Poezje zebrane (Orkan)/Tom II/całość

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Władysław Orkan
Tytuł Poezje zebrane
Tom II
Redaktor Stanisław Pigoń
Data wydania 1968
Wydawnictwo Wydawnictwo Literackie
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron
WŁADYSŁAW ORKAN
POEZJE
ZEBRANE
Wiersze zebrał, tekst opracował
i komentarzem opatrzył
JERZY KWIATKOWSKI
TOM II
separator poziomy
KRAKÓW
WYDAWNICTWO LITERACKIE
WŁADYSŁAW ORKAN – DZIEŁA
REDAKCJA ZESPOŁOWA
pod kierownictwem
STANISŁAWA PIGONIA
MIECZYSŁAW KARAŚ – MARIA RYDLOWA
JERZY SKÓRNICKI
Redaktor tomu
MARIA RYDLOWA
III. OKRES
„POCHWAŁY ŻYCIA“
(1912—1930)
PIEŚNI CZASU
U BRAM WIEKU
I

Otwórzcie się, zawierze! Pęknijcie, wrzeciądze!
Bo oto idzie zastęp harny
Zwycięskich bojowników.

Czoła ich znojne, ściekające potem,
Odkryte na wiatr,        5
Są jako wieże, które — zda się — runą,
Są jako wierchy ponadchmurne Tatr,
Gdy je wschodzące słońce skrwawi złotem
I oświetli podniebną zórz rozkwitłych łuną.

Idą poszumem, jak rozchwiane smreki,        10
A cienie od nich, niby cienie skał
Kładą się w długie po ziemi straszydła,
Padają smugą na poległe wieki.

Zbroje nie kryją ich skrwawionych ciał,
Ale ich dusze, zapałami zbrojne,        15
Mają u ramion łyskające skrzydła —
Zda się: usarski zastęp z mogił wstał
I powietrzną z duchami rozpoczyna wojnę.


Idą, a serca ich ogniami gorą,
Hartując dusze na okrutny ból,        20
Aby się śmierci — żelazem oparły,
Bowiem, kto z sobą wiezie duszę chorą,
Nie żałowany ostaje wśród pól
I jest drużynie jakoby umarły.

Zwycięstwem idą, a oczy ich biegną        25
Za bramy wieku, wyprzedzając chód,
I nie odpoczną ani się nie zegną,
Ani ich żadna nie powstrzyma moc,
Póki ich złoty nie spromieni wschód,
Póki nie zejdzie krwawa noc        30
Z błękitu,
Póki w młodzieńczych białych snach widziana,
Nie wejdzie oczom spoza granic świtu
Jasna polana...

II

Otwórzcie się, zawierze! Opadnijcie, bramy!        35
Bo oto idzie pieśń,
Podobna zwiastunowi burz.

Idzie jak płomień po uschniętym lesie
I gna jak błyskawica —
Stepowy rumak — powicher ją niesie,        40
Z ogni czerwonych jej lica,
Z płomieni wężowych włosy,
A oczy piorunami ciskają dokoła,
Biją w wieże — wpadają do otwartych sieni —

Wnet ciche pobudzi sioła,        45
Zapali ziemię, niebiosy,
Cały świat w okrąg spłomieni!

Słyszycie? Grzmi!
Póki czas, zamknijcie drzwi,
Zawieście krzyż na bramie,        50
A kogo podły strach nie złamie,
Niech stanie sam
Na straży.

Ale na świecie nie ma bram,
Których pieśń skrzydłem nie wyważy        55
I krzyża się nie lęka.
Bowiem zrodzona z wiecznej męki,
Z ducha polskiego na Golgocie,
Który pod krzyżem swoim stęka
I dźwiga trumnę swoją w pocie,        60
Przejęła głośne jego jęki
I nad grzmot wszelki wołania wytęża,
Przez moc,
Przez zolbrzymiały krzyk bólu
Zwycięża!        65

Godny posłuchu Boga napowietrzny chór,
Kiedy się ziemia rozjęczy zbolała,
Kiedy żałobny rozszumi się bór,
Orkiestra cała.

Oto płyną Smutki ciche i płaczą,        70
Oto idą Nędze z skargą żebraczą,

A za nimi obłąkane Niedole
Snują się jak mgły-błędnice przez pole.
A wszystkie na Świt tęskne obracają oczy...

Na strunach wiatru Płacz wieczny zawodzi,        75
To cichnie, to wybucha —
Ból za nim, wielki w martwocie swej, chodzi,
Przystaje — patrzy — słucha —
Nie widzi nic wokoło
I nic wokoło nie słyszy.        80
Przestronność głucha...
Czas, idąc w górę po stromej uboczy,
Jak schorzały człek wiekiem obumarłym
Dyszy...

A z dołu wicher dmie,        85
Na wichrze Rozpacz usiadła i pędzi,
I włosy rozczochrane rwie,
I gna — —
Stanęła w pędzie u skalnej krawędzi...
Nim runie w przepaść otchłanną bez dna,        90
Na Świt obraca beznadziejne oczy.

Z doliny łez, zrodzona w obłędzie na wietrze,
Pieśń górna wstała...
Płomienną żagwią pędzi przez powietrze —
Łachmany już nie kryją jej boskiego ciała,        95
I nie zawodzi, nie płacze, nie jęczy,
Nie gra żałosnych dum na lutni,
Ale w surm bojowy dźwięczy:
„Powstańcie, smutni!”


Przeszła przez ogień męki, naga,        100
Przez hartujące ducha znicze,
I w dłoniach jej wzniesionych stygmaty, jak bicze,
Którymi smaga!

Na głos jej wszystko, co żywe, powstanie,
A co zbutwiałe, rozsypie się w gruz.        105
Bo to już nie baśń, nie miłosne granie,
Ani śpiew słodki rozbawionych Muz —
Ale grzmot straszny walących się lasów,
Pomruk ziem — burza rozwichrzonych czasów —
Przemocne ducha z piekieł zmartwychwstanie!        110

Na dźwięk grających jej rogów
Ludzie poczują na ramionach pióra
I staną się z serc swoich podobni do bogów —
Wywyższy się dolina, poniży się góra —
I kiedy wzejdzie nowy świt ludzkości,        115
Niejedną krągłej ziemi opromieni stronę —
Na dźwięk grających jej rogów
Miasto wszelakiej nieprawości,
Jerycho, padnie, zburzone.

III

Otwórzcie się, zawierze! Otwórzcie się na oścież!        120
Bo oto idzie lud szumiącym lasem,
Idzie przypływem spienionego morza.

I z miast, i siół, ze wszystkich ziem,
Pędzony wiecznym głodem,

Za pieśni wstałej wielką mocą,        125
Za bojowników swych przewodem,
I dniem,
I jasną od błyskawic nocą
Pospiesza —

Z okrzykiem światu ginącemu: gorze!        130
Dochodzi do bram —
Wyrasta nieprzejrzany las, bezmierna rzesza,
Bezbrzeżne, okiem nie objęte morze,
Któremu góry, idące do słońca,
Najwyższym czołem nie położą tam!        135
Zda się, że granic nie ma, brzegu ani końca...

Przez długie wieki ciskał czas
Nasiona w ziemię urodzaju,
A wiater siał, roznosił po szerokim świecie —
Ostatni z wieków starych doczekał się przecie        140
Zagęstwionego gaju,
A syn jego obaczy rozszumiały las.

Przez długie wieki fale wód
Rosły ku niebu niepojętą mocą,
Ale szły w górę księżycową nocą,        145
A w dzień padały na spód,
Na dno, pod ciche uśpione powierzchnie.

Aż nastał ony wiek piorunnych burz.
Fale, zbudzone, zrywają się we dnie —
Księżyc nie budzi ich, lecz błyskawice!        150
Idą ku niebu — słońce białe mierzchnie
I kryje się za czarne skrzydła chmur,
I blednie,

I spoza krwawych zórz
Wychyla przerażone lice.        155

Żywy, idący bór...
Gdy wicher weń uderzy,
Rozchwieruta, rozchwieje,
Rozegra w dziki chór,
Jakim wołają knieje —        160
Gdy to wołanie wokół się rozszerzy —
Biada ginącym! Biada!
Słyszcie! Tak jeno woła Mór,
Tak jeno woła Zagłada.

Rozchwiane fale mórz...        165
Gdy burza na nie spadnie,
Gdy sto przyleci burz,
Rozhuczą —
Fale oderwą na dnie,
Wichrem pochwycą za włosy        170
I porwą w górę, w niebiosy,
Gdzie słońce śćmi się zawieruchą kruczą!

Cały świat powali trwoga
Do stóp burzami idącego Boga.
A już ginących nie wybawi cud        175
I odjęta im będzie wszelka litość boża,
Bo padli, pobici strachem,
I umarli w trwodze przed czasem.
Nikt nie przeczeka burzy pod zbutwiałym dachem!

A oto idzie lud szumiącym lasem,        180
Idzie przypływem spienionego morza...

I przez wichry ostrzega: Przeoślepli starzy!
Którzy, leżący w poprzek, tamujecie ruch,
Podnieścież swoje karki! Ciała swoje wyprośćcież!
By nie było cmentarzy        185
U bram nowego wieku,
Bo przyjdzie po was śmiercią wojujący Duch.

Porażon prawdą zginie duchowi przeniewierca.
Przeto lud woła ninie: Dusze swoje wyprośćcież!
Giń u bram życia wszelki upadający człeku,        190
A serca, żywe serca,
Otwórzcie się na oścież!



PIEŚŃ O BUNCIE

O dusze w piekle jęczące!
O wieki mąk!
O wieki w strachu milczące!
O lesie rąk błagalnych!
O lesie rąk!        5
O mózgi krwawe na ościaniach skalnych!

O szczęśliwości dumał świat człowieczy
Przez tysiące, tysiące lat —
I w rzeczy
Człowieka męczył człowiek-kat.        10
Świat śnił o szczęśliwości.
Ponad tym snem pochmurze wieków się przewlekło —
Morze, prastary zegar tej wieczności
Wnet by po kropli w drugie łoże wciekło —
Przez tyle lat        15
Dumał człowieczy świat
O szczęśliwości,
I wydumał — całe dzisiejsze piekło.

O dusze w piekle tym jęczące!
Z pomarłych wieków idzie ku nam szum        20

Daleki, jak od zaziemskiego wiatru —
Majaczy we mgle zmartwychwstały tłum,
Głośny, a nie czyniący w powietrzu hałasu,
Tłum widmowego teatru.

Słychać jakby głuchy spadek wód,        25
Niby stężały, ciężki oddech czasu,
I turkot kół, i mocny chód,
I zbroi chrzęst, i świsty kul,
I orkiestrę, zwycięstwo grającą,
I krzyki: wiwat król!        30
Z fanfarą bowiem, ku niebu bijącą,
Szli wodze ku szczęśliwości,
Wiodąc u swoich zwycięskich rydwanów
Jeńców Tytanów —  

Ci pewnie na świat nieszczęścia wołali.        35

A dalej widać ciemne rzesze
W lęku, który padł na nie od stali,
Od rażących je słońcem pancerzy,
Bowiem jedną stal znały — lemiesze.

Na orłach, które ród rycerzy        40
W bój o szczęśliwość ziemską wiodły,
Między innymi godły
Widać szponach rozwartych krwawe ujarzmienie.

A dalej we mgle cienie — cienie —
Wiecznie straconych,        45
Za życia upartych w swej wierze,
W ślepej zakamieniałości,

Przeto pobitych lub spalonych
W świętej ofierze
Szczęśliwości.        50

O wieki mąk!
O wieki w strachu milczące!

Aże nadeszła dni naszych niewola.
Dziś Ujarzmienie nie na orłach,
Dziś mamy je w krwi.        55
Dusze rdzą plamne jako te jałowe pola,
Na których rdza żelazna lśni.

Przez serce ludu przeszedł niewoli miecz.
Dość, że strach-śmierć cielesną sprawił,
Jeszcze rdzę — truciznę ducha poostawił,        60
Iż naprzód tęsknotą bieży,
A myślą wstecz.

Och, bracia, tak —
Wszyscyśmy w dobrowolnej kaźni,
Przykuci do taczek żywota (nasze słowo),        65
Pohukujemy odważnie, honorowo,
Lecz jak te dzieci, zbłąkane w lesie w noc —
Z bojaźni.
Strach nami włada. Jak potwór stugłowy
Na dusze zlękłe niby głazy ciska        70
Lęk-pobój, grozę-martwicę.
Straszy nas wszystko; nawet okrzyk sowy,
Nawet zielony trawnik cmentarzyska.
Zaiste, z duszy strachu niewolnicę
Uczynił człowiek, gnany poprzez wieki        75

Jako zwierz. Gdy uciekł z raju
Przed strachem, ognistym mieczem,
Taki wziął pęd daleki,
Iż do dziś dnia ucieka.
Dziś już ze zwyczaju —        80
I dziś my się już pomęczeni wleczem,
Nawet biec szybko niezdolni —
W tym istnie jesteśmy — wolni.
............
............
O wieki w strachu jęczące!
O wieki mąk!        85
O lesie rąk błagalnych!
O lesie rąk!
O mózgi krwawe na ościaniach skalnych!

Długoż jeszcze te krzyki bezsiły,
Ptaki rozpacznych nocy,        90
Będą wzlatywać z mogił samobójców —
W otchłanne, stężałe mroki
I padać stękiem na ziemię w niemocy?
Długoż będą jak ten dzwon, ptak śmierci, dzwoniły?

Długoż jeszcze z tych krwawych człowieczych ogrojców        95

Będą spływały czerwone potoki
Po nie nazwanym polu
W dolinę łez, w to czarne, martwe morze bolu?!

Już się przepełnia —
A opary nie idą ku niebu w obłoki,        100
Lecz fala, co się nad powierzchnią zwełnia,

Przelewa się i pada na serca człowiecze
I krwawym potem znów w ogrojce ciecze — —

I tak od nowa — po koniec — bez końca —
Kiedyż tej męki kres?        105
Czy dusze muszą róść
Na krwią uprawnej niwie
W zamrokach ziem bez słońca,
Gdy wszystko w słońcu żywie?

W duszy, wyzbytej trwóg,        110
Która się czuje żywą,
Wstaje gniew,
Niewoli wszelkiej wróg.
Budzi się groźny lew
Protestu        115
I wstrząsa płomienną grzywą!
............
............
............
............



SUPLIKACJE

„Święty Boże!“
............
Pochylił się lud jak las podcięty...
Wichr zwiał ciszę —
W chórze zatrzepotał się zraniony ptak,
Piersią padł na klawisze —        5
Krzyk, od którego serca mrą,
Bluzgnięty krwią,
Strzałą posłany do niebiosów — —
I na ten znak zawył huragan głosów:
„Święty Mocny!        10
Święty a Nieśmiertelny!“
............
Płacz we grzmotach...
Jezu! litości! Jehowo!
Jęk z walących się domów —
W krzyku serc zamiera słowo        15
Las rozpacza!
Stęki drzew — pieśń oszalała zgrzytu,
Wyjąca głucho po wykrotach,
Świszcząca po piszczelach złomów —
Jęki — skony —        20

Scichanie wichru-skowytu,
Który po polu się przetacza,
Aż pada w bruzdę, znużony...
„Zmiłuj się nad nami!...“

I znów huragan w bór uderza...        25
„Święty Boże! Święty Mocny!“
............
Łamią się drzewa jak pręty —
Jak źdźbła chylą się jedle grube —

Jezu! Płacz dziecka w borze!
Zabłąkał je strach nocny        30
Na pewną zgubę —

Huk się naokół rozszerza,
Potokiem spada z gór,
Rośnie, grzmi, potężnieje —
Nie ujdziesz! — huczy bór,        35
Zginiesz! — wołają knieje...

Łyska się krzyż!
Serce zabite w wyż!
Niech w błyskawicy je zobaczy!

Płacz zginął — huczy las,        40
Sto zastawionych traczy —
Wodospady —
Gdzież miejsce łzom?
We wieczność z hukiem wpada Czas —
Lić okrutnej zagłady!        45

„Święty a Nieśmiertelny!“

Grom!...
Od wstrząsu ziemia dudni —
Stąpania słychać olbrzymie —
Ryk stada żubrów ranionych —        50
Huk daleki...

Przeszło. W kadzideł dymie,
W ołtarzu, w blaskach spłomienionych
Monstrancja jak słońce się południ...

O serce, serce człowiecze,        55
Gromem zabite na wieki!

Bór ścichły ulewa siecze —
Jęk kona — rzęzi — płynie dreszczem —
A drzewa zbite ociekają deszczem...
„Zmiłuj się nad nami!“        60

Burza raz trzeci nawraca...
„Święty Boże! Święty Mocny!“
............
Dusza już w bezdeń pada,
Człowiek się w krzyku zatraca,
A wstaje rozpacz żywiołów —        65
Wyją ku niebu fale wód,
Wołają zgliszcza popiołów...
Czy imię Twoje Głód?
Czy imię Twoje Zagłada?
Żeś na wołania nasze głuchy...        70
Otośmy, brodząc śród męki,
Doszli do tej okrutnej toni —
Czemu nie podasz nam ręki?

Czemu uchylasz dłoni?...
Ręka Twa ciężka jak ołów —        75
Biada! Nie ujdziem klęski!
Lud Twój, jako rój pszczelny
W czasie dżdżu, zawieruchy —
O Boże straszny, zwycięski!
„Święty a Nieśmiertelny!“        80
............
Jęk wycinanych —
Zgiełk bitwy —
Tysiąc ranionych koni rży —
Wypada postać-strach
O włosach-wężach rozwianych —        85
Powietrze krzyczy,
Ziemia drży
Od Bożych piorunów-biczy...

Jezu! Męko!
Krzyk ranionej rybitwy        90
Zbłąkanej nad wodami — —
Jęk ziemi, chłostanej Bożą ręką...
„Zmiłuj się nad nami!“

Ostatkiem tchu lud dyszy —
W chórze krzyk. Mgnienie ciszy —        95
Coś strasznego się stanie...
............
„Od powietrza, głodu, moru“ —
............
Płacz rykiem przerwał wołanie —
Buchnęły łez upusty —
Morze w obłędzie płacze!        100

Słowo mrze —
Już nie wybiega usty...
Krzyk serc — straszny, wichurny!

Wszystkie zgarnął rozpacze,
Przestwór przecina — błękit drze —        105
Czarne, na niebie rozwieszone chusty —
I woła, krzyczy w otchłanie —
Po raz pierwszy i wtórny —
Slysz!
„Zachowaj nas, Panie!“        110

Nikt nie odjęknął z mroku wiecznych cisz —
Przestwór grozą spokojny —
O lęku!
„Od powietrza, głodu, moru i wojny —“
............
Jak głucho wpadają słowa        115
W otchłań czarną, bezdenną — —
Nadzieja z wichrem przegnała...

Człowiek podnosi z ziemi
Twarz od rozpaczy senną:
Czyś ty, o Boże, Skała?        120
A my mrowie pod stopami Twemi?
Któż nas zachowa?!
Otośmy jako naci
Pod mrozem Twego gniewu —
Złe powietrze nas traci,        125
Głód ścina — —
Prosimy Cię na rany boskie Syna,
Ochroń nas od zawiewu,

Który z północy sunie...
Chcesz lud swój wszystek widzieć w trunie?        130
Oto stajemy tu przed Tobą głodni —
Obacz krew naszych żył,
Żali zdrowego koloru —

Czy nie dość głód nas zbił?
Chroń nas od moru!        135
Jeśliśmy grzeszni, kary godni,
Ulituj naszych dzieci!
Wołamy po raz trzeci
Ostatkiem sił:
„Zachowaj nas, Panie!“        140

„Od złej a niespodziewanej śmierci” —
............
Płacz zmordowany prośby rozpacznemi
Jęczy przy ziemi —
Ranny pies-tułacz u wrót...
Już to nie lud        145
W prochu, w kajaniu jęczy dusza ludu.
Pomocy wzywa... zmiłowania! cudu!
To się znów zrywa,
Jak wypędzona przez ojce niewiasta,
Pędzi odludnym polem,        150
Gnana bolem,
Z widmami strasznymi gada,
Krwią ślady swych stóp znaczy —
Aż ślepa od rozpaczy
Potyka się na grobie i pada.        155

A oto przed nią postać olbrzymia wyrasta —

Nieba włosami sięga —
Potęga!
Bóg!
Dusza się wije u jej nóg,        160
Stopy jej zmywa łzami swemi,
Wreszcie nadziei wzrok
Waży się, korna, podnieść w chmury —
Lecz, jak widok walącej się góry,
Kamienny mrok —        165
Strach przybija ją znowu do ziemi.
Łzami więc obmywa stóp skałę,
A serce jej, rozpaczą oszalałe,
W prochu się nurza,
W zamieci...        170
Krzyk-konanie!
Po raz pierwszy i drugi, i trzeci —
„Wybaw nas, Panie!“

Płacz przemógł. Zbliża się On — Burza.
............
„My grzeszni Ciebie, Boga, wołamy“        175
............
Grzmoty....
Całej ziemi wstrząśnienie.
Spadło kościoła sklepienie —
Minął czas —
Lud ujrzał się na Dolinie Sądu,        180
Jako rozchwiany las...
W serca wstąpiła otucha,
Jako rozbitkom zjawa lądu.
Tu się rozstrzygnie los —
W tym miejscu Bóg wysłucha.        185

Spotężmy głos!
............
„My grzeszni Ciebie, Boga, wołamy“ —
............
Grzmoty...
............
Do Ciebie, Boże, najwyższej Istoty,
Przyszedł Twój lud...        190
„Wysłuchaj nas, Panie!“
............
Błyskanie —
Cud —
W chmurach wybłysła twarz Jehowy...
Lud w proch pokotem padł...        195
„Przepuść nam, Panie!“
„My grzeszni...“
Jakimi wołać doń słowy?
Strachem pobladła rzesza —
Nie masz Wódzcy-Mojżesza...        200
O biada!
W dłoni Jego zagłada!
Nie ulituje się męce...
............
Do Syna! który siadł po prawicy —
Krzyż ujął w ręce...        205
............
„Jezusie, przepuść! Jezu, wysłuchaj!
O Jezu! Zmiłuj się nad nami!“
............

