Strona:Adam Mickiewicz - Dziady część III.djvu/167

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


(Do Pelikana) Nie, Panu poruczę:
       220 Skoro wyjdzie od Księżnéj, daj jéj pozwolenie
Widziéć syna, i prowadź aż tam — tam, w więzienie;[1]
Potem osobno zamknij, — tak na cztéry klucze.[2]
C’en est trop — a łajdaki! służby was nauczę![3]

Rzuca się na krzesło
lokaj ze drżeniem

Pan kazał wpuścić —

senator schwytując się[4]

Co? co? — Ty śmiesz, ty! mnie?... gadać?
       225 Toś wyuczył się w Polsce panu odpowiadać?...
Stój, stój, ja cię oduczę! — Wieść go do kwatery[5]
Policmejstra — sto kijów i tygodni cztery
Na chleb i wodę —[6]

pelikan

Niech Pan Senator uważy,
Iż mimo tajemnicy i czujności straży,
       230 O biciu Rollisona niechętne osoby
Wieść roznoszą i może wynajdą sposoby,
Oczernić przed cesarzem nasze czyste chęci,
Jeśli się temu śledztwu prędko łeb nie skręci.

doktor

Właśnie ja rozmyślałem nad tém, Jaśnie Panie.
       235 Rollison od dni wielu cierpi pomieszanie;

  1. w. 221 aż tam — tam ] samą tam R1.
  2. w. 222 Potém osobno zamknij ] A potem zapakować R1.
  3. w. 223 C’en est trop = tego za wiele.
    a ] ho R1.
  4. w. 224 Senator schwytując się ] Senator R1.
  5. w. 226 Stój, stój ] Stoj, stoj R1, O1.
  6. ww 228—242 niema w R1, zamiast czego połowa wiersza dzisiejszego 228 i połowa 242 tworzą całość taką:
    na chleb i wodę
    doktor: właśnie mówię Jaśnie Panie poczem w autografie połowa stronicy niezapisana; w D po słowach: »na chleb i wodę« Mickiewicz dopisał: »(obacz kartkę)«.