Strona:Adam Mickiewicz - Dziady część III.djvu/51

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Jam ci przyszłe szczęście głosił,
Na mych rękach w niebo nosił:
A tyś słyszał niebios dźwięki,
Jako pjanych uczt piosenki.

       35 Ja, syn chwały nieśmiertelnéj,
Przybierałem wtenczas postać
Obrzydłéj larwy piekielnéj,
By cię straszyć, by cię chłostać;
Tyś przyjmował chłostę Boga,
       40 Jak dziki męczarnie wroga;
I dusza twa w niepokoju,
Ale z dumą się budziła;
Jakby w niepamięci zdroju
Przez noc całą męty piła.
       45 I pamiątki wyższych światów
W głąb’ ciągnąłeś: jak kaskada,
Gdy w podziemną przepaść wpada,
Ciągnie liście drzew i kwiatów.

Na ten czas gorzko płakałem,
       50 Oblicze tuląc w me dłonie;
Chciałem i długo nie śmiałem
Ku niebieskiej wracać stronie,
Bym nie spotkał twojej matki:
Spyta się, jaka nowina
       55 Z kuli ziemskiej, z mojéj chatki,
Jaki sen był mego syna?

więzień budzi się strudzony i patrzy w okno. — Ranek.[1]

Nocy cicha, gdy wschodzisz, kto ciebie zapyta,
Skąd przychodzisz; gdy gwiazdy przed sobą rozwiejesz,

  1. Po w. 56 Więzień w D: »Konrad«. — Mickiewicz przekreślił i napisał »Więzień«. Tak samo po w. 93.