Hygiena polska/całość

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Teodor Tripplin
Tytuł Hygiena polska
Podtytuł Czyli Sztuka zachowania zdrowia, przedłużenia życia i uchronienia się od chorób zastosowana do użytku popularnego z szczególnym poglądem na okoliczności w naszym kraju i klimacie wpłynąć mogące na tworzenie się słabości, cierpień i chorób
Data wydania 1857
Wydawnictwo S. Orgelbrand
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons.
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Indeks stron



HYGIENA POLSKA.



CEL HYGIENY.

Bardzo różnie pojmowano cel i użytek hygieny. Jedni nazywali ją sztuką przedłużenia życia, drudzy nauką podającą nam sposoby zachowania zdrowia i zabezpieczenia się od chorób.
Te definicyje są jednostronne i nie całą ważność zadania hygieny w sobie zawierające. Życie może być długiém, a jednakże z cierpieniami połączoném, dla ludzkości nieużyteczném, przeto samo siebie niezadawalniającém.
Zdrowie może trwać aż do końca życia, a śmierć zaskoczyć nagle, przedwcześnie, skutkiem przyczyn od zewnętrznych wpływów niezależnych, tylko wprost od organizmu pochodzących.
Niemcy zawsze dbali o rozprzestrzenienie pola filozofii, nazywali hygienę filozofiją życia, wspartą na znajomości funkcyi organizmu człowieka i natury wpływów na ten organizm działających.
Ta definicyja jest zastraszającéj treści; zawiera w sobie wszystkie pojęcia mikrokosmu i makrokosmu, wszystko co jest i być może, względnie i bezwzględnie, pośrednio i bezpośrednio, — grzeszy tedy zbytniém uogólnieniem pojęcia hygieny, robi z części całość, zatapia znaną człowiekowi wiedzę w oceanie nieograniczonéj, absolutnéj, mieszkańcowi ziemi niedanéj wiedzy.
Inne, damy, ściślejsze a jednak pełne znaczenie hygienie, odpowiadające dzisiejszym wyobrażeniom o obowiązkach wiedzy i godności życia człowieka. Nazwiemy ją, idąc za przykładem Anglików, tą gałęzią nauki lekarskiéj, która może i powinna przyłożyć się najskuteczniéj do bezwzględnéj poprawy człowieka.
Wielkie tedy i niezwykłe nadajemy znaczenie hygienie, pozwalamy jéj towarzyszyć człowiekowi wszędzie, gdzie czynem lub myślą wystąpi, radzić mu w każdém położeniu życia i wskazując mu cel jego ważny, ułatwić środki dopięcia go. Nadać usiłujemy hygienie wartość jakiejby nie posiadała, gdyby się ograniczała li tylko na podawaniu człowiekowi środków utrzymania w dobrym stanie zdrowia fizycznego.
Do hygieny więc należy postanowienie prawideł, według których człowiek powinien oddziaływać przeciwko wpływom materyjalnym i moralnym, których jest ciągle celem, wpływom, dzięki którym żyje i w skutek których umiera.
Te działacze materyjalne czy moralne, czyli modyfikatory życia, wpływają dodatnio lub ujemnie na ustrój człowieka, i przykładają się: raz do utrzymania, drugi raz do zachwiania jego równowagi; działacze te powinny zatém należéć koniecznie do obrębu władzy hygieny, choćby w najdalszym były związku z historyją naturalną lub z psychologiją.
W istocie, cóż jest zmienniejszego jak życie człowieka? Jest to przypływ i odpływ, gorączka lub omdlenie, roskosz i ból; jest to raz stan rozstrzelenia, drugi raz stan skupienia, — bezustanne wahanie się pomiędzy dwiema ostatecznościami, pomiędzy dwoma biegunami ujemnym i dodatnim, przykrym i miłym.
Ocean może doświadczyć spokojności, ale człowiek nigdy; nawet we śnie — bezprzestanny ruch jest warunkiem jego życia.
Kierować tym ruchem, chronić człowieka od szkodliwych wpływów, nasuwać mu sposobność oddziaływania gdy go trapią, dać mu wiedzę uczucia i wskazać moc oporu, — oto cel hygieny.
Aby go dopiąć, hygiena powinna czerpać w dwóch różnych źródłach: w znajomości człowieka i w znajomości działaczy nań wpływających.
Hygiena tedy wspiera się z jednéj strony nie tylko na materyjalnéj znajomości anatomii i fizyjologii, jak dotąd uważano, ale nawet na psychologii, — z drugiéj zaś strony na wiadomościach naturalnych, fizycznych, geognostycznych, a nawet na wiadomościach stosunku, w którym się znajdują do nas sztuki piękne, gdyż i te mogą być modyfikatorami życia. Hygiena czuwając ciągle nad człowiekiem pozostającym w styczności z wpływami, jest do działania powołaną wówczas, kiedy człowiek zbacza z prostéj drogi na któréj odbywać się winien rozwój regularny jego czynności, harmonijne dokonanie jego instynktownych, moralnych i umysłowych funkcyj. Hygiena powinna wskazać człowiekowi gdzie go ponieść mogą te zboczenia i nauczyć go tam, gdzie bez przekonania wpłynąć nie można na jego wolę.
Ona powinna umiéć ocenić prawdziwe potrzeby człowieka i oznaczyć w jakiéj on mierze ma zadosyć uczynić każdéj, by żadnéj nie zaniechał. Istność bowiem potrzeby stanowi jéj prawo, a powinnością każdéj jest szanować drugą, nie szkodzić ani uchybić drugiéj przez zbytnie rozwinięcie lub przez zaniedbanie się w czynności, gdyż wszelki rozwój jednostronny nie prowadzi ani do zdrowia ani do szczęścia.
Prawa fizyjologii zgadzają się tedy z prawami zdrowéj filozofii, jedne służą drugim nie tylko na uzupełnienie, ale nawet za podstawę, jak to uznamy późniéj sami, mówiąc o funkcyjach mózgu i o systemie Galla.
Tutaj zaczynamy się oddalać od pewnych pojęć na nieszczęście aż nadto rozkrzewionych. Każdy przyzna że wszelkie wychowanie, wszelka moralność opiera się na znajomości prawdziwych potrzeb człowieka, lecz wielu twierdzi, że te potrzeby dzielą się na dwie klassy, jednę niższą, drugą wyższą, z których pierwsza, czysto materyjalna, dotycze tylko hygienisty, a druga zawierająca potrzeby intellektualne i moralne, należy wyłącznie do władzy filozofa, moralisty lub prawodawcy.
Hygienista miałżeby być niczém więcéj jak stróżem materyjalnych potrzeb człowieka? jak poradzcą fizyjologicznych funkcyj?
Takich ścieśnień przywilejów naszych, takich zniżeń powagi naszéj, my już nie pojmujemy ani pojąć nie powinniśmy, dla tego właśnie, żeśmy przywykli odnosić nasze działania do wiecznego źródła filozofii, dla tego żeśmy przywykli pełnić wyższe obowiązki godniejsze naszego powołania, więcéj odpowiadające polotowi ducha, wzniesionego na skrzydłach powinności a czerpanéj w wiedzy.
Zresztą, proszę mi wykazać gdzie jest choć jedna, jedyna potrzeba moralna, która się obejść może bez organizacyi materyjalnéj? Jakaż władza oderwana, jakaż idea, choćby była najwięcéj abstrakcyjną, metafizyczną jak ją zowią, mogłaby rozwinąć się po za mózgiem, bez pomocy tego organu? A jeźli organizacyja jest niezbędnie potrzebną dla tego co jest najspirytualniejszém w człowieku, dla myśli, możeż hygienista, powołany do kierowania postępkami człowieka, wyrzekać się prawa, lub zaniedbywać powinność zajmowania się spirytualnością? Jeźli potrzeby intellektualne tak ściśle złączone są z  organizacyją, że się razem z nią rozwijają, że temuż samemu losowi ulegają podczas choroby, że strata jednych pociąga za sobą znikczemnienie drugich, — wolnoż wówczas powiedziéć hygieniście, że intellektualność człowieka do jego opieki nie należy?
Badawcze oko filozofa nie może odkryć granic pomiędzy życiem materyjalném a moralném człowieka, choć one zdają się na pozór tak wydatne, a lekarz filantrop choćby nie był filozofem zdającym sobie w każdéj chwili rachunek z swych myśli i powinności, gdy się znajduje na pograniczu na którém się snują niepewne, sztuczne miedze pomiędzy działaniem duszy i ciała, pyta się swego serca, i śmiało przekracza nieznane niwy. I dobrze robi, gdyż ocalić ciało i rozum, pełne zdrowie człowieka, jest jego powinnością.
W obecnym stanie nauk i filozofii już jesteśmy w stanie wyformułować, to jest oprzéć na pewnych prawidłach wiedzy, obowiązki człowieka naukowego i pozostawić ich jak najmniéj samowolności niepewnego instynktu. Dążyć do pewników jest powinnością zdrowéj, władzę swę pojmującéj nauki.
Jakież piękne jest posłannictwo hygieny, gdy pojmuje człowieka w pełnéj jego wielkości, w całkowitéj jego szlachetności, lecz także zawsze w całéj nagiéj prawdzie?
Jakże dobroczynne działanie hygieny, gdy zdoła przekonać człowieka, że w jednoczesnym, jednozgodnym rozwoju ducha i ciała, leży prawdziwa, jedyna rękojmia trwałego zdrowia a nawet długiego życia; gdy dowieść jest w stanie, że wszelkie przez Boga dane nam własności ducha, umysłu i serca, posłużyć nam muszą, jeźli są roztropnie rozwijane, na długotrwałe szczęście a nie na skrócenie naszéj istności, jak to mylnie mniemają owi zapamiętali materyjaliści, broniący bezwstydnie swych cielesnych skłonności, doprowadzających do nagłéj śmierci lub do przedwczesnej, żadnego poszanowania nie wzbudzającéj siwizny.
Hygiena w niektórych krajach dostąpiła téj powagi, że ją w szkołach a nawet w instytutach płci żeńskiéj wykładają.
Nie ma dla filantropa, dla filozofa nic więcéj pocieszającego, jak owe wdanie się hygieny do wychowania młodzieży. Jest to jasny dowód, że ta nauka musiała już wydać bogate plony, zlać nieskończone dobrodziejstwa na ród ludzki, że musi być dostępną dla młodocianych umysłów, a obfitą w prawdy i w dokładne wiadomości.
I tak jest w istocie. Nauka hygieny nie jest ową świątynią na niebotycznych skałach wzniesioną, do któréj progów piąć się trzeba przez długie lata. Hygiena, choć rodzona córka bożka Eskulapa, jest dostępną dla wszystkich ludzi dobréj woli i zdrowego, choć miernego ukształcenia umysłowego. Hygiena nie wymaga od ludzi chcących sumiennie korzystać z jéj dobrodziejstw głębokiéj znajomości praw i mechanizmów, według których odbywają się wszystkie funkcyje i działają wszystkie możliwe wpływy zewnętrzne; nie wymaga także znajomości historycznéj dróg i przypadków, któremi umysł człowieka ciągłém się doświadczeniem rozwijając, doszedł do poznania siebie samego i działaczy na niego wpływających. Hygiena uczy w jakich obrębach odbywa się zdrowe działanie funkcyj i jakie z zwykłych wpływów a ciągle nas otaczających dotknąć mogą jego równowagę, korzysta ona z wiadomości chemii i fizyki jakie zdobywamy systematycznie w szkołach lub praktycznie doświadczeniem, i stosuje te wiadomości do tego, co nam powinno być najdroższém — do zdrowia.
Nie wszystkie nauki przykładające się do dobra ludzkości, wymagają od ludzi chcących z niego korzystać, gruntownego obznajmienia się z historyją ich postępu.
Astronom, naprzykład, znać powinien ogromną naukę matematyki, wszystkie tajniki zawikłanego rachunku, którym człowiek doszedł do ocenienia stosunku, w jakim się znajduje nasz planeta do reszty ciał niebieskich. Filozof, chcący ocenić zastanawiającą potęgę genijuszu człowieka i jego pracy, znać winien sposoby jakiemi on doszedł do rozwiązania zadania tak trudnego, jakim jest mechanizm całego świata, ale żeglarz, pragnący jedynie korzystać z wyników tak głębokiéj nauki jak jest pierwsza, zadawalnia się znajomością pewników, posłużyć mu mogących do znalezienia swéj drogi, i mało o to pyta czy słońce jest środkiem świata, czy prócz ziemi są inne ciała krążące około niego.
Tak i nauka hygieny stosuje się do potrzeb człowieka w jakiéjkolwiek on żyje sferze, rozprzestrzenia się i ścieśnia w miarę potrzeb ciała i ducha, łatwą jest bardzo dla jednych, trudniejszą dla drugich, ale zawsze dokładnie zastosowaną do pojęć, bo pojęcia są tutaj nie tylko celem ale i środkiem nauki.
Tu właśnie leży różnica pomiędzy hygieną a medycyną. Zadaniem pierwszéj chronić zdrowie człowieka od nadużycia wpływów potrzebnych do życia, drugiéj zaś zadaniem przywracać zdrowie wpływami, które podczas stanu normalnego człowieka mogą się stać niebezpiecznemi życiu i zwyczajnie nie wchodzą w skład modyfikatorów, które na nas działają. Zdrowy ma prawo, powinien nawet, czuwać swym rozumem nad swém zdrowiem, — człowiek chory nie może, najczęściéj nawet nie powinien sądzić o skuteczności środków wpłynąć mogących na przywrócenie zdrowia. Hygiena włada pewnemi środkami na pewny stan; medycyna najczęściéj niepewnemi na niepewny.
Medycyna jest nauką w teoryi tak wielką, tak trudną, a do sztuki tak zbliżoną już w swych na pozór najpewniejszych zastosowaniach, że tylko zarozumiałemu empirykowi zdawać się może łatwą do zrozumienia, a nie jeden z tych empiryków zawsze gotowych do radzenia bliźniemu, tyle nie posiada odwagi, żeby swych środków na sobie samym doświadczał skuteczności. Wszystkie dążenia do spopularyzowania nauki lekarskiéj pokażą się zawsze płonnemi, najczęściéj nawet szkodliwemi.
Gdzie się kończy hygiena, a gdzie poczyna medycyna? Oto pytanie na które nieskończenie łatwiéj będzie nam odpowiedziéć na końcu tego dzieła, jak na jego początku. Wyraźnych, pewnych granic pomiędzy zdrowiem a chorobą trudno tu oznaczyć. Idzie nam więcéj o rzecz jako definicyją. Poznamy późniéj ile wpływa na tworzenie się choroby w jednym człowieku tępość czucia, w drugim zbytnia wyobraźnia, poznamy nawet, że tępość czucia w jednym względzie, tak jak zbytnia wyobraźnia w drugim względzie, mogą razem istnieć a w działaniach swych być modyfikowanemi różnemi stopniami mocy i słabości ducha. Pózniéj lepiéj ocenić zdołamy na przykładach jak tu w teoryi, cały obszar niepewności zawartych pomiędzy chorobą a zdrowiem, gdyż całe to pole zostawiamy, hygienie idąc za radą najcelniejszych lekarzy świata.
Celsus Cornelius, który napisał w pierwszym wieku po Chrystusie, dzieło o mędycynie, dotychczas za klassyczne w swém rodzaju uważane, — wielki lekarz przezwany od jednych Hippokratesem Łacińskim, od drugich Cyceronem Medycyny, powiedział:
„Optima medicina est non uti medicina,“ to jest: najlepszą sztuką lekarską jest ta, która się odbywa bez lekarstw.
W ustach tak zasłużonego męża, którego dzieła doczekały się 70 przeszło wydań, te słowa nie powinny być uważane za potępienie sztuki lekarskiéj, tylko za pochwałę jéj pierwotnej córki hygieny.
Hygiena dobrze pojęta wystarczy tam gdzie medycyna za daleka lub téż za kosztowna, tam gdzie władze ducha w jedności utrzymane nie wikłają się, nie upadają za nadto ani w cierpieniach fizycznych samego chorego, ani w cierpieniach moralnych osób otaczających chorego. Lecz nie raz także hygiena powinna uciekać się do swego ojca, do Eskulapa, w tych rzadkich razach, w których lekarstwa, to jest czynniki w normalnym stanie nieużywane, mogą człowieka zabezpieczyć: 1) od chorób wynikających w konieczném następstwie z rodzaju zatrudnienia lub z klimatu w którym żyć musi; 2) od rozwinięcia się spiesznego chorób już poczętych; 3) od nagłéj śmierci. Hygiena powinna umiéć przewidziéć wszystkie usposobienia chorobliwe, grożące w pewnych klimatach, w pewnych porach roku i okolicznościach temu a temu wiekowi, téj a téj klassie ludu, i nie pogardzać środkami lekarskiemi, które długiém doświadczeniem skuteczność swę wykazały, a dobrze oznaczywszy chwile wskazujące, radzić użycie owych środków.
Ograniczywszy tedy szerokie pole, na którém włada hygiena albo samowładnie albo współcześnie z filozofiją, moralnością i religiją z jednéj strony a w zgodzie z sztuką lekarską z drugiéj strony, przystąpmy do wyłożenia prawideł, według których hygiena ma być podzieloną.
Gdybyśmy zamyślili napisać dzieło naukowe li tylko do użytku lekarzy, wówczas przyjęlibyśmy za podstawy podziału, albo:
1. Organizacyją człowieka, to jest anatomiją, fizyjologiją i psychologiją, albo
2. Świat zewnętrzny, to jest modyfikatory wpływające na człowieka, i wówczas hygiena rozpadałaby się na tyle podziałów ile jest rodzajów wpływów na człowieka działających. Fizyka, Chemija, Botanika, Zoologija, Geologija, Astronomija nawet i Etnografija dostarczaćby musiała osobne rozdziały; albo 3) poszlibyśmy za najnowszemi i najuczeńszemi dziełami i oparlibyśmy hygienę na stosunkach całego organizmu do swoich zewnętrznych modyfikatorów. Wówczas rozbieralibyśmy kolejno wszystkie modyfikatory, lecz tylko w chwili w któréj się znajdują w styczności z nami, i o tyle ile nam potrzeba do zrozumienia ich działalności na nasz ustrój.
Każdy z tych podziałów ma swe wielkie dogodności dla piszącego a szczególniéj dla czytającego uczonego, przywykłego do podziałów naukowych i umiejącego w nich się oryjentować.
Ale my, mniéj dbali o zaszczyt nauczania uczonych, jak o dobro całego ogółu, nieprzywykłego do sztucznego systematyzowania nauki wpływ wywrzéć mającéj na życie codzienne, przyjęliśmy w tém dziele taki podział, jaki nam się wydawał najwłaściwszym i najpraktyczniejszym.
Postępujemy porządkiem wieków. Przyjmujemy w nasze opiekuńcze ręce dziecko gdy na świat wychodzi, opisujemy kolejno wszystkie funkcyje któremi żywot swój rozpocznie, wyliczymy wszystkie szkodliwe wpływy jakie trapić mogą jego organizm, wszystkie chorobliwe usposobienia, które może samo na świat przyniosło, chronimy je od rozwinięcia się tychże, wymieniamy wszystko co posłużyć może do ustalenia w niém zdrowia, do zwalczenia możliwych niebezpieczeństw, wskazujemy na bogate zasoby zdrowia, któremi ziemię naszą tak hojnie obdarzyła Opatrzność, ostrzegamy matki, gdy już w niemowlęciu poczyna się wola rozwijać, nakłaniamy je do czuwania nad poczynającym się rozumem dziecka, nad temi najuroczystszemi chwilami prawdziwego życia ludzkiego.
I tak następnie przeprowadzamy człowieka uwzględniając różnicę płci, stanów, zatrudnień i temperamentów od kolébki aż do grobu, przyjmując za podstawę podziału siedm różnych wieków i faz istności, które przebiedz winniśmy, to jest wiek niemowlęcy, dziecinny, młodociany, młodzieńczy, dojrzały, starość i sędziwość. Przy każdym wieku obznajmujemy czytelnika z działaniem organów, które w życie wchodzą, z chorobami organów w których życie ustaje, z wpływami korzystnemi lub niekorzystnemi, które wywierają modyfikatory, nie spuszczając nigdy z oka ani różnicy płci, ani stanów, ani pór roku, ani możliwego usposobienia wyjątkowego. Idąc ręka w rękę z rozwojem naturalnym ciała i duszy człowieka, wtajemniczamy czytelnika w znajomość ludzkiéj natury w całém znaczeniu tego wyrazu, nie pomijając żadnéj z własności fizycznych i moralnych każdego wieku, każdéj płci i każdego temperamentu; nie zaniedbujemy nawet obznajmić czytelnika przy naturalnéj, saméj z siebie nastręczającéj się sposobności z naturą wpływów działających na organizm w życie zwyczajném lub wyjątkowém, w bogactwie i w niedostatku, w zdrowiu i niemocy.
By uniknąć ile można najbardziéj powtarzań, przy takim podziale częstokroć nieoddzielnych, będziemy musieli nieraz w następnych częściach odwoływać się do tego, cośmy w poprzednich powiedzieli.
Dzieło to zawierać będzie przepisy z których korzystać można dla zapobieżenia grożącym chorobom, lub dla przecięcia tych, które się nagle i niespodzianie jawić zwykły i łatwo życie w niebezpieczeństwo wprawiają, również dana będzie instrukcyja do korzystania z naszéj bogatéj, a niestety tak mało znanéj flory lekarskiéj.
Nie tylko klimat krajowi właściwy, lecz i szczególne, pewnym ludom i okolicom wszczepione usposobienie chorobliwe, nałogi, przesądy, nauki nawet i sztuki, jedném słowem, wszystkie ludzkie stosunki i działania mają związek z naszym materyjalnym i intellektualnym bytem. Hygiena powinna być stosowaną do człowieka nie tylko jako do członka ludzkości, ale także do członka narodu, mieszkańca takiéj lub innéj dzielnicy globu, posiadającéj własności do chorób usposabiające. Każdy kraj i naród różni się w czemściś od innego, a nasz różni się w bardzo wielu względach od wszystkich innych. U nas gnieżdżą się choroby w żadnym innym kraju nie istniejące, to najlepszy dowód przemawiający za potrzebą hygieny osobnéj dla każdego kraju. Któż zresztą lepiéj o tém sądzić może, jeżeli nie ten który kilkanaście lat swego życia strawił za granicą a wszystkie swe spostrzeżenia zawsze do własnego odnosił kraju. Ileż to różnic w oczy bijących pomiędzy jednym a drugim ościennym narodem, zarówno z darów oświaty korzystających, a te różnice uzasadnione częścią na rozmaitéj rasowości ludu, w położeniu, kształcie i składzie ziemi, w klimacie, zwyczajach, nałogach i nadużyciach, w rozlicznych stosunkach jednemu lub drugiemu krajowi właściwych, objawiają się jakiemiś wybitnemi charakterami na temperamencie, a nawet na konstytucyi całego narodu. W jednym znajdujemy temperament żółciowy najczęstszym, i ten człowiekowi w zdrowiu lub w chorobie pozostającemu jakieś osobliwe piętno nadaje; w drugim narodzie nerwy więcéj rozwinięte; w trzecim krew przewagę bierze, w czwartym limfa panuje. Dwa na pozór sprzeczne żywioły temperamentowe wygórowały w ciele a następnie i w duchu innego jeszcze ludu: nerwowość i limfa, to jest drażliwość w przyjmowaniu wrażeń i tępość w oddziaływaniu, to jest w czynności. Za tą dodajną i ujemną potęgą idzie, jako wypadkowa, szereg niezliczony objawów dziwnych, niepojętych dla niewyćwiczonego oka, a jednakże logicznych; bo to są naturalne następstwa z usposobień ducha i ciała, z położeń miejscowych wynikające.
Wiele już wyszło dzieł o hygienie, od pierwszego napisanego przez Hippokratesa (o wodach, powietrzach i miejscach) 400 lat przed Chrystusem, aż do najnowszych czasów, w których ta gałąź nauki najzdolniejszych głów ściągnęła na siebie uwagę. Znamy je wszystkie i bardzo wiele dobrego w każdém z nich prawie znaleźliśmy, ale w żadném, nawet w dziełach hygienicznych przez krajowców napisanych, a godnych z resztą wielkiego szacunku, nie znaleźliśmy zadowalającego uwzględnienia tych osobliwych, krajowi naszemu tylko właściwych usposobień i stanów, które w jego mieszkańcach wyradzają tak odrębne, od wszystkich gdzieindziéj widzianych chorób, owe stany chroniczne nadzwyczaj dziwne, a tém więcéj wpadające w oko im częściéj się zdarzają, że do każdej choroby żywioł jakiś czerpany z tego usposobienia się przymięszywa.
Godném jest zastanowienia zaiste, że czujnego oka hygienistów mogły ujść usposobienia chorobliwe w kraju i w ustroju ludzi w nim mieszkających leżące, kiedy każde powołanie człowieka, każda funkcyja potrzebna do życia, każden organ znalazł swego protektora w jakimś hygieniście. I tak posiadamy hygieny dla księży, dla lekarzy, dla prawników, hygieny dla ludzi naukowych i nienaukowych, dla różnych rzemieślników, hygieny mózgu, hygieny płuc, pisane dla śpiewaków, hygieny zębów dla dam, żołądka dla smakoszów, hygieny innych jeszcze powołań, funkcyj i organów, a jeszcze żadnemu lekarzowi nie przyszło na myśl zwrócić uwagę na stany chorobliwe wyniknąć mogące z saméj ziemi na któréj mieszka, z rodowości krwi która w nim krąży, i ze zwyczajów, nałogów krajowych lub narodowych.
Czyby istotnie kraje i narody nie zasługiwały na specyjalniejsze uwzględnienie w tym rodzaju i w téj mierze? to sobie nieraz zadawałem zapytanie, śledząc w każdym kraju do którego mnie los zarzucił, charaktery chorób w nim panujących, zgłębiając ich historyczność, czytając dawne i starożytne dzieła wzmiankujące, lub ex professo traktujące o epidemijach pewne kraje przebiegających, w nich osiadłych, lub o chorobach zadawnionych, w łonie ziemi że tak powiem tkwiących. Tysiąc tu mógłbym przytoczyć nazwisk poważnych, dzieł znamienitych i zdań godnych szacunku, które mnie utwierdziły w mym zamiarze pisania hygieny dla kraju, ale na cóż pomogą erudycyjne żywioły w dziele popularném, mającém być czytaném przez wszystkie klassy ludzi dbałych o zdrowie i szczęście? Erudycyja powinna służyć za podstawę autorowi, ale czytelnikowi wierzyć należy przedewszystkiem, i nie godzi się nękać go cytacjami, odwracać jego uwagę od bezwzględnéj rzeczy do jéj przedmiotu względnego. Hygiena pojęta w pewnych krajach przez rządy, lub przez rozum samego narodu, wprowadzona silnemi postanowieniami w życie, wielkie już zlała dobrodziejstwa na narody, do których wtargnęły lub w których się wyrodziły choroby endemiczne. Dzięki staraniom, mądrym rozporządzeniom królowéj Blanki Kastylijskiéj, matki Ludwika śgo, lepra czyli trąd, choroba okrutna, dziesiątkująca w XIII stuleciu Francyją, zniszczoną została; w tym samym kraju, skrofuły niegdyś tak powszechne, że je królowie przy koronacyi leczyć musieli, stały się nadzwyczaj rzadkiemi; inne jeszcze choroby, a mianowicie owa zjadliwa, znana prawie we wszystkich krajach Europy, pod nazwą narodowość francuzką przypominającą, w obecnym czasie, mniej daleko we Francyi, jak w innych krajach jest upowszechnioną. Francuzi uchodzący za tak lekkich, nauczyli się zdrowie jako źródło szczęścia i honoru szanować, i nie mało do tego przyczyniły się lekcyje hygieny udzielane bezpłatnie we wszystkich prawie szkołach wyższych i niższych.
W wielu innych krajach istniały lub dotąd istnieją choroby pochodzące z miejscowości, albo tkwiące w krwi pewnych ludności, lub téż spłodzone przez zetknięcie się jakiegoś żywiołu chorobliwego z okolicą usposobioną do jéj przyjęcia i wypielęgnowania, co wszystko świadczy za potrzebą hygien zastosowanych do użytku krajowego i napisanych przez ludzi doskonale obznajomionych nietylko z sztuką lekarską i sztuką zapobieżenia chorobom w ogólności, lecz również z wszelkiego rodzaju stanami i stosunkami, jakie tylko z miejscowości wpłynąć mogą bezpośrednio lub pośrednio na ludzi. Takie dzieło wymaga ogromu nauki, nauki nie całkiem dającéj się czerpać z książek, lecz nabytéj długoletniém doświadczeniem na różnych punktach ziemi i na rozmaitych klassach ludu.
Praca nasza w takim duchu poczęta, na obszerną skalę zakrojona, logicznie i naturalnie podzielona, obrobiona w taki sposób, że uczony i nieuczony chętnie weźmie ją do ręki, — praca nasza nie będzie podobną do żadnych innych dzieł hygienicznych, ani co do podziału, ani co do sposobu przedstawienia prawdy. Będzie ona dziełem oryginalném, pierwotworem o tyle, o ile dzieło wsparte na doświadczeniach od dwudziestu kilku wieków przez lekarzy zbieranych, może być pierwotworem.



O WIEKACH W OGÓLNOŚCI.

Życie objawia się przez ruch, przez ruch cząsteczkowy, rozwiązujący wątek organiczny i zawiązujący go. Każda istność rzucona w przestwór świata, wznosi się, buja przez czas niejaki na pewnéj wysokości, a potém chyli się, upada i niknie.
Dla organizmu nie ma ani zupełnéj spokojności, ani wytchnienia! Co więcéj ruch w jakiémkolwiekbądź zrozumieniu uważany, warunkiem jest wszelkiego życia, wszelkiéj istności.
Od tajemniczéj chwili poczęcia, aż do uroczystego dnia, w którym człowiek na świat przychodzi, od pierwszego oddechu aż do śmierci, człowiek nie przestaje się zmieniać, przemieniać, przekształcać wolno ale ciągle, — w warunkach swego ustroju, w mierze powierzchowności, w sposobie czynności mimowolnych i od woli zależnych.
Władze cielesne i moralne, kształt i postawa, wszystko ulega zmianom szybkim lub wolnym, widocznym lub niewidocznym. Pierwiastki, z których człowiek czerpie żywioły swéj osnowy, istnieją po za nim; przestworowi oddaje te, które jego tkance nie mogą służyć za pożytek, odnawia je przez bezprzestanną zamianę z przyrodą zewnętrzną, któréj siły w sobie samym streszcza. Człowiek, wynik czasowego skojarzenia się pewnych żywiołów materyi, utrzymuje się, jak wszystkie inne istoty przy bycie, jedynie tylko ruchem wirowym i bezustannym tych żywiołów i czepia się wszystkiemi zawiązkami swéj organizacyj, wszystkiemi atomami (pierwiastko-cząstkami) swéj substancyi, o system dziwnéj a powszechnéj metempsychozy.
Zmiany, zachodzące w ciele człowieka podczas życia, następują po sobie w porządku prawidłowym, wikłają się w stosunkach stałych od przyrody przepisanych; w miarę przybytku substancyj i życia, nowe działać zaczynają funkcyje, ich zaś doskonałość, ich słabnięcie, mniej więcéj szybkie, w prostym są stosunku z przekształcaniem atomiczném odbywającém się w ekonomii.
Wolno się odbywają te ruchy i owe zmiany, od chwili zaś do chwili spostrzedz ich objawu nie można, ale różnica uwydatnia się bardzo jasno w dłuższych przecinkach czasu, stąd téż powstała idea wieków, które człowiek przebiega w mniejszéj lub większéj odległości od kolébki lub od grobu.
Są to oddziały mniéj więcéj dowolne, ale zawsze czerpane z charakterów zbiorowych, fizycznych i moralnych, znamionujących człowieka i ugruntowanych na znamionach w oczy bijących nawet już dzieciom.
Wiekami tedy nazywamy rozmaite peryjody rozwoju, stanowiska i schyłku, które następują po sobie w życiu organiczném człowieka, od jego urodzenia aż do śmierci.
Każdy podział na wieki musi być koniecznie sztucznym, rozwój bowiem zupełny istoty ludzkiej odbywa się bez skoków, w sposób niewidzialny i bez najmniejszych przerw. Pomimo to od niepamiętnych czasów starano się o oznaczenie podziałów, któreby były jak najnaturalniejsze, w oczy wpadające, a gruntowały się na jak najliczniejszym poczcie funkcyj czyli spraw żywotnych wchodzących w użycie, lub schodzących z użytku.
Wymieniać wszystkich podziałów dotychczas wymyślonych i używanych nie będę; najlepsze z nich nawet Daubentona i Hallego nie zadowoliły nas jeszcze; nie dosyć są uwydatnione i określone charaktery, na których się wspierają.
Przedstawimy podział następujący, jako najnaturalniejszy.
1. Wiek niemowlęcy. Trwa mniéj więcéj rok jeden i tém się różni od innych, że podczas niego człowiek jeszcze nie może ani chodzić, ani gryźć, ani mówić.
2. Wiek dziecinny. Trwa lat siedm mniéj więcéj i tém się różni od innych, że podczas niego wyrastają, wypadają i znów odrastają zęby, — że znika tkanki komórkowéj obfitość a muszkuły zaczynają nabierać mocy, — że kości dotychczas giętkie prawie, stają się twardemi, i unieść mogą ciało. Rozwija się przytém mózg w sposób widoczny, pamięć zaczyna działać, organy głosowe powtarzać słyszane głosy; pojęcie zaś w sposób naiwny, zachwycający, ćwiczy się w rozpoznawaniu przedmiotów otaczających. Dziecko roskoszuje się w próbowaniu sił nieznanych mu, codziennie przybywających, ale uwagi nie zwraca długo na nic, dotykalnemi zatrudnia się przedmiotami, o nich tylko myśli i marzy; przywiązuje się do przedmiotów i osób różnych, lecz zapomina z łatwością, gdy z przed oczu na długi czas będą usunięte; jeść może w każdéj chwili; wstydu naturalnego jeszcze nie ma, i myśli samoistnéj w duszy czerpanéj mało, litości téż nad cierpieniami najbliżéj mu stojących osób lub zwierząt nie wiele. Opisuję tu tak nazwane dzieci natury, a nie owe karły przedwcześnie dojrzewające pod żarem przewrotnéj, nerwy tylko wykształcającéj cywilizacyi.
3. Wiek młodociany (puerilitas) trwa mniéj więcéj aż do roku 14, 16, u kobiét kończy się wcześniéj jak u mężczyzn. Nie charakteryzuje on się wielkiemi różnicami zachodzącemi w ustroju ciała, tę wyjąwszy, że dziecko (infans) staje się młodzieniaszkiem (puer) głównie przez to, że mózg jego zaczyna przybierać konsystencyi, czaszka zatracać swą grubość i gąbkowatość, tak że wypukłości i wklęsłości na mózgu się tworzące, doskonale już na czaszce uwydatniać się zaczynają. Razem z rozwojem mózgu idzie i rozwój władz umysłowych. Młodzieniaszek zaczyna się głębiéj zastanawiać nad przyrodą otaczających rzeczy, uważniéj się przypatrywać wszystkiemu, sądzić o duchowych abstrakcyjnych przedmiotach, ale nie tak trafnie jak wprzódy sądził o widzialnych przedmiotach; traci wielką część swéj wesołości i naiwności a nabiera wstydu, nabiera także bardzo łatwo krnąbrności, niesforności, bo za własném już chce iść zdaniem. Czas go oddać do szkół.
4. Wiek młodzieńczy (pubertas, adolescentia). Trwa u kobiét od czternastego roku, kończy się w 20, u mężczyzn od 16, kończy się w 24. Znamionuje się tém, że na początku jego człowiek nabiera stałego głosu, porostu i władzy dawania życia sobie podobnym istotom, a trwa, dopóki człowiek rosnąć w górę nie przestaje. Wyliczać charakterów moralnych tę epokę cechujących nie będziemy, każdy wié, że to jest wiek miłości, poezyi a szlachetności tylko do pewnego stopnia. Młodzieniec unosi się nad pięknem, nad siłą i zręcznością, życie by oddał chętnie za przedmiot służący do jego zabawy, do jego szczęścia i podsycający bujność jego myśli, ale obojętnym jest na wszystko co mu nie służy i litości żadnéj w nim względem tych, co mu zawadzają. Jedném słowem, jest to wiek egoistycznéj poezyi.
5. Wiek dojrzały męzki (virilitas). Trwa u kobiét od 19 do roku 50 życia, u mężczyzn zaś od roku 23 życia, aż do roku 60 i przeszło. Zaczyna się od chwili, w któréj człowiek rość przestaje w górę, a kończy się w chwili w któréj mózg i czaszka rozrastać się przestają w objętość i wybitność. Téj definicyi nigdy jeszcze nie dano o wieku dojrzałym, wiedza podstaw na których ją opieramy nową zupełnie i arcy pocieszającą jest zdobyczą, a zawdzięczamy ją najświatlejszym badaczom natury: psychologom, frenologom, fizyjologom i anatomom, zwłaszcza panom Lordat i Parchappe. Tak! niezawodną jest rzeczą, że mózg i władze umysłowe doskonalić się nie przestają aż do roku 60 życia i późniéj, a że rozum władzą jest najpiękniejszą, najwięcéj nas do Bóstwa zbliżającą, najobfitszą w szczęście, więc rozumowi należy się pierwszeństwo, wiekowi zaś w którym doskonalić się nie przestają jego zasoby, rozwój głowy za podstawę charakterystyki służyć powinien. Ludzie do tego należący wieku, rządzą kolejami świata, hamują i prowadzą żywność młodzieńców a starości zabezpieczają byt, spokojność i szacunek.
Innych, zwierzęcych funkcyj, zmniejsza się wprawdzie w ostatnich dziesięciu latach tego wieku działalność; lecz mózg, siedlisko rozumu, wyższego coraz dostępuje rozwoju.
6. Starość (senectus) rozpoczyna się około r. 60, u niektórych wcześniéj, jak u kobiét, i trwa lat dziesięć, kilkanaście, aż do nastąpienia zgrzybiałości; ale śmierć najczęściéj przerywa starcom wątek życia, i nie pozwala im umiérać bez bólu, bez wiedzy swego stanu, tak jak Bóg zezwolił, żeby umierali ludzie, gdyby jednego organu przedwczesne osłabienie, lub téż jedna z tysiąca przypadkowości zagrażających zdrowiu, życia znikającego nie skróciły.
Zmiany zachodzące w człowieku przy schyłku życia w odwrotnym są stosunku do zmian zachodzących przy jego rozwijaniu się. Funkcyje czyli sprawy żywotne odbywają się z powolnością codzień wzrastającą, arteryje tracą czynność, krew stygnie, egoizm wkrada się w serce, rozum także słabnąć zaczyna, ciągle słabieje, mniéj się zaczyna zatrudniać przedmiotami ogół ludzki dotyczącemi, abstrakcyjnemi, jak przedmiotami widzialnemi, pamięć przeszłości trwa jeszcze wyraźnie, jak gdyby się w wierném odbijała zwierciadle, ale na przedmioty tyczące się teraźniejszości, lub na mniejszą odległość słabieje ciągle. Taki wiek może trwać długo. Wszystko schnie w starcu, kości, muszkuły, nerwy, mózg, władze umysłowe i władze serca, ale pozostaje w nim wyraźny instynkt własnéj konserwacyi i wyraźna wiedza zwiększającéj się słabości. Są starcy, którzy pomimo tego zachowują całą jędrność serca względem swoich, ale to fenomenalne zdarzenia.
7. Zgrzybiałość (decrepitudo) właściwie dopiéro wtenczas następuje, gdy władze umysłowe nie zupełnie znikną, lecz pod punkt samowiedzy spadną; gdy człowiek straci na zawsze wiedzę stanu swego, pamięć przeszłości, i gdy zdziecinnieje.
Zgrzybiałość jest to właściwie stan przechodni pomiędzy życiem a śmiercią, trwać może lat kilka jednakże, a czasem i dziesięć.






ROZDZIAŁ I.



WIEK NIEMOWLĘCY.


Nie wdając się w opis anatomiczny lub fizyjologiczny nowo-narodzonego dziecka, musiemy jednakże przedstawić kilka szczegółów tyczących się zmian, które zaszły w głównych sprawach żywotnych.
1. Przed urodzeniem dziecięcia, powierzchnia jego skóry i organy zmysłów były zanurzone w wodach amniotycznych, po urodzeniu otulone są nowym działaczem, powietrzem atmosferyczném, które względem skóry i zmysłów w pewnéj mierze, może przybrać rolę działacza drażniącego.
2. W chwili urodzenia płuca się rozpościerają i powietrzem poraz pierwszy przejmują, oddychanie zaczyna się odbywać na powierzchni błony śluzowéj. Błona ta wchodzi zatém po raz pierwszy w styczność z nowym działaczem, z powietrzem atmosferyczném i z wszystkiemi gazami i obcemi substancyjami w tém powietrzu zawartemi.
3. Następuje nowa funkcyja wzniecenie cieplika, (calorificatio) jako wynik sprawy chemicznéj odbywającéj się w płucach pomiędzy krwią a kwasorodem powietrza.
4. Żołądek i wszystkie drogi pokarmowe zaczynają otrzymywać substancyje nowe, które nigdy w nich nie były, jak np. mleko.
Wpływ rozmaitych działaczy na owe trzy powierzchnie: na skórę, na płuca i na trzewia brzuszne, tłómaczy liczne przypadłości i choroby, które rozwinąć się mogą u dziecięcia nowo-narodzonego.
I tak: na skórze może się objawić albo żółtaczka nowo-narodzonych, albo téż puchlina, lub stwardnienie tkanki komórkowéj. Najczęściéj powietrze zimne i wilgotne sprowadza te choroby.
Oczy także mogą zachorować, zapalić się w sposób bardzo silny w skutek wpływu powietrza zimnego, oftalmija tak nazwana ropiejąca często bywa przyczyną oślepnięcia.
Toż samo i płuca mogą zachorować w skutek zimna, wilgoci, gazów lub innych ciał obcych zawartych w powietrzu. Zapalenie płuc i kanałów powietrznych wiele zabiera nowo-narodzonych dzieci.
Błona śluzowa wykładająca kanał pokarmowy może być wzmieconą przez styczność z pokarmem w sposób szkodliwy, i z tego wynikają: afty czyli grzybki w ustach, womity i dyaryja.
Cieplik naturalny, tworzący się w dziecku, nie jest dostatecznym do jego utrzymania. Często tak się zniża ten cieplik, że dziecko umiera bez żadnéj innéj przyczyny.
Otóż niemało istnieje rzeczy mogących być szkodliwemi dzieciom, i przyprawić niemowlę już w pierwszych dniach życia o utratę jego. Inne są jeszcze przyczyny działające wolniéj ale prowadzące niechybnie do śmierci lub do utraty zdrowia, a temi są: nieczystość, niestosowność pokarmu i nieumiejętne obchodzenie się z tym pokarmem.
Ząbkowanie jest dla dzieci częstokroć przyczyną strasznych cierpień a nawet śmierci, inne znów dzieci przebywają ten ważny peryjód życia bez widocznych cierpień, co jasno wskazuje, że są w naturze zasoby zabezpieczające od nich.

Przepisy hygieniczne dla niemowląt.


Powietrze. Izba dziecinna zawiera najpiękniejszy skarb rodziny; pomimo tego winna ona być niewykwintną lecz czystą, winna się odznaczać od innych komnat li tylko czystością i świeżością powietrza. Dziecko tyle oddycha skórą co i płucami; nieczyste, popsute powietrze, podwójną jest dla niego trucizną. Izba dziecinna powinna być wysoką, okna powinny być często otwierane; brudnéj bielizny i pieluch nie trzeba suszyć przy piecu, ani téż zatrzymywać w pokoju stolce lub urynały, ani téż w nim gotować jeść dziecięciu. Piec powinien być ogrzewanym z wewnątrz i otoczonym poręczą drewnianą, aby się dziecko sparzyć nie mogło. Zabronić mamce najsurowiéj, aby nie używała téj poręczy na suszenie bielizny. Izba dziecinna obszerną być musi, aby dzieci mogły używać w niéj potrzebnego im ruchu. Ściany także niech będą suche. Trzymać dzieci w nowostawianych domach, lub w nowotynkowanych murach, jest rzeczą bardzo niebezpieczną. Często jedna noc w takich przepędzona murach, śmierć zadawała. Najlepiéj wykładać podłogę pokoju grubém płótnem wyciągniętém gwoździami żelaznemi z mosiężnemi łebkami. Zmieniać można to płótno gdy się zanieczyści, a takim sposobem uchronić się można bardzo łatwo od szorowania i mycia podłogi, co bardzo niekorzystnie na zdrowie dziatek wpływa. Łóżka dzieci w ten sposób mają być stawiane, żeby ich żaden przeciąg wiatru nie dotknął.
Kąpiel. Nowo narodzone dziecię potrzebuje kąpieli oswobadzającéj go od serowatego śluzu okrywającego skórę jego przed urodzeniem. W pierwszym roku życia każde dziecko musi być kąpane codziennie, w drugim roku co drugi dzień przynajmniéj. Każda woda, czy to rzeczna czy studzienna, może być użytą na kąpiel, byleby była ogrzaną na 27—28 stopni termometru Reaumura. Dziecko winno zostać w kąpieli przez minut 10 i w niéj być myte mydłem i flanelkową szmatką. Zaraz po kąpieli trzeba je osuszyć i do łóżka włożyć, dla tego téż najlepiéj żeby je wieczorem kąpano. W drugim już roku, po pierwszém ząbkowaniu jednakże, dobrze jest polewać dziecko w kąpieli zimną wodą, to mu zahartuje zdrowie.
Pokarm. Najlepszym pokarmem dla nowo narodzonego dziecka jest mleko, które pierś matki wydaje. Gdyby matka nie miała dosyć, lub dostatecznie pożywnego pokarmu, wówczas zdania lekarza zasięgnąć należy, i on zawyrokować winien, czy miejsce matki ma zastąpić mamka, koza lub krowa, Wybór mamki bardzo jest trudnym, zwłaszcza u nas w Polsce, gdzie kołtun oddawna, szczególnie w klassie ludu endemicznie panuje, i gdzie od pewnego czasu rozpowszechniły się skrofuły, a nawet w najnowszych choroby z zarażenia krwi chorobą syfilityczną powstające. Mamki u nas najczęściéj wynikają z zbliżeń przypadkowych, prawem nieuświęconych, nieczystych. Jakże się więc strzedz wypada, gdy mamce powierzamy zdrowie, byt, szczęście dziecięcia! Mamka może być wolną od wszystkich przywar moralnych, trzeźwą i niegniewliwą, skład mléka, kształt paznogci, stan zębów, barwa włosów, cera, tusza, skóry czystość, nareszcie i stan organu, z którego się zlały na ludzkość tak obfite źródła niedoli, wszystko to może być w położeniu zadowalniającém, a jednak jeszcze mamka, pod wszystkiemi temi względami nienaganna, może mieścić w krwi swojej jad, którego skutki wybuchną późniéj, a któren w krew swą młodą, tak żywo krążącą, biedne dziecię wsysa, i nie wiedząc co robi, zatruwa w sobie całéj istności szczęście.
W braku dobréj mamki lepiéj udać się do mleka krowy lub kozy i karmić dziecko butelką opatrzoną cycem sztucznie przyrządzonym, czy to krowim czy kozim. Największa czystość butelki i cyca jest koniecznym warunkiem takiego karmienia.
Podczas pierwszych dwóch tygodni dodawać należy do mleka krowiego dwa razy tyle wody; i na każdą porcyją téj kompozycyi dawaną dziecku, np. na pół kwaterek, pół łyżeczki od kawy cukru mlecznego dosypywać należy, aby tak złożone mleko uczynić najpodobniejszém do pokarmu kobiéty. Po pierwszych dwóch tygodniach aż do końca kwartału domięszywa się téj wody tylko połowę do mléka, późniéj aż do końca półrocza daje się mléko czyste, zawsze albo prosto od krowy, albo zagrzane, ale nie przegotowane. Rozumie się samo z siebie, że pokarm musi być ile możności świeżym, i że z niego śmietany zdejmować nie trzeba.
Pierwszy pokarm podany być winien dziecięciu w cztery do ośmiu godzin po urodzeniu, niekiedy wprzódy jeśli bardzo krzyczy, niekiedy późniéj jeśli śpi. Co trzy godziny karmić potrzeba dziecko przez pierwsze sześć tygodni, potém co cztéry, aż do czwartego miesiąca, późniéj pięć razy na dzień i tak uregulować karmienie, żeby przez cały ciąg dzieciństwa temu systematowi pozostać wiernym.
Płacz. Gdy dziecko krzyczy, zaraz należy sprawdzić czy leży w suchém posłaniu, bo wszelka wilgoć i nieczystość mu szkodzi i jest mu nieprzyjemną. Gdy karmione jest piersią, należy mu podawać naprzód pierś prawą, niech ją całkiem wyssie, a potém dopiéro pierś lewą. Matka lub mamka gdy karmią, powinny unikać wszelkich cielesnych lub moralnych wstrząsnień i wysileń, wszelkich zaziębień, a używać pokarmów łatwych do strawienia: w pierwszych ośmiu dniach po urodzeniu tylko lekkie zupy, potém dopiéro mięsne potrawy, jako to: kurczęta, cielęcinę, wołowinę gotowaną i lekkie niewzdymające warzywa, jako to: marchew, szpinak, ziemniaki (ale mało) i strąkowe rośliny jak grochy, soczewica, bób i kaszki. Jako napój służyć powinna woda, lekkie a dobrze wytrawione piwo, mléko, ale kawy i herbaty jak najmniéj. Matka lub mamka codziennie raz przynajmniéj miéć powinny wolny stolec, ale nie lekarskimi środkami sprowadzać go muszą, tylko ile możności przez użycie wody, ruchu w wolném powietrzu i przez lewatywy.
Zdrowe dziecko nie znosi mleka dłużej jak przez sześć miesięcy, a po tym czasie mléko staje się pokarmem trudnym do strawienia i niestosownym, bo pokarm po tak długim przeciągu po połogu, nie jest już pożywnym a wiele sił odbiera matce.
Nie odrazu odstawia się dziecko od piersi matki lub mamki, lecz powoli, tak w przeciągu czterech lub sześciu tygodni, a najlepiéj będzie zacząć od podawania dziecku mléka krowiego, zamiast pokarmu. Rosół doskonałym jest pokarmem dla dzieci, ale go trzeba umiéć sporządzić. Na to bierze się mięsa wołowego pokrajanego w małe kosteczki i wytłuczonego wprzódy dwa łuty, i gotuje się takie mięso w kwaterce wody miękkiéj, jak najwolniéj w garczku czystym bunzlowym, aż do połowy; przydaje się szczypteczkę soli, i jest rosół jak najpyszniejszy. We Francyi już od czwartego miesiąca dzieciom słabowitym podają taki rosół, a nigdzie sztuka wychowania dzieci tanim kosztem i małym zachodem do téj nie doszła doskonałości, jak we Francyi, gdzie się rodzi stosunkowo mniéj daleko dzieci jak u nas, ale gdzie stosunkowo jeszcze mniéj umiera, — tak że koniec końcem potężniéj i zdrowszemi ludźmi zaludnia się kraj francuzki od naszego.
W szóstym, najdaléj w siódmym miesiącu można już dziecku dawać cokolwiek sucharka lub bułeczki w gorącém mléku lub téż w wodzie rozrobionéj. Skórka jeszcze jest pożywniejszą jak ośrodek.
Mamka powinna się strzedz wszelkich wzruszeń, wysileń, zmartwień, zaziębień, pokarmów i napojów bardzo posilnych podczas odstawiania dziecka, a pierś swą trzymać bardzo ciepło, otulić ją watą, flanelą lub zamszem; w razie zaś boleści lub czerwoności smarować ją oliwą migdałową.
W dziesiątym miesiącu dziecku już można dawać małe kawałeczki dobrze zgotowanego, ale nie korzeniami przesadzonego mięsa. Prócz lekkiego piwa, innych nie radzę dawać napojów fermentowanych; od napojów upajających, żeby w najmniejszéj podawanych ilości, dzieci głupieją i dostają wody w głowie.
Wychodzenie. Świeże powietrze koniecznie potrzebném jest dziecku, ale zimne mu szkodzi. W pierwszym miesiącu po urodzeniu, dziecko nie może być wynoszoném na dwór, nawet w lecie. Dzieciarnia powinna miéć 15 do 18 stopni ciepła (Reaumura). W każdéj porze roku należy zasłaniać dziecko od wiatru i zimna.
Kolébka. Najlepiéj obyć się bez niéj, tak jak się obywają w Anglii i we Francyi. Pewną jest rzeczą, że ruch kolébkowy odurza dziecię, i przez odurzenie w sen je wprawia. Wszyscy się na to zgadzają fizyjologowie, że kolebane dzieci mniéj są przytomne i bystre od niekolebanych; nietrudno wytłómaczyć i przewidziéć ten skutek ruchu odurzającego.
Śpiew mamki. Mamka niech śpiewa dziecku, ale niech nie pieje nad nim owym głosem fałszywym i wytężonym, jak to u nas często czynią mamki wiejskie. Takie dzieci zapiane tracą część słuchu, wszelką zdatność do muzyki i lękliwemi się stają. Ucho biédnego dziecięcia i mózg jego tak delikatny, niezawodnie bardzo musi razić śpiew taki.
Bieganie. Podczas pierwszych czterech miesięcy dziecko niech pozostaje w swém łóżeczku swobodnie i nieskrępowane, żeby sobie poigrać mogło z własnemi rączkami i nóżkami. Dopiéro wtenczas pozwolić nosić dziecko, jak własną swą siłą utrzymać się może prosto. W szóstym, siódmym miesiącu można dziecku pozwolić czołgać się po posadzce pokrytéj kawałkiem flaneli, a samo się nauczy chodzić i biegać, nie potrzeba do tego żadnych sztucznych środków.
Zabawki. Najlepiéj dawać dzieciom zabawki dość duże, proste a niefarbowane. Dobrym wyborem zabawek, systematyczném ich użyciem, można w dziecku już bardzo wcześnie wzbudzić gust do mechaniki, nawet do architektury. Dzieci którym się coraz nowe i wątłe sprawia zabawki, nabierają charakteru niestałego, niczém długo zająć się nie potrafią.
Krzyk. Niech sobie dziecko krzyczy, kiedy mu ani zimno, ani wilgoć, ani posłanie, ani ból, ani głód nie dokucza. Krzyczeniem wzmacniają się płuca i tak jest potrzebném do zdrowia, jak dorosłemu spacer. To co prawią o rupturach spowodowanych krzykiem, to po największéj części tylko baśnie, a dziecko gdy raz spostrzeże, że krzykiem swym wszystkiego dokaże, niezawodnie udawać się nauczy umyślnie do tego środka. We Francyi cieszą się rodzice jak dziecko dobrze krzyczy, bo to istotnie oznaka dobrego zdrowia.
Wychowanie moralne. Odradzam od używania nowożytnych sposobów zalecanych przez ludzi, którzy nigdy dzieci nie mieli, ani miéć nie mogą, a dążących nibyto do zahartowania duszy i ciała dziecięcia. Takiemi sposobami są: kąpiele w wodzie zimnéj, sypianie na twardym materacu z paproci w pokoju ogrzanym tylko na 10 stopni, dawanie dziecięciu rumu z mlékiem dla zabezpieczenia go od skrofułów. Wszystko to sposoby które więcéj złego jak dobrego zrobiły. Ale radzę rodzicom aby nigdy na chwilę jedną nie zapomnieli, że już i niemowlę przyzwyczaić się może do uporu i niegrzeczności, które potém w szkaradne wady wybujać są w stanie.
Każda wada dziecięcia jest winą tych co go otaczają i to maksyma najprawdziwsza. Łatwiéj zapobiedz tworzeniu się niegrzeczności i wad w dziecięciu, jak je z nich wyleczyć.
Częściéj ludzie narzekają na słabość swych rodziców, jak na ich surowość; u nas ta słabość tak powszechna jak nigdzie. Przypisują to dobroci serca polskiego; ale najlepsze serce bez jędrności rozumu, i tęgości woli, płonną jest zupełnie, szkodliwą nawet własnością.






ROZDZIAŁ II.



WIEK DZIECINNY.


Według podziałów i definicyj przez nas przyjętych, istota ludzka gdy zacznie chodzić, gryźć i mówić, przestaje być niemowlęciem i wchodzi w wiek dziecinny. Powiedzieliśmy, że ten wiek trwa lat siedm mniéj więcéj, i tém się różni od innych wieków czyli faz życia upostaciowanych stałemi charakterami, że podczas niego wyrastają, wypadają i znów odrastają zęby, że znika tkanki komórkowej obfitość, a muszkuły zaczynają nabierać mocy; że kości dotychczas prawie giętkie, stają się twardemi i unieść mogą ciało. Rozwija się przytém mózg w sposób widoczny, pamięć zaczyna działać, organy głosowe powtarzać słyszane wyrazy; pojęcia w sposób naiwny, zachwycający ćwiczą się w rozpoznawaniu przedmiotów otaczających. Dziecko rozkoszuje się w próbowaniu sił nieznanych mu i codziennie przybywających, lecz nie zwraca długo na nic uwagi; dotykalnemi zatrudnia się przedmiotami, o nich tylko myśli i marzy, przywiązuje się do różnych przedmiotów i osób, lecz zapomina o nich jeszcze z łatwością, gdy z przed oczu usunięte; jeść może w każdéj chwili, uczucia wstydu jeszcze nie ma i myśli samoistnéj w duszy czerpanéj mało, litości téż nad cierpieniami najbliżej mu stojących osób lub zwierząt niewiele.
Więc już w miarę przebudzającéj się duszy, odpowiedzialność za jéj byt i szczęście bezpośrednio ciążyć winna nie tylko na troskliwości matki, lecz także na rozumie ojca, i dla tego odzywamy się z radami naszemi już do rodziców, a nie tylko do matki, któréj zbytnia czułość mogłaby dozwolić wkorzenieniu się w dziecku nałogów, łatwo się z biegiem życia w wady charakteru i w uporczywe usposobienia chorobliwie zamieniających.
Ząbkowanie jest tedy charakterem najoczywistszym znamionującym wstęp do tego wieku. Zęby najprzód u dziecięcia wychodzące, zwane są mlecznemi, one wypadają w roku siódmym mniéj więcéj i są zastąpione przez inne zwane stałe. Pierwsze ząbkowanie zaczyna się w przecięciu w ósmym miesiącu i kończy się w dwudziestym czwartym do trzydziestego. Pospolicie jawią się najprzód dwa zęby przednie w dolnéj szczęce, we dwa tygodnie późniéj zęby przednie w górnéj, następują kły także wprzód w dolnéj szczęce, nareszcie tymże samym porządkiem jawią się trzonowe zęby, po parze, poczynając od dolnéj szczęki. Mleczne ząbkowanie kończy się wykluciem jeszcze dwóch par trzonowych zębów w dolnéj, a potém w wyższéj szczęce. A gdy dwadzieścia zębów wyrośnie w środku trzeciego roku, wówczas dziecko przez lat trzy najdaléj ma spokojność i dopiero mu w szóstym roku wyrastają dalsze zęby trzonowe, ale te już są stałemi.
Pierwsze ząbkowanie odbywa się często bez żadnego bóllu, zawichrzenia lub niebezpieczeństwa dla zdrowia, lecz najczęściéj nie tylko dzieci słabowite i wiotkie, ale także mocne i silne podlegają podczas ząbkowania przypadłościom mniéj więcéj lekkim lub téż niebezpiecznym; zdaje się nawet, że to zależy najwięcéj od jakiegoś szczególnego od konstytucyi niezawisłego usposobienia, które u nas czepia się najwięcéj kołtunowych humorów.
Najczęstszemi objawami cierpień wzniecanych u dzieci przez ząbkowanie, są następujące: dziecko ślini się, bierze w usta wszystkie przedmioty które złapać może i gryzie je z pewną złością, przytém płacze często, gniewa się o najmniejszą rzecz, apetyt traci, śpi niespokojnie, kaszle, lubo najmniejszego śladu zapalenia w płucach nie ma, i gorączkuje. To są tylko przypadłości lżejszego rodzaju, ale stan dziecka o bardzo wiele pogorszyć się może w czasie ząbkowania, czasem następuje zapalenie, nabrzmienie, nieznośny ból, ropienie, a nawet i gangrena dziąseł, przypadłości nerwowe zastraszające jak ścięcie się szczęk i konwulsyje apoplektyczne lub czysto nerwowe, z drażliwości przez ból wznieconéj. A bardzo wiele na tém zależy, żeby się lekarz poznał na przyrodzie tych konwulsyj, i nie leczył konwulsyj z bicia krwi do głowy pochodzących środkami nerwy wzmacniającemi. Prócz wymienionych przypadłości jawią się wszystkie symptomaty cierpień kanału pokarmowego, jako to: womity, biegunki krwawe, gorączki, wysypki, kaszel, rzężenie, zapalenie oczu, płynienie z ucha, choroby mózgu. I wiele dziatek umiera w skutek ząbkowania i innych chorób doń się z łatwością przyłączających; umiera właśnie w najuroczystszych chwilach życia, kiedy razem z wykluciem zębów rozwija się rozum, i dusza się przedziera do samowiedzy. Dodać tu jeszcze winniśmy, że dzieci ząbkujące usposobione są więcéj jak inne do chorób panujących epidemicznie lub endemicznie, i z łatwością ulegają ich zgubnemu wpływowi. Nawet się pojawia niekiedy trudne ząbkowanie epidemicznie.
Środki zaradcze przeciw trudnemu ząbkowaniu. Już w najdawniejszych czasach silono się na wynalezienie środków zabezpieczających dzieci od skutków trudnego ząbkowania i wynajdowano specyfiki a nawet amulety dziś jeszcze w niektórych mniéj oświeconych krajach Europy używane. Francuzi wymyślili dość drogi ulepek ułatwiający ząbkowanie, i to lekarstwo chociaż w samej Francyi tak jak wiele innych podobnych nie wzbudza żadnego zaufania, cieszy się przecież u nas niemałém powodzeniem. Najlepszym środkiem zabezpieczającym dzieci od trudnego ząbkowania jest: dobra krew u rodziców, dobry pokarm u mamki, kąpiel częsta, w stosownym czasie używana, i regularność jak najakuratniejsza w karmieniu. Dzieci nie powinny być karmione częściéj jak pięć razy na dwadzieścia cztéry godzin, i zastanawiającą, w oczy bijącą jest rzeczą, że dziatki wychowane w jasełkach (crèches) lub w domach podrzutków stosunkowo daleko mniéj ciepią podczas ząbkowania, jak dzieci bogatych, przepasione zanadto częstém i tłustém pożywieniem. Nie mówię tu o domach podrzutków, w których jedna mamka karmi swém słabém mlékiem czworo dzieci. Stosownemi medykamentycznemi kąpielami najrozmaitszéj przyrody, ale wcześnie użytemi, można przewalczyć w dziecku prawie wszystkie usposobienia chorobliwe. Od innych sposobów, wprowadzenia lekarstw do organizmu dziecięcia odradzam. Nawet wyborny troisty proszek Hufelanda za często używany osłabia żołądek dziecięcia i staje się nawet zgubnym. Rozumie się samo z siebie, że w razie zapalnéj choroby należy poprosić lekarza i dawać wszystko co on zaleci, nie nadstawiając ucha żadnym radom żadnych z owych sąsiadek, które zawsze są skore do udzielania swojéj pomocy i krytykowania rad lekarza; takie sąsiadki stały się dzieciom daleko szkodliwszemi od samego Heroda, i każda rozsądna matka wystrzegać sie powinna takich przyjaciółek, jak największéj klęski. To jest rzeczą uznaną, że dziecko uspakajane pokarmem matki w każdej chwili gdy zakrzyczy, nic dobrze strawić nie zdoła; trawienie powinno się odbywać regularnie, i wymaga trzech godzinnéj pracy organizmu do swéj doskonałości.
Po odbytém ząbkowaniu, dziecko rozwija się, rośnie i jego organy się doskonalą, wprawdzie z cokolwiek mniejszą szybkością jak przed ząbkowaniem, ale za to organy jego nabierają więcéj siły i lepiéj znoszą czynniki z któremi są w styczności. Już teraz kanał pokarmowy strawić zdoła daleko większą ilość pokarmów zwierzęcych i roślinnych, i choroby jego zdarzają się rzadziéj. Biegunka jeszcze się jawi dość często, toż samo i bóle trzewiów brzusznych, mianowicie grubych kiszek, ale do zapaleń żołądka mniéj są skłonne dzieci po odbytém ząbkowaniu. I tu jeszcze regularność karmienia jest ważną rzeczą: dzieci takie jeść mogą pięć razy na dzień, lecz pomiędzy pierwszém i drugiém śniadaniem, pomiędzy obiadem, podwieczorkiem i kolacyją, żadnym sposobem jeść nie powinny, ani zapychać się chlebem, ciastkami i cukrami, bo wówczas nic dobrze nie strawią i w niestrawionym pokarmie roić się zaczną robaki, kości nie nabiorą siły i krzywić się będą, tuberkuły w płucach i skrofuły się rozwiną w gruczołach.
Organy oddechowe z wielką sprężystością działają w dziecku już chodzić umiejącém i często bywają napastowane przez choroby, mianowicie przez zapalenie krtani, bronchów, płuc, pleury, przez koklusz i straszliwy krup. Przeciągi i zaziębienia najczęściéj tych chorób bywają przyczynami. Powietrze czyste, suche, miernie ciepłe i na przeciągi nie wystawione jest koniecznością dla dziecięcia. Zabraniać żeby podczas snu nie wkładało głowy pod kołdrę, i nie łykało własnego ciała wyziewów.
Mózg. Siedlisko rozumu rozwija się w dziecku mianowicie po drugim roku z nadzwyczajną szybkością, i objawami swéj czynności zdumiewa, zachwyca wszystkich przyjaciół dzieci. Ależ z jakąż troskliwością czuwać należy nad sprawami żywotnemi tego szlachetnego organu! Zapalenie mózgu szybko i wolno przebiegające, błon jego, konwulsyje, epilepsyja, taniec świętego Wita, kurczenie się rąk i nóg, bardzo często wydarzają się u dzieci, i następstwami są zbytniéj czyności organicznéj i działalności intellektualnéj głowy. Więc unikać należy wszystkiego co u dziecka wzniecać może zbytnie zajęcie rozumu, bo to udziela systematowi nerwowemu drażliwości bardzo zgubnéj. Bardzo wrażliwych dzieci mianowicie dziewcząt, do teatru i na widowiska brać nie godzi się, bo to wpoić w nie może zbytnie zamiłowanie do płochości teatralnych, i często na całe życie zgubny wpływ wywiera.
Przyzwyczajenia i nałogi bardzo łatwo czepiają się dzieci. Pochodzi to częścią z tego, że te istoty nic nie znając jeszcze, nic też zapomniéć nie mogą; pochodzi także częścią z chciwości z jaką się nauczają, poznawają i naśladują wszystko co widzą. Przyzwyczajenia systematycznie nadawane podstawą są wychowania dzieci, o tém nie powinni zapominać rodzice ani na chwilę. Nałogi są to wadliwe, a częstokroć zgubne przyzwyczajenia, a łatwiéj dziecko posiędzie nałóg jak dobre przyzwyczajenie, chociażby tamten prosto był szkodliwy zdrowiu, i osłabiał najszlachetnjejsze sprężyny życia.
Pierwszą wadą jaka się tworzy w dziecięciu słabo prowadzoném, jest upór, owe głębokie źródło nałogów, bezrozumu, niesprawiedliwości, egoizmu i zarozumiałości. W innych krajach każda niemal matka wié, że upór najłatwiéj się tworzy w dziecięciu, i rozlicznych niecnót jest przyczyną. Francuzki jakoś instynktowniej widzą, kiedy się dziecko staje upartem i jedném skuteczném ukaraniem przełamują mu na całe życie upór z taką łatwością, z jaką kiedyś przełamywano mopsom mordy. „Hier, j’ai rompu le caractère à mon enfant,“[1] mówi francuzka z zachwycającą naiwnością, i to znaczy, że potraktowała po raz pierwszy swoje dziecko rózgą. Że dziecko uparte niczego się dobrze nie nauczy, że nie zdobędzie mocy charakteru, że urosłszy zawsze tylko o sobie i to najmateryjalniéj myśléć będzie, i przez całe życie pozostanie niedołęgą, o tém my najmniéj wątpić możemy patrząc na owe dzieci zbyt uczuciowych matek, które się nigdy w niczém nie śmiały sprzeciwić swym ukochanym wychowańcom, a tak dobrze znoszą widok nędzy w swym poddanym. Uczuciowe matki powinny nie zapominać, że człowiek różni się od zwierzęcia głównie tém, iż przez całe życie kształcić się i doskonalić może i winien; a że żadne kształcenie odbyć się nie może bez pewnego wysilenia, natężenia, poświęcenia, wyrzeczenia się czegoś, to zdaje się także bardzo łatwe do pojęcia.
Teraz pomówmy kolejno o czynnikach ciągły wpływ na dziecko wywierających.
Napoje. Woda czysta, przezroczysta, bez zapachu i smaku, ale nie miękka tylko twarda, to jest zawierająca cokolwiek soli wapiennych, jest bez wątpienia najlepszym napojem dla dziecka już gryźć i mięso jeść mogącego. W takiéj wodzie najlepiéj się rozpuszcza kwas żołądkowy i najskuteczniéj trawi; wapno zaś w takiéj wodzie zawarte służy ciału, a szczególniéj kościom na pożywienie. Po gorącém jedzeniu woda bardzo zimna szkodzi zębom i żołądkowi, szaleństwem jest pić wodę zimną przy mocném rozgrzaniu ciała. Mléko zawiera w sobie w najdoskonalszém połączeniu wszystkie najpożywniejsze dla dziecinnego organizmu i najstrawniejsze żywioły, to jest: wodę, sole, tłustość, cukier i sér. Dobre mléko nie tworzy śluzu w żołądku dziecka, jak to mylnie utrzymują. Upajające napoje (wino, piwo, wódka), tylko w bardzo rzadkich wyjątkach mogą się przydać dzieciom, ale w ogóle szkodzą. Limfatyczne, skrofuliczne dzieci mogą używać w szczupłéj ilości napojów upajających, nawet starego rumu w kroplach na cukrze, ale bez zaradzenia się dobrego lekarza samowolnie nie należy szafować tak silnemi środkami. Kawa szkodzi wszystkim dzieciom bez wyjątku, stępia ich rozum, drażni nerwy, sen odbiera i wznieca przedwcześnie płciowość. Herbata codziennie używana jest trucizną dla dziecka, bo mu tworzy choroby serca. Czekolada ile możności czysta, t. j. nie zawierająca ani cynamonu, ani wanilii, dobrém jest pożywieniem dla dzieci. Surrogaty kawę naśladujące, z palonéj marchwi i z żołędzi są nieszkodliwe; barszcz i żury czasem dla przemiany bardzo dobre, toż samo i poléwka z piwa.
Pokarmy. Ogólném jest prawidłem, żeby wszystkie stałe pokarmy wolno jeść i starannie przeżuwać. Najlepszą formą wszelkiego mięsiwa jest pieczeń z rożna; najlepsze mięso pochodzi z zwierząt żywiących się dobrym pokarmem w ruchu i w wolném powietrzu. Tłustéj wieprzowiny, gęsiny, wołowiny słodem wypasionéj, nigdy nie trzeba dawać dzieciom; bardzo tłuste potrawy lepiéj się trawią w zimie jak w lecie, służą bowiem ciału naszemu za środek ogrzania, za formalne paliwo. Płuca i Wątroba zwierząt często chorują, nie trzeba ich zatém dzieciom dawać do jedzenia; nerek z właściwéj im nieczystości moczowej żadnym sposobem dobrze wyczyścić nie można, żaden porządny człowiek jeść ich nie powinien dawać. Do flaków to się nie stosuje, bo je należycie wymyć można.
Ryby, żółwie, żaby, ostrygi i ślimaki są wybornym pokarmem dla słabych żołądków; dla jeszcze bardziéj słabych nawet jaszczurki. Jaja na miękko ugotowane, lub téż zupełnie surowe ale świeże, bardzo posilnym są pokarmem. Żółtko od jaja, prócz substancyj z których białko utworzone, zawiera jeszcze tłuszcz, cokolwiek żelaza i siarki.
Trucizny tworzą się w niektórych pokarmach, np. w kilka razy odgrzewanych pieczeniach, w rybach smażonych w nieświeżém maśle, nawet w kiełbasie i w sérze, i ta trucizna w swych skutkach bardzo jest podobną do jadu żmii, sprawia obrzydzenie, ból głowy, womity, zawrót głowy, puchnięcie szyi, a u dzieci bywa istotnie nieraz niepoznaną przyczyną śmierci.
Pomiędzy pokarmami roślinnemi najpierwsze miejsce zajmuje chleb; żytni daleko jest posilniejszym i stosowniejszym dla dzieci, ale on cokolwiek rozwalnia; dla tego téż w biegunce daje się chléb biały, bo ten ją zatyka. Świeży, jeszcze mokry chléb, niezmiernie się trudno trawi. Wszelkie rodzaje ciasta cukierniczego psują dzieciom żołądek. Kartofle same bez wszelkiéj innéj przyprawy najgorszém są pożywieniem; można z głodu umrzéć żyjąc samemi tylko kartoflami, a dzieci do trzeciego roku nie powinny ich jeść ani razu. Skorbut, skrofuły, duże brzuchy i zapuchłe twarze powstają u dzieci z użytku kartofli. Biały groch najstosowniejszy dla dzieci z wszystkich strączkowych roślin, marchew najlepsza z wszystkich włoszczyzn.
Pomiędzy owocami najlepsze winogrona, potém poziomki, pożyczki, jabłka i śliwki gotowane. Mączne gruszki trudne są do strawienia. Ogórki, dynie, melony i arbuzy zdradliwym są pokarmem dla dzieci; od sałaty z octem powinny się zupełnie wstrzymać. Niejadowite grzyby i bedłki doskonałym są pokarmem.
Pomiędzy przyprawami sól jest koniecznie potrzebną i broni dzieci od skrofuł; solone jednakże mięsa i ryby trawią się z wielką trudnością. Musztardy, pieprzu, muszkatu, cynamonu, cebuli unikać powinny dzieci w zwyczajnym stanie. Cukier mylnie uważany za coś rozgrzewającego i szkodliwego, bardzo dobrze w rozpuszczeniu jako przyprawa dzieciom skutkuje.
Powietrze policzę tutaj między pokarmy. Składa ono się z kwasorodu, azotu, wodorodu i węglika, a zatém z tych samych pierwiastków z których się składają najlepsze pokarmy. Sam człowiek jest, że tak powiem, zgęszczoném powietrzem, i przyodziewa się w zgęszczone powietrze. Powietrze zawiera podczas dnia więcéj kwasorodu i węglika; podczas nocy więcéj azotu. Podczas oddychania, organizm wciąga w siebie kwasoród i wydaje kwas węglowy, i tym się procesem witalno-chemicznym utrzymuje ciało przy życiu; im mniéj kwasorodu zawiera powietrze, im więcéj zaś obcych gazów, tem mniéj odpowiada swemu ważnemu przeznaczeniu i staje się szkodliwą, nawet trującą substancyją. Wszystkie dzieci przesiadujące w ciasnych niewentylowanych pokojach są blade, żeby były najlepiéj żywione; toż samo dzieje się w szkołach, w których ekonomowie dla oszczędzenia paliwa nie otwierają w zimie okien i nie odnawiają powietrza.
Pachnidłami nie oczyszcza sie powietrza, lecz stosowną a ciągłą wentylacyją za pomocą wentylatorów okiennych, lub co jeszcze lepiéj, nowożytnych ciągnących pieców, wynalezionych w najnowszych czasach przez pana Arcet.
Odzież dzieci powinna być zastosowaną do pory roku, ale zawsze dość obszerną, wygodną, aby wszystkim ruchom swobodę pozostawiła. Nie bardzo się powinni rodzice spieszyć z środkami hartowania zdrowia swych dzieci zanadto lekkim ubiorem i zimnemi kąpielami; owe próby hartowania niejedno dziecko przypłaciło życiem. Od dziesiątego roku życia można zacząć hartować dziecko, ale do tego czasu trzeba je wychowywać w dostateczném cieple, w ciągłém zatrudnieniu i w rozumnie zastosowanych do pojęcia i do zdatności zabawach. Angielski sposób wychowywania dzieci z obnażonemi nogami jest niedorzecznym, bezwstydnym i szkaradnym. Takie dzieci nie często umierają na skrofuły zewnętrzne, ale doszedłszy do lat młodzieńczych, padają ofiarami skrofuł w płuca wpędzonych, t. j. suchot.
Kąpiele ciepłe w zimie przynajmniéj co tydzień brane, chłodne zaś w lecie w rzekach i codziennie najlepiéj przed obiadem brane, są warunkiem zdrowia. Najdelikatniejsze dzieci mogą brać kąpiele rzeczne, byle się do nich przygotowały zimnemi obmywaniami używanemi poprzednio codziennie dwa razy przez dwa tygodnie. Kąpiele medykamentyczne, słodowe, otrębione, z nóżkami baraniemi, flakami, z solami, szlamami i ziołami wyleczyć mogą dzieci z wszystkich prawie usposobień chorobliwych, ale nad ich zastosowaniem czuwać powinien dobry, cierpliwy i w sztukę lekarską wierzący lekarz.

Gimnastyka.


Pomówmy teraz cokolwiek obszerniéj o jednym z najważniejszych, a przez nas zupełnie jeszcze nieuznanym, sposobie wzniecenia sił i zapobieżenia w dorastającém dziecku chorobom i brudnym, wartość życia kalającym nałogom. Mówię tu o gimnastyce.
Pytanie. Na czém właściwie polega istota zdrowia?
Odpowiedź. Na jak najszybszym obrocie substancyj, z których składa się ciało człowieka. Pod tym względem ekonomija organiczna zupełnie podobna do ekonomii kupieckiéj: tém więcéj kwitnący handel, im się prędzéj odbywa obrót kapitału; im się szybciéj odbywa przerobienie pożywnych żywiołów w krew, tém zdrowsze ciało i z tém większą mocą opiera się szkodliwym wpływom zewnętrznym. Zmiana organicznéj substancyj w nieorganiczną, i zastąpienie jéj przez nową, w organizmie życie zyskującą, stoją z sobą w prostym stosunku; świeżość substancyj jest warunkiem jéj zdrowia i siły, a zatém ruch przyspieszający roztworzenie i odnowienie jest sprężyną życia i zdrowia.
P. W jaki sposób gimnastyka może uzdrowić?
O. Przez zastąpienie sztucznym ruchem i w wolném powietrzu owego życia pełnego czynu i ćwiczeń, któremi w dawniejszych czasach ludzie zyskiwali siłę, moc i zdrowie. Żywot teraźniejszy odróżnia się od dawniejszego jak noc od dnia. Sedentarność, zniewieściałość, pokarmy wzniecające a nieposilne, są przyczyną stagnacyi w naszych sokach objawiającéj się słabowitością, zmęczeniem i zbytnią drażliwością organów naszych. Dzisiejszy stan i charakter cywilizacyi już nam nie pozwoli wrócić do dawnego, ale rzeczywistość dzisiejszego stanu wykwintnéj cywilizacyi, już tak wyraźna, że nam każe uczcić niektóre korzyści dawnéj surowszéj, ale jędrniejszéj oświaty, i przyswoić je sobie przynajmniéj sztucznie.
Gimnastyka wpływa nietylko na ogólne pożywienie i wzmocnienie ciała, lecz także na pewne pojedyncze części jego, a nawet na ducha. I tak wszystkie poruszenia wykonywane na komendę wpływają na mózg uspakajając go, to jest odprowadzając od niego zbytnią siłę innerwacyi przez nerwy do muszkułów. Najniespokojniejsze, najburzliwsze i najroztrzepańsze dzieci doskonale się uspokoją, uczą i śpią po godzinnéj gimnastyce wykonanéj na komendę. Jeszcze z innéj strony gimnastyka działa na ducha udzielając nam samowiedzę naszéj siły, i zarazem siłę panowania nad sobą samym; niezaprzeczoną bowiem jest rzeczą, że w ćwiczeniach gimnastycznych, (ciało wykonywając wszystko co wola każe), umysł nareszcie bierze górę nad ciałem, i opanowywa nie tylko podczas trwania ćwiczeń, lecz następnie i pod wszystkiemi innemi względami; z czego się nareszcie tworzy w człowieku oddającym się przez długi czas ćwiczeniom owa zastanawiająca i specyficzna siła gimnastyków, o któréj ani wyobrażenia nie ma nasza młodzież, po większéj części tak drobna, leniwa, lekkomyślna i słaba. Siła fizyczna i zdrowie nie są jedynemi podstawami szczęścia osób lub społeczeństw, ale bieda indywiduom i społeczeństwom niemającym wyraźnego wyobrażenia o wartości sił fizycznych i nie ćwiczących się w ich użyciu. Zaniedbanie sił ogólne prowadzi do uczucia jakiéjś niemocy, z którego się koniecznie w takiém społeczeństwie wyrodzić muszą nikczemne i podstępne uczucia. Na dowód tego służą żydzi, włosi i portugalczycy.
Gimnastyka racyjonalna wchodzi w skład nauki o harmonii sił cielesnych. Harmonija ta zależy od przepisów dyjetalnych, pokarmu, odzienia, ruchu umysłowego i fizycznego, a gimnastyka przyczynia się do utrzymania téj harmonii w równowadze przywracając osłabionym częściom ciała moc i siłę. W muszkułach które są najwięcéj czynne w ćwiczeniu gimnastyczném odbywa się ruch życia daleko szybszy, to jest więcéj krwi doń dąży i muszkuły także nabierają zadziwiającéj grubości i siły. Muszkuły przyczepiają się do kości, które następnie także nabierają nietylko większych rozmiarów, lecz nawet wydatniejszych kształtów. Muszkuły przyczepione do żeber wyciągają je na zewnątrz i przez to powiększają klatkę piersiową, jeśli na to systematycznie przez gimnastykę skierowane będą. Z rozwojem piersi idzie rozwój płuc, które jak najłatwiéj się rozszerzają, byleby im nie brakło miejsca. Im szybciéj krew w żyłach naszych przebiega, tém gorętsze ciało, tém obfitszy pot, a przez poty organizm pozbywa sie niepotrzebnych mu substancyj. To téż wzmaga się apetyt bardzo potężnie i ułatwia zastąpienie wyeliminowanych z ciała części nowemi. Są jednakże wyjątki lubo bardzo rzadkie: komu gimnastyka apetyt odbiera, ten jéj powinien zaniechać, inaczéj wpadnie w szkorbut.
Twórca gimnastyki racyjonalnéj Doktor Szwedzki Ling, opiera ją całkiem na anatomii i fizyjologii, w któréj mianowicie co do czynności muszkułów, rozwiązano wiele dotąd nieodgadniętych pytań. Przedmiotem téj gimnastyki jest dokładne poznanie ciała tak zdrowego jak chorego, wyśledzenie jaki zachodzi stosunek muszkułów pomiędzy sobą i do części centralnych na których ruch oddziaływają, zbadaniem fizyjologicznego znaczenia każdego ruchu. Lekarskim celem gimnastyki jest głównie uregulowanie zepsutéj harmonii ciała.
W zastosowaniu do pedagogiki gimnastyka radzi: oddziaływać tylko na te części ciała, których rozwinięcie i wzrost zależą od natury. Jak tylko okazuje się jaka niestosowność rozmiarów, gimnastyka natychmiast równoważy nadwerężoną harmoniją, pobudzając inne członki do rozwinięcia, i daleko lepiéj od Ortopedystów leczy wszystkie skrzywienia kolumny pacierzowej lub innych kości. Gimnastyka jest jedynym środkiem uchronienia dzieci od rozwinięcia suchot lub skrofułów dziedzicznych. Nadto zwraca ona uwagę na płeć i na wszystkie różnice wynikające z stanu konstytucyi, temperamentu i usposobień. Ona tylko jedynie wyleczyć może z brzydkiego onanizmu, i z zgubnych skutków jego.
W Szwecyi zaprowadzono gimnastykę nietylko we wszystkich szkołach, lecz nawet w szpitalach, i używają gimnastyki jako lekarstwa przeciw bardzo wielu chronicznym, od gorączki wolnym chorobom, a temi są:
1. Choroby płucowe: w ich początku rozprzestrzenieniem klatki piersiowéj przez głębokie oddychanie, czytanie, śpiewanie, ćwiczenie muszkułów, ramion i piersi przez systematyczne podnoszenie ciężarów.
2. Choroby brzuszne, mianowicie skupienia krwi i zatwardzenia ludzi sedentarnych.
3. Kiły. Gimnastyka zapobiega ich tworzeniu się.
4. Wybujałości płciowe, uśmierzają się odprowadzeniem krwi do innych organów, męczeniem ciała, hartowaniem go wodą zimną, przygotowaniem do zdrowego snu.
5. Zatrzymanie peryjodycznych słabości. Sprowadzeniem napływu krwi do właściwego organu.
6. Zawroty i bóle głowy.
7. Reumatyzmy i podagrę.
8. Skrzywienie kości.
9. Waryce czyli rozdęcie żył na nogach.
10. Bóle krzyża i hemoroidy.
11. Hipokondryja, histeryja, bezsenność.
12. Melancholija i poczynające choroby umysłu.
Otóż to niezmierne korzyści które wyciągnąć można z gimnastyki dla ciała i umysłu rozwijającéj się młodzieży. Istnieje i w naszych murach już od dawnego czasu bardzo dobry zakład gimnastyczny, ale u nas niechętnie używają wszystkich środków, wymagających cokolwiek wysilenia, charakteru i wytrwałości, chociązby te do niezawodnego prowadziły szczęścia. Oby mój głos mógł wywrzeć jakiekolwiek wrażenie na rodziców, życzących długiego i poczciwego szczęścia dla swych dzieci!






ROZDZIAŁ III.



WIEK MŁODOCIANY I MŁODZIEŃCZY U NIEWIAST.


Przypominamy sobie żeśmy w następujący sposób określili charaktery wymienionych wieków:
Wiek młodociany (pubertas) trwa mniéj więcéj od roku 7 aż do 14 lub 16; u kobiét zaś kończy się zwykle wcześniéj jak u mężczyzn. Dziecko staje się młodzieniaszkiem głównie przez to, że mózg jego nabiera skupienia, czaszka zaś tracąc swą grubość i gąbkowatość nabiera wypukłości i wklęsłości odpowiednich wydatnościom mózgu.
Z rozwinięciem mózgu posuwa się także rozwój władz umysłowych. Młodzieniaszek zaczyna się głębiéj zastanawiać nad przyrodą otaczających go przedmiotów, uważniéj przypatruje się wszystkiemu, sądzi już o duchownych, abstrakcyjnych rzeczach, ale nie tak trafnie jak wprzódy sądził o widzialnych i dotykalnych; z tego wynika koniecznie, że młodzieniaszek zatraca wielką część swéj dziecinnéj, naiwnéj wesołości, że nabiera z jednéj strony wstydu, z drugiéj strony krnąbrności, bo już za własném chce iść zdaniem.
Przytoczyliśmy także że takie na młodzieniaszka wyrastające dziecko, czas już uczyć systematycznie, dla prostowania mu ciągle zyskiwanych idei.
Wiek młodzieńczy (adolescentia) trwa u kobiét zwykle od 14—20 roku, a mężczyzna zwykle od 16 po 24 roku, i tém się zwykle znamionuje, że na początku jego, człowiek nabiera stałego głosu, porostu; trwa zaś ten wiek dopóki człowiek nie przestaje rość w górę. Wiemy że to jest wiek miłości, poezyi, zapału, ale szlachetności tylko do pewnego stopnia. Młodzieniec unosi się nad pięknem, nad siłą i zręcznością, chętnieby oddał życie za przedmiot służący do jego zabawy i do jego chwilowego szczęścia; ściga zapamiętale za wszystkiém co myśli jego i uczucia podsyca, ale niestety! jeszcze nie ma pojęcia o swych powinnościach jako członek społeczeństwa ludzkiego, i dla tego dość jest obojętnym na wszystko co mu nie służy do zabawy i roskoszy, litości w nim żadnéj względem tych co mu zawadzają. Jedném słowem jest to wiek poezyi egoistycznéj.
Mówimy tu o ludziach u których się temperament jasno wybija, w których zdrowie fizyczne wrze w całéj sile, a namiętności dzielnie grają.
A zatém niebardzo pochlebną dajemy definicyją o poezyi młodocianego wieku, nie uznającego jeszcze owych praw towarzystwa, które muszą powstrzymywać w pewnych granicach zapał młodzieńca, jeżeli tenże piękny dar natury nie ma stać się szkodliwym ogółowi.
Ale któż wątpić będzie o trafności naszéj definicyi, gdy zwróci oczy na niejednę bardzo starannie wychowaną kobiétę, poddającą się bez żadnego oporu natchnieniom ognistego, rozum przemagającego temperamentu? kto nam śmie zarzucić sprzeczność definicyi naszéj, jeśli spojrzy na niejednego szlachetnie rozumującego młodzieńca, któryby za najmniejszą urojoną urazę najchętniéj zabił w pojedynku najlepszego przyjaciela swojego? Czyż to mało owych romansowych, wszelką przyzwoitość zapomniéć gotowych dziewic? czyż to mało owych okrutnych młodzieńców, pomiędzy najlepiéj urodzoną, najwykwintniéj wychowaną młodzieżą? A widok takich ludzi jest do najwyższego stopnia martwiącym, bo oni zdają się zadawać kłamstwo skuteczności wszelkiéj nauki i wszelkiego wychowania, jedném słowem wszelkiéj mądrości. Ale tak nie jest przecież: prawdziwa mądrość zawsze do dobrego doprowadza, i o to idzie, żeby ją znaleść, a dla wyszukania jéj, hygienista powinien tutaj podać rękę duchownemu, moraliście i pedagogowi, bo w teraźniejszym stanie nauk ścisłych fizyjologicznych, kiedy tak wysokiego dostąpiła rozwoju hygiena, żadna gałąź nauki trudniąca się wychowaniem fizyczném lub duchowném człowieka, obejść sie nie może bez hygienisty, jako bez mędrca, który pojmuje człowieka w pełnéj wielkości jego, w całkowitéj szlachetności, lecz także zawsze w jego nagiéj prawdzie.


∗             ∗

Więc zadaliśmy sobie wyłożyć hygienę wieku młodocianego, a zarazem i młodzieńczego, dwóch uroczych wieków, w pośrodku których odbywa się w organizmie człowieka ów tajemniczy przewrot, przez który istota ludzka staje się zdolną udzielić życie podobnéj sobie istocie.
W wykładzie hygieny bardzo szczegółowym, musielibyśmy w opisie charakterów każdego z tych wieków uwzględnić każdy z osobna, charakter po charakterze, organ po organie i działacz po działaczu; ale tutaj w tym szczupłym obrębie zadowolnić się możemy rzuconą na początku rozprawy definicyją, i nie spuszczając z oka numeryczności w któréj się rozpoczyna i kończy jeden i drugi wiek, możemy sobie zrobić doskonałe wyobrażenie o powinnościach nauki czuwającéj nad ich rozwojem, nazywając ją Hygieną kształcącą pod fizycznym i pod moralnym względem.
I tak jest istotnie, bo w roku ósmym życia mózg człowieka dopiéro dostępuje rozwoju, w którym grzęźnie myśl przypadkowo uchwycona lub umyślnie podana, w którym zaczyna (zdrowo lub niezdrowo) kiełkować, rość, kwitnąć i owoce wydawać.
Więc od tego wieku rozpoczyna się obowiązek hygienisty moralnego i kończy się dopiéro w chwili, gdy człowiek staje się według prawa natury samoistną, już za swój byt i za byt innych najzupełniéj odpowiedzialną istotą.
A że ten ważny oddział życia następuje wprzódy u kobiét jak u mężczyzn, a że kobiéta młodsza od nas, słabsza od nas, wcześniéj wstępuje w życie jako członek uszanowanie wzbudzający, i bólami okupuje sobie najserdeczniejsze względy każdego głębiéj myślącego człowieka, więc przedewszystkiém kobiécie należą się nasze pierwsze rady dane z serca przepełnionego uwielbieniem dla rodzicielki Adamowego potomstwa.


∗             ∗

Kobiéta! bez niéj ani myśli, ani uczucia; bez niéj ani zdrowego pojęcia o honorze, ani jasnego wyobrażenia o potrzebie pracy, bez niéj ani tryjumfu po czynie bohaterskim, ani wypoczynku po dokonaném sprawiedliwie dziele; bez niéj ani urodzenia ani odrodzenia, ani roskoszy, ani uniesienia. Boże! któż kobiéty nie wielbi! na jéj licach pojmujemy oblicze aniołów, którzy kiedyś otaczać nas będą, jeśli wytrwamy na trudnéj drodze życia ziemskiego; jéj towarzystwo uśmierza w nas najzapalczywsze namiętności gniewu i zawiści wrzące nieraz w głębi serca naszego, jak owe trzęsienia ziemi które poprzedzają wybuch wulkanów. Słodki głos dziéweczki, panienki, niewiasty polskiéj, jeszcze w zgrzybiałym starcu zbudzą echa dawno przeżytéj młodości, zbudzą harmonijny dźwięk, w którym przeczuwamy że kiedyś drżyć, bujać, żyć i roskoszować wiecznie będziemy, gdy to ziemskie życie poczciwe przeminie. Kobiéto! do ciebie przemawiam, gdy jeszcze jesteś ośmioletnią dziewczynką, i uganiasz się z lalką w ręku za motylkiem, którego cię czarują lśniące barwy.
Wszystko pojmiesz o ośmioletnia kobiéto, gdy ci słów moich znaczenie troskliwa o twe dobro matka lub opiekunka wyłoży; wszystko pojmiesz i z wszystkiego skorzystasz, jeśli ci w prawdziwém świetle wystawię owe eleganckie, w koronki obszyte dzieci, owe panienki już łaknącą błyskające źrenicą, owe młode kobiéty z ciętym językiem i wyzywającém spojrzeniem, owe dojrzałe kobiéty z fizyjonomiją zoraną namiętnościami, z głosem prawie męskim, spoglądające sokolém okiem na ledwo wykwitających młodzieńców!!!...
Czart jest jeszcze niewinną istotą w porównaniu z kobiétą, która dla płochości, zabaw i niedozwolonéj uciechy, zatraca honor swego męża, i zatruwa szczęście swych dzieci. Poprawa na starość już nie ocali duszy takiéj, bo już nie zdoła cofnąć złego wyrządzonego własnym dzieciom. Magdalena była młodą i nie miała dzieci, gdy uzyskała przebaczenie.
Czart jest jeszcze niewinną rzeczą w porównaniu z taka istotą, bo o odpędzenie czarta wolno prosić Pana Boga.
Wybieraj niewinna dziéweczko swój zawód i niech cię chronią od złego rady moje.

Czém się kobiéta pod fizyjologicznym względem od mężczyzny różni.


Kobiéta zachowuje swe mleczne zęby dłużéj od mężczyzny, drugie ząbkowanie następuje u niéj późniéj; zęby jéj są drobniejsze i często ostatnie trzonowe wcale u niéj nie wyrastają; jéj usta są mniejsze, toż samo i żołądek mniejszą ma objętość, trzewia nie tak mocnemi są otoczone muszkułami, wątroba jéj nie tak się rozrasta, żółci tyle nie wydaje, ale w kanale pokarmowym daleko u niéj więcéj naczyń limfatycznych jak u mężczyzn, z czego pochodzi, że z równéj ilości pokarmów więcéj wyciągnąć jest w stanie siły, i że żyć może łatwiéj pokarmami roślinnemi jak mężczyzna.
Kobiéty lepiej znoszą głód od mężczyzn, i przez to zdaje się, na spirytualniejsze są przez samą naturę istoty; ich mózg nie podlega tak łatwo despotyzmowi żołądka, jak mózg mężczyzny.
Kobiéta daleko mniéj potrzebuje powietrza jak mężczyzna, to wynika z budowy płuc i kostnego sklepienia tychże. Dla tego téż kobiéta daleko łatwiej wytrzymuje życie siedzące.
Limfa przeważa w krwi kobiécéj, serce u niéj (pod materyjalnym względem) ciaśniejsze, arteryje ściślejsze, żyły zaś większéj objętości.
Skład niewieści jest w ogólności miększy i wodnistszy, a pomimo tego kobiéta mniéj wydaje ekskrecyi i sekrecyi od mężczyzny i mniéj się także poci; nie potrzebuje téż do przechowania życia swego tak mocnych pokarmów, i łatwiéj odzyskuje siły po zmęczeniu się i wycieńczeniu, nawet po chorobach.
Plastyczność pod każdym względem większa u kobiéty jak u mężczyzny, to znaczy że jéj kształty są wypuklejsze, i że się z największą łatwością w niéj tworzy tkanka komórkowa; za to system kostno-muszkularny słabszy u kobiety; toż samo ściągacze. Szkielet kobiéty w stosunku równéj wielkości, mniéj waży od szkieletu mężczyzny, ale kolumna pacierzowa dłuższa i grubsza u kobiéty, toż samo i objętość miednicy o wiele znaczniejsza; z przyczyny budowy miednicy swojéj i nóg, kobiéta nadzwyczaj łatwo upada w tył, i zawsze tego upadku strzedz się powinna. Obojczyki u kobiét są krótsze i wypuklejsze, łopatki mniejsze i więcéj do kadłuba przyciśnięte, a ręce i stopy drobniejsze, co wskazuje że już z natury kobiéta nie do trudnych prac przeznaczona, do jakich ją mężczyzna w niektórych półoświeconych krajach zmusza.
Zmysły u kobiét są delikatniejsze i subtelniejsze jak u mężczyzn, dla tego téż wielkie światło razi jéj oczy, mocny krzyk jéj uszy, ona więcéj używa przyjemności pochodzących z dotykania, z powonienia i smaku. Dla tego téż kobiéta lubi półświatło, muzykę, aksamitne dotknięcia, perfumy i łakocie.
Owa bystrość zmysłów, ułatwia kobiécie analizę każdéj pod zmysły podpadającéj rzeczy w jéj najsubtelniejszych odcieniach, czyni ją nadzwyczaj zdolną do wszystkich sztuk naśladowniczych, rozwija, prowadzi i prostuje jéj sąd. Trafność i bystrość spostrzeżeń kobiéty, tyle uroków udzielająca jéj umysłowi, wynika z subtelności jéj zmysłów.
Kobiéta większą posiada massę nerwów pochodzących z mlecza pacierzowego. Sama kolumna pacierzowa więcéj ma miejsca, otwory zaś międzykręgowe także są obszerniejsze; ale za to z najnowszych i z najsumienniéj robionych doświadczeń wynika, że kobiéta ma stosunkowo mniéj mózgu od mężczyzny, że otwory czaszkowe u niéj są mniejsze, i że sama substancyja mózgu nie jest tak przepełnioną naczyniami jak u mężczyzn. Dla tego téż mniéj jest usposobioną do obłąkań jak mężczyzna.
Głos kobiecy jest słabszym, a daleko więcéj giętkim i przenikającym, co wynika z krótkości i ciasności jéj krtani i z większéj długości muszkułów, z giętkości ścięgów łączących z sobą organy głosowe. W głosie kobiéty łatwiéj przebija się dusza.
Gracyja kobiéty pochodzi z łatwości z jaką ciało kobiety nerwami przepełnione, przybiera i naśladuje wszystkie nadobne ruchy i postawy. U mężczyzny muszkuły przeważają, i te im są mocniejsze, tém więcéj pomimowolnie się ściągają, stąd owe ruchy gwałtowne, kątowe i raptowne.
W mimice twarzy, kobiéty wygórowały o wiele nad mężczyznami; z większą im bowiem przychodzi łatwością hamować kontrakcyje muszkułów twarzy i nadawać téjże wyraz dowolny, nawet kiedy na spodzie ich serca wrą szalone namiętności.
Któż lepiéj od kobiéty umié tłumić w sobie uczucia? któż lepiéj umié wyglądać spokojną w cierpieniach i ponieść z godnością jakie poświęcenie?

Hygiena młodéj kobiéty.


