Strona:Adam Mickiewicz - Dziady część III.djvu/241

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Nie robi tyle umizgów, grymasów,
       10 Ile car codzień na tym swoim placu.
Inni w tym placu widzą saranczarnię:
Mówią, że car tam hoduje nasiona,
Chmury sarańczy, która wypasiona
Wyleci kiedyś i ziemię ogarnie.
       15 Są, co plac zowią toczydłem chirurga:
Bo tu car naprzód lancety szlifuje,
Nim, wyciągnąwszy rękę z Petersburga,
Tnie tak, że cała Europa poczuje;
Lecz nim wyśledzi, jak głęboka rana,
       10 Nim plastr obmyśli od nagłéj krwi straty,
Już car puls przetnie Szacha i Sułtana,
I krew wypuści z pod serca Sarmaty.
Plac różnych imion; lecz w języku rządów,
Zowie się placem wojskowych przeglądów.

       25 Dziesiąta, ranek: już przeglądów pora.
Już plac okrąża ludu zgraja cicha,[1]
Jako brzeg czarny białego jeziora;
Każdy się tłoczy, na środek popycha.[2]
Po placu, jako rybitwy nad wodą,[3]
       30 Zwija się kilku dońców i dragunów,
Ciekawsze głowy tylcem piki bodą,
Na bliższe karki sypią grad bizunów.
Kto wylazł naprzód, jak żaba z bagniska,
Ze łbem się cofa i kark w tłumy wciska.[4]
       35 Słychać grzmot zdala, głuchy, jednostajny,

  1. w. 26—27 w R1 pierwotnie:
    Już plac w około ludu zgraja cicha,
    (Objęła czarno) objęła w koło jak progi jeziora
    na marginesie warjant:
    Już plac otacza ludu zgraja cicha,
    Jako brzeg czarny białego jeziora
  2. w. 28 w R1: Ściska się tłoczy ku środkowi wpycha.
  3. w. 29 rybitwy, ptaki wodne, jak rybołów i t. p.
  4. w. 34 w R1: Chowa łeb nazad i w tłumy się wciska; poczem warjant jak w tekście.