów przytoczyć tu wreszcie musimy, co sam Mickiewicz Bohdanowi Zaleskiemu donosił w styczniu 1840 r., w odpowiedzi na przysłane sobie wiersze: »Ale, ale, ów twój wiersz senny, dziwna to, i arcydziwna rzecz. Bo u waż, że ja kiedyś w auguście czy septembrze (a zatem 1839 r.) napisałem, albo rzuciłem na papier kilkadziesiąt wierszy, w celu robienia pierwszej części Dziadów! Owoż rzecz taż sama: chłopiec tuła się między mogiłami. Tylko u mnie fantastyczniej, bo śpi, a chórem nad nim nócą i piołuny siwe i lebioda i ślimaki etc. etc. Inspiracja mnie opuściła i przestałem pisać«.
Dwa fakty zwracają w tym liście uwagę naszą. Najpierw to, że jeszcze w siedm lat po wydaniu trzeciej części Dziadów, w warunkach twórczości stosunkowo nieprzyjaznych, poeta marzy o Dziadach; powtóre, że pragnie dać nam całość organiczną, a więc rozpoczyna od »robienia« części pierwszej... Czy, zarzuciwszy w starej podróżnej tece fragmenty pierwszej części, pisane na Litwie, uważał je za stracone i na nowo do części pierwszej przystępował? czy też poprostu »rzucił« wówczas na papier »kilkadziesiąt wierszy«, aby dodać jedną scenę do dawniejszych? — trudno rozstrzygnąć. Wyrażenie »w celu robienia pierwszej części Dziadów« jest dość elastyczne i pozwala na dwojaki domysł.
To pewna, że rok 1839 był ostatnim w szeregu lat, które mogły były dać nam dalsze Dziadów części. Po r. 1840, po przeniesieniu się z cichej Lozanny do hucznego Paryża, nie mogło być już mowy o dokonaniu »jedynego dzieła«, godnego czytania.
Los wrogi zawisł od początku tak nad Dziadami, jak nad ich twórcą. Już w zawiązku samym wydane zostały fragmentarycznie, jako druga i czwarta część. Po długich, smutnych latach dziesięciu rzucił się poeta z nadludzkiem uczuciem i olbrzymią siłą ku ulubionej myśli swego ducha i oto znowu część tylko (akt pierwszy) wyszła w r. 1832 z pod ręki Mistrza... Po kilkakroć jeszcze próbuje wykończyć Dziady, dopowiedzieć w nich tajnie swego ducha — napróżno! Dziady są tragedją życia Mickiewicza...
Nie mamy całości utworu; ale pozostałe części są puścizną królewską, której nie oddalibyśmy za najwspanialsze inne »całości«. Duch poety obejmował Dziady jako dzieło, »z którego człowiek może poprawić się i mądrości nauczyć«. Czy w zachowanych częściach nie mamy dużo przestrogi i dużo mądrości?
Jeśli się zastanowimy nad tem, co za myśl wiąże trzecią część Dziadów z dawniejszemi, wileńskiemi, co im wszystkim nadaje wspólny nastrój? to znajdujemy odpowiedź w gorącej wierze poety w duchów obcowanie, w tej wierze, którą od dziecka przejął od ludu białoruskiego i wzmocnił religją. Ta wiara biła z najtajniejszych ducha jego głębin, jak silne ożywcze źródło mistycznej pociechy na dni posuchy i upału życia. Wiara ta przewija się jak nić złota przez wszystkie części Dziadów i wiąże je z sobą silniej, niż wszelkie artystyczne sposoby. Wiara w wpływ świata nadziemskiego, niewidzialnego, świata duchów na działania a więc i losy ludzkie, jest już w młodocianym autorze fragmentów pierwszej części. Orszak, wybierający się na Dziady, na uroczystość obcowania zmarłych z żywymi, wierzy silnie, że duchy na Dziady przyjdą, a tajemniczy Myśliwy Czarny zapewnia Gustawa:

Gdzie stąpisz, jest wszędzie nad tobą
Pewna istota, która z oczu cię nie traci.

Ta istota, to duch szczery, skoro Myśliwy mówi o niej, że chce Gustawa w ludzkiej nawiedzić postaci...
Cała część druga jest wprost obcowaniem żywych ze zmarłymi, którzy dla przestrogi i nauki (»słuchajcie i zważcie u siebie!«) wygłaszają sentencje z Bożego rozkazu i opisują swe cierpienia. Jeszcze jaskrawiej wyrażona jest wiara w świat zazmysłowy w IV-ej części, w której Gustaw wywoływa z kantorka duszę, proszącą o trzy pacierze, a księdzu wprost mówi, jako świadomy życia pogrobowego:

Gdyby z twych oczu ziemskie odpadło nakrycie,
Obaczyłbyś niejedno wkoło siebie życie,
Umarłą bryłę świata pędzące do ruchu...

Po latach dziesięciu poeta nietylko nie wyrzekł się wiary pierwotnej w wpływ duchów, ale ją umocnił w sobie i podniósł w III-ej części Dziadów do godności religijnego dogmatu. Otoczeni tam jesteśmy ciągłym, nieustającym wpływem świata zaziemskiego.
Anioł Stróż mówi do uśpionego Gustawa-Konrada:

Ledwie dobra myśl zaświeci,
Brałem duszę twą za rękę,
Wiodłem w kraj, gdzie wieczność świeci...

Przy Konradzie, w noc samotną, krążą złe i dobre duchy. Anioły opiekują się »widomie« Ewą i X. Piotrem, szatany zstępują »widomie«, aby wziąć na męczarnie duszę Nowosilcowa.
A dopieroż podczas Improwizacji Konrada! Tu wpływy dobrych i złych duchów mierzą się z sobą i poprostu walczą o duszę:

Głos z lewej strony:Głos z prawej:
Wsiąść muszę na duszęBrońmy go, brońmy,
Jak na koń,Skrzydłem osłońmy
Goń! goń! w cwał! w cwał!Skroń.

W tej walce bierze górę głos złego ducha. Konradowej pysze daje on orle pióra, aż wreszcie orła zmienia w hydrę i doprowadza bohatyra do brzegu przepaści. A jednak Konrad nie pada łupem szatanów; o to się złe duchy swarzą z sobą i pierwszy wymawia drugiemu, że nie pomógł Konradowi do bluźnierstwa, że nie umiał »jeszcze o jeden stopień w dumę go podźwignąć« i »w pół drogi« łup gotowy wypuścił.
W taki to prosty sposób, nie przebierając w środkach, stara się poeta uzmysłowić dla czytelnika i widza ten wpływ nadnaturalny sił niewidzialnych na działania ludzkie. Wpływowi temu przypisał sam pierwszorzędne dla całych Dziadów znaczenie. Chcąc cudzoziemcom objaśnić w kilku słowach znaczenie i budowę »dziwnego poematu« (ce poème bizarre), tak tłumaczy »myśl panującą i tendencję autora« (la pensée dominante et la tendance de l’auteur) w przedmowie, po francusku napisanej dla Burgaud des Marets (w r. 1834).
»Wiara w wpływ świata niewidzialnego, duchowego na sferę myśli i działań ludzkich — oto idea-matka polskiego poematu; ta idea rozwija się postępowo, w różnych częściach dramatu przybierając różne kształty, stosownie do różnicy miejsc i czasu«. Ta ogólna idea-rodzicielka, wiara w obcowanie duchów, w zagrobowy ich z żyjącymi ludźmi stosunek, każe nam i dziś uważać Dziady, pomimo luźnego na pozór związku poszczególnych części, za utwór stanowiący organiczną całość.
Dziady możemy i powinniśmy uważać za dzieło, z którego »człowiek ma poprawić się i mądrości nauczyć«. Przestroga ich prosta, choć niełatwa do spełnienia: Umierajmy jak Gustaw dla samolubnej miłości, dla egotycznych marzeń, a żyjmy jak Konrad dla narodu. Konrada, zemsty chciwego, hamujmy w sobie i wznośmy go do tych czystych, wszechludzkich przestworzy, w których przebywała »jasna dusza« księdza Piotra. A tak każdy z nas niech sobie »postępowo« wyrabia i dosnuwa olbrzymi wątek idei Dziadów.

Mądrość ich tkwi w tem głębokiem przeświadczeniu Mickiewicza, okupionem latami wewnętrznej walki, że pycha ludzkiego rozumu musi zawsze, prędzej czy później, ukorzyć się przed tym Arcy-Mistrzem, co Bożą potęgę

W niewielu słowach objawił przed ludem
I całą swoich myśli i dzieł księgę
Sam wytłumaczył głosem, czynem, cudem...

Dziady są wiecznotrwałym pomnikiem wiary Mickiewicza w lepszą przyszłość narodu polskiego i ludzkości, gorącej, świętej wiary, że »miłość rządzi plemieniem człowieczem« i że trofeami ludzkości nie mogą być... knuty! Źródło swej potężnej wiary przekazał narodowi wódz jego duchowy w tych wspaniałych strofach, które streszcza ją całą niepożytą wartość Dziadów i doniosłe ich dla Polski znaczenie:

Kiedy rozumne, gromowładne czoło
Zgiąłem przed Panem, jak chmurę przed słońcem,
Pan je wzniósł w niebo, jako tęczy koło,
I umalował promieni tysiącem.

I będzie błyszczeć na świadectwo wierze,
Gdy luną klęski z niebieskiego stropu,
I gdy mój naród zlęknie się potopu,
Spojrzy na tęczę i wspomni przymierze...






WSKAZÓWKI BIBLJOGRAFICZNE

Trzecia część Dziadów ukazała się po raz pierwszy w druku jako tom czwarty wydania paryskiego (z lat 1828 i 1829) podtytułem: Poezye Adama Mickiewicza, tom czwarty, Paryż, nakładem Autora. Dostanie przy ulicy des Beaux-Arts Nr. 6. — 1832 (w 12-ce, str. 285. W drukarni A. Pinard). Na grzbiecie książki: tytuł u góry, u dołu: cena 20 fr).
Druk tego tomu rozpoczął się w listopadzie 1832 r.; nabyć można było dopiero w styczniu 1833 r. Już w ciągu tegoż roku wyszło drugie wydanie p. t.: Adama Mickiewicza Dziadów Część Trzecia. Wydanie drugie, nakładem Aleksandra Jełowickiego, ozdobione Popiersiem Autora 1833 (w 12-ce, str. 288. W drukarni A. Pinard). Z odezwy wydawcy na str. 287 widać, że druk ukończono w ostatnich dniach września 1833 r. i że cena tego wydania wynosiła pięć franków.
Wydanie niniejsze Dziadów opiera się na wydaniu z r. 1838, które było przejrzane przez autora i wydane pod jego okiem. Tekst III-ej części z r. 1838 jest identyczny z wydaniami lat poprzednich t. j. 1832 i 1833 r. W odmianach tekstu uwzględniono oprócz powyżej wymienionych wydań także wszystkie inne wydania, których dokonał sam Mickiewicz, tudzież wszystkie, znane dziś autografy poety, i kopję Domeyki. Co się tyczy autografów III-ej części Dziadów i kopji Domeyki polegał wydawca na własnych bezpośrednich studjach. Odmiany rękopiśmienne Ustępu podane są według tekstu, opracowanego przez Adama Krechowieckiego w VI roczniku »Pam. Tow. Mick.« (str. 371—435)
Por. także:

J. Kallenbach: Szczątki autografu III-ej części Dziadów (=R1) Pam. T. M. Rocznik V. 1891, str. 164—197.
Stanisław Estreicher: Nieznany manuskrypt trzeciej części Dziadów (=D). Pam. T. M., VI, 241—257.
J. Kallenbach: Wiadomość o nieznanym autografie III cz. Dziadów (=R2). Warszawa 1916. (Spraw. Tow. Nauk. Wydział język. i lit. Rok IX. Zesz. 3 (str. 29 odbitki).


O trzeciej części Dziadów pisali obszernie autorowie monografij o A. Mickiewiczu, tudzież w historjach literatury polskiej P. Chmielowski, St. Tarnowski, Al. Brückner i i. Nadto:

W. Cybulski: Dziady M-a. Krytyczny rozbiór zasadniczej idei poematu. Poznań 1863.
J. Turczyński: Rozbiór dzieł A. M. — Zeszyt III. Lwów 1873 (str. 146, 212, 213).
J. Kallenbach: O Improwizacji Konrada, Lwów 1890.
M. Kawczyński: Dziadów cz. III w stosunku do romantyzmu franc. Rozpr. A. U. Wydz. filolog. t. XXI. 1893. Krytyka tej rozprawy przez Edw. Porębowicza w Kwart. Hist. t. IX. str. 88—94; ob. także str. 407—12 i 776—79.
H. Mościcki: Wilno i Warszawa w Dziadach M-a. Tło historyczne III. cz. Dziadów, Warszawa 1908.
A. Niemojewski: Gematrja i Dziady (Bibljot. Samokształcenia 1904).
Z. Lipiner: Widzenie X. Piotra w III-ej części Dziadów, Lwów 1904.
A. Górski: Monsalwat, Warszawa (Arct) 1919.
T. Sinko: Mickiewiczowskie widzenie X. Piotra. (Przegląd Powsz. Kraków 1917). — Tamże ocena wszystkich pomysłów, dotyczących 44.
J. Tretiak: Ślady wpływu  -a w poezji Puszkina (Pam. Wydz. filolog. A. U. tom VII i w książce zbiorowej »Mickiewicz i Puszkin«. Warsz. 1906.
J. Kallenbach: A. Mickiewicz, Poznań 1918, tom II, str. 5—104.

Ob. także wskazówki bibljograficzne podane w objaśnieniach wydawcy u dołu tekstu III. cz. Dziadów.

Skrócenia:

R1 = szczątki bruljonu III. cz. Dziadów.
R2 = autograf drugi, poprawny.
D = kopja Domejki.
O1 = wydanie pierwsze z r. 1832 w Paryżu.
O2 = wydanie drugie z r. 1833 w Paryżu.
Wyrazy i zdania w autografach przekreślone są w druku ujęte w nawias.

Wilno, w maju 1920 r.

Józef Kallenbach


DZIADY
POEMA


Polska od pół wieku przedstawia widok z jednej strony tak ciągłego, niezmordowanego i niezbłaganego okrucieństwa tyranów, z drugiej tak nieograniczonego poświęcenia się ludu i tak uporczywej wytrwałości, jakich nie było przykładu od czasu prześladowania chrześcijaństwa. Zdaje się, że królowie mają przeczucie Herodowe o zjawieniu się nowego światła na ziemi i o bliskim swoim upadku, a lud coraz mocniej wierzy w swoje odrodzenie się i zmartwychwstanie[6].
Dzieje męczeńskiej Polski obejmują wiele pokoleń i niezliczone mnóstwo ofiar; krwawe sceny toczą się po wszystkich stronach ziemi naszej i po obcych krajach[7]. — Poema, które dziś ogłaszamy, zawiera kilka drobnych rysów tego ogromnego obrazu, kilka wypadków z czasu prześladowania, podniesionego przez Imperatora Aleksandra.
Około roku 1822 polityka Imperatora Aleksandra, przeciwna wszelkiej wolności, zaczęła się wyjaśniać, gruntować i pewny brać kierunek. W ten czas podniesiono na cały ród polski prześladowanie powszechne, które coraz stawało się gwałtowniejsze i krwawsze. Wystąpił na scenę pamiętny w naszych dziejach senator Nowosilcow[8]. On pierwszy instynktową i zwierzęcą nienawiść rządu rossyjskiego ku Polakom wyrozumował jak zbawienną i polityczną, wziął ją za podstawę swoich działań, a za cel położył zniszczenie polskiej narodowości. W ten czas całą przestrzeń ziemi od Prosny aż do Dniepru i od Galicji do Bałtyckiego morza zamknięto i urządzono jako ogromne więzienie. Całą administracją nakręcono jako jedną wielką Polaków torturę, której koło obracali Carewicz Konstanty i senator Nowosilcow. Systematyczny Nowosilcow wziął naprzód na męki dzieci i młodzież, aby nadzieje przyszłych pokoleń w zarodzie samym wytępić. Założył główną kwaterę katowstwa w Wilnie, w stolicy naukowej prowincyj litewsko-ruskich. Były wówczas między młodzieżą uniwersytetu różne towarzystwa literackie, mające na celu utrzymanie języka i narodowości polskiej, Kongresem Wiedeńskim i przywilejami Imperatora zostawionej Polakom. Towarzystwa te, widząc wzmagające się podejrzenia rządu, rozwiązały się wprzód jeszcze, nim ukaz zabronił ich bytu. Ale Nowosilcow, chociaż w rok po rozwiązaniu się towarzystw przybył do Wilna, udał przed Imperatorem, że je znalazł działające; ich literackie zatrudnienia wystawił jako wyraźny bunt przeciwko rządowi, uwięził kilkaset młodzieży i ustanowił pod swoim wpływem trybunały wojenne na sądzenie studentów. W tajemnej procedurze rossyjskiej oskarżeni nie mają sposobu bronienia się; bo często nie wiedzą, o co ich powołano; bo zeznania nawet komissja według woli swojej jedne przyjmuje i w raporcie umieszcza, drugie uchyla. Nowosilcow, z władzą nieograniczoną od Carewicza Konstantego zesłany, był oskarżycielem, sędzią i katem. Skasował kilka szkół w Litwie, z nakazem, aby młodzież, do nich uczęszczającą, uważano za cywilnie umarłą, aby jej do żadnych posług obywatelskich, na żadne urzędy nie przyjmowano, i aby jej nie dozwolono ani w publicznych, ani w prywatnych zakładach kończyć nauk. Taki ukaz, zabraniający uczyć się, nie ma przykładu w dziejach i jest oryginalnym, rossyjskim wymysłem. Obok zamknienia szkół, skazano kilkudziesięciu studentów do min sybirskich, do taczek, do garnizonów azjatyckich: w liczbie, ich byli małoletni, należący do znakomitych rodzin litewskich. Dwudziestu kilku już nauczycieli, już uczniów uniwersytetu, wysłano na wieczne wygnanie w głąb Rosji, jako podejrzanych o polską narodowość. Z tylu wygnańców jednemu tylko dotąd udało się wydobyć się z Rossji[9].
Wszyscy pisarze, którzy uczynili wzmiankę o prześladowaniu ówczesnem Litwy, zgadzają się na to, że w sprawie uczniów wileńskich było coś mistycznego i tajemniczego[10]. Charakter mistyczny, łagodny, ale niezachwiany Tomasza Zana[11], naczelnika młodzieży; religijna rezygnacja, braterska zgoda i miłość młodych więźniów; kara boża, sięgająca[12] widomie prześladowców, zostawiły głębokie wrażenie na umyśle tych, którzy byli świadkami lub uczęstnikami zdarzeń; a opisane zdają się przenosić czytelników w czasy dawne, czasy wiary i cudów.
Kto zna dobrze ówczesne wypadki, da świadectwo autorowi, że sceny historyczne i charaktery osób działających skreślił sumiennie, nic nie dodając i nigdzie nie przesadzając. I pocóżby miał dodawać albo przesadzać? Czy dla ożywienia w sercu rodaków nienawiści ku wrogom? czy dla obudzenia litości w Europie? — Czémże są wszystkie ówczesne okrucieństwa w porównaniu tego, co naród polski teraz cierpi i na co Europa teraz obojętnie patrzy! Autor chciał tylko zachować narodowi wierną pamiątkę z historji litewskiej lat kilkunastu: nie potrzebował ohydzać rodakom wrogów, których znają od wieków[13]; a do litościwych narodów europejskich, które płakały nad Polską, jak niedołężne niewiasty Jeruzalemu nad Chrystusem, naród nasz przemawiać tylko będzie słowami Zbawiciela: »Córki Jerozolimskie, nie płaczcie nademną, ale nad samemi sobą«.


ŚWIĘTEJ PAMIĘCI
JANOWI SOBOLEWSKIEMU,
CYPRJANOWI DASZKIEWICZOWI,
FELIKSOWI KÓŁAKOWSKIEMU


SPÓŁUCZNIOM, SPÓŁWIĘŹNIOM, SPÓŁWYGNAŃCOM;
ZA MIŁOŚĆ KU OJCZYŹNIE PRZEŚLADOWANYM,
Z TĘSKNOTY KU OJCZYŹNIE ZMARŁYM
W ARCHANGIELU, NA MOSKWIE, W PETERSBURGU


NARODOWEJ SPRAWY
MĘCZENNIKOM
POŚWIĘCA AUTOR.


Do Dedykacji:

Jan Sobolewski, pochodził z Białego Stoku, jeden z najdzielniejszych uczniów Uniw. Wileńskiego, miał wielki talent do matematyki transcedentalnej. Wcielony w r. 1824 do korpusu inżynierów, zmarł w r. 1827 w Archangielsku. »Piękny człowiek, piękna dusza«, jak świadczył Domeyko.
Cyprjan Daszkiewicz, przebywał w Moskwie z Mickiewiczem w latach 1826—1829. Nieodwzajemniona miłość dla Karoliny Jaenisch przyspieszyła zgon jego w r. 1830. Ob. listy Mickiewicza do Daszkiewicza w tomie pierwszym monografji J. Kallenbacha.
Feliks Kułakowski pochodził z Mozyrza; pełen zawsze humoru, pobudzał kolegów do śmiechu. Zesłany z Wiernikowskim do Kazania, doskonalił się w językach wschodnich. Zmarł w Petersburgu w r. 1830. Ob. artykuł H. Łopacińskiego w Księdze Pamiątkowej... setnej rocznicy urodzin A. M-a. — Warszawa, T. I, 53—76; tudzież Mościckiego: Wilno i Warszawa w Dziadach... 1908, str. 76 (portret).


DZIADY
CZĘŚĆ III
LITWA
PROLOG[14]
Ekspozycja, wyobrażająca celę Konrada w byłym klasztorze bazylianów
w wilnie, przy ulicy ostrobramskiej, w klasztorze xx. bazyljanów, przerobionym na więzienie stanu. — cela więźnia[15].
A strzeżcie się ludzi, albowiem was będą
wydawać do siedzącej rady, i w bożnicach
swoich was biczować będą.
Mat., R. X. w. 17.
I do Starostów i do Królów będziecie wodzeni
na świadectwo im i poganom. w. 18.
I będziecie w nienawiści u wszystkich
dla imienia mego. Ale kto wytrwa aż do
końca, ten będzie zbawion. w. 22.
Więzień wsparty na oknie, śpi.
anioł-stróż

Niedobre, nieczułe dziecie!
Ziemskie matki twej zasługi,
Prośby jej na tamtym świecie
Strzegły długo wiek twój młody,
       5 Od pokusy i przygody:

Jako róża, anioł sadów,
We dnie kwitnie, w noc jej wonie
Bronią senne dziecka skronie
Od zarazy i owadów.

       10 Nieraz ja na prośbę matki
I za pozwoleniem bożem,
Zstępowałem do twéj chatki,
Cichy, w cichej nocy cieniu:
Zstępowałem na promieniu
       15 I stawałem nad twém łożem.

Gdy cię noc ukołysała[16],
Ja nad marzeniem namiętném
Stałem, jak lilija biała,
Schylona nad źródłem mętném.
       20 Nieraz dusza mnie twa zbrzydła:
Alem w złych myśli nacisku
Szukał dobréj, jak w mrowisku
Szukają ziarnek kadzidła.

Ledwie dobra myśl zaświeci,
       25 Brałem duszę twą za rękę,
Wiodłem w kraj, gdzie wieczność świeci,
I spiéwałem jej piosenkę,
Którą rzadko ziemskie dzieci
Słyszą, rzadko i w uśpieniu,
       30 A zapomną w odecknieniu.

Jam ci przyszłe szczęście głosił,
Na mych rękach w niebo nosił:
A tyś słyszał niebios dźwięki,
Jako pjanych uczt piosenki.

       35 Ja, syn chwały nieśmiertelnéj,
Przybierałem wtenczas postać
Obrzydłéj larwy piekielnéj,
By cię straszyć, by cię chłostać;
Tyś przyjmował chłostę Boga,
       40 Jak dziki męczarnie wroga;
I dusza twa w niepokoju,
Ale z dumą się budziła;
Jakby w niepamięci zdroju
Przez noc całą męty piła.
       45 I pamiątki wyższych światów
W głąb’ ciągnąłeś: jak kaskada,
Gdy w podziemną przepaść wpada,
Ciągnie liście drzew i kwiatów.

Na ten czas gorzko płakałem,
       50 Oblicze tuląc w me dłonie;
Chciałem i długo nie śmiałem
Ku niebieskiej wracać stronie,
Bym nie spotkał twojej matki:
Spyta się, jaka nowina
       55 Z kuli ziemskiej, z mojéj chatki,
Jaki sen był mego syna?

więzień budzi się strudzony i patrzy w okno. — Ranek.[17]

Nocy cicha, gdy wschodzisz, kto ciebie zapyta,
Skąd przychodzisz; gdy gwiazdy przed sobą rozwiejesz,

Kto z tych gwiazd tajnie przyszłéj drogi twej wyczyta?
       60 Zaszło słońce, wołają astronomy z wieży:
Ale dlaczego zaszło, nikt nie odpowiada;
Ciemności kryją ziemię i lud we śnie leży:
Lecz dlaczego śpią ludzie, żaden z nich nie bada,
Przebudzą się bez czucia, jak bez czucia spali. —
       65 Nie dziwi słońca dziwna lecz codzienna głowa,
Zmienia się blask i ciemność jako straż pułkowa:
Ale gdzież są wodzowie, co jéj rozkazali?

A sen? — Ach, ten świat cichy, głuchy, tajemniczy,
Życie duszy, czyż nie jest warte badań ludzi!
       70 Któż jego miejsce zmierzy, kto jego czas zliczy!
Trwoży się człowiek śpiący, — śmieje się, gdy zbudzi.
Mędrcy mówią, że sen jest tylko przypomnienie —
Mędrcy przeklęci!
Czyż nie umiem rozróżnić marzeń od pamięci?
       75 Chyba mnie wmówią, że moje więzienie
Jest tylko wspomnienie!

Mówią, że senne czucie rozkoszy i kaźni
Jest tylko grą wyobraźni:
Głupi, zaledwie z wieści wyobraźnią znają,
       80 I nam wieszczom o niéj bają!
Bywałem w niej, zmierzyłem lepiéj jéj przestrzenie,
I wiem, że leży za jej granicą — marzenie.
Prędzéj dzień będzie nocą, rozkosz będzie kaźnią,
Niż sen będzie pamięcią, mara wyobraźnią.

Kładnie się i wstaje znowu — idzie do okna.

       85 Nie mogę spocząć: te sny to straszą, to łudzą;
Jak te sny mię trudzą!

Drzémie
duchy nocne

Puch czarny, puch miękki pod głowę podłóżmy;
Śpiewajmy, a cicho: nie trwóżmy, nie trwóżmy

duch z lewéj strony

Noc smutna w więzieniu: tam w mieście wesele,
       90 U stołów tam muzyki huczą,
Przy pełnych kielichach śpiéwają minstrele,
Tam nocą komety się włóczą,
Komety z oczkami i z jasnym warkoczem,

Więzień usypia

Kto po nich kieruje łódź w biegu,
       95 Ten zaśnie na fali, w marzeniu uroczem,
Na naszym przebudzi się brzegu.

anioł

My uprosiliśmy Boga,[18]
By cię oddał w ręce wroga.
Samotność mędrców mistrzyni:
       100 I ty, w samotnem więzieniu,
Jako prorok na pustyni,
Dumaj o twém przeznaczeniu.

chór duchów nocnych

W dzień Bóg nam dokucza, lecz w nocy wesele,
W noc późną próżniaki się tuczą,
       105 I w nocy swobodniej śpiewają minstrele,
Szatany piosenek ich uczą.
Kto ranną myśl świętą przyniesie z kościoła,
Kto rozmów poczciwych smak czuje:
Noc-pjawka wyciągnie pobożną myśl z czoła,
       110 Noc-wąż w ustach smaki zatruje.
Śpiéwajmy nad sennym, my nocy synowie,
Usłużmy, aż będzie nam sługą:
Wpadnijmy mu w serce, biegajmy po głowie,
Nasz będzie — ach, gdyby spał długo!

anioł

       115 Modlono się za tobą na ziemi i w niebie;
Wkrótce muszą tyrani na świat puścić ciebie.[19]

więzień budzi się i myśli

Ty, co bliźnich katujesz, więzisz i wyrzynasz,
I uśmiechasz się we dnie i w wieczór ucztujesz;
Czy ty z rana choć jeden sen twój przypominasz?
       120 A jeśliś go przypomniał, czy ty go pojmujesz?

Drzémie
anioł

Ty będziesz znowu wolny: my oznajmić przyszli.

więzień budzi się

Będę wolny? — Pamiętam, ktoś mi wczora prawił;
Nie... Skądże to? Czy we śnie, czy Bóg mi objawił?

Zasypia
aniołowie

Pilnujmy tylko, ach, pilnujmy myśli:
       125 Między myślami bitwa już stoczona!

duchy z lewéj strony

Podwójmy napaść!

duchy z prawéj

My podwójmy straże!
Czy zła myśl wygra, czy dobra pokona:
Jutro się w mowach i w dziełach pokaże;
I jedna chwila tej bitwy wyrzeka
       130 Na całe życie o losach człowieka.

więzień

Mam być wolny! — Tak! Nie wiem skąd przyszła nowina,
Lecz ja znam, co być wolnym z łaski Moskwicina.
Łotry, zdejmą mi tylko z rąk i nóg kajdany,
Ale wtłoczą na duszę — ja będę wygnany!
       135 Błąkać się w cudzoziemców, w nieprzyjaciół tłumie,
Ja śpiéwak, — i nikt z mojéj pieśni nie zrozumie
Nic, — oprócz niekształtnego i marnego dźwięku.
Łotry, téj jednéj broni z rąk mi nie wydarły;
Ale mi ją zepsuto, przełamano w ręku;
       140 Żywy, zostanę dla mej ojczyzny umarły,
I myśl legnie zamknięta w duszy mojej cieniu,
Jako dyjament w brudnym zawarty kamieniu[20].

Wstaje i pisze węglem z jednej strony:
D.  O.  M.[21]
gustavus
obiit[22] m. d. ccc. xxiii.
calendis novembris[23]
Z drugiej strony:
hic natus est[24]
conradus
m. d. ccc. xxiii.
calendis novembris
Wspiera się na oknie — usypia.
duch

Człowieku! gdybyś wiedział jaka twoja władza!
Kiedy myśl w twojéj głowie, jako iskra w chmurze
Zabłyśnie niewidzialna, obłoki zgromadza,
I tworzy deszcz rodzajny, lub gromy i burze;
       155 Gdybyś wiedział, że ledwie jednę myśl rozniecisz,
Już czekają w milczeniu, jak gromu żywioły,
Tak czekają twej myśli — szatan i anioły:
Czy ty w piekło uderzysz, czy w niebo zaświecisz;
A ty, jak obłok górny ale błędny, pałasz,
       160 I sam nie wiész gdzie lecisz, sam nie wiész co zdziałasz...
Ludzie! każdy z was mógłby, samotny, więziony,[25]
Myślą i wiarą zwalać i podźwigać trony.



AKT I
SCENA I
kórytarz. — straż z karabinami stoi opodal. — kilku więźniów młodych ze świécami wychodzą z cel swoich. — północ.[26]
jakób[27]

Czy można? — obaczym się?

adolf[28]

Straż gorzałkę pije;
Kapral nasz...

jakób

Która biła?

adolf

Północ niedaleko.

jakób

Ale jak nas runt złowi, kaprala zasieką.[29]

adolf

Tylko zgaś świécę! — Widzisz, — ogień w okna bije.

Gaszą świécę

       5 Runt, dzieciństwo! Runt musi do wrót długo pukać,
Dać hasło i odebrać, musi kluczów szukać; —
Potém, — długi kórytarz, — nim nas runt zacapi,
Rozbieżym się, drzwi zamkną, każdy padł i chrapi.

Inni więźnie wywołani z celi wychodzą.
żegota[30]

Dobry wieczór.

konrad

I ty tu?

x. lwowicz

I wy tu?

sobolewski

I ja tu.

frejend[31]

       10 A wiécie co, Żegoto, idziem do twej celi!
Świéży więzień dziś wstąpił do nowicyjatu,
I ma komin: tam dobry ogień będziem mieli;
A przytem nowość, — dobrze widziéć nowe ściany.

sobolewski

Żegoto! A jak się masz? I ty tu, kochany?

żegota

       15 U mnie cela trzy kroki; was taka gromada.

frejend

Wiécie co, pójdźmy lepiéj do celi Konrada.
Najdalsza jest, przytyka do muru kościoła;
Nie słychać stamtąd, choć kto śpiéwa albo woła.
Myślę dziś głośno gadać i chcę śpiéwać wiele;
       20 W mieście pomyślą, że to śpiéwają w kościele:[32]
Jutro jest Narodzenie Boże — Eh, koledzy,
Mam i kilka butelek[33].

jakób[34]

Bez kaprala wiedzy?

frejend

Kapral poczciwy, i sam z butelek skorzysta.[35]
Przytém jest Polak, dawny nasz legijonista,
       25 Którego Car przerobił gwałtem na Moskala.
Kapral dobry katolik, i więźniom pozwala[36]
Przepędzić wieczór świętej Wigiliji razem.

jakób

Gdyby się dowiedzieli, nie uszłoby płazem.

Wchodzą do celi Konrada, nakładają ogień w kominie i zapalają świecę. — Cela Konrada jak w prologu[37].
x. lwowicz

I skądże się tu wziąłeś, Żegoto kochany:
       30 Kiedy?

żegota

Dziś mię porwali, z domu, ze stodoły.

x. lwowicz

I ty byłeś gospodarz?

żegota

Jaki! zawołany.
Żebyś ty widział moje merynosy, woły![38]
Ja, co pierwéj nie znałem co owies, co słoma,
Mam sławę najlepszego w Litwie ekonoma[39].

jakób

       35 Wzięto cię niespodzianie?[40]

żegota

Od dawna słyszałem
O jakiemś w Wilnie śledztwie; dom mój blisko drogi:
Widać było kibitki latające czwałem,
I co noc nas przerażał poczty dźwięk złowrogi.[41]
Nieraz, gdyśmy wieczorem do stołu zasiedli
       40 I ktoś żartem uderzył w szklankę noża trzonkiem,
Drżały kobiety nasze, staruszkowie bledli,
Myśląc, że już zajeżdża feldjegier ze dzwonkiem[42].
Lecz nie wiedziałem, kogo szukają i za co,
Nie należałem dotąd do żadnego spisku;

       45 Sądzę, że rząd to śledztwo wynalazł dla zysku,
Że się więźniowie nasi porządnie opłacą,
I powrócą do domu.

tomasz

Taką masz nadzieję?

żegota

Jużci przecież bez winy w Sybir nas nie wyślą:
A jakąż winę naszą znajdą lub wymyślą?
       50 Milczycie, — wytłómaczcież, co się tutaj dzieje,
O co nas oskarżono, jaki powód sprawy?

tomasz

Powód, — że Nowosilcow przybył tu z Warszawy.
Znasz zapewne charakter Pana Senatora,
Wiesz, że już był w niełasce u Imperatora,
       55 Że zysk dawniejszych łupiestw przepił i roztrwonił,[43]
Stracił u kupców kredyt i ostatkiem gonił.
Bo pomimo największych starań i zabiegów,
Nie może w Polsce spisku żadnego wyśledzić;
Więc postanowił świéży kraj, Litwę nawiedzić[44],
       60 I tu przeniósł się z całym głównym sztabem szpiegów.
Żeby zaś mógł bezkarnie po Litwie plądrować
I na nowo się w łaskę samodzierżcy wkręcić,
Musi z towarzystw naszych wielką rzecz wysnować
I nowych wiele ofiar Carowi poświęcić.

żegota

       65 Lecz my się uniewinnim —

tomasz

Bronić się daremnie —
I śledztwo i sąd cały toczy się tajemnie:

Nikomu nie powiedzą, za co oskarżony,
Ten, co nas skarży, naszéj ma słuchać obrony!
On gwałtem chce nas karać — nie unikniem kary.[45]
       70 Został nam jeszcze środek smutny — lecz jedyny:
Kilku z nas poświęcimy wrogom na ofiary,
I ci na siebie muszą przyjąć wszystkich winy.
Ja stałem na waszego towarzystwa czele,
Mam obowiązek cierpieć za was, przyjaciele;
       75 Dodajcie mi wybranych jeszcze kilku braci,
Z takich, co są sieroty, starsi, nieżonaci,
Których zguba niewiele serc w Litwie zakrwawi,
A młodszych, potrzebniejszych z rąk wroga wybawi.

żegota

Więc aż do tego przyszło?

jakób

Patrz, jak się zasmucił,
       80 Nie wiedział, że dom może na zawsze porzucił.

frejend

Nasz Jacek musiał żonę zostawić w połogu,[46]
A nie płacze —

feliks kółakowski

Ma płakać? Owszem — chwała Bogu!
Jeśli powije syna, przyszłość mu wywieszczę —
Daj mi no rękę — jestem trochę chiromanta,
       85 Wywróżę tobie przyszłość twojego infanta.

Patrząc na rękę:

Jeśli będzie poczciwy, pod moskiewskim rządem
Spotka się niezawodnie z kibitką i sądem;
A kto wié, może wszystkich nas znajdzie tu jeszcze —
Lubię synów, to nasi przyszli towarzysze.

żegota

       90 Wy tu długo siedzicie?

frejend

Skądże datę wiedziéć?
Kalendarza nie mamy, nikt listów nie pisze;
To gorsza, że nie wiemy, póki mamy siedziéć.

suzin

Ja mam u okna parę drewnianych firanek,[47]
I nie wiem nawet, kiedy mrok a kiedy ranek.

frejend

       95 Ale pytaj Tomasza, patryjarchę biedy;
Największy szczupak, on też pierwszy wpadł do matni.
On nas tu wszystkich przyjął i wyjdzie ostatni,
Wié o wszystkich, kto przybył, skąd przybył i kiedy.

suzin

To Pan Tomasz! ja poznać nie mogłem Tomasza.
       100 Daj mi rękę. Znałeś mię krótko i niewiele:
Wtenczas tak była droga wszystkim przyjaźń wasza,
Otaczali was liczni, bliżsi przyjaciele;
Nie dojrzałeś mię w tłumie, lecz ja ciebie znałem,
Wiem coś zrobił, coś cierpiał, żebyś nas ocalił; —
       105 Odtąd będę się z twojéj znajomości chwalił,
I w dzień zgonu przypomnę: z Tomaszem płakałem.

frejend

Ale dla Boga, po co te łzy, płacze, zgroza!
Patrz: Tomasz, gdy był wolny, miał na swojém czole
Wypisano wielkiemi literami: »koza«:

       110 Dziś w więzieniu jak w domu, jak w swoim żywiole.
On był na świecie, jako grzyby kryptogamy[48]:
Więdniał i schnął od słońca; — wsadzony do lochu,
Kiedy my, słoneczniki, bledniejem, zdychamy,
On rozwija się, kwitnie i tyje po trochu.
       115 Ale też wziął Pan Tomasz kuracyją modną,
Sławną teraz na świecie kuracyją głodną.

żegota do Tomasza:

Głodem ciebie morzono?

frejend

Dodawano strawy;
Ale gdybyś ją widział! — Widok to ciekawy![49][50]
Dość było taką strawą w pokoju zakadzić,
       120 Ażeby myszy wytruć i świérszcze wygładzić.

żegota

I jakże ty jeść mogłeś?

tomasz

Tydzień nic nie jadłem,
Potém jeść próbowałem, potem z sił opadłem;
Potém jak po truciznie czułem bole, kłucia,
Potém kilka tygodni leżałem bez czucia.
       125 Nie wiem, ile i jakiem choroby przebywał,
Bo nie było doktora, coby je nazywał.

Wreszcie jam wstał, jadł znowu i do sił przychodził,
I zdaje mi się, żem się do téj strawy zrodził.[51]

frejend z wymuszoną wesołością

Wierzcie mi, tam za kozą same urojenia;
       130 Kto tu był, sekret kuchni i mieszkań przeniknął:
Jeść, mieszkać, źle czy dobrze, skutek przywyknienia.
— Pytał raz Litwin, nie wiem, djabła czy Pińczuka:[52]
Dlaczego siedzisz w błocie? — siedzę, bom przywyknął.

jakób

Ależ przywyknąć, bracie!

frejend

Na tém cała sztuka.

jakób

       135 Ja tu siedzę podobno od óśmiu miesięcy,
A tak tęsknię jak pierwéj, nie mniéj —

frejend

I nie więcéj?
Pan Tomasz tak przywyknął, że mu powiew zdrowy
Zaraz piersi obciąża, robi zawrót głowy.
On odwyknął oddychać, nie wychodzi z celi —
       140 Jeśli go stąd wypędzą, koza się opłaci:
Bo on potém ni grosza na wino nie straci,
Tylko łyknie powietrza i wnet się podchmieli.[53]

tomasz

Wolałbym być pod ziemią, w głodzie i chorobie
Znosić kije i gorsze niźli kije — śledztwo;
       145 Niż tu w lepszém więzieniu, miéć was za sąsiedztwo —
Łotry! wszystkich nas w jednym chcą zakopać grobie.

frejend

Jakto? więc płaczesz po nas? — masz kogo żałować!
Czy nie mnie, pytam, jaka korzyść z mego życia?
Jeszcze w wojnie, — mam jakiś talencik do bicia,
       150 I mógłbym kilku Dońcom grzbiety naszpikować:
Ale w pokoju! Cóż stąd, że lat sto przeżyję
I będę klął Moskalów, i umrę, — i zgniję?
Na wolności wiek cały byłbym mizerakiem,
Jak proch, albo jak wino miernego gatunku:
       155 Dziś, gdy wino zatknięto, proch przybito kłakiem,
W kozie mam całą wartość butli i ładunku.
Wytchnąłbym się jak wino z otwartéj konewki;
Spaliłbym jak proch lekko, z otwartéj panewki;
Lecz jeśli mię w łańcuchach stąd na Sybir wyślą,
       160 Obaczą mię Litwini bracia i pomyślą:
Wszakci to krew szlachecka, to młódź nasza ginie,
Poczekaj zbójco Caru, czekaj Moskwicinie! —[54]
Taki jak ja, Tomaszu, dałby się powiesić,
Żebyś ty jednę chwilę żył na świecie dłużéj.
       165 Taki jak ja, ojczyźnie tylko śmiercią służy:
Umarłbym dziesięć razy, byle cię raz wskrzesić —
Ciebie, lub ponurego poetę Konrada,
Który nam o przyszłości, jak cygan powiada —

do Konrada:

Wierzę, bo Tomasz mówił, żeś ty śpiéwak wielki;
       170 Kocham cię, boś podobny także do butelki;

Rozléwasz pieśń, uczuciem, zapałem oddychasz,
Pijem, czujem, a ciebie ubywa — usychasz.

Bierze za rękę Konrada i łzy sobie ociera.
Do Tomasza i Konrada:

Wy wiecie, że was kocham: ale można kochać,
Nie płakać. Otóż, bracia, osuszcie łzy wasze;
       175 Bo jak się raz rozczulę i jak zacznę szlochać,
I herbaty nie zrobię i ogień zagaszę.

Robi herbatę
Chwila milczenia.
x. lwowicz

Prawda, źle przyjmujemy nowego przybysza;

Pokazując Żegotę

W Litwie zły to znak płakać we dniu inkrutowin...[55]
Czy nie dosyć w dzień milczym! — he? — Jak długa cisza.

jakób

       180 Czy niéma nowin z miasta?

wszyscy

Nowin?

x. lwowicz

Żadnych nowin?

adolf

Jan dziś chodził na śledztwo, był godzinę w mieście;
Ale milczy i smutny; i jak widać z miny,
Niéma ochoty gadać.

kilku z więźniów

No, Janie! nowiny?

jan sobolewski ponuro

Niedobre — dziś — na Sybir — kibitek dwadzieście
       185 Wywieźli.

żegota

Kogo? — naszych?

jan

Studentów ze Żmudzi.

wszyscy

Na Sybir?

jan

I paradnie! — było mnóstwo ludzi.

kilku

Wywieźli!

jan

Sam widziałem.

jacek

Widziałeś? — i mego
Brata wywieźli? — Wszystkich?

jan

Wszystkich, — do jednego:
Sam widziałem. — Wracając, prosiłem kaprala
       190 Zatrzymać się; pozwolił chwilkę. Stałem zdala,
Skryłem się za słupami kościoła. W kościele
Właśnie msza była, — ludu zebrało się wiele.
Nagle lud cały runął przeze drzwi nawałem,
Z kościoła ku więzieniu. Stałem pod przysionkiem,
       195 I kościół tak był pusty, że w głębi widziałem
Księdza z kielichem w ręku i chłopca ze dzwonkiem.
Lud otoczył więzienie nieruchomym wałem;
Od bram więzienia na plac, jak w wielkie obrzędy,
Wojsko z bronią, z bębnami, stało we dwa rzędy;
       200 W pośrodku nich kibitki. — Patrzę, z placu sadzi
Policmejster na koniu; — z miny zgadłbyś łatwo,

Że wielki człowiek, wielki tryjumf poprowadzi:
Tryjumf Cara północy, zwycięzcy nad — dziatwą! —
Wkrótce znak dano bębnem, i ratusz otwarty —
       205 Widziałem ich, — za każdym z bagnetem szły warty:
Małe chłopcy, znędzniałe, wszyscy jak rekruci
Z golonemi głowami, — na nogach okuci.
Biédne chłopcy! — Najmłodszy, dziesięć lat, nieboże,
Skarżył się, że łańcucha podźwignąć nie może
       210 I pokazywał nogę skrwawioną i nagą.
Policmejster przejeżdża, pyta czego żądał:
Policmejster człek ludzki, sam łańcuch oglądał:
»Dziesięć funtów, zgadza się z przepisaną wagą«. —
Wywiedli Janczewskiego; — poznałem: oszpetniał,[56]
       215 Sczerniał, schudł, ale jakoś dziwnie wyszlachetniał.
Ten przed rokiem swawolny, ładny chłopczyk mały,
Dziś poglądał z kibitki, jak z odludnéj skały
Ów cesarz! — okiem dumném, suchém i pogodném.[57]
To zdawał się pocieszać spólników niewoli,
       220 To lud żegnał uśmiechem gorzkim, lecz łagodnym,
Jak gdyby im chciał mówić: niebardzo mię boli.
Wtém, zdało mi się, że mnie napotkał oczyma,
I nie widząc, że kapral za suknią mię trzyma,
Myślił, żem uwolniony: dłoń swą ucałował
       225 I skinął ku mnie, jakby żegnał i winszował; —
I wszystkich oczy nagle zwróciły się ku mnie,
A kapral ciągnął gwałtem, ażebym się schował.
Nie chciałem, tyłkom stanął bliżej przy kolumnie.
Uważałem na więźnia postawę i ruchy: —
       230 On postrzegł, że lud płacze, patrząc na łańcuchy,

Wstrząsł nogą łańcuch, na znak, że mu niezbyt ciężył.
A wtém zacięto konia: kibitka runęła;
On zdjął z głowy kapelusz, wstał i głos natężył,
I trzykroć krzyknął: »Jeszcze Polska nie zginęła!« —
       235 Wpadli w tłum; — ale długo ta ręka ku niebu,
Kapelusz czarny jako chorągiew pogrzebu,
Głowa, z któréj włos przemoc odarła bezwstydna,
Głowa niezawstydzona, dumna, zdala widna,
Co wszystkim swą niewinność i hańbę obwieszcza,
       240 I wystaje z czarnego tylu głów natłoku,
Jak z morza łeb delfina, nawałnicy wieszcza:
Ta ręka i ta głowa zostały mi w oku,
I zostaną w méj myśli, — i w drodze żywota
Jak kompas pokażą mi, powiodą gdzie cnota;
       245 Jeśli zapomnę o nich, Ty Boże na niebie
Zapomnij o mnie!

x. lwowicz

Amen za was!

każdy z więźniów

I za siebie.

jan sobolewski

Tymczasem zajeżdżały inne rzędem długim
Kibitki; — ich wsadzano jednego po drugim.
Rzuciłem wzrok po ludu ściśnionego kupie,
       250 Po wojsku: wszystkie twarze pobladły jak trupie;
A w takim tłumie taka była cichość głucha,
Żem słyszał każdy krok ich, każdy dźwięk łańcucha.
Dziwna rzecz! wszyscy czuli, jak nieludzka kara;
Lud, wojsko czuje, milczy, — tak boją się cara.
       255 Wywiedli ostatniego: zdało się, że wzbraniał,
Lecz on biedny iść nie mógł, co chwila się słaniał,
Zwolna schodził ze schodów, i ledwie na drugi
Szczebel stąpił, stoczył się i upadł jak długi.

To Wasilewski; siedział tu w naszem sąsiedztwie;[58]
       260 Dano mu tyle kijów onegdaj na śledztwie;
Że mu odtąd krwi kropli w twarzy nie zostało.
Żołnierz przyszedł i podjął z ziemi jego ciało,
Niósł w kibitkę na ręku, ale ręką drugą
Tajemnie łzy ocierał; — niósł powoli, długo.
       265 Wasilewski nie zemdlał, nie zwisnął, nie ciężał,
Ale jak padł na ziemię prosto, tak otężał;
Niesiony, jak słup sterczał, i jak z krzyża zdjęte
Ręce miał nad barkami żołnierza rozpięte;
Oczy straszne, zbielałe, szeroko rozwarte. —
       270 I lud oczy i usta otworzył; — i razem
Jedno westchnienie, z piersi tysiąca wydarte,
Głębokie i podziemne jęknęło dokoła,
Jak gdyby jękły wszystkie groby z pod kościoła.
Komenda je zgłuszyła bębnem i rozkazem:
       275 Do broni, marsz! Ruszono; a środkiem ulicy
Puściła się kibitka lotem błyskawicy.
Jedna pusta: był więzień, ale niewidomy;
Rękę tylko do ludu wyciągnął z pod słomy,
Siną, rozwartą, trupią; trząsł nią, jakby żegnał.
       280 Kibitka w tłum wjechała. — Nim bicz tłumy przegnał,
Stanęli przed kościołem: i właśnie w téj chwili,
Słyszałem dzwonek, kiedy trupa przewozili.
Spójrzałem w kościół pusty, i rękę kapłańską
Widziałem, podnoszącą ciało i krew Pańską,
       285 I rzekłem: Panie! Ty, co sądami Piłata
Przelałeś krew niewinną dla zbawienia świata,
Przyjm tę z pod sądów Cara ofiarę dziecinną,
Nie tak świętą, ni wielką, lecz równie niewinną.

Długie milczenie.
józef[59]

Czytałem ja o wojnach; — w dawnych, dzikich czasach,
       290 Piszą, że tak okropne wojny prowadzono,
Że nieprzyjaciel drzewom nie przepuszczał w lasach,
I że z drzewami na pniu zasiéwy palono:
Ale car mędrszy, srożéj, głębiéj Polskę krwawi;
On nawet ziarna zboża zabiéra i dławi;
       295 Sam szatan mu metodę zniszczenia tłumaczy.

kółakowski

I uczniowi najlepszą nagrodę wyznaczy.

Chwila milczenia.
x. lwowicz

Bracia, kto wie, ów więzień może jeszcze żyje;
Pan Bóg to sam wić tylko i kiedyś odkryje.
Ja, jak ksiądz, pomodlę się; i wam radzę szczérze
       300 Zmówić za męczennika spoczynek paciérze. —
Kto wié, jaka nas wszystkich czeka jutro dola.

adolf

Zmówże i po Ksawerym paciérz, jeśli wola;[60]

Wiész, że on, nim go wzięli, w łeb sobie wystrzelił.

frejend

Łebski! — To z nami uczty wesołe on dzielił:
       305 Jak przyszło dzielić biedę, on w nogi ze świata.

x. lwowicz

Nieźleby i za tego pomodlić się brata.

jankowski[61]

Wiész, Księże, dalibóg, że drwię ja z twojéj wiary:
Cóż stąd, choćbym był gorszym niż Turki, Tatary,
Choćbym został złodziejem, szpiegiem, rozbójnikiem,
       310 Austryjakiem, Prusakiem, carskim urzędnikiem:
Jeszcze tak prędko bożéj nie lękam się kary:
Wasilewski zabity, my tu — a są cary.

frejend

Toż chciałem mówić; dobrze, żeś ty za mnie zgrzeszył;
Ale pozwól odetchnąć, bom całkiem osłupiał;
       315 Słuchając tych powieści, człek spłakał się, zgłupiał.
Ej Feliksie, żebyś ty nas trochę pocieszył?
Ty jeśli zechcesz, w piekle djabłabyś rozśmieszył.

kilku więźniów

Zgoda, zgoda, Feliksie, musisz gadać, śpiéwać!
Feliks ma głos! Hej Frejend, hej wina naléwać!