Nie słucha próśb — pogląda z góry chmurnie...
Miłosierdziu Jego wszak nie ma granicy —

Wołajmy wtórnie!        210
Przebaczy...
............
„Jezus, przepuść! Jezus, wysłuchaj!
O Jezu! Zmiłuj się nad nami!“
............
Nie słucha wołań — o rozpaczy!
Patrz — Matka Jego po lewicy —        215
Udajmy się do Matki —
Ona nasza! Wybłaga swoje dziatki...
............
„Matko, uproś! Matko, przebłagaj!
O Matko! Przyczyń się za nami...“
............
O losie! Oblicza Swego nie rozchmurza —        220
A On pośrodku, straszny jako burza,
We włosie-wichrze —
Wołajmy po raz trzeci!
„Matko, uproś! Wszakeśmy Twoje dzieci —
Matko, przebłagaj!        225
O Matko! Przyczyń się za nami...“
............
Nie słyszy — biada!
Serce pęka na ćwierci —
Wołanie coraz cichsze —
Jęk śmierci —        230
I dusza martwa w proch pada.



INTER ARMA

Zamilkły Muzy. Armat huk
Napełnił przestwór cały,
W zdumieniu patrzy Łucznik-bóg
Na żywioł rozszalały.

Jakiż to srogi, krwawy szał        5
Ogarnął ludzkie plemię?
Jakiż to demon z mroków wstał
I cieniem padł na ziemię?

Zaszło pomroką świata pół,
Sćmiły się słońc powały —        10
W jakiś bezdenny, czarny dół
Wzrok spada osłupiały.

Kronosie! wstrzymaj chwiejny krok!
Laskę godzin zastanów!
Na ziemię zstąpił straszny Rok,        15
Wtórna walka Tytanów.

Lecz nigdy onych srogi gniew
Nie wzmógł się w takie grzmoty,

Ni takim morzem wbiegła krew
Między wrogie namioty.        20

Nigdy najsroższych bojów bieg
Nie zmorzył tyle życia,
Ni rzucał wodom Styksu brzeg
Tak żałosne odbicia.

Tam oto z cieniów krwawych las,        25
Armia mnoga wyrosła — —
Patrząc na ony bezlik mas,
Charon upuścił wiosła.

Na ziemię zstąpił krwawy Mrok,
Stał jeno niebu świeci —        30
I nic nie dojrzy boski wzrok
Krom srogiej walk zamieci.

Obozem stanął ludzki ród
Wszech — przeciw sobie – zbrojny,
Powietrze, lądy, dale wód        35
Pełne rozgrzmotu wojny.

Wichr nienawiści rozmiótł skry
Od wschodu do zachodu —
Powietrze huczy, ziemia drży
Od mnogich wojsk przechodu.        40

Olbrzyma stalne wgnioty stóp,
Wszystko kruszące na nic —
I przechodzący ognia słup
Od granic ziem do granic.


Zażegł się spadły wokół skłon        45
Łunami czerwonemi —
Jęczy pogłosem niebios dzwon
Nad krwawym szałem ziemi.

Świadomych grozy ludzkich spraw
Strach ziemski zjąłby bogi,        50
Gdyby ich oczom stanął jaw
Tej przeolbrzymiej zmogi.

Ares, on chciwy mordu bóg,
Śledzący ninie boje,
W lęku cofnąłby się za próg        55
I precz odrzucił zbroję.

Zaiste, nie powstało w snach
Krwią najszaleńszej myśli,
Co się przed jawą naszą w skrach,
W ognistych znakach kréśli.        60

Nieogarnięty wojny świat —
Cóż dawne epopeje!
Chyba mogiły w biegu lat
Zwierzą te straszne dzieje.

Niezgruntowana, krwawa toń —        65
Strach rzucające masy —
Piekłu odjęta wydziw-broń —
Cóż sławne Trojan czasy!

Już nie pierś tu rozbija szyk,
Już tu nie ramię męża —        70

Z oddali śmierci wpada syk,
Niewidny wróg zwycięża.

Nie trójwiosłowców wdzięczny chaszcz
Pruje odmęt głęboki,
Lecz ogniem śmierci grzmiące z paszcz        75
Stalne, potworne smoki.

W powietrzu krążą oczy zdrad,
Czarne ptaki Widzuny —
Na wojska spada ognia grad
I biją z dział pioruny.        80

Cóż dziś Hektora srogi miecz!
Cóż głośne Greków kłótnie!        5
............
Homer, widzący ninie rzecz,
Sławną strzaskałby lutnię.

In[n]sbru[c]k, w lutym 1915


WIERSZE Z CZASOPISM I Z KSIĄŻEK
O TETMAJEROWYM SKALNYM PODHALU“

Podniosły się skrzyżale
Z zasutych wiekami cmentarzy —
Całe Skalne Podhale
Ożyło, rozpieśnia się, gwarzy...
 
Wszystko, co śmiercią spało,        5
Do życia wkracza z nawrotem —
Aby przypomnieć się chwałą
I świat napełnić łoskotem.
 
Cóż za lud, dziwnie jedyny!
Cóż za orłowe postaci!        10
Nie darmo drżały niziny,
Szepcące o nich: „Skrzidlaci“...
 
Z martwych wstali spod darni,
Zwołani wtórnie do życia —
Tacy jak byli, harni,        15
Żywe ich istnie odbicia.
 
Jeszcze piękniejsi w geście,
We wzięciu bardziej spaniali —

Nie dziw: sto lat, i dwieście
W dumach kamiennych przespali.        20
 
Wyszli ku nam na jawę,
Jakby z pradawnych wiecy —
Widma białe, choć krwawe —
Tak bliscy, choć dalecy.
 
Spojrzmy na Zycha z Witowa,        25
Jak sie wej na śmierć sposobi...
Wie, iże ciało ziem schowa,
O nic sie więcy nie głobi.
 
A oto znowu Smaś z Olce
Z Bogem jednać sie jedzie:        30
Zbrój za pasem, pistolce,
Dwa muzyki, basisty na przedzie...
 
A ktoż nie zbaczy se w lęku:
„Bracie mój, ustąp mi tońca!"
Ten ukłon — przed wrogiem — w przyklęku,        35
Nim zabił... nim wzięni go, Chrońca.
 
Abo Orlice krwawe...
Te nam wywodzą na oczy
Jakąś zabytą przejawę,
Od której krew sie w nas mroczy.        40
 
Abo ten... na Zmarzłym Stawie
W taniec śmierci porwany,
A jeszcze rytmem w „Sto-se!", w Sławie...
Wid niesłychany!
 

Abo starzy Nędzowie        45
Z Nędzowego Gronika —
Gdy im duch dziada przepowie
Śmierć syna, Janosika...
 
Las cały by zrachować,
By ich wszystkich wypomnieć,        50
Którzy żyli, minęli
I w Pieśń poszli ogromnieć...



DLA NASZYCH STRZELCÓW
MARSZ STRZELCÓW
I

Hejże, orlęta!
Nad polskie zlećcie łany!
Zrywajcie pęta!
Kruszcie! Kruszcie kajdany!
 
W lot!... Niechaj skrzydła zaszumią        5
Hen — ponad strzechami chat —
Niechaj ocknięci zrozumią,
Że Wolność uszła zza krat.

II

Dalej, ochotni!
Choć kordon jest przed nami —        10
Żwawi i lotni,
Przejdziem! — przejdziem pułkami.
 
Marsz!... Kraj przed nami otwarty
Hen — za Wisłę i za Bug —
Ten kraj wymazany z karty        15
Krwią nam odkupi wróg.

III

Naprzód, żołnierze!
Do sławy nasze kroki —
Bagnetem szczerze
Czyńmy! czyńmy wyroki.        20
 
Marsz!... Za nami idą masy
Hen — ze wszystkich Polski stron —
Przez nas odwrócą się czasy,
Zadrży moskiewski tron.



POBUDKA
I

Z lochów Sybiru zlatują
Ponure skazańców duchy,
Krew nie pomszczoną wskazują,
Rdzawymi trzęsą łańcuchy:

„Za więzy — życia wyschły zdrój,        5
Za krew, za rany, za klęski —
Polsko! Zastępy swoje zbrój
Na bój! ostatni, zwycięski“.

II

Pomruk przechodzi przez sioła,
Gniew przelatuje przez miasta —        10
Wysokie szubienic czoła,
Lecz pomsta nad nie wyrasta:

„Za więzy — życia wyschły zdrój,
Za krew, za rany, za klęski —
Polsko! Zastępy swoje zbrój        15
Na bój! ostatni, zwycięski“.

III

Oto już pułki zjawione,
Za wolność polec ochotne —
Hasło przez Strzelców rzucone
Oddaje echo stokrotne:        20

„Za wolność — życia święty zdrój,
Niech staje wszelki duch męski —
Polsko! Zastępy swoje zbrój
Na bój! ostatni, zwycięski“.



PIOSNKA STRZELECKA
I

Hej! hej! — po lesie echo dzwoni —
Hej! hej! — wychodzi Strzelców huf —
Z cieniów łyskają światła broni,
Mienią się tęcze lśniących luf.

Hop! hop! — już hasło się ozwało.        5
Hop! hop! — przemyka cicho zwierz.
Baczność! Odważnie! Celuj śmiało!
A prosto w serce mierz.

II

Hej! hej! — głos leci od dąbrowy —
Hej! hej! — uroczny płynie śpiew —        10
Dyjana wyszła w las na łowy,
Królowa cudnie krasnych dziew.

Hop! hop! — odpowiedz ostrą strzałą.
Hop! hop! — nie umknie zdradny zwierz.
Baczność! Odważnie! Celuj śmiało!        15
A prosto w serce mierz.

III

Hej! hej! — z dalekich puszcz krawędzi —
Hej! hej! — gniewliwy zagrzmiał róg.
Kto się w nieznaną kniej zapędzi,
Kędy śmiertelny czuwa wróg?        20

Hop! hop! — polować będziem z chwałą.
Hop! hop! — nie ujdzie srogi zwierz.
Baczność! Odważnie! Celuj śmiało!
A prosto w serce mierz.



CHOCHOŁOWSCY

Dźwigają się na mogile darnie,
Przeszło pół wieka spokojne,
I Oni powstają wej harnie
Tacy, jak szli na wojnę...

I cóż, że ludzie pomniejsi        5
Padają: pogineni!
Kie oto, duchem groźniejsi,
Żywo przed nami zjawieni...

Jeszcze pewniejsi w swych ruchach,
Mocniejsi w swym zapale,        10
Albowiem w czystych już duchach
Jawią się i we chwale.

Co ziemskie, z Nich opadło,
A co wieczyste, ostało —
Jakieś gromadne Widziadło        15
Zmartwychwstające Chwałą.

Widzim: w bojowym ordynku
Idą po śnieżnej grudzy —

Kmietowicz z krzyżem w ręku,
Dalej Zych, Kois i drudzy...        20

Wszyscy, których imiona
Sława podała pamięci —
Z grobów darń odrzucona,
I Oni już ocknięci.

Cóż bowiem mogilne leże        25
Onemu, co nie umiera?
Kto ginie za Sprawę w ofierze,
Temu się żywot otwiera.

d. 17. II. [1]913


DWA LISTY
I

Madonno!...
Kornie schylam przed Tobą kolano —
Nie gardź zachwytem pieśniarza —
Wszak jesteś, Piękna, jak słoneczne rano,
Które najlichszych obdarza.        5
Z oczu Twych idą promienie darzące,
Same o sobie niewiedne,
Które śni czasem na zaziemskiej łące
Serce człowieka biedne.
 
Jakaż kraina była dosyć godną        10
Być Twą kolebką, Pani,
I jaka ziemia tyle niezawodną,
Żeś przyostała na niej?
Jakiż dom ziemski weselem się rzęśni
Twej obecności,        15
I jacy ludzie mogą być tak szczęśni
Być w Twej bliskości?
 
Gdyż piękna jesteś jak cud nie widziany,
Śniony li serca dygotem,
Pięknością, która życiu otwiera polany        20
W jakimś zaświecie złotym.

W pustce, z daleka od gwaru i ludzi,
Na swym straconym szczycie
Byłem jak więzień, co się próżno trudzi,
By przetrwać życie.        25
W tej pustce, niby w zamierzchu kościoła,
Z duszą na poły umarłą,
Tkałem klęskę swą, nie wierząc zgoła,
By słońce tu dotarło.
Dumałem, że w mej pustelnej kolebie        30
Jeszcze się bardziej zmroczy —
A odkąd, o Słoneczna, zobaczyłem Ciebie,
Pełne mam światła oczy.
 
Dzięki Ci, Pani, za cud, za zjawienie
I za to, że Ci ta kraina miłą,        35
I za to, że prawdą jest owo marzenie,
Które się duszy mej śniło.
Dzięki za Piękno, rzadkie, osobliwe,
Jawione przymioty Twemi —
Serce już samą tą myślą szczęśliwe,        40
Iż jesteś na tej ziemi.
 
P. S.
Madonno!
Przebacz słowa otwarte jak dzieci;
Tchnęła je serca spowiedna potrzeba.
Zlecam ten list wiatrowi — niech leci —        45
Bez wiary, iż dojdzie rąk Twych —
— jak do nieba.

Poręba W[ielka], 19. II. [1]913


II

Madonno!
Nigdy dla ziemskiej istoty
Nie kładłem uczuć swych w rymie —
A oto śpiewam Twe boskie przymioty
I śpiewał będę do końca        5
Twe Imię.
Nie mogę myśleć o Tobie inaczej
Jak tylko najwyższym tonem
Serca, bliskiego już rozpaczy
Przed Pięknem objawionem.        10
Wielbię Cię, Pani, tym zachwytem,
Który za życie wychodzi
I, stając prawie już nad bytem,
Szaleństwo czynu rodzi.
 
Cóż mi, o boska, cóż przed Tobą        15
Najświetniej pisane księgi —
W Twe Imię zburzyłbym państwo
I nowe wzniósł do potęgi.
W Twe Imię — czuję, jak rzecz łatwą,
Com śnił zwodnymi trudy —        20
Zatknąłbym sztandar podhalański
Na murach dumnej Budy.

W Twe Imię wyniósłbym mój naród
Aż pod niebieskie wrota
I tchnąłbym weń wieczności zaród,        25
Płomień żywota.
Cóż nadto wielkim byłoby mi trudem,
Jaki czyn Odrodzenia?
Wszak piękność Twoja jest tym żywym cudem,
Który sen w istność zmienia.        30
 
Wielbię Cię, Pani, tą całą wszechmocą,
Do jakiej dusza ma zdolna,
Słyszą to gwiazdy, które hań migocą,
I pustka dookolna.
I czybyś miała zwieńczone swe czoło        35
Pasterską chustą, czy koroną,
Jednako byłabyś, o boska,
W mym sercu uwielbioną.
 
Wzrok mój podnoszę ku Twym słonkom-oczom,
Modlę się do Twego czoła —        40
Pod ciemną nieba gwiezdnego roztoczą
Nie mam innego Kościoła.
 
Religią mej duszy się stałaś,
Duszy mej, smutkiem otrutej —
Ponad śpiew serca ku Tobie        45
Nie znam wznioślejszej już nuty.
 
P. S.
Przebacz, Pani,
Nie karz mię wyniosłą wzgardą,
Która uśmierca.

Pieśń jest mą rycerską gardą,        50
Równą Twej szarfie.
Gdy Cię zachwyt mój rani,
Pomyśl: „Wiatr gra mi na arfie
Tęsknotę serca — —“



DZWONY

Rozdzwoniły się we mnie dzwony,
Z tajni ich tony hen się łonią,
Południe, północ, wszystkie strony
Młodości mej na pogrzeb dzwonią.
 
W pustce, w jesionów rząd wtulony,        5
Żałobą okrążany wronią,
Przechodzę w myśli lata — skony,
A dzwony dzwonią, dzwonią...
 
W dole, jak zmrok nieprzenikniony,
Staw się tajemną czerni tonią —        10
Czyż ze dna jego wstają tony,
Co tak zmroczniałą głębią dzwonią —?
 
O, jaki smutek niezgłębiony!
Patrzę na oną okrąż wronią,
Na te włonione w zmierzch jesiony,        15
A dzwony dzwonią, dzwonią...

13. III. [1]913


PATRZĘ W TĘ PUSTKĘ...
I

Patrzę w tę pustkę otwartą —
Gwiazdy nade mną migocą —
Powiedzcie, siostry: Czy warto?
Wy się ognicie hań — po co?

Serca jednego ubyło,        5
Serce, ogniące się, zgasło —
Czyż nic się tam nie zmieniło?
Czy nic tam nie wybrzasło?

Widzę, jak drwiąco mrugacie,
Jako nadziemne szyderce,        10
Żadnej nie szepnie serce
Schylić się ku mnie: „Mój bracie”...

Patrzycie z ciemnych tych pował
Jako sztylety — żegadła,
A jam was przecie litował,        15
Gdy która w otchłań upadła...

Niechajże i ta niewdzięka
Gwiazd, które-m mniemał siostrami —

Ucz się: samotną jest męka,
W cierpieniu jesteśmy sami.        20

O serce, tyleś już wiedzy
Wyniosło z długiej tej drogi,
Iż w końcu żywota-miedzy
Staniesz z bezrady i trwogi.

II

Patrzę w tę pustkę otwartą —        25
Gwiazdy nade mną migocą —
Już się nie pytam: czy warto?
Już się nie pytam: po co?

Gwiazdy milczące zdradziły,
Pustka głuchością nie przeczy —        30
U Jej otwartej mogiły
Spojrzałem na dno tych rzeczy.

Nic, które kości me kruszy,
I wszystko, co sercem czuję —
Straszna obojętność głuszy        35
I duch, co pokutuje.

Nic się tam w górze nie zmieni,
Cokolwiek w myślach bym marzył —
Minę — i będzie w przestrzeni,
Jakbym się nigdy nie zdarzył.        40

Żyjesz czy umrzesz — to jedno,
Kamień z urwiska odpada —

Wpatrz się czuciem w bezedno —
I cóż? czy odpowiada?

Pustka odpowie ci zawdy        45
Jedynym głuchym wyrazem —
Lecz jak nie upaść z tej prawdy?
Być ponad i popod głazem — ?



KU PUSTCE...

O święty gaju!
O ciche źródło oczyszczeń,
Źródło zdrowia —
O szczęście, skryte w żałobie!
Z kurzu obcego kraju,        5
Spośród ludzkiego mrowia
Dążę, grzeszny, ku tobie.
Na twym łonie matczynym
Wypłaczę wszystkie zawody,
Wyznam najcięższą przewinę.        10
Twoje jesienne chłody
Są mi jako uśmiech zdroja —
O śnie! O pustko moja!



RADA DZIEWCZYNCE

Przemądra jesteś i przemożna;
Bądźże więc z sercem swym ostrożna,
Nie daj go byle komu.
Bo później, jako dumna żona,
Będziesz to serce, ach, zmuszona        5
Wynosić po kryjomu.



POCHWAŁA ŻYCIA

Wstałem dziś bardzo rano,
Gdy ptaki gwarzą o świcie,
Aby, nim mgły nizinne wstaną,
Pochwalić życie...

To bowiem szczęściem darzy,        5
Co nam o szczęściu śpiewa —
I wtedy jeno drogi skarb,
Gdy się go dusza spodziewa.

I

Zapłonione błękity,
Przez mrok złocące się struny,
Niebem zajęte gór szczyty
Grają na cudny dzień!

Różowy pobrzask wstaje,        5
W złote rozpala się łuny —
A Tatr z-ostrzone kraje
Jak miecze pełne lśnień!


Rozkwitła zorza ranna,
Ogniem spłonęły niebiosy —        10
Dusza śpiewa: hosanna!
Raduje się jak ptak —

Z ziemi, darzonej złotem,
Zachwytne budzą się głosy —
Rajskim ptasząt świergotem        15
Dzwoni różany krzak.

Na świt! Na świt! — drga serce,
Wezbrane tętnią żywiczną;
W każdej żywej iskierce
Drży oczekiwań chłód —        20

Na świt! Na świt! — drga życie
Barw zestroją rozliczną,
A tam już na błękicie
Dziwny się sprawia cud...

Wystrzelają promienie        25
Z niewidzialnego ogniska —
Rośnie w okrzyk jaśnienie
Rozbiegłych w okrąg zórz — —

Raz po raz dłoń niewidna
Groty żarzące wyciska,        30
Które z powały niebios
Sypią złocisty kurz — —

Blask coraz bielszy wschodzi
Na zorze, złotem siejące —
Aże na lśniącej, płomienistej łodzi        35
Wypływa Słońce...



II

Niechaj będzie pochwalona przedziwna krasa ziemi,
Cudownie wyjawiana dary słonecznemi.

Niechaj będzie pozdrowiona przeczysta ranna rosa,
Która przemienia łąki w kwieciste niebiosa.