Pokarmy. Z tego cośmy poprzednio o sile trawiącéj kobiéty powiedzieli, wynika, że ona nie potrzebuje ani tak mocnych, ani tak obfitych pokarmów jak mężczyzna. Ona sama słaba, sedentarna, niepoddająca się nałogowi niewstrzemięźliwości i po większéj części wolna od prac nękających, wyszukuje, jakby instynktem wiedziona, pokarmy łatwe do strawienia, słodkie i lekkie i w małych rozmiarach dość pożywne. Jedném słowem, kobiéta może się zadowolnić pokarmami dziecięcia. Z tego cośmy wyżej o przyrodzie najrozliczniejszych pokarmów powiedzieli, łatwo będzie ocenić ich wartość dla kobiéty, jednakowoż i w tym względzie liczne zachodzą wyjątki, i czasami dyjeta zanadto skromna, dziecięca, wywyższa uczuciowość kobiéty do bardzo chorobliwéj drażliwości.
W czasie w którym panienka dojrzewa i staje się panną, nie trzeba ani podniecać pokarmami, ani téż osłabiać; ale jeśliby się dołączyła do tego stanu bladaczka, wówczas konieczném jest żywienie obfite i wzmacniające.
Apetyt dziwaczny do kredy, surowéj kaszy, do węgli, piasku i innych nawet obrzydliwych rzeczy, tak częsty u nas jak może nigdzie, pochodzi u młodych dziewczyn kraju naszego, częściéj z usposobienia plikowego, aniżeli z jakich żywotnych błędów i zboczeń systematu płciowego, i zupełnie innéj wymaga kuracyi jak téż same choroby we Francyi, w Hiszpanii i innych cieplejszych krajach wydarzające się.
Kąpiele. Zaraz po kwestyi pokarmów, przechodzimy do kwestyi kąpieli, nadzwyczaj ważnéj dla mężczyzny, a jeszcze daleko ważniejszéj dla kobiét, namiętnie się kąpać lubiących. Można nawet powiedzieć, że kwestyja kąpieli ważniejszą jest dla kobiéty od kwestyi pokarmów, rzadko bowiem kobiéta zgrzeszy obżarstwem, a niewłaściwym sposobem kąpania się często grzeszy i nawet upada.
Najczynniejszy żywioł kąpieli jest jéj temperatura; kąpiel może być: 1) bardzo zimną, 2) zimną, 3) chłodną, 4) świeżą, 5) letnią, 6) ciepłą i 7) bardzo ciepłą, i na każdéj z tych stopniowań naznaczony jest odpowiedni stopień termometryczny, pomiędzy stopniami 0 i 35 termometru Réaumura. Każdemu z tych średnich stopniowań cieplika, przypisano szereg skutków szczególnych, lecz objawy życia nie podlegają tak niewolniczo stanowi termometrycznemu, i w istocie bardzo jest trudno oznaczyć granice wrażeń podanych do innerwacyi przez wodę w różnych stopniach ogrzaną. A zatém skutki natychmiastowe i następowe kąpieli zawisły raczéj od bardzo wielu przechodnich i stałych warunków, zawartych w samym organizmie. Kąpiel, która zamrozi i odurzy słabą istotę, wydobędzie z istoty mocniejszéj bardzo zbawienną reakcyją siły i ciepła.
W ogólności panienki rozkwitające nie znoszą ani zimnych, ani ciepłych, lecz tylko świeże i letnie kąpiele, w których długo pozostawać bez ruchu nie można, w których się nie doświadcza ani bicia krwi do głowy, ani owego ogólnego uczucia lubości, nasuwającego wyobraźni dziewiczéj bardzo ułudne obrazy. Calida lavatio et pueris et puellis apta est, mówi Celsyjusz.
Naturalnie że i w tém prawidle muszą wyjaśnić się wyjątki. Panienki do kaszlu skłonne, nie mogą brać ani chłodnych ani letnich, lecz miernie ciepłe kąpiele; lecz o to idzie przedewszystkiém, żeby nie wzniecać i nie rozwijać zbytnim cieplikiem przedwcześnie żadnéj panny.
Pływanie w rzekach podczas lata i zarazem pięknéj pogody, jest balsamem dla zdrowia panienek, i w niektórych krajach zaczyna być uważaném za niezbędny warunek dobréj hygieny. Panienki jeszcze łatwiéj nauczają się pływać jak chłopcy, a żaden pływak w świecie nie wyrówna pływaczkom z Otaïty i innych archipelagów Polynezyi; jest to bez żadnego wątpienia po tańcu najlepsza gimnastyka dla panienek, i nadzwyczajnie się przykłada do zapobiegania onanizmowi i jego skutkom.
Jazda konna przyspiesza rozwój płciowy panien. Już to jest znaném od Hippokratesa, a zatém od blisko 23 wieków, a jednakże lekarze nie bronią młodym pannom jazdy konnéj, i często ją zalecają jako coś bardzo skutecznego przeciw bladaczce, przeciw nerwowemu kaszlowi, przeciw spazmom, palpitacyi, bólowi głowy i wielu innym chorobliwym usposobieniom. Dowiedziona jest rzeczą i w Anglii bardzo dobrze wiadomą, że tylko kobiétom bardzo limfatycznym, zimnym i tępym nie szkodzą owe dziwne ruchy, wzniecane przez konia. A że córki naszéj ziemi nie należą do bardzo limfatycznych, zimnych i tępych, więc nie nakłaniamy do tego środka rozwijania panienek. Zresztą przez konną jazdę najskromniejsze panienki nabierają jakiejś dziwnéj śmiałości, która je robi cokolwiek do mężczyzniaków podobnemi. Niech kobiéta pozostanie całkowicie kobiétą, a mężczyzna może się stanie mężniejszym.
Ubiór. Wieleby tu można powiedziéć wzruszających rzeczy o ubiorze, mianowicie w naszym kraju, z którego corocznie wiele milijonów wychodzi na zagraniczne stroje, elegancyje i bławaty, a którego dzieci wiejskie do czwartego roku życia chodzą najzupełniéj nago. To jest niezaprzeczoném, że się Polki ubierają nadzwyczaj wykwintnie, ale najniestosowniéj do klimatu, do pór roku, do wieku i do stanu kieszeni. Wytknąć wszystkie błędy na tém polu zachodzące, byłoby zadaniem nader łatwém, ale nie chcemy się narażać na gniew licznych osób żyjących w kraju naszym z ubierania dam. Więc tylko o tych częściach ubioru mówić będziemy, które bezpośrednio na rozwój panienek niekorzystnie wpływają, mianowicie o obuwiu i o sznurówkach.
Obuwie panienek naszych noszone na ulicy lub nawet na wsi pod gołém niebem, jest zanadto lekkie, ciasne i wykwintne. Z obawy żeby sobie panienki nie popsuły kształtów nogi, matki ubierają je w niestosownie lekkie trzewiki, a panienki z obawy żeby sobie nie popsuły trzewiczków, wolą w dni słotne i zimne siedziéć w domu i przez to pozbawiają się wszelkiego ruchu pod gołém niebem, mianowicie na wsi; przez to się skazują na życie sedentarne w domach, po większéj części źle przewietrzanych i ciemnych. „Aer sit purus, sit lucidus et bene clarus“ zaleca szkoła lekarska Salerny. Wielkiéj liczby usposobień chorobliwych nabawiają się panienki przez życie sedentarne w domu; ruch tańcowy w powietrzu rozgrzaném i wyziewami przesiąkłém, wcale nie może zastąpić ruchu w świeżém powietrzu.
Sznurówki nie są nowożytnym wynalazkiem. Damy greckie miały swoje sefodosny, matrony zaś rzymskie swoje castule, rodzaje tunik ściskające gors i taliją. Katarzyna Medycejska pierwszą była upowszechnicielką sznurówek fiszbinowych z stalowym bryklem we Francyi, przez co nie bardzo się zasłużyła ani Francyi, ani światu, czerpiącemu mody swoje z Francyi. Sławni lekarze Winslow i Sömmering z wielką gorliwością i z niezbitemi argumentami, czerpanemi na znajomości organizmu kobiecego, wystąpili przeciw użyciu sznurówek, a Cesarz Józef II zakazał w państwie swojém surowym edyktem ich użycie, i bardzo dobroczynnie wpłynął na mody i na zdrowie kobiét. Po zgonie światłego i dobrego monarchy, wszystko wróciło do dawnego stanu, a dziś sznurówka stała się niezbędnym ubiorem nietylko otyłych i zbyt rozrastających się matron, lecz także młodych panienek w stanie rozwoju będących. Dzisiejsza fiszbinowa i bryklowa sznurówka ściskająca gors młodej panienki, gniecie, nagina i przekształca kości, pod któremi znajdują się niezbędne do życia trzewia, to jest organa do oddychania, do cyrkulacyi i do trawienia służące; przez to sznurówka staje się powodem do niezliczonych chorób, cierpień i usposobień, a ściskając gruczoły piersiowe i opierając się rozwojowi gorsu, czyni ich na późniéj niezdolnemi do pełnienia najpiękniejszéj funkcyi macierzyńskiéj, to jest do karmienia dzieci swoich. Więcéj o tém w znakomitém dziele uczonego ziomka Doktora Raciborskiego pod tytułem: De la puberté et de l’âge critique de la femme pag. 184. [2]












HYGIENA MORALNA PANIENEK.





Najpiękniejsza i najzdrowsza panienka, jeśli nie jest przejęta moralnemi zasadami i utwierdzona w czystym duchu religii, nie odpowie jeszcze godnie szczytnemu posłannictwu odrodzicielki rodu ludzkiego, które Bóg na nią nałożył; więc téż jest powinnością hygienisty moralizatora, żeby je ostrzegł o niebezpieczeństwach grożących im z nieznajomości obowiązków swoich, jako kobiéta. Aby dobrze myśléć i dobrze czynić, potrzeba przeświadczenia się o konieczności tegoż, a nie wszyscy ci którzy otaczają młodą latorośl, są przesiąkli mądrym i przewidującym duchem; może im potrzeba rad doświadczeńszego człowieka.
O potrzebie zatrudnienia systematycznego dla panienek nie wszyscy są przekonani, owszem znajdują się lekkie umysły potępiające wszelką systematyczność w zatrudnieniu, jako rzecz doprowadzającą do pedanteryi, pruderyi, tępości i ciężkości humoru niezgodnéj z istotą kobiéty. My zupełnie inaczéj o tym przedmiocie sądzimy, bośmy długo żyli w krajach, w których kobiéty od małego dziecka są prowadzone, zatrudniane i kształcone bardzo systematycznie i przecież wychodzą na niewiasty zachwycające naiwnością, humorem i natychmiastowością dowcipu. Systematyczne zatrudnienie nie tylko nie odbiera duchowi bystrości, lecz ją jeszcze zaostrza; owe zaś lekcebranie każdego zatrudnienia, każdéj nauki i każdéj zabawy, wyradza już w młodéj panience kaprysy, nudy, niechęci, niesmaki, i przez to odbiera im hart duszy i wiarę w moc własnéj woli. U nas panienki nawet średniéj klassy, zajmują się wieloma rzeczami, i uczą się wielu rzeczy mianowicie: kilku języków, muzyki, rysunków i tańca. Wszystko to kosztuje bardzo wiele, zabiera wiele czasu, a w wyniku pokazuje się nader często najzupełniéj płonném; rzadko która z tych wykwintnie wychowanych panienek polubi jeden przedmiot nauki chociaż jako tako, i nauczy się chociaż jednego przedmiotu do tego stopnia, żeby w nim było dobrze utwierdzoną. A prawie zawsze nie brak ani zdolności, ani talentu, tylko brakło systematyki, nerwu, porządku w nauczaniu i w uczeniu, w zatrudnieniu i w zabawach. Lada kaprys, lada przypadkowość, lada wizyta, nowinka, katastrofka, zabawka, choróbka burzy i przewraca ustanowiony porządek rzeczy na czas długi; więc téż w przewidzeniu że taka przypadkowość nastąpić może, panienki nigdy się nie biorą do żadnej rzeczy z całém sercem, nigdy w jednym przedmiocie całéj swéj uwagi nie zatopią, i z tego wynika owa płytkość umysłu, owa słabość woli, owa niestałość humoru i owa dziwaczność kaprysów które znamionują nie jednę z prześlicznych, miłych córek naszéj ziemi.
A przytém owa niestałość gustów pochodząca z niesystematyczności zatrudnienia, ułatwia niezatrudnionéj i niepracującéj młodzieży męzkiéj sposoby bałamucenia młodych panienek. Wiele jest u nas młodzieńców wałęsających się od rana do wieczora bez żadnego zatrudnienia i łaknących awantur, któremiby mogli przerwać nicość jednostajnego życia. Wszyscy ci próżniacy o tém tylko marzą, żeby mogli niedoświadczonéj panience zawrócić głowę i zamącić pokój. W naszym kraju matki, opiekunki, ochmistrzynie i guwernantki powinnyby być w dwójnasób ostrożne i zajmować swe wychowanki w sposób systematyczny, uregulowany, niedozwalający żadnéj ani przerwy ani zmiany.
Jeszcze i dla tego powinnyby młode panienki przejąć się miłością do systematycznéj pracy, żeby się nauczyły gardzić nieukami i próżniakami; a wtenczas dopiéro kobiéta będzie umiała spełnić u nas posłannictwo godne swéj piękności, gracyi i swych szlachetnych uczuć.
Zabawy. Umysł młodéj panienki nie jest w stanie oddawać się bezprzestannie nauce; miłe i niewinne rozrywki powinny im służyć nie tylko za nagrodę, ale także za potrzebny zdrowiu żywioł. Łuk ciągle napięty traci moc swoję, to téż i umysł bezprzestannie wytężony staje się niezdolnym do dzielnego czynu. Tylko umysły chorobliwe lub cierpiące ganić mogą niewinne rozrywki połączone z ruchem, z śmiechem i z pomimowolnemi ćwiczeniami umysłu.
„Aby grać i tańcować godziwie — mówi św. Franciszek Salezy — potrzeba to czynić dla rozrywki po pracy, a nie z płochości dla zabicia drogiego czasu.“ Te święte słowa polecam panienkom jako axiomat godny największego szacunku.
Ale żadnych niewinnych gier w których się cenzuruje, w których się fanty wykupują całusami, w których się nader przezroczysto oczy zasłaniają, w których się łapie, potyka, upada i t. p. Wszystkie takie gry wzniecają wyobraźnią i budzą zachętki odrywające młodą panienkę od Boga i od nauki.
Spadzistą jest droga zabaw, i kiedy posiędzie serce płoche, to już do najzgubniejszych pociągnie ponęt.
Łudzenie wyobraźni obrazami nieskromnemi może być skutkiem nieprzyzwoitych zabaw, które u matek i ochmistrzyń zapominających że były kiedyś młodemi, uchodzą za niewinne.
Owo łudzenie jest nadużyciem, które straszne miewa następstwa i doprowadzić może najniewinniejszą duszę na nader złą drogę. Bujność wyobraźni właściwa wiekowi młodzieńczemu, podsycana jeszcze krwistością, rozdraźniona czytaniem romansów, znajduje niesłychaną rozkosz w draźnieniu się podobnemi obrazami. Dusza się osłabia własną wyobraźnią, a za osłabieniem duszy wkrótce nastąpi znikczemnienie ciała, zniknięcie piękności, humoru i owéj uroczéj naiwności, która jest ozdobą kobiéty.
Środkami zapobiegającemi temu złemu są: ranne gorące modły, szczera pobożność, przejęcie się świętością prawd religijnych; w ciągu dnia: czujność estetyczna nad własnemi myślami, systematyczna praca, sumienna nauka i dyjeta; wieczorem: przechadzka i ruch, przed położeniem się na spoczynek chłodna kąpiel i szczere westchnienie do Boga, który wszystko wié, nad wszystkiém czuwa i każdego kocha, który serdecznie nad swą poprawą pracuje.
Dziewiczość ciała. Czy ją można obronić nie znając grożących jéj niebezpieczeństw, li tylko bogobojnością i estetyczném ukształceniem umysłu?
Oto pytanie na które całemi tomami wartoby odpowiadać; oto pytanie żywotne, które sobie każda poczciwa matka tysiące razy w życiu, w najuroczystszych chwilach niezawodnie zadaje. Matki odpowiadają sobie w dobréj wierze: „można ocalić dziewiczość ciała usposobieniem bogobojném i zarazem estetyczném;“ i ja odpowiadam że można, bom znał nie jednę kobiétę któréj cnotę w całkowitości tylko religija i estetyczna wstydliwość obroniła.
Wstydliwość, córka religii i estetyki, gienijusz święty jak bóstwo, piękny jak anioł, przenikliwy jak światło, nieustraszony jak lew, a czujny jak echo, powinien strzedz cnoty panieńskiéj lepiéj jak wszystkie matki, ochmistrzynie, stróże, zamki i rygle.
Niezawodnie wstydliwość zawsze by uchroniła kobiétę od upadku, gdyby w naturze najwstydliwszéj kobiéty nie pokutowały ponęty, które ich wstydliwości bój wypowiadają.
Ale wstydliwość w powietrzu rubaszném, próżniackiém, pożądliwém, pierzchnąć może jak przed lada wiatrem ów pyłek delikatny pokrywający świeży owoc. Czyż w obecnym stanie świata można wiele liczyć na wykształcenie się téj wstydliwości i na jéj trwałość? czy nie lepiéj byłoby młodą wykwitać zaczynającą dziewicę obznajmić z wszystkiemi niebezpieczeństwami grożącemi jéj godności i szczęściu?
Otóż drugie pytanie, na które odpowiedź zależy od taktu matek i od temperamentu córek.
Tam gdzie wielkie grozi niebezpieczeństwo ze strony temperamentu i ze strony sposobności, tam lepiéj zdaje się wyłożyć całą prawdę, chociażby metodą francuzką, przez obznajmienie się naukowe z pewnemi tajemnicami historyi naturalnéj.
W obecnym stanie oświaty i w naszym wieku, w którym tyle krąży rozkiełznanych żywiołów zepsucia, wolałbym przyjąć za stróża cnoty panieńskiéj francuski rozum, jak ową uroczą angielską estetyczność, która tylko w społeczeństwie bardzo sztucznie i regularnie urządzoném i pomiędzy zimnemi, pracowitemi ludźmi ostać się może.









RADY DLA KOBIÉT WŚRÓD BRZEMIENNOŚCI.





Z chwilą poczęcia wstępuje niewiasta w zupełnie nowy stan życia. Jeśli dotąd anielską swą łagodnością, miłém wejrzeniem i ową niepojętą tajemniczością swojego istnienia budziła w nas miłość, któréj czarownéj potędze tak chętnie ulegamy, to odkąd ciężarną być zaczęła, wznieca w nas uczucie szacunku, staje się jakąś świętością, która nawet u najdzikszych plemion ma zabezpieczone powszechne poszanowanie. Dowodem tego są prawa i zwyczaje wszystkich narodów, według których nie tylko występne kobiéty wolne są od cięższéj kary, ale nadto jak w Hindus stawały się przytułkiem, do którego zbrodniarze z całém bezpieczeństwem uciekać się mogli. Tu i owdzie nawet pierwsze poczęcie bardzo uroczyście obchodzą. Lecz pomijając te tak żywo za uznanym szacunkiem przemawiające dowody, to pewna iż codziennemi jesteśmy tego świadkami, iż ciąża dla małżonków jest nowym węzłem i źródłem niepojętéj radości i szczęścia, bo ich czyni pewnemi owocu wzajemnéj miłości, owocu w którym zarówno matka i ojciec się przegląda, a który ich pamięć już przez swe istnienie do potomności przenosi, i owém wzniosłém mianem rodzica zaszczyca. Dla tego i ojcowie i matki, co chcą godnie usposobić się w wyrastającém na męża dziecku, wcześnie starać się powinni o to, aby owoc ich miłości był żywym obrazem ich wewnętrznéj godności, bo po owocu drzewo, jak po czynie myśl prawą poznajemy. Gdy zaś z woli natury owoc ten powierzony został saméj tylko płci pięknéj, która nosząc go w żywocie swojém, staje się dla niego bezpośrednim światem, stróżem i kierownikiem, z tego względu matka przejąć się powinna głęboko ważnością powołania swojego, i odpowiedziéć mu jak najgodniéj, bo tylko przez to zasłuży na święte miano matki i urzeczywistni niepłonne nadzieje tak swoje, jak tego, którego tak silnie pokochała, iż dla niego opuściła własnego ojca, matkę i nazwisko rodzinne. Obowiązki jakie na młodych matkach wśród brzemienności ciążą, nie są jeszcze bynajmniéj ani trudne, ani z wielkiém poświęceniem połączone, bo owszem mają na względzie samo tylko ich zdrowie, gdy płód siłą sobie właściwą się rozwija i tylko wymaga od matki samego jéj zdrowia i uniknienia wszystkiego, co by tylko na to rozwijanie szkodliwy wpływ wywrzéć mogło. Z tego powodu, lubo sposób życia ciężarnych w ogóle, nie inny być może i powinien, jak ten do jakiego i po za ciążą przywykły, to jednak więcéj z ich strony wymaga baczności, bo tu każdy błąd łatwo stać się może powodem różnych słabości matki, a nawet i śmierci płodu.

O dyjecie ciężarnych.


Dyjeta nie dotyczy samego tylko ciała, ale i duszy; mówiąc zatém o dyjecie ciężarnych w ogóle, mówić nam wypada zarazem o dyjecie ciała i duszy.
Pokarm. Już stąd, że wśród ciąży, niewiasta obok swego jeszcze drugi organizm ma do żywienia, dorozumiewamy się, iż siła jéj trawienia musi być podwyższoną; co jest istotną prawdą. Przecież stąd nie wynika jeszcze, aby ciężarna mogła używać pokarmów trudniejszych do strawienia, albo aby ich ilość nierozsądnie powiększać miała owszem jak wszędzie, tak i tu umiarkowanie jest pierwszą podstawą zdrowia; inaczéj łatwo sobie zepsuje żołądek, nabawi się niezdrowego wejrzenia, języka obłożonego, cuchnienia z ust i niemiłego potu. Strawy wszelkie winny być lekkie, niezbyt posilne, nierozdymające i niedrażniące, dla tego z mięs zalecamy wszystkie gatunki białe i zwierzyny, z wyjątkiem nierogacizny, skopowiny, gęsi i kaczek; z ryb wszystkie chudsze, a nie węgorza lub łososia albo suma, daléj z jarzyn kobiéty do wiatrów skłonne, unikać powinny grochów, bobów, soczewicy, brukwi i kapusty; selery, szparagi i pietruszka z wielką ostrożnością używane być winny, bo zbyt urynę pędzą. Natomiast ryż, kaszka, krupnik, sago, daléj szpinak, marchew i owoce są bardzo stosowne dla ciężarnych. Na wszelki zaś przypadek unikać winny świeżego chleba, peklowiny, mięsa wędzonego i potraw mącznych. Z napojów wszelkie trunki rozpalające są szkodliwe tak dla matek, które łatwo krwistych upławów nabawić się mogą, jak dla płodu samego, bo nic tak łatwo i szybko w krew nie przechodzi, jak trunki winne. Dla tego woda czysta lub ocukrzona najstosowniejszym zawsze jest napojem; po niéj zasługuje na wspomnienie piwo lekkie, białe, najlepiéj beczkowe; a tylko osłabionym na nerwach kobiétom dozwolić można wśród obiadu kieliszek wina białego z wodą. Kawa i herbata, jeśli zresztą do nich przywykły ciężarne, nie mogą być szkodliwe, jeśli nie są zbyt tęgie, i jeśli w miernéj tylko ilości są używane. Czekolada niekorzenna, kakao i arrow-root, także ciężarnym zalecić można. W każdym razie zalecamy im największą zachować w jadle i piciu regularność i troskliwie unikać obładowania żołądka krótko przed udaniem się do spoczynku. W ogóle zaś niechaj ciężarna ile możności nie odstępuje od dyjety, do któréj przywykła i o któréj wié, że jéj szkodliwą nie była. A jeśli pozna, że od niektórych potraw ma wyraźną wśród ciąży odrazę, niechaj ich unika; natomiast przesąd tylko i zabobonność może doradzać używania rzeczy niezwyczajnych, jakich się ciężarnym niekiedy zachciewa; są to uczucia czysto chorobliwe, którym rozsądna kobiéta winna wcześnie wolą swoją zapobiegać, bo wola serdeczna stojąc nad wszystkiemi żądzami, zabezpieczy je przed dziwactwem i nierozsądnym czynem. Wszystkie te zaś niewiasty, które w pierwszych miesiącach cierpią na mdłości i womity, winny unikać wszystkich straw cięższych, tłustych i kwaśnych, bo te ostatnie stają się często powodem nieznośnéj zgagi. Także jedne ze straw zwyczajnych więcéj niż drugie pobudzają do womitów; w takim razie rozsądek każe pierwszych unikać. Orzechy, kasztany i ciasta osobliwie francuzkie, niemniéj są szkodliwe dla nich. Woda zimna, woda salcerska, proszek musujący zwyczajny, niekiedy, lubo bardzo ostrożnie łyżka wina szampańskiego, łagodzą mdłości i zapobiegają womitom. Lecz gdyby bezskuteczném to wszystko okazać się miało, należy wcześnie poradzić się lekarza, bo często tak wielkie rozstrojenie nerwów żołądkowych jest podstawą womitów, iż je tylko lekki emetyk (Ipecacuanha) krwi puszczenie, niektóre gorycze, jak quassia, rubarbarum, a to ostatnie osobliwie z żelazem, synopizma na dołyszku poskromić zdołają; trudno zaś, abyśmy tu bliżéj rozwodzili się, kiedy i jak tych środków używać.
Ubiór. Jeżeli zważymy jak wielkim odmianom cała kibić, żywot i piersi matek wśród ciąży podlegają, łatwo pojmiemy iż zwyczajny i modny ubiór płci pięknéj, całkiem jest dla ciężarnych niestosowny. Dla tego każda z nich winna nie tak na modę, jak na to raczéj uważać, aby ubiór którego używa był natenczas ciepły i wygodny, aby żadnéj zgoła części nie wstrzymywał od rozwoju i aby przez zbytnie ściąganie, nie przerywał krwi obiegu. Osobliwie sznurówki z blankietem, nie jednego już płodu stały się powodem śmierci i upośledzenia, gdy cisnąc na żywot, opierają się rozwojowi jego. Oprócz tego prawie zawsze naraża się przez to nierozmyślna matka, na mocne uderzenia krwi do głowy, na utrudniony oddech, bicie serca i na liczne choroby piersi i żołądka. W miejsce sznurówek niechajże ciężarne gdy inaczéj być nie może, używają pojedynczych ściągaczek. Po sznurówkach równie godne potępienia są mocno ściągające podwiązki: skutkiem ich najczęściéj, zapewnie dla wstrzymanego obiegu krwi, nabiegając zbyt mocno żyły nóg, rozciągają je, i tworzą owe sine zaskórne nabrzmienia, które długich i nieznośnych cierpień stać się mogą powodem. Także obuwie ciasne, jeśli w ogóle już jest przykre, to nadto czyni chód ciężarnych niepewnym. Wreszcie piersi lekką ściągaczką podwiązane, powinny być ze wszech stron zarówno odziane, gdyż inaczéj część ich górna obnażona, jest tém samém zimniejsza, mniéj krwi przyjmująca i niedokładnie rozwijająca się, co znów licznych słabości piersi, jak stwardnień, owrzodzeń, wklęsłości, brodawek i t. d. staje się przyczyną.
Dla tego owe dziś tak rozpowszechnione ranne szlafroki, najstosowniejszą są suknią dla ciężarnych, które oprócz tego w miejsce bind, używać powinny majtek, bo te bez zbytniego ściągania żywota, najlepiéj zabezpieczą je od zaziębienia nóg i całégo podbrzusza; wreszcie obuwie całkiem wygodne, zalecamy im jak najusilniéj; co do reszty zaś odzienia, takowe zupełnie smakowi płci pięknéj zostawiamy, bo celem naszym jest tu tylko zwrócić ich uwagę na to co im szkodliwe.
Sen i czuwanie. Jest to odwieczne w naturze prawo, iż kto czuwa, ten i spać musi, a kto pracą i zatrudnieniem się zmęczy, ten do wypoczynku ma prawo; bo siła istot żyjących jest tego rodzaju, iż się wprawdzie zużywa i wyczerpuje, ale za to znów odradza i w przyzwoitéj ilości gromadzi. W tem względzie spoczynek, a osobliwie sen, który najmilszém jest spocznieniem, uważać należy za źródło, z którego ciało i duch ludzki swe siły czerpie. Trudno przeniknąć prawdziwą snu naturę, i pewnie na zawsze grubą ona zasłoną pokrytą będzie. Skąd pochodzi że człowiek najbardziéj zmęczony, po śnie kilkogodzinnym znów do żywości i sił swoich przychodzi? Czyżby sam tylko brak zatrudnienia mógł stan zmęczenia odmienić, gdyby mu równocześnie wewnętrzna odmiana nie towarzyszyła? Nie, to każdy z nas widzi; ale jaką jest ta odmiana, to właśnie stanowi całą zagadkę, która tém więcéj tajemniczą nam się wydaje, jeśli zważymy, że wśród snu obieg krwi i oddech stają się wolniejsze, że działalność trawienia i zgoła wszystkich innych funkcyi o wiele mniéj jest dokładna, że wzajemna wymiana części, choć całkiem nie ustaje, to jednak dla powolnego krwi obiegu, nie tak szybko po sobie następuje.
Niewątpliwa jest konieczność snu, a ile bezsenność jest okrutną, każdy zapewnie w swém życiu tego doznał; osłabieni na ciele i na duszy, raczéj do trupa niż do żyjącego stworzenia zbliżamy się; ból fizyczny a bardziéj jeszcze moralny, jeśli go sen nie złagodzi, przejmuje wskroś całe nasze istnienie, i prowadzi do obłąkania i śmierci, a przynajmniéj do osłabienia, które na długo potém ślady po sobie zostawia; młodzież odmawiająca sobie snu, bądź dla zbytniéj nauki, bądź téż dla roskoszy i namiętności, wcześnie starzeje i na sile ducha traci. Jeśli brak snu tak okrutne pociąga za sobą skutki, to niemniéj bezkarnie uchodzi niestosowna snu godzina; zgodnie z całą naturą a osobliwie z naturą człowieka, noc sama jest czasem snu, gdy dzień do pracy i zatrudnienia jest przeznaczony. Wprawdzie świat wyższy, dopiéro z wieczorem żyć poczyna, ale dla tego téż, świata wyższego, nigdy za przykład zdrowia nie bierzemy, bo ono gości u samych tylko ludzi, co najmniéj od natury odbiegają. Nie dziw zresztą, że różnicy spoczynku wśród dnia lub nocy nie dopatruje ten, który nigdy świeżości rannéj nie doznał, i gdy miłując się takim jakim jest, nie widzi czerstwości swojéj, jakąby miał, gdyby się do porządku natury stosował.
Lubo sen jest konieczny, przecież zbytek jego mało co mniéj od bezsenności na zdrowie nasze szkodliwie wpływa. Ociężałość, pustość pewna, słabość tak ciała jak władz umysłowych, jakiś rodzaj niezadowolenia są nieodstępnemi towarzyszami snu przedłużonego. Skutkiem ich staje się człowiek wśród całego dnia prawie do niczego, a z nocą udawszy się na spoczynek, tak jak jest ospały, śpi jeszcze dłużéj, a śpi niespokojnie i nie z tém pokrzepieniem, jakie sen umiarkowany za sobą pociąga. Boerhaave znał człowieka, który szukając szczęśliwości we śnie przedłużonym, nie opuszczał łóżka swego, ale dla tego téż wkrótce rozum postradał, i ilość obłąkanych powiększył. Jak długo zatém spać należy, aby zdrowia i rozumu swego nie narażać? Z trudnością na to pytanie odpowiedziéć mogę, bo długość snu nie od długości czuwania, ale od rodzaju i stopnia zatrudnienia, także od wieku i osobistości każdego zależy. Ludzie naprzykład umysłowo pracujący, potrzebują snu dłuższego niż ci, co fizycznie się zatrudniają; podobnie dzieci, kobiéty ciężarne i flegmatycy dłużéj zwykle sypiają niż dorośli mężczyźni, nieciężarne i sanguinicy. Nie do wszystkich zatém da się zastosować, iż 6, 7 lub 8 godzin na 24 spać należy; każdy zgoła w tym względzie winien wymiarkować naturę swoją i do niéj na przyszłość się stosować. Z uwag poprzednich wynika, iż ciężarne już skutkiem stanu swego skłaniając się do ociężałości, więcéj niż kiedykolwiek baczne być winny na podział czasu co do snu i czuwania, mianowicie zaś pomne na owoc miłości, który w żywocie swym noszą. Niechaj z dnia nocy, a z nocy dnia nie robią, niech wcześnie spać się kładą, ale wcześnie téż (zimą o 8éj, latem zaś o 6éj) wstają, bo ranna świeżość najlepiéj ich zdrowiu odpowiada; wreszcie nad piernaty i kwapem wysłane pościele, niech miękki materac i ciepłą a lekką kołdrę przenoszą, aby wśród snu zbyt się nie pociły, a tém samém i nie osłabiały.
Zatrudnienie. Jak sen i w ogóle wypoczęcie wzmacnia zwątlone siły, tak ruch wzmacnia je i do coraz wyższéj potęgi doprowadza. Na prawdę tę, témbardziéj zwracamy uwagę, że ciężarne, co już skutkiem stanu swojego skłaniają się do ociężałości, zwykle jeszcze w celu źle zrozumianego oszczędzenia się, całe dnie nic zgoła nie robią, ale się pokładają drzémią, albo mrzonkami myśl swoję zaprzątają, skąd nudy, kaprys i jakieś niezadowolenie najpierwszemi są skutkami; po nich idą w trop zakłócenie domowe, cierpienie ciała i duszy, żal, rozpacz, drażliwość, i czasami nieszczęśliwy poród. [3] Dla tego młode matki przedewszystkiém starać się powinny zatrudniać gospodarstwem domowém, tak liczne nastręczającém zatrudnienia, iż one już większą część dnia jéj zabiorą i rozmaitością swoją zabawią. Do ruchu tego w domu dołączyć przechadzkę, jeśli szaruga i zbytnie zimno nie stoją na przeszkodzie, a w przechadzce nogi przenieść nad najwygodniejsze landary, bo tylko chodząc wzmocnić można muszkuły, przyspieszyć krwi obieg, obudzić czynność skóry, tak dla zdrowia konieczną, i uniknąć niestrawności, zatwardzenia i licznych innych słabości. Nie zapominajmy jednakże, iż wszelka gwałtowność i zbytek nie zgadza się z stanem brzemiennym, mianowicie taniec, szybkie bieganie, gonitwa, skok już jeden bądź ze wschodu lub stopnia powozu, prędkie wchodzenie na wyższe piętra, podnoszenie i dźwiganie ciężarów, ciągłe nachylanie ciała, podnoszenie rąk do góry, jak przy czesaniu lub sięganiu po rzeczy wysoko leżące; daléj jazda po drogach nierównych i popychanie jakiego przedmiotu żywotem, a nawet krzyk i śmiech gwałtowny, już nie raz stały się powodem poronienia, śmierci płodu i złego łożenia: roztropnie więc unikać tego wszystkiego należy, bo jedna nierozmyślna chwila może pociągnąć za sobą długo-ciągły i niczém nie dający się ukoić smutek.
Uprawa umysłu. Mówiąc o zatrudnieniu niepodobna mi nie wspomniéć i o ćwiczeniu ducha, bo tak ciało jak i duch razem, stanowią dopiéro człowieka; a zatrudnienie jednego nie pokrzepia bynajmniéj drugiego wszędzie tam, gdzie tak duch jak i ciało swę samodzielność osięgło. Patrz się na uczonych, a dostrzeżesz ich wątłe, wycieńczone ciało, ich bladość lica i szereg słabości brzuchowych, hypokondryi, niestrawności i t. d., jeśli obok prac umysłowych zapominają o potrzebach ciała. Kto zaś ćwiczenia ducha zaniedbuje, ten traci pamięć, traci rozum, i zstępuje coraz bardziéj do rzędu ludzi głupich, zwierzęcych. Niepodobna więc także umysłowo nie zatrudniać się ciężarnym, które niezadługo stworzenia rozumnego stać się mają kierownikiem i stróżem. Stopień wychowania rozliczne za sobą pociąga zachody, jakich tu wyliczyć nie sposób. Dla wszystkich kobiét ciężarnych najważniejszém zatrudnieniem jest czytanie. Na to więc przeznaczyć powinna część czasu dziennego, winna czytać, bo przez czytanie zbogaca się wiedza i uzupełnia wychowanie, którego guwernantki i pensyje, w całém znaczeniu dać nie mogły. Pomniéć wypada że władze umysłowe matki, najwięcéj stosownie do poczynionych spostrzeżeń, na władze umysłowe dziecka wpływają; i że matka właśnie pierwszą, ale dla tego najważniejszą jego ducha pielęgę przyjmuje na siebie. Dla tego unikać wypada lubieżnych romansów, co tylko łechcąc wyobraźnią, wykrzywiają prawdziwe świata poznanie, unikać należy dzieł czysto-filozoficznych, bo te z powołaniem płci pięknéj niezgodne, z mężatki, stanowisko swoje ocenić umiejącéj, skromnéj, czułéj, tylko szczęściem dziecka i małżonka zajętéj, zrobią stworzenie zarozumiałe, egzaltowane, głośne i wyzywające, zarazem przesadnie czułe i do tratowania najświętszych przesądów skore, słowem zrobią rodzaj potworu ni do kobiéty, ni do mężczyzny podobnego, a goniącego za samemi najśmieszniejszemi i najgorzéj pojętemi systemacikami najrozmaitszych utopij. [4] U takich kobiét częstokroć tak wielki w głowie nieład, że w jednym i tym samym czasie, jak to u nas aż zanadto często da się sposobność widziéć, są w stanie być chrześcijankami a zarazem zwolenniczkami: Spinosy, Swedenborga, Hegla, Feuerbacha, Trentowskiego, Towiańskiego, Fourriera, hrabi Cieszkowskiego i Ojca Wielogłowskiego, to jest, że nigdy nie są w stanie wznieść się siłą rozsądku, w sfery bardzo nad poziom wyniesione; i nie chcą wierzyć że co je mięsza i słabi, to im koniecznie szkodzić musi.
Kobiety w ubieganiu się za wiadomościami ponad zakres ich zdolności i potrzeby wychodzącemi, zatracają wiedzę powinności swoich i łatwo zbaczają z drogi prawéj. Tego zanadto dobrze dowodzą nam przygody i nieszczęścia dawnych zwolenniczek emancypacyi kobiecéj.
Kobiéty winny raczéj pokochać umiejętności opisowe, historyją, osobliwie bijografiją mężów i kobiét sławnych, winny zasmakować w dziełach traktujących o wychowaniu dzieci, a nareszcie i głównie winny uprawiać literaturę i historyją krajową, aby mogły później w dzieciach swoich wszczepiać miłość do kraju, do współbraci i do wszystkiego co jest najszlachetniejszém.
Religija jest najświętszym przytułkiem do którego uciekać się powinna często kobiéta ciężarna, życie swoje innemu bliźniemu w bólach dać zmuszona. I nic tak nie ułatwia kobiécie przejęcia się świętemi zasadami religii, jak ów stan ciężarności, takiego poszanowania godny, i tak głębokie wzbudzający myśli. Najwięcéj płocha, najgorsza kobiéta, uciekająca się w tym stanie szczerze i ze skruchą do Boga, łatwo uzyskuje przebaczenie i łaskę wiary, i potém z roskoszą znosi nietylko niedole ciąży ale i porodu. Przez religiją, dobrze zrozumianą, wyniesie się kobiéta nawet bardzo miernych zdolności nad przesądy i uprzedzenia, tak jeszcze mocno u nas panujące; nawet kobiéty w wykwintnościach wychowane, dotąd aż nadto nieczułe na nędze niższego, uczuwszy bóle i zniósłszy się z Bogiem w najrzewniejszych chwilach miłują i niższych ludzi, zapragną szczęścia ogółu, i w życzliwości dla niego wychowywać będą późniéj dzieci swoje.
Wiele kobiét dojrzewa w tych chwilach ciąży, w sposób zdumiewający i nadzwyczaj ujmujący. Umysł przedtém złośliwy i płochy staje się łagodnym, stałym i zdolnym do wszelkiego poświęcenia. Pasyjonatka staje sie cierpliwą, nigdy się nie uniesie zbyteczną złością, ulega wyrokom Boga, i nie oddaje się owym żalom bez granic, owym lamentacyjom, tak częstym w naszéj wrażliwéj płci pięknéj. Przez bóle i niedole kobiéta staje się nieraz tak świętą, że urokiem cnót swoich, radami i przykładem, przywraca najgorszego męża do cnoty, i w najrubaszniejszego materyjalistę wlewa szlachetność, ambicyją, a nawet zamiłowanie do czytania, do ćwiczeń umysłowych. Tego przykłady bardzo często u nas w kraju widziemy.
Przywidzeniami i urojeniami tylko słabo w religii i w rozumie utwierdzone kobiéty, zaprzątają myśl swoję. Młoda kobiéta cały dzień zatrudniona, myślom swoim rozłazić się niepozwalająca po obłokach, nareszcie szczerze wierząca w Boga i w własnéj woli siłę, nie doświadczy na widok pierwszego lepszego przerażającego, a najczęściéj tylko w urojeniu istniejącego przedmiotu, takiego wstrząśnienia, żeby to pociągnąć miało za sobą jakieś okropne skutki. Zresztą straszliwym skutkom owych cudownych przywidzeń najsławniejsi lekarze zaprzeczają, dowodzą jak nierozsądną jest lękliwość o skutki przewidzenia się. Radzę jednakże osobom ciężarnym, żeby się nie narażały lekkomyślnie na widok rzeczy, zwierząt i ludzi, wzbudzających przestrach, obrzydzenie lub odrazę; na wyobraźni bowiem po takim widoku zawsze pozostaje ślad nudzący, nękający, nadzwyczaj niewygodny, który dotknąć musi pośrednio i dziécię.
Za Stanisław Augusta, kobiéty ciężarne wysokiego tony, wierzące w urok przewidzenia, nadużywały (nawet u nas) widoku malowideł i rzeźby, wystawiających bohaterów, bóstwa mitologiczne, w stanie lubieżnéj nagości. Może téj przyczynie winniśmy przypisać sprosność dzisiejszych starców, tak wiele ich różniąca od dawnych, dzielnych, a niewinnych ojców naszych. Odradzam więc najuroczyściéj, od zniewalania sobie tak niemoralnym sposobem darów przyrody, które się wcale nie okazały dobroczynnemi w skutkach.
Lękliwości zbytniéj, jednym z najzwyczajniejszych powodów, jest obawa złego położenia płodu. W skutkach jest ona najzgubniejszą, bo niekiedy aż do obłąkania przywodzi. Wydarzają się wprawdzie złe położenia, ale u nas (w kraju, w którym kobiéty normalnie i klassycznie są zbudowane) tak rzadko, że wcale nie zasługują na to, aby się stały ciągłym przedmiotem strachu. Kobiéty trapione do monomanii podobném urojeniem, winny się powierzyć wcześnie lekarzowi.
Kąpiel. We względzie utrzymania zdrowia nader ważną jest także powłoka ciała naszego czyli skóra. Jéj czynność stoi w bezpośredniéj styczności z najważniejszemi warunkami życia zwierzęcego. Skóra jest dopełnieniem płuc i stoi téż z niemi w bezpośredniéj styczności, tak, iż gwałtowne nadwerężenia pierwszéj, przedewszystkiém stają się powodem rozmaitych chorób płucowych, które się zwykle z niebezpieczeństwem życia łączą. Prócz tego, cała skóra należy do organów najliczniéj w nerwy opatrzonych, i jest dla tego nader dotkliwą od wszelkiego rodzaju wpływów, a osobliwie cieplika, który tak wielkiéj jest w życiu zwierzęcym wagi, iż dawni fizyjologowie cieplik zwierzęcy za siłę życia brali, gdy z uleceniem cieplika, stają się zwierzęta trupami. Cieplik ten jest wypływem chemicznych processów, które wewnątrz ciała zwierzęcego zachodzą, i w bezpośredniéj styczności z trawieniem, przyswajaniem, oddychaniem i czynnością skóry stoją, a na które stopień ciepła tak znakomicie wpływa, iż bez niego całkiem obywać się nie mogą. Tym sposobem przyswajanie, działania chemiczne i rozwijanie cieplika, są warunkami życia nawzajem od siebie zależącymi; przyczém i to sobie uważmy, że cieplik ten w człowieku zdrowym do 30° według termometru Reaum. dochodzić winien. Gdy więc przez skórę cieplik dla natury swojéj ciągle promienieje, i w przestrzeń się rozprasza, i gdy się otoczeniu tym łatwiéj i obficiéj udziela, im to jest zimniejsze; daléj, ponieważ płyny, tylko przez to w parę zamienić się mogą, iż się z przyzwoitą ilością ciepła połączą. — przeto widoczną jest rzeczą, że na ten cieplik zwierzęcy, wielki wpływ wywiera czynność skóry, stosownie do tego czy zbyt wiele, czy nic pary wodnéj przez siebie nie przepuszcza.
Zbytek potnienia zanadto oziębia organizm, brak zupełny jego staje się powodem gorączki, podobnie otoczenie zimne zanadto odejmuje cieplika istotom żyjącym, a upał i wpływ bezpośredni słońca, oprócz tego, że swój cieplik tymże istotom udziela, jeszcze staje się powodem, iż rozwijający się w tych ostatnich cieplik w nich pozostaje, coraz sie podwyższa i wywołuje najstraszliwsze choroby, bo zapalenia, a to często zapalenia mózgu. Podobnie zbytek w jadle i czynność zbyteczna ciała rozgrzewa nad miarę; a głód, bezczynność i zatrudnienia ciągłe umysłowe znacznie oziębiają. W ogóle najodpowiedniejsze otoczenie dla nas ludzi jest to, którego temperatura trzyma się między 10° a 20° Reaumura.
Jeśli więc już w ogóle, ze względu na samo zdrowie, tak bacznemi muszą być ludzie, na wszystko co ich skóry dotyczy, o ileż baczniejszą powinna być na tę powłokę ciała płeć żeńska, osobliwie w stanie brzemienności, wśród którego, jak to w rozdziale wstępnym widzieliśmy, usiłowania jéj organizmu, głównie na wewnątrz są zwrócone. Jednym z najważniejszych ośrodków, przez które oprócz czystości, wszystkie najważniejsze cele razem osiągamy, są niezaprzeczenie kąpiele; bo je nawet prawodawcy, dla tego do rzędu obrządków religijnych policzyć, za konieczne uznali. One téż z naszego stanowiska, osobliwie ciężarnym zalecamy, które oprócz tak wielu pożądanych skutków, tę jeszcze stąd korzyść odniosą, iż uczynią skórę ich żywota miękką, łacno naddającą, przeto wśród tak gwałtownego rozrastania się żywota niepękającą, a wśród samego porodu przejście płodu bez nadwerężania tamy ułatwiającą. Kąpiele są dwojakie, zimne albo ciepłe, do ostatnich sztucznie ogrzewamy wodę na 25° do 30° Reaum.; tamte zaś znajdujemy gotowe, jeśli podczas wiosny i lata ogrzeją się na 12° do 19° Reaum., bo niżéj 12° woda jest za zimną, i dla tego niebezpieczną. Kąpiele ciepłe skuteczniéj czyszczą skórę, i jeśli z umiarkowaniem są używane, to jest: jeśli w nich do pół godziny tylko zostajem, i wśród siedzenia skórę czy rękoma, czy gąbką trzemy, bynajniéj nie osłabiają, jak to niejedni po dziś dzień sądzą, ale owszem sprawiają nader miłe uczucie, a przez to że utrzymują czynność skóry, wielce do zdrowia naszego się przyczyniają; zimne zaś kąpiele, których w ogóle nie dłużéj jak przez kwadrans używać, a które prócz tego niebawem już wtenczas opuszczać radzimy, skoro zostającego w nich przebiegać będzie przytrzymujące zimno.
Kąpiele rzeczne czyszczą dostatecznie, i odejmując ciału zbytek cieplika, chłodzą, pokrzepiają, coraz bardziéj wzmacniają, i przed skłonnościa zaziębienia zabezpieczają. Pomimo to ciężarnym, które nie przywykły do zimnych kąpieli, zalecamy wielką ostrożność w ich używaniu; natomiast nie możemy im dość zachwalić zimnych obmywań całego ciała, nawet wśród zimniejszych pór roku. Tu bowiem rzecz całkiem ma się przeciwnie, i owe chwilowe zimno obudziwszy czynność skóry, raczéj ogrzewa, niż oziębia jeśli po troskliwém osuszeniu ciała ręcznikiem, zaraz się ubierzemy.
Czesanie głowy. Ciężarna, osobliwie w późniejszych miesiącach ciąży, nie powinna sama rozczesywać swych włosów ani ich pleść, wznoszenie się bowiem rąk do góry jest nader niebezpieczne, mocne zaś związywanie włosów jest częstokroć najgłówniejszą przyczyną bólu zębów, a nawet ich próchnienia. Ból uszu, oczu i głowy nieraz téj saméj przyczynie przypisać należy. Według doświadczonego doktora Ammona, obmywanie głowy od czasu do czasu letnią mydlanną wodą, chroni od wypadania włosów zwykle towarzyszącego ciąży.
Lekarstwa rozwalniające często bywają nierozmyślnie używane przez kobiéty ciężarne podlegające zatwardzeniom, ale te leki zwykły zostawiać po sobie nader ciężkie skutki, i nieraz przeistaczają istotę zdrową w ciągle kwękające stworzenie. Aby uniknąć zatwardzenia i jego skutków, ciśnienia, pustości i bólu głowy, zawrotu, snów niespokojnych i złudzeń umysłowych, dalej pełności, ociężałości i braku apetytu, trzeba żyć przyzwoicie, nie zaniedbywać dziénnej przechadzki, unikać ciągłego nachylenia ciała przy szyciu lub nawet tylko czytaniu, nie dopuszczać zbytecznego ściągania organów brzusznych (do czego najwięcéj przyczyniają się sznurówki), trzeba nadto wystrzegać się zbytku kawy i herbaty, a natomiast używać winogradu, śliwek, fig i innych owoców bądź świeżych, suszonych lub gotowanych, a to albo w czystéj wodzie, albo w przypadku osłabienia trzewiów brzusznych z winem lub stosownym korzeniem. Zalecamy także lżejsze jarzyny, maślanki i zwyczaj wypróżniania się w godzinach rannych, jeźli inaczéj nie można, to przynajmniéj przez enemy z wodą letnią, braną za pomocą klizopompy najnowszego wydoskonalenia (clysopompe à pression). Ten sposób życia i regulowania sobie żołądka okazał się nadzwyczaj skutecznym, nawet kobiétom od wielu lat na zatwardzenie żołądka utyskującym.
Lekarz powinien być wezwanym do pomocy w razie przytrzymujących kolek i rznięcia lub bólu brzucha, krzyża, głowy i innych części ciała; daléj w razie dłuższego upływu krwi z części rodzajnych, w czasie uporczywych dyaryj, długiego zatwardzenia, uderzenia krwi do głowy, braku apetytu, mdłości i t. p. bo tu wczesna pomoc zapobiedz może licznym chorobom i poronieniu.
Puszczanie krwi wśród ciąży stało się u nas od lat kilkunastu rządzącą modą, która zapewnie dla tego tak się szybko rozpowszechniła, że pochodzi z Francyi, z kolébki dobrego tonu. Są u nas damy dające sobie w czasie brzemienności puszczać krew po dwa i trzy razy, i to li tylko dla tego, że są ciężarne. Moda, nawet najśmieszniejsza, więcéj częstokroć zaraża jak najlepszy przykład, i temu to zapewnie wyłącznie przypisać należy, iż puszczanie krwi tak łatwo znalazło przystęp do naszéj płci pięknéj, tak anielsko czułéj. Częste, a nadewszystko niepotrzebne krwi puszczanie, bardzo jest szkodliwém, bo niechybnie prowadzi do wodnéj puchliny, a przynajmniéj do błędów serca nader niepokojących.
Wskazaném jest jednakże puszczanie krwi w razie jéj zbytku wśród ciąży, która głównie sprzyja wyrabianiu się krwi w znacznéj ilości; bo trawienie znacznie się wówczas podwyższać zwykło, odchody zaś miesięczne ustają. Zbytek krwi poznajemy po cieple, które w wyższym stopniu całe ciepło rozpala, po rumienności i nabrzmieniu skóry, po zawrocie głowy, pełności, ciśnieniu tyłu głowy, po przytrzymujących bólach krzyża, ciężkości żywota, i nabrzmieniu żył zaskórnych, smaku krwi w ustach i czerwoności białka w oku.
Z nogi nigdy ciężarna krwi puszczać nie powinna, ani téż lekarz pod żadnym warunkiem do tego nie powinien się dać nakłonić. Najłatwiéj następuje poronienie po puszczeniu krwi z nogi.

Dobra a zdrowa matka winna być mamką dziécięcia swojego.


Wiek niemowlęcy nowonarodzonego jest właściwie ciężarnością jego własnego ducha, który tak samo przy piersi i pod pieczą matki się rozwija, jak jego ciało w żywocie téjże matki rozwiniętém zostało. Matce, która dała ciało, dziecko zawdzięczyć powinno i ducha; matka słysząc pierwszy krzyk dziecięcia swojego, powinna się przejąć wskróś świętością nowych, szczytnych obowiązków, które w téj chwili zaciąga. Któraż z matek może być głuchą na ten donośny i zarazem tkliwy głos natury?
Otóż przecię i bezrozumne zwierzęta słuchają tego głosu, i strzegą swe młode z narażeniem własnego życia przeciw nieprzyjacielowi sto razy mocniejszemu. Siła instynktu zwierzęcego czyż ma być mocniejszą od siły czucia macierzyńskiego w kobiécie? Nawet robaki są tu żywym przykładem dla nas ludzi, co niestety zbyt często głuchemi jesteśmy na głos przyrody, odzywający się zewsząd tak donośnie, tak tkliwie, że nawet jeszcze w zgrzybiałym starcu, byleby kochał naturę, najczulszy odgłos wzbudza.
A czemuż u nas, w kraju, w którym płeć piękna odznacza się dobrocią serca, uczuciowością i religijnością, czemuż u nas w kraju matki wyższych sfer towarzystwa nie chcą pojąć, że matka cielesna powinna być zarazem matką duchową? że nie powinna dopuszczać do ust dziecięcia swojego innego pokarmu jak swój własny? W tym pokarmie zawarte nietylko żywioły cielesne, lecz nawet jéj własna szlachetność, jéj poetyczne natchnienia, jéj bogobojność i jéj rozum? Czemuż tego matki wyższego towarzystwa pojąć nie chcą? Nie jeden odpowiedziałby na to: „bo się wolą bawić z coraz nowemi, obcemi osobami, jak niańczyć własnego ciała, własnéj duszy potomkowi.“ My na to pytanie nie tak nieubłaganie odpowiadamy, częstokroć bowiem i w najwyższych sferach napotykaliśmy nietylko wiele cnót i przymiotów, ale nawet wiele owego naturalnego poczciwego czucia, które najwięcéj zbliża człowieka do człowieka i łączy prawdziwą ludzkość w jeden kochający się związek. — My odpowiadamy na to pytanie inaczéj: „u nas matki wyższéj sfery nie karmią dzieci swoich dla tego, że to nie jest modą we Francyi; u nas matki średniéj sfery nie karmią dzieci swoich dla tego, że chciałyby uchodzić za kobiéty wyższéj sfery, zwłaszcza gdy są piękne i gdy im przychodzi z łatwością żyć z osobami wyższego urodzenia, lub przynajmniéj takim lub owakim sposobem obcować z niemi.“
Matka odmawiająca dziecięciu własnéj piersi, i dająca się zastąpić mamce we wzniosłém powołaniu karmienia, nie tylko własnemu dziecku niepowetowaną krzywdę wyrządza, nie tylko pozbawia się miłości z jaką się dziécię do osoby karmiącéj przywiązuje, ale nadto sama na liczne cierpienia się naraża, i przyczynia się znacznie do ośmielania niemoralności. Któż bowiem u nas zwykle zostaje mamką? Bardzo rzadko godne mężatki chcące losy męża i dzieci w nędzy pozostających podzielać, ale najczęściéj niewiasty co raz zdeptawszy czystość dziewiczą nogami, odtąd się puszczają na swywole wszelkiego rodzaju, i co zasmakowawszy wygodnego powołania mamek, częstokroć już wśród karmienia o to się starają, aby niezadługo znów matkami zostały. Ale jakiemi to zostają matkami owe stworzenia wyzute z wszelkiego macierzyńskiego uczucia? matkami, co gorsze od dzikiego zwierza, powierzają z całą spokojnością duszy dziecko swoje obcym rękom, choć zbyt często przekonywało je doświadczenie, że ten ich własny płód będzie wystawiony na głód, zimno, najrozliczniejsze niewygody i cierpienia, i że nakoniec ten ich płód uledz musi zabójczym wpływom i zginie. Ale ta okrutna, niechybna śmierć, jest nawet pożądaną od własnych matek, bo je uwalnia od miesięcznéj płacy za ową kukulę, kruczą pieczę, bo z śmiercią dziecięcia znikają jawne dowody rozpusty i grzechu: a na to właśnie może czeka jaki gach chcący wejść w związki małżeńskie z kobiétą, umiejącą żyć wygodnie jak mamka, i jeszcze uciułać sobie jakie grosiwo, przynęcające do siebie instynkt pijacki próżniaka z sumienia wyzutego.
Otóż w takiéj atmosferze żyją nasze szczytne, wykwintne i szlachetne panie! i od grymasów takich nikczemnych, w sprosnościach wyuzdanych kobiét, zależą; otóż to takiém mlékiem karmieni bywają potomkowie naszych dawnych bohatérów i dygnitarzy. I tak wykarmieni, tak wychowani ludzie, chcą potém obejmować stanowiska ich wysokiego rodu godne? Co się płodem grzechu żywiło, to nigdy nie będzie szlachetném i wielkiém, bo z samém mlekiem przechodzą z mamki do dziecięcia złe skłonności, które potém, zwłaszcza przy naszém niesprężystém postępowaniu w wychowaniu, bardzo łatwo wybujać mogą w wady charakteru najnieznośniejsze.
Pomnijcie matki Polki, iż natura rządzi się prawami, jakie Bóg sam przepisał, i że wykraczać przeciw odwiecznym prawom natury jest to samo, co buntować się przeciwko woli samego Boga.
Czyż wam milszą jest próżna moda, zabawa i rozmowa z płochemi ludźmi niż zdrowie, piękność, cnota i szczęście własnego dziecka? niż wdzięczność przyszłego pokolenia?
Zresztą przybranie mamki wcale jeszcze nie uwalnia całkiem od niewygód karmienia: bo niewygody jakie się z mamką łączą są niezliczone. Obecność obcéj i całkiem nieznanéj osoby w domu jest wiele razy nieznośną i zgubną: jéj kaprysy, opieszałość, nieochędóstwo, lekkomyślność, gniewliwość, nareszcie jéj wyziewy, obżarstwo, stają się przyczyną tysiącznych nieprzyjemności, i wpływają najniekorzystniéj na spokojność, humor i zdrowie całego domu.
A jeśli jeszcze pani domu, (jak się to u nas w wyższych sferach przy najpiękniejszych zaletach bardzo często wydarza) mało ma sprężystości, późno wraca do domu z uczt i balów, i całą ognistość swoję zachowuje na błyszczenie dowcipem w salonach, wówczas, biada jéj dziecku, wówczas ono legnie ofiarą zatrutego wściekłym gniewem pokarmu, i pozostawi po sobie tylko głęboki żal w sercu, i maskę gipsową trzymaną przez lat kilka pod szkłem!
Znałem tu w Warszawie dziecko bardzo bogatych, w gruncie dobrych i oświeconych ludzi, które w przeciągu siedmiu miesięcy miało trzynaście mamek, i nareszcie umarło, prosto z głodu, podczas przeprowadzania się z jednego mieszkania do drugiego.
Matki umiejące czuć święte rodzicielki obowiązki, nie we wszystkiem naśladujcie dalekich krajów mody, bo co pod obcém niebem może być konieczném lub mniéj szkodliwém, to u nas najprzykrzejszemi następstwami przypłacać musiemy. Idźcie za tkliwym głosem natury, i własną szlachetną piersią karmcie jeśli możecie wasze dzieci. Na wyższéj widowni stojąc, nie potrzebując pracować na własne utrzymanie, żyjąc w społeczeństwie niewymagającém od was żadnego do zarobku wiodącego znoju, chciejcież przewodniczyć niższym od was świętym przykładem; a wkrótce znajdziecie naśladowniczki w kraju lubiącym naśladować nietylko zły ale i dobry przykład, dany zwysoka.
Nie wszystkie matki karmić mogą pomimo najlepszéj woli. Smutną to jest niestety prawdą: nie jedna matka powstrzymać się musi od pełnienia tego świętego obowiązku ze względu na zdrowie, życie i szczęście swych własnych dzieci; i na zaszczyt naszéj płci pięknéj powiadamy, że nie jednéj matce ze szczerą boleścią serca przychodzi wyrzec się owych szlachetnych uniesień, które doznaje matka umiejąca całkowicie pełnić obowiązki dzielnéj rodzicielki względem płodu swojego. Nierozsądnie uczyni matka, która karmi pomimo wiedzy, iż karmienie stać się może dla niéj zgubném, bo najlepszy ojciec nigdy matki zastąpić nie może; nierozsądnie postępuje lekarz radzący matce, aby się pozbyła choroby w jéj żyłach pokutującéj karmieniem, bo takich chorób wcale niemaż, bo takie choroby zatruwają dziecko a takie karmienie nie chroni matki od śmierci, tylko na miesięcy kilka przedłużyć może jéj życie. Istotnie, karmienie może czasem powstrzymać wybuch słabości piersiowéj u matki, ale za to niechybnym swym dziedzicem zrobi swego potomka, a z nim całe jego dalsze pokolenie. Utrzymanie dalszego wydzielania mlecznego z piersi, gdyby było korzystném dla zdrowia matki, można osięgnąć sztucznemi środkami; przysadzaniem szczeniąt, wysysaniem za pomocą suchych, pompką pneumatyczną opatrzonych baniek.
Nie powinna karmić matka własną piersią swoją; 1, gdy dotknięta jest słabością do tego stopnia rozwiniętą, że przez karmienie albo jéj sama uledz, albo ją przenieść może na dziecko. Suchoty, kołtun, skorbut, skrofuły, epilepsyja, wodna puchlina, rak, liszaje, obłąkanie, jad syfilityczny, owrzodzenie, złośliwe narośle są chorobami przenoszalnemi; 2, jeśli brodawki są do tego stopnia upośledzone, iż je usta niemowlęcia z trudnością obejmują; 3, jeśli matka już wstąpiła w piąty dziesiątek życia; 4, jeśli karmiąca jest narażona na częste i gwałtowne zmartwienia, żal i niewygody sprzeciwiające się dobroci pokarmu, i 5, jeśli jéj zbywa na dostatecznéj ilości pokarmu.
Mamka przybrana wolna być powinna od wszystkich chorób, usposobień chorobliwych, niemocy, wad i zmartwień które znów wymieniliśmy; powinna miéć brodawki piersiowe ani zanadto wielkie, twarde i pryskliwe; ani zanadto małe, miękkie i dotkliwe; powinna mieć pokarm obfity, zdrowy i pożywny, wiele gałeczek mlécznych w sobie zawierający, o czém za pomocą galaktometru doktora Donné [5] i mikroskopu najłatwiéj się przekonać. Gdzie tylko podobna, matki powinnyby sprowadzić mamkę niejaki czas przed nastąpić mającym porodem do własnego domu, a to wraz z jéj dzieckiem, bo tym sposobem najlepiéj się przekonać o wszystkich, rozlicznych przymiotach, które posiadać powinna dobra mamka. Wiek mamki nie ma przechodzić 34 roku, a mamki niżéj 20 lat są jeszcze zanadto słabe i lekkomyślne. Przed upłynieniem szóstego miesiąca od chwili porodu nie radzę przyjmować mamek, po sześciu miesiącach od porodu także nie. Raczéj mężatki jak niezamężne, raczéj wieśniaczki jak mieszczanki, raczéj po drugi jak po pierwszy raz karmiące, raczéj takie których dziecko żywe na świat przyszło, jak takie których dziecko umarło w żywocie. Powierzchowność mamki powinna być porządna, przyzwoita i miła; ale z zachwycającą pięknością mamki zwykle się łączy lekkomyślność i zalotność doprowadzające do wcale niepożądanych następstw. Wesołość, moralność, łagodność, spokojność duszy, zamiłowanie porządku i pracy po zdrowiu i dobroci pokarmu i przyzwoitéj powierzchowności są pięknemi zaletami, dającémi najpewniejszą rękojmią, iż dziecko nie wyssie z karmiącéj piersi żadnych z niemoralnych usposobień.
Posępność, ponurość, małomówność, niecierpliwość, pijaństwo, wszeteczeństwo, nieporządek, leniwość, ospałość — oto najgorsze przymioty, które nawet zdrową, silną kobiétę na złą mamkę usposabiają.
Czemu trudno o dobre mamki w kraju naszym? Bo zanadto wiele matek nie może albo nie chce karmić własnych dzieci własnemi piersiami, bo matki niepotrzebujące mamek odbierają je tym, które z przyczyny choroby, niemocy lub położenia wyjątkowego same karmić nie mogą. Z téj przyczyny wiele jest kobiét, sposobiących się umyślnie na mamki, a mało kobiét, które bez uszczerbku dla moralności, dla własnego męża, lub dla własnego dziecka mogą wynająć pierś swoję, i najszlachetniejszy płyn ciała swojego obcym dzieciom. Drogocenność najmu dobrych mamek wzrasta u nas z każdym rokiem; wyżywienie dobréj mamki, dogadzanie jéj we wszystkich kaprysach, zasługi, podarunki na koszt bardzo znaczny wystawiają u nas w Warszawie; powóz i konie utrzymać można ceną dobréj mamki, lubo to przecież w obecnym czasie (w r. 1856) kosztuje 4000 złp. na rok.
Obyście się przejęły zacne matrony kraju naszego ową w oczy bijącą, nieubłaganą prawdą; obyście ze względu na dobro ogółu, na moralność kraju, na szczęście waszych wnuków nakłaniały córki wasze do pełnienia wszystkich przez was spełnionych obowiązków. Może wówczas mniéj znajdzie się kobiet świetnych urodą i błyszczących dowcipem w salonach i w szeregach młodych tancerek, ale to wywyższy uroki familijnego życia, okrasi pożycie domowe, przysłuży się do odrodzenia młodego plemienia, wznieci jakąś zbawienną odrazę do niemoralności, i powściągając mężatki od udziału w zabawach tylko pannom przystających, może więcéj zachęci opieszałą młodzież do spoglądania na panny, do pokochania ich, do żenienia się.
Gdzie mężatki zanadto się udzielają towarzystwu, tam młodzi, w życie wchodzący mężczyźni nie czują pochopu do zawierania związków małżeńskich, — tam się stępiają mężczyźni w łatwych do zawarcia, przechodnich związkach, — a panny przekwitają bezużytecznie i pomimo woli i wiedzy stają się członkami towarzystwa niepoznanych kobiét, to jest nadzwyczaj draźliwemi, zgryźliwemi i najlepszym przyjaciołom dokuczającemi istotami.




CHOROBY GWAŁTOWNE DZIECI.





Każdy mieszkaniec wsi wié, jak tam jest trudno o radę i pomoc lekarza z powodu rozległości miejsca lub złych dróg; każda zaś matka zna gwałtowność niektórych chorób dzieci napadających, które nieraz w przeciągu kilkunastu godzin sprzątają dziécię ze świata, pierwéj nim się rodzice spostrzedz i wezwać pomocy lekarza pospieszą. Pojęcie zaś o tych chorobach w pospólstwie i środki popularne przeciw nim używane, są po większéj części albo zupełnie niewłaściwe, wbrew przeciwne przyrodzie choroby, a zatém szkodliwe, albo przynajmniéj niedostateczne, a zatém niepomagające.
Stąd wypada konieczność, żeby każda troskliwa a na wsi mieszkająca matka znała charaktery tych chorób i umiała, w razie niedostatku lekarza, uciec się do czynnych i skutecznych środków lekarskich.

Krup.


Krup czyli zapalenie krtani jest niezawodnie najstraszniejszą z chorób dzieci; zadawającą śmierć w krótkim bardzo czasie, jeźli jéj się natychmiast nie zapobiegnie bardzo sprężystemi środkami.
Krup zaczyna się zwyczajnym katarowym kaszlem połączonym z suchością, z chrypką i lekką gorączką; dziécię, jeśli już wysłowić się potrafi, narzeka na dreszcze i znów na palenie; raz też bywa blade chłodne mając ręce i nogi, drugi raz rumiane na twarzy pałające mając ciało; obok tego istnieje odpływ z nosa i uczucie drapania w gardle. Są to tylko przepowiednie większych cierpień i przypadłości więcéj w oczy bijących, a już bardzo niebezpiecznych, ale trwać mogą te przepowiednie dobę całą, czasami dwie i trzy. Na raz, pospolicie w nocy, jawi się kaszel bardzo gwałtowny, szczególnego dźwięku, połączony z dusznością. Kaszel ten jest suchy, podobny do szczekania wielkiego ochrzypłego psa lub téż do dźwięku wychodzącego z próznéj beczki. Oddech staje się coraz trudniejszy, głośno chrapliwy. Charakterystycznym téj zabójczej choroby znakiem jest: każde wciąganie oddechu jest gwiżdżące i wydaje odgłos podobny do piania młodego kogucika. Przytém głos przytłumiony, cichy, — ból szyi w miejscu krtani, powiększający się za mocném dotknięciem, — skóra gorąca i sucha, puls prędki, twardy. Wszystkie przypadłości, jeśli choroba trwa dłużéj, ranem zwalniają z siły, co niejednego w błąd wprowadzić może; ale za to wieczorem nabierają tem więcéj mocy, gwałtowności, i kaszel staje się mocniejszym. Gdy najpóźniej w tym stanie dziecku nie będzie podany czynny i trafny ratunek, (a najczęściéj teraz żaden ratunek nic nie pomoże), na ówczas oddech nabiera ciężkości, napady kaszlu i duszenia stają się cięższe i silniejsze. Za nadejściem napadu duszności sinieje twarz, wywracają się oczy; dziecię rzuca się z największą niespokojnością, zawraca w tył głowę, chwyta się rozpaczliwie za szyję; zimny pot występuje na twarz i czoło, ręce i nogi stygną, dziécię przechowujące dotychczas w wysokim stopniu przytomność umysłu zaczyna konać i częstokroć aż zanadto wolno dla uczucia świadków kona.
Leczenie im wcześniéj przedsięwziętém będzie, tym pewniejszą rokuje nadzieję skuteczności. Wezwać pomocy lekarza, a jeśli ten przybyć nie może, najdaléj za godzinę przystawić bezzwłocznie synapizmy do nóg, położyć dzécię w ciepłą pościel, przystawić po dwie do trzech i czterech pijawek po każdéj stronie krtani, nie tamować prędko krwi po odpadnięciu pijawek, potém natychmiast postawić synapizmę, na dolną część krtani, nad samemi widełkami kości mostkowéj.
Te synapizmy powinny leżéć, przynajmniéj 10, a gdyby nie działały do 20 minut [6]. Oprócz tego nie zaniedbywać stawiania synapizm, na przemian to do łydek, to do podeszew, do ud, do wolnéj części krtani.
Środki wewnętrzne następują teraz gdyby znacznego nie było polepszenia. Bierze się emetyku proszek 3 granowy, rozpuszcza go się w półkwaterku wody i daje się tego roztworu co kwadrans po łyżeczce od kawy rocznemu dziecku, po dwie łyżeczki od kawy dwuletniemu, po łyżce stołowéj trzyletniemu. Skutkiem działania tego lekarstwa zwykle powstają womity, przez które wyrzuca się zgęstniała flegma skupiająca się w krtani, utrudniająca oddech i grożąca uduszeniem. Niekiedy emetyk antymonijalny nie skutkuje, wówczas trzeba użyć koperwasu miedzianego, rozpuszczając gran jego w półkwaterce wody przegotowanéj, i używając w sposób opisany. Zjawienie się womitów nie powinno zawieszać dalszego użycia lekarstwa, gdyby oddech nie stał się wolniejszym i kaszel nie osłabł; dopiéro gdy nastąpi widoczne polepszenie, wypada dawać co godzinę tegoż samego lekarstwa po pół łyżeczki lub po całéj łyżeczce od kawy.
Gdy jednak pomimo użycia opisanych środków choroba przełamać się nie da, wypada robić wcierania merkuryjalne w wysokich dozach (po drachmie unquenti cinerei co trzy godziny). Środek ten wraz z kalomelem wewnątrz okazał się częstokroć heroicznym, ale użycie jego bez przepisu lekarza zalecić nie możemy.
Za pokarm tylko kleik, za napoj tylko kwiat lipowy.

Koklusz.


Koklusz jest mocny, konwulsyjny i długotrwający kaszel, któremu człowiek pospolicie tylko raz podlega, i to prawie bezwyjątkowo w wieku dziecinnym. Pochodzi on ze szczególnego stanu powietrza, uprzedzającego epidemiją odry lub zwykł po niéj następować; grassuje zwykle w jesieni i na wiosnę. W biegu koklusza trzy wyraźne dają się odróżnić peryjody: 1, katarowy; 2, konwulsyjny; 3, następczy.
Koklusz zaczyna się zwyczajnym kaszlem katarowym połączonym z uczuciem drapania w gardle; kaszel bywa częsty i krótki; z rana i wieczorem staje się częstszym i silniejszym. Przytém dziecię staje się posępne, ociężałe, uskarża się na przemijający dreszcz; puls bywa przyspieszony.
Leczenie. Nie posiadamy dotąd żadnego pewnego środka, którymby można koklusz przerwać i usunąć; owszem choroba ta musi odbyć swój bieg koniecznie, całe zaś nasze usiłowanie zmierzać powinno do tego, aby srogość kaszlu łagodzić, i jego złym następstwom zapobiegać; wiedziéć bowiem potrzeba że koklusz zaniedbany lub źle leczony sprawić może zapalenie w piersiach, suchoty płucne, wodną puchlinę w piersiach i brzuchu, rupturę czyli kiłę pępkową lub pachwinową.
Emetyk jest najlepszym lekarstwem zaraz z początku; dawać go dzieciom co godzinę po łyżeczce od kawy, po dwie łyżeczki od kawy, nareszaie po łyżce stołowéj w odwarze lnianym (gran na szklankę odwaru).

Szkarlatyna.


Szkarlatyna bywa czasem nadzwyczaj złośliwą, wówczas już w samym początku okazuje się ciężką, gwałtowną, i wymaga natychmiastowej pomocy. Gorączka bywa bardzo silna; ból i obrzękłość gardła w wysokim stopniu, tak że połykanie staje się bardzo trudném a często i niepodobném; silny ból głowy z bezsennością i bredzeniem. Niekiedy także ciągłe i mocne womity męczą chorego; czasem się jawi biegunka z bólem brzucha, lub krwotok obfity z nosa, ale bez żadnéj dla ubogiego ulgi. W pośród takich dotkliwych cierpień opóźnia się wysypanie szkarlatyny, występujące nieporządnie plamy są rzadkie, blade i nikną łatwo, a po takowém wysypaniu się nie ustaje gorączka, zjawiają się konwulsyje lub ciągła śpiączka, symptomaty silnego zapalenia mózgu, któréj ofiarami zwykle dzieci giną. W innych razach dzieci umierają w skutek zapalenia gardła i uduszenia, lub téż w skutek gangreny w gardle.
Leczenie. Trzeba wcześnie zapobiegać zapaleniu mózgu i przeszkodzić rozwinięciu się gangreny przystawieniem pijawek za uszami, — mniejszym dzieciom do lat pięciu po 3 pijawki, większym zaś z każdéj strony po 4—5 do 6 pijawek. [7] Po odpadnięciu pijawek dozwolić swobodnego upływu krwi przynajmniéj przez pół godziny, a nawet i więcéj gdy dziecko jest silne i czerstwe. Potém dać miksturę chłodząco rozwalniającą, sporządzoną z łyżki stołowéj soli angielskiéj i z szklanki odwaru ślazowego, w godzinie po pół łyżki stołowéj młodszym dzieciom, po całéj zaś łyżce starszym. Nareszcie synopizmy do łydek, do ud i pod widełki mostkowe.

Wodna puchlina w głowie.


Wodna puchlina w głowie. (Hydrocephalus), mówimy tutaj o zapalnéj chorobie szybko przebiegającej, którą bardzo trudno z samego początku rozeznać od innych podobnych jéj niektóremi objawami chorób.
Wodną puchlinę w głowie szybko przybiegającą, zapowiada za długie rozwarcie czaszki na ciemieniu, duża głowa mianowicie czoło, niezwykła żywość i dojrzałość umysłu, (ale czasem i niezwykła tępość duszy), nadzwyczajna ospałość, usypiania śród zabawy, rozszerzona źrenica, zézowatość, częste upadanie na ziemię, brak mocy w nogach, częsty ból głowy, położenie na brzuchu podczas snu, lub przynajmniéj pokładanie się na czoło.
Gdy się choroba wykształci, przedstawia się w następujących objawach: senność przerywana drganiami a nawet mocne epileptyczne konwulsye, womity zwłaszcza przy podniesieniu głowy w górę, zatrzymanie stolca, skłonność do opierania głowy, opadanie głowy na przód lub na bok, wzrok osobliwy osłupiały a zarazem zézowaty, drganie źrenicy. Puls idzie bardzo niejednakowo, raz szybko, drugi raz wolno.
W drugim perjodzie choroby jawi się: odurzenie z którego niesposób przebudzić, paraliż członków, śmierć.
Choroba trwa 8—21 dni; najczęściéj napada dzieci 1—7 lat mające.
Leczenie. Przyroda téj choroby jest początkowo zapalną a przynajmniéj wezbralną, przeto pierwszém wskazaniem jest odciągnąć krew za pomocą pijawek przystawionych za uszy i na skronie, — w środku kalomel po pół grana co trzy godziny, lewatywy irrytujące żeby mocno odciągały, z solą, mydłem, a nawet z octem, synapizmy do stóp, łydek i uda; — zimne obkładania, nawet pęcherze z lodem na głowę, wcieranie maści merkurjalnéj w ogoloną głowę; co do reszty poradzić się lekarza.

Zapalenie ócz nowonarodzonych.


Zapalenie ócz nowonarodzonych, objawia się już w óśmiu pierwszych dniach po narodzeniu, zaczerwienieniem powiek z wypływem obfitéj materyi. Przypadłości te nabierają coraz większéj siły, mianowicie wypływ materyi staje się ropiastym. Nie sposób prawie otworzyć powieki, taka jest draźliwość oka. Trwa do trzech tygodni. Najczęściéj się kończy zaciemnieniem źrenicy, lub wyropieniem oka jeśli sprężysta i stosowna pomoc nie zostanie udzielona dziecku.
Leczenie. Co dziesięć minut obmywać i wystrzykiwać dziecku powieki naciągiem rumianku lub bzu z wodą; wewnątrz troisty proszek Hufelanda, a gdyby ten nie pomógł, po dwunastéj części grana kalomelu dwa razy na dzień. W ostatecznym razie kollyria z siarczanu cynku, saletranu srebra a nawet sublimatu.

Szczękościsk (Trismus).


Szczękościsk (Trismus) wydarza się tylko w pierwszych czterech dniach życia. Dzieci krzyczą, chcą ssać i nie mogą;—a jeśli mogą to się zakrztuszą i mleko wraca napowrót nosem. Przy bliższém przypatrzeniu się spostrzegamy, że muskuły brzuchowe są w stanie kurczu, który takiéj nabiera siły, że biedne niemowlę ust otworzyć nie może. Tenże sam kurcz tężący, przechodzi na całe ciało i wypręża całe dziecko w tył jak łuk. Choroba prawie zawsze śmiertelna; na pięćdziesięciu chorych jeden tylko tę chorobę przeżyje. Przyczyną jéj są: zły pokarm, pozostanie meconium w trzewiach, złe powietrze, złe posłanie, krótko zasznurowany pępek.
Leczenie. Natychmiast dać na womity, czwartą część grana emetyku na raz; zmienić pokarm, enemy z kilkoma kroplami Laudantum, ciepła kąpiel, wcieranie maści kantarrydowéj w grzbiet i w piersi, —proszek cynkowy.

Astma czyli Dychawica.


Astma czyli Dychawica. Nadzwyczaj raptownie i zwykle w nocy opada to astma, zwane także Millarską dychawicą, dzieci od 2 do 8 lat mające; nie jest połączone z żadną gorączką, trwa od sześciu do ośmiu godzin, nadzwyczaj jest gwałtownem i często już w pierwszym napadzie zabija,—gdy zaś przeminie jawi się z większą jeszcze gwałtownością następnéj nocy, znów przeminąć może, a przy trzecim napadzie zwykle pozbawia życia. Oddech jest przytem gwiżdżący, a kaszel podobny do szczekania dużego ochrzypłego psa; to podobieństwo w objawach może w błąd wprowadzić; przy krupie bowiem, jak to z powyższego opisu wiemy, takiż sam jawi się kaszel i oddech gwiżdżący; ale uryna przy dychawicy Millarskiej zawsze jest jasną i przezroczystą jak w wszystkich chorobach nerwowych, i żadnéj nie ma gorączki. Uryna w krupie jest czerwoną, gorączka ciągle się wzmaga i ciężkość oddechu także. Zaziębienie jest przyczyną téj straszliwéj, rzadko kiedy dobrze poznanéj, ale na szczęście nader rzadkiéj choroby.
Leczenie. Najprzód dać na womity, potém w godzinę enemkę z pięcioma do dwudziestu gran assafetydy, wcieranie oleju szalejowego lub przynajmniéj wódki kamforowéj w całe ciało; na nogi synapizmy i pod widełkami mostkowemi wizykatorye. Wewnątrz kwiat cynkowy z piżmem.

Kurcze i konwulsyje dzieci.


Kurcze i konwulsye dzieci wymagają przedewszystkiem rozpoznania przyczyn. Najczęściéj pochodzą z żołądka i z trzewiów brzusznych, z kwasów, z przejedzenia, z zepsucia żołądka, z robaków, zatwardzenia, wiatrów, i wówczas pomagają: środki przeczyszczające, lewatywy, magnezja palona, na stępienie kwasów, odwar mięty a nawet, i to najczęścéj, emetyk w dozah womity sprawiających. — Enemy z Assafetydą lub Walerjaną, i przeciwkurczowe nerwowe środki tylko wtenczas są stosowne, gdy żadnego bicia krwi do głowy obok kurczów i konwulsyi nie ma. Bardzo często jednakże przyczyna kurczów dziecięcych leży w kongestyach mózgowych, w wezbraniu wody w głowie, nareszcie w zapaleniu błon mózgu, lub saméj miąższości jego, co da się rozpoznać przez gorące ciało, gorączkę, rozpalenie twarzy, niezwykłą senność i inne już poprzednio wymienione symptomaty. Przeciw takim kurczom wypada użyć pijawek do głowy lub do nosa, środków rozwalniających i odciągających (synopizmów i wezykatoryi).

Robaki.

Robaki często bywają u dzieci przyczyną zastraszających przypadłości mianowicie kurczów, konwulsyj, a nawet stanu odrętwienia zupełnie do apoplektycznego podobnego.
Oznakami bytności robaków w żołądku i w trzewiach brzusznych są: bladość z sinością około oczu, zmiana cery bardzo częsta, ściekanie się śliny do ust rano na czczo, mdłości, cuchnący oddech, nieregularny apetyt, dziwaczność apetytu, swędzenie nosa, kichanie, wzdęty brzuch, kolki w stronę pępka, rozwarcie źrenicy, krwotok z nosa, zrywania w nocy, zgrzytanie zębów, pokładanie się na brzuch, żywe sny aż do Somnambulizmu, chudnięcie, skłonność do rozlicznych spazmów i kurczów, nareście odchodzenie robaków.
Przyczynami tworzenia się robaków w kanale pokarmowym są: przedewszystkiém wiek dziecinny z przyczyny władzy twórczéj istniejący w młodych trzewiach, słabość trzewiów, śluzowatość, mięsne potrawy i leguminy, wilgotna okolica i mieszkanie, a nawet jakieś z ostatecznych przyczyn nieodgadnione epidemiczne usposobienie.
Leczenie. Na uspokojenie robaków i uśmierzenie kurczu najlepszem lekarstwem jest mleko jako napój, lewatywa a nawet kataplazm, potém oliwa, wszystkie oleje, mianowicie tran, kilka kropli dobrego dziegciu z łyżką oliwy, czosnek, piołun, gliśnik. W czasie schodzącego księżyca robaki najsłabsze, w ówczas téż najłatwiéj je wypędzić. Po zabiciu ich używaniem kilkudniowem wymienionych środków z dodatkiem soli śluz rozpuszczających (sól Glauberska, Angielska i Francuzka), należy przeczyścić trzewia olejem rycinowym.
Kalomel jest dzielnym środkiem przeciw robakom, ale jego użycia robić się nie można bez rady lekarza.
Dla zapobieżenia tworzenia się na nowo robaków, radzę dawać dziennie przez czas niejaki co miesiąc w czasie schodu księżyca (t. j. w ostatniéj kwadrze) codziennie po dwie małe filiżanki odwaru piołunowego bez cukru.







APTECZKA DOMOWA WIEJSKA.





Nieraz w naszych częstych wycieczkach po kraju, mieliśmy się sposobność przekonać, z niemałym dla nas zadowoleniem, że dbałe o dobro swych dzieci, domowników i poddanych obywatelki przechowują w swych spiżarniach środki lekarskie w pierwszéj konieczności niezbędnie potrzebne do zwalczenia nagłych chorób, niemogących być leczonemi przez ludzi sztuki zwykle zbyt odległych od ustroń wiejskich. — Nie zawsze jednakowoż wybór tych środków, ani sposób ich przechowywania był stosowny, i często pomimo najlepszéj woli, zwłaszcza gdy sama pani domu zachorowała, udzielano chorym substancyje, napozór jednakowo wyglądające, jedne zamiast drugich, co nie jednego nieszczęśliwego przypadku stawało się powodem, i odstręczało ludzi dobréj woli, a niezamiłowanych w porządku, od wdawania się w leczenie.—Dla zapobiegnięcia powtarzaniom się takowych przypadków i dla ośmielenia ludzi roztropnych, poświęcających się uldze cierpiącéj ludzkości, podajemy tu główne środki lekarskie, zdolne w nagłych razach odwrócić ciężkie choroby a nawet i śmierć; zarazem sposób ich przechowywania, zalecamy jako rzecz niezbędnie potrzebną bez któréj substancyje te tracą swoję siłę lekarską, albo téż bardzo łatwo do grubych pomyłek stać się mogą powodem.
Przechowywać w osobnych szufladach z napisami następujące zioła:

Kwiat malwy
Liście ślazu
Liście orzecha włoskiego
Kwiat bzu
Kwiat lipy
Kwiat rumianku rzymskiego
Liście i wierzchołki kwieciste melisy,
Korzeń waleryany.
Wierzchołki piołunu,
Liście jesionu, [8]
Anyżek gwiaździsty (badyan)
Nasienie lnu,

Proszek gorczycy,
Główki maku,
Rumbarbarum w proszku,
Magnezyją paloną,
Sól glauberską,
Sól angielską,
Sól amoniacką,
Emetyk w proszkach 3 granowych,
Kamforę,
Ipekakuanę w proszkach 10 granowych,
Gummę arabską,
Gliśnik.

Przechowywa się w butelkach lub słoikach zamkniętych szklannym korkiem:

Amoniak w płynie,
Winny ocet,
Collodium, (do zamknięcia ran wiele krwi wydających)
Eter siarkowy,
Woda uśmierzająca Raspaila,
Occian ołowiu płynny,
Wódka kamforowa,
Wodosolan wapna płynny, (dla oczyszczenia powietrza)
Woda dystylowana pomarańczowa,
Woda dystylowana prosta,
Woda dystylowana miętowa,

Przechować w puszkach drewnianych lub tekturowych zawsze z napisami:

Plaster dyjachylowy,
Angielską kitajkę,
Funt szarpi czyli skubanki,
Kilka bandażów z płótna, długich na 5 łokci, szerokich na 1½ cala,
Hupki,
Proszki kalafonii na zatrzymanie krwotoku z pijawek,
Kawałek kamienia piekielnego,
Dwa lancety w dobrym stanie,
Przynajmniéj ze 100 pijawek w wielkim słoju w którym się często powinno odnawiać wodę.










WŁASNOŚCI LEKARSKIE DRZEW W POLSCE ROSNĄCYCH.





Mało są znane własności lekarskie drzew tak obficie na ziemi Polskiéj rosnących, lubo o nich już dawno pisał ksiądz Kluk w dziełach swoich, co do przedmiotu tego najstaranniéj opracowanych.
W znakomitém dziele swoim pod tytułem „O drzewie i jego użytkach“ P. Benedykt Aleksandrowicz, dobrze obeznany z własnościami naszéj Sylwy, na nowo wynosi skuteczność niektórych drzew naszych na różne choroby; z jego to dzieła czerpiemy następujące wiadomości, które pod wszystkiemi względami zasługują na rozpowszechnienie.
W przyrodzeniu nic na próżno nie dzieje się, — każda najmniejsza roślina, ma pewne swoje przeznaczenie i cele ukryte, których wszystkich ludzie jeszcze nie doszli, albo niedostatecznie wypróbowali; najmniéj zaś tego dokazali, w przedmiocie najtrudniejszéj sztuki lekarskiéj. — Nie bez zasady to o niéj Hippokrates wyrzekł owe po wszystkie wieki pamiętne słowa: „Ars longa, vita brevis, judicium difficile, experimentum periculosum.“ (Sztuka długa, życie krótkie, sąd trudny, doświadczenie niebezpieczne).
Nim zaczęto na choroby ludzkie używać leków mineralnych (kruszcowych), próbowano roślinnych. — Jakoż już przed dwoma tysiącami lat, Pliniusz, dziejopis rzymski, w swojéj historyi naturalnéj, obszernie opisuje skuteczne w téj mierze własności roślin, wymieniając użyteczność jednych, a szkodliwość drugich w użyciu, te zaś wiadomości brał od starożytnych Greków. — Dzisiejsza sztuka lekarska, uznaje też same własności wszystkich prawie roślin znanych, a jeżeli niektórych z nich nie używa, to dla tego że je zastąpiła innemi lekarstwami lub sposobami skuteczniejszymi. — Apteki dla zapatrywania się corocznie w świeże zapasy płodów z królestwa roślinnego, potrzebują do swych wyrobów wielu tych materyjałów surowych; nie od rzeczy więc będzie tu podać o nich wiadomość i wskazać znajomość niektórych pospolitych roślin dla domowego użytku, których własności doświadczeniem wieków są stwierdzone, a przez dzieła naukowe do wiadomości powszechnéj podane.
Tak z sosny, miazga z pod kory, jak balsam służy na trędowatość, duszność, suchoty, szkorbut, pędzi urynę i robaki; młode pędy użyte jako herbata, wzbudzają poty, czyszczą krew; pył zaś kwiatowy szkodzi bydłu, a szczególniéj owcom i zbożom na plony; wódka z zielonych szyszek spędza marszczki z twarzy; olejek z drzewa gubi brodawki; kadzidło z żywicy służy na suchoty.
Z modrzewiu, hubka agaricum zwana, potrzebną jest dla aptek; terpentyna pędzi urynę, ma moc rozgrzewającą, od zgnilizny zachowującą, służy na rany, wrzody, puchlinę i białe upławy.
Z świerka, pędy młode na szkorbut, olejek z szyszek w czerwcu zebranych na lekarstwo zewnętrzne dla ludzi i bydła; wyziewy tego lasu jak i jodłowego, podczas pogody pomocne suchotnikom.
Z jodły gałązek wódka, z wierzchołków tychże i szyszek odwar na szkorbut, wrzody nóg i suchoty. Pyłek kwiatowy na kaszel dychawiczny dzieci; bydłu szkodliwy.
Z cisu trociny raszplowane na wściekliznę psów; łyżki z niego mają miéć własność odkrywania trucizny, tak jak bursztynowe.
Z jałowcu gałązki z igłami i jagody kadzeniem czyszczą powietrze; jagody służą do czyszczenia krwi, na zamulenie żołądka, zatrzymanie regularności u kobiét, kamień, choroby piersi, wodną puchlinę, reumatyzm, szkorbut, poty, pędzenie uryny, wrzody, hemoroidy, nieczystość skóry, parchy u bydła; olejek na wielką chorobę; wierzchołki w cukrze smażone na dychawicę; z odwaru gałązek i jagód, kąpiel dla podagrystów, szkodzi zaś w zapaleniach i gorączkach, pluciu krwią i w zbytniéj drażliwości.
Z dębu, kora ma własność chiny; odwar z wiórów na puchlinę nóg; liście gotowane w winie, na gnicie dziąseł, ból gardła, wrzody i rany; sok na mocz krwawy; żołędzie na kamień i wyniszczenie dzieci; gałki z liści na płynienie krwi; jemioła na zawrót głowy, paraliż, robaki, wielką chorobę i kolki; woda z młodych liści, na suchoty; kielichy żołędziowe na biegunki, febry i białe upławy; hubka tamuje krew.
Z buku liście wyciągają ogień z krost na ciele, ran, dziąseł i warg opuchłych; owoc zaś surowy za wiele użyty, szkodzi ludziom, sprawiając zawrót głowy lub kolki.
Z jesionu kora ma własność chiny i równéj jest z nią mocy; sok z liści na ukąszenie węża; nasienie na kolki; odwar z drzewa na chorobę syfilistyczną, dobry jak gwajak; liście na rany i wstrzymanie krwi; na liściach tego drzewa wylęgają się muchy hiszpańskie, używane na wizykatoryją.
Z jawora sok na szkorbut. Z klonu kora ma moc ściągającą i służy na ból zębów, a gałązki chronią mąkę od molów.
Z wiąza kora na bol w stawach, wysypki ciała, szkorbut, kora młoda na sparzeliznę; sok na rany; odwar z korzenia na krwotoki płuc i macicy; z pęcherzyków na liściach massa lepka na rany a szczególniéj na oczy.
Z brzozy odwar kory na febrę; dziegieć na ślepe hemoroidy i na raka; sok na poty, wodnicę i kamień; gotowaniem zgęszczony na choroby podbrzuszne, suchoty z ostrości szkorbutowéj; olejek z kory równa się amerykańskiemu balsamowi; liść tłuczony i przykładany wyprowadza robaki z ran bydlęcych.
Z lipy kwiat daje lekarstwo powszechnie znane, w osłabieniach piersi, na napój używany jak herbata; miód z niego lipiec używa się do lekarstw w aptekach, liście świeże na zaognienie części ciała.
Z olszy liście świeże na rozpalenia, puchliny i wrzody, ususzone na łamania i bóle nóg; kotki na płukanie w zapaleniu gardła i gruczoły.
Z topoli nadwiślańskiéj i amerykańskiéj, pączki na maść do rośnięcia włosów, olejek z tychże pączków spirytusem wyciągnięty na wewnętrzne i zewnętrzne gojenie, ściąganie ran, wzmocnienie, krwotok, biegunkę i wewnętrzne osłabienie; olejek takiż z topoli balsamicznej na pędzenie uryny, szkorbut, wzmocnienie, reumatyzm, katar, ból głowy i osłabienie żołądka.
Z kasztana kora ma własności chiny; odwar z owocu przykry jest do użycia, ale najskuteczniejszy na robaki, owoc mielony i w obroku koniom dany, dobry jest im na kaszel i dychawicę.
Z orzecha włoskiego liście zielone przykładane tracą mamkom pokarm i robaki w ranach; sok z korzenia mocno laksuje; orzechy w cukrze smażone wzbudzają apetyt i strawność; odwar z liści na pluskwy i wołki w zbożu.
Z leszczyny czekolada z orzechów na kamień; jemioła na wielką chorobę; kora i kotki są ściągające na biegunkę, a kora z korzenia wodą nalana na febrę.
Z gruszy, owoc świéży jest orzeźwiający, chłodzący, lekko rozwalniający, a gotowany chorym nawet w gorączce nie szkodzi; sok z bergamotek skuteczny na kamień.
Z jabłoni owoc świéży, słodki, na słabość piersi, ostrość krwi i zaflegmienie; gotowany lub pieczony dobry jest na konwulsyjny kaszel dzieci; kwaskowaty orzeźwia, wzmacnia, czyści i chłodzi, a w gorączce zastępuje cytrynę; tenże pieczony zatwardzenie rozwalnia.
Z śliwy owoc świeży zatwardzenie rozwalnia, za wiele użyty odyma; suszony i w powidłach dobry na gorączkę.
Z wiśni i trześni owoc świéży, słodki, chłodzi, rozwalnia, piersiom jest pomocny; konfitury orzeźwiają; sok na gorączki, uśmierza pragnienie, z czarnych wiśni i słodkich, woda dystyllowana na paraliż skuteczna.
Z akacyi, gumma do aptek, służy w potrzebie miękczenia, zgęstnienia i uśmierzenia ostrości.
Z jarzębiny, kąpiel z kory na reumatyzm; owoc wstrzymuje upławy obojga płci, powidła z niego na febrę i biegunkę.
Z wierzby kora ma własność chiny, służy na febrę, wymioty, robaki, szkorbut, cierpienia nerek, biegunkę, płynienie krwi z ust i nosa, zbytnią regularność, białe upławy, zarazę bydła; popiół gubi brodawki; liście sprowadzają sen, służą na suchoty dziecinne i angielską chorobę.
Z czeremchy, odwar z kory na uszy u bydła.
Z kruszyny kora na zatwardzenie u bydła, parchy u psów; ziarna nasienne na kamień; sok z jagód zgęszczony na parchy owiec, dawany wewnątrz po łucie do półtora.
Z tarni kora zachowuje sery od robaków; owoc wzmacnia żołądek, kruszy kamień, wstrzymuje zbytnią regularność u kobiét, suszony i tłuczony biorąc na raz kwintlę; kwiat laksuje, pędzi urynę i kamień nerkowy.
Z głogu jagody na biegunkę i kamień; liście na parchy u zwierząt.
Z sakłaka kora sprawia wymioty; jagody laksują i flegmę ściągają, biorąc świeżych 15 do 20, albo suchych w proszku 1 do 1½ kwintli.
Z berberysu jagody w cukrze smażone na gorączkę; sok chłodzący zastępuje cytrynę; kora żółta, średnia na płukanie ust; odwar z liści na chwiejące się zęby; pył zaś kwiatowy, szkodzi indykom i zbożom na kwiat.
Z bzu pospolitego, kwiat i jagody na poty; sam kwiat na gorączkę, febrę, różę, ból zębów, ciężkość piersi; kora wewnętrzna zielona leczy róże, wzbudza gwałtowne wymioty; liście użyte jak herbata pobudzają regularność, pomnażają pokarm, służą na krwawą biegunkę, ospę i plamy na ciele; powidła na słabe piersi najlepsze; jagody są trucizną kurczętom; kadzenie liściem wypędza świerszcze; gąbka na wrzody w gardle.
Z trzmieliny, owoc trujący dla ludzi i bydła; proszek z łupinek torebkowych wygubia wszy.
Z róży olejek bardzo orzeźwia i nerwy wzmacnia.
Z maliny, pożeczki i jeżyny, sok na gorączkę i ochłodzenie w upały.
Z smrodyni téż różne są użytki lekarskie.
Z bagna gałązki i odwar, na choroby świń, pluskwy i wszy u bydła, niezawodna ochrona owiec od ospy i na móle.
Takie są użytki z drzew i krzewów leśnych lub ogrodowych, z których jednak w potrzebie, można samemu użyć niektórych tylko dobrze znanych i powszechnie wiadomych ze skutków; reszty zaś innych bez porady lekarza używać nie należy, zwłaszcza w niewiadoméj ilości i sposobie przyrządzania.




ROZDZIAŁ IV.



WIEK MŁODOCIANY I MŁODZIEŃCZY U MĘŻCZYZN.