żegota

       320 Stójcie na chwilę. Ja też szlachcic sejmikowy,
Choć ostatni przybyłem, nie chcę cicho siedziéć.
Józef nam coś o ziarnkach mówił: na te mowy
Gospodarz winien z miejsca swego odpowiedziéć.
Lubo car wszystkie ziarna naszego ogrodu
       325 Chce zabrać i zakopać w ziemię, w swojém carstwie:
Będzie drożyzna, ale nie bójcie się głodu.
Pan Antoni już pisał o tém gospodarstwie.[62]

jeden z więźniów

Jaki Antoni?

żegota

Znacie bajkę Goreckiego
A raczéj prawdę?

kilku

Jaką? Powiedz nam, kolego.

żegota

       330 »Gdy Bóg wygnał grzesznika z rajskiego ogrodu,
Nie chciał przecie, ażeby człowiek umarł z głodu;
I rozkazał aniołom zboże przysposobić,
I rozsypać ziarnami po drodze człowieka.
Przyszedł Adam, znalazł je, obejrzał zdaleka,
       335 I odszedł; bo nie wiedział, co ze zbożem robić.
Aż w nocy przyszedł djabeł mądry i tak rzecze:
Niedaremnie tu Pan Bóg rozsypał garść żyta,
Musi tu być w tych ziarnach jakaś moc ukryta;
Schowajmy je, nim człowiek ich wartość dociecze.
       340 Zrobił rogiem rów w ziemi i nasypał żytem,
Naplwał, i ziemią nakrył i przybił kopytem; —

Dumny i rad, że boże zamiary przeniknął,
Całém gardłem rozśmiał się i ryknął i zniknął.
Aż tu wiosną, na wielkie djabła zadziwienie,
       345 Wyrasta trawa, kwiecie, kłosy i nasienie!...
O wy! co tylko na świat idziecie z północą,
Chytrość rozumem, a złość nazywacie mocą:
Kto z was wiarę i wolność znajdzie i zagrzebie,
Myśli Boga oszukać — oszuka sam siebie«.

jakób

       350 Brawo Antoni! pewnie Warszawę nawiedzi,
I za tę bajkę znowu z rok w kozie posiedzi.

frejend

Dobre to: lecz ja znowu do Feliksa wracam.
Wasze bajki — i co mi to za poezyje,
Gdzie muszę głowę trudnić, niźli sens namacam?[63]
       355 Nasz Feliks z piosenkami niech żyje i pije!

Naléwa mu wino
jankowski

A Lwowicz co? — On paciérz po umarłych mówi!
Posłuchajcie: zaśpiéwam piosnkę Lwowiczżwi.

Śpiewa:

Mówcie, jeśli wola czyja,
Jezus Maryja:
       360 Nim uwierzę, że nam sprzyja
Jezus Maryja,
Niech wprzód łotrów powybija
Jezus Maryja!

Tam car jak dzika bestyja,
       365 Jezus Maryja!

Tu Nowosilcow jak żmija,
Jezus Maryja!

Póki cała carska szyja,
Jezus Maryja!
       370 Póki Nowosilcow pija,
Jezus Maryja!
Nie uwierzę, że nam sprzyja
Jezus Maryja.

konrad

Słuchaj ty! — tych mnie imion przy kielichach wara!
       375 Dawno nie wiem, gdzie moja podziała się wiara,
Nie mieszam się do wszystkich świętych z litaniji,
Lecz nie dozwolę bluźnić imienia Maryji.

kapral[64], podchodząc do Konrada

Dobrze, że Panu jedno to zostało imie —
Choć szuler zgrany wszystko wyrzuci z kalety:
       380 Nie zgrał się, póki jedną ma sztukę monety;
Znajdzie ją w dzień szczęśliwy: więc z kalety wyjmie,
Więc da w handel na procent, Bóg pobłogosławi,
I większy skarb przed śmiercią, niźli miał, zostawi.
To imie, Panie, nie żart. — Więc mnie się zdarzyło
       385 W Hiszpaniji, lat temu — o, to dawno było...
Więc byłem w legijonach, naprzód pod Dąbrowskim,
A potém wszedłem w sławny pułk Sobolewskiego[65].

sobolewski

To mój brat!

kapral

O mój Boże! pokój duszy jego!
Walny żołnierz — tak — zginął od pięciu kul razem;
       390 Nawet podobny Panu. — Otóż — więc z rozkazem
Brata Pana, jechałem w miasteczko Lamego —
Jak dziś pamiętam — więc tam byli Francuziska:
Ten gra w kości, ten w karty, ten dziewczęta ściska —
Nuż beczéć; — każdy Francuz, jak podpije, beczy —
       395 Jak zaczną tedy śpiewać wszyscy nic do rzeczy,
Siwobrode wąsale takie pieśni tłuste!
Aż był wstyd mnie młodemu! — Z rozpusty w rozpustę,
Daléj bredzić na świętych. — Otóż, z większych w większe
Grzechy laząc, nuż bluźnić na Pannę Najświętszę —[66]
       400 A trzeba wiedzieć, że mam patent sodalisa,
I z powinności bronię Maryji imienia —
Więc ja im perswadować: stulcie pysk do bisa!
Więc umilkli, nie chcąc miéć ze mną do czynienia.

(Konrad zamyśla się, inni zaczynają rozmowę)

Ale-no Pan posłuchaj, co się stąd wyświęci.
       405 Po zwadzie, poszliśmy spać, wszyscy dobrze cięci —
Aż w nocy trąbią na koń, zaczną obóz trwożyć;
Francuzi nuż do czapek — i nié mogą włożyć:
Bo nie było na co wdziać, bo każdego główka
Była ślicznie odcięta nożem, jak makówka:
       410 Szelma gospodarz porznął jak kury w folwarku. —
Patrzę: więc moja głowa została na karku!
W czapce kartka łacińska, pismo nie wiem czyje:
»Vivat Polonus, unus defensor Mariae«.
Otóż, widzisz Pan, że ja tém imieniem żyję.

jeden z więźniów

       415 Feliksie, musisz śpiéwać! Nalać mu herbaty,
Czy wina —

feliks

Jednogłośnie decydują braty,
Że muszę być wesoły. Chociaż serce pęka,
Feliks będzie wesoły i będzie piosenka.

Śpiéwa:

Nie dbam, jaka spadnie kara:
       420 Mina, Sybir, czy kajdany;
Zawsze ja wierny poddany,
Pracować będę dla cara.

W minach, kruszec kując młotem,
Pomyślę, ta mina szara,
       425 To żelazo, — z niego potem
Zrobi ktoś topór na cara.

Gdy będę na zaludnieniu,
Pojmę córeczkę Tatara:
Może w mojém pokoleniu
       430 Zrodzi się Palen dla cara.[67]

Gdy w kolonijach osiędę,
Ogród zorzę, grzędy skopię,
A na nich co rok siać będę
Same lny, same konopie.

       435 Z konopi ktoś zrobi nici: —
Srebrem obwita nić szara

Może się kiedyś poszczyci,
Że będzie szarfą dla cara.

chór śpiéwa:

Zrodzi się Palen dla cara.
       440 ra — ra — ra — ra — ra — ra —

suzin

Lecz cóżto Konrad cicho zasępiony siedzi,
Jakby obliczał swoje grzechy do spowiedzi?
Feliksie, on nie słyszał zgoła twoich pieni.
Konradzie! Patrzcie: zbladnął, znowu się czerwieni.[68]
       445 Czy on słaby?

feliks

Stój cicho! — zgadłem, że tak będzie —
O, my znamy Konrada, co to znaczy, wiemy.
Północ jego godzina. — Teraz Feliks niemy;
Teraz, bracia, piosenkę lepszą posłyszemy.
Ale muzyki trzeba. — Ty masz flet, Frejendzie,
       450 Graj dawną jego nutę; a my cicho stójmy,
I kiedy trzeba, głosy do chóru nastrójmy.

józef, patrząc na Konrada

Bracia! duch jego uszedł i błądzi daleko,
Jeszcze nie wrócił: może przyszłość w gwiazdach czyta,
Może się tam z duchami znajomemi wita,
       455 I one mu powiedzą, czego z gwiazd docieką.
Jak dziwne oczy: błyszczy ogień pod powieką,
A oko nic nie mówi, i o nic nie pyta;
Duszy teraz w nich niéma; błyszczą jak ogniska
Zostawione od wojska, które w nocy cieniu

       460 Na daleką wyprawę ruszyło w milczeniu:
Nim zgasną, wojsko wróci na swe stanowiska.

Frejend próbuje różnych nut[69]
konrad śpiéwa:

Pieśń ma była już w grobie, już chłodna, —
Krew poczuła: z pod ziemi wygląda,
I jak upiór powstaje krwi głodna,
       465 I krwi żąda, krwi żąda, krwi żąda.
Tak! zemsta, zemsta, zemsta na wroga,
Z Bogiem — i choćby mimo Boga![70]

(Chór powtarza.)

I Pieśń mówi: ja pójdę wieczorem;
Naprzód braci rodaków gryźć muszę;
       470 Komu tylko zapuszczę kły w duszę,
Ten jak ja musi zostać upiorem.
Tak! zemsta, zemsta, etc., etc.

Potém pójdziem, krew wroga wypijem!
Ciało jego rozrąbiem toporem,
       475 Ręce, nogi gwoździami przybijem:
By nie powstał i nie był upiorem.

Z duszą jego do piekła iść musim,
Wszyscy razem na duszy usiędziem,
Póki z niej nieśmiertelność wydusim:
       480 Póki ona czuć będzie, gryźć będziem.
Tak! zemsta, zemsta, etc., etc.

x. lwowicz

Konradzie, stój dla Boga! to jest pieśń pogańska.

kapral

Jak on okropnie patrzy! To jest pieśń szatańska![71][72][73]

Przestają śpiéwać
konrad z towarzyszeniem fletu

Wznoszę się, lecę, tam! na szczyt opoki!
       485 Już nad plemieniem człowieczem,
Między proroki.
Stąd ja przyszłości brudne obłoki[74]
Rozcinam moją źrenicą, jak mieczem:
Rękami, jak wichrami, mgły jéj rozdziéram —
       490 Już widno — jasno. — Z góry na ludy spoziéram:
Tam księga sybilińska przyszłych losów świata!
Tam na dole!
Patrz, patrz, przyszłe wypadki i następne lata,
Jak drobne ptaki, gdy orła postrzegą,
       495 Mnie orła na niebie![75]
Patrz, jak do ziemi przypadają, biegą,[76]
Jak się stado w piasek grzebie —
Za niemi, hej za niemi oczy me sokole[77],
Oczy błyskawice![78]
       500 Za niemi szpony moje! — Dostrzegę je, schwycę.
Cóż to? Jaki ptak powstał i roztacza pióra,
Zasłania wszystkich, okiem mię wyzywa?

Skrzydła ma czarne jak burzliwa chmura,[79]
A szerokie i długie nakształt tęczy łuku,
       505 I niebo całe zakrywa —

To kruk olbrzymi! Ktoś ty? — ktoś ty, kruku!
Kłoś ty? — Jam orzeł! — Patrzy kruk — myśl moję plącze.[80]
Ktoś ty? — Jam gromowłady![81]
Spójrzał na mnie: w oczy mię jak dymem uderzył,
       510 Myśli moje miesza, — plącze[82]

kilku więźniów

Co on mówi? — co? — co to? Patrz, patrz, jaki blady,[83]

Porywają Konrada

Uspokój się...

konrad

Stój! stójcie! Jam się z krukiem zmierzył —
Stójcie! Myśli rozplączę —
Pieśń skończę — skończę —

Słania się
x. lwowicz

       515 Dosyć tych pieśni.

inni

Dosyć.

kapral

Dosyć. Pan Bóg z nami.
Dzwonek! słyszycie dzwonek? Runt, runt pod bramami!

Gaście ogień — do siebie!

jeden z więźniów patrząc w okno:

Bramę odemknęli —
       518 Konrad osłabł — zostawcie — sam, sam jeden w celi![84]

Uciekają wszyscy.



SCENA II
IMPROWIZACJA[85]
konrad po długiem milczeniu

Samotność! — Cóż po ludziach, czym śpiéwak dla ludzi?
Gdzie człowiek, co z mej pieśni całą myśl wysłucha,
Obejmie okiem wszystkie promienie jej ducha?
Nieszczęsny, kto dla ludzi głos i język trudzi:
       5 Język kłamie głosowi, a głos myślom kłamie;[86]
Myśl z duszy leci bystro, nim się w słowach złamie,
A słowa myśl pochłoną, i tak drżą nad myślą,
Jak ziemia nad połkniętą, niewidzialną rzeką;

Z drżenia ziemi czyż ludzie głąb’ nurtów docieką,
       10 Gdzie pędzi, czy się domyślą? —

Uczucie krąży w duszy, rozpala się, żarzy,
Jak krew po swych głębokich, niewidomych cieśniach;
Ile krwi tylko ludzie widzą w mojéj twarzy,
Tyle tylko z mych uczuć dostrzegą w mych pieśniach.

       15 Pieśni ma, tyś jest gwiazdą za granicą świata!
I wzrok ziemski, do ciebie wysłany za gońca,
Choć szklanne weźmie skrzydła, ciebie nie dolata,[87]
Tylko o twoję mleczną drogę się uderzy;
Domyśla się, że to słońca,
       20 Lecz ich nie zliczy, nie zmierzy.

Wam pieśni, ludzkie oczy, uszy niepotrzebne!
Płyńcie w duszy mej wnętrznościach,
Świećcie na jej wysokościach,
Jak strumienie podziemne, jak gwiazdy nadniebne.

       25 Ty Boże, Ty naturo, dajcie posłuchanie!
Godna to was muzyka i godne śpiéwanie. —
Ja mistrz!
Ja mistrz wyciągam dłonie!
Wyciągam aż w niebiosa i kładę me dłonie
       30 Na gwiazdach, jak na szklannych harmoniki kręgach.[88]

To nagłym, to wolnym ruchem,
Kręcę gwiazdy moim duchem;
Milijon tonów płynie; w tonów milijonie
Każdy ton ja dobyłem, wiem o każdym tonie;[89]
       35 Zgadzam je, dzielę i łączę,
I w tęczę i w akordy i we strofy plączę,
Rozlewam je we dźwiękach i błyskawic wstęgach. —

Odjąłem ręce, wzniosłem nad świata krawędzie,
I kręgi harmoniki wstrzymały się w pędzie.
       40 Sam śpiéwam... słyszę me śpiéwy:
Długie, przeciągłe, jak wichru powiéwy,
Przewiéwają ludzkiego rodu całe tonie,
Jęczą żalem, ryczą burzą,
I wieki im głucho wtórzą;
       45 A każdy dźwięk ten razem gra i płonie,
Mam go w uchu, mam go w oku,[90]
Jak wiatr, gdy fale kołysze,
Po świstach lot jego słyszę,
Widzę go w szacie obłoku.

       50 Boga, natury godne takie pienie!
Pieśń to wielka, pieśń-tworzenie,
Taka pieśń jest siła, dzielność,
Taka pieśń jest nieśmiertelność!
Ja czuję nieśmiertelność, nieśmiertelność tworzę,
       55 Cóż Ty większego mogłeś zrobić — Boże?
Patrz, jak te myśli dobywam sam z siebie,
Wcielam w słowa: one lecą,
Rozsypują się po niebie,
Toczą się, grają i świecą;
       60 Już dalekie; czuję jeszcze,
Ich wdziękami się lubuję,
Ich okrągłość dłonią czuję,
Ich ruch myślą odgaduję:
Kocham was, me dzieci wieszcze![91]
       65 Myśli moje! gwiazdy moje!
Czucia moje! wichry moje!
W pośrodku was jak ojciec wśród rodziny stoję,
Wy wszystkie moje![92]

Depcę was, wszyscy poeci,
       70 Wszyscy mędrce i proroki,

Których wielbił świat szeroki!
Gdyby chodzili dotąd śród swych dusznych dzieci,
Gdyby wszystkie pochwały i wszystkie oklaski
Słyszeli, czuli, i za słuszne znali,
       75 I wszystkie sławy każdodziennéj blaski
Promieniami na wieńcach swoich zapalali:
Z całą pochwał muzyką i wieńców ozdobą,
Zebraną z wieków tyla i z pokoleń tyla,
Nie czuliby własnego szczęścia, własnéj mocy,
       80 Jak ja dziś czuję, w téj samotnéj nocy,
Kiedy sam śpiéwam w sobie,
Śpiéwam samemu sobie.
Tak! Czuły jestem, silny jestem i rozumny! —
Nigdym nie czuł, jak w téj chwili;
       85 Dziś mój zenit, moc moja dzisiaj się przesili,
Dziś poznam, czym najwyższy, czylim tylko dumny;
Dziś jest chwila przeznaczona,
Dziś najsilniej wytężę duszy mej ramiona —
To jest chwila Samsona,
       90 Kiedy więzień i ślepy dumał u kolumny.
Zrzucę ciało i tylko jak duch wezmę pióra —
Potrzeba mi lotu!
Wylecę z planet i gwiazd kołowrotu,
Tam dójdę, gdzie graniczą stwórca i natura.

       95 I mam je, mam je, mam — tych skrzydeł dwoje;
Wystarczą: od zachodu na wschód je rozszerzę,
Lewém o przeszłość, prawem o przyszłość uderzę,
I dójdę po promieniach uczucia — do Ciebie!
I zajrzę w uczucia Twoje.
       100 O Ty! o którym mówią, że czujesz na niebie!
Jam tu, jam przybył, widzisz, jaka ma potęga!
Aż tu moje skrzydło sięga!
Lecz jestem człowiek, i tam, na ziemi me ciało;
Kochałem tam, w ojczyznie serce me zostało. —

       105 Ale ta miłość moja na świecie,[93]
Ta miłość nie na jednym spoczęła człowieku,
Jak owad na róży kwiecie,
Nie na jednéj rodzinie, nie na jednym wieku:
Ja kocham cały naród! Objąłem w ramiona
       110 Wszystkie przeszłe i przyszłe jego pokolenia,
Przycisnąłem tu do łona,
Jak przyjaciel, kochanek, małżonek, jak ojciec;
Chcę go dźwignąć, uszczęśliwić,
Chcę nim cały świat zadziwić,
       115 Niémam sposobu — i tu przyszedłem go dociec,[94]
Przyszedłem zbrojny całą myśli władzą,
Téj myśli, co niebiosom Twe gromy wydarła,
Śledziła chód Twych planet, głąb’ morza rozwarła;
Mam więcéj: tę Moc, któréj ludzie nie nadadzą,
       120 Mam to uczucie, co się samo w sobie chowa
Jak wulkan, tylko dymi niekiedy przez słowa.

I Mocy téj nie wziąłem z drzewa Edeńskiego,
Z owocu wiadomości złego i dobrego,

Nie z ksiąg ani z opowiadań,
       125 Ani z rozwiązania zadań,
Ani z czarodziejskich badań,
Jam się twórcą urodził!
Stamtąd przyszły siły moje,
Skąd do Ciebie przyszły Twoje,
       130 Boś i Ty po nie nie chodził:
Masz, nie boisz się stracić — i ja się nie boję.[95]
Czyś Ty mi dał, czy wziąłem, skąd i Ty masz, oko
Bystre, potężne? w chwilach méj siły, wysoko[96]
Kiedy na chmur spojrzę ślaki,
       135 I wędrowne słyszę ptaki,
Żeglujące na ledwie dostrzeżoném skrzydle:
Zechcę, i wnet je okiem zatrzymam jak w sidle —
Stado pieśń żałośną dzwoni:
Lecz póki ich nie puszczę, Twój wiatr ich nie zgoni.
       140 Kiedy spojrzę w kometę z całą mocą duszy,[97]
Dopóki na nią patrzę, z miejsca się nie ruszy.
Tylko ludzie skazitelni,
Marni, ale nieśmiertelni,
Nie służą mi, nie znają — nie znają nas obu:
       145 Mnie i Ciebie!
Ja na nich szukam sposobu
Tu, w niebie.

Tę władzę, którą mam nad przyrodzeniem,
Chcę wywrzéć na ludzkie dusze,
       150 Jak ptaki i jak gwiazdy rządzę mém skinieniem,
Tak bliźnich rozrządzać muszę.
Nie bronią — broń broń odbije,
Nie pieśniami — długo rosną,
Nie nauką — prędko gnije,
       155 Nie cudami — to zbyt głośno.
Chcę czuciem rządzić, które jest we mnie!
Rządzić, jak Ty, wszystkiemi zawsze i tajemnie: —
Co ja zechcę, niech wnet zgadną,
Spełnią, tém się uszczęśliwią:
       160 A jeżeli się sprzeciwią,
Niechaj cierpią i przepadną!
Niech ludzie będą dla mnie jak myśli i słowa,
Z których, gdy zechcę, pieśni wiąże się budowa; —
Mówią, że Ty tak władasz!
       165 Wiész, żem myśli nie popsuł, mowy nie umorzył;
Jeśli mnie nad duszami równą władzę nadasz,
Jabym mój naród jak pieśń żywą stworzył,
I większe, niźli Ty, zrobiłbym dziwo:
Zanóciłbym pieśń szczęśliwą!

       170 Daj mi rząd dusz! — Tak gardzę tą martwą budową,
Którą gmin światem zowie i przywykł ją chwalić,
Żem nie probował dotąd, czyli moje słowo
Nie mogłoby jéj wnet zwalić;
Lecz czuję w sobie, że gdybym mą wolę
       175 Ścisnął, natężył i razem wyświecił,
Możebym sto gwiazd zgasił, a drugie sto wzniecił!
Bo jestem nieśmiertelny! — i w stworzenia kole
Są inni nieśmiertelni; wyższych nie spotkałem;
Najwyższy na niebiosach! — Ciebie tu szukałem,
       180 Ja, najwyższy z czujących na ziemnym padole.
Nie spotkałem Cię dotąd — żeś Ty jest, zgaduję;
Niech Cię spotkam i niechaj Twą wyższość uczuję —

Ja chcę władzy, daj mi ją, lub wskaż do niéj drogę;
O prorokach, dusz władcach, że byli, słyszałem,
       185 I wierzę; lecz co oni mogli, to ja mogę,
Ja chcę miéć władzę, jaką Ty posiadasz,
Ja chcę duszami władać, jak Ty niemi władasz.

Długie milczenie.

Z ironją:
Milczysz, milczysz! Wiem teraz, jam Cię teraz zbadał,
Zrozumiałem, coś Ty jest i jakeś Ty władał. —
       190 Kłamca, kto Ciebie nazywał miłością,
Ty jesteś tylko mądrością!
Ludzie myślą, nie sercem, Twych dróg się dowiedzą,
Myślą, nie sercem, składy broni Twéj wyśledzą. —
Ten tylko, kto się wrył w księgi,
       195 W metal, w liczbę, w trupie ciało,
Temu się tylko udało
Przywłaszczyć część Twéj potęgi;
Znajdzie truciznę, proch, parę,
Znajdzie blaski, dymy, huki,
       200 Znajdzie prawność i złą wiarę
Na mędrki i na nieuki.
Myślom oddałeś świata użycie,
Serca zostawiasz na wiecznéj pokucie.
Dałeś mnie najkrótsze życie
       205 I najmocniejsze uczucie.

Milczenie.

Czém jest me czucie?
Ach iskrą tylko!
Czém jest me życie?
Ach jedną chwilką!
       210 Lecz te, co jutro rykną, czém są dzisiaj gromy?
Iskrą tylko.
Czém jest wieków ciąg cały, mnie z dziejów wiadomy?
Jedną chwilką.

Z czego wychodzi cały człowiek, mały światek?
       215 Z iskry tylko.[98]
Czém jest śmierć, co rozprószy myśli mych dostatek?
Jedną chwilką.
Czém był On, póki światy trzymał w swojém łonie?[99]
Iskrą tylko.
       220 Czém będzie wieczność świata, gdy On go pochłonie?
Jedną chwilką.

głos z lewéj stronygłos z prawéj
Wsiąść muszęCo za szał!
Na duszęBrońmy go, brońmy
Jak na koń.Skrzydłem osłońmy
       225 230 Goń! goń!Skroń.
W cwał, w cwał!

Chwila i iskra, gdy się przedłuża, rozpala:
Stwarza i zwala.
Śmiało, śmiało! tę chwilę rozdłużmy, rozdalmy,
Śmiało, śmiało! tę iskrę rozniećmy, rozpalmy! —
       235 Teraz — dobrze — tak. Jeszcze raz Ciebie wyzywam,
Jeszcze po przyjacielsku duszę Ci odkrywam.
Milczysz? — Wszakżeś z Szatanem walczył osobiście?
Wyzywam Cię uroczyście!
Nie gardź mną: ja nie jeden, choć sam tu wzniesiony.
       240 Jestem na ziemi sercem z wielkim ludem zbratan,
Mam ja za sobą wojska i mocy i trony:[100]

Jeśli ja będę bluźnierca,
Ja wydam Tobie krwawszą bitwę niźli Szatan:
On walczył na rozumy, ja wyzwę na serca!
       245 Jam cierpiał, kochał, w mękach i miłości wzrosłem;
Kiedyś mnie wydarł osobiste szczęście,
Na własnej piersi ja skrwawiłem pięście,
Przeciw Niebu ich nie wzniosłem.[101]

głosgłos
RumakaGwiazdo spadająca!
       250 255 Przedziérzgnę w ptaka.Jaki szał
Orlemi pióry!W otchłań cię strąca!
Do góry!
W lot!

Teraz duszą jam w moję ojczyznę wcielony,
Ciałem połknąłem jej duszę:
Ja i ojczyzna, to jedno;
       260 Nazywam się Milijon: bo za milijony
Kocham i cierpię katusze.
Patrzę na ojczyznę biedną,
Jak syn na ojca wplecionego w koło;[102]
Czuję całego cierpienia narodu,
       265 Jak matka czuje w łonie bole swego płodu.
Cierpię, szaleję. — A Ty, mądrze i wesoło,
Zawsze rządzisz,
Zawsze sądzisz,
I mówią, że Ty nie błądzisz!

       270 Słuchaj! Jeśli to prawda, com z wiarą synowską
Słyszał, na ten świat przychodząc:
Że Ty kochasz; — jeżeliś Ty kochał świat rodząc,
Jeśli ku zrodzonemu masz miłość ojcowską;

Jeżeli serce czułe było w liczbie źwierząt,
       275 Któreś Ty w arce zamknął i wyrwał z powodzi;
Jeśli to serce nie jest potwór, co się rodzi
Przypadkiem, ale nigdy lat swych nie dochodzi; —
Jeśli pod rządem Twoim czułość nie jest bezrząd,
Jeśli w milijon ludzi, krzyczących »ratunku!«,
       280 Nie patrzysz jak w zawiłe zrównanie rachunku; —
Jeśli miłość jest na co w świecie Twym potrzebną,
I nie jest tylko Twoją omyłką liczebną...[103]

głosgłos
Orła w hydrę!Z jasnego słońca
Oczy mu wydrę.Kometo błędu!
       285 290 Do szturmu daléj!Gdziekoniec twego pędu?
Dymi! pali!Bez końca, bez końca!
Ryk, grzmot!

Milczysz! — Jam ci do głębi serce me otworzył,
Zaklinam, daj mi władzę: — jedna część jéj licha,
Część tego, co na ziemi osiągnęła pycha,
       295 Z tą jedną cząstką ileż jabym szczęścia stworzył!
Milczysz! — Nie dasz dla serca, dajże dla rozumu!
Widzisz, żem pierwszy z ludzi i z aniołów tłumu,[104]
Że Cię znam lepiéj, niźli Twoje archanioły,
Wart, żebyś ze mną władzą dzielił się na poły —
       300 Jeślim nie zgadł, odpowiedz — Milczysz! Ja nie kłamię.
Milczysz i ufasz, że masz silne ramie —
Wiédz, że uczucie spali, czego myśl nie złamie —
Widzisz to moje ognisko: uczucie!
Zbieram je, sciskam, by mocniej pałało,
       305 Wbijam w żelazne woli mej okucie,
Jak nabój w burzące działo.

głosgłos
Ognia! pal!Litość! żal!


Odezwij się: bo strzelę przeciw Twéj naturze!
       310 Jeśli jéj w gruzy nie zburzę,
To wstrząsnę całym państw Twoich obszarem;
Bo wystrzelę głos w całe obręby stworzenia,
Ten głos, który z pokoleń pójdzie w pokolenia:
Krzyknę, żeś Ty nie ojcem świata, ale...

głos djabła

Carem!

Konrad staje chwilę, słania się i pada
duchy z lewéj strony
pierwszy

       315 Depc, chwytaj!

drugi

Jeszcze dysze.

pierwszy

Omdlał, omdlał, a nim
Przebudzi się, dodusim.

duch z prawéj strony

Precz! — modlą się za nim.

duch z lewéj

Widzisz, odpędzają nas.

pierwszy z lewéj

Ty bestyjo głupia!
Nie pomogłeś mu słowo ostatnie wyrzygnąć,
Jeszcze o jeden stopień w dumę go podźwignąć!
       320 Chwila dumy — ta czaszka już byłaby trupia.
Być tak blisko tej czaszki! i nie można deptać!
Widziéć krew w jego ustach, i nie można chłeptać!
Najgłupszy z djabłów, tyś go wypuścił w pół drogi.

drugi

Wróci się, wróci —

pierwszy

Precz stąd, bo wezmę na rogi,
       325 I będę cię lat tysiąc niósł, i w paszczę samą
Szatana wbiję.

drugi

Cha! Cha! straszysz ciociu! mamo!
Ja dziecko, będę płakać — (płacze) — masz —
(uderza rogiem) A co, nie chybił?
Leć i nie wyłaź z piekła! — Aha, do dna przybił! —
Rogi me, brawo, rogi —

pierwszy

Sacrédieu!

drugi (uderza)

Masz.

pierwszy

W nogi.

Słychać stukanie i klucz w drzwiach
drugi duch

       330 Pop, klecha! Przyczajmy się i schowajmy rogi.






SCENA III
wchodzą: kapral, braciszek bernardyn piotr, jeden więzień
x. piotr

W imie Ojca i Syna i Świętego Ducha.

więzień

On zapewne osłabiał, — Konradzie! — Nie słucha.

x. piotr

Pokój temu domowi, pokój grzesznikowi.

więzień

Dla Boga, on osłabiał, patrz, miota się, dąsa:
       5 To jest wielka choroba, patrz, on usta kąsa.[105]

X. Piotr modli się
kapral do więźnia

Mój Panie, idźcie sobie, a nas tu zostawcie.

więzień

Ale dla Boga! próżnych modlitew nie prawcie;
Podejmijcie go z ziemi, połóżmy do łóżka;
Księże Pietrze!

x. piotr

Tu zostaw!

więzień

Oto jest poduszka.

Kładnie Konrada

       10 E, ja wiem, co to znaczy — Czasem nań napada
Takie szaleństwo: długo śpiéwa, potem gada,
A jutro zdrów jak ryba. Lecz kto wam powiedział,
Że on osłabiał?

kapral

Panie, otbyś cicho siedział.
Niech brat Piotr pomodli się nad waszym kolegą;
       15 Bo ja wiem, że tu było coś — tu niedobrego.
Gdy runt odszedł, w téj celi hałas posłyszałem.
Spojrzę dziurką od klucza: a co tu widziałem,
To mnie wiedziéć. Pobiegłem do mojego kmotra,
Bo on człowiek pobożny, do braciszka Piotra —
       20 Patrz na tego chorego: niedobrze się dzieje —

więzień

Dalibóg nie pojmuję nic, i oszaleję.

kapral

Oszaleć? — Ej, panowie, strzeżcie się, panowie!
U was usta wymowne, wiele nauk w głowie,
A patrzcie, głowa mądra w prochu się taczała,
       25 I z tych ust, tak wymownych, patrzaj — piana biała;
Słyszałem, co on śpiéwał, ja słów nie pojąłem,
Lecz było coś u niego w oczach i nad czołem.
Wierz mi, że z tym człowiekiem niedobrze się dzieje —
Byłem ja w legijonach, nim wzięto w rekruty;
       30 Brałem szturmem fortece, klasztory, reduty;

Więcéj dusz wychodzących z ciała ja widziałem,
Niźli Wać Pan przeczytał książek w życiu całem:
A to jest rzecz niemała widziéć, jak człek kona.
Widziałem ja na Pradze księży zarzynanych,
       35 I w Hiszpaniji żywcem z wieży wyrzucanych;
Widziałem matek szablą rozrywane łona,
I dzieci konające na kozackich pikach,
I Francuzów na śniegu, i Turków na palu;
I wiem, co w konających widać męczennikach,
       40 A co w złodzieju, zbójcy, Turku lub Moskalu;
Widziałem rozstrzelanych, co patrzyli śmiele
W rurę broni, nie chcieli na oczy zasłony:
A jak padli na ziemię, widziałem w ich ciele
Strach, co za życia wstydem i pychą więziony,
       45 Wyszedł z trupa jak owad i pełzał wokoło;
Gorszy strach, niż ten, który tchórza w bitwie nęka,
Taki strach, że dość spojrzeć na zamarłe czoło,
Aby widziéć, że dusza dąsa się i lęka,
Gardzi bolem i cierpi, i wieczna jéj męka.
       50 A więc, mój Panie, myślę, że twarz umarłego
Jest jak patent wojskowy do świata przyszłego;
I poznasz zaraz, jak on tam będzie przyjęty,
W jakiej randze i stopniu, święty czy przeklęty.
A więc tego człowieka i pieśń i choroba
       55 I czoło i wzrok wcale mi się nie podoba.
Otóż Wać Pan spokojnie idź do swojéj celi
My z bratem Piotrem będziem przy chorym siedzieli.

Więzień odchodzi
konrad

Przepaść — tysiąc lat — pusto — dobrze — jeszcze więcéj!
Ja wytrzymam i dziesięć tysiąców tysięcy.
       60 Modlić się? — tu modlitwa nie przyda się na nic —
I byłaż taka przepaść bez dna i bez granic? —
Nie wiedziałem — a była.

kapral

Słyszysz, jak on szlocha.

piotr

Synu mój, tyś na sercu, które ciebie kocha.

do kaprala:

Wyjdź stąd i patrz, ażeby nikt tędy nie chodził,
       65 I póki stąd nie wyjdę, nikt mi nie przeszkodził.

Kapral odchodzi.
konrad zrywa się

Nie! — oka mi nie wydarł! Mam to silne oko;[106]
Widzę stąd i stąd nawet, choć ciemno, głęboko.
Widzę ciebie, Rollison! Bracie! cóż to znaczy?[107]
I tyś w więzieniu, zbity, krwią cały zbryzgany,
       70 I ciebie Bóg nie słuchał i tyś już w rozpaczy,
Szukasz noża, próbujesz głowę tłuc o ściany:
»Ratunku!« — Bóg nie daje, ja ci dać nie mogę!
Oko mam silne: spojrzę, może cię zabiję —
Nie — ale ci pokażę okiem — śmierci drogę.

       75 Patrz, tam masz okno: wybij, skocz, zleć i złam szyję,
I ze mną tu leć w głębie, w ciemność — lećmy na dół —
Otchłań — otchłań ta lepsza niźli ziemi padół;
Tu niéma braci, matek, narodów, tyranów —
Pójdź tu.

x. piotr

Duchu nieczysty, znam cię po twym jadzie!
       80 Znowuś tu, najchytrzejszy ze wszystkich szatanów.
Znowu w dom opuszczony leziesz, brzydki gadzie.
Tyś wpełznął w jego usta, na zgubęś tu wpełznął,
W Imie Pańskie jam ciebie pojmał i ochełznął.
Exorciso[108]...

duch

Stój, nie klnij — stój, odstąp od progu,
       85 Wyjdę —

x. piotr

Nie wyjdziesz, aż się upodoba Bogu.
Lew z pokolenia Judy, tu Pan: on zwycięża.[109]
Sieć na lwa zastawiłeś, i w twym własnym wniku[110]
Złowiłeś się: Bóg ciebie złowił w tym grzeszniku.
W jego ustach chcę tobie najsroższy cios zadać:
       90 Kłamco, ja tobie każę, musisz prawdę gadać.

duch

Parle-moi donc français, mon pauvre capuciu!
J’ai pu dans le grand monde oublier mon latin;
Mais étant saint, tu dois avoir le don des langues
Vielleicht sprechen Sie deutsch? was murmeln Sie so bang?
       95 What is it? — Cavalleros, rispondero Io...[111]

x. piotr

Ty to z ust jego wrzeszczysz, stujęzyczna żmijo!

duch

C’est juste. Dans ce jeu, uous sommes de moitié;
Il est savant, et moi, diable de mon métier.
J’étais son précepteur et je m’en glorifie;
En sais-tu plus que nous? parle, je te défie.

x. piotr

W Imie Ojca i Syna i Ducha Świętego.

duch

Ale stój, stój mój księże, stój, już dosyć tego!
Tylko, księżuniu, nie męcz napróżno: Czyś szatan,
Żeby tak męczyć?

x. piotr

Ktoś ty?

duch

Lukrecy, Lewjatan,
Voltaire, aller Fritz, Legio sum.[112]

x. piotr

Coś widział?

duch

Źwiérza.

x. piotr

Gdzie?

duch

W Rzymie.

x. piotr

Nie słucha mię. — Wróćmy do paciérza.

Modli się
duch

Ale słucham.

x. piotr

Gdzieś widział więźnia?

duch

Mówię, w Rzymie —

x. piotr

Kłamiesz.

duch

Księże, na honor, na kochanki imie,
Mój kochanki czarniutkiéj, co tak do mnie wzdycha —
       110 A wiész ty, jak się zowie moja luba? — Pycha.
Jakiś ty nieciekawy!

x. piotr do siebie

Przeciwią się duchy:
Upokórzmy się Panu i zróbmy akt skruchy.

Modli się
duch

Ale co tam masz robić, ja sam stąd wyruszę.
Przyznaję się, że wlazłem niezgrabnie w tę duszę.
       115 Tu mnie kole: ta dusza jest jak skóra jeża,
Włożyłem ją na wywrót, kolcami do kiszek.

Ksiądz modli się

Aleś bo i ty majster, choć prosty braciszek;
Osły, powinni ciebie obrać za Papieża.
Głupstwo stawią w kościele naprzód, jak kolumny,
       120 A ciebie kryją w kątku: świecznik, gwiazdę blasku!

x. piotr

Tyranie i pochlebco, i podły i dumny,
Żebyś pierś ugryzł, u nóg wleczesz się po piasku!

duch śmiejąc się

A ha! gniewasz się, paciérz przerwałeś — da capo
Żebyś sam widział, jak ty śmiesznie kręcisz łapą:
       125 Istny niedźwiadek, gdy się broni od komarów. —
On trzepie swoje. — No, więc — dosyć już tych swarów:
Znam twoję moc i chcę się tobie wyspowiadać,
Będę ci o przeszłości i przyszłości gadać.
A wiész ty, co o tobie mówią w całém mieście? —

Ksiądz modli się

       130 A wiész ty, co to będzie z Polską za lat dwieście? —
A wiész, dlaczego tobie przeor tak nie sprzyja? —
A wiész, w Apokalipsie co znaczy bestyja? —
Milczy i trzepie; — oczy, aż strach, we mnie wlepił.
Powiedz, Księżuniu, czegoś do mnie się uczepił?
       135 Co ja winien, że takie mam odbierać chłosty?
Czyż ja jestem król djabłów? Wszak ja djabeł prosty!
Zważ: czy to prawnie, sługę ukarać za pana;
Wszakże ja tu przyszedłem z rozkazu Szatana:
Trudno mu się tłumaczyć, bo z nim nie brat za brat.
       140 Jestem jako Kreishauptman, Gubernator, Landrat:[113]
Każą duszę brać w areszt: biorę, sadzę w ciemność;
Zdarza się przytém duszy jaka nieprzyjemność,

Ale czyż z mojéj winy? — Jam ślepe narzędzie:
Tyran, szelma, da ukaz, pisze: »Niech tak będzie!« —[114]
       145 Czyż to mnie miło męczyć? Mnie samemu męka.
Ach, wzdycha) jak to źle być czułym! Ach, serce mi pęka!
Wierz mi: gdy pazurami grzesznika odziéram,
Nieraz ogonem, ah! ah! — łzy sobie ociéram.

Ksiądz modli się

A wiész, że jutro będziesz bity jako Haman?[115]

x. piotr

       150 In nomine Patris et Filii et Spiritus Sancti, Amen.
Ego te exorcisa, spiritus immunde[116]

duch

Księże, stój! Słucham, gadam. Stój jedną sekundę!

x. piotr

Gdzie jest nieszczęsny więzień, co chce zgubić duszę? —
Milczysz? Exorcisa te

duch

Gadam, gadam — muszę.

x. piotr

       155 Kogo widziałeś?

duch

Więźnia.

x. piotr

Jakiego?

duch

Grzesznika.

x. piotr

Gdzie? —

duch

Tam, w drugim klasztorze.

x. piotr

W jakim?

duch

Dominika.[117]
Ten grzesznik już przeklęty, prawem mnie należy.

x. piotr

Kłamiesz.

duch

On już umarły.

x. piotr

Kłamiesz.

duch

Chory leży.

x. piotr

Exorciso te

duch

Gadam, gadam, skaczę, śpiéwam:
       160 Tylko nie klnij! Jak gadać? Dusisz, ledwie ziéwam.

x. piotr

Mów prawdę...

duch

Grzesznik chory, lata bez pamięci
I jutro rano szyję niezawodnie skręci.

x. piotr

Kłamiesz.

duch

Poświadczy godny świadek, kmotr Belzebub:
Pytaj go, męcz; niewinnéj duszy mojej nie gub.

x. piotr

       165 Jak ratować grzesznika?

duch

Bodajeś zdechł, klecho;
Nie powiem.

x. piotr

Exorciso

duch

Ratować pociechą.

x. piotr

Dobrze. Gadaj wyraźnie: czego mu potrzeba?

duch

Mam chrypkę, nie wymówię.

x. piotr

Mów!

duch

Mój Panie! królu!
Daj odpocząć —

x. piotr

Mów, czego potrzeba —

duch

Księżulu,
       170 Ja tego nie wymówię.

x. piotr

Mów!

duch

He — Wina — Chleba —[118]

x. piotr

Rozumiem: chleba Twego i krwi Twojéj, Panie!
Pójdę i daj mi spełnić Twoje rozkazanie.

do Ducha:

A teraz zabierz z sobą twe złości i błędy,
Skąd wszedłeś i jak wszedłeś, idź tam i tamtędy.[119]

Duch uchodzi.
konrad

       175 Dźwigasz mię! — Ktoś ty? Strzeż się, sam spadniesz w te doły![120]
Podaje rękę — Lećmy! — W górę jak ptak lecę —[121]
Mile oddycham wonią, — promieniami świecę.[122]
Któż mi dał rękę? Dobrzy ludzie i anioły![123]
Skądże litość, wam do mnie schodzić do tych dołów?
       180 Ludzie? — Ludźmi gardziłem, nie znałem aniołów![124]

x. piotr

Módl się, bo strasznie Pańska dotknęła cię ręka,
Usta, któremiś wieczny Majestat obraził,
Te usta zły duch słowy szkaradnemi skaził;
Słowa głupstwa, najsroższa dla mądrych ust męka,

       185 Oby ci policzone były za pokutę,
Obyś o nich zapomniał —[125]

konrad

Już są tam — wykute.

x. piotr

Obyś, grzeszniku, nigdy sam ich nie wyczytał,
Oby cię o znaczenie ich Bóg nie zapytał! —
Módl się! Myśl twoja, w brudne obleczona słowa,
       190 Jak grzeszna z tronu swego strącona królowa,
Gdy w żebraczéj odzieży, okryta popiołem,
Odstoi czas pokuty swojéj przed kościołem,
Znowu na tron powróci, strój królewski wdzieje,
I większym, niźli pierwéj, blaskiem zajaśnieje.[126]
       195 Usnął — (klęka) — Twe miłosierdzie Panie jest bez granic![127]

Pada krzyżem

Panie, otom ja sługa dawny, grzesznik stary,
Sługa już spracowany i niegodny na nic:
Ten młody, zrób go za mnie sługą Twojéj wiary,
A ja za jego winy przyjmę wszystkie kary;
       200 On poprawi się jeszcze, on wsławi Twe Imie.
Módlmy się! Pan nasz dobry! Pan ofiarę przyjmie!

Modli się
W bliskim kościele za ścianą, zaczynają śpiewać pieśń Bożego Narodzenia. Nad księdzem Piotrem chór Aniołów na nótę: »Anioł pasterzom mówił«.
chór aniołów (głosy dziecinne)

Pokój temu domowi,
Spoczynek grzesznikowi.
Sługo, sługo pokorny, cichy!
Wniosłeś pokój w dom pychy!
       205 Pokój temu domowi!

archanioł pierwszy na nótę: »Bóg nasz ucieczką«

Panie, on zgrzeszył, przeciwko Tobie zgrzeszył on bardzo.

archanioł drugi

Lecz płaczą nad nim, modlą się za nim, Twoi Anieli.

archanioł pierwszy

Tych zdepc, o Panie, tych złam, o Panie, którzy Twe święte sądy pogardzą.

archanioł drugi

       210 Ale tym daruj, co świętych sądów Twych nie pojęli.

anioł

Kiedym z gwiazdą nadziei
Leciał świecąc Judei,
Hymn Narodzenia śpiéwali Anieli:
Mędrcy nas nie widzieli,
       215 Królowie nie słyszeli.
Pastuszkowie postrzegli,
I do Betlejem biegli:
Pierwsi wieczną mądrość witali,
Wieczną władzę uznali,
       220 Biedni, prości i mali.

archanioł pierwszy

Pan, gdy ciekawość, dumę i chytrość w sercu aniołów, sług swych obaczył,
duchom wieczystym, Aniołom czystym, Pan nie przebaczył:
Runęły z niebios, jak deszcz gwiaździsty, Aniołów tłumy,
I deszczem lecą za niemi codzień mędrców rozumy.

chór aniołów

       225 Pan maluczkim objawia,
Czego wielkim odmawia.
Litość! Litość! nad synem ziemi!

On był między wielkiemi:
Litość nad synem ziemi!

archanioł drugi

       230 On sądów Twoich nie chodził badać, jako ciekawy,
Nie dla mądrości ludzkiej on badał, ani dla sławy.

archanioł pierwszy

On Cię nie poznał, on Cię nie uczcił, Panie nasz wielki!
On Cię nie kochał, on Cię nie wezwał, nasz Zbawicielu!

archanioł drugi

Lecz on szanował imię Najświętszéj Twéj Rodzicielki!
       235 On kochał naród, on kochał wiele, on kochał wielu!

anioł

Krzyż w złoto oprawiony
Zdobi królów korony,
Na piersi mędrców błyszczy jak zorze:
A w duszę wniść nie może.
       240 Oświeć, oświeć ich Boże!

chór aniołów

My tak ludzi kochamy,
Tak z nimi być żądamy!
Wygnani od mędrków i króli,
Prostaczek nas przytuli:
       245 Nad nim dzień, noc, śpiéwamy.

chór archaniołów

Podnieś tę głowę, a wstanie z prochu, niebios dosięże,
I dobrowolnie padnie i uczci Krzyża podnoże;

Wedle niej cały świat u stóp Krzyża niechaj polęże,
I niech Cię wsławi, żeś sprawiedliwy i litościwy Pan nasz, o Boże!

obadwa chóry

       250 Pokój, pokój prostocie,
Pokornej, cichej cnocie!
Sługo, sługo pokorny, cichy!
Wniosłeś pokój w dom pychy:
Pokój grzesznemu sierocie![128]



SCENA IV
dom wiejski pode lwowem
Pokój sypialny. — Ewa, młoda panienka, wbiega, poprawia kwiaty przed obrazem Najświętszej Panny, klęka i modli się. — Wchodzi Marcelina[129]
marcelina

Modlisz się jeszcze dotąd! — Czas spać, północ biła.

ewa

Jużem się za ojczyznę moję pomodliła,
Jak nauczono, i za ojca i za mamę.
Zmówmy jeszcze i za nich pacierze też same;[130]
       5 Choć oni tak daleko: ale to są dziatki
Jednej ojczyzny naszéj, Polski, jednej matki.
Litwin, co dziś tu przybył, uciekł od Moskali;
Strach słyszeć, co tam oni z nimi wyrabiali;
Zły car kazał ich wszystkich do ciemnicy wsadzić,
       10 I jak Herod chce całe pokolenie zgładzić.
Litwin ten bardzo ojca naszego zasmucił,
Poszedł w pole i dotąd z przechadzki nie wrócił.

Mama na mszę posłała i obchód żałobny,
Bo wielu z nich umarło. — Ja pacierz osobny
       15 Zmówię za tego, co te piosenki ogłosił:[131]

(pokazując książkę)

I on także w więzieniu, jak nam gość donosił.
Te piosenki czytałam: niektóre są piękne —
Jeszcze pójdę, przed Matką Najświętszą uklęknę,
Pomodlę się za niego: kto wié, czy w téj chwili
       20 Ma rodziców, żeby się za nim pomodlili.

Marcelina odchodzi
Ewa modli się i usypia
anioł

Lekko i cicho, jak lekkie sny zlećmy.

chór aniołów

Braciszka miłego sen rozweselmy,[132]
Sennemu pod głowę skrzydło podścielmy,
Oczami, gwiazdami, twarz mu oświećmy,
       25 Śpiewając i grając, latajmy wiankiem,
Nad czystym, nad cichym, naszym kochankiem.
Rączęta liljowe za liście splećmy,
Za róże kwitnące czoła rozniećmy.
Z pod wstążek gwiaździstych włos nasz rozwiążmy,
       30 Rozpuśćmy w promienie, rozlejmy w wonie;
Kwitnącym, pachnącym, żyjącym wiankiem,
Kochanka naszego piersi okrążmy,
Kochanka naszego otulmy skronie,
Śpiewając i grając, latajmy wiankiem
       35 Nad czystym, nad cichym naszym kochankiem.

ewa (widzenie)

Deszczyk tak świéży, miły, cichy jak rosa —
I skąd ten deszczyk? Tak czyste niebiosa,
Jasne niebiosa! —
Krople zielone, kraśne: trawki, równianki,
       40 Róże, lilije, wianki.
Obwijają mnie wkoło. — Ach, jaki sen wonny,
Sen lekki, słodki: oby był dozgonny![133]
Różo błyszcząca, słoneczna,
Lilijo przeczysta, mleczna!
       45 Ty nie z ziemi: tam rosłaś, nad białym obłokiem!
Narcyzie, jakiém śnieżném patrzysz na mnie okiem![134]
A te błękitne kwiaty pamiątek,
Jak źrenice niewiniątek —
Poznałam — kwiatki moje — sama polewałam,
       50 W moim ogródku wczora nazbiérałam,
I uwieńczyłam Matki Boskiej skronie,
Tam nad łóżkiem na obrazku.
Widzę — to Matka Boska — Cudowny blasku!
Pogląda na mnie, bierze wianek w dłonie,
       55 Podaje Jezusowi; a Jezus dziecie
Z uśmiechem rzuca na mnie kwiecie!
Jak wypiękniały kwiatki, — jak ich wiele, — krocie:
A wszystkie w przelocie
Szukają na powietrzu siebie,
       60 Moje kochanki!
I same plotą się w wianki!
Jak tu mnie miło, jak w niebie;

Jak tu mnie dobrze! mój Boże!
Niech mię na zawsze ten wianek otoczy,
       65 Niech zasnę, umrę, patrząc w te róże,
W te białe narcyzu oczy!

Róża, ta róża żyje!
Wstąpiła w nią dusza,
Główką lekko rusza,
       70 Jaki ogień z niéj bije:
To rumieniec żyjący, jak zorzy wniście!
Śmieje się, jak na uśmiech rozwija liście,
Roztula między liściem dwoje ust z koralu,
Mówi, coś mówi — jak cicho, jak skromnie —
       75 Co ty, różo, szepcesz do mnie?
Zbyt cicho, smutnie — Czy to głos żalu?
Skarżysz się, żeś wyjęta z rodzinnej trawki?
— Nie wzięłam ciebie dla mojéj zabawki:
Jam tobą skronie Matki Najświętszéj wieńczyła,
       80 Jam po spowiedzi wczora łzami cię poiła. —
A z twoich ust koralu,
Wylatują promieniem
Iskierka po iskierce;
Czy taka światłość jest twojem pieniem?[135]
       85 Czego chcesz róża miła?[136]

róża

Weź mnie na serce.

aniołowie

Rozwiążmy, rozplećmy anielski wianek.

róża

Odwijam me skrzydła, wyplatam czoło.

aniołowie

My w niebo do domu lećmy wesoło.

róża

       90 Ja będę ją bawił nim błyśnie ranek,[137]
Na senném jej sercu złożę me skronie;
Jak święty apostoł, Pański kochanek,
Na boskiém Chrystusa spoczywał łonie.






SCENA V
cela księdza piotra
x. piotr
modli się, leżąc krzyżem

Panie! czémże ja jestem przed Twojém obliczem? —
Prochem i niczem!
Ale, gdym Tobie moję nicość wyspowiadał:
Ja proch, będę z Panem gadał.[138]

WIDZENIE

       5 Tyran wstał — Herod! — Panie, cała Polska młoda
Wydana w ręce Heroda.[139]
Co widzę? — Długie, białe, dróg krzyżowych biegi,
Drogi długie — nie dojrzéć — przez puszczę, przez śniegi,
Wszystkie na północ! Tam, tam w kraj daleki
       10 Płyną jak rzeki.