Witajcie, bratki moje! o wdzięczne motyle!        5
Jak przygasłe w pamięci miłowane chwile.

Stokrótki zrumienione, jaskry złotolice!
Skryte w zieleń, nie tajne oczom tajemnice.

Najlichsze trawki polne! i wy nieostatnie —
Wszystko duszy radosnej siostrzane i bratnie.        10

Wszystko pojednoczone w uśmiechu urody,
Jednym rytmem pojęte w rajskie korowody...

III

Niosą się maje puszyste, w zwiewne wieńczone korony; chwieją się dzwonki czyste, we wszystkie rozdzwonione strony.
O lilijowych czołach pysznią się ząbry okolne; niepokalaną bielą lśnią chryzantemy polne.        5
Bodziszki o różnym przystroju: czarny, niebieski, różowy, znad trawy — to tu, to tam — przemienne ukazują głowy.

Suną te kwietne drużyny, te świetne, barwne orszaki, krajem przez łany zbóż, przez miedze, łączki i młaki...
Jakoby wszystko rozkwitłe na gody dążyło weselne —: tryskają co moment uśmiechy, wznoszą się wonie kadzielne.
Jako lichtarze nocy dymią się wonne storczyki —: zgasiło bowiem już słońce ich zzieleniałe ogniki.
Z przyczyny szarości kwiatu w tłum pospolity zepchnięta, aby okazać swą moc: nad inne wonieje mięta.
Bezcennie unosi się z miedz przedziwna woń macierzanki — jak słodkie jakieś wspomnienie, jak myśl o włosach kochanki.
A oto staw wonności, dar tej porannej godziny —: różowe w bezmiar pole kwitnącej koniczyny...

IV

Wdzięcznym jest ogród ziemi, słońcu otworzony,
Ujęty morzem nieba między sine skłony.

Jeśli dusza z miłością w jego ścieżki wchodzi,
Wtórnie się pośród kwiecia na szczęśliwość rodzi.

Raj to jest, gdzie Myśl Boża śni o swoim celu,        5
W bławacie utajona i w najlichszym zielu.

Cudnie śpiewają kwiaty, dziwnie mówią wrzosy —
Szczęśliwy, kto uczuciem pojmie one głosy.

Słodycz jest darem niebios. Słodka koniczyno,
Razem oto kwitniemy, za jedną przyczyną.        10

Światło jest w nas i życie — we wszystkim tak samo.
Wieczność jest dniem stawania, a noc śmierci bramą.

V

Niknie mgieł polnych gaza, unosząca się nad ziemią, jak śnienie; chłód ranny, strwożony słońcem, pod leśne uchodzi cienie.
Gasną brylanty rosy — blask je po drodze wypija, gdy, pozdrawiana światłem, chwila się z chwilą wymija.
Dzień się szerzy na ziemi, powietrze żarność przenika; aliści nad krasą pól przedziwna wstaje muzyka...
Jak gdyby podmuch swawolny dzwonił o włóśnie promieni: rój muszek naobszerz gra, jako udoła najcieniej.
Wtórują mszyce znikome temu orkiestry wzniesieniu i dźwięczą brzęczki złote swój ton o szklanym brzmieniu.
Organnie przenoszą się pszczoły, basują wąsiate trzmiele — cała orkiestra zleciała na złote kwiatów wesele.
Rozswawolnił się obszar: wszystko, co kwitnie i rośnie, w tan się muzyce podaje, słońcu, weselu, wiośnie...

Oto wysmukła centoria różowe kreśli zakola, obok niej mieczyk, jak chłopiec, dwornie jej służy przez pola.
Wyczki za ręce się wzięły i w pląsach gromadnych się mienią, ostróżki zasię z osobna weselnym radują się brzmieniom.
Różnostrojne orliki jak drużby we wstęgach się niosą — lśniąco-gwiaździste rumianki uśmiech oddają niebiosom.
Trzęsą się białe kądziołki, jak babki powyczepiane — skrzyp skrzypi, szelążnik szuści, burzany chwieją się pjane.
Całą kwiecistość przestrzeni pojęła radość grająca — wszystko w tanecznej rozbawie płynie naprzeciw Słońca...

VI

Wesel się, duszo moja, pląsaj wraz ze wszystkiem,
Bądź po równi z muszkami, z promieniem i listkiem.

Zespól się światłem oczu z ogniem spadłej rosy,
A uczujesz rosnące w swym wnętrzu niebiosy.

I wysłuchasz z ócz kwiatów, płonących szczęśliwie,        5
Iże radością świat jest i wszystko, co żywie,

Myśl Boża się raduje w uśmiechu pogody,
Gdy żywoistne tańczy swoje życia gody.


Jakaż radość promienna, że nam oto dano
Czuć bóstwa uśmiech w sobie w to słoneczne rano.        10

Wesel się, duszo — niebo upadło w twą studnię —
Pij zachwyt, zanim przyjdzie znużone południe.

Poręba W[ielka], 1913 r.


POŻEGNANIE

Więc jedziesz w świat?... Szczęśliwej drogi!
A nie zapomnij powiać chustką,
Gdy Ci się zwidzą moje progi,
Ożałobnione pustką.

Podobno zdały-ć się za niskie —        5
Tak miałaś orzec w sobie, dumna.
A jednak one dość wysokie,
By zawadziła o nie trumna.

Nie czynię z rzeczy tej dramatu;
O trumnie mówię w przyrównaniu.        10
Nie trwóż się, nie oznajmię światu
O naszym — kiedyś — miłowaniu.

Cóż to tam było jakaś chwila,
Jakiś rok jeden, dwa czy dłużej —
A tu się serce tak przesila,        15
Tak się mozoli, tak się nuży...

Va bene! Pogrzebionym będzie.
Jako orzekłaś, Lady — tak się stanie.

Jedź w świat — niech Cię prowadzi wszędzie
Moje... uszanowanie.        20

W sercu nie chowaj zaś tęsknicy.
Choć byłoby mi znowu przykro,
Gdybym-ć w pamięci stał się ikrą,
Zanim dojedziesz do granicy.

Wkrótce zapewne będziesz w Rzymie...        25
Proszę, wyryj tam moje imię
Na jakim wrosłym w mech kamieniu
Z imieniem Twoim w obramieniu.

A tak będziemy razem istnieć,
I to, co życie nam nie iści,        30
Może się kiedyś zrzeczywistnieć;
Nie będzie Ci to bez korzyści.

Masz później zwiedzać, słyszę, morza, Nile,
Kruszyć dalekie oceanu szyby — —
Niechże Ci się tam kłaniają krokodyle,        35
Niech Ci całują rączki wieloryby.

Zapewne będziesz też i w Gibraltarze —
Przypuszczam, że Cię nazwa znęci.
Małpę mi stamtąd, proszę, przyszlij w darze,
Abym Cię długo miał w pamięci...        40



DO TYMONA

Tymonie, gdy nie jesteś jak krwiopijny sokół
Ani sposobion cale, jak uśmiercać wrogi,
Jakoż Ci żyć w tym czasie, gdy wszystko naokół
Pobrzęk wydaje srogi.
 
Sztukę uprawiać pragniesz... śmiech zaiste!        5
Dziś mówi się jedynie o wojennej sztuce,
Dziś stwarza się wartości żywe, oczywiste:
Broń, żołnierskie onuce.
 
Oto przyjaciel, który wonną sztuki nardą
Skrapiał ongi swój sztywny, chimeryczny kołnierz,        10
Spotkawszy Cię w ulicy, rąbnie mową twardą —
Okrutnie srogi żołnierz!
 
Zejdziesz mu, zlękły, skromnie z trotuaru,
Schronisz się w swoim wstydzie do bliskiej kawiarni,
A tam pełno naokół wojennego gwaru —        15
Kelnerzy militarni!


Umkniesz do swej pracowni z placu wojowników,
Ufny, że Cię tam myślom spokojnym ostawią,
A tu z dziedzińca wpada grom dzikich okrzyków —
Dzieci się w wojsko bawią!        20
 
I nie masz głowie Twej cywilnej skłonu —
Dzień Ci niewczasny i noc niespokojna —
Od gardzioł dziatwy — do nut gramofonu,
Wszystko Ci krzyczy: Wojna!
 
Cóż tedy z Sobą poczniesz, nieszczęśliwy,        25
Gdy tak wszystko mundurnie poczyna się srożyć —
Ostaje-ć chyba jeden schron wątpliwy:
Samemu mundur włożyć.

1914



GDYBYM BYŁ SERCEM DZWONU...

Gdybym był sercem dzwonu,
Co z głębi mogił wybucha,
Wołałbym całym spiżem tonu:
Prostujcie ducha!
 
Ognijcie wolę! Tężcie słuch        5
Na czasy, które wichrem pędzą —
Albowiem górą przejdzie ruch
Nad ducha niską nędzą.
 
Z ruin bezruchu, z padłych baszt,
Co mają jedną wolę: trwania,        10
Podnieście myśli czujnej maszt —
Oto Ląd polski się wyłania!
 
Widny już lackich dziedzin kraj,
Widne bużańskie brzegi —
Od Niemna jedna wiedzie staj        15
Po Tatr wysokie śniegi.
 
Chrobry te ziemie mieczem skuł,
Śmiały wyrąbał granice,

Wielki je z nędznych lepian zzuł,
Ubrał w murowanice.        20
 
Turkota o tym polski młyn,
Tony wysokie głuchną —
Nie wstanie z wiedzy onej czyn,
Z wielkości — próchno.
 
Nie stworzyć z piasku strażnic-Tatr,        25
Ledwie pustynne widma.
Zadmie od strony jakiej wiatr,
Tedy wyniesie się wydma.

W kuźnicy świata, w ogniu sił,
W ten czas, czekany od wieka,        30
Kują się nowe kształty państw,
A Polak — czeka.

............

Gdybym był sercem dzwonu,
Co nad tą ziemią przechodzi,
Wołałbym całą mocą tonu:        35
Tężcie się, młodzi!
 
W letarg popadli, w zbrodnię snu,
Lękiem na poły zabici,
Żywota w pierś nabierzcie tchu —
Oto już płoną wici!        40
 
Nad upad, nędzę, krwawy los,
Nad całe morze to niedoli,

Podnieście jeden mocny głos,
Związany w jeden piorun woli!
 
Uczyńcie nieochybny grot        45
Z wyjętej z piersi Polski włóczni — —
Stężałej woli twardy młot
Rozewrze bramy jutrzni.

29 listopada 1915 r.


POLEGŁYM W BOJU

...Pamięci Waszej moje słowo liche
Nie zjaśni. Poszła już w miliony.
Dziś Wasze mogiły ciche
Staną się kiedyś w Polsce głośne jako dzwony,
Będą krzyczane w serca jako hasła,
Ich krwawą ziemią będzie się nienawiść pasła,
Aż pomsta buchnie sroga!
Cóż wobec mogił słowa znaczą?
Lecz gdy nad Waszym zgonem
Kruki wciąż jeszcze kraczą,
Cała czerń hawrania, wroga,
Żałobną wije się chmarą —
Przynoszę Wam pokłon od siebie.

Cześć Wam i sława!
Iżeście życiem szli za swoją wiarą,
Iżeście wierzyli szczerze,
Iżeście całych dali się w ofierze
Za wiarę swą, której imię Sprawa.
A iż na Waszym niebie
(Smętni i Wy marzycie)

Były dwie gwiazdy jasne, co Was wiodły:
Wolność i Życie.

Przez trud, przez mękę szliście wraz
Ku owym niedalekim wrotom —
Niechajby i najcięższy wskaz,
Każdy w lot stawał: „Oto-m!“

Każdy osobno stawion — wódz,
A żołnierz, gdy w szeregu —
Iżby przeszkodę groźną zmóc,
Najbliższy pluton z brzegu!

Hej, towarzysze. Dziwny słuch
O was tu dzisiaj chodzi —
W szczęściu ukąpał się Wasz duch,
Poginęliście młodzi.

Czy można rozróść szerzej?
Żywot swój zamknąć dzielniej?
Za życia — bohaterzy,
Po zgonie — nieśmiertelni.



STERNICY

Przez polskich dziejów krwawy zrąb,
Jak Duch-Król, co się w nowe wciela,
Widnieje w blaskach postać-dąb
Kapłana-obywatela.

Urody dziwnej, dziwnej krwie,        5
A jednego wieszczego oblicza —
Czy on się ondzie Skargą zwie,
Czy weźmie imię Mickiewicza.

Jezajasz-prorok, płomień-grom,
Bezrządu gminu polskiego gromiciel,        10
A zasię, kiedy runie Dom,
Architekt-odnowiciel.

Jako Stróż z ducha natchnienia,
Stojący u Znicza na warcie —
Sumienie pokolenia,        15
By duch swój wykuwało w harcie.

W potrzebie żołnierz u wyłomu,
Niosący z krwi ofiarę —

W potrzebie sternik promu
Z brzegu niewiary — w wiarę.        20

Jeśli na ziemie najdzie wróg,
Tłumiciel, deptacz rozwoju,
Tedy on nie wybiera dróg,
Lecz jedną widzi: w boju!

Czy to ksiądz Marek będzie,        25
Który szlachtę ospałą zapala —
Czy Kmietowicz z Podhala,
Rzucający w lud buntu orędzie — —

Powstanie, to powstanie —
Bunt, to bunt — o Ducha chodzi!        30
O ten Dzień, o to Świtanie,
Które w krwi zórz się rodzi.

Ku onym Świtom dąży
Sternik polskiego promu —
Z niewiary, co w odmęt grąży,        35
Do wiary, do Niezłomu!

Lublin, 2. XII. [1]915


OBCHODY

Pogrzebne dzwony,
Żałobne pienia,
Jękliwe tony,
Głośne westchnienia,
Skromne ofiary,        5
Wiechy, sztandary,
Sute przemowy,
Płonące głowy,
Pycha, ból usypiająca —
Wlecze się ten tren pogrzebowy        10
Bez końca — — —
Klęski, zwycięstwa,
Przejawy męstwa —
Wszystko się zmieści
W słowach bez treści,        15
W gloryi hucznej niedołęstwa!



O, gdyby ująć słowa-bicze
I ciąć nimi przez polskie oblicze,
Ażby wytrysła krew,
Ażby zadrgnęło to cielsko,
Ażby zaszczeknął gniew        5
Obrazy,
A potem mową anielską,
Najgórniejszymi wyrazy...
[............]



POST ARMA...
1

Odzywają się nieśmiałe brząkadła:
„Dzyń-dzyń, dzyń-dzyń“ —
Na znaną starą nutę,
Poezja w dół krwawy upadła...
„Ach, wstań! ach, czyń!“        5
Jak zadrga serce strute?

2

Aleja śmierci. Wysokie topole,
Jako dwa rzędy rozstawionych straży,
Rzucają cienie głębokie
Na pole, światłem księżyca zalane,
Którędy tają ciemne ślady bruzd,        5
I na grunt biały alei,
Gdzie, w różne rzucone strony,
Leżą ludzkie postaci,
Ujęte śmierci groźnym snem.
Sznur nieskończony...        10
Niektóre w mocnym uścisku,
Niby dwóch braci zażartych,

Sczepionych ostatnim tchem.
Niektóre dziwnie sprężone,
Na wznak ku niebu leżące,        15
Wielkiemi oczyma szklącemi
W tarcz księżyca wpatrzone.
Setki tych szklanych oczu.
Niektóre krzyżem przypadłe do ziemi,
Rękoma zimno jej obejmujące — —        20
Niektóre samotnie śpiące
Na uboczu
Z poddaną pod głowę dłonią.
Są też skulone,
Jak dzieci, co się bicia chronią.        25
Niektóre w kłąb zwinięte,
Niby ostrzem przybite robaki —
A zasię inne
Jak dziwaczne na drodze pływaki,
W pełzaniu żmudnym — zaśnięte.        30

Chodzi pośród nich żałobna Pani,
Schyla się nad uśpionymi,
Czasem przyklęknie na śniegu,
Patrzy w lica,
Snadź kogoś upatruje, szuka — —        35

Leżą oto pokotem, zbratani,
Wróg z wrogiem — już na tamtym brzegu —
Jednakimi oczyma szklącymi
Wpatrzeni w tarcz księżyca.
...wysokie topole,        40
Jako dwa rzędy rozstawionych straży,
Stoją w milczeniu.

3

Powiem wam — boście przy mnie stali
Napośród śmierci pokosu —:
Świat człowieczy się wali!
Czy się odrodzi z chaosu?
O straszne, piekłu niepojęte noce —        5
Krwawy koń piersi dziewczęce druzgoce —
Słyszeliście: anieli, anieli płakali!
Człowiek nie podniósł głosu.

4

Przeorał krwawy miecz
Niwę człowieczą do gruntu —
Zarył swą stalą precz
W pokłady buntu.

Buchnął wulkanny sklep,        5
Ognistym rozniósł się czołem
I spadł na ziemski step
Szarym popiołem.

5

Jest serce rana — serce kamień.
Kamień przygniotem spada —
Rana się rani.
Cierpienie woła: Boże, zamień!
Pustka nie odpowiada.        5
Rana stanie się kamieniem
W czasu otchłani —
Cóż przeto jest cierpieniem?

6

Bywa i tak, że dobrze bywa zgoła:
Gdy przyjaciele siędą koło stoła,
Smutni, weseli.
Szarpną za serce — struna jęknie —
„Ach, jak ten umie cierpieć pięknie!        5
Sercem się dzieli“.

7

Potrącisz struny — raz, drugi i trzeci —
Niedołężnie, jak to czynią dzieci,
Aż trafisz na właściwą...
„Wlazł kotek na płotek”... Każdy już rozumie,
Zachęty wdzięczne: „Ależ on grać umie,        5
Umie grać jako żywo!“

8

Błogosławiona niech będzie Ułuda!
Dar to jej wdzięcznej psoty,
Iż na pustkowiu ziem jawią się cuda
Oczom tęsknoty.

Ona-ć strój niebian tka z przędzy pajęczej        5
Przez tchnienie rośne,
Ona uśmiechem lody ziemi tęczy,
Iż są niebiośne.

Ona-ć to sprawia, iż suche jabłonie
Kwieciem brylantów świecą —        10

Ona na oczach gdy położy dłonie,
Słońca się niecą.
Przez nią kamieni drogich miryjady
W kotlinach śnieżnych się jaśnią,
A białym szronem owinięte sady        15
Jawią się baśnią.

Ona kochankom w okolicy dzikiej
Kulisy stawi śnione:
Gaje, polanki, księżyc i słowiki,
Śmierci przesłonę.        20

Za jej to sprawą dzwon w puszczy uderza,
Odkrzyk zbłąkane wita,
A w skałach oczom niewinnym pasterza
Paproć zakwita.

Przez nią skazańcom, w sen stoczonym w celi,        25
Kaźni otwiera się brama —
Nędzarzom śnią się w pełnej niepodzieli
Skarby Sezama.
Ona-ć pielgrzyma, gdy upada w męce,
Wizją ogrodu ożywi — —        30
Nieszczęśni żywot święcą jej w podzięce,
Iż mrą szczęśliwi.

Więc dobroć sławię tej, co szczęście wskrzesza,
Promiennych złud bogini,
Która zdobycie w niedościgłem wiesza,        35
Sen — prawdą czyni.

9

Gdy człowiek stanął na zadnich odnóżach
I szyję wyprostował,
Mniemał, iż czołem w laurach i różach
Sięga do niebios pował.
Jakież bolesne było przebudzenie,        5
Gdy łbem o ocap zdzielił — —
Nie podnoś, Maćku, ryja pod sklepienie,
Gdyś się nie przeanielił.



OPIS

Księżyc — strzępy chmur — i ciemna zieleń.
Z chmur uczynił się jeleń —
Podpłynął, wziął księżyc na rogi —
(Wspomnienie: dawne, słowiańskie Swarogi).
Z jelenia stała się żyrafa,        5
A z onej czarna morska rafa
Nad wodną, ciemną zielenią —
Ta zatopiła się wnet, znikła —
Jeszcze jedyna chmurka nikła —
I sam księżyc już nad przestrzenią.        10



POTOMNYM PRZEKAŻCIE!...
NA ODSŁONIĘCIE TABLICY PAMIĄTKOWEJ POLEGŁYCH
UCZNIÓW GIMNAZJUM NOWOTARSKIEGO, 1922
[Fragment]

Wojny powszechnej ludów, zawieruchy!
Prosiły księgi poetów pielgrzymie,
Wieszcząc, iż w ogniu stopią się łańcuchy —
Polska w oświetli krwawej wstanie w dymie.
I jak przez zbrodnię rozbita w heloty,        5
Odkuć Jej wolność muszą piekieł młoty.

Przyszła lić krwawa. Świat stanął w pożodze.
Jął się przetaczać z hukiem wał stalowy.
Pół świata w krwawej zaciekło się zmodze —
Ogniem ziejące z ziem wynikły rowy.        10
Przez Polskę poszły wzdłuż dymiące rany.
Spalone sioła. Grabież. Lud zabrany.

Gdzieśmy nie lali krwi, na jakich frontach,
Jakie nad nami nie wiały sztandary!
Szczęśliwszym był koń w forszpańskich chomątach,        15
Gdy szedł „für Kaiser, Vaterland! za cary!“
Wysługa straszna krwią u obcych znaków —
Oto ostatnia tragedia Polaków.