W kraju, w którym tyle znajduje się zdrowych, pełnych powabu i talentu kobiét, czemuż równa nie napotyka się ilość mężczyzn jaśniejących zdrowiem, siłą, pięknością i roztropnością?
Otóż pytanie nasuwające się u nas każdemu badaczowi, gdziekolwiek swoje spostrzeżenia robi czy na wsi, czy w miastach, czy na ulicy, czy w salonach, czy w partykularzu jakimś, czy nawet w saméj wykwintnéj Warszawie. A może najłatwiéj owa różnica wpada w oko w stolicy naszéj, słynącéj z powabności swych córek, a wcale jeszcze nie słynącéj z dzielności swych synów.
Istotnie u nas kobiéta siedmnastoletnia, zaledwie odjrzewać zaczynająca, pod względem fizycznym i moralnym prawie zawsze tak jest rozwiniętą i uzdatnioną, że sobie wystarczyć zdoła uczciwą pracą na utrzymanie się czy to szyciem, czy haftowaniem, robieniem kwiatów, czy w wyższéj sferze towarzystwa nauczaniem tańca, muzyki lub języków,—gdy tym czasem młodzieniec siedmnasto, ośmnasto, lub nawet dwudziestoletni po większéj części jest jeszcze bladą, słabą, nieudolną istotą, jest jeszcze młokosem nieumiejącym sobie w niczém dać rady.—Więcéj jak to, wyznać musiemy, że takie istoty należące rozumem jeszcze do dzieci, należą już częstokroć wadami, zdrożnościami i nałogami do dojrzalszego wieku; takie młokosy przekładają towarzystwo starszych rozpustników nad towarzystwo dobrze prowadzonego, zacnego rówiennika. Już na ich bladych, a bezwyrazowych, znękanych a nie mężnych twarzach, ujrzysz wybitne piętno winy, ich oko już nie spogląda z śmiałością niewinności, lecz z zuchwalstwem sumienia, które przełamało wiele skrupułów, przez nich starowiecznemi przesądami zwanych;—już owe oczy pożądliwemi strzygą źrenicami na kobiétę, już te usta zakosztowały gorzałki, już ów głos czuć tytoniem, już owe niemężne ręce nie raz drżały z wzruszenia trzymając karty, już owe nogi znękane obieganiem billardu. Zmuś takiego młokosa do pracy, a przekonasz się że nie jest w stanie zarobić sobie na chleb codzienny; ale wejdź z nim w rozmowę, a poznasz co to owa bezwstydna zarozumiałość, którą młokosowi udziela pewność, że już wygórował w psotach i zdrożnościach, w innych krajach właściwych tylko starszym, zepsutym, przeżyłym i żadnéj przyszłości niegodnym ludziom.
Zkąd pochodzi owa w oczy bijąca wyższość naszych kobiét? z czego wynikła owa serce zakrwawiająca niższość naszych młodzieńców?
A przecież oni płodzeni przez tych samych ojców, przecież są zrodzeni przez téż same matki; przecież ci młodzieńcy są braćmi tych uroczych dziewic,—a nareszcie przecież my starsi jeszcze pamiętamy, że u nas kiedyś, i to nie dawno, młodzież męzka odznaczała się zdrowiem, pięknością, pilnością, odwagą; a zarazem czystością obyczajów, do tego stopnia żeśmy młodzieży żadnego kraju nie potrzebowali zazdrościć niczego.
A więc gdzie szukać przyczyn owego nie od dawna trwającego, nagłego prawie upadku sił w synach ziemi naszéj?
Cały ten rozdział będzie odpowiedzią na to ważne pytanie.

Główne charaktery wieku młodocianego i młodzieńczego u mężczyzn.


Nie będziemy powtarzali definicyj, któreśmy o tych wiekach w ogólności dali na początku poprzedniego rozdziału; a w tém cośmy powiedzieli o charakterach fizyjologicznych, różniących kobiétę od mężczyzny, leży także charakterystyka tegoż ostatniego; wiemy już, że natura chciała, aby mężczyzna górował nad kobietą siłą, rozumem, odwagą i pracowitością.


Przejście z życia młodocianego do młodzieńczego.


W roku piętnastym, szesnastym, najpóźniéj siedmnastym życia, odbywa się w organizmie młodziana, ów tajemniczy, pełen uroku proces, którym natura przeprowadza go do wieku młodzieńczego, i robi go zdolnym do udzielenia życia sobie podobnym istotom. Głos przyrody silnie przemawia i następuje tak nazwana po łacinie pubertas czyli zmężczyznienie. [9]
Czasem odbywa się ta sprawa natury tak nagle, że nawet u młodzianów słabszéj konstytucyi, drażliwych i czułych, pewien rodzaj gorączki mu towarzyszy, że się głos w parę tygodni z cienkiego, drżącego przemieni w mocny, stały i pełen męzkiéj dźwięczności. Ale najczęściéj proces zmężczyznienia odbywa się wolniéj, trwa pół roku, rok, a u tępéj konstytucyi młodzieńców i dłużéj.
Pospolicie najprzód się objawia przedświt męzkości przez nagłe rozwijanie się siły w przyrządzie oddechowym, w muszkułach, i nawet przez wzmocnienie sprężystości duchowéj. Mech około ust zaczyna twardnieć i zmieniać się w wąsiki, włosy wyrastają około części rodnych, które same, jak z letargu zbudzone, tłum nowych nigdy niedoświadczonych uczuć, pragnień i żądz w młodzieńcu wzbudzają. Głos nabiera tęgości i staje się o kilka tonów, a czasem o całą oktawę grubszym. Oko ożywia się większym ogniem, ciało większą siłą i wytrzymałością; władze umysłowe mocniéj się rozwijają, pamięć się zaostrza, wyobraźnia jakby odrazu zyskuje polot, płodność, a nawet twórczość, rozum dumny z swego nagłego rozwoju, wola pyszna z swéj nagłéj siły, nabierają większéj stałości; budzi się coraz bardziéj, coraz wyraźniej dusza i już doznawać zaczyna pomimowolnie nieprzezwyciężonego pociągu do płci drugiéj. Cały ocean nieznanych jeszcze żądz, chęci, pokus, tkliwości, tęsknot, poezyi i zapałów ogarnia zdrowego młodziana, w którym się prawidłowo i dzielnie odbywa tajemniczy i pełen uroku proces zmężczyznienia; namiętna żądza zaczyna kołatać w jego serce i powoływać go do jéj zadosyć uczynienia; ale w równéj sile, w jakiej w organizmie dobrze prowadzonego religijnego młodziana, powstają nowe siły i chucie, w równej sile wzrasta rozum, budzi się poezyja, i płodzi się wstydliwość.
Młodzieniec walczy przeciw siłom rozwijającym się we własném swém ciele, w własnéj swéj duszy; walczy, zwycięża, i przez to zyskuje w własném swém przekonaniu wiedzę swéj siły i szlachetności. Teraz uszlachetnił się w sobie samym młodzieniec, — teraz wié, że wytrwać w szlachetném postanowieniu jest nie tylko cnotą, lecz powinnością; i tłumiąc w sobie przez żądze wzniecone uczucia, pracuje, uzdalnia sie, aby mógł godne siebie zająć stanowisko w towarzystwie ludzkiém, aby mógł czynem dowieść wysokiego polotu uczuć swoich i chęci.
Ale niestety! nie wszyscy młodzieńcy doświadczą podobnych uczuć, żądz, walk i uniesień podczas sprawy zmężczyznienia. Są grube, tępe, limfatyczne natury, w których wszystko to odbywa się bezmyślnie i zupełnie bezuczuciowo. Nie jeden opasły, zaspany młodzian rozwinie się sam nie wié jak, czemu i po co. Inni znów, także nie wiele doświadczą szlachetnych wzruszeń w chwili, gdy ich natura przeprowadza z jednego wieku do drugiego, bo ich zdrowie już jest nadwątlone, bo siły, które się dopiéro teraz mają zbudzić od razu na głos natury, zostały już wprzódy ze snu zrywane sztuczném, bezwstydném, i do najsmutniejszych następstw prowadzącém wzniecaniem....
Dla takich popsutych, splamionych młodzianów nie ma ani rzeźwości owych uczuć, ani poezyi, ani walki, ani tryjumfu, ani szlachetnych postanowień, ani téż wielkiéj nadziei, żeby się im owe zmężczyznienie na co dobrego przydało. Dla świata zaś nie ma z téj przemiany zysku; bo tacy ludzie nadużywać będą na zgorszenie i popsucie ludzkie owych nowych sił, które im wlewa natura; — bo oni rozszerzać będą rozpustę, i nigdy nie wyjdą na mężów, z którychby życia ludzkość mogła się cieszyć. A na starość życie własne będzie im ciężarem, chociażby im nie brakło dostatków i tytułów.

Płciowość.


Wszystkie zmiany nastające w organizmie podczas zmężczyznienia (pubertas) pochodzą od siły wrażenia jakie wywiera nasienie na organizm dojrzewającego człowieka. Dowodzą tego nieszczęśliwe ofiary włoskich spekulantów, owi rzeżańcy, którzy z utratą narzędzi, służących do zbierania i zachowania nasienia, tracą téż wszelkie władze męzkie taka ciała jak duszy: głos zachowują cienki jak dzieci; łakomi i zazdrośni są jak dzieci; porostu na twarzy i około części wstydliwych nie dostają; tyją niesłychanie i nabierają niewieścich nałogów; lubią plotki, zawsze się pomiędzy sobą swarzą, i ubierają się nadzwyczaj chętnie w jaskrawe barwy. Takie niezupełne istoty, do zapłodnienia pod żadnym względem nie zdolne, doznają czasem owych fałszywych chuci, które w zgrzybiałém ciele rozpustnych starców, nieraz jak szatany pokutują, i obrzydliwością do najwyższego stopnia oburzają....!
A zatém takie istoty, których pozbawiono znamion męzkości, są częścią dzieckiem, częścią kobiétą, częścią starcem, ale nigdy nie mogą być mężczyznami w całéj sile tego słowa.
Ileż to na świecie rzeżańców, nie pozbawionych znamion mężczyzny, tęgim włosem porosłych, grubym głosem mówiących, a jednakże pod względem moralnym zupełnie do kastratów włoskich podobnych? Ileż to u nas pomiędzy tak nazwanemi lwami łakomych, plotkarskich, próżnych i sprośnych istot?
Oto są umysłowi Eunuchy, ludzie, którzy młodość swą bezpożytecznie wyczerpali, a nie żadne lwy.
Aura seminalis, atmosfera nasienna, dzielność płodności pod fizycznym i moralnym względem uważana, powinna być znamieniem mężczyzny.
Nasienie pod materyjalnym względem, jest reprezentantem nasienia pod moralnym względem. Jedno pojęcie łączy się tutaj z drugiém; jedna władza, gdy jest doskonała czerpie siły z drugiéj. Jakie zaś zgubne skutki następują po zawczesném i nieroztropném rozproszeniu tego szlachetnego płynu ciała ludzkiego, o tém późniéj będzie mowa.








WPŁYWY ROZWOJOWI MŁODZIEŃCZEMU SZKODLIWE.




Nadzwyczaj wiele rzeczy szkodzić może rozwojowi umysłowemu młodzieńca; o wszystkich mówić nie sposób w dziele które musi być zamkniętém w szczupłych rozmiarach, jeźli ma być chętnie czytaném. Idzie tutaj o wyłożenie głównych przyczyn, które w kraju naszym, pod naszém niebem, mogą się opierać rozwojowi umysłowemu młodzieńca. Kto pojmie owe główne przyczyny, i wtajemniczyć się zdoła w zasady na których je opieramy, ten bardzo łatwo domyśli się podrzędnych powodów, dla których młodzież nasza przekłada gnuśność nad czynność, zabawę nad zatrudnienie, i dowcipne sofizmata nad surowy rozum.
Nieochędóstwo bardzo rzadko w kraju naszym, rodzice należący do sfer wyższych towarzystwa (to jest takich, w których się czytują książki) grzeszą w wychowaniu dzieci zaniedbaniem ochędóstwa; ale i to się zdarza, mianowicie w domach, w których się rzadko gościom przedstawiają dzieci, mianowicie w domach, w których pani jest młodą, piękną, stroje i zabawy lubiącą. Życia ściśle wewnętrznego prawie nie ma w takich domach, bo pani hołdując próżności, lubi się okazywać na spacerach, teatrach i balach, a mąż pięknéj kobiéty żeby żelaznym był wyposażony charakterem, nie zdoła się oprzéć długo bezprzestannym naleganiom swéj żony, i poduszczaniom jéj przyjaciół, i pełnić się nauczy wolę swojéj próżnéj połowicy.
I tak się dzieje nie raz, że dzieci świetnie ubieranych, i cudnie wyglądających matek, w najopłakańszym pozostają stanie opuszczenia co do ochędóstwa! i tak się dzieje nie raz, że ubóstwiacze pięknych kobiét, wcale nie wiedzą, że te Bóstwa są matkami kilkorga źle wyczesanych, rzadko umywanych i najokropniéj skrofulicznych dzieci.
Ale lekarze powołani do takich domów wszystko widzą i czują, bo to jest ich obowiązkiem; tylko ze względu na własne natychmiastowe dobro, nie wyjawiają tego co widzą, i nie zaradzają złemu tak sprężyście jakby sumienie nakazywało.
Ztąd niezliczone mnóstwo chorób, których leczenie bardzo drogo kosztuje, bo wymaga ciągłych lekarstw, medykamentycznych kąpieli i wyjazdów do wód mineralnych, a których zapobiegnięcie dalekoby mniéj kosztowało, bo wymaga tylko ochędóstwa, czystości w ubiorze, i regularności w żywieniu, dobremi, o ile można prostemi pokarmami. Skóra dziecięcia, młodziana i młodzieńca, jest prawie tak ważnym organem, jak jego płuca, a gdzie tylko istnieje jaka ważna przyczyna do chorób, i usposobień chorobliwych, tam przyroda hojną ręką udzieliła środki zaradcze.
Owym środkiem zaradczym przeciw wszystkim skutkom nieochędóztwa, jest prosta woda.
Woda—woda—i zawsze woda! krzyknie nie jeden krótko widzący człowiek, któryby wolał żeby na każdą słabość, chorobę lub dolegliwość, poradzić mu jaki kosztowny z daleka sprowadzony, i nie dawno przez Anglika lub Francuza wymyślony środek. Niezwalczony przesąd opiera się u nas użyciu tego prostego, ale częstego powtarzania wymagającego środka.
Używajcie dla dziecka grzebienia, wody prostéj i bielizny czystéj, a nie będzie tyle kołtunów, chorób skórnych i skrofułów, które w naszym kraju istnieją, i powodem się stają tak częstym wolnéj, ale przedwczesnéj śmierci.
Pieszczenie daleko częściéj truje w naszym kraju zdrowie dzieci. Od czasu jak wtargnęły do nas ckliwo-uczuciowe romanse z zagranicy, płeć piękna kraju naszego stała się niezmiernie tkliwą, i wychowując swe dzieci w duchu własnego usposobienia, folgowała aż zanadto przyrodzonemu prawie wszystkim dzieciom instynktowi do łakomstwa, ciekawości, wielomówności, roztargnienia i niepotrzebnéj ruchliwości; nie powściągała pociągu do psociarstwa i łamania, objawiającego się dość wcześnie u chłopców; instynkt zaś wrodzony dziewczętom do lalkowania i do kokieteryi uważała za jakiś dziwnie piękny objaw rokujący niesłychany zasób późniejszych zdolności, uczuciowości i gracyi. Już o wystawieniu dzieci na zniesienie miernego zimna lub lekkiéj słoty, mowy być nie mogło u takich uczuciowych matek, o wzbronieniu dzieciom potrawy niestosownéj do wieku, lub do stanu zdrowia także nie. Inne jeszcze inaczéj pojmowały powołanie swoje, i po prostu zabraniały dzieciom potraw pożywnych dla tego, że tylko ludzie pospolici podobne jedzą, — nie dawały bawić się z dziećmi zdrowszemi, jędrniejszemi dla tego, że te rubasznie wychowane, hałaszą a nawet biją, gdy im się dokuczy.
U takich dzieci wyrabia się takiém wychowaniem zbytnia czułość na wszystkie wrażenia, a czułość owa nie raz do tego wydoskonala się stopnia, że znieść nie mogą bez wstrętu żadnych w naszym klimacie zwykłych zmian powietrza, i w ogólności żadnych wrażeń mocniejszych, pochodzących z jakiegokolwiek bądź fizycznego lub moralnego źródła; i nie znoszą żadnego mocniejszego głosu, nie lubią żadnych zdań śmielszych, a nienawidzą śmiały wyraz twarzy człowieka otwartego, szczerego, w własne siły wierzącego.
Jedno spojrzenie cokolwiek bystrzejsze, zważy takich ludzi zupełnie, tak jak jedna kropla octu zważa kwartę mléka.
Jakżeż takie stworzenie wychowywane w sztucznéj cieplarni buduaru i salonu, karmione uczuciami idealno-wykwintnemi, mogą pokochać kraj rodzinny, w którym śniegi padają, mrozy chwytają iskrzące, i wiatry wieją wyjące jak Boreasz?
Jakżeż młodzian wypieszczony, wychuchany ma pokochać Sarmatę, śmiało mówiącego, silnego, i znosić umiejącego wszystkie niedogodności pochodzące z srogości naszego klimatu?
On wprawdzie wié z teoryi, że miłość do kraju jest nader piękną cnotą, zna na pamięć wszystko o o tém powiedzieli poeci, ale w gruncie serca nienawidzi swych rubasznych ziomków, i pragnie żyć pod obcem niebem, gdzie ludzie dobrze wychowani, ugrzecznieni, kłaniają się potulnie, pochlebiają i bawią. A potém takie uczucia prowadzą niechybnie do skrzywień umysłowych, do konieczności utworzenia sobie systemaciku filozoficznego, mogącego pojednać słabą duszę z własną nieudolnością.
I tak u nich odwaga jest dowodem tępości nerwów, szczerość dowodem braku wyobraźni, otwartość dowodem złego wychowania, prawdomówność dowodem brutalstwa.
U takich ludzi nie ma litości nad biédnym pomocy potrzebującym. „Człowiek pomocy potrzebujący wyznaje, że sobie rady dać nie może, i nie zasługuje na żadne poważanie, ani na żadne względy,“ mówi sobie w duszy taki wypieszczony młodzieniec, nawet w chwili gdy dla oka ludzkiego najnieszczęśliwszemu biedakowi daje jałmużnę.
Cóż ma z życia taka wypieszczona mdła dusza? Istność swą strawi w atmosferze obłudy i zakupionych pochlebstw; do niczego ważnego nigdy należéć nie będzie żeby był najbogatszym i najdostojniejszym; nikogo sobie nie przywiąże, ani żony, ani dzieci, ani sług, ani psa nawet.
Potém umiera z nudów nanudziwszy tysiąc osób w ciągu swego życia. Po zgonie jego próżni nie będzie na świecie.









NAŁOGIEM KTÓRY NAJWIĘCÉJ SZKODZI ROZWOJOWI SIŁ MŁODZIEŃCZYCH JEST ONANIZM.




Pisząc o bezwstydnéj, obrzydliwéj sprosności znanéj pod nazwą Onanizmu i samogwałtu, musiałem użyć właściwego słowa, którego wymówienie nie jednemu z moich czytelników rumieniec na twarz wpędzi, i dla dobréj sprawy musiałem wystawić się na naganną naszych Ultra Estetyków, Pseudo-Estetyków i innych wstydliwców czepiających się słowa, a dobroci myśli pojąć nie chcących.
Otóż mówię o samogwałcie jako o haniebnym nałogu, którego codziennie przed oczyma memi mam ofiary, wlokące bezbarwne, z wdzięku obrane życie.
Mówię o samogwałcie jako o nałogu zabijającym ciało i duszę młodzieży, a tak już niestety znacznie upowszechnionym, że młodzieńcy wolni od niego należą do rzadkich wyjątków.
Patrz na owego młodzieńca! Jeszcze przed miesiącem była to chodząca róża, jego oko błyskało roztropnością, jego rozum zdumiewał bystrością, jego mowa dowcipem; w ruchach była rzeźwość i swoboda, w dłoniach jego siła i zręczność, w pamięci wierność, w sądzie trafność.
Ale szatan zepsucia nawiedził go; złego człowieka haniebny przykład zepsuł go i zaraził, młodzieniec zasmakował w nikczemnym czynie, i bezwstydnie oddaje się brzydkiemu nałogowi, przez który codziennie głębiéj upada na ciele i na duszy.
Dziś już róże znikły z jego lica, wygląda jak schnące, z liścia opadające drzewo. Oko straciło swój blask, zapadło w głąb’ jak w otchłań, i spoziera nieśmiało jak oko zbrodniarza.
Twarz przedłużyła się, żółtawa siność ją zalała, całe ciało omdlało, zgnuśniało, osłabło; — drażliwość posiadła nerwy, odrętwienie i głupowatość ogarnęła umysł, wszelka żywość w nim zgasła, pamięć znikła. Dusza zaś przedtém tak szlachetna, utraciła upodobanie w wszelkich wzniosłych myślach, ona wié że jest niegodną tych myśli i zapałów!...
Wyobraźnia w tym młodzieńcu niegdyś tak lotna i miła, zepsuła się, skarłowaciała, i tylko na brudne, najhaniebniejsze zwraca się przedmioty.
Widok kobiéty obudza w nim dawniéj zupełnie nieznane chuci, myśli o niéj, marzy o niej, kocha ją, ale po swojemu, brudno, ze zwierzęcą pożądliwością, Już jego miłość kobiéty nie uszlachetni, bo wszelki zarodek zdrowéj poezyi na zawsze w nim zatruty, i trudno żeby się kiedykolwiek odrodził. A gdy chce się dopuścić z przedmiotem swéj brudnej miłości haniebnego czynu, wówczas przekonywa się jak jego siła wątła i osłabła. Wstyd, żal, rozpacz ogarnia przedwcześnie zwiędłego młodzieńca; przekonywa się, że sam sobie śmierć zadawał, i że nigdy na całkowitego człowieka, na członka towarzystwa użytecznego nie wyjdzie, tylko chyba na płonnego marzyciela, i chorobliwego pseudo-poetę. Teraz posiada go rozpacz, wątpi o uleczeniu, lęka się śmierci, a pragnie umrzéć; — myśli o śmierci i o samobójstwie powstają w jego duszy jak sowy i plugawe robactwo w opustoszałym kościele, ze snu go budzą, do licznych niedorzeczności pobudzają.
Nieszczęsny człowiek staje się całkowicie pastwą niesłychanéj rozpaczy, wpada w trawiącą gorączkę, w suchoty, lub w wielką chorobę, w idiotyzm; — albo śmierć sobie zadaje, lub wlecze chorobliwe, wstręt sobie samemu, i wszystkim innym co go kochali obrzydzenie sprawiające życie.
Znałem wielu którzy popełniając zbrodnię samogwałtu, uniknęli może srogości następstw tutaj opisanych; — ale niestety! znałem także wielu, którzy tak zaczęli i tak skończyli jak tu opisałem, i oddawna legli w grobie, lub téż roślinkują obarczeni wyrzutami sumienia.
A jednak łaska Boga wielka, i miłosierdzie Jego bez granic! Bóg przebaczył nie jednemu, nad którym się już natura nieubłaganie mścić zaczynała. Opatrzność zwróciła z bezdroża nie jednego, który się do Jego miłosierdzia wcześnie uciekł, i z skruchą w sercu wyrzekł się szkaradnego nałogu.
Wykroczenie przeciw przyrodzeniu jest powolnem samobójstwem, a zatém śmiertelnym grzechem, z którego przedewszystkiem wyspowiadać się winien winowajca nie tylko spowiednikowi, lecz i rodzicom, lub opiekunom, lub nauczycielowi.

O zapobiegnięciu samogwałtowi.


U nas wychowanie zasadzanem jest prawie bezwyjątkowo na posłuszeństwie; zaufanie i przyjaźń pomiędzy dzieckiem i rodzicami, pomiędzy uczniem i nauczycielem, jest u nas nadzwyczaj rzadkiem zjawiskiem; a pod tym względem pod którym to zaufanie tutaj rozumiem, zapewnie ono nie istnieje nigdy.
U nas fałszywy wstyd zabrania rodzicom mówić z dzieckiem już dorastającém o podobnych rzeczach, a jednakże byłoby daleko lepiéj, żeby dbali o dobro swych dzieci rodzice, przerywając od razu tamę odłączającą ich od zaufania swych synów i córek, obznajmili jak w stosownym czasie, w sposób przyzwoity i nauczający, z różnicą płci, i z ich przeznaczeniem tak ważnem dla spółeczeństwa ludzkiego. U nas rodzice, opiekunowie i nauczyciele, mniemają, że przez takie stosunki zaufania z dziećmi lub uczniami, pozbawić się mogą uroku wyższości, i że zarazem wyzuć mogą dzieci z wstydliwości. Bynajmniéj. W innych krajach istnieje ów stosunek ojcowskiego zaufania pomiędzy starszemi i młodszemi, i w nich przyjaźń najszczersza, zaufanie bez granic, stanowi najtrwalszą i najskuteczniejszą podstawę dobrego wychowania.
Lekarz przyjaciel domu, zasługuje pod tym względem bezwarunkowo na zaufanie, i jego jest obowiązkiem wglądać bardzo blizko w rzecz, o któréj mówimy. Zadaniem najważniejszém rodziców, opiekunów, nauczycieli i lekarza powinno być: jak zapobiedz złemu w samym zarodzie.
Próżnowanie jest najsilniejszą pobudką do samogwałtu. Umysł niczém dobrém nie zajęty, staje się bardzo łatwo pastwą wzburzonéj chorobliwie wyobraźni, i skorym jest do wpadania na bezdroża, do błąkania się i błądzenia. I tak się staje nieraz, że w skutek bezczynności obudza się już w młodzianie, nawet bez żadnego złego przykładu, przedwczesna i nienaturalna chuć płciowa; można nawet powiedziéć, że tym sposobem u nas największa część młodzieńców wpada bez wiedzy i winy swojéj w zgubny nałóg samogwałtu duszy, a potém i ciała.
Zatém rodzice, opiekunowie, nauczyciele, baczyć powinni, aby dzieci zostawały w ciągłém zatrudnieniu, nietylko umysłowém lecz i fizyczném. Zabawy połączone z ćwiczeniem sił i zręczności powinny zabierać czas wolny od nauki, i stanowić jedyny odpoczynek duszy.
W godzinach wieczornych dzieci powinny się aż do znękania zabawić, aby potém zdrowym snem spały.
Nigdy dzieci nie zostawiać samych, lecz miéć je zawsze na oku, czy to przy nauce, lub przy zabawie. Ale ta czujność dozoru powinna się odbywać z wielką roztropnością, jakby od niechcenia, aby nie ciążyła na dzieciach, i nie wzniecała w nich chęci podejścia, podstępu i fałszu.
Do twardéj i chłodnéj pościeli przyzwyczajać dzieci. Zmęczone dziecko uśnie i na sienniku bardzo smacznie, i wstaje z niego chętniéj jak z betów niemieckich.
Rano wstawać, natychmiast się umywać i ubierać, zmówić modlitwę z rzewnością i z wiedzą tego, co się mówi, a potém natychmiast z świeżym umysłem iść do pracy, nie w sypialnym pokoju lecz w innym.
Dziecko przyzwyczajone sypiać w dzień, stanie się gnuśném i źle spać będzie w nocy.
Prostemi pokarmami należy żywić dzieci; unikać pokarmów zbyt pożywnych, wszelkich korzeni i trunków rozgrzewających.
Śniadanie powinno się składać z mléka, lub lekkiéj herbaty z mlékiem, lub wodzianki, lub klejku z dobrze wypieczonym chlebem.
Bardzo rzadko dawać dla zmiany piwną polewkę, nigdy kartoflankę lub kawę.
Na obiad rosół, cokolwiek mięsa, dobrą jarzynę i chleb. Na kolacyą chléb, masło, powidła z szliwek, owoce, nigdy sera, bo bardzo niestrawny.
Za napój przez cały dzień wodę, która jest najlepszym, gdy przytém ruch ułatwia jéj strawienie.
Żaden wiek nie jest tak skłonnym do naśladownictwa jak młodociany, a zatém strzedz dzieci od złych towarzystw jak od zarazy [10]. Nawet w wyborze nauczycieli radzę być bardzo starannym, bo i ci czasem w brew swemu przeznaczeniu do złego prowadzą.
Nie dozwalać dzieciom wchodzić do kuchni i bawić się z sługami, aby w ich towarzystwie nie na łapały wyrazów sprośnych, złe myśli budzących.
Nie dopuszczać do dzieci żadnych starych sprośników lubiących łechtać wyobraźnią niewinności lubieżnemi obrazami.
Sami rodzice niech także czuwają nad swém postępowaniem w przytomności swych dzieci, bo te mają na wszystko bardzo baczne oko. Matki kokietki zatruwają nieraz nieostrożnem postępowaniem całą moralność i całe szczęście swych dzieci.
Czytanie romansów wznieca w dzieciach przedwczesną romantyczność, i czyni je niezdolnemi do smakowania w poważniejszéj literaturze.
Napadać dzieci z nienacka gdy są na osobności, nawet w kloakach, i dobrze uważać czy i jak dalece się bawią.
Czystość udziela ciału zdrowia, duszy zaś estetyczność. Najszlachetniejsze narody najwięcéj dbają oo czystość ciała;—brudne narody są zarazem nikczemnemi.

Czy wcześnie obznajmić młodziana z niebezpieczeństwami grożącemi jego moralności?


Gdybyśmy byli w stanie utrzymywać dzieci w zupełnéj nieznajomości stosunków płciowych, gdybyśmy zapobiedz mogli, żeby sie one nie przypatrywały spółkowaniu zwierząt, gdybyśmy odłączyć ich mogli zupełnie od sług tłumaczących owe tajemnice w sposób nieprzyzwoity, gdybyśmy nakoniec żyli w powietrzu mniéj rubaszném,—to byśmy pewno nie potrzebowali obznajmiać młodzianów bliżéj z tajemnicami natury, i znajomość tę odłożyć moglibyśmy aż do zupełnéj dojrzałości.
Ale darmo,—żyjemy w kraju, w którym się znajduje wiele wróbli, wiele drobiu, wiele psów, koni i ludzi o niczém nie myślących jak o sprosnościach, i nadto jeszcze wiele uliczników lubiących zdobić rysunkami i napisami nieszczególniéj moralnemi wszystkie płoty i kloaki. Najwykwintniéj wychowana panienka, najprzyzwoiciéj wypieszczony młodzian często ma przed oczyma obrazy budzące wyobraźnią, i wzniecające bardzo osobliwe uczucia. Zapobiedz temu nie jesteśmy w stanie żadnym żywym sposobem. Więc zdaje się, że daleko korzystniéj będzie dla uniknienia samogwałtu, wcześnie obeznawać młodzież w sposób najprzyzwoitszy z przeznaczeniem obojga płci, i niebezpieczeństw im grożących, ze strony nadużywania popędów płciowych.
Trucizny stają się najdzielniejszemi lekarstwami w rękach biegłego lekarza, więc, i naga, nieubłagana prawda, tylko w ręku ostrożnego i roztropnego człowieka stać się może zapobiegającém lekarstwem.
Zaczynajmy tedy sposobem francuzkim estetycznie i naukowo. Zaczynajmy od botaniki, wykładajmy tajemnicę zapłodnienia kwiatu, przy czém nadarzy się sposobność oswojenia się z wyrazami: pręciki, słupki, czyli część męzka, część żeńska, proszek nasienny, nasienie, zapłodnienie, rodzenie.
A przytém przejdziemy do kanareczków lęgnących się w klatce, do wróbli, jaskółek, do bocianów na dębie, do psów, koni, a na końcu stopniowo wolno, ostrożnie i do człowieka. I wyłóżmy że największą chwałą, najtkliwszém szczęściem dla człowieka jest być ojcem; i że téj rozkoszy nie będzie używał ten, który płyn najszlachetniejszy ciała swego rozproszy bezwstydną zbrodnią na próżno.
Tak jest, na widok tego co się dzieje, na widok upadku młodzieży naszéj, już czas, żeby rodzice dbali o szczęście swych dziatek, przezwyciężyli przyrodzony wstręt do mówienia o tajemnicach natury, od których zależy cała nadzieja naszego odrodzenia.
Przezwyciężywszy raz niestosowną wstydliwość, ileż to niemożna dzieciom dobrego i nauczającego powiedziéć przytém, o przeznaczeniu człowieka, o zastraszających skutkach bezczelnéj sprosności, która posiadła dzisiejsze pokolenie?

O środkach leczących z samogwałtu.


Młodzieńcy już zdolni do zastanowienia się i własnego sądzenia o rzeczy, powinni, jeźli się poczuwają do bezecnéj zbrodni samogwałtu, sami nad sobą pracować, i postępować według zbawiennych rad, które im tutaj udzielam.
Onanista powinien przedewszystkiem unikać samotności; — samotność bowiem powiększa pożądliwość, a ta im częściéj opanowywa wyobraźnią i krew, tém trudniéj oderwać się od zbrodniczego nałogu.
Samotność budzi wyobraźnią, draźni ją plugawemi a ułudnemi obrazami, które duszę już osłabioną, do zwyciężania haniebnéj pokusy nie przyzwyczajoną, na nowo w otchłań zbrodni wtrąca.
Onanista powinien codziennie rzewnie się modlić, i zdawać sobie sumiennie sprawę z swego smutnego położenia. Niechaj pamięta że nic bardziéj nie wyzuwa z uczuć szlachetnych, z myśli pięknych, z siły woli i ciała, jak bezwstydne rękodzieło samogwałtu.
Wyrzec się powinien pożywnych i wszelkich rozgrzewających pokarmów i trunków, jakoto: tłustych i czarnych mięsiw, zwierzyny, jaj, korzeni, wina, piwa, kawy, czekolady, mocnéj herbaty i t. p.
Niechaj sie męczy chodzeniem, i ćwiczeniami gimnastycznemi; fechtowaniem, pływaniem, grą w bilard, a jeszcze lepiéj w kręgle. Nie tylko mu szkodzić nie będzie, ale owszem przybędzie mu wkrótce sił, umysł nękany wyrzutami rozweseli się, a chorobliwa drażliwość części rodnych zniknie powoli.
Do tańca mniéj namawiam; taniec ma swoje niebezpieczne strony dla onanistów.
Próżniactwo płodzi onanizm, i znów przez wzajemne oddziaływanie onanista pociąg ma niezwalczony do próżniactwa; niechaj więc młodzieniec chcący się wyleczyć z fatalnego błędu, nienawidzi próżniactwa jako źródła wszystkiego złego, jako przyczyny upadku swojego.
Zrywaj się z łóżka skoro tylko oczy otworzysz, nie pozostawaj w nim ani jednéj chwili przeciągając się, ziewając, i bezwstydnie dotykając się części rodnych.
Widzisz tych niewieściuchów z obwisłemi rysami twarzy, zawsze ziewających, ciągle jedzących, lub pijących, lub palących, wszelkiéj siły woli najzupełniéj pozbawionych?
Oto ci ludzie zatracili wszelką sprężystość ciała i duszy przez to, że nie umieli rano wstawać, i zrywać się od razu z łóżka.
Słodko jest oddychać rannem powietrzem, i ci, co go się pozbawiają, tracą samochcąc jeden z najprzyjemniejszych i najskuteczniejszych żywiołów zdrowia. Chłód nocny przywraca wolnemu powietrzu całą jego ożywiającą siłę, a rosa nasiąkła balsamiczną wonią kwiatów, wzbijając się zwolna w górę, jest prawdziwem lekarstwem na wszelkie osłabienia.
W powietrzu rannem człowiek, że tak powiem, pływa w roślinnych sokach, które ustawicznie w siebie wciąga, i nad które nic zdrowszego być nie może. Człowiek przywykły wstawać rano, cieszy się przez cały dzień dobrym humorem, rzeźkością, siłą, apetytem i gotowością do wszelkiéj, żeby najtrudniejszéj umysłowéj pracy, a wpływ zbawienny rannego wstawania na pamięć, i w ogólności na wszystkie władze umysłowe jest powszechnie znanym.
Niechaj czuwa młodzian nad swą własną wyobraźnią, niech jéj niepopuszcza wodzy, skoro go posiędzie jaka myśl brudna, niechaj nie pozwoli swéj duszy tarzać sie w plugawych myślach.
Precz z sprosnemi, niemoralnemi książkami, które już tyle ludzi nagubiły, a jeszcze na nieszczęście wałęsają się pomiędzy młodzieżą, wbrew zakazom i dozorowi.
U nas starsza młodzież częstokroć do tego stopnia jest płochą, lub nawet z wszelkich szlachetnych uczuć wyzutą, że godzi umyślnie na zepsucie młodszych pokazywaniem sprośnych obrazów.
Tacy młodzieńcy zasługują na surową karę, i przez całe życie dźwigać będą ciężkie brzemię zasłużonych wyrzutów sumienia.
Pospolicie bywa w każdéj szkole pomiędzy starszemi uczniami kilku, którzy się najgorzéj uczą i sprawują, a pomimo tego w wielkim są wzięciu u innych lepszych uczniów, i rej wodzą we wszystkich psotach i figlach namawiając do krnąbrności, niezliczonych zdrożności i sprosności. Tacy uczniowie są gorsi od najjadowitszéj zarazy, pospolicie wiele narobiwszy złego współuczniom, wychodzą na niemoralnych awanturników, na karciarzy i łotrów; — a potém giną marnie, przedwcześnie jakąś katastrofalną śmiercią.
Strzeżcie się owych réj wodzących nieuków i próżniaków jak czartów.
Używanie kąpieli zimnych, jest heroicznym środkiem przeciw samogwałtowi.
Najstosowniéj brać je przed wieczorem po dokładném strawieniu obiadu.
Z pełnym żołądkiem, i z rozgrzaném ciałem nie wchodzi się do kąpieli; pozostaje się w niéj najwięcéj kwadrans, po wyjściu z kąpieli wyciera się ciało flanelą, dla uniknienia zaziębienia.
Dobrze jest użyć po kąpieli lekkiego ruchu, jeżeli pogoda tego dozwoli, na wolném powietrzu; w razie zaś niepogody w pokoju.
Gdyby chory nie miał sposobności brać kąpiele, to przynajmniéj powinien sobie ciało całe obmywać zimną wodą.
Najbliższym skutkiem tych kąpieli i obmywań będzie sen spokojny, wstydliwy, i wzmacniający.
Onanista chcąc sobie obrzydzić swój haniebny nałóg, niechaj pomyśli, że życie swoje winien ojcu, i że ten ojciec byłby go nie mógł spłodzić, gdyby się sam był oddawał samogwałtowi. Niechaj także pomyśli o przeznaczonéj mu na przyszłość kochance lub żonie, o powinnościach jakie mu kiedy wypełniać należy, o nieszczęściu téj zawiedzionéj kobiety, która kiedyś przyjmie jego nazwisko, a nie będzie mogła zostać matką jego dzieci.
Jeśli onanista tylko jedną iskierkę szlachetnych uczuć w swém sercu zachował, to się na takie myśli zwróci z bezdroża na prawą i cnotliwą drogę.
Z ufnością w Bogu, z energią i wytrwałością wyrwać się można z otchłani w którą samogwałt prowadzi; i takiego tylko czekają dni smutku, zgryzoty, i upokorzenia, który w złém trwa uporczywie.
Ufność w Bogu! młodzieńcze wyrzecz się raz na zawsze brudnéj zabawy, idź za radami mojemi, a powoli wrócisz do dawnego zdrowia, do dawnéj wesołości, i staniesz się znowu zdolnym do użycia wszystkich godziwych rozkoszy, jakie wstrzemięźliwego i cnotliwego człowieka na tym i na tamtym świecie czekają.
Młodzieńcze, może już jedną nogą stoisz w grobie, ale ja ci podaję rękę, wyprowadzam cię z grobu, i znów cię zrobię zdolnym używać pociech jakie udziela miłość do kochanki, żony, dzieci, znów cię obdarzę siłą spełnienia godnie twego zawodu jako członek społeczności, jako obywatel.










O LECZENIU UPORCZYWYCH ONANISTÓW.





Czasem bywają młodzieńcy do tego stopnia wyzuci ze wszelkiéj szlachetności i siły woli, do tego stopnia zamiłowani w haniebnéj zbrodni samogwałtu, że się żadnym żywym sposobem, żadnemi prośbami, przedstawieniami a nawet umyślnemi upokorzeniami od paskudnego czynu odstręczyć nie dadzą.
Wyrodki takie właściwie już nie zasługują na żadną litość i na żadne względy, bo gdzie tak mało ambicyi jak w sercu poprawić się niechcącego onanisty, tam wcale nie ma nadziei żeby podobne indiwiduum na cośkolwiek dobrego komukolwiek się przydało.
Ale serce rodziców nie rozumuje tak nieubłaganie, jak rozum mędrca, i częstokroć dla ukojenia rozpaczy biednych rodziców trzeba się zlitować nad niegodnym wyrodkiem.
Nie dawno wymyślono we Francyi doskonały przyrząd mechaniczny, który przykłada się na części rodne, i ktory żadnym sposobem nie pozwoli najuporczywszemu onaniście dokonać brudnego występku.
Ten apparat okazał się bardzo skutecznym w niektórych zakładach pedagogiczno-lekarskich, w których sami tylko niepoprawni onaniści pobierają nauki; ale pilnować go trzeba, i zmieniać codziennie, co jest bardzo uciążliwém dla sługi i hańbiącém dla występnego młodzieńca.
Jeszcze innym sposobem można zmusić najuporczywszego onanistę, do odstąpienia od bezwstydnego dzieła; sposobem chirurgicznym, którego skuteczność sprawdzić sami mieliśmy już kilkanaście razy sposobność.
Tak nazwaną infibulacyją, czyli zaprowadzeniem srebrnego na kluczyk zamykanego kolczyka przez nadskórek członka męzkiego, można z największą pewnością zabezpieczyć ten członek od wszelkich przestępnych nadużywań. Nie jest to operacja tak bolesną jak się zdaje, sprawia może trzy razy więcéj boleści jak przekłucie ucha; zaś ów kolczyk srebrny na malutką kłódkę zamykany, może być zastąpionym grubym jak wronie pióro drutem ołowianym należycie zagiętym i okręconym.
W domach poprawy francuzkich, gdzie się nieletni zbrodniarze poprawiają i uczą, użyto tego sposobu dla wytępienia onanizmu, i pokazał się niezawodnym środkiem. Noszenie kilkomiesięczne takiego kolczyka, wystarczy na całe życie najzatwardzialszemu w niecnocie dziecku lub młodzianowi.
Zdarza się czasami, że w ciele wróconém do dobrego zdrowia, przebudzi się zdrowa dusza, tak jak się zdarza, że się największy zbrodniarz poprawi po wytrzymaniu sprawiedliwéj kary.
Bóg kocha tych którzy się poprawili jeszcze więcéj od tych, którzy nigdy z drogi cnoty nie zeszli.









O POTRZEBIE CZYSTEGO POWIETRZA.





Bardzo jasnego pojęcia o wartości i potrzebie czystego powietrza, [11] nie mamy jeszcze w kraju naszym, lubo doskonale wiemy jak prędko skutkuje na nasze zdrowie dobry kawałek mięsa i kieliszek dobrego wina.
Mieszkaniec miasta, gdy dni kilka przepędzi na wsi, i wraca do miasta, nawet do saméj tak wytwornéj na oko Warszawy, uczuje na piersiach swoich ciężar, w sercu swojém tęsknotę, chociażby do najmilszych wracał osób, i był pewnym że w domu swoim znajdzie wygody i rozrywki, na które u nas wieś jeszcze się zdobyć nie może. Kto wié, że nasze największe miasto nie posiada nawet kanałów odprowadzających nieczystość z atmosfery, kto przechodzi koło rynsztoków, kto mieszka w pokojach dolnych otoczonych wysokiemi gmachami, kto się obeznał z miejscami w których ryczałtem i hurtem kształci się młodzież, ten z pewnością zdoła sobie zdać jasną sprawę z wstrętnych uczuć, które wzbudza atmosfera ścieśniona, nieczystemi wyziewami przesiąkła miast naszych.
Ale z obawy zimna nauczyliśmy się połykać zgniłe powietrze! Nasza stolica posiada wodotryski, ale nie ma kanałów; — w lecie w każdém oknie pielęgnują u nas kwiatki, ale w zimie nie ma jednéj szyby w któréjby wentylator odnawiał powietrze, wprowadzał życiodawcze pierwiastki do obszarów przesiąkłych strawionemi substancyami, zarazę, bladość, słabość i liczne choroby roznoszącemi. Pochodzi to z tego, że u nas daleko więcéj lubią wykwintność, niż czystość, — i że u nas daleko więcéj obawiają się dotkliwości zimna jak szkodliwości brudnego powietrza.
Nawet w bardzo wielu wiejskich domach, podczas zimy, nie odnawia się u nas powietrze; wszystkie okna szczelnie zamknięte, zalepione, nigdy się nie otwierają. Na cóż się tedy zda obrać sobie mieszkanie w wiejskim powietrzu, a nie oddychać niém?
Powietrze zamknięte w izbach i nieodmieniane często, wszędzie jest jednakiém; przeprowadzić się z pokoju zamkniętego w mieście, do pokoju zalepionego na wsi, nie jest to odmienić powietrze? U nas lękają się przeciągu i wiatru, i dość słusznie, bo domy nasze nawet nowożytne i wspaniałe, są stawiane bez żadnego architektonicznego względu na zdrowie mieszkańców. Wygodę i życie człowieka poświęcono tutaj piękności kształtów zewnętrznych, albo téż wcale najmniejszéj nie zwracano uwagi na życie człowieka, jak to dowodzą źle urządzone kominy, drzwi prawie zawsze na przestrzał pomiędzy oknami dwóch pokoi umieszczone, kuchnie przytykające do sypialnego pokoju, nareszcie ciemne przedpokoje i jadalnie przytykające do salonów, — a kloaki bezecnie brudne i prawie umyślnie tak stawiane, żeby ludzie oddający dług naturze postradali wstyd lub zdrowie.
W życiu swojém nie widziałem nigdy tak dziwnego rozkładu mieszkań, jak u nas w Warszawie, nawet w niektórych najnowszych, bardzo kosztownych i wykwintnych domach; zdawałoby się że u nas architektura jest jeszcze w kolebce, gdybyśmy nie widzieli przed sobą kilku magnackich pałaców, pysznych i świetnych, ale w których nikt pracujący a przeto zdrowia potrzebujący nie gości. [12]
Powietrze, którém w miastach ciągle oddychamy, napełnione wilgocią, i zepsutemi oraz zarażonemi wyziewami, z dwóch względów jest niedobre, raz że nie ma dość kwasorodu nadającego własność ożywiającą, — potém że zawiera w sobie wiele cząstek szkodliwych w kształcie pyłków i gazów jak naprzykład: kwas węglowy, gaz wodorodno węglisty i siarkowy.
Rosnącym młodzianom i panienkom [13] potrzebniejsze jest jeszcze powietrze czyste, niż innym, jest ono bowiem żywiołem, który wzmacnia bez kosztu, leczy bez utrudzenia.
Na opadanie sił, na omdlenie, najlepsze jest powietrze suche i chłodnawe; wilgotne lub gorące osłabia, i wprowadza w chorobę.
Niechaj młodzież przebywa często pomiędzy łąkami, zdrojami i polem; wyziewy ich i uczucia jakie widoki te sprawiają, umacniają ducha, hartują nerwy, ożywiają siły muskularne i krew wprawiają w ruch potężniejszy.
Niechaj we wszystkich bez wyjątku sypialniach, wszystkich pensyjach umieszczone będą w każdym oknie wentylatory nowożytnego wydoskonalenia razem z termometrem.
Dziesięć stopni ciepła termometru Reaumüra wystarczy aż nadto na utrzymanie dostatecznego ciepła w organizmie młodzieńczym.
W jadalnych i szkolnych salach także odnawiane musi być powietrze, przez otworzenie kilku okien razem, przynajmniej dwa razy na dzień; nadto jeszcze trzeba w podobnych izbach, w których wiele osób oddycha i wyziewy swoje pozostawia, kadzić codziennie octem, jałowcem, bursztynem, a nawet czasem chlorkiem, ale nigdy żadnemi wykwintnemi aromatami, które nerwy draźnią, smrody przyduszają ale nie oczyszczają powietrza.
U nas na wsi wcale nie wiedzą jaki to potężny żywioł zdrowia, ruch, w owém wolném świeżém powietrzu wiejskiém; i dla tego téż córeczki i synowie przebywają całą zimę i wielką część wiosny w owych oblepionych, po większéj części niskich pokojach, z guwernerami i guwernantkami francuzkiemi, które od rana do wieczora narzekają na ten niegodziwy klimat polski, i przeklinając zimno, śnieg, deszcze i błoto, odbierają naszéj i tak już nie bardzo raźnéj a pieszczonéj młodzieży wszelką ochotę do przechadzek po świeżym powietrzu.
A troskliwe o piękne nóżki mamunie także nie bardzo nakłaniają do pieszych wycieczek; i do najbliżej położonego kościoła, jeżdżą w karetach, truchlejąc przed zimnem, ale wcale się nie brzydząc okropnemi wyziewami wydawanemi przez ludzi, którzy potnieją pod grubym kożuchem.
To też takie dzieci, wychowywane w zanieczyszczonéj atmosferze, słabe są, wątłe, nadzwyczaj skłonne do odziębienia rąk i nóg, do opuchnienia warg i nosa, do zapaleń oczu, do gruczołów, świerzby, ognipióra, opuchnień, robaków, ropień i tysiąca innych objawów szkrofulicznych.
Radzę aby się rodzice głęboko przejęli tém co tu mówię, aby sprawili panienkom i paniczom dobre, mocne, wodotrwałe obuwie, i aby ich wysyłali pod dozorem zdrowéj polskiéj guwernantki codziennie po dwa razy na przechadzkę, nie dając się zrażać ladajakiém zimnem, śniegiem, deszczem lub błotem.
I guwernantkom zwykle tak nerwowym, znudzonym, fantastycznym, niepojętym będzie lepiéj, bo te pospolicie zapadają w skutek życia sedentarnego na bardzo rozliczne przypadłości, jakoto: na bóle głowy, upławy, zatrzymanie regularności, spazmy, i na różne objawy rozkiełznanéj nerwowości, nietłumionéj tkliwości i źle powściąganéj wyobraźni.
Ruch w wolnym powietrzu przywróciłby tym użytecznym członkom społeczeństwa, ową równowagę między umysłem a ciałem, którą tak często zajęcie sedentarne i umysłowe niszczy; przez ruch ciała, wolne i czyste powietrze i rozweselenie umysłu, powiększają się niechybnie zasoby życia i jego szczęśliwości.









POKARMY I NAPOJE.





Po tem cośmy powiedzieli o pokarmach i napojach w rozdziale poświęconym hygienie wieku dziecinnego, mało nam pozostaje dodać tutaj; jednakże nadmienić tu musiem, że młodzian silnie rozwinięty, wyposażony wszystkiemi zębami, strawić może grubsze pokarmy i takich się ma prawo domagać. Wymieńmy tutaj pokarmy, które mu szkodzić mogą.
Wszystkie mięsiwa z przyrody swej twarde i niestrawne, jako to: wieprzowe, z starych bydląt, solone, wędzone, które tém samém wielką mają ostrość; zwierzyna cuchnąca, lub niepaproszona, stare gęsi, kaczki zbyt ościste lub tłuste ryby; mięsiwa zanadto tłuste, i wszelkie rozwalniające tłustości.
Ciasta niekwaszone osobliwie zarabiane tłustością, są rodzajem pokarmu bardzo trudnym do strawienia, przysposabiają do obstrukcyi, i przez długie we wnętrznościach zostawanie, nabywają cierpkości, sprawiającéj niespokojności, bóle, bezsenności, ucisk i gorączkę.
Szkodliwe są zieleniny nadęcie sprawujące, jakiemi czasem dla niektórych natur, są niektóre gatunki kapust, kalafiorów, galarep: i wszystkie strączkowe warzywa; kartofli najwięcéj trzy razy na tydzień i to wyborowo dobrych używać.
Owoce niedojrzałe są nadzwyczaj szkodliwe.
Nie nadużywać mącznych potraw, bo te usposabiają do szkrofuł i robaków; nigdy nie jeść jaj gotowanych na twardo.
Czasem i mléko, w ogóle tak wyborny pokarm, ma swoje wady, a główną jest jego skłonność do warzenia się. Mléko szkodzić może jeźli się prędko nie trawi, jeźli długo w żołądku zostaje, albo gdy w nim zostaną substancyje przyspieszające jego zważenie. Części maślane, serwatkowe i sér rozdzielają się wówczas tak jak w garnku. Serwatka sprawia czasami biegunkę, czasami uchodzi przez urynę i poty, nie przyłożywszy się bynajmniéj do karmienia.
Masło i sér w żołądku zatrzymane nudzą, sprawiają rozdęcie i kolki, mogą sprowadzić uporczywe zatwardzenie, albo nawet, nabywszy przez długi pobyt w kiszkach ostrości, mogą spowodować bardzo mocne zapalenie.
Wyjątkowo zdarzają się dzieci i młodzieńcy, którzy żadnym sposobem strawić nie mogą mléka, więc nie należy nalegać z mlékiem na takie żołądki, zwłaszcza w miastach gdzie mléko bardzo rzadko jest dobrem.
Nie mięszać potraw; potrawy całkiem od siebie różne, nie mogą się dobrze razem strawić, i mięszanina ta jest jedna z przyczyn rujnujących najlepsze zdrowie. Nie połykać bez dobrego przeżucia.
Herbaty i kawy, jako substancyi zaostrzających soki i usposabiających nerwy do draźliwości, dozwolić nie można w młodocianym wieku, zwłaszcza panienkom wychowującym się bez ruchu, w sztucznéj atmosferze chorobliwo wykwintnych uczuciowości. Dzięki herbacie połowa naszych panienek, doznaje bolesnego bicia serca, a połowa naszych paniczów truchleje na widok każdego prawdziwego lub urojonego niebezpieczeństwa, lub najmniejszéj trudności do przebycia, zwalczenia czy przetrwania.
Nadto kawa, herbata, czekolada z waniliją, cynamony i korzenie, przyśpieszają rozwój płciowy, odbierając ogólnemu organizmowi siły.







KONIECZNOŚĆ UPRAWY SIŁ UMYSŁOWYCH.





Człowiek najprzystojniejszy i najzdrowszy ale prosty, nieokrzesany i nic nieumiejący, nie jest jeszcze człowiekiem, ale raczéj piękném zwierzęciem, mającém wprawdzie usposobienie do przejścia w stan prawdziwie ludzki, ale zatracającem go, jeźli tego usposobienia nie rozwija. Widok człowieka pięknego, zdrowego, dobrze urodzonego i majętnego a najzupełniéj surowego pod względem umysłowym, sprawia daleko większe zmartwienie jak widok najbrzydszego karłaka, którego sama natura na idyjotę skazała.
Przez uprawę umysłu człowiek się doskonalić musi, jeżeli chce godnie odpowiedziéć widokom swego Stwórcy, jeżeli chce naturze pokazać się wdzięcznym za dary któremi go wyposażyła.
Istota przyrody ludzkiéj, zasadza się na zdolności coraz wyższego rozwoju, postępu, doskonalenia się; całe nasze szczęście, cała nasza chwała, zawisła od postępu; a tu widziemy tak często istoty bogato wyposażone przez traf i naturę, a do tego stopnia umysłowo zaniedbane, że nigdy nie wezmą książki do ręki, i jeszcze pogardzają temi, co pracować umieją dla chwały Boga i sławy kraju.
Są jeszcze bogate, dostojne matki, które mniemają, że wszelka uprawa umysłowa osłabia i skraca życie fizyczne; i dla tego synów, mianowicie jedynaków, wychowują zupełnie tak, jak się w innych krajach wychowują poprawne byczki i koniki, bardzo mało dbając o ich rozwój umysłowy.
Ale to niebezpieczeństwo, grożące ze strony nauk i wiadomości jest urojonem, przynajmniéj tyczy się ono tylko ostateczności, uprawy przesadzonéj, która człowieka zanadto osłabia. Nie brakuje nam na dowód mojego zdania, ludzi bardzo mądrych i uczonych, a przytém silnych i zdrowych; ale na nieszczęście ludzie głupi nie znają ludzi mądrych, albo téż częstokroć w ich mądrość wierzyć nie chcą.
Przyzwoity sposób umysłowéj i zarazem cielesnéj uprawy, harmonijne wykształcenie wszystkich sił, konieczném jest dla człowieka zadaniem.
Nawet musiemy uznać z wdzięcznością dla natury, że rozum wpływa dobroczynnie na zdrowie ciała.
Rozum udziela uczuciu życie przyjemniejsze i przestrzeńsze. Ileż to nie posiada człowiek z wykształconym umysłem zasobów szczęścia i odnowy, których nieokrzesanemu materyjaliście, żeby był najbogatszym, zupełnie brakuje.
Rozum chroni nas od działania burzących i istnienie skracających przyczyn, które drugiemu, z działalnością szkodliwych wpływów nieobznajmionemu człowiekowi, najmocniéj szkodzą, naprzykład mróz, upał, niestrawność i t. d.
Rozum umiarkowywa i porządkuje w nas rozkiełznane namiętności, zwierzęce wzruszenia, uczy nas dolegliwość znosić, trudności pokonywać. Owe istoty materyjalne i na pozór tak silne, są jednakże pastwą każdego wzruszenia, i tam gdzie taki atleta bezrozumny na apopleksyją umiera lub powoli ginie w skutek brutalskiego czynu, lub podłego odstąpienia od honoru, tam mędrzec pozostaje nieporuszonym i tryumfuje zimną krwią, którą sobie rozumem wyrobił. Niszczy się krewki passyjonat zbyt gwałtownemi uczuciami, i życia pewien nie jest człowiek namiętności swych hamować nie umiejący.
Rozum, błogi wynik wykształcenia, tworzy związki towarzyskie, wpływające bezpośrednio na utrzymanie życia swojego i bliźnich.
Rozum obznajmia z mnóstwem wygód ułatwiających zdobycie zacności życia.
Ileżto rozumu w kuchniach niektórych narodów, ileżto rozumu w systematycznéj gimnastyce, która tyle dobroczynnych wydała plonów, — ileżto rozumu w łatwéj do pojęcia hygienie.
Tylko w krajach prawdziwie oświeconych człowiek życie swoje w starości długo utrzymać może.
Nierozumni, a zatém niecnotliwi ludzie starości uszanować nie umieją; i chłop nasz biedny, gdy się zestarzeje, gdy stanie się niepotrzebnym światu i rodzinie, musi opuścić chatę swoję, iść w żebraki z kijem i kawałkiem jéża, i wkrótce przepadnie gdzieś na drodze w rowie.
Gdy wiosna zabłyśnie i odtają śniegi, znajdziesz mnóstwo umarłych starców, o których ubytku nikt nie wiedział!!!
I możnaż tu jeszcze wątpić o korzyściach wynikających z rozumu? i możnaż tu jeszcze potępiać tych, którzy się o rozum ubiegają?
Wiemy już, że kto za młodu popadł w nałóg, temu trudno będzie posiąść cnotę w dojrzałym wieku; teraz wiedzmy, że kto za młodu nie przyzwyczajał się do zdobycia nauki, temu jeszcze trudniéj posiąść będzie rozum w wieku dojrzałym.
Mówi jednak próżniak sofista, który w wieku męzkim nudzi się jak dziecko: „Poco nam się uczyć? poco nam się kształcić? Sterne przepowiedział nam przed pięćdziesięciu laty, że za lat dwieście biédacy, mówiący siedmioma językami, będą się ubiegali u panów o miejsce pucybuta; a ja widzę, że na to już się diablo zanosi.“ Być to może, ale daleko łatwiéj mówić siedmioma językami nędznie, jak jednym dobrze, i właśnie istnieją narody którym to nadzwyczaj łatwo przychodzi.
Więc lękajmy się przepowiedni gienijalnego Sterna, i chociaż w jednym języku starajmy się wysłowić nasze myśli dobitnie, bo i większe wrażenie na każdéj rozumnéj istocie wywrze człowiek wysławiający się dokładnie w jednym języku jak owi fanfaroni, którzy mają talent wykazywania próżni głowy swojéj w kilku językach.
Wszakże łatwiéj przytulić do serca swojego jednego człowieka, i w nim wzbudzić uczucie współczucia, jak uściskać od razu siedmiu ludzi chociażby miernie.
Kto w jednym języku ćwiczy mowę, temu i rozum łatwiéj zdobyć, bo łatwiéj wniknie w drobne odcienia rzeczy, i powierzchownie nie będzie brał żadnych.
A to się tylko rzeczywiście umie, co się dokładnie opowiedziéć zdoła.








O WYCHOWANIU UMYSŁOWÉM.





Dziecko nowonarodzone nié ma żadnéj idei, posiada li tylko charaktery zwierzęcości; dopiéro powoli i stopniowo uczy się słów i ich wartości. Podczas dwóch, a nawet trzech pierwszych lat życia swojego, dziecko nie posiada żadnego wyobrażenia o sprawiedliwości, o prawie i o obowiązku. Egoizm jest jego jedynym przewodnikiem. Dziecko kocha tego, który mu służy i przyjemność sprawia; a nienawiść okazuje temu, który go trapi lub mu zawadza. Dziecko przywłaszcza sobie wszystko co mu się podoba, wcale nie pytając o prawo słuszności; a jeżeli mu kto chce łup ten odebrać, wówczas krzyczy z całéj siły, i nie łatwo puści co już raz trzyma.
A zatém od początku życia wszystkie nasze wyobrażenia są zupełnie zmysłowe, a stają się ogólnemi dopiero późniéj w miarę rozkwitnienia intelligencyi.
Owa niewiadomość pierwszego wieku, owa niezdolność odróżnienia prawdy od fałszu, — sprawiedliwości od niesprawiedliwości, nakłada na opiekunów dzieci obowiązek uciekania się do zasad zwierzchnictwa, to jest do kształcenia wzrastającego umysłu sposobem przymusowym aż do rozwinięcia się rozumu, aż do chwili w któréj sztuczna idea powinności, zastąpi w duszy dziecka wrodzoną ideę samowolności.
Otóż co francuzki nazywają „rompre le caractère“ przełamać upór wrodzony dziecięciu.
Jednakowoż ten sposób postępowania winien być regularnym, systematycznym i ojcowskim, — tak ostrożnie i mądrze przeprowadzonym, żeby nie zafukał dziecka, i żeby go nie osłabiał. Matka wahająca się w swém postępowaniu od zbytniéj surowości do zbytniéj łagodności, utworzy w swém dziecku charakter krnąbrny i kapryśny, i prędzéj lub późniéj wybuchną w młodém stworzeniu skutki tych zgubnych usposobień duszy.
Dziecko nie posiada wprawdzie znajomości świata do którego przybyło, ale zato nadzwyczaj jest chciwém poznać wartość i przyrodę przedmiotów otaczających je.
Zaraz po obudzeniu rozumu swego, dziecko bada, pyta osoby otaczające je o to i o owo, i stara się pomimowoli rozproszyć ciemności je otaczające. W téj saméj mierze, w któréj jego niewiadomość znika, w téj saméj mierze twarz jego promienieje radością i wyraża niewymowne, czarujące widzów zadowolenie.
Ktokolwiek umie przejąć się wartością téj chciwości wiedzy, ten zdoła wznieść w rozkwitającéj intelligiencyi trwałe i dobre podstawy wiedzy, i to bez znękania jéj. A gdy raz organizm zyska dosyć sił, i zdolnym jest znieść wysilenie do ćwiczenia umysłowego konieczne, — gdy raz młody człowieczek pozna potoczne przedmioty życia, wówczas rozpocząć dopiéro należy jego prawdziwe wychowanie. Dopiero w wieku lat sześciu do siedmiu, należy uczyć go abecadła; dopiero w wieku lat dziesięciu należy rozpoczynać nauki wymagające rozumowania i ciągłej uwagi. — Umysłowa nauka tak jest spojoną z wychowaniem fizyczném, że musiemy tutaj o jedném i o drugiém nadmienić słów kilka. Fizyjologija i psychologija, łączą się tutaj w sposób nadzwyczaj ścisły, i że tak powiem nierozłączny.
Ktokolwiek badał chwilę umysłowego rozwoju w dziecku, zauważył niezawodnie, że ono czepia się tylko przedmiotów pod zmysły podpadających. Wszystkie pierwsze wyobrażenia dziecka są czysto na dotykalnych rzeczach oparte; dopiero późniéj, ale daleko późniéj, w miarę jak sie razem rozwija i w miarę jak liczba wiadomości zyskanych staje się coraz większą i rozmaitszą, — dopiéro wówczas dziecko zaczyna odosobniać pewne charaktery wspólne kilku przedmiotom, i zastanawia się nad niemi pod względem ogólnym. I tak najwięcéj zachwycają dziecko kolory, i gdy spostrzeże że najrozmaitsze przedmioty jedną noszą barwę, wówczas dopiero w rozumie rozwijającego się dziecka powstaje wyobrażenie o wartości i przyrodzie kolorów. Toż samo możemy powiedziéć o smaku różnych rzeczy, o ich tętnie, twardości, ciężkości i innych charakterach. A zatém już w bardzo wczesnym wieku kiełkuje w rozumie ludzkim wyobrażenie o abstrakcyjnych charakterach.
Badaj człowieka wyrosłego, pod względem fizycznym dojrzałego, ale którego umysł pozostał nieokrzesanym; on nic nie pojął prócz idei, które go przez zmysły doszły. Cała ludzkość nie postępowała inaczéj przez długi szereg wieków; pierwsze jéj myśli czerpane były jedynie z przyrody fizycznéj przedmiotów. Psychologiczne spostrzeżenia zjawiły się daleko późniéj. Pierwsi filozofowie starożytności byli tylko fizykami, i posiadali jedynie wyobrażenia o ciałach, o żywotach materyjalnych. Dopiéro późniéj powoli i stopniowo, wyrodziła się myśl z odmętów materyi, i wyniosła sie do szczytności, z któréj panowała nad materyją jak Bóg panuje od wieków nad światem całym.
Tak się działo w gromie znanéj nam natury, jak się dziś dzieje w rozkwitającym rozumie nowonarodzonego dziecka; i każde rozumne wychowanie winno być wspartém na prawach i przykładach odwiecznéj a zawsze świeżéj i młodéj natury. Zresztą noworozkwitająca w dziecku intelligencyja, tak jak dorosły, nieokrzesany, nieukształcony człowiek, zatrudnia się tylko istotami namacalnemi, jedynemi, które na jego zmysły wpływ wywierają. Dla tego téż trzeba na jego dobro korzystać z tego usposobienia, i mówić mu o kształtach, smaku i barwach, bo o innych rzeczach, o abstrakcyjnych przymiotach jeszcze żadnego wyobrażenia miéć nie może. Dlatego téż pewne zabawki nasuwają ideę pożyteczną, wiele się przykładają do rozwinięcia umysłu dziecięcego; i bardzo dobrze czynią ci rodzice, którzy we wczesnym wieku wpajają dzieciom zabawkami miłość do zwierząt i kwiatów, przez to zamiłowanie do historyi naturalnéj, bo ta miłość i ta nauka jest prawdziwą podstawą uczucia ludzkości i rękojmią szczęścia.
Późniéj przejść można do jeometryi, także za pomocą stosownych zabawek; i ta bowiem nauka wspiera się na podstawach czysto materyjalnych, dotykalnych przez linije, kąty i powierzchnie.
I tak za pomocą deszczułek wykrojonych w trójkąty, półkola, koła, kwadraty i inne figury jeometryczne, można nauczyć ośmioletnie dziecko praktycznym sposobem i wcale go nie nękając, całéj podstawy jeometryi, mianowicie teoryi o przystawaniu trójkątów, o kwadraturze, przeciwprostokątnéj i kole. W tym samym czasie należy zwracać uwagę dzieci na zjawiska natury, zwłaszcza na meteorologiczne, które najwięcéj w oczy biją i zastanawiają. Już wtenczas należy dążyć do hartowania dzieciom nerwów, i odganiać od nich wszelką bojaźń grzmotów, która zdaje się jest wrodzoną dzieciom.
Widok cudów natury wznosi duszę, rozprzestrzenia serce i we wczesnym już wieku zaszczepia zdrową, jędrną poezyją, niemającą nic wspólnego z chorobliwemi uniesieniami galwanizujących się sztucznym szałem poetów.
Istotnie czyż może być na świecie cóś wznioślejszego, jak owe wielkie sceny świata, które się przedstawiają w rzeczywistości?
Łatwo jest już w bardzo młodém dziecku wzbudzić jakieś uroczyste poszanowanie dla owych pięknych straszliwości natury, a przez to udzielić jego sercu hart, jego duszy wzniosłość i jego rozumowi siłę.
W starożytnéj Grecyi wychowywano dzieci z największą starannością, rozwijając jednocześnie wszystkie strony duszy i ciała. Wychowanie rozpoczynało się od urodzenia, i kończyło się dopiéro w wieku pełnoletności, kiedy prawo uznawało człowieka zdolnym do brania udziału w sprawach publicznych. Samo elementarne wychowanie rozpoczynające się w ósmym roku życia, w porównaniu z wychowaniem u nas w kraju udzielaném, już było nadzwyczaj rozciągłém. Arystofanes obznajmia nas, że to wychowanie elementarne przeprowadzaném było w każdéj szkółce przez trzech nauczycieli, to jest przez Grammatyka, który uczył czytać, pisać, grammatyki i arytmetyki; przez Cytarystę, który uczył muzyki i śpiewów religijnych, odśpiewywanych w świątyniach; przez Pedotrybę, który uczył gimnastyki, pływania, fechtowania i tańca. Naukę filozofii wykładali najpiérwsi mędrcy starożytności pod gołém niebem, w świętych gajach lub innych ogrodach, pośród pięknéj i bogatéj natury, któréj uroki wznosiły duszę i uszlachetniały umysł.
Ateńczykowie mieli trzy szkoły przeznaczone do wychowywania młodzieży: Wielkie Liceum, Gimnazyjum i Akademiją. We wszystkich tych zakładach mieściły się święte gaje, niezmierne gmachy i portyki otoczone czarującemi ogrodami. Platon udzielał swe nieśmiertelne lekcyje w akademii, przechadzając się w aleach pod cieniem drzew.
Już owa starożytna wielka Grecyja nie istnieje, ale ona wydała wielką ilość świętych mężów, których sława w historyi nigdy nie przebrzmi! Naśladujmy Greków w czém można co do wychowywania dzieci, kształćmy razem ciało i umysł, wzniecajmy w duszy szlachetne zamiłowanie do natury, owę najpewniejszą rękojmią szczerych pojęć religijnych i zdrowéj poezyi; żądajmy, aby nam dzieci malowały swe wrażenia ustnie, dobitnie i w jednym tylko języku; a niech dla zyskania mnogości języków nie tracą jasności wyobrażeń.
Tylko to się wie dobrze, co się dobrze opowiedziéć umie, powtarzam jeszcze raz jeden.
Nie wypuszczajmy z pamięci następującéj prawdy: „Nauka jest tylko o tyle korzystną, o ile jest przyjemną.“ Wstręt do nauki budzi już w najmłodszém sercu podstęp, kłamstwo, obłudę, i wkrótce uczyni dziecko zupełnie nieczułém na wszystkie przedstawienia i nagany ze strony rodziców i nauczycieli.
I tak się dzieje niestety! że się nie przyjmują duszy ucznia nauki dawane niechętnie, nieprzyjemnie, niepraktycznie, przez nauczycieli nie zagrzanych świętą miłością nauczania. I tak się dzieje, że młodzieńcy wychodzący ze szkół nie umieją jednym językiem chociaż miernie wysłowić się i wypisać, i że nic nie znają z historyi, z natury i ze świata wśród którego żyją. Ale co gorsza, tacy młodzieńcy nawet nie wierzą w skuteczność nauki!! ale co gorsza, że sceptycyzm już głęboko w ich duszy zaszczepiony, i że już zdobyli niektóre nałogi zagradzające im drogę do szlachetnego szczęścia. Żywiono ich słowami, cóż więc dziwnego, że prócz słów nic nie znają?
Wychowanie moralne czerpać się głównie powinno pod strzechą rodzinną; dobry przykład dany ze strony rodziców wzbudza w sercu dzieci uczucia szlachetne i wzniosłe. Ale czyż doświadczają tego szczęścia wszystkie dzieci? zwłaszcza dzieci pięknych matek i bogatych rodziców?
Takie dzieci wychowują sie u nas zwykle opodal od oka rodziców i pod okiem cudzoziemskich guwernerów i ochmistrzyń. Potém zaś chłopacy dostąpiwszy dziesiątego roku życia zawożeni bywają do jakiego zakładu naukowego i rozpoczyna się owo wychowanie w kilku językach, czysto pamięciowe, żadnych zdrowych wyobrażeń, żadnych szlachetnych uczuć nie wzniecające.
Tak było niegdyś z wychowaniem we wszystkich krajach, i dzisiaj tak jeszcze jest w niektórych. Ale badania zdrowe, praktyczne, zaczynają już zajmować miejsce mrzonek i chimer. Praca umysłowa dotychczas tak niewolniczo pamięciowa, nieprzyjemna i płonna staje się każdym dniem przyjemniejszą i powabniejszą.
Nauki praktyczne towarzyszyć zaczynają od niedawnego czasu naukom teoretycznym; wszystkie części wchodzące w skład umysłowy organizmu ludzkiégo rozwijać się zaczynają jedocześnie i harmonijnie: już się wykształcają ludzie z których można będzie złożyć towarzystwo mocne, mądre i moralne.
I wkrótce może wyznamy z wdzięczném sercem jednę prawdę: że zaraza zdrowéj doktryny i dobrego przykładu z takąż samą szerzy się szybkością, jak zaraza błędu, fałszu i nałogu.







DODATKI


DO TOMU PIÉRWSZEGO.







DODATEK PIÉRWSZY.





CHOLERA.


(Rzecz umieszczona w Dziennikach Warszawskich i Krakowskich podczas panowania epidemii cholerycznéj w roku 1855)




Błąkająca się od lat 25 po obszarze Europy cholera, znów do nas do Warszawy zawitała, i to po raz piąty od roku 1831. — Dzięki roztropnym rozporządzeniom Policyi Lekarskiéj, nie zastała nas tym razem zupełnie nieprzygotowanych, i dzięki innym jeszcze wpływom, odwodzącym umysł od smutnéj rzeczywistości, mniéj nas trwoży niż kiedykolwiek. — Opiekuńcze starania władzy, nie tylko usuwają z przed naszych oczu, smutne obrazy towarzyszące każdéj epidemii goszczącéj w ludném i ubogiém mieście, nie tylko zapobiegają szerzeniu się choroby, czuwaniem nad sprzedażą owoców niedojrzałych, zgniłych lub za szkodliwe uważanych, — ale nawet, hojném rozdawaniem zdrowych i gotowanych potraw, zabezpieczają codziennie mnóstwo ludzi od choroby, czepiającéj się z taką chciwością ubogiego, u nas od lat kilku źle żywionego ludu; — umieszczaniem zaś zapadłych w dobrze zawiadywanych szpitalach, większą ich połowę oddają życiu i zdrowiu.
Z wdzięczném powinniśmy uczuć sercem mądrość i skuteczność tych dobroczynnych usiłowań; nie wątpimy, że każdy obywatel wiejski z położenia swego moralnie odpowiedzialny za zdrowie i życie osób od niego zależnych, rad będzie uczcić ojcowską staranność władzy, o zdrowie nasze tak dbałéj, naśladowaniem ze swéj strony i wczesném wykonaniem rozporządzeń, do dobra ogółu dążących.
Wiele już pisano o cholerze przez krajowych i zagranicznych lekarzy, tak gorliwie, z takiém bohaterskiém poświęceniem badanéj, — a jeszcze nie udało się przyrody jéj poznać. — Jakąś tajemnicą nieprzeniknioną dla najwięcéj wyćwiczonego oka, otuliła się natura téj zaciętéj rodu ludzkiego nieprzyjaciółki, niegdyś tak straszliwéj, i dziś jeszcze pomimo niewątpliwego postępu sztuki lekarskiéj bardzo srogiéj. Tyle jednakże już z pewnością o téj klęsce wiemy, iż cholera do tego stopnia nie uderza ślepo i bezróżnicowo w ludzi, żeby jéj człowiek silnego ducha, rządzący się zdrowym rozumem uniknąć nie mógł. Owszem doświadczenia, zebrane w najrozmaitszych punktach globu przez sumiennych bystrych badaczy, przekonywają, że nadzwyczaj rzadko padają ofiarą cholery, ludzie odważnego serca, skromnie w swych gustach a roztropnie żyjący; zresztą, gdyby nawet byli słabego zdrowia fizycznego, i z przyczyn od powołania swego zależnych, nie mogli uniknąć ani zetknięcia się z cholerycznemi, ani owego mnóstwa niedogodności i niewygód, które w czasie trwania cholery zdolne są wyrodzić w organizmie słabym duchem ożywianym tę chorobę.
Świadomość ważności powołania, któremu się kto poświęca, — szczere, czynne zajęcie się niém, utrzymuje każdego podczas epidemii życiu grożącéj, w ciągłym stanie rzeźwości umysłowéj i ducha jego wywyższa nad poziom, na którym się kurczą trwożliwe dusze egoistów i hypokondryków, co sobą ciągle tylko zajęci, starannie każdy pojaw urojonéj choroby w sobie badają, i tak często padają ofiarami własnéj chorobliwie podbudzanéj wyobraźni.
Jest cóś dziwnie pocieszającego w téj właściwości nadanéj duchowi i rozumowi, tym pięknym przymiotom wynoszącym człowieka nie tylko nad zwierzę, ale i nad choroby organizmowi człowieka zwierzęcemu grożące, — jest coś w tém nadzwyczaj pocieszającego i w filozoficznym i w lekarskim względzie, bo nam wskazuje drogę na któréj raz niezawodnie dojdziemy do poznania prawdziwego ducha epidemii, zbyt często się powtarzającéj, ale zarazem podaje nam środki uniknienia klęski, któréj przyznać tu musiemy bez ogródki, najwięcéj są ofiarami ludzie małego ducha, wiodący życie niewstrzemięźliwe lub bezcelowe. Nie mówimy tu już o biednych, postawionych w niemożności rządzenia się rozumem, lub niemogących sobie wybierać najstosowniejszych środków do przedłużenia życia lub ustrzeżenia się od chorób. Ci rzadko z trwogi nękającéj bogatszego syna ziemi zapadają w chorobę, lecz częściéj padają ofiarą obojętności własnéj lub téż osób, które większym wyposażone zasobém, powinnyby nad niemi po ojcowsku czuwać.
Jeżeli tedy odwaga uznaną jest za żywioł utrzymujący siły żywotne, od wszystkich głębszych badaczy natury, — to zaiste trwoga poczytaną być winna, jako wpływ w tym samym stosunku szkodliwy.
I tak jest w istocie.
Trwoga, tak jak wszystkie smutne uczucia, tłumiąc życia objaw, niszczy żywotności siły i działa na organizm ujemnie, odbierając mu sprężystość, zniża jego tętna i wprawia w omdlałość, osłabienie i chorobę; a nawet wtenczas, gdy daleką jest od nas cholera, płodzi symptomata i cierpienia do cholerycznych nadzwyczaj podobne.
Czegóż dokazać nie może trwoga, gdy główna przyczyna jéj zjadliwych skutków zawieszona w atmosferze nad naszemi głowami?
Nie przemawialibyśmy tutaj tak długo i tak patetycznie o skutkach odwagi i trwogi, gdybyśmy nie mieli przekonania na tysiącznych dowodach opartego, że łatwiéj usunąć szkodzącą przyczynę, jak zniszczyć nieszczęsne jéj skutki; że łatwiej wznieść ducha w zdrowym człowieku, jak przywrócić siły choremu. A że nam, stałym zwolennikom duchowéj odwagi, i ciągłym świadkom złych skutków trwogi, siła ducha jako ocalający przymiot zawsze na myśli, to w tém nic dziwnego.
Odwaga tedy, rzeźwość umysłu, zdanie się czynne bohaterskie, na wolę Boga, który zsyłając nawet nieszczęścia na ludzi, ma zawsze dobro ludzkości na celu; — oto środek który najwięcéj zalecamy jako prezerwatywę przeciw grożącéj nam wszystkim epidemii.
Mówią, że odwaga nie każdemu synowi naszéj ziemi jest dana, — utrzymują, że na niéj wyrodziły się serca tak czułe, nerwy tak wrażliwe, iż za najsłabszym zatętnią wpływem, iż drżą za najbliższém wstrząśnieniem?!
W silnych postanowieniach, a takie wywoływać powinny zawsze katastrofy ludzkość trafiające, czy to moralne, czy fizyczne, — w silnych postanowieniach, hartuje się serce, stalują się zwątlone jednostajném roślinkowaniem nerwy, i to cudownym jakimś a tajemnym wpływem. Nie jeden człowiek oddawna brzemieniem sumienia gnieciony, dopiero wtenczas rzewnie Boga o pomoc błaga, gdy go ciężar do ziemi przyciśnie. Pogański filozof wyrzekł, że choroby są to dobroczynne córki natury, które człowieka do uznania sił Nieba zmuszają, — my chrześcijanie winniśmy rozprzestrzenić myśli téj polot i w tém piękném zdaniu uczcić przedświt wiary, dotychczas żadną nie zrównanéj doktryną.
Odwagę zalecamy, lecz nie namawiamy do użycia sztucznych środków ducha chwilowo podsycających, a potępiamy junactwo. Ciągła alkoholizacyja, w któréj się utrzymują trwożliwi ludzie napojami wódką, piwem lub winem, dla dodania sobie ducha, wyczerpuje siły żołądka, stępia nerwy, wysysa siły żywotne i czyni organizm niezdolnym do oddziaływania, wtedy gdy lekarskiemi środkami staramy się go przywrócić do równowagi. Ludzie do alkoholizacyi przyzwyczajeni, opierają się przez czas niejaki bardzo silnie, szkodliwym zdrowiu wpływom; lecz gdy raz zapadną, wówczas cudowi tylko winni przypisać swe ocalenie, jeśli wyzdrowieją.
Junactwo ma się do odwagi, jako małpa do człowieka; śmieszném i gorszącém jest w swym objawie, w skutkach zaś może jeszcze więcéj szkodliwe niż tchórzostwo, owe gniazdo junactwa.
Junaków również się lękać potrzeba jak tchórzów; ci ostatni wzniecają trwogę w słabych sercach, tamci zły dają przykład słabym głowom; a bezsilnych głów więcéj jeszcze na świecie jak serc niemężnych.
Innego jeszcze rodzaju ludzi więcéj się lękać potrzeba jak junaków i trwożliwych: temi są roznosiciele smutnych wieści. Tacy ludzie wyradzają się podczas katastrof całemi chmarami, tak jak wymoczki w zgniłéj wodzie. Po największéj części są to ludzie z położenia swego moralnego lub fizycznego, żadnym węzłem do towarzystwa nieprzyczepieni, albo złośliwi i facecyjoniści, żywiący swą duszę nieszczęściem bliźnich, albo egoiści nikogo niekochający, albo wreszcie ludzie wiodący życie bezcelowe, nie mający zatrudnienia i krążący bezustannie około kurzących się kominów, lub téż chciwych wrażeń i wieści plotkarek.
Podobnych istot więcéj strzedz się wypada jak zaziębienia, surowizn i mizeryi, bo się napotykają w naszym kraju bardzo często, i że się tak wyrazim żyją z klęsk, trafiających użytecznych i pracujących ludzi.
Wypada także baczne, przenikające zwracać oczy, na to co się dzieje w powietrzu nas otaczającém, i w żołądku który my resztą organizmu otaczamy, ale nie myśleć o tém ciągle, bezprzestannie, nie dać się opanować całkiem owym drobnostkowym staraniom, robiącym z wielkiéj liczby ludzi, istotne automaty poruszające się na każdy wpływ myśli trwożliwéj, na każde egoistyczne natchnienie.
Przecież człowiek żeby się tylko instynktem zwykł był rządzić, i tego instynktu siły nie był zdolny ocenić, mniéj więcéj wiedziéć powinien, co mu w chwili szkodzi, a co pomaga. Niech unika tego w zupełności co mu szkodzi, a niech używa tego miernie co mu pomaga, a nigdy na cholerę nie zapadnie, jeśli przytém na dobę poświęci godzin kilka na czynną pracę, godzin tyleż na odżywienie się, na zabawę, przechadzkę i wypoczęcie, a resztę na sen pokrzepiający.
Nadzwyczajnie jest mało rzeczy bezwzględnie szkodliwych w czasie cholery, a te przecież sprowadzić mogą najczęściéj chorobę podobną do niéj nawet wtenczas, kiedy cholera nie grassuje.
Jednakże wyliczymy tutaj wpływy, które wchodząc bez natychmiastowéj szkody w każdéj innéj porze, w obecnéj stać się mogą bardzo niebezpiecznemi. Temi są:
1. Pod atmosferycznym względem:
Chłody wieczorne i nocne, przeciągi, gorąco, wilgoć, powietrze gęste, zgniłe, wyziewy wszelkiego rodzaju roślinne, zwierzęce i metaliczne; zapachy nawet mocne, powietrze atmosferyczne zgęszczające, rozrzedzające lub rozkładające.
2. W dyjetetycznem względzie:
a) Roślinne: kapusty, kalafijory, galarepy, brukiew, kartofle młode, rzepa, jeśli wzdymania sprawiać zwykły. Surowizny, jak wszelkiego rodzaju sałaty, gruszki, jabłka, wiśnie, agrest, maliny, czarne jagody, częstokroć sprowadziły cholerę; ogórków zaś użycie prawie zawsze wyradza tę chorobę, jak liczne przekonały doświadczenia.
b) Zwierzęce: marynaty, zwłaszcza z ryb, odznaczają się szkodliwością. I świeże ryby z nadzwyczajną należy używać ostrożnością, tudzież baraniny, wieprzowiny, kaczki i gęsi. Nieprzyzwyczajonemu i nabiału nie zaleca się, zwłaszcza skrzepłego. Wiele osób dostaje mdłości i kurczów od saméj śmietanki dodanéj do kawy lub herbaty.
c) Mineralne: Soli przeczyszczających, do których użytku wielu nawykło hemoroidaryjuszów, hipokondryków i namiętnych gastronomów, strzedz się wypada. W ogóle nie jest to czas na przeczyszczanie się, i bez rady lekarza nikt nie powinien brać purgacyi.
Zwracać największą uwagę na biegunkę, czyby powstała w skutek przeziębienia się, czy w skutek niestrawności, przelęknienia, wzruszenia, nawet ząbkowania u dzieci, lub z innych niewiadomych przyczyn. Użycie ipekakuany najlepszym jest wówczas środkiem, a i ta, jeśli tylko można, bez porady lekarza dawaną być nie powinna.
Wodę dobrą świeżą, można używać byleby ciało nie było spocone lub płuca zmęczone. Lepiéj jednakże do niej dodawać wina czerwonego, herbaty lub téż po prostu do garca wody świeżéj kwaterkę wywaru z łyżki stołowéj tysiącznika. Obywatele wiejscy winni przestrzegać żniwiarzy, ażeby innéj wody nie pijali, wybornie ona gasi pragnienie i wzmacnia żołądek.
Do zachowania zdrowia przyczynia się: odwaga, dobry humor, czyste powietrze, mierna czynność, używanie w stosownym czasie, ale nigdy późno w wieczór, potraw zwykłych a nie wymienionych wyżéj jako szkodliwe. Komputy dozwolone, tudzież dobre piwo, dwa razy na dzień najwięcéj, wódka, wina także najlepiéj czerwone, ale dobre, nie fałszowane. W winie sprzedawaném nadto tanio (po 3 złp. butelka) wina czystego być nie może jak kwaterka najwięcéj, reszta jest kompozycyją zawierającą bardzo często szkodliwe substancyje.
Ludzie ciągle a wolno pocący się, od cholery oszczędzeni bywają, lecz gdy poty w skutek zaziębienia się znikną, wówczas ona najczęściéj wybucha. Wybornym środkiem ostrożności są nacierania skóry flanelą dwa razy na dzień powtarzane. Środka specyficznego zabezpieczającego od cholery, jak szczepienie od ospy, — lub leczącego z taką pewnością jak china febrę, nie posiada jeszcze medycyna, — i wszelkie prezerwatywy w najrozmaitszych kształtach i kompozycyjach więcéj robią złego niż dobrego; lecz to jest pewnością, że dostateczny ruch i zdrowy rozum dotychczas wielu ludzi uchronił od zarazy w pośród najkrytyczniejszych okoliczności. Są tacy, którzy dziesięć razy téj epidemii byli świadkami, a przypomniéć sobie nie mogą, żeby jéj ofiarą padł jeden człowiek czuwać nad sobą umiejący, chociażby w najczęstszych z cholerykami bywał stycznościach. Przeciwnie zaś trwożliwi ludzie pożyczane tylko mają życie, i ile są podczas zdrowia egoistami, tyle podczas choroby, stają sie klęską dla siebie i dla innych. Takim ludziom powtarzać należy, że to co mądrego, dobrego i odważnego z pośród niebezpieczeństwa ocaliło, to i ich ocalić zdoła, byleby ciągle nie myśleli o sobie, byleby odwracali oczy od grożącego im widma, praktykowaniem nieznanéj im litości względem innych, światu potrzebniejszych, a w ubóstwie pędzących biedne, kłopotliwe życie. Bóg tym chętnie udziela odwagę i wiarę, którzy się dla bliźnich poświęcają. Tę gdy uznamy prawdę i silném pojęciem w siebie wcielić zdołamy, pogodniejszym umysłem patrzéć zaczniemy na stan obecny i przyznamy: „że Bóg zsyłając nawet nieszczęścia na ludzi, ma zawsze dobro ludzkości na oku.“



A jednak najodważniejszemu serce krzepnie, na widok tych długich szeregów trumien, które zawierają ojców rodziny, potrzebnych dzieciom, lub młode matki, co sobie przed kilkoma tygodniami okupiły rozkosze macierzyństwa dotkliwemi bólami [14]. Ileż tu młodości, siły i zdrowia, ileż tu żywiołów przyszłości składanych codziennie w przedwczesnym grobie? i czy istotnie nie ma w sztuce lekarskiéj żadnéj pomocy, żadnego ratunku przeciw okrutnéj chorobie, czepiającej się tak chciwie ludzi młodych, silnych i życia pełnych?
Oto ważne pytanie, które nam się niezawodnie często nasuwa; a ja odpowiadam na to ważne pytanie nieubłaganą odpowiedzią: Nie jeden z tych ojców pracujących na utrzymanie ubogiéj rodziny, nie jedna z tych młodych matek, ozdób najlepszego towarzystwa, mogliby być uratowanemi, gdyby ubogi był doświadczył staranniéjszéj pomocy, a bogaty był leczonym przez mniejszą liczbę lekarzy. I tak jest w istocie. Trudno sobie zrobić wyobrażenie o ubóstwie rodzin i domów, żyjących u nas z pracy rąk swoich; w takich domach, nie tylko nie znajdziesz ani świecy, ani papieru, pióra i atramentu do przepisania lekarstwa, ale nawet najczęściéj nie znajdziesz i rzeczy niezbędnie do życia potrzebnych: jakich takich gospodarskich sprzętów, jakiéj takiéj bielizny. Ojciec rodziny, otoczony żoną i dziećmi niechętnie idzie do szpitala, gdzie przy najlepszych staraniach i chęciach, ze strony lekarzy i administracyi, zawsze tylko rutynowo traktują się chorzy, i gdzie z powodu braku trzeźwych infirmierów, wszystko się źle wykonywa, gdy tylko zwierzchnik oko swoje odwróci od podwładnych. Więc taki ojciec rodziny chce być leczonym w mieszkaniu swojém, gdy go napadnie choroba, w mieszkaniu częstokroć na czwartém piętrze położeném, do którego piąć się trzeba po najgorszych i najciemniejszych schodach, wystawiając się na złamanie karku. Szyby wybite, piec dymiący, łóżko grożące zapadnięciem się, żadnych naczyń na pomieszczenie odchodów, a za nic w świecie ani wanny do dania kąpieli w wielu razach tak nadzwyczaj skutecznych, żadnych prześcieradeł i koców niezbędnie potrzebnych do wzbudzenia potów, tak pożądanych w téj chorobie, któréj uleczenie zawisło od oddziałania ogólnych sił organizmu na zewnątrz.
U nas żaden lekarz nie odmówi najuboższemu w dzień i w nocy swéj pomocy, u nas lekarz z narażeniem własnego zdrowia, własnego życia umié pełnić trudne obowiązki swego powołania, ale na cóż się przydadzą lekarstwa udzielane za darmo ludziom, którzy najpierwszych wygód życia nigdy nie doświadczają i odbywają okrutną, natychmiastowéj silnéj pomocy potrzebującą chorobę, w powietrzu przesiąkłém wilgocią i najobrzydliwszemi wyziewami? i tak się dzieje, że nie jeden ojciec, wielkiém wysileniem rodzinę swoję przy życiu utrzymujący, a na liście ubogich niepomieszczony, ginie marnie ofiarą własnego wstrętu do szpitala, ofiarą niewygód własnego domu.
Tym czasem gdy nas napadnie straszna epidemija, liczba chorych ciągle wzrasta, a z nią przestrach publiczny i zatrudnienie lekarzy. Nie jeden przez publiczność niepoznany, nieuznany, nieoceniony lekarz, wchodzi dopiero w czasie publicznéj trwogi we wzięcie, ale i tych liczba nie wystarcza: w przerażającym postępie wzmaga się choroba i dochodzi do tego punktu rozpaczy, że wszyscy wszystkich leczą.
Do bogatszych, gdy na cholerę zapadną, nie jednego wołają lekarza, lecz pięciu i sześciu. Schodzą się różnorodne żywioły przekonania, rozumu i serca, lecz nie razem, tylko jeden po drugim; żaden długo pozostać nie może przy chorym, bo chwile są drogie, i wielu innych pacyjentów czeka na tegoż samego lekarza; ale każdy coś zapisuje. Następny lekarz nadchodzi i nie czeka skutków pierwszego lekarstwa, tylko zaleca inne; trzeci, czwarty i piąty nie inaczéj działają, nareszcie z przyczyny téj niestałości w przeprowadzaniu jednéj metody, z przyczyny braku zaufania w jednym lekarzu, konsumcya pomocy lekarskiéj zwiększa się z każdym dniem, śmiertelność także, a nauka nic na tém nie zyskuje, bowiem o sumiennym spisaniu całego biegu choroby, o sekcyjach pośmiertnych w takiém bezprzestannem zatrudnieniu, ani myśléć można.
Do jednéj z młodych mężatek któréj stratę długo opłakiwać będzie wiele osób i pozostałe sieroty, przywołano w przeciągu czterech godzin kolejno sześciu lekarzy: zwolennika Rademachera, zwolennika Mandta, Alopatę, Hydropatę, Homeopatę i Empiryka. Pacyjentka umarła; nauka na tém nic a nic niezyskała, a lekarze pozostali przy swém przekonaniu, i w razie podobnym zupełnie tak samo działać będą; nikomu nawet na myśl nie przyjdzie pochwalić lekarza poprzedniego i nakłaniać do wytrwania w jego kuracyi, bo każdy chce miéć własne swoje zdanie i wstydziłby się nie objawić tego.
W drugim miesiącu po wybuchnięciu cholery możniejsi mieszkańcy zwykle opuszczają Warszawę, jadąc do wód lub na wieś. Natychmiast téż wzięci lekarze znużeni bezprzestanném poświęcaniem się dla bogatych, wyjeżdżają z Warszawy aby wytchnąć z poniesionych trudów w Ciechocinku, Busku, Solcu i Druskiennikach, albo téż gdzie na wsi, gdzie cholera jeszcze nie zaszła. Wtenczas całą pracę zostawiają zdrowszym kolegom, to jest takim co są przyzwyczajeni do drapania się na schody i do przestawania z ubogiemi ludźmi. Dopiero po odejściu cholery, po powrocie bogatych, wziętsi lekarze, to jest książęta medycyny, powracają do Warszawy.
Czy tak pozostać powinno? czy nie ma sposobu wyszukiwania i wspierania podczas cholery, ubogich wstydzących się żebrać, jałmużnami, które dobroczynność zbiera dla niewstydzących się żebrać? Czy nie ma sposobu pojednania synów Eskulapa pod jeden wspólny sztandar, aby się spotykali gdzieś na neutralnym gruncie i przez to krzewili pomiędzy sobą uczucia koleżeństwa, których błogi wpływ spadałby rosą niebieską na cierpiącą ludzkość? Oto pytania nadzwyczaj ważne a łatwe do rozwiązania pomiędzy ludźmi dobréj chęci i szczeréj wiary w skuteczność szlachetnéj nauki lekarskiéj.



Czy cholera jest zaraźliwą? czy nie jest zaraźliwą? tak się do dziś dnia pytają siebie, innych i książek, nie jedni sumienni ludzie sztuki, pozostający ciągle z cholerycznemi, gdy się ta choroba u nas zjawi. Jedni utrzymują, że atmosfera około choleryka jest zatrutą, i że przy niesprzyjających człowiekowi okolicznościach łatwo go zarazić może. Na dowód tego przytaczają owe częste wypadki w jednéj izbie, w jedném mieszkaniu i w jednym domu [15], a nawet na jednéj ulicy zdarzające się, kiedy inne izby, mieszkania, domy i ulice są wolne od cholery. Istotnie zdaje się, że gdy cholera tylko za pośrednictwem powietrza się udziela, toby odrazu całe miasto od niéj dotkniętém zostało ztąd wniosek, że ponieważ postępuje z jednego końca do drugiego, więc oczywiście coś lub ktoś ją przenosi. Niektórzy lekarze uważali nawet za konieczne aby w każdém mieście, urządzony był dom choleryczny, jeden lub więcéj, do którego mianowicie pierwsi choleryczni, bez względu na stosunek społeczny chorego mają być przeniesieni i tam leczeni, a po przebyciu tam przynajmniéj dni czternastu, oraz po troskliwéj desinfektacyi całéj odzieży do chorych należącéj, jako zdrowi wypuszczeni zostali. Do takiego domu, wstęp ma być wzbroniony najbliższym krewnym, bo krewni doglądający cholerycznych, najczęściéj sami na cholerę zachorowali [16].
Słowem są u nas lekarze którzy zalecają przeciw cholerze niezaraźliwéj kwarantannę i to tak uciążliwą, że podczas niéj dostawa żywności i towarów niezbędnie do życia potrzebnych nie mogłaby się odbyć bez nader wielkich trudności, handel zaś, przemysł i wszelkie sposoby zarobkowania, musiałyby przez ten czas ustać.
U nas zalecają przeciw niezaraźliwej chorobie, te same obostrzające środki, któré w téj chwili w innych krajach znoszą jako za nadto wiele kosztujące, uciążliwe i bezużyteczne przeciw chorobom istotnie zaraźliwym. Nie mamy jeszcze kwarantanny, urzędników kwarantanny i budżetu na kwarantannę, więc wartoby miéć to wszystko, sądzi nie jeden i zaleca kwarantannę jako arcy zbawienną.
Dzięki Bogu! cholera nie jest bynajmniéj chorobą zaraźliwą i niczém niepodobną do chorób epidemicznych, wyradzających substancyje, które przeszedłszy w organizm zdrowego człowieka, zaszczepiają w nim tęż samą chorobę. Cholera jest epidemiczną ale nie zaraźliwą i ktokolwiek żył w kraju w którym panowała dżuma, żółta febra i tyfus zaraźliwy, ten bardzo łatwo pojmie różnicę odgraniczającą choroby epidemiczne zaraźliwe od chorób epidemicznych niezaraźliwych. W epidemijach zaraźliwych giną przedewszystkiém księża, lekarze, cyrulicy, infirmiery, grabarze i inne osoby bezpośrednio pozostające w stycznościach z choremi lub z trupami, i to pomimo wszystkich środków zaradczych, pomimo obmywań, kadzeń, przewietrzań.
W cholerze nie giną księża pozostający często przez długi czas w bezpośredniéj styczności z choremi, nie giną lekarze, cyrulicy, infirmierzy, grabarze i inni ludzie zatrudnieni; lecz umierają najczęściéj ludzie niezatrudnieni, lękający sie styczności z choremi, unikający ich jak zapowietrzonych, nękający się wyobrażeniami z trwogi wynikłemi i niechcący sprawdzić własnemi oczyma rzeczywistości nie tak okropnéj, jak się przedstawia ludziom wszelkie niebezpieczeństwo zdaleka widziane, zdaleka usłyszane.
W cholerze giną tylko ludzie bardzo nieostrożnie prowadzący się, albo ludzie małego ducha których serce nie wystarcza na długie życie.
Cholera objawiać się może tu i owdzie jako choroba sporadyczna, bo sie wszczepiła jak poprzednio wiele innych chorób w usposobienia konstytucyjne miejscowości lub osób do chorób żołądka lub trzewiów skłonnych; z téj przyczyny cholera wybuchnąć może w jakiéj ulicy, w jakimś domu, w jakiemś mieszkaniu, i osłabiwszy trwogą lub zmęczeniem osoby nieopodal mieszkające, w styczności z cholerykami pozostające, może wzniecić tenże sam obraz, w jaki się nie raz udzielają inne czysto nerwowe choroby, naprzykład różne konwulsyje, astmy, epilepsyja, mianowicie taniec świętego Wita [17]. Wiedziéć bowiem potrzeba, że cholera morbus, azjatycka czy sporadyczna, jest istotnie chorobą nerwowego charakteru, siedlisko mającą w ganglionach brzusznych, to jest w nerwach od naszéj woli niezależnych, a nadzwyczaj czułych na wszystkie wrażenia. Słaba dusza bardzo łatwo zapatrzeniem się na choleryka, dostać może cholery, ale właściwego miazmatu, prawdziwego contagium, istotnéj zarazy cholera nie wyradza; nie można jéj zaszczepić zdrowemu człowiekowi żadną substancyją, ani krwią, ani womitami, ani odchodami stolcowemi wziętemi z choleryka. Kilku członków Kommissyi lekarzy francuzkich wysłanych w roku 1831 przez Rząd Francuzki do Polski, na zbadanie cholery, sprawdzało na sobie z największém wyrzeczeniem się i poświęceniem dla sztuki lekarskiéj tego nadzwyczaj śmiałego i obrzydliwego sposobu przekonania się o zaraźliwości cholery; w liczbie tych dzielnych synów Eskulapa byli i tacy, którzy z cholerykami, jeszcze choremi lub już umarłemi w jedném łóżku spali, a żaden z tych Francuzów nie zapadł na cholerę, ani na żadną inną chorobę, i po kilkomiesięcznym pobycie w kraju naszym, wszyscy wrócili zdrowi do Francyi.
Otóż zdaje się wówczas kwestyja zaraźliwości cholery została rozstrzygniętą raz na zawsze; od tego czasu tysiąc innych najoczywistszych dowodów potwierdziło zdanie Kommissyi francuzkiéj tu u nas w Warszawie na miejscu przed 25 laty powzięte; z niemałém tedy przekonywamy się zadziwieniem, że są u nas lekarze wierzący w zaraźliwość cholery, i zalecający kwarantanny, jako środek jéj zapobiegający. Kwarantanny utrudzające środki kommunikacyi i zarobku jeszczeby cholerę przytrzymały w kraju naszym i zapewniły jéj stały przytułek; ze wszystkich bowiem okoliczności zwabiających tę straszliwą chorobę, nędza jest najwięcéj przyciągającą.







