Strona:Adam Mickiewicz - Dziady część III.djvu/107

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Aleś bo i ty majster, choć prosty braciszek;
Osły, powinni ciebie obrać za Papieża.
Głupstwo stawią w kościele naprzód, jak kolumny,
       120 A ciebie kryją w kątku: świecznik, gwiazdę blasku!

. piotr

Tyranie i pochlebco, i podły i dumny,
Żebyś pierś ugryzł, u nóg wleczesz się po piasku!

duch śmiejąc się

A ha! gniewasz się, paciérz przerwałeś — da capo
Żebyś sam widział, jak ty śmiesznie kręcisz łapą:
       125 Istny niedźwiadek, gdy się broni od komarów. —
On trzepie swoje. — No, więc — dosyć już tych swarów:
Znam twoję moc i chcę się tobie wyspowiadać,
Będę ci o przeszłości i przyszłości gadać.
A wiész ty, co o tobie mówią w całém mieście? —

Ksiądz modli się

       130 A wiész ty, co to będzie z Polską za lat dwieście? —
A wiész, dlaczego tobie przeor tak nie sprzyja? —
A wiész, w Apokalipsie co znaczy bestyja? —
Milczy i trzepie; — oczy, aż strach, we mnie wlepił.
Powiedz, Księżuniu, czegoś do mnie się uczepił?
       135 Co ja winien, że takie mam odbierać chłosty?
Czyż ja jestem król djabłów? Wszak ja djabeł prosty!
Zważ: czy to prawnie, sługę ukarać za pana;
Wszakże ja tu przyszedłem z rozkazu Szatana:
Trudno mu się tłumaczyć, bo z nim nie brat za brat.
       140 Jestem jako Kreishauptman, Gubernator, Landrat:[1]
Każą duszę brać w areszt: biorę, sadzę w ciemność;
Zdarza się przytém duszy jaka nieprzyjemność,

  1. w. 140 tytuły czynownicze zaborczych potęg.