Płyną: ta droga prosto do żelaznéj bramy;
Tamta jak strumień wpadła pod skałę, w te jamy;
A tamtej ujście w morzu — Patrz! po drogach leci
Tłum wozów: jako chmury wiatrami pędzone,
       15 Wszystkie tam w jednę stronę.
Ach, Panie! to nasze dzieci,
Tam na północ — Panie, Panie!
Takiż to los ich? — wygnanie!
I dasz ich wszystkich wygubić za młodu,
       20 I pokolenie nasze zatracisz do końca? —
Patrz — Ha! To dziecie uszło — rośnie — to obrońca![140]
Wskrzesiciel narodu! —[141]

Z matki obcéj; krew jego, dawne bohatéry,
A imie jego będzie cztérdzieści i cztéry.

       25 Panie! Czy przyjścia jego nie raczysz przyśpieszyć?
Lud mój pocieszyć?
Nie! Lud wycierpi — Widzę ten motłoch: tyrany,
Zbójce — biegą — porwali — mój Naród związany
Cała Europa wlecze, nad nim się urąga:
       30 »Na trybunał!« — Tam zgraja niewinnego wciąga.
Na trybunale gęby, bez serc, bez rąk: sędzie —
To jego sędzie![142]
Krzyczą: »Gal, Gal sądzić będzie«.
Gal w nim winy nie znalazł i — umywa ręce;
       35 A króle krzyczą: »Potęp i wydaj go męce!
Krew jego spadnie na nas i na syny nasze.
Krzyżuj syna Maryji, wypuść Barabasze!
Ukrzyżuj: on cesarza koronę znieważa;
Ukrzyżuj: bo powiemy, żeś ty wróg cesarza!«
       40 Gal wydał — Już porwali — już niewinne skronie
Zakrwawione, w szyderskiéj, cierniowej koronie,
Podnieśli przed świat cały; — i ludy się zbiegły —
Gal krzyczy: oto naród wolny, niepodległy!

Ach Panie! Już widzę krzyż — Ach, jak długo, długo
       45 Musi go nosić — Panie, zlituj się nad sługą!
Daj mu siły, bo w drodze upadnie i skona!
Krzyż ma długie, na całą Europę ramiona,
Z trzech wyschłych ludów, jak z trzech twardych drzew ukuty.[143]
Już wleką: już mój Naród na tronie pokuty;

       50 Rzekł: »pragnę« — Rakus octem, Borus żółcią poi;
A matka Wolność u nóg zapłakana stoi.[144]
Patrz! Oto żołdak Moskal z kopiją przyskoczył,[145]
I krew niewinną mego narodu wytoczył.
Cóżeś zrobił najgłupszy, najsroższy z siepaczy?
       55 On jeden poprawi się i Bóg mu przebaczy!

Mój kochanek! Już głowę konającą spuścił,
Wołając: »Panie! Panie! za coś mię opuścił!«
On skonał!

(Słychać chóry Aniołów, daleki śpiew wielkanocnéj pieśni. Nakoniec słychać »alleluja! alleluja!«)

Ku niebu, on ku niebu, ku niebu ulata!
       60 I od stóp jego wionęła
Biała jak śnieg szata —
Spadła szeroko — cały świat się w nią obwinął.
Mój kochanek na niebie, z przed oczu nie zginął:
Jako trzy słońca błyszczą jego trzy źrenice,
       65 I ludom pokazuje przebitą prawicę.

Któż ten Mąż? — To namiestnik na ziemskim padole.
Znałem go — był dzieckiem — znałem,
Jak urósł duszą i ciałem!
On ślepy, lecz go wiedzie anioł pachole,
       70 Mąż straszny — ma trzy oblicza,
On ma trzy czoła.
Jak baldakim rozpięta księga tajemnicza
Nad jego głową, osłania lice.
Podnóżem jego są trzy stolice.
       75 Trzy końce świata drżą, gdy on woła;
I słyszę z nieba głosy jak gromy;
To namiestnik wolności na ziemi widomy!

On to na sławie zbuduje ogromy[146]
Swego kościoła!
       80 Nad ludy i nad króle podniesiony;
Na trzech stoi koronach, a sam bez korony:
A życie jego — trud trudów,
A tytuł jego — lud ludów;
Z matki obcéj; krew jego, dawne bohatéry:
       85 A imie jego cztérdzieści i cztéry.
Sława! sława! sława! (zasypia)

aniołowie schodzą widomie

Usnął — Wyjmijmy z ciała duszę, jak dziecinę[147]
Senną z kolebki złotéj, i zmysłów sukienkę
Lekko zwleczmy; ubierzmy w światło jak jutrzenkę,
       90 I lećmy. Jasną duszę nieśmy w niebo trzecie,
Ojcu naszemu złożyć na kolanach dziecie:
Niech uświęci sennego ojcowską pieszczotą;
A przed ranną modlitwą duszę wrócim życiu,
I znowu w czystych zmysłów otulim powiciu,
       95 I znowu złożym w ciało, jak w kolebkę złotą.



SCENA VI[148]
Pokój sypialny wspaniały. — Senator obraca się na łożu i wzdycha — dwóch djabłów nad głową
djabeł i

Spił się, a nie chce spać;[149]
Muszę tak długo stać.
Łajdaku, cicho leż!
Czy go tam kole jeż?

djabeł ii

       5 Syp mu na oczy mak.

djabeł i

Zasnął, wpadnę jak źwierz.

djabeł ii

Jako na wróbla ptak.[150]

obadwaj

Duszę do piekła wlec,
Wężami smagać, piec.

belzebub[151]

       10 Wara![152]

dwaj djabły

Coś ty za kmotr?

belzebub

Belzebub.

dwaj djabły

No, i coż?

belzebub

Zwierzyny mi nie płosz.

djabeł i

Ale gdy zaśnie łotr,
Do mnie należy sen?

belzebub

       15 Jak ujrzy noc i żar,[153]
Srogość i mnogość kar:
Zlęknie się naszych scen,
Przypomni jutro sen,
Może poprawić się:
       20 Jeszcze daleko zgon.[154]

djabeł ii, wyciągając szpony

Pozwól zabawić się!
Co ty o niego drżysz?
Gdy poprawi się on,
Ja każę święcić się,
       25 I wezmę w ręce krzyż.

belzebub

Jak zbyt nastraszysz raz,
Gotów przypomnieć sen,
Gotów oszukać nas,
Wypuścisz ptaka z rąk.[155]

djabeł i, pokazując sennego[156]

       30 Ależ braciszek ten,[157]
Ten mój najmilszy syn,
Będzież on spał bez mąk?
Nie chcesz? — ja męczę sam.[158]

belzebub

Łotrze, a znasz mój czyn?
       35 Od Cara zwierzchność mam!

djabeł i[159]

Pardon — cóż każesz Waść?

belzebub

Możesz na duszę wpaść,
Możesz ją w pychę wzdąć,
A potém w hańbę pchnąć;
       40 Możesz w pogardzie wlec,
I szyderstwami siec:
Ale o piekle cyt!
My lećmy — fit, fit, fit.[160]

Odlatuje
djabeł i[161]

Więc ja za duszę cap:
       45 A ha, łajdaku, drżysz![162]

djabeł ii[163]

Tylko ją bierz do łap,[164]
Lekko, jak kotek mysz.[165]

WIDZENIE SENATORA[166]
senator przez sen

Pismo! — to do mnie — reskrypt Jego Carskiej Mości![167]
Własnoręczny — ha! ha! ha! — rubli sto tysięcy.
       50 Order! — Gdzie lokaj? Przypnij tu! Tytuł książęcy![168]
A! a! — Wielki marszałku! a! — pękną z zazdrości![169]

Przewraca się[170]

Do Cesarza! — Przedpokój: oni wszyscy stoją;
Nienawidzą mnie wszyscy, kłaniają się, boją.
Marszałek Grand-Controleur — ledwie poznasz, w masce.
       55 Ach, jakie lube szemrania,
Dokoła lube szemrania:
»Senator w łasce, w łasce, w łasce, w łasce«.
Ach, niech umrę, niech umrę śród tego szemrania,
Jak śród nałożnic moich łoskotania!
       60 Każdy się kłania,
Jestem duszą zebrania.
Patrzą na mnie, zazdroszczą; nos w górę zadziéram.[171]
O rozkoszy! Umiéram, z rozkoszy umiéram!

Przewraca się

Cesarz! Jego Imperatorska Mość! A! Cesarz wchodzi,
       65 A! — Co? — Nie patrzy! Zmarszczył brwi, spojrzał ukosem?[172]
Ach, Najjaśniejszy Panie! Ach! — Nie mogę głosem,
Głos mi zamarł — Ach! dreszcz, pot — ach! dreszcz ziębi, chłodzi —[173]
Ach, Marszałek — co? do mnie odwraca się tyłem,[174]
Tyłem! A! senatory, dworskie urzędniki!
       70 Ach, umiéram, umarłem, pochowany, zgniłem,
I toczą mię robaki, szyderstwa, żarciki.
Uciekają odemnie — Ha! jak pusto, głucho,
Szambelan szelma, szelma! patrz, wyszczérza zęby,[175]
Dbrum! ten uśmiech jak pająk wleciał mi do gęby.[176]

Spluwa

       75 Jaki dźwięk! — To kalambur — O brzydka mucho![177]

Opędza koło nosa

Lata mi koło nosa,
Jak osa.
I epigramy, żarciki, przytyki,
Te szmery — Ach, to świérszcze wlazły mi w ucho;
       80 Moje ucho, moje ucho!

Wytrząsa palcem ucho

Jaki szmer! Kamerjunkry świszczą jak puszczyki,[178]
Damy ogonem skrzeczą jak grzechotniki;
Jaki okropny szmer! śmiechy! wrzaski;[179]
Senator wypadł z łaski, z łaski, z łaski, z łaski!

Pada z łóżka na ziemię
djabły zstępują widomie[180]

       85 Teraz duszę ze zmysłów wydrzem, jak z okucia[181]
Psa złego. Lecz niecałkiem, nałożym kaganiec:[182]
Na wpół zostawim w ciele, by nie tracił czucia;[183]
Drugą połowę wleczmy aż na świata kraniec,
Gdzie się doczesność kończy, a wieczność zaczyna,[184]
       90 Gdzie z sumnieniem graniczy piekielna kraina;[185]
I złe psisko uwiążem tam, na pograniczu:[186]
Tam pracuj, ręko moja, tam świstaj, mój biczu.
Nim trzeci kur zapieje, musim z téj męczarni
Wrócić zmordowanego, skalanego ducha;
       95 Znowu przykuć do zmysłów, jako do łańcucha,[187]
I znowu w ciele zamknąć, jako w brudnéj psiarni.[188]



SCENA VII
SALON WARSZAWSKI[189]
Kilku wielkich urzędników, kilku wielkich literatów, kilka dam wielkiego tonu, kilku jenerałów i sztabsoficerów: wszyscy incognito piją herbatę przy stoliku. Bliżéj drzwi, kilku młodych ludzi i dwóch starych Polaków. Stojący rozmawiają z żywością. — Towarzystwo stolikowe mówi po francusku, przy drzwiach po polsku.
Przy drzwiach
zenon niemojewski[190] do Adolfa

To i u was na Litwie toż samo się dzieje?

adolf

Ach, u nas gorzej jeszcze, u nas krew się leje!

niemojewski

Krew?

adolf

Nie na polu bitwy, lecz pod ręką kata,
Nie od miecza, lecz tylko od pałki i bata.

Rozmawiają ciszej
Przy stoliku
hrabia

To bal był taki świetny, i wojskowych wiele?

francuz

Ja słyszałem, że było pusto jak w kościele.

dama

Owszem, pełno —

hrabia

I świetny?

dama

O tém mówić długo.

kamerjunkier

Służono najniezgrabniéj, choć z liczną usługą;
Nie miałem szklanki wina, ułamku pasztetu:
       10 Tak zawalono całe wniście do bufetu.

dama i

W sali tańców, zgoła nic nie ugrupowano,
Jak na raucie angielskim po nogach deptano.

dama ii

Bo to był tylko jeden z prywatnych wieczorów.

szambelan

Przepraszam, bal proszony — mam dotąd bilety.

Wyjmuje inwitacje i pokazuje; wszyscy przekonywają się
dama i

       15 Tém gorzej; pomieszano grupy, toalety,
Nie można było zgoła ocenić ubiorów.

dama ii

Odtąd, jak Nowosilcow wyjechał z Warszawy,
Nikt nie umié gustownie urządzić zabawy;
Nie widziałam pięknego balu ani razu:
       20 On umiał ugrupować bal nakształt obrazu.

Słychać między mężczyznami śmiech
dama i

Śmiéjcie się Państwo, mówcie, co się wam podoba,
A była to potrzebna w Warszawie osoba.

Przy drzwiach
jeden z młodych

Cichowski uwolniony?[191]

adolf

Ja znam Cichowskiego.
Właśnie byłem, chciałem się dowiedzieć od niego,
       25 Żeby między naszymi na Litwie rozgłosić.

zenon niemojewski

My powinniśmy z sobą łączyć się i znosić;
Inaczéj, rozdzieleni, wszyscy zginiem marnie.

Gadają ciszéj
młoda dama[192] przy nich stojąca

A jakie on okropne wycierpiał męczarnie!

Rozmawiają
Przy stoliku
jenerał[193] do literata

Ale przeczytaj wreszcie — dajże się uprosić.

literat

       30 Ja nie umiem na pamięć.

jenerał

Zwykłeś z sobą nosić.
Masz przy sobie pod frakiem — a — widzę okładki;
Damy chcą słyszeć.

literat

Damy? — a! to literatki!
Więcéj wierszy francuskich na pamięć umieją,
Niźli ja.

jenerał idzie mówić z damami

Tylko niechaj Panie się nie śmieją.

dama

       35 Macie robić lekturę! — przepraszam, — choć umiem
Po polsku, ale polskich wierszy nie rozumiem.

jenerał do oficera:

Ma racyję poczęści, bo nudne potrochu.

Pokazuje na literata

Opiéwa tysiąc wierszy o sadzeniu grochu.[194]

do literata:

Czytajże. Jeśli ciebie nie będziem słuchali,
       40 To patrz —

pokazując na drugiego literata

Ten nam gazeciarz swe rymy wypali.
Śliczna byłaby wszystkim słuchaczom przysługa.
Patrz, jak się on zaprasza, jak śmieje się, mruga.
I usta już otworzył jak zdechłą ostrygę,
I oko zwrócił wielkie i słodkie jak figę.[195]

literat do siebie

       45 Wychodzą —

do jenerała:

Długie wiersze, jabym piersi strudził.

jenerał do oficera

Dobrze, że nie chce czyltć, boby nas zanudził.

młoda dama
oddzielając się od grupy młodszej ode drzwi do stolika

A to jest rzecz okropna! — Słuchajcie Panowie!

do Adolfa:

Niechaj Pan tym ichmościom o Cichowskim powie.

oficer wyższy

Cichowski wypuszczony?

hrabia

Przesiedział lat tyle
       50 W więzieniu —

szambelan

Ja myśliłem, że leżał w mogile.

do siebie:

O takich rzeczach słuchać nie bardzo bezpiecznie,
A wyjść w środku powieści byłoby niegrzecznie.

Wychodzi
hrabia

Wypuszczony? — to dziwna.

adolf

Nie znaleźli winy.

mistrz ceremonji[196]

Któż tu mówi o winach? Są inne przyczyny —
       55 Kto długo był w więzieniu, widział, słyszał wiele —
A rząd ma swe widoki, ma głębokie cele,
Które musi ukrywać. To jest rzecz rządowa —
Tajniki polityczne — myśl gabinetowa.

To się tak wszędzie dzieje — są tajniki stanu —
       60 Ale Pan z Litwy, — a! a! — to jesl dziwno Panu.
Panowie na wsi, to tak chcecie o cesarstwie
Wiedzieć wszystko, jak gdyby o swem gospodarstwie.

Uśmiecha się
kamerjunkier

Pan z Litwy i po polsku? Nie pojmuję wcale —
Ja myśliłem, że w Litwie to wszystko Moskale.
       65 O Litwie dalibóg! że mniej wiem niż o Chinach —
Constitutionel coś raz pisał o Litwinach;
Ale w innych gazetach francuskich ni słowa.

panna do Adolfa

Niech Pan opowié; to rzecz ważna, narodowa.

stary polak

Znałem starych Cichowskich: uczciwa rodzina;
       70 Oni są z Galicyji. Słyszałem, że syna[197]
Wzięli i zamorzyli: mój krewny daleki!
Nie widziałem go dawno. — O ludzie, o wieki!
Trzy pokolenia przeszły, jak nas przemoc dręczy;
Męczyła ojców naszych, — dzieci, wnuków męczy!

adolf
(Wszyscy zbliżają się i słuchają)

       75 Znałem go, będąc dzieckiem. — Był on wtenczas młody,[198]
Żywy, dowcipny, wesół i sławny z urody;
Był duszą towarzystwa; gdzie się tylko zjawił,
Wszystkich opowiadaniem i żartami bawił;

Lubił dzieci i często brał mię na kolana,[199]
       80 U dzieci miał on tytuł wesołego pana.
Pamiętam włosy jego: nieraz ręce moje
Plątałem w jasnych włosów kędzierzawe zwoje;[200]
Wzrok pamiętam: musiał być wesoły, niewinny,
Bo kiedy patrzył na nas, zdawał się dziecinny;
       85 I patrząc na nas, wabił nas do swéj źrenicy,
Patrząc nań, myśleliśmy, żeśmy rowiennicy.
On wtenczas miał się żenić; — pomnę, że przynosił[201]
Dzieciom dary swej przyszłej i na ślub nas prosił.[202]
Potém długo nie przyszedł, i mówiono w domu,
       90 Że niewiedziéć gdzie zniknął, umknął pokryjomu,[203]
Szuka rząd, ale śladu dotąd nie wytropił;[204]
Nakoniec powiedziano: zabił się, utopił.

Policyja dowodem stwierdziła domysły:
Znaleziono płaszcz jego nad brzegami Wisły;
       95 Przyniesiono płaszcz żonie; poznała: on zginął;
Trupa nie znaleziono — i tak rok przeminął.[205]
Dlaczegóż on się zabił? Pytano, badano.[206]
Żałowano, płakano: wreszcie — zapomniano.[207]
I minęło dwa lata. — Jednego wieczora,[208]
       100 Więźniów do Belwederu wiedziono z klasztora.
Wieczór ciemny i dżdżysty; nie wiem, czy przypadkiem,[209]
Czy umyślnie ktoś był téj procesyji świadkiem:[210]
Może jeden z odważnych Warszawskich młodzieńców,
Którzy śledzą pobytu i nazwiska jeńców;
       105 Warty stały w ulicach, głucho było w mieście —[211]
Wtém ktoś[212] z za muru krzyknął: więźnie, kto jesteście?[213]
Sto ozwało się imion: śród nich dosłyszano
Jego imię, i żonie nazajutrz znać dano.
Pisała i latała, prosiła, błagała,
       110 Lecz prócz tego imienia nic nie posłyszała.[214]
I znowu lat trzy przeszło bez śladu, bez wieści.[215]

Lecz niewiedziéć, kto szerzył w Warszawie powieści,[216]
Że on żyje, że męczą, że przyznać się wzbrania,[217]
I że dotąd nie złożył żadnego wyznania;
       115 Że mu przez wiele nocy spać nie dozwalano,
Że karmiono śledziami i pić nie dawano;
Że pojono opijum, nasyłano strachy,
Larwy; że łoskotano w podeszwy, pod pachy —
Lecz wkrótce, innych wzięto, o innych zaczęli
       120 Mówić; żona płakała, wszyscy zapomnieli.[218]

Aż niedawno przed domem żony, w nocy dzwonią —
Otworzono: Oficer i żandarm pod bronią,
I więzień — On! — Każą dać pióra i papieru,
Podpisać, że wrócony żywy z Belwederu.[219]
       125 Wzięli podpis, i palcem pogroziwszy: »jeśli
Wydasz...« i nie skończyli; jak weszli, odeszli.
To on był. — Biegę widzieć; przyjaciel ostrzega:
Nie idź dzisiaj, bo spotkasz pod wrotami szpiega.
Idę nazajutrz, w progu policyjskie draby;
       130 Idę w tydzień: on sam mię nie przyjmuje, słaby.[220]
Aż niedawno za miastem w pojeździe spotkałem —[221]
Powiedziano, że to on: bo go nie poznałem.
Utył, ale to była okropna otyłość:
Wydęła go zła strawa i powietrza zgniłość;
       135 Policzki mu nabrzmiały, pożółkły i zbladły,[222]
W czole zmarszczki pół wieku, włosy wszystkie spadły.
Witam: on mię nie poznał, nie chciał mówić do mnie;

Mówię, kto jestem: patrzy na mnie bezprzytomnie;
Gdym dawnéj znajomości szczegóły powiadał,
       140 Wtenczas on oczy we mnie utopił i badał.
Ach! wszystko, co przecierpiał w swych męczarniach dziennych,
I wszystko, co przemyślił w swych nocach bezsennych:
Wszystko poznałem w jednej chwili z jego oka!
Bo na tém oku była straszliwa powłoka.[223]
       145 Źrenice miał podobne do kawałków szklanych,
Które zostają w oknach więzień kratowanych,[224]
Których barwa jest szara jak tkanka pajęcza,
A które, patrząc z boku, świécą się jak tęcza:
I widać w nich rdzę krwawą, iskry, ciemne plamy,[225]
       150 Ale ich okiem na wskróś przebić nie zdołamy;
Straciły przezroczystość, lecz widać po wierzchu,[226]
Że leżały w wilgoci, w pustkach, w ziemi, w zmierzchu. —[227]
W miesiąc poszedłem znowu; myśliłem, że zdoła
Rozpatrzyć się na świecie i pamięć przywoła.
       155 Lecz tyle tysięcy dni był pod śledztwa próbą,
Tyle tysięcy nocy rozmawiał sam z sobą,
Tyle lat go badały mękami tyrany,[228]
Tyle lat otaczały słuch mające ściany,
A całą jego było obroną — milczenie,
       160 A całém jego były towarzystwem — cienie:[229]
Że już się nie udało wesołemu miastu[230]
Zgładzić w miesiąc naukę tych lat kilkunastu.[231]

Słońce zda mu się szpiegiem, dzień donosicielem,
Domowi jego strażą, gość nieprzyjacielem.[232]
       165 Jeśli do jego domu przyjdzie kto nawiedzić,
Na klamki trzask on myśli zaraz: idą śledzić;
Odwraca się, i głowę na ręku opiéra:
Zdaje się, że przytomność, moc umysłu zbiéra,
Ścina usta, by słowa same nie wypadły,
       170 Oczy spuszcza, by szpiegi z oczu co nie zgadły.
Pytany, myśląc zawsze, że jest w swém więzieniu,
Ucieka w głąb’ pokoju i tam pada w cieniu,[233]
Krzycząc zawsze dwa słowa: »nic nie wiem, nie powiem«.
I te dwa słowa jego stały się przysłowiom.
       175 I długo przed nim płacze na kolanach żona
I dziecko, nim on bojaźń i wstręt swój pokona.

Przeszłą niewolę lubią opiéwać więźniowie;[234]
Myśliłem, że on ją nam najlepiéj opowie,[235]
Wyda na jaw z pod ziemi i z pod straży zbirów,[236]
       180 Dzieje swe, dzieje wszystkich Polski bohatérów.
Bo teraz Polska żyje, kwitnie w ziemi cieniach,
Jéj dzieje na Sybirze, w twierdzach i więzieniach.
I cóż on na pytanie moje odpowiedział?
Że o swoich cierpieniach sam już nic nie wiedział,
       185 Nie pomniał! — Jego pamięć zapisana cała,
Jak księga herkulańska pod ziemią spróchniała!
Sam autor zmartwychwstały nie umie w niéj czytać.
Rzekł tylko: będę o to Pana Boga pytać,

On to wszystko zapisał, wszystko mnie opowie.[237]

Adolf łzy ociéra — długie milczenie.[238]
dama młoda[239] do literata

       190 Czemu to o tém pisać nie chcecie, Panowie?

hrabia

Niech to stary Niemcewicz w Pamiętniki wsadzi:
On tam, słyszałem, różne szpargały gromadzi.[240]

literat i

To historyja!

literat ii[241]

Straszna.

kamerjunkier

Dalibóg wyśmienita

literat i[242]

Takich dziejów słuchają, lecz kto je przeczyta?[243]
       195 I proszę, jak opiéwać spółczesne wypadki?
Zamiast mitologiji są naoczne świadki.[244]
Potém jest to wyraźny, święty przepis sztuki:
Że należy poetom czekać, aż — aż —

jeden z młodzieży[245]

Póki? —

Wieleż lat czekać trzeba, nim się przedmiot świeży,[246]
       200 Jak figa ucukruje, jak tytuń uleży?

literat i[247]

Niéma wyraźnych reguł.

literat ii[248]

Ze sto lat

literat i

To mało!

literat iii[249]

Tysiąc, parę tysięcy —

literat iv[250]

A mnieby się zdało,
Że to wcale nie szkodzi, że przedmiot jest nowy;
Szkoda tylko, że nie jest polski, narodowy.[251]
       205 Nasz naród się prostotą, gościnnością chlubi,
Nasz naród scen okropnych, gwałtownych nie lubi;
Śpiéwać, naprzykład, wiejskich chłopców zalecanki,
Trzody, cienie — Sławianie, my lubim sielanki.[252]

literat i[253]

Spodziéwam się, że Panu przez myśl nie przejedzie,
       210 Aby napisać wierszem, że ktoś jadał śledzie.[254]
Ja mówię, że Poezji niéma bez poloru,
A polor być nie może, tam gdzie niema dworu:

Dwór to sądzi o smaku, piękności i sławie;
Ach ginie Polska! dworu niémamy w Warszawie.

mistrz ceremonji

       215 Niéma dworu! — A to mnie dziwi niepomału:[255]
Przecież ja jestem mistrzem ceremonijału!

hrabia cicho do mistrza

Gdybyś namiestnikowi wyrzekł za mną słówko,
Moja żona byłaby pierwszą pokojówką.

głośno

Ale próżno, nie dla nas wysokie urzędy!
       220 Arystokracja tylko ma u dworu względy.

drugi hrabia, niedawno kreowany z mieszczan

Arystokracja zawsze swobód jest podporą,
Niech państwo przykład z Wielkiej Brytaniji biorą.[256]

Zaczyna się kłótnia polityczna. — Młodzież wychodzi
pierwszy z młodych

A łotry! o to kija![257]
A*** G**[258]
O to stryczka, haku!
Jabym im dwór pokazał, nauczyłbym smaku.

N***.[259]

       225 Patrzcież, cóż my tu poczniem; patrzcie przyjaciele:
Otóż to jacy stoją na narodu czele!

wysocki[260]

Powiédz raczej: na wierzchu. Nasz naród jak lawa,
Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa;[261]
Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi,
       230 Plwajmy na tę skorupę, i zstąpmy do głębi![262]

Odchodzą.


SCENA VIII
PAN SENATOR[263]
W Wilnie. — Sala przedpokojowa; na prawo, drzwi do sali komisji śledczej, gdzie prowadzą więźniów i widać ogromne pliki papierów. W głębi drzwi do pokojów Senatora, gdzie słychać muzykę. Czas: po obiedzie. U okna siedzi sekretarz nad papierami; daléj nieco na lewo stolik, gdzie grają w wiska. Nowosilcow pije kawę; koło niego szambelan Bajkow, Pelikan i jeden doktor. U drzwi warta i kilku lokajów nieruchomych.
senator do Szambelana

Diable! quelle corvée! przecież po obiedzie![264]
La princesse nas zwiodła i dziś nie przyjedzie;[265]
Zresztą, en fait des dames, stare albo głupie:
Gadać, imaginez-vous, o sprawach przy supie![266]

       5 Je jure, tych patryjotków nie miéć à ma bable,
Avec leur franc parlér et leur ton détestable.
Figurez vous, ja gadam o strojach, kassynie:
A moja kompanija o ojcu, o synie:
»On stary, on zbyt młody, Panie senatorze;
       10 On kozy znieść nie może, Panie senatorze;
On prosi spowiednika, on chce widzieć żonę;
On... »que sais-je! Piękny dyskurs w obiady proszone.
Il y a de quoi oszaléć! Muszę skończyć sprawę,[267]
I uciec z tego Wilna w kochaną Warszawę.[268]
       15 Monseigneur mnie napisał de revenir bientôt;[269]
On się beze mnie nudzi, a ja z tą hołotą —
Je n’en puis plus...[270]

doktor[271], podchodząc

Mówiłem właśnie, Jaśnie Panie.
Że ledwie rzecz zaczęta i sprawa w tym stanie,
W jakim jest chory, kiedy lekarz go nawiedzi

       20 I zrobi anagnosin... Mnóstwo uczniów siedzi;[272]
Tyle było śledzenia, żadnego dowodu;
Jeszcześmy nie trafili w samo jądro wrzodu.
Cóż odkryło? wierszyki! Ce sont des maux légers,
Ce sont, można powiedzieć, accidens passagers:
       25 Ale osnowa spisku dotąd jest tajemną,
I...

senator z urazą

Tajemną? — To widzę Panu w oczach ciemno!
I nie dziw, po obiedzie. — Więc signor Dottore,
Adio, bona notte dzięki za perorę![273]
Tajemną! Sam śledziłem i ma być tajemną?
       30 I vous osez, docteur, mówić tak przede mną?[274]
Któż kiedy widział u nas formalniejsze śledztwa?

pokazując papiery:

Wyznania dobrowolne, skargi i świadectwa:
Wszystko jest; i tu cały spisek świętokradzki,
Stoi spisany jasno, jak ukaz senacki. —
       35 Tajemną! — Za te nudy, owoż co mam w zysku.

doktor

Jaśnie Panie, excusez, któż wątpi o spisku![275]
Właśnie mówię, — że...

lokaj

Człowiek kupca Kanissyna
Czeka i jakiś Panu rejestr przypomina.

senator

Rejestr? — jaki tam rejestr? kto?

lokaj

Kupiec Kanissyn,
       40 Co mu Pan przyjść rozkazał...

senator

Idźże precz, sukisyn!
Widzisz, że ja zajęty.

doktor do lokajów:

A głupie bestyje,
Przychodzić! — Pan senator, widzisz, kawę pije.

sekretarz, wstając od stolika

On powiada, że jeśli Pan zapłatę zwleka,
On zrobi proces.

senator

Napisz grzecznie, niechaj czeka.

Zamyśla się

       45 A propos, — ten Kanissyn, trzeba mu wziąć syna
Pod śledztwo. — Oj, to ptaszek!

sekretarz

To mały chłopczyna

senator

Oni to wszyscy mali: ale patrz w ich serce;
Najlepiej ogień zgasić, dopóki w iskierce.

sekretarz

Syn Kanissyna w Moskwie.

senator

W Moskwie? A, voyez vous,[276]
       50 Emissaryjusz klubów? — Czas zabieżéć temu,
Wielki czas.

sekretarz

On podobno u kadetów służy.

senator

U kadetów? — Voyez vous? on tam wojsko burzy.

sekretarz

Dzieckiem z Wilna wyjechał.

senator

Oh! cet incendiaire,
Ma tu korespondentów, (do Sekretarza)
Ce n’est pas ton affaire.[277]
       55 Rozumiész! — Hej deżurny! — We dwadzieścia cztéry
Godzin wysłać kibitkę i zabrać papiéry.
Zresztą, ojciec lękać się nas niéma przyczyny,
Jeśli syn dobrowolnie przyzna się do winy.

doktor

Właśnie, jak miałem honor mówić Jaśnie Panu,
       60 Są tam ludzie różnego i wieku i stanu:[278]
To najniebezpieczniejsze jest spisku symptoma,[279]
A wszystkiém rusza pewna sprężyna kryjoma,
Którą...

senator z urazą

Kryjoma?

doktor

Mówię, tajemnie skrywana,
Odkryta dzięki przezorności Jaśnie Pana.

(senator odwraca się) — do siebie:

       65 To szatan niecierpliwy; z tym człowiekiem bieda!
Mam tyle ważnych rzeczy; wymówić mi nie da.

pelikan[280] do Senatora:

Co Pan Senator każe z Rolissonem robić?

senator

Jakim?

pelikan

Co to na śledztwie musiano go obić.

senator

Eh bien?

pelikan

On zachorował.[281]

senator

Wieleż kijów dano?

pelikan

       70 Byłem przy śledztwie, ale tam nie rachowano.
Pan Botwinko śledził go.

bajkow[282]

Pan Botwinko! cha! cha!
O, nieprędko on kończy, gdy się raz rozmacha:
Ja zaręczam, że on go opatrzył nieszpetnie —
Parions, że mu wyliczył najmniej ze trzy setnie.[283]

senator zadziwiony

       75 Trois cents coups, et vivant? Trois cents coups, le coquin:[284]
Trois cents coups, sans mourir? — quel dos de jacobin![285]
Myśliłem, że w Rossyji la vertu cutannée
Surpasse tout: ten łotr ma une peau mieux tannée!
Je n’y conçois rien! Ha, ha, ha, ha, mon ami.[286]

Do grającego w wiska, który czeka na swego kompana:

       80 Polaki nam odbiorą nasz handel skórami!
Un honnête soldat en serait mort dix fois![287][288]

Quel rebelle! (Podchodzi do stolika)
Dla Pana mam un homme de bois:[289]
Chłopiec drewniany; dał mu sam Botwinko kije.
Trzysta kijów dziecięciu — figurez vous? — żyje![290]
       85 (Do Pelikana) Nic nie wyznał?

pelikan

Prawie nic, zęby tylko zaciął;
Krzyczy, że nie chce skarżyć niewinnych przyjaciół.
Ale z tych kilku słówek odkrywa się wiele:
Widać, że ci uczniowie jego przyjaciele.

senator

C’est juste. Jaki upór![291]

doktor

Właśnie powiedziałem
       90 Jaśnie Panu, że młodzież zarażają szałem,
Ucząc ich głupstw: na przykład, starożytne dzieje!
Któż nie widzi, że młodzież od tego szaleje.

senator wesoło

Vous n’aimez pas l’histoire? Ha, ha, un satirique[292]
Aurait dit, że boisz się devenir historique.[293]

doktor

       95 I owszem, uczyć dziejów: niech się młodzież dowie,
Co robili królowie, wielcy ministrowie...

senator

C’est juste.

doktor ucieszony

Właśnie mówię, widzi Pan Dobrodziéj,
Że jest sposób wykładać dzieje i dla młodzi:
Lecz poco zawsze prawić o republikanach,
       100 Zawsze o Ateńczykach, Spartanach, Rzymianach?

pelikan do jednego ze swych towarzyszów, pokazując doktora

Patrz, patrz, jak za nim łazi pochlebca przeklęty,
I wścibi mu się w łaskę — Co to za wykręty!

Podchodzi do Doktora

Ale cóż o tem mówić, czy to teraz pora?
Zważ-no, czy można nudzić Pana senatora?

lokaj do senatora

       105 Czy Pan rozkaże wpuścić te panie — kobiety —
Pan wié — co wysiadają tu codzień z karety.
Jedna ślepa, a druga —

senator

Ślepa? Któż to ona?

lokaj

Pani Rollison.[294]

pelikan

Matka tego Rollisona.

lokaj

Codzień tu są.[295]

senator

Odprawić było —

doktor

Z Panem Bogiem!

lokaj

       110 Odprawiamy; lecz siada i skwiérczy pod progiem.
Kazaliśmy brać w areszt: ze ślepą kobiétą

Trudno iść; lud się skupił, żołnierza wybito.[296][297]
Czy mam wpuścić?[298]

senator

E! rady sobie dać nie umiész!
Wpuścić; tylko aż do pół schodów — czy rozumiész?
       115 A potem ją sprowadzić — aż w dół: o tak (z giestem) tęgo,
Żeby nas nie nudziła więcej swą włóczęgą,[299]

Drugi lokaj wchodzi i oddaje list Bajkowowi

No, czegóż stoisz, pódźże —[300]

bajkow

Elle porte une lettre.[301]
(Oddaje list)

senator

Któżby to za nią pisał?

bajkow

La princesse peut-être.[302]

senator czyta

Księżna! Skąd jej to przyszło? Na kark mi ją wpycha.
       120 Avec quelle chaleur! — Wpuścić ją do licha![303][304]

Wchodzą dwie damy i ksiądz Piotr
pelikan do Bajkowa:

To stara czarownica, mère de ce fripon.[305]

senator grzecznie

Witam, witam. Któraż z Pań jest Pani Rollison?[306]

p. rollisonowa z płaczem

Ja — Mój syn! Panie Dobrodzieju...[307]

senator

Proszę — chwilę.
Pani masz list, a pocóż przyszło tu Pań tyle?

druga dama

       125 Nas dwie.

senator do drugiéj[308]

I pocóż Panią mam tu honor witać?

druga

Pani Rollison trudno drogi się dopytać,[309]
Nie widzi —

senator

Ha! nie widzi — a to wącha może?[310]
Bo codzień do mnie trafia.[311]

druga

Ja tu ją przywożę,
Ona sama i stara i nie bardzo zdrowa.

p. rollisonowa

       130 Na Boga...

senator

Cicho, (do drugiéj) Pani któż jesteś?[312]

druga

Kmitowa

senator

Lepiéj siedź w domu i miéj o synach staranie.
Jest na nich podejrzenie.

kmitowa bladnąc

Jakto, jakto? Panie![313]

Senator śmieje się
p. rollisonowa[314]

Panie! litość! — Ja wdowa! Panie senatorze![315]
Słyszałam, że zabili. — Czyż można, mój Boże!
       135 Moje dziecko! — Ksiądz mówi, że on jeszcze żyje:
Ale go biją, Panie! Któż dzieci tak bije! —[316]
Jego zbito — zlituj się — po katowsku zbito. (Płacze)

senator

Gdzie? kogo? — Gadaj przecie po ludzku, kobiéto!

p. rollisonowa[317]

Kogo? Ach dziecko moje! Mój Panie — ja wdowa —
       140 Ach, wieleż to lat, póki człek dziecko wychowa!
Mój Jaś już drugich uczył: niech Pan wszystkich spyta,
Jak on uczył się dobrze. — Ja biédna kobiéta!
On mnie żywił ze swego szczupłego dochodu —
Ślepa — on był mnie okiem — Panie, umrę z głodu.[318]

senator

       145 Kto poplótł, że go bili, nie wyjdzie na sucho.[319]
Kto mówił?

p. rollisonowa

Kto mnie mówił?... ja mam matki ucho.[320]
Ja ślepa: teraz w uchu cała moja dusza,
Dusza matki. — Wiedli go wczora do ratusza;
Słyszałam —

senator

Wpuszczono ją?

p. rollisonowa

Wypchnęli mię z progu,[321]
       150 I z bramy, i z dziedzińca. Siadłam tam na rogu,[322]
Pod murem; — mury grube — przyłożyłam ucho —
Tam siedziałam od rana. — W północ w mieście głucho,

Słucham — w północ, tam z muru — nie, nie zwodzę siebie,[323]
Słyszałam go, słyszałam, jak Pan Bóg na niebie;
       155 Ja głos jego słyszałam uszami własnemi —[324]
Cichy, jakby z pod ziemi, jak ze środka ziemi.
I mój słuch wszedł w głąb’ muru, daleko, głęboko:
Ach, daléj poszedł, niźli najbystrzejsze oko.[325]
Słyszałam — męczono go! —

senator

Jak w gorączce bredzi![326]
       160 Ale tam, moja Pani, wielu innych siedzi!

p. rollisonowa

Jakto? — Czyż to nie był głos mojego dziecięcia?
Niema owca pozna głos swojego jagnięcia
Śród najliczniejszej trzody, — Ach to był głos taki! —
Ach, dobry Panie, żebyś słyszał raz głos taki,
       165 Tybyś już nigdy w życiu spokojnie nie zasnął!

senator

Syn Pani zdrów być musi, gdy tak głośno wrzasnął.

p. rollisonowa pada na kolana

Jeśli masz ludzkie serce...

Otwiérają się drzwi od sali. Słychać muzykę. Wbiega panna, ubrana jak na bal
panna

Monsieur le sénateur[327]
O! je vous interromps... On va chanter le choeur
De Don Juan, et puis le concerto de Herz...[328][329]

senator

       170 Herz! choeur! Tu także była mowa około serc.[330]

Vous venez à propos, vous, belle comme un coeur![331]
Moment sentimental! Il pleut ici des coeurs.[332]

do Bajkowa:

Żeby le grand duc Michel ten kalambur wiedział,[333]
Ma foi, to jużbym dawno w Radzie państwa siedział.[334]

do Panny:

       175 J’y suis — dans un moment.[335]

p. rollisonowa

Panie, nie rzucaj nas
W rozpaczy! Ja nie puszczę...

Chwyta za suknię
panna

Faites-lui donc grâce![336]

senator

Diable m’emporte, jeśli wiem, czego chce ta jędza.[337]

p. rollisonowa

Chcę widzieć syna.

senator z przyciskiem

Cesarz nie pozwala.[338]

x. piotr

Księdza!

p. rollisonowa

Księdza przynajmniéj poślij: syn mój prosi księdza,
       180 Może kona! — Gdy ciebie płacz matki nie wzruszy:[339]
Bój się Boga! dręcz ciało, ale nie gub duszy.

senator[340]

C’est drôle! Kto te po mieście wszystkie plotki nosi?[341]
Kto Wać Pani powiedział, że on księdza prosi?

p. rollisonowa pokazując Księdza Piotra

Ten ksiądz poczciwy mówił. On tygodni tyle[342]
       185 Biega, błaga; lecz nie chcą wpuścić i na chwilę,
Spytaj księdza, on powié...

senator patrząc bystro na Księdza

To on wié? poczciwy —
No zgoda, zgoda, — dobrze, — Cesarz sprawiedliwy:
Cesarz księży nie wzbrania; owszem sam posyła,[343]
Aby do moralności młodzież powróciła.[344]
       190 Nikt jak ja religiji nie ceni, nie lubi — (Wzdycha)[345].
Ach! ach! Brak moralności, to, to młodzież gubi!
Eh bien, żegnam więc Panie.

p. rollisonowa do Panny:

Ach, panienko droga![346]
Wstaw się ty jeszcze za mną, ach na rany Boga![347]
Mój syn mały! — rok siedzi o chlebie i wodzie,
       195 W zimném, ciemném więzieniu, bez odzieży, w chłodzie...[348]

panna[349]

Est-il possible?[350]

senator w ambarasie

Jakto, jakto? on rok siedział?
Jakto? 'Imaginez-vous — jam o tém nie wiedział![351]

do Pelikana:

Słuchaj, trzeba tę sprawę najpierwéj rozpatrzyć:
Jeśli to prawda, uszy komisarzom natrzéć.

do Rollisonowej:

       200 Soyez tranquille, przyjdź tu o siódméj godzinie.[352]

p. kmitowa[353]

Nie płacz tak, Pan Senator nie wié o twym synie;
Jak się dowie, obaczysz, może oswobodzi.

p. rollisonowa[354] uradowana

Nie wié?... chce wiedziéć? O, niech mu Pan Bóg nagrodzi!

Ja to zawsze mówiłam ludziom: być nie może
       205 Tak okrutny, jak mówią: on stworzenie Boże,
On człowiek, jego matka mlekiem wykarmiła —
Ludzie śmieli się: widzisz, jam prawdę mówiła.

do Senatora:

Tyś nie wiedział. Te łotry wszystko tobie tają.
Wierz mi, Panie, tyś łotrów otoczony zgrają!
       210 Nie ich pytaj, nas pytaj: my wszystko powiémy,
Całą prawdę —

senator śmiejąc się[355]

No, dobrze, o tém pomowiémy:
Dziś niémam czasu, adieu — Księżnéj powiedz Pani,
Że co można, to wszystko każę zrobić dla niéj.

grzecznie:

Adieu, Madame Kmit, adieu — co mogę, to zrobię.[356]

do Księdza Piotra:[357]

       215 Waść, Księże, zostań; parę słów mam szepnąć tobie.

do Panny:

J’y suis dans un moment.[358]

Wszyscy odchodzą prócz dawnych osób
senator po pauzie do lokajów:

A szelmy! łajdaki!
Łotry! Stoicie przy drzwiach — i porządek taki? —[359]
Skórę wam zedrę, szelmy, służby was nauczę:[360]

do jednego lokaja:

Słuchaj — ty idź za babą —

(Do Pelikana) Nie, Panu poruczę:
       220 Skoro wyjdzie od Księżnéj, daj jéj pozwolenie
Widziéć syna, i prowadź aż tam — tam, w więzienie;[361]
Potem osobno zamknij, — tak na cztéry klucze.[362]
C’en est trop — a łajdaki! służby was nauczę![363]

Rzuca się na krzesło
lokaj ze drżeniem

Pan kazał wpuścić —

senator schwytując się[364]

Co? co? — Ty śmiesz, ty! mnie?... gadać?
       225 Toś wyuczył się w Polsce panu odpowiadać?...
Stój, stój, ja cię oduczę! — Wieść go do kwatery[365]
Policmejstra — sto kijów i tygodni cztery
Na chleb i wodę —[366]

pelikan

Niech Pan Senator uważy,
Iż mimo tajemnicy i czujności straży,
       230 O biciu Rollisona niechętne osoby
Wieść roznoszą i może wynajdą sposoby,
Oczernić przed cesarzem nasze czyste chęci,
Jeśli się temu śledztwu prędko łeb nie skręci.

doktor

Właśnie ja rozmyślałem nad tém, Jaśnie Panie.
       235 Rollison od dni wielu cierpi pomieszanie;

Chce sobie życie odjąć, do okien się rzuca,
A okna są zamknięte...

pelikan

On chory na płuca;
Nie należy w zamknioném powietrzu go morzyć;
Rozkażę mu więc okna natychmiast otworzyć.
       240 Mieszka na trzeciém piętrze — powietrza użyje...

senator roztargniony

Wpuszczać mi na kark babę, gdy ja kawę piję!
Nie dadzą chwili —

doktor

Właśnie mówię, Jaśnie Panie,
Że potrzeba miéć większe o zdrowiu staranie.[367]
Po obiedzie, mówiłem zawsze, niechaj Pan te
       245 Sprawy odłoży na czas... Ça mine la santé.[368]

senator spokojnie[369]

Eh, mon docteur, przed wszystkiém służba i porządek![370]
Potém, to owszem dobrze na słaby żołądek;
To żółć porusza, a żółć fait la digestion.[371]
Po obiedzie, ja mógłbym voir donner la question,[372]
       250 Kiedy tak każe służba... En prenant son café,[373]
Wiész co, to chwila właśnie widzieć auto-da-fé.[374]

pelikan odpychając Doktora[375]

Jakże Pan z Rollisonem każe decydować?[376][377]
Jeżeli on dziś jeszcze... umrze, to?...[378]

senator

Pochować!
I pozwalam, jeżeli zechcesz, balsamować.
       255 A propos balsam: Bajkow, tobie by się zdało[379]
Trochę balsamu; bo masz takie trupie ciało,[380]
A żenisz się. Czy wiécie? On ma narzeczoną.

Drzwi z lewej strony odmykają się. Lokaj wchodzi.[381]
Senator pokazując drzwi

Tę panienkę, tam patrzaj, białą i czerwoną...[382]
Fi! pan młody, avec un teint si délabré![383]
       260 Powinienbyś brać ślub twój jak Tyber à Capré,[384]
Nie pojmuję, jak oni mogli pannę zmusić,[385]
Pięknemi usteczkami słowo tak wyksztusić.[386]

bajkow

Zmusić? — Parions, że ja z nią za rok się rozwiodę,[387]
I potém co rok będę brał żoneczki młode,

       265 Bez przymusu. Dość spojrzeć na tę lub na ową:[388]
C’est beau małéj szlachciance być jenerałową.[389]
Spytaj księdza, jeżeli zapłacze przy ślubie.[390]

senator

A propos księdza —

do Księdza:

Pódźno, mój czarny Cherubie!
Patrzcie, quelle figure! — On ma l’air d’un poète[391][392]
       270 Czy ty widziałeś kiedy un regard aussi bête?[393]
Potrzeba go ożywić. — Masz rómu kieliszek.

x. piotr

Nie piję.

senator

No, kapłanie, pij!

x. piotr

Jestem braciszek.[394]

senator

Braciszek czy stryjaszek, skądże to Waszeci
Wiedzieć, co po więzieniach robią cudze dzieci?
       275 Czy to Waszeć chodziłeś z wieściami do matki?[395]

x. piotr

Ja.

senator do Sekretarza:

Zapisz to wyznanie — a oto są świadki.[396]

do Księdza:

A skądżeś o tém wiedział; he? Ptaszek nielada!
Spostrzegł się, że notują, i nie odpowiada...[397]
W jakim klasztorze bractwo twe?[398]

x. piotr

U Bernardynów.

senator

       280 A u Dominikanów pewnie masz kuzynów?
Bo u Dominikanów ten Rollison siedział.[399]
No gadajże: skąd ty wiész, kto ci to powiedział?
Słyszysz! Ja tobie każę. — Nie szepc mi pocichu.
Ja w imieniu Cesarza każę: słyszysz, mnichu?
       285 Mnichu! Czy ty słyszałeś o ruskim batogu?

do Sekretarza:

Zapisz, że milczał.
do Księdza: Wszak ty służysz Panu Bogu —
Znasz ty teologiją? — Słuchaj, teologu:[400]
Wiész ty, że wszelka władza od Boga pochodzi?[401]
Gdy władza każe mówić, milczéć się nie godzi.

Ksiądz milczy

       290 A czy wiész, mnichu, że ja mógłbym cię powiesić,
I obaczym, czy przeor potrafi cię wskrzesić.[402]

x. piotr

Jeśli kto władzę cierpi, nie mów, że jéj słucha:
Bóg czasem daje władzę w ręce złego ducha.

senator

Jeżeli cię powieszę, a cesarz się dowié,
       295 Żem zrobił nieformalnie: a wiész, co on powié?
»Ej senatorze, widzę, że się już ty bisisz«.[403]
A ty mnichu, tymczasem jak wisisz, tak wisisz!
Pódźno bliżej, ostatni raz będę cię badał:
Wyznaj, kto tobie o tém biciu rozpowiadał?
       300 He? — Milczysz? Już od Boga ty się nie dowiedział —[404]
Któż mówił? — Co? — Bóg? — anioł? — djabeł?

x. piotr

Tyś powiedział.

senator obruszony

Tyś! — mnie mówić tyś? — tyś — tyś... ha, mnich!

doktor

Ha, kapcanie!
Mówi się Panu — Jaśnie Oświecony Panie!

do Pelikana:

Naucz go tam jak mówić. Ten mnich widzę z chléwa.
       305 Daj mu tak — (Pokazuje ręką)

pelikan daje Księdzu policzek

Widzisz, ośle, Senator się gniéwa!

ksiądz do Doktora:

Panie, odpuść mu, Panie, on nie wié, co zrobił!
Ach bracie, tą złą radą tyś sam się już dobił.[405]
Dziś ty staniesz przed Bogiem.

senator

Co to?

bajkow

On błaznuje.[406]
Daj mu jeszcze raz w papę, niech nam prorokuje.

daje ma szczutkę[407]
x. piotr

       310 Bracie! I ty poszedłeś za jego przykładem!
Policzone dni twoje, pójdziesz jego śladem.[408]

senator

Hej, posłać po Botwinkę! Zatrzymać tu klechę!
Ja sam będę przy śledztwie, będziem mieć uciechę:
Obaczym, czy on będzie milczał tak upornie.
       315 Ktoś go namówił.[409]

doktor

Właśnie przedstawiam pokornie,
To jest rzecz umówiona, i te wszystkie spiski[410]
Kieruje, jak wiem pewnie, Książę Czartoryski.[411]

senator schwytuje się z krzesła

Que me dites vous là, mon cher, o Książęciu?[412][413]
Impossible[414]

do siebie:

Kto wié — eh! — Śledztwo lat dziesięciu,
       320 Nim się książę wyplącze, jeśli ja go splątam.

do Doktora:

Skądże wiész?

doktor

Dawno, czynnie, sprawą się zaprzątam.

senator

I Pan mnie nie mówiłeś?

doktor

Jaśnie Pan nie słuchał:
Ja mówiłem, że ktoś to ten pożar rozdmuchał.

senator

Ktoś! ktoś! Ale czy Książę?

doktor

Mam ślad oczywisty,
       325 Mam doniesienia, skargi i przejęte listy.[415]

senator

Listy Księcia?

doktor

Przynajmniej jest mowa o Księciu[416]
W tych listach, i o całém jego przedsięwzięciu,[417]
I wielu profesorów — a główném ogniskiem
Jest Lelewel. On tajnie kieruje tym spiskiem.[418]

senator do siebie

       330 Ach, gdyby jaki dowód! choćby podejrzenie,
Ślad dowodu, cień śladu, choćby cieniów cienie!
Nieraz już mi o uszy obiła się mowa:
To Czartoryski wyniósł tak Nowosilcowa.
Obaczym teraz, kto z nas będzie mógł się chwalić:
       335 Czy ten, co umiał wynieść, czy ten, co obalić.[419]

do Doktora:

Pójdź, que je vous embrasse! A! a! to rzecz inna![420]

Ja wraz zgadnąłem, że to sprawa nie dziecinna;
Ja wraz zgadnąłem, że to jest Książęcia sztuka.[421]

doktor poufale[422]

I Pan zgadnął? Zjé djabła, kto Pana oszuka.

senator poważnie[423]

       340 Choć ja wiem o tém wszystkiem, Panie Radzco stanu;
Jeśli odkryć dowody udało się Panu,
Écoutez, daję Panu sanatorskie słowo:[424]
Naprzód pensyję roczną powiększę połową,[425]
I tę skargę za dziesięć lat służby policzę;
       345 Potém może starostwo, dobra kanonicze,
Order — kto wie? Nasz cesarz wspaniale opłaca;
Ja go sam będę prosił, już to moja praca.[426]

doktor

Mnie też to kosztowało niemało zabiegów;
Ze szczupłéj mojej płacy opłacałem szpiegów;[427]
       350 A wszystko z gorliwości o dobro cesarza.

senator biorąc go pod rękę[428]

Mon cher, idź zaraz, weźmij mego sekretarza.

do Sekretarza:[429]

Wziąć te wszystkie papiery i opieczętować;

do Doktora:

Wieczorem będziem wszystko razem trutynować.[430]

do siebie:

Ja pracowałem, śledztwo prowadziłem całe:[431]
       355 A on z tego odkrycia miałby zysk i chwałę!...