DODATEK DRUGI.





O KLIMACIE W OGÓLNOŚCI.




Nazywamy klimatem poczet stosunków atmosferycznych i ziemskich, które w danéj części globu działają na wszystkie zwierzęta w ogólności, a w szczególności na człowieka.
Owe stosunki atmosferyczne i ziemskie nie są wcale jednakowe i nie działają jednakowo w każdéj części świata; istoty zaś żyjące nie mogą się utrzymać w regularném pełnieniu funkcyj swoich jak pod warunkiem pozostawania bezprzestannego w równowadze wzajemnych działań i oddziaływań z otaczającém medium. Z tego wynika koniecznie, że nastrój zwyczajny funkcyj człowieka zmienia się i mniéj więcé psuje, gdy ludzie raptownie z jednego klimatu do drugiego przechodzą, i że z téj przyczyny ich życie lub przynajmniéj ich zdrowie jest zagrożoném, jeżeli się do nowego klimatu przyzwyczaić nie zdołają.
Wielu Polaków ginie ofiarami téj niemożności aklimatyzowania się w krajach bardzo ciepłych, a częściéj jeszcze w krajach bardzo zimnych; wielu Polaków szuka uzdrowienia, a przynajmniéj ulgi dla cierpień w krajach obcych, [18] dla tego téż sądzimy że nauka o klimacie, poznanie głównych warunków klimatycznych, nie może być rzeczą obojętną dla osób chciwych wiedzy i chcących czuwać nad zdrowiem swojém.
Kwestyja klimatu rozpada się na cztery podrzędne pytania:
1. Jakie są główne stosunki zachodzące pomiędzy organicznemi istotami i otaczającą atmosferą?
2. Jakie są klimaty i ich różnice?
3. Jaki jest wpływ różnych klimatów na rodzaj ludzki?
4. Jakie są prawidła hygieniczne stosujące się do każdego klimatu?

Główne stosunki zachodzące pomiędzy organicznemi istotami i otaczającą atmosferą.


Roślina aby dopięła doskonałego rozwoju, potrzebuje do życia pewnych żywiołów, pewnéj temperatury, miary światła i elektryczności. Rośliny więdnieją i schną gdy im zbywa na wodzie i na kwasie węglowym, na cieple i na świetle. Elektryczność nawet wywiera wpływ widoczny na rośliny; pewne kwiaty zwijają swe pięknobarwne korony za nadejściem nocy, inne tylko wieczorem woń wydają, jeszcze inne otwierają się w pewnych porach dnia z blaskiem elektrycznym. Wszystkie rośliny podlegają niezmiennie pewnym klimatowym warunkom, każda z nich ma swoję ojczyznę w któréj najłatwiéj i najpiękniéj wyrasta. Strefa równikowa obfituje w jawnopłciowe rośliny; drzewa w niéj rosnące są wysokie i mocne, z wielkiemi liściami i soczystym owocem. W strefach umiarkowanych już się nie napotyka owa bujność życia roślinnego, ale największa część znanych nam roślin, może w nich żyć, rosnąć i owoce wydawać. W strefach biegunowych liczba roślin, daleko więcéj jest ograniczoną, a największa ich część należy do rzędu skryto i bez-płciowych. Podczas nieznośnych zim téj sfery, ziemia jest zasłana śniegiem. Podczas lata które jawi się i znika raptownie, skupienie działalności słonecznéj i ciągłość dni do tego stopnia przyspieszają roślinkowanie, że sześćdziesiąt do ośmdziesięciu godzin wystarcza na zawiązanie się pączka i na rozwinięcie się kwiatu.
Podobnie rozmaite części téj saméj strefy przedstawiają pomiędzy sobą, względnie do większego lub mniejszego wywyższenia poziomu, téż same zjawiska termometryczne które spostrzegamy w osobnych strefach. Dla tego téż wysokie góry stref południowych, zaludnione są roślinami, zwykle tylko w południowych krajach[19] spotykanemi [20].
Tenże sam stosunek wzajemności i zależności zachodzi pomiędzy zwierzęciem a krajem, w którym mu najłatwiéj żyć i mnożyć się. Jeżeli zważymy wpływ wywarty przez klimat na zwierzęta, widać że i one są rozdzielone na różnych częściach globu według właściwéj organizacyi swojéj. Każda strefa globu naszego ma swoje właściwe zwierzęta, mianowicie się to wykazuje w różnorodności zwierząt ssących; a jednakże jakaż ogromna różnica pomiędzy zwierzętami czworonożnemi zamieszkującemi strefę biegunową, zimną, umiarkowaną, zwrotnikową i równikową; taka różnica jak pomiędzy niedźwiedziem białym, reniferem, łosiem, zającem, małpą i armandyllem.
Człowiek w swoich stosunkach z zewnętrznym światem, może być porównanym do roślin i do zwierząt, ale tylko do pewnego punktu; nie trzeba bowiem zapominać, że człowiek dzięki swéj wyższéj organizacyi, posiada siłę wyjątkową, jemu tylko właściwą, jemu należącą się: siłę woli kierowaną przez rozum, i która jeżeli jest dobrze użytą, rozpościera panowanie swoje nad niezliczoném mnóstwem wpływów zewnętrznych, którym niewolniczo ulegać muszą inne istoty pozbawione téj Boskiéj cząstki istności naszéj. Jakakolwiek jest przyroda téj władzy wyższéj, jakikolwiek jéj początek, niech o to fizyjologowie sprzeczają się z metafizykami, ale to jest pewném, że ta świetna, nad wszystkie inne istoty nieskończenie nas wywyższająca władza, istnieje, — i że nam udziela charakter wyjątkowy i jakąś cudowną sprężystość.
Warto zatém znać ową siłę wyższą, warto ją zgłębić jeśli nie w przyczynach swoich, to przynajmniéj w skutkach; warto wiedziéć dla czego człowiek jest istotą nieskończenie wyższą od wszystkich na téj ziemi istniejących istot; dla czego się lepiéj opiera klimatowi jak najmocniejsze zwierzę.
Tam gdzie ta siła moralna jeszcze się nie rozwinęła, tam gdzie ta siła przyduszoną jest chorobami lub niedołęstwem, tam gdzie ta siła niedostatecznym rozwojem wzbiła się nad poziom zwierzęcości lub przedarła do samowiedzy, tam człowiek więcéj jeszcze podlega wszystkim wpływom zewnętrznym klimatu i przypadkowości, władających najsłabszém zwierzęciem, a nawet rośliną.
W łonie macierzyńskiém człowiek podlega nie tylko skutkom przypadkowości fizycznych trafiających matkę, ale nawet skutkom chorobliwego stanu jéj wyobraźni, skutkom przewidzeń i zapatrzeń objawiających się nie raz w uderzający sposób w nowonarodzoném dziecku, przekształceniami i potwórnością kształtów. Od podobnych przypadłości rośliny i zwierzęta, przynajmniéj dzikie, zupełnie są wolne.
Rodzi się człowiek; bez pomocy doświadczenia i sztuki nie może być odłączony od tego co go przytrzymuje do żywota matki; rodzi się nago i własnym instynktem nawet nie znajdzie krynicy życia, pokarmu, które każde inne zwierzę instynktem wiedzione z jak największą łatwością u matki wyszuka. Późniéj dziecko biegać zaczyna, ale sierść chroniąca zwierzę od zimna, deszczu i wiatrów, nie wyrasta mu na ciele. Tylko w ciepłym klimacie równikowym dziecko obejść się może bez sukni; i u nas u biednego rolnika obejść się bez niéj musi, bo to co mu zostaje za jego pracę, nie wystarcza na sprawienie dzieciom koszuli!!! To téż ginie owych dzieci mnóstwo na krup i na inne choroby! Sierść na ciele, gdzie zdaje się byłaby potrzebną nie wyrasta człowiekowi, ale za to wyrasta mu porost na twarzy, zasłaniający jego szlachetne rysy, utrudniający nietylko ochędożność, ale nawet wyrobienie sobie fizyjonomii, tego zwierciadła duszy. Człowiek urodzony nago, musi zastępować brak sierści ubiorem chroniącym go od srogości klimatu i uwydatniającym piękność jego postaci; człowiek któremu las włosów chce zarastać oblicze, musi się uciekać do nożyczek i brzytwy, aby powstrzymać bujność niewygodnéj roślinności; słowem człowiek walczyć musi bezprzestannie rozumem i sztuką z wpływami szkodzącemi i niewygodnemi mu;—człowiek musi poskramiać siłą woli swojéj własne namiętności, jeśli chce żyć szczęśliwie i długo.
Tego wszystkiego zwierzę nie potrzebuje, ale téż za to nie żyje tak długo jak człowiek, i przeniesione do innego klimatu marnieje i ginie.









O KLIMATACH I ICH RÓŻNICACH.





Hippokrates, największy Hygienista wszystkich czasów, gdy pisał swój nieśmiertelny traktat o „Powietrzach, wodach i okolicach,” położył zarazem węgielny kamień do klimatologii, któréj nasze nowozdobyte znajomości rozprzestrzeniły granice tym tylko sposobem, że wyjaśniły przyczynę zjawisk przez Ojca Medycyny już bardzo dobrze zauważanych. Rozkładając powietrza, wody i okolice, zdołano znaleść zasadę wszystkich zewnętrznych działań, mogących wpłynąć na ciało ludzkie korzystnie i niekorzystnie. Cieplik, elektryczność, światło, rozmaite kombinacyje powietrzne, oto są główniejsze siły fizyczne wpływające na organizm człowieka, a których zbiór tworzy to co nazywamy klimatem.


I. O CIEPLIKU.


WPŁYW PODWYŻSZONÉJ TEMPERATURY CZYLI GORĄCA.


Pierwszém tu się nastręczającém pytaniem jest: czy temperatura wywiera wpływ na wzrost człowieka.
Mieszkańcy Laponii i Grenlandyi są bardzo małego wzrostu, wynoszącego średnio 4 stopy 9 cali; ale Rossyjanie, Finlandczycy są wzrostu dobrego. Z drugiéj znowu strony, mieszkańcy południowéj Francyi są w ogólności niscy, Hiszpanie zaś wysocy. Jednakże to jest udowodnioném, że i zbytnie zimno, i zbytnie gorąco, wpływają na zmniejszenie wzrostu.
Przypuszczano, że kolor skóry zależy od temperatury atmosferycznéj; że skóra tém jest czarniejszą, im temperatura jest żywszą; i na téj zasadzie, dodawano, murzyni Senegalu i Gwinei są czarniejszemi od mieszkańców Mongolii i Arabii.
Temperament nerwowy głównie w gorących krajach panuje.
Temperatura atmosferyczna wywiera wpływ na płeć; daleko więcéj dziewcząt rodzi się w krajach gorących, i to uważać należy za jeden z powodów wielożeństwa.
Podwyższenie temperatury atmosferycznéj wywiera wpływ oczywisty na śmiertelność. W gorącu życie zawięzuje się, dojrzewa i więdnieje z smutną szybkością. Pomijając o ile można, inne działacze, które gorącemu klimatowi towarzyszyć mogą, jak naprzykład wilgoć, wyziewy bagniste, widziemy że w Indyjach śmiertelność stanowi 1 na 20; w stronach południowych Francyi 1 na 30, na północy zaś Europy 1 na 44, 48, a nawet 50.
Wpływ gorąca na śmiertelność również się objawia, jeżeli uważać je będziemy w różnych porach roku.
Średnia długość życia znajduje się w ścisłym stosunku z śmiertelnością; ciekawém jest jednak badanie wpływu ciepła na długoletniość osób, które przeżyły ogólne granice prawa. I tak tysiące przykładów stwierdza, że stuletni staruszkowie bardzo często trafiają się na północy, tymczasem ledwie kilku natrafia się na południu [21].
Zdaniem ogólném, dojrzałość i pojawienie się pierwszego czyszczenia daleko są wcześniejsze w krajach gorących. Dojrzałość rozwijana promieniami gorącemi równikowego słońca, uprzedza rozsądek i dziewczyna jest matką w jedénastym a nawet w dziewiątym roku.
Ogólnie powiedziéć można, że wpływ gorąca jest zmienny stosownie do stopnia temperatury. Ciepło umiarkowane od 11,5° do 25° jest czynnikiem pobudzającym, temperatura pomiędzy 25° a 40° jest czynnikiem osłabiającym; gorąco pomiędzy 40° a ostatnią granicą, którą przez 100 oznaczyć można, jest czynnikiem gwałtownym i silnie niszczącym. Ciągle prawie potrójne to działanie na względzie miéć będziemy.
Trawienie. Czynności trawienia znacznie słabną pod wpływem gorąca; pochodzi to od zbyt podwyższonego parowania skórnego, od przypływu krwi do zewnętrznéj granicy ciała, od picia wielkiéj ilości chłodzących napojów, jedzenia wodnistych owoców; chęć do jadła jest mała, a czasami nawet ma miejsce zupełny wstręt do jedzenia. Beduini na 24 godzin przyjmują tylko ¼ funta pokarmu; mięso w ogólności odpychane jest ze wstrętem i zastępowane roślinami, owocami, jedném słowem materyjami pożywnemi, zawierającemi mniéj węgla i lepiéj odpowiadającemi potrzebie organicznego gorenia, które jak wiemy tém jest słabsze, im temperatura jest wyższa. Korzenie, przyprawy podbudzające, materyje wonne są poszukiwane, i nawet do pewnego stopnia konieczne dla podbudzenia żołądka i czynności trawienia, które pomimo téj osobnéj dyety, często bywa trudném, uciążliwém i bolesném [22].
Pragnienie jest żywe, ciągłe i wymaga raz napojów zimnych, orzeźwiających, kwaskowatych, to znowu gorących, wonnych płynów, wyskokowych likworów, wódki, rumu, i t. p. stosownie do tego, jak organizm jest mniéj lub więcéj osłabionym.
Czynności kiszek są w ogólności leniwe, zatwardzenie jest częste, uporczywe i pochodzi od sposobu żywienia się, od zmniejszania wydzielań kiszkowych, od podwyższonéj nad miarę czynności skóry i od zmiany w wydzielaniu żółci, które jest pospolicie zwiększone, ale często zmniejszone także, w skutek pewnych zmian chorobliwych w wątrobie, o których niżéj powiemy.
Oddychanie jest przyspieszone w skutek rozrzedzenia powietrza i podbudzenia układu nerwowego, a jednakowoż gorenie tém jest słabsze, ilość spalonego węgla w danym czasie tém jest mniejsza, im temperatura jest wyższą.


KRWIOBIEG SILNIE JEST POBUDZANY PRZEZ GORĄCO.


Zwrócimy jeszcze uwagę na różnice zależące od sposobu zastosowania cieplika, bardzo bowiem są one ważne w praktyce. I tak pobyt od 30 do 40 minut w łaźni stopniowo ogrzewanéj od 60° do 65° podnosi tętno do 131 lub 150 uderzeń; jeżeli zaś głowa wystawiona jest na chłodne i świeże powietrze, wtedy ciało może być przez wiele godzin poddane powyższéj temperaturze, a uderzenia tętna nie przechodzą 80 do 90 razy na minutę. W pierwszym razie, gwałtowne uderzenie serca i tętnic głowy, krwi nabieg mózgowy, zniewalają przerwać ogrzanie, inaczéj bowiem smutne następstwa miéćby miejsce mogły. W drugim razie, nic podobnego się nie objawia i pozostawanie w gorącu może trwać tak długo jak się podoba.

WYDZIELENIA.


Wydzielenie żółci, materyi tłuszczowéj jest zwiększone, toż samo ma miejsce z wydzieleniem mléka, i mamki murzynki mają się odznaczać obfitością pokarmu. Przeciwnie, wydzielenie śliny i moczu znacznie się zmniejsza, usta są suche, mocz nieczęsty, mętny i gęsty, zwykle mający w sobie kwas moczowy, moczany wapna, sody i t. p.

PRZEZIEW SKÓRNY I PŁUCNY.


Można uważać jako rzecz dowiedzioną, że w temperaturze między 0 a 20° ubytek na wadze ciała pochodzi z parowania na skórze; między 20 a 26° przyłącza się jeszcze pocenie. W wyższéj temperaturze pocenie powiększa się, a parowanie zmniejsza w stosunku do grubości warstwy płynu pokrywającego skórę. Do czynności skóry dodać należy przeziew płucny, bardzo znaczny, a nawet ważniejszy.
Wpływ gorąca na system nerwowy jest rozmaity. Lekkie ciepło jest zdrowym i przyjemnym bodźcem, ruchy stają się łatwe i szybkie, krok lekki, giesta liczne, szybkie, wyraziste; mowa zwięzła, obrazowa; wyobraźnia bujna, namiętności żywe. Są to cechy charakteru ludzi krajów południowych.
Wyżej 30° gorąco staje się osłabiającém. Siły słabną; następuje znużenie, bezwładność, omdlenie, ruchy są powolne, opieszałe; działanie władz umysłowych bez życia i energii. Ztąd pochodzi lenistwo neapolitańskich lazaronów, negrów i mieszkańców stref zwrotnikowych; brak odwagi, wytrwałości w przedsięwzięciach i t. d.
Tkanka tłuszczowa w krajach gorących jest nie obfita, albo prędko znika. System muskularny jest wątły. Ciepło powiększa natężenie prądu muskularnego, idącego wewnątrz muskułów ku ich powierzchni. Siły w ogólności mniéj są rozwinięte u mieszkańców krajów gorących, którzy często znosić nie mogą mocnych i przeciągłych ruchów muskularnych.
Wpływ patogieniczny gorąca jest bardzo znaczny; oprócz tego przyczynia się pośrednio do rozwinięcia wielu chorób, np. przez wywiązanie miazmów błotnych.
Bezpośredni wpływ promieni słonecznych na skórę tworzy niekiedy czerwoność skóry (erythema) znaną pod nazwiskiem opalenia; niekiedy powstają pęcherzyki i wrzody. Z téj saméj przyczyny wykształcić się mogą krwi nabiegi mózgowe, zapalenia błon mózgowych i szpiku, zapalenie samego mózgu. Gorąco znaczny wpływ wywiéra na rozwój chorób nerwowych. Wiadomo jak częste są przypadki skołowacenia w okolicach zwrotnikowych; konwulsyje, obłąkanie, monomanija samobójcza, hysteryja, hypokondryja, łatwiéj powstają pod wpływem ciepła. Na 930 przypadków obłąkania, pochodzących z przyczyn fizycznych, podług Esquirol’a i p. Revolet, 21 pochodzi z przepalenia na słońcu (insolatio); kanikułę przypisują téj saméj przyczynie; a w wojnach francuzkich w Afryce i dzisiaj w Krymie, widziano często, że żołnierze wystawieni długo na działanie palącego słońca wydawali krzyki, wpadali w majaczenie, a nawet sami odbiérali sobie życie.
Gorąco często przyczynia się do rozwoju róży i zgorzeliny szpitalnéj. Dyzenteryja, zimnice, cholera, gorączka tyfoidalna, łatwiéj rozwijają się w lecie i w krajach gorących.
Gorąco nakoniec na rozwój chorób wątrobianych wywiéra wpływ, który starannie zbadać ważną jest rzeczą. Zajmiemy się nim mówiąc o klimatach, z gorącém bowiem łączą się tu jeszcze inne wpływy: działanie więc jest złożone.
Przebywanie w miejscu sztucznie zbyt ogrzaném sprawia zawrót, krwi nabiegi mózgowe, omdlenia i inne mniéj lub więcéj ciężkie przypadłości. Nie dochodząc jednak do tych ostateczności, sądzimy, że przebywanie stałe w pokojach, których temperatura jest taką, jaką większa część hoteli paryzkich, ogrzéwanych kaloryferami przedstawia, już wywiéra bardzo szkodliwy wpływ na organizm; skóra traci swoję sprężystość, swoję żywotność; czynności oddychania, przemiany krwi, ocieplenia, wolnieją; krwi obieg włoskowy przyskórny traci swą czynność; sama nawet krew jest w swoim składzie zmienioną, i nie wahamy się przebywaniu w zbyt ciepłych pokojach, po części przypisywać większą liczbę białaczek, anemii, neuropatii, ogólnego zwątlenia, jakie tak często spostrzegać się dają u kobiét, należących do najbogatszéj klassy w towarzystwie.
Gorąco samo przez się bywa powodem śmierci, jak to widzieliśmy na zwierzętach i w razie nagłych skonów, wydarzających się w czasie mocnych letnich upałów pomiędzy żniwiarzami przy pracy [23]. Co jednak w tym razie śmierć spowodywa? P. Loude sądzi, że powodem skonu jest istotne zaduszenie, p. Levy, że gwałtowny krwi nabieg mózgowy.
Przypuszczano, że gorąco atmosferyczne przeszkadza rozwojowi suchot płucnych, a przynajmniéj, że choroba ta w ciepłym klimacie jest nader rzadką. Broussais opiérając się na wypadkach statystycznych zebranych wśród wyjątkowéj ludności, składającéj się z francuzkich żołnierzy, podtrzymywał to zdanie i obliczył, że w Afryce, na 102 wypadków śmierci, jeden tylko pochodzi z suchot płucnych. Choroba ta jednak gwałtownie się sroży w Liworno, Florencyi, Gibraltarze, Malcie, Hiszpanii, Portugalii; p. Levacher wskazał jéj częstość w Antyllach, p. Dujat na Maderze [24] i w Rio-Janeiro, Clark w Kalkucie i Indyjach zachodnich. W Marsylii liczba skonów z suchot płucnych dochodzi 25%; w Genui 17%; w Neapolu 40% podług p. Journé; a w szpitalach Martyniki p. Rufz znalazł suchoty niemniéj częstemi jak w szpitalach paryskich.
Zastosowanie sztucznego ciepła jest bardzo ważném dla lekarza, dostarcza mu bowiem wybornych środków do wyleczenia wielkiéj liczby chorób, lecz tu już wchodzimy w zakres terapii, która do nas nie należy. Ograniczymy się więc tu tylko niektóremi wskazaniami.
Suche ciepło użyte przy naparzaniu cząstkowém, bywa stosownie do temperatury, na jakiéj się utrzymujemy, środkiem wywołującym poty, lub bezpośrednio odciągającym, środkiem drażniącym przenośnym.
Jeżeli chcemy otrzymać skutek wywołujący poty, prosty, osłabiający lub oczyszczający, wtedy nie należy aby temperatura przewyższała 40 do 50°. Utrzymując ją w tych granicach, chory bez najmniejszéj przykrości może w niéj przez kilka pozostawać godzin. Poty następują najprzód przez parowanie, następnie przez przesięk i stają się tak obfite, że zléwają całe ciało i łatwo jest znaczną ich ilość zebrać na talerze; głowa wystawiona na wolne powietrze niemniéj się poci jak i części kołdrami okryte; świéże powietrze wchodzące do płuc i zimna woda w małych ilościach co kwadrans przyjmowana, utrzymują oddychanie i krwi obieg w zupełnéj spokojności; chory zamiast uczucia ogólnego pobudzenia, który towarzyszy użyciu lekarstw na poty, czuje się bardzo dobrze; jedném słowem, cieplik jest tu prawdziwym, specyjalnym, pobudzającym środkiem; nie wywiéra żadnego działania pyrotogienicznego, i inaczéj niepodobnaby było otrzymać tak obfitych potów przy tak przyjaznych ogólnych warunkach. Trwanie potów zależy od wskazań i warunków indywidualnych.
Sposób ten powinien niezawodnie miéć pierwszeństwo przed wszystkiemi innemi środkami lekarskiemi, w razie, gdzie są wskazania do leczenia potami.
Jeżeli chcemy otrzymać skutek odciągający, wtedy temperatura szybko powinna być podniesioną do + 60 lub 65° Cels.
Wtedy to występują zjawiska: Gorąco palące skóry, szybkość i podniesienie tętna, bicie tętnic skroniowych, czasami lekkie nabrzmienie żył czoła. Obfite poty występują na wszystkich częściach ciała, a szczególniéj na głowie, usta są czasami suche i pragnienie żywe; najczęściej doznaje się małéj ociężałości głowy.
Po wyjściu z łaźni, cała powierzchnia skóry jest mocno czerwona i dowodzi przypływu krwi do niéj. Ażeby miéć całkowite pojęcie o tym odciągającym środku doświadczać go trzeba. Zastosowując go w początku przy bólach gardła, gorączkowych katarach, zapaleniu kiszek, reumatyzmach muskularnych ostrych, neuralgijach, można prawie zawsze pokonać chorobę, i w kilka godzin otrzymać wyzdrowienie zupełne.



2. Wpływy wywierane przez zniżenie temperatury atmosferycznéj czyli przez zimno.


Zimno, podobnie jak ciepło nie zawsze działa jednakowo. Chłód umiarkowany lub krótki jest pobudzającym działaczem, w skutek ruchu żywotnego, jaki następuje w organizmie, przymuszonym oddziaływać na czynnik usiłujący zniżyć ciepło żywotne; przeciwnie, zbytnie lub długie zimno, jest działaczem szczególnie uśmierzającym, a przeszedłszy pewne granice staje się czynnikiem odrętwiającym i śmiertelnym.
Trawienie. Pobudzające działanie zimna objawia się bardzo wyraźnym apetytem i potrzebą spożycia znacznéj ilości materyj pokarmowych. Ludzie na północy żyjący dużo jedzą. Eskimosy na dobę zjadają 20 funtów materyj pożywnych, co jak widziemy, znacznie się różni od ćwierci funta wystarczającego Beduinom.
Doświadczenia p. Letellier wskazały nam, jak dla utrzymania równowagi w cieple żywotném, zimno przyśpiesza gorenie i zwiększa ilość węgla w jednostce czasu spalonego; pożywienie więc właśnie musi organizmowi dostarczyć potrzebnego materyjału palnego, i rozumiemy teraz że z potrzeby a nie z łakomstwa ludy północne jedzą chciwie mięso, ryby, tłustości i ziarna zbożowe.
Trawienie jest łatwe i szybkie, pragnienie słabe w skutek zmniejszonego ciepła.
Oddychanie nie jest ani częstsze ani zbyt głębokie, bo zgęszczenie powietrza przez zimno sprawia, że w téj saméj objętości powietrza, tém więcéj w niém jest kwasorodu, im temperatura jest niższa.
Krwiobieg jest czynny, wydzielanie uryny i łez zwiększone, żółci zmniejszone; przewiew skórny i płucowy niewielki.
Układ nerwowy jest ciągle podbudzony, i nadaje wszystkim czynnościom cechy właściwe temperamentowi krwistemu, rzeczywiście najpospolitszemu w krajach umiarkowanie zimnych, jak w naszym. Pojmowanie szybkie, wola silna, moc i ruchy dzielne, praca muskularna łatwa, — ale czynności odrodzenia w ogólności słabe, wyobraźnia zimna lub chorobliwie uczuciowa — oto znamiona ludzi w tym klimacie żyjących. Północne ludy odznaczają się bardziéj w przemyśle i naukach ścisłych, niż w sztukach pięknych [25].
Zjawiska zbyteczném, przeciągiém, długiém zimnem wywołane, są wprost przeciwne:
Apetyt niknie, ciepło zwierzęce zniża się, oddech staje się częstszym, trudnym, niepodobnym w skutek zesztywnienia i paraliżu muskułów oddechowych. Układ nerwowy przytępiony, pojmowanie wolne, czucie słabe, ruch zesztywniały, niepokonany wstręt do poruszeń, ciągła ochota do snu. Zbyteczne zimno pogrąża jestestwo żyjące w stan pozornéj śmierci, po którym wkrótce rzeczywista śmierć następuje, zwłaszcza jako skutek prawdziwego zaduszenia.
Z pozorną śmiercią wiąże się historyja zimniejszych zwierząt, podlegających zimowemu uśpieniu.
Skutki zimna zmieniają się stosownie do płci, wieku, budowy, stanu, spoczynku lub ruchu, snu lub czuwania, stosownie do stanu moralnego lub umysłowego osoby. Niektóre osoby obłąkane są dziwnie nieczułe na zimno.
Oziębienie ciała nie jest we wszystkich punktach jednakowe; objawia się ono najprzód w częściach najbardziéj od środka krwi obiegu, to jest od serca oddalonych; w nogach i zębach najwcześniéj dochodzi do najwyższego stopnia, i tu najprzód objawia się odmrożenie i gangrena. U człowieka odzianego, części odkryte najprzód dotknięte zostają. U nas w Polsce często napotyka sie odmrożenie nosa, twarzy, oczu, połowy ręki lub nogi, nawet członka męzkiego. W okrutnéj zimie 1829 roku mieliśmy sami, jeszcze bardzo młodym będąc, sposobność spostrzegać podobne odmrożenia na biédnych i pijanych włościanach naszych wracających z jarmarku lub odpustu, a wielu autorów podało opis téj straszliwéj gengreny. W zimie z roku 1854 na 1855 wielu Francuzów i Anglików obozujących pod Sewastopolem, potraciło tym samym sposobem ręce i nogi [26].
Zimno nakoniec, równie jak gorąco, samo przez się, może stac się przyczyną śmierci, którą jedni przypisują uduszeniu, inni przytępiającemu działaniu zimna na układ nerwowy.
Śmierć następuje w sposób rozmaity: czasami poprzedza ją bardzo bolesne odrętwienie, kurcz członków, trudność mówienia, osłabienie lub utrata wzroku, nawet rodzaj idiotyzmu, mimowolne oddawanie moczu, chód staje sie chwiejącym. Zmarznięty człowiek tacza się jak pijany i upada, co jest pewną oznaką bliskiéj śmierci. Niekiedy jednakże śmierć zmarzniętych ma cóś rozkosznego w sobie; zimno wprawia ich w odrętwienie zachęcające do snu z niepokonaną ochotą do spoczynku; i nawet tacy, którzy wiedzą, że ten zdradliwy sen będzie ostatnim na téj ziemi, oddają mu się z niesłychaną lubością. Oto co nam opowiedzieli ludzie późniéj z tego snu z wielkiém wysileniem zbudzeni [27].
Pod wpływem mocnego i suchego zimna, błony śluzowe nosa i ust pękają i rozdzierają się; na rękach i nogach występują różowate guzy (odmrożenia).
Zimno wpływa na rozwinięcie suchot. Flourens wywoływał suchoty płucne u kurcząt, poddając je mocnemu sztucznemu zimnu; małpy przeniesione do nas z bardzo ciepłych krajów, a nawet tylko z Gibraltaru, zdychają na suchoty.
Jednakże umiarkowane zimno, zimno nie większe jak w naszym kraju, korzystnie wpływa na zdrowie, lecz tylko o tyle, o ile zimno działa na osobę młodą, silną, dobrze żywioną, któréj organy oddechu i krwiobiegu są w należytym stanie zdrowia. W przeciwnym stanie, umiarkowane ciepło przekładać należy.
Nagłe zmiany temperatury powietrznéj nie mogą wpływać korzystnie na organizm. Zjawiska ułatwiające rozwój suchot płucowych, rzadko się pokazują w krajach mających klimat stały, wcale nie zważając na jego szerokość geograficzną; przeciwnie zaś bardzo są częstemi w okolicach podlegających znacznym zmianom atmosferycznym. Pod względem słabości, nasz klimat, jak to najlepiéj tablica klimatologiczna professora Jastrzębowskiego wykazuje, wcale się nie odznacza, jednakże w dawnych czasach, kiedy młodzież mniéj się wprawiała w używanie trunków wyskokowych, suchoty płucne daleko mniéj częstemi u nas były. Według najsumienniéj od lat pięciu sporządzanych tablic statystycznych, liczba osób umierających w Warszawie na suchoty, stosunkowo zupełnie wyrównywa liczbie osób umierających w Londynie na suchoty.
Od lat kilkunastu zmniejsza się w Anglii śmiertelność pod wszystkiemi względami, a nadewszystko pod względem suchot. Jest to błogi wynik usiłowania towarzystw wstrzemięźliwości i nauki Hygieny, wykładanéj we wszystkich szkołach, a mianowicie w szkołach Niedzielnych.



O ELEKTRYCZNOŚCI
A. ELEKTRYCZNOŚĆ POWIETRZNA.

Dopiero około ośmnastego stulecia zaczęto podejrzéwać istnienie elektryczności powietrznéj, i to li w zjawiskach burzy. Pierwszemu Franklinowi należy zaszczyt udowodnienia bytu elektryczności powietrznéj, którą wkrótce w 1752 roku doświadczeniem Alibard i Romas okazali. Pierwszy, w tym celu użył przyrządu nieruchomego, drugi, latawca puszczonego na mokrym sznurze połączonym z elektrometrem.
W bliższéj nas dopiero epoce dowiedziono, że nie tylko chmury deszczowe są nasycone elektrycznością, ale że nadto pewną ilość tego płynu pomimo najpiękniejszéj pogody, posiada powietrze. I w saméj rzeczy, jeżeli badamy elektrometr na otwartym polu, na wierzchołku wysokiéj budowli, na wyniosłéj górze, otrzymamy zawsze ślady elektryczności powietrznéj.
Elektryczność wywiązuje się w skutek tarcia się mass powietrza jednych o drugie. Niższe warstwy powietrza często są elektryzowane ujemnie, kiedy wierzchnie są elektryzowane dodatnio.
W czasie palenia węgla, tworzy się prąd kwasu węglanego, naelektryzowany dodatnio, a kiełkowanie i rozwój roślin wydziela również kwas węglany naładowany elektro-dodatnio.
Powierzchnia ziemi zawsze jest elektro-ujemna, przeciwnie zaś, w suchém i pogodném powietrzu zanurzony elektrometr, okazuje prawie stale elektryczność dodatnią, któréj natężenie ciągle się zmienia pod wpływem przechodzących chmur, powiewu wiatru etc., i któréj rozdział nie jest jednostajny. wyższe jednak warstwy powietrza na trzy do sześciu stóp nie zawierają elektryczności wolnéj.
Elektryczność powietrzna zmienia się stosownie do temperatury, wilgoci, siły i kierunku wiatrów, i tysiąca innych atmosferycznych wpływów: grzmotów, gradów, śniegów, deszczu, trąb morskich etc.

B. ELEKTRYCZNOŚĆ ZWIERZĘCA.


Istnieją zwierzęta, które w pewnych okolicznościach, stają się źródłami pojawów światła, i które z tego względu nazywano zwierzętami fosforyzującemi czyli błyszczącemi w ciemności. Takie zjawisko przedstawiają owe milijardy wymoczków, mięczaków, skorupiaków, meduz, mieszkające w zwrotnikowych morzach i tworzące Ocean fosforesuncyi. Ale już nawet na brzegach Norwegii, Ocean północny iskrzy się silném niebieskiém światłem za każdém uderzeniem wiosła.
Mnóstwo owadów, robaków, promieniaków, polipów objawia zjawiska fosforyczności.
Daleko ważniejsze i wyraźniejsze zjawiska elektryczne mają miejsce u niektórych ryb, a szczególniéj u węgorzy, drętwików i drętw.
Galvani okazał, że zginając obnażone muskuły nogi żabiéj tak, aby się dotykały nerwów lędźwiowych, wywołuje się kurczenie muskułów, które to kurczenie Volta wytłómaczył siłą elektryczno-ruchową.
U każdego zwierzęcia żywego, czy świeżo zmarłego, istnieje prąd elektryczny w każdym muskule.
Im zwierzę w szeregu jestestw wyżéj jest położone, tém jego prąd muskularny jest silniejszym za życia, tém trwanie jego po śmierci jest krótsze.
Ośrodki nerwowe pod wpływem woli wywięzują elektryczność, która przebiegając nerwy pobudza wszystkie muskuły.
Ciało ludzkie w stanie zdrowym naładowane jest elektrycznością dodatnią; elektryczność ta silniejszą jest u osób krwistych niż u lymfatyków; widziano osoby którym iskierki elektryczne wyskakiwały z palców i z włosów.
Płyn nerwowy jest tylko modyfikacyją elektryczności szklannéj i żywicznéj; w składzie mózgowo-szpikowym i sympatycznym objawia się zjawisko elektro-żywotne; mózg, móżdżek, szpik kręgowy, nerw sympatyczny są prawdziwemi stosami elektro-żywotnemi.
Płyn magnetyczno-zwierzęcy, o którego istnieniu wątpić nie można, jest zapewnie tylko wyższym stopniem elektryczności zwierzęcéj.

WPŁYW ELEKTRYCZNOŚCI NA ORGANIZM.


Pod wpływem nadmiaru elektryczności powietrznéj szklannéj, krwiobieg włoskowy, wydzieliny (sekrecyje) i większa część czynności organicznych są przyspieszone. Jeżeli zaś elektryczność powietrzna żywiczna przemaga, wtedy w miejsce podbudzenia fizyjologicznego, następuje bezwładność muskularna, zwolnienie krwiobiegu, zmniejszenie wydzielin i t. p.
W dnie letnie, jeżeli powietrze jest ciężkie, znajdujemy się w skutek nadmiaru wydzielającéj się elektryczności w takim stanie osłabienia, że z trudnością tylko pracować możemy; ruchy, czynność wyobrażenia są niejako porażone. Wpływ elektryczności powietrznéj podtrzymuje drażliwość nerwową i wywołuje niektóre choroby np. hysteryją, hypokondryją, skołowacenie. Podają, że nie rzadko widziéć można napady zimnicy u majtków napadniętych przez burzę na morzach zwrotnikowych. Wszyscy pisarze zapewniają, że podczas dni burzliwych, osoby słabe, nerwowe, wrażliwe, doświadczają chorobliwego rozstrojenia, bólu głowy, podbudzenia lub osłabienia, dreszczy muskularnych, bólów w ustach, w ranach, rozmaitych gatunków nerwowych przypadłości. Dodają, że podczas burzy, daje się spostrzegać powrót lub egzacerbacyja bólów reumatycznych i nerwowych, napady astmy, pogorszenie stanu gorączkowego i większej części zjawisk chorobnych.
Są okoliczności, w których elektryczność powietrzna wywiera niezmiernie silne skutki, chcemy tu mówić o piorunach, które starannie zbadać, bardzo ważną jest rzeczą.
Czy niebezpieczeństwa od piorunu są dosyć wielkiemi, aby zasługiwały na zajmowanie się tym przedmiotem? Oto jest pierwsze pytanie, które Arago zakłada.
Z badań przez tego znakomitego uczonego dokonanych wynika, że niebezpieczeństwa od piorunu na wsi są daleko większe, aniżeli w obrębie miasta; lecz że zresztą są w tym względzie bardzo znaczne, stosownie do lat, różnice.
Dodać należy, że jeżeli wśród miast, mało osób ginie od pioruna, to za to bardzo znaczna liczba domów i budynków bywa uszkodzoną, a przewyższa ją jeszcze liczba okrętów na morzu przez pioruny rażonych, przyczém wiele ofiar pada z załogi okrętowéj. Uszkodzenia okrętów przez pioruny czasami są bardzo wielkie i bywały wypadki, że okręty wylatywały w powietrze, lub pochłaniane bywały przez fale.
W kościoły, w skutek wyniesienia ich kopuł, często bardzo piorun uderza; w przeciągu jednéj nocy z 14 na 15 Kwietnia 1718 r. piorun uderzył w 24 kościoły w Bretanii [28].
Arago badał, czy uderzenia piorunu są częstsze i niebezpieczniejsze w jednéj porze roku jak w drugiéj, jak o tém zapewnia ów aforyzm rozsiany po wsiach, że piorun jest najbezpieczniejszy w chłodnéj porze roku.
Zapisując przez długi szereg lat, uderzenia piorunu na morzu pomiędzy brzegami Anglii i morza Śródziemnego, Arago znalazł średnio dwadzieścia przykładów podczas sześciu chłodnych miesięcy (października, listopada, grudnia, stycznia, lutego, marca), a dziesięć tylko podczas miesięcy ciepłych.
Jeżeli nadto zwrócimy uwagę, powiada Arago, jak mało porównawczo bywa burz w zimie, nie trudno zgodzimy się na to, że przynajmniéj na morzu, grzmoty w gorących miesiącach są daleko mniéj niebezpieczne niż w porze zimowéj.
Skutki przez piorun zrządzone są nadzwyczaj rozmaite i muszą być umieszczone pomiędzy najszczególniejszemi i najmniéj dającemi się wytłómaczyć zjawiskami.
Czasami, piorun rozdziera i pali suknie człowieka, przewraca, łamie łóżko, na którém człowiek leży, nie robiąc żadnéj mu krzywdy; czasami uderza osobę, przewraca ją bez żadnego szwanku. Człowiek pijany chowa się pod drzewo, piorun uderza w niego, przewraca, podnoszą go bez żadnego szwanku; kiedy indziéj, człowiek zostaje sparzony, raniony, a piorun na jego członkach najmniejszego nie zostawia śladu. To znowu człowiek zostaje tknięty paraliżem, ślepotą, a nawet zabity, chociaż piorun nie tknął go bezpośrednio i uderzył w odległości mniejszéj lub większéj, a czasami bardzo daleko.
Nie mniéj rozliczne są uszkodzenia organiczne przez uderzenia piorunu zrządzone. Czasami bywa tylko krótsza lub dłuższa utrata przytomności, mniéj lub więcéj mocne bóle; kiedy indziéj znowu, znajdujemy oparzenia obszerne, powierzchowne i głębokie, ranki zwykle bardzo małe, i podobne do ranek od grubego śrótu zrobionych. — Gerdy znalazł podobne ranki na obrosłéj włosami części skóry u człowieka uderzonego i zabitego przez piorun.
Często piorun zrządza porażenie ruchu lub czucia, chwilowe lub stałe, ślepotę, głuchotę; czasami wszystkie czynności organiczne w zawieszeniu pozostają, a ztąd wynika stan pozornéj śmierci, którego trwanie jest rozmaite, i który pochodzić zdaje się albo w skutek prawdziwego zaduszenia, albo w skutek wstrząśnienia mózgowego.
Skutki piorunu są zmienne stosownie do przyrody uderzonego przedmiotu. Płyn elektryczny wybiera szczególniéj metale, materyje wilgotne, i w ogólności dobre przewodniki; często wtedy przebiega je bez zmiany, albo tylko uszkadzając ich powierzchnią.
Jeżeli piorun upada na ciało palne, wtedy je zapala, zwęgla na powierzchni, lub trzaska w kawały. Być może, że w tym ostatnim razie, wybuch jest tak wielki, że natychmiast gasi płomień, podobnie jak mocna iskra elektryczna, która rozrzuca proch strzelniczy, gdy przeciwnie słabsza natychmiast go zapala. Bywały przypadki, że ludzie od pioruna zostali całkiem zwęgleni lub zamienieni w popiół.
Człowiek może być uderzony przez piorun z ziemi wypadający. — Włosy dwóch ludzi uderzonych piorunem, zostały wyrzucone na wierzchołek drzewa, pod które ci nieszczęśliwi się schronili. Skówka żelazna służąca do przytwierdzenia chodaków u jednego z nich, znaleziona była również na wysokiéj gałęzi.
Jakie są środki uchronienia się pioruna? Nie wspomnę tu o strzałach jakie Trakowie miotali ku niebu, strzały te bowiem jak powiada Arago, były tylko odgróżką, a wcale nie miały na celu rozbrojenia chmur, z części piorunowéj materyi, jako ciało ostre i metalowe.
Nie będę także mówił o ofiarach, o których Pliniusz wspomina; o biciu w dzwony z stanowiska religijnego, o rozmaitych środkach natchnionych przez zabobon, przesąd i t. p. i zastanowię się tylko nad środkami wchodzącemi w zakres zjawisk fizycznych. Czy podobna jest rozproszyć, oddalić burze? Żeglarze w ogólności zdają się być przekonanymi, że huk artyleryi rozprasza burzowe chmury, i zdanie to, dzielone przez wielu wojskowych stało się powszechném.
Z drugiéj znowu strony, Arago wykazuje gwałtowne burze wybuchające podczas batalij lądowych i morskich, w pośród wystrzałów armatnich i oświadcza, że badając starannie od r. 1816 do 1835 wpływ na atmosferę polygonu w Vincennes, gdzie dają dziennie około 150 wystrzałów działowych, przekonał się ostatecznie, że huk największych dział jest zawsze bez wpływu na chmury zwyczajne, jeżeli nawet przeciwnie nie zgęszcza ich tylko i nie zatrzymuje, zamiast rozproszenia i odpędzenia.
Needham za pomocą dosyć dowcipnego przyrządu, starał się w r. 1781 dowieść, że dzwonienie nie wywiera żadnego wpływu; doświadczenia jego jednak nie są stanowczemi.
Arago streszcza kwestyją w ten sposób, że w dzisiejszym stanie nauki nie jest dowiedzioném, jakoby bicie w dzwony czyniło uderzenia piorunu bardziéj koniecznemi i niebezpiecznemi; że mniéj jeszcze jest dowiedzioném, jakoby zmniejszało niebezpieczeństwo, ale pewną jest rzeczą, że zabronić go należy dla bezpieczeństwa dzwonników.
Rzeczywiście piorun głównie uderza w przedmioty najwyższe, za zatém w wieże kościołów. Ponieważ zaś sznur od dzwonów zwykle jest wilgotny, staje sie więc dobrym przewodnikiem, przeprowadzającym piorun do ręki dzwonnika i wywołującym tym sposobem nieszczęśliwe wypadki.
Podług niektórych fizyków, między któremi mieści się i znakomity Volta, wielkie ognie rozpalone pod gołém niebem, odejmują chmurom większą część ich piorunowéj materyi.
Z wyjątkiem konduktorów nie posiadamy żadnego pewnego środka, któryby był w stanie ochronić budynek lub okolicą nie już od pioruna, ale od jego fatalnych skutków.
Zastanowimy się teraz, jakie okoliczności zwiększają dla człowieka niebezpieczeństwo od pioruna i jakie okolicznóści zmniejszyć je mogą.
W ogólności utrzymują, że niebezpieczną jest rzeczą podczas burzy biedz piechotą lub konno, iść przeciw kierunkowi wiatru, otwierać okna, wystawiać się jedném słowém na przeciąg powietrza, który piorun sprowadza. Na poparcie tego zdania, przywodzono zwyczaj w całym świecie powszechny, zamykanie okien kiedy się burza zrywa. Arago słusznie uważa, że dowód ten nie jest stanowczy, i że bardzo prostą jest rzeczą zamykać okna kiedy burzom towarzyszy zwykle wiatr, deszcz, grad. Ale zresztą, dodaje znakomity astronom, zwyczaj tén często opiera się na zabobonnych wyobrażeniach, i kiedy z jednéj strony w Estonii obawa niewpuszczenia złego ducha, którego Bóg ściga, zmusza mieszkańców do zatykania najmniejszych szczelin; z drugiéj przeciwnie, żydzi polscy otwierają drzwi i okna, skoro tylko błyskawica zrysuje chmurę, ażeby tym sposobem dać wolne wejście Messyjaszowi, którego objawienie się burza ma zwiastować.
Jeżeli w tym względzie badać naukę będziemy, przekonamy się, że atmosfera przedstawia pewien opór materyi piorunowéj, a ztąd wnosić można, że wszystko co zmniejsza gęstość powietrza w daném miejscu, przyczynia się do sprowadzenia tam piorunu.
Ponieważ piorun zwykle uderza w przedmioty najwyższe, oczywiście więc chronić się należy stawania pod drzewami lub budynkami znacznéj wysokości.
Mnóstwo ostrożności wskazuje, za pomocą których pioruna uchronić się można.
Starożytni sądzili, że piorun nigdy głębiéj nad pięć stóp nie przenika w ziemię i na téj zasadzie uważali jaskinie i podziemia jako schronienia najbezpieczniejsze. Rurki szkliste utworzone przez piorun, znajdujące się pod powierzchnią ziemi do 10 metrów głębokości, dowodzą, jak błędném jest to zdanie. Nikt nie wié, powiada Arago, w jakiéj głębokości można być zupełnie bezpiecznym od piorunów spadających, a tém bardziéj od wypadających z ziemi.
W starożytności sądzono, że osoby leżące w łóżku, są bezpieczne od pioruna, ale liczne wypadki zabicia nie dozwalają ostać się dłużéj temu pojęciu.
Gumowa kitajka, jedwab’, wełna, są gorszemi przewodnikami, dla materyi piorunowéj, niż płótno lniane, konopne lub z innéj roślinnéj materyi. Dosyć liczne fakta dowodzą, że zwierzę może być silniéj lub słabiéj rażone w rozmaite części ciała, stosownie do barwy pokrywającéj je sierści, i biały kolor zdaje się być najmniéj oszczędzanym.
Szkło uważano jako nieomylny środek przeciw piorunom i budowano klatki, w które chroniły się osoby zbytecznie lękające się burzy. Arago jednak przytacza wypadki, w których często piorun uderza w szyby okien.
Tysiące przykładów dowodzi, mówi ten sławny fizyk, że piorun nie uderza nigdy mężczyzny lub kobiety, nie tykając głównie metalicznych części ich ubioru. Rozsądną więc jest rzeczą, w czasie burzy, zdejmować z siebie klejnoty, pierścionki, bransolety, łańcuszki, galony metalowe i t. p.
Opierając się na zbadaniu pewnéj liczby bardzo ciekawych faktów, Arago utrzymuje, że jeżeli piorun spada na ludzi lub zwierzęta stojące obok siebie, bądź w linii prostéj, bądź wzdłuż krzywéj niezamkniętéj, wtedy na końcach właśnie owéj linii, skutki piorunu są najmocniejsze i najszkodliwsze.
Im więcéj massy i objętości przedstawia materyja przewodnia zgromadzona w jedném miejscu, tém większe jest niebezpieczeństwo uderzenia tam piorunu; budynki pełne zboża, paszy, często są nawiedzane przez piorun, zapewnie w skutek wznoszącego się z nich do góry prądu wilgotnego powietrza.
Nakoniec Franklin podał osobom lękającym się następujące rady: Należy unikać sąsiedztwa kominów, sadza bowiem je wyściełająca, przyciąga piorun równie jak metale. Dla téj saméj przyczyny należy być zdaleka od metalów, zwierciadeł, pozłoceń, dzwonów, i ich sznurów, zrzucić z siebie wszelkie przedmioty metalowe.
Nie należy stawać przed świecznikiem, lampą, ozdobą metalową, drzewem, ani żadnym wysokim przedmiotem.
Dobrze jest pomiędzy sobą a ziemią umieścić jakiś zły przewodnik elektryczności, szkło naprzykład.
Im mniéj dotykamy się ścian i ziemi, tém mniéj narażeni jesteśmy; najlepszym więc środkiem ochronnym byłby hamak na sznurach jedwabnych, w środku obszernéj izby zawieszony.



Leczące wpływy elektryczności zasługują, abyśmy się przez chwilkę zastanowili nad niémi, i sądzę, że nie bez zajęcia będzie wykład ciekawych odkryć w ostatnich czasach dokonanych, tém bardziej, że znajdziemy w nich fakta, z których kiedyś hygiena skorzysta.
Wpływ elektryczności na żyjący organizm zmienia się stosownie do tego, czy wpływ ten pochodzi od elektryczności statycznéj, czy dynamicznéj.

ELEKTRYCZNOŚĆ STATYCZNA.


Ciało ludzkie jest dobrym przewodnikiem elektryczności w skutek płynów, któremi jest przesiąkłe. Jeżeli człowiek znajdujący się w zetknięciu z ziemią, stoi blisko źródła elektryczności, wtedy przez wpływ elektryzuje się płynem odmiennym, i jeżeli ostatecznie zbliży się do źródła elektrycznego, wtedy wydobywa z niego iskrę i uczuwa wstrząśnienie elektryczne.
Wstrząśnienie to, jeżeli jest umiarkowane, sprawia kurcz muskułów, bolesne uderzenie w stawach i czasami ścierpnięcie członków. Silne wstrząśnienie wywołane machiną elektryczną, a bardziéj jeszcze bateryją, wywołuje ciężkie przypadłości i staje się piorunem zupełnie podobnym do tego, o którym mówiliśmy przy elektryczności atmosferycznéj.
Niedogodności właśnie z powodu wstrząśnienia, nie pozwalają używać elektryczności statycznéj, jako środka terapeutycznego, daje się ona jednak zastosować w rozmaity sposób.
Elektryzowanie przez zetknięcie, czyli kąpiel elektryczna zasadza się na tém, że chory odosobnia się i wprowadza w związek z konduktorem machiny; — wtedy cała powierzchnia ciała zostaje naelektryzowaną dodatnio lub ujemnie, stosownie do woli lekarza, a powietrze wtedy toż ciało otaczające, przez wpływ elektryzuje się płynem odmiennym.
W kąpieli elektrododatniej płyn prawdopodobnie zgromadza się na powierzchni skóry; krwiobieg bowiem, oddychanie, wydzielenia, czynności intellektualne, żadnéj wyraźnéj nie ulegają zmianie, i elektryczność wydobywa się przez wszystkie punkta skórne, przez włosy i paznokcie.
W kąpieli elektroujemnéj wprowadza się osobę w związek z poduszką machiny, za pomocą dobrego przewodnika, a elektryczność dodatnią w miarę jéj gromadzenia się odprowadza na stronę. Giacomini podobnéj kąpieli przyznaje bardzo znaczne działanie.
Elektryzowanie iskrami odbywane, czy za pomocą machiny, czy za pomocą butelki lejdejskiéj, wywołuje na powierzchni naskórka, z większém lub mniejszém natężeniem, połączenie się płynu przyrządu z płynem ciała, za pośrednictwem przewodnika zakończonego ostrzem, kulką, wieloma ostrzami lub powierzchnią płaską.
Skoro prężność jest słaba, podbudzenie elektryczne ogranicza śię tylko do skóry, która z tego powodu czerwienić się zaczyna i staje się czulszą; podbudzenie wtedy zaledwie jest zdolne skurczyć zwierzchnie muskuły, mianowicie, jeżeli tkanka komórkowata jest nieco obfitsza, skurczenie wtedy jest tylko w niektórych włóknach i niezupełne.
Jeżeli prężność jest silna, jak to ma miejsce przy użyciu butelki lejdejskiéj, wtedy muskuły silnie się kurczą, wstrząśnienie jest bardzo mocne, i odbija się aż w środkach nerwowych. Towarzyszy mu wtedy znaczne ścierpnienie i w mocnym stopniu występują wszystkie zjawiska porażenia przez piorun.

ELEKTRYCZNOŚĆ DYNAMICZNA.


Prąd elektryczny może być wzbudzony stosem Volty, przyrządem elektro-dynamicznym lub magnetycznym. Okazało się, że elektryczność dynamiczna może być skierowana i ograniczana do wszystkich prawie organów; można ją zamknąć tylko w skórze, można bez nacięcia lub ukłócia przejść przez skórę i ograniczyć działanie elektryczne do jednego tylko muskułu, do jednego nerwu, do jednej nawet kości.
Poczucie skórne jest stosunkowe do natężenia prądu; można je zmieniać od lekkiego łechtania, do najprzykrzejszego bólu, przechodząc przez wszystkie stopnie pośrednie.
Prąd ograniczony do jednego tylko muskułu, lub do jednego nerwu, może wywołać najsilniejsze kurcze bez wstrząśnienia, jakie ma miejsce przy stosowaniu elektryczności statycznéj, jeśli tylko siła prądów, pewnych nie przechodzi granic.
Elektryczność dynamiczna może być brana, jakeśmy to już powiedzieli, z dwóch różnych źródeł, które pojedynczo zbadać ważną jest rzeczą — obadwa bowiem przedstawiają nader różne specyjalne własności.

ELEKTRYCZNOŚĆ PRZEZ ZETKNIĘCIE, GALWANIZM.


Wszystkie przyrządy wywiązujące elektryczność galwaniczną, okazują téż same własności fizyjologiczne, bez względu na przyrodę ich elementów, jeżeli tylko ilość i prężność wywiązanéj elektryczności będą jednakowe.
Ogólne zjawiska elektryczności dynamicznéj, wielkie przedstawiają podobieństwo z zjawiskami butelki lejdejskiéj; wstrząśnienie uczuć się daje w chwili, kiedy wilgotnemi rękami tworzy się kommunnikacyja pomiędzy dwoma biegunami stosu, a skoro prąd jest silny, wtedy doznane uczucie może być tak silne, a nawet tak szkodliwe, jak i wyładowanie bateryi elektrycznéj. Zwierzęta tym sposobem w szlachtuzach paryskich zabijają. Przyznać jednak potrzeba, że wstrząśnienie przytém nie rozciąga się zbyt obszernie, bo potrzeba przynajmniéj 50 par, ażeby takowe rozeszło się aż do piersi, i jeżeli wiele osób tworzy łańcuch, wtedy wstrząśnienie zwykle czuć się daje tylko osobom tuż przy biegunach stojącym.
Za pomocą silnego prądu, można wywołać u zwierząt świeżo zmarłych ruchy muskułów, kończyn, głowy, piersi; można nawet rozbudzić czynność serca; — znane jest doświadczenie doktora Ure, który galwanizując wisielca, wywołał takie ruchy brzusznéj przepony, muskułów piersiowych, twarzy i kończyn, że sądził przez chwilę, iż go wskrzesił.
Zbadajmy teraz wpływ prądów galwanicznych na rozmaite organiczne przyrządy.

UKŁAD NERWOWY.


Niezupełne rozdzielenie nerwu nie przerywa prądu, jakkolwiek małą będzie kommunikacyja; lecz nie całkowite przecięcie nerwu, całkowicie przerywa zjawiska, jeżeli tylko podług Humboldta, końce odcięte, są przynajmniéj o liniją oddalone od siebie.
Przewiązanie lub mocne uderzenie pomiędzy dwoma biegunami stosu nie przerywa prądu, ale je zmienia, jeżeli przewiązanie lub uderzenie ma miejsce między muskułem a najbliższym mu biegunem.
Nerw przed kilkoma dopiéro dniami oddzielony od osi mózgowoszpikowéj żywego zwierzęcia, traci własność kurczenia muskułów pod wpływem galwanicznego prądu.
Nerw poddany przez pewien czas działaniu prądu galwanicznego, staje się nakoniec nieczułym; ażeby mu zaś przywrócić wrażliwość pierwotną, dosyć jest dać odpocząć zwierzęciu, lub téż poddać je działaniu prądu, biegnącego w kierunku przeciwnym temu kierunkowi, który czułość jego wyniszczył.
Najsilniejszy sposób działania na wrażliwość pewnego nerwu jest wtedy, kiedy przepuszcza się przez niego długi i szybki szereg prądów przerywanych.
PP. Müller i Longet często używali prądów galwanicznych dla oznaczenia: czy nerw dany jest nerwem czucia, czy ruchu. Rzeczywiście w pierwszym razie, prąd wywołuje ból bez kurczu; w drugim kurcz bez bólu.
Prądy przepuszczane przez szarą zwierzchnią materyją mózgu i móżdżku, nie sprawiają ani bólów ani kurczów; przeciwnie, ruchy konwulsyjne się objawiają, jeżeli galwanizować będziemy wyniosłości czwórne, szpik przedłużony i most Warola.
Longet okazał, że galwanizowanie przednich wiązek szpiku kręgowego, wywołuje gwałtowne kurcze muskularne, co nie ma miejsca przy galwanizowaniu wiązek tylnych.
Prąd przepuszczany przez nerw, szczególnych wrażeń wywołuje uczucie, odpowiednie czynności nerwu, i Duchenne dowodzi, że ze wszystkich gatunków elektryczności, galwaniczna najgwałtowniéj działa na błonę siatkową oczu i wywołuje trzy światłe wrażenia, jedne bardzo silne przy zamykaniu łańcucha, drugie słabsze przy otwieraniu jego, trzecie nakoniec bardzo słabe w przerwie pomiędzy dwoma temi momentami.
Jeżeli na jakikolwiek punkt twarzy lub skóry pokrytéj włosami, przyłożymy mokre galwaniczne excytatory, wtedy wywołujemy zawsze szereg światłych mocno olśniewających wrażeń, nawet przy pomocy bardzo słabego prądu, jeżeli tylko drażnioną miejscowość ożywia piąta para nerwów. Jeżeli excytatory umieszczone są na linii środkowéj, wtedy blask z obu stron czuć się daje; w przeciwnym razie, błona siatkowa odbiera tylko wrażenia ze strony galwanizowanéj i uczucie tém jest silniejsze, im excytatory bliższe są linii środkowej.
Galwanizowanie wielkiego sympatycznego nerwu wprowadza w ruch serce; widziano jak pod wpływem tego galwanizowania kiszki się kurczyły jeżeli zawierały w sobie materyje pokarmowe.

TKANKA MUSKULARNA.


Wszystkie muskuły kurczą się pod wpływem prądu galwanicznego; tak za życia, jak i po śmierci, jeśli tylko znaczny przeciąg czasu już nie upłynął [29].
Części przy galwanizowaniu zostające bez oddziaływania są: błona worka jądrowego, aorta, tętnice, żyły, przewód piersiowy, przewody wydzielające płyny z gruczołów, skóra i ciała gąbczaste.
Wielu badaczy przekonało się o krzepnieniu krwi bieżącéj, i za pomocą prądu zatkano tętnicę szyjową i błonę szyjową.

ELEKTRYCZNOŚĆ INDUKCYJNA.


Prądy indukcyjne wywiązywane bywają albo za pomocą stosu, albo za pomocą magnesu; to jest za pomocą elektro - dynamicznych i elektro - magnetycznych przyrządów; jedne i drugie składają się z drutu miedzianego, skręconego jedwabiem i zwiniętego w skręty ściśle po sobie idące; tak że tworzą walec, w środku którego umieszcza się sztabka z miękkiego żelaza lub magnes.
Elektryczność indukcyjna dostarcza ciągle prądów przerywanych i każda przerwa składa się z dwóch prądów w przeciwnym idących kierunku; prąd jednak ostatni tylko wywiéra wyłącznie działanie fizyjologiczne na człowieku.
Elektryczność indukcyjna nie wywiéra na skórę nigdy innego działania prócz małéj wysypki.
Uczucie towarzyszące kurczom muskularnym, wywołanym przez elektryczność indukcyjną, słabsze jest niż przez galwanizm.
Nakoniec ważny postęp uczyniony został przez Duchenne’a z Boulogne, przy stosowaniu elektryczności. Zręczny ten badacz przekonawszy się, że skutki całkowicie są różne stosownie do tego czy skóra i excytatory są zupełnie suche, lub téż mniéj więcéj wilgotne, znalazł sposób ograniczenia działania elektryczności bądź dla skóry wyłącznie, bądź do muskułu, a nawet do jednego tylko włókna muskularnego.

O ROZMAITYCH TERAPEUTYCZNYCH ZASTOSOWANIACH ELEKTRYCZNOŚCI.


Elektryczność stosowano do wielkiéj liczby chorób. Używali jéj mianowicie lekarze niemieccy i angielscy w reumatyzmie, głuchocie, ślepocie, jasnéj ślepocie, tańcu świętego Wita i przypadłościach konwulsyjnych, w skołowaceniu, zatrzymaniu czyszczeń miesięcznych, scyjatyce, skrofułach, zimnicy, ranach, wrzodach, odmrożeniu i t. p. — Rozmaite sposoby postępowania wprowadzono w użycie; wskażemy je po krótce.
Wanna elektro - dodatnia używana niegdyś jako środek pobudzający, dziś zupełnie zaniedbana.
Wanna elektro-ujemna używana przez Giacominiego jako środek hyposteniczny w róży, chronicznéj flogozie, niektórych bólach głowy i newralgijach.
Elektryczność iskrami może być użyta dla lekkiego pobudzenia skóry, towarzyszące jéj jednak wstrząśnienia, nie pozwalają użyć jéj w tém natężeniu, jakiego wymagają głębokie i uporczywe paraliże. Iskry mogą także służyć do wywołania kurczów, w nader powierzchownych muskułach twarzy, ból jednak zawsze temu towarzyszący jest powodem, że metoda ta wyszła z praktyki.
Elektryczność dynamiczna, zetknięcie, galwanizm daje się użyć chcąc wywołać w skórze silne odciągnienie, chwilowe zamięszanie, działanie podobne do działania wezykatoryi, moksy, kauteryzacyi.
Przytaczano wiele przykładów anewryzmatów leczonych przez skrzepnienie krwi za pomocą galwanizowania.
Matteucci sądzi, że ciągły prąd mógłby być korzystnie użyty, jako środek hyposteniczny w leczeniu skołowacenia. Becquerel sądzi, że za pomocą galwanizowania, możnaby pomyślnie zmieniać rany, wrzody. Dr. Crusel z Petersburga zapewnia, że używał korzystnie galwanizmu do zniszczenia raka.
Własność ta galwanizmu, że gwałtownie drażni błonę siatkową oka, może być używana przy leczeniu jasnéj ślepoty; ale dla téj właśnie szczególnéj własności, elektryczność galwaniczna powinna być na twarzy stosowana z oględnością. Błysk, który sprawia, jest tak rażący, że mógłby szkodzić wzrokowi, gdyby operacyja zbyt długą była, przerwy prądu zbyt szybkie, a prąd zbyt silny.
Prąd galwaniczny przerywany, może być użyty w leczeniu porażenia nerwów ruchu, przyrządy do tego powinny być bardzo silne, ale wtedy, wywołują one działanie cieplikowe, które może miéć swoje niedogodności. Nadto, przyrządy te są niedoręczne dla znacznéj swojéj wielkości, używanych kwasów, wydzielających się z nich gazów i t. p. Nakoniec, natężenie ich prądów nie może ulegać łatwemu i ścisłemu stopniowaniu. Galwanizowanie często z korzyścią używane było w leczeniu neuralgii.
Elektryczność indukcyjna jest działaczem elektrycznym, który pierwszeństwo przed innemi miéć powinien, jeżeli chcemy działać na skórę lub systemat muskularny. Działanie elektryczne może tu być łatwo i dokładnie stopniowane, a używając metody Duchenna można, jakeśmy to powiedzieli, ograniczyć działanie elektryczności wyłącznie tylko do skóry, lub jednego jakiegokolwiek muskułu.
Wielkie zapewnie w przyszłości odda nam elektryczność indukcyjna przysługi w leczeniu bezczułości, porażenia nerwów ruchu, neuralgijach, reumatyzmie muskułów, przypadłościach ś. Wita, porażeniu hysteryczném. Duchenne sądzi, że możnaby jéj korzystnie używać do rozpędzenia niektórych narośli, a w niektórych nawet razach stosować do organów wewnętrznych, jak np. wątroby, płuc, serca, kiszki odchodowéj, przewodu pokarmowego, pęcherza, macicy, krtani i wreszcie organów zmysłowych.



3. O ŚWIETLE.


O PROMIENIOWANIU SŁONECZNÉM.


Jeżeli w okiennicy ciemnego pokoju zrobimy otwór, wtedy przez ten otwór wejdzie wiązka światła, która da nam bardzo wyraźne trzy szeregi zjawisk.
1. Podwyższenie temperatury.
2. Działanie chemiczne mogące silnie zmienić własności ciał.
3. Uczucie światła odebrane przez narzędzie wzroku.
A ponieważ w wiązce światła można odosobnić promienie zrządzające wyłącznie jedno lub drugie z trzech tych zjawisk, wnioskować ztąd należy, że w działaczu promieniowanym przez słońce, znajdują się trzy gatunki promieniowania:
Promieniowanie cieplikowe.
Promieniowanie chemiczne.
Promieniowanie światłe.
Promieniowanie cieplikowe jest bez zaprzeczenia jedném z najpotężniejszych działaczy, jakim jestestwa żyjące ulegają.

PROMIENIOWANIE SŁONECZNE CHEMICZNE.


Jeżeli w ciemności przygotujemy chlorek srebra i poddamy go następnie pod działanie widma słonecznego, przekonamy się, że chlorek ulegnie zmianie poczynającéj się w pasie fijoletowym. Promieniowanie chemiczne ma większe natężenie w pasie fijoletowym, nie przechodzi widma ze strony promieni najmniéj się łamiących, przeciwnie zaś, przechodzi granice widma ze strony najmocniéj się łamiących promieni.
Dosyć jest tu wspomnieć o cudowném odkryciu Daguerre’a stanowiącém niezbity dowód chemicznego działania, jakie promieniowanie słoneczne wywierać może na ciała nieorganiczne; przedziwne wypadki fotografii, są tego świetnym dowodem.
Czy promieniowanie chemiczne wywiera wpływ na materyją organiczną? Liczne fakta przekonywają nas, że tak jest w rzeczy saméj. Jakkolwiek długo fakta te przypisywano światłu, jakkolwiek dziś jeszcze w tym względzie trudno jest oddzielić promieniowanie chemiczne od promieniowania cieplikowego, niemniéj jednak jawném się zdaje, że wpływ ten pierwszemu rodzajowi promieniowania przypisać należy.
Promieniowanie słoneczne chemiczne badane być powinno z trojakiego względu; ze względu rozwoju, żywienia i ubarwienia istot organicznych, należących do klassy wymoczków roślinnych i zwierzęcych [30].
Promieniowanie słoneczne wywiera bardzo znaczny wpływ na wylęganie się jaj żabich i na rozwój kijanek. Światło przeszkadza kiełkowaniu ziarn, promieniowanie zaś chemiczne przyspiesza je.
Wpływ promieniowania słonecznego, czuć się daje przy rozwijaniu się wszelkiéj organicznéj materyi. Gdzie promieniowanie to jest słabe, tam napotykamy ledwie ślady organizacyi roślinnéj. W miarę jak natężenie jego rośnie i trwanie jego przedłuża, występują rośliny coraz bardziéj złożone i nakoniec zwierzęta, które podobnież w swéj organizacyi przedstawiają postęp podobny. Potężnym jest wpływ promieniowania słonecznego na żywienie roślin. Światło wywiera wpływ na rośliny niemniéj rzeczywisty jak i ciepło; napróżno umieścicie roślinę w najkorzystniejszych warunkach temperatury, jeśli światła jéj brakuje, więdnieje i niknie.
Rośliny pogrążone w ciemności, podczas nocy, wyziewają kwas węglany, wzięty w części z gruntu, a w części utworzony kosztem kwasorodu powietrza. Pod wpływem słońca, rośliny zanurzone w wodzie, lub zostające w otwartém powietrzu, wyziewają kwasoród powstały z rozkładu kwasu węglanego, rozpuszczonego w atmosferze, lub wessanego z płynami, które go mają w roztworze. Rozkład ten dokonywa się w łonie wszystkich zielonych części roślin, i wymaga poprzedniego pochłonienia kwasu węglanego i promieni słonecznych chemicznych, które właśnie stanowią element rozkładający; kwas węglany, element rozkładany, a części zielone roślin przyrząd rozkładowy. Kwasoród wynikły z rozkładu kwasu węglanego wyziewa się w powietrze, węgiel stały pozostaje w roślinie.
Że promienie chemiczne pochłaniane zostają, o tém wątpić nie można od chwili ważnego odkrycia Daguerre’a. Wiemy rzeczywiście, że obrazy daguerotypu otrzymują się w skutek wpływu promieni chemicznych; tymczasem zielone części roślin nie odtwarzają się w przyrządzie daguerowym; trzeba więc ztąd przypuścić, że promienie chemiczne nie są odbijane przez powierzchnie zielone, ale przeciwnie są przez nie pochłaniane i zatrzymywane.
Wpływ promieniowania chemicznego na żywienie zwierząt nie jest ściśle wykazany. Wprawdzie dzicy w stanie zupełnéj nagości żyjący, odznaczają się pięknością i kształtnością form ciała. Humboldt, który przez przeciąg lat pięciu widział ich tysiącami, nie spostrzegał w nich nigdy żadnéj niekształtności naturalnéj. Ludy południowe mają budowę kształtniejszą i piękniejszą, niż ludy północy.
Przytaczano także na korzyść wpływu, jaki promieniowanie słoneczne na żywienie wywiéra, zjawiska spostrzegane u ludzi pozbawionych zwykle jego działania. Osoby których mieszkania źle są oświetlone, stróże, więźniowe, górnicy, marynarze przepędzający życie pod pokładem, bywają małego wzrostu, źle zbudowani, limfatyczni, rachityczni, cholero-anemiczni, skrofuliczni, suchotnicy. Ale tu występuje znacznie złożony działacz i trudno jest ściśle oznaczyć, w jakich granicach działa promieniowanie słoneczne.

WPŁYWY PROMIENIOWANIA CHEMICZNEGO NA UBARWIENIE.


Wiemy wszyscy, jak znakomity wpływ promieniowanie słoneczne wywiera na ubarwienie roślin; najświetniejszy kwiat traci swoje błyszczące barwy, jeżeli się rozwija bez wpływu promieni słonecznych, i wpływ ten zarówno czuć się daje w częściach zielonych, w liściach, jak i w płatkach korony upstrzónych najrozmaitszemi i najżywszemi barwami.
Zielona barwa roślin tém jest mocniéjszą, im roślina pochłania więcéj węgla i promieni chemicznych; słabnie zaś tém bardziéj, im rzadziéj pada słońce na nią, lub w im słabszém pada świetle; nakoniec niknie całkowicie w ciągłéj ciemności. Zielona więc barwa roślin w ścisłym z ich oddychaniem zostaje związku.
W tych właśnie krajach, w których światło najsilniéj działa, znajdujemy ptaki z najżywszemi barwami, występującemi głównie na grzbiecie ptaka, gdy przeciwnie pióra ukryte pod piersiami, pod brzuchem, pod skrzydłami, daleko słabiéj są ubarwione. Toż samo ma miejsce u owadów i u wielkiéj liczby zwierząt. U północnych czworonogów, bardzo pospolitą jest sierść biała lub czarna, która częstokroć trwa tylko przez zimę.
Murzyni istnieją tylko w strefie gorącéj i skóra coraz mniéj jest ciemną, w miarę oddalania się od równika. Podług Humboldta murzyni niskiego stanu są czarniejsi od tych, którzy zabezpieczają się przed skwarem słonecznych promieni. U Maurów i wschodnich ludów, kobiety które ciągle w zamknięciu pozostają, są bielsze od mężczyzn. Na Cejlanie mieszkańcy otwartych brzegów mają cerę więcéj smagłą, więcéj ciemną, niż mieszkańcy lasów. Ludzie pracujący w nocy mają zwykle bladą cerę.
Wiemy wszyscy, jak pod wpływem słonecznego światła skóra brunatnieje, i o ile twarz wiejskich kobiét, różni się od twarzy kobiét wyższéj klassy.
Lecz czy podwyższenie temperatury nie jest działaczem, który w tych okolicznościach zmienia ubarwienie skóry? Trudno przypuścić; sztuczne bowiem ciepło żadnego nie okazuje wpływu. Kowale, robotnicy w hutach szklannych, kucharze częstokroć mają bardzo białą skórę, kiedy przeciwnie solnik, na niższą wystawiony temperaturę, ale na silniejsze tylko światło, ma skórę bardzo ciemną. Części ciała okryte suknią, powinnyby być mocniéj ubarwionemi, niż te które są wystawione na powietrze, tym czasem przeciwnie się dzieje. Lapończykowie, Eskimosy, Grenlandczycy, mają skórę bardzo ciemną, pomimo ogromnego zimna, na które są wystawieni, i fakt ten objaśnić się daje tylko natężeniem światła odbitego od wiecznych śniegów.
Wszystkie te względy upoważniają nas do wniosku, że promieniowanie chemiczne wywiera wpływ ważny na ubarwienie człowieka; przyznać jednak należy, że nie jest ono wyłącznym tu działaczem, i że wpływ jego pewnych granic przechodzić nie może.
Na ubarwienie skóry wpływają jeszcze pewne zjawiska fizyjologiczne, jak brzemienność, wielka liczba chorób i nawet przytaczano wypadki przypadkowego zczernienia skóry. Murzyni i biali zachowują swoję barwę nie zważając na klimat, w którym mieszkają, i późniéj zobaczymy, że to nie wpływom światła przypisać należy różne plemion ludzkich barwy.
Z tego cośmy powiedzieli, wynikają pewne przepisy hygieniczne, o których pamiętać należy. Jeżeli człowiek, w ciągu całego swego życia powinien być wystawiony na dostateczne światło, jeżeli zwykły jego pobyt w źle oświetloném lub ciemném miejscu, zawsze wywołuje wpływ niekorzystny, słabszy lub mocniejszy, to szczególniéj w piérwszych epokach życia, w okresie wzrostu i rozwoju, wpływ światła jest dla niego użytecznym i koniecznym. Dzieci w ciemnych miejscach wychowane, są zwykle wzrostu małego, źle zbudowane, wątłe, blade, rachityczne, skrofuliczne, suchotnicze, chlorotyczne, anemiczne i wtedy słońce jest najlepszém lekarstwem, jakie poradzić można na nieład w trawieniu, i ztąd wynikające zboczenia organiczne.

O PROMIENIOWANIU ŚWIATŁÉM.


Promieniowanie słoneczne światłe jest przyrodzonym bodźcem organu widzenia; ono to stanowi najważniejsze stosunki pomiędzy człowiekiem a światem zewnętrznym, odkrywając piérwszemu postać, wielkość, barwę ciał otaczających go, pozwalając mu uchwycić zarazem ogół i szczegóły widnokręgu dostępnego oku; ostrzegając go zawczasu o grożących mu niebezpieczeństwach; wskazując przedmioty, jakie mu mogą być użyteczne, przyjemne lub szkodliwe. Bez wzroku [31] ród ludzki traci najpiękniejsze swoje przywileje; bo nie może znać ni barw, ni światła, ni nieba, ani ziemi, jestto doprawdy być istotą niższą od człowieka. Przypuśćmy na chwilę plemię ludzkie pozbawione całkowicie tego zmysłu, pojmiemy zaraz, że nie mogłoby nigdy połączyć się w towarzystwo. Mając tylko ciemne pojęcie o przedmiotach zewnętrznych, a mianowicie o podobnych sobie jestestwach, jak utworzyć stosunki, znaki wzajemnego obcowania? Zmysłowi więc wzroku winniśmy języki, prawa, sztuki, nauki, jedném słowem społeczeństwo takie, jakie dziś istnieje.

WPŁYW ŚWIATŁA NA ORGAN WZROKU.


Światło słoneczne, jest jak wiémy światłem białém i złożoném, bo z niego utworzyć można siedm barw rozlicznych, nazwanych barwami widma, a które są: czerwona, pomarańczowa, żółta, zielona, niebieska, błękitna i fijoletowa. Wiémy także, że wszystkie ciała są oświetlone, albo białém światłem słońca, albo światłem księżycowém i planetarném, albo światłem sztuczném, i że przedstawiają odcienia zmienne do nieskończoności, stosownie do swoich fizycznych i chemicznych własności, stosownie do sposobu w jaki pochłaniają i odbijają światło. Ciała białe odbijają wszystkie promienie światła; ciała czarne pochłaniają wszystkie i nic nie odbijają; ciała szare pochłaniają jednakowy stosunek wszystkich barw prostych; ciała czerwone pochłaniają barwy dopełniające czerwoną, żółte barwy dopełniające żółtą i t. p. Wpływ więc światła na organ wzroku, zmienia się stosunkowo do natężenia promieni światłych i do ubarwienia oświetlonych przedmiotów.
Jeżeli oko zwykle tylko odbiéra bardzo słabe światło, jeżeli przez długi czas pogrążone jest w zupełnéj ciemności, wtedy czułość jego wygórowywa, wyradza się i oko staje się nieudolném do zniesienia dziennego blasku; źrenica jest rozszerzoną, następuje złe widzenie, krótki wzrok, a czasami zupełna jasna ślepota; często człowiek ulega takiemu podniesieniu czułości wzroku, że może rozróżniać w zupełnie ciemnym lochu szczeliny w murze.
Pod wpływem zbyt natężonego, zbyt długiego światła, rozwijają się cięższe przypadłości, które są rozmaite, stosownie do wieku osób, ich budowy, idyosynkracyi, stanu zdrowia, chorób, przywyknień i t. p.
Wiemy, że człowiek bez niebezpieczeństwa nie może patrzéć na słońce, i że pod tym względem nie posiada przymiotu jaki, powiadają, ma miéć orzeł.
Robotnicy pracujący pod wpływem zbyt żywego światła, używający lupy, mikroskopu, lunet astronomicznych, często chorują na wieczorną ślepotę, dwojenie się przedmiotów, widzenie połowiczne, kataraktę, jasną ślepotę, zapalenia oczu.
Jeżeli jedno tylko oko wyłącznie albo szczególniéj pracuje, wtedy to tylko oko ulega rozmaitym cierpieniom.
Światło odbite, jakkolwiek słabsze mające natężenie niż światło bezpośrednie, częstą jest przyczyną chorób; lecz tu właśnie ważny wpływ wywiéra barwa powierzchni odbijającéj.
Zapalenie oczu, jasna ślepota, często następują w skutek odbicia promieni światła od śniegu, piasku, budynków białych.

WPŁYW ŚWIATŁA NA OŚRODKI NERWOWE.

Ze wszystkich działaczy wpływających na organ zmysłów, światło najwyraźniejszy wpływ wywiera na ośrodki nerwowe. Skoro działanie jego zbyt jest natężone, zbyt długie; natychmiast objawia się nieład w układzie nerwowym, cechujący się głównie bólem głowy, bezsennością, niespokojnością, zawrotem głowy, krwi nabiegiem mózgowym, a czasami gadaniem od rzeczy, wymiotami, gorączką, konwulsyjami i t. p.
Ażeby więc uchronić człowieka od zgubnych skutków słonecznego pobudzenia, przyroda dała mu noc po dniu, sen po czuwaniu, a pomiędzy promieniem światła i błoną siatkową oka, umieściła zasłonę błoniastą, ciemną, ruchomą, przeznaczoną do miarkowania i przerywania działania światła.

O ŚWIETLE SZTUCZNÉM.


W niedawnych jeszcze czasach, światło sztuczne bardzo było ograniczone w zastosowaniu do życia prywatnego, a żadne w życiu publiczném. Zwyczaj gaszenia wieczorem światła, po całéj prawie Europie upowszechniony, brak światła na ulicach i niedokładność oświetlania, ograniczyły je bardzo. Dla tego, z wyjątkiem niektórych rzemiosł, jeżeli człowiek nie ciągnął wielkich korzyści ze światła pod względem przyjemności życia, to téż i zdrowie jego nic nie szwankowało. Medycyna więc wtedy, mało musiała się zajmować wpływem światła. Ale dziś, kiedy światła potoki zewsząd nas oblewają, ciągle podbudzają nasze organy i blask swój czerpią z materyj będących trucizną i niebezpieczeństwem dla człowieka, medycyna nie mogła dłuźéj pozostać obojętną na wpływ tak potężnego działacza, i hygiena czuwać musi nad zmianami, jakie światło na stan zdrowia wywiéra.
Doświadczenie okazuje, że światło sztuczne drażni i męczy bardziéj oczy niż zwykłe światło ciał niebieskich. Wszyscy badacze na to się zgadzają; że zbyt długie wystawienie się na światło sztuczne, jest jednym z najsilniejszych powodów zapaleń wewnętrznych błon oka, osłabienia wzroku i porażenia nerwu ocznego.
Światło sztuczne działa swojém natężeniem, sposobem w jaki sie rozchodzi, kierunkiem i nakoniec składem.
Niedostateczne światło niezmiernie męczy oko i jest często przyczyną jasnéj ślepoty. Jeżeli szwaczki stanowią ósmą część cierpiących na choroby oczne, to pochodzi z powodu słabego światła, przy którém w wieczór pracują.
Zbyt długie, lub zbyt natężone działanie światła słonecznego, sprawia kłócie i palenie na brzegu wolnym powiek i w wewnętrznym kącie oka; części te czerwienią się; czuć się daje jakby piasek pomiędzy powiekami i okiem; wewnątrz oka objawia się uczucie ściskania; źrenica się ścieśnia, a muskuły powiek i sąsiednich części, stają się siedliskiem niezmiernego znużenia.
Jeżeli da się oku spoczynek, którego potrzebuje, wtedy przypadłości te nikną.
Dr. Szokalski przytacza wypadki ślepoty zrządzonéj przez nagłe wrażenie mocnego światła; — jasna ślepota była następstwem zbyt natężonego światła elektrycznego.
Jeżeli światło jest niepewne, drżące, to słabsze, to mocniejsze, wtedy oko bardzo wielkiemu ulega znużeniu.
Światło odbite bardzo jest szkodliwe.
Nakoniec niektóre materyje wydzielające się przy paleniu, mogą na oczy wywiérać słabszy lub mocniejszy wpływ drażniący; takiemi są: kwas siarkowy i siarkowodnian amonijaku.

O HYGIENIE OCZNÉJ.


Dowiedzioną jest niestety rzeczą, że od stu około lat, zmysł wzroku coraz się bardziéj osłabia i że liczba ślepych ciągle się zwiększa. Starannie się unika dźwięków rozdzierających uszy; węch głaskany bywa tylko przyjemną wonią; język znosi tylko smaczne potrawy; dotykanie nawet szuka wyłącznie ciał gładkich, form okrągłych, powierzchni wyrównanych. Jakiéjże fatalności skutkiem, wzrok daleko czulszy niż inne zmysły, ciągle jest dotykany nieprzyjaźnie to światłem zbyt żywém lub obfitém, często sztuczném, to ciągłą pracą, to sprzecznością zawsze jaskrawych i mocnych kolorów, nakoniec tém mnóstwem błyszczących przedmiotów, które nas otaczają, a od których odbite światło, razi nasze oczy ciągle, wszędzie i w każdym kierunku. Ale wielu ludzi jest wystawionych na nie w skutek swych zatrudnień, w skutek wymagania nauk, sztuk i przemysłu.
Tak się dzieje z górnikami, winiarzami, piekarzami, gipsarzami, kamieniarzami, szklarzami, fabrykantami zwierciadeł, haftarzami, szwaczkami, kucharzami i kucharkami, rytownikami, malarzami, literatami, kompozytorami muzycznemi; tu także należą osoby używające narzędzi optycznych, a mianowicie lup, mikroskopów, lunet astronomicznych i t. p. ci, którzy muszą używać zbyt żywego swiatła sztucznego, którzy męczą jedno oko więcéj niż drugie i t. p.

STARANIA JAKICH ORGAN WZROKU WYMAGA.


Bardzo ścisłe węzły łączą oczy z rozmaitemi organami, z rozmaitemi czynnościami organizmu; ażeby je więc w dobrym stanie zachować, należy nie tylko o nich miéć ciągłą i staranną pieczę, ale i o ogólnym stanie zdrowia [32].
Podrażnienie błony ocznéj, towarzyszy zawsze katarowi. Należy więc wszelkich unikać powodów dostania kataru. W tym to celu, radzą strzedz się mokrego zaziębienia nóg, w umiarkowaném utrzymywać ciągle cieple głowę małych dzieci, u których ciemię nie jest jeszcze zupełnie zarosłe.
Łatwo pojąć, jak szkodliwy wpływ wywiérają na oczy ciągłe krwinabiegi do głowy; nie należy więc jéj utrzymywać w nachyloném położeniu, zbyt przykrywać, a przez to ogrzéwać zbytecznie; należy zarzucić zbyt ciasne suknie, zbyt zaciśnięte chustki na szyi, dawać ścisłe baczenie na odpływy miesięczne i hemoroidalne, nie objadać się, unikać pokarmów pobudzających, napojów wyskokowych, zapobiegać zatwardzeniu.
Wszystkie działacze które osłabiają, zmieniają ogólną innerwacyją, wywiérają zgubny wpływ na oczy. Mniejszy lub większy nieład w widzeniu towarzyszy zawsze białaczce, anemii, krwotokom, białkomoczowi, zbytecznemu upuszczeniu krwi, ogólnéj neuropatyi, większéj części neuralgii. Namiętności wywiérają wpływ potężny; są przykłady nagłego oślepienia w przystępie gniewu, nadzwyczajnéj radości, gwałtownego przestrachu. Nadużycie roskoszy płciowych bardzo jest oczom szkodliwe, nie tylko w skutek znacznéj utraty nasienia, jaką wywołuje, ale i w skutek wstrząśnienia, w jakie wprawia cały układ nerwowy [33]
Wiele osób ma zły zwyczaj tarcia oczów palcami, szczególniéj wstając rano.
Osoby, które ciągle są wystawione na działanie gwałtownego wiatru, powietrza nasyconego drażniącemi gazami, kurzem, cząstkami roślinnemi lub metalicznemi, powinny osłaniać oczy konserwami, maską lub innym jakimś ochronnym przyrządem.
Najważniejszą przestrogą jest staranne zbadanie siły oczu swoich, i niepoddanie ich zbytecznemu utrudzeniu.
Niektóre zatrudnienia są więcéj męczące, jak inne; czytanie więcéj męczy niż pisanie [34].
W dzieciństwie szczególniéj, jest ważną rzeczą oszczędzać wzrok, i należycie kierować wykształceniem oczu; w téj właśnie epoce, szczególniéj nie należy ich poddawać zbyt gorliwéj, zbyt ciągłéj, zbyt mordującéj pracy. Książki, których dzieci używają, powinny być drukowane wielkiemi literami, trzymane w odległości 10 lub 12 cali od oczu; toż samo rozumié się i o piśmie. Dzieci, które zbytnie nachylają głowę, mogą stać się krótkowidzami.
Dzieci, ludzie zdrowiejący szczególniéj, nie powinni się wystawiać na zbyt mocne światło; pokoje w których zwykle przesiadujemy, pracownie, powinni być oświetlone stosownie, to jest tak, ażeby nie trudziły oczu, bądź zbyt mocném światłem, bądź niedostatkiem jego; należy więc unikać okien, naprzeciw których jest biała powierzchnia, mur na biało malowany; ściany pokoju, meble, firanki, powinny być zielone, albo niebieskie.
Osoby mające wzrok słaby, podróżnicy, inżynierowie, osoby które w skutek swego zajęcia, wystawione są ciągle na światło słoneczne zbyt mocne lub odbite od białéj powierzchni, powinny dla uniknienia nadwerężenia wzroku używać konserwów, to jest szkieł płaskich słabo zabarwionych na zielono, a lepiéj jeszcze na niebiesko. Anglicy przekładają i może nie bez słuszności szkła barwione na czarno.
Krótkowidzenie następuje u dzieci, które mają zły zwyczaj zbyt bliskiego przypatrywania się przedmiotom; u osób, które z powodu rzemiosła swego, patrzą na bardzo drobne przedmioty, jak na przykład zegarmistrzowie, rytownicy i t. p. Może ono także nastąpić w skutek niestosownego używania szkieł wklęsłych lub wypukłych, lornetek, niedostatecznego światła, zbyt wielkiego zmordowania. Dalekowidzenie rozwija się w przeciwnych okolicznościach, i bywa pospolitém u woźnic, pocztylionów, marynarzy, strzelców, którzy pracują odlegle wzrokiem i często są dalekowidzami, w trzydziestym roku życia. Wiemy do jakiéj bystrości dochodzi wzrok u dzikich. Krótkowidzenie, pospolite u dzieci, szczególniéj daje się spostrzegać u młodzieży, u osób, które mają oczy duże i wypukłe; niknie ono z wiekiem i często zamienia się na dalekowidzenie, a czasem i przeciwnie się dzieje.
Oczy krótkowidza zresztą są lepsze, i łatwiéj znoszą zmordowanie, niż oczy dalekowidza.
Skoro szkła wklęsłe niezbędnemi się już stają, wtedy należy starannie je wybierać pod względem foremności, krzywizny, czystości, przezroczystości, szlifowania, oprawy, która w ten sposób dokonaną być powinna, że szkła w stosownéj odległości są umieszczone od oka i nie zmieniają swego położenia przy ruchach głowy. Należy zawsze zaczynać od szkieł najniższego jak można numeru, krzywiznę powoli tylko zwiększać, stopniowo i najczęściéj o ile można przerywać użycie.
Wszystko to cośmy powiedzieli o szkłach wklęsłych, stosuje się pod każdym względem i do szkieł wypukłych, które się używają przeciw dalekowidzeniu. Wielka jest szkodliwość lornetek i wszelkich szkieł trzymanych w ręku.
Z równém staraniem unikać należy niedostatecznego jak i zbytniego światła; starać się potrzeba miéć światło z płomienia równego, nie chwiejącego się, o ile można czystego. Pod tym względem świece stearynowe lub woskowe, mają pierwszeństwo przed świécami łojowemi, a dobre lampy przed pierwszemi i przed gazem.
Ażeby uniknąć szkodliwego wpływu bezpośrednich promieni, nie trzeba nigdy ażeby ciało świecące znajdowało się pomiędzy okiem a książką, papierem lub przedmiotem, na którym się pracuje.
Ażeby umiarkować światło, można używać kul szklannych, matowych, daszków z gazy nieprzezroczystych.
Szkła lamp zabarwione na niebiesko lub zielono, użycie do pisania papieru z niebieskawym odcieniem, zarówno są dobrym ochronnym środkiem.



4. O POWIETRZU.


O WILGOCI.


Jeżeli na szkiełko od zegarka, wystawione na zetknięcie ze zwyczajném powietrzem, nalejemy ściśle zważoną ilość zgęszczonego kwasu lub chlorku wapienia, znajdziemy po kilku godzinach że waga tych ciał znacznie się zwiększyła, a rozbiór chemiczny przekonywa, że przybytek ten wagi pochodzi od pewnéj ilości wody. Woda ta, z powietrza tylko chodzić może; a ztąd wnieść należy, że powietrze atmosferyczne zawiera w sobie parę wodną.
Hygrometryją zowie się badanie, mające na celu oznaczenie ilości pary wodnéj, zawartéj w danym czasie, w pewnéj danéj objętości powietrza, i oznaczenie stosunku, jaki istnieje pomiędzy tą ilością, a ilością którąby powietrze zawierało, gdyby było nasycone przy tém samém ciśnieniu i téj saméj temperaturze.
Dana objętość powietrza, przy pewném ciśnieniu i temperaturze, może zawierać pewne tylko maximum pary wodnéj, a skoro tyle zawiéra, ile jéj zawierać może, wtedy mówią, że jest nasycone. Ilość pary wodnéj, nasycająca daną objętość powietrza, bywa różną, stosownie do ciśnienia i temperatury, pod wpływem których powietrze to zostaje, i powietrze jest mniéj lub więcéj wilgotne, stosownie do tego, czy ilość pary wodnéj w nim zawartéj, mniéj lub więcéj się zbliża do téj ilości która je nasyca.
Ilość pary wodnéj potrzebna do nasycenia powietrza, tém jest znaczniejsza, im temperatura jest wyższa. Ilość pary wodnéj zmniejsza się wraz z temperaturą, idąc od równika ku biegunom. Na pełném morzu, pod każdą szerokością, powietrze zdaje się być w stanie nasycenia; na brzegach pod tą samą szerokością ilość pary wodnej jest możliwie największa i zmniejsza się w miarę postępowania w głąb’ lądu.
W pustyniach Afryki, suchość gruntu, niezmierny upał, zwiększony jeszcze odbiciem od piasków, przeszkadzają wszelkiemu skraplaniu się wody i wprowadzają powietrze w stan suchości, będącéj wiecznéj niepłodności powodem.
Co się tyczé wzniesienia nad poziom, także pewną jest rzeczą, że ilość pary wodnéj zmniejszać się musi w miarę wznoszenia się w powietrze.
Inne warunki hygrometryczne powietrza przedstawiają jeszcze zmiany dzienne, miesięczne, porowe, roczne, które ogólnie oceniają za pomocą ostatecznych i średnich, — i nakoniec zmiany przypadkowe.
Ilość pary wodnéj dochodzi do swego minimum rano, przed wschodem słońca, kiedy właśnie wilgotność powietrza jest największa w skutek zniżenia temperatury. W miarę, jak słońce wznosi się nad poziom, parowanie się wzmaga, ale powietrze coraz bardziéj się oddala od punktu nasycenia, i względna wilgotność coraz mniejszą się staje, do chwili w któréj temperatura doszła do swego maximum.
W zimie, ilość pary zwiększa się regularnie aż do popołudnia; skoro termometr opadać zaczyna, ilość pary zmniejsza się aż do jutra, ale w skutek zniżenia temperatury, powietrze względnie coraz wilgotniéjszém się staje.
W lecie, całkowicie co innego ma miejsce. Bezwzględna ilość pary powietrza powiększa się rano, i przed południem dochodzi do samego maximum; następnie zmniejsza się aż do chwili maximum dziennéj temperatury, nie dochodząc jednak do tak niskiego minimum jak rano; a ponieważ przez cały ten czas temperatura się podnosi, powietrze więc coraz bardziéj oddala się od punktu swego nasycenia. Doszedłszy do swego minimum, ilość pary wodnéj znowu się powiększa do jutra rana, podczas kiedy powietrze względnie coraz wilgotniejszém się staje.
Ztąd wynika, że przy zwyczajnych warunkach powietrznych, bezwzględna ilość pary wodnéj i stopień względnéj wilgotności, są w odwrotnym stosunku. Im znaczniejszą jest bezwzględna ilość pary, tém mniejsza jest względna wilgotność i odwrotnie.
I tak, w najzimniejszym miesiącu roku, w styczniu, bezwzględna ilość jest najmniejsza, wilgotność największa; w lipcu, najgorętszym miesiącu roku, bezwzględna ilość jest największa, wilgotność najmniejsza.
Najznaczniejsza wilgoć objawia się pod wpływem wiatrów północnych, jakkolwiek bezwzględna ilość pary wodnéj jest wtedy najmniejsza. Przeciwnie, najmniejsza wilgoć odpowiada wiatrowi południowemu, chociaż bezwzględna ilość jest wtedy prawie największa. Wypadki te dziwić nas nie powinny, jeżeli zwrócimy tu uwagę na wpływ temperatury.
Skoro powietrze zawiera więcéj pary wodnéj, niż jéj potrzeba do nasycenia, wtedy nadmiar zmienia się na wodę pod postacią rosy, białego mrozu, deszczu lub śniegu, lub téż buja w powietrzu pod postacią chmur, mgły. Obecność każdego z tych zjawisk wodnych wskazuje naturalnie nasycenie, czyli najwyższy stopień powietrznéj wilgoci.

O ROSIE.


Rosa pada podczas nocy cichych i pogodnych, którym towarzyszy znaczne promieniowanie ziemi, i w okolicznościach tych następnym tworzy się sposobem:
Podczas dnia, ziemia się rozgrzewa i para się wznosi. Skoro wieczorem siła prądów do góry idących się zmniejsza, wtedy para zbliża się do ziemi. Kiedy noc jest pogodna, wtedy promieniowanie ziemi jest znaczne i temperatura ziemi spada o wiele stopni niżéj, niż temperatura przyległych warstw powietrza, mających grubość 86 — 100 stóp. Jeżeli wtedy warstwy te powietrza nie są przez wiatr spędzone i ciągle zamieniane cieplejszemi warstwami, wtedy widziemy na wielką skalę, to samo zjawisko skraplania się pary, jakie ma miejsce na szkle zimném, do ogrzanego pokoju wniesioném.
Zniżenie więc temperatury jest przyczyną, a nie skutkiem rosy, jak to większa część ogrodników utrzymuje.
Rosa tém jest obfitszą, im powietrze jest wilgotniejsze i zniżenie temperatury znaczniejsze. Ponieważ oziębienie szczególniéj w bliskości ziemi ma miejsce, łatwo pojąć że przedmioty tém mniéj bywają zroszone, im są wyższe, im bardziéj są oddalone od powierzchni ziemi.
Wszystko co przeszkadza promieniowaniu, zmniejsza także tworzenie się rosy. Dla tego rosa nie pada, kiedy niebo jest zachmurzone, dla tego rosa osiada szczególniéj na ciałach nieosłonionych, i rośliny pod drzewem rosnące, daleko mniéj są zroszone, niż rosnące gdzieindziéj; dlatego to nakoniec rosa jest daleko obfitszą na odkrytém polu, niż w miastach.
Przy jednakowych zresztą warunkach, rosa chętniéj osiada na pewnych ciałach, niż na innych: i tak, rośliny bywają bardziéj zroszone niż ziemia, piasek więcéj niż ubita rola, szkło więcéj niż metale, wióry więcéj niż kawałek drzewa, a ciało organiczne więcéj niż szkło.

