Strona:Adam Mickiewicz - Dziady część III.djvu/175

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


doktor

Jaśnie Pan nie słuchał:
Ja mówiłem, że ktoś to ten pożar rozdmuchał.

senator

Ktoś! ktoś! Ale czy Książę?

doktor

Mam ślad oczywisty,
       325 Mam doniesienia, skargi i przejęte listy.[1]

senator

Listy Księcia?

doktor

Przynajmniej jest mowa o Księciu[2]
W tych listach, i o całém jego przedsięwzięciu,[3]
I wielu profesorów — a główném ogniskiem
Jest Lelewel. On tajnie kieruje tym spiskiem.[4]

senator do siebie

       330 Ach, gdyby jaki dowód! choćby podejrzenie,
Ślad dowodu, cień śladu, choćby cieniów cienie!
Nieraz już mi o uszy obiła się mowa:
To Czartoryski wyniósł tak Nowosilcowa.
Obaczym teraz, kto z nas będzie mógł się chwalić:
       335 Czy ten, co umiał wynieść, czy ten, co obalić.[5]

do Doktora:

Pójdź, que je vous embrasse! A! a! to rzecz inna![6]

  1. w. 325 i ] mam R1.
  2. w. 326 w R1: pisane do Xięcia.
    — przejęte listy, ob. Mościckiego j. w., str. 167—170.
  3. w. 327 w R1: Odkrywając jego wszystkie przedsięwzięcia.
  4. w. 329 Lelewel Joachim (1766—1861), znakomity historyk, dwoma nawrotami w Wilnie, jako prof. hist. powszechnej w Uniwersytecie, (1815—1819 i 1821—1824). Ob. tom I monografji A. Śliwińskiego (Warszawa 1918).
  5. ww. 330—335 niema w R1.
  6. w. 336 Pójdź ] Venez R1 D, Mickiewicz przekreślił i poprawił jak w tekście; Pójdź O1.
    que je vous embrasse! = niech cię uściskam.