Któż dziś opowie te męki zwątpienia,
Nędzne upadki, przygnioty, rozpacze,        20
One rozdwoja myśli i sumienia,
One gościńce do Polski tułacze — —
Nie sprostałaby dusza tej zachwiei,
Gdyby nie cel... gdyby nie okno nadziei!

Jak oto nasi landszturmiści nocą:        25
Siedzą w rowach, w grążeli rozmokniętej gliny —
Kameradzi obcymi języki szwargocą —
Deszcz, pluta, odór padliny,
Psio... Naraz z działów muzyka buchnęła —
Pieśń legijonów: „Jeszcze nie zginęła!“        30

Łzy w oczach, w sercu... Jakby czarem
Powiało na tę katorżnianą nędzę.
Pojmie uczucie wyzwolin ofiarę
I duch się, wzmożon, zacina w przysiędze:
„Ku Tobie, Polsko — przez świata okręże —        35
Aż Cię krew nasza dojdzie — i dosięże!“

I szli ku Polsce przez spady Isonza,
Przez fale Mozy, przez murmańskie pusty —
Wsiąkała w obce ziemie krew gorąca,
W obcy padali proch krwawymi usty...        40
Aż przez rzednące w górze dymy rdzawe
Ujrzeli tęsknią ócz marzoną Zjawę.
[............]

Poręba W[ielka], 17. V. [1]922


Z MARTWEJ ROZTOKI
1

Po trudach walk nieudałych,
Po upadach, zawodach głębokich,
Doświadczeniem daremnym ściężały,
Wracam do martwej roztoki...

Cóż to za zwodne miraże?        5
(Wietrze, ułudę przewiej).
Ostawiłem ją pustym cmentarzem,
A oto lasem się drzewi.

2

Stanąłem nad wyschłym potokiem —
(Lesie zdarzeń!) —        10
Woda się skądś znowu nabiera —
Z kamieniami bełkotem się swarzy.
Czas oto postąpił krokiem — —
Nie ginie nic, co oczom umiera.

3

Na cmentarnych, otwartych uboczach        15
Młody się otawił las.

Omroczyły się zagajem stocza,
Gdziem owce pasł.

Ni poznać miejsca pamiętne,
Gdzie tyle zbiegło lat.        20
Czas nowym nakrył je piętnem,
A tamto skradł.

Co bawiło oczy w młodych leciech,
Sczezło gdzieś z biegiem dni.
Człek błąka się po obcym mu świecie,        25
Umarłe śni...



TOBIE, PODHALE...

Tobie chwała, Podhale,
Które w sobie masz ten czar nakaźny,
Iż niewolisz serca ludzi z dolin,
Cóż dopiero dusze synów głaźnych!

Kraju dziwny, w kształt orli statrzały,        5
Żywo oczom zjawiony z eposu —
Gdzie legendą w niebo pną się skały,
Ludzie prości mienią się w herosów.

Zbocza twoje jeszcze dziś zadźwiękną
Dawną nutą zginionej ślebody —        10
W tobie żyje dar niebiosów: piękno
I dar dziwnej na ludzi urody.

Gdzież się mogli zdarzyć, jak nie tutaj,
Na tych halach o słonecznym licu,
Tacy Gwiżdże, Zachemscy, Jedlicze,        15
Takie wdałe postaci Galiców!
—————————
Tobie chwała, Podhale,
Na wyjątki urodzajna ziemio,

Gdzie, jak kryształ utajony w skale,
Śpiące siły, żywe ognie drzemią.        20

Jeno Słowa, co zaklęcie kruszy,
Jeno ręki cudownej szlifierza —
A rozkwitną blaskiem w pióropusze,
W rozpalone słońca — na puklerzach.

Skarb zaklęty przed nami otwarto —        25
Śpiewająco, Bracia, nam się trudzić —
Radosną tu Bóg nas posłał wartą:
Śpiących rycerzy budzić.

Oto już zastęp zbudzony...
Patrzę po świecznym was lesie — —        30
Wiatr Odrodzenia stąd
Na-wszerz po Polsce się niesie!
—————————
Tobie chwała, Podhale,
Ziemio, przez cud ukochana, boska...
Cóż ja jestem — pasterz na twej hali,        35
Co się sercem o twą Wielkość troska.

Bo inaczej trudno nazwać w czasie
Tę przez Miłość nakazaną służbę,
Gdzie się myśli zatroskane pasie,
A nadzieję-słonko ma za drużbę.        40

Pełnię ją, Bracia, jak umiem —
A przed myślą wizja wstająca:
Podhale, skrólewszczone w dumie,
Wydźwignione aż ku progom słońca!


Dla realności onej        45
Resztę mych sił ochotnie położę.
Niechaj żyje Podhale!
Niechaj watrą pod niebo rozgorze!...



ZAWRÓCIŁ ŚWIAT...

Zawrócił świat znad otchłani —
Minął huragan zbrodni —
Przewiały po pożarach dymy.
Zdawało się, że ludzie, w ogniu zhartowani,
Wstaną krwią nowi, życia wspaniałego godni,        5
Olbrzymy!

Cóż — wstają, jak po deszczu na cmentarzach bełdy,
Purchawki, rosnące dymem wyżej tuji,
Pleni się ludzkość — kaleka — —
Na próżno myśl wśród tej grzybo-zgniłej giełdy,        10
Wśród tych dansingowych, niemrawych podrygów z tęsknotą upatruje
Człowieka.



POETA“

Znalazłszy się na wilegiaturze,
Mozoli się całymi dniami poeta:
Jaki asonans stworzyć miejskiej rurze,
Jaki współdźwięk do... kastanieta.

Ani wie,        5
Że wieś go uprzedziła i w tych sprawach;
Że prosty Józek czy Jasiek, z nawyku,
Stanąwszy na weselu przed muzyką
Sypie asonansami jak z rękawa.



HISTORIA WIERSZEM
Powstańcom śląskim

Dosyć było ziemie na ojczyźnie —
Podzielą się oną Piastów syny:
Każdy gazda na swojej puściźnie,
Swej dzielnicy pan i włast jedyny.

Mocno dzierżą w garści swe ziemice        5
Na Cieszynie knezie i Opolu —
A gdy, było, wróg wpadł w ich granice,
Potkał hufce niepołomne w polu.

Podumał wróg w rozumie: „Nie złamię...
Co poradzić, by zdobyć kraj ony?        10
Zhartowane kniazie mają ramię —
Dam im przeto (dla odhartu) żony“.

Przyjechały z fraucymrem Niemkinie —
Zmieniła się obyczajność wszecka —
Od hauptmanów roi się w drużynie,        15
W kordegardach wre gwara niemiecka.

Tak podstępnie przez jedwabne sznury
Szykował wróg na niewiednych pęta — —

Zniemczył się dwór od dołu do góry,
Zniemczyli się piastowscy książęta.        20
 
Lecz pozostał w chatach naród prosty,
Który „przeca stał przy swojem twardo" —
Wszelkie wrogie naciski, drangosty,
Spotykały tu odporność hardą.
 
Nic nie wskórał swobody odjemca,        25
Żadna chłopa nie zgięła zatrwoga —
Po swojemu klął po cichu Niemca,
Po swojemu modlił się do Boga.
 
Uszły wieki... Wróg przynacisk spiętrzył.
Szatan szydził: „już się nie odstanie!“ —        30
Lecz wbrew losom znicz tlił się we wnętrzu,
Jak ukryty ogień we wulkanie.
 
Aże nadszedł czas gromnych wybuchów —
Świat objęła po krańce pożoga —
Z przepalonych rdza spadła łańcuchów —        35
O ziem skradłą lęk przeimał wroga.

Właść nieprawą stalnym przyległ ciałem —
Tedy naród ocknie się: „pieronie!"...
I wraz oto z narodem powstałym
Dźwigła się moc, tkwiąca w ziemi łonie.        40
 
Pokąd dzieje Polski się ostoją,
Pomnym będzie ten sierpień szesnasty,
Kiedy naród krwią wypisał swoją:
„My tej ziemi prawowite własty".




∗             ∗

Ułudą życie jest i klęską —
Śmierć niezawodną po trudach przystanią —
Lecz póki wola walki — nad otchłanią —:
Życie jest prawdą zwycięską!

Niech więc, kto skrzydła w duchu swoim czuje,        5
Wichrzeje bożym tchem —
Tyle życia tu, co duch zwojuje,
Reszta jest proch i ziem.



NA MARGINESIE
1

Dansing, ot, flirtu trochę, trochę obmów w kącie
I westchnienia, skarżące losy: „Ach, to życie!...“
Ono też, krzywdzone wciąż, jak osioł w chomącie,
Turystkom w bezcel — nudą odpłaca sowicie.

2

Dwóch mężów miałaś w życiu        5
I mówisz: „Nie wiem, co to miłość“ —
Majaczysz o rozbiciu,
Wyrzekając na losu zawiłość.

Gdybyś kochała sama,
Życie naraz stałoby się cenne,        10
Jak do Raju zobaczona brama,
Która prowadzi w Gehennę.

3

O cóż chodzi niewieście?...
Gdy jej wszelkim pragnieniom współdzwonisz,

Będzie cię uwielbiała —        15
Nie minie dni czterdzieście —
Gdy jak głupiec czas z zapałem trwonisz,
Tracisz się dla niej bez mała —
Ona, zużywszy cię wreszcie,
Będzie w innym współdźwięku szukała.        20

4

O sfinksowatość dusz niewieścich,
Jakże głęboka!
Próżność, kaprys, no i pustka w treści —
Gwiezdność dla oka.
 
Olśniony tajemniczością,        25
Wszystko byś złamał dla Złudy —
W końcu, do syta napojony czczością,
Wracasz, jak pies do budy.

5

Wszystko prawda, co tu powiedziano
O przymiotach niewieścich: iż są złudne —        30
Lecz gdyby je z tej planety zwiano,
Strasznie życie stałoby się nudne.

6

Cokolwiek bądź przenieść by ci padło
Przez niewiastę o zmylonym celu,

Zagadkową — zważ, mój przyjacielu,        35
Żeś ty sam ją stworzył nieodgadłą.
 
I co byś słyszał w gospodzie przydrożnej,
Co by-ć w zemście zawodu donieśli oszczerce,
W osądzie swoim bądź nadto ostrożny,
Gdyś w niej dojrzał jedno tylko: serce.        40

7

W miłości:
Wszystko, co powiesz — jest zwiędłe, zdeptane,
Jak przez głupców na drogę wyrzucone kwiaty.
Co pomyślisz — jest z góry wiedziane,
Jak po stokroć przez mędrców odkrywane światy.        45
Wyrazić możesz tylko w jednej niefałszywej nucie
Miłość —: a tą jest proste czucie.

8

O nie poznane wiedzą uczuć niwy!
O trudne drogi miłości!
Znałem dwojga małżonków szczęśliwych —        50
Byli to ludzie zbyt prości.

9

Aby zobaczyć prawdę istną,
Musi serce po żalu owdowieć — —
Najistotniejszą z rozmów
Jest milcząca czworga oczu spowiedź.        55

Głęboko w studni jak niebo
Toną prawdy uczuć osobiste — —
Najczytelniejsze karty listów
Są te, które pozostały czyste.

10

Młody świat się przed sercem co chwila otwiera —        60
Co moment witają nas odrodzenia bramy —
Bo uważcie: młodość nie umiera —
Młodość sami w sobie zabijamy.

11

Jakiż to powód,
że wśród tej rzeszy ludzi,        65
Od których świat
rozgwarem pustym tętni,
I z których każdy
tak się gdzieś spieszy, trudzi,
Przechodzimy zimni, obojętni —        70

A rozpoznana w tłumie
twarz bliska przyjaciela,
Mimo że, posławszy nam
promień spojrzenia, zachodzi,
Na długo w serce wlewa        75
urok odrodczy wesela
I z ludźmi tęczą nas godzi —?

12

Błąkamy się wśród tłumu,
niby wśród piasku pustyni,
„Coś“ zamierzamy,        80
co się w bezkresy oddala —
Czynimy coś — na pozór —
lub „coś" za nas to czyni,
Znosi nas fala, fala —
 
W odmęcie        85
pragniemy się skupić, zastanowić,
Stanąć na pewnym brzegu,
odnaleźć się w sobie —
Wciąż opóźniana wola:
by się odrodzić, odnowić —        90
Aż odnawiamy się... w grobie.



INEDITA

Upadł w proch ziemski czołem
Duch mój z okrutnej udręki —
By zgasnąć lub wstać aniołem
Za mało jeszcze męki.



HYMN TURYSTÓW

Wyżej!... niech chmury się rozgarną!
Wyżej!... niech słońca strzeli błysk —
Niech się rozwidni świat szeroko,
Jakby po równi cisnął dysk.



Niechajże ludzie nie wchodzą
Do tej wspaniałej świątyni,
Niechaj nie psują uroku,
(Który przez Słońce się czyni).
 
Niech poza ludzką tą władzą        5
Piękno się wokół roztacza.
Człowiek jest synem mroku,
Czego tknie — przeinacza.



Śmieszne ludzkie mrowisko —
Gdy sto mil jestem nad wami,
Nawet was wcale nie dojrzyć —
Teleskopami.



Sercu mojemu jest tak
Jako ptakowi na gałęzi —
Śpiewa sobie ów ptak,
I cóż go więzi?



ŻAL W PUSTCE

Piszę pamiętnik sobie —
Cóż biedne serce poradzi —
Ból przyklękły na grobie
Żalne te kwiaty ci sadzi.

Wszystkom przenieść gotowy,        5
Najcięższe losu zsypiska —
Jedno ten żal Hiobowy,
Ten żal, ach nadto dociska...

I cóż mi kto pomoże?
Co mi kto ulżyć zdoła?        10
Ot, pług tę rolę rozorze
Tak właśnie losu koła...

Wolałbym stokroć czuć w sercu
Zimne żelaza ostrze,
Niż ten żal nie...        15
Po zmarłej... siostrze.

Cóż komu...
Po kim ten żal? i za czem?

Boję się wyszeptać pustce,
Cała wybuchłaby płaczem.        20

Wszak każda ścieżka z tych...
W mój żal... prowadzi
Każdy krzew... ta trawa
[?] nikomu nie zdradzi.

Pisałem Jej przed laty        25
Wieść z domu „pustka płacze” —
Jakoż Jej teraz doniosę

[............]



„Śmierć jest wieczystą nocą,
Życie zaś krótkim dniem —“
Lecz śpię pod śmierci mocą,
A kiedy żyję, wiem.



TRENY
III

Przez mgłę, co się nad sercem zwiesza,
Słońce się ku mnie przedarło —
Próżno mię światłem pociesza —
Nie wskrześnie, co umarło.



Ach, któryż jestem prawdziwy,
Czy ten, co z wami się śmieje,
Czy ten, co tu nad wami
Jak i nad sobą boleje —



W PUSTCE

Patrzę z wierchu ogniskiem
Na ten kraj dumny, bezpański,
Gdzie się rozraja mrowiskiem
Mój naród podhalański.

Oto w swej Pustce się palę:        5
Ogień mojego narodu —
Widzę go w przyszłości, w chwale,
A drżę od trumien chłodu...

Ściskają mię pierścieniem
Sunące czarne wieka —        10
Obyż wybuchnąć płomieniem,
Ujść przed zagładą człowieka!



Z GALICOWEJ GRAPY

Obudziły się pierwsze pod lasem jałowce,
Strzęsły ze siebie rosę,
Czarne zjeżyły czupryny
I tak na ucho jeden drugiemu szeleści:
— Cóż to za licho, co ku nam nocką się skrada?        5
Cóż to za postać w brzasku miesiąca hań blada?
Wtóż to hań się tak bieli?...
Czy duch to gazdy, co skończył dziś na pościeli?
Czy cień błędnego juhasa, co w chmurach potracił swe owce?
Czy widmo tego zbójnika, o którym słyną wieści,        10
Iże się dał zatracić skroś jednej bladej dziewczyny
I skroś niej pominął świat?
— To ja — rzekę im — wasz brat,
Pasterskiej mojej chwały towarzysze...
Wyszedłech ku wam, gdy wieś usnęła w dolinie,        15
Przybaczyć, coście mi ongi gwarzyli,
Wy, bracia potraceni, mali, i ty, lesie —
I ty, pamiętna jedlo, chrzesnamatko...

— Szsz... swaku — to nasz brat.



W PRACOWNI

Marzenie! Nie zaplątuj myśli moich wątku
Na swej pajęczej złudzie,
Bo oto wielką tezę mam stawić od początku
O pewnym dzikim ludzie.

W mojej pracowni, pełnej ksiąg zimnej mądrości        5
Myślenia logicznego.
I wymierzonych czaszek, i wielowiecznych kości —
Nie ma nic z państwa twego.

Wiem, że w twych arabeskach możliwości się rodzą
Cudne i przeogromne,        10
Lecz wiem też, że te zwidy ludzi naiwne zwodzą
Na drogi karkołomne.

Wiem, że jesteś królątkiem, co smutnych przeinacza
W szczęśliwców bezgranicznych,
A w chwili omamienia ze smętów złudy stacza        15
Wprost do — stoków ulicznych.

Wiem, znam cię z dawna — tak nęciłoś mię zawdy
Do cudnych snów — mamideł...
Lecz nie ma dla cię schrony w przybytku zimnej Prawdy,
W cieniu jej mroźnych skrzydeł.        20



By zabić śmierć,
Człowiek się mami,
A wieku ćwierć
Jest już za nami.
 
Człowieczy trud        5
Pospiesza ninie,
By zdobyć to,
Co i tak minie.
 
Któż jest szczęśliwy?
Życie uchodzi —        10
Już Charon siwy
Czeka w swej łodzi.
 
Więc jakiż cel?
Jakież są cele?
Śmiertelna biel        15
Wokół się ściele.

7 marzec 1914


ŚNIEG
I

Sypią się płatki śniegu
Jak kwiecie różowe jabłoni,
Swawolą, mijają się w biegu,
To jeden drugiego goni...

To płyną w lekkich pląsach        5
Wskróś przez powietrzną głuszę —
Przestwór hen w kwietnych otrząsach,
W motylej zawierusze.

A świat w okrąg objęły
Białą, stężałą ciszą,        10
Iż zawisłe w bezwietrzu
Myśli się same słyszą...

Sypią się płatki śniegu
By puchy senne z zaświata —
Od brzegu omgli do brzegu        15
Wichrzy się zamieć skrzydlata.

Kładą się w sennym roju
Na białym w bezbrzeż kobiercu,
Zda mi się: płatki ukoju
Na moim kładą się sercu.        20



TYLNA STRAŻ“ PODOLSKA

Odważnie, Panie Austryjaku,
Nic ci się złego nie przydarzy,
My jak mur staniem przy twym znaku,
Na tylnej straży.

A choćby Mochy nawet celnie        5
Od frontu z wszystkich armat biły,
Nie bój się, my będziemy dzielnie
Osłaniać tyły.

Pamiętni naszych przodków męstwa,
Którzy dotrwali zawsze w polu,        10
Będziemy stać aż do zwycięstwa
Tu na Podolu.

Jakby nas jaka niewygoda
Dotknęła z przyczyn złych furaży,
Niech nam pan z frontu pomoc poda        15
Ku tylnej straży.

A jak inaczej losy padną
I wróg na naszej ziemi stanie —

Rzekniem: my nie są strażą żadną,
Myśmy ziemianie.        20

Kto do nas zbrojno przyjdzie w gości
I nie tknie ziemi naszej „tabu“ —
My znamy swoje powinności: —
„Krupnik dla sztabu!“



DUMA O ROJI WITEZIU

W chmurnym osępie czoła,
Jak Noc zwisła nad głębią,
Na wprost słońca na czele pułku jedzie —
Nikto przeznać nie zdoła,
Jakie sny się w nim kłębią,        5
Jakie boje mrok ze światłem w nim wiedzie?
 
Znów na czele pochodu
Wkracza w wojny rok wtóry —
Któż wie, co się w krwawej drodze przydarzy?
Witeź rycerny z rodu,        10
A kmieć rolny z natury,
Patrzy w głąb duszy swej posępnej — marzy:
 
Śni sad, zalany słońcem,
Zieleń, kwietne jabłonie,
Dalej rzędy pasieki, roje pszczelne,        15
W powietrzu jaśniejącem
Zwiewne słodyczne wonie
Unoszące się jak dymy kadzielne.
 
A w tym marzonym sadzie
Miłe wczasy pogodne!        20

W cieniu drzew kwietnych widzi siebie, własta —
Światło się do stóp kładzie,
Płyną zapachy miodne
I sycą duszę dobrą, jego, Piasta...



LEGENDA

Wyszło dziewczę o rannej godzinie
I stanęło u mostu za wodą —
Bo wiedziało, nim trzy godzin minie,
Że tu tędy — o Jezusie drogi! —
Że tu tędy Janicka powiodą...        5
[............]



Czyż to jest prawdą, o świecie,
Że słońce co rano wschodzi?
Że gwiazdy lśnią tak samo,
Jak w dni ubiegłych powodzi?
 
Czyż to jest prawdą, o męko,        5
Że świat nie zmylił biegu?
Że gwiazdy lśnią tak samo,
Jak w dni zbiegłych szeregu?
 
Że kwiaty kwitną jak dawniej
I drzew co wiosny przybywa —        10
I nic pojrzeniu nie jawni,
Co się na ziemi odgrywa?



Świeci słońce — a na ziemi cień,
Lśni błękit — a mrok w przeźroczu.
W otchłań czarną pogrąża się dzień,
Świat nie weseli oczu.