O BIAŁYM MROZIE.


Wszystko cośmy powiedzieli o rosie, stosuje się do białego mrozu; w ostatnim tylko razie, oziębienie ziemi w skutek promieniowania, posunięte jest do tego stopnia, że para marźnie w postaci kryształów.

O MGŁACH.


Mgły ważną grają rolę w historyi hygrometrycznéj powietrza; a przedewszystkiém występuje tu uprzednie pytanie: Czy wszystkie mgły są téj saméj natury? Czy wszystkie mgły z pary wodnéj się składają?
Mgły na dwie wielkie klassy dzielić należy, stosownie do tego, czy są wilgotne, czy suche; ostatnie zaś, na trzy oddzielne, rozpadają się gatunki.
W Holandyi i zachodnich Niemczech, istnieją obszerne torfowiska. Dla zasiania kukurydzy lub owsa, podorują tam grunt w jesieni, a skoro bryły ziemi i rośliny na nich wzrastające, wyschną należycie, podpalają je w maju, czerwcu lub lipcu. Pożar trwa zwykle miesiąc, a na niektórych punktach i przez całe lato; powstaje ztąd nadzwyczajnie gęsty dym, który z początku tworzy oddzielne chmury, ale który następnie zamienia się na mgłę szczególnego zapachu, tak gęstą, że w odległości 100 stóp żadnego przedmiotu odróżnić nie podobna.
Mgła ta nazywa się Landrauch po niemiecku, staje się coraz rzadszą i słabszą w miarę oddalania się od torfowiska; z tém wszystkiém meteorologowie sądzą, że mgła pochodząca z torfowisk westfalskich, może zaciemnić atmosferę Bazylei, Paryża i Brestu ku południu, a Kopenhagi ku północy.
Znaczne wybuchy wulkaniczne tworzą czasami mgłę, nie zawierającą ani śladu pary wodnéj i która zdaje się być gatunkiem kurzu.
Nakoniec p. Marlins opisał trzeci gatunek mgły suchéj, znanéj pod imieniem callina w krajach gorących.
Niektórzy meteorologowie utrzymywali, że mgły tworzące się w wielkich miastach jak np. w Paryżu i Londynie, pochodzą czasami od dymu powstałego w skutek spalenia węgla lub drzewa; Arago jednak okazał, że zdanie to nie ma żadnéj zasady.
Mgły zjawiają się zwykle rano lub wieczór; rozchodzą się więcéj lub mniéj, i często pokrywają ogromną przestrzeń kraju; kiedy indziéj znowu, mianowicie rano, wznoszą się tylko nad rzekami, jeziorami i stawami.
Mgły mórz północnych, również pochodzą od skroplenia się pary wodnéj.
Mgły wznoszące się w wielkich miastach, jawnie są utworzone z pary wodnéj; zawierają jednak cząstki węgla i kwasu drzewnego, które im nadają zapach szczególny i wywierają wpływ drażniący na oczy i błonę śluzową płuc.
Zwykle mgła tworzy się w tém samém miejscu, w którém para wodna wzniosła się z ziemi lub wody.

O OBŁOKACH.


Obłoki podzielono stosownie do ich postaci, na trzy klassy: piérzaste, kłębowe i warstwowe, pomiędzy któremi mieszczą się pośrednie postacie oznaczone nazwiskami: piérzasto-kłębowe, piérzasto-warstwowe, kłębowo-warstwowe i piérzasto-kłębowo-warstwowe albo chmury.
Obłoki piérzaste są małe obłoczki białawe, złożone z nitek, które dają im pozór rozciągniętéj siatki; zjawiają się wtedy, kiedy po okresie pogodnym, barometr zaczyna opadać powoli, i tworzą równoległe pasy skierowane z południa na północ, lub z południo-zachodu na północno-wschód. Są one ze wszystkich obłoków najwięcéj wzniesione, i trudno jest wymierzyć ich wzniesienie. Z wierzchołka gór najwyższych uważane, zdają się być wzniesione, jak gdyby były z dołu widziane.
Obłoki pierzaste często poprzedzają zmianę pogody; w lecie zwiastują deszcze, w zimie mróz lub odwilż.
Obłoki kłębowe, są to obłoki zaokrąglone, podobne do gór nawalonych jedne na drugie: tworzą się z rana i zwykle nikną w wieczór; częstsze są w lecie niż w zimie, i powstają w skutek wznoszącéj się do góry pary wodnéj, która skrapla się w wyższych warstwach atmosfery. Jeżeli powietrze jest wilgotne, a niebo pogodne, obłoki kłębowe tworzą się około 8-éj godziny rano, powiększają się od południa i zmniejszają w chwili zachodu słońca. W ciągu dnia leżą one wyżéj, niż rano i wieczór. W górach podróżni widzą je pod nogami swemi rano, około siebie przed południem, nad głową w ciągu dnia, nad wieczorem zaś, znowu się zniżają.
Jeżeli zamiast znikania ku wieczorowi, obłoki kłębowe wzrastają w liczbie i przybierają barwę ciemniejszą, należy się spodziewać deszczu lub burzy, gdyż wtedy w średnich i w wyższych warstwach powietrze jest bliskie kresu nasycenia.
Obłoki warstwowe są to warstwy obłokowe, poziome, bardzo szerokie, nieprzerwane; tworzą się zwykle przy zachodzie słońca i nikną przy jego wschodzie, podstawa ich wtedy przybiera postać obłoku kłębowego, który się wznosi i ulatnia. Pospolitemi są one w jesieni, i można je uważać jako oznakę pogody; są bliższe ziemi niż kłębowe.
Formy pośrednie tworzą się przy bardzo rozmaitych warunkach atmosferycznych, i tu tylko powiemy, że chmury, to jest obłoki niemające formy i pokrywające niebo jakby zasłoną, są właściwie mówiąc obłokami tworzącemi deszcz.

O DESZCZACH.


Pęcherzyki obłokowe są cięższe niż środek, w którym są zawieszone, jak więc mogą utrzymać się w powietrzu?
Obłoki nie są nieruchomemi w atmosferze i zawieszenie ich pęcherzyków nie jest bezwzględne.
Pęcherzyk obłokowy stara się ciągle upaść i rzeczywiście spada, ale w oporze warstw powietrznych napotyka przeszkodę tém silniejszą, im powłoczka jego jest cieńsza, ztąd wynika, że spadek jego nie jest szybki; z drugiéj strony, skoro upada w powietrze suche i cieplejsze, rozpuszcza się, i ztąd jeszcze wynika, że obłok nieruchomy na pozór, często obniża się powoli, część jego niższa rozpuszcza się ciągle, kiedy górna ciągle wzrasta przez dodanie coraz nowych pęcherzyków. — Nadto wiatry, prądy poziome, przeszkadzają spadaniu obłoków, a oprócz tego, istnieje prąd z dołu do góry, który unosi z sobą pęcherzyki ku górnym warstwom.
Ale kiedy pęcherzyki są bardzo wielkie, a temperatura powietrza się zniża, wtedy one szybciéj spadają, wiele się ich łączy z sobą, i dochodzi do ziemi pod postacią deszczu.
Jeżeli krople deszczu przechodzą przez warstwy bardzo suchego powietrza, wtedy powierzchnia ich ciągle się ulatnia, stają się coraz mniejszemi i na ziemię mniéj spada wody; niekiedy nawet deszcz nie dochodzi do ziemi i całkowicie ulatnia się w powietrzu. Kiedy indziéj przeciwnie znowu, kropla deszczu wzrasta spadając.
Starano się oznaczyć ilość wody, jaka w postaci deszczu spada na ziemię, i dokonano tego za pomocą narzędzi zwanych deszczomierzami.
Jeżeli ustawimy dwa deszczomierze na nierównych wysokościach, jeden na powierzchni ziemi, drugi na szczycie budynku naprzykład, przekonamy się, że mniéj spada wody w wyższe jak w niższe narzędzie.
Z tego cośmy tu powiedzieli, nie należy wnioskować, że mniéj deszczu spada na wierzchołku gór, niż w dolinie; przeciwnie właśnie bowiem się dzieje, i to objaśnia się przyciąganiem, jakie szczyty gór na chmury wywierają, zniżeniem temperatury, wpływem wiatrów i t. p.
Ilość wody spadłéj w czasie jednego tylko deszczu, zmienia się w bardzo obszernych granicach i stosownie do mnóstwa okoliczności. — Czasami ilość ta sprowadza się do kilku kropli, kiedy indziéj znowu, a mianowicie pomiędzy zwrotnikami, tworzą się znaczne massy wody.
W ogólności w Europie więcéj deszcz w dzień pada; w okolicach równikowych więcéj w nocy.
Mnóstwo okoliczności wpływa na padanie deszczu w jedném i témże samém miejscu i w rozmaitych okolicach: bliskość lub oddalenie od morza, rzek, lasów, częstokroć kierunek wiatrów, natura powierzchni ziemi, którą przebiegają i t. p. Wskażemy je badając rozdział geograficzny deszczów.
Woda z powietrza nigdy nie spada w wielkiéj Saharskiéj pustyni [35] w Afryce, na północy Indyj i Chin, w niektórych miejscach na brzegach Peru i Chili, w niektórych miejscach Meksyku.

O DESZCZACH REGULARNYCH.


Pod zwrotnikami deszcz pada tak regularnie, jak nigdzie zresztą, i wiemy, że tam istnieją pory dżdżyste, bardzo wyraźnie określone. W Afryce, pora dżdżysta rozpoczyna się w miesiącu kwietniu; pomiędzy 10° szerokości północnéj i zwrotnikiem, w Senegalu, trwa od czerwca do października, w okolicach bardzo bliskich równika, gdzie słońce dwa razy przez zenit przechodzi, rok dzieli się na dwie pory suche, i dwie dżdżyste. W Indyjach deszcze stosują się do wiatrów; na wschodnim brzegu deszcz pada podczas północno-wschodniego mussonu, na brzegu zachodnim podczas mussonu południowo-zachodniego. Pora dżdżysta obejmuje miesiące: lipiec, sierpień, wrzesień i październik w strefie gorącéj; październik, listopad i grudzień w Egipcie.
Deszcze zwrotnikowe niezmiernie są obfite, i ilość wody spadłéj w ciągu kilku miesięcy jest większa, niż w naszych klimatach ilość spadła w ciągu całego roku.
W miarę oddalania się od równika, peryodyczność deszczów niknie, nie można jednak ściśle oznaczyć przejścia z jednego systematu klimatowego do drugiego.

O DESZCZACH PRZYPADKOWYCH.


W Polsce, deszcz pada przez cały rok, ale największa jego ilość raz odpowiada latu, drugi raz zimie. Na południu oceanu atlantyckiego, znajdujemy pas deszczów letnich, następnie pas deszczów w każdéj porze i nakoniec pas deszczów zimowych. Pod biegunami para spada w postaci śniegu podczas zimy.
Wiatry na ilość i rozkład deszczów wywierają wpływ niezmiernie ważny, jakeśmy już widzieli.
Same deszcze zmieniają sie z wiatrem; przy wietrze północno-wschodnim trwają one krótko i są kropliste, wynikają bowiem z nagłego zniżenia temperatury; kiedy przeciwnie, deszcze padające przy południowo-zachodnim wietrze są drobniejsze i długo trwające.
Pory roku wywiérają na deszcze wpływ, który wynika z kierunku wiatrów, z położenia mórz, z warunków temperatury, i pod tym względem niepodobna prawa ogólnego wyznaczyć.
W zachodniéj Anglii ilość wody spadającéj w lecie, ma się do ilości wody spadającéj w zimie jak 9 do 10; na zachodnich brzegach Francyi ilości te są prawie równe; w Polsce dwa razy więcéj spada wody w lecie niż w zimie.
W Europie przy jednakowych okolicznościach, ilość wody maleje w miarę oddalenia od morza.

O ŚNIEGU.


Śnieg, jest to deszcz zmarznięty, kiedy temperatura jest niższa od zera; im jednak temperatura powietrza bardziéj się obniża, tém mniéj zawiéra ono pary wodnéj, a ztąd wynika, że śnieg w znacznéj ilości spada tylko podczas umiarkowanego zimna.
Pod równikiem pada śnieg tylko na górach, które pod każdą szerokością przedstawiają krainy pokryte wiecznemi śniegami. Granica wiecznych śniegów zniża się idąc od równika ku biegunowi.
Europa pod względem śniegu na trzy krainy podzieloną została: krainę południową, gdzie śnieg topi się padając, krainę północną, gdzie śnieg leży przez całą zimę, i nakoniec krainę środkową, gdzie śnieg leży rozmaicie.
Jeżeli śnieg nie topi się ani spadając, ani spadłszy już na ziemię, to nie wywiéra żadnego wpływu na hygrometr; — w zimnych krajach powietrze często bardzo jest suche, pomimo że ziemia bardzo grubą warstwą śniegu jest pokryta.

O WPŁYWACH, JAKIE WILGOĆ NA ORGANIZM WYWIÉRA.


Edwards zamykał świńki morskie w aparatach umieszczonych w jednakowéj temperaturze i pod ciśnieniem. Pięć z tych zwierząt było umieszczonych w powietrzu nasyconém parą wodną, pięć innych w suchém powietrzu. Po sześciu godzinach doświadczenia, przekonano się, że w powietrzu suchém traciły one daleko więcéj na wadze, niż w wilgotném.
Doświadczenia robione na ptakach, dały podobne wypadki.
Ciała hygrometryczne wsysają i skraplają parę wodną; lecz jeżeli w pewnych przypadkach, zawiérają one wilgoć z powietrza, w innych znowu ją tracą; i zwierzęta w skutek ilości wody jaką zawiérają, zdają się raczéj tracić wilgoć niż zabiérać; — stosuje się to szczególniéj do zwierząt z krwią ciepłą, a zatém i do człowieka.
Włosy nasze są hygrometryczne; część pary wodnéj którą zgęszczają i zamieniają w wodę, dochodzi do ich korzenia, gdzie następuje wsysanie to jest absorbcyja. Niektóre części naszego ciała mogą tedy wsysać parę wodną, kiedy z drugiéj strony inne ją tracą.
Edwards przekonał się, że zwierzęta z krwią ciepłą, również wsysają parę wodną, zawieszoną w powietrzu, że wsysanie to czasami równoważy się przeziewem, czasami zaś ostatni przewyższa; że nakoniec, strata większa jest w łaźni wilgotnéj niż w suchéj.
Dosyć jest wziąć kilka kąpieli w łaźniach rossyjskich i w łaźniach suchych, ażeby się przekonać, że przy jednakowéj temperaturze, łaźnia wilgotna trudniejszą jest do zniesienia niż łaźnia sucha, szczególniéj w skutek zjawisk krwinabiegu do głowy i płuc.
Wilgoć wywiéra na wszystkie czynności organiczne bardzo silny wpływ osłabiający; chęć do jadła niknie, trawienie bardzo jest pracowite, włoskowaty krwiobieg zwolniony, kurczliwość serca osłabiona, oddychanie utrudnione i następują liczne krwinabiegi do płuc i do głównych trzewiów; działalność umysłowa leniwieje, tępieje; ruchy są powolne i bez dzielności.
Człowiek pogrążony w wilgotném powietrzu, nasyca się w niém parą wodną do pewnego stopnia, i układ jego, zmieniając się w skutek względnéj potęgi dwóch czynności, wsysania i przeziewu, układa się do równowagi ze stanem hygrometrycznym otaczającego go środka; przeziew zwalniając się, zatrzymuje w naczyniach część płynów, które ma wydzielić. Dla tego mieszkańcy nadbrzeżni, pogrążeni zwykle w mgłach oceanu, przedstawiają często tkankę komórkowatą obfitą i miękką, nogi nabrzmiałe, skórę bladą, żołądek nieregularny, czynności trawienia ociężałe, włosy jasne i gęste, innerwacyją leniwą. W ogólności, znajdujemy w nich wzrost wysoki, tuszę opasłą, muskuły wielkie, ale utopione w tkance komórkowatéj nasiąkłéj płynem; uczucia ich nie gwałtowne, ale płodność wielka, wydzielenia obfite ale ubogie.
Wszyscy prawie mieszkańcy wilgotnych okolic są limfatyczni, skrofuliczni, rachityczni, opuchli, kretyni, miewają często zimnicę, wole i kołtun [36].
Wilgoć potężną jest przyczyną chorób, pisarze jednak nie zgadzają się z sobą co do roli, jaką w tym razie gra wilgoć.
Skorbut jest jedną z przypadłości, na którą wpływ wilgoci najmniéj jest wątpliwy. Rzeczywiście, skorbut się sroży nad marynarzami, nad mieszkańcami brzegów morza Baltyckiego, nad ludźmi w wilgotnych zamkniętych więzieniach; nad robotnikami wystawionymi w skutek swego zajęcia lub mieszkania na ciągłą wilgoć. Zimno wilgotne zdaje się szczególniéj zgubny wpływ wywiérać, gdyż skorbut rzadszym jest u marynarzy żeglujących pod równikiem, niż u przebywających pod różnemi szerokościami.
W Choko, gdzie ciągle dészcz pada, gdzie powietrze prawie ciągle parą wodną jest nasycone, trudno jest, według podania p. Boussingault, znaleść jednego człowieka, któryby nie był skorbutycznym.
Przyznając cały wpływ wilgoci na rozwój skorbutu, trzeba jednak przypuścić, że inne do niéj jeszcze łączą się powody, a mianowicie: niezdrowe i niedostateczne pożywienie, nieochędóstwo, zepsucie powietrza, nagromadzenie i t. p.
Wielu pisarzy uważa wilgoć za jeden z głównych powodów skrofułów. Dla tego to, mówiono, choroba ta tak częstą jest w Anglii, Hollandyi, Polsce, w wilgotnych i zimnych krajach.
Suchoty płucne są częste w wilgotnych krajach, rzadkie w suchych, pomimo rozmaitości temperatury. Suchoty stały się bardzo częstemi w Nemours od czasu wybudowania kanału Briare. Suchoty niezmiernie są częste w Anglii, któréj klimat odznacza się wilgocią i mgłami.
W ogólności, w ciasnych, niskich i wilgotnych dolinach znajdujemy siedlisko chorób chronicznych. Nie wszystkie cierpienia równie są częstemi; tam suchoty szczególniéj robią swoje spustoszenia; owdzie mnożą się skrofuły, gdzieindziéj wylęga się rachityzm i karłactwo. Czasami choroby te rozwijają się i w miejscowościach wysoko leżących, ale wtedy w mieszkaniach przekonywamy się o wpływie wilgoci, o braku świéżego powietrza i słońca, a jeżeli badamy wpływ wilgoci w mieszkaniach, znajdujemy rzeczywiście te same choroby tam, gdzie wpływ wilgoci jest najwidoczniejszy. W Brukselli, w Lyonie, w Rzymie, Neapolu, Lille, w Paryżu nawet, choroby wyżéj wymienione najczęściéj się objawiają w miejscach niskich, w mieszkaniach wilgotnych. Wielki udział przypisują nędzy, ale czemuż podobnych skutków nie wywiéra ona pomiędzy biédną ludnością wiejską? Zwierzęta utrzymywane w piwnicach, giną na suchoty; konie w wilgotnych stajniach nosacieją; psy wiązane w wilgotnych psiarniach zdychają z gruzołków płucnych i ropiastego zapalenia oczu.
Skrofuły, suchoty, częstemi są u odźwiernych, u górników.
Wiemy wszyscy, jaki wpływ ma wilgoć na rozwój zimnic i chorób bagnowych, lecz tu działacz jest złożony i temperatura przeważny wpływ wywiéra.
Wilgoć jest silnym powodem krwawéj biegunki, choroba ta często objawiała się u żołnierzy, którzy biwakowali na wilgotnej ziemi bez zmiany odzieży, przebywali bagna, byli na mocny deszcz wystawieni; lecz pisarze ci nie zgadzają się z sobą, skoro idzie o zdanie, czy ten zgubny wpływ przypisać należy zimnu czy gorącu wilgotnemu.
Wilgoć wielką grała rolę w etyologii wola i kretynizmu.
Nie będziemy tu mówili o wpływie, przez zimną wilgoć wywieranym na rozwój reumatyzmu stawów i muskułów, neuralgii, zapaleń śluzowych, a szczególniéj kataru, zapaleń oskrzeli, są to bowiem fakta pospolite, nad którémi nie ma się co rozszerzać, i do których zresztą będziemy mieli sposobność powrócić, mówiąc o porach roku i klimatach.
Co się tycze wpływu zbyt suchego powietrza, kilka tylko słów o niém powiemy. Objawia się on w ogóle działaniem drażniącém, jakie na błony śluzowe wywiéra, a mianowicie na błony narzędzi wzroku i oddychania. Podczas kampanii egipskiéj, żołnierze francuzcy dziesiątkowani byli przez tę niemoc, która również sroży się na podróżnych przebywających afrykańskie pustynie. Nie trzeba tu jednak zapominać, że w tym ostatnim razie wiatr, kurz, światło, dorzucają swoje działanie do suchości powietrza.
Osoby mające drażliwe oskrzela, astmatycy, suchotnicy, nie łatwo znoszą bardzo suche powietrze.
Stan hygrometryczny powietrza, ważne powinien zajmować miejsce w praktyce i hygienie publicznéj; nieszczęściem, wskazania w tym względzie czynione zbyt rzadko wypełnianemi zostają.
Łatwo pojąć, jak ważną byłoby rzeczą uczynienie zdrowemi wilgotnych okolic i mieszkań; a jeżeli prawo o niezdrowych mieszkaniach zostanie zastosowane w sposób taki, że da rzeczywiście użyteczne wypadki, będzie ono jednym z największych tytułów do wdzięczności publicznéj.



O BAGNACH.


Bagnem nazywamy zbiór stojącéj wody, pokrywający błotnistą, przepełnioną roślinnemi materyjami ziemię.
W pewnych okolicznościach, pod wpływem ciepła i wilgoci, materyje te przechodzą w gnicie, i tworzą wyziewy zwane wyziewami błotnistemi, bagnistemi i t. p. Wyziewy te sprowadzają choroby, których najcharakteryczniejszym typem jest febra przepuszczająca.
Fizyczny układ bagien przedstawia do zbadania.
1° Wody. 2° Florę bagnową. 3° Zoologiją bagnową.

WODY STOJĄCE.


Tworzenie się wód stojących od pięciu głównie przyczyn zależy.
1° Od ilości deszczu padającego przez ciąg roku, a która bywa różną, stosownie do szerokości jeograficznéj, pór roku i rozmaitych miejscowych okoliczności.
2° Od liczby rzek, potoków, strumieni, przerzynających miejscowość, ryjących gór boki, występujących z koryta w pewnych epokach roku i zalewających sąsiednie pola.
3° Od przypływu morza, które zaléwa niskie nadbrzeżne ziemie, i pozostawia po odpływie mniéj lub więcéj znaczną ilość wody.
4° Od cofania się wód morskich, które ustępują z pewnych brzegów pozostawiając po sobie mniejsze lub większe strugi, i od opadania wód w niektórych jeziorach i stawach.
5° Od urządzenia, dla rozmaitych potrzeb przemysłowych, ręką ludzką bagnisk słonych, stawów, jezior, dołów, kanałów i t. p.
Łatwo jest widziéć, że wszystkie te różnorodne przyczyny mogą tworzyć trzy rodzaje wód stojących.
1. Bagna słodkiéj wody.
2. Bagna słonéj wody naturalne lub sztuczne.
3. Bagna mięszane, przedstawiające mięszaninę słodkiéj i słonéj wody. Zobaczymy wkrótce jak ważnym jest podział podobny.
Bagnami mokremi zowią się te, których woda nigdy nie opuszcza całkowicie, bagnami wyschniętemi te, których dno błotniste odkryte jest, bądź w skutek powolnego wyparowania, bądź sztuką.
Sodnik (salsota), soliród (salicornia), modrak (crambe), tamaryszek (tamarix), występują na bagnach solankowych.
Wody słodkie przedstawiają bardzo bogatą florę; są tu najprzód sity (juncus), sitowia (scirpus), trzciny bobrki (menyanthes); następnie rośliny które mniéj wody wymagają: baldaszkowe, tojeści (lysimachia), krwawnice (lythrum solicaria), turzyce (corex), jaskry żabieńce (alisna); w miarę zaś jak wzrasta osad iłowy, zjawiają się krzewy z korzeniami w wodzie pogrążonemi, wrześnie (myrica), borówki czernice (vaccinium myrtillus), bagno (ledum) i t. p.

ZOOLOGIJA BAGIEN.


Bagna dają przytułek niezmiernéj liczbie wodnych zwierząt, robaków, mięczaków, owadów, gadów, a szczególniéj rozmaitych wymoczków, mianowicie gatunkowi znanemu pod nazwą monas pulvisculus.
Na północy, liczne i wielkie napotykamy bagna: w Cesarstwie Rossyjskiém, Szkocyi, Irlandyi, Norwegii. Na zachodzie: Hanower, Pomeranija, usiane są bagnami; we środku i Węgry zalane są wodami stojącemi. Wyspa Walcheren, ujście Skaldy, Szwajcaryja nawet, przedstawiają ogromne błotniste płaszczyzny. Na południu znajdujemy bagna Sardynii i bagna Włoskie, znane z swéj grobowéj sławy. Tyber, Arno, Po, wysychając lub występując z brzegów, ciągle tworzą wód stojących łożyska; Wiedeń, Mantua, otoczone są bagnami; Toskanija usiana jest niemi; najsławniejsze z bagien włoskich bagna pontyńskie, pokrywają od Cisterny do Terraciny, pas ziemi na 42 wiorst długi, a na 18 szeroki.
Francyja wcale nie jest wyłączoną od bagnistych wpływów.
Wyspa Camargue, przy ujściu Rodanu, pokryta jest słonemi patwiskami i zgniłemi bagnami na przestrzeni 60 mil kwadratowych; okolice la Brezze i la Dombes są stawami i bagnami na płaszczyznie 30 mil wzdłuż; la Brenne przedstawia ich przynajmniéj 400, pokrywających 400 wiorst kwadratowych; a Solonija usiana jest bagnami w powierzchni 250 mil kwadratowych.
I nasz kraj obfituje w bagna: wszystkie części Polski dawnéj niemi są zasłane. W Litwie są położone owe wielkie bagna, które z solońskiemi porównać można; bagna Pińskie i Rokicińskie przedzielone gęstemi lasami pierwotnemi, rozciągają się na zachód Dniepru. Są to prawdziwe morza błotniste, gniazda rozlicznych chorób, a mianowicie obrzydliwego kołtuna, téj klęski kraju naszego.
Nie wszystkie bagna zarówno zgniłe dają wyziewy: bagna wilgotne małą ich tylko ilość dostarczają i to tylko podczas najgorętszéj pory roku; bagna wyschnięte przeciwnie, których dno błotniste jest odkryte, są nieustanném źródłem zabójczych wyziewów. Przy jednakowych warunkach, bagna słone są szkodliwsze niż słodkie; bagnami zaś zabójczemi zowią się te, które zawiérają sole, siarczan sody, pochodzący z wody morskiéj, z wód mineralnych, z gruntów niegdyś przez morze zajętych; bagna powstałe z dawnych zatok i t. p.
W okolicach błotnistych, zdrowie publiczne tém jest lepsze i śmiertelność tém mniejsza, im bagna solankowe są liczniejsze i więcéj użytkowane, kiedy przeciwnie, febry tém są liczniejsze i ludność więcéj słabnie, im mniéj jest bagien solankowych, im mniéj z nich użytkują.
Z badań Molier’a wynika, że bagno solankowe dobrze urządzone i stosownie obrabiane, nie tylko że nie jest samo z siebie powodem niezdrowia, ale owszem, jest środkiem ulepszającym miejscowości błotniste. I w jaki sposób zresztą, przemysł ten mógłby być niezdrowym? Woda słona, oto wszystko czego przemysł ten używa i wodę tę paruje tylko.
Czy to samo rozumiéć należy o bagnie solankowém źle urządzoném, źle użytkowaném, lub opuszczoném? Wcale nie. Skoro wody pokrystaliczne nie odpływają łatwo i ciągle, skoro pozostają na gruncie i gniją, skoro mięszają się z wodą słodką, wtedy bagna takie stają się potężnemi powodami niezdrowia.
Bagna mięszane są najszkodliwsze ze wszystkich. Giorgini podaje, że do 1741 r. prowincyja Massa była dziesiątkowaną przez wyziewy wody morskiéj, mięszanéj podczas przypływów z wodą słodką błotnistéj błotnistéj płaszczyzny, utworzonéj przez Arno i Serchia. W tym czasie wybudowano upust rozdzielający wody, a natychmiast febry znikły i ludność się powiększyła. W 1768 i 1769 r. upust przepuszczał wodę słoną, febry się pojawiły znowu aż do chwili, w któréj upust naprawiono.
Materyje ulegające fermentacyi, bądź zmięszane z błotem, bądź rozpuszczone w wodach, istnieją bezwątpienia w różnych bagnach, a przyroda płynu, jego gęstość, temperatura, stopień nasycenia, mogą opóźnić czynność zgniłéj fermentacyi. Lecz jeżeli warunki te zmieniają się w skutek dodania innego płynu, jeżeli ten ostatni zawiéra pierwiastki, które posiadają własność tak pospolitą pomiędzy materyjami zwierzęcemi, wzbudzania fermentacyi w innych materyjach; wtedy mięszanina dwóch tych płynów wywołuje nagłą i szybką fermentacyją. Prawdopodobnie mięszanina wód z dwóch różnych stawów pochodzących, może w pewnych przypadkach sprowadzić podobne zjawiska.
Woda morska wprowadzona w zetknięcie z materyjami organicznemi, musi ulegać rozkładowi, przy którym następuje wywiązywanie się siarkowodoru, i tym to bezwątpienia sposobem tłómaczyć należy zgubne skutki pomięszania wód słodkich z wodami słonemi.
Atmosferyczne działacze znaczny wpływ wywiérają na tworzenie się wyziewów bagnowych, które nie miéwa miejsca w czasie zimna i suszy, kiedy przeciwnie tém jest szybsze i silniejsze, im ciepło wilgotne jest znaczniejsze. Choroby bagnowe rzadko są w krajach zimnych, w St. Petersburgu otoczonym bagnami; w krajach gorących rzadkiemi są w zimnéj porze roku, srożą się zaś podczas pór, w których wilgoć jest najznaczniejsza, a temperatura najwyższa.

SPOSÓB ROZCHODZENIA SIĘ WYZIEWÓW BAGNOWYCH.


Podczas dnia, kiedy czas jest pogodny, wyziewy szybko unoszą się ku górnym warstwom atmosfery i działanie ich żadném jest prawie; ku wieczorowi, po zachodzie słońca, podczas nocy, wyziewy są bliskie ziemi, spadają z rosą i wtedy dochodzą do najwyższéj swojéj działalności.
Jedna noc w sierpniu przepędzona w niektórych miejscowościach Appeninów, zabija cudzoziemców.
Nader często przekonywano się o zgubnym wpływie nocy na żołnierzy, zmuszonych obozować lub stać na warcie w sąsiedztwie bagien.
Obszerność sfery działalności wyziewów trudno ściśle oznaczyć, zmienia się ona zresztą stosownie do tego, czy powietrze jest w spoczynku lub ruchu.
Rozchodzenie się poziomu zmienia się w obszerniejszych jeszcze granicach, i często według okoliczności bardzo trudnych do ocenienia. Wpływ wyziewów może się uczuwać o milę lub dwie, i wiatry mogą je przenosić na odległości ogromne; zapewniają, że na wschodnim brzegu Anglii dają się spostrzegać febry, spowodowane przez wyziewy wznoszące się z bagien holenderskich.
Wyziewy idą z kierunkiem wiatrów, i ztąd wynika, że każda miejscowość ma swój wiatr zdrowy i niezdrowy.
Małoznaczna pozornie przeszkoda wstrzymuje czasami rozchodzenie się wyziewów; dom naprzykład, korona drzewa, pagórek. Czasami widziano, jak wyziewy nie przechodziły za pewną granicę, jakkolwiek powodu tego niepodobna oznaczyć. Wyziewy bagnowe wchodzą do organizmu przez płuca i skórę. Używanie wody bagnistéj za napój, uważa się także za powód mogący wywołać febrę.

ZATRUCIE WYZIEWAMI BAGNOWEMI.


Wyziewy działają albo natychmiast, albo wcale nie działają; objaw zatrucia po wielu dniach dopiéro, a tém bardziéj po dłuższym przeciągu czasu jest wcale niepodobny. Działanie wyziewów może być natychmiastowém prawie. Ażeby dostać febry, dosyć było nieraz przebiedz szybko bagna pontyńskie, usnąć niedaleko bagna, oprzéć się o poręcz mostu zawieszonego nad stojącą wodą, w szkodliwéj miejscowości jedną noc przepędzić.

SKUTKI WYZIEWÓW BAGNOWYCH.


Przedewszystkiém przedstawia nam się pytanie: czy wyziewy bagnowe wywiérają widoczny patogoniczny wpływ na organizm?
Wielu pisarzy oświadcza się przecząco w tym względzie; zgadzają się oni, że często w sąsiedztwie bagien dają się spostrzegać kachezye, zjawiska chorobliwe, odznaczające się głównie przepuszczającym swym przebiegiem; dodają jednak, że przypisywać je należy nie wyziewom błotnym, ale wedle jednych, wpływowi atmosferycznemu, bądź wilgotnemu zimnu, bądź gorącu, lub zmianom temperatury; wedle drugich, wpływowi astronomicznemu: to jest koléjności dnia i nocy. Edwards wywołał napady zimnicy u zwierząt, które wystawiał na działanie zimna wilgotnego. Brachet dostał zimnicy codziennéj, biorąc przez tydzień kąpiel zimną o północy.
Czyż zdania te potrzebują poważnego zbijania? Czyż zimno suche lub wigotne, gorąco, zmiany temperatury wywołują febry przepuszczające w okolicach, w miejscowościach, w których nie ma bagien?
Wpływ patogeniczny wyziewów bagnowych objawia się głównie rozwojem zimnic łagodnych lub zjadliwych, przybierających rozmaite typy i występujących pod postacią gorączek przepuszczających, niby ciągłych a nawet ciągłych.
Do kachezy, o którycheśmy mówili, dodać należy biegunkę krwawą, szkorbut, wodne puchliny, zatkania trzewiów, krwotoki, wrzody i t. d.
Brak światła, temperatura niska, i ciągła wilgoć z wyziewów błotnych, jak to widzimy w powiatach Mozyrskim, Pińskim i Słuckim, wywiéra wpływ niezaprzeczony na zdrowie mieszkańców. Tam promień lipcowego słońca, z trudnością rozpędza i przenika grube warstwy tumanów, pokrywających niezmierzone i wiecznie gnijące błota; tam ciężar oddychania powietrzem, wyziewami ziemi nasyconém, wyraźnie czuć się daje. Mieszkańcy tych okolic, siedlisk ponurych, smutku i ciemności, znużeni nędzą i ciężką pracą, nie mając innéj strawy nad kawał czarnego chleba z plewami, zepsutą wodę i roślinny pokarm, smutni i ociężali, są oczywiście wystawieni na działanie przyczyn chorobnych i różne choroby miejscowe, a mianowicie na panujące febry, szkorbuty i wodne puchliny [37].
Środkiem uniknienia rozwoju, a zatém i wpływu zgubnego wyziewów bagnowych, jest zniesienie bagien. Dla osiągnienia tego, dwie ogólne przedstawiają się metody.
1. Przekształcenie wód stojących na bieżące, za pomocą stałego ich zalewania, które zamienia bagna na stawy.
2. Osuszenie bagien za pomocą ograniczenia, nie dopuszczając do nich wód postronnych, za pomocą kanałów, tam, kanalizacyi rzek, odprowadzając z nich wodę kanałami, rowami, wreszcie sztuczném pompowaniem.
Kiedy się jest zmuszonym zamieszkiwać bagniste okolice, należy nie zaniedbywać pewnych ostrożności. Na mieszkanie wybierać należy najwyżéj wzniesione punkta miejscowości, lub téż takie, które mają zasłonę z drzew, pagórków; nie należy obierać siedziby po wiatrami przechodzącemi przez bagna; zajmować trzeba wyższe piętra domu; utrzymywać w nim czystość, suchość i przewietrzanie stosowne; zamykać wszystkie okna i drzwi na noc, i nigdy nie spać na otwartém powietrzu.
Prac zewnętrznych nigdy rozpoczynać przed wschodem słońca nie należy, a kończyć je trzeba przed wschodem. Ubranie miéć wełniane, stosownie unikać wilgoci, zaziębienia, powodów wycieńczenia, nadużycia płciowego i napojów wyskokowych. Pożywienie trzeba miéć zdrowe, obfite i dostatecznie mięsne. Napoje gorące wyfermentowane są tu użyteczne, jak również kąpiele i częste obmywania.

O SADZAWKACH DO MOCZENIA.


Moczenie konopi, jest to poddawanie téj rośliny działaniu wody, dla oddzielenia łyka czyli włókna od części drzewnéj.
Czasami konopie zanurzane bywają w rzece, stawie, bagnie, ale zwykle kopią się w tym celu rowy na trzy stopy głębokie, napełniają się konopiami, które kamieniami się przyciska, i napuszcza się rowy wodą z rzeki, stawu, studni i t. p. Woda do tego używana nie powinna być ani wapienna, ani żelazista, i dobrze, jeżeli jéj temperatura nie zbyt jest niska; z powodu ostatniego tego warunku, woda ze stawów przekłada się nad wodę rzeczną, a rzeczna nad wodę źródlaną i studzienną.
Długość moczenia bywa różna, zawsze jednak musi być dostateczna, ażeby zrządzić rozkład zgniły w konopiach, któremu towarzyszą wyziewy, a rozbiór ich wykazał kwas węglany, węglowodór i siarkowodór.
Dawne prawodawstwo francuzkie opierało się zakładaniu podobnych sadzawek; nie trzeba jednak zapominać, że miało ono na celu zabezpieczenie wody rzecznéj od zepsucia, a ryby i zwierzęta od śmierci.
Moczenie konopi jest potężnym powodem złośliwych zimnic, biegunki krwawéj, skrofułów, powód ten może nawet wywołać nagłe przypadłości, cechujące się gwałtownym bólem głowy, utratą przytomności i t. p.








O KLIMACIE POLSKI,


O ILE WPŁYWA NA TWORZENIE SIĘ CHORÓB KOŁTUNOWYCH.





Plica polonica, plique polonaise, Weichselzopf, oto nazwa łacińska, francuzka i niemiecka kołtuna, owéj obrzydliwéj choroby, która wszczepiając się prawie we wszystkie usposobienia chorobliwe mieszkańców naszego kraju, maskuje je, komplikuje, utrudnia ich leczenie i dotąd opiera się wszystkim środkom lekarskim.
Zbadanie stosunków klimatowych w których żyjemy, powinno się było od dawnego czasu stać zadaniem bardzo ważném nie tylko dla wszystkich fizyków, geologów, naturalistów, chemików, lekarzy i w ogóle wszystkich uczonych zajmujących się jakąkolwiek gałęzią nauk przyrodzonych, ale nawet dla wszystkich oświeceniem wyżéj stojących osób, będących w styczności z przyrodą a odpowiedzialnych za byt poddanych swoich, lub szczęście trzody swojéj, a zatém mianowicie dla obywateli wiejskich i plebanów.
Ale na nieszczęście, lepiéj nasz szlachcic obeznany z użyciem alkoholometru, jak z użyciem ciepłomierza, barometru lub hygrometru; i częściéj nasz pleban spoziera na zasiane pole jak na zachmurzone niebo.
I tak się dzieje że dotąd nie posiadamy jeszcze dzieła geograficzno-statystycznego któreby nas obeznało z położeniem kraju, z składem ziemi, z naturą wód krajowych, z meteorologiją i z tysiącem innych okoliczności miejscowych, wpływ wywierających na klimat kraju i na zdrowie mieszkańców.
Wprawdzie Staszic, Wyrwicz, Śniadecki Jan, Oczapowski, Połujański, Jastrzębowski, Baranowski, Zejsner, Ludwik Wolski, Szajnocha, Benedykt Aleksandrowicz, [38] rzucili pracami swojemi znakomite światło na pewne okoliczności wyradzające właściwe naszemu krajowi usposobienie klimatowe, lecz nikt jeszcze nie pomyślał szczerze o skupieniu tego szacownego światła w jedno ognisko czysto medyczne, i o zastosowanie jego dobroczynności do zdrowia licznego ludu, nie z jednego szczepu pochodzącego, a przecież wspólnie usposobieniem chorobliwém dręczonego.
Ziemia Polska w dawnych uważana granicach, i będąca siedliskiem usposobienia kołtunowego, zajmowała przestrzeń od morza Baltyckiego aż do Czarnego, od Odry do Dniepru i Dźwiny rozciągającą się; która na południe z pasmem gór Karpackich, brzegiem Czarnego morza, Mołdawiją i Chersonem; na wschód z Mało-rossyją, guberniją Smoleńską i Pskowską; na północ z Inflantami, Kurlandyją i morzem Baltyckiém; na zachód z Prussami, graniczy. Ta przestrzeń ziemi, przez rzeki Wartę, Wisłę, Bug, Niemen, Prypeć, Dźwinę i Dniestr podzielona na prowincyje, z których jedne mniéj, drugie są więcéj wystawione na działanie przyczyn kułtunowych: a mianowicie Galicyja, Krakowskie, Sandomierskie i Polesie nad rzeką Prypeć położone, zawierają w sobie najwięcéj chorych. Klimat w tym kraju umiarkowany i chłodny; zmiany pór regularne, wiatry panujące zachodnio-północne, zimne i wilgotne; wschodnie suche i zimne; południowe zaś ciepłe ale zmienne [39]. Zima w stronie północnéj tęga i długa, w południowéj łagodna i krótka; na wiosnę i jesień pogoda słotna, deszcz i śniegi bywają na przemiany. Rzadkie są burze, pioruny i gromy, [40] a trzęsienie ziemi do najrzadszych fenomenów policzyć można. Grunta są rozmaite, najżyzniejsze i najbogatsze w roślinność z próchnicy i borowizny złożone, widziéć się dają w całéj prawie połowie południowéj kraju, jako to: na Wołyniu i Ukrainie, w Galicyi, w Hrubieszowskim, Chełmskim, Krakowskim, Sandomierskim i w księstwie Poznańskiém; żyzne i miernie urodzajne z gliny i z marglu złożone, są naprzemiany położone z piaskami w części środkowéj i północnéj kraju, jako to: w Płockim, Podlaskim, Augustowskim, Grodzieńskim i w części ziemi Mińskiéj; piasczyste i sapowate zajmują białoruskie i okolice nad Berezyną i Prypecią położone. Część północna kraju, mając więcéj nienaruszonych lasów, jest zakrytą od srogości północnego zimna; południowa zaś pozbawiona lasów i zasłonięta od południa pasmem gór karpackich, wyjąwszy gwałtowność wylewów rzecznych, przez stopione śniegi na górach zrządzonych, jest umiarkowaną co do temperatury i zmian powietrza. Najważniejszą atoli w kraju naszym rzeczą jest uważać na położenie okolic i prowincyj pod względem natury i spadku wód rzecznych i zdrojowych; albowiem większą lub mniejszą ilość chorób kołtunowych w różnych prowincyach kraju uważać powinniśmy, podług rodzaju wód, ich wpływu i działania na mieszkańców za napój je używających.
Obszar, którego stosunki klimatowe opisaliśmy, jest ogromny i zamieszkały przez rozmnożone ludy szczepu Sławiańskiego, mające mniéj więcéj jednę naturę, podobne zwyczaje, pokarmy i napoje [41]. Nie zadziwia nas wcale ta jednolitość pochodzenia języka i obyczajów, ale nas zdumiewa że ludy żyjące nad brzegami Wisły, Niemna, Prypeci i Dniepru, zajmujące wysokie szczyty Karpat, i rozległe równiny Podola i Ukrainy, okolic tak oddalonych od siebie, temi samemi są trapione chorobami miejscowemi, zwłaszcza usposobieniem kołtunowém, objawiającém się wszędzie prawie jednakiemi przypadłościami.
Jakiż tego dziwnego zjawiska powód? Czy przyczyna leży w krwi saméj rasy Sławiańskiéj? [42] Nie,—żydzi, niemcy, francuzi i inni cudzoziemcy zamieszkujący kraj polski, i prowincyje dawniéj do niego należące, podlegają téjże saméj chorobie [43].
Czyż z nieochędóstwa pochodzi ta brzydka choroba? Bynajmniéj, i osoby najstaranniéj czeszące się, myjące, kąpiące, najwykwintniéj kosmetykujące się, mogą dostać plikę.
Czy pokarmy naszego kraju nie wpływają na tworzenie się tych osobliwych usposobień? Pokarmy naszego kraju są lepsze od niemieckich i włoskich; nie jeden cudzoziemiec odżywia się i do sił nigdy wprzódy nieposiadanych przychodzi, chlebem polskim. Ale może pokarmy nasze stają się szkodliwemi przez zbytek, zepsucie lub niedostatek? Zbytek w jedzeniu różnorodnych potraw, był dawniéj w kraju naszym powszechną przywarą, ale przestał nim być od pewnego czasu u ludu, dla braku najpierwszych potrzeb, u magnatów dla braku gościnności; i jeżeli jeszcze istnieje zbytek w jedzeniu, to chyba w średnich klassach i u szlachty wiejskiéj, gdzie właśnie jeszcze najwięcéj zdrowia i siły. Zaiste, obfita mięszanina pokarmów rozpalających, zaostrzona trunkami ognistemi, wywiera wpływ bardzo szkodliwy na zdrowie zbytkujących, usposabia krew do zagęszczenia, a tkankę wszystkich organów do zapaleń i chorobliwych przekształceń; ztąd zatkania trzewów brzusznych, hemoroidy, artrytyczne i pęcherzowe cierpienia, i wiele innych słabości; ztąd także owe przypadłości straszliwe u osób które mając kołtun, nadużywają rozkoszy gastronomicznych i zasilają chorobę krwią zapalną i włóknem przesiąkłą.
Ale więcéj jeszcze stosunkowo zapada na kołtun ludzi źle i niedostatecznie żywionych, dowodem tego nasi biedni wieśniacy, żydzi żałujący sobie pożywienia i magnaci, którym pozostałości innych chorób nie pozwalają żywić się pokarmami prostemi i posilającemi. A zatém zbytek pokarmów nie może wpływać bezpośrednio na rozwinięcie się kołtuna; może go żywić i rozdrażnić, kiedy już jest rozwiniętym, ale nie stworzyć.
Jeżeli więc ani przyczyny tkwiące w rassowości słowiańskiéj, ani zbytek pokarmów nie płodzą kołtuna, więc zawiązki jego muszą tkwić w jakiémś źródle klimatyczném w kraju zawartém. I tak jest w istocie: jak złe i zepsute powietrze, którém oddychamy, bywa najważniejszą przyczyną usposabiającą do skrofuł, tak nieczysta i szkodliwemi zasadami skażona woda, w niektórych okolicach kraju naszego używana za napój, staje się rzeczywistą przyczyną cierpień pod postacią artrytyzmu albo kołtunów objawiającą się. Że zaś woda jest wspólnym napojem dla ludzi, dla zwierząt domowych i dzikich a nawet dla roślin; [44] przeto jéj skutki i działania z równą łatwością ludzi, zwierzęta a nawet rośliny dotykają.
Najdawniejsze podania naszych pisarzy, mówią za rzeczywistością tego twierdzenia, że wody używane w okolicach górzystych za napój, usposabiają mieszkańców do wypadków i wad kołtunowych. Wodzie nadaje tę specyficzną własność skład ziemisty gór, z których wypływają. Wszakże i artytryczne choroby, nie z nadużycia wina, lecz z działania w niém zawartych części wapiennych powstają. W Galicyi na podstawie Karpatnie mało wypływa zdrojów, z których woda używana za napój działa na wyrost wola. Przeciwnie znowu znamy w naszym kraju wiele wód mineralnych (Szczawnica, Iwonicz, Swoszowice, Solec, Busko), która używana za napój leczy i rozpędza wole.
Nie przypuszczamy wprawdzie, aby też same wody które usposabiają do wola, mogły też usposabiać do kołtuna, jednak pominąć tego nie możemy, że w Galicyi, Szląsku, Czechach i niektórych okolicach Belgii, Alpów i Nadreńskich, tam tylko ukazuje się kołtun, gdzie panuje wole i zdarzają się karłacy. Co rozpędza wole, to znowu leczy kołtun; istnieje zatém jakieś podobieństwo pomiędzy naturą tych chorób. Zresztą, powikłanie włosów na głowie niekiedy działa siłą jakiegoś dziwnie sympatycznego antagonizmu na rozpędzenie wola.
Wola równie jak i kołtunowe choroby trzymając się odwiecznie pewnych okolic, dotykają tylko osoby w nich zamieszkałe mianowicie doń świeżo przybyłe. A dla tego kołtun zwykł się najczęściéj objawiać po obu stronach Karpat, dla tego Pokucie jest od najdawniéjszych czasów główném siedliskiem kołtuna, że tamże najwięcéj wytryska zdrojów i źródeł wody twardéj, mineralnéj, nasyconéj siarczanem wapna czyli gipsem, który działając na organizm zwierzęcy usposabia go powoli do choroby diatezą kołtunową zwanéj.
W Węgrzech, w Krakowskiém i w Sandomierskiém, mianowicie w okolicach górzystych i niedaleko źródeł Pilicy, Nidy, i Warty, które wypływają z pod warstw ziemi najbogatszych w gipsy i inne minerały, wody zdrojowe, mają w sobie zwykle pierwiastki mineralne i własności podobne wodom Pokucia [45]. Toż samo ma miejsce na Polesiu i na Czarnéj Rusi, nawet w okolicach Zamościa. To téż te wymienione strony obfitują w najróżnorodniejsze bolesne i niebezpieczne przypadłości, których najwyraźniejszym a nie zawsze istniejącym objawem, jest ów obrzydły kołtun, niewłaściwie pliką polską zwany, bo owe specyficzne wikłanie włosów połączone z nieznośnemi bólami stawów, zdarza się także w Bryzgowii, w Alzacyi [46], w Belgii, nad brzegami Renu, a nawet i we Włoszech [47].
Tylko że się niestety nigdzie nie zdarza tak często jak u nas, i nigdzie tak wielu ludzi nie dręczy, trapi, mierzi i życia pozbawia, nigdzie się nie splata, nie wikła tak szczelnie z innemi chorobami, i ich nie zasłania, nie maskuje. Prawda, w Bryzgowii, w Alzacyi, w Belgii i w Neapolu już dawno pojęli przyrodę i przyczynę téj choroby, już jéj umieją się ustrzedz, a u nas wielu lekarzy jeszcze wątpi, czy kołtun jest chorobą, są i tacy którzy jego istności zupełnie zaprzeczają i każą strzydz lub golić powikłane włosy [48]. Iluż to bolesnych zgonów nie stają się powodem owi uparci synowie Eskulapa. Ale chwała niech będzie tym, którzy u nas pierwsi rozpoczęli dobroczynne dzieło cedzenia wody rzecznéj, tak potrzebnéj dla zdrowia mieszkańców Warszawy, i zasłużona chluba niech spotka Dra Jana Oczapowskiego, który rozbierając przyczyny kołtuna najsumienniéj, pierwszy zalecił filtrowanie wody wiślanéj jako rzecz dla zdrowia mieszkańców naszego miasta niezbędną. Stanęły u nas wodotryski hojną dłonią wydające najlepszą wodę, o którą wprzódy tak trudno było, że właściciele niektórych studni majątki zrobili ze sprzedaży wody [49].
Woda wiślana oczyszczona przez cedzenie, dziś płynąca zdrojami na wielu punktach stolicy naszéj, jak światło-przezroczysta, miękka, w piciu przyjemna, bez smaku i zapachu, rozpuszcza mydło, groch dobrze rozgotowywa, herbatę dzielnie naciąga, łatwo się trawi w żołądku, bez narażenia go na ciężar, gniecenie i palenie; i na kołtuny już z pewnością mieszkańców narażać nie będzie.
Tyleśmy zyskali dzięki dbałemu o dobro mieszkańców Rządowi, dzięki usiłowaniom lekarza, który umiał przeniknąć tajniki klimatu naszego i chorób z niego wypływających [50].




KONIEC TOMU PIÉRWSZEGO.



TOM DRUGI
ZAWIERA:

HYGIENĘ WIEKU DOJRZAŁEGO.

HYGIENĘ NAMIĘTNOŚCI.

HYGIENĘ WIEJSKĄ.

OPIS TRUCIZN, JADÓW I ZARAZ, I ŚRODKI ZAPOBIEGAJĄCE ICH SKUTKOM.

HYGIENĘ STAROŚCI I WIEKU ZGRZYBIAŁEGO.

O DŁUGOWIECZNOŚCI LUDZKIÉJ.

O WPŁYWIE POKARMÓW NA CHARAKTER NARODOWY.

O FAŁSZOWANIU POKARMÓW.



ROZDZIAŁ V.

WIEK DOJRZAŁY.

Trwa u kobiét od 19 do 50 roku życia, u mężczyzn zaś od roku 23 życia aż do roku 60 i przeszło. Zaczyna się od chwili, w któréj człowiek rość przestaje w górę, a kończy się w chwili w któréj mózg i czaszka rozrastać się przestają w objętość i wybitność. Téj definicyi nigdy jeszcze nie dano o wieku dojrzałym, wiedza podstaw na którym ją opieramy nową zupełnie i arcy-pocieszającą jest zdobyczą, a zawdzięczamy ją najświatlejszym badaczom natury: psychologom, frenologom, fizyjologom i anatomom, zwłaszcza panom Lordat i Parchappe. Tak! niezawodną jest rzeczą, że mózg i władze umysłowe doskonalić się nie przestają aż do roku 60 życia i późniéj, a że rozum władzą jest najpiękniejszą, najwięcéj nas do Bóstwa zbliżającą, najobfitszą w szczęście, więc rozumowi należy się pierwszeństwo; wiekowi zaś w którym nie przestają się doskonalić jego zasoby, rozwój głowy za podstawę charakterystyki służyć powinien. Ludzie do tego należący wieku, rządzą kolejami swiata, hamują i prowadzą żywość młodzieńców, a starości zabezpieczają byt, spokojność i szacunek.
Zdawałoby się, że w wieku, w którym człowiek dostępuje najwyższego stopnia rozwoju sił umysłowych i fizycznych, działacze skracające życie lub wpływy szkodliwe zdrowiu, nie powinny wywierać wielkiego wrażenia; zdawałoby się, że w tym szczęśliwym wieku męzkość, rozum i natura strzegą człowieka. I tak jest w istocie, ale wielu dojrzałych ludzi nie usłucha głosu rozumu, a języka natury wcale nie rozumie; dla tego téż w niektórych krajach pomiędzy ludźmi dojrzałemi, używającemi całkowitości władz umysłowych, tylu znajduje się nałogowych, skracających sobie życie lub przynajmniej osłabiających sobie, że tak powiem, umyślnie zdrowie.
Wyznać nawet musiemy, że w skutek tych nałogów w niektórych krajach od niedawnego czasu ciepłomierz zdrowia męzkiego wieku znacznie opadł, i że nadzwyczaj wielka liczba słabowitych, chorowitych, obolałych, niemocnych ludzi znajduje się pomiędzy temi, którzy najlepszém powinni się cieszyć zdrowiem. Nawet więcéj powiem: w niektórych krajach rzadko kiedy ujrzysz człowieka zupełnie ze swego zdrowia zadowolonego lub swego zdrowia pewnego. Jeden lęka się ze strony matki odziedziczyć suchoty i kołtun, ale pomimo to pije wódkę; — drugiemu znów grożą ojcowskie hemoroidy i artrytyzmy, ale te jednak nie odstręczają go od węgrzyna; w innym znów pokutują głuche bóle i różne objawy źle wyleczonéj syfilis, jednak nic go nie odwodzi od romansowania, od żenienia się, i od płodzenia słabych, niezdrowych, nieudolnych dzieci.
Już tu pomijamy chmarę reumatyków, artrytyków, śledzienników, żółciowców, pęcherzowców, kaszlarzy, hypokondryków, monomanijaków i wszystkich nudnych ofiar, a zarazem zwolenników panów Le Roy, Hahnemanna, Morissona, Raspaila i wszystkich innych zalecicieli uniwersalnych środków.
Kto takich ludzi zna tylko z miejsc publicznych, mianowicie z handlów korzennych i innych, ten ich wcale nie zna, bo wówczas wszyscy wyglądają jako tako czerstwo, rumiano i wesoło; ale trzeba ich poznać na czczo, jeszcze nie wyniesionych do owéj sztucznéj energii, którą udzielają pożywne potrawy i mocne napoje; wówczas dopiero można sobie zrobić prawdziwe wyobrażenie o stanie zdrowia wieku męzkiego.
Bliższa znajomość rzeczy wykaże nam, że mnóstwo żywiołów niezdrowia jest rozkiełznanych w kraju naszym, i że te zgubne żywioły uderzają najwięcéj na najmocniejszych ciałem a pospolicie najsłabszych duszą.








O GŁÓWNYCH DZIAŁACZACH

SZKODZĄCYCH ZDROWIU I ŻYCIU WIEKU DOJRZAŁEGO.




NIEWSTRZEMIĘŹLIWOŚĆ W ROSKOSZACH MIŁOSNYCH.

Nasienie ludzkie jest życiem najsubtelniejszém i najściśléj skoncentrowaném; zgubne za sobą pociąga skutki trwonienie tego pierwiastku, téj najpierwszéj iskry życia dla nowéj istoty, tego balsamu tak potężnego dla własnéj krwi naszéj.
Przez nadużywanie miłosnych roskoszy targamy całość, osłabiamy sprężystość włókien i organów wchodzących w skład naszego ciała, odbieramy mózgowi jego dzielność a sercu ową siłę, która się powinna odzywać donośnie na widok cierpiącego bliźniego.
Przyspieszenie wewnętrznego niszczenia jest widocznym i niechybnym skutkiem tego nadużycia; wyczerpywa ono czynność i energiją wszystkich sprężyn i często tak nagle, że ludzie umierają w samym akcie spółkowania ofiarą zanadto wielkiego wzruszenia lub wysilenia.
Ginie także spoczynek i równowaga do powetowania strat potrzebna; rozwiązły człowiek nie może ani dobrze spać, ani dobrze jeść, ani sobie zdać doskonale sprawy z myśli swoich, z uczuć przychylności względem najlepszych przyjaciół, z uczuć nienawiści względem najotwartszych wrogów!
Rozwiązły człowiek nie wierzy w nic szlachetnego, bo sam wykraczając przeciw sumieniu, nie chciałby wyznać, że istnieje coś podobnego jak sumienie. On się urąga z tego głosu Boga odzywającego się nieraz tak święcie w sercu największego a jeszcze karą nietkniętego zbrodniarza.
Dodajmy jeszcze do tego niebezpieczeństwo straszliwéj zarazy, przeciw której nikt z pewnością zabezpieczyć się nie może, kto tylko nieprawne na stosunki z płcią żeńską. U nas jeszcze nie jeden się łudzi wiarą w istność jakichś tam szlachetnych, cnotliwych i wiernych wszetecznic, i zaraziwszy się od nich, nie chce wierzyć żeby to była wenerja,—nie leczą się dobrze i potém wlecze życie napełnione goryczą.
Z człowiekiem rozpasanym w rozwiozłości nie ma żadnéj rozmowy o czém świętém, szlachetném lub poważném, tylko wszeteczeństwa mają dla niego urok; dla tego téż sam siebie i innych rozgrzewa fantazyją, łechcącemi i rozkosznemi wyobrażeniami, i zdziéra szatę niewinności z niejednéj dobréj duszy.
Gdyby nasze rozmowy mniéj tchnęły lubieżnością a więcéj nauką, gdyby nie wzniecały naszych chuci, toby daleko mniéj wydarzało się występków, i nasz biédny wycieńczony kraj nie potrzebowałby żywić téj licznéj chmary osób różnego stanu i wieku, która żyje z wszeteczeństwa, lub z pomagania jego podlącym natchnieniom.
Ale na nieszczęście nieraz ludzie już niemłodzi, ojcowie dorosłych córek, dziadkowie dorastających wnuczek wzniecają sobie brzydkiemi sposobami wyobraźnią, aby tylko grzeszyć mogli; a są i tacy, którzy się starają wszelkiemi sposobami o sławę rozpustników, i o najsprośniejszych własnych sprawkach rozpowiadają w przytomności młodzieży.
Zastanawiająca rzecz, że w niektórych krajach, w których namnożyło się bardzo wiele tolerowanych kobiét, płeć żeńska wcale nie grzeszy lubieżnością wstępując w zawód wszeteczeństwa. Rzadko która upadając jest ofiarą własnéj zmysłowości, lecz raczéj ofiarą kokieteryi, miłości strojów, zabaw, fałszywéj ambicyi i żądzy wpływów.....
Wzniecanie sił sztucznemi bodźcami, pewnemi korzeniami a nawet kantarydą, nie jest tak rzadkiem, ale to zgubny, życie nadzwyczaj skracający środek i wielu ludzi na starość gorzkiemi łzami opłakuje ich użycie. Trafiają się na największe zgorszenie ludzkie starcy do podobnych uciekający się środków. A trafiają się lekarze przepisujący takie środki!!
Lubieżni ludzie i lubieżne zwierzęta nie żyją długo! Wróbel, najsprośniejszy z ptaków, w największych wygodach żyje tylko lat siedm; gorący, gniewliwy kogut tylko lat ośm, gdy tymczasem wstydliwy szczygieł żyje lat ośmnaście, a surowy kruk sto lat przeżyje. Kobiety nie są wyjęte ze zgubnych skutków sprosności, nawet gdy bez lubieżności, na zimno jéj się poddają. Upławy, nimfomanija, niepłodność, krwotoki, rak maciczny, owrzodzenie uścia macicznego, rozliczne choroby pęcherza, nerek i serca — oto straszliwe skutki niewstrzemięźliwości u kobiét! Ale na ich dusze jeszcze przed śmiercią, jeszcze przed zapadnięciem w chorobę, większe daleko i brzydsze ślady skażenia podają. Kobiéta szafująca swém ciałem w sposób nieprawny jest w istocie tém nikczemném naczyniem, o którém Pismo święte mówi z taką odrazą w wielu miejscach. Dla takiéj istoty nie ma i być nie powinno szacunku, dla takiéj istoty hańba!

ZMAZANIA NOCNE POMIMOWOLNE.


Przytrafiają się zmazania czyli pollucyje bardzo często nawet u osób dojrzałych ale krwistych i prowadzących wstrzemięźliwe życie, i wtenczas nie tylko nie są chorobą, ale nawet dobroczynnym aktem natury. Ludzie silni i wstrzemięźliwi doświadczający takich naturalnych pollucyj, czują się nazajutrz lżejszemi, wolniejszemi a nawet weselszemi; i nawet gdyby takie pollucyje bardzo często, to jest co tydzień się wydarzały, to jeszcze organizmu nie wycieńczą.
Ale jest drugi rodzaj zmazań, skutek chorobliwie wzbudzonej nerwowości w częściach rodnych. Przytrafiają się te pollucyje najczęściéj dawnym onanistom i to bez żadnéj widocznéj przyczyny, już to po błędach dyetetycznych, już najczęściéj po widoku kobiét rozpustnych lub nasłuchaniu się rozmów bezwstydnych, sprosnych, po rozdrażnieniu wyobraźni plugawemi obrazami, lub po napatrzeniu się bezwstydnym kobiétom na widowiskach.
Takiemi pollucyjami nękany człowiek uczuwa mocny ból głowy, powtarzający się po każdém zmazaniu, przytém ociężałość w nogach, gnuśność, zły humor, rozpaczliwość, obrzydzenie do zabaw, melancholiją, częstokroć mocne zatwardzenie, a potém znów silne rozwolnienie; ręce chudną polucyjoniście, oczy sinieją, twarz staje się bladą i papinkowatą.
Pollucyje mogą się stać przyczyną śmierci, i im dłużéj trwają tym są uporczywsze.
Hypochondrycy doświadczają częstokroć jeszcze innego rodzaju zmazań nocnych. Główną przyczyną hypochondryi jest przepełnienie i zatrzymanie się krwi w naczyniach trzewiów brzusznych, połączone z nadzwyczajném rozdrażnieniem nerwów. Trzewia cisną na pęcherzyki nasienne, rozdrażnione nerwy nasuwają wyobraźni lubieżne obrazy, i tak się staje, że smutny hypochondryk, który przez ciąg dnia myślał tylko o sobie, o swém zdrowiu i o stolcu, musi chcąc nie chcąc marzyć w nocy o kobiécie i dostaje najokropniejszéj pollucyi. Takie zmazania powiększają jeszcze wszystkie urojone i prawdziwe cierpienia tych nieszczęśliwych, i do największéj rozpaczy są w stanie ich przywieść. Nawet zdarza się nie raz, że się hypochondryk ni ztąd ni zowąd zastrzeli, struje lub powiesi, nanudziwszy wprzódy żonę, dzieci, najlepszych przyjaciół i sługi do tego stopnia, że im odbierze wszelki urok życiu, i że ich sam do hypochondryi usposobi lub nawet w nią wprowadzi. Dla biédnego hypochondryka słońce nie świéci, kwiaty nie pachną, łąki nie kwitną, dzieci się nie śmieją, a tylko sam o sobie myśląc, widzi przez okopciałą pryzmę cierpień swoich urojonych i prawdziwych wszystko, co oku zdrowemu, duszy pogodnéj wydaje się piękném i czarującém. Balsam religii jest dla niego dzwonieniem żałobném dzwonów jego parafii, rozum ludzki jest dla niego wymysłem szarlatanów, poezyja płonną ułudą, siła woli filozoficzném urojeniem, szczęście chimerą, nadzieja pociechą głupich!!
Ileżto podobnych fantastyków pomiędzy nami, w mieście i na wsi, pomiędzy ubogiemi i pomiędzy bogatemi, — najczęściéj jednakże pomiędzy bogatemi, bo tym daleko trudniéj odnowić umysł przez zmianę stosunków i zatrudnienia.

PRZYCZYNA POLLUCYJ CHOROBLIWYCH.


W dobrym śnie źródło zdrowia, spokoju i szczęścia. W dobrym śnie dusza i ciało zostają prawie w zupełnéj nieczynności; serce bije słabiéj i powolniéj, naturalne ciepło zmniejsza się, czucie drętwieje, wszelkie oddzielanie naturalne przez stolec, urynę i flegmę płucną są wstrzymane, jedném słowem cała ekonomija ludzka odpoczywa dla nabrania sił do nowego rzeźwego działania. Organizm ludzki, owładnięty słabością, nie zdobędzie się na zdrowy sen, tylko na niespokojny, przerywany i wcale niepokrzepiający. Sen, błogi dar natury, staje się skutkiem i zarazem przyczyną choroby duszy, rozdrażnienia wyobraźni, i w wyższym stopniu chorobliwości płodzi liczne i niebezpieczne następstwa, jak naprzykład epilepsyją i lunatyzm. Każdemu wiadomo jak mocno wyobraźnia oddziaływa na części rodne; a sen jest obrazem nie rozumu lecz wyobraźni, obrazem rozpasanym, rozwiązłym, potwornym, przesadzonym, pokrzywionym i chorobliwym. Ludzie myślący za dnia o przedmiotach niecnych, muszą miewać sny niespokojne, drażniące; nie dziw tedy, że części rodne, (już tak osłabione, że stają odrazu w posłuszeństwie plugawéj wyobraźni), ulegają zmazaniu i tak mocno do téj czynności przywykają, że lada przyczyna ją sprowadza.
Ale także wiele przyczyn czysto mechanicznych sprawia polucyje, naprzykład ciśnienie łajna nagromadzonego w kiszce odchodowéj, parcie krwi zatwardziałéj w naczyniach hemoroidalnych, robaki, kamienie pęcherzowe i nerkowe, weneryja i różne inne stany chorobliwe, nakoniec i niestrawność.

JAK ZAPOBIEDZ ZMAZANIOM NOCNYM POMIMOWOLNYM.


Już od bardzo dawnego czasu lekarze uznali, że niema żadnego usposobienia chorobliwego, któreby bardziéj trapiło chorych i więcéj zadawało trudności lekarzom jak zadawnione polucyje, zwłaszcza jeźli się bardzo często wydarzają, i że tak powiem w nałóg przeszły. Więcéj w podobném usposobieniu spodziewać się należy od stosownéj dyjety, od hygienicznego zachowania się niż od lekarstwa.
Najważniejszą jest rzeczą sypiać na materacach samą tylko słomą wypchanych, lub po prostu na siennikach, a unikać miękkiej prażącéj pościeli i sypiania na wznak.
Przykładać na część ciała, które jest siedliskiem choroby, ręczniki maczane w wodzie zimnéj z odrobiną octu.
Jeść i pić bardzo skromnie według dyjety przepisanéj dla onanistów.
Używać kąpieli zimnych lub przynajmniéj obmywań.
Zajmować się pracami umysłowemi naukowemi, w przestankach zaś pracą fizyczną aż do zmordowania
Odganiać od siebie wszeteczne myśli i obrazy.
Przedsięwziąć sobie mocno, silnie, jędrnie, że sama myśl o kobiécie ze snu obudzić powinna. Wyobrażenie niebezpieczeństwa obrazu kobiéty i szczéra chęć przebudzenia się tak silny wpływ może wywrzéć na duszę, że sama moc woli wystarcza u ludzi wyższych duchem na wyleczenie się z fatalnego usposobienia.
Hypochondrykom i hemoroidaryjuszom radzę przytém piłować trzy razy na dzień przez trzy kwadranse drzewo, i żywić się podczas tego przez cały miesiąc li tylko chlebem razowym dobrze wypieczonym i dobrém mlekiem.
Kamfora, china i żelazo mogą tylko w wyjątkowych razach pomódz.







SZKODLIWE NAMIĘTNOŚCI.




A. ZAWIŚĆ.

Żółta rozczochrana, zapowietrzona nienawiść, jest prawdziwym kołtunem naszego społeczeństwa, i czepia się tych nędznych ludzi, którzy nie mogąc siebie samych uszanować, nienawidzą cnotę, talent, urodę, majątek, a nawet zdrowie w bliźnim swoim, i bój mu wydają nieubłagany, z podobnemi sobie skojarzywszy się istotami.
Widzisz to pyszne drzewo, które kwitnie tak ślicznie i tak dobre wydaje owoce? Już niedługo będzie kwitnęło to śliczne drzewo, ani miłych wydawało owoców; bo się pod korzenie jego zakradł rój robactwa, które życie z niego wysysa.
Oto jak ginie nie jeden człowiek w kwiecie wieku ofiarą swéj własnéj namiętności, jak owo drzewo zginęło.
Zawiść jest dowodem nikczemności charakteru i zarazem bezrozumu. Któryż szlachetny człowiek chciałby wyznać, nie tylko przed swym najpodlejszym kompanem, ale nawet przed sobą samym, że go w oczy kłują cnoty, zdolności lub szczęście jego bliźniego? A jednakże ileż to nie istnieje ludzi w naszém społeczeństwie, co żyje (pod fizycznym i moralnym względem) tylko z rozsiewania swéj zawiści, i dokuczania wyższym pod względem cnoty i zdolności?
Ileż to nie istnieje u nas ludzi, trujących samowolnie zdrowie i życie, zwracaniem nienawistnych myśli, ku przedmiotowi swéj zazdrości? A jednakże takie umysłowe słabizny mieszczą się najczęściéj pomiędzy tak nazwanymi uczonymi, oświeconymi i dobrze wychowanymi ludźmi; i nikt z nas nie wątpi o prawdziwości tégo odrażającego obrazu.
Zawiści zatrute uczucie i żądło, czepia się u nas wszystkich wieków, płci i stanów.
Patrz na dziécko siedmio czy ośmioletnie. Niegdyś ono było świeżém, rumianém i pulchném jak anioł Rubensa, i dusza się uśmiechała na jego widok. Naraz róże tego pięknego oblicza zaczynają więdnąć, i upadają; dziecko schnie, apetyt jego znika; dziecko dostaje gorączki, kaszle i wpada w suchoty. Wiecie gdzie jest przyczyna téj straszliwéj zmiany? W młodéj duszy tego dziecięcia. Tak, ten biédny dzieciak ma brata, którego rodzice więcéj kochają, pieszczą i obdarzają, dla tego dzieciak schnie i umiera. W rdzeń serca jego wżarł się robak, zawiść posiadła młodą, rozkwitającą duszę i zatruła ją na śmierć, lub co gorzéj na długie pełne ponurych myśli życie.
Patrz na tę młodą panienkę, która otoczona najczulszém staraniem, piętnastego dopięła roku życia; i otoczona wieńcem niewypowiedzianych uroków, świeci jak gwiazda na téj naszéj, nie zawsze pogodnéj ziemi. Boże! czemuż to powabne dziéwczę smutnieje, blednie, schnie a nareszcie żółknie? Otóż, bo ma rówienniczkę bogatszą od siebie, którą rodzice z przepychem ubiérają i którą płytki świat spotyka z przesadzonemi pochlebstwami. Biédna dziewica! nie umié być wyższą duchem, jak jest wyższą urodą; dla tego wpada w smutek, w chorobę i robak zawiści już pokutuje w jéj sercu.
„Czemuż pani tak się stroisz bogato, kiedy cię już młodość i piękność tak okazale ubiéra?” spytałem raz pewnej młodéj mężatki. Ona zaś poufała z swemi przyjaciołmi odpowié: „Żeby moje przyjaciołki żółkły z zadrości.”
Ów wyrobnik pracujący niedawno temu z gorliwością, chwalony z powodu postępowania rzetelnego, ze wszech miar porządnego, z powodu swéj wesołości i gotowości do usług przyjacielskich, ów wyrobnik staje się niedbałym, kłótnikiem, pijakiem i bieda zakołatała do drzwi jego. Gdzie przyczyna tego wszystkiego? W zawiści; on widzi, że innego, mniéj biegłego w swym zawodzie świat więcéj ceni i zazdrości mu niezasłużonego szczęścia.
Widzisz tego literata? Przyroda obdarzyła go pojętnością, nauka wiedzą, Bóg mu wlewa natchnienie, wszystko co napisze tchnie pięknem, żywością i unosi. Ale zjawia się inny na horyzoncie literackim, inny może niższy talentem, ale wyższy doświadczeniem i przekonać umiejący siłą myśli wyprobowanych własnemi cierpieniami. Zawiść posiada poetę i truje mu nawet te chwile, które upływają z kolegami przyznającemi mu wyższy talent. Zawiść posiada poetę, jego natchnienie, porażone jego trującą namiętnością, więdnieje, znika lub się przeistacza w żółcią napawane uczucia. On maleje i nikczemnieje pośród niższych, którzy wzrastają; on maleje, i szukając odgłosu swych uczuć, wdaje się w niegodne siebie towarzystwa, i podli siebie i swój talent, zabija poszanowanie, na które pośród chmary nieudolnych, zasługiwać powinienby talent. Przebóg niema nic okropniejszego jak zawiść, i biada społeczeństwu w którém ta szkaradna, zabijająca namiętność stała się ogólnie rządzącą. Społeczeństwo w którém człowiek zżyma się przeciw prawdziwéj wyższości swego bliźniego, wyrzeka się wszystkich nadziei szlachetnego i trwałego szczęścia; co mówię? pozbawia się tego prawa. W takim kraju niestanie się nic wielkiego, marnie przepadną jego najpiękniejsze chwały, a jego wielcy ludzie przeklinać będą swe własne życie.
Jak trafnie Owidyjusz odmalował postać zawistnego.


„Pallor in ore sedet, macies in corpore toto;
„Nusquam recta acies, livent rubigine dentes;
„Pectora fello virent, lingua est suffusa veneno.“

&&&

„Straszliwa bladość na twarzy zaległa,
„Ciało wychudłe, suche, nigdy z oka
„Nie spojrzy prosto, pierś żółcią nabiegła
„Aż zielenieje, na zębach posoka
„Rdzawo osiadła, język w jadzie pływa;
„Uśmiechu nie zna, chyba go przyzywa
„Ból cudzy, noc w bezsenności trawi,
„Niewdzięczność, kłopot, zdrada — to ją bawi
„A schnie na widok powodzeń człowieka.“

Ale jaka szkoda że wszyscy zawiścią oddychający nie są do tego obrazu podobni! jaka szkoda, że ludzie z bardzo złém sercem, mają czasem nadzwyczaj dobry żołądek, i tém lepiéj trawią, tém okropniéj tyją, im więcéj nienawidzą, i im się więcéj w ich żołądek żółci wyléwa. Tacy ludzie czasem dochodzą do potwornéj, obrzydliwéj tuszy.....
Jakie lekarstwo na zawiść?
Człowiecze! staraj się uzdolnić i uwierzyć w twą własną wartość, w twe własne siły, w twą własną godność, a uznasz zdatność i godność w twoim bliźnim; nawet ci miło będzie złożyć hołd prawdziwie wyższemu. Wówczas przestaniesz nienawidziéć i zazdrościć.


B.NIEWSTRZEMIĘŹLIWOŚĆ.

Jedna z wad najhaniebniejszych, najbrzydszych jest niezawodnie niewstrzemięźliwość; nawet bezrozumnym dzieciom, widok pożerającego żarłoka lub żłopiącego pijaka, największe sprawia obrzydzenie; i żeby żarłoczny i pijany widziéć mogli, jak się przez niewstrzemięźliwość do zwierząt stają podobnemi, toby sami sobie obrzydli i nigdyby uwierzyć nie zdołali w szczerość niesionego im przez ludzi dobrze wychowanych szacunku.
Jest to prawdą u nas dowodzenia nie potrzebującą, że gdzie bardzo wielu ludzi zbytkuje w używaniu pokarmów, tam prosty lud głodzić się musi, chocby ziemia była najżyzniejszą. Są ludzie pochłaniający na własną osobę codziennie cenę całorocznego wyżywienia chłopka. Chłopek nasz nie przejje i nie przepije trzystu złotych na rok, a czém jest taka kwota dla smakosza żywiącego się nowalijami i starém winem? Takich zbytkujących ludzi nie rzadko można spotkać u nas, ludzi jednakże z głodem walczących, niestety! częściéj daleko.
Bezecną jest namiętnością żarłoctwo, i dowodem złego wychowania, nikczemnego usposobienia umysłu i zwierzęcego materyjalizmu. Więcéj powiem: człowiek roskoszujący w poddawaniu się nałogowi żarłoctwa, niższym jest od bezdusznego, bezrozumnego zwiérza, bo to nigdy się nie obżera do tego stopnia, żeby nie mogło strawić co połknie.
Ktokolwiek się tylko poddaje bez oporu lecz nawet z lubością każdemu kaprysowi, każdéj tyranii pożądliwego żołądka, ten zdanie swe sprzeda za kilka łyżek dobréj strawy i nigdy nie nabędzie jasnych pojęć o godności człowieczeństwa. Bardzo trudno być szlachetnym człowiekowi z ciągle czuwającym apetytem i z szczupłemi dochodami; a jak na nieszczęście, owi żarłocy, zawsze na każde zawołanie łyżki i widelca gotowi, nie znajdują się ani w najwyższéj, ani w najniższéj, lecz w średniéj klassie.
Żarłok pojmuje źle, myśli fałszywie, nawet można powiedziéć że zaledwie mu starczą siły na myślenie; rozum jego zagłuszony trawiącą się materyją, do wyraźnéj jasności przyjść nie może; jego myśli czołgające się, jak plugawe robactwo, w brudnym kale żołądkowym, nigdy bystro podlecić nie są w stanie; uczucia zaś, paraliżowane bezustanną żądzą pożywania, tępieją i nie raz nieubłaganéj nabierają srogości. Słowem, w żarłoku ciało zwyciężyło duszę, i zwierzęcy instynkt zastąpił rozum.
Jakież może miéć żarłok wyobrażenie o estetyce lub o prawach moralności? nie, dla niego nie ma cnoty, nie ma odwagi, nie ma zwycięztwa duszy nad ciałem nigdy.
Pod względem fizycznym, żołądek, najprzód sługa, staje się potém tyranem, nareszcie katem swego właściciela, trapiąc go licznemi chorobami i zabijając go nakoniec.
Najczęściéj ginie żarłok w kwiecie wieku, przez apopleksyją mózgu, lub przez uduszenie kanałów oddechowych tłuszczem, lub nawet przez miserere, spowodowane zasznurowaniem kiszek przez tłuszcz.
Nie każdy żarłok jest opojem i przeciwnie.
Pijak, brzydka nazwa, wzbudzająca pogardę względem najlepszego, najzdolniejszego człowieka; ale! albożto można zostać długo dobrym, zdolnym i przystojnym, poddając się nałogowi pijaństwa? czyż ten sam człowiek, którego kiedyś zdobiły cnoty, nie może zostać wkrótce przez pijaństwo złodziejem, zabójcą i samobójcą? U nas, w kraju, którego lud jest niezawodnie bardzo dobrotliwym, jednym z najłagodniejszych świata, możeby wcale nie było zbrodni, gdyby do tego nie wiodło pijaństwo; ale to sromotne i haniebne poddawanie się trunkowi, tak ogólne w niektórych społeczeństwach, że wcale nie razi oczu publiczności, najzacniejszego człowieka jest w stanie zwichnąć w krótkim czasie z równowagi fizycznéj i moralnéj, i wprawić w ów niebezpieczny szał, w którym człowiek wpada w bestyjalną wściekłość i popełnia czyny najniedorzeczniejsze.
Pocóż tu rozwodzić się jeszcze więcéj nad straszliwemi skutkami pijaństwa? Czyż ich nie mamy jasno wypisanych na każdym kroku? i niestety, we wszystkich sferach społeczeństwa? we wszystkich sferach towarzystwa, mówię nie tylko w niższych lecz i w wyższych, któreby dobrym przykładem przewodniczyć winny, i szampanem nie ośmielać ludu do nadużywania wódki [51].
Na cóż tu pomogą wszystkie perswazyje, groźby i prośby biednemu chłopkowi, który od czasu do czasu widzi własnego pana pijanego jak Belę, wracającego z wesela lub pogrzebu? on nie pyta czém się pan upił, czy starym węgrzynem, czy świeżym szampanem, tylko go widzi w stanie upodlenia, zupełnie takim, w jaki sam wpada gdy się upije wódką.
„Jeśli to Jaśnie Pana nie krzywdzi, to i mnie nie skrzywdzi,“ pomyśli sobie chłop, i upija się kiedy tylko może.
Któż o tém u nas wątpi, że najdzielniejszy lud, może przez gorzałkę w kilka pokoleń, pozbawić się wszelkich znamion dzielności, stać się słabym, tępym, brzydkim i gnuśnym?—Tak jest a nie inaczéj! wszystko nas przekonywa, że przed rozpowszechnieniem się wódki, niektóre narody daleko były silniejsze, bystrzejsze i energiczniejsze.
Kartofel, niegodziwy kartofel wszystkiego narobił. Żaden szczery i naukowy przyjaciel ludzkości nie postawiłby nieboszczykowi Parmentier pomnika [52].
Dzięki kartoflowi powiększyła się niezawodnie liczba ludzi na świecie, bo kartofel przyjmie się na wszystkich gruntach, jest tanim i do strawienia dość łatwym pokarmem; ale ci ludzie już téj siły nie mają, bo kartofel stawszy się ogólnym pokarmem, sprowadził w krew ludzkości limfatyczność i tępość, a zatém skrofuły i słabość.
Kartofel nie zawiera w sobie substancyi bardzo pożywnych, a zawiera odrobinę solaniny, substancyi narkotycznéj, stępiającej działalność nerwów.
A potém, sam kartofel zachorował i teraz trując ludzi daleko żwawiéj, staje się niezawodnie najważniejszym powodem do owych rozlicznych chorób, które biedną ludzkość od lat dwudziestu kilku dręczą i wytępiają.
Ale to jeszcze nie najgorsze co zrobił kartofel.
Sprowadził nam taniość wódki, i rozpowszechnił pijaństwo, stworzył mnóswo ludzi żyjących z wyrabiania wódki, z propinacyi, z prawa sprzedawania jéj.
Zbyteczną i płonną byłoby rzeczą, rozwodzić się tutaj nad szkodliwością pijaństwa; najzaciętszy pijak jest o niéj przekonanym, i dałby Bóg wié co, żeby się mógł tego haniebnego pozbyć nałogu, żeby mógł zapełnić rozpaczliwą próżnię swéj istności, czemsiś szlachetniejszém, zdrowszém i tańszem jak picie. Idzie tu głównie o to, czy można wyleczyć nałogowych ludzi z téj ohydnéj i straszliwéj choroby.
Wiele się naszydzono z owych poczciwych towarzystw wstrzemięźliwości, które sprowadzone z Ameryki do Europy, w r. 1829, wydały tak piękne plony, już na bardzo licznych punktach naszéj części świata. Szydzono z tych towarzystw, zakazywano je, nie dowierzano im. A ja wam powiem, że te towarzystwa wstrzemięźliwości otworzyły nie jednemu ludowi oczy, i okazały mu przepaść do któréj dąży. A ja wam powiem, że nie jeden lud znikczemniałby, gdyby go w upadku nie wstrzymały zasady tego pracowitego, trzeźwego, moralnego stowarzyszenia.
Anglija, Holandyja i Szkocyja, liczą w téj chwili dwa miljony członków towarzystwa wstrzemięźliwości. Niemcy półtora miljona towarzyszów.—Szwecyja i Norwegija dwa kroć sto tysięcy. W każdym z wymienionych krajów wychodzą peryjodyczne pisma, upowszechniające zasady wstrzemięźliwości, wchodzące hygienicznie w chorobę pijaństwa. Nawet w tych pismach wytykają sławniejszych pijaków, jako niebezpieczne dla porządku publicznego osoby. Wszystkie zbrodnie, przestępstwa i procesy z pijaństwa wynikłe, także sumiennie w nich są opisane.

C. GNIEW.

Gniew jest najwyższym objawem złego humoru, to jest usposobienia umysłowego, mającego kilka stopni, a którego najniższemi stopniami są: drażliwość, niecierpliwość i rozdrażnienie.
Gniew jest zaprzeczeniem cierpliwości i owéj pięknéj cnoty, którą nazywamy poddaniem się woli Boga. Im więcéj cierpliwość zdobi chrześcijanina, tém więcéj go gniew szpeci.
Gdy człowiek krwisty się gniéwa, cała jego krew najprzód skupia się w sercu i tam się kotłuje, ale wkrótce wypchnięta na powierzchnią ciała, tworzy na nim wszystkie skutki gorączki: skóra rumieni się, spojrzenie nabiera ognistości, arteryje i żyły rozdymają się, i mózg napełnia się do tego stopnia krwią, że z tego wynika ból, odurzenie, zawrót głowy a nawet wyniknąć może coś gorszego: apopleksyja.
Oto gniew naszego krwistego szlachcica, gniew szybki, prędki, i najczęściéj tylko sobie samemu i skórze biednego sługi szkodzący: „In jecore aegro nascuntur domini.” twierdził z słusznością Persiusz Flaccus w 5-téj satyrze. Ale u żółciowych i limfatycznych ludzi inaczéj objawia się gniew: krew najprzód w centrum organiczném zaparta, zostaje tam i skupia się najczęściéj w wątrobie; ztąd puls ścieśniony, drobny; ztąd bladość na twarzy, trzęsienie rąk i nóg, ztąd nakoniec ulanie się żółci w krew, i nasz gniewliwy limfatyk staje się żółtym jak pigwa. Oto gniew biurokraty, śledziennika, prowadzącego sedentarne życie; oto gniew powolny ale ciągły, sobie i innym bardzo szkodzący.
Jakby to pięknie było, żeby się u nas, przynajmniéj ludzie oświeceńsi, powściągać nauczyli w gniewie; ale u nas nawet nikt nie wié, że gniew jest brzydką namiętnością, a cierpliwość chrześcijańską cnotą.
Ludziom pozostającym w ciągłym stanie rozdrażnienia i niecierpliwości, bardzo trudno przychodzi być w stałém usposobieniu;—ztąd u nas tak ogromna liczba fantastyków, to jest ludzi z najlepszém sercem, ale z którémi żyć trudno, bo się nigdy nie wié, w jaki stopień zażyłości z nimi postępować.
Człowiek bezustannie się drażniący, irytujący, nie ma intelligencyi zupełnie zdrowéj, nie posiada całkowitości swego sądu, i pierwszy zrobił krok, prowadzący do obłąkania umysłowego.
Człowiek pozbawiony zimnéj krwi, jest w stanie popełnić tysiąc niedorzeczności pod względem hygienicznym. W ostatniéj, jeszcze nie zupełnie miniętéj epidemii[53] widzieliśmy, że najczęściéj gniewliwi ludzie, fantastycy, popełniwszy błąd hygieniczny, padali ofiarą cholery.
Jakie jest lekarstwo przeciw tworzeniu się gniewu? Żebym nie przemawiał do chrześcijan, szczerze przekonanych o świętości zasad naszéj religii, toby mi trudno było odpowiedziéć na to pytanie. Ale przecież chrześcijanin wié, że żyje na tym świecie aby cierpiał i był wypróbowanym. Czyż nam religija nie obiecuje za cierpienia walki sowitych nagród i męczeństwa korony? — Chrystus Pan więcéj znosił na krzyżu, i wybaczył swym katom. Naśladować Chrystusa jest powinnością wszystkich, którzy się mienią być chrześcijanami. Ale może mi kto zarzuci, że gniew wywarty mniéj szkodzi od stłumionego gniewu, i że u nas bez popędzania ludzi zależnych gniéwem, żadnaby nie szła służba.
Więc takim sposobem znajdowalibyśmy się w wyjątkowém położeniu, i chrystyjanizm jużby nie odpowiadał potrzebom naszego kraju! co byłoby bezbożnością utrzymywać.

D. BOJAŹŃ.
Boga się bój, a na przestrachy ludzkie
trwożyć się nie będziesz.
T. Matuszewicz.

Bojaźń jest jedną z najniecniejszych namiętności, ona człowieka upadla, poniża, ona ogołaca człowieka z siły, rozwagi, rozsądku, śmiałości, woli, słowem z wszystkich przywilejów umysłu ludzkiego.
Odzwyczajenie człowieka od bojaźni, wpojenie w niego odwagi, powinno być jedném z pierwszych zadań wychowania.
Ale przebóg! cóż mówię? w tym względzie już się zatarły zdrowe wyobrażenia. Wiele ludzi nie tylko bardzo dobrze urodzonych, ale nawet wychowanych, utrzymuje u nas, że odwaga jest dowodem tępości nerwów, że kto ma czulsze nerwy, ten ma obszerniejszy zakres żywotności, wyższe wyobrażenie o zacności życia, i że ten chronić go będzie wszelkiemi sposobami, usuwając się jak najzręczniéj, jak najszybciéj z wszelkiego położenia niebezpiecznego.
Inni jeszcze broniąc niecnéj we wszystkiém objawiającéj się bojaźni, utrzymują zarazem z Gallem, że odwaga, tak jak tchórzostwo, jest wrodzoną władzą i że jako taka, jedna nie warta pochwały, a druga nie zasługuje na potępienie.
Istotnie Gall mówi do odważnego: „jesteś Pan bohaterem, lecz żadnej ztąd dla Pana zasługi, bo organizacyja ciała twego, od twéj woli nie zależąca, mieści w sobie władze i organy, które są przyczyną konieczną twéj odwagi.“
Do drugich znów odzywa się Dr. Gall: „Nazywają cię lękliwym, bojaźliwym i tchórzem, ciebie który kłamiesz, pochlebiasz, basujesz, płaszczysz się i czołgasz, ciebie który własnego honoru, honoru swéj żony i córki bronić nie umiesz, i który usuwasz się ze sceny jak tylko najmniejsze grozi niebezpieczeństwo; zowią cię tchórzem i pogardzają tobą; ależ ty biedaku podlegasz własnéj twéj konstytucyi, któréj oprzéć się nie można, ty biedaku wyposażony jesteś wszystkiemi wypukłościami wad twoich, i dla tego niepowinieneś być potępionym za bojaźliwość swoję.“
Ale systemat Galla jest tylko genijalną egzageracyją i zarazem bardzo szkodliwym sofizmem, albowiem w tym samym czasie, w którym łudzi nieomylnością anatomiczną, najokropniéj bałamuci słabe głowy paradoksami i wpaja w nie wiarę w najrozpaczliwszy, wszelką siłę woli odbierający fatalizm.
Tchórzostwo wcale nie jest wrodzoną niecnotą, ale haniebnym, dopiero przez złe wychowanie nabytym nałogiem. Od bojaźni można się według upodobania odzwyczaić, tak jak się do tchórzostwa całe społeczeństwa, wyrzekając się dawnych tradycyj przyczajają. Francuz mówi:
„Ten człowiek jest rzetelnym, dobrym, cnotliwym ale nie ufam mu, bo nie ma odwagi,“ tak jak znów mówi o innym: „lękam się go, bo prócz odwagi, żadnéj innéj nie posiada cnoty.“ Zdaje mi się że nie ma lepszéj definicyi tchórzostwa i odwagi; odwaga robi złego człowieka niebezpiecznym, tchórzostwo poniża najlepszego człowieka, w oczach każdego dobrego i złego.
U nas bardzo wiele dobrych religijnych istot, kobiet i mężczyzn, lęka się duchów, grzmotów, ludzi biednych z ogorzałą twarzą, idiotów, a nawet trupich główek, a już nadewszystko śmierci, tego nieubłaganego i niechybnego końca życia naszego.
Trudno pojąć jak szkodliwy wpływ tak ciągła bojaźliwość na trwałość życia naszego wywiera. Nieśmiałość, strach, bojaźń i tchórzostwo są ciągłym spazmem.
Są jeszcze odcienia pomiędzy lękliwością, strachliwoscią a tchórzostwem. Lękliwy, strachliwy i nieśmiały boi się niebezpieczeństwa, tchórz podczas niebezpieczeństwa, a najodważniejszy często zadrży po niebezpieczeństwie.
Kurczą się przy ich uczuciu wszystkie drobniejsze naczynia krwiste, cała skóra ziębnieje, blednieje, wyziewy się tamują, a naturalne odchody powietrzne, wodniste i stałe, zjawiają się często pomimo woli i wiedzy. Nadto wszystka krew zbiega się wstecznym prądem w wewnętrzne organy, tam się zatrzymuje, przepełnia serce, a ruch od woli zawisły drętwieje. Nawet trawienie ulega zachwianiu, oddech staje się spazmatycznym, zęby kłapią, język bełkoce, a rozum odmawia pomocy. Słowem strach działa jak jaka narkotyczna a potężna trucizna; i człowiek truchlejący, żeby zresztą był najcnotliwszym, traci w oczach każdego najlepszego przyjaciela, nawet żony, dzieci, wszelki urok wyższości. Najmłodsze dziecko pojmuje, że na takiego ojca w żadném niebezpieczeństwie, w żadném trudniejszém położeniu liczyć nie można.
Religija nakazuje nam kochać życie, a nie lękać się śmierci [54].
Odważném znoszeniem dolegliwości życia, zdobywamy sobie prawo do wiecznego istnienia na tamtym świecie; śmiercią zaś mężną i chrześcijańską dowodzimy szczerości naszéj religii. Zupełnie inaczéj pojmują trudne zadanie życia i śmierci, owi obłudnicy, pilnie do kościoła uczęszczający, i lękający się tego co jest nieuchronném i w każdej chwili spotkać nas może, i przez to sobie samowolnie zatruwają wszelką roskosz życia. Nikt z ludzi lękających się ciągle śmierci nie dostąpił podeszłego wieku, a u niejednego bojącego się śmierci pokutują myśli samobójstwa i znękają go na śmierć, nawet istotnie nieraz do samobójstwa przywodzą.
Mści się natura na owych ludziach niemężnych, słabych wiarą, a szermierzących sofizmami, a takich na naszéj ziemi napotykamy niestety coraz częściéj ale „Animalis homo non percipit ea, quae sunt spiritus Dei.“ (Corinth I). Człowiek zwierz nie pojmuje tego co z boskiego Ducha wypływa). Kochajmy życie, ale uważajmy je zawsze za stan przechodni, który jeszcze nie jest prawdziwym celem Stwórcy naszego, ale tylko środkiem dojścia do niego.
Gdyby nawet nie było innych zasad na których wspieramy nadzieję szczęśliwego wiecznobytu, to owa ciągła tęsknota do doskonalszego bytu, wiecznie w nas czuwająca, to owe pojęcie możliwości piękniejszego rozwoju duszy naszéj, gdy raz przestanie być więzioną w owém słabém a pożądliwém ciele, powinna nam być rękojmią przyszłych niewypowiedzianych, i nigdy się niekończących roskoszy. Tysiąc niedoskonałości w nas samych, obok najświętszych uczuć istniejących, dostatecznie przekonywają, że ten pobyt na ziemi jest tylko czasem przygotowania się uzacnienia, że on tylko jest cząsteczką naszéj istności.
I czemuż nas ma do tego stopnia przerażać myśl śmierci, to jest ostatnia chwila istnienia na téj biednéj ziemi i w tém własném brzydkiém ciele? Żeby to jeszcze owe życie nasze było roskoszą nieprzerywaną przez bóle i choroby; ale nic z tego; jutrzenki błyszczą, cienie nocy spadają, a zawsze słyszą jęk dziecka w kolebce, westchnienia więzionego, zgrzytanie zębów rannego, płacz matki nad trumną jedynego syna, podpory swéj starości. „Nec nox nulla diem, neque noctem aurora secuta est, quae non audierit mixtos ea gitibus aegris ploratus, mortis comites et funeris atri.“

(Lucreciusz, O przyrodzie rzeczy księga II).