Zamyśla się. — Do Sekretarza w ucho:[432]

Przyaresztuj doktora razem z papierami.

do Bajkowa, który wchodzi:

To ważna sprawa, musim zatrudnić się sami,
Doktor wymknął się z pewném słówkiem niemnyśnie.
Zbadałem go, a śledztwo ostatek wyciśnie.

Pelikan, widząc względy Senatora, odprowadza Doktora i kłania mu się nisko
doktor do siebie:

       360 Niedawno mię odpychał — ho, ho, Pelikanie!
I ja go zepchnę, i tak, że już nie powitanie!
(Do Senatora) Zaraz wracam.

senator niedbale

O ósmej ja wyjeżdżam z miasta.

doktor patrząc na zegarek

Co to? na mym zegarku godzina dwunasta?[433]

senator

Już piąta.[434]

doktor

Co, już piąta? — Ledwie oczom wierzę:
       365 Mój indeks na dwunastej, na samym numerze[435]
Stanął, i na dwunastej sam indeksu nosek;[436]
Żeby choć o sekundę ruszył, choć o włosek!

x. piotr

Bracie! i twój już zegar stanął i nie ruszy
Do drugiego południa. — Bracie, myśl o duszy.

doktor

       370 Czego ty chcesz?

pelikan

Proroctwo tobie jakieś burczy.[437]
Patrz, jak mu oczy błyszczą: istny wzrok jaszczurczy!

x. piotr[438]

Bracie, Pan Bóg różnemi znakami ostrzega.[439]

pelikan

Ten braciszek coś bardzo wygląda na szpiega —[440]

Owierają się drzwi z lewej strony. Wchodzi mnóstwo dam wystrojonych, urzędników, gości. Za niemi muzyka.[441]
p. gubernatorowa[442]

Czy można?[443]

p. sowietnikowa

C’est indigne!

p. jenerałowa

Ah! mon cher sénateur,[444]
       375 Czekamy, posyłamy!

p. sowietnikowa

Vraiment, c’est un malheur.[445]

wszystkie razem

Wreszcie przyszłyśmy szukać...

senator

Cóż to? Jaka gala!

dama

I tu możemy tańczyć; dość obszerna sala.

Stają i szykują się do tańca
senator

Pardon, mille pardons, j’étais très occupé.[446][447]
Que vois-je, un menuet? Parfaitement groupé![448]
       380 Cela m’a rappelé les jours de ma jeunesse![449]

księżna

Ce n’est qu’une surprise.

senator

Est-ce vous, ma déesse![450][451]
Que j’aime cette danse! Une surprise? Ah! dieux![452]

księżna

Vous danserez, j’espère.

senator

Certes, et de mon mieux.[453]

Muzyka gra menueta z Don Juana. Z lewéj strony stoją czynownicy czyli urzędnicy i urzędniczki; z prawéj kilku z młodzieży, kilku młodych officerów rossyjskich, kilku starych, ubranych po polsku i kilka młodych dam. — Na środku menuet. Senator tańczy z narzeczoną Bajkowa; Bajkow z Księżną.[454]


|}

Menuet de l’opéra Don Juan[455]

\paper { #(set-paper-size "a2")
 oddHeaderMarkup = \evenHeaderMarkup }
\header { tagline = ##f }
\version "2.18.2"
\score {
\midi {  }
\layout { line-width = #300
indent = 2\cm}
\new PianoStaff <<
\new Staff = "up" { \clef "violin" \key g \major \time 3/4 \relative g' {
<g b d>4---1-2-4 <g b d>8-.[<g b d>_. <g b d>_. <g b d>_.] | <g b d>8.-3([g'16]) <g, b d>4 <d' g>8-2-5([<b d>-1-2]) | \stemUp <a c>4-2-4 <d, a' c>8-.[<d a' c>-. <d a' c>-. <d a' c>-.] | <b' d>16-3-5([<a c> <g b> <a c>]) <g b>4 r | <e g cis>-4 <e g cis>8[<e g cis> <e g cis> <e g cis>] | <fis d'>8.-1-3[<g e'>16-1-4] \stemNeutral <a fis'>4-1-5 r8 <a fis'>8-1-4 | 
<b g'>8.-2-5([<g e'>16-1-4]) <fis d'>4-2-5 <e g cis>-4 | <fis d'> r r \bar ":|.|:" <a d fis>-4 <a d fis>8[<a d fis> <a d fis> <a d fis>] | <b g'>8.^>-5([<b d>16]) <b d>4 r | <a c>-2-4 <a c>8[<a c> <a c> <a c>] | 
<g b>8.-1-3([<a c>16]) <b d>4 r | <c e>8.^>-1-3[fis16] <e g>8[<e g> <e g>-2-4 <e g>] | <d g>8.-1-3([<fis a>16]) <g b>4 r8 <d b'>-1-4 | <e c'>8.-2-5([<c a'>16-4]) <b g'>4-2-5 <a fis'>-1-4 | <b g'> r r \bar ":|."
} }
\new Staff = "down" { \clef "bass" \key g \major \time 3/4 \relative a, {
g4-._5^\p b-._4 \stemUp d-._2 | \stemNeutral g(g,8)[g'-._2 b_1(g)] | d4-._5 fis-._2 d-. | \stemDown g_1(g,8_5)[g'-._1^\mf g-._3 g-._2] | a4_1(a,8)^\<[a'-._1 a-._3 a-._2] \! | d4_1(d,8)^\<[d'-._1 d-._2 d-._1] | 
g,4_3^\> a_1\! \stemUp a,_5 | d-._1^\p a-._2 e-. \stemNeutral | d'16_5(^\f [d' c d]) d,([d' c d]) d,([d' c d]) | g,_4([d' c_2 d]) g,([d' c d]) g,([d' c d]) | d,_5([d' fis,_3  d']) d,([d' fis, d']) d,([d' fis, d']) | g,_5([d' b d]) g,([d' b d]) g,([d' b d]) | c_4([e_2 g_1 e]) c([e g e]) c([e g e]) | b_5([d_2 g_1 a,_4]) g_5([b_3 d b]) g_5([b_4 d_2 g_1]) | c,4-._3^\> d-._1\! d,-. | g-._1 d-._2 g,-. |
} }
>> }

SCENA ŚPIEWANA
dama z prawéj strony[457]

Patrz, patrz starego: jak się wije,[458]
       385 Jak sapié. Oby skręcił szyję![459]

do Senatora:

Jak ślicznie, lekko tańczysz Pan![460]

na stronę:[461]

Il créuera dans l’instant.[462]

młody człowiek

Patrz, jak on łasi się i liże,[463]
Wczora mordował, tańczy dziś!
       390 Patrz, patrz, jak on oczyma strzyże,
Skacze jak w klatce ryś.

dama

Wczora mordował i katował
I tyle krwi niewinnej wylał;
Patrz, dzisiaj on pazury schował,
       395 I będzie się przymilał.

Z lewéj strony
kolleski regestrator do Sowietnika:[464]

Tańczy senator, czy widzicie?
Ej, sowietniku? pódźmy w tan!

sowietnik

Uważaj, czy to przyzwoicie,
Byś ze mną tańczył Pan.

regestrator

       400 Ale tu znajdziem kilka dam.

sowietnik

Ale nie o to idzie rzecz:
Ja sobie wolę tańczyć sam,
Niż z tobą — pódźże precz.

regestrator

Skądże to?

sowietnik

Jestem sowietnikiem.[465]

regestrator

       405 Ja jestem officerski syn.

sowietnik

Mój Panie, ja nie tańczę z nikim,
Kto ma tak niski czyn.

do Półkownika:

Pódź Półkowniku, pódźże w taniec:
Widzisz, że tańczy sam senator.

półkownik

       410 Jaki tam gadał oszarpaniec? (pokazując Regestratora)

sowietnik

Kolleski regestrator!

półkownik

Ta szuja istne jakóbiny!

dama do Senatora:

Jak ślicznie, lekko tańczysz Pan.

sowietnik z gniéwem[466]

Jak tu pomieszały się czyny!

dama

       415 Il crèvera dans l’instant.

lewa strona chórem
damy

Ah, quelle beauté! quelle grâce![467]

mężczyźni

Jaka to świetność, przepych jaki!

prawa strona chórem
mężczyźni

Ach łotry, szelmy, ach łajdaki!
Żeby ich piorun trzasł!

senator tańcząc, do Gubernatorowej:

       420 Chcę zrobić znajomość starosty.
On piękną żonę, córkę ma:
Ale zazdrośny —

gubernator biegnąc za Senatorem

To człek prosty;
Niech Pan to na nas zda.[468]

podchodzi do Starosty

A żona Pańska?

starosta

W domu siedzi.[469]

gubernator

       425 A córki?

starosta

Jedną tylko mam.

gubernatorowa

I córka balu nie odwiedzi!

starosta

Nie.

gubernatorowa

Pan tu sam?

starosta

Ja sam.

gubernator

I żona nie zna Senatora?[470]

starosta

Dla siebie tylko żonę mam.

gubernatorowa

       430 Chciałam wziąć córkę pańską wczora.

starosta

Usłużność Pani znam.

gubernator

Tu w menuecie para zbywa:
Senator potrzebuje dam.

starosta

Moja córka w parach nie bywa:
       435 Jéj parę znajdę sam.

gubernatorowa

Mówiono, że tańczy i grywa;
Senator chciał zaprosić sam.

starosta

Widzę, że pan senator wzywa
Naraz po kilka dam.

lewa strona chórem

       440 Jaka muzyka, jaki śpiew![471]
Jak pięknie meblowany dom!

prawa strona chórem

Te szelmy z rana piją krew,
A po obiedzie róm.

sowietnik, pokazując senatora

Drze ich, to prawda, lecz zaprasza:
       445 Takiemu dać się drzéć nie żal.

starosta

Po turmach siedzi młodzież nasza:[472]
Nam każą iść na bal.

officer rossyjski do Bestużewa:

Nie dziw, że nas tu przeklinają:
Wszak to już mija wiek,
       450 Jak z Moskwy w Polskę nasyłają
Samych łajdaków stek.

student do officera:[473]

Patrz, jak się Bajkow, Bajkow rucha:
Co to za mina, co za ruch?
Skacze, jak po śmieciach ropucha,[474]
       455 Patrz, patrz, jak nadął brzuch.
Wyszczérzył zęby; nazbyt łyknął.
Patrz, jak otwiera gębę on.[475]
Słuchaj, ach słuchaj: Bajkow ryknął.

(Bajkow nóci) — do Bajkowa:

Mon général, quelle chanson![476][477]


Le Sénateur[478]

\relative c'' {
  \time 2/4
  \key g \major
  \tempo "Allegro."
  \autoBeamOff
  \set Score.tempoHideNote = ##t
    \tempo 4 = 110
  \set Staff.midiInstrument = #"piccolo"
  \partial 4 g8 g  
  \appoggiatura b16 a8 g g g
  \appoggiatura b16 a8 g g g |
  a c b a
  g4 g8 g
  \appoggiatura b16 a8 g g g
  \appoggiatura b16 a8 g g g |
  a c b a
  g4 \bar "||" d'8 d
  c b a g
  a4 d8 d |
  c b a g
  a4 g8 g
  \appoggiatura b16 a4 g8 g
  \appoggiatura b16 a4 g8 g |
  a b c a
  d d c b
  c a g fis
  g4 \bar "||"
}
\addlyrics {
Mon é- pou- se fait ma gloi- re Rose a
de si jo- lis yeux Je lui dois, l’on peut m’en croi- re Un a-
mi bien pré- ci- eux. Le jour où j’ob- tins sa foi Un sé-
na- teur vint chez moi. Quel hon- neur Quel bon- heur "Ah !" mon-
sieur le sé- na- teur Je suis votre hum- ble ser- vi- teur.
}


bajkow śpiéwa pieśń Berangera[479]

       460 Quel honneur, quel bonheur![480]
Ah! monsieur le sénateur!
Je suis votre humble serviteur, etc.

student[481]

Général, ce sont vos paroles?

bajkow

Oui.

student[482]

Je vous en fais mon compliment.[483]

jeden z officerów śmiejąc się

       465 Ces couplets sont vraiment fort drôles;
Quel ton satirique el plaisant!

młody człowiek[484]

Pour votre muse sans rivale,
Je vous ferais académicien.

bajkow w ucho, pokazując Księżnę[485]

Senator dziś będzie rogal.

senator w ucho, pokazując narzeczoną Bajkowa

       470 Va, va, je te coifferai bien.[486]

panna tańcząca, do matki:

Nazbyt ohydni, nazbyt starzy.

matka z prawéj strony

Jeśli ci zbrzydnął, to go rzuć.

sowietnikowa z lewéj strony

Jak mojéj córeczce do twarzy!

starosta

Jak od nich rómem czuć!

sowietnikowa druga do córki stojącej obok:

       475 Tylko Zosieńku, podnieś wzrok,[487]
Może Senator cię obaczy.

starosta

Jeżeli o mnie się zahaczy,
Dam rękojeścią (biorąc za karabelę) — w bok.

lewa strona chórem

Ach jaka świetność, przepych jaki!
       480 Ah, quelle beauté, quelle grâce!

prawa strona

Ach, szelmy, łotry, ach, łajdaki!
Żeby ich piorun trzasł!

Z prawéj strony między młodzieżą
justyn pol do Bestużewa, pokazując na Senatora[488]

Chcę mu scyzoryk mój w brzuch wsadzić,
Lub zamalować w pysk[489].

bestużew[490]

       485 Cóż stąd? Jednego łotra zgładzić,
Lub obić: co za zysk?
Oni wyszukają przyczyny,
By uniwersytety znieść,
Krzyknąć, że ucznie jakóbiny,
       490 I waszą młodzież zjeść.[491]

justyn pol[492]

Lecz on zapłaci za męczarnie,
Za tyle krwi i łez.

bestużew[493]

Cesarz ma u nas liczne psiarnie:[494]
Cóż, że ten zdechnie pies?

       495 Nóż świerzbi w ręku: pozwól ubić.[496]

bestużew[497]

Ostrzegam jeszcze raz!

Pozwól przynajmniej go wyczubić.

bestużew[499]

A zgubić wszystkich was!

pol

Ach szelmy, łotry, ach zbrodniarze!

bestużew

       500 Muszę ciebie wywieść za próg.

pol

Czyż go to za nas nikt nie skarze?
Nikt się nie pomści?...

odchodzą ku drzwiom
x. piotr[500]

Bóg!


W. A. Mozart - Don Giovanni, a cenar teco - aria Komandora

Nagle muzyka się zmiana i gra arją Kommandora[501]
tańczący

Co to jest — Co to?

goście

Jaka muzyka ponura!

jeden patrząc w okna

Jak ciemno. Patrz-no, jaka zebrała się chmura

Zamyka okno. Słychać zdala grzmot
senator

       505 Cóż to? Czemu nie grają?

dyrektor muzyki

Zmylili się.

senator

Pałki!

dyrektor

Bo to miano grać różne z opery kawałki,
Oni nie zrozumieli i stąd zamieszanie.

senator

No, no, no! — Arrangez donc! No, Panowie, Panie —[502]

Słychać krzyk wielki za drzwiami
pani rollisonowa za drzwiami okropnym głosem[503]

Puszczaj mię! puszczaj...[504]

sekretarz

Ślepa?

lokaj strwożony

Widzi: — patrz, jak sadzi
       510 Po schodach. Zatrzymajcie!

drudzy lokaje

Kto jéj co poradzi![505]

pani rollisonowa

Ja go znajdę tu tego pijaka, tyrana!

lokaj chce zatrzymać; ona obala jednego z nich[506]

A! patrz, jak obaliła! — A! a! opętana!

Uciekają
pani rollisonowa

Gdzie ty? Znajdę cię, mózgi na bruku rozbiję,[507]
Jak mój syn! Ha tyranie! Syn mój! syn nie żyje!
       515 Wyrzucili go oknem! — Czy ty masz sumienie?
Syna mego, tam z góry, na bruk, na kamienie...[508]
Ha, ty pijaku stary, zbryzgany krwią tylu
Niewiniątek, pódź! gdzie ty, gdzie ty, krokodylu?

Ja ciebie tu rozedrę, jak mój Jaś, na sztuki —
       520 Syn! Wyrzucili z okna, z klasztoru, na bruki.[509]
Me dziécie, mój jedynak, mój ojciec żywiciel —
A ten żyje, i Pan Bóg jest, i jest Zbawiciel?[510]

x. piotr

Nie bluźń, kobieto! Syn twój zraniony, lecz żyje.[511]

pani rollisonowa

Żyje? Syn żyje? — Czyje to są słowa, czyje?
       525 Czy to prawda, mój Księże? — Ja zaraz pobiegłam —
»Spadł« krzyczą! Biegę — wzięli — i zwłok nie dostrzegłam:[512]
Zwłok mego jedynaka! — Ja biédna sierota!
Zwłok syna nie widziałam! Widzisz: — ta ślepota![513]
Lecz krew na bruku czułam. — Przez Boga żywego,[514]
       530 Tu czuję! krew tę samę! Tu krew syna mego.[515]
Tu jest ktoś krwią zbryzgany — tu, tu jest kat jego![516]

Idzie prosto do Senatora. Senator umyka się; Pani Rollisonowa pada zemdlona na ziemię; X. Piotr jeden podchodzi do niej ze Starostą. Słychać uderzenie piorunu.
wszyscy zlęknieni

Słowo stało się ciałem! — To tu!

inni

Tu! tu!

x. piotr

Nie tu.

jeden patrząc w okno

Jak blisko: w sam róg domu uniwersytetu.

senator podchodzi do okna

Okna doktora![517]

ktoś z widzów

Słyszysz w domu krzyk kobiéty?

ktoś z na ulicy, śmiejąc się

       535 Cha, cha, cha, djabli wzięli!

pelikan wbiega zmieszany
senator

Nasz doktor?...

pelikan

— Zabity
Od piorunu. Fenomen ten godzien rozbiorów:[518]
Około domu stało dziesięć konduktorów,
A piorun go w ostatnim pokoju wytropił.
Nic nie zepsuł i tylko ruble srebrne stopił.
       540 Srebro leżało w biurku, tuż u głów doktora,
I zapewne służyło dziś za konduktora.

starosta

Ruble rossyjskie, widzę, bardzo niebezpieczne.

senator do dam:

Panie zmieszały taniec — jak Panie niegrzeczne.

Widząc, że ratują Panią Rollison[519]

Wynieście ją, wynieście — pomóc téj kobiecie.
       545 Wynieście ją.

x. piotr

Do syna?[520]

senator

Wynieście, gdzie chcecie.

x. piotr

Syn jéj jeszcze nie umarł, on jeszcze oddycha:[521]
Pozwól mnie iść do niego.

senator

Idź, gdzie chcesz do licha!

do siebie:

Doktor zabity — Ah! ah! ah! c’est inconcevable![522][523]
Ten ksiądz mu przepowiedział — Ah! Ah! Ah! c’est diable![524]

do kompanji:

       550 No i cóż w tém strasznego? — Wiosną idą chmury,[525]
Z chmury piorun wypada: — taki bieg natury.

sowietnikowa do męża:

Już gadajcie co chcecie, a strach zawsze strachem.
Ja nie chcę dłużéj z wami być pod jednym dachem;
Mówiłam: mężu, nie léź do tych spraw dziecinnych —
       555 Pókiś knutował żydów, chociaż i niewinnych,
Milczałam: ale dzieci! A widzisz doktora?

sowietnik

Głupia jesteś.

sowietnikowa

Do domu wracam, jestem chora.[526]

Słychać znowu grzmot. Wszyscy uciekają; naprzód lewa, potém prawa strona. Zostają: Senator, Pelikan, X. Piotr[527]
senator, patrząc za uciekającymi

Przeklęty doktor! Żyjąc, nudził mnie do mdłości,
A jak zdechł, patrzaj, jeszcze rozpędza mi gości.

do Pelikana:

       560 Voyez, jak ten ksiądz patrzy — voyez quel oeil hagard;[528]
To jest dziwny przypadek, un singulier hasard.[529]
Powiedz no, mój księżuniu, czy znasz jakie czary?
Skąd przewidziałeś piorun? — Może boskie kary?[530]

Ksiądz milczy[531]

Prawdę mówiąc, ten doktor troszeczkę przewinił:
       565 Prawdę mówiąc, ten doktor nad powinność czynił.[532]
On aurait fort à dire — kto wié, są przestrogi —[533]
Mój Boże, czemu prostéj nie trzymać się drogi?

No, i cóż Księże? — Milczy! milczy i zwiesił nos.[534]
Ale go puszczę wolno: — on dirait bien des choses!...[535]

Zamyśla się
pelikan

       570 Cha! cha! cha! jeśli śledztwo jest niebezpieczeństwem:
Toćby nas przecie pierun zaszczycił pierwszeństwem.[536]

x. piotr

Opowiem wam dwie dawne, ale pełne treści —[537]

senator ciekawy

O piorunie? — doktorze? — Mów!

x. piotr

— Dwie przypowieści.[538]
Onego czasu, w upał przyszli ludzie różni
       575 Zasnąć pod cieniem muru: byli to podróżni.
Między nimi był zbójca; a gdy inni spali,
Anioł pański zbudził go: wstań, bo mur się wali.
On zbójca był ze wszystkich innych najzłośliwszy:
Wstał, a mur inne pobił. On, ręce złożywszy[539]
       580 Bogu dziękował, że mu ocalono zdrowie,
A pański anioł stanął przed nim i tak powie:

Ty najwięcéj zgrzeszyłeś: kary nie wyminiesz;
Lecz ostatni, najgłośniéj, najhaniebniéj zginiesz.[540]

A druga powieść taka. Za czasu dawnego,
       585 Pewny wódz rzymski pobił króla potężnego;
I kazał na śmierć zabić wszystkie niewolniki,[541]
Wszystkie rotmistrze półków i wszystkie setniki:
Ale króla samego przy życiu zostawił,
Tudzież starosty, tudzież półkowniki zbawił. —[542]
       590 I mówili do siebie głupi więźnie owi:
Będziem żyć, podziękujmy za życie wodzowi.
Aż jeden żołnierz rzymski, co im posługował,
Rzekł im: zaprawdę, wódz was przy życiu zachował,
Bo was przykuje przy swym tryjumfalnym wozie,
       595 I będzie oprowadzał po całym obozie,
I do miasta powiedzie; bo wy z tych jesteście,
Których wodzą po Rzymie, oném sławném mieście,[543]
Aby lud rzymski krzyknął: patrzcie, co wódz zrobił,[544]
On takie króle, takie półkowniki pobił!
       600 Potém, gdy was w łańcuchach złotych oprowadzi,
Odda was w ręce kata, a kat was osadzi[545]
Na głębokie, podziemne i ciemne wygnanie,
Kędy będzie płacz wieczny i zębów zgrzytanie.[546]
Tak mówił żołnierz rzymski. Do żołnierza tego[547]
       605 Król gromiąc, rzekł: twe słowa są słowa głupiego;

Czyś ty kiedy na ucztach z twoim wodzem siedział,
Ażebyś jego rady, jego myśli wiedział?[548]
Zgromiwszy, pił i śmiał się z swymi współwięźniami,[549]
Ze swymi hetmanami i półkownikami.

senator znudzony

       610 Il bal la campagne. Księże, gdzie chcesz, ruszaj sobie.[550]
Jeśli cię jeszcze złowię: tak skórę oskrobię,[551]
Że cię potém nie pozna twa matka rodzona,
I będziesz mi wyglądał jak syn Rollisona.[552]

Senator odchodzi do swoich pokojów z Pelikanem. X. Piotr idzie ku drzwiom i spotyka Konrada, który, prowadzony na śledztwo od dwóch żołnierzy, ujrzawszy Księdza, wstrzymuje się i patrzy nań długo[553]
konrad

Dziwna rzecz! Nie widziałem nigdy téj postaci:
       615 A znam go, jak jednego z mych rodzonych braci.
Czy to we śnie? Tak, we śnie; teraz przypomniałem.[554]
Taż sama twarz, te oczy, we śnie go widziałem.
On to, zdało się, że mię wyrywał z otchłani.[555]

do Księdza:[556]

Mój Księże, choć jesteśmy mało sobie znani,

       620 — Przynajmniéj Ksiądz mię nie znasz — przyjmij dziękczynienie
Za łaskę, którą tylko zna moje sumnienie.
Drodzy są i widziani we śnie przyjaciele,[557]
Gdy prawdziwych na jawie widzim tak niewiele.
Weź, proszę, ten pierścionek, przedaj; daj połowę[558]
       625 Ubogim, drugą na mszę, za dusze czyscowe:
Wiem co cierpią, jeżeli czyściec jest niewolą;[559]
Mnie, kto wié, czy już kiedy słuchać mszy pozwolą.

x. piotr

Pozwolą — Za pierścionek ja ci dam przestrogę:[560]
Ty pojedziesz w daleką, nieznajomą drogę,[561]
       630 Będziesz w wielkich, bogatych i rozumnych tłumie:[562]
Szukaj męża, co więcéj niźli oni umie.[563]
Poznasz, bo cię powita pierwszy w Imie Boże;
Słuchaj co powie...[564]

konrad wpatrując się

Cóż to? tyżeś?... czy być może?
Stój na chwilę... dla Boga...

x. piotr

Bywaj zdrów! nie mogę.

konrad

       635 Jedno słowo...

żołnierz

Nie wolno! każdy w swoję drogę. —[565]



SCENA IX[566]
NOC DZIADÓW
Opodal widać kaplicę, smętarz: guślarz i kobiéta w żałobie.
guślarz

Już idą w cerkiew gromady,
I wkrótce zaczną się dziady.
Iść nam pora, już noc głucha.[567]

kobiéta[568]

Ja tam nie pójdę, guślarzu;[569]
Ja chcę zostać na smętarzu,
Chcę jednego widziéć ducha:
Tego, co przed laty wielu,
Zjawił się po mém weselu,[570]
Co pośród duchów gromady,
       10 Stanął nagle krwawy, blady,

I mnie dzikiém okiem łowił
I ani słowa nie mówił.

guślarz

On żył może, gdym go badał:[571][572]
Dlatego nie odpowiadał.
       15 Bo na duchów zgromadzenie,
W tajemniczą noc na dziady,[573]
Można wzywać żywych cienie.[574]
Ciała będą u biesiady,
Albo u gry, albo w boju,
       20 I zostaną tam w pokoju:
Dusza zwana po imieniu
Objawia się w lekkim cieniu:
Lecz póki żyje, ust niema,
Stoi biała, głucha, niema.[575]

kobiéta

       25 Cóż znaczyła w piersiach rana?[576]

guślarz

Widać, że w duszę zadana.

kobiéta

Ja tu sama zgubię drogę.[577]

guślarz

Ja tu z tobą zostać mogę.
Tam beze mnie zrobią czary,
       30 Jest tam inny guślarz stary. —

Czy słyszysz te śpiéwy w dali?[578]
Już się tam ludzie zebrali.[579]
Pierwszą klątwę już zaklęli,[580]
Klątwę wianka i kądzieli;
Wezwali powietrznych duchów.[581]
Widzisz tych świateł tysiące,[582]
Jakby gwiazdy spadające?
Ten ognistych ciąg łańcuchów?
To powietrznych roje duchów.[583]
       40 Patrz, już nad kaplicą świecą
Pod czarnym niebios obszarem:
Jak gołębie, kiedy lecą
W nocy nad miasta pożarem;
Gdy białemi skrzydeł puchy
       45 Odbijając żar ogniska,
Ptastwo, jak stado gwiazd błyska.

kobiéta

On nie będzie z temi duchy![584]

guślarz

Widzisz, blask z kaplicy bucha.[585]
Teraz klęli ognia władzą:[586]
       50 Ciała w mocy złego ducha
Z pustyń, z mogił wyprowadzą.
Tędy będą ciągnąć duchy.
Poznasz go, jeśli pamiętasz.

Ukryj się ze mną w dąb suchy.[587]
       55 W ten dąb suchy i wygniły,
Tu się niegdyś wróżki kryły.[588]
Już rusza się cały smętarz:[589]
Rozwiérają się mogiły,[590]
Wybuchnął płomyk niebieski,[591]
       60 Podskakują w górę deski,
Wysuwają potępieńce[592]
Blade głowy, długie ręce.
Widzisz oczy jak zarzewie?[593]
Schowaj oczy, skryj się w drzewie;
       65 Upiór zdala wzrokiem piecze,[594]
Lecz guślarza nie urzecze.
Ha!

kobiéta

Co widzisz?[595]

guślarz

Trup to świeży![596]
W niezgniłéj jeszcze odzieży.
Dymem siarki trąci wkoło,
       70 Czarne ma jak węgiel czoło.
Zamiast oczu w jamach czaszki

Żarzą się dwie złote blaszki,[597]
A w środku każdego kółka[598]
Siedzi djablik, jak w źrenicy,
       75 I wywraca wciąż koziołka,
Miga lotem błyskawicy.
Trup tu bieży, zębem zgrzyta;[599]
Z ręki przelewa do ręki,
Jak gdyby z sita do sita,
       80 Wrzące srebro. — Słyszysz jęki?[600]

widmo[601]

Gdzie kościół? — gdzie kościół? — gdzie Boga lud chwali,[602]
Gdzie kościół, ach pokaż, człowiecze!
Ach widzisz, jak we łbie ten dukat mię pali,
Jak srebro stopione dłoń piecze.[603]
       85 Ach, wyléj, człowieku, dla biednéj sieroty,[604]
Dla więźnia jakiego, dla wdowy,
Ach, wyléj mi z ręki żar srebrny i złoty,[605]
I dukat ten wyłup mi z głowy.
Ty nie chcesz! Ha, kruszec przelewać ja muszę,[606]
       90 Aż kiedyś ten dzieci pożerca[607]
Wyzionie łakomą, bezdenną swą duszę:
Ten kruszec mu wieję do serca.[608]
A potém przez oczy, przez uszy wyleję,[609]

I znowu tém wleję korytem,
       95 I będę tym trupem obracać jak sitem:[610]
Naleję, wyleję, przesieję!
Ach, kiedyż przez niego ten kruszec przesieję?[611]
Ach, czekać tak długo! — goreję! goreję! (Ucieka)[612].

guślarz

Ha!

kobiéta

Co widzisz?

guślarz

Ha, jak blisko!
       100 Drugi wylazł, ku nam bieży:[613]
Jakie obrzydłe trupisko![614]
Blade, tłuste! Trup to świeży,
I strój świeży ma na ciele,
Ubrany jak na wesele;
       105 I gad niedawno go toczy,
Ledwie mu w pół wygryzł oczy.

Od kaplicy w stronę skoczył:[615]
Czart go uwiódł, czart zamroczył,
Nie puści go do kaplicy.
       110 Czart przybrał postać dziewicy
I na trupa rączką kiwa,
Okiem mruga, śmiechem wzywa.

Skacze ku niéj trup zwiedziony,
Z grobu na grób, jak szalony,
       115 I rękami i nogami
Wije, jak wiatrak skrzydłami.
Już pada do jéj uscisków:
Wtém z pod nóg jego wytryska,
Dziesięć długich, czarnych pysków;
       120 Wyskakują czarne psiska,
Od nóg lubej go porwały,
I targają na kawały,
Członki krwawym pyskiem trzęsą,
Po polu roznoszą mięso.

       125 Psy zniknęły. — Nowe dziwo!
Każda część trupa jest żywą:
Wszystkie, jak oddzielne trupy,[616]
Biegą zebrać się do kupy.
Głowa skacze jak ropucha
       130 I nozdrzami ogień bucha;[617]
Czołgają się piersi trupa,
Jak wielka żółwia skorupa —
Już zrosła się głowa z ciałem,
Jak krokodyl bieży cwałem;
       135 Oderwanéj ręki palce
Drżą, wiją się jak padalce;
Dłoń za piasek chwyta, grzebie,
I ciągnie rękę pod siebie;
I nogi się przyczołgały,
       140 I znowu trup wstaje cały.
Znowu wabi ulubiona,[618]
Znowu pada w jéj ramiona,[619]
Znowu go porwały czarty

I znowu w sztuki rozdarty —
       145 Ha! niech go więcej nie widzę!

kobiéta

Tak się boisz?[620]

guślarz

Tak się brzydzę!
Żółwie, padalce, ropuchy:
W jednym trupie tyle gadów![621]

kobiéta

On nie będzie z temi duchy!

guślarz

       150 Wkrótce, wkrótce koniec dziadów.[622]
Słyszysz? trzeci kur już pieje:[623]
Tam śpiéwają ojców dzieje,[624]
I rozchodzą się gromady.

kobiéta

I nie przyszedł on na dziady![625]

guślarz

       155 Jeśli duch ten jeszcze w ciele,
Wymów teraz jego imie;
Ja na czarodziejskie ziele
W tajemniczym zaklnę rymie:
I duch ciało swe zostawi,
       160 I przed tobą się objawi.

kobiéta

Wymówiłam —

guślarz

On nie słucha —
Ja zakląłem.

kobiéta

Niema ducha![626]

guślarz

O, kobiéto! Twój kochanek,
Albo zmienił ojców wiarę,[627]
       165 Albo zmienił imie stare.[628]
Widzisz, już zbliża się ranek,
Gusła nasze moc straciły,
Nie pokaże się twój miły.

Wychodzą z drzewa[629]

Cóż to? cóż to? — Patrz, z zachodu,
       170 Tam od Giedymina grodu,
Śród gęstych kłębów zamieci,
Kilkadziesiąt wozów leci!
Wszystkie lecą ku północy,
Lecą, ile w koniach mocy.
       175 Widzisz, jeden tam na przedzie
W czarnym stroju —

kobiéta

On!

guślarz

Tu jedzie.

kobiéta

I znowu nazad zawrócił,
I tylko raz okiem rzucił,
Ach raz tylko, — jakie oko!

guślarz

       180 Pierś miał zbroczoną posoką,[630]
Bo w téj piersi jest ran wiele:[631]
Straszne cierpi on katusze,
Tysiąc mieczów miał on w ciele,
A wszystkie przeszły — aż w duszę.
       185 Śmierć go chyba z ran uleczy.[632]

kobiéta

Któż weń wraził tyle mieczy?[633]

guślarz[634]

Narodu nieprzyjaciele.

kobiéta

Jedną ranę miał na czole,[635]
Jedną tylko i niewielką,
       190 Zda się być czarną kropelką.

guślarz

Ta największe sprawia bole:
Jam ją widział, jam ją zbadał;[636]

Tę ranę sam sobie zadał;
Śmierć z niéj uleczyć nie może.

kobiéta

       195 Ach, ulecz go, wielki Boże!



Koniec aktu pierwszego[637]



DZIADÓW
CZĘŚCI  III-éj
USTĘP

Dziadów Części III-ej Ustęp. W wydaniu niniejszem uwzględniono: a) bruljon własnoręczny poety, wydany przez Adama Krechowieckiego w VI roczniku Pamiętnika Tow. A. Mickiewicza = R1; b) warjanty z autografu II-go, darowanego Klaudji Potockiej = R2; c) wydania osobne III-ej części Dziadów z r. 1832 (= O1) i z r. 1833 (= O2). Wydanie z r. 1833 weszło ze zmianą kartki tytułowej i stronic: 271—274, 285—288 do wydania zbiorowego z r. 1838. Drobniejszych przekreśleń bruljonu (R1) nie uwzględniono.
W R1 brakuje tytułu i 41 początkowych wierszy.
DROGA DO ROSSJI[638]

Po śniegu, coraz ku dzikszej krainie
Leci kibitka, jako wiatr w pustynie;
I oczy moje, jako dwa sokoły,
Nad oceanem nieprzejrzanym krążą,
       5 Porwane burzą, do lądu nie zdążą,
A widzą obce pod sobą żywioły,[639]
Niémają kędy spocząć, skrzydła zwinąć,
W dół patrzą, czując, że tam muszą zginąć.

Oko nie spotka ni miasta, ni góry,
       10 Żadnych pomników ludzi, ni natury;
Ziemia tak pusta, tak niezaludniona,
Jak gdyby wczora wieczorem stworzona.
A przecież nieraz mamut z tych ziem wstaje,
Żeglarz przybyły z falami potopu,
       15 I mową, obcą moskiewskiemu chłopu,
Głosi, że dawno stworzone te kraje.
I w czasach wielkiej Noego żeglugi,
Ląd ten handlował z azyjskiemi smugi —

A przecież nieraz książka ukradziona,
       20 Lub gwałtem wzięta, przybywszy z zachodu,
Mówi, że ziemia ta niezaludniona
Już niejednego jest matką narodu.
Lecz nurt potopu szedł przez te płaszczyzny,
Nie zostawiwszy dróg swojego rycia,
       25 I hordy ludów wyszły z tej ojczyzny,
Nie zostawiwszy śladów swego życia;
I gdzieś daleko na alpejskiéj skale,
Ślad zostawiły stąd przybyłe fale,
I jeszcze daléj, na Rzymu pomnikach,
       30 O stąd przybyłych mówią rozbójnikach.

Kraina pusta, biała i otwarta,
Jak zgotowana do pisania karta —
Czyż na niej pisać będzie palec Boski,[640]
I ludzi dobrych używszy za głoski,
       35 Czyliż tu skreśli prawdę świętéj wiary,
Że miłość rządzi plemieniem człowieczem,
Że trofeami świata są; ofiary?
Czyli też Boga nieprzyjaciel stary
Przyjdzie i w księdze téj wyryje mieczem,
       40 Że ród człowieczy ma być w więzy kuty,
Że trofeami ludzkości są: knuty?

Po polach białych, pustych, wiatr szaleje,[641]
Bryły zamieci odrywa i ciska;

Lecz morze śniegów, wzdęte, nie czernieje,
       45 Wyzwane wichrem, powstaje z łożyska,
I znowu, jakby nagle skamieniałe,
Pada ogromne, jednostajne, białe.
Czasem ogromny huragan wylata[642]
Prosto z biegunów; niewstrzymany w biegu,
       50 Aż do Euxinu równinę zamiata,[643]
Po całéj drodze miecąc chmury śniegu;
Często podróżne kibitki zakopie,
Jak Symum błędnych Libów przy Kanopie.[644]
Powierzchnie białych, jednostajnych śniegów[645]
       55 Gdzieniegdzie ściany czarniawe przebodły,
I stérczą nakształt wysp i lądu brzegów:
To są północne świerki, sosny, jodły.

Gdzieniegdzie drzewa, siekierą zrąbane,[646]
Odarte i w stos złożone poziomy,

       60 Tworzą kształt dziwny, jakby dach i ścianę,[647]
I ludzi kryją i zowią się: domy.
Daléj tych stosów rzucone tysiące,[648]
Na wielkiém polu, wszystkie jednéj miary:
Jak kitki czapek dmą z kominów pary,[649]
       65 Jak ładownice, okienka błyszczące;[650]
Tam domy rzędem szykowane w pary,
Tam czworobokiem, tam kształtnym obwodem;
I taki domów półk zowie się: grodem.[651]


Spotykam ludzi — z rozrosłemi barki,[652]
       70 Z piersią szeroką, z otyłemi karki;
Jako zwierzęta i drzewa północy,
Pełni czerstwości i zdrowia i mocy.
Lecz twarz każdego jest jak ich kraina,
Pusta, otwarta i dzika równina;
       75 I z ich serc, jako z wulkanów podziemnych,
Jeszcze nie przeszedł ogień aż do twarzy,
Ani się w ustach rozognionych żarzy,
Ani zastyga w czoła zmarszczkach ciemnych,
Jak w twarzach ludzi wschodu i zachodu,
       80 Przez które przeszło tyle po kolei
Podań i zdarzeń, żalów i nadziei,
Że każda twarz jest pomnikiem narodu.
Tu oczy ludzi, jak miasta tej ziemi,
Wielkie i czyste; i nigdy zgiełk duszy
       85 Niezwykłym rzutem źrenic nie poruszy,
Nigdy ich długa żałość nie zaciemi.
Zdaleka patrząc — wspaniale, przecudne;
Wszedłszy do środka — puste i bezludne.
Ciało tych ludzi, jak gruba tkanica,
       90 W której zimuje dusza gąsiennica,
Nim sobie piersi do lotu wyrobi,
Skrzydła wyprzędzie, wytcze i ozdobi;[653]
Ale gdy słońce wolności zaświeci,
Jakiż z powłoki téj owad wyleci?
       95 Czy motyl jasny wzniesie się nad ziemię,
Czy ćma wypadnie, brudne nocy plemię?[654]

Nawskróś pustyni krzyżują się drogi,
Nie przemysł kupców ich ciągi wymyślił,[655]

Nie wydeptały ich karawan nogi:
       100 Car ze stolicy palcem je nakreślił.
Gdy z polską wioską spotkał się ubogą,
Jeżeli trafił w polskich zamków ściany:
Wioska i zamek wnet z ziemią zrównany,
I car ruiny ich zasypał — drogą.
       105 Dróg tych nie dojrzeć w polu między śniegi,
Ale śród puszczy dośledzi je oko:
Proste i długie na północ się wloką,
Świecą się w lesie, jak w skałach rzek biegi.[656]

I po tych drogach któż jeździ? — Tu cwałem
       110 Konnica wali, przyprószona śniegiem,
A stamtąd czarnym piechota szeregiem
Między dział, wozów i kibitek wałem.
Te półki podług carskiego ukazu[657]
Ciągną ze wschodu, by walczyć z północą;
       115 Tamte z północy idą do Kaukazu;
Żaden z nich nie wie, gdzie idzie i poco,
Żaden nie pyta. Tu widzisz Mogoła
Z nabrzmiałém licem, małém, krzywém okiem;
A tam chłop biédny z litewskiego sioła,
       120 Wybladły, tęskny, idzie chorym krokiem.[658]
Tu błyszczą strzelby angielskie, tam łuki,
I zmarzłą niosą cięciwę Kałmuki.
Ich officery? — Tu Niemiec w karecie,
Nócąc Szyllera pieśń sentymentalną,
       125 Wali spotkanych żołnierzy po grzbiecie;
Tam Francuz, gwiżdżąc w nos pieśń liberalną,[659]
Błędny filozof, karyjery szuka,
I gada teraz z dowódzcą Kałmuka,
Jakby najtaniej wojsku żywność kupić.[660]

       130 Cóż, że połowę wymorzą téj zgrai?
Kassy połowę będą mogli złupić;[661]
I jeśli zręcznie dzieło się utai,[662]
Minister wzniesie ich do wyższej klassy,
A car da order za oszczędność kassy.

       135 A wtem kibitka leci. — Przednie straże
I dział lawety i chorych obozy[663]
Pryskają z drogi, kędy się ukaże;
Nawet dowódzców ustępują wozy.
Leci kibitka; żandarm powoźnika
       140 Wali kułakiem, powoźnik żołnierzy
Wali biczyskiem: wszystko z drogi zmyka;
Kto się nie umknął, kibitka nań wbieży.[664]
Gdzie? — Kto w niéj jedzie? Nikt nie śmie zapytać.
Żandarm tam jechał, pędzi do stolicy:
       145 Zapewne cesarz kazał kogoś schwytać,[665]
»Może ten żandarm jedzie z zagranicy?«
— Mówi jenerał. — »Kto wié, kogo złowił?
Może król pruski, francuski lub saski,
Lub inny Niemiec wypadł z cara łaski,
       150 I car go w turmie zamknąć postanowił;
Może ważniejsza pochwycona głowa,[666]
Może samego wiozą Jermołowa![667]
Kto wié! Ten więzień, chociaż w słomie siedzi,[668][669]

Jak dziko, patrzy! jaki to wzrok dumy:
       155 Wielka osoba! — Za nim wozów tłumy:[670]
To pewnie orszak nadwornéj gawiedzi;[671]
A wszyscy, patrz-no, jakie oczy śmiałe!
Myśliłem, że to pierwsze carstwa pany,[672]
Że jenerały, albo szambelany:
       160 Patrz, oni wszyscy — to są chłopcy małe.
Co to ma znaczyć, gdzie ta zgraja leci?[673]
Jakiegoś króla podejrzane dzieci«.[674]
Tak z sobą cicho dowódzcy gadali;[675]
Kibitka prosto do stolicy wali.


PRZEDMIEŚCIA STOLICY[676]

Zdala, już zdala widno, że stolica.
Po obu stronach wielkiej, pysznej drogi,
Rzędy pałaców. Tu, niby kaplica
Z kopułą, z krzyżem; tam, jak siana stogi
       5 Posągi stoją pod słomą i śniegiem;
Owdzie, za kolumn korynckich szeregiem,
Gmach z płaskim dachem, pałac letni, włoski;
Obok, japońskie, mandaryńskie kioski,
Albo z klassycznych czasów Katarzyny
       10 Świeżo małpione klassyczne ruiny.[677]
Różnych porządków, różnych kształtów domy,
Jako zwierzęta z różnych końców ziemi,
Za parkanami stoją żelaznemi,
W osobnych klatkach. — Jeden niewidomy[678]

       15 Pałac krajowéj ich architektury,[679]
Wymysł ich głowy, dziecko ich natury.[680]
Jakże tych gmachów cudowna robota:
Tyle kamieni na kępach śród błota!
W Rzymie, by dźwignąć teatr dla cezarów,
       20 Musiano niegdyś wylać rzekę złota:[681]
Na tém przedmieściu podłe sługi carów,
By swe rozkoszne zamtuzy dźwignęli,[682]
Ocean naszej krwi i łez wyleli.

Żeby zwieźć głazy do tych obelisków,[683]
       25 Ileż wymyślić trzeba było spisków,
Ilu niewinnych wygnać albo zabić,
Ile ziem naszych okraść i zagrabić;[684]
Póki krwią Litwy, łzami Ukrainy,
I złotem Polski hojnie zakupiono[685]
       30 Wszystko, co mają Paryże, Londyny,
I po modnemu gmachy wystrojono,[686]
Szampanem zmyto podłogi buffetów
I wydeptano krokiem menuetów.[687]

Teraz tu pusto. — Dwór w mieście zimuje,
       35 I dworskie muchy, ciągnące za wonią
Carskiego ściérwa, za niém w miasto gonią.
Teraz w tych gmachach wiatr tylko tańcuje;[688]
Panowie w mieście, car w mieście. — Do miasta[689]

Leci kibitka. Zimno, śnieżno było;[690]
       40 Z zegarów miejskich zagrzmiała dwunasta,[691]
A słońce już się na zachód chyliło,[692]
Niebios sklepienie otwarte szeroko,[693]
Bez żadnéj chmurki; czcze, ciche i czyste,
Bez żadnej barwy, blado przezroczyste,
       45 Jako zmarzłego podróżnika oko.

Przed nami miasto. Nad miastem do góry,[694]
Wznoszą się dziwnie, jak podniebne grody,
Słupy i ściany, krużganki i mury,[695]
Jak babilońskie wiszące ogrody:
       50 To dymy z dwiestu tysięcy kominów
Prosto i gęsto kolumnami lecą;[696]
Te, jak marmury kararyjskie świecą,[697]
Tamte się żarzą iskrami rubinów;[698]
W górze wierzchołki zginają i łączą,
       55 Kręcą w krużganki i łukami plączą[699]
I ścian i dachów malują widziadła: —
Jak owe miasto, co nagle powstanie
Ze śródziemnego czystych wód zwierciadła,
Lub na Libijskim wybuchnie tumanie,[700]

       60 I wabi oko podróżnych zdaleka,
I wiecznie stoi, i wiecznie ucieka.[701]
Już zdjęto łańcuch, bramy otwierają;[702]
Trzęsą, badają, pytają — wpuszczają.


PETERSBURG[703]

Za dawnych greckich i italskich czasów
Lud się budował pod przybytkiem Boga;[704]
Nad źródłem nimfy, pośród świętych lasów,[705]
Albo na górach chronił się od wroga:
       5 Tak zbudowano Ateny, Rzym, Spartę. —
W wieku gotyckim, pod wieżą barona,
Gdzie była cała okolic obrona,
Stawały chaty do wałów przyparte;
Albo pilnując spławnéj rzeki cieków
       10 Rosły powoli z postępami wieków.[706]
Wszystkie te miasta jakieś bóstwo wzniosło,
Jakiś obrońca, lub jakieś rzemiosło.[707]

Ruskiéj stolicy jakież są początki?
Skąd się zachciało sławiańskim tysiącom
       15 Leźć w te ostatnie swoich dzierżaw kątki,[708]
Wydarte świeżo morzu i Czuchońcom?[709]

Tu grunt nie daje owoców ni chleba,
Wiatry przynoszą tylko śnieg i słoty;
Tu zbyt gorące lub zbyt zimne nieba,
       20 Srogie i zmienne jak humor despoty!
Nie chcieli ludzie; — błotne okolice
Car upodobał i stawić rozkazał
Nie miasto ludziom, lecz sobie stolicę;[710]
Car tu wszechmocność woli swéj pokazał. —

       25 W głąb’ ciekłych piasków i błotnych zatopów
Rozkazał wpędzić sto tysięcy palów[711]
I wdeptać ciała stu tysięcy chłopów.
Potém na palach i ciałach Moskalów[712]
Grunt założywszy, inne pokolenia
       30 Zaprzągł do taczek, do wozów, okrętów,
Sprowadzać drzewa i sztuki kamienia,[713]
Z dalekich lądów i z morskich odmętów.[714]

Przypomniał Paryż: wnet paryskie place
Kazał budować. Widział Amsterdamy:
       35 Wnet wodę wpuścił i porobił tamy.
Słyszał, że w Rzymie są wielkie pałace:
Pałace stają. Wenecka stolica,
Co wpół na ziemi, a do pasa w wodzie
Pływa, jak piękna syrena-dziewica,
       40 Uderza cara: i zaraz w swym grodzie[715]

Porznął błotniste kanałami pole,[716]
Zawiesił mosty i puścił gondole.
Ma Wenecyją, Paryż, Londyn drugi,
Prócz ich piękności, poloru, żeglugi.[717]
       45 U architektów sławne jest przysłowie:[718]
Że ludzi ręką był Rzym budowany,
A Wenecyją stawili bogowie;
Ale kto widział Petersburg, ten powie,
Że budowały go chyba szatany.[719]

       50 Ulice wszystkie ku rzece pobiegły:
Szerokie, długie, jak wąwozy w górach.
Domy ogromne: — tu głazy, tam cegły,[720]
Marmur na glinie, glina na marmurach;
A wszystkie równe i dachy i ściany,
       55 Jak korpus wojska na nowo ubrany.
Na domach pełno tablic i napisów:
Śród pism tak różnych, języków tak wielu,[721]
Wzrok, ucho błądzi, jak w wieży Babelu.
Napis: »Tu mieszka Achmet Han Kirgissów,
       60 Rządzący polskich spraw departamentem[722]
Senator« napis: »Tu Monsieur Żoko
Lekcyje daje paryskim akcentem,
Jest kuchtą dworskim, wódczanym poborcą,
Basem w orkiestrze, przytem szkół dozorcą«.[723]

       65 Napis: »Tu mieszka Włoch Piacere Gioco.
Robił dla frejlin Carskich salcessony,
Teraz panieński pensyjon otwiera«.
Napis: »Mieszkanie pastora Dienera,
Wielu orderów Carskich kawalera.
       70 Dziś na kazanie wykłada z ambony,
Że Car jest Papież z Boskiego ramienia,[724]
Pan samowładny wiary i sumniénia.
I wzywa przytém braci kalwinistów,
Socynijanów i anabaptystów,
       75 Aby, jak każe Imperator ruski
I jego wierny Alijant, król Pruski,
Przyjąwszy nową wiarę i sumnienie
Wszyscy się zeszli w jedno zgromadzenie«.[725]
Napis: »Tu stroje damskie«; dalej: »Nóty«;
       80 Tam robią: »Dzieciom zabawki«, tam »Knuty«.