Gdzie się tylko obróci myśl twa,        5
Wszystko okryte żałobą,
Wszystko, pociemniałe ordzą zła,
Duma, człowiecze, nad tobą.



UWAGI
1

„Niepodległość!“ — wołają wszyscy nie na żarty i
Przeto mamy dziś dziesięć niepodległych partyi.

2

Był Niemy,
Który krzyczał w ucho narodowi:
„Hu! hu! hu!“... basem.
A naród czekał, aże się Niemy wysłowi        5
I nic nie robił tymczasem.

3

Zapewne już się program demokracji ziści,
Gdy postęp w kraju objęli konserwatyści.



Przykładam ucho do ziemi i słyszę,
Jak serce Polski bije —
W chałupie... w warsztacie.
Tam, gdzie polityczne handle,
Tam cisza trupia...        5



Teraz, teraz, nieszczęsny Polaku,
Masz nadludzki w sobie wykuć hart —
Do ostatka przy obronnym znaku
Stwierdzić życiem, żeś wolności wart!



Przekroisz myśl twą — puste słowo,
Szatan wysuszył treść.
Więc rzucasz w serce plon na nowo,
Na nową czekasz wieść.



Cóż umieścimy w Pamiętniku?...
Włożymy bratków, róż bez liku,
Wierszyków sporo, sporo bajek,
Łez zasuszonych, wstążek, krajek —
Niech ku uciesze serca służą.        5
A kiedy Hanka będzie dużą
I wejrzy na te wstecz pamiątki,
Cóż jej powiedzą zaschłe rządki?
Że to są najszczęśliwsze lata —:
Kiedy się płacz ze śmiechem brata;        10
Kiedy to nieraz płakać trzeba,
Jakby z jasnego lało nieba;
Kiedy nieszczęścia są tak duże
Jak — kwiatek groszku w kapturze.

Poręba W[ielka] 26. VIII. [1]920


PEŁNIA NAD PUSTKĄ

Wprost w okno mojej chaty patrzy tarcz księżyca.
Widno smreki groźne, jak nagrobne straże.
Śnieg ma trupio zielone lica.
Cisza-martwota, nic nie dyszy.
Wśród tej przeraźnej, niezgłębionej ciszy        5
Jedynie słyszę stukot mego serca.
Gdzież świat się podział? Gdzie ruch?
Jam jeden z pustką upiorną duch.



Z dalekiej gwiazdy jestem,
Nie znam tej waszej ziemi,
Gdzie człowiek zakrył piękno
Plecami zgarbionemi.

Cóż mi te jego troski        5
I cóż mi jego życie!
Z innego świata jestem,
O innym myślę bycie.

Łudziłem się czas jakiś,
Że jestem waszym bratem,        10
[Że] cel wasz moim celem,
Że świat wasz moim światem.

Boginczyn jestem z rodu,
Tu wtórnie narodzony —
Lecz baczę dawny żywot,        15
We snach powrotnie śniony.

[............]


Rodzicem moim słońce,
Siostrą moją Pogoda —
Czeka mię po tym życiu
Matka wieczyście młoda.        20



Zhandlarzył się oto tłum pątniczy,
Który dążył gdzieś do niebios bram —
Czyni jarmark wokół, zyski liczy,
Drodze swojej w oczy zadał kłam.



[NA GODY]
Żonie — na „Gwiazdkę“
WILIA

Siano obrusem nakryte na stole —
Białe opłatki —
Ojca błogosławiące ręce —
Serdeczne rozrzewnienie Matki — —
O niepowrotne wzruszenia dziecięce        5
W rodzinnym kole!...



JUTRZNIA

Zabłysły wszystkie świece —
Rozlśnił się pająk szklany —
Kościół tysiącem serc radosnych dyszy — —
Organ ogłosił tajemnicę —
Zadygotały ściany —        5
„Wśród nocnej ciszy!...“



KOLĘDNICY

Śni się chłopcu: muzyka — turoń — dziad mrozem sędziwy —
Grają, śpiewają, kłapią — a wszystko „na niby“.
Nagle... grad owsa uderzył o szyby —
„Ho! ho! ho!" — okrzyk dziada. Gwiazda! Śpiew prawdziwy —:
„Nie wie kto z was, mili bracia,        5
Co to były za dziwy...“

24. XII. [19]26


BAJKA
1

Chcesz, żebym bajkę Ci napisał,
Jaką dziecku opowiada mama — —
Po cóż ułudą śnioną Cię kołysać,
Gdy Bajką jesteś sama.

2

Czyż nie zjawiłaś się na morskiej plaży        5
Jako Rusałka, topielica zwodna,
Która najdoświadczeńszych z kół śmiałych barkarzy
Na ton sprowadzić godna?

3

Albo nie wstałaś z białej morza piany
Jako Syrena z oddali wabiąca,        10
Która żeglarzy w kraj raf zabłąkanych
W otchłań ułudą wtrąca?


4

Syrenie niechby, czy li rusałczane
Są Twe ułudne czary czy przymioty,
Bajka jest treścią Twej w istność przemiany        15
I Twej boginczej istoty.

5

Bajką jesteś prawdziwą zaiste,
Mimo ziemskiej realizacji —
Nie wiadomo, co dla Cię bardziej rzeczywiste:
Świat czy utrwalony miraż wbrew racji?        20

6

Niby znasz zło i dobro, co Cię więcej rani,
Kolce ukłuć skwapliwie niby róże zbierasz —
A wobec życia, jak wobec nagłej otchłani,
Szeroko oczy otwierasz.

7

Mówię do Ciebie: „Zbudź się, życie zyskiem!        25
Nie wstanie sercu prawdą, co zaniechasz" —
A Ty, jak we śnie, płyniesz nad urwiskiem
I lunatycznie się uśmiechasz.

8

Twe łzy nawet wyniesione z głębi
Błyszczą niemo jak perły przy blasku księżyca —        30
I nie wiadomo, co Cię w rzeczy gnębi,
A co naprawdę zachwyca.



Słowo stało się tak już wyświechtanym zgoła,
Tak nadużyte w targu, pomniejszone w cenie —
Że kłamstwo jak i prawdę wyrazić równie zdoła,
Tak stwierdzenie, jak i zaprzeczenie.



DEDYKACJA

Pięknej — która Sama Sobie przeczy,
Cudnej — która już nie wierzy w cuda,
Mądrej — która sili się mówić od rzeczy,
Szczerej — jako i siostra Jej, Ułuda,
Marzycielce — która „już nie marzy“,        5
Tej — która wiernych zbawianiem uśmierca,
A jeśli w Łasce Swej kogoś obdarzy,
To... ¼ serca.



Naprzeciw sercu, które płacze,
Naprzeciw woli, która słabnie,
Naprzeciw myśli, co rozpacza,
Naprzeciw wichru i zawiei,
Na przekór i wbrew wszystkiemu,        5
Coć gnębi, truje i kłopota,
Naprzeciw beznadziei —
Idź tanecznie z wiarą i pogodą,
Z duszą od nowa wiecznie młodą
Za tym... co jest po równi cudom,        10
Choćby to i być miało — Złudą.



PRZEKŁADY
Z JĘZYKA NIEMIECKIEGO
WCZESNE PRZEKŁADY
WRÓG BOGÓW

W spokojnym domku siedzi, swój chleb suchy zjada,
Miesza w tyglach, oblicza i plany układa.

Ponad nim wyją burze, szaleją wichury,
Kłębią się nawałnice, owisają chmury —
Rozpacz wszechświata pędzi, strach i pomstę niesie,        5
Gmachy wali i dęby druzgoce po lesie —

On w swoim cichym domku, nakrytym powałą,
Co noc do snu układa głowę osiwiałą.

Za ścianą tłum się ciśnie, walczy, wre i spędza —
Wściekłych spaja zawziętość i rozdziela nędza —        10
Wszyscy gnają w krainę nieznaną... po szczęście,
Ku niebu, gwiazdom, słońcom wyciągając pięście —

On w swoim cichym domku swój chleb suchy zjada
Miesza w tyglach i słońce siwym okiem bada.

I dziw!... Wszechwładne słońce, światło wiecznych lodów        15
Dla ginących i zginąć mających narodów,
Zimne na łzy i klątwy —  bojaźliwym drżeniem
Zadrga, gdy siwe oczy napotka promieniem...

(z nie zidentyfikowanego tekstu)
4. X. [18]98


OD MÓRZ DO MÓRZ...”
(Na cześć Gutenberga)
I

Leć, pieśni, leć nad szczyty gór
I grzmij jak szczęk oręża!...
Niech brzmi daleko huczny chór
Na cześć sławnego męża.

Cześć Mu, że z mroków dzień wydobył        5
I że przez czcionek dziwną moc
Nam wolność, głos i prawa zdobył,
Cześć mu, że rozwiał ciemną noc!

II

Sto błyszczy słońc, sto płonie zórz,
Czar kwiecia wietrzyk żenie —        10
Śle cały świat — od mórz do mórz —
Miłosne pozdrowienie...

A Mistrz z niebieskich patrzy błoni
Na mnogość uczniów swoich rzesz —
I mówi: „Rzeszo! Idź, dłoń w dłoni,        15
Idź naprzód, ufaj, kochaj, wierz!

III

Jak ta świątynia w chmurach tkwi,
Wzniesiona pracą Mistrza —
Jak jej kopuła światu lśni
Z wieku na wiek ognistsza:        20

Tak my braterstwem wstajem szczersi
I mocni Związkiem bratnich dusz
I grzmimy światu z całej piersi:
„Cześć Sztuce, cześć!“ od mórz do mórz...

(z Józefa Schwaaba)


Nad moim łożem stoi groźny cień,
Szepce coś — słyszę, jak szmer daleki —
Oddechy jego są jak podmuch lekki —
Schylenia jego czuję pełen drżeń.

Leżę w milczeniu i zbroję się w moc.        5
Dom pusty. Krzyk mój rozlegać się musi.
Żadnej gwiazdy nie widać. Wszystko dusi
Nieprzemożona ciemność. Długa ta noc...

Długa ta noc, której sny nie bielą,
Zegar nie tyka, nie odzywa się dzwon —        10
Jeno wciąż czuwa — aż do rana — on,
Ten cień milczący nad mą pościelą.

(z nie zidentyfikowanego tekstu)


Z HENRYKA HEINEGO
Z „KSIĘGI PIEŚNI“
Z TOMU „Z MARTWEJ ROZTOKI“
1

Zatrute są moje pieśni,
Mimo zarobień pszczelich —
Tyś mi truciznę wsypała
W spieniony życia kielich.

Zatrute są moje pieśni —        5
Że tak jest, nie dziwota;
Wszak chowam w sercu wiele gadów
I Ciebie, moja złota.



2

W moje to zamroczne życie
Strzelił raz słoneczny wzrok;
Lecz wnet zakryły go chmury,
Wieczny już grąży mię mrok.

Gdy dzieci znajdą się w ciemnościach,        5
Boją się szelestu łoz;
Aby więc trwogę odpędzić,
Śpiewają na cały głos.

I ja też, dziecko zbłąkane,
W ciemny zaszedłem gmach;        10
Gdy śpiew mój nie brzmi zbyt subtelnie,
Przecie zabija strach.



3

Pragnąłbym wszystek ból mój zamknąć
W jednym jedynym słowie
I zlecić je pamięci wiatru,
Niech Ci je w locie powie.

Oto wiatr niesie ważne słowo,        5
Łzami nabrzmiałe memi —
Ty słyszysz je o każdej porze,
Na każdym kątku ziemi.

Nawet gdy do snu złożysz głowę
I przymkniesz znużone oczy,        10
Będzie Ci ono dzwonić głośno,
Aż skałą sen Cię przytłoczy.



4

Noc straszna wyje w kominie,
Deszczem o szyby wiatr miecie;
Gdzie się obraca ninie
Me biedne, drogie dziecię?

Widzę Ją twarzą przy oknie        5
W samotnej, pustej izdebce —
Dłoń od płynących łez moknie —
Słowa tęsknoty w mrok szepce...



5

Wiele-ć mówili oszczerce,
Wiele-ć donieśli skarg;
Lecz co przecierpiało me serce,
Nie doszło z nimi na targ.

Składali dłonie, jak w modły,        5
Potwierdzali kiwaniem głów;
Orzekli, żem jest podły,
Tyś prawdę wzięła z ich słów.

A to najgorsze przecie,
Co im nie śniło się: —        10
Miłość ku Tobie, dziecię,
Schowana w serca dnie...



6

Na zimnej wyży północnej
Tkwi senny, samotny smrek;
Białym, gwiaździstym odzieniem
Okrył go lód i śnieg.

Śni o samotnej palmie,        5
Co gdzieś w południa mgle
Na spalonym wybrzeżu
Równie z tęsknoty schnie.



7

Kochali się, lecz żadne
Nie chciało w niewolę pójść;
Patrzeli na siebie wrogo,
Pragnąc miłości ujść.

W końcu rozeszli się, i tylko        5
W snach widywali się potem;
Dawno już byli umarli,
Sami nie wiedząc o tem.



8

O serce, nie łam się klęską,
Nie mrzyj pod losu grotem;
Wiosna ci odda z nawrotem,
Co zima zdarła zwycięsko.

Ileż ci jeszcze zostało!        5
Świat cały u twoich stóp.
Miń zmarłych nadziei grób
I idź na życie śmiało!



9

Gdy młode serca giną,
Drwi gwiazd chorowód złoty;
Wpatrz się myślą w dal siną,
Co-ć mówią ich migoty? —:

„Miłują się ludziska        5
Z całego wprawdzie serca,
A smutek ich uciska,
Męka wzajemna uśmierca.

Nam, świetlistym cherubom,
Obcy ten żar miłości,        10
Który jest ludziom zgubą —
Przeto-śmy wiecznej młodości“.



10

Śmierć jest wieczystą nocą,
Życie krótkotrwałym dniem.
Zdaje mi się, że już łopocą
Skrzydła mroku nad znużeniem mem...

W gałęziach dziwnego drzewa,        5
Co nad mą głową rośnie hen —
Słowik o miłości śpiewa,
Słyszę go nawet przez sen.



11

Ciężko na sercu — gdzież ponikły
Porządki proste dawnych lat?
Świat był podówczas jeszcze zwykły,
Ludzi spokoił boski bat.

A dziś, jakoby po pogrzebie:        5
Gdzie stąpisz, smętek cię wita;
Bogu się pono zmarło w niebie
I diabeł zadarł kopyta.

Tak nudnym świat już stał się lochem,
Tak wyziąbniętym — nie ma co kryć —        10
Że gdyby nie te miłości trochę,
To nie wartałoby tu być.



12

Skra spada z wysokości,
Przecina światłem mrok —
Gwiazda to mojej miłości,
Za którą leci mój wzrok.

Padają z białej jabłoni        5
Liście, jak cichy żal;
Podmuch je po ziemi goni,
Ponosi w ciemną dal.

Dowiewa śpiew łabędzi
Z czarnych, jeziornych błoń —        10
Coraz to ciszej gędzi,
Aż go pochłania toń.

Noc. Ni szelestu skargi.
Liście pogonił wiew.
Gwiazda strzaskana w piargi.        15
Przebrzmiał łabędzi śpiew.



Z CZASOPISMA

∗             ∗

Filistry, strojni odświętnie,
Mają na łące zabawę;
Pobekują i skaczą namiętnie,
Jak capki, puszczone na trawę.

Podziwiają przy dobrej swej tuszy:        5
Jakie to wszystko romantyczne!
Łowiąc swymi przydługimi uszy
Pogwizdy szpaków liczne.

Spuszczam na okna kotary,
Zasłaniam każdą szczelinę;        10
Moje znajome mary
Przychodzą do mnie w gościnę.

Miłość umarła się jawi,
Przychodzi z królestwa śmierci,
Siada kolo mnie i krwawi        15
Serce, spękane w ćwierci.




∗             ∗

Młodzieniec kocha dziewczynę,
Która na innym szuka prób;
Inny znów miłuje inną,
A z tą zawiera ślub.

Dziewczę poślubia z przekory,        5
Uważając to za swój los,
Pierwszego, kto jej wpadł w oko:
W młodzieńca godzi cios.

Stara, odwieczna to piosenka,
A przecie nowa wsze;        10
Komu do gustu przypada,
Temu miąższ serca drze.




∗             ∗

Miłość i zdrady, i łzy z klątwy złemi,
Wszystkie nade mną przeszły groźne klęski —
A jednak nie zdołały mię ugiąć ku ziemi,
Zostałem ten sam, zwycięski.




∗             ∗

Pożegnałem was latem, ludzie walni,
I znowu zimą nas przypadek sprzągł;
Wtedy byliście zaiste upalni,
Dziś wieje od was chłodny ciąg.

Znów was pożegnam, a gdy wrócę (oby!),        5
Już was odejdzie i upał, i chłód — —
W śnie będę kroczył ponad wasze groby
Tam — gdzie lśnią słońca i wieczny lśni lód.



INEDITA

∗             ∗

Mogą się srożyć śnieżyce,
Mogą wichrem wyć otchłannie,
Mieść lodem w mą okiennicę:
Nie trącę w skargi żałosne,
Gdyż mam w sercu nieustannie        5
Obraz Twój i wieczną wiosnę.




∗             ∗

Nie ma król Wiswamitra
Chwili, by skłonić głowę,
Dąży przez walki i trudy,
By zdobyć Wasiszty krowę.

O królu Wiswamitra,        5
Trzeba mieć łeb wołowy,
By tyle trudów ponosić,
Wszystko dla jednej krowy!




∗             ∗

Wy nie rozumieliście mię oto,
Ja też nie rozumiałem was;
Lecz gdyśmy razem wleźli w błoto,
Już zrozumieliśmy się wraz.



Z LAT PIERWSZEJ WOJNY ŚWIATOWEJ
Z CZASOPISM
DO KOBIETY

Nie płytka miłość teraz w tym pożarze,
Gdy świat zażegła krwawa wojny wić.
Jednemu serca nie ofiaruj w darze,
Dla milijonów musi ono bić.

Zognić się musi nienawiści wbrew        5
Miłością, cały świat obejmującą.
Kobieto! Tęczą bądź odkupującą;
Niebem dobroci za tę wszystką krew!

(z Katarzyny Bauer)



ATAK

Blask reflektora wypadł — sunie kołem
I trafia ludzki kłąb nad czarnym dołem.
„Oh, camarades allemands!“ — krzyk ostatni
Wtłacza w zamarłe serce bagnet bratni.

(z Karola Brögera)



NA PATROLI[1]

(z Rudolfa Leonharda)




W każdym momencie jedno tkwi:
Pożarem płonie świat.
W każdym momencie jedno brzmi:
Brata uśmierca brat.
Nic myśleć, jak to, przez godzin ciąg:       5
Pali się świat —
Mordercą brat,
Wojna jest w krąg!...

(z Ludwika Marcka)
INEDITA

Już mi tej ziemi blask na wieki zgasł[2].
(z Rudolfa Leonharda)



TEDEUM[3]

(z Rudolfa Leonharda)



Gdzie tysiąc ginie — ginie istnień tyleż.
Gdzie pada jeden — pada z nim cały świat.
Świat, który komuś świętym był; ach, ileż
Nieszczęsnych sierot płacze swoich strat.

(z Ernesta Preczanga)



Nie byłby tak srodze ciężkim byt,
Gdyby nie ten, ach, palący wstyd.

Oni idą za ciebie wśród gradu kul —
Ty czytasz przy blasku lampy ten ich ból.

Im noclegiem jest wilgotna ziem —        5
Ty zasypiasz wygodnie w miękkim łóżku swem.

Ty wokół siebie swoich bliskich masz —
Nad nimi w chwili skonu schyla się wroga twarz.

I wszystka twa miłość, wszystek twój ból
Nie dobiega myślą tych strasznych pól,        10

Gdzie ten, co niedawno tu z tobą był,
Będzie się tam jak robak w ogniu wił.

(z poezji anonimowej)



Myśleć nie mogę, płakać nie mogę,
Zgubioną widzę przed sobą drogę.

I w dzień, i w nocy jestem przy tobie
I jakby w ciemnym złożona grobie.

A nasze dziecko — jakim imieniem        5
Zawołasz na nie, zjawiony cieniem?

(z poezji anonimowej)



Z JĘZYKA UKRAIŃSKIEGO
Z BOHDANA ŁEPKIEGO
SPOWIEDŹ ZIEMI

Zagasło słońce. Świat zamierkł.
Noc z wolna następuje.
Już nieprzejrzany, szary zmierzch
Wszerz ziemię obmotuje.

I głuchy już, głęboki szum        5
Niesie się ponad gajem,
Błąka się smutek, rodzic dum,
A radość gdzieś za rajem.

Od lasu chynie głodny wilk,
Patrzy w sioło i wyje.        10
Ostatni odgwar dnia zamilkł
I poćma ziemię kryje.

I płynie cicha w nocną ciem
Krzyżów i pól rozmowa —
Spowiadają się mraki ziem,        15
A słucha ich dąbrowa.

Mówią, że od tysiąca lat
Ludzi żywymi żarły,

Że wysysały krew i pot,
A ludy w nędzy marły.        20

Że wszystką wolę, siłę z nich
Wymaniają zdradliwie
I odpłat za ofiarę ich
Dają w nijakim żniwie.

A ludzie robią noc i dzień,        25
A pot wsze leje się i leje,
A śmierć wycina ludzi w pień,
A Dola z nich się śmieje.