Ale może dla tego śmierć nas przeraża, że oczy ma ciała naszego nie widziemy tutaj jeszcze ukochanych osób, które z nami razem pielgrzymkę życia naszego odbywały, a teraz bawią na tamtym świecie, w innych obszarach, opodal od nas. Gdyby Stwórca wszystko był zastosował do tępości organów ciała naszego, i żadnego nie był pozostawił pola dla władz duszy naszéj, to jest dla wiary naszéj, toby sam był chybił celu i skazał nas na wieczny pobyt w téj saméj materyi, w któréj od urodzenia aż do śmierci naszéj mieszkamy, cierpiemy i gnijemy. „Święte ciemności wiary powinny być nieprzejrzałe dla oka ludzkiego,“ powiada Bossuet, i w tém chrześcijański filozof wyższym jest od pogańskiego, który wyrzekł: „Intelligi enim a nobis velle deberant ea quae nostra causa nos monerent,“ — (Cicero de Divinatione II. 3). Bogowie powinni nam dać przeniknąć co nas czeka dobrego na tamtym świecie). Bóg chrześcijański chciał zrobić z wiary cnotę, a filozofowie pogańscy i filozofujące niedowiarki chcą zrobić z wiary jakiś przywiléj udzielony tylko tym, co głębiéj i trafniéj myśleć umieją.
Nie ten ma wiarę co mądry, ale ten mądry co posiadł wiarę; a więcéj nieraz zadziwi trafnością zdania wierzący prostaczek, jak nie jeden uczony błąkający się od systematu do systematu w osądzeniu najprostszych rzeczy. [55]
Bojaźń śmierci w ludziach dojrzałych, którzy sami już ponieśli dotkliwe straty przez zgon rodziców, rodzeństwa, dzieci i przyjaciół, lub którzy już sami z bliska śmierci w oczy zaglądali, jest oznaką niesłychanéj ciemności rozumu i serca. Lękacie się tam iść, gdzie już są sercu waszemu najmilsze istoty? Albo się też obawiacie, żebyście tam nie poszli, gdzie są siedziby cnotliwych, co już przetrwali ziemską pielgrzymkę? Hufeland mówił w Makrobijotyce swojéj, że „kto się nie lęka śmierci, ten tylko jest prawdziwie wolnym; nic go już nie może uwięzić, przerazić lub unieszczęśliwić. — Dusza jego napawa się wzniosłą i niezachwianą odwagą, która wzmacnia siłę żywotną i przez to staje się środkiem do oddalenia zgonu.“ Piękne te słowa nabierają uroku świętości, w ustach szlachetnego, uczonego, a zarazem religijnego starca.
Można i trzeba się oswoić z obrazem śmierci; śmierć może się stać obojętną najszczęśliwszemu, najweselszemu człowiekowi.
Kto czasem tylko zblizka odważnie i z religijnym duchem śmierci w oczy spoglądał, ten się oswoi z jéj widokiem; więcéj jak to: z własnego wiemy doświadczenia, że prawdziwy religijant, gdy w uroczystém usposobieniu patrzy na śmierć sprawiedliwego, zazdrości mu pogodnéj, budującéj śmierci [56] i już nigdy nie przemawia w supplikacyjach słów „od nagłéj a niespodziewanéj śmierci zachowaj nas Panie,“ bez głębokiego rozczulenia i bez gorącego pragnienia, aby i tym ostatnim aktem życia swego dowiódł szczerości wiary swojéj.
A ileż to jednakże innych ludzi codziennie do kościoła chodzących, też same supplikacyje odmawiających, a życzących sobie w gruncie serca zejść z tego świata nagle i bezwiedzowo po najdłuższém życiu.
Boże! kiedyż ta święta religija będzie szczerze pojętą przez tych, którzy się nią najwięcéj świadczą, i którzy tak nieubłaganie nienawidzą bliźnich, co się wyznaniem cokolwiek od nich różnią?!
Jeszcze raz powtarzam: można się oswoić z widokiem śmierci[57] i usamowolnić ducha swego z pod jarzma bojaźni, w którém krzepnie duch i serce człowieka daleko prędzéj jak w materyjalném jarzmie.
Patrz na żołnierzy, majtków i górników, gdzież znajdziesz ludzi weselszych, pogodniejszych, na każdą roskosz czulszych, do wyświadczenia usług, do poświęcenia więcéj gotowych? A przecież żołnierz majtek i górnik żyje prawie w ciągłém niebezpieczeństwie i wiedzą że ich życie na włosie wisi.
Lekarz zaś, prawie zawsze na te same niebezpieczeństwa wystawiony, ciągle się trudzący i mozolący, z tablic statystycznych wiedzący, że stosunkowo większa jeszcze liczba żołnierzy, majtków i górników doczeka się późnej starości niż lekarzy, nie słabnie jednakże w sprawowaniu swych trudnych obowiązków, nie daje się zrażać fatalizmem do losu swojego przywiązanym. Mówi starodawne łacińskie przysłowie:

Aliis inserviendo consumuntur,
Aliis medendo moriuntur,
Lekarz w usłudze drugich życie swe strawia;
Lecząc bliźniego, życia się pozbawia.

We wszystkich epidemijach lekarze są wystawieni na największe niebezpieczeństwo, w najbliższych i najczęstszych pozostają stycznościach z choremi, dla nich wówczas żadnego odpoczynku i żadnéj roskoszy. Śmierć, łzy, widok najokropniejszego ubóstwa, najnieznośniejszego brudu, szkaradne wyziewy, oto ciągły szereg wrażeń, które lekarza częstokroć przez kilka miesięcy bezprzestannie, to jest od rana do rana ścigają. A jednak lekarz zarazić się nie daje, i w wyższym rozwoju umysłu swojego, w przejęciu się świętością trudnego powołania, czerpie siły i odwagę. Prawda, że czasem giną lekarze ofiarami swéj gorliwości, jak to dowiedli u nas w ostatnich czasach chlubnie krajowi znani doktorowie: Malcz, Rybicki, Zimmermann, Tomaszewski, Chryniewicz, Oettingen, ale żadnego z kolegów los tych godnych Eskulapa synów nie zraził, bo żaden z nich nie zginął ofiarą trwogi lecz poświęcenia.
I księża także niemałéj dowodzą odwagi, gdy ciągle spełniając trudne obowiązki powołania swojego u chorych, podczas najzjadliwszych epidemij, nie dają się zrażać trudnością powinności swoich, nie dają się znękać trudami, i sumiennie wypełniają święte duchowne ministeryjum, nie jednego grzesznego człowieka do skruchy, żalu i do nawrócenia się pobudzając. Oni godzą człowieka z Bogiem, oni wzruszają wnętrze zakamieniałych grzeszników, oni w ostatniéj chwili życia, bolesném wysileniem podzielając troski, obawy i męczarnie duszy wyrywającéj się z ciała, cierpią z każdym człowiekiem przywołującym ich do pomocy.
Takich kapłanów, takich godnych sług Chrystusa, mieliśmy częstokroć sposobność widziéć podczas epidemii tak często nawiedzających nieszczęśliwą krainę naszą, i zdumiewając się nad siłą wytrwałości, którą nadaje szczera wiara, wielbić nauczyliśmy się powołanie, robiące z sługi Boga najposłuszniejszego sługę bliźniego swojego.
Śmierć częstokroć była jedyną nagrodą za te poświęcenia, ale czyż to zraża naszych duchownych? Czyż ich nie widziemy z coraz nową odwagą wstępujących przy każdéj nowéj sposobności w ślady poprzedników? Bóg sił udziela tym, którzy w Niego wierzą i każdy z księży padających ofiarą swego poświęcenia, mówi równo z Ś. Pawłem: „Bonum certamen certavi, cursum consumavi, fidem servavi, ideo reposita est mihi gloria justitiae, quam reddet mihi Dominus in illa die justus judex, non solum mihi sed etiam illis qui diligunt adventum ejus.
Epistola Sancti Pauli IIda, ad Timoth. Cap. 4, ver. 7.

A ileż to u nas nie ginie ludzi ofiarami trwogi, którzy nigdy choleryka nie widzieli, którzy uciekali od osób im najbliższych, skoro tylko na cholerę lub inną zaraźliwą chorobę zapadły?
Ileż to nie ginie ludzi ofiarami niedorzecznych prezerwatyw, podawanych im przez niesumiennych, a przynajmniéj nierozsądnych ludzi? U takich osób zawsze dusza na ramieniu i gotowa uleciéć jak ów ptak w strzaskanéj klatce trzymany.
Junactwa pochwalić nie można, jako tchórzostwa udającego odwagę, jako kruka przebranego w pawie pióra, jako małpy naśladującéj mężnego człowieka. Jednakże to mi wiadome z długiego doświadczenia, z tablic statystycznych umyślnie od dawnego czasu na ten cel sporządzonych, że zgubniejszy wpływ wywierają na towarzystwo podczas epidemii bojaźliwi ludzie wszystkiego się lękający, jak owi junacy urągający się z wszelkiego niebezpieczeństwa, co wszystkiego używają, od czegoby się człowiek rozsądny pod ten czas wstrzymać powinien.
Nie wiem czy może być większe potępienie bojaźni, jak we względnéj pochwale oddawanéj junactwu?
Oby na płodny grunt padły słowa wyrwane z wnętrza serca, obym widział chociaż w młodém pokoleniu owoce tych słów moich i nie żałował pracy wywartéj na dowiedzenie: że odwaga jest cnotą chrześcijańską, a bojaźń niecnotą wiodącą do fałszu, nieszczęścia choroby i niewolnictwa.




ROZBUJAŁOŚĆ WYOBRAŹNI I UROJONE CIERPIENIA.

Już to napomknęliśmy gdzie niegdzie, mówiąc o zgubnych skutkach pieszczenia i o hypochondryi, niektóre uwagi stosujące się do rozbujałości uczucia i do urojonych cierpień, ale że te powody skracające życie i stępiające urok życia, tak często się w naszém społeczeństwie objawiają, więc musiemy im poświęcić osobną stronnicę, i wskazać systematycznie czemu i jak ta przyczyna skutki zgub nie wywiera.
Wyobraźnia jest pięknym darem, przenosi ona nas w najodleglejsze, nigdy jeszcze niezzwiedzane obszary, wzbudza w nas najtkliwsze uczucia, najwznioślejsze myśli, i daną jest przez Stwórcę na osłodę tego życia, któreby bez zapachu poezyi bardzo mało miało uroku.
Ale jak nieumiarkowanie w fizycznych roskoszach staje się niewyczerpaném źródłem najrozmaitszych dolegliwości, tak również nieumiarkowanie w czysto umysłowych roskoszach, może się stać krynicą płodzącą rozliczne cierpienia.
Gdy górę bierze wyobraźnia nad innémi ułudzeniami duszy, wzmaga się wprawdzie nieraz czucie życia, lecz osłabia się rozum i pamięć, ciało wrze sztuczną gorączką, przyśpiesza się zbytnie bieg życia i jego niszczenie, a hamują się przez to siły odnawiające.
Ludzie puszczający bez zastanowienia i ostrożności wodze wyobraźni swojéj, żyją niezawodnie przez czas niejaki w sferze szczęśliwszéj od ziemskiego padołu, ale za to szybko więdnieją, i stają się potém nieużytecznemi, nawet częstokroć szkodliwemi członkami społeczeństwa. Nic zgryźliwszego nad poetę odsadzonego od piersi pochwał i uwielbień!
A wieleż to nie pada ludzi ofiarą ognistości wyobraźni swojéj? Któż zdoła uśmierzyć wybuch nierozsądnéj woli marzyciela lub poety, który unosząc się na skrzydłach myśli nie wie nawet że te myśli nie jego są utworem, lecz dawno znane, wydrukowane, już w rozlicznych książkach wypotrzebowane.
Owe bujne z płodnością połączone wygórowanie władz wyobraźni rzadko kiedy trwa długo, miękną woskiem zlepione skrzydła w świetle nieubłaganego słońca, następuje upadek i reakcyja, a piękny polot duszy, któryby na uprzyjemnienie długiego życia mógł wystarczyć, gdyby był miarkowanym, staje się przyczyną rozlicznych rozczarowań, smutku i upokorzeń
I tak nie jeden poeta spada, grzęźnie w tłumie i żadnego nie wywiera wpływu na estetykę, na usposobienie moralne współ-obywateli. A mógłby objąć stanowisko swego natchnienia godne, gdyby się nie był wyczerpał od razu z swego zapału. Poeta gdy ciągle się stara zaćmić i zdumić, i gdy zapominając wrodzonéj talentowi wstydliwości gotowym jest w każdéj chwili stanąć improwizacyją w usłudze każdéj próżności, wyrzeka się przez to samo owego uwielbienia, na które zasługuje wieszcz czynami żyjący w harmonii z swym świętym zapałem.
Ale bujność wyobraźni nie ujęta w słowa i wiersze, a zatém daleko częściéj się wydarzająca, szczególniej wtenczas niebezpieczną się staje, gdy bierze kierunek wewnętrzny, szkodzący bezpośrednio samemu sobie; a z tego wynikają niechybnie rozliczne chorobliwe usposobienia duszy, mianowicie wygórowana czułość i urojone choroby.
Zbyteczna rozbujałość fantazyi, płodzi ze słabym rozumem ową przesadzoną czułość, ową tkliwą romantyczność, ową fantastyczną melancholiją, które tak często spotykamy w naszych wykwintnych uczuciowcach.
Nic nieznośniejszego na świecie jak owa rzewność w salonie, tkliwość w kościele, melancholija w teatrze, gdy są połączone z najzupełniejszém niemiłosierdziem na widok niedoli, nie objawiającéj się w wykwintnych, estetycznych, romantycznych kształ tach.
A jednak też same istoty, nieczułe na widok rzeczywistéj nędzy obdartego bliźniego, będą mdlały na widok pijawki, która się przystawia dziecku, i spazmów dostaną, gdy się ukaże jaki pogrzeb na ulicy.
Biada przyjaciołom i lekarzom owych poetycznych dam, z wygórowaném uczuciem, nikt ich nie pojmie dostatecznie, nikt im nie dogodzi nigdy.
Tkliwość taka im jest sztuczniejsza i fantastyczniejszą, tém większe sprawia nadwerężenie w nerwach i mózgu; płonna egzaltacyja umysłu jeszcze więcéj szkodzi jak szczery zapał duszy; smutek zaś sztuczny lub pochodzący z urojonych przyczyn jeszcze więcéj stępia żywotne siły, jak smutek naturalny i słuszny. Słowem poddawanie się tym fantazyjom jest zabójstwem wszelkiego rozumu, wszelkiego zdrowia duszy i ciała.
Niemniéj chorobliwemi płodami niedostatecznego rozumu, czerpanego z książek lekarskich i rozbujałéj wyobraźni, są owe urojone choroby, które u nas każdy hypochondryk posiada kolejno albo razem po kilka. Na co się przyda czytać lekarskie dzieła osobom nie mającym żadnego wyobrażenia o fizyce, chemii, anatomii i fizyjologii? na nic dobrego, tylko na ich własną zgubę, bo sobie wszystko błędnie tłómaczą, i każdą chorobę, której czytają opis, najfałszywiéj do siebie stosują.
Przewidzenia jak najśmieszniejsze czepiają się czasem ludzi pod każdym innym względem najzdrowszych na umyśle.
Przed kilkoma laty leczyłem urzędnika z policyi, któremu się zdawało że jego żołądek jest ze szkła, nigdy też nie spuszczał ręki z po nad żołądka, z bojaźni żeby mu go nie stłuszczono. Po kilka godzin z rzędu mógł mówić codziennie o sensacyjach i cierpieniach swoich.
Inny znów mający najzdrowszą rękę, myślał że jest sparaliżowaną i nosił ją najniepotrzebniéj na temblaku.
Jeden z bardzo zdolnych muzyków chorował na robaka, który mu w uchu śpiewał i pokoju nie dał. Żadnym sposobem nie można go było przekonać, że jego ucho nie jest mieszkaniem żadnego robaka, tylko jego głowa siedliskiem chorobliwéj wyobraźni, muzyk opuścił bardzo wygodne położenie w Warszawie, i poszedł się radzić lekarzy wiedeńskich i paryzkich.
A ileż to pomiędzy najzdrowszemi ale niczém niezatrudnionemi ludźmi fantastyków żalących się bezprzestannie na cierpienia, których tylko w wyobraźni doświadczają. W téj chwili léczę jednego próżniackiego do jedenastéj godziny śpiącego magnata, który od pięciu lat choruje na urojoną chorobę serca, i dręczy swą rodzinę nielitościwie objawami nieistniejących bólów, ciągłemi trwogami, bojaźnią śmierci, którą mniema widzieć tuż blisko, nareszcie spisywaniem testamentu, obstalowaniem trumny, i tym podobnemi oznakami boleści i rozpaczy. A ręczę że wszystkich pozanudza około siebie nim sam umrze, bo apetyt ma najzdrowszy, może jeść parę objadów na dzień, przytém konno jeździć parę godzin dziennie, lubi się umizgać do téj lub owéj, i wcale dobrze wygląda. Ale śpi do południa, niczém się nie zatrudnia i książek nie czyta, bo już kiedyś na Uniwersytecie wszystkie mądre książki przeczytał; więc tak niezatrudniona, silnym rozumem nie powściągana wyobraźnia, musi koniecznie wpaść na bezdroża i błąkać się po nich.
Bywają osoby z tak żywą wyobraźnią, że się do wszystkich bólów i sensacyi przyznają, byleby się o nie lekarz pytał; bywają inne jeszcze żywszą wyobraźnią obdarzone, które natychmiast dostają bolów w każdym organie, gdy się lekarz o nie pyta. W egzaminowaniu takich pacyjentów lekarz powinien być bardzo ostrożnym, inaczéj bowiem łatwo w błąd popaść może.
Przewidzenia takie są prawdziwém nieszczęściem dla osób które ich doświadczają, a nieznośną klęską dla rodziny tych osób i dla lekarzy. Nadto stają się one fantastykowi bardzo szkodliwe, przez ciągłe utrzymywanie go w stanie trwogi i niespokojności, przez co sprowadzają częstokroć istotne i ciężkie cierpienia.
Prawie w każdą chorobę wcierpiéć się można siłą wyobraźni.
Ale największe grozi niebezpieczeństwo hypochondrykom, fantastykom i zwolennikom kuracyj uniwersalnych, ze strony lekarstw nieużytecznych i przeciwnych których używają.
Lekarstwa te jeszcze prędzéj wyniszczają ciało, jak sama słabość, nawet gdyby była rzeczywistą.



WYSILENIE UMYSŁOWE.

Zdaje się zbyteczną rzeczą pisać o wysileniu władz umysłowych w kraju, w którym niezmiernie mało spotykamy ofiar tego rodzaju niewstrzemięźliwości. Istotnie nasze prace biurowe nie są tak trudne, żeby bardzo wycieńczały władze umysłowe urzędników; uczeni nasi nie potrzebują wynajdywać nic nowego, bo wszystko im przychodzi już gotowe i dobrze obrobione z zagranicy; lekarze znów, zatrudnieni praktyką, wcale nie mają czasu oddawać się więcej teoryi; zresztą reputacyja erudycyi szkodzi u nas lekarzowi; u nas wierzą w lekarzy bystrych jak pioruny, którzy przez intuicyją instynktownie odgadną każdej choroby najskrytszą przyrodę.
Ale u nas są literaci, biedni proletaryjusze Apollina, stający w usłudze kapitalistów, przemysłowców literackich, a pracujący w pocie czoła codziennie po kilkanaście godzin.
Ale u nas są dostojni amatorowie piśmiennictwa, pragnący przy miernych usposobieniach umysłu zdobyć sobie sławę literacką, lub utrzymać się przy już zdobytéj ciągłémi nowémi męczącemi wysileniami.
Otóż los tamtych biednych, i tych tu upartych synów Apollina powinien nas obchodzić, bo liczba ich wzrasta codziennie, w miarę jak u nas budzić się zaczyna szlachetna wiara w krajowe talenta, w miarę jak u nas piśmiennictwo wzmaga się, rozwija, i dostępuje dzięki pracy sumiennych literatów wziętości.
W oczy bije że żaden z pracujących na niwie literackiéj nie cieszy się dobrém zdrowiem i oczywiste oznaki cierpień nosi na sobie, i to tak dalece, żeod siedemnastoletniego ucznia, który w jednym z naszych dzienników redaguje politykę, aż do siedmdziesięcioletniego starca opisującego swoje pamiętniki pośmiertne, żadnego nie ma silném zdrowiem cieszącego się literata. Jednemu jeszcze dokuczają skrofuły w nosie, drugiemu już piasek w pęcherzu, jednego trapi ból głowy, drugiego ból gardła, tamten żali się na wątrobę, tentu na nerki, inni utyskują na serce, inni na płuca, tutaj widoczne ślady rozmiękczenia mlecza pacierzowego, owdzie wszystkie oznaki zatwardzenia wątroby, jedni brzmieją, drudzy chudną, a wszyscy prawie kaszlą, narzekają na hemoroidy, na niestrawności, złe humory i nieznośne nudy, oznaki pewne już istniejącéj, lub też poczynającéj się hypochondryi i melancholii.
A tylko spekulanci i przedsiębiercy literatury, tylko księgarze i właściciele gazet dobrze wyglądają. Biedny i opłakany jest stan literata pracującego na ich zbogacenie, może jeszcze względnie mówiąc biedniejszy od stanu chłopka pracującego dla pana!
A sława? sława jest ową kopułą lazurową osadzoną na filarach z guttaperki, która chwieje się za każdym powiewem fantastycznego smaku lub kapryśnéj, nowości spragnionéj mody; sława u nas żadnego rozsądnego zachęcić, żadnego niezdolnego zniechęcić nie zdoła, bo zależy od intryg, od widzimi się, od najlichszéj przypadkowości ale nie od prawdziwéj zasługi tego który ją zdobyć pragnie. I tak marnie ginie nie jeden prawdziwie niepoznany, a lepszego losu godny szermierz myśli i słowa, — i tak, zdobywa sławę nie jeden co jéj niegodzien, — i tak nie jeden spekuluje na ułudną sławę w wieku, w którymby powinien jeszcze się uczyć i doskonalić, wstępuje przedwcześnie w arenę życia publicznego, i chce nauczać lub przynajmniéj bawić swych współziomków. Niema u nas jednego tak sumiennego czasopisma, lub téż księgarza, którzyby nie drukowali pracy początkującego, byleby daną była za darmo; starsi w literaturze już piszą z nałogu, chociażby w żadną przyszłość nie wierzyli, lub o niéj najmniejszego nie mieli wyobrażenia; chciwi sławy piszą z próżności i takim się dzieje sposobem że się literatura pospolituje, i że sumienni literaci, którzy istotnie mają coś do powiedzenia i godni są posłuchania, muszą zniżać cenę mozołu swojego, służyć przemysłowcom zakupującym pracę umysłową, jak inni zakupują zboże, futra lub starzyznę; muszą zadawalniać się nieodpowiednim zyskiem za swój ciężki mozoł.
Jednakże sam Napoleon, nie wielki przyjaciel wszystkiego co od jego woli bezpośrednio nie zależało, zacięty nieprzyjaciel Chateaubrianda i wielu innych jego dumie nie hołdujących literatów, mówił, że literaci z powołania są ludzie użyteczni i szacunku godni, bo oni chlubę przynoszą wiekowi i krajowi swojemu.
Takie natężenie umysłu osłabia najwięcéj, które podejmuje się mimo pociągu i chęci. Jest to natężenie wycieńczonej duszy. Znękany już niewdzięcznością, lub nieuznaniem umysł, gdy się wysila, traci jędrność i sprężystość, i nie mając sposobności odhartowania się w praktyczném czynném życiu, słabieje i pociąga cały organizm w widoczne osłabienie.
Ludzie już raz nałogowo przywykli do sedentarnéj pracy, zaniedbują zupełnie cielesnego ruchu, i przez to tracą równowagę spraw żywotnych.
W zatrudnieniach umysłowych nic więcéj nie wyczerpuje, jak ciągłe nad jednym przedmiotem i w tymże samym kierunku myślenie. Dowodem tego filozofowie, szperacze historyczni, i niektórzy zacięci powieściopisarze, którzy wszystko, co się w ich szczupłym zakresie myśli, oczu, nauki i działania zdarza, chcą wystawić w kształcie powieści zastosowanéj do ciasnych pojęć przelotnéj i teraz panującéj mody.
Daleko lepszém zdrowiem cieszą się literaci, którzy umieją urozmaicać przedmioty prac swoich, którzy umieją oderwać się od jédnéj pracy poważniejszéj i trudniejszéj, aby przejść do innéj weselszéj.
Ale ten przywiléj tylko służy tym, którzy posiedli wielki zasób nauki, dzięki długoletnim pracom i mozołom. Autor, który nie wiele się uczył, nie wiele widział i do niczego nie należał, nie potrafi się przerzucać z jednéj pracy do drugiéj, i szczęśliwy jest kiedy chociaż w jednym przedmiocie dostąpi jakiéj takiéj mierności.
Im więcéj doznaje się przyjemności w pracy umysłowéj, tém mniéj szkodzi wysilanie na jéj dokonanie wywarte. Ale wieleż to takich, którzy pracują con amore, z natchnienia, dla saméj przyjemności pracy, i jednym skokiem dobiegają celu? Od rozmaitéj miary i siły myślenia zawisła łatwość tworzenia; co jednemu bardzo łatwo, to drugiemu bardzo trudném. Czemuż przy podnoszeniu ciężarów probujemy zawsze sił swoich, a czemuż ich nie doświadczamy przy pracach umysłu?
Nasz chłop stosunkowo daleko mędrszy od niejednego z dzisiejszych w niedoli pozostających literatów, którzy w innym zawodzie znaleźliby chléb i szczęście.
Jeszcze w innym zawodzie giną ludzie ofiarami natężenia umysłowego zdobywając rozdęcia serca, astmy, różnych chorób nerwowych, rozmiękczenia mlecza pacierzowego i cierpień wątroby.
Tym zawodem tak płodnym w choroby jest karciarstwo.
O tych ludziach, którzy sobie zrobili zawód z łupienia bliźnich, przyjaciół, a częstokroć nawet i krewnych, wcale nie warto pisać, bo żadne słowo rozumu i prawdy do nich nie przejdzie. Otoczeni chińskim murem chciwości i sobkostwa, ludzie ci tratują nogami wszystko co jest na tym świecie szlachetném, i urągają się z tych co w szlachetność wierzą.







TRUCIZNY.




Człowiek dojrzały, mianowicie obywatel ziemski, pleban, nauczyciel wiejski, powinien być obeznanym z działaniem wszystkich szkodzących zdrowiu i życiu wpływów, aby mógł sam siebie i innych niższych tą wiedzą, uchronić od ich szkodliwości; dla tego też nauka o truciznach musi wchodzić w skład ogólnego wykształcenia człowieka dojrzałego.
Za trucizny uważamy tutaj wszystkie substancyje, które wprowadzone w organizm ludzki, jakąkolwiek bądź drogą, zadają mu śmierć, chorobę, bóle lub cierpienia.
A zatém trucizny mogą się wedrzéć w ciało ludzkie rozmaitemi sposobami: prosto do krwi przez rany, wrzody i pryszcze, a pośrednio przez usta i żołądek, przez kiszkę odchodową, przez jamy nosowe, uszy, części rodne, płuca i przez całą powierzchnią skóry.
Wszystkie trucizny można jeszcze podzielić na fizyczne i zaraźliwe, z których ostatnie tem się różnią od pierwszych, że się w żyjącém ciele zaszczepiają i posiadają własność udzielania się drugiemu.
Dla większéj wygody czytelnika, dla ułatwienia poglądu na wszystkie rodzaje trucizn, podzieliliśmy je na człowiecze, zwierzęce, roślinne i mineralne, ze względu na ich pochodzenie [58].

A. TRUCIZNY CZŁOWIECZE.

Aqua Tofana (Aquetta di Napoli), to jest jad wyradzający się w ślinie człowieka systematycznie na śmierć łechtaniem męczonego. Na zaszczyt ludzkości chcielibyśmy wierzyć, że takiéj trucizny nigdy nie było, chyba w urojeniu poetów i powieściopisarzy, jednakowoż znakomici lekarze wierzą do dziś dnia w istność téj trucizny, którą dawniéj miano zadać śmierć kilku historycznym osobom.
Wiadoma nam historyja Borgiów, księżniczki Henryki Angielskiéj i margrabiny Brinvilliers, największéj trucicielki jaka w ostatnich wiekach istniała. Aqua Tofana ma zabijać nie zadając ani boleści, ani zapaleń, kurczów ni gorączki.
Jad weneryczny, w skutku nie tak szybki jak najmniéj zjadliwa trucizna, ale stokroć okrutniejszy od wszystkich znanych nam trucizn, bo nie przestaje siać licznych ofiar około siebie, bo zatruwa źródło samego życia, i w najsłodsze roskosze miłości wszczepia gorycz, cierpienia i śmierć przedwczesną.
Ileż to ludzi z przyczyny tego jadu wlecze życie zgryzotą napawane? ileż to ludzi żyje z przyczyny jego w śmiertelnéj niepewności własnego zdrowia, i spogląda na swe dziatki jako na możliwe ofiary swéj własnéj rozpusty, albo swego własnego już odziedziczonego nieszczęścia? Na cóż tu rozwodzić się jeszcze więcéj nad szkodliwością owéj Nemezy, w jednéj chwili opadającéj człowieka a ścigającéj go, jego dzieci, wnuki, i prawnuki, aż do wyginięcia całego rodu częstokroć przez dwa stulecia. Każdy z czytelników naszych jest przekonanym o szatańskiéj szkodliwości jadu wenerycznego, czy się objawi u ludzi ubogich niemogących pielęgnować zdrowia swojego, czy u najbogatszych, zdolnych wydać miljony na swe uzdrowienie.
Nie potrzebujemy już dowodzić, że u nas skutki jadu wenerycznego są daleko zgubniejsze jak gdziekolwiek indziéj [59], w krajach cieplejszych lub nawet zimniejszych, że u nas daleko trudniéj wyleczyć się z chorób syfilitycznych jak na południu lub nawet w zimniejszéj jeszcze północy jak w Norwegii; idzie tutaj głównie o zbadanie przyczyn téj zastanawiającéj uporczywości chorób wenerycznych.
Nie wahamy się odpowiedziéć kategorycznie na to pytanie, ono bowiem było przedmiotem długich i sumiennych poszukiwań z naszéj strony:
Ponieważ jad weneryczny łączy się u nas w organizmie prawie zawsze z zepsuciem krwi szkrofuliczném, artrytyczném, świerzbowém a mianowicie kołtunowém, najuporczywszém jakie tylko być może.
Liczne doświadczenia przekonały nas, że jad weneryczny pochodzący z osoby która ma, miała lub któréj rodzina miała kołtun, daleko jest zjadliwszym od jadu wenerycznego, tém zepsuciem krwi niespotęgowanego; nadto przekonaliśmy się, że jad taki zaszczepiony zdrowemu człowiekowi może mu udzielić nietylko weneryją, lecz nawet zaszczepić kołtun [60].
Temu w naszéj ludności tkwiącemu usposobieniu do kołtuna przypisać należy, dla czego u nas choroby weneryczne pomimo najświatlejszéj pomocy lekarskiéj, pomimo najstaranniéj przeprowadzonych kuracyj, nie raz tak są uporczywe, że wyczerpują wszelką cierpliwość lekarza i odwagę pacyjenta. Któż z wenerycznych wiedziéć może z pewnością od jakiéj osoby pochodzi początkowo jad, którym się zaraził? może go otrzymał dopiero z dziesiątéj ręki, ale ta najodleglejsza osoba miała właśnie kołtun lub usposobienie kołtunowe, i udzieliła jadowi wenerycznemu nowéj zjadliwości, któréj się zgubna siła jeszcze i w dwudziestéj ręce nie stępi.
Nie ma na świecie większych niwellatorów jak śmierć i jad weneryczny. Śmierć równa wszystkich ludzi z sobą, a tenże sam jad weneryczny, od jednéj osoby czerpany, wałęsa się w krwi najdostojniéj urodzonego panicza tak dobrze jak we krwi ubogiego i brudnego rozpustnika, i przez to ich spokrewnia z sobą.
Zarażony jadem wenerycznym panicz, jest tedy bardzo bliskim krewnym wszystkich splamionych wyrzutków z towarzystwa, bo wspólna w jego żyłach krąży ciecz, krew i zaraza.
Zarażony familijant przestaje miéć szlachetną krew którą mu dali rodzice, on ma tylko posokę taką jaka wrze i pokutuje w rozpustnéj hołocie.
Częstokroć najniewinniéj można popaść w bezdenną otchłań wenerycznego zarażenia przez całowanie się z osobami syfilitycznemi, przez fajki, szklanki, łyżki i instrumenta dęte, które im służyły, przez zaszczepienie ospy ochronnéj skażonéj syfilityczną zarazą, nakoniec przez mamki. Ileż to dzieci nie pada ofiarą zarażonych mamek?
A zatém w naszym kraju prawie nie ma środka zabezpieczającego z pewnością od zatrucia wenerycznego, ale ludzie pilnujący skwapliwie czystości ciała swojego, ludzie nie robiący wybryków dyetetycznych, ludzie estetyczniejsi, wyżsi duchem i cnoty, umiejący walczyć przeciw zwierzęcym potworom pożądliwego ciała, będą się umieli strzedz fatalnéj zarazy, która gnębi biedną krainę naszą do tego stopnia, że już się w najskrytsze zacisza wiejskie wdarła, i tam zatruła naszego ludu wiejskiego żony i córki.
Dżuma, żółta febra, tyfus, szkorbut, świerzba, ospa, szkarlatyna, odra, słowem choroby w których się wyradza kontagium, to jest jad przeznaczalny od człowieka do człowieka. (Cholera azjatycka nie należy do chorób zaraźliwych.)
Dżuma i żółta febra już od bardzo dawna nas nie nawiedziły, ale zgniły tyfus bardzo jest częstym u nas, i udzielić się może nie tylko przez dotknięcie, ale nawet przez zbliżenie się do atmosfery chorego. Środkami zaradczemi są: nie wychodzić na czczo z domu, wystrzegać się zbliżenia z chorym, nie połykać śliny dopóki przy nim zostajemy, niestawać na przeciw jego oddechu, nie dotykać się go, zmieniać odzież; strzedz się futer, umywać się octem, płukać usta wodą aromatyczną, zażywać tabakę, żuć odrobinę kamfory, palić tytoń, i t. d.
Niektóre dysenteryje tak są zaraźliwe jak tyfus, i tych samych wymagają środków zaradczych.
Szkorbut może się stać zaraźliwym przez bardzo bliskie styczności z osobami na szkorbut chorującemi, mianowicie w szpitalach, więzieniach, kazamatach. Wymaga wielkiéj czystości, kwaśnych, świeżych potraw, umywań i płukań z octu.
Przeciw świerzbie ubezpieczyć się można obmywaniami w wodzie miękkiéj z solą kuchenną i odrobiną saletry.
U nas pomimo zaszczepiań ospy ochronnéj, dość często zjawia się naturalna ospa i liczne zabiera ofiary. Ale zaszczepianie ospy odbywa się u nas w sposób niedostateczny: niezmiernie bowiem u nas trudno dostać dobréj krowianki, to jest materyi ochronnéj świeżéj lub zebranéj na dzieciach nie limfatycznych, nie skrofulicznych, nie kołtunowych, i nie świerzbowych. Nawet krew żydowska ma miéć w sobie jakiś ostry ferment, który przeprowadzony materyją ospy w krew zdrowego dziecka, natychmiast wyradza wysypki, liszaje, a wtedy i ognipióry. Dobrze o tém wiedzą dbali o zdrowie dzieci swoich możniejsi Izraelici, i starają się miéć dla swych dzieci ospę zebraną z chrześcijan. Ostrość krwi u żydów niższéj warstwy społeczeństwa pochodzi zapewnie od nadużywania cybuli, czosnku, ryb i korzeni, zarazem od niedostatecznego pielęgnowania czystości skóry.
Bywają epidemije tak mocne ospy, szkarlatyny i odry połączone z zapaleniem tak gwałtowném ócz, gardła i grdyki, że największém niebezpieczeństwem grożą dzieciom. Lepiéj je wtenczas najzupełniéj przegrodzić od chorych, przytém kadzić octem, bursztynem, jałowcem.


B. TRUCIZNY ZWIERZĘCE.

Wścieklizna wyradzająca się w całém psiém plemieniu, to jest w psie, w wilku, w lisie, i w szakalu, może być udzielona ludziom śliną albo przez ranę, albo przez zetknięcie śliny z bardzo delikatnym nadskórkiem nosa, warg, części rodnych, albo nawet przez wpadnięcie śliny na jaką dawną rankę, na pryszcz lub wrzód.
U nas, (pomimo często wydarzającéj się wścieklizny psów i najsmutniejszych skutków ich ukąszenia na ludziach i na bydle sprawdzanych,) jeszcze bardzo fałszywe obiegają wyobrażenia o znamionach charakteryzujących wściekliznę. Dla tego widziemy się zmuszeni wyliczyć tutaj wszystkie dotychczas przez najznakomitszych weterynarzy uznane objawy téj straszliwéj choroby.
Wścieklizna psów okazuje się w dwóch różnych kształtach: 1° Wścieklizna gwałtowna, objawia się u psów nadzwyczajną drażliwością i łatwością do rozgniewania, lizania przedmiotów zimnych, (łańcuchów, kamieni, gwoździ w podłodze,) niespokojnością, bieganiem z miejsca na miejsce. Jednakże przytomności nie tracą psy wściekłe, aż dopiero na krótki czas przed śmiercią: poznają jeszcze pana swego i osoby około nich zwykle chodzące, okazują się czułe za dobre obchodzenie się. Im bardziéj jednak wzrasta gwałtowność choroby, tém mniéj są powolne. Utrata apetytu, osobliwie dla pokarmów stałych, pokazuje się pospolicie zaraz z początku choroby. Psy wściekłe jednakże nieraz pożerają rzeczy do pożywienia niesłużące: drzewo, torf, słomę, skóry, wełnę, kawałki szkła, łajno własne, urynę, i t. d. Wszystkie psy na wściekliznę chorujące mogą patrzéć na wodę i inne płyny, i mogą je lizać i pić w każdym zakresie choroby. Niektóre nawet wyszukują wodę i piją ją z chciwością; ale są i takie któreby chciałyby pić wodę lecz jéj nie są w stanie połknąć z przyczyny nabrzmienia języka i gardła. Prawdziwego wodowstrętu nie ma żaden pies wściekły, a tém mniéj do przedmiotów błyszczących lub do światła. Wszystkie psy wściekłe doznają z początku zatwardzenia stolca.
Najważniejszym znakiem wścieklizny psów, u wszystkich spostrzegać się dającym, jest właściwa zmiana głosu i szczekania. Tony wydawane przez psa wściekłego raz są wyższe, drugi raz niższe, niż w stanie zdrowia, a przy tém chrapliwe i nieprzyjemne. Szczekanie jego przechodzi zawsze w krótkie wycie, tak że tego ani szczekaniem, ani wyciem nazwać nie można; jest to coś między jedném a drugiém pośredniego. Nie wydarza się to w żadnéj innéj chorobie psów, i bez widzenia nawet psa rozpoznać wściekliznę dozwala. W czasie wydawania tonów dopiero opisanych, większa liczba psów wściekłych podnosi pysk do góry, podobnie jak te psy szczekające albo wyjące, które słysząc grających na instrumentach muzycznych znieść tego nie mogą. Niektóre psy wściekłe odzywają się tak prawie bezprzestannie, bez żadnéj przyczyny; inne kiedy niekiedy tylko albo gdy są draźnione, czasem znowu zmieniają się te tony, lecz im dłużéj trwa choroba, tym głos ich chrypliwszym się staje, tak daléce iż u niektórych nabiera nareszcie podobieństwa do krząkania świń.
U największéj liczby psów na wściekliznę chorujących, pokazuje się prędzéj lub późniéj skłonność do kąsania, ale w rozmaitym stopniu i nie raz z przerwami. Psy z natury łagodne i spokojne chwytają tylko zębami pobliskie przedmioty ale nie gryzą; psy zaś złośliwe napadają na inne zwierzęta i na rzeczy nieżyjące, gryzą je, szarpią, a niekiedy własnego nawet nie oszczędzają ciała. Przez drażnienie ich powiększa się w nich chęć kąsania. Najprzód i najgwałtowniéj ukazuje się w nich chęć kąsania kotów, nawet takich z któremi wprzód w zgodzie żyły; potém innych psów i zwierząt, a nakoniec ludzi. Psy zdrowe choćby największe chronią się wtedy najczęściéj instynktową ucieczką przed wściekłemi choćby najmniejszemi. Samo kąsanie dzieje się zwykle cichaczem, bez poprzedniego warczenia albo szczekania. Czasem się zdarza, iż psy wściekłe napotkawszy inne, wąchają najprzód ich pysk, części płciowe, i otwór stolcowy, kiwając przytém ogonem; a potem niespodzianie je gryzą. Podobnież gryzą one cichaczem nadstawiony im kij i przytém ogonem machają.
Niektóre psy wściekłe czynią często poruszenia pyskiem takie, jakby łapały muchy, lub inne owady w powietrzu latające.
Powierzchowna postać psów wściekłych w pierwszych początkach choroby, tak mało się zmienia, iż się nie wydają choremi. Drugiego dopiéro albo trzeciego dnia choroby czerwienią się im oczy, od czasu do czasu przymykają się na kilka sekund powieki, a skóra na czole i nad powiekami fałduje się w małe zmarszczki. Późniéj oczy stają się mdłe i jakby kurzem posypane. Niektórym puchnie cała głowa, innym niektóre tylko jéj części, jak np. nos, język, i t. d. Większa ich liczba ma sierść najeżoną, a wszystkie w krótkim czasie bardzo znacznie chudną.
Pysk psów wściekłych w większéj liczbie przypadków więcej jest suchy niż wilgotny; a tém samém bez piany. Do rzadkich wyjątków należą te przypadki, w których gardziel jest nabrzmiałą, i ślina przełykaną być nie może.
Dopóki psy wściekłe mają jeszcze nieco siły i nie są ścigane, dopóty trzymają ogon jak zwykle, dopiero wtedy gdy już znacznie osłabną spuszczają go na dół, ale nigdy nie wciągają go więcéj niż zwykle pod siebie.
Chód także psów wściekłych nie różni się od zwyczajnego w początku choroby, ale późniéj w miarę wzmagania się onéj, powiększa się osłabienie nóg tylnych, przechodzące nareszcie w sparaliżowanie. Twierdzenie że psy wściekłe zawsze w kierunku linii prostéj biegną, jest błędne. W początku choroby biegają one i owszem tu i owdzie, w jak najrozmaitszych kierunkach, wietrząc przy tém po ziemi, a gdy je napada chęć kąsania, skaczą nawet aby kąsać. Dopiéro gdy w późniejszym zakresie choroby, wpadną jakby w stan odurzenia, wtedy dopóty biegną w jednym kierunku, dopóki straciwszy siły nie padną; albo dopóki ich okoliczność jaka do zmienienia tego kierunku nie znagli.
Przypadłości spokojnéj wścieklizny psów. W téj wściekliznie psy zmieniają się także, stają się w ogólności cichemi, spokojnemi, a nawet smutnemi.
Najważniejszym znakiem zaraz z początku choroby w oczy wpadającym jest to: że szczęka dolna wisi na dół jakby sparaliżowana, a tém samém pysk jest ciągle mniéj lub więcéj otwarty.
Z przyczyny takiego paralitycznego wiszenia na dół szczęki dolnéj i ciągłego otwarcia pyska, psy tego rodzaju choroby cierpiące, nie mogą nic przełykać, ani nawet płynów; wszystko im z pyska wypada. Dla tego także spływa im nieraz z paszczy ślina śpieniona; i mniej one mogą kąsać niż psy właściwą wścieklizną cierpiące.
Chęć kąsania, niespokojność, i chęć odbiegania z domu, nierównie tu są w niższym stopniu, niż w poprzedzającym gatunku wścieklizny.
Koniec języka wystaje często psom takim po za zęby z pyska.
Głos w téj wściekliźnie zmienia się zupełnie w taki sposób, jak w wściekliźnie właściwéj; ale rzadko go kiedy słyszéć można, tak dalece, iż psy zdają się być oniemiałe.
Co do przytomności, chęci jadła i napoju, braku wodowstrętu, szybkiego chudnienia, zatwardzenia stolca, i innych wyżéj wymienionych przypadłości, wścieklizna spokojna nie różni się prawie od wścieklizny zwyczajnéj.
Przebieg równie gwałtownéj jak i spokojnej wścieklizny bywa rozmaity. Zawsze jednak kończy się ona śmiercią; i to albo z wyczerpania sił, coraz bardziéj wzmagającego się, zwykle w siedm lub ośm dni, od okazania się pierwszych jéj znaków, albo jakby apoplektycznie w krótszym nierównie czasie. W ogólności zaś żaden pies dłużéj nad 10 dni w chorobie téj nie żyje.
Psy spragnione picia, i zadowolenia płciowego podczas srogiéj zimy lub gorącego lata, zwłaszcza trapione bólem zębów, robakami i rumatyzmem, najłatwiéj zapadają na wściekliznę, ta zaś wścieklizna już musi istnieć w psie, ślina ich już musi wywrzéć owe straszliwe znane nam skutki, gdy jeszcze żadnych innych oznak wścieklizny nie ma, gdy jeszcze psy te się łaszą, liżą swych panów i swe panie, ztąd nieraz najokropniejsze i publiczności z przyczyn swych nieznane powstają skutki.
Człowiek ukąszony przez psa wściekłego, (przez wilka, lisa, kota, i inne zwierzę wścieklizną opętane,) lub zarażony przez wszczepienie się śliny jego już opisanemi, mimo wiedzy odbyć się mogącemi sposobami, jeźli nie użyje środków zaradczych, i pozwoli jadowi wścieklizny rozejść się po krwi swojéj, wpada niechybnie w najrozpaczliwszą chorobę jaka tylko istniéć może, wpada w wściekliznę.
Wścieklizna u ludzi nie wiedzących że ją mają zaszczepioną w krew swoję, objawia się najprzód dziwnym jakimś smutkiem, ruchliwością, niespokojnością, potem lekkim, paroksyzmem spazmatycznym, nareszcie konwulsyjami, boleścią w całém ciele, szałem, utratą przytomności, czasami tylko nieprzezwyciężonym wstrętem do wody, i do wszystkiego do wody podobnego, niewypowiedzianym pociągiem do rzucania się na ludzi i do kąsania ich.
Największém udręczeniem w tym stanie są owe intervalla lucida, owe chwile przegradzające paroksyzm, w których nieszczęsny człowiek wraca całkiem do przytomności, i zdaje sobie całkowicie sprawę z owego rozpaczliwego stanu.
Podczas naszego pobytu w szkole lekarskiéj Montpelliejskiéj, jeden z bardzo wiele rokujących współuczniów, nieszczęsny Donnadieu, został ukąszonym bardzo lekko w nogę przez pieska, o którym nie wiedziano że był wściekłym.
W dziewiątym dniu, gdy rana już się prawie zgoiła, wybuchła straszliwa choroba, i biedny pacyjent który już kończył wydział lekarski natychmiast pojął że to była wścieklizna. Żadne pióro nie zdoła opisać męczarni młodego medyka doskonale wiedzącego, że jego choroba musi się skończyć niechybną śmiercią. Sam prosił wszystkich obecnych i ojca swego także lekarza na jego pomoc przybyłego, żeby go związano i żeby się doń nie przybliżano podczas paroksyzmu, bo go ogarnia wówczas nieprzezwyciężona żądza kąsania. W najczulszych wyrazach opłakiwał on w chwilach jasności często doświadczanych los swój okrutny, najprzykładniej sposobił się na śmierć spowiedzią, przyjęciem Kommunii Świętéj, i ostatniego namaszczenia; niesłychane męczarnie i wszystkich lekarzy obecnych przestraszające konwulsyje znosił godzin blizko trydzieści, i nareszcie wpadł w śmiertelny Tetanos, to jest kurcz wyprężony, podczas którego dusza uleciała z ciała okropnemi bólami miotanego. Żadne lekarstwa, obfite puszczenie krwi, nawet najmocniejsze narkotyki, opium brane w najmocniejszych dozach po cztery grany, żadnéj nie sprawiły ulgi pacyjentowi, żadnéj nie uśmierzyły boleści.
Po śmierci nic nie znaleziono pod językiem owych krost, o których Dr. Marochetti lekarz badający w roku 1813 na Podolu wścieklizny mówił, że się znajdują zawsze jeszcze przed wybuchnięciem wścieklizny, i o których utrzymuje że są ostateczną przyczyną wścieklizny. Dr. Marochetti zaręcza że po wypaleniu tych krost żelazną sondą do białości rozpaloną i po użyciu w wielkich dozach wywaru z Janowcu (Genista Tinctoria) wścieklizna nigdy nie wybuchnie.
W naszym kraju bardzo częste mamy przykłady wścieklizny, nie tylko u psów, lecz nawet u wilków się pojawiającéj, i nie raz ludzie i rozliczne zwierzęta padają ofiarą ich ukąszeń.
Wytępić ze wszystkiém wścieklizny nie możemy, ona się bowiem tworzy aż zanadto łatwo w stosunkach klimatu w którym żyjemy, z zbytecznego gorąca w lecie, zimna w zimie, nawet ze słot oddziaływających bardzo niekorzystnie na psie zęby; ale zapobiegać winniśmy o ile możności rozszerzaniu się wścieklizny, i zdaje się najlepszym, do celu najłatwiéj prowadzącym środkiem byłoby, gdyby trzymano tylko psy człowiekowi pożyteczne i potrzebne, to jest kądle i buldoki, niezbędne stróże bezpieczeństwa na wsi, a wyżły, charty, ogary, i taksy (jamniki) służące nam do polowania.
Za wszystkie inne psy służące tylko do rozrywki, do fantazyi i za konduktorów kobiecéj tkliwości, nieumiejącéj się wywrzéć na coś lepszego, zwłaszcza za małe eleganckie pieski, właściciele powinniby płacić podatki, z którego przychód mógłby być obróconym bezpośrednio na cele dobroczynne; każdy pies bez wyjątku do potrzeby i do fantazyi służący musiałby być opatrzony dwa razy na rok oznaką dającą mu prawo do życia. [61] Tak się dzieje w kilku krajach, i najlepsze z tych ustanowień wynikają skutki, to jest rassy psów się poprawiają, psy nie parszeją; wtenczas nie tak łatwo wydarzają się przypadki wścieklizny, bo właściciele lepiéj pilnować będą psów użytecznych, lub za które podatek opłacają.
Ukąszonego można jeszcze i w parę godzin zabezpieczyć od wścieklizny następującemi środkami:
Ranę wymyć natychmiast słoną lub ammoniakalną wodą, potém wypalić ranę najlepiéj za pomocą żelaza do białości rozpalonego, wreszcie gnoić ją przez miesiąc lub sześć tygodni za pomocą wizykatoryi. Przez cały ten czas trzymać ukąszonego na dyjecie, dawać mu pić codziennie półtoréj kwarty dekoktu z trędownika, (Scrophularia nodosa). Roślina ta prawie powszechnie i przez lud znana, a prawie wszędzie u nas w wilgotnych miejscach rosnąca, jest istotnie środkiem przeciw zatruciu jadem wścieklizny; mieliśmy już kilka razy sposobność o tém się przekonać, i na własne oczy widzieliśmy jak dwoje prosiąt przez psa wściekłego pokąsane, i już konwulsyjami miotane, śliniące się i gryźć chcące, zostały do najzupełniejszego zdrowia przyprowadzone mocnym wywarem trędownika wlanym za pomocą butelki w gardło.
Chorobie karbunkułowéj, czyli antraksowéj czyli zarazie śledziony ulegają nie tylko wszystkie zwierzęta swojskie i dzikie, ale nawet ryby. Dotknięte nią zwierzęta po największej części padają, i to tak szybko, że im żadnéj nie można nieść pomocy. Jest ona najniebezpieczniejszą dla bydła rogatégo, owiec i świń; koni rzadziéj napada. Żaden klimat, żadna miejscowość nie uchroni od téj zarazy, grassuje jednakże rzadziéj w zimie i w zimniejszych krajach.
Choroba karbunkułowa może się objawić z wyraźnemi guzami karbunkułowemi, lub bez tych guzów z cierpieniem różnych trzewiów, (właściwa zaraza śledziony). Pospolicie zwierzę dostaje drżenia zadnich nóg, porusza się ociężale, mleko się zmienia, staje się żółtawém, puls przyspieszony, nieregularny potém prawie żaden, ciało nader gorące, oczy zaognione, potém zgasłe, oddech trudny, charaktery zapalne potém zgniłe, guzy (w formie guzowatéj to jest mniéj szybko przebiegającéj), na różnych częściach ciała, najniebezpieczniejsze tworzą się na głowie, szyi, gardle, wymieniu, na częściach głównych i na stawach.
Materyja z tych guzów i w ogólności całe ciało zwierzęcia na karbunkuł padłego lub chorego, takim zaraźliwym jadem są przesiąkłe, że muchy wystarczają na przeniesienie go z zwierzęcia na człowieka, i na wzbudzenie w nim najokropniejszych najczęściéj śmiercią kończących się boleści, zapaleń i owrzodzeń. Mięso zaś zwierząt takich, nawet żeby tylko przez godzinę chorowały i zarzniętymi były, równie prawie jest zjadliwe gdy zostanie spożytém. [62]
Wszędzie gdzie tylko panuje zaraza na bydło, (a u nas wydarza się to na nieszczęście bardzo często od lat dwudziestu kilku,) ludzie powinni być nadzwyczaj ostrożni w obchodzeniu się z bydłem, powinni przedewszystkiém pielęgnować czystość ciała, obmywając się wodą z aromatycznym octem, wykadzając mieszkania bursztynem, chlorem, wytępiając muchy i niszcząc wszystkie padliny zakopywaniem ich w ziemię i przysypywaniem wapnem, aby łakome i prawie zawsze głodne kmiotki nie mogły odkopać i zjadać obrzydliwego ścierwa.
Wybuch choroby karbunkułowéj u człowieka, poprzedzony jest uczuciem niewypowiedzianego smutku, niespokojności i osłabienia. Zaraz wówczas należy dać na womity i obmywać trzy razy na dzień całe ciało aromatycznym octem.
Nosacizna końska czyli smark może się przenieść na człowieka, jak to najnowsze doświadczenia wykazały, mianowicie we Francyi.
U koni nosatych zwykle z jednego nozdrza płynie materyja gęstawa, lepka, koloru brudno-żółtawego, zsycha się na nozdrzach i tworzy na ich brzegach skorupę zielonowatą, smrodliwą. Z oka téjże saméj strony wydziela się materyja gęstawa, lepka i w wewnętrznym kącie oka w grudkę się gromadząca. W rowie podszczękowym nabrzmiewają gruczoły limfatyczne nieruchome, twarde, okrągłe, wielkości orzecha laskowego, czasami i jaja kurzego, niebolesne. Błona nosowa blada, czasem siwawa, na niéj punkta i paski czerwone, i wrzodziki wielkości grosza, nieco wklęsłe z słupowatym brzegiem, wydzielające posokę nieznośnie cuchnącą. Zgniła gorączka, puchnięcie głowy i nóg zwykle towarzyszą nosaciznie, chorobie prawie zawsze śmiertelnéj.
Nosacizna końska z największą łatwością przenosi się na człowieka i zrządza okropne prawie zawsze śmiercią się kończące przypadłości. Nie tylko z bydlęcia na człowieka przechodzi zgubny jad nosacizny przez wszcepienie (inoculatio), lub zarażenie (infectio), ale nawet z człowieka już nią zarażonego na innego człowieka. Niedawno temu pan Rocher uczeń medycyny Paryzkiéj, opatrując w szpitalu Ś-go Antoniego mastalerza smarkiem zarażonego, sam się zaraził, i umarł w najokropniejszych męczarniach, ofiarą swéj gorliwości; w roku zaś przeszłym 1854 w Wrześniu mieliśmy sami w Terespolu z Doktorem Kojsiewiczem sposobność przekonania się o zabójczym wpływie zarazy w mowie będącéj, na jednym żydzie, handlarzu koni.
Zakres tego dzieła nie pozwala nam wchodzić w opis przypadłości znamionujących zatrucie nosacizną końską, powiemy tylko, że wybuch choroby poprzedza peryjod inkubacyi, trwający pięć do sześciu dni, niczém wcale niecharakteryzowany; potém dopiero zjawiają się boleści głowy i całego ciała niby rumatyzmowe, nareszcie gruczoł wzdłuż naczyń limfatycznych, gorączka, wrzody, pryszcze i odchód nieznośnéj smrodliwości z nozdrzy. Gangrena, zgnilizna ogólna, dyaryja krwawa, majaczenia, stan tyfusowy poprzedza śmierć niechybną.
Zaradcze środki jak najsprężystsze powinny być użyte zaraz na początku, gdy tylko prawdopodobieństwo najmniejsze możliwéj zarazy gdziekolwiek istnieje. Wrazie inokulacyi mocne i zręcznie wykonane wypalanie, czystość najskrupulatniejsza, obmywanie całego ciała octem, kadzenia mieszkań, kąpiele parowe powinny być użyte.
Księgosusz, zaraza bydła rogatego, tyfus samemu tylko bydłu rogatemu właściwy, szerzy się pomiędzy bydlętami przez bezpośrednie lub pośrednie ich z sobą zetknięcie. Pochodzi z południowo-wschodnich krajów Europy między Donem i Dnieprem leżących, i dostaje się przez udział od lat dwudziestu kilku bardzo często do nas postępując i to zawsze pewnym, geograficznie wyznaczyć się mogącym traktem od wschodu ku zachodowi.
Bydlę zarażone staje się smętne, leniwe, przeżuwa wolniéj i traci chęć do jadła, sierść jeży się, oddychanie odbywa się z trudnością, kaszel się jawi. Potém dreszcz, trzęsienie skóry, zimno i gorąco naprzemian, nagłe zmiany temperatury w uszach, rogach i nogach. Chód ociężały powłóczący, oczy połyskowe wystające, wzrok wytrzeszczony, łzy. Nozdrza i pysk gorętszy, błona śluzowa nozdrzów czerwieńsza, ślina przezroczysta wylewa się z nozdrzy i pyska w postaci długich nici. Pragnienie, brak apetytu. Przeżuwanie nieregularne, lub ustanie jego, odymanie brzucha, w okolicy lędźwiowej ból, gnój ciemnego koloru spiekły i spalony. Mleka znacznie mniéj; oddech prędszy, kaszel częsty i stłumiony. Około 9 do 12 dnia nastaje zupełne osłabienie, boki zapadają, oczy połysk tracą, łzy obfite mają kolor żółty, potém schną, toż samo i śluz w nozdrzach. Potém nastają wszystkie symptomaty tyfusa, śluz nabiera smrodliwości, błony z pyska schodzą, biegunka czarno-brunatna z krwią zmięszana, puls tak szybki że trudno go namacać, oddychanie w najwyższym stopniu utrudzone z głosném sapaniem i stękaniem, pysk otwarty: śmierć następuje 13 lub najdaléj 17 dnia po zarażeniu, przy coraz więcéj wzmagających się kurczach. Po śmierci jawi się wkrótce zgnilizna, ale nie tak prędko jak w zarazie śledziony.
Po otworzeniu trupa okazuje się trzeci żołądek, księgą zwany, w kształcie nadętéj twardéj kuli, ma również na zewnętrznéj powierzchni ciemno-czerwone plamy, bardzo rzadko jest on miękki i bez plam. Wewnątrz między jego listkami jest pokarm bardzo suchy zielono-żółtawy, lub popielato siwy, czasami jednak trafia się miękki i rzadki. Ta okoliczność, że między listkami księgi znajduje się czasami pokarm papkowaty, dowodzi że wyraz księgosusz na oznaczenie téj choroby nie jest właściwym, choroba ta jest prawdziwym tyfusem.
Pierwiastek zarażający téj choroby tworzy się od chwili jéj wybuchnięcia a szczególnie rozwijania się. Jest on lotny, tworzy się we wszystkich częściach, wyziewach i odchodach bydlęcia, i wydobywa się z trupa przez trzy miesiące i dłużéj.
Żmija, zwierzęta czyli gady zwane w ogólności wężami w jednych okolicach naszego kraju, mianowicie w gubernijach Augustowskiéj i Płockiéj, są rzadkie; w południowych zaś szczególniéj w gubernii Lubelskiéj bardzo częste, a nawet w niektórych miejscach mnogie. Węże i żmije dwa różne od siebie stanowią rodzaje; gdzie widać jedne, tam zwykle bywają i drugie, wszakże żmije są u nas daleko rzadsze jak węże. Nie po samém tylko ubarwieniu ale i po ogólnym kształcie ciała, te gady na pierwszy rzut oka rozeznać można. Żmije różnią się od wężów głową prawie sercowatą, to jest w tyle mocno rozszerzoną, tarczami pokrytą i stosunkowo cienką za nią szyją, szyja zaś wężów wygląda grubsza, ponieważ głowa ich od tyłu mniéj jest rozszerzona, a ciało w ogólności bardziej wałeczkowate, kiedy u żmii jest wyraźniéj wrzecionowate. Przy każdém też spotkaniu węże okazują się żywsze, ruchawsze, płochliwsze, a żmije ociężałe, leniwe, co może pochodzi z ufności w jadowitą broń swoję, któréj wszystkie zwierzęta lękać i strzedz się muszą. Jednego ich gatunku szczegółowy podajemy tu opis.
Żmija Ruda, (łac. Vipera Mersca, niem. Kreuzotter, fran. Vipère rouge), na wierzchu głowy, w środku między oczami ma dużą tarczę, a za nią ku tyłowi dwie większe, tu i owdzie na 4 części się dzielące, reszta głowy pokryta drobnemi łuskami. Z pośrodka wierzchu głowy ciągną się ku tyłowi na boki dwie ciemne, sierpowatą wklęsłością na zewnątrz obrócone pręgi, które już się rozchodzą, już zbiegają i tworzą wtedy sercowatą plamę. Pomiędzy temi pręgami zaczyna się ciemna, rzadko tu i owdzie przerywana gzygzakowata linija, i ta idzie przez cały grzbiet i ogon żmii. Po obudwóch jéj bokach naprzeciw każdego zagięcia widać po jednéj małéj ciemnéj plamce, których dwa tak rzucone szeregi ciągną na równiéż wzdłuż całego ciała. Oprócz tych stałych cech gatunkowych, widziéć się na niéj jeszcze dają znaczne odmiany co do maści ubarwienia, a to według płci i wieku tego gadu.
Tak zwana Źmija czarna (Vipera prester), cała czarna lub czarno-siwa, ledwo ślady tu i owdzie ciemniejszych pręg i plam mająca, zdaje się być raczéj odmianą jak oddzielnym gatunkiem.
Prócz koloru różni się jeszcze powierzchownie samiec od samicy tém, że ogon ma grubszy i dłuższy, choć cały znacznie od niéj bywa mniejszym. Najdłuższy widziany samiec miał 2 stopy i 1 cal, a samica 2 stopy 6 cali długości.
Pysk źmii jest bardzo głęboki, i aż prawie do końca głowy rozszczepiony, może ona równie jak wszystkie węże, otworzyć go tak, iż wiérzchnia i dolna szczęka zejdą się na jednę płaszczyznę. To otwieranie i nadzwyczajne rozszerzanie się paszczy następuje u tych zwierząt tém łatwiéj, że dolna ich szczęka nie schodzi się bezpośrednio z kością czaszkową, tylko pośrednio przez kostkę ruchomą, tudzież że żuchwy dolnéj szczęki nie są połączone z sobą massą kościaną, ale długiém bardzo rozszerzalném więzadłem. Dla tego to wąż połykać może przedmioty o wiele grubsze od zwyczajnéj swego ciała objętości.
Nie w wysuwalnym języku, jak pospolicie lud sądzi, ale w odpowiedniéj budowy zębach, źmija ma straszną swą broń jadowitą. Wszystkie więc mają zęby i kąsać mogą, ale te tylko są jadowite, co posiadają właściwe do tego zęby, a właśnie takiemi natura zaopatrzyła źmije. W tyle głowy po obu bokach jest po jednym podługowatym gruczole, gdzie się jad zbiera. Od każdego gruczoła idzie ku przodowi kanał, którym jad dostaje się do skórkowatéj pochwy zęba w górnéj szczęce. Ząb ten w spokojnym stanie źmii cały w pochwie jest ukryty hakowato w tył zakrzywiony bardzo ostry. Przy nasadzie od przodu znajduje się w nim dziurka prowadząca do kanału wewnątrz zęba, którego maleńki otwór wychodzi przy ostrym końcu w delikatną rynienkę, od tego jeszcze otworu idzie przodem po wypukłości zęba, rynienka odkryta do piérwszego przy nasadzie otworu. Przeznaczeniem jest, jak się zdaje, tego misternego dodatku, aby przyjmował i prowadził do rany nadmiar jadu niemogącego się pomieścić w wewnętrznym kanale. Jadowity ząb źmii bywa od 1 do 1¾ linii długi.
Jad źmii, każdego węża jadowitego działa na krew w bezpośredniém tylko zetknięciu, na skórę zaś ciała i w kanale trawienia nie wywiera szkodliwego wpływu, dla tego może, iż się przez trawienie rozkłada. Trucizna łącząc się z krwią zaraz ją ścina, a wtedy część płynna rozchodzi się po przyległéj tkance, gdy pozostała część skrzepła czarno-czerwona kanał żyły zatyka i krążenie wstrzymuje.
Symptomatami zwykłemi po ukąszeniu są, ból dosyć wielki w porównaniu z wielkością rany, rozpościérający się na cały ukąszony członek, okrąg czerwony zapalny jawi się około ranki, część ta puchnie i w przeciągu kilku godzin puchlina miękka rozpościera się na cały zraniony członek. Jednocześnie powstają mdłości, niespokojność a nawet womity żółciowe, ból głowy i omdlenie. Część zraniona sinieje, często się trworzą pryszcze: stan ogólny pogorsza się ciągle, omdlenia coraz częstsze, oziębienie, gorączka zgubna, żółknięcie skóry, śmierć następuje w przeciągu dni kilku, ale czasem bez wszelkiego lekarstwa nastąpić może uzdrowienie.
Zdarzyło mi się widzieć niedawno krowę, która zdechła na ukąszenie źmii, i zaniedbanie narazić może na największe niebezpieczeństwo, a uciekanie się do zażegnawcy, jak to ma miejsce u naszych wieśniaków, jest niedorzecznością nie do darowania.
Głównemi lekarstwami na ukąszenie od źmii są: ammoniak, chlor, i różne rośliny, między któremi najlepszą jest kolumbijska roślina zwana Micania guaco. Podają ją za tak dalece skuteczną, iż ukąszenia źmii nie szkodzą osobie któréj sok téj rośliny zaszczepiono. Bolesne skutki szczepienia do kilku tygodni rozciągać się mają. Piérwsze pewniejsze wiadomości o skutkach téj rośliny podał Aleksander Humbold. Zasługują także na polecenie, według okoliczności wyssanie jadu z rany, jéj wymycie lub wyrznięcie skaleczonego miejsca albo wypalenie za pomocą sądy rozgrzanéj do białości, jak również postawienie baniek na ranie, przewiązanie nad nią ciała i t. p.



C. TRUCIZNY ROŚLINNE.

Roślinność kraju naszego tak piękna i bogata, mieści w sobie nie tylko wiele żywiołów zdrowia, to jest ziół lekarskich, ale niestety także bardzo wiele roślin nadzwyczaj zjadliwych, które zabijając albo odurzająco, (jak psinki, świniawesz, szaléj, i różne jadowite grzyby); albo wzbudzając swą ostrością zapalenia i śmiertelną gangrenę, (jak wilcze łyko, mlecznik i inne jadowite grzyby). Niezliczone są przykłady że zamiast pietruszki użyto do sałaty podobnéj pietruszce cykuty, zamiast pasternaku do jarzyn podobnego mu szaleju, zamiast jadowitych jagód[63], dzieci w jedném miasteczku zjadły niedawno jagody z psinki, (Solanum nigrum), i umarły w okropnych męczarniach, a zamiast maku zjadają czasem nasienie z tondery lub z lulka i także marnie giną.
Każdy przynajmniéj czytać umiejący człowiek powinienby poznać szkodliwe rośliny kraju swojego, a mianowicie jadowite grzyby, które rok rocznie w naszym tylko Królestwie do kilkuset ofiar zabierają; u nas na wsi podczas głodów, (a te często się zjawiają), całe rodziny wymierają w skutek użycia jadowitych grzybów, i to w najokropniejszych mękach.
Pomiędzy trującemi jawnopłciowemi roślinami kraju naszego najważniejsze są następujące.

1. Atropa Belladonna (Pokrzyk lekarski).


Rośnie dziko w Szwajcaryi, we Włoszech i Niemczech, a nawet u nas w Olkuskiém, w okolicach Ojcowa w lasach, u nas ją hodują w ogrodach. Łodyga téj rośliny na 4 do 5 stóp wysoka, gruba, okrągła, gałęzista i gęsto liściami okryta, liście są spore ogonkowate, jajowate ku końcowi, lancowato wycinane i nieco zaostrzone, ciemno-zielone soczyste, gdy młode są włosiste, starsze zaś gładkie, i tylko nerwy i ogonki na dolnéj stronie włoskami opatrzone. Woń ich odurzająca, a smak ostry, kwiaty wyrastają z kątów liści, są pojedyńcze albo podwójne, brudno-purpurowe u wierzchu, późniéj brudno-żółtawe; stoją na szypułce i mają koronę dzwonkowatą pięciodzielną, a kielich pięcio-ząbkowy. Owoc jest jagoda czarna, okrągła, soczysta, dwu-komórkowa, z nasionami nerkowatemi. Korzeń jest trwały, długi, na kilka cali gruby, gałęzisty, zewnątrz brudno-żółtawy, wewnątrz biały, miękki, soczysty, obrzydliwie słodkawy.


2. Hyoscyamus niger (Blekot pospolity).


Rośnie wszędzie po drogach i rowach pod płotami, około wsi i na dziedzińcach, cały pokryty włosami nieco lepkiemi i ma woń odurzającą, nieprzyjemną; kwiaty są w kłosach jednobocznych i składają się z korony lejkowatéj pięciodzielnéj, brudno-żółtawéj, fijoletowo-siatkowanéj i z kielicha jednolistnego trwałego. Liście są pierzasto dzielne, wycinane, podługowate, łodygowe, stulające. Nasiennik stanowi torebkę dwukomórkową, a w niéj nasiona workowate.

3. Digitalis purpurea (Naparstnica czerwona).


Ta roślina w Niemczech i Szwajcaryi dzika, u nas w ogrodach hodowana, ma łodygę kończastą, grubą, kosmatą, do 2 stóp wysoką; liście jajowate na przemian stojące lub podługowato lancetowate, krótko ogonkowe przy osadzie zwężone, faliste, przy brzegach karbowane, ciemno zielone, od spodu jaśniejsze. Kwiaty stoją na długich szypułkach formują długie jednostronne grona. Kielich ma pięć listków, korona stanowi rurkę brzuchatą, u góry ma 4 wycięcia krótkie, i jest białą albo purpurową a wewnątrz z różnobarwnemi plamami nakrapianą, nieco włosista.

4. Datura Strammonium Tondera Penterynda (Bieluń pospolity).


Do nas sprowadzili ją Cyganie z Indyj, do swych guślarskich czynów, u nas rośnie dziko, ma 2 stóp wysokości, łodyga gałęzista walcowata, gładka, ma na sobie liście ogonkowate, długie, szerokie, jajowate, zaostrzone, na brzegach nie równo wycięte. Kwiaty są spore na krótkich szypułkach, są białe, lejkowate, składają się z długiéj fałdowanéj w końcu pięciokątnéj rurki. Owoc wielkości i kształtu kurzego jaja, kolczaste u spodu cztero-komórkowe, a w górze dwukomórkowe, ma znaczną w sobie ilość nasion nerkowatych czarnych, wewnątrz białych smaku obrzydłego.

5. Daphne Mezereum (Wawrzynek Wilcze łyko).


Jest to krzew u nas w lasach rosnący, wypuszcza z początkiem wiosny na końcach małe kwiaty lejkowate, a potém dopiero liście. Kwiaty są różowego koloru, potrójnie stojące i dosyć równe.
Owocem, są jagody okrągłe czerwonego koloru, wielkości grochu, które jedno nasienie zawiera. Cała roślina posiada ostrość, a kora przyłożona do ciała pęcherze naciąga.

5. Lactuca Virosa (Sałata jadowita).


U nas w ogrodach utrzymywana, ma łodygę do 5 stóp wysoką, gałęzistą, u dołu kolcami opatrzoną, nakrapianą czerwonemi plamami, które potém czernieją. Liście są sztywne, podługowate, bez ogonków na brzegach i pod spodem kolczyste, z wierzchu gładkie, mają w sobie sok mleczny, kwiaty stoją w gronach, i są blado żółtego koloru.

7. Prunus Lauro Cerasus. (Sliwa Laurowa).


Jest to drzewo zawsze zielone, pochodzi ze Wschodu, u nas w oranżeryjach utrzymywane, lecz tu rzadko kiedy kwitnie. Kwiaty białe gronowe, nieco mniejsze od wiśniowych, liście są spore podłużne jajowate, świecące, piłkowane, skórzaste, z wierzchu ciemnozielone, i przy osadzie przy każdéj stronie żeberka środkowego gruczołkiem opatrzone. Woń przyjemna kwiatów i liści w roztarciu przyjemniejsza, do gorzkich migdałów podobna.

8. Pulsatilla nigricans vel Anemone pulsatilla (Sasanka zwyczajna).


Należy do familii jaskrawych, ranunculaceae, jest to roślina trwała u nas na piasczystych górach i w lasach obfita. Kwitnie z początkiem wiosny. Liście korzeniowe są pierzasto-dzielne, listki wielodzielne a podziałki równo-wązkie. Cała roślina jest wełnista. Z korzenia wyrasta jedna lub kilka łodyg, na których wierzchołku jest kwiat zwieszony, otoczony pokrywą do liści podobną, mający 6 płatków korony, a kształt dzwonka. Kwiaty te są zewnątrz ciemno-niebieskie, białą wełną pomszone, wewnątrz zielonawe, w końcu odgięte.

9. Lolium Temulentum (Życica, Durnica trwała).


Kłoski ościste, od kielicha mniejsze; źdźbło łokciowe i wyższe, u góry chropawe, korzeń roczny. Rośnie na polach uprawnych pomiędzy zbożem jarém; w pszenicy niekiedy 1½ łokcia dorasta wysokości.

10. Colchicum autumnale (Zimowit jesienny).


Jest rośliną zielną, trwałą, ma korzeń cebulowy, tak jak u tulipanów, łodygę pojedynczą, liście pochewkowate, prosto-stojące. Kwiat wierzchołkowy, okrycie kwiatowe pojedyncze, kolorowe o sześciu głębokich przedziałkach. Pręcików sześć przeciwległych wcięciom kielicha, jest to prawie ostatnia jawnokwiatowa roślina, która u nas kwitnie na jesieni, i w tym czasie sam tylko kwiat koloru blado-różowego ukazuje się z ziemi. Po okwitnieniu, część dolna słupka zamieniająca się na owoc, pozostaje przez następną zimę ukryta w ziemi. Na wiosnę dopiero wyrastają liście szerokie, lancetowate, całe do konwalijowych podobne, pochwą brunatną przy podstawie okryte, z pośrodku liści pokazuke się jedna, dwie lub trzy torebki, zawierające czarne, kuliste nasiona. Rośnie na mokrych łąkach, a kwitnąć późno jest ich ostatnią przedzimową ozdobą.
W ogrodach widziéć się dają różne odmiany pełne i pojedyncze, gdzie się utrzymują i rozmnażają jak tulipany. W naszym kraju ziemowit należy do rzadkich roślin, w południowych jednak stronach przytrafia się, szczególniéj w Krakowskiém w okolicach Olkusza. Lubo ta roślina wtenczas obficie się znajduje się na niektórych łąkach, kiedy już innéj zielonéj paszy nie dostaje, przecież bydło jéj nie rusza, co ją czyni podejrzaną. Jakoż cebula zimowita, osobliwie w początku lata wykopana, ma smak ostry i nudzący; wyciśnięty z niéj sok sprawia odrętwienie zębów i czyni ślinę bardzo gorzką; trzymając długo cebulę w palcach, te na pewien czas drętwieją.
Nie tylko bydłu i innym zwierzętom, ale i dla ludzi roślina ta wewnętrznie użyta jest trucizną. Po jéj użyciu szczęki się kurczą, język drętwieje, wargi się rozpalają, uryna gwałtownie z bólem odchodzi, żołądek pali, ból głowy nadzwyczajny, wielkie pragnienie, brak apetytu i t. d. téż same skutki sprawiają kwiaty i nasiona.

11. Cicuta maculata vel Conium maculatum. (Pietraszluk plamisty).


Łodyga jest prosta od 2 do 6 stóp wysoka, piszczałkowato okrągła, purpurowemi plamami nakrapiana, w górze gałęzista. Liście są spore, potrójno a w gorze podwójno pierzaste, pojedyńczym listkiem zawsze zakończone, baldaszek cokolwiek płaski, pokrywa ogólna z pięciu listków złożona, szczególnie połówkowa krótsza od baldaszków, z 3 listków złożona, korony są białe. Owoc jest prawie kulisty z wypukłemi piłkowato karbowanemi żeberkami, które są bardzo dobrą cechą odróżniającą tę roślinę od innych podobnych. Obrzydliwa woń téj rośliny do kociéj uryny podobna, znamionuje ją.

12. Cicuta Virosa (Szaleń Jadowity).


Pod nazwiskiem szalenia i cykuty, rozumiano dawniéj różne jadowite rośliny, a głównie do rodziny baldaszkowych (umbelliferae), i psinkowych (solaneae) należące, wiele bowiem z tych rodzin posiada, własności odurzające, a ztąd w użyciu są zawsze bardzo niebezpieczne. Roślina ta należy do baldaszkowych, i jest u naszego naturalisty Kluka, pod nazwiskiem szalenia opisana, a często zwana jest cykutą wodną od jéj systematycznego nazwiska.
Cykuta, jedna z największych trucizn dla ludzi i zwierząt, ma korzeń trwały, częstokroć bardzo wielki, wewnątrz komórkowaty przecięty wzdłuż, przedstawia owe komórki na sobie poukładane bardzo wyraźnie, a z przecięcia wypływa ostry sok, który wkrótce przybiera kolor pomarańczowy. Z korzenia wychodzi mnóstwo nitkowatych korzonków, częstokroć jak sieć splątanych; zapach korzenia nieco do pasternaku jest podobny, ale bardziéj obrzydliwy, na powierzchni ma wiele wypukłych obrączek które pochodzą od przegród wewnętrznych.
Z wierzchołka korzenia wyrasta łodyga gałęzista, wewnątrz czcza, pełno wodnistego i lepkiego soku, wysoka do dwóch łokci, wyraźnemi kolankami poprzedzielana. Z kolanek wyrastają gałęzie szeroko się rozchodzące, i znowu się na mniejsze dzielą. Liście gładkie, lśniące, stoją na tępych i prostych ogonkach, wyrastają z przeciwnéj strony baldachów kwiatowych. Liście te są składane, to jest z mniejszych złożone, listki te stoją parami, wierzchołek liścia tylko jednym się kończy; owe mniejsze listki rozdzielają się znowu na wiele mniejszych, niekiedy do 15 ich liczba dochodzi, te są jajowato okrągłe, ząbkowane, czasem pojedyncze, a czasem na 3 lub 5 wcięć podzielone. Baldach kwiatowy wielki wyrasta na przeciw liścia, pospolicie nie ma pokrywy, dzieli się na 12 do 18 mniejszych, zwanych baldaszkami. Każdy baldaszek opatrzony jest u dołu pokrywką z 3 do 5 listków złożoną, owoc jest bardzo małym kielichem uwieńczony, który pochodzi od pozostałéj blizny, składa się z 2 ziarn, te są jajowato okrągłe, prążkowane, nieco włosiste, bruzdowane, biało obwodzone, i podobne do nasienia pietruszki.
Ta zdradliwa roślina jest pospolitą w wodach stojących, na błotach i w rowach kopanych. Kwitnie w Czerwcu i Lipcu, staje się często przyczyną zatrucia szczególniéj dla dzieci wieśniaków, co w korzeniu jéj okrągłym upatrując niejakie podobieństwo do brukwi lub innego jadalnego korzenia, zjadają go i stają się ofiarą śmierci, jeżeli wczesny ratunek w pomoc im nie przyjdzie. W starożytnéj Grecyi przyprawiano truciznę roślinną pod nazwiskiem cykuty, i na wypicie jéj skazywano więźniów na śmierć osądzonych, takiego losu doświadczyli dwaj obywatele ateńscy Sokrates i Focyon, ztąd poszło wyrażenie cicutum bibere, wypić truciznę.
Korzeń cykuty czyni zawrót, nieprzełamaną skłonność do spania, sen śmiertelny, utratę zmysłów, bardzo wielkie osłabienie, pomięszanie, szaleństwo, łamanie w kościach, womity krwawe, czkawkę, rozpalenia, nabrzmienia, czarne plamy na ciele, suchość w gardle, a wreszcie śmierć. Po zgonie, ciało osobliwie podbrzusze i twarz nadzwyczajnie nabrzmiewają i czernieją, a z ust piana wypływa.
Zwierzętom również ta roślina jest trucizną, owce od niéj zdychają, konie i woły nie tykają jéj wprawdzie, głodem jednak do niéj zmuszone dostają zaraźliwych chorób.
Pomiędzy grzybami najzjadliwsze są:

Agaricus muscarius (Bedłka muchar).


Ma kapelusz z wierzchu pąsowo-czerwony, brodawkami białemi pstrzony, trzon opatrzony pierścieniem. Rośnie w lasach. (Patrz tab. 13).

Agaricus necator (Bedłka jadowita).


Sok mleczny cierpki i piekący, kapelusz z wierzchu oliwkowo-brunatny lub innego koloru, na brzegach włóknisty, blaski białe, trzon pełny od kapelusza bledszy, rośnie w lasach. (Patrz tab. 14).


Agaricus integer (Bedłka mierzliwa).


Blaszki pod kapeluszem białe, kapelusz niestałego kształtu i koloru, trzon bez pierścienia, sok nie wypływa po zadraśnięciu. Rośnie w lasach. (Tab. 15). Wszystkie rodzaje kolczaków, to jest grzybów mających kapelusze pod spodem kolczaste, także są podejrzane.
Najlepszym sposobem przekonania się, czy grzyby już ugotowane są jadowite, jest: przemięszać je przez minutę łyżką srebrną; jeżeli grzyby są jadowite, to niezawodnie łyżka zczernieje zupełnie jak w rozczynie chloru lub salmiaku. Przypadłości sprowadzone przez użycie jadowitych grzybów, są zatrważające w kształtach i skutkach. Nie raz żołądek do tego stopnia jest sparaliżowany trucizną odurzającą grzybów, że żadnemi dozami emetyku lub ipekakuany nie można z niego wydobyć womitów. Nieraz znów do tego stopnia ostrym pierwiastkiem innych jadowitych grzybów jątrzony, że najokropniejsze sprawia kurcze i boleści, przypadłości zupełnie do zatrucia arszenikowego podobne. Częstokroć, trzeba się uciekać aż do sondy żołądkowéj dla wyprowadzenia z żołądka truczny. Jako antydot przeciw zatruciu jątrzącemu, najlepszą jest oliwa prowancka jak najświeższa, pita całemi kwaterkami co kwadrans z odrobiną morfiny.
Wrazie odurzenia, to jest nieprzytomności umysłu, gadania od rzeczy, drżenia członków, rozszerzania źrenicy, należy nie tylko wyprowadzić przyczynę zatrucia z żołądka, lecz także dawać dużo oliwy prowanckiéj z kawą czarną bardzo mocną i lewatywy z kawy. Ciało całe nacierać octem, podawać sól amoniacką do wąchania. [64]



D. TRUCIZNY MINERALNE.

Arszenik, czyto biały, sprzedający się na wytępienie myszy i szczurów, czy żółty Auri pigmentum potrzebny introligatorom do farbowania, bardzo gwałtowną jest trucizną; najmniejsza ilość, to jest szczypta, wystarcza na zabicie człowieka pośród najokropniejszych boleści. Znam przykład zatrucia się mlékiem, w którém się utopiła mysz arszenikiem otruta, a cacka malowane na żółto farbą arszenikową, nieraz zadały śmierć dzieciom biorącym je w usta. Często także krople sprzedawane pokątnie przez szarlatanów przeciwko febrze zimnéj, leczą wprawdzie tę febrę, ale potém sprowadzają prawie zawsze bóle śledziony, puchnięcie, a następnie śmierć.
Ołów, miedź, żywe srebro często także stają się powodem zatruć przypadkowych i umyślnych. Malarze podlegają chorobom brzusznym (Colica pictorum) pochodzącym z ciągłego stykania się z farbami ołów zawierającemi; kotlarze i tokarze, mosiężniki często padają ofiarami powolnych chorób brzusznych, spowodowanych wkradaniem się pyłków miedzianych w żołądek i płuca; wreszcie złotnicy i inni rzemieślnicy trudniący się złoceniem za pomocą merkuryjuszu zapadają na choroby płucowe, pochodzące oczéwiście z wyziewów tego kruszcu. Zresztą i umyślne zatrucie może być zadane sublimatem i spowodować nieznośne boleści żołądka a nawet i śmierć.
Ałun w większych dozach, saletra nawet wzięta zamiast soli glauberskiej, obudzają wszystkie przypadłości gwałtownego zatrucia, które tylko z wielką trudnością uśmierzone być mogą.
Podzielam na trzy kategoryje pomoc, która ma być udzieloną osobom zatrutym. Najprzód, starać się winniśmy o wypędzenie trucizny emetykiem, purgującemi środkami lub sondą żołądkową; powtóre, ma być danym przeciw każdej truciźnie właściwy jéj antydot; po trzecie, pomoc lekarska na każdą przypadłość spowodowaną rozmaitemi truciznami (ból, zapalenie, zatwardzenie lub zbytnie rozwolnienie, odurzenie, kurcze, konwulsyje i spazmy) powinna być udzieloną choremu.
Antydotem przeciw arszenikowi, jest trzeci niedokwas żelaza wodnisty, potém węglan magnezyi lekko upalony, wszystko w wielkich dozach i najlepiéj w mléku. Puszczenie krwi jest prawie zawsze potrzebne, przytém postawienie pijawek na żołądek i lewatywy z mleka.
Antydotem przeciw zatruciu ołowiem jest sól glauberska lub angielska, na pół z mlékiem, oléj rycynowy (kleszczowiny), oliwa prowancka. Ale przedewszystkiém starać się wypada o wzbudzenie womitów.
Antydotem przeciwko zatruciu merkuryjuszem i miedzią (grynszpanem) są białka od jaj po sześć razem bite miotełką lub drewnianym widelcem i rozmięszane w wodzie, potém womity, oliwa prowancka.
Antydotem przeciw emetykowi i innym preparacyjom antymonu jest wyciąg gallasów lub jakiéjkolwiek innéj substancyi zawierającéj garbnik, na przykład: kory dębowéj, wierzby, tarnki.
Na kwasy wszelkie (siarczany, solny, saletrowy, królewski, pruski, szczawiowy), najlepszym antydotem jest magnezyja palona, kreda, woda wapienna, mydliny.
Na alkalije (potaż, soda; ammonijak, wapno niegaszone) dawać ocet, sok cytrynowy, rozczyn kwasu siarczanego. Przeciw wodzie chlorowéj zaś białka od jaja.





O GAZACH SZKODLIWYCH.




Z pomiędzy gazów czyli powietrz, wiele jest gwałtownych trucizn, i te trucizny tém są zdradniejsze, że będąc niewidzialnemi, ostrzegają człowieka o niebezpieczeństwie dopiero wtenczas, gdy przez oddychanie skutki z nich okropne nastąpiły. Wspomniemy tylko o tych z których przypadki są najpospolitsze.
1. Gaz niedokwas węgla. — Wtedy zawsze się tworzy, gdy przed wypaleniem węgli w piecu, zawcześnie tenże piec zamykamy. Ten gaz bezfarbny jest bardzo zabijający, i sprawia skutki znane na nieszczęście zbyt często po imieniem zagorzenia, które jeżeli z całą ścisłością nie będą leczone, najczęściéj śmierć zrządzają. Gazem ten zowie pospólstwo czadem z pieca. — Pali on się pięknym kolorem błękitnym, dla tego też w piecu łatwy jest do poznania, po wydobywającym się z węgli płomieniu tegoż koloru; ostrożność więc radzi, dotąd pieców nie zamykać, dopóki najmniejszy ślad płomienia niebieskiego na węglach spostrzegać się daje. Gdy jednak zagorzenie już nastąpiło, co poznać można po bólu czyli ciężkości głowy chorego, dzwonieniu w uszach, chęci do spania, mieniącym się wzroku, ciężkości oddychania, biciu serca gwałtowném, wreszcie opadnięciu z sił zupełnie, tak, że chory zdaje się być umarłym z twarzą czerwoną, siną lub bladą, lub jeżeli niektóre z tych znaków się okażą, radzę natychmiast użyć następującego sposobu ratunku.
Najsamprzód wynieść osobę na wolne powietrze, nie obawiając się działania zimna, gdyż to jest owszem potrzebne, następnie ją rozebrać i położyć w znak, zważając by głowa i piersi były nieco wzniesione w celu ułatwienia oddychania. Nadewszystko wystrzegać się należy kłaść chorego w łóżku ogrzane, i dawać mu enemy z dymu tytuniowego. Dawać mu należy ocet zmięszany z trzema częściami wody i trochę soku cytrynowego, równocześnie kropić całe ciało a szczególniéj twarz i piersi mieszaniną zimnéj wody z octem i pocierać ciało szmatkami zmaczanemi w tymże płynie lub w spirytusie kamforowym, wódce kolońskiéj, i t. p. Po trzech lub czterech minutach osuszyć potrzeba części zwilgocone, przez wytarcie ich serwetą rozgrzaną, i znowu po trzech lub czterech minutach rozpocząć nakrapianie i smarowanie ciała octem zimnym rozwolnionym. Środki te ciągle z wytrwałością powtarzać wypada. Rozcierać potrzeba skórę pod podeszwami, dłonie rąk i cały krzyż szczotką. Użyć także wypada enemy zrobionéj z wody zimnéj zmięszanéj z trzecią częścią octu, w kilka minut po jéj zadaniu potrzeba dać drugą zrobioną z wody zimnéj, z 4 do 6 łutów soli kuchennej i 2 łutów soli gorzkiéj, (siarkową magnezyją). Przesuwać pod nosem patyczek zasiarkowany zapalony, dla podrażnienia tego organu, lub zamiast siarki dać do wąchania (lecz tylko przez czas krótki) roztworu amonii. W miejscu tych środków można w nosie sprawić małe podrażnienie, włożywszy weń trąbkę z papieru lub piórka. Wpuszczać potrzeba wewnątrz powietrze. Gdy nie ma do tego stosownego przyrządzenia, można to uskutecznić przez przyłożenie swych ust do ust chorego, i następnie dmuchając. Jeżeli pomimo wszelkiego ratunku, chory znajduje się w stanie ospałości, nie traci ciepła naturalnego, jeżeli twarz zachowuje czerwoną, powieki nabrzękłe, oczy wystające, potrzeba mu krew puścić z nogi lub żyły powierzchownéj na szyi, (vena ingularis externa). Ten sposób jest lepszy od leczenia za pomocą emetyku, który nie zawsze może być z korzyścią zastosowany. Gdy już minie niebezpieczeństwo, kładzie się chorego w łóżko ogrzane, stojące w izbie z otwartemi oknami, starając się pozbyć osób niepotrzebnych, następnie daje mu się napić kilka łyżeczek wina mocnego, np. Malagi, Alikanto, Madery, i t. p. lub wina ciepłego osłodzonego. Emetyk w tym tylko przypadku może być korzystnie użyty, gdy po zupełném ocuceniu, chory uczuwa chęć do womitów, ciężkość i gniecenie w żołądku, lecz i w tym przypadku lepiéj użyć środków laksujących, jako to enem zrobionych z soli zwyczajnéj i siarkanu magnezyi (soli gorzkiéj).
Wszystkie środki powyższe aby celu swego dopięły, powinny być bez żadnego ociągania i przez długi czas (nawet gdyby chory zdawał się być umarłym) wykonywane. Często dopiero chory w 5 lub 6 godzin wychodzi ze stanu pozornéj śmierci, szczególniéj nie trzeba ustawać z wpuszczaniem w płuca świeżego powietrza.
2. Gaz kwas węglowy. — Jest w stanie gazu czyli powietrza bezfarbnego, znacznie cięższy od powietrza atmosferycznego, gasi ogień i zabija zwierzęta nim oddychające. Tworzy się przy wszystkich fermentacyjach, ztąd w piwnicach gdzie zachowują trunki fermentujące, znajdować się może; zapach jego jest nieco szczypiący.
Ostrożność radzi, dotąd do takich piwnic nie wchodzić, dopóki się nie przekonamy, że nie zawierają w sobie tego powietrza, co nie podlega wielkim trudnościom, pomniąc na własności tego gazu nieutrzymywania ognia; jeżeli więc w piwnicy świeca gaśnie, natychmiast uchodzić z niéj potrzeba, i jak najprędzéj ją przewietrzyć lub rozlać w niéj znaczną ilość wody zimnéj, w któréjby było rozmącone wapno, albo wreszcie kilka wiader wody zimnéj, można także dla sprawienia ciągu powietrza wstawić w piwnicę węgle rozpalone, w przeciwnym razie śmierć prędka nastąpi.Na przypadek uduszenia tym gazem, tym samym sposobem należy chorego ratować, jak powiedzieliśmy przy niedokwasie węgla.
Jeżeli wielka liczba osób przebywa w jakiém miejscu a powietrze nie jest odświeżane, powstać może zatrucie tegoż powietrza, przez utworzenie się znacznéj ilości gazu kwasu węglowego, co poznać można po obficie płynącym pocie, wielkim pragnieniu, bólu piersi, ciężkości oddychania, duszeniu, mocnéj gorączce, opadnięciu z sił i ospałości, któraby niebacznie śmierć zrządziła, gdyby niepośpieszono z ratunkiem w ten sposób, jak mówiliśmy przy niedokwasie węgla.
Gaz Siarkowodor. — Jest w stanie powietrznym, nie utrzymuje ognia, i jest jedną z najgwałtowniejszych trucizn; mała bowiem ilość tego gazu zmięszana z powietrzem atmosferyczném, prędko śmierć zrządzić może. Lubo nie ma żadnego koloru, łatwo go jednak poznać można po nieznośnym zapachu i smaku jaj zgniłych. Tworzy się w zwierzętach w skutku złego trawienia, ztąd jest obfity w kloakach, kanałach i innych miejscach przeznaczonych do składania nieczystości. Skoro zapach jego uczuć się daje., potrzeba starać się o jego zniszczenie, co najlepiéj uskutecznić za pomocą wykadzenia chlorem, który siarkowodorowi przez zmienienie jego natury szkodliwość odbierze.
Jeżeli zaś już zatrucie nastąpiło, użyć następującego środka ratunku. Po otruciu tym gazem, chory czuje się słabym, zbiera mu się na womity, drżenie konwulsyjne w całém ciele się okazuje, a szczególniéj w piersiach i żuchwach, skórę ma zimną, oddychanie łatwe ale nieregularne i puls także nieregularny.
Jeżeli choroba jest cięższa, cierpiący pozbawiony jest przytomności, uczucia i ruchu, ciało ma zimne, usta i twarz sine, piana pomięszana z krwią z ust się wydoba, oczy zamknięte bez blasku, źrenica rozszerzona i bez ruchu, puls słaby lecz częsty, bicie serca nieregularne, oddychanie krótkie, trudne i jakby konwulsyjne, członki są bezwładne. Często także pewien rodzaj drgania na ciele spostrzegamy.
Jeżeli choroba jest jeszcze cięższa, muskuły ściągają się raptownie, lub krótko trwale; a potém następują poruszenia konwulsyjne z wyginaniem krzyża połączone, chory wydaje krzyk podobny do ryczenia wołu, skóra, oddech, bicie serca, twarz, usta i źrenice są zupełnie takie, jak wspomnieliśmy poprzednio.
Leczenie zatrutego tym gazem jest następujące: najsamprzód wynieść go potrzeba na wolne powietrze, kropić go mięszaniną zimną octu i wody i nacierać szczotką z włosów. Gdyby był pod ręką chlor rozpuszczony w wodzie, możnaby go przez chwilę trzymać pod nosem chorego, jednak nie bardzo długo, z przyczyny, że działa szkodliwie na płuca; środek ten jest bardzo dobry, jeżeli jest prędko użyty.
Jeżeli chory połknął nieco płynu zgniłego z kloaki, potrzeba mu jak najprędzéj wzbudzić womity przez danie do zażycia łyżki oliwy, lub dwóch granów emetyku, albo 24 granów ipekakuany, co jest skuteczniejsze od oliwy.
Gdyby te środki okazały się niedostateczne, bicie serca było ciągłe, nieregularne i gwałtowne, wtenczas potrzeba choremu puścić krew z ramienia, miarkując jej ilość stosownie do sił chorego. Jeżeliby pierwsze puszczenie krwi nie zrządziło pożądanego skutku, drugi raz można je powtórzyć. Cierpienia nerwowe, spazmy i konwulsyje uśmierzyć potrzeba kąpielami zimnemi. Po kąpieli położyć wypada chorego w pościel ogrzaną i krzyż mu rozcierać. Naostatek, wtedy przyłożyć potrzeba synopizmy i wizykatoryje na nogi, jeżeli po użyciu wszystkich powyższych środków, chory nie odzyskuje przytomności, czucia i ruchu. Te są środki ratowania przy otruciu powyższemi gazami w gwałtownych przypadkach, gdyby jednak lekarz na miejscu się znajdował, zawsze lepiéj byłoby użyć jego pomocy.
Odmarznięcie i zamarznięcie wymaga rozsądnéj pomocy, przejście bowiem zanadto szybkie z zimna do ciepła, nadzwyczaj jest szkodliwém i zabić może zmarzłego człowieka, lub stać się powodem do gangreny nóg, rąk lub innego członka. Przenieść zmarzłego człowieka do izby chłodnéj, położyć go na wygodném łóżku, rozcierać go śniegiem, a gdy życie wracać zaczyna, obłożyć mu ręce i nogi i zmarzłe członki chustkami zmaczanemi w zimnéj wodzie. Ludziom krwistym należy puścić krew zaraz po powrocie do życia, dla zapobieżenia późniejszym zapaleniom.
Oparzenia ogniem, cieczami gorącemi, witryolejem i innemi kwasami, najlepiéj się leczą wodą wapienną, pomięszaną z oliwą prowancką lub z olejem migdałowym, ale nadzwyczaj dobrze działają także wata, kartofle tarte, konfitury, lub galareta z pożyczek, nareszcie woda jak najzimniejsza przykładana bezustannie.






RANY, ZŁAMANIA I WYWICHNIĘCIA.




Są okoliczności w których niebezpieczeństwo jest tak naglące, że często nie ma nawet czasu posłać po doktora; chory umrzéć może za nim przybędzie lekarz, szczególniéj gdy mieszka daleko, jakto pospolicie bywa na wsiach. Każdy człowiek w takim razie jest lekarzem; dla tego bardzo pożyteczną jest rzeczą aby każdy znał sposoby zaradzenia w nagłych przypadkach, wiedział co robić należy, a czego unikać. Tak na przykład jeżli w zemdleniu, otruciu lub skaleczeniu wielkiéj arteryi, nie poratuje się chorego spiesznie i raptownie, prędko umrzéć on może; gdy tymczasem starania stosowne, jako to wyniesienie na świeże powietrze w pierwszym przypadku, wymioty w drugim, zawiązanie rany w trzecim, mogą go wyrwać od śmierci w całém znaczeniu tego wyrazu.
Kiedy więc zdarzy się jaki przypadek, należy najprzód powoli, z zimną krwią wybadać o co idzie, bo nic nie jest szkodliwszego, jak niewczesny pośpiech i przestrach; one bowiem nie dozwalają zbadać jakiéj słabości należy zaradzać, i stają się często przyczyną pomyłek, które stać się mogą równie zgubnemi jak sam przypadek. Pierwszém staraniem być powinno, iżby osobę którą spotkał przypadek, wygodnie posadzić lub położyć tak, jak tego wymaga potrzeba i miejscowość, i żeby odkryć część uszkodzoną; oddalić potém niezgrabnych gadułów i tchórzów.
Kiedy się nie jest w możności dać stosowny ratunek, lepiéj jest zaczekać przybycia osoby znającej się, niż używać środków zaradczych na ślepo. Kiedy się zaś jest pewnym co należy robić, trzeba postępować porządkiem, spokojnie, a nadewszystwo wytrwale, niezrażając się pozorną nieskutecznością swoich starań. Często bowiem np. u topielców i wisielców wróciło życie, w chwili kiedy ich osądzono już za zupełnie umarłych.
Jest obowiązkiem każdego przyjaciela ludzkości, postawić się w możności ratowania siebie, lub drugich w razie przypadku, zanim przybędzie lekarz. Człowiek oświecony, powinien miéć stałość, przytomność umysłu i rozwagę; trzeba żeby w nagłéj potrzebie umiał korzystać ze wszystkiego z czego tylko można, co tylko ma pod ręką. Niech wie, że środki najprostsze, jakie się wszędzie znajdują, są oraz najskuteczniejsze; a wszelkie tak nazwane niezawodne, powszechne lekarstwa, są albo nic nieznaczące, albo téż zasadzają się na sposobie zupełnie prostym, ale okrytym niepotrzebném mnóstwem dodatków, które przez to niepotrzebnie czas zabierają.