W ulicach kocze, karety, landary,[726][727]

Mimo ogromu i bystrego lotu[728]
Na łyżwach błysną, znikną bez łoskotu,
Jak w panorama czarodziejskie mary.[729]
       85 Na kozłach koczów angielskich brodaty
Siedzi woźnica; szron mu okrył szaty,[730]
Brodę i wąsy i brwi; biczem wali;
Przodem na koniach lecą chłopcy mali[731]
W kożuchach, istne dzieci Boreasza:[732]
       90 Świszczą piskliwie i gmin się rozprasza,
Piérzcha przed koczem saneczek gromada,
Jak przed okrętem białych kaczek stada.
Tu ludzie biegą, każdego mróz goni,[733]
Żaden nie stanie, nie patrzy, nie gada;[734]
       95 Każdego oczy zmrużone, twarz blada,
Każdy trze ręce i zębami dzwoni,
I z ust każdego wyzioniona para
Wychodzi słupem, prosta, długa, szara.

Widząc te dymem buchające gminy,[735]
       100 Myślisz, że chodzą po mieście kominy.[736]
Po bokach gminnéj, cisnącéj się trzody,[737]
Ciągną poważnie dwa ogromne rzędy,
Jak processyje w kościelne obrzędy,
Lub jak nadbrzeżne bystréj rzeki lody.
       105 I gdzież ta zgraja wlecze się powoli,
Na mróz nieczuła, jak trzoda soboli? —
Przechadzka modna jest o téj godzinie;[738]
Zimno i wietrzno, ale któż dba o to?
Wszak cesarz tędy zwykł chodzić piechoto[739]
       110 I cesarzowa i dworu mistrzynie!
Idą marszałki, damy, urzędniki,
W równych abcugach: pierwszy, drugi, czwarty,[740]
Jako rzucane z rąk szulera karty,
Króle, wyżniki, damy i niżniki,
       115 Starki i młodki, czarne i czerwone,[741]
Padają na tę i na ową stronę;
Po obu stronach wspaniałej ulicy,
Po mostkach lśniącym wysłanych granitem.
A naprzód idą dworscy urzędnicy:[742]
       120 Ten w futrze ciepłém, lecz na wpół odkrytem,
Aby widziano jego krzyżów cztery:
Zmarznie, lecz wszystkim pokaże ordery;[743]

Wyniosłém okiem równych sobie szuka,
I gruby, pełznie wolnym chodem żuka.[744]
       125 Dalej, gwardyjskie modniejsze młokosy,[745]
Proste i cienkie, jak ruchome piki,
W pół ciała tęgo związane, jak osy.
Daléj, z pochyłym karkiem czynowniki,[746]
Z podełba patrzą, komu się pokłonić,
       130 Kogo nadeptać, a od kogo stronić;
A każdy giętki, we dwoje skurczony:[747]
Tuląc się pełzną, jako skorpijony.[748]
Pośrodku damy, jako pstre motyle,[749]
Tak różne płaszcze, kapeluszów tyle.
       135 Każda w paryskim świeci się stroiku[750]
I nóżką miga w futrzanym trzewiku.[751]
Białe jak śniegi, rumiane jak raki. —[752]
Wtem dwór odjeżdża; stanęły orszaki.
Podbiegły wozy, ciągnące jak statki[753]
       140 Obok pływaczów w głębokiej kąpieli.[754]
Już pierwsi w wozy wsiedli i zniknęli;[755]
Za nimi pierzchły piechotne ostatki.[756]
Niejeden kaszlem suchotniczym stęknie,[757]
A przecież mówi: jak tam chodzić pięknie!

       145 Cara widziałem i przed jenerałem
Nisko kłaniałem i z paziem gadałem!

Szło kilku ludzi między tym natłokiem.[758]
Różni od innych twarzą i odzieniem,[759]
Na przechodzących ledwo rzucą okiem,
       150 Ale na miasto patrzą z zadumieniem.
Po fundamentach, po ścianach, po szczytach,[760]
Po tych żelazach, i po tych granitach
Czepiają oczy: jakby próbowali,[761]
Czy mocno każda cegła osadzona;[762]
       155 I opuścili z rozpaczą ramiona,[763]
Jak gdyby myśląc: człowiek ich nie zwali!
Dumali, — poszli. Został z jedenastu
Pielgrzym sam jeden. Zaśmiał się złośliwie,[764]
Wzniósł rękę, ścisnął i uderzył mściwie
       160 W głaz, jakby groził temu głazów miastu.
Potém na piersiach założył ramiona[765]
I stał dumając i w cesarskim dworze[766]
Utkwił źrenice dwie, jako dwa noże;[767]
I był podobny wtenczas do Samsona,

       165 Gdy zdradą wzięty i skuty więzami,[768]
Pod Filistynów dumał kolumnami.
Na czoło jego, nieruchome, dumne,[769]
Nagły cień opadł, jak całun na trumnę,
Twarz blada strasznie zaczęła się mroczyć;[770]
       170 Rzekłbyś, że wieczór, co już z niebios spadał,
Naprzód na jego oblicze osiadał,
I stamtąd dalej miał swój cień roztoczyć.

Po prawej stronie już pustéj ulicy[771]
Stał drugi człowiek. — Nie był to podróżny;[772]
       175 Zdał się być dawnym mieszkańcem stolicy:
Bo rozdawając między lud jałmużny,
Każdego z biednych po imieniu witał,
Tamtych o żony, tych o dzieci pytał.[773]
Odprawił wszystkich, wsparł się na granicie
       180 Brzeżnych kanałów i wodził oczyma
Po ścianach gmachu i po dworca szczycie;[774]
Lecz nie miał oczu owego pielgrzyma;
I wzrok wnet spuszczał, kiedy szedł zdaleka

Biedny żebrzący żołnierz lub kaleka.[775]
       185 Wzniósł w niebo ręce, stał i dumał długo —[776]
W twarzy miał wyraz niebieskiéj rozpaczy.[777]
Patrzył jak anioł, gdy z niebios posługą
Między czyścowe dusze zstąpić raczy,
I widzi całe w męczarniach narody,[778]
       190 Czuje, co cierpią, mają cierpiéć wieki, —
I przewiduje, jak jest kres daleki
Tylu pokoleń zbawienia: swobody.[779]
Oparł się, płacząc na kanałów brzegu;[780]
Łzy gorzkie biegły i zginęły w śniegu:
       195 Lecz Bóg je wszystkie zbierze i policzy,
Za każdą odda ocean słodyczy.

Późno już było, oni dwaj zostali,
Oba samotni i chociaż odlegli,[781]
Nakoniec jeden drugiego postrzegli,
       200 I długo siebie nawzajem zważali.
Pierwszy postąpił człowiek z prawéj strony:
»Bracie, rzekł, widzę, żeś tu zostawiony
Sam jeden, smutny, cudzoziemiec może.
Co ci potrzeba, rozkaż w Imie Boże;[782][783]

       205 Chrześcijaninem jestem i Polakiem,[784]
Witam cię Krzyża i Pogoni znakiem«.

Pielgrzym, zbyt swemi myślami zajęty,
Otrząsnął głową i uciekł z wybrzeża;
Ale nazajutrz, gdy myśli swych męty
       210 Zwolna rozjaśnia i pamięć odświeża,
Nieraz żałuje owego natręta.
Jeśli go spotka, pozna go, zatrzyma;
Choć rysów jego twarzy nie pamięta,
Lecz w głosie jego i w słowach coś było
       215 Znanego uszom i duszy pielgrzyma. —
Może się o nim pielgrzymowi śniło.


POMNIK PIOTRA WIELKIEGO.[785]

Z wieczora na dżdżu stali dwaj młodzieńce[786]
Pod jednym płaszczem, wziąwszy się za ręce:
Jeden, ów pielgrzym, przybylec z zachodu,
Nieznana carskiej ofiara przemocy;
       5 Drugi był wieszczem ruskiego narodu,
Sławny pieśniami na całéj północy.
Znali się z sobą niedługo, lecz wiele —
I od dni kilku już są przyjaciele.

Ich dusze, wyższe nad ziemne przeszkody,
       10 Jako dwie Alpów spokrewnione skały,
Choć je na wieki rozerwał nurt wody:[787]
Ledwo szum słyszą swej nieprzyjaciółki,
Chyląc ku sobie podniebne wierzchołki.
Pielgrzym coś dumał nad Piotra kolosem,
       15 A wieszcz rossyjski tak rzekł cichym głosem:


Obraz pomnika autorstwa Wasilija Surikowa

»Pierwszemu z carów, co te zrobił cuda,
Druga carowa pamiętnik stawiała.[788]
Już car, odlany w kształcie wielkoluda,
Siadł na branżowym grzbiecie bucefała,[789]
       20 I miejsca czekał, gdzieby wjechał konno;[790]
Lecz Piotr na własnej ziemi stać nie może,
W ojczyznie jemu nie dosyć przestronno;
Po grunt dla niego posłano za morze.
Posłano wyrwać z Finlandzkich nadbrzeży
       25 Wzgórek granitu; ten na Pani słowo
Płynie po morzu i po lądzie bieży,
I w mieście pada na wznak przed carową.[791]
Już wzgórek gotów; leci car miedziany,
Car knutowładny w todze Rzymianina;
       30 Wskakuje rumak na granitu ściany,
Staje na brzegu i w górę się wspina.

Nie w téj postawie świeci w starym Rzymie
Kochanek ludów, ów Marek Aureli,
Który tém naprzód rozsławił swe imie,
       35 Że wygnał szpiegów i donosicieli;
A kiedy zdzierców domowych poskromił,
Gdy nad brzegami Renu i Paktolu[792]
Hordy najeźdźców barbarzyńskich zgromił,

Do spokojnego wraca Kapitolu.
       40 Piękne, szlachetne, łagodne ma czoło,
Na czole błyszczy myśl o szczęściu państwa;
Rękę poważnie wzniósł, jak gdyby wkoło
Miał błogosławić tłum swego poddaństwa,
A drugą rękę opuścił na wodze,
       45 Rumaka swego zapędy ukraca.
Zgadniesz, że mnogi lud tam stał na drodze,
I krzyczał: »cesarz, ojciec nasz powraca«!
Cesarz chciał zwolna jechać między tłokiem,
Wszystkich ojcowskiem udarować okiem:
       50 Koń wzdyma grzywę, żarem z oczu świeci,
Lecz zna, że wiezie najmilszego z gości,
Że wiezie ojca milijonom dzieci,
I sam hamuje ogień swéj żywości;
Dzieci przyjść blisko, ojca widzieć mogą,
       55 Koń równym krokiem, równą stąpa drogą.
Zgadniesz, że dojdzie do nieśmiertelności![793]

Car Piotr wypuścił rumakowi wodze,
Widać, że leciał, tratując po drodze,
Odrazu wskoczył aż na sam brzeg skały,
       60 Już koń szalony wzniósł w górę kopyta,
Car go nie trzyma, koń wędzidłem zgrzyta;
Zgadniesz, że spadnie i pryśnie w kawały!
Od wieku stoi, skacze; lecz nie spada:
Jako lecąca z granitów kaskada,
       65 Gdy ścięta mrozem nad przepaścią zwiśnie: —
Lecz skoro słońce swobody zabłyśnie,
I wiatr zachodni ogrzeje te państwa,
I cóż się stanie z kaskadą tyraństwa?«


PRZEGLĄD WOJSKA[794]

Jest plac ogromny: jedni zowią szczwalnią;
Tam car psy wtrawia, nim puści na zwierza;
Drudzy plac zowią grzeczniéj gotowalnią:[795]
Tam car swe stroje próbuje, przymierza,[796]
       5 Nim w rury, w piki, w działa ustrojony,[797]
Wyjdzie odbierać monarchów pokłony. —[798]
Kokietka, idąc na bal do pałacu,
Nie tyle trawi przed zwierciadłem czasów,

Nie robi tyle umizgów, grymasów,
       10 Ile car codzień na tym swoim placu.
Inni w tym placu widzą saranczarnię:
Mówią, że car tam hoduje nasiona,
Chmury sarańczy, która wypasiona
Wyleci kiedyś i ziemię ogarnie.
       15 Są, co plac zowią toczydłem chirurga:
Bo tu car naprzód lancety szlifuje,
Nim, wyciągnąwszy rękę z Petersburga,
Tnie tak, że cała Europa poczuje;
Lecz nim wyśledzi, jak głęboka rana,
       10 Nim plastr obmyśli od nagłéj krwi straty,
Już car puls przetnie Szacha i Sułtana,
I krew wypuści z pod serca Sarmaty.
Plac różnych imion; lecz w języku rządów,
Zowie się placem wojskowych przeglądów.

       25 Dziesiąta, ranek: już przeglądów pora.
Już plac okrąża ludu zgraja cicha,[799]
Jako brzeg czarny białego jeziora;
Każdy się tłoczy, na środek popycha.[800]
Po placu, jako rybitwy nad wodą,[801]
       30 Zwija się kilku dońców i dragunów,
Ciekawsze głowy tylcem piki bodą,
Na bliższe karki sypią grad bizunów.
Kto wylazł naprzód, jak żaba z bagniska,
Ze łbem się cofa i kark w tłumy wciska.[802]
       35 Słychać grzmot zdala, głuchy, jednostajny,

Jak kucie młotów, lub młócenie cepów:
To bęben, półków przewodnik zwyczajny.
Za nim szeregi ciągną się wzdłuż stepów,
Mnogie i różne, lecz w jednym ubiorze,
       40 Zielone, w śniegu czernią się zdaleka;
I płynie każda kolumna jak rzeka,
I wszystkie w placu toną jak w jeziorze.[803]

Tu mi daj, muzo, usta stu Homerów,[804]
W każde wsadź ze sto paryskich języków,
       45 I daj mi pióra wszystkich buchhalterów,
Bym mógł wymienić owych półkowników,
I officerów i podofficerów,
I szeregowych zliczyć bohaterów.

Lecz bohatery tak podobne sobie!
       50 Tak jednostajne! Stoi chłop przy chłopie,
Jako rząd koni żujących przy żłobie,
Jak kłosy w jednym uwiązane snopie,
Jako zielone na polu konopie,[805]
Jak wiersze książki, jak skiby zagonów,
       55 Jak petersburskich rozmowy salonów.[806]
Tyle dostrzegłem, że jedni z moskalów,

Wyżsi od drugich na pięć lub sześć calów,
Mieli na czapkach mosiężne litery,
Jakby łysinki — to grenadyjery:
       60 I było takich trzy zgraje wąsalów;[807]
Za nimi niżsi stali w mnogich rzędach,
Jak pod liściami ogórki na grzędach.[808]
Żeby rozróżnić półki w tej piechocie,[809]
Trzeba mieć bystry wzrok naturalisty,
       65 Który przegląda wykopane w błocie[810]
I gatunkuje i nazywa glisty.

Zagrzmiały trąby — to konne orszaki,
I rozmaitsze, ułanów, huzarów,
Dragonów: czapki, kirysy, kołpaki;[811]
       70 Myślałbyś, że tu kapelusznik jaki
Rozłożył składy swych różnych towarów.
Wkońcu półk wjechał: chłopy, gdyby hlaki,[812]
Okute miedzią, jak rzęd samowarów,[813]
A spodem pyski końskie, jako haki.[814]
       75 Półki w tak różnych ubiorach i broniach[815]
Najlepiéj będzie rozróżnić po koniach:
Bo tak i nowa taktyka doradza,

I z obyczajem ruskim to się zgadza.[816]
Napisał wielki jenerał Żomini,[817]
       80 Że koń, nie człowiek, dobrą jazdę czyni;
Dawno już o tém wiedzieli Rusini:
Bo za dobrego konia gwardyjaka
Zakupisz u nich dobrych trzech żołnierzy;[818]
Officerskiego cena jest czworaka,
       85 I za takiego konia dać należy
Lutnistę, skoczka, albo też pisarza,
A w czasach drogich nawet i kucharza.
Skarbowe, chude, poderwane klacze,
Nawet te, które wożą lazarety,
       90 Jeśli je stawią w faraona gracze,
Liczą się zawsze: klacz za dwie kobiety.

Wróćmy do półków. Pierwszy wjechał kary;
Drugi też kary, lecz anglizowany,
Dwa było gniade, a piąty bułany,
       95 Siódmy znów gniady, ósmy jak mysz szary,
Dziewiąty rosły, dziesiąty mierzyna,
A potém znowu kary bez ogona,
U dwunastego na czole łysina,
A zaś ostatni wyglądał jak wrona.
       100 Harmat wjechało czterdzieści i osim,[819]
Jaszczyków więcéj niźli drugie tyle;[820]
Wszystkiego dwieście, jak po wierzchu wnosim.
Bo żeby dobrze zliczyć w jednę chwilę
Śród mnóstwa koni i ludzi motłochu,
       105 Trzeba mieć oko twe, Napoleonie,
Lub twoje, ruski intendencie prochul[821]

Ty, nie zważając na ludzi i konie,
Jaszczyków patrzysz, wnet liczbę ich zgadłeś.
Wiész, ile w każdym ładunków ukradłeś.

       110 Już plac okryły zielone mundury,
Jak trawy, w które ubiéra się łąka.
Gdzieniegdzie tylko wznosi się do góry
Jaszczyk, podobny do błotnego bąka,
Lub polnej pluskwy z zielonawym grzbietem,
       115 A przy nim działo ze swoim lawetem
Usiadło nakształt czarnego pająka.

Każdy ten pająk ma nóg przednich cztery,
I cztéry tylnych: zowią się te nogi
Kanonijery i bombardyjery.
       120 Jeżeli siedzi spokojnie śród drogi,
Noga się każda gdzieś daleko rucha:
Myślisz, że całkiem oddzielne od brzucha,
I brzuch jak balon w powietrzu ulata;
Lecz skoro cicha, drzemiąca harmata
       125 Nagle się zbudzi rozkazem wyzwana,
Jak tarantula, gdy jej kto w nos dmuchnie,[822]
Wnet ściągnie nogi, podchyla kolana,
I nim się nadmie, nim jady wybuchnie,
Zrazu przednimi kanonijerami
       130 Około pyska długo, szybko wije:
Jak mucha, co się w arszeniku splami,
Siadłszy, swój czarny pyszczek długo myje,
Potem dwie przednie nogi w tył wywróci,
Tylnemi kręci, potém kiwa zadem,
       135 Nareszcie wszystkie nogi w bok rozrzuci,
Chwilę spoczywa, wkońcu buchnie jadem.

Półki stanęły. Patrzą: car, car jedzie![823]
Tuż kilku starych, konnych admirałów,

Tłum adjutantów i ćma jenerałów,
       140 Z tyłu i z przodu, a car sam na przedzie.
Orszak dziwacznie pstry i centkowany,
Jak arlekiny: pełno na nich wstążek,[824]
Kluczyków, cyfer, portrecików, sprzążek;
Ten sino, tamten żółto przepasany,
       145 Na każdym gwiazdek, kółek i krzyżyków
Z przodu i z tyłu więcéj, niż guzików.
Świecą się wszyscy, lecz nie światłem własném:
Promienie na nich idą z oczu pańskich.
Każdy jenerał jest robaczkiem jasnym,
       150 Co błyszczy pięknie w nocach świętojańskich;
Lecz skoro przejdzie wiosna carskiéj łaski,
Nędzne robaczki tracą swoje blaski.
Żyją, do cudzych krajów nie ucieką,
Ale nikt nie wie, gdzie się w błocie wleką.
       155 Jenerał w ogień śmiałym idzie krokiem:
Kula go trafi, car się doń uśmiechnie;
Lecz gdy car strzeli niełaskawem okiem,
Jenerał bladnie, słabnie, często — zdechnie.
Śród dworzan prędzej znalazłbyś stoików:
       160 Wspaniałe dusze. — Choć gniew cara czują,
Ani się zarzną, ani zachorują;[825]
Wyjadą na wieś do swych pałacyków,
I piszą stamtąd: ten do szambellana,
Ów do metresy, ów do damy dworu,
       165 Liberalniejsi piszą do furmana.
I znowu zwolna wrócą do faworu. —
Tak z domu oknem zrzucony pies zdycha:
Kot miauknie tylko, lecz stanie na nogi,
I znowu szuka do powrotu drogi,
       170 I jakąś dziurą znowu wnidzie zcicha.
Nim stoik w służbę wróci tryjumfalnie,
Na wsi rozprawia cicho — liberalnie.

Car był w mundurze zielonym, z kołnierzem
Złotym Car nigdy nie zrzuca mundura;
       175 Mundur wojskowy jest to carska skóra:
Car rośnie, żyje, i — gnije żołnierzem.
Ledwie z kolebki dziecko wyjdzie carskie,
Zaraz do tronu zrodzony paniczyk
Ma za strój kurtki kozackie, huzarskie,
       180 A za zabawkę szabelkę i — biczyk.
Syllabizując, szabelką wywija
I nią wskazuje na książce litery;
Kiedy go tańczyć uczą guwernery,[826]
Biczykiem takty muzyki wybija.
       185 Dorosłszy, całą jest jego zabawą
Zbierać żołnierzy do swojej komnaty,
Komenderować na lewo, na prawo,
I wprawiać półki w musztrę — i pod baty.
Tak się car każdy do tronu sposobił,
       190 Stąd ich Europa boi się i chwali.
Słusznie z Krasickim starzy powiadali:
Mądry przegadał, ale głupi pobił.
Piotra Wielkiego niechaj pamięć żyje:
Pierwszy on odkrył tę Caropedyję.[827]
       195 Piotr wskazał carom do wielkości drogę:
Widział on mądre Europy narody,
I rzekł: Rossyję zeuropejczyć mogę,
Obetnę suknie i ogolę brody.
Rzekł — i wnet poły bojarów, kniazików
       200 Ścięto, jak szpaler francuskiego sadu!
Rzekł — i wnet brody kupców i muzyków
Sypią się chmurą, jak liście od gradu.
Piotr zaprowadził bębny i bagnety,
Postawił turmy, urządził kadety,
       105 Kazał na dworze tańczyć menuety,

I do towarzystw gwałtem wwiódł kobiety;
I na granicach poosadzal straże,
I łańcuchami pozamykał porty;
Utworzył senat, szpiegi, dygnitarze,
       210 Odkupy wódek, czyny i paszporty;
Ogolił, umył, i ustroił chłopa,
Dał mu broń w ręce, kieszeń narublował,[828]
I zadziwiona krzyknęła Europa:
Car Piotr Rossyją ucywilizował!
       215 Zostało tylko dla następnych carów:
Przyléwać kłamstwa w brudne gabinety,
Przysyłać w pomoc despotom bagnety,
Wyprawić kilka rzezi i pożarów,
Zagrabiać cudze dokoła dzierżawy,
       220 Skradać poddanych, płacić cudzoziemców,
By zyskać oklask Francuzów i Niemców,
Ujść za rząd silny, mądry i łaskawy.

Niemcy, Francuzi! zaczekajcie nieco!
Bo, gdy wam w uszy zabrzmi huk ukazów,
       225 Gdy knutów grady na karki wam zlecą,
Gdy was pożary waszych miast oświecą,
A wam natenczas zabraknie wyrazów:
Gdy car rozkaże ubóstwiać i sławić
Sybir, kibitki, ukazy i knuty: —
       230 Chyba będziecie cara pieśnią bawić,
Waryjowaną na dzisiejsze nóty.[829][830].

Car, jak kręgielna kula, między szyki
Wleciał i spytał o zdrowie gawiedzi.
»Zdrowia ci życzym« szepcą wojowniki.
       235 Ich szepty były jak mruk stu niedźwiedzi.
Dał rozkaz, — rozkaz wymknął się przez zęby
I wpadł jak piłka w usta komendanta,
A potém gnany od gęby do gęby
Na ostatniego upada sierżanta.[831]
       240 Jęknęły bronie, szczęknęły pałasze,
I wszystko było zmieszane w odmęcie.
Na linijowym kto widział okręcie
Ogromny kocioł, w którym robią kaszę,[832]
Kiedy weń woda z pompy jako z rzeczki
       245 Bucha, a w wodę sypie majtków rzesza
Za jednym razem krup ze cztery beczki,
Potém dziesiątkiem wioseł w kotle miesza;
Kto zna francuską izbę deputatów,[833]
Większą i stokroć burzliwszą od kotła,

       250 Kiedy w nię projekt komissyja wmiotła,
I już nadchodzi godzina debatów:
Cała Europa, czując zdawna głody,
Myśli, że dla niéj tam warzą swobody;[834]
Już liberalizm z ust jako z pomp bucha;
       255 Ktoś tam o wierze wspomniał na początku,
Izba się burzy, szumi i nie słucha;
Ktoś wspomniał wolność, lecz nie zrobił wrzątku;
Ktoś wreszcie wspomniał o królów zamiarach,
O biednych ludach, o despotach, carach:
       260 Izba znudzona krzyczy: »do porządku!«
Aż tu minister skarbu jakby z drągiem
Wbiega z ogromnym budżetu wyciągiem,
Zaczyna mieszać mową o procentach,
O cłach, opłatach, stęplach, remanentach;
       265 Izba wre, buczy i kipi i pryska,
I szumowiny aż pod niebo ciska;
Ludy się cieszą, gabinety straszą,
Aż się dowiedzą wszyscy na ostatku,
Że była mowa tylko — o podatku. —
       270 Kto tedy widział owy kocioł z kaszą,
Lub ową izbę — ten łatwo zrozumie,
Jaki gwar powstał w tylu półków tłumie,
Gdy rozkaz carski wleciał w środek kupy.
Wtem trzystu bębnów ozwały się huki,
       275 I jak lód Newy, gdy pryśnie na sztuki,
Piechota w długie porznęła się słupy;
Kolumny jedne za drugiemi dążą,
Przed każdą bęben i komendant woła.
Car stał jak słońce, a półki dokoła
       280 Jako planety toczą się i krążą.
Wtém car wypuścił stado adjutantów,
Jak wróble z klatki, albo psy ze smyczy:
Każdy z nich leci, jak szalony krzyczy —
Wrzask jenerałów, majorów, sierżantów,

       285 Huk tarabanów, piski muzykantów —
Nagle piechota, jak lina kotwicy,
Z kłębów rozwita, wyciąga się sznurem;
Ściany idącej półkami konnicy
Łączą się, wiążą, jednym stają murem.
       290 Jakie zaś daléj były tam obroty:[835]
Jak jazda rącza i niezwyciężona
Leciała obses na karki piechoty, —
Jak kundlów psiarnia, trąbą poduszczona,
Na związanego niedźwiedzia uderza,
       295 Widząc, że w kluby ujęto pysk zwierza;
Jak się piechota kupi, sciska, kurczy,
Nadstawia bronie jako igły jeża,
Który poczuje, że pies nad nim burczy;[836]
Jak wreszcie jazda w ostatnim poskoku,
       300 Targniona smyczą, powściągnęła kroku,
I jak harmaty w przód i w tył ciągano,[837]
Jak po francusku, po rusku łajano,
Jak w areszt brano, po karkach trzepano,[838]
Jak tam marzniono i z koni spadano,
       305 I jak carowi w końcu winszowano —[839]
Czuję tę wielkość, bogactwo przedmiotu![840]
Gdybym mógł opiąć, wsławiłbym me imie;[841]
Lecz muza moja, jak bomba, w pół lotu[842]

Spada i gaśnie w prozaicznym rymie,
       310 I śród głównego manewrów obrotu,
Jak Homer w walce bogów, ja — ah, drzémię![843]
Już przerobiono wojskiem wszystkie ruchy,
O których tylko car czytał lub słyszał;
Śród zgrai widzów już się gwar uciszał:
       315 Już i sukmany, delije, kożuchy,
Co się czerniły gęsto wkoło placu,[844]
Rozpełzały się każda w swoją stronę,[845]
I wszystko było zmarzłe i znudzone;
Już zastawiano śniadanie w pałacu.
       320 Ambassadory zagranicznych rządów,
Którzy, pomimo i mrozu i nudy,
Dla łaski carskiej nie chybią przeglądów,
I codzień krzyczą: o dziwy! o cudy!
Już powtórzyli raz tysiączny drugi
       325 Z nowym zapałem dawne komplementy,
Że car jest taktyk w planach niepojęty,[846]
Że wielkich wodzów ma na swe usługi,[847]
Że kto nie widział, nigdy nie uwierzy,[848]
Jaki tu zapał i męstwo żołnierzy.
       330 Nakoniec była rozmowa skończona[849]

Zwyczajnym śmiechem z głupstw Napoleona;
I na zegarek już każdy spozierał,
Bojąc się dalszych galopów i kłusów,[850]
Bo mróz dociskał dwudziestu gradusów.[851]
       335 Dusiła nuda i głód już doskwiérał.
Lecz car stał jeszcze i dawał rozkazy;
Swe półki siwe, kare i bułane[852]
Puszcza, wstrzymuje po dwadzieścia razy.
Znowu piechotę przedłuża jak ścianę,[853]
       340 Znowu ją ściska w czworobok zawarły,[854]
I znowu nakształt wachlarza roztacza;[855]
Jak stary szuler, choć już nie ma gracza,[856]
Miesza i zbiera i znów miesza karty;
Choć towarzystwo samego zostawi,[857]
       345 On się sam z sobą kartami zabawi.
Aż sam się znudził, konia nagle zwrócił
I w jenerałów ukrył się natłoku.
Wojsko tak stało, jak je car porzucił,
I długo z miejsca nie ruszyło kroku:
       350 Aż trąby, bębny dały znak nareszcie[858]
Jazda, piechota, długich kolumn dwieście
Płyną i toną w głębi ulic miejskich. —

Jakże zmienione, niepodobne wcale
Do owych bystrych potoków alpejskich,[859]
       355 Co rycząc mętne walą się po skale,
Aż w jezior jasném spotkają się łonie,[860]
I tam odpoczną i oczyszczą wody,
A potem zlekka nowemi wychody
Błyskają, tocząc szmaragdowe tonie. —
       360 Tu, półki weszły czerstwe, czyste, białe;[861]
Wyszły zziajane i oblane potem,
Roztopione, mi śniegi poczerniałe,[862]
Brudne z pod lodu wydeptaném błotem.[863]

Wszyscy odeszli: widze i aktory.
       365 Na placu pustym, samotnym, zostało
Dwadzieścia trupów: ten ubrany biało,
Żołnierz od jazdy; tamtego ubiory
Nie zgadniesz jakie, tak do śniegu wbity
I stratowany końskiemi kopyty;
       370 Ci zmarzli, stojąc przed frontem jak słupy,[864]
Wskazując półkom drogę i cel biegu;
Ten się zmyliwszy w piechoty szeregu,
Dostał w łeb kolbą i padł między trupy.
Biorą ich z ziemi policyjskie sługi
       375 I niosą chować martwych, rannych społem:
Jeden miał żebra złamane, a drugi

Był wpół harmatném przejechany kołem;
Wnętrzności ze krwią wypadły mu z brzucha,
Trzykroć okropnie z pod harmaty krzyknął,[865]
       380 Lecz major woła: milcz! bo car nas słucha;
Żołnierz tak słuchać majora przywyknął,
Że zęby zaciął. Nakryto co żywo
Rannego płaszczem. Bo gdy car przypadkiem
Z rana jest takiéj nagłéj śmierci świadkiem
       385 I widzi na czczo skrwawione mięsiwo,
Dworzanie czują w nim zmianę humoru:
Zły, opryskliwy powraca do dworu,
Tam go czekają z śniadaniem nakrytem,
A jeść nie może mięsa z apetytem.
       390 Ostatni ranny wszystkich bardzo zdziwił:
Grożono, bito; próżna groźba, kara,
Jenerałowi nawet się sprzeciwił
I jęczał głośno — klął samego cara!
Ludzie, niezwykłym przerażeni krzykiem,
       395 Zbiegli się nad tym parad męczennikiem. —
Mówią, że jechał z dowódzcy rozkazem,[866]
Wtém koń mu stanął jak gdyby zaklęty,
A z tyłu wleciał cały szwadron razem;
Złamano konia i żołnierz zepchnięty
       400 Leżał pod jazdą, płynącą korytem.
Ale od ludzi litościwsze konie:
Skakał przez niego szwadron po szwadronie.
Jeden koń tylko trafił weń kopytem[867]
I złamał ramie. Kość, nawpół rozpadła,
       405 Przedarła mundur i ostrzem stérczała
Z zielonéj sukni, strasznie, trupio biała;
I twarz żołnierza równie jak kość zbladła.
Lecz sił nie stracił: wznosił drugą rękę
To ku niebiosom, to widzów gromady

       410 Zdawał się wzywać i mimo swą mękę
Dawał im głośno, długo jakieś rady.
Jakie? nikt nie wié, nie mówią przed nikim.
Bojąc się szpiegów, słuchacze uciekli[868]
I tyle tylko pytającym rzekli,
       415 Że ranny mówił złym ruskim językiem;[869]
Kiedy niekiedy słychać było w gwarze:[870]
Car, cara, caru — coś mówił o carze.
Chodziły wieści, że żołnierz zdeptany
Był młodym chłopcem, rekrutem, Litwinem,[871]
       420 Wielkiego rodu, księcia, grafa synem;
Że ze szkół gwałtem w rekruty oddany,
I że dowódzca, nie lubiąc Polaka,
Dał mu umyślnie dzikiego rumaka,
Mówiąc: »niech skręci szyję lach, sobaka«.
       425 Kto był, nie wiedzą, i po tem zdarzeniu
Nikt nie posłyszał o jego imieniu.
Ach! kiedyś tego imienia, o carze!
Będą szukali po twojém sumnieniu;
Djabeł je pośród tysiąców ukaże,[872]
       430 Któreś ty w minach podziemnych osadził,[873]
Wrzucił pod konie, myśląc, żeś je zgładził.[874][875]

Nazajutrz, zdala za placem słyszano
Psa głuche wycie. — Czerni się coś w śniegu;

Przybiegli ludzie, trupa wygrzebano;[876]
       435 On po paradzie został na noclegu.
Trup napół chłopski, napoły wojskowy,
Z głową strzyżoną, ale z brodą długą,[877]
Miał czapkę z futrem i płaszcz mundurowy,
I był zapewne oficerskim sługą.
       440 Siedział na wielkiem futrze swego pana.
Tu zostawiony, tu rozkazu czekał[878]
I zmarzł i śniegu już miał za kolana.
Tu go pies wierny znalazł i oszczekał;
Zmarznął — a w futro nie okrył się ciepłe![879]
       445 Jedna źrenica śniegiem zasypana;
Lecz drugie oko otwarte, choć skrzepłe,
Na plac obrócił, czekał stamtąd pana!
Pan kazał siedzieć i sługa usiądzie;[880]
Kazał nie ruszać z miejsca, on nie ruszy
       450 I nie powstanie, aż na strasznym sądzie;
I dotąd wierny panu, choć bez duszy:
Bo dotąd ręką trzyma pańską szubę,
Pilnując, żeby jéj nie ukradziono.
Drugą chciał rękę ogrzać, ukryć w łono,
       455 Lecz już nie weszły pod płaszcz palce grube.
I pan go dotąd nie szukał, nie pytał!

Czy mało dbały, czy nadto ostróżny —[881]
Zgadują, że to officer podróżny,
Że do stolicy niedawno zawitał,
       460 Nie z powinności chodził na parady,
Lecz, by pokazać świeże epolety;[882]
Może z przeglądów poszedł na obiady,
Może na niego mrugnęły kobiety,
Może gdzie wstąpił do kollegi gracza
       465 I nad kartami — zapomniał brodacza;
Może się wyrzekł i futra i sługi,[883]
By nie rozgłosić, że miał szubę z sobą:[884]
Że nie mógł zimna wytrzymać, jak drugi,
Gdy je car carską wytrzymał osobą;[885]
       470 Boby mówiono: jeździ nieformalnie[886]
Na przegląd z szubą! — myśli liberalnie!
O biédny chłopie! Heroizm, śmierć taka,
Jest psu zasługą, człowiekowi grzechem![887]
Jak cię nagrodzą? Pan powie z uśmiechem,
       475 Żeś był do zgonu wierny — jak sobaka.
O biedny chłopie! Za cóż mi łza płynie[888]
I serce bije, myśląc o twym czynie?

Ach! żal mi ciebie, biedny Słowianinie!
Biédny narodzie! żal mi twojéj doli:
       480 Jeden znasz tylko heroizm — niewoli.


dzień przed powodzią petersburską 1824.[889]
OLESZKIEWICZ

Gdy się najtęższym mrozem niebo żarzy,
Nagle zsiniało, plamami czernieje,
Podobne zmarzłej nieboszczyka twarzy,
Która się w izbie przed piecem rozgrzeje,
       5 Ale nabrawszy ciepła, a nic życia,
Zamiast oddechu zionie parą gnicia.[890]
Wiatr zawiał ciepły. — Owe słupy dymów,
Ów gmach powietrzny jak miasto olbrzymów,
Niknąc pod niebem jak czarów widziadło,[891]
       10 Runęło w gruzy i na ziemię spadło:
I dym rzekami po ulicach płynął,
Zmieszany z parą ciepłą i wilgotną.[892]
Śnieg zaczął topnieć, i nim wieczór minął,
Oblewał bruki rzeką Stygu błotną.[893]
       15 Sanki uciekły, kocze i landary
Zerwano z płozów; grzmią po bruku koła;[894]
Lecz pośród mroku i dymu i pary
Oko pojazdów rozróżnić nie zdoła;

Widać je tylko po latarek błyskach,
       20 Jako płomyki błędne na bagniskach.

Szli owi młodzi podróżni nad brzegiem
Ogromnéj Newy. Lubią iść o zmroku,
Bo czynowników unikną widoku
I w pustém miejscu nie zejdą się z szpiegiem.
       25 Szli obcym z sobą gadając językiem;
Czasem pieśń jakąś obcą zcicha nócą,
Czasami staną i oczy obrócą,[895]
Czy kto nie słucha? Nie zeszli się z nikim.
Nócąc, błądzili nad Newy korytem,[896]
       30 Które się ciągnie jak alpejska ściana,
Aż się wstrzymali, gdzie między granitem
Ku rzece droga spada wyrąbana.
Stamtąd, na dole, ujrzeli zdaleka
Nad brzegiem wody z latarką człowieka.
       35 Nie szpieg: bo tylko śledził czegoś w wodzie;
Ani przewoźnik: któż pływa po lodzie?
Nic jest rybakiem, bo nic nie miał w ręku
Oprócz latarki i papierów pęku.
Podeszli bliżej; on nie zwrócił oka,
       40 Wyciąga powróz, który w wodę zwisał,[897]
Wyciągnął, węzły zliczył i zapisał;
Zdawał się mierzyć, jak woda głęboka.
Odblask latarki, odbity od lodu,
Oblewa jego księgi tajemnicze[898]
       45 I pochylone nad świecą oblicze

Żółte, jak obłok nad słońcem zachodu;[899]
Oblicze piękne, szlachetne, surowe.
Okiem tak pilnie w swojej księdze czytał,
Że słysząc obcych kroki i rozmowę
       50 Tuż ponad sobą, kto są, nie zapytał;
I tylko z ręki lekkiego skinienia
Widać, że prosi, wymaga milczenia.
Coś tak dziwnego było w ręki ruchu,
Że choć podróżni tuż nad nim stanęli,
       55 Patrząc i szepcąc i śmiejąc się w duchu,

Umilkli wszyscy, przerwać mu nie śmieli.[900]
Jeden w twarz spojrzał i poznał i krzyknął:[901]
»To on!« I któż on? — Polak, jest malarzem,
Lecz go właściwiej nazywać guślarzem;
       60 Bo dawno od farb i pędzla odwyknął,
Bibliją tylko i kabałę bada,
I mówią nawet, że z duchami gada.

Malarz tymczasem wstał, pisma swe złożył
I rzekł, jak gdyby rozmawiając z sobą:
       65 Kto jutra dożył, wielkich cudów dożył,
Będzie to drugą, nie ostatnią próbą;

Pan wstrząśnie — szczeble assurskiego tronu,[902]
Pan wstrząśnie grunty miasta Babilonu;
Lecz trzecią widziéć, Panie! nie daj czasu!
       70 Rzekł i podróżnych zostawił u wody,
A sam z latarką zwolna szedł przez schody,
I zniknął wkrótce za parkan terasu.
Nikt nie zrozumiał, co ta mowa znaczy.
Jedni zdumieni, drudzy rozśmieszeni,
       75 Wszyscy krzyknęli: nasz guślarz dziwaczy![903]
I chwilę jeszcze stojąc pośród cieni,
Widząc noc późną, chłodną i burzliwą,
Każdy do domu powracał co żywo.[904]

 Jeden nie wrócił, lecz na schody skoczył
       80 I biegł terasem. Nie widział człowieka,[905]
Tylko latarkę jego zdala zoczył,[906]
Jak błędna gwiazda świeciła zdaleka.
Chociaż w malarza nie zajrzał oblicze,[907]
Choć nie dosłyszał, co o nim mówili,
       85 Ale dźwięk głosu, słowa tajemnicze[908]
Tak nim wstrząsnęły! Przypomniał po chwili,
Że głos ten słyszał i biegł, co miał mocy,
Nieznaną drogą, śród słoty, śród nocy.
Latarka prędko niesiona mignęła,
       90 Coraz mniejszała, zakryta mgły mrokiem
Zdała się gasnąć; wtem nagle stanęła
W pośrodku pustek na placu szerokim.
Podróżny kroki podwoił, dobiega.
Na placu leżał wielki stos kamieni,
       95 Na jednym głazie malarza spostrzega:

Stał nieruchomy pośród nocnych cieni;
Głowa odkryta, odsłonione barki,[909]
A prawa ręka wzniesiona do góry,
I widać było z kierunku latarki,[910]
       100 Że patrzył w dworca cesarskiego mury.
I w murach jedno okno w samym rogu
Błyszczało światłem: to światło on badał,
Szeptał ku niebu, jak modląc się Bogu,
Potém głos podniósł i sam z sobą gadał:
       105 »Ty nie śpisz, carze! Noc już wkoło głucha,
Śpią już dworzanie, a ty nie śpisz, carze?
Jeszcze, Bóg łaskaw posłał na cię ducha,[911]
On cię w przeczuciach ostrzega o karze.
Lecz car chce zasnąć, gwałtem oczy zmruża,
       110 Zaśnie głęboko. Dawniéj, ileż razy[912]
Był ostrzegany od anioła stróża,
Mocniéj, dobitniéj, sennemi obrazy.
On tak zły nie był, dawniéj był człowiekiem,
Powoli wreszcie zszedł aż na tyrana;[913][914]
       115 Anioły pańskie uszły, a on z wiekiem
Coraz to głębiéj wpadał w moc szatana.
Ostatnią radę, to przeczucie ciche
Wybije z głowy jak marzenie liche;
Nazajutrz w dumę wzbiją go pochlebce[915]
       120 Wyżéj i wyżéj, aż go szatan zdepce...
Ci w niskich domkach nikczemni poddani
Naprzód za niego będą ukarani.
Bo piorun, w martwe gdy bije żywioły,

Zaczyna z wierzchu, od góry i wieży:
       125 Lecz między ludźmi, naprzód bije w doły
I najmniéj winnych najpierwéj uderzy...
Usnęli w pjaństwie, w swarach łub w rozkoszy;[916]
Zbudzą się jutro — biedne czaszki trupie!
Spijcie spokojnie, jak zwierzęta głupie,
       130 Nim was gniew pański jak myśliwiec spłoszy,
Tępiący wszystko, co w kniei spotyka,
Aż dójdzie w końcu do legowisk dzika.
Słyszę!... tam!... wichry... już wytknęły głowy[917]
Z polarnych lodów, jak morskie straszydła;[918]
       135 Już sobie z chmury porobili skrzydła,[919]

Wsiedli na falę, zdjęli jej okowy.
Słyszę!... już morska otchłań rozchełznana
Wierzga i gryzie lodowe wędzidła.
Już mokrą szyję pod obłoki wzdyma,
       140 Już!... jeszcze jeden, jeden łańcuch trzyma —
Wkrótce rozkują... słyszę młotów kucie...«

Rzekł, i postrzegłszy, że ktoś słucha z boku,
Zadmuchnął świécę i przepadł w pomroku.
Błysnął i zniknął jak nieszczęść przeczucie,
       145 Które uderzy w serce, niespodziane,
I przejdzie straszne — lecz niezrozumiane.[920]

Koniec Ustępu



TEN USTĘP
PRZYJACIOŁOM
MOSKALOM
POŚWIĘCA
AUTOR
DO PRZYJACIÓŁ MOSKALI[921][922]

Wy, czy mnie wspominacie? Ja ilekroć marzę
O mych przyjaciół śmierciach, wygnaniach, więzieniach,[923]
I o was myślę; wasze cudzoziemskie twarze
Mają obywatelstwa prawo w mych marzeniach.

       5 Gdzież wy teraz? Szlachetna szyja Rylejewa,[924]
Którąm jak bratnią ściskał, carskiemi wyroki
Wisi do hańbiącego przywiązana drzewa;
Klątwa ludom, co swoje mordują proroki!


Ta ręka, którą do mnie Bestużew wyciągnął,[925]
       10 Wieszcz i żołnierz: ta ręka od pióra i broni
Oderwana i car ją do taczki zaprzągnął;[926]
Dziś w minach ryje, skuta obok polskiéj dłoni.[927]

Innych może dotknęła sroższa niebios kara;[928]
Może kto z was urzędem, orderem zhańbiony,[929]
       15 Duszę wolną na wieki przedał w łaskę cara[930]
I dziś na progach jego wybija pokłony.

Może płatnym językiem tryjumf jego sławi
I cieszy się ze swoich przyjaciół męczeństwa;
Może w ojczyznie mojéj moją krwią się krwawi
       20 I przed carem jak z zasług chlubi się z przeklęstwa.[931]

Jeśli do was, zdaleka, od wolnych narodów[932]
Aż na północ zalecą te pieśni żałosne
I odezwą się z góry nad krainą lodów:[933]
Niech wam zwiastują wolność, jak żórawie wiosnę!

       25 Poznacie mię po głosie! Pókim był w okuciach,
Pełzając milczkiem jak wąż łudziłem despotę:[934]
Lecz wam odkryłem tajnie, zamknięte w uczuciach,[935]
I dla was miałem zawsze gołębia prostotę.[936]


Teraz na świat wylewam ten kielich trucizny,[937]
       30 Żrąca jest i paląca mojej gorycz mowy:[938]
Gorycz, wyssana ze krwi i z łez méj ojczyzny,
Niech zrze i pali — nie was, lecz wasze okowy.[939]

Kto z was podniesie skargę, dla mnie jego skarga
Będzie jak psa szczekanie, który tak się wdroży
       35 Do cierpliwie i długo noszonéj obroży,
Że w końcu gotów kąsać — rękę, co ją targa.[940]

KONIEC.



OBJAŚNIENIA[941]

Wyrazy czyn, czynownik, często są tu użyte w znaczeniu rossyjskiém, dla litwinów tylko zrozumiałe. W Rossji, ażeby niebyć chłopem albo kupcem, słowem, aby miéć przywiléj, uwalniający od kary knuta, trzeba wejść w służbę rządową i pozyskać tak zwaną klassę albo czyn. Służba dzieli się na czternaście klass; potrzeba kilka lat służby dla przejścia z jednéj klassy w drugą. Są przepisane czynownikom różne egzamina, podobne do formalności zachowujących się w hierarchji mandaryńskiéj w Chinach, skąd, zdaje się że ten wyraz mogołowie do Rossji przenieśli, a Piotr pierwszy znaczenie tego wyrazu odgadnął i całą instytucją w duchu prawdziwie chińskim rozwinął. Czynownik często nie jest urzędnikiem, czeka tylko urzędu i starać, się on ma prawo. Każda klassa albo czyn odpowiada pewnéj randze wojskowéj: i tak, doktor filozofji albo medycyny liczy się w klassie ósméj i ma stopień majora, czyli assesora kolleskiego; stopień kapitański ma frejlina, czyli panna dworu cesarskiego; biskup lub archiréj jest jenerałem. Między czynownikami wyższymi i niższymi, stosunki uległości i posłuszeństwa przestrzegają się z równą prawie ścisłością jak w wojsku.
Str. 57 w. 42 Myśląc, że już zajeżdża feldjegier ze dzwonkiem.
Feldjegry, czyli strzelcy polni cesarscy, są rodzajem żandarmów; polują szczególnie na osoby rządowi podejrzane, jeżdżą pospolicie w kibitkach, to jest wózkach drewnianych bez resorów i żelaza, wąskich, płaskich, i z przodu wyższych niż z tyłu. Byron wspomina o tych wozach w swoim Don Juanie. Feldjeger przybywa pospolicie w nocy, porywa podejrzaną osobę nie mówiąc nigdy, gdzie ją powiezie. Kibitka opatrzona jest dzwonkiem pocztowym. Kto nie był w Litwie, z trudnością wystawi sobie przestrach, jaki panuje w każdym domie, u którego wrót odezwie się dzwonek pocztowy.
Str. 62, w. 132. Pytał raz Litwin, nie wiém djabła czy Pińczuka.
Nazywa lud w Litwie Pińczukami obywateli błotnistych okolic Pińska.
Str. 62, w. 142. Tylko łyknie powietrza i wnet się podchmieli.
Więźniowie, którzy długo byli w zamknięciu, wychodząc na świéże powietrze doświadczają pewnego rodzaju upojenia.
Str. 64, w. 178. W Litwie zły to znak płakać we dniu inkrutowin.
Nazywają inkrutowinami uroczystość, którą gospodarz obchodzi, wnosząc się do nowego mieszkania.
Str. 146, w. 34. Stoi spisany jasno, jak ukaz senacki.
Przysłowiem stała się w Rossji ciemność ukazów senackich. Szczególnie ukazy sądowe, czyli wyroki, umyślnie tak bywają układane, aby je różnie tłumaczyć i stąd nową sprawę toczyć można było. Jest to interesem kancelaryj senackich, ciągnących niezmierne zyski z procesów.
Str. 179, przed w. 396: Kolleski regestrator do sowietnika.
Kolleski regestrator jest to jeden z najniższych czynów. Sowietników, czyli radzców, różne są rodzaje i gatunki, jako to: radzcy honorowi, kollescy, tajni, rzeczywiści. Pewny dowcipny Rossjanin mawiał, iż Rzeczywisty Tajny Radzca, jest trojakiém kłamstwem; bo nie radzi, niewié o żadnej tajemnicy i często jest najniedorzeczniejszém stworzeniem. Mówiono raz o jakimś czynowniku i nazywano go dobrym człowiekiem; »nazwij raczej dobrym chłopem, — odezwał się ów żartowniś — jak czynownik może być człowiekiem, póki jest tylko regestratorem? W Rossji, ażeby być człowiekiem, trzeba być przynajmniej radzcą stanu«.
Str. 183, w. 447. Nam każą iść na bal.
Zaproszenie urzędowe na bal jest w Rossji rozkazem: szczególniéj, jeśli bal się daje z okoliczności urodzin, imienin, zaślubin i t. d. cesarza lub osób familji panującej, albo też jakiego wielkiego urzędnika. W takich razach osoba podejrzana lub źle widziana od rządu, nie idąc na bal, naraża się na niemałe niebezpieczeństwo. Były przykłady w Rossji, że rodzina osób uwięzionych i skazanych na szubienicę, znajdowała się na balach u dworu. W Litwie, Dybicz ciągnąc przeciwko Polakom, a Chrapowicki więżąc i tępiąc powstańców, zapraszali publiczność polską na bale i uroczystości zwycięskie. Takowe bale opisują się potém w gazetach, jako dobrowolne wynurzenia się nieograniczonej miłości poddanych ku najlepszemu, i najłaskawszemu z monarchów.
Str. 219, w. 152. Może samego wiozą Jermołowa.
W Rossji między ludem jest przekonanie, iż car może każdego innego króla wziąć w kibitkę. I w istocie, niewiémy, coby odpowiedziano w niektórych państwach feldjegrowi, któryby przyjechał w podobnym celu. To pewna, iż Nowosilcow często powtarzał: »nie będzie pokoju, póki w Europie nie zaprowadzimy takiego porządku, iżby nasz feldjeger mógł też same rozkazy w Wilnie, w Paryżu i w Stambule z tąż samą łatwością wykonywać«. Odebranie rządów Gruzji jenerałowi Jermołow, którego imie u Rossjan było bardzo popularne, uważano za rzecz ważniejszą niż zwycięstwo nad jakim królikiem europejskim. Temu mniemaniu Rossjan dziwić się nie należy. Przypomnijmy, iż Jego Królewiczowska Mość książę Wirtemberski, oblegając z wojskami sprzymierzonemi Gdańsk, pisał do jenerała Rapp: iż jenerał rossyjski równy jest co do stopnia królowi, i mógłby nosić ten tytuł, jeżeliby taka była wola cesarska. Ob. Pamiętniki jenerała Rapp.
Str. 221, w. 20. Musiano niegdyś wylać rzekę złota.
Te słowa wyrzekł król Gotów, ujrzawszy po raz pierwszy Kolizeum w Rzymie.
Str. 222, w. 40—41.

