Strona:Adam Mickiewicz - Dziady część III.djvu/63

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Nikomu nie powiedzą, za co oskarżony,
Ten, co nas skarży, naszéj ma słuchać obrony!
On gwałtem chce nas karać — nie unikniem kary.[1]
       70 Został nam jeszcze środek smutny — lecz jedyny:
Kilku z nas poświęcimy wrogom na ofiary,
I ci na siebie muszą przyjąć wszystkich winy.
Ja stałem na waszego towarzystwa czele,
Mam obowiązek cierpieć za was, przyjaciele;
       75 Dodajcie mi wybranych jeszcze kilku braci,
Z takich, co są sieroty, starsi, nieżonaci,
Których zguba niewiele serc w Litwie zakrwawi,
A młodszych, potrzebniejszych z rąk wroga wybawi.

żegota

Więc aż do tego przyszło?

jakób

Patrz, jak się zasmucił,
       80 Nie wiedział, że dom może na zawsze porzucił.

frejend

Nasz Jacek musiał żonę zostawić w połogu,[2]
A nie płacze —

feliks kółakowski

Ma płakać? Owszem — chwała Bogu!
Jeśli powije syna, przyszłość mu wywieszczę —
Daj mi no rękę — jestem trochę chiromanta,
       85 Wywróżę tobie przyszłość twojego infanta.

Patrząc na rękę:

Jeśli będzie poczciwy, pod moskiewskim rządem
Spotka się niezawodnie z kibitką i sądem;
A kto wié, może wszystkich nas znajdzie tu jeszcze —
Lubię synów, to nasi przyszli towarzysze.

żegota

       90 Wy tu długo siedzicie?

  1. w. 69 On gwałtem chce nas] Oni nas muszą R1.
  2. w. 81 Nasz Jacek] Pietraszkiewicz R2.