W zranieniu, rozmaite są sposoby ratowania, stosownie do natury części zranionych, rzeczy którą były zranione, przypadku jaki się wydarzył. W ogóle mówiąc, rany tém są niebezpieczniejsze, kiedy są w częściach od których zależy życie. Najniebezpieczniejsze są w głowie, szczególniéj gdy czaszka uszkodzona; następnie rany w piersi i w brzuchu. Rany zrobione narzędziem ostrém sieczném, po których czyste i równe następuje przecięcie, są mniéj niebezpieczne jak od narzędzi spiczastych lub kończatych, które robią tylko przerwanie; rany od broni palnéj, są z tego ostatniego przypadku, a nadto zostawują one w ranie ciała obce, które wyciągnąć trzeba przez operacyje chirurgiczne. Toż rozumiéć o ranach zrobionych narzędziem napuszczoném jaką jadowitością, jako to żądłem źmii, węża, wielu owadów, zębami zwierząt wściekłych, lub nożem który służył do krajania zwierząt zdechłych lub zgniłych; wreszcie rany którym towarzyszy złamanie lub wywichnięcie kości, otwarcie wielkiego kanału krwi, są bardzo niebezpieczne.
Trzeba wiedziéć wszystkie te okoliczności chcąc nieść pomoc osobom ranionym; już to czyniąc to co potrzeba, lub, co jest niemniéj ważném, nie pozwalając czynić rzeczy mogących powiększyć złe. Oczywiście że ze wszystkich ran, o których nadmieniliśmy, największa część wymaga operacyi, lub opatrywania, czego nie potrafi zrobić osoba nieznająca sztuki leczenia. W tym razie, najlepiéj chwycić się takich środków, przy którychby pomocy, chory czekając na lekarza, najmniéj cierpiał.
W ranach prostych, dotykających tylko skóry, lub części miękkich, jakiemi są przecięcia mniéj lub więcéj głębokie, należy się starać o jak najprędsze połączenie części rozciętych.
W tym celu, należy się wystrzegać rozdzierania brzegów rany, lub wprowadzania w to miejsce, jak to zwyczajnie bywa, wody słonéj, tabaki, balsamów, cieczy mocnych i innych lekarstw, mających własność powiększania bólu i opóźniania zabliźnienia. Równie szkodliwą jest rzeczą naciskać rany, aby krew wyszła.
Należy najpierw obmyć je starannie gąbką napojoną wodą ciepłą, lub świeżą, dla oczyszczenia ich zsiadłéj krwi, piasku, ziemi i innych obcych cząstek. Potém ściska się jak najmocniéj obydwa brzegi rany i pokrywa je plasterkiem angielskim, a następnie obwiązuje.
Główném tu działaniem jest zbliżenie dwóch brzegów rany i utrzymanie w bezpośredniém zetknięciu tak, żeby tam powietrze ani inne obce ciała nie mogły działać na części rozdzielone. Każdy więc środek temu pomagający, należy uważać za dobry, nadewszystko gdy prędzéj go można użyć jak innego.
Niedawno wynaleziona substancyja zwana collodium (bawełna strzelnicza rozpuszczona w eterze siarkowym) skupia wszelkie rany najgłębsze, i najwięcéj rozszarpane, skomplikowane z przedarciem naczyń krwistych, lepiéj od wszystkich skupiających plastrów. Sciąga ona ranę tak szczelnie, że krew się tamuje, a żadna wilgoć wodnista z zewnątrz, ani krew z wewnątrz nie rozmiękcza téj substancyi. Wszystkie plastry ściągające straciły wziętość od chwili wynalezienia collodionu, który zmienił całą postać chirurgii opatrującéj. Zamiast przysypywania rany tłuczonym cukrem, mąką, żywicą sproszkowaną i przywiązywania jéj płatkiem umoczonym w białku od jaja, które po wyschnięciu tworzy dosyć mocną warstwę, można po prostu obwiązać ranę płatkiem zmoczonym w collodium.
Podobnież działa roztwór żywicy w alkoholu, w którym się macza płatek do przywinięcia; alkohol ulatniając się zostawia żywicę, która twardnieje i tworzy gatunek powłoki, ale część stała pozostająca z collodium po ulotnieniu eteru, przylega szczególniéj do skóry, a miększą jest daleko, i daleko mniéj przez to dokucza rozpalonym brzegom rany. Dzięki collodionowi (jeśli jest dobrze zrobionym), można się ustrzedz podwiązywania mniejszych arteryj.
Ale kiedy przy ranie otwartą została jaka duża arteryja, upływ krwi może zgubić chorego w kilku minutach. Trzeba go więc zatrzymać, dopókiby człowiek znający się nie zaradził temu w sposób przyzwoity. Krew z arteryi jest jasno-czerwona, wybiega z gwałtownością skacząc wyżéj lub niżéj w stosunku bicia pulsu.
Można być pewnym, iż krew bije z arteryj, kiedy ta przestanie płynąć, za ściśnieniem w miejscu głównéj arteryi członka, pomiędzy raną i sercem.
Przykłada się wtedy palec wzdłuż arteryi i przyciska się ją do kości, tak aby wstrzymać płynienie krwi. W tym stanie, od którego zależy życie chorego, zostawić należy go aż do przybycia lekarza. Można także użyć na ten cel chustki obwiązawszy nią członek, i zakręciwszy kijem lub kluczem.
Lecz jeżeli przybycie lekarza z przyczyny odległości miejsca, nie może tak prędko nastąpić, można to ściśnienie uskutecznić sposobami sztucznemi. I tak, kiedy arteryja jest mała, zatyka się ranę kulkami z skubanki dość twardemi, i te wstrzymują się kompresami, tak, aby jednym końcem wstrzymywały szarpie i ściska się mocno bandażem. Lecz ten sposób ma tę niedogodność, że sprawia ból i byłby niedostateczny jeśli rana jest duża. W tym razie ściśnienie arteryi głównéj członka jest najstosowniejsze. Dajmy naprzykład, że arteryja promienista, to jest ta na któréj się puls maca, jest zraniona w dłoni; należy mieć: 1° bandaż zwinięty w krążek dosyć długi; 2° wstążkę mocną jakąkolwiek lub taśmę; 3° kawałek grubego papieru trzy cale w kwadrat, w końcach zaokrąglony, 4° nakoniec mały kijek cztery cale długi i gruby jak palec. Oto sposób jak tego użyć: Przykłada się bandaż zwinięty do części wewnętrznéj ramienia, dwa lub trzy cale nad łokciem w miejscu gdzie się czuje bicie pulsu i owija się członek, a brzegi kompresu spina szpilkami. Z drugiéj strony kładzie się ów kawałek papieru, przyciska stosownie do zgięcia téj części ciała, potém przewiązuje się dwa razy wstążką lub taśmą dosyć wolno, żeby można zakręcić kijkiem, a przez to spłaszczyć arteryją. Kiedy krew przestanie ciec, przymocowywa się kijek bandażem, żeby się nie odkręcił. Tym sposobem wstrzymuje się krew, a jeśli zacznie ciec na nowo, dosyć jest raz jeszcze zakręcić kijkiem. Lecz pamiętać trzeba, że to jest sposób tylko tymczasowo zaradczy, że trzeba śpiesznie przywołać lekarza. Byłoby nierozsądkiem czekać naprzykład noc całą, bo członek tym sposobem ściśnięty mógłby się zgangrenować. Jeśli zaś arteryja jest zraniona w stopie lub goleniu, sciśnięcie tymże sposobem uskutecznia się wyżej kolana od spodu, w miejscu gdzie się czuć daje bicie arteryi głównéj tego członka. Jeśli zaś rana jest w udzie, ściśnienie robi się w pachwinie, bo tu arteryja wychodzi od brzucha.
Kiedy w ranie kilka małych arteryj jest otwartych, przykłada się na ranę skubanki umaczane w rozcieku ałunu, ekstraktu saturnowego, albo też w occie winnym, w wodzie melisowéj lub czystéj kolońskiéj, szarpia zaś przywięzuje się bandażem dosyć mocno.
Rany żył są daleko mniéj niebezpieczne niż arteryj; krew która z żył wypływa jest ciemno-czerwona, i płynie jednym nieprzerwanym strumieniem; płynie zeń tém obficiéj, kiedy się naciska nad raną, to jest pomiędzy sercem a raną, a zatrzymuje się i przyciska pod miejscem zranioném. A więc ma się rzecz zupełnie przeciwnie jak w arteryjach, i to podaje sposób łatwy i pewny rozróżnienia jaki zaszedł przypadek. Zwitek szarpi przymocowany bandażem, dostatecznym jest do utrzymania tego płynienia krwi, które też nie jest tak zatrważające.
W każdym razie mocnego zranienia, chory powinien być położony wygodnie na łóżku, uwolniony od wszystkiego coby utrudzało bieg krwi, trzymany w zupełnym spoczynku ciała i umysłu, pozbawiony jadła a nadewszystko trunków mocnych, a to aż dopóki lekarz go nie opatrzy. Kiedy ma być w pewną odległość przeniesiony, najlepiéj użyć do tego noszów, na których materac lub siennik położyć należy, bo trzęsienie powozu mogłoby zaszkodzić. Takie same ostrzeżenie zachować należy przy złamaniu lub wywichnięciu.
Kiedy po upadku osoba czuje w miejscu stłuczoném wielki ból, kiedy ta część ciała zdefiguruje się, i nie można nią poruszać, należy tak postępować, jakby istotnie złamanie lub wywichnięcie nastąpiło, bo ostrożność nie zawadzi. Złamanie zależy na złamaniu jednéj lub wielu kości; wywichnięcie jest to wyskoczenie z miejsca stawu, w skutek zerwania się wiązadeł, które utrzymują w związku końce kości. Członki zgniecione, stratowane, są to ściśnięcia nadzwyczajne tychże wiązadeł, które jednak nie sprawiają wywichnięcia.
Z tego łatwo miarkować jak wielkiéj potrzeba znajomości kształtu i związku naczyń, aby umiéć nieść skuteczną pomoc. Osoba nieznająca tego, może jeszcze pogorszyć złe, tak że lekarz nie może nic pomódz w zapalonych i zbolałych częściach. Przy wywichnięciu nie należy czynić ani żadnego naciągania, ani wciskania w celu wrócenia części w swoje miejsce. Nadewszystko nie należy robić tak zwanych naciągań, które pospolicie zależą na mocném ciągnieniu i kręceniu w rozmaitych kierunkach wywichniętego członka; być może iż trafi się jeden przykład naprawienia wywichnięcia, ale za to sto innych przykładów przekonywają o ważnych szkodach, jakie ten sposób sprawić może; lepiéj jest nie miéć zupełnie żadnéj pomocy, jak miéć taką.
Przy złamaniach i wywichnięciach niebezpieczeństwo nie jest tak naglące, jednak pośpiech wielką jest pomocą.
Osoby nieznające się na sztuce leczenia, powinny się ograniczyć na podniesieniu chorego zręcznie i ostrożnie, wstrzymując nadewszystko członek uszkodzony, tak aby nie doznał żadnego poruszenia, w czasie przenoszenia. Po złożeniu chorego na łóżku, należy go rozebrać, odzież na części cierpiącéj należy rozciąć nożyczkami, aby uniknąć wszelkiego naruszenia bolesnego.
Członek należy położyć zlekka na poduszcze w położeniu na pół zgiętém, bo to jest najwygodniejsze, albo zresztą jakie chory sam uzna za najstosowniejsze. I tak czekać należy przybycia lekarza; jeźli się spóźnia, można członek obłożyć płatkiem umaczanym w ciepłéj wodzie, z przydaniem łyżeczki od kawy octu winnego lub spirytusu kamforowego. Tym sposobem, którego bez wszelkiego zaszkodzenia użyć można, utrzymuje się członek w stanie w jakim był po przypadku, i lekarz nie zastaje członka uszkodzonego w gorszym stanie. Niestósowne ratowanie staje się często powodem kalectwa i śmierci.

Ratowanie utopionych.


Żadna pomoc nie jest skuteczną topielcowi pływającemu na powierzchni wody: nie mógłby bowiem wypłynąć z odmętów, w których znalazł śmierć, na powierzchnią, gdyby się w nim nie były rozwinęły gazy wynikłe z gnilizny trupiéj.
Lecz gdy człowiek umyślnie w celu odebrania sobie zycia, czy też przypadkiem wpadnie w głębie wody, trzeba go z niéj wydobyć jak najśpieszniéj, i zanieść w miejsce suche i miernie ciepłe. Zdjąwszy z niego wszelkie ubranie, położywszy go na materacu owiniętego w kołdry wełniane, trzéć go wypada wełnianemi lub przynajmniéj bawełnianemi szmatami, jak najlepiéj ogrzanemi. Kładzie go się cokolwiek na bok prawy, z głową lekko podniesioną aby mógł oddać wodę która przeszła w płuca. Potém używa się wszystkich środków zaleconych wprzódy, gdy była mowa o uderzonych gazami.

Ratowanie powieszonych.


Gdzie tylko zobaczysz powieszonego tam go odwieś, połóż na materacu i postępuj z nim jak w przódy powiedziano, o ratowaniu uduszonych. Prawa żadnego kraju nie wzbraniają nieść pomocy człowiekowi powieszonemu.

Ratowanie dzieci nowo-narodzonych i nieoddychających.


Dziecko przyjść może na świat uduszone, wówczas nie krzyczy, jest sine, usta ma fijoletowe, a członki miękkie i spadające. Takie dziecko umrzéć może łatwo, jak mu się nie da śpiesznego ratunku. Należy otrzéć dziecko ciepłemi szmatami, wytrzéć go chustką napojoną wódką lub octem, za pomocą pióra wydobyć z gardła śluz tam się znajdujący, podrażnić piórkiem nozdrza i wrazie gdyby to wszystko nie pomogło, nadąć je lekko przez usta powietrzem własnych piersi, nakoniec dać kąpiel ciepłą.



ROZDZIAŁ VI.

STAROŚĆ.
„Peu de gens savent être vieux.”
La Rochefoucauld.

Starość (senectus) rozpoczyna się około roku 60, u niektórych później, u niektórych wcześniéj, jak u kobiét, i trwa lat dziesięć, kilkanaście, aż do nastąpienia zgrzybiałości; ale śmierć przerywa najczęściéj starcom wątek życia, i nie pozwala im umierać bez bólu, bez wiedzy swego stanu, tak jak Bóg zezwolił, żeby umierali ludzie, gdyby jednego organu przedwczesne osłabienie lub téż jedna z tysiąca przypadkowości zagrażających zdrowiu, życia znikającego nie skróciły.
Zmiany zachodzące w człowieku przy schyłku życia w odwrotnym są stosunku do zmian zachodzących przy jego rozwijaniu się. Funkcyje czyli sprawy żywotne, odbywają się z powolnością codzień wzrastającą, arteryje tracą czynność, krew stygnie, egoizm wkrada się w serce, rozum także słabnąć zaczyna, ciągle słabieje, mniéj się zaczyna zatrudniać przedmiotami ogół ludzki dotyczącemi, abstrakcyjnemi, jak przedmiotami widzialnemi; pamięć przeszłości trwa jeszcze wyraźnie, jak gdyby się w wierném odbijała zwierciadle, ale na przedmioty tyczące się teraźniejszości, lub na mniejszą odległość słabieje ciągle. Taki wiek może trwać długo. Wszystko schnie w starcu, kości, muskuły, nerwy, mózg, władze umysłowe i władze serca, ale pozostaje w nim wyraźny instynkt własnéj konserwacyi i wyraźna wiedza zwiększającéj się słabości. Są starcy, którzy pomimo tego zachowują całą jędrność serca względem swoich, ale to fenomenalne zdarzenia.
A wyjątkowo starcy czasem dochowują w bardzo podeszłym wieku umysł poetyczny, jędrne, litościwe serce, wesoły humor, zastanawiającą pamięć i najszczersze zamiłowanie do nauk. Do rzędu takich, dzisiaj bardzo wyjątkowych, a niegdyś w naszym kraju dość licznych starców, należał mój własny ojciec. W siedemdziesiątym roku życia, jeszcze się zabawiał czytaniem filozoficznych książek, pisaniem poezyj w kilku językach, mianowicie w łacińskim, polubił kwiaty, pielęgnował je z czułością, i uczył się botaniki, ale systematycznie zgłębiając tajniki życia i rozwoju roślin.
Więc i starość ma swoje uroki, można nawet powiedziéć że zdrowy, wygodnie żyć mogący i niewłaściwemi wiekowi swojemu namiętnościami nietargany starzec, żyć dopiéro zaczyna owém swobodném życiem, w którém odpoczynek jest dozwolonym, w którém rozrywki umysłowe największéj nabierają wartości. Patrzcie na owych starców pielęgnujących razem z naukami, utwierdzić ich mogącemi w religii, swe wnuczęta i prawnuczęta. Rodzina i współobywatele czczą takiego starca ogrzewającego ich przykładem i radami do wytrwania w trudnéj wędrówce życia; i nawet na młode, piękne, kwitnące kobiéty taki starzec z śnieżnym włosem, z pogodném czołem niewypowiedziany wywiera urok.
Czyż nie jeden młodzieniec, który się niczego nie nauczył i wiedzie bezbarwne, bezużyteczne życie, nie pozazdrości czasem takiemu rzeźwemu starcowi?
A zatém uczcijmy starców, tak jak niegdyś w naszym religijnym, szlachetnym kraju ich czczono, zajmujmy się niemi, nie strońmy od ich towarzystwa, i wskażmy im środki zachowania się jak najdłuższego przy życiu, aby nam mogli służyć do wskrzeszania pamięci ubiegłych czasów.
A zatem pogadzajmy starców z koniecznością życia ogołoconego z zachwyceń młodszego wieku, i przypomnijmy sobie co Wolter napisał mając lat ośmdziesiąt kilka.


Qui n’a pas l’esprit de son âge
De son âge a tous les malheurs.






HYGIENA STAROŚCI.




Życie człowieka, pod fizycznym względem zauważane, jest bezprzestanném odnowieniem i bezprzestanném zniszczeniem, nieskończoną walką, toczącą się pomiędzy siłą żywotnią, która chce tworzyć i odradzać, a siłą naturalnéj chemii, usiłującéj wszystko roztworzyć i w pierwiastki najprostsze wszystko rozłożyć. Ciało człowieka chce żyć koniecznie, opiera się pomimowolnie władzą sił swoich dowolnych grożącemu zniszczeniu, więc czerpie z całego otaczającego przyrodzenia nowe żywioły, nowe części składowe, więc je połyka, pochłania, niemi się otacza i do nich się tuli, i przez to powoływa je z martwego stanu do życia, i z najrozmaitszych obcych substancyj tworzy jednorodny płód przedstawiający wszelkie charaktery życia. I cieszy się organizm ludzki temi nowozdobytemi częściami ciała swojego dopóki mu służą, a potém gdy się zużyją, znów je z związku swego opuszcza, oddaje je naturze jako mu już niepotrzebne rzeczy, i znów chemija bierze pod władzę swoję nieożywioną część świata.
Ten zaś zbiór i rozbiór trwa jednocześnie, w każdéj chwili, od początku życia aż do jego końca.
Ale nie trwa ciągle z jednostajną siłą, tylko zmienia się w pewnych stanach życia. W zdrowiu i wieku niemówlęcym, dziecinnym, w młodzieńczym i w męzkim, siły tworzenia przemagają; w chorobie i w starości siły roztwarzające górę biorą. Z choroby ocknąć się mogą potężnie siły żywotne i najczęściéj się budzą, czasami nawet z nową, wprzódy nigdy niedoświadczoną sprężystością; w starości już te siły są osłabione, cięży na nich wyrok Boga, niepozwalający nam żyć wiecznie w tém jedném ziemskiem ciele; trzeba je więc, jeśli chcemy żeby na długo wystarczyły, pielęgnować, starannie utrzymywać, wzniecać ale roztropnie, żeby od razu lampa życia nie wygorzała.
Dobry żołądek jest najważniejszym warunkiem długiego życia: on jest bramą przez którą wszystko przechodzi, co z naszém ciałem zjednoczyć się powinno; on jest miejscem w którém odbywa się pierwsze działanie żywotne; on jest spichrzem, z którego wszystkie inne organy czerpią najważniejsze, wprawdzie nie jedyne, zasoby życia i trwałości.
Tyle tylko jeść i pić, i to tylko jeść i pić, co strawić można—powinno być główną zasadą każdego starca, bo to co się nie strawi nie tylko nie idzie na pożytek starcowi, ale nawet zatruwa część tego co się już strawiło. Zdrowy, sztucznemi środkami niewzbudzany apetyt, łatwe i doskonałe, lekarstwami nieułatwiane strawienie znamionuje dobry żołądek, a popsuć go mogą bardzo łatwo nie tylko błędy dyetetyczne, przejedzenie i przepicie, lecz także zaziębienia, gniew, umartwienia, troski, zbytni ruch i praca. Człowiek starzejący się ma daleko mniejszy zapas sił żywotnych i mniéj zdolności do odnawiania się; gdyby więc w téj epoce życia, żył z równą żywnością jak przedtém; gdyby się wystawiał płocho na wrażenia, które młodszemu wiekowi bezkarnie uchodzą, toby się siły wyczerpały daleko szybciéj, i śmierć nastąpiłaby prędzéj.

Pokarm starca powinien być łatwo strawny, w części obfitującéj, więcéj płynny jak stały, cokolwiek więcéj korzeniami zaprawny, niż pokarm młodszym stosowny. Godziny w których starzec się żywi, powinny być uregulowane. Obiad starca powinien się składać z ciepłéj przyprawnéj zupy, z kruchych mięs, z zwierzyny, z pożywnych roślin, z dobrego piwa i kilku kieliszków wina, zwłaszcza węgierskiego, które jest dla starca tém, czém dla dziecka mléko, to jest pożywieniem prosto w krew i w ciało wsiąkającém. Kwasy, marynaty i surowizny są dla starca pokarmami bardzo do strawienia trudnemi.
Starzec nie powinien podżegać apetytu swojego w dni ciepłe i pogodne, wódką ani żadnemi medykamentycznemi środkami, tylko czekać na naturalny apetyt, który się niezawodnie zjawi, jeźli nie wstanie bardzo późno, jeśli się nie zgniewa i nie zmartwi, nie wałęsa się z kąta w kąt czekając śniadania, objadu i kolacyi, tylko jeśli się czém zatrudni.
Pogoda i zadowolenie umysłu, szczęście familijne, mężny pogląd na przyszłość, wesołe przypomnienia przeszłości, przechadzki w czasie pogodnym, zatrudnienia mechaniczne i lekka literatura w czasie słotnym, są dla starca obfitemi źródłami szczęścia i zdrowia. [65]
Zimno szkodzi starcom, bo żadnéj już z nich reakcyi nie wydobywa, tylko mrozi, stępia i krew wpędza w organy wewnętrzne, dając powód do zawrotów i bardzo szkodliwych przepełnień płucnych. Starzec powinien utrzymać w sobie cieplik wszelkiemi możliwemi środkami, zwłaszcza noszeniem ciepłych, a nie zanadto ciężkich sukien, utrzymaniem stosownego stopnia ciepła w pokoju (do 14° Reaumura), i w potrzebie przejściem do cieplejszego klimatu. Kąpiele niezbyt gorące, ale zawsze przynajmniéj na 26° Reaumura ogrzane, są dobrym środkiem do pomnożenia ciepła i przyśpieszenia działalności skóry. Wcierania balsamiczne w skórę i tarcia gryzące w nogi, w razie ich zimna, okazały się nader skutecznym środkiem w Szwecyi, gdzie starcy muszą umiéć pielęgnować swe życie, kiedy nie raz do stu piędziesięciu lat żyją [66].
Porządek we wszystkich działaniach życia, nie bardzo potrzebny wiekowi młodszemu, a nawet do pewnego stopnia jemu szkodliwy, jest starcom niezbędny. Sen, wypróżnienia, ruch, jedzenie i picie, zatrudnienie, spoczynek, zabawa powinny miéć swój wyznaczony czas i swoje uregulowane następstwo; tylko podróże niedalekie a przyjemne, powinny przerywać ten porządek, — lecz nigdy nudnych, hałaśliwych, nieprzyjemnych osób odwiedziny. Nie ma dla starca nic bardziéj trującego jak towarzystwo przymusowe, nieprzyjemnych mu, natrętnych i porządek burzących osób. Starzec powinien ubiegać o towarzystwo młodszych od siebie osób, powinien odmładniać się w widoku niewinnych zabaw dzieci, [67] powinien szukać największéj przyjemności życia w udzielaniu zbawiennych rad młodzieńcom.
Nagła utrata substancyj jakiemikolwiek wypróżnieniami, krwistemi, potnemi lub nawet stolcowemi, może się stać życiu starców bardzo niebezpieczną i tylko lekarz doświadczony i z stanem zdrowia starca obznajmiony, może wtargnąć bardzo sprężystemi środkami w organizm jego.

Upuszczenie starcom krwi pozostanie zawsze środkiem bardzo heroicznym i niestety niepewnym i zaczyna wychodzić z użytku od czasu jak za pomocą nowo wynalezionych suchych baniek, opatrzonych pompką pneumatyczną, można przeciągnąć na raz wielką ilość krwi, z organu zagrożonego w skórę. Każdy starzec, zwłaszcza na wsi mieszkający i natychmiastowéj pomocy lekarskiéj uzyskać nie mogący, powinienby miéć u siebie taką pompkę, ze trzydzieści baniek opatrzonych kruczkami, do których tę pompkę przyśrubować można.

Zabawy burzliwe, etykietalne uczty i obiady, wyczerpują starcom siły, żadnéj im nie robiąc przyjemności, i wielu ginie starców w skutek officyjalnego objedzenia się i ceremonijalnych nudów. [68] Nie każdy starzec obdarzony jest żołądkiem pod obu względami tak strawnym, żeby służąc jako zabawnik całemu gronu dostojnych gości, mógł zarazem i własnemu zdrowiu służyć; i lepiéjby było żeby się starcy nie zapatrywali na owych fircykowatych dziadów, którzy żyć nie mogą bez pochlebiania, zabawiania, bassowania i nadskakiwania.






ROZWIOZŁOŚĆ.




Rozwiozłość w starości jest haniebną obrzydliwością uwłaczającą godności wieku sędziwego, niecnotą zdrowiu niesłychanie szkodliwą, a przykładem swym dla młodzieży zgubną. Bywają starcy, którzy nie tylko rozmowami rubasznemi lubią gorszyć, ale nawet wznieciwszy w sobie fałszywą żądzę, probują jeszcze w sposób nieprzyzwoity znikających sił swoich. Wielu z nich przypłaca nagłą śmiercią taki wybryk, zostawiając na tym świecie po sobie bardzo smutną a nawet zgrozą przejmującą pamiątkę. Raveillé-Parisé znał trzech starców, którzy stracili wzrok wkrótce po zaślubieniu młodych kobiét, i cztérech innych, którzy w akcie spółkowania skonali.
„Starość święta i poważna jest najuroczystszym obrazem Bóstwa na téj ziemi, wstyd i hańba niech okryje tych, którzy ją kalają w towarzystwie wszetecznic pospolitych i salonowych“ — mawiał Niemcewicz.
Sknerstwo nie jednemu starcowi skraca życie, nie jednego także zabija. Sknerstwo jest namiętnością najdziwaczniejszą i najpłonniejszą jakie tylko istnieją. Skąpy człowiek jest do wszystkiego gotowym, on poświęci swoje sumienie i swój honor, on gotów każdéj chwili poniżyć własną swę intelligencyją a nawet duszę, dla zyskania najmniéjszej korzyści materyjalnéj. Skąpiec nie wierzy w innego Boga jak w złoto, z tego téż pochodzi, że żaden skąpy nie jest w gruncie serca rzetelnym człowiekiem, ani dobrym ojcem, ani litościwym panem, że zazdrości najbliższemu przyjacielowi powodzenia, że ciągle jest dręczony pragnieniem zysku, i że się bezprzestannie dręczy wynalezieniem sposobów umieszczenia w miejscu najpewniejszém skarbów swoich.
Najświetniejszy umysł, gdy długo jest dręczony żądzą zysku, obawą utraty pieniędzy i życia, nikczemnieje, upadla się i zupełnie dziecinnieje.
Skąpiec nigdy długo nie żyje, bo się źle żywi i zawsze jest niespokojnym, zawsze w trwodze. Skąpiec nikogo nie kocha, ani żony, ani dzieci swoich; to téż przez nikogo nie jest żałowanym, gdy umrze.
Najszczerszy religijant wesołym jest na pogrzebie sknery, a dzieci nie długo noszą żałobę po skąpym ojcu, i nie często go wspominają, bo im nie wzbudza żadnych rzewnych uczuć.





GŁÓWNE CHOROBY STAROŚCI. [69]



Senectus ipse morbus est.—Cicero.


Kanał pokarmowy odmawia usług, w skutek straty zębów, w skutek wycieńczenia gruczołów ślinnych i muskułów otaczających żołądek i kiszki. Trawienie odbywa się wolniéj i trudniéj. Raz się jawią rozwolnienia, drugi raz zatwardzenia, opuchnięcia wątroby, kamienie żółciowe, krwawe womity, nawet skir żołądka.
Z powodu powolności i utrudnienia w cyrkulacyi żyłowéj brzucha, powstają zapalenia, wzdęcia, skupienia i najróżnorodniéjszych postaci hemorojdy. Zapalenie chroniczne błony śluzowéj i trzewiów, właściwe jest starcom i ztąd bardzo często owe niewypowiedzianie nieprzyjemne uczucie pełności w brzuchu.
Kanał moczowy już bardzo wcześnie się psuje zwłaszcza u pijaków; nerki wydzielają urynę źle i mało; pęcherz tracąc elastyczność nabiéra drażliwości i uczuwa bardzo często potrzebę wypróżnienia się, a często następuje to z największą trudnością, z paleniem i bólem.
Nabrzmienie prostaty, rozdęcie żył na pęcherzu, katar i paraliż tego organu, dają powód do rozlicznych utrudzeń w urynowaniu. Potém piasek wyrabiający się w nerkach i spadający do pęcherza z większą lub mniejszą trudnością, staje się powodem do boleści i kamienia.
Ściany brzuszne wycieńczając się, z łatwością przepuszczają trzewia, z czego powstają kiły; często także pęcherz i kiszka odchodowa strasznie się rozszerzają, u kobiét zaś starszych macica opada.
Cyrkulacyja. Osłabienie objawia się najwięcéj rozdęciami i innemi chorobami serca i większych naczyń, skostnieniem klapek serca i aorty, śluzami krwi żyłowéj, wezbraniami krwistemi w rozlicznych organach, z czego womity, urynowanie i stolce krwawe.
Innym starcom którzy przechowali dobry żołądek, dokucza znów zbytek krwi, owa zaś krew płynąca w słabych żyłach, nie ma już własności młodéj, szlachetnéj, tylko jest ciężką, rodzącą tłuszcz, skupiającą się w organach brzusznych i w mózgu. Podobna dyspozycyja staje się powodem do serwatkowych nabrzmiałości, do wodnéj puchliny, tém niebezpieczniéjszéj, im więcéj skóra traci z swéj działalności.
Oddychanie. Codziennie trudniejszém się staje z powodu rosnącéj słabości klatki piersiowéj i samych płuc, z powodu rozdęcia kanałów oddechowych i komórek płucowych. Starzec już nie może odetchnąć całą piersią, i kwasoród powietrza już nie działa tak silnie na odnowę krwi i siły. Zapalenie i zakatarzenie kanałów oddechowych, trwają prawie bezprzestannie u starców i wszystkie inne choroby komplikują. Astma nerwowe, astma spowodowane błędami serca, zaduszenia, ciężkość oddechu trapią starców niemiłosiernie. Krew zatrzymuje się częstokroć w żyłach płucowych, często przedziera się powietrze do samych płuc, i sprawia kaszle, wstrząsnienia serca i zawroty głowy. Katar chroniczny stać się może bardzo gwałtownym za lada najsłabszym powodem, za lada zmianą temperatury. Wezbrania krwi w płucach przychodzą częstokroć tak nagle, że następuje apopleksyja płuc czyli uduszenie.
Mózg traci siłę skupienia, mięknie, rozdziera się, zmienia się w niektórych punktach, ztąd powstają odurzenia, częściowe paraliże, utrudzenia w chodzie i w ruchu. Zresztą krążenie odbywa się z trudnością w tym organie z powodu nabrań żyłowych; zapalenie częściowe, senność, zawroty, ciężkość głowy uporczywa są skutkami tych wezbrań. Apopleksyja, ów miecz Demoklesa zawieszony nad głową gniewliwych i niewstrzemięźliwych starców, z tegoż samego pochodzi źródła. Czasami, cała massa mózgu powoli się psuje i rozum słabieje stopniowo, starzec traci związek w ideach, plecie lada co, słowem wpada w głupowatość.
Mlecza pacierzowego osłabienie objawia się najwięcéj słabością nóg, drżeniem, uczuciem jak gdyby mrówki lazły, osłabieniem pęcherza i kanału odchodowego.
Zmysły tępieją, mianowicie wzrok i słuch, zapalenia ócz chroniczne, katarakty, glaukoma i rozliczne choroby ócz tworzą się w starości; uszy zaś odmawiają usługi, tętnią, brzęczą i piszczą nieznośnie.
Kości mianowicie długie łatwo się łamią u starców, bo są przesadzone fosforanem wapna, a nie łatwo się zrastają, bo żywotności plastycznéj w nich braknie. Z postępem wieku skielet starca chyli się, skrzywia, zrastają się pomiędzy sobą kręgi i mniejsze stawy.
Muskuły słabną, czasem chorobliwie się ściągają, kurczą, wyciągają lub drżą; rumatyzm, artrytyzm bierny trapi starca.
Skóra u starców jest zimną, suchą, nie oddziaływającą potami, ztąd przyczyna wielu chorób skurnych, mianowicie liszajów, świerzbiączek, róży, ztąd także niezmierne niebezpieczeństwo z zaziębienia pochodzące.
Płciowe organa dość prędko schną i nikczemnieją u starców, jądra chudną, maleją, miękną, albo téż stają się siedliskiem skira, rozdęcia żył, wodnéj puchliny; zwęża się kanał urynowy, zapala się członek. Kobiéty zapadają często w wieku krytycznym (to jest w czasie kiedy regularność ustaje), na rozmaite choroby organów płciowych, mianowicie na opadnięcia macicy, na opuchnięcia wodniste jajeczników, na polipy, skiry, raki uścia macicznego, upławy i inne choroby zależące od zapalenia chronicznego błony śluzowéj tego organu. Słowem, przy schyłku męzkiego wieku, rozpoczyna się u nie jednego człowieka ów długi szereg słabości, cierpień, niedołęztw, męczarni, które nam potém stale aż do grobu towarzyszą, które nie raz stają się przyczyną, że wzywamy śmierci jak zbawienia.

Pociecha dla starców.


Są choroby, które starca nie dręczą nigdy, albo przynajmniéj bardzo rzadko; takiemi są: zapalenia bardzo gwałtowne, wodne puchliny mózgu, gorączka tyfoidalna, ospa, odra, szkarlatyna, krup, zapalenia gardła, koklusz, suchoty tuberkułowe, szkrofuły, abcessa, konwulsyje, robaki, artrytyzm stawów bolesny, monomanija, newrozy, hipochondryja, histeryja.
Wszystkie choroby zaraźliwe; jako to dżuma, żółta febra, wszystkie choroby epidemiczne, jako to cholera morbus, mniéj często napadają starców, jak ludzi młodszych, w kwiecie wieku pozostających.
Możemy nawet z pewnością zaręczyć, że nie jeden człowiek przebrnąwszy podczas młodości i wieku męzkiego dotkliwe cierpienia, pochodzące z usposobienia zapalnego, cieszy się na starość, kiedy zbytnia siła krwi ustaje, daleko lepszém zdrowiem i z przyjemnością znosi życie. Prawda ta jest niezaprzeczoną, i już na się zwróciła uwagę ojca medycyny z wyspy Koz, nieśmiertelnego Hippokratesa. Wyrzekł on w swych Aforyzmach (Sekcyja II, 39). „Senes ut plurimum, quidem juvenibus minus aegrotant, quicumque vero ipsis morbi fiunt diuturni, plerumque commoriuntur.“
„Starcy są zwykle mniéj chorowitemi od młodych ludzi, lecz cierpienia chroniczne wprzódy zyskane, towarzyszą im najczęściéj do grobu.“
Kto zaś w młodości i w wieku męzkim żył wstrzemięźliwie, i rozsądnie się prowadził, ten pewno i w starości wolny pozostanie od cierpień dolegliwych, a owe osłabienie fizyczne ciągle się powoli zwiększające u starców, nie jest zupełnie ogołocone ze wszelkich uroków. Często dopiéro w starości doświadczamy prawdziwéj słodyczy niezachwianego pokoju duszy.

O Lekarzu Starców.


Medicus curat, natura sanat; tak bez żadnéj wątpliwości lekarz leczy, a natura uzdrawia, ale na nieszczęście natura nie wiele dopomaga lekarzowi w leczeniu starców. Jednakże kto pozna głębiéj fizyjologiją starości, przyrodę i przebieg jéj chorób, ich charakter specyjalny, kto ze znajomością łączy cierpliwość i przytomność, kto sam sobie przypomni że będzie kiedyś starcem, i przedmiotem litości i względów młodszych od siebie ludzi, ten w zasobach natury, swéj własnéj mądrości i dobroci znajdzie zasoby odżywiające, któremi starcom udzielić może ulgę.
Medyk w leczeniu starców powinien ocenić okoliczności szczególne, towarzyszące nie tylko każdéj chorobie starca, lecz także towarzyszące zawsze konstytucyi starości, powinien rozpoznać stan sił obecnych i upewnić się jakiemi były te siły kiedyś, czy ich nie nadużywano, czy starość nie jest przedwczesną, czy nareszcie siły nie leżą gdzie ukryte lub zaczajone u starca, jak się to nieraz zdarza, i czy ich nie można do raźniejszego życia pobudzić.
U starca wiele rzeczy trzeba umiéć odgadnąć, mente diviniori, owym umysłem Boskim; bo u starca wszystko jest ciemném, sama przyroda kryje się u niego w fałdy i szczeliny.
Nawet wtenczas gdy walczyć musiemy u starca przeciw gwałtowniejszym zapaleniom miejscowym, miéjmy wzgląd na stan sił jego ogólnych, i nie wyniszczajmy organizmu, aby go nie pozbawić władzy oddziaływającéj. W tym wieku używać należy raczéj lekarstw wzmacniających niż osłabiających; pomiędzy takiemi lekarstwami wybierać należy skrupulatnie najlepsze co do smaku i działalności, a dobrą dyjetą należy wspierać czynność lekarstwa. Qui bene judicat, bene sanat, często się zdarza że osoby nie należące do uczonéj professyi, ale umiejące dobrze sądzić o rzeczy, umiejące się przejąć cierpieniami starości, lepiéj leczą starców od owych genijalnych lekarzy, którym wystarczy minuta na rozpoznanie choroby, na zbadanie jéj przyczyn, na napisanie recepty i na schowanie honorarium.

Nie zapominajmy także, że pewne choroby starości nie są do uleczenia, i że znów inne wcale się nie powinny leczyć, bo zamiast jednéj mniéj niebezpiecznéj choroby, może wybuchnąć w starcu choroba nieubłaganie zabójcza. Pomiędzy temi chorobami mieszczą się stare wrzody na nogach, liszaje, wyrosty, fistuły, apertury i wizykatoryje.

Wiele jest lekarzy poświęcających się wyjątkowo chorobom dzieci, inni znów oddają się wyłącznie chorobom młodych kobiét, czemużby medyk nie miał się zatrudniać specyjalnie leczeniem chorób starości? Choroby te napiętnowane osobliwym charakterem wymagają ze strony lekarza osobnych i nie waham się powiedziéć, wyższych zdolności; w leczeniu bowiem starców czasu tracić nie można, na siłę uzdrawiającą przyrody wiele liczyć nie powinno się, a potém w leczeniu starców nie wystarczy owa powierzchowna znajomość natury ludzkiéj i środków lekarskich, którą się zadawalniają niektórzy, bardzo szczęśliwi w leczeniu chorób kobiecych lekarze.
Są lekarze którym daleko mniéj umiera starców jak innym, a to dla tego, że znają dokładnie konstytucyją swoich pacyjentów, że szczerzéj umieją zająć się starym nudziarzem, że ich nie tylko nie mierzi stary człowiek ciągle utyskujący, lecz że lubią rozpoznawać to, co jest trudném do odkrycia, i że są przyzwyczajeni do zwalczania podstępnego nieprzyjaciela pokutującego w ciele starca. Zresztą, jeśli dobry lekarz nie jest w stanie wyleczyć starego pacyjenta swojego z choroby, to niech go przynajmniéj zachowuje od złego lekarza, który jeszcze pogorszy złe i boleści przysporzy. Szczęśliwym niech się ceni starzec, który w cierpieniach swoich doznaje pomocy lekarza znającego prawa życia, umiejącego ocenić jego odcienia, jego miarę w przybywaniu i w ubywaniu, znający choroby już przebyte, charakter, temperament i konstytucyją swego pacyjenta; taki starzec ma jakoś daleko większą pewność życia, od innego błąkającego się od lekarza do lekarza, a nieumiejącego przywiązać sobie żadnego.
„Doktora dobrego, grosza uczciwą pracą zdobytego, przyjaciela domowego wesołego mocno szukaj a będziesz i w starości szczęśliwym,“ mówi nasze przysłowie.




ROZDZIAŁ VII.

ZGRZYBIAŁOŚĆ.

To jest na nieszczęście, aż zanadto pewną, niezaprzeczoną rzeczą, że kto przeszedł życia swojego wiosnę, lato, jesień, a jeszcze nie umarł, ten wstępuje w życia swojego zimę, skrzepłą, smutną zimę, i umiéra w każdéj chwili cokolwieczek, nie wiedząc o tém, nie czując tego, nie dbając ani o życie, ani o śmierć. To jest na nieszczęście aż zanadto pewną rzeczą, że kto długo przeciągnął życie swoje i chronić go umiał przed szkodliwemi wpływami, ten wpada wreszcie w ów stan omdlenia fizycznego i moralnego, w ową odrętwiałość moralną, którą nazywamy zgrzybiałością.
Tak jest, na widok skostniałego, zgrzybiałego, drżącego staruszka, powiedziałbyś: oto człowiek którego matka nasza natura już odstąpiła; oto istota ludzka któréj macocha natura odbiera siły, piękność, rozum, któremu zdaje się mówić: człowiecze tyś żył, tyś płodził, tyś mnożył bliźnich twoich, tyś radą swoją służył młodszym od siebie, więcéj już nie wymagam od ciebie, cel mój dopięty, a teraz idź, nie zawadzaj tym którzy potrzebniejsi, którzy w pełni życia swojego umieją je przelać innym.
Śmierć! śmierć! o okrutne i niechybne prawo natury, śmierć! twéj nieubłaganéj kosy, wyminąć nie może najpotężniejszy i najmędrszy człowiek.
Ale cóż ja mówię? co ja piszę? ja śmiem żalić się na naturę za to że nam zadaje śmierć; i że ją poprzedza owym stanem odrętwienia fizycznego i umysłowego nazwanym zgrzybiałością.
Ja śmiem nazwać naturę macochą za to, że nam zadaje śmierć? Ależ wyrok Boga cięży na woli natury, a Boga wyrokiem jest abyśmy wiecznie nie bawili na tym padole ziemskim; natura zaś zawsze dobroczynna, zawsze poczciwa, zamrażając w nas życie, stępiając w nas uczucie, usiłuje nas przeprowadzić bez bólu, bez żalu, bezwiedzowo, z tego życia w inne daleko lepsze.
Nie użalajmy się tedy na naturę, tylko na siebie samych i to za to, że nie umiejąc pojąć jéj macierzyńskich intencyj, skracamy sobie swywolnie życie tysiącem zabronionych wybryków, i umieramy niedostąpiwszy zgrzybiałości, częstokroć w okropnych mękach i z okrutnym żalem w sercu, żeśmy nie spełnili dosyć godnie, albo całkowicie powierzonego nam na tym świecie posłannictwa. Tak jest, natura matka nasza staje pomiędzy nami a wyrokiem Boga, i odbierając nam powoli siły, czucie, rozum, chce osłabić tego wyroku dotkliwości, bo ona wie żeśmy okrutnie słabi i niedowierzający, ona wie, że nie zawsze schodziny z tego życia z pełną wiarą w wieczno byt duszy.
A zatém pojmijmy lepiéj intencyją natury, i brońmy się co mamy siły przeciw chorobom i przeciw wszystkim życia naszego szkodliwym wpływom, sił naszych żywotnych nie trwońmy płocho na fraszki lub zbytki, tylko wydawajmy je roztropnie z wiarą i oszczędnością.
Jak wielkie dary posiada człowiek który żył i myślał? On zdobył rozum i doświadczenie, on wié, że śmierć na niego czeka, i że jéj ujść nie może, ale wié także, że mądry sił swoich oszczędzający człowiek żyć może długo na tym świecie, i to bez wielkich bólów, bez chorób.
Życie powinno nas opuścić bez boleści, tak jak kiedyś wstąpiło w nas w chwili poczęcia. Siły nasze powinny nas opuszczać wolno, stopniowo, aż do ostatniéj nitki, aby parka długo mogła prząść. Niech to życie ciągle trwa i ciągnie się; dum supereat Lachesi quod torqueat, dopóki starczy Lachezie przędzy naszéj, a zejście z tego świata nie będzie dla nas ową okropnością, z jaką umiéra człowiek przedwcześnie, nieraz w pełnéj sile wieku swojego, otoczony dziećmi jeszcze jego pomocy potrzebującemi.

O Hygiejo, boska wnuczko Apolina, powierz nam swoję wielką tajemnicę, abyśmy mogli żyć długo, zdrowo, szczęśliwie, umiérać bez bólu i bez żalu. „Nie truj się przykremi wspomnieniami przeszłości, korzystaj mądrze z teraźniejszości, przyszłości się nie obawiaj, nie rozżarzaj płomienia życia twojego, miéj litość z cierpieniami bliźnich, bo w samém uczuciu litości jest balsam dla serca twojego: działaj, wspiéraj, bądź wesołym, wierz w lepsze jeszcze życie, a pobyt twój na tym świecie przeciągnie się długo i będzie szczęśliwym.“ Tak mówi Hygieja, i tak jest spisaném na obeliskach Egiptu jeszcze na tysiąc lat przed Chrystusem Panem naszym.

Życie jest pojedynkiem który odbywamy z losem aż do śmierci; czemuż tego pojedynku nie możem przeciągnąć tak długo jak tylko można, czemuż nie mamy korzystać z przewagi, którą nam daje rozum i doświadczenie. W mocy każdego mądrego jest przedłużyć zakres życia, tak jak jest w mocy każdego niedorzecznego skrócić go płochym czynem.

Do pewnego punktu człowiek trzyma w ręku swoim nić losu swojego, niechże ją wyplata wolno, a wyminą się choroby, niebezpieczeństwa się unikną, życie się przeciągnie, i powoli nieznacznie bez żalu i wiedzy, wstąpimy w ten wiek z którego przejście do grobu nie jest bolesném, a ten wiek nazywa się zgrzybiałością.

W zgrzybiałym człowieku maleje, krzepnie i chyli się ciało, zmysły tępieją, pamięć, przytomność, wyobraźnia więdnieją, słowem w tym celu człowiek staje się powoli jak gdyby grzybem, z miejsca się ruszyć nie mogącym i usypia nie wiedząc że to sen śmiertelny. Czasem niknienie sił fizycznych i moralnych odbywa się z zastanawiającą jednostajnością. Znów jedna z tych stron o wiele przeżyje drugą, i nie jeden zgrzybiały starzec zachowuje przytomność umysłu aż do ostatniéj chwili życia, i widzi się umierającym. Wielu takich starców widzieliśmy, a na niejednego zgon patrzyliśmy, ale ani razu nie zdarzyło nam się doświadczyć, żeby człowiek zgrzybiały umiérając z przytomnością umysłu, żałował tego życia, owszem wszyscy ci ludzie jakiekolwiek wiedli wprzódy życie, umiérali z budującą i prawdziwie religijną odwagą. A zatém warto żyć i starcowi, warto przeciągnąć życie aż do zgrzybiałości, aż do czasu w którym przy rozstaniu się z tym światem nie będzie ani boleści, ani trwogi, ani żalu. Ale nie jeden mi zarzuci: „płonną jest walka z losem, niepodobną nawet; daremną jest rzeczą opiérać sięprzeciw nieubłaganemu wyrokowi Niebios; i czyż warto dla przyczynienia sobie lat kilku życia, odmawiać sobie zachwyceń które je skracają, ale zarazem tak przedziwnym urokiem obdarzają? Czyż warto wysilać się całe życie dla przeciągnięcia go aż do zgrzybiałości, i wlec przez długie dni niedołężną istność.“

Tak nie jeden z was moi czytelnicy wykrzyknie, i tę książkę odrzuci na bok, może nawet ze wzgardą. Oh! drodzy bliźni, słowa które tu w uroczystém usposobieniu spisuję, wykwitły z długoletnich doświadczeń; ja byłem nie raz świadkiem zgonu przedwczesnego starca, co za młodu szastał życiem, w wieku dojrzałym rozumował jak tu powiedziano, a w wieku sędziwym gorzko żałował wybryków lekkomyślności, w sile wieku popełnionych. Nie! tak płocho sądzić o życiu mogą tylko ludzie do długiego życia przeznaczeni; a bujnością zdrowia ożywiani. Pereant qui crastina curant! niech przepadną ci, co o jutro się frasują! tak wykrzykiwaliście niegdyś wy! co dzisiaj patrząc na drżące, woli nieposłuszne członki swoje, płaczecie nad marnością silnego a źle przechowywanego zdrowia, a widząc łzy powstrzymywane w oczach żony i dzieci, dopiéro uznawacie prawdy tutaj wykładane z taką nieubłaganą sumiennością.

Dirige gressum! dobiegnij celu, jak najdalszego celu, o człowiecze przeznaczony do życia wiecznego, a okupujący sobie pewność wieczności tylko cierpliwém znoszeniem dolegliwości pobytu na téj ziemi. Bytowanie duszy w ciele twojém nie powinno się kończyć, aż dopóki wola Niebios je przerwie; twoim jest obowiązkiem starać się o przedłużenie życia, o tyle o ile rozum twój i wola twoja wystarczą.







WIEK ZGRZYBIAŁY MA SWOJE UROKI.



Z dziwném występuję zdaniem, ale z prawdziwém; świadkiem bowiem byłem naocznym kilka razy w życiu, tak pogodnéj i prawie wesołéj starości, jaka tylko istniéć może w wyobraźni poety. Na dowód zdania mojego opiszę fakt następujący, jeden z najwięcéj przekonywających.
Podczas pobytu mojego na Uniwersytecie Królewieckim w roku 1832, Polacy tamże pobiérający nauki, poznali starca nazwiskiem Kondratowicz, który zrodzony w Gub. Mińskiéj w 1722, dziwnym zbiegiem okoliczności dostał się do wojska pruskiego, i odbył pod Fryderykiem II, zwanym Wielkim, wszystkie kampanije, mianowicie wojnę siedmioletnią od r. 1756 do r. 1763. Kilkakrotnie ranny zawsze odzyskał zdrowie, i awansowawszy na podoficera pozostał w wojsku całe lat 62, bił się jeszcze w r. 1806, pod Jeną, i wreszcie jako inwalida do wojska niezdatny, uzyskał dymissyją; a potém gdy Prusy wyszły zwycięzko z wojen i finansowych trudności, będąc dziewięćdziesięcioletnim starcem, uzyskał od rządu pruskiego 200 talarów rocznéj emerytury wraz z ozdobą krzyża żelaznego.
Już w roku 1740 Adam Kondratowicz zawarł był związki małżeńskie z jakąś młynarką w Królewcu, i z nią miał kilku synów, z których najstarszy, nasłużywszy się także w wojsku pruskiém, dzierżawił potém wiatrak pod Królewcem, i ożeniwszy się miał kilkoro dziatek, a nareszcie umarł w roku 1829 dziewięćdziesięcioletnim starcem, zostawiając własny wiatrak jedynemu liczną rodziną obdarzonomu synowi. Nasz stary sto sześć lat liczący Kondratowicz pozostawał u wnuka swojego, chował się razem z jego dziećmi, i w chwili gdym go poznał, używał jeszcze pełności władz umysłowych, nadzwyczaj lubił mówić po polsku, przestawać z Polakami i rozpowiadać o dawnych wojnach. Codziennie odbywał, nie wiele się pytając o pogodę, długie przechadzki, lubił się napić wódki, ale się nigdy nie upijał, jadł z dobrym apetytem, ale nigdy wiele na raz, żeby najlepszą potrawę; o zmarłym swym synu przemawiał z rzewnością pocieszając się nadzieją zobaczenia go wkrótce na tamtym świecie, wnuka swojego zniemczałego i surowego człowieka nie bardzo lubił, a z prawnukami, których miał około tuzina różnego wieku, żył na stopie równości podzielając ich zabawy. Późniéj coś we dwa lata stary Kondratowicz zapadł na uderzenie krwi do głowy i już nigdy nie przyszedł zupełnie do siebie, stracił wszelką pamięć, zaprzestał swych spacerów i zdziecinniał. Jego jedyném zatrudnieniem było bawić się w piasku ze swemi najmłodszemi prawnukami, których uważał za braci i siostry, wnuka zaś swojego uważał za ojca, w rękę go całował, bał go się zupełnie jak żak, zwłaszcza gdy coś zbroił, to jest gdy owoc jaki w ogrodzie skradł, lub gdy się pobił z prawnukami. Słowem starzec ten stodziesięcioletni, zeschły, zgrzybiały ale jeszcze ruchawy, stał się co do rozumu dzieckiem, dzieckiem wesołém, ale bez pamięci przeszłości, i nie doświadczywszy żadnych bólów usnął snem wiecznym w setnym trzynastym roku życia, bawiąc się w piasku.
Otóż zaiste bardzo dziwna karyjera; ale nie jeden człowiek przebiegł podobną, nie jeden świetny mąż, który czynami swojemi świat zadziwił, umarł zgrzybiałym, zdziecinniałym starcem zupełnie tak jak nasz Kondratowicz; i zdaje się, że w życzeniu natury jest, żebyśmy wszyscy w ten sposób bawiąc się z dziećmi, ze świata schodzili.
A więc nawet zgrzybiałego starca życie miéć może swoje uroki, a więc życie długo przeciągnięte nie przestaje być miłém aż do ostatniéj chwili; przeciągajmyż tedy dopóki sił starczy naszéj woli i sztuce lekarskiéj, starajmyż się miéć pośród siebie starców, świadków dawno ubiegłéj przeszłości, i tak religijnym otaczajmy ich szacunkiem, jakim niegdyś cnotliwi ojcowie nasi pielęgnowali dnie dziadów swoich.
Może z niejednego narodu dla tego znikła pamięć chlubnéj przeszłości, że nie było starców, którzy by ją opowiadali, i że nie było ludzi, którzyby się chcieli przysłuchiwać opowiadaniom starców.
Biedny nasz lud, pomiędzy nim mało ujrzysz starców; biéda, opuszczenie, zarazy wciąż u nas panujące wytępiają u nas nieubłaganie tych, którzy na utrzymanie życia swojego już nie mogą pracować.
Niegdyś w dalekich, istotnie lepszych czasach, każda wioska szczyciła się posiadaniem żyjących jeszcze praszczurów, a panowie udzielali im wsparcie chlubiąc się z dobrego bytu poddanych, dozwalającego im tak długiego życia. [70]
Boże! czemuż wszystko się zmieniło z postępem naszéj oświaty?

O sztucznych środkach przedłużenia życia.


Wielu starców instynktownie przemyśliwa o przedłużeniu sobie życia. Zawsze trafiali się ludzie szukający sposobów przeciągnięcia istności swojéj jak najdłużéj, a w téj liczbie znaleźli się i tacy, co śmieli marzyć o nieśmiertelności jeszcze na téj ziemi. Dzieje umysłu ludzkiego przedstawiają pod tym względem najdziwaczniejszą mięszaninę słabości, dumy, przenikliwości, niedorzeczności, śmiesznych przesądów i bardzo roztropnych pomysłów.

Fizyka, Chemija, Astrologija, mianowicie nauki mistyczne, tajemnicze, we wszystko ludzie uderzali dla osiągnięcia długo-wieczności, wszystko badali, ze wszystkiego czerpać chcieli zasoby dla osiągnięcia tego cudownego arcanum arcanissimum, wielkiéj tajemnicy długiego życia. Nie ma prawie wynalazku, wysileń, badań i formułek, które poparte nadzieją do łatwowierności wiodącą, nie byłyby użyte i zachwalone jako skuteczne pod tym względem. Już w samym zawiązku stowarzyszeń ludzkich, wówczas gdy nauki zaledwie kiełkować zaczynały, silono się na wynalezienie sposobów zapewniających wiecznobyt ziemski, albo przynajmniéj rozpalających niknący płomień życia.

Transfuzyi, to jest przelania krwi młodzieńczéj w żyły starców używano we Francyi za panowania Ludwika XV, i sam Regent Francyi Filip Orleański do tego się uciekał sposobu. Nikt nie osiągnął dobrego skutku z tego przelania krwi młodzieńczéj w żyły starców, a jednak do tego ich nadużywano stopnia, i tyle młodych ludzi padło ofiarą téj bezbożnéj chciwości pieniędzy i życia, że cnotliwy Król Ludwik XVI zakazał pod karą śmierci owego frymarczenia krwią.
Balsamy, essencyje, eliksiry długiego życia, płynne złoto i wszystkie podobne ułudne środki, alchemii i staréj chemii straciły przecież z postępem nauki wszelką wziętość, ale potrzeba było wieków całych dla wyleczenia umysłu ludzkiego z podobnych łatwowierności, doprowadzających właśnie do zguby i do szkody. Lecz któż nie wierzy w to, co pragnie? zawsze lube nadzieje kojarzą się chętnie z najniedorzeczniejszą łatwowiernością.
Dla tego nie ustawano i późniéj w ubieganiu się za wielką tajemnicą życia; dla tego wielki chemik Valli przekonawszy się, że starość następuje w zwierzęciu w skutek przepełnienia ciała fosforanem wapna, zaręcza, że ją można oddalić wstrzymaniem się od potraw w których sól ta przeważa, i że życie można przedłużyć środkami rozkładającemi ów fosforan wapna. [71] Sumienny i gienijalny badacz natury, nasz zacny przyjaciel Doktór Dworzaczek nie przystaje na to, i owszem zaleca wszystkie potrawy zawierające wiele fosforanu wapna jako środki żywiące mózg i jego działalność, a mój zmarły przyjaciel Doktór Marcinkowski podzielał opiniją Doktora Valli, i szedł za radą Doktora Dworzaczka, utrzymując, że fosforany wzniecają mózg, ale że skracają ogólne życie. Poznajemy w tém człowieka z nieograniczoném poświęceniem, który zwykł był mawiać: „Nie idzie mi o długie życie, ale o to żebym żył dzielniéj podczas mego życia.“ [72]
Magnetyzm zwierzęcy zwraca w obecnéj chwili na siebie oczy wszystkich ludzi łaknących długiego życia: i te nadzieje zapewnie zawiodą, lubo jest niezaprzeczoną prawdą, że magnetyzmem zwierzęcym można powołać do czynności siły uśpione, w letargu pogrążone, że nim można uspokoić siły rozkiełznane, skupić siły rozpierzchnięte.
A tak nadzieja zawsze czuwa na spodzie serca naszego, i zdumiewający postęp nauki żywi ją bezprzestannie. Nigdy nie przestaniemy ubiegać się o wynalezienie środka przedłużającego życie, chociażbyśmy sto razy więcéj wygórowali naukami.
Ale czyż istotnie tak nierozsądnie ubiegać się o wynalezienie środka podsycającego siłę żywotną i przedłużającego istnienie? Wcale nie. Są przecież ciała zabijające przez rodzaj fulguracyi, to jest porażenia, imając się bezpośrednio siły żywotnéj przez którą istniejemy. Takiém ciałem jest cyanowodor, czyli kwas wodocyanowy, czyli kwas pruski, znany także w naszym świecie naukowym pod nazwą kwasu obcego. Zabija on podobno dla tego, że się opiera dekarbonizacyi krwi w płucach, ale zabija od razu, wprowadzony do ciała w jakikolwiek bądź sposób w należytéj koncentracyi, chociażby w najmniejszéj ilości.
W naturze, w któréj jest potęga ujemna tak doraźnie działająca, musi być i potęga dodajna w zupełnie odpowiedniéj sile. Idzie tylko o jéj wynalezienie, a wszystko co jest dobroczynném, co leczy, co dodaje zasoby życia, zostało późniéj wynalezioném od tego, co odejmuje, co osłabia, co zabija, w ogólności co jest szkodliwém.
Wszystkie choroby istniały przed wynalezieniem substancyj leczących je, a ileż to jeszcze lekarstw nieznanych, ile także chorób które wynikną z nieprzewidzianych stosunków?!
„Przeciw śmierci jeszcze żadne nie wyrosło ziele“ powiedział pewien człowiek z olbrzymim umysłem, ale cieszmy się błogą nadzieją, że kiedyś nasi prawnukowie będą musieli sztucznym sposobem przedłużać sobie życie, ścigajmy za odkryciem tego arcanum arcanissimum, a może niespodzianie wynajdziem przynajmniéj lekarstwo na Cholerę, tak nas niemiłosiernie dziesiątkującą.
Tym czasem umiejmy żyć i umierać jak ludzie w wiecznobyt przez Chrystusa zwiastowany wierzący.





O DŁUGOWIECZNOŚCI LUDZKIEJ.




Ile lat natura wyznaczyła człowiekowi, jak długo mógłby żyć, gdyby wątku życia jego nie przerwały choroby lub przypadek, albo osłabienie z jego własnéj winy pochodzące? — oto pytania, które rozbierać będziemy w tym ustępie dzieła naszego.
Buffon twierdzi, że człowiek przypadkowym chorobom nie uległy, żyje wszędzie lat 90 do 100. „Jeżeli się zastanowimy, mówi on, że Europejczyk, Murzyn, Chińczyk, Amerykanin, że człowiek oświecony, dziki, bogaty, ubogi, że mieszczanin, wieśniak, tak różni pomiędzy sobą co do reszty, pod tym względem do siebie są podobni, i że każdy z nich ma tylko tę samą miarę czasu do przebieżenia od urodzenia aż do śmierci; jeżeli zważymy że różnica rassy, klimatu, pokarmów i wygód nie wywiéra żadnego wpływu na długość życia: więc wyznać musiemy, że trwałość życia nie zależy od zwyczajów, ani od obyczajów, ani od jakości pokarmu, i że nic zmienić nie zdoła praw mechaniki, które ustanowiły liczbę lat naszych.“ Buffon ma wielką słuszność, bo istotnie trwałość życia nie zawisła ani od klimatu, ani od żywności, ani od rassy; nie zależy ona od niczego zewnętrznego, tylko od wewnętrznego ustroju i od rodziméj dzielności naszych organów.
Wszystko w ekonomii zwierzęcéj podlega prawom stałym.
Każdy rodzaj zwierząt ma osobną postać, osobny wzrost i ustrój. Kot i tygrys są dwa rodzaje spowinowacone, bardzo do siebie podobne całkowitą swą organizacyją, a jednakże kot pozostaje zawsze we wzroście kota, a tygrys zachowuje wielkość tygrysa.
Każdy rodzaj ma swój osobny i stały czas noszenia. Królik nosi dni 30, morska świnka dni 60, kot dni 56, suka dni 64, lwica 108, niedzwiedzica 240.
Każdy rodzaj ma swój osobny czas wzrostu.
Jeżeli więc wielkość, noszenie i wzrost podlegają pewnéj stałéj mierze: czemużby i długość życia nie miała jéj podlegać?
Słusznie powiedział Buffon, że długość życia ludzkiego przeciąga się do 90, a nawet do 100 lat. Codziennie widziéć możemy, że liczba ludzi tak długo żyjących szczupłą jest w porównaniu z liczbą osób wcześniéj umierających; ale to jest pewném, że tego wieku dostąpić można. I częściejby się to wydarzało, jeśliby okoliczności przypadkowe temu nie przeszkadzały.
Największa liczba ludzi umiera w skutek choroby, a mała liczba schodzi z tego świata, prawidłowo w skutek starości. Człowiek ukształcił sobie rodzaj życia sztuczny, w którym umysłowosć częściéj jest chorą niżeli fizyczność, i w którym sama fizyczność częściej zapada na chorobę niżeli zapadała, gdy nasze życie było weselszém, spokojniejszém i regularniéj pracowitszém. Człowiek umiera w każdym wieku, zwierzę zaś przebiega regularniéj i pewniéj przestrzeń istności swojéj. Namiętności i z nich wynikające nieszczęścia, wywierają wpływ niesłychany na zdrowie i rozstrajają siły ożywiające nas. Przypatrzywszy się bliżéj ludziom, uznać musiemy że prawie wszyscy padają ofiarami zmartwienia.
Haller znów utrzymuje, że człowiek jest jedném ze zwierząt najdłużéj żyjących, i że wcale niesłusznie użalamy się na krótkość naszego życia. Według jego zdania, człowiek może dożyć do dwóch wieków. Non citra alterum seculum ultimus terminus vitae humanae subsistit.
Elementa physiologiae Tom VIII, Lib. 30, pag. 95.
Wielki ten fizyjolog zgromadził znaczną liczbę przykładów długowieczności; dwa przykłady najdłużéj przeciągniętego życia dochodzą do 152 i 169 lat.
Tomasz Parre dawny żołniérz, urodzony w hrabstwie Shrop w Anglii, na pograniczu Walii, wsławił się w całym kraju z swego podeszłego wieku do tego stopnia, że go król Karol I chciał poznać. Sprowadzono go do dworu i przyjmowano bardzo hojnie. Biedny starzec ujęty grzecznoscią dworu jadł zanadto, dostał niestrawności i umarł 14 Listopada 1635 roku. Harwey lekarz króla, sławny anatom, który odkrył cyrkulacyją krwi, otwierał jego ciało, i znalazł wszystkie trzewia w najzdrowszym stanie; chrząstki żeber nie były jeszcze skostniałe. Mógł był żyć jeszcze lat kilkanaście. Tomasza Parre pochowano w Westminterze pomiędzy wielkiemi ludźmi za to, że umiał przechować tak długo swe życie, wstrzemięźliwością, łagodnością, charakteru i pracą.
Drugim z długowieczności sławnym i przez Hallera uznanym człowiekiem był także Anglik, Henryk Jerkins z hrabstwa York, który umarł dnia 8 Grudnia 1670 roku, mając lat 169. Jerkins bardzo biedny rybak, mając lat przeszło 100, przebywał rzeki wpław. Raz go powołano za świadka o czyn, który miał miejsce przed 140 laty, Jerkins przybył ze swemi dwoma synami, z których jeden miał lat 102, a drugi lat 100, i świadectwem swém poparł tak dobrze skrzywdzonych na majątku potomków bardzo dawnego przyjaciela, że ci prawie niespodzianie sprawę wygrali, i w 10 lat potém, gdy sędziwy Jerkins umarł, wystawili mu w Bolton pod Richemont w Yorkshire do dziś dnia istniejący pomnik.
Luiza Truxo, Murzynka z Tukamanu, umarła, jak London Chronicle zaręcza w roku 175 życia.
Piotr Czartan Węgier z pod Temeswaru, jak głosi naukowe czaso-pismo Philosofical Transactions, umarł w 185 roku życia. Jeszcze na kilka dni przed śmiercią chodził i żebrał.
Saint Mungo Keutingern, założyciel biskupstwa w Glasgowie, żył także lat 185, jak świadczy następujący napis na jego grobowcu w katedrze glasgowskiéj:


Cum octogenos centum quoque quinque vir annos
Complerat, sanctus est Glasgow munere functus.


Biskup Keutingern, jak się dowiadujemy z Spittswooda historyi kościoła szkockiego, wiódł życie skromne, czynne, dobroczynne i wesołe, i zwykł był powtarzać następną sentencyją szkoły lekarskiéj Salerneńskiéj:


Si tibi deficiant medici, medici tibi fiant
Haec tria: mens hilaris, requies, moderata diaeta.
Skoro zdrowym być pragniesz, a lekarz daleki,
Ruch, wesołość, dyjeta, zastąpią ci leki.


Nie wiele też odpoczywał w swém długiém życiu zasłużony biskup, tylko owszem odznaczał się żywością umysłu i bezprzestanną czynnością.
Hanow professor i lekarz w Gdańsku zaręcza, że widział w Temeswarskim bannacie w Węgrzech starca mającego lat 190, i jeszcze wodzącego rej pomiędzy żebrakami.
Tenże sam uczony poznał Jana Rowina w Spartowie, także w Temeswarskim bannacie, który w małżeństwie z żoną swoją Sarą Desson przeżył lat 147. Jan Rowin umarł później mając lat 172 w kilka dni po śmierci żony swojéj, mającéj lat 165. Ich najmłodsze dziecko miało wówczas lat 90. Hanow unosi się nad cnotami domowemi, humorem i szczerą religijnością madziarskiego Philemona i siedmiogrodzkiéj Baucis, którzy w skostniałém już i pleśnią zarosłém ciele przechowali serce zdrowe i czułe, umysł pogodny i rzeźwy.
Cesarz Austryjacki Franciszek I zawieśić kazał w sypialni swojej portrety Jana Rowina i Sary Desson, i te portrety istnieją do dziś dnia w zamku wiedeńskim.
Doktór Karol Wilhelm Ideler professor kliniki psychiatrycznéj w Halli zaręcza, że niedaleko Połocka i granicy inflandzkiéj żył jeszcze w roku 1804 inwalid rossyjski, który służył w wojnie 30-letniéj pod Gustawem Adolfem. W bitwie pod Połtawą w roku 1709, mając wtenczas lat 86, postradał ramię, ale się wyleczył i wkrótce potem ożenił się po raz trzeci i płodził dzieci. W roku 1804, kiedy stary inwalid miał lat 184, rodzina jego składała się z 138 potomków, pomiędzy któremi znajdowało się dwóch przeszło stoletnich wnuków. Wszyscy mieszkali w jednéj wsi i trzymali się starego patryjarchy, zawsze jeszcze wesołego i najzupełniéj zdrowego.

Zdaje się, że długowieczność w blizkiém znajduje się powinowactwie z siłą płodności, i często jeden człowiek jest dowodem jednego i drugiego. Fedor Wasilew chłop rossyjski w roku 1782 dostąpiwszy siedmdziesięcio-pięcioletniego wieku, miał z dwiema żonami 87 dzieci. Pierwsza żona rodziła 27 razy i 4 razy miała po 4 dzieci razem, siedm razy miała po troje na raz, a 16 razy bliźnięta. Druga żona urodziła Fedorowi Wasilewowi w ośmiu połogach 18 dzieci.

Na sam ostatek chowam najwięcéj zdumiewający i najwiarygodniejszy przykład długowieczności.

Tomasz Carn, urodzony w Londynie dnia 28 Stycznia 1588 roku żył lat 207, pod panowaniem 12 monarchów Anglii, i umarł 9 Marca 1795 roku, także w Londynie. Nie śmielibyśmy tego przykładu niesłychanéj, zdaje się wszelkie granice prawdopodobieństwa przechodzącéj długowieczności tutaj umieszczać, gdybyśmy w archiwach kościoła Ś. Leonarda w Londynie nie mogli sprawdzić wiarogodności aktu urodzenia i zejścia tegoż Tomasza Carn, pochowanego na cmentarzu kościoła i zaszczyconego kamieniem grobowym przez samego króla Anglii. (Obacz Vossiche Zeitung 1841, nr. 195 i Allgemeine Diaetetik von Dr. C. W. Ideler Halle, 1848 pag. 424).
Niedosyć na tém. Sławny podróżnik Jakób Rilley (autor przygód i podróży na brzegach zachodnich i w wnętrzu Afryki) widział pomiędzy Maurami najgorętszego wybrzeża Afryki zachodniéj starców, którzy w 200 i w 210 roku życia cieszyli się zdrowiem, czerstwością i doskonałemi siłami. Pomiędzy starcami zdarzali się, zaręcza James Rilley, 300-letnie żywe mumije, ogołocone z włosów i z zębów i tak zeschłe że skóra przylegała do kości zupełnie jak pargamin. Owe żywe mumije były przedmiotem najczulszych względów ze strony potomków swoich i w ogóle wszystkich ludzi. W czasie głodu, nieraz się wydarzającego w onych krajach, najprzód zawsze pamiętano o starcach, potém dopiero o dzieciach. Prawda że cokolwiek mleka wielblądziego wystarcza na utrzymanie tych zeschłych staruszków przy życiu.
Sinclair (także Anglik) zaręcza, że w Indyjach Wschodnich jeden Bramin żył lat 700 i dostawał co sto lat nowe zęby.
Humboldt wspomina Peruwijańczyka, który żył 143 lat, a Lichtenstein widział na przylądku Kap niewolnika, mającego 120 lat, pochodzącego z wyspy Jawy, a innego niewolnika który miał 107 lat, z wysp Mallajskich; nareszcie trzeciego który żył 100 i pochodził także z wysp Malajskich.
Szczególniéj obfite w ludzi dochodzących do patryjarchalnego wieku są kraje północy; oprócz tych pierwéj wymienionych z Anglii, możnaby jeszcze bardzo wiele znaleść w Norwegii, Szwecyi, Rossyi i w banancie ungryjskim. W roku 1778 król Krystyjan z królową Zofiją Magdaleną, zwiedzając Norwegiją zatrzymali się w Fridrichshal u podpułkownika Kolnbiörsen. Ten dla uczczenia swych wysokich gości wyprawił tak zwane dyjamentowe wesele czterech małżeństw wieśniaczych, zebranych z kraju górnego. Pomiędzy temi 8 ludźmi nie było żadnego mniéj jak 100 lat mającego. Nazywali się: „Sologsten“ który potém jeszcze żył 8 lat, a żona jego Helia żyła jeszcze 10 lat, Oer żył jeszcze 6 lat, a żona jego Inger żyła 10 lat: Besseber ze swoją żoną i Torlaksen z żoną Jaran żyli jeszcze po 10 lat.“

J. Remus opowiada, że widział biskupa w Stawanger, który umarł w roku 1440, żył lat 210. Adryjan Rotker był 70 lat radcą w Drontheim; umarł na początku XVII wieku, i żył 120 lat. J. Remus wspomina także jednego księdza w Holthalen w okręgu Drontheim, który żył w ciągu XVI wieku, a umarł mając 150 lat; przed śmiercią 30 lat był niewidomym. W 1722 r. wieśniaczka w bliskości Stawanger, Elżbieta Walewand żyła 137 lat, zostawiwszy męża mającego 110 lat. W roku 1838 żył jeszcze w Hildgansen na Szląszku starzec, mający 142 lat, który żył w trzech stuleciach; nazywał się Jan Hertz. Od 27 lat już nie wychodzi z pokoju, ale przechodzi się codziennie dwa do trzech razy po pokoju. Jeżeli pogoda jest na dworze, wtenczas przy otwartém oknie wypala sobie trzy fajki tytuniu.
Pomiędzy chmarą Szkotów, Anglików, Szwedów, Duńczyków, Rossyjan, Węgrów, Indyjan i Murzynów, wsławionych z długowieczności, i przez wielu autorów którzy o życiu ich pisali wspomnionych, ledwo dwa nazwiska polskie nadmienione zostały.
Hufeland wspomina o obywatelu Tabaczyńskim, który w roku 1826 umarł w Radziejowie, mając lat 115. Człowiek ten, jak zaręcza Hufeland, nigdy nie chorował, żył w domu swojego syna tamtejszego aptekarza i przez cały dzień trudnił się robotą z ruchem ciała połączoną. Dzienniki czytywał bez okularów. Na dwa lata przed śmiercią popadł w ciężką gorączkę, nie chciał słyszéć ani o lekarzach, ani o lekarstwach i ozdrowiał dzięki źródlanéj wodzie, i obmywaniom octowym. Ale prawie zupełnie zaniewidział i ogłuchł, i w dwa lata potém zasnął sobie spokojnie snem wiecznym w krześle.
Virey w swém dziele De la puissance vitale, wyszłém w roku 1823, mówi o cnotliwéj pannie Rozynie Iwiwarowskiéj, Polce w Paryżu mieszkającéj, która przeżyła lat 113. Bawiąc w Paryżu zasięgaliśmy bliższych wiadomości o tej sędziwej Westalce polskiéj, ale niczego dowiedziéć się nie mogliśmy, pomimo najusilniejszych starań.
Nawrocki obywatel Warszawy miał lat 117, kiedy przyszedł powitać cesarza Napoleona bawiącego w Styczniu roku 1807 w naszéj stolicy. Historyograf cesarza Napoleona Laurent de l’Ardèche w dziele swojém przez Horacyjusza Vernet illustrowanem, wspomina o tym ziomku naszym i przytacza nadzwyczaj pięknie redagowaną prośbę o wsparcie, którą zgrzybiały z głodu umierający szlachcic podał cesarzowi Francuzów.
Podczas pobytu mojego na Uniwersytecie królewieckim w r. 1832, Polacy tamże pobierający nauki, poznali starca nazwiskiem Kondratowicz, który zrodzony w gubernii Mińskiéj w r. 1722, dziwnym zbiegiem okoliczności dostał się do wojska pruskiego, i odbył pod Fryderykiem II zwanym Wielkim, wszystkie kampanije, mianowicie wojnę siedmioletnią od r. 1756, do r. 1763. Kilkakrotnie ranny, zawsze odzyskał zdrowie i awansowawszy na podoficera pozostał w wojsku całe lat 62, bił się jeszcze w roku 1806 pod Jeną, i wreszcie jako inwalida do wojska niezdatny uzyskał dymissyją. Umarł 113 letnim starcem bawiąc się w piasku z prawnukami swojemi. (Życiorys jego na str. 144 tomu II).
Gołębiowski urodził się w Lesznie, w Księztwie Poznańskiém w r. 1740. Szczególnym zbiegiem okoliczności zarzuconym został do Francyi, to jest dostał się w bardzo wczesnym wieku jako kuchcik na dwór Stanisława Leszczyńskiego byłego króla polskiego, księcia Lotaryngii; potém po opłakanéj śmierci tego monarchy w Lunevillu w roku 1776, Gołębiowski, którego Francuzi przezwali Colembeski, wstąpił do wojska francuzkiego i pozostał w niém aż do swéj śmierci, tojest lat 85. Dosłużył się rangi podoficera w straży pałacu luksemburskiego i ozdobionym został w ostatnich latach życia, za dobre sprawowanie się, krzyżem legii honorowéj. Po polsku nie zupełnie zapomniał, po francuzku nauczył się mówić biegle; żył skromnie, ale udzielać się nie lubił jak nasz Kondratowicz w Królewcu, i nie wiele co miał do opowiedzenia o swoich kampanijach. Był w całém znaczeniu tego słowa żołnierz służbista, cokolwiek tępy na rozumie, ale nieugiętéj uczciwości i prawdziwie szlachetnéj godności w postawie.
Starosta Zakrzewski umarł pod Bochnią w Galicyi w r. 1827, mając lat 105, na raka w oku. Przez lat 60 należał ten dzielny i zacny, ale cokolwiek awanturniczy szlachcic do wszystkich spraw wojennych dawnéj rzeczypospolitéj polskiéj: rannym był razy kilka, w niewolą pojmany razem z Puławskim i Beniowskim. Przez tysiączne przechodził dziwne koleje, które niegdyś w osobnéj książce spisać zamyślamy, i nareszcie umarł w okropnych męczarniach, świeżą przechowawszy pamięć i duszę.
Bogoryja Skotnicki arcybiskup gnieźnieński za Kazimierza Wielkiego żył lat lO3. On to ustanowił prawa o dziesięcinie do dziś dnia szanowane, i odznaczał się niepospolitą siłą umysłu.
Chajęcki obywatel ziemski, ostatecznie żyjący w Warszawie w Łazienkach królewskich przy dzieciach swoich, dostąpił lat 111 życia. Umarł w roku 1848 mając wszystkie zęby, chodząc bez kija, czytając bez okularów. Lubił mówić wierszami i dobrym był improwizatorem.
Pani Falkiewiczowa miała lat 111, kiedy umarła w Gródku pod Lwowem w r. 1838.
Pani Krasnodębska w Serocku przeżyła lat 102.
Ksiądz Gawełczyk proboszcz w Widawie liczący dzisiaj lat 100, sprawia obowiązki swego powołania i nie trzyma nawet Wikaryjusza. Swoim kosztem odnowił kościół Widawy.
Alojzy Sarnacki rotmistrz za Kościuszki, mający dziś przeszło lat 100, żyje jeszcze w Warszawie na Lesznie.
Czajkowska żyła lat 103; umarła we wsi Kozłowie w Krakowskiém w r. 1843.
Jabłońska lat 107 mająca, do dziś dnia żyjąca w Jordanowicach w dobrach JW. Mokronowskiego Ewarysta, chodzi co dzień do kościoła i żali się, że jest sierotą bez ojca i bez matki.
Czarnobój gajowy żyjący pod Brodami, żyje do dziś dnia, ma lat 105, jest rzeźwym i mocnym.
Paschalski urodził się w okolicach Zamościa w r. 1745 (ojciec żyjącego jeszcze członka senatu). W 20 roku życia ożenił się z 14-to letnią panienką, żył z nią lat 62, miał 7 dzieci. Lubił namiętnie polowanie i uczęszczał na takowe regularnie co tydzień w sobotę; był rolnikiem do śmierci. Wstawał zawsze o godzinie 3½ latem, a zimą godziną późniéj, i zaraz wypijał mały kieliszek wódki i zakąsał piórkiem czosnku z bułką. Do 9-téj objeżdżał gospodarstwo konno, a potém jadł śniadanie, zwykle złożone z 3 do 6 jaj na twardo z pieprzem i solą. Obiad jego był bardzo skromny; na wieczerzę często także jadał jaja. Charakteru był wesołego; skory do gniewu, ale ten prędko przemijał. Lubił tańczyć i tańczył z wnukiem, mając lat 90 przeszło. Polował jeszcze i jeździł konno na 6 lat przed śmiercią. Rzadko chorował; raz tylko mocno zapadł na gorączkę nerwową, lecz się wyleczył najzupełniéj. Wzrok miał dobry, pisał prawie do śmierci bez okularów ręką pewną i wcale nie osiwiał. Umarł d. 5 września 1852 roku, mając lat 107.
Jan Krzetowski, 100 lat mając, wojsko do boju prowadził, i zwany był stryjem od całéj chorągwi.
Jakób Zagunt, na Wołyniu harcował w tymże wieku na najdzikszym koniu.
Stanisław Dobrzelewski, podstoli sieradzki, w 120 roku życia pieszo do kościoła chodził.
Mieleczko, szlachcic piński, miał lat 95, matka jego 130, babka 140.
Swinecka, we wsi Miechowéj w Bracławskiém, żyła 120 lat.
W Otwocku (u pana Jana Kurtza) Marcin Pigwa dawny kredencerz krajczego Bielińskiego żyje jeszcze mając lat 124, i jest tak silny ze chodzi codziennie po parę mil żebrać.
Wołowska, 128 lat mając, codzień o świcie na mszą o pół mili do Krakowa chodziła.
Pewien rolnik pod Krosną 115-letni, żadnéj choroby nie znając, pracował za czterech parobków.
Krawiec Pruchalski w 102 roku życia szył jeszcze w najlepsze.
Kucharka urodz. 1742 roku w Kozielcu, mając lat 106 tak dobrze gotowała, ze jej potrawy dawano i na senatorskie stoły.
Organista w Sierakowicach 107 lat mający, tak doskonale grał na organach, że aby go usłyszéć, zbierano się z Gdańska i Warmii.
Pobowicki woźny w Chełmie, więcej niż 100 lat żyjący gdy zawołał: — mości panowie! uciszcie się, słychać go było na drugiéj ulicy.
Młynarz w Bynkowicach 112-letni, jedną ręką w biegu wstrzymywał koło młyńskie.
Hanerowicz szewc umarł w 115 roku, gdy prawnuczka jego urodziła syna.
Rodzina Chyżyckich w Lichnowicach odznaczała się długowiecznością. Przez kilka wieków każdy z niéj żył więcéj jak 100 lat. Ubiegano się o związki ślubne z tą rodziną, ażeby obdarzyć potomstwo prawem do długiego życia.
Stanisław Gil wieśniak z okolic Święto-Krzyzkiéj góry (znany K. W. Wójcickiemu) urodził się w 1696 roku, umarł 1822, mając lat 126. Na dwie godziny przed śmiercią jeszcze luśnie zakładał do wozu, i siekierą kół dębowy ociosywał, gdy nagle zbladł i upadł, „Zawołajcie księdza“ rzekł wtedy „Bóg już mnie wzywa.“ Po spowiedzi i ostatniém namaszczeniu, pobłogosławiwszy wnuki i prawnuki, usnął spokojnie snem wiecznym.
Wójcicka, rodzona babka naszego Kazimierza Władysława, miała lat 103 i miesięcy 6, gdy umarła. „Patrząc na nią“ mówi jéj wnuk „ta myśl widocznie stawała, że Bóg w głębokiéj starości zdziecinnia umysł, aby śmierć lekką była. Po skończonych latach 100 zaczęła dziecinniéć; do gości nie wyszła, dopóki jéj drobne dzieci w kwiatki po swojemu nie ubrały; wtedy z uśmiechem radości witała przybyłych. Łakoma na mięso, często słabowała niemogąc zżuć go dobrze i strawić. Tak pamięć straciła, że z ulicy Podwale sama do kościoła Kapucynów trafić nie mogła.
Uparłszy się wrócić do miasta Słupi pod Święto-Krzyzką górę, gdzie trzech mężów pochowała, w drodze niewstrzemięźliwością w jadle zgon sobie przyspieszyła. Oczy i nogi zdrowe aż do zgonu zachowała, jak rzeźwość i czerstwość w każdym ruchu.
Maryanna Garstka umarła w r. 1821; żyła lat 115.
Wojciech Sperski zmarł w r. 1822, przeżywszy lat 105.
Antoni Gozdowski, obywatel Warszawy, umarł w roku 1823, mając lat 115. Rzecz godna uwagi, że słońca znieść nie mógł.
Mateusz Kieleński, 120-letni pasterz bydła w gminie Jeżów w obwodzie rawskim, umarł tegoż samego roku.
Fryderyk Jabkowski służył najprzód w wojsku saskiém, a w siedmioletniéj wojnie w pruskiém. Miał trzy żony: ostatnią 80 lat mającą zostawił wdową. Żył skromnie, nigdy nie chorował, znał skuteczność ziół i zbierał je. Umarł w gminie Długie w obwodzie rawskim roku 1823, mając lat 140. (Z notatek Wójcickiego).
Michał Korzeniowski, obywatel z Wołynia, urodził się w r. 1755; w 22 życia wstąpił do wojska koronnego, lubił bardzo wino, a na starość wódkę.
W młodości żył nader wesoło, a w starości nie wiele się ustatkował: żenił się trzykrotnie, ale dzieci nie miał. Przez całe życie brał osobisty udział w wypadkach stanowczych kraju w wieku zeszłym, i prowadził do śmierci nader czynny żywot, sprawując rozliczne i znakomite urzędy w gubernii wołyńskiéj. Umarł rzeczywistym radcą stanu i kawalerem wielu orderów, dnia 23 kwietnia 1855 r.
Bracia Kurkowie wieśniacy żyjący do dziś dnia we wsi Lipie w gubernii Radomskiéj pod Iłżą. Jeden ma lat 111, drugi o 9 lat młodszy. Starszy żebrze, młodszy pracuje jeszcze za parobka, ale oba namiętnie piją wódkę i palą tytoń. Zawsze byli bardzo ubogiemi, służyli za dawnych czasów w wojsku; i nigdy nie mieli dzieci, lubo każdy z nich po kilka razy był żonaty.
Majewski Symforyn szewc ze Starego Miasta Warszawy umarł w r. 1828, mając lat 125. Pochowany na Powązkach na starym cmentarzu, gdzie kamień grobowy świadczy o wiarogodności tego długiego życia.
Katarzyna Deszner umarła w r. 1843, mając lat 106. Była ona mamką a następnie piastunką, kucharką i gospodynią ś. p. Kluszewskiego, starosty brzegowskiego, czcigodnego męża, któremu miasto Kraków zawdzięcza swój piérwszy teatr, i kilka wielkich budynków jak Krysztofory.
Librowski szlachcic, Właściciel Wielopola tuż pod Krakowem nad starą Wisłą, żył lat 126, umarł około r. 1830 [73].
W Krakowie umarł w 1724 roku 127-letni starzec, który spłodził z czterema żonami 125 dzieci, i pozostawił córkę 87-letnią, matkę 12 dzieci (obacz Allgemeine Diaetetik von Dr. Ideler. Halle 1848, pag. 434).
Dzwonnik przy parafii Gaworowo w powiecie ostrołęckim ma lat 113 i zupełnie dobrém cieszy się zdrowiem.
Wintoniak podoficer inwalidów polskich w Wolborzu ma lat 112, dobrém jeszcze cieszy się zdrowiem i chodzi na wartę.
Grzegórz Beznazwy urodzony pod miastem Stoczek w powiecie Ostrołęckim, daty urodzenia swego nie wie, pamięta tylko że w czasie koronacyi Króla Stanisława Augusta w Warszawie miał lat piętnaście a zatem ma obecnie lat 107. Był on chłopcem ogrodowym w powstającym wówczas parku Łazienkowskim, i nie raz miał zaszczyt rozmawiać z Monarchą, któren urządzając tu letnią swą rezydencyją godziny przepędzał wchodząc w szczegóły robót. Późniejsze okoliczności wyprowadziły go na plac wojny, miał czynny udział w zapasach, które panowanie króla Stanisława pamiętném uczyniły. Następnie jako żołnierz księztwa Warszawskiego uwolniony od służby wojskowéj powrócił w rodzinne strony, i znalazłszy przytułek w domu Kasztelana Glinki w dobrach jego Zatory i Susko zajmował się ogrodnictwem. Starzec ten mimo nader podeszłego wieku, przebytych kolei i trudów, zatrzymał aż do obecnéj chwili wszystkie władze umysłowe, i przypomina sobie dokładnie wszystkie wypadki i zdarzenia, w których miał udział. Utrzymuje, że mu kilka zębów odrosło w miejsce wypadłych przed czterdziestą laty.
Piotr Sosnowski znakomity malarz umarł d. 20 września 1853 w Moskwie, licząc lat 122, 1 miesiąc i dni 25. Jego ojciec był ubogim szlachcicem w ziemi smoleńskiéj i szwagrem pana Wiśniowieckiego.
Młody Piotr Sosnowski zostawszy w bardzo wczesnym wieku sierotą, uczuł w sobie zapał do sztuki malarskiéj, i wpisał się w poczet uczniów akademii sztuk pięknych w Petersburgu. Jego prace i szkice napiętnowane wyższego talentu urokiem, zwróciły na siebie uwagę wszystkich znawców. Sosnowski został znakomitym malarzem i professorem w akademii sztuk pięknych; ale w roku 1788 mając lat 57 życia, idąc za namową swego wuja pana Wiśniowieckiego, wstąpił do wojska do sztabu księcia Potemkina, i odbył drugą wyprawę turecką: był nawet przy zdobyciu Oczakowa. W roku 1796 wystąpił z wojska, dosłużywszy się rangi kapitańskiéj w gwardyi konnéj przybocznéj; a w roku 1812 walczył jako pułkownik milicyi, mając lat 80, pod Borodino. Potém wrócił znów do pędzla, i pozostał aż do śmierci wiernym sztuce, któréj był szczerym czcicielem. Jeszcze w r. 120 życia trudnił się malarstwem, pędzel jego nie stracił nic z żywości swojéj. Jego krajobrazy malowane w tym wieku zdawały się być dziełem ognistéj duszy młodzieńca.
Organizm jego był nadzwyczaj silnym: nigdy nie chorował i przechował aż do końca życia niezmącone zmysły. Słyszał dobrze i czytał bez okularów, apetyt miał dobry, jadł proste potrawy, ale nie pił nigdy wina, wódki, herbaty, kawy, czekolady, tylko piwo i kwas. Nie palił także tytoniu i ciągle był w ruchu. W dzień śmierci przechodził się, a czując osłabienie wszedł w łóżko dla wypoczęcia, i zasnął snem wiecznym bez cierpień i nie chorując. „Medizinische Zeitung Russlands z r. 1853 numer 49“ dodaje: że Piotr Sosnowski chociaż tak podeszły, nie był wcale zwolennikiem przestarzałych opinij, i że przeciwnie szedł zawsze z postępem czasu, i ciągle zdumiewał świeżością młodocianą swego pogodnego, i w piękną przyszłość wierzącego umysłu.
Mikołaj Radziwiłł Wojewoda Wileński urodzony w roku 1366, ochrzczony w Krakowie razem z swym ojcem Wojszmidem i z królem Władysławem Jagiełło, żył lat 104.
We wsi Pomuszy w powiecie Poniewierskim hrabina z Kościuszków Platerowa, osoba nadzwyczaj dobroczynna utrzymywała na dworze swoim następujące stare osoby które wszystkie przeżyły swą dobrodziejkę, ale wszystkie we dwa miesiące po śmierci jéj umarły:
1. Panna Strzelecka miała lat 112. 2. Pani Dziedrowiczowa lat 115. 3. Panna Ludwika Klińska 4. Panna Augusta Klińska dwie siostry, zmarły w jednym tygodniu przeżywszy lat sto. 5. Jan Ossowski stary kawaler mający lat 98. 6. Karlica Judyta mająca lat przeszło 90 i przezwana błaznicą, przez swe koleżanki.
Bartłomiéj Jan Hryncewicz kanonik znany z uczoności i pobożności umarł w Wilnie mając lat 104, ciesząc się do ostatniéj chwili życia przedziwną rzeźwością umysłu.
Dowiat szlachcic w Upickiem na Żmudzi, miał lat 117 umierając przed 15 laty.
Głozowski dziedzic wsi Ponudzie jeszcze żyjący ma lat 120, a najmłodszy syn jego daleko słabszy od ojca ma lat 90.
Adamowicz ksiądz w Lidowianach w Rosieńskiem, dawniéj żołnierz ma lat 98.
Panna Michalina Sawicz mająca lat 103 podług zdania młodszego brata swojego dziewięćdziesiąt lat liczącego, żyje do dziś dnia u krewnéj swojéj pani Marszałkowéj Koweńskiéj Dowgierd.
Professor Czajkowski zaręczał mnie, że jego dziad Kazimierz Czajkowski żył lat 102, a jego babka Gertruda z Marszewskich Czajkowska żyła lat 98. Umarli w Gnieznie pod Chełmnem w jednym tygodniu roku 1836.
Kasztelan Podoski, właściciel dóbr Miasteczka w powiecie Radomyślskim Gubernii Kijowskiéj, żył więcej nad lat 115.
Wacław Borejko i siostra jego pani Chojecka żyli więcéj jak po lat 95.
(Za długowieczność kasztelana Podoskiego i Wacława Borejki nie ręczę, bo czerpię tę wiadomość tylko z listu Antoniego Nowosielskiego pisanego do Gazety Warszawskiéj, a to źródło, jak mnie zapewniają obywatele z tamtych gubernij, nie zupełnie wiarogodne.)
Gołuchowski Józef, urodzony w r. 1720 wszedł w służbę wojskową do Regimentu Królowéj Jadwigi w Dragonii konnéj polskiéj, i tam został lat ośmnaście: w r. 1755 dostał się do niewoli Rossyjskiéj, a w rok potém do wojska Rossyjskiego do pułku Starodabowskiego, gdzie pozostał aż do roku 1782, uzyskawszy stopień Majora, order i dymissyją z pozwoleniem noszenia munduru. Pozostał w dymissyi lat 42, i mając lat 104 uzyskał miejsce strażnika konnego luki Podlodów, później przeniesiony na lukę Pawłowice, gdzie zostawał aż do d. 17 Maja 1827 i awansowany został na plombiarza komory Luszków. Umarł dnia 27 Lipca 1832 r. mając lat 112.
(Notatka udzielona mi przez JW. Janiszewskiego Radcę Stanu z archiwum emerytalnego.)
Przeczytajmy, co nasz uczony i sumienny historyk Szajnocha mówi o długowieczności Polaków za czasów Jagiełły:
„Niewielki folwark ziemi małopolskiéj wydawał po 7,000 kóp żyta. Zamożni jéj mieszkańcy, zwłaszcza trzeźwi, dochodzili lat stu i więcéj, nie wiedząc co to choroba. W powszechności plemię ówczesne było mimo tylu klęsk klimatycznych dziwnie czerstwe i zdrowe: 70-letni ojcowie piastowali nowonarodzonych synaczków na swoim ręku. Siostra Kazimierza Wielkiego, Elżbieta „tańce stroiła, wesoła była, chociaż babie było już przez 80 lat“ mówi Bielski.
W tym samym czasie ślepy arcybiskup Jarosław kończył setny rok życia. Trzeci ich współcześnik Stanisław Szreński wojewoda mazowiecki, zwany Grad, przyszedłszy na świat w r. zabicia króla Przemysława, to jest przed laty 80, a żył jeszcze przeszło lat 60. Naliczył ich razem 140, jak to napis na grobie jego w Szreńsku opowiada. (Paprocki, herby ryc. 309; Bielski kronik. pols. Gałęz. IV 172). Przesłuchywanym w ważnych processach świadkom, mającym dać wiadomość o dawno minionych czasach, przyznawano sądownie po 150 lat życia (Narusz. Hist, wydanie Lipskie, IX, 102).
Niejaka Taranowska dożywszy lat 156, umarła z przestrachu w czasie oblężenia Torunia przez Szwedów. (Z notatek K. W. Wójcickiego).



Przytoczywszy najznakomitsze przykłady podeszłego wieku, zobaczymy teraz w jakim klimacie, w jakich okolicznościach, w jakim stanie, z jakiemi usposobieniami ciała i duszy człowiek najwyżéj dosięgnął starości.
Powszechnem jest mniemaniem ludzi historyi świata nieznających, że życie pierwszych mieszkańców ziemi było nieskończenie dłuższe, czerstwiejsze i doskonalsze, wzrost olbrzymi, a siła nadzwyczajna. Poeci i powieścio-pisarze żywili owe wyobrażenia, któremi się wielu ludzi po dziś dzień zajmuje, jako obfitém źródłem nadzwyczaj przyjemnych marzeń. Ale kości owych olbrzymów nie doszły do nas, a te co brano za kości ludzkie, okazały się kościami słoniów, nosorożców i ogromnéj przedpotopowéj jaszczurki.
Co do długości życia, musiemy to wyznać, że surowa i gruntowna krytyka nie pozwala wierzyć, że piérwszy człowiek żył lat 1000, a Matuzal lat 900.
Od czasów Abrahama poczyna się epoka dziejów pewniejszych, i w nich to czerpać winniśmy pewniki nadające nam wiarę w długowieczność życia naszego, w nich to szukać możemy przykładów któreśmy naśladować powinni, gdybyśmy żyjąc skromnie i patryarchalnie, chcieli dopiąć jak najdłuższego wieku.
Abraham, człowiek dzielny, odważny, skromny i szczęśliwy żył tylko lat 175; o lat dziesięć mniéj od zmarłego przed 300 laty biskupa Keutigern.
Syn Abrahama Izaak, człowiek nadzwyczaj spokojny i wstydliwy, żył lat 180, czyli o dziesięć lat krócéj od Węgra z bannatu, o którym nam zaręcza professor Hannow z Gdańska, że żył lat 190.
Przebiegły Jakób żył lat tylko 147, wojowniczy Ismael tylko lat 137, a dobra Sara, jedyna niewiasta o któréj długowieczności historyja raczy wspominać, żyła lat 127. Józef biegły polityk a bardzo nieszczęśliwy w swéj młodości, żył tylko lat 110, a Mojżesz człowiek z nadzwyczajnym geniuszem twórczym, z niesłychaną energiją, naczelnik burzliwego i niestałego ludu żydowskiego, żył lat 120.
Wielki kapłan Elijasz, człowiek otyły, flegmatyczny i spokojny, żył tylko lat 90, a prorok Simon lat 88.
Pomiędzy starożytnemi Grekami nie było wielu znakomitych długo żyjących ludzi. Mądry Solon, wesoły Anakreon, genijalny Sofokles, poetyczny Pindar, żyli po lat 80, ale za to Gorgias z Leontium, wielki mówca, podróżnik i nauczyciel, umarł przeżywszy lat 108; mniéj od naszego Gołębiowskiego podoficera francuzkiego. Zeno, założyciel szkoły stoików, gardzących życiem, i wzdychających do śmierci, żył lat 100; mniéj od Paschalskiego, pragnącego jak najdłuższego życia i umiejącego go używac.
W starożytnym Rzymie stosunkowo dłużej żyły znakomite kobiety od znakomitych mężów. Valeryusz Cervinus, przyjaciel ludu, zawsze dzielny i szczęśliwy, dosięgnął do lat 100: ale Terencyja żona Cycerona pomimo zgryzot i podagry żyła lat 103, a Luceja aktorka bardzo młodo wstąpiwszy do teatru, pozostała w nim przez cały wiek, i okazała się jeszcze na scenie w 112 roku życia.
Wiarogodne tablice śmiertelności sławnego Ulpiana zgadzają się dziwnie z naszemi, mianowicie co do wielkich miast. Według nich, w dawnym Rzymie i w dzisiejszym Londynie stosunek długości życia był prawie jednakowy za czasów Hufelanda, i pozostał takim do dziś dnia. (Statistics of Worsley, 1854 r.) W zepsuciu wyrównały sobie obie stolice i to jest pewną rzeczą.
Z tego cośmy o długowieczności rodu ludzkiego widzieli, czytali i słyszeli, wypływa: 1) że za czasów Mojżesza, Greków i Rzymian trwałość życia była taż sama co dzisiaj; 2) że mniejsza daleko w czasach naszych, mianowicie w kraju naszym znajduje się liczba ludzi podeszłych jak wówczas.
Jakaż téj przykréj różnicy przyczyna?
Utrzymują niektórzy uczeni, że ciepło wewnętrzne ziemi przebiega naprzemian wszystkie jéj części, a zgromadzając się w większéj sile na jednych, zmniejsza się tém samém na drugich. Więc od nas miałoby się oddalić ciepło!...
I nasi starzy wieśniacy utrzymują, że Polska stygnie od niejakiego czasu, i zgadza się to niejako z prawdą historyczną, bo przed dwoma wiekami w Polsce zbierano i tłoczono wina; świadczą o tém prawa obowiązujące szynkujących winém krajowém, morawskiém i węgierskiém w osobnych kategoryjach przez prawodawców pomieszczone. W ratuszu Toruńskim do dziś dnia pozostają dowody piśmienne, że się cesarz niemiecki Rudolf upił w tém mieście winem, wytłoczoném i zebraném w obrębie miasta.
Ale znowu Pliniusz, sumienny naturalista, powiada o zimach, podczas których wino w piwnicach Rzymu i wody Tybru aż do dna zamarzniętemi były.
Dziś funt winogron kosztuje w Warszawie 4 złp. tyle, ile funt lodu w Rzymie, a śmiertelność Warszawy ma się do śmiertelności dzisiejszego miasta Rzymu jak 100 do 97, i to podług obrachowań z ostatnich lat pięciu, podczas których panowała dwa razy cholera w Rzymie i u nas w Warszawie.
Weźmy teraz pod uwagę wiek życia z punktu widzenia rozmaitych stanów człowieka, a zawsze z szczególnym poglądem na teraźniejsze czasy i na nasze położenie.
Zacznijmy od ludzi, którzy piastowali najwyższe godności ziemskie, którym położenie ułatwiało wszelkie korzyści i roskosze życia; zacznijmy od monarchów. Czyli to wzniosłe położenie monarchy udzieliło im także przywiléj długiego życia? Ani starożytna, ani nowsza historyja za tém nie przemawia.
Dawid król żydów i prorok, urodzony w r. 1085 przed Chrystusem, żył lat 84, a panował samodzielnie lat 44. Wielki król, jeszcze większy poeta, ale namiętny, lubieżny, niekiedy nawet okrutny, przedłużał sobie życie wszelkiemi możliwemi sposobami. Wszystko mu sprzyjało, i otoczony niesłychanym zbytkiem wiódł życie przyjemne; jednakże nie żył ani panował tak długo jak nasz dzielny Władysław Jagiełło, (król Władysław Jagiełło żył lat 86 (1348 † 1434), panował w Polsce lat 48, umarł w skutek zaziębienia się w nocy przysłuchując się śpiewowi słowików). Panował tylko tak długo jak nasz mądry król Zygmunt stary, i żył o rok krócéj od naszego nieszczęśliwego króla Stanisława Leszczyńskiego, któremu nieubłagana Parka na cudzéj ziemi skróciła okropnym zgonem dni pełne cnoty, dobroczynności i światła.

