Strona:Adam Mickiewicz - Dziady część III.djvu/132

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.



SCENA VII
SALON WARSZAWSKI[1]
Kilku wielkich urzędników, kilku wielkich literatów, kilka dam wielkiego tonu, kilku jenerałów i sztabsoficerów: wszyscy incognito piją herbatę przy stoliku. Bliżéj drzwi, kilku młodych ludzi i dwóch starych Polaków. Stojący rozmawiają z żywością. — Towarzystwo stolikowe mówi po francusku, przy drzwiach po polsku.
Przy drzwiach
zenon niemojewski[2] do Adolfa

To i u was na Litwie toż samo się dzieje?

adolf

Ach, u nas gorzej jeszcze, u nas krew się leje!

niemojewski

Krew?

adolf

Nie na polu bitwy, lecz pod ręką kata,
Nie od miecza, lecz tylko od pałki i bata.

Rozmawiają ciszej
  1. W nagłówku: Salon WarszawskiD ma: R. 1823.
  2. Przed w. 1 w D: Młody Niemojewski.
    Zenon Niemojewski, student Uniw. Warsz., jeden z siedmnastu, którzy rzucili się na Belweder w nocy 29 listopada. — Adolf Januszkiewicz ob. obj. do sc. I w. 1 (str. 53).