„Przebacz, o Panie, przebacz,
Nie karz ludzi złym rokiem —        30
Na grzechy ciężkie nie bacz —
Spójrz litościwym okiem!“

— — — — — — — — — — — — — —

Spowiadały się zbiory wód,
Spokojne i drzemiące,
Że latem niosły strach i głód        35
Na pola, zbożem lśniące.

Że nie baczyły, ile mąk
Na pola popłynęło
Z czarnych, krwawiących chłopskich rąk,
Nim zboże się zrodziło.        40

Spowiadały się, w mraczny most
Zbite: dąbrowy, zręby,

Iż ludziom rosły nie na zrost,
A tylko dla ich zgnęby.

Iż próchnem żarły ściany chat,        45
Aż drzwi odlatywały —
A z ramienionych w krzyże łat
Drwa jeno poostały.

Dzieci sinieją w izbach swych,
Nieraz i na śmierć posną,        50
Jako to ptactwo w rokach złych,
A drzewa rosną, rosną...

A ludzie robią noc i dzień,
A pot wsze leje się i leje,
A śmierć wycina ludzi w pień,        55
A Dola z nich się śmieje.

„Przebacz, o Panie, przebacz,
Nie karz ludzi złym rokiem —
Na grzechy ciężkie nie bacz,
Spójrz litościwym okiem!“        60

— — — — — — — — — — — — — —

Mogiły jęczą: W mrok i w jaśń
Groźną mówimy żałobą
Za ból, za mękę i za kaźń,
Cośmy pokryły je sobą.

Za wstyd i zdradę, i rozbój,        65
Co serce z piersi darły,

Za cały nadaremny znój
Ludów, co próżno marły.

Co szły przez własny, luty skon
Do sławy i do woli —        70
I zapadały w wieczny sen,
Nie doczekawszy doli...

Sława stoczyła się na miecz
W skrwawione śmierci łoże,
A Prawda z ziemi uszła precz —        75
Przeto pomiłuj, Boże!

Naród bije się noc i dzień,
A krew wciąż leje się i leje,
A śmierć wycina ludzi w pień,
A Dola z nich się śmieje.        80




∗             ∗

Kruku żałobny, z jakiej lecisz strony?
„Krew, krew, krew!” — Cicho! Już wiem, znam kraj ony.

O wichrze, czemu wyjesz tak skargą padolną?
„Szu, szu, szuu” — pst! mówić nie wolno.

Rzeko, czemu tak krwawe toczysz piany?        5
Cyt! Zgaduję już, wiem — ty płyniesz z rany...




∗             ∗

Uderzcie w dzwon!
Uderzcie dusz potrzebą.
Słońce pożarem się pali,
Naród ginie, świat się wali,
Uderzcie skargą w niebo!        5

Niech widzi On,
Jak toniem na krwawej fali.
Jak oto, za krew i rany,
Nowe nam wdziano kajdany.
Bijcie w dzwon!...        10
— Nie ma. Zabrali.




∗             ∗

Błysk, huk — pół nieba rozgorzało,
Rozprysła się armatnia kula —
A tam hen w lesie, jak bywało,
Kuka zazula.

Krzyk, jęk — i cicho. Krew spłynęła        5
W bezdeń krwawego bólu-morza.
A nad polami znów stanęła
Wieczorna zorza.

Jakże tę ziemię w okrąg zryły
Ogniste kule i granaty —        10
I już te jamy ozdobiły
Wesołe kwiaty.




∗             ∗

Widzisz, bracie mój, towarzyszu mój,
Siniejący na niebiosach żurawiowy wój?

Krzyczą: „Kru, kru, kru!“ — Nie dolecą snu,
Zanim wody mórz przelecą, zabraknie im tchu.

Rozpływa się w skrach podsłoneczny szlak        5
I ślad ginie po żurawiach w siniejących mgłach.




∗             ∗

Zerwałem się ze snu —
Jeszcze za oknem ćma.
Słychać wołania sów —
Pola zaległa mgła.

Ani światełka. Wszerz        5
Oceaniczny łan — —
Tylko wichr, niby zwierz
Wyje koło mych ścian.

Szarpie za dźwierze: Wstaj!
Nie pora dzisiaj spać!        10
Patrz: raną stał się kraj,
Grzebnym lamentem brać.

Zasłała ciemna złość
Cmentarzem dal i bliż —
Gdzie stąpisz krokiem — kość,        15
Gdzie rzucisz okiem — krzyż.

Gdzie się obrócisz — krew,
Czarna o zgonach wieść,

Jakby się uwziął Gniew
Naród z tej ziemi zmieść.        20

Długi bezdomnych klucz
W nieznany dąży świat —
Ileż sierocych ócz
Płacze swych drogich strat.

Dzień się od dymów ćmi,        25
Noc od łun — krwawy dzień,
A ile już tych dni
I nocy pełnych drżeń!

Wichr wyje: Wstawaj, wstaj!
Nie pora teraz spać,        30
Gdy jedną raną kraj,
Jednym lamentem brać.




∗             ∗

Widziałem mnogi pątniczy trud...
Żem nie oszalał — dziwno mi.
Oto z zachodu słońc na wschód
Szło tysiąc rozpacznych dni.

A każdy z tych dni, niby wiek,        5
Którego przygniot klęski zmógł;
Każdy jako niewolny człek
Wlókł kamień młyński u nóg.

Jak łany krwawią bruzdy czół —
Zorał je widno męki pług;        10
Piersi jako mogilny dół,
Serca w kostnicy trwóg.

Gdzie wasze ręce? — My bez rąk.
Gdzie poszły nogi? — Het precz.
Kto wam krew wypił? — Jad mąk.        15
Gdzie wasza siła? — Wziął miecz.

Idą, aż ziemi słychać stek —
Doły mogilne ich bród —

Za nimi gore zboża łęg,
Wody ścinają się w lód.        20

Bór przejął trwożny, niemy chłód
Księżyc, pojrzawszy, światło śćmi —
I tak z zachodu słońc na wschód
Przeszło rozpacznych tysiąc dni.



DODATEK
Z JUWENILIÓW
(1894—1897)
NAD GROBEM MATKI
DUMANIA
„Sąd o rzeczach — jest zwykle sprawą naszego serca, a nie rozumu...
Nie zważaj na to — kto to powiedział, lecz co powiedziano!...“
TOMASZ A. KEMPIS
Przyjaciołom
poświęcam

Jeśli z mogiły pieśń wichr uniesie,
A drzewa drzewom słowa podadzą —
I te nie zginą w cmentarnym kresie,
Ale ku ludziom wypłyną falą
I o serc ludzkich struny zawadzą        5
I gniew lub gorycz serca rozpalą —
Przebaczcie pieśniom i pieśniarzowi!...
Jam czyste słowa zlecił wichrowi;
Że wichr-bałamut po drzewach skacze,
Słowa me świstem wyśpiewa chmurze,        10
Albo gdzieś stanie — i przy figurze
Słucha, jak żebrak litości płacze —
Magnata spotka, co woli mienie
W Monaco przegrać lub w mieście przepić
Zamiast nędzarza w biedzie pokrzepić —        15
To nie dziwota — że zbałamuci!...
Com już wyśpiewał — to nie odmienię....
Źle — kiedy z wichrem pieśni się nuci.

I

Na cmentarzysku szukam napisu,
Gdzie przeszłość drogie pamiątki chowa:        20

I wszędzie pusto... cienie cyprysu
Kryją przed okiem przechodniów słowa,
Które by zdradzić mógł: księżyc blady,
Słoneczne blaski, lub jasność dniowa.
Nie wiedzą nawet cmentarne dziady,        25
Którym wiadomy tu każdy kątek —
Gdzie wśród napisów szukać pamiątek...
Daremna skrytość!... martwemu światu
Prawdę zakryją i cienie kwiatu;
Ale półduchom, co swoich krewnych        30
Szukają tylko pod mogiłami,
Pieśnią się poją, a karmią snami —
I brak im tylko skrzydeł powiewnych,
By odlecieli w krainę życia
Od snów i złudnej krainy marzeń —        35
Takim daremnie cieniów zakrycia,
Pamiątek, mogił i przeszłych zdarzeń!...
Są w świecie kąty — gdzie ludzie jeszcze
Myślami nawet nie wędrowali —
Ale są ludzie, gdzie patrzą dalej        40
Oczyma duszy.... to oczy wieszcze!


∗             ∗

Tam, na ustroniu — choć bez gróbarza,
Znalazłem pomnik w kącie cmentarza,
A na nim napis — prosty, jak kamień,
Który bez żadnych ozdób, omamień,        45
Krzyżem swą wielkość i przeszłość znaczy...
Ten krzyż znalazłem i kij żebraczy.
Może tu lirnik siadywał z pieśnią —
Ten gość jedyny na cmentarzyskach.

Przyszedł się pytać, czy Oni nie śnią;        50
Czyli to prawda — o tych ogniskach,
Któremi księża grzeszników straszą;
Czy tam usłyszą modlitwę naszą,
Choćby nie z serca — lecz z ust płynęła!...
I tak ta dusza lirnika lgnęła        55
Do grobów, mogił — że tęsknił smutny,
Łzami obmywał pomnik pokutny,
A kiedy zasnął — to lirę jeszcze
W zaskrzepłe dłonie ujął jak w kleszcze,
By z Nimi tęskną dumą się dzielić....        60
............
Głupi to zwyczaj pomniki bielić!
Kolor żałoby prędzej przystoi.
Ale tą razą świat nie pobłądził,
Że biały pomnik stawił Polonii,
Bo on — że chowa umarłą — sądził,        65
A on uśpioną bielidłem stroi!....
Nikt nie zagląda do tych ustroni,
Gdzie wiek prześniła biedna królewna...
Piosnka ją tylko kołysze rzewna
Dziada — co płakać nie zna inaczej;        70
A kiedy wreszcie kładzie się w trumnę —
To pozostawia swój kij żebraczy,
Berło — co noszą Jej syny dumne...

II

Przez drzew konary księżyc się wdziera
I blaskiem pomnik oświeca ciemny...        75
Dusza — co smutkiem dawno umiera
I posępnością cmentarzysk płacze —

Jakiś śpiew słyszy cichy, tajemny...
Cieszy się, cieszy — serce kołacze —
I myśl się krzepi, i duch się poi:        80
Zapewne przyszli synowie Twoi,
Coś ich — o Matko! — Bogu w ofierze
Dała... Ci przyszli mówić pacierze
Za swoje winy i żal nieszczery,
Kiedy Cię, Matko — do trumny kładli...        85
Nie są to — nie są te bohatery,
Co pieśń w czyn umią zamienić z czasem!...
Oni się smucą z cmentarnym lasem,
Z szumem gałązek — co gniazda trznadli
Mają w swym liściu, — niepomni na to,        90
Że mogą nocą zbudzić ptaszęta; —
Czy jesień pusta — zima czy lato,
Pieszczą się szumem, szelestem liści...
Ale myśl jeszcze zbrodnię pamięta
Własną — i słowa czczej nienawiści.        95
I przyszli z pieśnią — już poniewczasie!
Próżno żałować przeszłości grzechów.
Z daleka stoją — tam, na tarasie:
Boją się zbliżyć do mogił smutnych!
I z towarzystwem przyszli uśmiechów        100
I bez żałobnych strojów pokutnych.
Kiedy te pieśni Matka usłyszy —
A czyta lepiej w sercach niż ludzie,
Co, chociaż sądzą, to tak jak inni —
Pozna się łatwo na ich obłudzie:        105
Że nędzna dziatwa podwójnie grzeszy
I nie przepraszać przyszli ci winni —
O, biedna Matka! że wiek prześniła,
Nie będzie tego żałować jeszcze —

Ale się zlęknie, — że i mogiła        110
Już nie odstrasza obłudnych grona —
I ból ją ściśnie więcej niż trumna,
Żal do swych synów obejmie w kleszcze,
Twarz swoją od nich odwróci dumna —
I na wiek cały — drugi raz skona...        115

III

Czemu my inni — niż te narody,
Które się karmią naszemi łzami?...
............
Zapytaj o to cmentarnych duchów,
Które od wieku, na grobie Matki,
Zanim dziecina wyjdzie z pieluchów —        120
Same jej gorzkie dają opłatki
Ze krwi i prochu grobów — przymieszką.
A kto je połknie — ten już nie światu,
Ale mogiłom skarżyć się będzie,
Bo już w połowie do nich należy!...        125
Będzie się poił trucizną kwiatu
I pocznie nucić pieśni łabędzie —
Ten — w wypłakanej duchów odzieży!...

Umarła Matka — zostały dzieci,
Ale dwojakie: jedne jej syny —        130
To z zagranicy wiedzę czerpały,
A drugie nawet u siebie, w domu
Nie chciano kształcić!... i bez nauki —
Bo posiadały język jedyny
I na dnie duszy śpiące zapały,        135
A co zyskały, to po kryjomu —

To są pasierby — te samouki!...
Ale gdy Matkę do grobu kładli,
To ci kształceni — tak zimno stali
Jakby nagrobne, nieme posągi;        140
Biedni-pasierby do grobu słali
Choć grudę ziemi i łzę pokutną....
Matka nie rzekła: »Bodaj przepadli!«
Ale ich wszystkich żegnała z trumny
Błogosławieństwem i twarzą smutną.        145
Szedł za pogrzebem tłum bezrozumny —
Szli i zabójce, co ją pogrzebli...
Pierwsze — o hańbo! — kształcone syny
Do katów Matki wyciągły ręce,
Zamiast im słusznie podstawić szczebli        150
Do szubienicy lub gilotyny!...
One sumienia — podały męce.
A te pasierby — o, biedne one!...
Nie rozumiały nieszczęsnej doli,
Bo je chowano — jakby w popiele!        155
Zawsze dalekie — zawsze gnębione,
Poddane dzikiej braci swawoli,
Nie rozumiały — gdzie święte cele,
Do bratobójstwa dały się użyć!!...
............
Jeżeli chcemy Ojczyźnie służyć —        160
Ich nam nauczać — ich ogrzać czuciem!...
A wtenczas wspólnie już nad rozkuciem
Więzów z rąk Matki pracować będą.
Błyska nadzieja nad naszą grzędą —
Chwyćmyż ją wcześnie — nie dajmy gasnąć!...        165
Bo to nietrudno przespać wiek cały —
Ale my możem na wieki zasnąć!!...

„Na wieki!“... Boże! gdzież ideały,
Do których wodze przeszłości biegli?
Byśmy za późno się nie spostrzegli!...        170

IV

Przeszłości świetna!... patrz się na zgliszcza,
Na nędzne strzępy dawnej wielkości —
Na te świątynie, gdzie twe bożyszcza
Kryje kurz wieków — a z wysokości
Posągów, zamiast olbrzymów — karły        175
Są widowiskiem zmarzłego wieku...
I bohaterów syny wymarły —
Świat rodzi same wyrodki-twory,
Które się kąpią w kłamstw brudnym steku;
A zamiast duszy — mają obory        180
Pełne zwierzęcej bezduchowości!...
Patrz na to wszystko, świetna przeszłości —
Żeś świetną była — żałuj po wieku!
Bo płód twój zmalał i skarłowaciał...
A choćby wiekiem się przepostaciał —        185
Do twego szczytu nie sięgnie czołem!...
I świat i ludzie są jednem kołem,
Którym kieruje Opatrzność boża;
Szczęsne — w wszechświecie za Jego wolą
Toczy się — mija piekła, bezdroża,        190
A koniec drogi — w nieskończoności...
Biada — gdy koło wbrew Opatrzności
Bieg swój skieruje z wytkniętej drogi!
Bo wtedy szatan nad niem zawładnie
I wieść go będą fałszywe bogi        195
Po utopiskach — gdzie w błoto wpadnie.


Smutne pamiątki świetnej przeszłości!
Ząb wieku na was porobił szczerby.
W zamkach, co kryją pod zgliszczem kości
Dzielnych obrońców — trudno odczytać        200
Deszczem nad bramą spłukane herby.
Tych wielkich szczątków — kto by chciał pytać
O wieki przeszłe — to całą księgę
Do przeszłych dziejów mógłby dołączyć.
Lecz każdy kamień — ma tę przysięgę:        205
Milczeć przed ludźmi, póki Konieczność
Nie każe z głazów prawdy wysączyć...
A prawdą będzie — krew naszych przodków,
Która, kroplami padając w wieczność,
Stworzy nam ziemię już bez wyrodków        210
I zrzeczywistni nasze nadzieje...
Smutne pamiątki!... Wieku koleje
Już porobiły straszne wyłomy;
Dwa takie wieki — a z tych pamiątek
Zostaną może drobne atomy        215
I jakiś w myślach zatarty szczątek...

Chyba że w sercach stawim posągi
I uduchowim pamiątki stare!
Zlewając razem: pamięć i wiarę;
O! wtenczas nawet wiekowe drągi        220
Nie skruszą drogich sercu pamiątek —
I każdy ziemi ojczystej kątek
Będzie z przeszłości wspomnień literą!...
Z pamiątek armią — z tą wiarą szczerą,
Możem wznieść jeszcze piramid góry,        225
Które się cieniem — jak czarne chmury
Na pleśni przeszłych wieków — pokładną,

Noc osłaniając, a jak upadną —
To ludzie wówczas w nich ujrzą kata
I przepowiedzą, — że koniec świata....        230

V

Boleśnie patrzeć, jak stygną serca
Synów — i pomnik zielskiem porasta,
W pleśniach sercowe pamiątki grzebie...
Czasami tylko podły bluźnierca,
Co go wyrodków posłała kasta,        235
Na grób przychodzi miotać przekleństwa —
Twój syn — o Matko! znieważa Ciebie!
I bez wzniosłego już człowieczeństwa —
Z obrazem piekieł, z myślą szatana
Przed sąd wyrodków Cię zapozywa        240
I hardo prawi: „Myślą związana
Szkoła — co lepiej, niż inni ludzie
Szatą powagi myśli okrywa,
Szkoła ta sławna — w niewielkim trudzie
Poznała przeszłość...“ — i własne myśli        245
Za historyi podaje księgę,
Aby czytali ją ludzie przyszli!
Szkoła ta przyszła brudzić tę wstęgę,
Która świetnością jaśniała w Tobie...
Przeklęta szkoła! na Matki grobie        250
Oczernieniami walać Jej szatę
I dzieci winić za Matki stratę —
Dzieci te prawe, co protest wniosły,
A nie swych krewnych — krewnych po czynie:
Owych Repninów i Targowiczan!...        255
Któż to ta szkoła?... Uczone osły,

Poważno strojne w głupstw swych wawrzynie —
Ów areopag „wielkim“ okrzyczan
I przy ich żłobie chowane pieski.
Owi to gwarnie grobowe deski        260
Przyszli znieważać.... Wiwat uczeni!
Czemeście byli — naród oceni...


∗             ∗

Hej, szlachto polska! gdzie twoje herby?
Szlachetność znikła i herbów nie ma...
Chyba je przyjmą owe pasierby!        265
Bo gdy wybierać między obiema,
Gdyby rozsądzać po Matki woli
I pytać dziejów z wieku niewoli,
To na ich stronę ten sąd wypadnie!
Bo kto po smutnej rodzica śmierci        270
Mienia nie mierzy do równej ćwierci,
Ale rodzeństwu ich prawa kradnie —
Kto trucicielom Matki nie wrogi,
Ale im chętnie podaje ręce
I łatwo swoje odrzuca bogi,        275
Do zemsty mając serce zajęce —
Jeszcze pod stopy chętnie się kładnie
I na ochłapy czeka, jak szczenię —
Kto za romantyzm błędny a głupi
Sądzi prawdziwe braci natchnienie —        280
Kto za pieniądze łatwo się kupi:
Na trumnę Matki miotać potwarzą,
(Myśląc, ze zbrodni zmarli nie karzą),
Rzucać przekleństwem na wierne syny,
A bohaterskie swych przodków czyny        285

Ośmieszać słowem — i myśli swoje,
W czasie zamarcia mózgu zrodzone,
Światu podawać za przeszłe dzieje —
Taki — chociażby i hrabiów roje
Liczył w szeregu swych antenatów,        290
Dzieci z cesarskich stołów karmione
Miał — krewnych — pierwszych w kraju magnatów,
Taki już herbem nie wybieleje!!...
Może mieć tytuł grafa, markiza,
I sto orderów niechaj naniza —        295
Ale od herbu polskiego — wara!...
Bo go sąd czeka za życia — braci
I stokroć gorsza po śmierci kara:
Sądzić go będą ci antenaci,
Dla których herb był oka źrenicą,        300
A dalsze dzieje nie tajemnicą —
I podłość synów po zgonie Matki:
Że odbudować nie chcieli chatki,
Ale z najezdcą pomogli palić.

Było w zwyczaju herbownych chwalić...        305
Dziś — losie smutny! zmienna fortuno!
Z pieśnią pochwalną trza zwiedzać strzechy
I proste serca zapalać pieśnią,
A z przeraźliwą wyrzutów struną
Iść — gdzie w żałoby czas słychać śmiechy,        310
Gdzie puste bale — przy trumnach nie śnią,
Na pogrzeb idą — to w strojach jasnych,
A jeśli płaczą — to nieszczęść własnych!