W dawnych czasach kilku tylko znamy monarchów którzy tak długiego wieku dostąpili. Tylko jeden Aureng-Zeyb cesarz mongolski dosięgnął prawie stoletniego wieku. Urodzony w r. 1607, umarł właśnie w sto lat potém podbiwszy Tybet, Dekan, Golkondę i Wisapur, zbiwszy Maratów w wielu walkach. Był to monarcha świetnych zdolności, lecz okrutny; kazał pozbawić życia kilku zbuntowanych braci i synów swoich. Pragnął żyć długo, zasięgał rady najsławniejszych lekarzy europejskich i wynagradzał ich wspaniale. Do późnéj starości nie używał nigdy mięsnych potraw i żywił się tylko roślinami i mlekiem. Dopiéro w starości zaczął jeść mięso, a w wieku zgrzybiałym kąpał się w mleku i w krwi młodych zwierząt.

Król pruski Fryderyk II-gi Wielkim zwany, był takim pod wieloma względami, a nawet pod względem fizycznym. Delikatnego zdrowia, niesilnéj budowy, umiał zahartować się w wojnach, które przez lat 20 z przemagającym prowadził nieprzyjacielem, i dożył wieku lat 76.

Z trzystu Papieżów, którzy od czasów Piotra S. zasiadali na apostolskiéj stolicy, pięciu tylko dożyło albo przeżyło lat 80, mimo tego że tę wysoką godność w starości uzyskują.
Daleko częściéj troski przywiązane do posiadania władzy, skracały ludziom, zresztą silnym i zdrowym życie, jak posiadanie rozumu.

Głęboko myślący filozofowie odznaczali się podeszłym wiekiem, zwłaszcza kiedy ich umysł zajmowały roskosze wynikłe z badania natury. Górują pod tym względem Stoicy i Pitagorejczykowie, uważający jako zasadę mądrości, ujarzmienie namiętności i chuci zmysłowych. Świetny Apolonijusz z Tyany, śmiały podróżnik który dotarł aż do Indyj Wschodnich, przyjaciel cesarza Wespazyjana i taumaturga, to jest czarownik, chociaż burzliwe prowadził życie, jednakże nigdy nie odstąpił surowych zasad Pythagora, i żył przesło lat 100. Xenophilan z Kolofonii, także Pytagorejczyk, lekarz i założyciel sekty panteistów żył lat 106, Zeno, Demonax i Isokrates żyli po lat 100, Demokryt głęboki badacz przyrody, przytém pełen wesołości człowiek, żył lat 109; brudny ale wstrzemięźliwy Dyogenes, bijąc się z biedą i zimnem, dosięgnął lat 90, a Plato jeden z najszczytniejszych genijuszów, jakich Bóg na chlubę ziemi stworzył, najgorliwszy w nauczaniu professor, żył przy bardzo słabéj organizacyi przecież lat 81.

Nawet nowotniejsi filozofowie długiém cieszyli się życiem: Kepler, Bacon, Newton i Euler dożyli lat 90. Kant umarł w 81 roku życia. Göthe żył lat 92, a świetny Humboldt ma lat 89.
Pod względem długowieczności, francuzcy filozofowie prawie się odznaczają nad wszystkich innych. Mądry, genijalny, dowcipny i miły Fontenel żył lat 100, (1657 † 1757).
Formey, który napisał historyją prawa polskiego, żył lat 90, a Wolter pomimo złośliwości i słabości swojéj żył jednak lat 84.
Pomiędzy uczonemi, umysłowemi i utalentowanemi Polakami, odznaczyli się długowiecznością najwięcéj:
Ksiądz Zygmunt, Aleksander Nałęcz Włyński, proboszcz parafii Ś-go Floryjana na Kleparzu, professor Uniwersytetu Jagiellońskiego, znakomity tłómacz dzieł Orzechowskiego, który umarł w r. 1831 w Krakowie, mając lat 99 i miesięcy 10. Życie jego nacechowane było rzadką dobrocią i niezmordowaną pracą, do saméj śmierci zachował umysł przytomny, pogodny, a nawet wesoły.
Stanisław Trembecki, autor Zofijówki, jednego z najpiękniejszych poematów, jakiemi się szczyci literatura polska, pędził życie burzliwe; trzydzieści miał pojedynków o kobiety, namiętnie lubił grać w karty, a jednakże o mało co nie dożył setnych lat. Zachorowawszy mocno w pięćdziesiątym roku życia, i opuszczony przez lekarzy, sam się najściślejszą uratował dyjetą, i od tego to czasu nie używał na pokarm nic takiego coby, jak mówił, żyło; pił tylko wodę, mleko i bardzo wiele kawy. Zwyczajną jego strawą były żółtka jaj, owoce i wawrzywa; nie dotknął przecież nigdy grochu ani fasoli. Przekonanym był, że zachowując tę dyetę, dojdzie do wieku wojewody Szreńskiego, to jest do 140 lat życia. Utrzymywał nawet, że gdyby był od dzieciństwa takich tylko używał pokarmów, z pewnością byłby dosięgnął lat trzechset, jako kresu który natura wiekowi ludzkiemu oznaczyła. Wierzył zatém jak kapitan Rilley, w trzechwiekową długowieczność.
Ludwik Kropiński, dawny generał wojska polskiego, autor Ludgardy i niezmiernie tkliwego romansu Julii i Adolfa, przeżył rok 90.
Stefan Ręczyński, superintendent kościołów reformowanych w Litwie żył lat 99, i w ciągu swego sześćdziesięcio-kilko-letniego urzędowania był jednym z najpracowitszych uczonych i duchownych.
Marcin Bielski, Franciszek Karpiński, Jan Śniadecki, żyli przeszło po 80 lat; Jan Nepomucen Kamiński, Józef Maksymilijan Ossoliński, Jan Albertrandy do lat ośmdziesięciu, ksiądz Piotr Skarga Pawęski, Stanisław Staszyc, Szymon Syreniusz Syreński, Józef Jędrzéj Załuski, Jacek Przybylski, Jan Paweł Woronicz, Szymon Szymonowicz Bendoński, Fabijan Birkowski, Feliks Bentkowski przeżyli lat siedmdziesiąt i kilka.
Niedawno zmarły w Gdańsku zasłużony ksiądz Mrongowiusz żył lat 98.




A zatém zdaje nam się żeśmy dowiedli, iż rozum nie szkodzi ani życiu, ani zdrowiu; nie lękajmyż się tedy tak okropnie tego daru, najwięcéj nas do bóstwa zbliżającego, i nie myślmy żeby w głupocie były jakieś zatajone i głębokie zasoby zdrowia i życia.

W prawdzie między praktycznemi lekarzami, śmiertelność jest bardzo wielka, niestety! większa niż w każdym innym zawodzie.

Najmniéj lekarze stosować się mogą do prawideł hygieny, które przepisują innym; przytém nie ma prawie powołania, któreby za sobą pociągało tak wielkich wysileń ciała i duszy. Nawet nasz patryjarcha Hippokrates, o którym Hufeland mówi, że żył lat 104, nie przewodniczył nam wcale pod względem długowieczności, bo jak się wykazało z nowo odkrytych przez professora Lallemand źródeł historycznych, boski ojciec Hippokrates umarł w Larissie mając lat 80. Nie jeden lekarz polski doświadczywszy tysiącznych niesprawiedliwości i moralnych zgryzot lekarskiemu powołaniu towarzyszących, żył i żyje jeszcze daleko dłużéj.

Wszakże Dr. Broussonet (margrabia, który tytułu swego nigdy nie używał), mój professor w Montpellier, dostąpił lat 93 wieku, a całe życie swoje był czynnym jako podróżnik, naturalista, jako lekarz wojskowy podczas wojny i zarazy, jako professor kliniki i dziekan fakultetu lekarskiego w Montpellier.
Na czele krajów pod względem długości życia stoją: Szkocyja, Szwecyja, Norwegija, Anglija, środkowa Rossyja i bannat węgierski.
Człowiek w ogólności żyje dłużéj w krajach zimnych jak gorących, ponieważ w gorącym klimacie roztworzenie odbywa się z większą siłą. Najwięcéj przyczynia się do przedłużenia życia jednostajność atmosfery, szczególniéj pod względem ciepła i zimna, lekkości i ciężkości powietrza pod względem elektrycznym i magnetycznym. Ztądto kraje w których barometr, ciepłomierz, elektrometr, i magnetometr nagłym i znacznym podlegają zmianom, nie są przyjazne trwałości życia. Pod tym względem szczególniéj odznacza się terrytoryjum niemieckie, w którém położenie geograficzne utrzymuje ciągłą mięszaninę klimatów i ciągłą zmienność temperatury, gdzie częstokroć w jednym dniu mróz i największy upał bywa, i gdzie po pogodnym Marcu w Maju śniegi padają. Dla tego też limfatycznym niemcom zęby gniją a nogi tyją, brzuchy puchną a kości próchnieją.
I nasz klimat staje się niestety podobnym do klimatu niemieckiego, w miarę jak z obszaru krainy naszéj unikają lasy czyszczące powietrze, zasłaniąjące od powiewu rozkiełznanych wiatrów i zabezpieczające człowiekowi ubogiemu paliwo. O wpływie lasów na klimat różne są zdania. Lasy odwieczne wiele obszaru zajmujące, gęste, na wzgórzach położone zachowując śniegi, mogą dać powód do zatrzymania zimna, wilgoci, i niezdrowych wyziewów; ale takich lasów już u nas niema. Lasy dziś na równinach położone, niezbyt gęste i wielkie, nie tylko złego wpływu na klimat kraju nie wywierają, lecz owszem zatrzymując i stępiając siłę wiatrów, opierają się zziębnięciu atmosfery.
Ale jak nakłonić szlachcica naszego do ochronienia lasów? — „Po mojéj śmierci niech i potop przyjdzie! aprés moi le déluge“ — myśli sobie taki nie przezorny szlachcic, czerpiący jedyny urok życia w szampanie, w kartach i w towarzystwie bezmyślnych zbytkowników.
Mieszkańcy wsi i małych miasteczek cieszą się w ogólności dłuższém życiem od mieszkańców wielkich miast. W wielkich miastach rzadko kiedy ludność w dobrym jest stosunku do obrębu powierzchni i do hygienicznie zbudowanych domów. Zresztą jak to już wprzódy powiedzieliśmy, nie wszystkie na pozór piękne, kosztownemi wodotryskami ozdobione miasta, mają kanały któremi odchodzą nieczystości zarazę roznoszące.
Najstraszliwszy stopień ludzkiéj śmiertelności napotykamy pomiędzy niewolnikami i w domach podrzutków, w których jedna źle żywiona mamka karmi troje dzieci. A takie domy podrzutków istnieją niestety w bardzo wytwornie wyglądających miastach.
Ale za to znów nie jeden pustelnik i zakonnik przy najsurowszym sposobie życia, przy zupełném wyrzeczeniu się siebie, przepędzając życie na rozmyślaniu, połączoném z ruchem ciała i użyciem świeżego powietrza, doszedł wieku bardzo podeszłego. I tak apostoł Jan żył lat 93. Pustelnik Paweł, przy najsurowszéj wstrzemięźliwości i w głębi wilgotnéj jaskini, żył jednak lat 113; św. Antoni założyciel pierwszych klasztorów, sprzedawszy dobra swoje ukrywał się w ustroniach Tebaidy i walcząc z głodem i z wszelkiemi niewygodami, oddał się całkiem najsurowszemu życiu zakonnemu. Żył jednakże lat 105. W nowszych czasach przykłady takiéj długowieczności rzadko się wydarzają w klasztorach, zapewnie dlatego, że już w nich nie pojmują owej świętej abstrakcyi umysłu, owego religijnego wyrzeczenia się wszelkiéj światowości. [74]


Ale czemuż wielu Bogu lub nauce oddanych mężów, którzy z sobą zabierają do grobu dziewiczość ciała swojego, (wielki Newton i świetny Kant należeli do rzędu tych godnych ludzi) dostąpiło jednakże lat stu i więcéj życia, kiedy żaden że starych kawalerów, tak gęsto rozsianych po obszarze świata, nigdy nie dożyje podeszłego wieku?
Bo wielka jest różnica pomiędzy czynném wyrzeczeniem się; pomiędzy ofiarą zrobioną na chwałę Boga lub na korzyść nauki, a owém bierném wyparciem się odpowiedzialności za szczęście bliźniego swojego, które starego kawalera powstrzymały od zawarcia ślubów małżeńskich.
Bo egoizm ściska serce człowiekowi tylko dla siebie samego żyjącemu, bo pod oddechem niecnego sobkostwa, więdnieje, marszczy, zrasta się i kostnieje serce, ów szlachetny organ tak potrzebny do życia jak do uczuć!...
Serce jest źródłem pierwotném wszystkich ruchów żywotnych, główném narzędziem do udzielania samego życia wszystkim organom; ale w miarę posuwającego się wieku i zwiększającego się egoizmu, serce się zmniejsza, ściska, kostnieje a zarazem więdnieje, i to tak dalece, że nakoniec 8 razy mniejszą przestrzeń względem ogólnéj massy całego ciała zajmuje, niż na początku życia. Miąższość jego staje się coraz zbitszą i twardszą i w tym samym stosunku jak twardnieje powierzchnia, w podobnym stosunku osłabia się drażliwość, i nikną czucie, uczucia, miłosierdzie, przyjaźń a nawet miłość, owo ostatnie, pospolicie jeszcze w każdéj najstarszéj poetycznéj duszy drgające uczucie. Ubywają tedy coraz więcéj działające siły, a siły opierające się postępom życia wzmagają się. Toż samo dzieje się w całym systemie naczyniowym i we wszystkich organach ruchu. Wszystkie naczynia stają się coraz twardszemi, ciaśniejszemi, bardziéj pomarszczonemi i coraz niezdatniejszemi do czynności swojéj. Arteryje kostnieją, naczynia włoskowe zrastają się, i przez to najdelikatniejsze środki odnowy, drogi przystępu i przyswojenia z zewnątrz stają się mniéj przenikliwemi; a zatém tamuje się dopływ odżywiający z zewnątrz. Czułość tępieje, a z nią razem samodzielne siły nasze; w tym samym stopniu wzmagają się siły rozkładające, niszczące, siły mechaniczne i chemiczne, dybiące na owładnięcie atomów naszego ciała. W skutku ubytku sił nadających ruch, cierpią szczególnie sekrecyje, niezbędne do wydzielania cząstek zepsutych czyli do czyszczenia ciała. Skóra zamiast przepuszczać niewidzialnym potem, ciecze organizmowi już niepotrzebne, a zatém szkodliwe, staje się coraz ściślejszą, nieprzenikliwszą i niezdolniejszą do pełnienia funkcyj swoich. Nerki i pęcherz za nadto się już natężywszy przez to samo że skóra działać przestała, odmawiają pomocy, odchody urynowe są utrudnione. W płucach zatrzymuje się nieczysty śluz i dusi starca, nakoniec naczynia wyziewające kanału kiszkowego drętwieją i odchody stolcowe stają się coraz trudniejszemi. Soki skrzepłego starca są nieczyste, ostre, gęste, i obfite w cząstki ziemne. Ziemne części, mianowicie fosforany wapna, najnieprzyjaźniejsze wszelkim żywotnym ruchom, nabywają w ciele starca coraz więcéj przewagi; nareszcie widziemy go jeszcze za życia zbliżającego się szybkim krokiem do ostatecznego przeznaczenia, wracającego w głąb téj ziemi, od któréj nigdy duchem oderwać się nie umiał.
Otóż zgubne skutki tego życia pająkowego, bezuczuciowego, bezlitościwego, które nie jeden stary kawaler nieotaczający się miłością od siebie zależnych osób, wiedzie. Bóg pożytku z niego nie ma, bo egoista nie doznaje owych błogich religijnych wzruszeń, wykwitłych z wiedzy poświęcenia; ludzkość pożytku ze starego kawalera nie ma, bo on nie tylko się nie przyczynia do wzrostu pojęć i dążności moralnych, ale częstokroć jeszcze godzi na moralność niejednéj niezepsutéj istoty.
Biada temu starcowi kawalerowi, co przynajmniej w miłości nauk i sztuk pięknych nie umiał szukać roskoszy, i nie zabezpieczył sobie w czemsiś szlachetném i ludzkości pożyteczném odnowy dla uczuć serce poruszających: bo tego owładną przedwcześnie zimno ziemi i skamieniałości ziemskich cząstek.
A zatém wszędzie i zawsze mózg, władza myślenia, rozum, duch, ta wyższa i boska władza, którą człowiek w sobie sumienną pracą wyrobić zdoła, wpływa najwięcéj nie tylko na charakter, ale nawet na temperament i na konstytucyją człowieka, i najwięcéj się przyczynia do udoskonalenia i trwałości życia ludzkiego.
Dla czego człowiek, któremu natura nie udzieliła ani sierści, ani kopyt, ani kłów, ani rogów, lecz owszem organizacyją najdelikatniejszą i najwięcéj złożoną; dla czego człowiek u którego się wszystkie soki i części składowe najprędzéj niszczą, przewyższa jednak trwałością życia wszystkie rodzaje doskonalszych zwierząt?
Oto dla tego, że ma mózg, władze myślenia, rozum, ducha, który nie tylko wystarcza na własną obronę i na wymyślenie środków przechowania się we wszystkich najgorętszych i najzimniejszych klimatach, ale nawet zdolny jest zabezpieczyć byt, wychowanie i szczęście słabszym od siebie, upośledzonym od przyrody, starym, zgrzybiałym, chorym i nieszczęsnym istotom.
Ów mózg jest darem Boga cudownym, a ludzie nieumiejący go cenić są niewdzięcznikami.
Żaden głupi, żaden nieokrzesany, żaden próżniak (chociażby należeli do rzędu najbogatszych), żaden z ziemskiemi nagabywaniami walczyć nieumiejący lub niewprawiony człowiek, długo nie żył i żyć nie ma prawa. Gdzie prawo Boga i natury odmawia pomocy, tam odwołania do żadnych innych sił nie ma już, tam rozpacz, śmierć przedwczesna jest niestety konieczném następstwem!!!



Wykazuje się tedy z przykładów wyżéj wymienionych, że człowiek byleby nie był obarczony odpowiedzialnością za szczęście i byt zanadto wielkiéj liczby bliźnich swoich, byleby nie pracował zanadto, zwłaszcza umysłowo, przy mierném nawet wyżywieniu, przy ciągłéj czasami nawet wytężonej pracy, może żyć we wszystkich strefach umiarkowanie zimnych lat 100, a niekiedy nawet daleko więcéj.

Haller twierdzi i przekonywa, że człowiek zdolny jest dożyć do lat dwustu. Buffon dowodzi, wspierając się na prawach natury, analogiją porównawczą stwierdzonych, że człowiek zdrowo urodzony ma prawo żyć przynajmniej lat 90 do 100; i że tak długo żyje, jeźli choroby, przypadki, zmartwienia, głód, zimno i inne życiu zagrażające przypadkowości nie skrócą dni jego.

Tém prawem natury, według zdania najsumienniejszych i najtroskliwszych w badaniu przyrody fizyjologów jest: że każde zwierzę ssące żyje przynajmniéj pięć razy dłużéj niż potrzebuje czasu do wyrośnięcia wzdłuż, lub w górę. I tak potrzebują do wyrośnięcia w przecięciu: wielbląd lat 8; koń lat 5; wół lat 4; pies lat 2; kot miesięcy 18; królik miesięcy 12; świnka morska miesięcy 7.

Istotnie też doświadczenie wykazało, że: wielbląd żyje lat 40; koń żyje lat 25; wół żyje lat 15; lew żyje lat 20; pies żyje lat 10; kot żyje do lat 9; królik żyje lat 8; świnka morska żyje lat 6.

Ale mogą żyć i dłużéj o lat kilka, stosownie do długości czasu przez który rosły.

Człowiek, który w przecięciu potrzebuje lat 20 do zupełnego wyrośnięcia w górę, żyje w przecięciu pięć razy dwadzieścia lat, to jest lat 100.

Posiadamy zatém prawo wyraźne, które nam daje z przybliżoną pewnością miarę trwałości życia. Wszystkie fenomena życia czepiają się jedne o drugie ogniwami logicznemi i niezmiennemi; trwałość życia zależy od czasu, przez który trwa rośnięcie, a czas rośnięcia w niezmiennym zostaje stosunku z długością noszenia; długość znów noszenia zależy od wielkości wzrostu i t. d. i Bóg w ie ile nieodgadnionych tajemnic natury, zależy jeszcze od niepojętych proporcyj wzrostu, czasu i innych okoliczności fizycznych i chemicznych.

Ten sam Buffon, który odgadł prawa natury mierzące trwałość życia, opowiada nam jednakże z szczegółową starannością historyją konia, który żył lat 50.

„Otóż mówi Buffon, przykład konia, który żył lat 50, to jest dwa razy tyle ile zwyczajnie trwa życie tego zwierzęcia, a zatém analogija i tu potwierdza to, cośmy znali tylko dzięki niektórym faktom podobnego rodzaju, przytrafionym wyjątkowym ludziom. Tak jest, fenomenalne zwierzęta, tak jest fenomenalni ludzie mogą przedłużyć życie swoje w dwójnasób. Te przywileje natury wprawdzie tylko bardzo rzadko się zjawiają: są to wielkie losy w loteryi życia, wystarczają one jednakże do dania najsędziwszym starcom nadziei jeszcze dłuższego życia.“
Te słowa, w ustach tak genijalnego i sumiennego badacza natury, nabywają nieocenionéj wartości i wlewać powinny balsam pociechy w serca ludzi pragnących przynajmniéj dla potomków swoich większego szczęścia niż to, które my na tym padole nędzy, rozrywani namiętnościami, nękani trwogą, doświadczamy.
W inném miejscu mówi tenże sam wielki naturalista, którego nazwisko często z takiém ulubieniem wspominamy, ze łabądź najwstydliwszy, najłagodniejszy i najwspanialszy ze wszystkich ptaków, żyje dłużéj niż każdy inny ptak, niewyjmując wsławionych z długowieczności kruków, orłów i papug. Już wiemy, co nam Hufeland opowiedział o krótkiém życiu kłótliwego koguta i sprośnego wróbla: jakież prześliczne wykwitają rady dla nas rozumnych istot z tego, co nam nierozumne zwierzęta przez swe życie i obyczaje przedstawiają? Natura jest skarbem niewyczerpanym mądrości, bardzo mało znanym przez tych, co się silą na wyszukanie wykwintności, oddalających nas od wiecznie młodéj, świeżéj, dobroczynnéj a prostéj przyrody.

A zatém cóż zalecamy za bussolę życia tym którzy pragną przedłużyć je po za zwykłe rozmiary? Czy mamy powrócić do stanu naturalnego roślinności, do warunków w których żyją zwierzęta? czy mamy żyć w oderwaniu duszy od ciała jak owi anachoreci? czy mamy przepędzać nasz żywot bezwiedzowo, nie pytając o jutro, idąc poprostu za natchnieniem chwilówém, miarkowanem jedynie tylko przyjętemi w świecie prawami przyzwoitości? czy mamy bezprzestannie badać żywiołów pomocnych i szkodliwych, i w każdéj chwili istnienia naszego iść za radami podanemi nam przez hygienę?

Nie wiem jak odpowiedziéć na te wszystkie pytania, bo mierząc wartość życia według własnych moich uczuć, myśli i dążności, nie mogę się dokładnie wtajemniczyć w sprężyny życia ludzi, którzy długo żyli a już istniéć przestali.

Starcom zaś jak najszczęśliwszym i jak najrzeźwiejszym, którzy już nic działać dla spółeczności nie mogą, jeszcze nigdy nie pozazdrościłem życia.

Jedni pragną życia krótkiego, lecz pełnego silnych wrażeń, chwały i czynu; drudzy starają się o życie długie, ale ciche i spokojne. Częstokroć tamci, dłużéj żyją od tychtu i zstępują do grobu niechętnie; nie raz drudzy pomimo usilnych starań przedwcześnie do ziemi wracają, i żałują że tyle wywarli usilności na przedłużenie sobie niepotrzebnéj nikomu istnosci. Rzadko zaś który umyślném postępowaniem przedłużyć sobie zdoła żywota, bo rzadko kto przewidziéć potrafi jakie go spotkają od jego woli niezależące koleje.
Lecz życzyć sobie długiego, bliźnim użytecznego życia, jest zawsze cnotą.
A zatém w prawach życia honorowo pojętych, sumiennie wykonywanych, powinniśmy szukać jedynéj rękojmi życia i długowieczności.






LETARG

CZYLI


ŚMIERĆ POZORNA.




Pewne choroby mogą spowodować u człowieka stan bardzo podobny do śmierci, a temi są: apopleksyja, upojenie, ekstaza, epilepsyja, katalepsyja, histeryja, omdlenie, uduszenie, zmarznięcie, tetanos i pewne rany bardzo ciężkie. Ważną jest rzeczą umieć odróżnić śmierć pozorną od śmierci rzeczywistéj.
Twarz trupa ma zwyczajnie wyraz osobliwy, podobny do tego który lekarze nazywają hipokratycznym; cera jest blado-zielonawa, lub sinawa lub ołowiana, oczy są zapadłe, nos wyciągnięty. Ale te charaktery mogą się wydarzyć u bardzo chorych osób, a znów niektórzy ludzie nawet po śmierci zachowują zdumiewającą regularność wyrazu i barwę cery; istotnie wyglądają jak uśpione snem zdrowym istoty.
Nie tylko twarzą, lecz zimnem ciała, brakiem ruchu, zmysłów i woli, trup może być podobnym do człowieka bardzo chorego. Na większą zasługują uwagę charaktery trupiego oka, które jest zapadłe, sflaczałe i mdłe, jak gdyby całkiem nie było napełnione płynem przezroczystym. Ale i ten objaw nie zawsze towarzyszy śmierci, a może towarzyszyć uchodzącemu życiu.
Brak cyrkulacyi i oddechu, zawsze towarzyszy śmierci, ale cyrkulacyja i oddychanie może się odbywać tak wolno i niepostrzeżenie, że najlepszego lekarza zmysły nie wystarczą na ich odkrycie, a znów u osób uduszonych i omdlałych, te objawy życia ustają.
Sztywność członków zwana sztywnością trupią, jest daleko ważniejszą oznaką śmierci; istnieje ona zawsze po śmierci, i zaczyna się zawsze od szyi, od tułowa, potém przechodzi do ramion, a nareszcie do nóg; chwila w któréj się jawi ten objaw śmierci jest rozmaita, najczęściéj sztywność się jawi zaraz po zniknięciu ciepła. Trwanie także téj sztywności jest rozmaite. U młodych, silnych, na zapalne i krótko trwałe choroby umarłych ludzi trwa ona dłużéj, u ludzi zaś starych, osłabionych przez chroniczne choroby trwa tylko ona przez godzin kilka. Ustaje tym samym porządkiem jakim się zjawiła, a zgnililizna dopiéro nastaje po ustąpieniu sztywności. Jednakowoż w niektórych chorobach nerwowych, a szczególniéj w tetanosie, sztywność członków także ma miejsce, lubo wówczas trwa cieplik. Sztywność trupia raz przełamana w stawach już nie powraca, a sztywność nerwowa u osób pogrążonych w letargu wraca nawet po jéj przełamaniu.
Zmarźli ludzie ten sam przedstawiają fenomen sztywności, przytém jeszcze zimna, co w błąd wprowadzać może rozpoznawcę, jednakże członki zmarłego, przełamane w stawach trzeszczą, jak sztaba cyny gdy się ją zgina, co pochodzi ze złamania kawałków lodu które się ścięły we wnętrzu stawów. Sztywność trupia byłaby zatém charakterem nieomylnym i właściwym tylko trupowi; ale bardzo często rozpoznawca bywa przywołanym wtenczas gdy ona już przeszła.
Zgnilizna jest znakiem najpewniejszym śmierci, objawia się ona plamami modremi na brzuchu, późniéj za uszami w miejscach miększych, a nakoniec po całém ciele; a okazuje przez odstawanie naskórka który się w płatach oddziera i przez smród bardzo mocny. Gdy te znaki istnieją, można powiedziéć z pewnością, że śmierć nastąpiła. Wszelako zdarza się, że osoby na zgniłą gorączkę lub na gangrenę chore, przedstawiają coś podobnego do zgnilizny trupiej i potém przychodzą do zdrowia; ale takie osoby tém się różnią od trupa, że jeszcze oddychają, że krew w nich krąży, że sztywności trupiéj w nich nie ma.
Jakież tedy są pewne znaki śmierci? w interesie bowiem żyjących nie można trzymać gnijącego długo pomiędzy niemi.
Gdy wszystkie razem tutaj wymienione znaki istnieją, gdy zwierciadło nie pokrywa się żadnym śladem pary, gdy ciało nie zadrga za przybliżeniem rozpalonego żelaza, gdy się nie wzbudzi żadne uczucie drażniącemi substancyjami w nozdrzach; gdy elektryczność już żadnego wstrząśnienia nie wywrze. Każdy lekarz cokolwiek oswojony z widokiem trupów, rozeznać potrafi od razu smierć prawdziwą od pozornéj, a przypadki letargu trwającego dłużéj jak godzin kilka, były rzadkie i tak mało sprawdzane, że o nich prawie wątpić wolno.
We Francyi według 77 artykułu kodeksu cywilnego, wolno chować trupa dopiero w dwadzieścia cztery godzin, i lekarz na to naznaczony w każdym cyrkule lub gminie, powinien wprzód obejrzéć trupa i podpisać świadectwo śmierci.
Niemcy nadzwyczaj się lękają pochowania w letargu, i dozwalają pogrzebu dopiéru w siedmdziesiąt dwie godzin po śmierci. Nadto prawie we wszystkich miastach niemieckich, wystawiono obok cmentarzy domy przedpogrzebowe, w których się przechowują najwygodniéj w temperaturze na 8° Reaum. nieboszczyki przez całe trzy dni. a czasem i dłużéj. Ostrożność za daleko posunięta, i żyjącym nieraz bardzo szkodliwa.
W trupiarni w Frankfurcie nad Menem, istniejącej od lat pięćdziesięciu, najokazalszéj jaka jest, pozostającéj pod ciągłą opieką lekarza, któremu z zakładu wyjsć nie wolno, nie wydarzył się ani jeden przypadek letargu, lubo od czasu założenia znalazło w tym domu przed pogrzebaniem pomieszczenie przeszło trzykroć sto tysięcy nieboszczyków, i wpłynęło w tym czasie do czterech milijonów talarów komornego za trupów.
W Anglii płodnéj we wszystkie wymysły dążące do pewności i do wygody życia, i tak bogatéj w najrozmaitsze zakłady dobroczynne, nie pomyślano jeszcze o ustanowieniu domów przedpogrzebowych. Kto żyć umie pełnemi siłami, ten się śmierci nie tyle lęka, ile owi ludzie co całe życie przeroślinkują w płonnych marzeniach i w czynach wcale nieodpowiednich wysokości przyjętéj przez nich filozofii.



Zakupiona w roku 1836 przez Urząd Municypalny Miasta Warszawy z dochodów pokładnego possesyja Nr. 1360 i 1361, przy ulicach Wareckiéj i Szpitalnéj narożnie położona, na użytek pomieszczenia karawanów i efektów pogrzebowych przeznaczona, składająca się z zabudowań drewnianych starych i w takim stanie zaraz używalnych. po wybudowaniu w roku 1846 domu frontowego od ulicy Szpitalnéj przeznaczoną jest na kancellaryją i skład garderoby żałobnéj i innych efektów pogrzebowych, a w dziedzińcu wozownie i stajnie na składy karawanów i różnych sprzętów.
Dla zaradzenia przypadkom pogrzebania czyli pochowania ludzi w stanie pozornéj śmierci zostających, jako też dla zabezpieczenia ogółu ludności od wpływu szkodliwych wyziewów z ciał zmarłych, wystawiony został poprzednio w roku 1845, osobno na boku w téj possesyi masiv murowanéj, dom przed-pogrzebowy (Morgue), a to podług dyspozycyi Rady Lekarskiéj, w którym umieszczone zostały następujące oddziały:
1. Sala dla przechowywania osób w stanie pozornéj śmierci będących.
2. Sala dla wystawiania ciał osób z pochodzenia i nazwiska nieznajomych.
3. Sala do uskutecznienia sekcyi ciał.
4. Izba dla sługi pilnującego zmarłych pozornie.
5. Kaplica w któréj ubodzy zamiast w kruchtach mogą być po śmierci wystawiani przez czas przed-pogrzebowy.
Powyżéj rzeczony dom przedpogrzebowy nigdy jednak do tego przedmiotu nie był użytym, gdyż dotąd nie okazała się tego żadna potrzeba, lecz z powodu zjawionéj w Warszawie w latach 1849, 1852 i 1855 cholery morbus, mieścił się w tym domu oddział cholerycznych przy Szpitalu Dzieciątka Jezus urządzony, i choleryczni ubodzy starannie pielęgnowani byli przez komitet obywateli do tego wyznaczony.





O WPŁYWIE POKARMÓW NA CHARAKTER NARODOWY.



Niedawno temu podróżując w Stanisławowskiéj ziemi widziałem psy uganiające się za zającem, a w téj gonitwie brał udział duży i nadzwyczaj szybko biegający baran, który okropnie becząc docierał do zająca, i o włos że go nie wziął. Naturalnie, że widok barana pełniącego tak sumiennie obowiązki dobrego charta, musiał mnie nie mało zadziwić i pobudzić do badań fizyjologicznych.
Dowiedziałem się że nasz baran należący zresztą do najpospolitszéj rassy, wkrótce po urodzeniu swojém stracił matkę i wychowany został z przykładną pieczołowitością przez dziewki dworskie w kuchni. Apetyt do mięsa surowego i gotowanego, tak się potężnie odezwał w tém zwierzęciu, że pilnować musiano przed nim garnki i rądle, w których się gotowało lub smażyło mięso. Nawet się raz zdarzyło że łakomy baran porwał mięso z rożnem. Tysiące innych opowiedziano mi historyj, o łakomstwie, mięsożerności, sile i odwadze tego przeżuwającego zwierzęcia, które karmiąc się ciągle z psami i ucierając z niemi o kawał mięsa lub kości, nabrało wkrótce psiéj natury; samo z siebie na doskonałego wyrosło charta i nie jednego upolowało zająca panu swemu.

Nawet i przed wilkiem nie stchórzył ognisty baran, nacierał nań potężnemi rogami, walił go, na kark nie dał sobie włazić nikomu i do dziś dnia istnieje jako unikat w swoim rodzaju, jako dowód, że przeżuwające zwierzę jeść może mięso, i że tém nabiera siły, odwagi i instynktu tylko zwierzętom mięsożernym i drapieżnym przez naturę udzielonych.

Dodać tu musiemy jednakże, że wełna zgrubiała naszemu baranowi, i że ta ujemna własność przeszła także na jego liczne potomstwo.

Otóż widok i znajomość tego fenomenalnego zwierzęcia, naprowadza nas na tor myśli nadzwyczaj ważnych i tak żywotnych, że je natychmiast zastosować można do życia i szczęścia rodzaju ludzkiego. Myśli zaś te, jako zupełnie nowy sposób zapatrywania się na fizyologiją i na hygienę żołądka, podajemy pod sąd publiczności z usilną prośbą ażeby z nich korzystała, jeżeli zawierają w sobie coś dobrego.



Juz nam oddawna dowiedli uczeni, że organizm zwierzęcy a zatém i ludzki, otrzymuje przez najrozliczniejsze pokarmy zawsze te same najpotrzebniejsze mu żywioły, mianowicie azot dla tworzenia krwi, węglik dla tworzenia tłuszczu, wapno dla tworzenia kości. Nic jednakże dotąd nie mówili uczeni o różnicach objawiających się w naturze zwierzęcéj i ludzkiéj, w skutek rozmaitych sposobów żywienia, i te właśnie różnice i ich przyczyny będą tutaj przedmiotem naszych poszukiwań.

Mięso wilka zawiera w sobie też same chemiczne pierwiastki co mięso owcy, a jednakże przyrodą bardzo się różni owa drapieżna bestyja, od naszego łagodnego bydełka. Wyjątek tu może stanowi nasz heroiczny baran ze Stanisławowskiego, ale jeden wyjątek nie osłabia prawidła. Lecz nie tylko zwierzę od zwierzęcia, ale i człowiek od człowieka, pod tym względem bardzo się różnią.

Patrz na rumianego, buńczucznego pana, karmionego najwykwintniejszemi płodami najodleglejszych ziem i mórz, a spojrzyj na potulnego, wychudłego chłopka, żywiącego się ziemniakami, kapustą i odrobiną mleka. Tu z jednéj strony buńczuczność pochodzi z pełności krwi, obiegającéj z wielką siłą w żyłach; z drugiéj strony owa pokora wynika z niedostateczności pożywienia.
Na różnicę charakteru narodów, tak mocno w oczy bijącą jeszcze dzisiaj, wpływa oczywiście rozmaitość narodowych pokarmów i napojów; lubo znowu odwrotnie na wybór kuchni, wpływać może charakter narodowy. Owe wzajemne wpływy kuchni na charakter narodowy, zasługiwałyby na uwagę etnografów i historyków postępu ludzkiego. Kuchnia każdego narodu zależy od płodności i bogactwa jego kraju, od charakteru roślinności, od własnego swego charakteru, od swych sympatyj i antypatij, a nawet od przepisów religijnych i od praw politycznych. A lubo rozmaite kraje, nieraz zupełnie podobne wydają pokarmy, zdarza się jednakże bardzo często, że te same pokarmy w zupełnie inny sposób są gotowane, w jednym jak w drugim kraju. Jaka otchłań pomiędzy naszą a niemiecką sztuką mięsa i pieczenią!

Łatwość kommunikacyj, tak się szybko rozwijająca wpłynęła wprawdzie na zatarcie pewnych różnic w charakterze kuchni, ale nie w tym stopniu ile byśmy mogli sądzić z pierwszego pozoru; zawsze jeszcze pozostało każdemu krajowi pewne ulubienie dla takich a takich potraw, i to ulubienie jest ogólne we wszystkich stanach. U nas sam pan hrabia tak chętnie je barszcz, jak chłopek pracujący w pocie czoła na jego utrzymanie. W ogólności wszystkie plemiona słowiańskie bez żadnego wyjątku znamionuje najwydatniejsze ulubienie kwaśnych potraw. Rossyjanin, Polak, Czech, Morawianin, Czarnogórzec, Dalmata, Łużyczanin, Słowak, Illiryjczyk, Serb, Kroat, Sklawon, Krainiec, sporządza sobie swoje kwaśne potrawy z rozmaitych substancyj, z wina, ze śliwek, z ogórków, z kapusty, z ćwikły i z chleba, i obejść się bez nich nie może, choruje nawet gdy nie ma podostatkiém, tęschni, smutnieje, w szkorbut wpada. Zkąd pochodzi to ulubienie kwaśnych potraw i napojów właściwe tylko słowiańskim narodom?
Łatwo na to odpowiedziéć lekarzowi znającemu przyrodę chorób, od których chronią i z których wyleczają kwasy, to jest substancyje opierające się zepsuciu humorów i chorobom z nich wynikającym. Przyrodzona słowiańskiemu plemieniu nieruchawość i gnuśność usposabia do stagnacyi i zepsucia soków, a sam instynkt wskazuje środki. Otóż zapewnie w tém cała tajemnica kuchni słowiańskich i przyczyna pociągu do kwaśnych potraw.


W ścisłym rozbiorze kuchni narodowych należy się pierwszeństwo kuchni francuzkiéj i to pod każdym względem, bo nie tylko jest najrozmaitszą, najbogatszą, ale szczególnym charakterem lekkości i strawności napiętnowana.
Anglicy nazywają Francuzów pożeraczami żab i zup, ale zapewnie nie dla tego, że wszyscy Francuzi tylko żabami i zupami żyją, tylko dla tego, że wielu Francuzów z niewinnych lekkich zwierząt, z których Galwani wyciągnął jednę z najważniejszych prawd fizycznych, tyle wyciągnie pożywienia, ile mu starczy na owe czynne i dzielne życie, które znamionuje ten naród. Francuz lubi lekki żołądek i lekką głowę, i nie obarcza swego brzucha za nadto wielką pracą. Lekkie wino przyspiesza trawienie do tego stopnia, że prawie nigdy stagnacyj żołądkowych, konstypacyj czyli zatwardzeń i hemorojd nie doznaje.
Przed śniadaniem i obiadem gorzałki nie pije, tylko czasem w dnie bardzo zimne lub bardzo gorące pije kieliszek absyntu, to jest wyciągu piołunowego z anyżkiem, z większą lub mniejszą ilością wody, jak do pory roku.
Kto kiedy śniadał lub obiadował na bulwarze Paryża, zwanym Włoskim, ten poznał bogactwo i przepych francuzkiéj kuchni. Z wszystkiego pięknego i dobrego ekstrakt, z niego najsilniejsze buliony, przytém wyborne chłodzące warzywa, wyśmienite sałaty i karczochy.
Prawda całe królestwo zwierzęce przykłada się do ozdobienia, urozmaicenia i zbogacenia tego stołu, nawet zwierzęta bezgrzbietne. Masz tam aktinie czyli gwiazdy, gwoździki, niedźwiadki morskie, są skorupiaki najrozmaitszych kształtów, samych raków od wielkich jak zające, do maluczkich jak chrząszcze kilkanaście rodzajów, przytém krabby czyli raki kieszonkowe, owady i najrozliczniejsze mięczaki, od zielonéj ostrygi ostendyjskiéj, aż do purpurowych mytillów czyli daktylów morskich.
Francuzi odkryli tajemnicę użyteczności tych wszystkich istot; pod ich ręką każda nabiéra wybornych zalet, to jest przykłada się potężnie do wzniecenia apetytu lub do trawienia, albo téż staje się doskonałym pokarmem.
Musi być dobra kuchnia Francuzów, kiedy tyle sił udziela, że równo ze świtem wstają, na czczo idą do pracy, i prawie do południa w niéj wytrwają nim do śniadania usiądą.
Wszystkich romańskich ludów kuchnie mają coś z sobą wspólnego, przynajmniéj charakter ich zupełnie jest jednakowym. Portugalska, hiszpańska i włoska kuchnia zbliżają się do siebie, ale że niebo tych krajów jeszcze cieplejsze od francuskiego i krew w szybszy bieg wprawia, więc wymienione ludy jeszcze z większém jedzą umiarkowaniem od francuskiego, wstrzymują się od potraw mięsnych, na co im zresztą służą owe częste susze i posty przepisane przez Kościół Katolicki Rzymski. Włoch wyżyje doskonale polentą, makaronem z mąki kukurydzowéj sporządzonym, owocami, wodą z winem i kawą, do któréj dodaje czekolady umyślnie aby ją osłabić.
Hiszpan obywa się swoją ollą podrydą, rodzajem bigosu, do którego wchodzi dwadzieścia siedm różnych rzeczy, ale nie mięso. Trudno sobie wystawić jak ta postna potrawa jest smaczną i pożywną. Tygodniami całemi żyliśmy nią tylko w ciągłych pozostając marszach i bezustannie ucierając się z nieprzyjacielem.
Gdyby gorąco-krwiste ludy Południa europejskiego w tym stopniu mięso lubiły ile północne, wówczas ich dzikość przeszłaby drapieżność ludożerców. Zbawienny wpływ instytucyj religijnych hamuje tutaj człowieka, i nie da mu rozpasać się na mięso. Południowiec nie pije wódki, domięszywa wodę do wina, zagrzewa się do boju i do wysileń kawałkiem słodkiego czosnku, lub téż kilkoma strączkami niedojrzałego pieprzu tureckiego.
Zapuśćmy się jeszcze głębiéj na południe, aż do Algieryi i do państwa Marokańskiego.
Turecko-maurytańska kuchnia tak jest pstrą i dziwacznie urozmaiconą, jak charakter Osmanów; wchodzą w nią cielęcina, baranina, kury, ryby, owoce, jarzyny, sałaty, sér, mleko, miód, cebula, bardzo dobre napoje sporządzone z damasceńskich śliwek i zaprawione olejkiem róży, bursztynu i aloesem. Narodową potrawą wszystkich zwolenników Mahometa od Atlasu aż do Chin, od Bałkanu aż do Sahary jest pilau, to jest ryż gotowany w tłuszczu baranim, maśle i oliwie a zaprawiony szafranem. Kawa i fajka są uniesieniami, bez których żaden Osmali najbogatszy i najuboższy nie obejdzie się. Po długich postach zgłodzony Turek, Maur, czy Arab, chwyta najprzód za fajkę któréj sobie podczas postu odmawia, a potém dopiéro pomyśli o chlebie.
Większą połowę dnia strawi Osmalin na marzeniach przy fajce narkotykiem zaprawionéj i myśli o niebieskich migdałach lub o roskoszach czekających go w niebie z huryskami; dla tego téż nieudolnym jest w praktyczném życiu człowiekiem i bytu politycznego, samoistnego nie osiągnie, żeby go Bóg wié jakie siły na nogi stawiały.
Jeszcze skromniejszym w swych gustach jest Indyjanin z Indyj Wschodnich. Odmawia sobie mięsa i wszelkich napojów upajających od kolebki aż do grobu, i pod względem fizycznym stoi jako przykład naśladowania godny, bo tém umiarkowaniem w jedzeniu i piciu zdobywa niepospolitą piękność, siłę i rzeźwość.
Wszelako i to plemię liczne, bogate, bitne, które nieraz zasłynęło w historyi świata świetnemi czynami, w starciu z europejską oświatą ulega obcemu wpływowi i codziennie traci więcéj ze swego bytu politycznego. Nie przypisujmy tego niemęztwu Indyjanina, bo na licznych punktach w otwartéj walce okazałe dał dowody waleczności i poświęcenia, lecz raczéj przypiszmy to chytrości owego wroga, owego zimnego kupca, który zagrzewany nieugaszoną chciwością zysku do wszystkich się uciekał najnikczemniejszych sposobów, aby rozdwoić i ujarzmić szlachetne plemię Bramy; przypiszmy to organizacyi wewnętrznéj, rozdzielającéj naród na tyle rozlicznych kast, zaklętych w rozdwojeniu starodawnemi przesądami. Byłoby już uległo indyjskie plemię, gdyby mu umiarkowanie i trzeźwość nie udzielało mocy i wytrwałości.
Teraz przejdźmy do Anglii, do ciemiężcy walecznego Indyjanina.
Anglik jest mięsożerném stworzeniem, a jego kuchnia więcéj do jatek jak do czego innego podobna. Francuz stara się wyciągnąć z mięsa essencyją, pożywny i łatwy pokarm do strawienia t. j. osmazom. Anglik stara się utrzymać całą siłę w skupieniu z włóknem mięsa. Wołowina w postaci na pół surowego bifsztyku i rostbifu jest narodową potrawą Anglika; i jéj to on zawdzięcza honorową nazwę John Bulla, z któréj tak się szczyci jak Francuzi nazwą wielkiego narodu. Leopard Brytanii jest niepoprawionym mięsożercą, i prócz swego wołu nie lubi jak swój plum-pudding prawie tak twardy i ciężki jak ćwiartka wołowiny. Karaibskim ludożercom wyrastają psie zęby w skutek ich obrzydliwych uczt, ja sądzę, że ze zbytniego używania mięsa wyrastają Anglikom owe długie zęby, przez które się przekrada ich niewyraźna mowa jak przez palisady. Napoje Anglika tak są silne jak jego pokarmy. Do najlepszych win dolewa mocną jamajską wódkę, odurzający porter i ale są jego najsłabszemi napojami, herbatę zaś tak pije mocną, że na garniec wody wychodzi funt herbaty.
To téż nie wiele poezyj w teraźniejszéj Anglii, i poeta jest tu uważanym za chorobliwą istotę; ale za to Anglik jest najpraktyczniejszym i najprozaiczniejszym kupcem, żeglarzem i fabrykantem na świecie, i tym pragnie być przedewszystkiém.
Amerykanin północny jedno-plemiennik Anglika, równie jest sprężystym jak on, ale jeszcze chciwszym i podstępniejszym. Ciągła niespokojność, czynność i zimny klimat nie pozwala Amerykaninowi z Północy utyć, pomimo najtłustszéj wieprzowiny którą się żywi, a nieskończona ilość sznapsów, któremi bezustannie krasi życie, utrzymuje go w ciągłéj czynności i ruchliwości.
Literatura uciekła w Ameryce północnéj całkiem do płci pięknéj, piękna Mistriss pisze romanse, w chwili gdy jéj prymką żyjący małżonek spekuluje i szachruje.
W Niemczech, gdzie właściwie żadnéj nie ma narodowości, można przecież jeszcze mówić o prawdziwie narodowéj niemieckiéj kuchni, ale z niewielkiém poszanowaniem.
Kartofel, kiełbasa i piwo, są najulubieńszém pożywieniem każdego niemca, do jakiejkolwiek należy klassy ludu, czy jest baronem, czy jest baurem, czy filozofem.
Niemcy przezywają się pomiędzy sobą bardzo słusznie Hanswurstami, a Hans Wurst znaczy Jan kiełbasa, tak dobrze jak John Bull, znaczy Jan Byk, i jak Monsieur Jean Potage, znaczy Pan Jan Zupa.
Zachodzą jednakże pewne różnice pomiędzy kuchnią południowych a północnych Niemiec: Nadreńczyk jé dobrze z francuzka i pije wino, Bawarczyk przepada za tłustemi klopsami i leberklumpsami, Szwab za potężną kluską, Wiedeńczyk za ciastem, którém nawet swe pieczone kuraki i inne pieczyste jak najsumienniéj obwija. Szpetność Turyngczyków przypisuje Goethe używaniu mącznych potraw, dobroduszno-jałową lirykę szwabską wpływowi kartofli, a posępność i tępość Bawarczyków nadużyciu owego ciężkiego piwa, które niekiedy i u nas staje się coraz więcéj narodowym trunkiem. Wiedeńczyk przekłada wino nad piwo, i dla tego jest najweselszym, najwięcéj uprzejmym i przyjacielskim ze wszystkich Niemców, wyjąwszy Nadreńczyków, i temi zaletami nawet się zbliża do Francuza. Westfalczyk żyje szynkami i tęgim pumperniklem, i dla tego jest silnym i brutalem. Hamburczyk żywi się po angielsku, i tém sobie zdobył wszystkie ujemne i część dodatnich cech Anglika. Z téj tu strony Elby ustaje wszelka wspomnienia godna kuchnia. Prusacy żywią się obrzydliwie, czy to w Berlinie, czy w Królewcu, (gdzie tyle dobrych ryb morskich); czy to we Wrocławiu, czy nawet w Poznaniu obok wybornéj kuchni polskiéj. Zdaje się, że ciągłe palenie ordynarnego tytuniu, życie sedentarne i bezustanne niepraktyczne filozofowanie, stępia Niemcom smak pod fizycznym i moralnym względem. Najlepsze mięsiwo, najlepsze ryby stają się w ich kuchniach wycieńczoną, wstręt wzbudzającą potrawą. To téż Prusak jest bojaźliwém, oschłém, w nic szlachetnego niewierzącém, pyszniącém się i niesłychanie zarozumiałém stworzeniem, a bohaterowie ich ulubionych poezyj, panowie Nante, Brennecke i Pietsch, cuchną berlińską kiełbasą z czosnkiem.
Nie znam ludu prostego któryby tak się żywił suto i obficie jak Madziary Kieczkiemetu, dzicy Guliasi bagnisk Balatonu i owe Centaury z dzikich step Czykoczu: górale Badaczai i Busteru. Wędzona wołowina, wyśmienita papryką pieprzona słonina, gryząca bryndza, mocne wina i napoje zaprawne aromatycznemi i gorzkiemi ziołami, są ich codzienną strawą. Owe potrawy nadają Madziarowi niepospolitą siłę, dumę i ognistość, ale usposobiają ich także do owéj niesłychanéj gwałtowności, która im jest właściwą, nawet do okrucieństwa i do zbójeckiego życia, które tak wieść lubią.
Niemiecki mieszczanin osiadły pomiędzy Madziarami żywi się kluskami, leguminkami, gęsiną, koziną, i lekkiém winem, dla tego téż jest łagodnym, uprzejmym i pracowitym, a co do waleczności tęższym od reszty Niemców.
Biédny zaś Słowak, pierwotny mieszkaniec téj pysznéj krainy, odsądzony od piersi swéj matki, przez dzikich synów Atylli, żywi się dziś nadzwyczaj nędznie ziemniakami, a częstokroć tylko dzikiemi ziołami, jak komosą, pokrzywą i lebiodą. Dla tego téż biedny Słowak jest słabém, potulném, dobrotliwém stworzeniem, nigdy on nie zabija, ale zawsze żebrze, a kiedy może to i ukradnie.
Otóż nie wiem czy gdzie się uwydatnia jaśniéj wpływ różnorodnéj kuchni na charakter narodów, jak w Węgrzech zamieszkałych przez sześć milijonów Giermanów i przez więcéj jeszcze Słowian.
Żyją na téj saméj ziemi, pod tém samém niebem, i pod wpływem zupełnie tychże samych instytucyj politycznych i religijnych, jednakże do siebie zupełnie niepodobni, bo Madziara charakteryzuje waleczność, Niemca pracowitość, Słowaka owa bierna dobrotliwość niemocy.
A zkąd to pochodzi taka w oczy bijąca różnica?
Nie waham się odpowiedziéć, że ze sposobu żywienia się.
Kuchnia prawdziwie rossyjska w prowincyjach środkowych, jest obfitą, pożywną i dosyć urozmaiconą. Szczy i kisłowszczy, kwas, i kisiel (sołoducha), są napoje i potrawy kwaśne wyrabiane z chleba, z mąki żytniéj lub kartoflanéj, i z kapusty, i wiele się przyczyniają do wzbudzenia apetytu i do strawności. Rozmaznia czyli kleik, łapsza czyli makaron, studzień czyli galareta z nóg wieprzowych, pław czyli baranina z ryżem, różny piróg z mięsem, kapustą, jarzyną i kaszą, bliny czyli pirogi z rybą, pirożnoje czyli leguminy, bałyk czyli jesiotr wędzony, ikra czyli kawior, ryba sterlet, chołodnoje czyli potrawa z prosięcia z chrzanem, sous, potrawa z mięsa siekanego z jarzynami, herbata prawie nigdy nie znikająca ze stołu, oto żywioły kuchenne Rossyjan, jak mówię nie szczególnie smaczne dla wykwintnego podniebienia, ale posilne i zdrowe, i łatwo w krew wchodzące.
To téż Rossyjanie gdy dobrze się nakarmią, chętnie i dzielnie pracują: a górują we wszystkich pracach wymagających wiele siły, mianowicie w mularstwie, w ciesielce, w grabarce i w ogrodnictwie. Długotrwałéj zapalczywości w nich nie ma, bo kwasy odbierają krwi ognistość, ale skłonni są do gniewu, bo znów nadużywanie herbaty draźni serce i wątrobę. Siła u nich wielka, bo i pokarmy ją udzielają i nawyknienie do pracy ją ćwiczy; zdrowie wyborne, bo skóra kąpielami parowemi często odświeżana, przepuszcza wszelkie niezdrowe substancyje z łatwością i dopomaga odnowie całego ciała.
Teraz przejdźmy do naszéj polskiéj kuchni. Kto jéj nie odda pierwszeństwa nad wszystkiemi innemi, gdy ją pozna u naszych bogatszych obywateli wiejskich, u dygnitarzy, u bankierów, albo nawet tylko w lepszych restauracyjach warszawskich?
Kuchnia polska, któréj podstawą są nasze wyśmienite barszcze z uszkami, zawijane zrazy, huzarskie pieczenie, hultajskie bigosy, nadto przyjęła do siebie i mieści w sobie wszystko co tylko wymyślono pod obcém niebem dobrego do jedzenia i picia, odległość nie była w tym względzie żadną zawadą. Sosy wschodnio-indyjskie z Kalkuty, z Madrasu, wino z Malagi i z Cypru, z Przylądka Dobréj Nadziei, i z Madery, porter i piwo z Anglii, ostrygi z Belgii, ryby z Kanady, i kawior z Wołgi, dalibóg! Polak uczy się jeografii żołądkiem, wcale nie wysilając rozumu; Polak zjada najlepsze rzeczy jakie Bóg stworzył i ludzie wymyślili; na stole Polaka spotyka się rostbif angielski z makaronem włoskim, wita się hollenderski śledź z wiedeńskim kurakiem, całuje się francuzka żulienka z szarlotką ruską, czasem nawet szczupak po żydowsku, zawsze przyjaźń z westfalską szynką.

Bardzo miły widok eklektyzmu kuchennego i żołądkowego kosmopolityzmu przedstawia nasza kuchnia.

To też odbicie tego eklektyzmu kuchennego widziemy jasno w charakterze naszym: jesteśmy dobremi lingwistami, umiemy się wtajemniczać w ducha narodowości wszystkich krajów i stref globu ziemskiego, wiele czytamy podróży, lubimy podróżować wszędzie, wracamy do kraju i z rozrzewnieniem mówiąc: „Wszędzie dobrze ale w domu najlepiéj!“ tęschniemy za granicę, przyswajamy sobie cnoty wszystkich prawie narodów, umiemy być wyjątkowie pracowitemi jak Niemiec, czynnemi jak Francuz, słownemi jak Anglik, muzykę i sztuki piękne umiemy uprawiać jak Włoch, roskoszujemy się w poezyjach bohatérskich jak Hiszpan. Wprawdzie i przywary tych narodów wsiąkają w nas niestety....
A zatém dobra jest, wyśmienita, nader postępowa i cudnie kosmopolityczna owa kuchnia nasza, szkoda tylko, że jeszcze niedostatecznie rozpowszechniona na obszarze kraju naszego.
Na cztery milijony ludności żyjącej w Królestwie Polskiém będzie najwięcéj ośmset dobrych polskich kuchni. Po najściślejszém, najsumienniejszém obrachowaniu do tego doszliśmy statystycznego pewnika. Jedna polska kuchnia wypada na pięć tysięcy mieszkańców. Ten stosunek zdaje się niewłaściwym, nawet rażącym, ale policzmy ubogich w naszym kraju żyjących, policzmy chłopków i drobnych mieszczan żywiących się byle jak, policzmy żydów żyjących potrawami nigdy się na stół polski niejawiącemi, policzmy nareszcie skąpców którzy wolą zjeść u sąsiada jak u siebie: a przyznamy, że u nas na pięć tysięcy ludzi wypadnie zaledwie jedna polska kuchnia, to jest kuchnia w któréj dobrze i obficie gotują.
U nas lud często głodny, przynajmniéj niedostatecznie żywiony, dla tego jest potulnym, ale niedowierzającym, słabym, do pracy nieraźnym i z własnéj woli nic dobrze zrobić niezdolnym. Patrzcie jak jego ziemia źle zorana, jak jego konie niegodziwie zaprzężone, co chwila stawać musi i klnąc w niebogłosy naprawiać zaprząg. Dopiéro przez dobry byt i w skutek sprawiedliwego i sprężystego z nim postępowania, rozwija się w naszym chłopku przystojność, wesołość, sumienność, a nawet czasem, ale bardzo rzadko, prawdziwe zamiłowanie do pracy.
Ale z czego żyje pospolicie ten nasz biedny chłopek?
Na przednówku z dzikich chwastów i korzonków, z korzenia czerwca, z lebiody, z komosy, z pokrzywy, [75] podpłomyk owsiany jest dla niego specyjałem, a na Wielkanoc kawałek najobrzydliwiéj czosnkowanéj kiełbasy, jest dla chłopka naszego ' 229]ambrozyją, wódka zaś szumówka (śmierdziocha) jego bezprzestannym nektarem.
Prawda że po części sobie samemu winien nasz chłopek, mógłby jéść daleko lepiéj, gdyby wszystkich swych pieniędzy i zasobów nie przepijał.
Aleby wtenczas propinacyja daleko mniéj czyniła.
Dopóki pozostanie w interesie pieniężnym panów, żeby ich poddani pili jak najwięcéj wódki, dopóty chłop będzie głodnym, obdartym, nieufnym i gnuśnym, pan zaś zakłóconym ze swém sumieniem lub przynajmniéj z religiją i loiką; dopóty téż będzie nam wolno wątpić o szczerości dobrych chęci, któremi się panowie świadczą.






O FAŁSZOWANIU POKARMÓW.



Smutną to lecz niezawodną przyznaną prawdą, że w naszych czasach oszukaństwo wszelkiego rodzaju do tego stopnia wzięło górę, iż się już nawet na fałszowanie chleba codziennego targnęło.
Ale jeszcze smutniejszą i również niezawodną jest prawdą, że nawet postępy w naukach specyjalnych częściowo do tego tylko służą, żeby z tego skorzystała sztuka oszukańcza, rozwijająca się tak hardo i wspaniale pod protekcyją chemii i fizyki.
Do czego się zniżają nauki? do czego się wznosi oszukaństwo?
Wybaczylibyśmy jeszcze, gdyby sztuka fałszowania wywierała się tylko na przedmioty, służące do uwykwintnienia życia; ale tu się dzieje zupełnie inaczéj; chemija usłużną podaje rękę przemysłowcom, bogacącym się kosztem zdrowia i życia naszego, artystom żywiącym nas od pewnego czasu najzupełniéj bezkarnie pokarmami nieposilnemi, niezdrowemi.

Nic nie uszło bystrego oka oszukańców, z czego tylko najmniejszy wyciągnąć można zysk zatruciem bliźniego: nie tylko fałszują wina, likiery, korzenie, herbatę, kawę, cukier, lecz nawet mięso, chleb i piwo.

Gdy widzimy około siebie wszystkie żywioły zniszczenia rozkiełznane i godzące na nas, powinnibyśmy nareszcie wyjść z osłupiałości i uznać, że zaznajomienie się z przyrodą tych żywiołów, jest konieczną powinnością człowieka umiejącego sobie zdać sprawę z praw swoich i dbałego o swe własne przechowanie. W stanie obecnym oświaty prawdziwéj czy fałszywéj, korzystnéj czy szkodliwéj, nie można już żyć tak naprzód idąc obcessowo za natchnieniem każdéj chwili, i poruczając swemu zwierzęcemu instynktowi odpowiedzialność za wybór środków do życia.

Potém, nie każdy człowiek posiada ten zwierzęcy instynkt; oświeceńszy człowiek ma go nadzwyczaj mało, i u niego on tak jest niewyraźnym, że w niczém ufać mu nie można. Człowiek pojmujący jakkolwiek poważnie zadanie życia, poczuwający się do odpowiedzialności za swe własne czyny i opiekujący się losem mniéj silnych od siebie, mniéj dzielnych i rozumnych istot, powinien się znać na wszystkich sposobach, za pomocą których można wyśledzić sfałszowanie najpierwszych, do życia niezbędnych artykułów życia.
Zresztą, tą jedynie zabiegłością o nasze własne zdrowie musimy zapobiedz szerzeniu się tak nikczemnego fałszerstwa. Władze krajowe postanawiają prawa przeciw fałszowaniu i kary przeciw fałszerzom wymierzają, gdy ich na gorącym uczynku złapią; ale jakżeż łatwo fałszerz obchodzi prawo? ileż to nie posiada zręczności do uchylenia się z pod kary?
Publiczność powinna tutaj przychodzić władzom w pomoc, powinna się opiekować sumiennemi kupcami wytykając złych, wystawiając ich na potępienie.
Lecz na to potrzeba przedewszystkiém wyzwolenia się z pod władzy nierozsądnych przesądów, a potém owéj śmiałości i pewności siebie, jakie człowiekowi udziela przekonanie, że się zna na rzeczy.
Fałszowania odbywają się na trojaki sposób:
1) Przez przymięszanie substancyj tanich, powiększających massę i ciężar.
2) Przez przymięszanie ciał powracających barwę naturalną wypłowiałym substancyjom lub nadającą im tę barwę. Ciała do tych fałszowań używane prawie bezwyjątkowo niebezpieczniejszéj są przyrody, składają się bowiem z czerwonego niedokwasu ołowiu, z miedzi, z merkuryuszu, a nawet i z arszeniku.
3) Trzeci sposób fałszowania odbywa się przez przymięszanie substancyj, poprawiających towarowi zapach i smak, i niemniéj jest niebezpiecznym w skutkach swoich.
Do wyszukania wszystkich tych sfałszowań służy częścią mikroskop, w obecnych czasach tak tani i dobrze zastosowany do wszystkich nauk, potém reagencyje chemiczne, nadzwyczaj proste i żadnego nie kosztujące zachodu.

NAJWAŻNIEJSZE POKARMY PODPADAJĄCE SFAŁSZOWANIU.


1) Arrow-Root, jest to mączka wydobyta z korzenia kilku roślin indyjskich (mianowicie z Marantha Indica i Arondinacea). Wyborny to pokarm szczególniéj dzieciom, konwalescentom i ludziom słabéj strawności zalecany, ale niestety, aż zanadto łatwo fałszować się dający przez przymięszanie mączki kartoflanéj, mączki pszenicznéj i tak zwanego Sago.
Pod mikroskopem prawdziwego Arrow-Roota ziarenka są zawsze mniejsze i przezroczystsze od ziarek mączki kartoflanéj i wszystkich innych mączek nawet Lupiny.
Pod reagencyjami: arrow-root inną mączką zaprawiony i gotowany w wodzie z dziesiątą częścią kwasu siarkowego wydaje zapach nadzwyczaj nieprzyjemny i zupełnie specyficzny, gdy tymczasem czysty arrow-root jego nie wydaje. W alkoholu lub w czystym winnym spirytusie mąka kartoflana rozpuszcza się na bardzo ostry oléj, co się nigdy nie dzieje z arrow-rootem.
2) Czekolada i kakao są w stanie niesfałszowanym pokarmami nader zdrowemi, pożywnemi i smacznemi, ale także są wystawione na rozliczne sfałszowania. Mąka, mączka, cukier, czasami tłuszcz, zwyczajny łój, czerwona ziemia, a nawet czerwony niedokwas ołowiu, minija i kreda służą na poprawienie lub uzupełnienie kakao i czekolady.
Dla wyśledzenia przytomności tłuszczu zwierzęcego należy naskrobać cokolwiek kakao lub czekolady, rozpostrzéć to na papierze i wystawić na działanie powietrza w miernie ciepłém miejscu; zwierzęcy oléj lub tłuszcz w krótkim czasie zgoryczeje, a prawdziwe masło kakaosowe pozostanie zawsze słodkiém i żadnego nie nabierze zapachu.
Na wodzie gotowanego czystego kakao osiadają na powierzchni bardzo małe kulki tłuszczu; jeśli te kulki są większe i spłaszczone, wówczas można się domyślić że się składają z tłuszczu zwierzęcego.
Mączka przymięszana do kakao tém się wyśledza, że gotowane kakao staje się gęstém, kaszkowatém.
Mineralne substancyje dają się wyśledzić przez spalenie na popiół; wówczas za pomocą reagencyi można ich obecność wykryć.
3) Chleb. Nie mówimy tu już o przymięszaniu do chleba grochu, kartofli, ćwikły, a nawet kory brzozowéj (zawierającéj istotnie odrobineczkę części pokarmowych), aż zanadto często konieczném podczas głodu; przymięszania te dopełniane z przezornością, nie mogą wywrzéć szkodliwego wpływu na zdrowie.
Mówimy tu o fałszowaniach niebezpiecznych, w celu oszukańczym wykonywanych. Obecność potażu w chlebie wyśledzamy przez nalanie wody gorącéj na kawałek chleba, i pozostawienie téj wody w spokojności aż do ostudzenia. Potém wkłada się w tę wodę kawałek lakmusowego octem zaczerwienionego papieru. Im prędzéj barwa czerwona zamieni się na modrą, tém więcéj jest potażu w chlebie. Magnezyja udziela złéj mące lepszego pozoru, tę można wyśledzić smakiem, albo téż spaleniem na popiół funta chleba: natychmiast ukaże się w popiele magnezyja. Ałun nadaje także stęchłéj mące białości i pozornéj smakowitości.
Można go z łatwością wyśledzić za pomocą rozpuszczenia chleba w wodzie, przefiltrowania téj wody, wygotowania jéj i pozostawienia w spokojności dla skrystalizowania. Ałun zaraz się zetnie w owe piękne znane nam kryształy. Nawet miedź jest używana we Francyi i w Belgii do nadawania chlebowi pulchności, ciężkości i białości. Przy paleniu takiego chleba dają się spostrzegać tu i owdzie zielone płomyki. Wyśledzić także można obecność miedzi w chlebie przez macerowanie go aż do skwaśnienia w wodzie, potém odlewa się ta woda i w nią się kładzie mały dobrze wystrugany patyczek dębowy. Jeśli drzewo pokryje się barwą czerwonawą, natenczas wątpić nie można o obecności miedzi w chlebie. Kreda, wapno, gips i proszek z kości bywają najczęściéj przymięszywane do chleba. Przez maceracyją i kłócenie opadają te substancyje na spód. Ałun także można było nieraz znaleźć w chlebie, nadaje on mu białość i własność zatrzymania w cieście więcéj wody niż potrzeba.

4) Cukier może i prawie zawsze jest fałszowanym, lecz nie ten co się w głowach dla bogatszych sprzedaje, tylko ten co sprzedają ubogim w kassonadzie, w ułamkach, w farynie i w mellasie.

Mikroskop wykazuje w tym towarze następujące organiczne i nieorganiczne substancyje: 1 organiczne; kawałki trzciny cukrowéj, cukier rodzynkowy, roślinne białko, krew, grzybki cukrowe, włókna roślinne, mączka i tysiące robaczków cukrowych (acarus sachari); 2 nieorganiczne: wapno, ołów, żelazo, piasek i glinka.

Nawet krystaliczny cukier uda się czasem sfałszować krochmalem, gummą arabską i dekstryną, ale to się u nas nie dzieje, przyznać to musiemy na zaszczyt fabrykantów cukru.

5) Herbata. Już na miejscu, w samych Chinach fałszują herbatę [76] przymięszaniem liści z najróżnorodniejszych drzew, a nawet z drzew u nas znanych pochodzących. Dla poznania i udowodnienia tego oszukaństwa, którego się dopuszczają tak bezwstydnie dzieci cesarstwa niebieskiego, trzeba się znać bardzo dobrze na botanice liścia herbacianego. W tym szczupłym, tu nam pozostawionym obrębie, nie możemy wyłożyć téj nauki, lecz w pięknéj rozprawie, któréj w przypisku podaliśmy tytuł, czytelnik znajdzie co mu potrzeba, jeśli się chce usposobić na znawcę towaru wyciągającego z kraju naszego rok rocznie do półtora miliona rubli srebrem, a który nas dochodzi prawie bezwyjątkowo w fałszowanym stanie.
Już używanéj herbaty liście służą także do fałszowania herbaty. Na to potrzeba je tylko dobrze wysuszyć, potém skropić wodą zawierającą w sobie gummę rozpuszczoną i znowu wysuszyć. Liście tak się ściągną ładnie i szczelnie od téj gummy, że nikt nie rozpozna téj herbaty od jeszcze nieużywanéj. Żydzi u nas wykupują taką herbatę w hotelach, kawiarniach i możniejszych domach od sług, i sprzedają to publiczności za najlepszą herbatę. Jednak można ten fałsz wykryć za pomocą ciepłéj wody, która zlepia taką herbatę w kluseczki. Dla nadania przyjemnego aromatu takim liściom, żyd zaprawia je kampeszem czyli błękitném drzewem, a nawet katuką i samachem, substancyjami zdrowiu prawdziwie szkodliwemi. Na piękny czarny kolor farbują fałszerze herbatę po prostu grafitem, to jest ołówkiem.
Zielona herbata jeszcze jest częściéj fałszowaną i Chińczycy odznaczają się w téj sztuce. Potrzeba im do tego najprzód liści kształtem herbacie podobnych, lub też już wyciągniętych prawdziwych, potém krochmalu do szczelnego zwinięcia listka i do nadania mu kruchości. Obecność krochmalu łatwo można wyśledzić za pomocą tynktury jodowéj, któréj kilka kropli nadadzą szklance takiéj herbaty (niecukrzonéj) najpiękniejszy modry kolor.
Farbowanie zielonéj herbaty odbywa się za pomocą miedzi, i to jest najczęstsze i najszkodliwsze, albo też za pomocą farby zwanéj Berlinerblau (Prussjan żelaza), albo też przez indygo.
Miedź wyśledzić można za pomocą mikroskopu, gdyż się okazuje w drobniutkich łuszczkach na liściu; także za pomcą patyczka dębowego moknącego przez dwa dni w szklance takiéj herbaty. Prussjan żelaza za pomocą potażu, z którym tworzy kolor czerwonawo-brunatny. Indygo, także za pomocą mikroskopu wyśledzi.
Radzimy czytelnikowi nie kupować nigdy żadnéj herbaty strojnéj w bardzo żywą barwę, gdyż natura takiéj nie użycza żadnemu liściowi herbaty.
6) Kawa, poczciwa mózg ożywiąca, strawność pobudzająca kawa, stała się w rękach oszukańców źródłem rozlicznych chorobliwych objawów. Towar ten sprzedawany w stanie palonym i mielonym najczęściéj wcale niczém nie zasługuje na nazwę kawy. Cykoryja, marchew, palony groch lub jęczmień, oto z czego się składa kawa sprzedawana dla biednych ludzi łutami; kawa zaś w ziarnie niepalona, jeśli jest bardzo ładnie zieloną, zawiera w sobie niezawodnie miedź, o czém łatwo się przekonać za pomocą bardzo mocnego mikroskopu i patyczka dębowego, lub garbnika.
7) Mleko. Nawet juz w oborach przymięszywają wodę do mleka; u nas pompa jest zawsze najdojniejszą krową. Wprawdzie mleko staje się przez to cienkiém i modrawém, ale i na to jest sposób: przymięszywa się mąka, gumma arabska, nawet odrobina gencyjany i przez to utrzymuje się mleko z pozoru gęste, pieniste, cokolwiek żółtawe; zresztą, potaż i wapno jeszcze mu przyczyniają tych pozornych własności.
Kilka kropli kwasu siarkowego wyśledzi w mleku potaż i wapno, następuje burzenie. Mleko zawierające mąkę pozostawi jéj część w cienkiém płótnie przez które je przeciskamy. Gumma arabska odkrywa się w serwatce za pomocą alkoholu który strąca gummę w kształcie nieprzezroczystych płatków.
Czasem mleko zawiera w sobie mleczan cynku jeśli długo stoi w naczyniach cynkowych; i staje się powodem nieznośnych kolek. Nie możemy tego podciągnąć pod rubrykę fałszowania, jest to raczéj tworzenie się szkodliwych substancyj.
8) Masło fałszuje się głównie tém, źe się doń dodaje zanadto wiele soli i wody, ale przysypują także do masła kredę, żółtą farbę i nawet piasek. Masło na gorącéj wodzie w mocnéj szklance roztworzone, wypuszcza z siebie obce substancyje, które opadają na spód.
9) Musztarda nawet nie uniknęła sfałszowania, lubo zdaje się nie z drogocennych jest złożona substancyj. Ale dla biednych i dla ludzi na niczém nieznających się, daje się musztarda nie z wybornéj włoskiej gorczycy sporządzona, lecz z rzepaku z mąką pszeniczną i z gencyjaną. Mikroskop i jodyna łatwo wykrywa to sfałszowanie.
10) Ocet składa się czasem tylko z kwasu siarczanego i z wody zafarbowanéj palonym cukrem. Nawet do octu piwnego dodaje się często kwasu siarczanego dla mocy. Dla wykrycia fałszu, należy dodać do takiego octu cokolwiek rozczynu z potażu; jeśli papier lakmusowy więcéj w nim nie czerwienieje, wówczas można być pewnym, że kwas siarczany w nim zawarty. Chlorek baryty tworzy z takim octem osad biały, bardzo gęsty.
11. Pieprz czerwony z Kajenny fałszuje się okropnie od czasu jak Anglja trzy razy więcéj go konsumuje, niż Kajenna wydać może. Zastępują go tedy mieszaniną z soli, z czerwonéj ziemi, z proszku ceglanego, z ryżu, korzeni, z opiłek z drzewa, a nawet z czerwonego niedokwasu ołowiu i nawet cynobru.
Odradzamy tedy od użytku pieprzu Kajenny, papryka węgierska lubo mniéj mocna, zdrowszą jest nieskończenie, i nawet tańszą od fałszywego pieprzu Kajenny.
12) Piwo się fałszuje w rozliczny sposób, a co najgorsza, że trudno odkryć to sfałszowanie, że je trzeba zdrowiem przypłacić. Nie tylko kwassyją, która jest mniéj szkodliwą, zastępuje się chmiel, lecz także bukszpanem, kokkulusowem ziarnem, i zabójczém wroniém okiem. Ztąd owe bóle głowy, obstrukcyje, raz ociężałości, drugi raz szały napadające u nas tak często ludzi oddających się namiętnie piwu.
13) Rewelenta arabska, zalecana w kraju naszym nawet przez lekarzy jako substancyja nietylko dzieci tucząca, lecz nawet wszystkie choroby lecząca, jest jedném z najkolosalniejszych szalbierstw jakie istnieją. Niema nic arabskiego w téj Rewalencie, składa się po prostu tylko z mąki soczewicznéj, i każdy może ją sobie sporządzić. Ależ co u nas potrafi zastąpić urok etykiet francuzkich i nazwiska du Barry, które nosiła tak sławna w dziejach popsucia osoba?!
14) Wina po wielkiéj części już sfałszowane do nas przychodzą, mianowicie wszystkie wina hiszpańskie, portugalskie, madery, sycylijskie i z Francyi południowéj Lunel i Frontignan, to jest wszystkie wina spirytusowe i cukrowane, które najłatwiéj fabrykować za pomocą rodzynków miejscowych zapach i smak udzielających i alkoholu najczystszego użyczającego mocy. Ale to wszystko są jeszcze niewinne fałszowania niewyniszczające zdrowia, tylko kieszeń. Niebezpieczniejszemi substancyjami są kreda i wapno służące do poprawienia skwaśniałych win, albo do nadania pozornéj starości młodym winom. Łatwo się przekonać czy wino zawiera w sobie te substancyje, na to potrzeba tylko wlać kilka kropli mocnego rozczynu soli szczawikowéj do kieliszka podejrzanego wina i pozostawić je w spokojności. Jeśli się zjawi biały osad i jeśli wino z przezroczystego stanie się mętném, natenczas z pewnością wyrzec można, że wapno jest zawarte w winie; a takie wapno daje owe zgagi, nadzwyczaj żołądek osłabiające, które przez gorliwych zwolenników wina mianowicie w podróży są uczuwane. Żydzi w małych miasteczkach paćkają w winie wapnem w sposób najnielitościwszy, bo takie wino zaostrza pragnienie i pobudza do picia.
Ałun bywa przymięszywanym do wina dla utrzymania w nim sztucznie nadanéj barwy, i także pobudza do picia. Potaż czyszczony, rozpuszczony w wodzie i filtrowany przez bibułę, służy do wykrycia ałunu, który strąca w kształcie proszku.
Ołów i inne metale bywają przymięszywane do win, mianowicie do słodkich. Wątroba siarczana, w wodzie rozpuszczona, służy do wykrycia metalów, które strąca w kształcie osadu brunatnego lub czarnego. Blaszka cynku polerowanego przyciąga do siebie ołów w winie zawarty, a sublimat wykrywa się za pomocą blaszki cynkowéj spojonéj razem z jakim złotym pieniądzem klamerką drewnianą. To razem wkłada się w szklankę podejrzanego wina, i jeśli złoto za godzin kilka pokryje się szarym proszkiem, to znaczy, że tam merkuryjusz osiadł.

Przez zbytnie siarkowanie wina wkrada się do niego arszenik, często zawarty w nieczystéj siarce. Woda wapienna tworzy w takiém winie obłoczki białe.
Włóż w kieliszek wina zanadto siarkowanego, świeżo złożone jaje, a to pokryje się nazajutrz czarniawą warstwą.
15) Wódka. Że i ona podlega sfałszowaniom, to wyczytujemy z twarzy wszystkich pijaków gorzałczanych, niestety aż zanadto częstych u nas. Z rąk obywatela dostaje się wódka w ręce szynkarza jeszcze w jakim takim stanie, ale tu u szynkarza zaczynają się szkaradne przeobrażenia. Dolewa się więcej wody niż potrzeba, a moc alkoholiczną zastępuje się pieprzem tureckim, kwasyją, kilkoma narkotycznemi roślinami, siarczanem cynku lub occianem ołowiu dla nadania trunkowi mocy, smakowitości i własności upajających, a cukrem dlatego przesadzają trunek, żeby za pomocą hydrometru nie można wyśledzić stopy alkoholicznéj.
Obecność cynku i ołowiu w fałszowanéj wódce można wykryć za pomocą strumyka gazu wodorodnosiarczanego przepuszczonego przez ciecz podejrzaną. Cynk opada wówczas w kształcie białego, ołów zaś w kształcie czarnego osadu.


KONIEC.





SPIS ALFABETYCZNY
PRZEDMIOTÓW W CAŁÉM DZIELE ZAWARTYCH.




Tom. Str.
A.
Akacya I, 139
Akademija w Atenach I, 193
Alkoholizacyja w cholerze I, 204
Ałun II, 91
Antydot przeciw grzybom trującym II, 89
Antydot przeciw truciznom mineralnym II, 91
Apetyt dziwaczny u panien I, 71
Apteczka domowa wiejska I, 129
Aqua Tofana II, 54
Arcanum arcanissimum II, 146
Arrow-Root II, 224
Arszenik II, 90
Astma czyli dychawica u dzieci I, 125
Aura seminalis I, 148
B.
Bagna I, 312
Bagna solankowe I, 316
Bagna w Polsce I, 315
Bagno (roślina) I, 140
Bandaże na różne zranienia II, 107
Baran mięsożerny II, 203
Bedłka jadowita (agaricus necator) II, 88
Bedłka mierzliwa (agaricus integer) II, 89
Bedłka muchar (agaricus muscarius) II, 88
Berberys I, 139
Bez I, 140
Białaczka I, 234
Biały mróz I, 297
Bicie w dzwony przeciw piorunowi. I, 250
Bieganie I, 38
Bieluń pospolity, (Tondera Penterynda) II, 81
Bigoci II, 35
Biskup Glasgowa II, 154
Blekot pospolity, (hyoscyamus niger) II, 81
Bojaźń II, 27
Bojaźń działa jak trucizna II, 28
Bojaźń śmierci II, 31
Bojaźń wrodzona II, 27
Bogoryja Skotnicki II, 161
Brak ruchu I, 178
Brak wszystkiego w cholerze I, 211
Brzoza I, 137
Buffon II, 151
Buk I, 136
C.
Carn Tomasz żył lat 207 II, 156
Cel Hygieny I, 1
Cenić życie obowiązkiem II, 141
Cera I, 227
Charakter kuchni II, 205
Charakter młodocianości u mężczyzn I, 143
Charaktery narodów I, 15
Chemik Walli II, 147
Chléb dla dzieci I, 51
Chléb fałszowany II, 225
Chłop Polski II, 22
Chód psa wściekłego II, 63
Cholera I, 199
Cholera niezaraźliwa I, 214
Choroba wspólna I, 328
Choroby dzieci leczone gimnastyką I, 59
Choroby główne starości II, 127
Choroby gwałtowne u dzieci I, 116
Choroby karmić niedozwalające I, 112
Choroby Literatów II, 47
Choroby nie napadające starców II, 131
Tom. Str.
Choroby urojone II, 45
Choroby wyssane I, 111
Choroby zaraźliwe I, 216
Choroby z niewstrzemięźliwości II, 20
Choroby z onanizmu I, 157
Choroby z wyziewów bagnowych I, 321
Chorowitość w wieku dojrzałym II, 3
Chucie przedwczesne u młodzieńca I, 156
Chyżyccy II, 164
Ciało i umysł I, 194
Ciasta I, 181
Ciekawość dziecka I, 189
Cieplik I, 227
Cieplik u ciężarnych I, 100
Cieplik ziemi II, 176
Cierpienia urojone II, 99
Cierpienia wściekłego człowieka II, 67
Cis I, 135
Cuda natury I, 193
Cykuta Greków II, 88
Cykuta wodna II, 86
Cyrkulacya u starców II, 127
Czeremcha I, 139
Czerstwość pożyczana w wieku dojrzałym II, 4
Czesanie głowy kobiet brzemiennych I, 103
Cześć starcom II, 115
Człowiek i siła moralna I, 223
Człowiek i zwierzę I, 224
Człowiek pokąsany przez psa wściekłego II, 65
Człowiek zarażony karbunkułem II, 70
Czuwanie nad wyobraźnią młodzieńca I, 166
Czytanie lekarskich książek II, 43
Czytelnictwo dla ciężarnych I, 96
D.
Dąb I, 136
Definicyja Hygieny I, 2,3,4
Definicyja starości II, 114
Definicyja wieków życia I, 24,25
Definicyja wieku dojrzałego II, 2
Deklimatyzacyja I, 220
Deszcz I, 301
Deszcze przypadkowe I, 304
Deszcze regularne I, 303
Deszczomierz I, 302
Diateza kołtunowa I, 332
Długowieczność I, 150
Długowieczność ludzka II, 150
Dobry żołądek II, 118
Dojrzewanie w ciężarności I, 98
Dom przedpogrzebowy w Warszawie II, 200
Dondera (Tondera Penterynda) II, 81
Doświadczenie i sztuka I, 225
Dr Dworzaczek II, 148
Dr Gall II, 28
Dr Marochetti II, 67
Draźnienie wyobraźni w wieku dojrzałym II, 7
Duch mocny I, 201
Dusza mdła I, 154
Dychawica u dzieci I, 125
Dyeta I, 181
Dyeta kobiet ciężarnych I, 86
Działacze główne szkodliwe dojrzałym II, 5
Działanie cykuty II, 88
Działanie elektryczności na organizm I, 245
Działanie galwanizmu na nerwy I, 259
Działanie galwanizmu za zwierzchnią materyą mózgową I, 259
Działanie jadu źmii II, 77
Działanie siarkowodoru II, 98
Działanie gazów szkodliwych II, 94
Dzieci pięknych matek I, 150
Dzieci zawistne II, 15
Dzieło geograficzno-statystyczne I, 325
Dziewiczość ciała I, 81,82
Dziwaczność apetytu kobiet ciężarnych I, 88
Dżuma II, 57
E.
Egoiści w cholerze I, 209
Egoizm młodości I, 64
Egoizm starych kawalerów II, 188
Egzaltacyja płonna II, 43
Elektryczność I, 242
Elektryczność dynamiczna I, 257
Elektryczność indukcyjna I, 262
Elektryczność powietrzna I, 243
Elektryczność statyczna I, 256
Elektryczność zwierzęca I, 244
Elektryzowanie iskrami I, 257
Energija młodzieńcza I, 168
Estetyczność zgubiona II, 57
Eunuchy moralne I, 148
F.
Fałszowanie pokarmów II, 221
Fantastycy w wieku dojrzałym II, 44
Febra żółta II, 57
Filozofija Hygieny I, 6
Filozofija kuchni polskiéj II, 217
Filozofki I, 96
Filozofowie I,191. II, 144
Funkcyje niemowlęcia I, 30
G.
Galaktometr I, 113
Galwanizm I, 258,264
Gawełczyk ksiądz II, 162
Gaz, kwas węglowy II, 96
Tom. Str.
Gazy szkodliwe II, 93
Geometryja I, 192
Gimnastyka dla dzieci I, 54—58
Gimnastyka dla młodzieńca I, 165
Głóg I, 139
Głos niewiast I, 69
Głos psa wściekłego II, 64
Gniew II, 24
Gniewliwy pan II, 25
Gniewliwy urzędnik II, 26
Gnuśność młodzieńca I, 165
Gołembiowski II, 161
Gorąco I, 232
Gorąco (powód śmierci) I, 234
Gracyja kobiet I, 70
Granice Hygieny I, 10
Granice panowania kołtuna I, 326
Grunta Polskie I, 327
Grusza I, 138
Grzegorz B. II, 168
Grzyby trujące II, 88
H.
Haller II, 152
Harmonija w kształceniu I, 180
Herbata I, 182
Hippokrates II, 182
Hygiena i Medycyna I, 8, 9
Hygiena krajowa I, 18
Hygiena młodéj kobiety I, 70
Hygiena moralna panien I, 77,78,79
Hygiena oczu I, 275
Hygiena starości II, 117
Hygieny specyjalne I, 16, 17
Hygrometryja I, 293
Hypokondryk II, 10
I.
Ilość i nadmiar pary wodnéj I, 295
Ilość spadłéj wody I, 303
Indyjanie 300-to letni II, 157
Infibulacyja I, 171
Intencyja natury II, 137
Intervalla lucida II, 66
Iwiwarowska lat 117 II, 159
Izaak II, 174
J.
Jabłoń I, 138
Jad weneryczny II, 54
Jagielońskie czasy II, 172
Jakób II, 174
Jałowiec I, 135
Jarzębina I, 139
Jawor I, 136
Jazda konna dla młodych kobiet I, 73
Jerkins II, 153
Jesion I, 136
Język psa wściekłego II, 64
Jodła I, 135
Józef II, 174
Junacy w cholerze II, 204
K.
Kanał pokarmowy u starców II, 126
Kanał moczowy u starców II, 127
Karbunkuł II, 69
Karciarze II, 51
Karmienie dzieci I, 36
Kartofel II, 22
Kartofle dla dzieci I, 52
Kasztan I, 137
Kąpiel elektryczna I, 256
Kąpiele ciepłe dla ciężarnych I, 102
Kąpiele dla dzieci I, 32,54
Kąpiele dla niewiast w wieku młodzieńczym I, 71,72
Kąpiele kobiet ciężarnych I, 100
Kąpiele rzeczne dla ciężarnych I, 103
Kąpiele starców II, 121
Kąpiele zimne dla młodzieńców I, 167
Klimat II, 183
Klimat dla suchotników I, 235
Klimat Polski II, 324
Klimat w ogólności I, 219
Klimaty i ich różnice I, 226
Klizopompa I, 104
Klon I, 136
Kobieta I, 65,66
Kogut II, 192
Koklusz I, 120
Kolébka I, 37
Kołtun roślin i zwierząt I, 331
Kommissyja Lekarzy francuzkich w Polsce I, 217
Komplikacya kołtunowa II, 55
Koń długo żyjący II, 191
Kondratowicz Adam II, 143
Konieczność uprawy sił umysłowych I, 183
Konieczność wykrycia fałszywych pokarmów II, 222
Konwulsyje dzieci I, 126
Korzeniowski II, 166
Kości u starców II, 129
Kraje obce I, 220
Kraje trapione kołtunem I, 333
Krew zimna I, 185
Krew bogata i uboga II, 204
Krótkowidzenie i dalekowidzenie I, 290
Królowie Polscy II, 177
Król Dawid II, 177
Krup I, 117
Kruszyna (drzewo) I, 139
Krwiobieg I, 230
Krzepnienie w zgrzybiałości II, 138
Krzyk niemowlęcia I, 38
Księgosusz II, 73
Księża w epidemii II, 37
Kuchnia Angielska II, 211
Kuchnia Amerykańska II, 212
Kuchnia Francuzka II, 207
Kuchnia Indyjska II, 210
Kuchnia Madziarska II, 214
Tom. Str.
Kuchnia Niemiecka II, 212
Kuchnia Polska II, 217
Kuchnia Pruska II, 213
Kuchnia romańskich ludów II, 208
Kuchnia Rossyjska II, 215
Kuchnia Słowaków II, 215
Kuchnia Turecka II, 209
Kuchnia uboga II, 216
Kwarantanna w czasie cholery I, 215
Kwas pruski zabójczy II, 149
Kwas węglowy II, 96
Kwasów skuteczność II, 206
L.
Leczenie astmy czyli dychawicy u dzieci I, 126
Leczenie dzieci na robaki I, 128
Leczenie elektrycznością I, 255
Leczenie krupu I, 118
Leczenie kokluszu I, 120
Leczenie szczękościsku I, 125
Leczenie szkarlatyny I, 122
Leczenie uporczywych onanistów I, 170
Leczenie wodnéj puchliny I, 123
Leczenie zapalenia oczu u nowo-narodzonych I, 124
Lekarstwa przeciw Cykucie II, 87
Lekarstwa rozwalniające dla brzemiennych I, 104
Lekarstwa uniwersalne II, 46
Lekarstwa wzmacniające dla starca II, 132
Lekarstwo na samogwałt I, 164
Lekarstwo na ukąszenie źmii II, 78
Lekarstwo na zawiść II, 18
Lekarz onanistów I, 159
Lekarz pokąsany przez psa wściekłego II, 66
Lekarz przyjaciel II, 134
Lekarz starców II, 131
Lekarze długo żyjący II, 182
Lekarze specyjalni II, 133
Lekarze w czasie cholery I, 212
Lekarze wziętsi I, 213
Leszczyna I, 138
Letarg II, 195
Lękliwość ciężarnych I, 99
Lękliwość w cholerze I, 205
Librowski II, 167
Lipa I, 137
Literaci II, 46
Lizanie psa wściekłego II, 65
Ł.
Łaska Boga dla młodzieńca popsutego I, 158
Łaźnie I, 237
Łudzenie wyobraźni u młodzieńców I, 159
Łudzenie wyobraźni u panien I, 80
M.
Magnetyzm zwierzęcy II, 148
Majewski 125 lat II, 167
Malina I, 140
Mamek dobrych rzadkość I, 114
Mamka przybrana I, 112
Matka mamką I, 106
Matka okrutna I, 108
Matki nie mogące karmić I, 111
Matki salonowe I, 110
Mężatki lubiące zabawy I, 115
Mgła I, 197
Mgła callina I, 198
Mgła Laudrauch I, 198
Miara snu dla ciężarnych I, 93
Miedź jako trucizna II, 90
Mlécz pacierzowy starca II, 129
Mléko I, 181
Młodzian osłabły I, 147
Młodzian skażony I, 156
Młodzian zepsuty I, 142
Moda zgubna dla brzemiennych I, 105
Modrzew I, 135
Monarchowie długo żyjący II, 178
Moralna strona młodzieńca I, 145
Mózg II, 189
Mózg u dziecka I, 47
Mózg u starca II, 128
Muskuły starca II, 129
Mylne teorye mgły I, 299
N.
Nagła utrata substancyj u starców II, 122
Nagłe wrażenie światła I, 274
Nałogi dziecka I, 48
Nałogi mamek I, 110
Namiętności szkodliwe II, 14
Namiętności życie skracające II, 14
Naparstnica czerwona II, 81
Napoje dzieci I, 49
Naśladownictwo w karmieniu I, 111
Nasycenie powietrza I, 293
Natura macochą II, 136
Nauki praktyczne I, 196
Nawrocki II, 159
Nędza podczas cholery I, 218
Nędza pracującego w Warszawie I, 210
Niedokwas węgla II, 93
Niedowiarstwo II, 22
Nielitościwość uczuciowców II, 42
Niemoralność bojaźni II, 32
Niemoralność mamek I, 109
Nieochędóstwo młodzieńców I, 150
Nieokrzesany człowiek I, 183
Nierozumni niedługo żyją I, 186
Nieufność i lękliwość II, 29
Nieuznanie wyższości II, 17
Niewolnicy i podrzutki II, 184
Niewstrzemięźliwość w miłości II, 5
Tom. Str.
Niewstrzemięźliwość II, 19
Niewytrzymałość młodzieńców I, 142
Niwellator II, 56
Norwegija II, 157
Nosacizna II, 71
O.
Objawy męzkości I, 145
Obłąkanie I, 233
Obłoki I, 299
Obłoki kłębowe I, 300
Obłoki pierzaste I, 300
Obmywania dla młodzieńców I, 167
Obojętność na śmierć w zgrzybiałości II, 139
Obowiązek lekarza I, 151
Obowiązki Hygienisty I, 5
Obowiązki kobiety brzemiennéj I, 85
Obrazy sprośne I, 167
Obraz zawistnego II, 18
Obuwie młodych kobiet I, 74
Obznajmienie wczesne z niebezpieczeństwami grożącemi moralności I, 162
Obżarstwo II, 19
Oczyszczanie ran II, 104
Oddech dziecka I, 47
Oddychanie starców II, 128
Oddychanie I, 47
Odgrodzenie dzieci II, 58
Odmarźnięcia II, 99
Odwaga w lekarzu II, 37
Odwaga i roztropność w cholerze I, 201
Odzież dziecinna I, 53
Ofiary I, 216
Ognistość wyobraźni II, 41
Okulary I, 291
Olsza I, 137
Ołów II, 90
Onanizm I, 156
Onaniści uporczywi I, 170
Oaplenie I, 232
Opatrzenie ran II, 110
Opatrzenie zwichnięć II, 105
Oparzenia II, 100
Orzech I, 138
Osiadanie rosy I, 297
Osłabienie z natężenia umysłu II, 49
Ospa ochronna II, 58
Ostrożności przeciw piorunom I, 253
Oswojenie się ze śmiercią II, 34
Owoce dla dzieci I, 52
Oznaki śmierci II, 196
P.
Pachnidła dla dzieci I, 53
Pamięć i sąd u dziecka I, 189
Pamięć przeszłości II, 145
Panienka i młodzian I, 142
Panna Sawicz II, 171
Papinkowatość I, 153
Para wodna I, 292
Parre i Jerkin II, 153
Paschalski II, 163
Passyjonaci I, 185
Pensjony i szkoły I, 176
Pierwotwór Hygieny I, 20
Pies wściekły II, 60
Pieszczenie młodzieńców I, 151
Pietrasznik plamisty II, 85
Pijaństwo II, 21
Pioruny I, 247
Pijaństwa szkodliwość II, 23
Plotkarze w czasie cholery I, 205
Płacz dziecka I, 35
Płciowe organa u starców II, 129
Płciowość u młodzieńców I, 147
Pływanie I, 73
Pociecha dla starców II, 130
Pociecha onanisty I, 169