Strona:Adam Mickiewicz - Dziady część III.djvu/33

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Anioł Stróż mówi do uśpionego Gustawa-Konrada:

Ledwie dobra myśl zaświeci,
Brałem duszę twą za rękę,
Wiodłem w kraj, gdzie wieczność świeci...

Przy Konradzie, w noc samotną, krążą złe i dobre duchy. Anioły opiekują się »widomie« Ewą i X. Piotrem, szatany zstępują »widomie«, aby wziąć na męczarnie duszę Nowosilcowa.
A dopieroż podczas Improwizacji Konrada! Tu wpływy dobrych i złych duchów mierzą się z sobą i poprostu walczą o duszę:

Głos z lewej strony:Głos z prawej:
Wsiąść muszę na duszęBrońmy go, brońmy,
Jak na koń,Skrzydłem osłońmy
Goń! goń! w cwał! w cwał!Skroń.

W tej walce bierze górę głos złego ducha. Konradowej pysze daje on orle pióra, aż wreszcie orła zmienia w hydrę i doprowadza bohatyra do brzegu przepaści. A jednak Konrad nie pada łupem szatanów; o to się złe duchy swarzą z sobą i pierwszy wymawia drugiemu, że nie pomógł Konradowi do bluźnierstwa, że nie umiał »jeszcze o jeden stopień w dumę go podźwignąć« i »w pół drogi« łup gotowy wypuścił.
W taki to prosty sposób, nie przebierając w środkach, stara się poeta uzmysłowić dla czytelnika i widza ten wpływ nadnaturalny sił niewidzialnych na działania ludzkie. Wpływowi temu przypisał sam pierwszorzędne dla całych Dziadów znaczenie. Chcąc cudzoziemcom objaśnić w kilku słowach znaczenie