Strona:Adam Mickiewicz - Dziady część III.djvu/29

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


mem robiliśmy wycieczki poza Sèvres; wałęsaliśmy się po laskach... Adam używał teraz w pełni swobody, słusznie i święcie mu się należącej po dwuletnich niepokojach i znojach. W zanadrzu i po kieszeniach nosił zawżdy korekty drukarskie, przeglądając je najczęściej leżący na murawie, z ołówkiem w ręku.
W opromienieniu wiośnianego słońca i śród zieleni pól i lasów, Adam rześki dotąd i wesoły, nagle począł się chmurzyć, co dosłownie ściemniać na obliczu. Odosobniał się, zamykał się w domu na całe dni, skarżąc się na dokuczliwe swoje spliny. Przyjaciele różne naznaczali przyczyny tym splinom... Walna ich przyczyna tkwiła wszelako gdzieindziej. Raz mimochodem koło leżącego napomknąłem: »nie prawdaż, Adamie, rozbierają ciebie Dziady?« Na to pytanie, uścisnął mi rękę, potakując skinieniem głowy. — Ile razy zabierał się do pisania dalszych części Dziadów, doświadczał wielkich wzruszeń i cierpień. Wstrząsały nim tak wewnątrz wulkaniczne prądy genjalnej twórczości. W Dziadach streścić chciał wszystkie potęgi swego ducha: rozrachunki z Bogiem, zapasy i walki sumienia człowieczego, żary i bole patrjoty. Z Dziadów uczynić miał główne i jedyne dzieło swoje godne czytania. Istotnie, w tym czasie na luźnych kartkach pisał nocami nieczytelnie notaty i urywki do dalszych części Dziadów. Te kartki widziałem i wtedy w Sèvres i po leciech jeszcze w Lozannie, kiedy mnie sam wtajemniczał w ich arkana«.
W związku z tem opowiadaniem o »luźnych