Strona:Adam Mickiewicz - Dziady część III.djvu/194

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


inni

Tu! tu!

x. piotr

Nie tu.

jeden patrząc w okno

Jak blisko: w sam róg domu uniwersytetu.

senator podchodzi do okna

Okna doktora![1]

ktoś z widzów

Słyszysz w domu krzyk kobiéty?

ktoś z na ulicy, śmiejąc się

       535 Cha, cha, cha, djabli wzięli!

pelikan wbiega zmieszany
senator

Nasz doktor?...

pelikan

— Zabity
Od piorunu. Fenomen ten godzien rozbiorów:[2]
Około domu stało dziesięć konduktorów,
A piorun go w ostatnim pokoju wytropił.
Nic nie zepsuł i tylko ruble srebrne stopił.
       540 Srebro leżało w biurku, tuż u głów doktora,
I zapewne służyło dziś za konduktora.

  1. w. 534—536 w R1:senator
    Okna doktora, siada zamyślony
    c’est c’est c’est
    I on mu prorokował a a a le diable
    jeden z kompanii
    Słyszysz hałas tam w domu iak krzyczą kobiety.
    ktoś na ulicy
    cha cha cha diabli wzięli.
    pelikan wbiega
    nasz doktor zabity.
  2. w. 536—543 niema R1.