Z zegarów miejskich zagrzmiała dwunasta,
A słońce już się na zachód chyliło.

W dniach zimowych w Petersburgu, około godziny trzeciej już mrok pada.
Str. 223, w. 51. I wiecznie stoi i wiecznie ucieka.
Dymy miast północnych, w czasie mroźnym, wznoszące się pod niebo w kształtach fantastycznych, tworzą widowisko podobne do fenomenu zwanego mirage, który zwodzi żeglarzy na morzach i podróżnych na piaskach Arabji. Mirage zdaje się być już miastem, już wsią, już jeziorem, albo oazą; przedmioty wszystkie widać bardzo wyraźnie, ale się zbliżyć do nich niepodobna; zawsze w równej od podróżnego znajdują się odległości i nakoniec nikną.
Str. 223, w. 16. Wydarte świeżo morzu i Czuchońcom.
Finnowie, po rossyjsku zwani Czuchońcami albo Czuchnami, mieszkali na brzegach błotnistych Newy, gdzie potém założono Petersburg.
Str. 224, w. 32. Z dalekich lądów i z morskich odmętów.
U wielu historyków znaleźć można opisanie założenia i budowania Petersburga. Wiadomo, iż mieszkańców do tej stolicy gwałtem spędzano, i że ich więcej niż sto tysięcy w czasie budowania wymarło. Granit i marmur zwożono morzem ze stron dalekich.
Str. 226, w. 78. Wszyscy się zeszli w jedno zgromadzenie.
Wyznania, które się odłączyły od kościoła katolickiego, są protegowane szczególniej w Rossji; naprzód stąd, iż zwolennicy tych wyznań z łatwością przechodzą na wiarę grecką za przykładem niemieckich księżniczek i książąt; potem, że pastorowie są najlepszą podporą despotyzmu, wmawiając ludowi ślepe posłuszeństwo dla władzy świeckiej, nawet w rzeczach sumnienia, w których katolicy odwołują się do decyzji Kościoła. Wiadomo, iż wyznania augsburskie i genewskie na rozkaz króla pruskiego połączyły się w jeden kościół.
Str. 228, w. 100. Myślisz, że chodzą po mieście kominy.
Para z ust wychodząca w czasie tęgich mrozów, daje się widzieć w kształcie słupa, długiego częstokroć na kilka łokci.
Str. 234, w. 17. Druga carowa pamiętnik stawiała.
Na pomniku Piotra jest napis: Petro primo Catharina secunda.
Str. 234, w. 27. I w mieście pada na wznak przed carową.
Ten wiersz jest tłumaczony z rosayjskiego poety, którego nazwiska nie pomnę[942].
Str. 235. w. 56. Zgadniesz, że dojdzie do nieśmiertelności.
Pomnik konny kolosalny Piotra, roboty Falconeta[943], i posąg Marka Aureljusza, stojący teraz w Rzymie w Kapitolium, są tu wiernie opisane.
Str. 240, w. 83. Zakupisz u nich dobrych trzech żołnierzy.
Konie jazdy rossyjskiéj piękne są i drogo kosztują. Koń żołnierski gwardyjski płaci się często kilka tysięcy franków. Człowieka rosłego miary przepisanéj, można kupić za tysiąc franków. Kobietę w czasie głodu na Białorusi przedawano w Petersburgu za dwieście franków. Ze wstydem wyznać należy, iż panowie niektórzy polscy z Białorusi tego towaru dostarczali.
Str. 241, w. 126. Jak tarantula, gdy jej kto w nos dmuchnie.
Tarantule: rodzaj wielkich, jadowitych pająków, gnieżdżących się na stepach południowej Rossji i Polski.
Str. 242, w. 142. Jak arlekiny pełno na nich wstążek.
Orderów rossyjskieh, licząc w to różne ich klassy, tudzież cyfry cesarskie i tak nazwane sprzążki z liczbą lat służby, jest około sześćdziesięciu. Zdarza się, że na jednym mundurze świeci dwadzieścia znaków honorowych.
Str. 242, w. 161. Ani się zarzną, ani zachorują.
Przed niewielu laty jeden z dworskich urzędników zarznął się dlatego, iż na jakimś obchodzie dworskim naznaczono mu niższe miejsce, niż podług hierarchji należało. Był to Watel[944] czynownictwa.
Str. 243, w. 183. Kiedy go tańczyć uczą guwernery.
Portret carewicza, następcy tronu, można widzieć w galerji obrazów petersburskiej, Ermitażu. Malarz, Anglik Dow[945], wystawił go w postaci dziecka w mundurze husarskim z biczem w ręku.
Str. 255.
Oleszkiewicz, malarz znany w Petersburgu ze swoich cnot, głębokiéj nauki i mistycznych przepowiedni. Obacz nekrolog jego w gazetach petersburskich z r. 1830.


