Strona:Adam Mickiewicz - Dziady część III.djvu/257

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Przybiegli ludzie, trupa wygrzebano;[1]
       435 On po paradzie został na noclegu.
Trup napół chłopski, napoły wojskowy,
Z głową strzyżoną, ale z brodą długą,[2]
Miał czapkę z futrem i płaszcz mundurowy,
I był zapewne oficerskim sługą.
       440 Siedział na wielkiem futrze swego pana.
Tu zostawiony, tu rozkazu czekał[3]
I zmarzł i śniegu już miał za kolana.
Tu go pies wierny znalazł i oszczekał;
Zmarznął — a w futro nie okrył się ciepłe![4]
       445 Jedna źrenica śniegiem zasypana;
Lecz drugie oko otwarte, choć skrzepłe,
Na plac obrócił, czekał stamtąd pana!
Pan kazał siedzieć i sługa usiądzie;[5]
Kazał nie ruszać z miejsca, on nie ruszy
       450 I nie powstanie, aż na strasznym sądzie;
I dotąd wierny panu, choć bez duszy:
Bo dotąd ręką trzyma pańską szubę,
Pilnując, żeby jéj nie ukradziono.
Drugą chciał rękę ogrzać, ukryć w łono,
       455 Lecz już nie weszły pod płaszcz palce grube.
I pan go dotąd nie szukał, nie pytał!

  1. w. 434 wygrzebano ] tam zdybano R1.
  2. w. 437 w R1: Z goloną (głową) brodą lecz s czupryną długą.
  3. w. 441 roskazu ] powrotu R1.
  4. w. 444 zmarznął, a w futro ] Zmarzł ale w futro R1.
  5. ww. 448—456 pierwotnie w R1 w odmiennym tekście i porządku: (= R1 525—532).
    Kazał tu siedzieć i czekać na siebie,
    Nie ruszać z miejsca; on z miejsca nie ruszy,
    I nie powstanie; iż go śnieg w pół grzebie.
    I Pan nie przyjdzie trupa nie wygrzebie
    A jeszcze wierny, chociaż już bez duszy,
    Jedną chciał rękę ogrzać, ukryć w łono
    (Lecz) Choć już nie weszły (w suknie) pod płaszcz palce grube
    (Lecz) a drugą ręką trzymał pańską szubę,
    Pilnując żeby jej nie ukradziono!