VI

Smuć się, o Matko!... bezbożne syny
Straciły wiarę, coś w nich wszczepiła...        315
Cóż bohaterskie pomogą czyny
Olbrzymie — kiedy w sercach posucha?
Cóż wobec świata znaczy mogiła,
Jeśli w niej nie ma przeszłości ducha?...
Cóż znaczy wszystko bez Boga-Stwórcy —        320
Chociaż w tym „wszystkim“ jest cząstka Boga?...
Twe syny — Matko — to świętoburcy!
Już ich nie wiedzie prawości droga —
Na wygodniejsze zboczyli tory,
Gdzie karyjery drogowskazami!        325
Gdzie każdy szuka jakiejś podpory —
O własnej sile nie mogąc kroczyć.
Żeby przypadkiem w prawo nie zboczyć —
To przyświecają — czym?... orderami!...
Smuć się — o Matko!... bo Twoje dzieci,        330
Coś ich oddała na służbę Pańską —
Podłością plamią szatę kapłańską,
Z dala pogański bożek im świeci,
Ubrany w mitry i kapelusze
I dostojeństwy wabi do siebie....        335
Jemu oddają serca i dusze,
Do niego biegną w każdej potrzebie —
To ich bóg... Matko! żałuję Ciebie.

Jedyna dźwignia — robocze dłonie,
Co Cię trzy razy chciały obudzić,        340
Co Ci swe serca kładły pod skronie,
By je rękoma pracy nie brudzić —
One dziś tłumy — nieszczęsny losie!

Wzięły za Matkę ludzkość-macochę,
A Ciebie, droga - w pamięci starły...        345
A jeśli czasem w tym ludów głosie
Jeden zadźwięczy — co myśli płoche
Tobie chce zwrócić — to jak umarły
Mówi, bo głosu nikt nie usłucha;
W szumie fal morskich — kropla... okrucha!        350

Te syny pracy — są jak potomki,
Co się rozlecą we świat dla chleba:
Stawiają gmachy, budują domki,
Czują to tylko — co im potrzeba;
A jak są w chacie - to walczą z braćmi,        355
Że im wydarli ojców spuściznę,
I głośno krzyczą: „Złodzieje! dać mi
Moje zagony — mą ojcowiznę!...“ —
I walczą z sobą... — a matka głodna,
Ze łzą na oku spać się położy...        360
Ostatnią czarę wychyli do dna —
Własne jej dzieci dają truciznę!...
Kto więcej winien — na to sąd boży.
Ale — o syny! miejcież Ojczyznę!
Nie chodźcież żebrać po Europie!...        365
Do katów Matki nie chodźcież prosić!...
Bo hańba pali po każdej stopie —
Czy ją przez wieki zechcecie nosić?!
Głodniśmy — prawda, bo nasza ziemia
Jednych wygania — a drugich tuczy...        370
I nieraz człowiek z gniewu oniemia —
Ale czyż przeszłość nic nas nie uczy?
Patrzmy — narody żebrzą wolności,
A same drugim tę wolność kradną!

I mamy z nimi - z nimi się bratać?!        375
Toż naszych przodków ruszą się kości
I na bok drugi z gniewu pokładną...
Kto chce Moskala — lub Niemca swatać,
To niech się uda prosto do czarta;
Na jedno wyjdzie... bo tyle warta.        380
„Chleba!... swobody!...” — giniemy z głodu...
Swobody żądać — to dla narodu!
Potem i chleb się znajdzie dla dzieci,
Kiedy swobody słońce zaświeci...
Nie chcecie syny! przystać na części,        385
Jakie przodkowie pozostawili,
Dobrze... — sądźcie się — niech wam Bóg szczęści...

Każdy zarówno niech się posili.
Dla wszystkich słonko jednako grzeje —
Dla wszystkich równe życia koleje —        390
Więc czemuż jednym ciasno na świecie,
Gdy drudzy kąta nawet nie mają?!...
Jest tam paragraf — gdzie? to już wiecie:
............
„Jeżeli ojciec umrze — a syny
Prawo wytoczą o swe dziedziny,        395
To sąd ich dzieli do równej części...“ —
Tak prawo mówi... jeśli podstawą
Jest społeczeństwa — a nie zabawą,
Za wami prawo... Niech wam Bóg szczęści!...

VII

Oparłem głowę o zimny kamień        400
I chłódzę myśli, co mi skroń pieką...
Śnię wymarzoną przyszłość daleką —

Dziś, w myślach jeszcze pełno omamień,
Wad, kłótni, niezgód — jak było dawniej.
Więc jasna przyszłość pewnie niebliska;        405
Bo gdzie na przodzie są zdrajcy jawni —
A u świętego nawet ogniska
Nie mieszka zgoda — tam już nadzieja
Blada, i bledsza jest rzeczywistość.
Boję się w przyszłość niepewną patrzeć...        410
Skarłowaciała to epopeja
Będzie... — bo dziś już widać tę mglistość,
Która jest zdolna i przeszłość zatrzeć
Swą posępnością — co jak pieśń barda
Szkockiego albo północna jesień,        415
Za mgłą ponure kryje obrazy...
Była już przeszłość — prawością harda,
Była już przeszłość — pełna uniesień,
Były męczeństwa, knuty i razy,
Lecz nie mieliśmy przeszłości podłej!        420
Czy chcemy taką przyszłość, broń Boże?...
O nią do wrogów zanosim modły?
Przodkom przemocą kładli obroże,
A my dziś chętnie poddajem szyję!...
Puszy się wielu, że ich wróg głaska;        425
Sofizmatami sumienie myje —
Zbiera ochłapy — jeżeli łaska
Władcy upuści dla nich pod stoły...
Wyż-to jesteście Ci apostoły,
Którzy piszecie morały w księgach?!        430
Wyż-to prawnuki tych bohaterów,
Którzy swe imię w świętych przysięgach
Kładli — a serca, jak u kraterów
Ognie, dla kraju miłością piekli?...

Tak, wy — coście się ojców wyrzekli,        435
A zostawili sobie ich sławę
I herby stare — jak na zabawę!...
Chcecie dziś błyszczeć ojców zasługą —
A wasze czyny gdzie są — panowie?!
Patrzcie — korona na Matki głowie        440
Z głogu... wyście ją swą hańbą wbili!
Wieziecie trumnę — błędną żeglugą;
Oby się z wami nie zatopiła
W służalstw, kłamstw, hańby — głębokim steku!...
Obym nie dożył — Panie — tej chwili,        445
Kiedy nad trumną Matki po wieku
Podniosłaby się hańby mogiła!...

VIII

I zadumany siedzę na skale —
I oko w przyszłość obracam ciemną —
A smutek jęczy struną tajemną...        450
Nie chcę się kąpać w przeszłości kale,
W głębię przyszłości boję się rzucić!...
Ot, żyć mi chwilą i dumy nucić —
I zasnąć, jak te lirniki stare:
Składając serce, kij na ofiarę...        455
...............
I dumam... kroki za sobą słyszę;
— Kto tu przerywa cmentarną ciszę?...
„Ja, żebrak, panie — szlachetny rodem,
Pod drzwi mych braci zagnany głodem,
Jak pies odszedłem — nawet bez kości...“        460
— A co tu robisz? — „Ot, ja z miłości
Tu przyszedł, panie... ja co wieczora

Tutaj przychodzę — gdy głodu zmora
Wypędza od swych tu — na cmentarze...
Tam... pod mogiłą me bratnie twarze —        465
Tam... kościotrupy...“ — I siadł na grobie,
Rękami objął krzyż zimno-szary —
Rozpaczą martwej podobny Niobie —
I płakał... płakał ten dziad niestary,
O sercu może starszym od siebie...        470
Bo gdy kto zimny popiół rozgrzebie —
Czy pozna, dawno iskry wygasły?...
...............
Wstyd mi za ciebie — szczepie wypasły!...
Gdy brat twój zimne kamienie ściska,
Cieplejsze może — niż serca wasze —        475
Ty się na balu szampanem grzejesz!...
Gdy głodne — wyją te ludzie-psiska,
Ty toastową napełniasz czaszę —
I przy kielichu z nędzy się śmiejesz!
— Oj, są to ludzie — są i ludziska...        480

Mogiło! powiedz — ile łez w tobie,
Spadłych z warg, które już martwe prawie,
Przekleństwa dla swych braci szeptały?...
Ja tymi łzami instrument żłobię,
Z żalu naciągam struny jęczące —        485
I dźwięko-słowną pieśnią nie bawię,
Lecz nagrobowe śpiewam hejnały,
Dumy, sarkazmy i własne baśnie.
Zimne mogiły — serce gorące;
Może i ono wystygnie wtedy,        490
Gdy pod mogiłą ze skargą zaśnie...
...............

IX

Zbliżmy się — zbliżmy!... podnieśmy wieka! —
Młodzieży polska! — czemu z daleka
Omijasz szare cmentarne mury?...
Czy cię przestrasza świat ten ponury?        495
Wszak ty nieszczęsna — żyjesz w tym świecie!...
Tam cię coś ciągnie — gdzie przy bufecie
Kielichy dzwonią, ochocze tany...
Gorącą młodość oddajesz komu?
Młodzieży! nie masz wstydu ni sromu!        500
W końcu przynosisz żywot stargany
I wołasz: „Bierzcie!“... — garnek gliniany.
Młodość — rozpuście, ból — dla Ojczyzny!...
Dla Matki niesiem — z awantur blizny;
Czy tak ojcowie czynili nasi?...        505
Kiedyż się czoło wstydem okrasi —
Kiedyż poznamy bezczynność naszą?
Bez-celnie żyjem — groby nas straszą,
Prochów się boim — chodzące groby!
Wyrzuty zatruć — mamy sposoby;        510
Czemuż nie zniszczym już człowieczeństwa —
By nie dosłyszeć prochów przekleństwa,
By wmówić w siebie, że nic z nadziei —
Nic już w przyszłości dla nas nie świeci!
By się już zaprzeć, że my są dzieci        515
Tych, co pomarli za przyszłość naszą!
By wreszcie zabić w sobie krew laszą! —
Wtedy rzec możem: „My już bydlęta!
Wiecznością — nasza dola przeklęta!...“ —
Do tego dążym... Młodzieży kwiecie!        520
Zastanowienia!... dokąd idziecie?

Jeżeli macie w krwi zapał jeszcze —
A ojce nasi — a nasi wieszcze!
A nasza oda — ta „do młodości!“...
Czy nam już wcześnie zgrzybiały kości?...        525
„Hej! nad poziomy!“... — Gdzie nasze serce?
Czy wiecznie mamy żyć w poniewierce?
Czy już nie wiemy — gdzie nasze drogi? —
Zamiast po czynach kroczyć pół-bogi,
W kałużach wleczem cielska — jak płazy!...        530
Czy ten wiek podły — wiekiem zarazy?...
Zmyjmy ją z ducha!... Polećmy młodzi
Z „martwej krainy ułudy
Tam — gdzie zapał tworzy cudy —“
A silny duch — czyny rodzi!!...        535

X

Smutnoż, bo smutno na tych mogiłach —
Gdzie stąpisz – krwawe przeszłości ślady...
W przyszłość nam lecieć o własnych siłach!...
Inaczej – dla nas przyszłość zagłady,
Jak wilcze oczy — w cieniach połyska...        540
Rozniećmy w piersiach święte ogniska! —
Bądźmy — jak Grecy! — co, gdzie przybyli,
Wieźli ze sobą ogień i bogi...
Bierzmy z ołtarzy ten ogień drogi —
Wichr go nie zgasi — ni wiatr rozpyli —        545
Lody Sybiru — mrozy Kamczatki
Topnieją pod nim... Za oceanem,
Gdzie nas od nędzy przenoszą statki,
Jęczącym skargi bądźmy orkanem!...
Obelgę światu wyplujmy w oczy –        550

Światu, co „wolność“ ma na sztandarze,
A od gnębionych odwraca twarze...
Niezgoda własna — ta nas roztoczy!
Jak żydowinów rozprószy wszędzie —
Po oceanów białych krawędzie;        555
Lecz siła obca — ta bezduchowa,
Czy zdoła ducha rozkawałkować?...
Ta centaurów ostra podkowa
Może po krwawych głowach cwałować —
Do serca nigdy nie dojdzie stalą!...        560
Niech cytadele z posad się walą —
Kościołom przecie nie dajmy ginąć...
Dalej — do lotu! Skrzydła rozwinąć —
Gdy milijony orłów podlecą,
Na świat od słońca cień się pokładnie!        565
A gdy ta chmura na świat upadnie —
Czy się ostoją skrwawione trony?
Więc dalej w górę — wy milijony!
Wy zadumane na cmentarzyskach...
Poostrzcie pióra w słońca przebłyskach —        570
Uduchowijcie zgnuśniałe cielska!...
w olbrzymie każdym — dusza anielska,
W czyn przemienione marzone chęci —
W myślach cel święty, a w czynach dzielność —
W prawym postępie — cel środki święci...        575
Dalej tak, orły — po nieśmiertelność!!...
...............

XI

Po cóż czynicie z dusz swych jarmarki —
Gdzie swe sumienia macie na sprzedaż?...

Myślałem, Boże, że mi już nie dasz
Doczekać chwili — kiedy swe karki        580
Prawnuki dumnych — pod hańbę schylą.
Dziwię się, czy mnie oczy nie mylą —
Tyle podłości!... Tu odszczepieństwo —
Prywata, skoki za karyjerą,
A tam — ordery, odznaki... złoto.        585
Oczy wyjada moralne błoto —
Z wrogami Matki „ich“ pokrewieństwo —
Z pokrewieństw przodków prawych obdziera!...
Ruszcie się, ojców w mogiłach kości —
Bo w waszych domach — gdzie była prawość,        590
Miłość Ojczyzny — dziś hańba gości!...
Mówić nie daje myśli mych łzawość —
Serce się kraje, gdy na „nich“ wspomnę.
Tu — śmiech, rozpusta..., a tam — bezdomne,
Nędzne sieroty!...        595
Ej! Boże! Boże —
Cóż ta pieśń moja gorzka pomoże!
Słowa mi dałeś — nie dałeś siły...
Gdyby poruszać przyszło mogiły —
To pieśnią wszystkie ruszyłbym z posad!...
Ale tam — gdzie się szyderstwem karmią,        600
A na dnie serca — podłości osad,
Tam — choćbym posłał pieśni mych armią —
Nic nie pomoże!... przebrzmią bez echa,
A dla mnie tylko jedna pociecha,
Żem śpiewał — własny jad wypowiadał        605
I pieścił ucho... Bogdajbym zawsze
Do mogił tylko i głazów gadał!...
Echem mi będą odpowiadały...
Bogdajby na mnie nieba łaskawsze

Nie dozwoliły czuć — co to podlić!        610
Nosiłbym w myślach swe ideały —
Piąłbym się do nich po szczeblach wiary —
Mógłbym się Bogu pieśniami modlić
I za marzenia — czekać na kary...
A dzisiaj!... twarda moja powinność        615
W serca mi patrzeć i gromić każe;
Może tą służbą — myśli niewinność
Stracę — a może grzechy swe zmażę...

XII

...............
Ponuro jęczą suche konary,
Zgryźliwie skrzypi śnieg pod stopami —        620
Księżyc od mrozu aż poczerwieniał,
Zarumienił się biedaczek stary —
Mróz, więc podchmielił nasz starowina,
Z czerwonym słońcem — blaski pomieniał
I idzie... idzie ponad grobami...        625
Zaduszki... północ... straszna godzina!...
Przyszedłem patrzeć, jak pójdą dusze
Tych — co niedługo już nas porzucą...
Cyt!... widzę... idą... grobowo nucą —
Kościół otwarty... zobaczyć muszę!        630
Na przodzie dziatki... dalej — dziewice...
Śnieżyste szaty — a w ręku świéce...
Idą parami... znajome twarze...
Janinka... Władzia... dalej — nieznane.
Krzyknę — i głosem swoim przerażę!...        635
Język mi skołczał... Na ścieżce stanę!
Nogi — jak drewno, przymarzły w ziemię...

Dotykam oczu... nie — ja nie drzemię!...
Boże!... Halina... Anioł? czy Ona?...
Idź... nie zawołam!... Tyś już zbawiona.        640
Przeszły... — Młodzieńcy... wszak ja tu stoję!...
Tam idę... pewnie moje odbicie!...
Księżyc — zwierciadło... czym patrzał w niego?...
Przeszli... jam przeszedł... czego się boję?...
Ja tu — na zawsze!... macie tamtego!        645
Tamten — to nie ja!... słyszysz?... to nie ja!!
Mnie tu do życia wabi nadzieja!...
Ja tu na świecie pozostać muszę!...
Ja rzeczywistość — snami zagłuszę —
Ja... wszystkie groby wasze pokruszę!...        650
Wszystkie!... słyszycie... Kto tu?... to echo...
Grób Matki... Ona westchnęła może.
Mam tam umierać — tu się położę!
Jej oddech nocą będzie pociechą...
...............
Dobranoc, świecie!... myśli, jak noże,        655
Drą się do serca... świecie — dobranoc!
Przed śmiercią — żegnam... żegnam — jak na noc.
...............
Słyszę z mogiły słowa, jak we śnie:
„Synu grobowców!... mnie tu boleśnie...
Ile zaduszek ja tu przeżyła!...        660
Że przeźroczystą dla mnie mogiła —
Patrzę na dusze, co umrą wcześnie,
Jak do kościoła idą się modlić —
By przez rok jeszcze życiem się podlić...
Idą tu co rok... I myślę przecie,        665
Że ujrzę Pychę — tę, co na świecie
Tyle mych synów z ziemi wygnała —

Albo Niezgodę — tę, co została
Po moim zgonie, by braci dzielić...
Że ujrzę Podłość — tę, co to bielić        670
Uczyła moich nieludzkich katów...
Że ujrzę — kiedy do innych światów
Uosobione przejdą te cielska...
A tu kto idzie?... sama anielska
Dobroć: dziewice, starcy i dzieci...        675
Tym — co rok księżyc w Zaduszki świeci,
Przechodzą, nikną i umierają —
Opuszczając was... Z wami zostają:
Niezgoda, Pycha i Podłość czarna...
Nie dla nich — synu — noc ta cmentarna!        680
One żyć będą, aż do tej chwili,
Gdy wy zginiecie!... słyszysz — me dziecię:
One przeżyją was na tym świecie —
Gdyby zginęły — wy byście żyli...“
...............
„Gdyby zginęły — wy byście żyli...“        685
— To mnie zbudziło!... nie chcę umierać!
Nie chcę za sobą grobów otwierać!...
„Gdyby zginęły — wy byście żyli...“
Słyszycie, Bracia, głos Matki z trumny?...
Wracam z zaświata – i wracam dumny,        690
Jak ten, co wieka trumien podchyli —
I wołam: „One zaginąć muszą!...
Wola je nasza w nicość rozpyli...
Ja już nie pójdę za moją duszą —
Łączną z zagrobem przeciąłem nić...        695
— Tak, one zginą... My musim żyć!...“



WIERSZE Z CZASOPISM I Z KSIĄŻKI
DZIŚ — A WTEDY

I ogarnęło kraj cały zwątpienie...
„Próżna obrona przed bogiem północy —
I milijonów próżne poświęcenie!...“
Kraj upadł — tylko zostali prorocy,
Prorocy-wieszcze i bohater ludu,        5
Co na tle krwawym stworzył obraz cudu.

Sztandar „za wolność“ powiał ponad niwy,
I z łąk kosiarzy zgromadził, co z hasłem
Świętym ruszyli na bój... nieszczęśliwy!
I uszła wolność — z morzem krwi wygasłem —        10
Ale tam, w sercach, została u pługa
Iskra, co jej śmierć nie wygasi, długa...

I dusza ludu za deską grobową
Żyje tęsknotą — i w niewoli jęczy...
I wtedy tylko ma pociechę dniową,        15
Gdy kosa jakaś o kamień zadźwięczy —
Niewprawną ręką wiedziona grabarza,
Co chwasty polne wycina z cmentarza...

Lub kiedy lirnik wśród cmentarnych cieni
Usiądzie, pieśnią skarżyć się mogile.        20

I rozmarzony rzewnością zieleni
Cmentarnych — zacznie śpiewać dawne chwile
I bohaterstwo ludu chwalić pieśnią
Tych kosynierów, co już życia nie śnią...


∗             ∗

Sto lat minęło — od chwili, gdy kosy        25
Zgrzytnęły o las bagnetów ogromny
I pierwszej bitwy rozstrzygnęły losy —
A postawiły pomnik wiekopomny
Dla tych, co z kosą idąc łąką latem,
Raz chwastem ścielą łąkę, a raz kwiatem.        30

Sto lat minęło i świat się odmieniał
Z każdym dziesiątkiem lat i z każdą wiosną...
Kurhan Racławic trawą pozieleniał,
A na krwi ludu chwasty polne rosną!...
Ale tam, w głębi, wieczny żar się żarzy        35
I wiecznie tli się wśród dusznych ołtarzy.

Sto lat minęło — w niewoli, a jeszcze
Żyje ten naród — łzami i nadzieją!
Przez wiek pieśniami karmili go wieszcze,
Dzisiaj już wiatry iskier nie rozwieją,        40
Bo musiałyby zwiać ojców popioły,
Których lud cały strzeże i anioły!



SMUTNO I TĘSKNO

Smutno i tęskno samotnemu sercu,
Bez kwiatów-wspomnień życie mi ucieka!
Patrzę na ognie w gwiaździstym kobiercu —
A moja gwiazdka — tak ciemna... daleka...

Tłum w sobie, serce, cierpienia i żale!        5
Nie skarż się ludziom — bo po co te skargi?
Kochać w milczeniu, żyć w wiecznym zapale,
Łzy chować w serce — a uśmiech na wargi!

Marzonych cierpień myślami nie płodzę!
Tęskno mi, ot tak — samotnemu człeku;        10
Ja nie rozpaczam, po grobach nie chodzę —
A że się żalę — to choroba wieku!...