Przypisy

  1. W dwa lata potem pisał z Poznania do Domeyki (2 stycznia 1832 r.); »Twój list dawny, smutny, odebrałem w Rzymie. Było tam kilka słów Marji. Widok jej ręki tak mnie upoił, że płakałem jak dziecko. Pierwszy to był płacz od pożegnania się z Czeczotem i Zanem. Nie będziemy już nigdy widzieć się ze sobą. Ale powiedz jej, że ona zawsze ma w sercu mojem miejsce, z którego nikt jej nigdy nie usunął i gdzie jej nikt nie zastąpi. (Kor., II 151).
  2. Mickiewicz opowiadał tłumaczowi swemu, Burgaud des Marets, że czas w twórczości nie ma znaczenia. »Wszystko zależy od intensywności natchnienia; monolog Konrada napisałem w ciągu jednej tytko nocy«.
  3. Co się tyczy pierwotnego układu scen w III-ej części Dziadów ob. niżej przypisek na końcu Prologu (str. 52) i rozprawę o kopji Domeyki z autografu poprawnego: Stanisław Estreicher Nieznany manuskrypt trzeciej części Dziadów (Kraków 1894). — Pamiętnik Tow. im. A. Mickiewicza we Lwowie, 1898, VI 241—257.
  4. Essai sur le drame fantastique (Goethe, Byron, Mickiewicz). Revue des deux mondes, Décembre, 1839.
  5. Ob. potężny wiersz (XL) w cyklu poezyj Wiktora Hugo, zatytułowanym Les feuilles d’automne. Zbiór ten wyszedł w Paryżu w listopadzie 1831 r., a »Revue des deux mondes« zamieszcza o nim artykuł Sainte-Beuve’a już w grudniu 1831 r. — Z wszelkiem prawdopodobieństwem przyjąć możemy, że Mickiewicz miał Les feuilles d’automne w ręku w pierwszych miesiącach 1832 r., a więc przed napisaniem III-ej części Dziadów.
  6. w. 1—10. Ustęp ten brzmiał pierwotnie w R1, jak następuje:
    »Od czasu prześladowania chrześcijan świat nie widział tak ciągłego, niezmordowanego i nieubłaganego okrocieństwa Tyranów i tak nieograniczonego (poświęcenia się tak up w męczennika) poświęcenia się, tak uporczywej męczenników wytrwałości, jakich przykład wystawiają dziele kilkudziesięcioletnie cierpiącej Polski. Zdaje się, że z jednej strony królowie coraz mają przeczucie Herodowe o zjawieniu się nowego światła w naszym narodzie i o swojej bliskiej zgubie (z drugiej) a (lud męczenni) prześladowani coraz mocniej wierzą w swoie zmartwychwstanie (i bliskie) i odrodzenie się przyszłe«.
    Cały ten ustęp przekreślił poeta i napisał tekst zgodny z wydaniami.
  7. Po w. 14 w R1 »Jeszcze w r. 1808 i 9 Cesarz Alexander począł uciskać naród polski swoiemu berłu uległy. Wielka liczba młodzieży litewsko-rusko-wołyńskiej wychodziła wtenczas do Xięstwa Warszawskiego dla połączenia się z wojskiem narodowem. Imperator Rosyiski, lubo przysiągł, wstępując na tron, iż znosi na zawsze karę konfiskaty, złamał wkrótce swoię przysięgę i wychodźcom polskim konfiskatą pogroził. Wszakże powracający emigranci wytrzymawszy krótkie więzienie i opłaciwszy się urzędom, spokojnie na czas w domach zostali«.
  8. w. 24: Senator Novossiltzoff. Nie można dobrze wytłumaczyć, dlaczego Mickiewicz pisał nazwisko rosyjskie pisownią francuską we wszystkich wydaniach od r. 1832—1844. — Znakomity portret satrapy Nowosilcowa daje M. Mochnacki w Historji Powstania r. 1831. Życiorys Nowosilcowa podała Encyklopedja Orgelbranda większa. Według zebranych tam szczegółów, Nowosilcow urodzony 1762 r. był czas jakiś kuratorem uniwersytetu petersburskiego, prezydentem Akademji nauk (!!), posłem w Londynie. W r. 1813 mianowany wiceprezydentem rady Księstwa Warszawskiego. Dzięki poparciu Adama Czartoryskiego, któremu odpłacił potem najczarniejszą niewdzięcznością, Nowosilcow został 1815 r. pełnomocnym delegatem cesarskim przy rządzie Królestwa Polskiego. Po sprawie filareckiej intrygami nikczemnemi dokazał tego, że po Czartoryskim został kuratorem Wileńskiego Okręgu naukowego. Był potem prezydującym w Radzie Państwa i w Komitecie Ministrów, mianowany hrabią cesarstwa rosyjskiego. Umarł »z gorączki nerwowej« (t. j. z pijaństwa) w roku 1838. Był zezowaty; na twarzy znać było skutki pijaństwa i rozpusty. Szczegóły działalności Nowosilcowa na Litwie opisuje Józef Bieliński Uniwersytet Wileński t. III., są także interesujące szczegóły w listach Niemcewicza do Czartoryskiego (dodatek do Żywota J. U. Niemcewicza przez X. Adama Czartoryskiego).
  9. w. 71—72. udało się... z Rossji. W R1: »z Rossyi (autorowi ni)«.
  10. w. 76 tajemniczegoR1 dodaje w tem miejscu pod * notę następującą, której brak w innych tekstach: (Obacz dzieło Leonarda Chodźki: Tableau de la Pologne ancienne et moderne), małe pisemko, drukowane w czasie rewolucji w Warszawie, pod tytułem: Nowosilcow w Wilnie, tudzież biografie Tomasza Zana w dykcyonarzach biograficznych i w dziele Józefa Straszewicza: Les Polonais et les Polonaises.
  11. w. 76—77. Charakter mistyczny łagodny, ale niezachwiany Tomasza Zana, naczelnika młodzieży...
    Tomasz Zan, ur. 1791 r., umarł 1855 r. Żywot i sprawy tego człowieka, będącego po dziś dzień synonimem patriotyzmu i heroicznej stałości charakteru, nie są dokładnie opisane. Materjały rozrzucone są w dziełach współczesnych: Mochnackiego (Powstanie nar. polsk.), Lelewela (Nowosilcow w Wilnie), Chodźki (Tableau de la Pologne), Straszewicza (Les Polonais et les Polonaises), Ottona Ślizienia (Wspomnienia, rękopis, z którego cząstkę wydał »Pam. Tow. Mick.« t. II 205—238), Domeyki (Filareci i Filomaci, str. 4—5). M. Gawalewicz ogłosił w »Kraju« studium o utworach T. Zana i przygotowywał wydanie jego poezyj. — Archiwum Filomatów zawiera filomatyczne poezje T. Zana tudzież jego korespondencję, bądź już wydaną przez prof. J. Czubka, bądź niewydaną, więzienną z r. 1824.
  12. w. 79. sięgająca] »scigająca« R1.
  13. w. 95—99. Ustęp od słowa wieków do Córki brzmi w R1: »wieków, a gardził zawsze i gardzić będzie litością ludów Europejskich, do których Polska może mówić słowami Chrystusa: »Córki«... i t. d., jak w tekście.
  14. Prolog. Ob. przypis na końcu Prologu na str. 52.
    W kopji Domeyki (D) tworzy dzisiejszy Prolog scenę IX.
    Czytamy tam: »Scena IX. Cel(a) Konrada. Konrad
    wsparty na oknie więzienia spi«. Mickiewicz poprawił
    »Konrada« na: »Więźnia« i »Konrad« na: »więzień«.
    Prolog. Pierwotnie prologu nie było. Porządek scen w autografie drugim (=R2) był następujący:
    — Na kurytarzu więziennym.
    — Improwizacja Konrada.
    — Kapral, X. Piotr i Więzień. — Widzenie X. Piotra.
    — Dom wiejski pode Lwowem. Ewa.
    — Sen Pana Senatora.
    — Cela Konrada. Konrad śpi. Anioł Stróż.
    — Salon Warszawski.
    — Le Sénateur Croquemitain.
    — Scena ostatnia. Smętarz.
  15. Cela więźnia. Ob. Objaśnienie Wydawcy na str. 80.
    Przypis ze str. 80: Cela Konrada wobec wyjaśnień, podanych przez samego Poetę, da się stanowczo oznaczyć. Mieści się ona w skrzydle gmachu po-bazyljańskiego na drugiem piętrze i dotyka muru, który odgranicza tył kościoła (przerobionego na cerkiew prawosławną) od kompleksu domów, dobudowanych znacznie później. Za czasów Mickiewicza (1824 r.) do muru tego był dostęp wprost z ulicy (dziś z domu Nr. 15) przez bramę, dziś zamurowaną, o której poeta wspomina przy końcu sceny I: (»patrząc w okno: Bramę odemknęli«.) — Otóż z drugiego piętra, z okna celi Konrada, przytykającej do muru, widać było doskonałe ową bramę. Sama cela, dziś zeszpecona przeróbkami, dałaby się odbudować na podstawie planu klasztoru Bazyljanów. Dochował się w niej dobrze kominek pierwotny, o którym mowa w scenie I. (»nakładają ogień w kominie«). Rada m. Wilna powzięła w końcu czerwca 1920 r. jednomyślną uchwałę, aby celę Konrada upamiętnioną więzieniem Mickiewicza, przywrócić do stanu przyzwoitego, jako pamiątkę narodową.
  16. Po w. 15 w D: Gdy dusza zamknęła oczy
    Jako drzwi w domu rozpusty,
    Gdzie się we dnie zgraja tłoczy:
    I gdy zamknionemi usty
    Już nie mogła się wymykać,
    Aby złe słowa spotykać
    Ostatni wiersz przerobił Mickiewicz na:
    by złych gości napotykać
  17. Po w. 56 Więzień w D: »Konrad«. — Mickiewicz przekreślił i napisał »Więzień«. Tak samo po w. 93.
  18. Wierszy 97—102 brak pierwotnie w D. Poeta dopisał je na marginesie.
  19. w. 116. Wkrótce] Jutro D. Mickiewicz poprawił na »wkrótce«, podobnie w w. 121 w D jutro poprawione na znowu.
  20. Po w. 142 następowały pierwotnie w D ww. 151—162. Mickiewicz wpisał pospiesznie, odmiennym atramentem, na marginesie z lewej strony to, co czytamy w tekście od w. 143—150. — Inskrypcja łacińska znajdowała się pierwotnie w scenie pierwszej. Ob. tamże notę do w. 28, na str. 56.
  21. Przypis własny Wikiźródeł D.O.M. (łac. Domus Omnium Mortuorum) — Dom wszystkich zmarłych (Dom wszystkich śmiertelników) — napis umieszczany na nagrobkach
  22. Przypis własny Wikiźródeł obitt (łac.) — zmarł
  23. Przypis własny Wikiźródeł calendis novembris (łac.) — pierwszego listopada
  24. Przypis własny Wikiźródeł hic natus est (łac.) — tu narodził się
  25. W w. 161—162 brak w kopji Domeyki, natomiast po w. 160 czytamy tam: »Konrad zasypia«. Zaraz w następnej linji bez odstępu większego wykaligrafował Domeyko: Scena X ostatnia. Wyraz ostatnia podkreślony przez Domeykę. Niema najmniejszej podstawy do przypuszczenia, jakoby scena ta została wpisana później i dodana do poprzedniej całości.
  26. Akt I. Scena I; w R2: »Dziadów część III we trzech aktach. Akt 1. Litwa. Scena 1. W Wilnie na ulicy Ostrobramskiej w klasztorze XX. Bazylianów na drugiem piętrze, przerobionem na więzienie stanu. Kurytarz, straż z karabinem stoi opodal. Kilku więźniów młodych w szlafrokach ze świecami wychodzą z cel swoich. — Północ«. Ob. uwagi Wydawcy o celi Konrada na str. 80.
  27. do w. I. Jakób Jagiełło, uczeń Oddziału literat., później nauczyciel w gimnazjum słuckiem. Ob. Domeyki Filomaci i filareci.
  28. Adolf Januszkiewicz, ur. 1803, był uczniem Uniw. Wil., bawił w Rzymie w r. 1829, gdzie żył blisko z Mickiewiczem.  Zesłany na Sybir w r. 1831. — Ob. Żywot jego wydany przez brata, Eustachego, w Paryżu 1861 r. Artykuł o nim w Księdze Pamiątkowej warszawskiej, t. II, 265—270.
  29. w. 3. runt: la ronde, die Runde, kontrola więzienna, nocna.
  30. w. 9. Żegota = Ignacy Domeyko, ur. w r. 1801, ukończył Uniw. Wileński ze stopniem magistra nauk matem.-fizycznych, gospodarował w Nowogrodzkiem, po r. 1831, wziąwszy czynny udział w wojnie narodowej, emigrował, spędził wiosnę r. 1832 z Mickiewiczem w Dreźnie, następnie towarzyszył mu do Paryża, gdzie, oddał się studjom geologicznym w École des mines, którą ukończył ze stopniem inżyniera. W r. 1838 udał się do Chile, gdzie zorganizował w Coquimbo szkołę i laboratorjum chemiczne. W r. 1847 objął w San Jago katedrę chemji i mineralogji w uniwersytecie. Zasługi jego naukowe ocenił Dr Karol Jurkiewicz w Wielkiej Encyklopedji Powsz. Illustr., t. XV, Warszawa, 1895 r. Umarł Ign. Domeyko w San Jago 23 stycznia 1889 r. Obszerną jego korespondencję z Mickiewiczem ogłosił Władysław Mickiewicz. Z rękopisu wydał prof. Tretiak (Akad. Umiej.) Pamiętnik Domeyki, bardzo cenny materiał do poznania i charakterystyki epoki wileńskiej. Ważną dla poznania nastroju młodzieży wileńskiej uniwersyteckiej jest broszura jego p. t.: Filomaci i Filareci (Poznań, 1872).
    X. Lwowicz, pijar, olbrzymiej postawy, »podługowatej twarzy, blady i pięknych oczu, bardzo poważny«, łagodny i uprzejmy, małomówny, o duszy płomiennej. »Najupartszych nawet ciągnął mimo ich woli ku wierze i pobożności« (Domeyko).
  31. w. 10. Frejend, Wołyniak, wesoły kompan, trochę poeta; brak nam o nim bliższych dat biograficznych.
  32. w. 20. W mieście] Z miasta R1.
  33. w. 22. Mam i kilka butelek] Mamy i buteleczki R1.
  34. Jakób] Jeden z więźniów R1.
  35. w. 23 w R1: Kapral i sam troszeczkę z naszych uczt skorzysta.
  36. w. 26. Kapral poczciwy] On pobożny R1.
  37. po w. 28 w R2 do tekstu tej sceny, przepisanego na czysto, dopisał potem Mickiewicz u góry kartki, z boku, gdyż nie było gdzieindziej miejsca, taką inscenizację:
    »Wchodzą do celi Konrada, nakładają ogień w kominie i zapalają świecę. W celi pustej napisano na jednej ścianie węglem wielkiemi literami:
    D.  O.  M.
    Gustavus obiit anno Domini MDCCCXXIII
    (Februarii Idus
    III
    Callendis Februariis)Callendis Novembris
    Z drugiej strony; (locus in quo) hic natus est
    Conradus
    anno Domini MDCCCXXIII
    Die 23 Februarii) Callendis Novembris«.
    Inskrypcja wpisana do sceny pierwszej uległa potem dalszej ewolucji. Poeta przeniósł potem, inskrypcję do sceny przedostatniej, którą wkońcu przeniósł na sam początek i zrobił z niej Prolog. — Dlatego potem w scenie pierwszej nie przypominał już inskrypcji, ale zaznaczył krótko: »Cela Konrada jak w prologu.
  38. w. 32. merynosy — owce rasy hiszpańskiej.
  39. w w. 33—34 w R2:
    Ja, co pierwej nie znałem, co owies, co słoma:
    Jak znałem się na wszystkiém, jakem umiał zrzędzić;
    jakób
    Słyszałem, że przyjąłeś z Niemiec ekonoma.
    żegota śmiejąc się
    Prawda. Właśnie go miałem obić i wypędzić:
    Popsuł mi całe żniwo. — Oj, to łotr wierutny!
    I nie dali mi czasu.. i dlategom smutny.
  40. w. 35. Od dawna] Już ci ja R1.
  41. w. 38. poczty dźwięk] dzwonka jęk R1.
  42. w. 41. feldjegier ze dzwonkiem] zbir z fatalnym R1. Ob. Objaśnienia Poety na końcu.
  43. w. 55. Że zysk d. ł.] Co złupił, to dawno... R1.
  44. w. 59. świéży kraj, Litwę] Litwę, świeży kraj R1.
  45. w. 69 On gwałtem chce nas] Oni nas muszą R1.
  46. w. 81 Nasz Jacek] Pietraszkiewicz R2.
  47. w. 93 Suzin. Stosunków bliższych Suzina z Mickiewiczem dowodzi wierszyk: »Jeszcze ma muza tego wspomina«. (Ob. Dzieła A. Mickiewicza, Lwów, 1896, I., 212 i 303—304). Urodził się r. 1800 w Kalinowszczyźnie w Kobryńskiem. Uczeń Uniw. Wileńsk. od r. 1819 na Wydziale fizyczno-matemat. W r. 1824 zesłany z T. Zanem i Czeczotem do Orenburga, umarł w Warszawie 1874 r.
  48. w. 111 grzyby kryptogamy: skrytopłciowe.
  49. w. 118 gdybyś] żebyś R1.
  50. Po w. 118 w R2 jest ustęp:
    Jeżeli wskrzesim Polskę, to nasz wielki Zupnik,
    Bo nikt tyle nie wypił i tak czystej zupy:
    Przez pół roku kapuśniak, przez pół roku krupnik,
    W których nie było widać listka, ani krupy.
    Wspomniałbyś Eneidy księgę jedynastą:
    Apparent rari nantes in gurgite vasto...
    Dość było taką zupą w pokoju zakadzić,
    Aby myszy wystraszyć i świerszcze wygładzić.
  51. Po w. 128 w R2 są wiersze:
    Teraz mnie na stół lepszy skazał sąd łaskawy,
    Bo nic mogę wziąć w usta chleba ani strawy,
    Wiedzą o tem i teraz nie dają krupniku.
    żegota wzruszony
    Bóg ciebie nam zachował, ty nasz męczenniku!
  52. w. 132 Obacz Objaśnienia Poety na końcu.
  53. w. 142 Ob. Objaśnienia Poety na końcu.
  54. w. 162: Caru, gwarowe (z rosyjskiego) zamiast: carze.
  55. w. 178 inkrutowin: Według objaśnienia Poety, tak się zwała na Litwie uroczystość, którą gospodarz obchodził, wprowadzając się do nowego mieszkania. — Wymawiają także: inkurtowiny z litewskiego inkurtuves, wprowadziny, instalacja.
  56. w. 214 Janczewski Cyprjan, współzałożyciel towarzystwa tajnego »Braci Czarnych« w Krożach, po uwięzieniu osadzony w Wilnie w klasztorze Bazyljanów, a następnie w kazamatach w Bobrujsku; przeniesiony w r. 1826 do wojska, pracował potem na roli; wybrany w r. 1846 marszałkiem szlachty w Rosieniach, umarł 1853 r.
  57. w. 218 ów cesarz = Napoleon z wyspy św. Heleny.
  58. w. 259 Wasilewski ] w R2: »Karśnicki«. Domeyko zapamiętał, że siedział w celi 2 między celą Frejenda a Mickiewicza. Poeta wyraźnie mówi: »siedział tu w naszem sąsiedztwie«.
  59. w. 289 Józef Kowalewski, ur. r. 1800 w Grodzieńskiem, w 1817 r. wstąpił do Uniwersytetu Wileńskiego i poświęcił się historji i filologji. Jeszcze na ławie uniwersyteckiej przetłumaczył z greckiego utwór Longina O górności (Wilno, 1823) i wydał sześć ksiąg Metamorfoz Owidjusza z własnemi komentarzami (Wilno 1823). Po wyroku na filaretów zesłany do Kazania, gdzie się poświęcił językom wschodnim. Dalsze jego bardzo ciekawe losy na dalekim Wschodzie opisały Encyklopedje nasze i Józef Bieliński (Uniwersytet Wileński, III 424—428). W r. 1862 powołany został do Warszawy do wykładu historji powszechnej w Szkole Głównej, został dziekanem Wydziału filologiczno-historycznego i na tem stanowisku umarł 1878 r. — Ob. liczne o nim wzmianki w Korespondencji Filomatów (Akad. Umiej.).
  60. w. 302 Ksawerym jest Kajetan Przeciszewski, który zastrzelił się 26 października 1823 r. — Poeta nie był pewnym imienia, gdyż w autografie na boku dodał: »Xawerym?«
  61. w. 307 Jankowski Jan, syn księdza unickiego, z Grodzieńskiego, był uczniem Wydziału filozof. Uniw. Wil., wprowadzony przez Suzina do grona błękitnego Filaretów 2 stycznia 1821 r., po wyroku zesłany do Wołogdy, gdzie został w policji »kwartalnym«. Ob. Mościckiego Wilno i Warsz. str. 179. On to wydał Filaretów. Ob. Arch. dziej. ośw. (Ak. Um.) t. IX 182—187.
  62. w. 327 Antoni Gorecki (1787—1861), poeta bajkopis, żołnierz polski z czasów Księstwa Warszawskiego, bliski Mickiewiczowi, zwłaszcza od r. 1831.
  63. w. 354 głowę trudnić, zam. trudzić.
  64. po w. 377 Kapral jest jedyną postacią zmyśloną w III cz. Dziadów, według zapewnienia Domeyki z r. 1887.
  65. w. 387 Sobolewski Maciej zginął w bitwie pod Almonacid 11 sierpnia 1809 r. Ob. Mościcki, Wilno i Warszawa str. 181.
  66. w. 399 laząc. Kapral mówi z mazurska, co w R2 było wyraźnie zaznaczone, ale zaginęło widocznie w kopji do druku, lub w korekcie. I tak n. p. w. 405 brzmi w R2pośliśwa spać, w. 407: nuz, 410: selma i t. p.
  67. w. 430 Palen dla Cara. Piotr Aleksiejewicz hr. Pahlen (1745—1826), minister i faworyt cara Pawła I., organizator spisku, który doprowadził do skrytobójstwa Pawła I w nocy z 23 na 24 marca 1801 r.
  68. w w. 444, 452—457 autoportret Mickiewicza, który przemieniał się na twarzy w czasie improwizacyj, wedle zgodnego świadectwa świadków naocznych.
  69. po w. 461 w R2: Frejend próbuje różnych nut, nareszcie na nutę Non più andrai.
  70. w. 467 W r. 1831 śpiewano w wojsku polskiem piosnkę: Z Bogiem czy bez Boga, byle na wroga! — Mościcki, str. 182.
  71. w. 483 ...To jest pieśń szatańska. Poeta przygotowuje czytelników na stan opętania Konrada przez szatana, co się następnie uwydatni jaskrawo w scenie III egzorcyzmu w w. 5, 54—55.
  72. po w. 483 w R2: Konrad recitativo z towarzyszeniem fletu.
  73. po w. 483 w R1 (w t. zw. »Książeczce« drezdeńskiej na str. 24 b) czytamy: Do Improwizacyi, przed wielką improwizacyą. — Ob. Pam. Tow. Mick. — V, 165—166 i Wiadomość o niezn. autografie... str. 20.
  74. w. 487 w R1: Już ja.
  75. w. 495 Mnie orła] Orła R1.
  76. w. 496 w R1: jak na ziemię padają, jak biegą.
  77. w. 498 w R1: orle me źrenice.
  78. w. 499 niema w R1.
  79. w. 503 w R1: A skrzydła jak czarne.
  80. w. 507 w R1: Jam orzeł!... Ale spojrzał... myśl moją plącze.
  81. w. 508 jam gromowłady. Zapowiedź wiersza 117 Improwizacji Konrada.
  82. ww. 509—510 niema w R2.
  83. w. 511 w R1: Patrz, patrz, co gada, jak blady.
  84. w. 518 sam, sam jeden w celi! — Jest to wyraźne nawiązanie do pierwszych słów następującej Improwizacji: Samotność!... Dowód dorobienia sceny pierwszej, celem uzasadnienia istniejącej już wtedy Improwizacji.
  85. Improwizacja. Pierwotny bruljon nie dochował się; mamy tylko kopję własnoręczną (R2), przepisaną wcześniej od innych scen. Gdy bowiem kartki całego autografu nie są wcale oznaczone ani liczbami, ani literami, to kartki, zawierające Improwizację, są u góry oznaczone liczbami 1, 2, co dowodzi pierwotnej odrębności tych kartek. Najlepszym zaś dowodem wcześniejszego powstania Improwizacji jest ten ważny szczegół, że na początku, u samej góry kartki, napisał poeta pierwotnie: Gustaw. Imię to potem silnie zamazane. Na boku wpisał: Konrad po długiem milczeniu.
  86. w. 5—6 Podobnie Lamartine w rozmyślaniu Dieu, które wywarło pewien wpływ na Mickiewicza w tych i innych wierszach. Ob. monografję Kallenbacha t. II, 44—45.
  87. w. 17 szklanne skrzydła: teleskop.
  88. w. 30 jak na szklannych harmoniki kręgach. Ob. cenny artykuł prof. T. Sinki: Harmonja sfer i harmonika szklannia (»Czas« z dnia 29 listopada 1916 r. Nr 603). »W całej tej improwizacyjnej astronomji (ww. 30—32) wolno dopatrywać się nieświadomej reminiscencji Maniljusa, poety Tyberjańskiego«. Prof. Sinko w Eos, t. XX, 165—169.
  89. w. 34 ...wiem o każdym tonie. Możliwy tu wpływ odległy Shaftesbury’ego, który uważał poetę jako drugiego Prometeusza. Ob. monografję Kallenbacha II, 46—48.
  90. Do w. 46—49. Poeta po napisaniu Improwizacji, osądził ją sam surowo ze stanowiska religijnego. Jako komentarz dodał potem dopisane po bokach autografu R2 »Głosy z prawej i z lewej strony«, które miały przedstawić lot podniebny Konrada, jako skutek podżegań złego ducha (ob. ww. 222—226, 283—287). Autograf R2 wykazuje, że »Głosy« owe pierwotnie były częstsze, zaczynały się wcześniej, ale nie wszystkie wprowadził Poeta do druku.
    Obok ww. 46—49 czytamy po obu stronach tekstu w R2:
    (Z lewej:)(Z prawej:)
    głosy niewidzialnegłosy niewidzialne
    Módlcie się, módlcie się:Tęgi śpiéwak!
    Biedny dziwak!Siadaj nań, jak na koń —
    Otoczcie mu skrzydłem skroń!Cwałem, cwałem!
    Tęgo niesie.
  91. w. 64—68 por. utwór fragmentaryczny Goethego Prometheus, a w nim wiersze: »Hier meine Welt, mein All, hier fühle ich mich,... meinen Geist, so tausendfach geteilt und ganz in meinen teuern Kindern«.
  92. po w. 68 w R2 z prawej i z lewej strony tekstu czytamy:
    głosygłosy
    Biedny śmietnikuZerwał wędzidło,
    Marny!Brawo, koniku!
    Latajcie w okółAha, już z niego sokół,
    Palcie kadzidłoOrzeł czarny!
    Śpiew ofiarny.Lećmy mu pod skrzydło,
    Kolmy w brzuch!
    Wyżej, tęgi zuch!
    Głosy z prawej strony rymują z głosami lewej strony, tworząc dwa chóry, odpowiadające sobie rymami: śmietniku — koniku; marny — czarny; w okół — sokół; kadzidło — wędzidło.
  93. Obok ww. 95—105 mamy w R2, wyraźnie później dopisane:
    głosygłosy
    Niestety, niestety!Kometa Pani,
    Gwiazdo błędna:Cha, cha, zuchy, zuchy!
    Lecić, lecić w koło,Patrz, patrz! (z orlika gwiazda)
    Zwrócić od otchłani!już ma lot komety.
    Wetknę mu moje ślepie
    I do tej komety
    Jak ogon się uczepię.
    Huczy (skaczy) błyszczy (cwali)
    a bredzi, a bredzi,
    (człek ledwie dosiedzi)
    czart ledwie na nim dosiedzi —
    o tak, za łeb się uczepię.
    Wyrazy, ujęte w nawiasy, są w rękopisie przemazane.
  94. ww. 105—115 Konrad cierpi z nadmiaru miłości ku bliźnim, ku najbliższym współrodakom, cierpi jak Prometeusz Eschylowy »dla zbytniego umiłowania ludzi«: διὰ τὴν λίαν φιλότητα βροτῶν.
  95. ww. 127—131 przypominają hardego Prometeusza Goethego: ...meine Kräfte? Sie sind mein und mein ist ihr Gebrauch... Ich daure so wie sie (= die Götter), wir alle sind ewig!
  96. ww. 132—133 Czyś ty mi dał... oko bystre, potężne? — Echo wpływu Alfreda de Vigny w wierszu Moïse: Vous m’avez prèté la force de vos yenx...
  97. w. 140 Kiedy spójrzę w kometę; Vigny: ...dès qu’au firmament mon geste l’appella. — Ob. Kawczyńskiego rozprawę (wskazówki bibljogr. we Wstępie) oraz artykuł W. Borowego: Potężne oko Mickiewicza w »Tygodniku Ilustr.« 1920 r. 1 maja, Nr 18, str. 346—348. Autor zestawił wszystkie miejsca w poezjach Mickiewicza, dotyczące siły jego wzroku.
  98. w. 215 Z iskry tylko. »Podług mniemania wielu starożytnych filozofów dusza była istotą ognistą, iskierką niebieskiego płomienia i t. d.« — pisał Mickiewicz w objaśnieniach do Zofjówki.
  99. w. 218 w R2 Czem był świat, póki On go trzymał w swojem łonie?
  100. w. 241 aluzja do najwyższych sfer niebieskich: »adorant Dominationes, tremunt Potestates... cum Thronis... cumque omni militia coelestis exercitus« (ze mszału rzymskiego).
  101. po w. 248 Głosów z prawej i z lewej strony niema jeszcze w rękopisie (R2).
  102. w. 263 wplecionym w koło był Iksyjon mitologiczny.
  103. po w. 282 Głosów z prawej i lewej strony niema w R2.
  104. po w. 297 mamy w R2: Jam twoje tajniki wybadał,
    Że wiem, co jesteś i jakieś Ty władał
  105. w. 5 wielka choroba = opętanie.
  106. w. 66, 73—74 silne oko..., oko mam silne. Ob. notę do w. 132/3 na str. 87, a także studjum Wacława Borowego: Dziady a magnetyzm i teozofja (»Tygod. Ilustr.« 8 maja 1920, str. 364—366), gdzie autor zestawia według Deleuza z wileńskiego Pamiętnika Magnetycznego (r. 1818) zapatrywania znakomitego lekarza i teozofa, Van Helmonta, na sny i wpływ ukryty, wywierany z odległości przez jedne ciała na drugie. — W. Borowy twierdzi, że teorja snów w Dziadach jest zupełnie identyczna z teorją Van Helmonta, teozofa (1578—1644), którą mógł Mickiewicz poznać z Pamiętnika Magnetycznego.
  107. w. 68 Rollison: (w R2 Mollison) Jan, syn wicesuperintendenta kościoła kalwińskiego i przełożonego szkoły kiejdańskiej, zamierzał wraz z innymi spiskowcami zgładzić W. X. Konstantego. Sąd wojenny skazał go na śmierć, następnie ułaskawiono go na zesłanie do Nerezyńska. Ob. Mościckiego Wilno i Warsz. str. 110—114.
  108. w. 84 Exorciso: Cała scena egzorcyzmu podana jest jak najwierniej według rytuału kościelnego. Konrad ma wszelkie przez Kościół przewidywane znamiona opętania: »Signa autem obsidentis daemonis sunt: ignola lingua loqui pluribus verbis (ww. 91—100) ...distantia et occulta patefacere (ww. 66—75). (Exorcista) advertat, quibus artibus ac deceptionibus utantur daemones ad Exorcistam decipiendum; solent enim ut plurimum fallaciter respondere (por. w.. 105—107) et difficile se manifestare, ut Exorcista diu defatigatus desistat; ...cessare non debet Exorcista, donec viderit signa liberationis. Caeteras autem daemonis nugas, risus (por. w. 123—150) et ineptias Exorcista cohibeat aut coutemnat... Exorcismos vero faciat ae legat cum imperio et auctoritate, magna fide et humilitate, atque fervore; et cum viderit spiritum valde torqueri, tunc magis insistet et urgeat. Observet etiam ad quae verba daemones magis contremíscant (por. w. 165—170) et ea sacpius repetat... Dum exorcizat, utatur sacrae Scripturae verbis (por. w. 86) quam suis aut alienis... Si vero obsessus liberatus fuerit, moneatur, ut diligenter sibi caveat a peccatis etc (por. w. 181—189). — Sam akt egzorcyzmu zaczyna się od słów: Adjuro te, omnis immundissime spiritus, omne phantasma, omnis incursio satanae, in nomine Jesu Christi... (por. w. 150—151). — Ob. Rituale Sacramentornm... Cracoviae, 1892, pp. 622, 624, 631, 636.
  109. w. 86 Lew z pokolenia Judy, tu Pan. Słowa wyjęte z objawienia św. Jana (Apocal. V, 5): »Oto zwyciężył lew z pokolenia Judy«.
  110. w. 87 wnik — wyraz staropolski, oznacza sieć, zasadzkę, pułapkę.
  111. ww. 91—95, 97—100: opętany przemawia obcemi językami, francuskim, niemieckim, angielskim i hiszpańskim:
    »Mów do mnie po francusku, mój biedny Kapucynie; mogłem na wielkim świecie zapomnieć po łacinie. Ale ty, jako święty, masz zapewne dar języków — może mówisz po niemiecku, co tam tak lękliwie mruczysz? Co to jest?... jać odpowiem. — Tak jest, to prawda. W tej grze my z nim gramy do spółki: on jest uczonym, a ja z zawodu djabłem. Byłem jego (Konrada) nauczycielem i tem się chlubię. Czy umiesz więcej od nas? mów! Urągam ci.«
  112. ww. 104—105 Lukrecy, poeta rzymski (95—51 przed Chr.) twórca poematu o poglądzie na świat ateistycznym De natura rerum.
    Lewjatan: potwór biblijny. Poeta ma tu jednak na myśli tytuł dzieła filozoficznego, którego autor, Hobbes (1651) uzasadniał teorję absolutyzmu.
    Voltaire i Fryderyk W. znani z cynizmu i bezbożności.
    Legio sum: (legjon jestem) reprezentant sił niezliczonych złego ducha.
  113. w. 140 tytuły czynownicze zaborczych potęg.
  114. w. 144 słynne w ukazach carskich: Byt’ po siemu!
  115. w. 149 bity jako Haman; z tradycji biblijnej zwyczaj żydowski do dziś przechowany.
  116. w. 150—151 formuła rytualna egzorcyzmu kościelnego.
  117. w. 156 w... klasztorze... Dominika: odnosi się to do Rollisona, jak widać w scenie VIII ze słów Nowosilcowa do X. Piotra: »Bo u Dominikanów ten Rollison siedział«.
  118. w. 170 Wina — Chleba = Ciała i Krwi Pańskiej.
  119. w. 174 »Skąd wszedłeś... idź tam i tamtędy«. — Prawie dosłownie jak w II cz. Dziadów w. 575. Ob. podane tara objaśnienie (Bibl. Nar. nr. 11, str. 81).
    — we Fauście Goethego: Es ist Gesetz der Teufel und Gespenster: Wo sie hereingeschlüpft, da müssen sie hinaus.
  120. w. 175 w R1: Ktoś ty? strzeż się, strzeż się, sam spadniesz w te doły.
  121. w. 176 Lećmy! W górę jak ptak lecę!] Lećmy w górę, szybko lecę R1.
  122. w. 177 Mile oddycham wonią] Jak tu mile oddychać R1.
  123. w. 178 Któż mię to dźwiga R1.
  124. w. 180 Ludźmi gardziłem] gardziłem ludźmi R1.
  125. w. 186 Obyś o nich zapomniałkonrad Już są tam — wykute.] Te słowa iuż są w księdze wieczności wykute R1.
  126. w. 190—194 przypominają słynną w dziejach pokutę Henryka IV w Canossie (1077).
  127. w. 195 jest bez granic] niema granic! R1.
  128. Po w. 254, po chórach Aniołów czytamy w R2:
    X. Piotr usypia. — Widzenie.
    Pierwotne przeprowadzenie wizji X. Piotra w celi Konrada wiązało ideowo i scenicznie bardzo silnie Konrada z X. Piotrem. Improwizacja i Wizja były niejako dwoma ramionami jednej i tej samej potężnej duszy Poety.
  129. W inscenizacji: Ewa = Henrjeta Ewa Ankwiczówna (1810—1879), ob. książeczkę księdza Jana Siemieńskiego: Ewunia (z portretem), Lwów 1888. — Marcelina Łempicka (1809—1843), rzadkiej urody i wdzięku; zakonnicą od r. 1840. Ob. Ewunię X. Siemieńskiego, str. 252—256.
  130. w. 4—10 i za nich... z nimi... Mowa tu o filomatach i filaretach, więzionych i wygnanych w r. 1824.
  131. w. 15 co te piosenki ogłosił: Ballady i Romanse (1822 r.).
  132. w w. 22—35 Chór Aniołów, może najśpiewniejszy utwór Mickiewicza, arcydzieło rytmiki polskiej. Godne uwagi pilnej są tu aliteracje i assonancje, któremi igra Poeta jak wirtuoz niezrównany.
  133. w w. 41—42 sen wonny... lekki, słodki... Por. Sen w Dreźnie 23 Marca 1832 (a więc najbliższy tworzeniu III-ej cz. Dziadów): »Sen mój byt cichy. Łzy... jeszcze wionęły Świeżym zapachem i Włoch i jaśminu i gór Albańskich i róż Palatynu«. Tamże opisanie Ewy wśród motyli z twarzą piękną jak przemienienie Pańskie.
  134. w w. 46 i 66 mówią o »śnieżnem«, »białem« oku narcyza. Poeta zachował w pamięci ogólne wrażenie białości. Wnętrze narcyza, jego »oko« nie jest białe, ale jasno żółte z obwódką rożową.
  135. w 84 Czy taka światłość jest twojem pieniem? Zachwyt religijny przerzuca tu wrażenia świetlne na wrażenia dźwiękowe (akustyczne). Ob. podobne objawy w przykładach, zebranych przez J. Kallenbacha w monografji t. II. str. IX w Dodatku. Podobnie Goethe: »Das Auge übernimmt Funktion, Gebühr und Pflicht des Ohres«. (Goethe von G. Simmel, Leipzig 1917, str. 77).
  136. w 85 róża miła, wołacz na a, często i dziś używany w gwarze wileńskiej.
  137. w w. 90—93 W tem wyszczególnieniu Róży, rozmiłowanej w Ewie, możnaby domyślać się delikatnej aluzji do uczuć samego Poety, który miał w herbie różę (Poraj). Róża wyszczególniona jest także w Prologu, w przemowie Anioła Stróża.
  138. ww. 1—4 sceny V. wpisane w R2 później, kiedy już Poeta postanowił przenieść Widzenie z celi Konrada do celi X. Piotra, jako osobną scenę (Ob. uw. do w. 254, sc. III).
  139. ww. 6—18 X. Piotr widzi w natchnieniu bliskie wygnanie filomatów i filaretów w głąb Rosji. Droga do »żelaznej bramy« t. j. do fortecznych więzień, »pod skałę, w te jamy« = do kopalni i min sybirskich; »ujście w morzu« = aluzja do zesłania Mickiewicza, Jeżowskiego i Malewskiego zrazu do Odesy.
  140. ww. 21—24: już dawniej domyślał się Cybulski, że Poeta miał tu na myśli samego siebie, a to na podstawie Przedmowy do III. cz. Dziadów: »Z tylu wygnańców jednemu tylko dotąd udało się wydobyć się z Rosji«. »Z matki obcej« objaśniano pochodzeniem rzekomo semickiem matki Poety, z domu Majewskiej. Dawniejszy materiał domysłów zestawił Stan. Ptaszyński w broszurze: Mąż Czterdzieści i cztery, wskrzesiciel Narodu... Poznań, 1895 (Żupański). Najnowsze próby rozwiązania zagadki zebrał i krytycznie oświetlił prof. T. Sinko w doskonałem studjum: Mickiewiczowe widzenie X. Piotra, Krak. 1917, odb. z »Przeglądu Powsz.«. Rozstrzyga sprawę notatka Goszczyńskiego (wydrukowana po raz pierwszy przez M. Świerza w Czasie, d. 5. XI. 1917 r.): »Kiedym go pytał, co on w rzeczywistości rozumiał przez liczbę 44, odpowiedział, opowiadając obszernie pracę swoją nad tem miejscem Dziadów... Przez trzy dni nie mógł oderwać się od pisania. Kreśląc obraz proroczy tego męża, zbawcy Polski, zdawało mu się, że tym mężem on będzie. Nie płynęło to z zarozumiałości, bo czuł cały ogrom ofiary, leżący na takim człowieku, trudzie trudów. Rysy tego męża rzucał bezwiednie, bez żadnego rozmysłu... Podobno położył liczbę 44, nie wiedząc, dla czego tę liczbę, a nie inną położył: położył ją, bo mu sama nastręczyła się w chwili natchnienia, gdzie nie było miejsca dla żadnego rozumowania«. — Liczba 44 mogła być po prostu refle ksem bezwiednym pamięci, obarczonej przy rozczytywaniu się w Objawieniu św. Jana głównie liczbami 40 i 4 (VII, 4; XIV, 1; XIV, 3; XXI, 17 i inne).
  141. w. 22 w R2: »ziemski mesyasz narodu«; przekreślił Poeta i napisał, jak w tekście.
  142. ww. 33—35 Rola Francji wobec Polski w r. 1831 pojęta tu zgodnie z Księgami Nar. i Pielgrz. pol.
  143. ww. 48—50 z trzech wyschłych ludów, t.j. Rosji, Prus i Austrji.
  144. w. 51 Matka Wolność przez analogję do Matki Boskiej bolesnej pod Krzyżem. — Obraz cały przeprowadzony konsekwentnie, stosownie do głównej idei mesjanicznej Ksiąg Nar. i P. p. — Por. także Brodzińskiego Mowę o Narodowości Polaków z d. 3 Maja 1831 r.
  145. w. 52 w R2: Patrz żołdak Rusin z kopiją przyskoczył.
  146. w. 78 w R1: On na opoce zbuduje ogromy.
  147. ww. 87—95 brzmiały pierwotnie w R2:
    Usnął — uwolnim duszę s ciała, jak z powicia
    Białego senne dziecie i zmysłów sukienki
    Lekko zwleczmy; rozwiążmy wszystkie wstążki życia,
    Nad świat lećmy ją skąpać w promieniach jutrzenki.
    I nieśmy senną, czystą, nieśmy w niebo trzecie
    Ojcu wielkiemu złożyć na kolanach dziecie,
    Niech swą pobłogosławi sennego pieszczotą.
    A przed ranną modlitwą duszę wrócim życiu
    I okryjemy w ciała czystego powiciu
    I położym w samotność jak w kolebkę złotą.
    Zaraz po napisaniu Poeta wiersze powyższe przekreślił i napisał tekst taki, jaki mamy w wydaniach. Po napisaniu ww. 87—95 Poeta zaznaczył w R2:
    Koniec sceny I-szej.
    Poeta uważał wszystko od Improwizacji aż do końca Widzenia X. Piotra za jedną scenę! i to scenę pierwszą! Świadczy to, że Improwizacja wielka tworzyła pierwotnie początek i niejako zarodek całej trzeciej części Dziadów.
  148. Scena VI. Od tej sceny zaczyna się dochowana kopja Domeyki (= D). Zamiast nagłówka, jak w tekście, czytamy w R1: »Senatora Sen. Dwaj Diabieł«, w D: »Scena VI. Sen Pana Senatora«.
  149. w. 1 Spił się a ] Kręci się R1.
  150. w. 7 jako na wróbla ptak. W gwarze polskiej na Litwie ptak oznacza jastrzębia.
  151. Po w. 9 Belzebub ] Trzeci R1;
  152. w. 10: Dwaj Djabły ] pierwszy R1.
  153. w. 15—17 w R1: Na widok przyszłych kar
    Jak ujrzy cień i żar
  154. Po w. 20 Djabeł II wyciągając szpony ] pierwszy R1.
  155. w. 29 w R1: I wyrwać się nam z rąk.
  156. Po w. 29 Djabeł I (pokazując sennego). ] Pierwszy R1.
  157. w. 30 Ależ ] Szkoda R1.
  158. w. 33 w R1: Co robić, wiem ja sam.
  159. Po w. 35 Djabeł I ] D. pierwszy przepraszając D.
  160. ww. 37—43 w R1 bardzo poprawiane, przemazywane i kreślone.
  161. Po w. 43 słów Diabeł I, niema w R1.
  162. w. 44—45 w R1: Weźmy duszę do łap
    lekko jak kotek mysz.
  163. Po w. 45 Djabeł II ] Pierwszy R1.
  164. w. 46—47 w. R1: Więc ja swoje...
    Ha... jak ty drzysz
    My lećmy fit fit fit
    — Odlatują. —
  165. Po w. 47 nagłówka: Widzenie Senatora niema w R1. — Senator, przez sen ] Senator marzy R1, Senator D.
  166. Widzenie Senatora. O tej znakomitej charakterystyce serwilizmu czynowniczego napisała George Sand: »La plaisanterie de Mickiewicz est pleine de fiel et de verve. Il a fait aux courtisans des plaies plus profondes avec son vers incisif et mordant, qu ils n’en ont fait à leur victimes avec les knouts!«. — (Zob. rozpr. »Essai sur le drame fantastique: Goethe-Byron-Mickiewicz«, wydrukowaną najpierw w »Revue des deux mondes«, 1838 r., przedrukowaną w »Impressions littéraires« (Paris, Hetzel. b. r. str. 76).
  167. w. 48 Pismo! to ] Reskrypt R1.
  168. w. 50 Gdzie lokaj? Przypnij tu! ] Gdzie mam przyczepić, ha R1.
  169. w. 51 A! a! ] A mój R1.
  170. Po w. 51 słów przewraca się niema w R1.
  171. w. 62 zazdroszczą ] śmieją się w R1.
  172. w. 65 w R1: Ha! co to? spojrzał.
  173. w. 67 w R1: głosu niemam.
  174. w. 68 w R1: pódź do mnie, odwraca się tyłem.
  175. w. 73 w R1: Patrz, patrz, szyderczo wyszczerzają zęby.
  176. w. 74 zam. wleciał w R1: wlazł.
  177. ww. 75—80 niema w R1.
  178. w. 81 w R1: jakie to gadzin syki.
    Brak jednej zgłoski w tym wierszu.
  179. w. 83 Brak tu trzech zgłosek.
  180. Po w. 84 Djabły zstępują widomie ] w R1: w zachwyceniu szatan.
  181. w. 85 w R1: Ha, ha, wydrę mu duszę z ciała.
  182. w. 86 w R1: nałożę.
  183. w. 87 w R1: zostawiam.
  184. w. 89 w R1: świat ziemski.
  185. w. 90 w R1: wiecznych mąk.
    Myśl tego wiersza nie jest całkiem jasna.
  186. w. 91 w R1: lecz nie puszczę, uwiążę.
  187. w. 95 zmysłów ] w R1: ciała.
  188. w. 96 w R1: (I pośród towarzyszów zostawić jak w psiarni)
    Znowu do towarzystwa wrócić jak do psiarni.
  189. W nagłówku: Salon WarszawskiD ma: R. 1823.
  190. Przed w. 1 w D: Młody Niemojewski.
    Zenon Niemojewski, student Uniw. Warsz., jeden z siedmnastu, którzy rzucili się na Belweder w nocy 29 listopada. — Adolf Januszkiewicz ob. obj. do sc. I w. 1 (str. 53).
  191. w. 23 Cichowski ] Machnicki w D. Ręką Mickiewicza poprawione Machnicki na: Cichocki, inna ręka zmieniła ck na wsk. Podobnież w w. 48, 49, 69.
    Cichowski uwolniony? Adolf Cichowski ur. 1794 r. odbył kampanje 1812—14 r. Po upadku Napoleona wyszedł z wojska ze stopniem kapitana. Uwięziony w r. 1822, opuścił więzienie dopiero w 1820 r. Należał do spisku Łukasińskiego. Dzięki milczeniu jego i Łukasińskiego ocaleli inni spiskowcy. Cichowski zmarł na emigracji, w Paryżu 1854 r. Miał tam słynny zbiór starożytności polskich. Jak widać z kopji Domeyki, Mickiewicz właściwie nie Cichowskiego, ale Machnickiego miał na myśli. Kazimierz Machnicki, męczennik sprawy narodowej, ur. w Poznaniu 1780 roku, odbył kampanję r. 1809, bronił Zamościa w 1813 r., organizował wolnomularstwo narodowe. Razem z Łukasińskim stawiony przed sąd wojenny, od 1826—1829 zniósł męczarnie więzienne. Po upadku powstania emigrował, cierpiał straszną nędzę, zmarł w Marsylji 1844 r. O Machnickim i Cichowskim ob. Mościkiego j. w. str. 124—127 i 191.
  192. Po w. 27 Młoda Dama. Współcześni twierdzili, że Mickiewicz miał tu na myśli Klaudję z Dziatyńskich Potocką. Urodzona 1802 r. w Kórniku (W. Ks. Poznańskie) z ojca Fr. Ks. Działyńskiego i matki Justyny z Dzieduszyckich, zmarła w Genewie 8 czerwca 1830 r., gdzie jej wdzięczni rodacy piękny na cmentarzu wznieśli pomnik. Była aniołem opiekuńczym rannych i cholerycznych w r. 1831. Znana jej działalność po upadku sprawy narodowej, na emigracji. Sprzedała wszystkie swe klejnoty za 40.000 złp, aby sumę tę rozdać między ubogich żołnierzy polskich. Chorego Garczyńskiego pielęgnowała aż do ostatniego jego tchu (ob. Korespondencję Mickiewicza). Kilka szczegółów biograficznych zawiera odczyt Felicji z Wasilewskich Boberskiej, miany we Lwowie 28 listopada 1880 r. a wydrukowany w Wieńcu Pamiątkowym (Album Muz. Nar. w Rapperswylu) 1881 r. p. t. O Polkach w Powstaniu Listopadowem, str. 43—54.
    Ob. Winc. Pola Pamiętnik o liter. p. XIX w., gdzie z uwielbieniem pisze o potężnym wpływie Klaudji na twórczość własną.
  193. Po w. 28 Jenerał. — Wincenty hr. Krasiński, generał wojsk Napoleońskich i Król. Polskiego, ojciec Zygmunta, wydawał słynne obiady, na których ścierali się klasycy z romantykami.
  194. w. 38 przytyk do Ziemiaństwa Kajetana Koźmiana.
  195. ww. 40—44 Charakterystyka ta, zdaniem Krystyna Ostrowskiego, odnosi się do Franc. Sal. Dmochowskiego, głośnego w owych latach literata i dziennikarza-wydawcy.
  196. Po w. 53 Mistrz ceremonji. Jan Żaboklicki, szambelan i mistrz ceremonji przy W. Ks. Konstantym. Ob. Pamiętniki K. Koźmiana, t. III.
  197. w. 70 Galicyji — w D: Wielkopolski; Mickiewicz przekreślił i napisał: Galicyi.
  198. Między w. 74 a 75 czytamy w R1: do intermezzo Adolf Januszkiewicz; w R2:
    adolf januszkiewicz
    Mój ojciec, chociaż z Litwy, ma tu kawał ziemi:
    Bywałem tu i znam się dobrze z Machnickiemi.
    stary polak
    Powiedz Pan, jeżeli Machnickiego znałeś:
    Gdzie jest? Co się z nim stało?... Czy Pan go widziałeś?
    adolf januszkiewicz
    Znałem go itd. (jak w tekście w. 75);
    w D:
    adolf. Wszyscy zbliżają się i słuchają.
    Mój ojciec chociaż z Litwy, ma tu kawał ziemi
    Bywałem tu i znam się dobrze z Machnackiemi
    stary polak
    Powiedz proszę, jeżeli Machnackiego znałeś
    Gdzie jest? co się z nim stało — czy Pan go widziałeś...
    Te wiersze Mickiewicz przekreślił, zmieniwszy poprzednio: »Machnackiemi« na »Cichockiemi« i »Machnackiego« na »Cichockiego«; Domeyko znowu poprawił w obu razach c na ws. Mickiewicz przekreśliwszy cztery te wiersze, dopisał przy »Adolfie«: wszyscy zbliżają się i słuchają.
  199. w. 78 opowiadaniem ] przypowieściami R1.
  200. w. 82 jasnych włosów ] bursztynowe R1.
  201. w. 87 miał się żenić ] się ożenił R1.
  202. w. 88 Dzieciom dary swej przyszłej ] Nam cacka od swej żony R1.
  203. w. 90 niewiedzieć gdzie zniknął ] zrobił jakiś spisek D; Mickiewicz przekreślił te słowa i napisał jak w tekście.
  204. w. 91 śladu ] śladów R1, D.
  205. w. 96 Trupa nie znaleziono ] Nie znaleziono trupa R1.
  206. w. 97 pytano, badano ] gadano, płakano R1.
  207. w. 98 Żałowano, płakano ] Dochodzono przyczyny R1.
  208. w. 99 I minęło dwa lata ] Przeminęło lat cztery R1, I minęło lat cztery D; Mickiewicz w D poprawił, jak w tekście.
  209. w. 101 przypadkiem ] przypadek R1.
  210. w. 102 był téj procesyji świadkiem ] śledził, dosyć że był świadek IR1.
  211. w. 103—105 niema w R1.
  212. w. 106 Wtém ktoś ] Człowiek jakiś R1; więźnie, kto jesteście? ] kto jesteście R1.
  213. Po w. 106 następował pierwotnie w R1 wiersz:
    Słyszeli głos więźniowie, cichość była w mieście.
  214. Po w. 110 w R1 są dwa wiersze:
    Wreszcie za wstawieniem się od Xiężnej Łowickiéj
    Za pozwoleniem Xięcia wyznał Lebowicki.
  215. w. 111 trzy ] sześć R1, D; w D poprawiono: sześć na: trzy.
  216. w. 112 w Warszawie powieści ] po Warszawie wieści R1.
  217. w. 113 męczą ] cierpi R1.
  218. w. 120 wszyscy ] inni O1.
  219. w. 124 wrócony ] powrócił R1.
  220. w. 130 on sam mię nie przyjmuje ] a on sam nie przyjmuje R1, aż on sam nie przyjmuje D; w D Mickiewicz poprawił, jak w tekście.
  221. w. 131 Aż niedawno ] Wreszcie pozniej R1.
  222. w. 135 nabrzmiały, pożółkły ] do kości przysechły R1 D.
  223. w. 144 Bo na tém oku była ] Och, była na tem oku R1.
  224. w. 146 Które zostają ] Co zostają się R1.
  225. w. 149 rdzę ] zrdzę R1.
  226. w. 151 po wierzchu ] po blasku R1.
  227. w. 152 w ziemi, w zmierzchu ] w cieniu, w piasku R1.
  228. w. 157 badały mękami ] pytały szpiegi i R1.
  229. w. 160 były ] miłem D; Mickiewicz poprawił na: były.
  230. w. 161 wesołemu miastu ] ludziom ani miastu R1.
  231. w. 162 kilkunastu ] jedynastu R1, D; Mickiewicz w D poprawił jedynastu na: kilkunastu.
  232. Po w 164 w R1 następują dwa wiersze:
    Najmilsze dotąd jego towarzystwo cienie
    Żywioł jego nieufność, obrona milczenie.
  233. w. 172 Ucieka w głąb pokoju ] Zatknie uszy, w kąt bieży D; Mickiewicz poprawił na: Ucieka w róg pokoju.
  234. Przed w. 177 Mickiewicz w D dał znak ] i napisał: a capite.
  235. w. 178 on ją nam ] Cichocki R1.
  236. w. 179 ziemi ] zamków O1
  237. w. 189 wszystko mnie opowie ] i wszystko mnie powie R1.
  238. Po w. 189 stów: Adolf łzy ociéra niema w R1.
  239. Po w. 189 słów: Dama młoda do literata tudzież w. 190—192 niema w R1.
  240. Po w. 192 Literat I ] Jeden R1, Literat D.
  241. w. 193 Literat II ] Drugi R1, D; Straszna ] prawdziwa R1.
    kamerjunkier Dalibóg wyśmienita, ] generał: Straszna.
    hrabia: Wyśmienita R1; Dalibóg ] Dalbóg D, O1.
  242. Po w. 193 Literat I ] Poeta klasyczny R1, Literat O1.
  243. w. 194 takich dziejów ] Takie dzieje R1.
  244. w. 196 Zamiast mitologiji są ] kiedy żyją znajomi i R1;
  245. w. 198 Jeden z Młodzieży ] Generał R1.
  246. w. 199 czekać trzeba ] czekać R1.
  247. Po w. 200 Literat I ] Poeta R1.
  248. w. 201 Literat II ] Drugi R1, Literat Drugi O1; Ze sto lat ] dwieście lat R1; Literat I ] Trzeci R1.
  249. Po w. 201 Literat III | Czwarty R1.
  250. w. 202 Literat IV | Piąty R1.
  251. w. 203—204 w R1: Że pisać takie rzeczy jest to przedmiot nowy
    Zapewne, lecz nie polski i nie narodowy.
  252. w. 208 Sławianie ] etc. R1.
  253. Po w. 208 słów: Literat I, niema w R1.
  254. w. 209—210 niema w R1.
  255. ww. 215—222 niema w R1.
  256. Po w. 222 Zaczyna się kłótnia polityczna — Młodzież wychodzi. pierwszy z młodych ]
    (Studen) Młodzi wychodzą. Za drzwiami R1; po słowach: Młodzież wychodzi w D: Scena za drzwiami.
  257. w. 223—226 nie są w autografie rozdzielone między osoby i brzmią w R1:
    A łotry! O, to kijem walić, o to wieszać!
    Otóż to patryoci! mieli nas pocieszać.
    Widzicie tych gałganów, ach, ach, przyjaciele:
    Otóż to jacy stoją na narodu czele!
  258. w. 223 A*** G. ] Adam G.** D.
    Jak widać z kopji D, miał tu na myśli Poeta Adama Gurowskiego, który zrazu był na emigracji czerwonym demokratą, a skończył jako zdrajca w służbie Paskiewicza.
  259. Po w. 224 N*** ] Nabielak, smutnie D.
    N*** oznacza Nabielaka Ludwika, belwederczyka.
  260. Po w. 226 Wysocki ] (Janusz) Wysocki R1.
    Wysocki Piotr, ur. 1799 w Warszawie, wszedł w r. 1821 do Szkoły podchorążych; jako podporucznik zorganizował spisek, który doprowadził do wybuchu 29 listopada 1830 r. Walczył przez cały czas wojny; raniony ciężko przy szturmie Woli dostał się w niewolę 6 września 1831 r. Zesłany do robót ciężkich na Sybir, wrócił po amnestji 1855 r. do Polski, przebywał w Warce i umarł tamże d. 8-go stycznia 1875 r. Ob. Encyklopedję Orgelbranda (mniejszą) t. XII.
  261. w. 228 Z wierzchu ] Zwierchu O1; zimna i twarda, sucha i plugawa ] czarna i zimna, świetna i plugawa R1; zimna i czarna, świetna i plugawa D.
  262. w. 230 w R1:
    Pluńmy na tę powierzchnię i znidźmy do głębi.
  263. Scena VIII. W nagłówku: Pan Senator ] Le senateur Croquemitain D. — Po francusku croquemitaine tyle co: straszydło na dzieci.
  264. ww. 1—7 przekład zwrotów francuskich:
    Do djabła, co za pańszczyzna! Księżna nas zwiodła... co do dam, stare... Gadać, wyobraź Pan sobie... Przysięgam tych patrjotków nie mieć przy mym stole z ich swobodną mową i tonem nieznośnym. Wyobraź pań sobie, ja gadam...
  265. w. 2 La princesse: Księżna Zubow, z domu Walentynowiczówna, kochanica Nowosilcowa, po śmierci męża, słynęła z rozpusty. Po Wilnie śpiewano wtedy: »Wiwat Bajkow, Nowosilcow, bicze tajnych klubów, I kochanka tych opilcow, Wiwat księżna Zubow!«.
  266. w. 4 supie, z rosyjska zam. zupie.
  267. w. 12—13 On... czy ja wiem! — Jest z czego oszaleć.
  268. w. 14 uciec w... Warszawę; umyślny rusycyzm dla scharakteryzowania stylu Nowosilcowa.
  269. w. 15 Wielki Książę mnie napisał, abym rychło wrócił.
  270. w. 17 Je n’en puis plus... = Ja już nie mogę...
  271. w. 17 DoktorBécu August, urodz. w Grodnie 1771 roku. W wileńskim Uniwersytecie otrzymał 1793 r. stopień doktora medycyny. Tamże został profesorem patologji i »materji medycznej« w roku 1799. Po reorganizacji Szkoły Głównej na cesarski Uniwersytet Bécu, powróciwszy ze studjów zagranicą, objął pierwotną swoją katedrę i na tem stanowisku pozostał aż do śmierci (26 sierpnia 1824 r.) od uderzenia piorunu. Był mężem owdowiałej Euzebjuszowej Słowackiej, matki Juljusza.
    Znane jest oburzenie Juljusza Słowackiego na Mickiewicza za te właśnie ustępy z Dziadów, piętnujące służalczość dra Bécu. Charakterystykę jego i materjał bibljograficzny podał Józef Bieliński w dziele swem: Uniwersytet Wileński (Kraków, 1900, III, 118—120 i II, 279). W aktach Uniwersytetu wileńskiego (w Muzeum Czartoryskich w Krakowie) znajduje się dokument »Sprawa Kontryma« (wyjątek ze sprawy filareckiej), gdzie podła rola denuncjatorska dra Bécu w jaskrawem ukazuje się świetle. Mając możność ratowania Kontryma, znęcał się nam nim swemi zeznaniami i z widoczną satysfakcją obciążał wobec policji rosyjskiej i komisji śledczej trudne jego położenie.
  272. w. 20 anagnosin — z greckiego: rozpoznanie.
    — w D: Cóż odkryto? wierszyki! ce sont des bagatelles, Ce sont, można powiedzieć, des maux accidentells. Mickiewicz własnoręcznie poprawił tak, — jak jest w tekście.
    Ce sont de maux légers, Ce sont... accidens passagers = To są choroby lekkie, to są... przypadłości przemijające.
  273. w. 27—28 signor Dottore, Adio, bona notte = Panie doktorze, żegnam, dobranoc.
  274. w. 30 vous osez, docteur = Pan odważasz się, doktorze.
  275. w. 36 excusez = proszę wybaczyć.
  276. w. 49 voyez vous = widzicie.
  277. w. 53—54 Oh! cet incendiaire... Ce n’est pas ton affaire. = ten podpalacz... To nie do ciebie należy.
  278. w. 60 w D: biorą ludzi.
  279. w. 61 symptoma, wyr. grecki = objaw; — w D: I to najbezecniejsza.
  280. Po w. 66 Pelikan Wacław, nr. 1790 r. w Słonimie w Grodzieńskiem. Miał być z pochodzenia żydem; listy swe pieczętował herbem »Pelikan«. Medycynę studjował w Petersburgu, w r. 1813 otrzymał złoty medal i stopień lekarza I klasy; stopień doktora uzyskał w r. 1816, poczem został adjunktem Uniw. petersburskiego. — W r. 1817 mianowany został profesorem chirurgji w Uniwersytecie wileńskim. Prowadził życie rozwiązłe i rujnujące. 21 paźdz. 1824 r. zastępcą rektora mianowany został. Charakterystykę jego szczegółową, portret, tudzież wykaz łajdactw podał Bieliński w Historji Uniw. Wileńskiego (III, 81—92). Pelikan opuścił Wilno na zawsze w, r. 1831, obity kijem na ulicy. Umarł w roku 1873 na Żmudzi, w majątku własnym Pelikany. — Ob. Mościckiego j. w. str. 134—139 i 192.
  281. w. 69 w D: choruje.
    Eh bien? = Więc cóż?
  282. w. 71 Botwinko, wileński prokurator gubernjalny, niegodziwiec, ob. Mościckiego, j. w. str. 43—46.
    Bajkow Leon, cynik, szambelan itd. Sam się opisał w pornograficznym Pamiętniku, który wydał A. Kraushar we Lwowie 1893 r.
  283. w. 74 Parions = załóżmy się; ze trzy ] cztery D.
  284. w. 75—76 Trois cents coups, et vivant? Trois cents coups, le coquin: Trois cents coups, sans mourir? — quel dos de jacobin! = Trzysta kijów i żyje? Trzysta kijów, a to łotr! Trzysta kijów i nie skonał? Cóż to za jakobińskie plecy! (plecy zaciekłego rewolucjonisty).
  285. ww. 75—76 w D: Quatre cents coups et il vit, quatre cents coups, quel coquin! Quatre cents coups et pas mort, quel dos de jacobin!
  286. w. 77—79 la vertu cutannée! Surpasse tout... une peau mieux tannée! Je n’y conçois rien! Ha, ha, mon ami = doskonałość skóry przewyższa wszystko... ma skórę lepiej wygarbowaną! Nie pojmuję tego wcale! Ha, ha, mój przyjacielu.
  287. w. 81 honnête soldat ] fidèle Russe w D.
  288. w. 81—82 Un honnête soldat en serait mort dix fois! Quel rebelle! — Uczciwy żołnierz byłby od tego dziesięć razy skonał. Co za buntownik!
  289. w. 82 un homme de bois: = człowieczek z drewna.
  290. w. 84 figurez vous? = wyobraź Pan sobie!
    — w D: Czterysta kijów dziecku!
  291. w. 89 C’est juste = to racja; słusznie.
  292. w. 93 Vous n’aimez pas ] Vous n’êtes pas pour w D.
  293. w. 93—94 Vous n’aimez pas l’histoire? Ha, ha, un satirique Aurait dit... devenir historique = Pan nie lubisz historji? Ha, ha, satyryk powiedziałby, że boisz się stać figurą historyczną.
  294. w. 108 Pani Rollison: w R2 i D — Mollison.
  295. w. 109 w R1: lokaj: Codzień tu są. — senator: Odprawić było s Panem Bogiem.
  296. w. 112 w R1: lud zbiegł się, hałas i straż odeszła wybitą.
  297. Przed w. 113 w R1: Milczenie.
  298. w. 113 mam ] ją R1.
  299. Po w. 116 w R1: Oddają list sekretarzowi, ten czyta i mówi do Bajkowa.
  300. w. 117 w R1: No czegóż stoi (łajdak), bajkow: Cette femme a une lettre.
    Elle porte une lettre = ona przynosi list.
  301. w. 117—118 w D: Cette femme a une lettre. (oddaje list). senator: Od kogoż donc? bajkow: de la Princesse peut-être.
    Ręka kobieca ołówkiem w nawias ujęła, słowa: »cette femme a« i napisała u góry: »Elle porte«. Mickiewicz przekreślił w 118 w.: »Od kogoż donc?...de« i napisał, jak w tekście.
  302. w. 118 La princesse peut-être = może księżna.
    — w R1: (Et de qui je vous prie) Od kogo donc! bajkow: de la princesse peut-être.
  303. w. 120 Avec quelle chaleur! = z jakim zapałem!
  304. Po w. 120 w R1: Kobiety wchodzą.
  305. w. 121 mère de ce fripon — matka tego hultaja.
    — w R1: pelikan do doktora mówiąc do ucha
    Ta stara czarownica — mère de ce pollison.
    fripon ] pollison D. Poprawione ręką kobiecą ołówkiem na: »fripon«.
  306. w. 122 Rollison ] Mollison R1, D.
  307. w. 123—125 w R1: mollison: Ja. senator do drugiej A pocóż Panią mam tu honor witać.
  308. Po 125 Druga ] Gutt R1.
  309. w. 126 Rollison ] Mollison R1, D.
  310. w. 127 a to ] ale R1.
  311. w. 128 do mnie trafia ] tu przyjeżdża R1.
    Druga ] Gutt R1.
  312. w. 130 P. Rollisonowa ] Mollison D. Kmitowa ] Guttowa D.
    — w R1: senator WPani moja Pani ktoż iesteś? gutt: Guttowa. — Guttowa, żona aptekarza Wileńskiego.
  313. w. 132 w R1, i D: Bo źle tu o nich słychać. W D Mickiewicz poprawił, jak w tekście.
    R1: Pani Gutt zbladła. D: gutowa (bladnąc) Jakto, jakto, panie.
  314. Po w. 132 P. Rollisonowa ] Molisyn R1. P Mollison D.
  315. w. 133 ja wdowa. Felicjanna Mollesonowa nie była wdową; mąż jej, pastor kalwiński, Jan M. był wtedy przełożonym gimnazjum kiejdańskiego, które Nowosilcow w marcu 1824 zamknął. Ob. Mościckiego: W. i W. w Dziadach, str. 111—113.
  316. w. 136 biją ] zbili R1.
  317. Po w. 138 P. Rollisonowa ] Mollison płacze R1 Pani Mollison D.
  318. w. 144 Panie ] Ach, ia R1.
  319. w. 145 nie wyjdzie. ] nie ujdzie R1.
  320. w. 146 P. Rollisonowa ] Mollison; Kto mnie mówił? ] On sam krzyczał R1.
  321. w. 149 w R1: Pobiegłam — senator surowo do siebie [   ] Wpuszczono ią. mollison: Wypchnęli mnie sprogu. W miejscu ujętem w [   ] mamy w R1 wyraz nieczytelny nakształt: Scelin, (może miało być Pelikana).
  322. w. 150—156 w R1 wskutek pośpiechu napisał poeta: siadłem, przyłożyłem, siedziałem, słyszałem itd. zamiast: siadłam, przyłożyłam, siedziałam itd.
  323. w. 153 Słucham ] Słuchaj R1; siebie ] ciebie R1.
  324. w. 155 Ja głos jego słyszałam ] To iego głos słyszałem R1.
  325. w. 158 w R1: I zdało mi się, że w mym słuchu było oko.
  326. w. 159—167 w R1:
    Słyszałem dobrze z bliska to on syn moj jęczy
    Widziałem iak bog w niebie krew — krew kat go męczy
    Krew czułem, tu krew czuię, na boga wiecznego
    Tu jest ktoś krwią z bryzgany, tu tu jest kat jego
    [Obraca się do Pelikana]   [Wszyscy zbledli]
    o ja mu serce wydrę —
    Otwierają się drzwi słychać muzykę, wpada Panna
    ubrana. — Por. z tym ustępem R1 w. 529—531.
  327. w. 167—170 Monsieur le sénateur — Oh! je vous interromps. On va chanter le choeur De Don Juan, et puis le concerto de Herz... Panie Senatorze — ach! przeszkadzam Panu... Mają śpiewać chór z Don Juana, a potem concerto Herza... senator: Herza! chór!
  328. w. 169—177 w R1: De don Juan ] J’y suis ] et puis Variations de Herz.
    senator
    Herz, coeur, tu także była mowa około serc
    (Vous jolie comme un coeur)
    et Vous m’annoncez ça, Vous jolie comme un coeur
    Moment sentimental, c’est une plui de coeurs
    do Bajkowa:
    Żeby le grand duc Michel ten Kalambur wiedział
    Ma foi jużbym dawno w radzie państwa siedział
    daję rę
    J’y sui
    mollison
    Panie Panie nie
    W rozpaczy ia nie puszczę chwyta za suknie
    panna
    Faites donc laites lui cette grace
    senator
    Diable m’emporte si je sais, czego chce ta jędza
    Na marginesie z lewej strony obok ostatnich dwu wierszy czytamy w R1: ceur, coeur, choeur.
  329. w. 169 Concerto de HerzHenryk Herz, kompozytor głośny wówczas.
    le concerto ] les variations D. Ołówkiem, kobiecą ręką, zmieniono na: »le concerto«.
  330. w. 170 Herz = serce; Senator bawi się grą wyrazów.
  331. w. 171 Vous venez à propos, vous, belle ] Et vous m’annoncez ça vous jolie D. Ręka kobieca napisała ołówkiem jak w tekście. — Mickiewicz atramentem po ołówku jeszcze raz to napisał.
  332. w. 171—172 Vous venez à propos, vous, belle comme un coeur! Moment sentimental! Il pleut ici des coeurs = Przychodzi Pani w sam raz, Pani tak piękna jak serce! chwila pełna czułości! Tu serc jak deszczu.
  333. w. 173 Kalambur ] calambur D: Mickiewicz poprawił na: moj koncept, przekreślił i restytuował: Kalambur.
    le grand duc Michel = wielki książę Michał.
    Kalambur = calembour, gra wyrazów równobrzmiących, ale o rożnem znaczeniu.
  334. w. 174 Ma foi = jako żywo.
  335. w. 175 J’y suis — dans un moment = Jestem tam za chwilkę.
  336. w. 176 Faites-lui donc grâce ] Faites donc lui cette D. Ręka kobieca ołówkiem poprawiła na tekst drukowany. Por. uw. do 171.
    Faites-lui donc grâce! = Zrób Pan jej łaskę.
  337. w. 177 Diable m’emporte = Niech mnie djabeł porwie.
    jeśli wiem ] si je sais D.
  338. w. 178 w R1: mollison: (wpuść mię do syna) Chcę widzieć syna. senator: Cesarz nie pozwala. mollison: Xiędza.
    [s przyciskiem ] dopisał Mickiewicz w D.
  339. w. 180 nie wzruszy ] nieruszy R1.
  340. Po 181 w R1: Panna płacze, Senator w ambarasie.
  341. w. 182 C’est drôle! = To zabawne,
  342. w. 184—186 w R1: mollison: Ten xiądz poczciwy mówił. senator, patrząc na xiędza: to on wie poczciwy.
  343. w. 188 w R1 xiędzy nie broni.
  344. w. 189 w R1 Ażeby młodzież do moralności wróciła.
  345. w. 190 Nikt jak ] Nikt więcej iak R1.
  346. w. 192 P. Rollisonowa ] Mollison R1.
  347. w. 193 jeszcze za mną ] za mną ieszcze R1.
  348. w. 195 odzieży ] pościeli R1.
  349. Po w. 195 w R1: (Jeśli masz serce panie).
  350. w. 196 possible? ] possible, Monsieur? D. wyraz »Monsieur« zmazany.
    Senator w ambarasie ] Senator do Pelikana R1.
    Est-il possible? = Czyż to możliwe?
  351. w. 197 Imaginez-vous = Wystawcie sobie.
    Imaginez-vous ] i ia nic nie wiem R1.
  352. w. 200 w R1: Soyez tranquille dam odpowiedź o szóstej godzinie. Patrzy na zegarek.
    Soyez tranquille = Bądź Pani spokojną.
  353. Po w. 200 p. Kmitowa ] Gutt. do Mollison R1. P. Guttowa [do P. Mollison] D.
  354. Po w. 202 P. Rollisonowa, uradowana ] Mollison R1
  355. w. 211 Senator, śmiejąc się ] Senator R1.
  356. w. 214 Adieu, Madame Kmit, adieu — Do widzenia, pani Kmit, żegnam.
    Kmit ] Gutt R1 Gott D.
  357. Po w. 214 (do księdza Piotra) ] do Xiędza R1.
  358. w. 216 J’y suis dans lin moment = zaraz tam przyjdę.
  359. ww. 216—217 w R1: Do sług
    Precz porządek iaki, Ja was nauczę łotry, kanalie, łajdaki.
  360. Po w. 218 (Do jednego lokaja) ] do jednego R1.
  361. w. 221 aż tam — tam ] samą tam R1.
  362. w. 222 Potém osobno zamknij ] A potem zapakować R1.
  363. w. 223 C’en est trop = tego za wiele.
    a ] ho R1.
  364. w. 224 Senator schwytując się ] Senator R1.
  365. w. 226 Stój, stój ] Stoj, stoj R1, O1.
  366. ww 228—242 niema w R1, zamiast czego połowa wiersza dzisiejszego 228 i połowa 242 tworzą całość taką:
    na chleb i wodę
