Strona:Adam Mickiewicz - Dziady część III.djvu/152

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


sekretarz

Syn Kanissyna w Moskwie.

senator

W Moskwie? A, voyez vous,[1]
       50 Emissaryjusz klubów? — Czas zabieżéć temu,
Wielki czas.

sekretarz

On podobno u kadetów służy.

senator

U kadetów? — Voyez vous? on tam wojsko burzy.

sekretarz

Dzieckiem z Wilna wyjechał.

senator

Oh! cet incendiaire,
Ma tu korespondentów, (do Sekretarza)
Ce n’est pas ton affaire.[2]
       55 Rozumiész! — Hej deżurny! — We dwadzieścia cztéry
Godzin wysłać kibitkę i zabrać papiéry.
Zresztą, ojciec lękać się nas niéma przyczyny,
Jeśli syn dobrowolnie przyzna się do winy.

doktor

Właśnie, jak miałem honor mówić Jaśnie Panu,
       60 Są tam ludzie różnego i wieku i stanu:[3]
To najniebezpieczniejsze jest spisku symptoma,[4]
A wszystkiém rusza pewna sprężyna kryjoma,
Którą...

senator z urazą

Kryjoma?

  1. w. 49 voyez vous = widzicie.
  2. w. 53—54 Oh! cet incendiaire... Ce n’est pas ton affaire. = ten podpalacz... To nie do ciebie należy.
  3. w. 60 w D: biorą ludzi.
  4. w. 61 symptoma, wyr. grecki = objaw; — w D: I to najbezecniejsza.