Strona:Adam Mickiewicz - Dziady część III.djvu/31

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Lozanny do hucznego Paryża, nie mogło być już mowy o dokonaniu »jedynego dzieła«, godnego czytania.
Los wrogi zawisł od początku tak nad Dziadami, jak nad ich twórcą. Już w zawiązku samym wydane zostały fragmentarycznie, jako druga i czwarta część. Po długich, smutnych latach dziesięciu rzucił się poeta z nadludzkiem uczuciem i olbrzymią siłą ku ulubionej myśli swego ducha i oto znowu część tylko (akt pierwszy) wyszła w r. 1832 z pod ręki Mistrza... Po kilkakroć jeszcze próbuje wykończyć Dziady, dopowiedzieć w nich tajnie swego ducha — napróżno! Dziady są tragedją życia Mickiewicza...
Nie mamy całości utworu; ale pozostałe części są puścizną królewską, której nie oddalibyśmy za najwspanialsze inne »całości«. Duch poety obejmował Dziady jako dzieło, »z którego człowiek może poprawić się i mądrości nauczyć«. Czy w zachowanych częściach nie mamy dużo przestrogi i dużo mądrości?
Jeśli się zastanowimy nad tem, co za myśl wiąże trzecią część Dziadów z dawniejszemi, wileńskiemi, co im wszystkim nadaje wspólny nastrój? to znajdujemy odpowiedź w gorącej wierze poety w duchów obcowanie, w tej wierze, którą od dziecka przejął od ludu białoruskiego i wzmocnił religją. Ta wiara biła z najtajniejszych ducha jego głębin, jak silne ożywcze źródło mistycznej pociechy na dni posuchy i upału życia. Wiara ta przewija się jak nić złota przez wszystkie części Dziadów i wiąże