    doktor: właśnie mówię Jaśnie Panie poczem w autografie połowa stronicy niezapisana; w D po słowach: »na chleb i wodę« Mickiewicz dopisał: »(obacz kartkę)«.
  367. w. 243 potrzeba ] trzeba R1.
  368. w. 245 Ça mine la santé = to podkopuje zdrowie.
  369. Po w. 245 spokojnie ] niema w R1, w D dopisane ręką Poety.
  370. w. 246 w R1 pierwotnie: (Quant à cela Docteur non przedwszystkim porządek); Eh mon ] Oh, non R1.
  371. w. 248 fait la digestion = ułatwia trawienie.
  372. w. 249 w R1: Après diner ia mogłem widzieć la question; w D: voir appliquer la question; ręką kobiecą poprawione: »appliquer« ołówkiem na: »donner« a Mickiewicz atramentem po ołówku napisał, jak w tekście.
  373. ww. 249—251 voir donner la question = rozpatrywać sprawę; En prenant son café = przy kawie; auto-da-fé = spalenie na stosie.
  374. w. 251 w R1: Dalibog to iest chwila widzieć un auto da feu
  375. Po w. 251 odpychając doktora ] niema w R1.
  376. Przed 252 był zrazu w R1 wiersz, zaraz przekreślony:
    Mon général tu w mieście pełno.
  377. w. 252 Rollisonem ] Mollisonem R1, D.
  378. w. 253 dziś jeszcze ] w więzieniu R1.
  379. w. 255 w R1 i D: A propos Bajkow — tobie możeby się zdało.
  380. w. 256 Trochę ] Un peu R1.
  381. Po w. 257 niema inscenizacji w R1.
  382. w. 258 w R1: tę Zosię, tę panienkę (otwierają się drzwi) tam patrzaj czerwoną.
  383. w. 259 avec an teint si délabré! — z cerą tak zniszczoną.
    — w R1 i D: Diable, pan młody, tu as un teint si cadavreux. Ręką kobiecą poprawiono w D na obecne brzmienie tekstu.
  384. w 260 jak Tyber à Capré = jak cesarz Tyberjusz na wyspie Capri.
  385. w. 261 mogli pannę ] Zosię mogli R1.
  386. w. 262 wymusić D: poprawił Mickiewicz jak w tekście.
  387. w. 263 parions = załóżmy się.
    ja z nią ] z nią R1.
  388. w. 265 lub na ] albo R1.
  389. w. 266 c’est beau = to pięknie.
  390. w. 267 Spytaj ] spytaj się R1; jeżeli ] jeśli R1.
  391. w. 269 On ma l’air d’un poète ] on ma les yeux d’un poete D.
    quelle figure! — On ma l’air d’un poète = co za postawa! On wygląda na poetę.
  392. w. 269—270 w R1:
    Patrz no quelle figure les yeux d’un poète
    Czy ty kiedy widziałeś une (aussi grosse tête) regard jaussi bete.
  393. w. 270 un regard aussi bête? = spojrzenie tak głupie.
  394. w. 272 w R1: xiądz Nie piję — no mój xięże pódź
    xiądz piot jestem braciszek.
  395. w. 275 w R1: Bo to waszeć z wieściami chodziłeś do matki.
  396. w. 276 a oto ] i oto R1.
  397. w. 278 w R1: Postrzegłeś i zamilknął he, nieodpowiada.
  398. w. 279 bractwo twe? ] mieszkasz, he — R1.
  399. w. 281 Rollison ] Molleson R1.
  400. w. 286—287 w R1:
    (x. piot:) (Cesarskie Cesarzowi boskie Panu bo)
    Napisz że milczał, (tęgiś bracie daj go bogu)
    to ty widzę służysz bogu
  401. w. 288 Wiesz ty ] A wiesz R1.
  402. Po w. 291 następują w R1 dwa wiersze, zaraz przekreślone
    Cesarz powie, Senator, ty się widzę zbisisz
    A ty mnichu tymczasem iak wisisz tak wisisz
    Potem bez zaznaczenia, że to Ks. Piotr je wygłasza, czytamy w R1 wiersze 292—3.
  403. w. 296 Bisisz, z rosyjskiego biesit’sia, wściekać się, szaleć.
  404. ww. 300—305 w R1:
    He milczysz iuz (ci tobie Pan Bog nie pow
    ci od boga tyś się nie dowiedział
    No ktoż, ktoż może Pan Bog, anioł
    piotr Tyś powiedział
    Ty mnie nazwać, ty, zapisz
    doktor Ha kapcanie
    Mówi się Panu Jaśnie Oświecony Panie
    Do pelikana naucz go tam jak mówić ten mnich widzę
    z chlewa daj mu tak
    Pelikan bije w policzek
    widzisz, widzisz, Senator się gniewa,
    xiądz piot do doktora
  405. w. 307 już dobił ] dobił R1.
  406. w. 308 w R1: Dziś ty staniesz przed bogiem
    senator — co to?
    doktor on błaznuje
  407. Po w. 309 uwagi: (Daje mu szczutkę) niema w R1.
  408. ww. 310—311 niema w R1.
  409. w. 315 namówił ] w R1 zrazu: pewnie podmowił; przekreślone następnie.
    — w R2 i D: doktor Właśnie przedstawiam pokornie...
    senator odwraca się
    doktor do siebie
    Znowu mnie nie chce słuchać!... Niech mnie co bądź spotka:
    Niema rady — chwyćmy się ostatniego środka.
    Do Senatora
    Te wiersze w D przemazane.
  410. w. 316 To jest ] Że to R1.
  411. w. 317 Książę Adam Jerzy Czartoryski, ur. 1770, wówczas Kurator Uniw. Wileńskiego, późniejszy prezes Rządu Narod. w r. 1831. Ob. korespondencję jego z J. Twardowskim, rektorem Uniw. Wil. (Poznań, 1809) i Mościckiego W. i W. Indeks. — Na emigracji Czartoryski był kierownikiem duchowym narodu przez lat trzydzieści, aż do śmierci w r. 1861.
  412. w. 318—324 w R1: Qu’-est-ce que Vous me dites mon cher o xiążęciu.
    doktor
    (o długo, długo musiałem się krzątać)
    masz ślady — E E (śledztwo) to jest trzeba na to lat dziesięciu
    Nim się xiąże wyplącze, jeśli ia go wplątam.
    Skądże wiesz
    doktor: od roku iuż się tem zaprzątam
    Nareszcie wynalazłem mam ślad oczewisty.
  413. w. 318 w D: Qu’-est-ce que Vous me dites; ręka kobieca poprawiła jak w tekście.
  414. w. 318—319 Que me dites vous là mon cher... Impossible = Co mi Pan mówisz, mój drogi, to niemożliwe.
  415. w. 325 i ] mam R1.
  416. w. 326 w R1: pisane do Xięcia.
    — przejęte listy, ob. Mościckiego j. w., str. 167—170.
  417. w. 327 w R1: Odkrywając jego wszystkie przedsięwzięcia.
  418. w. 329 Lelewel Joachim (1766—1861), znakomity historyk, dwoma nawrotami w Wilnie, jako prof. hist. powszechnej w Uniwersytecie, (1815—1819 i 1821—1824). Ob. tom I monografji A. Śliwińskiego (Warszawa 1918).
  419. ww. 330—335 niema w R1.
  420. w. 336 Pójdź ] Venez R1 D, Mickiewicz przekreślił i poprawił jak w tekście; Pójdź O1.
    que je vous embrasse! = niech cię uściskam.
  421. w. 337—338 w R1:
    Jam się domyślał że to nie sprawa dziecinna
    Ja zaraz odgadnąłem, że to Xięcia sztuka.
  422. Po w. 338 poufale ] niema w R1, dopisane ręką Mickiewicza w D.
  423. Po w. 339 poważnie ] niema w R1; dopisane, ręką Mickiewicza w D.
  424. Przypis własny Wikiźródeł Écoutez - słuchaj.
  425. w. 343 pensyję roczną ] des appointements R1.
  426. w. 347 w R1: ja będę prosił iuż to moja będzie praca.
  427. w. 349 płacy ] pracy D.
  428. Po w 350 biorąc ] bierze R1.
  429. Po w. 351 wydania nie mają żadnej wskazówki, natomiast w R1 czytamy: Do sekretarza. Wprowadziliśmy to do tekstu, aby uczynić zrozumiałym wiersz 352. Między 352 a 353 niema w R1 uwagi: Do doktora, znajdującej się w wydaniach.
  430. w. 353 trutynować ] (trutynować) rezolwować R1.
  431. ww. 354—362 niema w R1, zamiast czego czytamy tam:
    Czekam o ósmej wrócę o ósmej do miasta.
  432. ww. 354—355 niema w D, brak również następującej uwagi: zamyśla się.
  433. w. 363 Co ] Coż R1.
  434. w. 364 w R1: Il est cinq heures.
    doktor
    ledwie oczom wierzę.
  435. w. 365 indeks = wskazówka na zegarku.
  436. Między 365 a 366 w R1 i D: (słucha).
  437. w. 370 tobie ] o tobie R1.
  438. Po w. 371 w R1: Xiądz do Dok
  439. w. 372 różnemi ] wszystkiemi R1.
  440. w. 373 w R1:senator
    Ha, ten braciszek widzę on ma minę szpiega.
  441. Po 373 inscenizacja w R1:
    Drzwi otwierają się muzyka senator wchodzi.
  442. Wierszy 374—377 niema w R1.
  443. w. 374 można ] godzi się D; Mickiewicz skreślił i napisał, jak w tekście Ah! mon cher ] Monsieur le D; Ołówkiem ręka kobieca poprawiła, Mickiewicz atramentem napisał, jak w tekście.
  444. w. 374 c’est indigne! Ah! mon cher sénateur = to nie godzi się... ach, mój drogi senatorze...
  445. w. 375 Vraiment, c’est un malheur = na prawdę, to nieszczęście...
  446. ww. 378—383 znaczą po polsku: senator: Przepraszam, tysiąckrotnie przepraszam, byłem bardzo zajęty. Co widzę? menuet? doskonale ugrupowany. To mi przypomniało dni mej młodości! księżna: To tylko niespodzianka. senator: Czy to Pani? moje bóstwo! Jakże lubię ten taniec! Niespodzianka? Ach! bogowie! księżna: Spodziewam się, że Pan zatańczysz? senator: Oczywiście i jak najlepiej.
  447. w. 378 mille ] ah mille R1.
  448. w. 379 parfaitement ] comme ce bien R1, D z poprawką Mickiewicza po ołówku, ob. uw. do 374, str. 174.
  449. w. 380 Cela m’a rappelé ] Ah ça me rappelle R1, D; ob. uwagę do 379.
  450. w. 381 w R1 i D: Cest une est-ce Vous ] D ma tu poprawki ołówkiem i atramentem; błędnie napisano: 'Est c’ est Vous!
  451. ww. 381—382 w R1:la princesse
    C’est une surprise
    senator
    est-ce Vous, c’est Vous, ah ma deesse.
    Comme j’aime ce menuet c’est une surprise o, dieux.
  452. w. 382 pierwotnie w D: comme j’aime ce moment c’est une surprise, dieux. Ołówkiem, a potem atramentem zmieniono: comme na: que, zmazano: c’est, między: surprise a dieux wpisano: ah!
  453. w. 383 w D: Vous danserez n’est-ce pas.
    senator
    oui, oui, de mon mieux.
    Poprawki kobiece ołówkiem wprowadził Mickiewicz atramentem do tekstu; j’espère ] n’est-ce pas R1; Certes, et ] Oui R1.
  454. W inscenizacji po w. 383: menueta z Don Juana. Była to ulubiona arja z Mozarta, według której Mickiewicz najmilej improwizował. Arja ta wpłynęła na budowę wiersza w całej następującej scenie śpiewanej.
  455. Menuet z Don Juana – zapis nutowy dodany przez zespół wikiźródeł.
  456. Po 383 w nagłówku BAL ] niema w D.
  457. Po w. 383 znajdujemy w R1 całkiem odmienny początek »Balu«, sceny śpiewanej. Inscenizacji brak. Ustępy w R1 należące do siebie, odnajdujemy w wydaniach na różnych miejscach.
  458. Wiersze 384—502 znajdują się osobno w R1 na dalszych kartkach (25b—27b).
  459. Wierszom 384—512 odpowiada w R1 i następujący ustęp:
    menuet z don juana
    (Nowosilcow) Bajkow śpiewa:
    Ah quel honneur, quel, bonheur
    Ah monsieur le senateur
    Je suis votre très humble serviteur
    Berangera
    nagle muzyka gra zjawienie się komandora
    senator
    Co to jest
    wszyscy
    co to co to
    senator
    Zmylili się — pałki
    bajkow
    Bo to mieli grać różne z opery kawałki
    Oni niezrozumieli i stąd zamieszanie.
    mollison wpada ślepa
    Precz, precz, co to jest, puszczaj, ha ty tyranie.
  460. w. 386 ślicznie, lekko ] lekko ślicznie R1.
  461. Po w. 386 Na stronę ] Do Partnera R1.
  462. w. 387 Il crévera dans instant = pęknie za chwilę.
  463. ww. 388—412 w R1:cavaler
    Patrz jak on łasi się i liże,
    On tańczy dalibóg to scena
    Jakby przyswojona hyena
    Patrz jak oczyma strzyże.
    Wczora mordował i katował
    I krwi tyle niewinnej wylał
    Patrz dzisiaj on pazury schował
    I będzie się przymilał.
    jeden z sekretarzy
    Jenerał tańczy czy widzicie?
    Dam niema pódźmy w tan
    drugi
    Ach, zważaj czy to przyzwoicie
    By tańczył ze mną Pan
    pierwszy
    Mnie gorszą, gorszą takie tańce
    drugi
    Patrz tańczy sam Senator
    pierwszy
    Jaki tam s tobą obszarpaniec
    drugi
    Koleski regestrator
    pierwszy
    Ach to są widzę jakóbiny
  464. Po w. 395 Sowietnik = radca. Ob. Objaśnienia Poety.
  465. Wiersza 404 pierwotnie nie było w D. Mickiewicz własnoręcznie go napisał.
  466. Po 413 Sowietnik z gniewem ] Drugi R1.
  467. w. 416 = Ah, co za piękność, co za wdzięk!
  468. w. 416—423 niema w R1.
  469. w 424—439 w R1:
    sowietnikowa A żona Pańska — starosta w domu siedzi — A córki — starosta Jedną tylko mam — Czy jest na balu — z matką siedzi — To Pan tu sam? — starosta Ja sam — sowietnikowa Żona nie bywa u senatora — starosta Dla siebie tylko żonę mam — sowietnikowa Chciałam wziąć córkę Pańską wczora —
    starosta Usłużność Pańską znam —
    sowietnik Tu w menuecie para zbywa
    Ona potrzebna była nam —
    starosta Moja córka w parach nie bywa
    Znajdę ja parę dla niej sam.
    sowietnikowa Mówiono, że tańczy i grywa
    Senator chciał zaprosić sam
    starosta Widzę że senator wzywa
    Naraz po kilka dam
  470. w. 428 I żona nie zna ] Żona nie bywa u D. Mickiewicz poprawił jak w tekście.
  471. w. 440—451 niema w R1.
  472. w. 446 nasza; ] nasza (   ) D. Miał tu być odsyłacz do objaśnienia. — Ob. Objaśnienia. Poety.
  473. Po w. 451 Student, do officera ] Jeden R1, Lachnicki do officera R2, Lachnicki D. Mickiewicz przekreślił, napisał: Młody człowiek, jeszcze przekreślił i napisał: Student.
  474. w. 454 śmieciach ] gruzach R1.
  475. w. 457 otwiéra ] rozdziawił R1.
  476. w. 459 w R1: C’est charmant Do Bajkowa: quelle chanson.
  477. ww. 459—470 w polskim przekładzie:
    student: mój generale, co za pieśń! — bajkow: Co to za zaszczyt, szczęście jakie! Ach, mój panie senatorze, sługą twym pokornym jestem etc. — student: Czy to pańskie słowa, jenerale? — bajkow: Tak — student: Winszuję, Panie! — jeden z officerów: Te kuplety są naprawdę bardzo zabawne. Jaki ton satyryczny i miły. — młody człowiek: Za Pańskie wiersze niezrównane, zrobiłbym Pana członkiem Akademji...senator: Czekaj-no, czekaj, ja cię urządzę dobrze.
  478. Zapis nutowy dodany przez zespół wikiźródeł.
  479. Przypis własny Wikiźródeł Le Sénateur — pieśń Bérangera.
  480. w. 460—474 w R1: Général, ce sont vos paroles?
    bajkow Oui — drugi Arrangez donc la musique, Ah les paroles, comme c’est drôle, Comme c’est satirique. młody człowiek Pour cette chanson genérale, On vous fera académicien — bajkow Senator nasz dzisiaj rogal — drugi Co? co? — bajkow Je ne dis rien — Nazbyt ohydni nazbyt starzy. — Jeśli ci zbrzydnął, to go rzuć — sowietnikowa Jak mojej córeczce do twarzy — starosta Jak od nich romem czuć.
  481. Po w. 462 Student ] Lachnicki D. Mickiewicz poprawił na: Młody Student, poczem skreślił: Młody.
  482. Po w. 463 Student ] Lachnicki D.
  483. ww. 464—466 kreślone ołówkiem i poprawiane; Mickiewicz uwydatnił atramentem poprawki.
  484. Po w. 466 Młody Człowiek ] Gorecki R2. D. Mickiewicz w D poprawił, jak w tekście.
  485. Po w. 468 (pokazując Xiężnę) dopisał w D.
  486. w. 470 va, va w D dopisane ołówkiem ręką kobiecą, wzmocnione atramentem przez Mickiewicza.
  487. w. 475—482 niema w R1.
  488. Po w. 482 Justyn Romuald Pohl, ur. 1802, Kand. praw Uniw. Wileń., z czasem organizator powstania w roku 1831 w Oszmiańskiem. Ob. Mościcki, 193.
  489. w. 484 Lub zamalować ] Albo dać pięścią R1.
  490. Po w. 484 Bestużew — Może Aleksander Biestużew (1795—1837). Znany patrjota rosyjski, wspólnik Rylejewa; obacz wiersz: Do Przyjaciół Moskali.
    Bestużew ] niema w R1.
  491. w. 490 w R1: (I fundusz szkolny zjeść) I całą młodzież zjeść.
  492. Po 490 Justyn Pol ] niema w R1.
  493. Po w. 492 Bestużew ] niema w R1.
  494. w. 493 u nas ] w Moskwie R1.
  495. Po w. 494 Pol ] niema w R1.
  496. w. 495 w R1: Świerzbi nóż w ręku łotra ubić.
  497. Po w. 495 Bestużew ] niema w R1.
  498. Po 496 Pol ] niema w R1.
  499. Po ww. 497 i 499 Bestużew ] niema w R1.
  500. w. 502 Ks. Piotr ] Xiądz R1.
  501. Po w. 502 arja Kommandora, z opery Mozarta Don Juan.
  502. w. 508 Arrangez donc = Wprowadźcie porządek!
  503. Po w. 508 Rollisonowa ] Mollison D; tak samo w następnych miejscach bez poprawki.
  504. w. 509 Puszczaj mię, puszczaj ] Przepuszczaj D. Poprawił Mickiewicz.
  505. w. 510 Kto jéj co ] A kto jej D.
  506. Po 510 Lokaj chce ] Lokaje (chcą) D.
  507. w. 513 w R1 senator
    Weźcie ją.
    mollison
    Spróbuj, mozgi o bruk Wam rozbiję.
  508. ww. 515—516 niema w R1 ani w D. Mickiewicz wpisał je w D potem, na marginesie z lewej strony.
  509. w. 520 Syn! wyrzucili ] Wyrzucili go R1.
  510. w. 522 ten ] on R1 Zbawiciel? ] zbawiciel! D.
  511. w. 523 w R1: Kobieto nie bluzn, modl się i wierz syn twoj żyje.
  512. w. 526 zwłok nie dostrzegłam ] (krwi) zwłok niepostrzegłam R1.
  513. w. 528 Zwłok ] Krwi R1.
  514. w. 529 w R1: Lecz krew czułam, tu czuię na boga żywego.
  515. w. 530 Tu krew ] tę krew R1. Wiersz ten brzmiał pierwotnie w D: Ja tu czuję — krew czuję — tu krew syna mego; Mickiewicz poprawił, jak w tekście.
  516. Po w. 531 inscenizacja w R1:
    (bieży szukając Pelikana i pada zemdlona —
    Słychać uderzenie piorunu)
    Wszyscy zlęknieniżegnają się
    Wielu
  517. w. 534—536 w R1:senator
    Okna doktora, siada zamyślony
    c’est c’est c’est
    I on mu prorokował a a a le diable
    jeden z kompanii
    Słyszysz hałas tam w domu iak krzyczą kobiety.
    ktoś na ulicy
    cha cha cha diabli wzięli.
    pelikan wbiega
    nasz doktor zabity.
  518. w. 536—543 niema R1.
  519. Po w. 543 w R1: Senator patrząc na omdlałą Mollison.
  520. w. 545 Do syna? ] Do syna! R1.
  521. w. 546 w R1: Może Bóg da że syn jej, on jeszcze oddycha.
  522. w. 548—549 = To nie do pojęcia!... ah, to djabeł!
  523. w. 548 i 549 w R1: c’est, c’est, c’est inconcevable
    I on mu prorokował Ah! ah! ah! le diable!
  524. w. 549 c’est diable! ] le diable! D. Poprawka ta ołówkiem wpisami kobiecą ręką.
  525. w. 550—559 niema w R1.
  526. Po w. 556 w R2 i D:
    senator ustawiwszy
    He, Dyrektor! Cóż... grajcie znowu menueta!
    pułkownik do Sowietnikowej
    I Pani tak się boisz?...
    sowietnikowa
    Ja jestem kobieta
    pułkownik
    Harmaty równie huczą i częściéj trafiają,
    A my idziemy w ogień...
    senator do muzyki
    Cóż oni tam grają?
    dyrektor
    Panie, wielkie nieszczęście! Pomięszali noty
    senator
    Zmięszali?... Pałki!
    Słychać grzmoty
    wszyscy
    Grzmoty!
    jeden głos
    Księżna mdleje!
    wszyscy
    Grzmoty!
    Uciekają różnemi drzwiami
    sowietnikowa do Pułkownika
    Ach, jak drzwi zawalili...
    pułkownik uciekając
    Nie róbmy hałasu...
    sowietnikowa trzymając go
    Zrób mi Pan przejście, proszę...
    pułkownik Pardon, nie mam czasu.
    sowietnikowa
    I Pan zląkł się! Uciekasz?...
    pułkownik Do kwatery jadę:
    Służba przed wszystkiém... Adieu... Jutro mam paradę.
    Wszyscy uciekają: naprzód lewa, potém prawa strona.
    Zostają Senator, Pelikan, Ks. Piotr.
  527. Po w. 557 w inscenizacji: Pelikan, ks. Piotr ] Pelikan, X. Piotr i Pani Mollison omdlała D.
  528. w. 560 Voyez ] Patrzno R1; voyez ] ha R1.
    voyez... quel oeil hagard = Patrz, patrz, co za błędny wzrok.
  529. w. 561 un singulier hasard = dziwny przypadek.
    To jest ] Ha to R1.
  530. w. 563 w R1: Skąd wiedziałeś, pioruny, czy to boże kary.
  531. Po w. 563 Ksiądz milczy ] niema w R1.
  532. w. 565 ten doktor ] on trochę R1.
  533. w. 566 On aurait fort à dire ] Il y a beaucoup de choses R1, D. Poprawione w D na brzmienie tekstu ręką kobiecą atramentem; trzymać ] trzymał R1.
    On aurait fort à dire = niejedno dałoby się powiedzieć.
  534. w. 568—569 niema w R1.
  535. w. 569 on dirait bien ] il y a beaucoup D. Ob. uw. przy 566.
    on dirait bien des choses!... mówionoby wiele.
  536. w. 571 Toćby nas przecie ] Jużby przecie mnie R1.
  537. w. 572—573 w R1:xiądz piotr
    Jeśli pozwolisz, powiem ci dwie przypowieści
    senator
    Ha ha mów śmiało
    pelikan
    Byle krótkie pełne treści
  538. w. 573 ...Dwie przypowieści. Przypowieści te już są w najściślejszym związku z tonem Ksiąg Narodu i Pielgrz. Pol., co świadczy o współczesności III Cz. Dziadów z Księgami.
  539. w. 579 inne pobił ] innych zabił R1.
  540. w. 583 najgłośniéj ] naj(sławniej) wyżej R1, D; — najhaniebniéj ] najbolesniej R1.
  541. w. 586 zabić ] pobić R1.
  542. w. 589 starosty ] starostę R1.
  543. w. 597 sławném ] wielkim R1.
  544. w. 598 rzymski ] cały R1.
  545. w. 601 a kat was ] kat w ciemność R1.
  546. w. 602—603 w R1:
    Śród skalistych i ciemnych i głębokich zrębów,
    Kędy będzie płacz wieczny i zgrzytanie zębów.
  547. w. 604 Do ] a R1.
  548. w. 607 rady ] sądy R1.
  549. w. 608 pił i ] pijał R1.
  550. w. 610 w R1:senator
    (comme ce long)
    ça m’endort, no moj xięże, gdzie chcesz ruszaj sobie
    Ale pamiętaj przestań na tej pierwszej probie
    il bal la campagne. = Mówi od rzeczy, baje, nudzi.
  551. w. 611 cię ] raz R1; tak ] to R1.
  552. w. 613 Rollisona ] Mollisona R1, D.
  553. Po 613 inscenizacja w R1: Senator odchodzi, Xiądz odchodzi i spotyka na progu Konrada, który prowadzony od dwóch żołnierzy ujrzawszy Xiędza wstrzymuje się i patrzy nań długo; przez dwóch ] od dwóch D.
  554. w. 616 Czy ] Ach R1 A! D.
  555. w. 618 mię ] mnie R1.
  556. Po w. 618 do Księdza ] niema w R1.
  557. w. 622 we śnie ] przez sen R1.
  558. w. 624 Weź ] wezmij R1; pierścionek ] pieniądz R1; przedaj; daj ] i oddaj R1.
  559. w. 626 w R1 zrazu: Uczułem co iest czysciec, wiem że iest niewolą — następnie przekreślone i tak, jak w tekście.
  560. w. 628 w R1: Będziesz słuchał, i dam ci za pieniądz przestrogę.
  561. w. 629 w R1: Jeśli pojdziesz w daleko nie wiadomą drogę. nieznajomą ] niewidomą D.
  562. w. 630 wielkich ] pięknych R1.
  563. ww. 631—632 zapowiedź spotkania z Oleszkiewiczem. Ob. dalej w Ustępie: Petersburg ww. 204—206 i objaśnienie do Oleszkiewicza, str. 257—258.
  564. w. 633 w D: Słuchaj co powie on ci wiele dopomoże.
    Potem zaraz napisane: Scena IX. Wierszy od połowy 633 do 635 niema w D.
  565. Zakończenie sceny VIII: ww. 633—636 w R1:
    Słuchaj co powie — on ci wiele dopomoże
    (Wtenczas przypomnij ze mną rozmowę dzisiejszą)
    A ile kroć przypomnisz rozmowę dzisiejszą
    Będziesz miał dzień (przyjemny wyraz: przyjemny tak przekreślony w autografie, że prawie nieczytelny.) mniej i noc spokojniejszą,
    Koniec sceny.
    Wtenczas nieraz przypomnisz rozmowę dzisiejszą
    Dzień twoj będzie mniej przykry, noc twa będzie lżejszą.
    Zakończenie sceny VIII w R2:
    Poznasz, bo cię powita pierwszy w imię Boże
    Słuchaj co powie; on ci wiele dopomoże.
  566. W nagłówku: Scena IX. ] Scena X ostatnia D. W R1 zamiast całego nagłówka, podanego w tekście, czytamy:
    Intermezzo smentarzKobieta w bieli — guslarz.
    W D: Smętarz. O podal widać kaplicę — Noc dziadów — Guślarz i kobieta w żałobie.
  567. w. 3 R1: Jak noc zimna, jak noc głucha.
  568. po w. 3: Kobieta — niegdyś Maryla.
  569. w. 4 R1: Ja nie pójdę, mój guślarzu.
  570. w. 8 Zjawił się po mém weselu ] Widziałeś mój przyjacielu R1
  571. w. 13 może ] wtedy R1.
  572. ww. 13—24 są komentarzem dla objaśnienia Widma z końca II cz. Dziadów. Ob. wydanie Bibl. Nar. Nr. 11.
  573. w. 16 W tajemniczą noc na dziady ] W tajemniczej nocy dziadów R1.
  574. w. 17 wzywać ] przyzwać R1.
  575. w. 24 głucha ] smutna R1.
  576. w. 25 w piersiach ] jego R1.
  577. ww. 27—30 niema w R1.
  578. Między w. 31 a 32 mamy w R1: I już guślarz ognie pali.
  579. Po w. 32 rozpoczyna się różnica układu wierszy między R1 a tekstem drukowanym. Po w. 32 następuje w R1 bezpośrednio wiersz 52. Natomiast wiersze od 33—51 następują w R1 po w. 146.
  580. w. 33 zaklęli ] wyrzekli D.
  581. w. 35 Wezwali ] Wzywaią R1.
  582. w. 36 świateł ] iskier R1.
  583. w. 39 powietrznych roje ] roje powietrznych R1.
  584. w. 47 R1: Czy stąd będę widzieć duchy.
  585. w. 48 blask z kaplicy ] (kaplicę) blask w kaplicy R1.
  586. w. 49 klęli ] zaklną R1.
  587. w. 54 ze mną ] tylko R1.
  588. w. 56 niegdyś ] wielkie R1.
  589. w. 57 Już ] Patrz R1.
  590. w. 58 Rozwiérają ] Patrz ruszają R1; rozwierają O1.
  591. w. 59—60 R1: I powstają w górę deski
    Wybuchnął ogień niebieski.
  592. w. 61 Wysuwają ] I powstają R1.
  593. w. 63 żarzewie ] zarzewie D.
  594. w. 65 i 66 R1: Dzikie strasznie widmo stoi
    Guslarz duchów się nie boi
  595. w. 67 Ha! Co widzisz? ] Co ty widzisz? R1.
  596. ww. 67—98 Trup to świeży. Mowa tu o doktorze Bécu, którego zabił piorun d. 26 sierpnia 1824 r., a więc na dwa miesiące niespełna przed wywiezieniem filomatów.
  597. w. 72 Żarzą się dwie ] Żarzące się R1.
  598. w. 73 Każdego ] złotego R1.
  599. w. 77 R1: Leci trup zębami zgrzyta.
  600. w. 80 srebro ] złoto R1.
    wrzące srebro — aluzja do rubli srebrnych stopionych od pioruna w biurku »tuż u głów doktora«.
  601. w. 81 widmo ] Duch R1.
  602. w. 82 kościół ] cerkiew R1.
  603. w. 84 srebro ] złoto R1.
  604. w. 85 wyléj ] wyjmij R1, człowieku ] człowiecze R1.
  605. w. 87 R1: weźmij mi z dłoni ten straszny żar złoty.
  606. w. 89 kruszec ] złoto R1.
  607. w. 90 kiedyś ten ] póki on R1.
  608. w. 92 Ten kruszec ] Ja złoto R1.
  609. w. 93 uszy ] oczy R1.
  610. w. 95 R1: Ja będę swym...
  611. w. 97—98 niema w R1; natomiast czytamy tam: Pódź, pódź, ia cię żarem przesieję. Z autografu widać, że parę razy zaczynał ten wiersz Poeta. Między tym a następnym wierszem papier niezapisany na szerokość 5 cm.
  612. po w. 98 Ucieka ] Ucieka przez cmentarz R1.
  613. w. 100 R1: Wylazł z ziemi.
  614. ww. 101—145: obrzydłe trupisko. Mowa o Bajkowie, który kochał się w ideale Odyńca, Zofji Chłopickiej; zmarł nagle w marcu 1829 r. przed Ostrą Bramą w Wilnie.
  615. w. 107 Od kaplicy ] (Ale) Nie, nie do nas R1.
  616. w. 127 Wszystkie, jak ] I jakby R1.
  617. w. 130 R1: Ku dziewicy ogniem.
  618. w. 141 Znowu wabi ] wabi z dala R1.
  619. w. 142 Znowu ] leci R1.
  620. w. 146 Tak ] Ty; Tak ] Ja R1; Po tym wierszu w R1 widać przerwę w pisaniu i miejsce niezapisane na szerokość 4 cm.
  621. w. 147—148 niema w R1.
  622. w. 150 wkrótce koniec dziadów ] trzeci kur zapieje R1.
  623. w. 151 Słyszysz? trzeci kur już pieje ] Już się zakończyły Dziady R1.
  624. w. 152 Tam ] Już R1; śpiéwają ] śpiewają O1.
  625. w. 154 kobieta I nie przyszedł on na dziady ] niema w R1.
  626. w. 161—162 R1 inny podział: kobiéta Wymówiłam — on nie słucha. guślarz Zaklinałem — niema ducha.
  627. w. 164 Albo zmienił ] Musiał zmienić R1.
  628. w. 165 Gustaw zmienił imię stare, gdyż, jak wiemy z Prologu, w inskrypcji łacińskiej nazwał się Konradem. Kochanek Maryli w Improwizacji objawił się jako kochanek »całego narodu«, wszystkich »przeszłych i przyszłych pokoleń«
  629. po w. 168 Wychodzą z drzewa ] Niema w R1.
  630. w. 180 miał ] ma R1.
  631. Zam. w. 181, którego niema w R1 czytamy tam: Tkwi w niej jeszcze dawna rana Widać, że w duszę zadana, Lecz koło niej innych wiele.
  632. w. 185 w R1: Nikt go z ran tych nie wyleczy.
  633. w. 186 weń ] mu R1; wraził ] wsadził D. Mickiewicz poprawił.
  634. po w. 186 czytamy w R1: Przeleciał, lecz jam go zbadał.
  635. ww. 188—190 wypowiada w R1 Guślarz, nie zaś jak w wydaniach Kobieta. w. 188 miał ] ma R1.
  636. w. 192 niema w R1.
  637. Koniec aktu pierwszego. ] Koniec R1 D; w R2: »Koniec. Skączyłem Tak i dziś wymawiają w gwarze kresów wschodnio-północnych. przepisywać na przewodną niedzielę 1832 w dziesięć lat po napisaniu (pierwsz) czwartej części«. —
  638. Droga do Rosji. W R2 porządek następujący: Przedmieścia Stolicy. — Petersburg. — Pomnik Piotra Wielkiego. — Przegląd wojska. — Dzień przed powodzią. Oleszkiewicz.
  639. w. 6 w R2: A widzą obce pod sobą żywioły,
    Choć jeszcze silne, już piórem źle władną,
  640. w. 33—41 w R2: Czyliż Bóg na niej wypisze przykłady
    Miłości swojej? Czy szatan swe zdrady...
  641. w. 42—47 w R1: Nieraz wiatr wpadnie i w polach szaleje
    I bryły śniegu odrywa i ciska
    Lecz biała ziemia (ani poczuje) pod
    wiatrem nie drzy, nie czernieje,
    (Ani) Jak morze rycząc nie wstaie z łożyska
    Ale jak gdyby woda skamieniała,
    Leży ostygła, nieruchoma, biała.
    Jako warjant tych wierszy znajdujemy w R1 na marginesie po prawej stronie pięć następujących wierszy, skreślonych »pospiesznie i niewyraźnie«.
    Nieraz wiatr lecąc po połach szaleje,
    Lecz morze śniegów nie drzy, nie czernieje,
    Ryczącą falą nie wstaje z łożyska,
    Ale jak gdyby morze skamieniałe
    Leżą te pola nieruchome, białe.
  642. w. 48—53 znajdują się w R1 o 25 wierszy dalej w następującej, kreślonej i zmienianej formie:
    Czasem najsroższy Huragan wylata,
    Prosto z biegunów, nie wstrzymany w biegu
    Aż do Odessy rowninę zamiata,
    Czasami w gorę ciśnie chmurę śniegu
    (I całe mnostwo kib)
    I podróżnego z kibitką pochłonie
    Jak symum, Libów wielbłądy i konie.
    Na marginesie po prawej stronie warjant ostatniego wiersza:
    Jak symum błędnego araba w Imonie.
    Jak symum błędnych Libów przy Kanopie.
  643. w. 50 Euxinu = Morza Czarnego. Nazwa Euxinus z greckiego, jako przydomek morza »gościnnego« (euxenos).
  644. w. 53 Symum, wicher afrykański, niosący tumany piasku.
  645. w. 54—57 niema R1.
  646. w. 58—68 znajdują się w R1 wyżej jako wiersze 16—26.
  647. po w. 57 w R2:
    Burza w las wpada. Las lodem pobity,
    I śnieżystemi obwisły konary:
    Drzewa tam stare, twarde jak granity,
    Spokojnie wichru wytrzymują szały:
    Bo ich wierzchołek świstu nie powtórzy,
    Z ich głębi echo nie gada do burzy.
    Wicher, wdarłszy się do cichego boru,
    Po bryłach lodu i po śniegów puchu
    Jak Napoleon biega bez oporu,
    W końcu zdrętwiały, upada bez duchu.
    Wiersze te znajdują się w R1 o wiele wyżej jako ww. 7—16 w formie pierwotniejszej:
    Burza w las wpada, las lodem pobity
    I snieżystemi obwisły kawały
    Drzewa tak stare twarde jak granity,
    Wiatr w nie uderza, smutniej niż we skały,
    Bo ich wierzchołek swistów nie powtorzy,
    Z ich głębi echo nie gada do burzy.
    I wiatr (wlatuje) wdziera się do strasznego boru
    (Przez) Po bryłach lodu i po śniegów puchu
    Jako (nieprzyjaciel) zwycięzca biega bez oporu
    W końcu zdrętwiały sam pada bez duchu.
  648. w. 62 stosów rzucone ] domów szykowne ([rzucone] stawione) R1.
  649. w. 64 w R1: Jak kitki czapek, dmą s kominów pary. — Wiersz ten kilkakrotnie mazany i poprawiany.
  650. w. 65 w R1: Dmące s kominów oknami błyszczące.
  651. w. 66—68 w R1:
    (Stoją), Jak rzędy wojska (szykowane w pary) tu stawione w pary
    Tam (w) czworobokiem, tam wielkim obwodem.
    I taki domów (zbiór) połk zowie się: grodem
  652. w. 69—96 brak w R1.
  653. w. 92 wytcze, ogólnie: wytka; forma tcze zamiast tka była powszechnie w użyciu w XVI wieku.
  654. w. 96 prorocza zapowiedź! ćma bolszewicka, brudne nocy plemię, zagroziło zagładą cywilizacji europejskiej.
  655. w. 98 wymyślił ] nakryślił R1.
  656. w. 108 Świecą się w lesie ] Świecą srod lasów R1.
  657. w. 113 podług ] słowem R1.
  658. w. 120 w R1: Blady i chory idzie wolnym krokiem.
  659. w. 126 gwiźdżąc ] gwiździ R1. — w. 127 Blędny ] Wielki R1.
  660. w. 129 wojsku żywność ] żywność wojska R1.
  661. w. 131 Kassy połowę ] Połowę groszy R1.
  662. w. 132 zręcznie dzieło ] dobrze sprawa R1.
  663. w. 136 chorych ] wszystkie R1.
  664. w. 142 w R1: Konie spienione; a kibitka bieży.
  665. w. 145 Zapewne ] Dosyć że R1.
  666. w. 151—152 w R1: Może większego pochwycono śmiałka,
    Podejrzanego Gruzyii Feldmarszałka.
  667. w. 152 Jermołow, ob. Objaśnienia Poety na końcu.
  668. w. 153 chociaż ] widzisz R1.
  669. ww. 153—154 pierwotnie w R2 brzmiały:
    Kto wie? ten więzień był wciśniony w słomie,
    Ważny! Kazano go wieść niewidomie
    Lecz głowę wytknął — jaki to wzrok dumy.
  670. w. 155 wozów ] kibitek R1.
  671. w. 156 To pewnie orszak ] To ciżba iego R1.
  672. w. 158 Myśliłem ] Myślałby R1.
  673. w. 161 ta ] tak R1.
  674. w. 162 podejrzane ] lub xiążecia R1.
  675. w. 163—164 niema wR1.
  676. Przedmieścia Stolicy, w R1 i R2 napis: Petersburg.
  677. w. 10 Świéżo ] Sztucznie R1.
  678. w. 14 osobnych ] żelaznych R1.
  679. w. 15 ich architektury ] rossyjskiej struktury R1.
  680. w. 16 w R1: Godzien krajowców, godzien ich natury!
  681. w. 20 ob. Objaśnienia Poety na końcu.
  682. w. 22 zamtuzy, wyraz staropolski, z niemieckiego g’sammthaus, dom schadzek, dom rozpusty.
    zamtuzy dźwignęli ] domy podźwignęli R1.
  683. w. 24 do R1, R2; w wydaniach O1, O2 błędnie od.
  684. w. 27 w R1: Ileż ziem polskich trzeba było zgrabić.
  685. w. 29 w R1: Złotem Korony zdala nakupiono.
  686. w. 31 gmachy ] gmach ten R1.
  687. w. 33 w R1: Tańcząc przy nutach francuskich balletów.
  688. w. 37 Teraz w tych gmachach ] A po ich salach R1.
  689. w. 38 Panowie] Oni są R1.
  690. w. 39 śnieżno ] sucho R1.
  691. w. 40 ob. Objaśnienia Poety na końcu.
  692. w. 41 chyliło ] skłoniło R1.
  693. w. 42 otwarte szeroko ] odkryte szeroko R1.
  694. w. 46 Przed nami ] Przedemną R1.
  695. w. 48 w R1: słupy krużganki i ściany i mury.
  696. w. 51—52 w R1: Gęstemi słupy prosto w niebo lecą
    Te przeciw słońcu jak marmury świecą
    Tamże na marginesie dopisano jako warjant:
    Mroźnem powietrzem prosto w niebo lecą,
    Te w słońcu jako marmur biały świecą.
  697. w. 52 marmury kararyjskie, z miasteczka włoskiego Carrara, słynne z białości i delikatności.
  698. w. 53 w R1: Na tamtych iskry pereł i rubinów.
  699. w. 55 w krużganki ] krużgankiem R1.
  700. w. 59 Libijski tuman oznacza tu podłoże afrykańskie dla złudy optycznej (fata margana).
    Libijskiem wybuchnie ] piaszczystym Libijskim R1.
  701. w. 61 Ob. Objaśnienia Poety.
  702. w. 62—63 w R1: Podjęto łańcuch — badają u bramy,
    Kibitka carska — do miasta wjeżdżamy.
    w R2: Już zdjęto łańcuch, badają u bramy:
    »Wygnańcy z Litwy« — wpuszczają, wjeżdżamy.
    Po tych wierszach w R1, R2 bez żadnego nagłówka w dalszym ciągu: Za dawnych greckich i Italskich czasów.
  703. Petersburg. W nagłówku: Petersburg ] R1, R2 niema; Peterzburg O1.
  704. w. 2 pod przybytkiem ] u przybytków R1.
  705. w. 3 pierwotnie w R1: U poświęconych zrodeł albo lasów.
  706. w. 10 powoli ] kwitnęły R1.
  707. w. 12 obrońca ] bohater R1.
  708. w. 15 Leźć ] iść R1.
  709. w. 16 Ob. Objaśnienia Poety.
  710. w. 21—23 w R1: Nie ludzie chcieli ale car rozkazał,
    To jest nie miasto, to tylko stolica,
    Cara zwabiła morska okolica
    Przytem warjant:
    Nie miłe ludziom, lecz te okolice
    Car upodobał i car tu rozkazał
    Stawić nie miasto, lecz sobie stolicę
  711. w. 26 wpędzić ] wsadzić R1.
  712. w. 28 palach ] drzewach R1.
  713. w. 31 Sprowadzać drzewa ] Przywozić drewna R1.
  714. w. 32 Ob. Objaśnienia Poety na końcu.
  715. w. 40 Uderza Cara ] Dziwiła cara R1.
  716. w. 41 Porznął ] Przerżnął R1.
  717. w. 44 Prócz ich ] Oprócz R1.
  718. w. 45 w R1: pierwotnie: Dawno głoszono na ziemi przysłowie.
    sławne ] dawne R1.
  719. w. 49 budowały ] zbudowały R1.
  720. w. 52 tam cegły ] tu cegły R1.
  721. w. 57 pism tak ] liter R1.
  722. w. 60 w R1: Senator, w polskich spraw departamencie.
  723. w. 61—64 w R1:
    Szambellan Cara — napis — tu (Monsieur Joco) Francuz Joco
    Lekeye daje —
    W czystym francuskim, paryskim akcencie,
    (Świadectwo na to ma w swoim patencie)
    I prawem ściga wszystkich szarlatanów,
    Co chcą, prócz niego, ujść za paryżanów.
    Zamiast ww. 66—80 mamy w R1:
    robi kiełbassy dla matki cesarza —
    Napis, Tu luter xiądz s pisma wykłada,
    Że car jest papież i (kościołem) sumnieniem włada.
    (Tu znak modnisi, tam klucze ślusarza — )
    Tam dalej truny anglika grabarza
    Tu składy ostryg, tam przedają struny
    (Tam kapelusze modne, tu bizuny).
    Obok warjant:
    Tu składy wina, tam (handel s banknotów) masek na reduty
    Tu stroje damskie, tam fabryka knutów
    Tu robią stroje damskie, a tam knuty.
  724. w. 71 Boskiego ] Bożego O1.
  725. w. 78 Ob. Objaśnienia Poety.
  726. ww. 81—100 znajdują się w R1 w innym porządku: wierszom 81—92 odpowiadają w R1 wiersze 240—251, a wierszom 93—100 odpowiadają w R1 ww. 232—239.
  727. w. 81 W ulicach ] Tu lecą R1.
  728. w. 82 Na łyżwach błysną, znikną bez ] Śnieg je przesuwa, niesłychać R1.
  729. w. 84 w R1: Jako latarni czarodziejskiej mary.
    (Błyszczące złotem, ubielone śniegiem, pobielane)
    (Błysną i znikną zaledwie dojrzane)
    (Lecą i złotem i śniegiem błyskają)
    (I w dali coraz ciemnieją, znikają)
  730. w. 86 szron mu okrył ] śnieg opruszył R1.
  731. w. 88—92 w R1:
    I kożuchami obwinąwszy nogi
    (Piskliwym głosem krzyczy)
    Wrzeszczą piskliwie — senator — precz z drogi.
    Warjant:
    W kożuchach, istne dzieci boreasza
    Futrem ogromnym obwinąwszy nogi
    Gmin się dokoła cofa i rosprasza.
    (Woz, kuczer, (mosiądz) snieg, (szron) wrzaski i bicze,
    (Błyszczą) Wschodzą i nikną jak sny tajemnicze)
    Wokoło koczow, saneczek gromada
    Jak (u stóp floty) srod okrętów małe kaczek stada.
  732. w. 89 Boreasz — Wicher północny zwał się po grecku boreas.
  733. w. 93 Tu ludzie ] I ludzie R1.
  734. w. 94 stanie ] staje R1.
  735. w. 99 Widząc te ] I widząc R1.
  736. w. 100 Ob. Objaśnienia Poety.
  737. w. 101—106 brak w R1.
  738. w. 107—144 są w innym porządku w R1, a mianowicie: ww. 107—116 = 272—281 R1, 117—137 = 252—270 R1, 138—144 = 271, 282—287 R1, 145—146 brak w R1.
  739. w. 109 piechoto — w R2: piechotą.
  740. w. 112 abcugach = odstępach.
    W równych ] W porządnych R1; abcugach ] cugach R1.
  741. w. 115—116 w R1:
    (Miejscami czarne, białe) czarne i czerwone
    Wszyscy zdają się ciągnąć w jedną stronę
    Wariant: Ciągną koleją w tę i ową stronę.
  742. w. 119 w R1: Idą (piechotą) poważni, wielcy urzędnicy.
  743. w. 122 wszystkim ] ludziom R1.
  744. w. 124 w R1: I pełznie dalej, wolnym krokiem żuka.
  745. w. 125 modniejsze ] wesołe R1.
  746. w. 128 pochyłym karkiem ] pochyłem okiem R1.
  747. w. 131 A każdy giętki ] Każdy pochyły R1.
  748. w. 132 w R1: Jak s podkulonym żądłem skorpiony; w R2: Tając się (lazą) pełzną.
  749. w. 133 Pośrodku ] Pośród nich R1.
  750. Po w. 135 w R2: Te Salamandry północne wiatr piją
    Słotami dyszą i od zimy tyją:
  751. w. 135—136 w R1: A każda (chce) świeci paryskim stroikiem
    I nóżką miga s futrzanym trzewikiem.
  752. w. 137 w R1: Zaczerwienione od mrozu jak raki
  753. w. 139 w R1: Obok powozy płyną jako statki.
  754. w. 140 głębokiej ] dalekiej R1.
  755. w. 141 w R1: Już pierwsi wsiedli i okna zamknęli.
  756. w. 142 piechotne ] piechoty R1.
  757. w. 143 w R1: Nie jeden zmarzły, nieraz w febrze stęknie —
  758. w. 147 w R2: (Szli jacyś).
  759. w. 148 twarzą i ] postawą R1.
  760. w. 151 w R1 zrazu: Po tych koszarach, po tych zamków szczytach; potem jak w tekście.
  761. w. 153 Czepiają oczy ] Siedzą oczyma R1.
  762. w. 154 osadzona ] złożona R1.
  763. w. 155—156 w R1: I czasem w gorę podnoszą ramiona,
    Jak gdyby myśląc — (czy je człowiek zwali) może je ktoś zwali.
    Po tych wierszach inny następuje ciąg w R1, a inny w wydaniach, a mianowicie: R1 298—309 = 185—196; 310—331 = 157—184; 332—339 = 197—204.
  764. w. 158 Pielgrzym sam jeden = Konrad.
    Pielgrzym ] Konrad R1.
  765. w. 161 na piersiach założył ] założył na piersiach R1.
  766. w. 162 w R1. I w pałac cara i w... (wyraz nieczytelny) bagnety.
  767. w. 163 jako dwa noże ] jak dwa sztylety R1.
  768. w. 165 Gdy zdradą wzięty i skuty ] Gdy ślepy, nagi, scisniony R1.
  769. w. 167—168 niema w R1.
  770. w. 169—172: brzmiały pierwotnie w R1 inaczej i uległy tam różnym zmianom:
    Twarz jego dotąd nieruchoma blada
    Ta nagle strasznie, zaczęła się mroczyć
    (Jak gdyby wieczór co w tych)
    Myślałbyś, że noc, która na tę ziemie
    Nagle i szybko jako całun spada
    Na jego twarzy złożyła swe brzemie
    I z niej ma dalej swe cienie wytoczyć
    Naprzód stąpiła na jego oblicze
    W niem założyła państwo tajemnicze
    Z niego dalej ma swój cień rostoczyć.
  771. w. 173 pustej ] cichej R1.
  772. w. 174 drugi człowiek = Oleszkiewicz; ob. dalej ustęp pod tem nazwiskiem.
  773. w. 178 w R1: O żonie jego i o dzieciach pytał.
  774. w. 181 dworca ] twierdzy R1.
  775. w. 184 żebrzący żołnierz lub ] ku niemu żebrzący R1.
  776. w. 185 w R1: Dawał jałmużnę, dumał i stał długo.
  777. w. 186 pierwotnie w R1: A w jego twarzy był wyraz rospaczy.
  778. w. 189 w męczarniach narody ] ludów pokolenia R1.
  779. w. 192 zbawienia — swobody ] swobody — zbawienia R1.
  780. w. 193 w R1: Dumał oparty na fontany brzegu.
  781. w. 198 i chociaż ] nie bardzo R1.
  782. w. 204 rozkaż w imię Boże — wyraźne nawiązanie do przepowiedni X. Piotra, danej Konradowi pod koniec sc. VIII.
  783. po w. 201: Pierwotnie spotkanie dwu samotników kończyło się wierszem 204. Potem na lewym marginesie w R2 wstawił Poeta drobniutkiemi literkami dwa wiersze:
    »Chrześcijaninem jestem i Polakiem,
    Witam cię Orła i Booza znakiem«.
    Było to powitanie wolnomularskie. Oleszkiewicz bowiem był dygnitarzom wolnomularstwa, jako mówca loży Orła Białego w Petersburgu. Powitanie było wedle rytuału drugiego stopnia symbolicznego. Pierwszym stopniem był Jakin (uczeń), drugim Booz (czeladnik), trzecim Mistrz Macbenac. Mickiewicz po namyśle, usunął powitanie wolnomularskie i przemienił wiersz pierwotny na: »Witam Cię Krzyża i Pogoni znakiem« — w czem chciał wyrazić pochodzenie Oleszkiewicza z Litwy. Co do znaków masońskich ob. dzieło X. Stanisława Załęskiego: »O masonji w Polsce«. Wyd. drugie. Kraków 1908. Część druga, str. 27, 33, 50, 210, 237.
  784. w. 205—216 niema w R1.
  785. Pomnik Piotra Wielkiego. Wiersza tego niema w R1.
  786. w. 1 w R2: (Słotnym wieczorem); dwaj młodzieńce — Mickiewicz i Puszkin.
  787. Po w. 11 (Wychodząc do kraju fal i niepogody) R2.
  788. w. 17 ob. Objaśnienia Poety.
  789. w. 19 bucefał, koń Aleksandra W., stąd wogóle koń paradny.
  790. po w. 19 pierwotnie w R2 (Z mieczem przy boku z uwieńczonem skroniem).
  791. w. 27 ob. Objaśnienia Poety.
  792. w. 37 Paktol, złotonośna rzeka w Lidji, dziś zwana Sarabat.
  793. w. 56 ob. Objaśnienia Poety.
  794. Przegląd wojska. Nagłówka tego niema R1, jest natomiast w R2.
  795. w. 3 w R1: inni go grzeczniej zowią gotowalnią.
  796. Po w. 4 w R1 pierwotnie dwa wiersze przekreślone:
    (Dłużej i z większą pracą i wyborem
    Nizli kokietka przed modnym). Rozwinięte jako w. 7—10.
  797. w. 5 w R1: Nim w piki, w rury, w działo ustrojony.
  798. w. 6 monarchów ] od królów R1.
    Stosunek tekstu do R1: 7—10 = w R1 jako wiersze 9—11, w warjancie po w. 351. 11—14 = w R1 jako dopisek, uszkodzony dziś, po 342 w. 15—24 = 346—353.
    Cały ustęp brzmi tak w R1:
    Są co plac zowią toczydłem (barwierza) chirurga
    Bo tu car naprzód (swoj) lancety szlifuje,
    Nim wyciągnąwszy rękę s Petersburga
    Tnie po Europie..., nim ona poczuje,
    Nim przyjdzie kongres, nad chorym poszlocha,
    Już krew upuści s Turka albo Włocha.
    Warjant: Lecz nim wysiedzi jak głęboka rana
    Nim znajdzie leki od nagłej krwi straty,
    Już car puls przetnie szacha (lub) i sułtana
    Nim się nad chorym napłacze, nastracha
    Nim się umówi o leków zapłaty
    Już car puls przetnie sułtana i szacha
    Lub krew ostatnią wypuści s Sarmaty.
    Kokietka idąc na bal do pałacu
    Nie strawi tyle przed zwierciadłem czasów,
    Nie zrobi tyle uśmiechów, grymasów
    Ile car codzień na tym swoim placu.
    (Nim się do woli nad chorym) naszlocha
    (Nim się umówi o leków zapłaty)
    (Już car... krwi) przetnie p turka albo włocha
    (Albo odetnie) (odetnie jaką cze... sarmaty
    Plac rożnych imion, lecz w języku rządów
    Zowie się placem wojskowych przeglądów.
  799. w. 26—27 w R1 pierwotnie:
    Już plac w około ludu zgraja cicha,
    (Objęła czarno) objęła w koło jak progi jeziora
    na marginesie warjant:
    Już plac otacza ludu zgraja cicha,
    Jako brzeg czarny białego jeziora
  800. w. 28 w R1: Ściska się tłoczy ku środkowi wpycha.
  801. w. 29 rybitwy, ptaki wodne, jak rybołów i t. p.
  802. w. 34 w R1: Chowa łeb nazad i w tłumy się wciska; poczem warjant jak w tekście.
  803. po w. 42 w wydaniach odstęp, którego niema w R1.
  804. w. 43—48 w R1:Gdybym miał usta razem stu Homerów
    A w każdej wszystkie paryskie języki
    Nie mógłbym zliczyć wszystkich bogaterow
    potem próby i warjanty:
    (Ledwie policzysz i rozróżnisz szyki)
    Tak mnogie czarne przyciągnęły szyki.
    (Tak jednostajne)(Lecz bohatery tak)
    Tu mi daj muzo usta stu homerów
    Abym mógł (zliczyć) opisać i półki i szyki,
    Zliczyć imiona wszystkich bohaterów
    Którzy z Kaukazu z Chiwy z.... z Litwy
    Przyszli przed carem wydać (obraz bitwy) pokazać cień bitwy.
  805. w. 53 niema w R1.
  806. po w. 55 w R1 zaznaczony jest odstęp.
  807. w. 60 zgraje ] półki R1.
  808. w. 62 R1: Zieloni jako ogórki na grzędach.
  809. w. 63 Żeby ] Lecz by R1.
  810. w. 65 przegląda ] rozróżnia R1.
  811. w. 69—71 niema w R1.
  812. w. 72 hlaki. Hl’ak i hl’ok po białorusku tyle, co dzban gliniany z wąskiem gardłem.
  813. w. 73 Okute miedzią ] W końcu lud w miedzi R1.
  814. w. 74 w R1: A pyski końskie jako haki.
  815. w. 75—76 pierwotnie w R1:
    Lecz tyle pułków w rożnych zbrojach, broniach
    (Ze je najłatwiej rozróżnić po koniach)
    Mozna je łatwiej rozroznić po koniach,
    Lecz półki konne w rożnych strojach, broniach
    Najłatwiej mozna rozroznić po koniach.
    w R2 pierwotnie:
    Pułki tak dziwnych ubiorów i broni
    Najlepiej będzie różnić według koni.
  816. w. 77—289) niema w R1.
  817. w. 79 Jomini (1779—1869), szwajcarski wojskowy, autor dzieł z zakresu wojskowości.
  818. w. 83 ob. Objaśnienia Poety.
  819. w. 100 osim, zam. osiem, tak w wymowie Polaków na Litwie.
  820. w. 101 Jaszczyki, wozy z nabojami.
  821. w. 106 intendent — dostawca; dostawcy wojskowi słyną ze złodziejstwa.
  822. w. 126 tarantula, ob. Objaśnienia Poety.
  823. w. 137 w R2 pierwotnie: Wjechali, stoją, patrzą.
  824. w. 142 ob. Objaśnienia Poety.
  825. w. 161 ob. Objaśnienia Poety.
  826. w. 183 ob. Objaśnienia Poety.
  827. w. 194 Caropedja — żartobliwe przekręcenie Cyropedji, w której Ksenofont usiłował odmalować ideał panującego.
  828. w. 212 Kieszeń narublował = napchał rublami; w R2 mamy: plecy napałkował.
  829. w. 231 waryjowaną ] Narymowaną R2
  830. po w. 231 następowały w R2 wiersze:
    Pan Chateaubriand, mówca i poeta,
    Był w Jeruzalem, na Golgocie siadał,
    Chwalił Chrystusa w państwie Mahometa,
    O męczennikachMęczennicy, (Les Martyres) — słynny utwór Chateaubrianda. bardzo pięknie gadał.
    Lecz gdy go wielkim ministrem zrobiono,
    Kiedy się wcisnął między królów grono,
    Wnet Aleksandra pokochał szalenie:
    Już go i z gazet i z trybuny wieńczy,
    Już męczenników puścił w zapomnienie,
    I będzie sławił cara, co nas dręczy.
    Niemcy skromniejsi i nie dbają wcale
    O ministerstwa i o przyjaźń królów:
    Dość, że im przyślą orderzyk Moskale
    I dadzą tytuł poważny »konsulów«,
    I profesora, co był szewca synem,
    Zrobią szlachcicem, ruskim dworzaninem;
    On przez dzień cały chodzi po spacerach,
    Albo przy piwie zasiada w orderach,
    A w wieczór pisze, cara sławiąc, póki
    Wystarczą lipskie bibuły i druki.
  831. Między w. 239 a 240 w R2:
    A jak głaz z góry, i z większym pośpiechem
    I z częstszem coraz odzywa się echem.
  832. w. 243 robią ] warzą R1.
  833. ww. 248—269 Jest to znakomite oddanie osobistych wrażeń Poety z paryskiej Izby Posłów z lat 1831—32; warto porównać pełen zjadliwej ironji artykuł Mickiewicza Nowe zatwierdzenie. Alien-Biln we Francji, drukowany W Pielgrzymie Polskim z d. 5 kwietnia 1833 r.
  834. w. 253 tam warzą ] gotują R2.
  835. w. 290 Jakie zaś ] A jakie R1.
  836. w. 298 Który ] Kiedy R1.
  837. w. 301 w R1: I jak tam z harmat co chwila strzelano.
  838. w. 303 w R1: (Jak tam po karkach i) bito po łbach, po karkach trzepano.
  839. Po w. 305 następuje w R1 wiersz 336 i następne.
  840. w. 306 w R1: Czuję tę mnogość tę wielkość przedmiotów.
  841. w. 307 Gdybym mógł opiać ] Gdybym je opiał R1.
  842. w. 308—311 brzmią w R1:
    Coz kiedy muza jako bomba s pół lotów
    Spada i (znikła) i pękła w moim ziemskim rymie.
    I ja czynownik ruski cara śpiewać gotów
    Srod najpiękniejszych wojennych obrotów
    Jak Homer posrod niebianów (już) ach drzymię.
  843. Między w. 311 a 312 w R2:
    Wam to zostawiam opiewać, Francuzy!
    Wyście przybyli aż do Moskwy grodu,
    Na wyłamane waszą ręką gruzy,
    Po świeżych trupach waszego narodu,
    Byście koronę cara opiewali,
    Sławili mądrość i łaskawość rządów,
    Których nie sławił jeszcze nikt z Moskali!
    Wy urodzeni wieszcze uczt, namaszczeń,
    Rzezi, zaborów, niewoli, przywłaszczeń,
    Wy narodowych nie znacie przesądów:
    Wam być wieszczami wojskowych przeglądów!
  844. w. 316 gęsto wkoło ] dookoła R1.
  845. w. 317 Rozpełzały się ] Pełzły powoli R1.
  846. w. 326 Że car jest ] Jaki car R1.
  847. w. 327 w R1: I jakich wybrał wodzów do posługi.
  848. w. 328 Że ] Ach R1.
  849. w. 330 Nakoniec ] Nareście R1.
  850. w. 333 Bojąc się ] Lękał się R1.
  851. w. 334 dwudziestu ] piętnastu R1 szesnastu R2.
    Ciąg dalszy inny jest w druku a inny w R1: 336—455 = R1 415—530; 456—471 = R1 543—559; 472—480 = R1 533—542.
  852. w. 337—338 w R1: Mieszał szwadrony, rozbierał zmieszane
    Ściskał, rozwijał po dwadziescie razy
    Warjant: te konie siwe, kare i bułane
    Puszczał, wstrzymywał po dwadziescie razy.
  853. w. 339 przedłuża ] wyciągnął R1.
  854. w. 340 ściska ] scisnął R1.
  855. w. 341 nakształt wachlarza ] długiemi sznurami R1.
  856. w. 342 już nie ma ] (niema) wyglądają R1.
  857. w. 344—345 w R1: I chociaż widze znudzą się ciekawi,
    On się noc całą sam s sobą zabawi.
  858. w. 350—352 w R1:
    Narescie z bramy podjęto łańcuchy
    (Z wolna) Piechota jazda, długich kolumn dwieście
    Warjant: Stoją aż bębnem dano znak narescie
    I wylewa się długich kolumn dwieście
    Ciągną się płyną powolnemi ruchy
    (I toną) (toną w ulicach, rozlały się w mieście)
    Płyną i toną w głębi ulic miejskich.
  859. w. 354—359 mamy tu wyraźne przypomnienie wrażeń szwajcarskich z lata 1830 r., zwłaszcza Rodanu i jeziora genewskiego.
  860. w. 356 jasném spotkają się ] jasnych ukryją się R1.
  861. w. 360 Tu półki weszły ] Tu szyki weszły (sklniące się i białe) R1.
  862. w. 362 Roztopionemi śniegi ] I rostopionym śniegiem R1.
  863. w. 363 lodu ] śniegu R1.
  864. w. 370—371 w R1: Ci zmarzłszy s koni pospadali w biegu
    I..... prosto nieruchome słupy
  865. w. 379 w R1; Mówią że żołnierz srod manewrów krzyknął
  866. w. 396 Mówią ] Słyszą R1.
  867. w. 403 tylko ] w końcu R1.
  868. w. 413 w R1; Boją się szpiegów, ze strachem uciekli.
  869. w. 415 mówił złym ruskim ] obcym przemawiał R1.
  870. w. 416 w R1: I tylko słychać było w (głuch) cichém gwarze.
  871. w. 419 młodym ] małym R1.
  872. w. 429 pośród tysiąców ] między tysiące R1.
  873. w. 430—431 w R1 pierwotnie:
    (Których zabiłeś słałeś w)
    (Których zabiwszy, w kraj pchnąwszy daleki)
    (Myślałeś że już zginęły na wieki).
  874. w. 431 myśląc, żeś je ] i myśli że R1.
  875. Po w. 431 w R1: Już (śnieg tu) na tym placu sniegi zamiatały
    Kopyt wyciski i piechoty slady
    Już noc zapadła (wszedł pozny dzień biały)
    Ostatni pomnik wczorajszej parady.
  876. w. 434 wygrzebano ] tam zdybano R1.
  877. w. 437 w R1: Z goloną (głową) brodą lecz s czupryną długą.
  878. w. 441 roskazu ] powrotu R1.
  879. w. 444 zmarznął, a w futro ] Zmarzł ale w futro R1.
  880. ww. 448—456 pierwotnie w R1 w odmiennym tekście i porządku: (= R1 525—532).
    Kazał tu siedzieć i czekać na siebie,
    Nie ruszać z miejsca; on z miejsca nie ruszy,
    I nie powstanie; iż go śnieg w pół grzebie.
    I Pan nie przyjdzie trupa nie wygrzebie
    A jeszcze wierny, chociaż już bez duszy,
    Jedną chciał rękę ogrzać, ukryć w łono
    (Lecz) Choć już nie weszły (w suknie) pod płaszcz palce grube
    (Lecz) a drugą ręką trzymał pańską szubę,
    Pilnując żeby jej nie ukradziono!
  881. w. 457 nadto ] może R1.
  882. w. 461 świeże ] swoje R1.
  883. w. 466 Może się wyrzekł ] Wyrzekł się potem R1.
  884. w. 467 w R1: Boby mowiono że miał futro s sobą.
  885. w. 469 w R1: Gdy wytrzymał sam car (swoją) swą osobą;
    carską ] cesarską O1.
  886. w. 470—471 w R1:
    Ze i na parady jezdzi nie formalnie
    (Na mroz się skarzy — myśli libera)
    (Zapomina) (Na mroz się skarzy myśli liberalnie)
    Wiatrów się boi — myśli liberalnie.
  887. w. 473 psu ] psią R1.
  888. w. 476—480 w R1:
    Za coż o tobie słysząc łza mi płynie
    I serce bije jak słysząc czyn świetny,
    I żal mi ciebie (bie) moj biedny rusinie,
    Pany twe podłe — lecz tyś był szlachetny.
    Podły (kraino) narodzie! złorzeczę twej doli!
    Jeden znasz tylko heroizm — niewoli.
  889. Napisu: Dzień przed powodzią Petersburską 1824 i tytułu: Oleszkiewicz niema w R1.
    Oleszkiewicz patrz Objaśnienia Poety na końcu tomu i objaśnienie Wydawcy do ww. 45—146. (str. 257).
  890. w. 6 pierwotnie w R1: Przestrasza barwą i wyziewem gnicia.
  891. w. 9 czarów ] senne R1.
  892. w. 12 ciepłą ] ciężką R1.
  893. w. 14 Styx, podziemna rzeka Hadesu greckiego.
  894. w. 16 zerwano z płozów. Płoz,-u, lub płoza,-y, najczęściej w l. mn., drągi zakrzywione, na których powozy mogą suwać się po śniegu.
  895. w. 27 w R1 różne teksty:
    Czasami staną i nazad się zwrócą
    a czasem staną, czasem (i słuch i)
    oczy i słuch zwrócą
    okiem w koło rzucą
  896. w. 29 błądzili ] szli znowu R1.
  897. w. 40 wyciągał powróz ] Lecz sznur wyciągał R1.
  898. w. 44 Oblewa ] Oświeca R1.
  899. ww. 45—146 Józef Oleszkiewiez urodził się r. 1777 na Żmudzi, w parafji Szydłowskiej, z ubogich rodziców; był uczniem Smuglewicza w Szkole głównej wileńskiej w r. 1800. W r. 1803 odbył podróż do Drezna i Paryża, gdzie się doskonalił w sztuce malarskiej pod Davidem. W r. 1810 udał się do Petersburga; tu w r. 1812 obrany został przez Akademję sztuk pięknych honorowym akademikiem w dziale historycznego malarstwa. Umarł w Petersburgu 5 października (st. st.) 1830 r. Obrazy jego wylicza Rastawiecki w Słowniku malarzy polskich. Fr. Malewski napisał jego nekrolog w Tygodniku Petersburskim (1831 r. nr. 41), skąd przytaczamy ważniejsze rysy charakteru:
    »Obdarzony umysłem czynnym i mocnym, Oleszkiewicz nie ustawał na chwilę w przenikaniu tajemnic całotworu i w zgłębianiu słowa Bożego. Pismo Św. stało mu się dziennych i nocnych rozmyślań przedmiotem; do tej księgi ksiąg sprowadzał przeszłe i przyszłe dzieje świata i człowieka. — Potrzebował mówić o prawdach i tajemnicach, długo w sercu noszonych; gdziekolwiek wszedł, odwodził zaraz rozmowę od pospolitych przedmiotów i przenosił ją w wyższą krainę; miał po temu dar słowa, długiem ćwiczeniem kształcony... Nikomu to słowo bliźni nie było droższe, w nikim tak prędkiego i mocnego spółczucia nie budziło. — ...jego nadobna postawa, szlachetne rysy oblicza, pogodne czoło i miły dźwięk głosu, łączyły się razem na odegnanie rozpaczy i sprawienie ulgi zbolałemu sercu. Po chrześcijanskiem przygotowaniu się na nowy żywot, jeszcze nieraz do obecnych przemawiał i jeszcze ich nauczał. »Pamiętaj — rzekł do jednego z młodych, że nigdy nadto poczciwym być nie można«. Dodajmy do tych słów Malewskiego jeszcze to, co Mikołaj Malinowski napisał o stosunku Oleszkiewicza do Mickiewicza w swym łacińskim pamiętniku:
    »Józef Oleszkiewicz, teozof, prorok niemal, do którego Mickiewicz przywiązał się uczuciem najwyższego podziwu i utrzymywał, że wtenczas dopiero miałby się za poetę, gdyby choć setną cząstkę natchnienia Oleszkiewicza posiadał. Rzeczywiście imaginacja Oleszkiewicza była potężną, serce niezrównanej dobroci, pracowitość ogromna, wymowa porywająca, ale psuł ją głos niemęski, cieniuchny i w chwilach zapału krzykliwy. Oleszkiewicz, zatopiony w mistycyzmie, w biały dzień wpadał w jakieś nadzwyczajne widzenia, a przemykające się obrazy brał za rzeczywistość. Nie wahał się twierdzić, że Księga Ksiąg wszystko opowiedziała, co było, jest i będzie. Tak mocno w to wierzył, że na dalekie lata z tekstów proroczych przepowiadał przyszłą dolę narodów, a mianowicie własnego. On to był twórcą rozwijanej później przez Mickiewicza, Krasińskiego i Odyńca idei, że naród polski wziął od Boga osobne, święte posłannictwo poprowadzenia ludzkości drogami Pańskiemi«. — Ob. Ramoty starego Detiuka (Ant. Andrzejowskiego), Wilno, 1914 r. t. I—II.
  900. w. 56 mu ] go R1.
  901. Po w. 57 w R1: (To Oleszkiewi). Poprawione jak w tekście.
  902. w. 67 assurskiego = assyryjskiego.
  903. w. 75 guślarz ] malarz R1.
  904. w. 78 powracał ] powrocił R1.
  905. w. 80 widział ] ujrzał R1.
  906. w. 81 Tylko ] Ale R1.
  907. w. 83 Chociaż ] On choć R1.
  908. ww. 85—87 ob. wyżej Petersburg w. 214—215 (str. 233).
  909. w. 97 odsłonione ] płaszcz opadł na R1.
  910. w. 99 z kierunku ] po blasku R1.
  911. w. 107 posłał ] nasłał R1, R2.
  912. w. 110 głęboko ] spokojnie R1.
  913. w. 114 Powoli wreszcie ] Ale powoli R1.
  914. Po w. 114 następuje w R1 odstęp z przekreślonem nazwiskiem: Oleszkiewicz.
    Następstwo wierszy inne w R1 a inne w tekście: 115—126 = R1 714—725; 127—130 = R1 702—703; 131—132 niema w R1; 133—146 = R1 704—713.
  915. w. 119 wzbiją ] wzniosą R1.
  916. ww. 127—132 odpowiada ustęp w R1 przekreślony i odmienny:
    (Oleszkiewicz)
    (Gdy chytrzy mędrce żydowskiego ludu
    Mówili Bogu, zrób cud a uwierzym
    I wszyscy czołem przed tobą uderzym
    Bog nimi wzgardził i nie zrobił cudu,
    Bog do czynienia cudów zawsze skory
    Lecz dotąd czeka wiary i pokory,
    (Ale) Zaprawdę mówię, nim to zaszłe słońce,
    (Wszed) Drugi raz zajdzie za tych gor krawędzie
    Przylecą wichry, zemsty bożej gońce,
    A kto ma oczy cuda widzieć będzie.
    Patrz noc już pozna, tyle okien świeci
    Piją i krzyczą i zasną w roskoszy,
    Pijcie i spijcie beliala dzieci,
    Nim was gniew pański jak myśliwiec spłoszy).
  917. w. 133—136 Uosobienie wichrów jako potworów męskich oddziałało w wyobraźni na formę słowa. Zrazu wichry wytknęły głowy, w dalszym ciągu »porobili skrzydła«... wsiedli, zdjęli.
  918. w. 134 Słyszę ] Słyszysz R1.
  919. w. 135—146 w R1:
    Z mórz lodowatych, skrzydła (sobi) przyprawują
    (I lotu swego po śniegach probują)
    Już woda (połnocnem) muska lodem ochełznana
    Wierzga (probuje łańcuchów) i gryzie łańcuchy wędzidła,
    Pieni się, dąsa, trąby czeka znaku
    (Czekaj) Niedługo czekaj jezdzcze i rumaku!
    Wnet was roskują, słyszysz młotow kucie!
    To rzekł i w latarce (swojej) zdmuchnął płomień swiecy
    I jak skroś ziemi, ukrył się w ciemnicy —
    Straszny znikomy — jak nieszczęść przeczucie.
    Warjant:
    Rzekł i postrzegłszy, że ktoś słucha z boku
    Zadmuchnął świecę i zginął w pomroku,
    Błysnął i zniknął jak nieszczęść przeczucie,
    Które się w sercach budzi niespodziane,
    I mija — straszne — lecz nie zrozumiane.
  920. po w. 146 Koniec ustępu ] Koniec O1.
  921. Do Przyjaciół Moskali. Podobiznę autografu tego wiersza podał po raz pierwszy Adam Krechowiecki w Roczniku VI Pamiętnika Tow. im. A. M. po str. 432.
    Dedykacji i nagłówka niema w R1. W O1 wiersz ten następuje po »Objaśnieniach«, w O2 bezpośrednio po »Ustępie«, przed »Objaśnieniami«.
  922. Przypis własny Wikiźródeł Do przyjaciół Moskali: zobacz hasło dekabryści na Wikipedii.
  923. w. 2 wygnaniach ] (więzach i) kajdanach R1.
  924. w. 5 Rylejewa: Kondrat Rylejew, poeta rosyjski, ur. 1795. Wydawał od r. 1822 wspólnie z Biestużewem noworocznik Gwiazda Polarna. Po spisku grudniowym zginął na szubienicy 25 lipca 1826 r.
  925. w. 9 w R1: Do mnie wygnańca rękę.
  926. w. 11 taczki ] taczek R1.
  927. w. 12 w R1: Kopie miny do polskiej przykowana dłoni.
  928. w. 13 w R1: Innych może spotkała ieszcze sroższa kara.
  929. w. 14 Kto z was ] Ktory R1.
  930. ww. 15—20 odnoszą się zarówno do obu poetów rosyjskich: Żukowskiego i Puszkina, którzy wydali poematy: Na wzięcie Warszawy. Ocenę tych wierszy podał Włodzimierz Spasowicz w studjum Mickiewicz i Puszkin przed pomnikiem Piotra W. (Pam. Tow. Mick. I. 27—31.)
  931. w. 20 w R1: I chlubi iak z zasług z narodów przeklęctwa.
  932. w. 21 od wolnych narodów ] z krainy swobody R1.
  933. w. 23 nad krainą lodów ] śród cieniów i lodów R1.
  934. w. 26 Pełzając milczkiem ] Pełzałem milcząc R1 nad tem u góry (Chytrością we); łudziłem ] bym uwiódł R1.
  935. w. 27 w R1: (Ale) Le wam pokayłem (gło) wszystkie me uczucie.
  936. w. 28 w R1: z wami zawsze miałem.
  937. w. 29 w R1: Gorzka jest mowa moia jak kielich trucizny.
  938. w. 30 w R1: Dla zgody ludow stawiam ten kielich godowy.
  939. w. 32 w R1: Pijcie, bo nie was strawi.
    — w R1: Kto się na gorycz skarży, niechaj jego skarga.</