KROŻE
(Ballada zawsze na czasie)

Dziwna ballada przez myśli się snuje —
Pojona bólem — więc i, jak ja, smutna...
Jeśli wam chwilą wesołość zatruje —
I dziko zabrzmi, jakby pieśń pokutna —
Nie miejcie do mnie żalu, żem ją śpiewał!        5
Jam tylko smutek z duszy mej rozwiewał!...

Sto lat minęło — i świat się odmieniał
Z każdym dziesiątkiem lat i z każdą wiosną;
Kurhan Racławic — trawą pozieleniał,
A na krwi ludu chwasty polne rosną;        10
Pod popiołami ogień, co nie gaśnie...
Lecz o tem — potem... teraz mówmy baśnie.

∗             ∗

W Krożach, na Litwie, cisza jakaś głucha,
Poświstem wichru przerywana czasem;
Chwilami tylko śnieżna zawierucha        15
Wpadnie do izby wilgotnej z hałasem,
Przez szpary lub drzwi, co się nie dowarły,
Popatrzyć, czy tam nie leży umarły.

Dziko wiatr świszcze po słomianych dachach
I suchym śniegiem w różne miota strony...        20
Lud nieraz baje w noc taką o strachach
Lub o wisielcu, co nie pogrzebiony
Leży w kostnicy — lub z wichrem się pieści,
Strasząc podróżnych, gdy drzewem szeleści...

Cała moc wichrów z niewoli rozkuta        25
Wpadła pobujać pod litewską strzechą;
Czasami jakaś melodyjna nuta
Z poświstem wichru łączy się jak echo...
A dźwięki płyną prosto od kościoła —
To lud pobożny do Chrystusa woła!        30

Kościół zamknięto — więc nocą burzliwą
Lud się zgromadził przed ołtarzem pańskim
I pieśń, tę znaną, poważną, rzewliwą —
Śpiewa — natchnieniem porwany kapłańskim.
A pieśń ta serca rozdziera jak noże —        35
I coraz silniej słychać: „Święty Boże!“...

Kapłan na przedzie... dalej dzieci, starce,
Niewiasty — jedną zespoleni prośbą.
Wicher po szybach płoche wiedzie harce
I świstem — pieśni wtóruje, jak groźbą;
I pieśń się z wichrem zlewa w chaos nocny —
Coraz wyraźniej słychać: „Święty Mocny!“...

I coraz głośniej... aż z piersi tysiąca
Poważnym echem ku niebu popłynie —
Siłą świętości wichry poroztrąca        45
I u stóp Boga we łzy się rozpłynie...

A każda kropla będzie słowem skargi,
Którą szeptały zmarzłe ludu wargi!...

Lud jeszcze śpiewał, gdy nagle z łoskotem
Drzwi się rozwarły — i w progu kościelnym        50
Błysły bagnety — i połyskiem złotym
Lud napoiły wrażeniem śmiertelnym...
Lecz nie zamilknął — ale rzewniej, głośniej
Śpiewa — i pieśń się rozlega donośniej...

„Ha! buntowszczyki!“ — i dalsze przekleństwo        55
Dziko odbiło poważnej pieśni,
Jakby je szatan wyrwał z dusznej cieśni!...
Dziecię — ze strachu — tuli się, maleństwo,
Do łona matki, co się modli blada —
Prosząc, niech bagnet pierwej śmierć jej zada!        60

Lud ciągle śpiewa... Kozactwo pijane
Tnie nahajkami i szablami kole...
Stopnie ołtarza świętą krwią zbryzgane!
Lud ma męczeństwo i bladość na czole —
I coraz rzewniej płyną ludu głosy...        65
Czy się przed nimi zawarły niebiosy?!...

Pokonał Moskal starców i niewiasty!
Zwycięstwo pije kielichem z ołtarza.
„Za zdrowie caria“ wznoszą się toasty...
I nie szukano dla trupów cmentarza!        70
Rzeka — i ciała, i zbrodnię pogrzebie,
Zbrodnię, co krwawo zapisana w niebie...

Pojmanym — długa do Sybiru droga
I życie gorsze niźli śmierć od szabli!

A świat co na to? — cara zdjęła trwoga;        75
Lecz wnet doradca podał projekt diabli:
„W gazetach podać wierne sprawozdanie —
Jeszcze w dodatku cześć nam się dostanie!“

Niech Europa wielbi dobroć cara,
Który nad ludem panuje łagodnie!        80
Czyż to kto widział? Tak maleńka kara
Za bunt wyraźny, za tak wielką zbrodnię!
Zamiast wywieszać — i zemstą się poić,
Car buntowników kazał — uspokoić!!...

25. I. [18]95


SĄ CHWILE...

Są chwile w życiu człowieka —
Gdy z marzeń kielicha pije,
Od zgiełku świata ucieka —
I zapomina, że żyje...

Chwile to złudzeń, rozkoszy —        5
Niedługą poją go chwilką —
Bo rzeczywistość je płoszy...
Krótkie złudzenie — snem tylko!

O! czemuż człowiek nie prześni
Całego życia w ułudzie?        10
W anielsko-uroczej pieśni?...
Czemuż go budzą wciąż ludzie?...

5. III. [18]95


CZEMU?

Czemu krew w sercach już ziębnie przedwcześnie?
Czemu ci młodzi pracują jak we śnie?
Czemu te dusze na świat zsyła Bóg?
Mnożą się twory — bez czucia, bez myśli —
Ich postać w słońcu jak plama się kréśli,        5
Czemu świat ten się błędnych trzyma dróg?

Czemu w „świecznikach“ świece nie tlą jasno?
Czemu za cieniem służalczości gasną?...
Jak czasem błyśnie — to orderu znak!...
I komu ufać? gdzie iść? którą drogą?...        10
Zginiony — kto się własną karmi trwogą,
Kto zapatrzony na przeszłości szlak!...



PIEŚŃ KORYFEUSZÓW

Bawmy się, młodzi! wszak mamy czas!
Na cóż jest życie? — a śmierć daleka...
I rok za rokiem szybko ucieka —
Starość zgrzybiała przeraża nas!...
Więc przyspieszajmy przedzgonne chwile —        5
Jak mamy spocząć — to na mogile!...
Teraz się bawmy — wszak mamy czas!...

Hej! przehulajmy wesoły wiek!...
Co nam kajdany? co nam Ojczyzna?
Bawmy się, młodzi! wszak każdy przyzna,        10
Że i w niewoli swobodny człek!
Przecież nam więzy nie zgryzą kości —
Paląc na czole znamię podłości,
Więc przehulajmy wesoły wiek!...

Bawmy się, młodzi! hej, na bok wstyd!        15
Dłoń nam podadzą próżni bogacze —
Nad upadłymi nikt nie zapłacze —
My zwyciężymy w walce o byt!...
Oni dla chleba — my dla zabawy —
Do takiej pracy dość mamy wprawy;        20
Bawmy się, młodzi! hej, na bok wstyd!...

Któż to z nas szydzi? — zgrzybiały stan!...
Hej, głupstwo, bracia! my szklanicami
Pijmy ich zdrowie — choć nie są z nami!...
Oni ból cierpią z przeszłości ran;        25
Dla fantazyi — bili się, głupi!...
I cóż wygrali ci kościotrupi? —
Oni nędzarze — z nas każdy pan!!!...



O! NIE ZAZDROŚĆCIE!

O! nie zazdrośćcie magnatom ich złota —
Blasku brylantów i drogich kryształów —
To tylko kłamny, powierzchowny blask!
A wewnątrz steki moralnego błota...
Oni bez świętych żyją ideałów,        5
A wam przed duszą jaśni słońca brzask!
Wyście bogatsi! bo każda łza wasza,
Która wśród nędzy — blade lica zrasza,
To brylant droższy niż ich dyjamenty!
Nędza wam zgryzła i ręce, i twarze —        10
Ale są czyste serc waszych ołtarze,
A u nich z serca i z duszy są męty!
Więc raczej żalić wypada się szczerze
Ich serc starganych, co nie zmyte rosą
Codziennej nędzy — w grzeszny wrosły mech;        15
Wy Bogu: serca święcicie w ofierze —
Oni przed ołtarz: złoto swoje niosą,
Miny rozpusty i opilstwa śmiech!



BOŻE MÓJ, BOŽE!
(Sonet)

Boże mój, Boże! — czemum taki smutny?
Pytam się myśli — i nie odpowiada...
Tylko mi z serca płynie słów plejada,
A każde słowo — to pomnik pokutny.

Boże mój, Boże! ja w słowach rozrzutny,        5
Pieśń, co mym smutkom dusznym odpowiada,
Śpiewam — a może ta myśli kaskada
Zatrze w wspomnieniach ból i dziś okrutny!

Co kocham, wszystko nie jest z tego świata —
Sny i marzenia — to szczęście codzienne,        10
Boże mój, Boże! komu się pożalić?

Listek za listkiem z ułudy oblata,
Wabi mnie tylko to słonko promienne —
Co się na wieki będzie światu palić...

Kraków, 3. IV. [18]95


WE MGLE
(Sonet)

We mgle półmrocznej topi się świat cały,
We mgle są domy i światła, i ludzie —
A dusza marzy w nieznanej ułudzie,
Bo od młodości mgły ją spowijały!

Od chmurnej przędzy światła pociemniały —        5
Kąpiąc promienie w ludzkich myśli brudzie;
We mgle — rozumy kołyszą się w nudzie,
We mgle — gromami zbrojne — śpią zapały!...

We mgle obrazy bóstw, za ciemnym mrokiem!
Kamienie tylko jaśniejsze migocą;        10
Do złota-boga lud boski się modli...

We mgle półmrocznej cały świat się podli;
Bezczynność wiekiem, a czyn tylko rokiem!
Te mgły rozerwać — chyba boską mocą!...

Kraków, 10. VI. [18]95


CHIŃSKA LEGENDA

Wsłuchany w szumy, co płyną od spodu,
Stał on na głowach chińskiego narodu,
I z krzyków szydził, i z szumów się śmiał;
Lecz nagle pobladł, zobaczył w oddali,
Jak na szumiącej krwią japońską fali,        5
W strzępy porwany, wolny sztandar wiał...

Stój, Synu Słońca! — na czaszkach poddanych,
Niech twój pantofel gniecie krwią zalanych,
Wszak to bydlęta, tyś bóg i pan!...
Lecz biada tobie, gdy tych bydląt tłumy,        10
Czując ćwiekami wiercone rozumy,
Zechcą się obmyć krwią twoją z tych ran!



BALLADA JEDNA Z TYSIĄCA

Chcecie słyszeć balladę? — opowiem.
Żyła matka — gdzie żyła? nie powiem;
Przy niej córka — aniołek maleńki...
Kwiaty, śmiechy, lalki i piosenki
Wirowały po główce dziewczęcia...        5
Śliczna jakby królewna z zaklęcia —
I myślano powszechnie, że dziecię —
To aniołek błądzący po świecie...

Mija jedna po drugiej wiosenka,
Alineczka za każdą piękniejsza —        10
I wysmukła jak młoda sosenka,
I od kwiatów wiośnianych strojniejsza —
A co oczko — to jasna gwiazdeczka,
A co koral — to piękne usteczka...

Toż na zabój kochali ją młodzi,        15
A ona się — bywało — naśmieje
I jak motyl: przywabia, a zwodzi,
I ucieka, a barwą przynęca...

Patrz — pod brzozą tam krzyżyk czernieje,
Gdzie się powój o kamień okręca...        20

Na cmentarzu — pod cyprysu cieniem
Drugie serce — spalone cierpieniem,
Rozsypało się dla niej w popioły —
Niech go strzegą cmentarne anioły!...

Lata, wiosny — mijają przelotne,        25
Szczęście jasnym blaskiem się uśmiecha...
I Alinka śmieje się po wiośnie,
I spojrzenia rozrzuca zalotne —
Serce zimne - lecz uśmiech — pociecha,
Wabi roje motyli — miłośnie...        30

Lecz jak kwiaty wiośniane więdnieją —
I zostają łodygi — szkielety...
Tak jednaką światową koleją
Nikną blaski szczęśliwej kobiety...
Nie pomogą bielidła — ni róże!        35
............
Nieraz marząc, westchnęła: „Mój Boże!
Wspomnieniami samymi żyć smutno!“ —
Pragnie wrócić na drogę pokutną —
Wiosnę wrócić: Za późno — niestety!...



NIE-BAJKA

Jeden język — jedna wiara
Łączy polski naród —
A rozłącza — niby kara —
Straszny waśni zaród.

Tyle partyj, że i trudno        5
Wszystkie porachować...
A wszystkie się kłócą o to,
Jak trzeba pracować.

Oj, doprawdy — Niemiec oczy
Łatwo zamydli nam —        10
Patrząc na to — pewną gadkę
Sobie przypominam:

Wyszli chłopi kosić żyto —
Ale trudna rada:
Z której strony kośbę zacząć?        15
Każdy swoje gada.

Od słów przyszło wnet do bitki,
Z pięści szło na noże...

Więc do sądu się powlekli,
Zamiast kosić zboże.        20

Złodziej-sąsiad się nie kłócił;
Widząc owych sprzeczkę —
Zboże skosił — nocą młócił
I zerznął na sieczkę.



POSŁOMANIA

Różne manie są na świecie —
Dziś jednę dodać trza;
Posłomanię — robaka w kwiecie,
Świat galicyjski ma!

W powiatach pełno kandydatów —        5
Sejmowych figur dość!
Ci nieźle bronią swych mandatów —
Wszak to rarytna kość!

Nie szczędzą piwa — ni zapłaty,
W każdym powiecie ich nie brak —        10
Czy wszystkie posiąść chcą mandaty?
To chyba posłomanii znak!

Każdy chce dzisiaj posłem zostać —
W sejmie, przy piecu spać,
A choćby Stadnickiemu sprostać:        15
Hołotą lud jak dawniej zwać.

Pałkowych pełno eks-starostów,
A wszyscy chłopu bakę ćmią;

Naprawę dróg, gościńców, mostów —
Obiecać nawet śmią!        20

Pelno oburzeń — pełno krzyku:
„Chłop kandydatem? taż to strach!
Taż on tam w sali nie zada szyku —
Nie chłopom — sejmu gmach!“

Wyrzekań pełno — w różnym stylu:        25
„To socyjalizm już wciska się!“
Zrozumieć nie chcą, że po tylu
Latach — chłop walczy o prawa swe!

A swoją drogą — dodać trzeba:
Różnie rozumie lud prawa swe!...        30
Bo jak z trucizną dasz mu chleba —
To go z trucizną zje.

Jedni i drudzy co robicie?
W chłopie krew polską chcecie truć?
Wszak tu o Matki idzie życie...        35
O Boże, zgódź ich, zgódź!



STO LAT
(Wiersz w 100-letnią rocznicę 3-go rozbioru Polski)

Sto lat ofiar męczeńskich i cichej niewoli...
Na tej krwią męczenników uprawionej roli
Powinno róść ku niebu zboże niby jodły!
A tu co? Mimo ofiar i tysiączne modły,
Gdzie tylko okiem spojrzeć — pola gołe, puste...        5
Ej, Boże! gdybyś chociaż podarzył kapustę,
A wskazując na główki, rzekł: „tnijcie! to oni!“
Cięłoby się — że niech już ręka boska broni...

Sto lat — przeszło, więc róbmy rachunek sumienia!
Czy przyjmiemy pokutę na sto lat więzienia —        10
To pytanie! My wolim mówić sto pacierzy,
W nich sto zemst przysięgać, odbić sto grabieży,
Niźli kłaść się spokojnie pod tyrańskie stopy
I wielbić sprawiedliwe rządy Europy!
— Bierzmowanie czy było? oj, było i łkanie!        15
Po trzykroć-eśmy mieli krwawe bierzmowanie!

Sto lat — przespać, to hańba! — wołają bezczynni,
Więc już Ty, Panie Boże, osądź, którzy winni;
W żyłach jednych krew wrzała gorąca, bo prawa!
Drugich, błękitno-płynnych, karmiła zabawa,        20

Ojcem ich — pieniądz marny, a rozpusta matką;
Toż po lodzie kariery ślizgali się gładko...
I nie dziw, bo na łyżwach protekcyi biegli!
Kieszeń napchali — mówiąc: My honoru strzegli!“

Sto lat! Gdzież teoryja o prawach człowieka!        25
Wprawdzie dławi się Krzyżak, Moskal się wścieka,
Że choć sto lat się gryzą, przełknąć nas nie mogą!
I Moskal już ze złości wali w Kaukaz nogą —
Ludożerco! połamiesz nogi na Kaukazie,
A nie strawisz nas nigdy po twoim ukazie!        30
Gryźliście sto lat prawie — targaliście serce,
A u nas Polska cała w najmniejszej iskierce!...
Sto lat — więc porachujmy dzisiaj nasze siły!
Największą twierdzą naszą — przeszłości mogiły!
Załogą — lud siermiężny, wodzem — serce-mściciel!        35
O dzieciach swych na ziemi pamięta Zbawiciel!
Choć cierpimy, lecz ducha nie tknął ten, co katem!
Dziś — patrząc przez szkła prawdy — kto pierwszy przed światem,
My z wytworami jego i literaturą —
Czy Moskal, co nas więzi — z historycznym batem,        40
Duszą wiecznie juchtową i świńską naturą??!

28. X. [18]95


ROZCZAROWANIE
(Sonet)

Noc zimowa jasnym srebrem świeci,
Biała ziemia — domy, drzewa w bieli...
Szedłem z lubą po śnieżnej pościeli,
Księżyc blaskiem szedł za nami trzeci.

Brylantami śnieg nam drogę kwieci...        5
Pewnie w niebie tak chodzą anieli!...
Kto w noc taką kochać się ośmieli,
To aniołem przez życie przeleci!...

„Patrzaj, luba! — na te śnieżne puchy,
Na tysiączne diamentów okruchy —        10
W takim świecie żyją tylko duchy!...“

„Patrzaj, miły! — jak mi zmarzły ręce!
Jeśli mię kochasz choć trochę —
To kup mi mufek!...“

13. XII. [1895]


PO NOWYM ROKU

Niby kropla w wód bezdenne tonie,
Wpadł rok jeden do morza wieczności,
Co niedługo wiek cały pochłonie —
Wiek niedoli i bezduchowości.

Gdyby z starym rokiem nasze wady —        5
Co nas truły — niż dawniej — jaskrawsze,
Gdyby one przecie do zagłady
Wieczność z sobą uniosła na zawsze...

Gdyby stare kłótnie i niezgody
Nie kaziły więcej naszych czynów —        10
To zbawiennym byłby rok ten młody
I szczęśliwszym dla niewoli synów!

Nowy roku! Ty w raniutkim świcie
Opromieniaj zgodą biedny naród;
Co od wieku śni o wolnym bycie,        15
A niewolnych waśni karmi zaród.



POWIEDZIAŁ MI ...
(Z piosnek ludowych)

Powiedział mi, że mnie kocha —
Powiedział mi ino raz,
Wtedy, kiedy to macocha
Wygnała mnie po drwa w las.

Ja mu wierzę — bo i czemu        5
Nie miałabym wierzyć mu?
On tak mówił po swojemu,
Że mi w piersiach brakło tchu.

Biedne życie przy macosze —
Więc myślałam parę lat:        10
Swoje „gopy“ powynoszę
I daleko pudę w świat!

Gdyby nie on — to już pewnie
Odeszłabym stary kąt —
Ale on tak prosił rzewnie:        15
„Maryś moja — nie chodź stąd!“

I zostałam... niechta — myślę.
Niech macocha męczy mnie!
Ino Janek swaty przyśle —
Jak Bóg miły – pomszczę się!!...        20



PIOSNKA

Nie dała mi matuleńka
Za próg wyzierać —
Ale miski myć kazała,
Garnki wycierać...
Hej! garnki wycierać...        5

„Moja matuś — moja droga,
Robić nie kazuj!
Na Halusię — na rącusie
Przecię uwazuj...
Hej! przecię uwazuj...“        10

Uzaliła się mateńka
Rącek Haliny:
„Włóz wianusek - weź dzbanusek,
Idź na maliny!
Hej! idź na maliny...        15

Niedalecko poza borem,
Hej!... poza sosną —
Duze krzaki — maliniaki —
Maliny rosną...
Hej!... maliny rosną...        20

Córuś moja! przynieś malin
Pełny dzbanusek —
Ino musis uwazować
Na swój wianusek!...
Hej!... na swój wianusek!“



CZY LUDZIE TACY — CZY TEŻ TAKI WIEK?

Miłość Ojczyzny dziś na ustach tylko,
A w duszy próżnia albo mętny stek,
Gdy się zapali kto — to jedną chwilką;
Czy ludzie tacy? czy też taki wiek?...

Młodzieniec starcem robi się przedwcześnie        5
I w bezczynności pędzi życia bieg,
A gdy co czyni — to jakby był we śnie!
Czy ludzie tacy — czy też taki wiek?...

Ten, co na czele ma przykładem świecić,
To albo zdrajca, albo podły szpieg;        10
Osły po szkołach mają światło niecić —
Czy ludzie tacy — czy też taki wiek?...

Niejeden modląc, służalstwem się podli,
A w duszy jego wszelkich brudów ściek,
I dzisiaj chyba dziad szczerze się modli!        15
Czy ludzie tacy — czy też taki wiek?...

„Cóż to pojutrze — cóż jutro się stanie?“
— Mówi do siebie zrozpaczony człek,
I mimo woli zachodzi pytanie:
„Czy ludzie tacy? czy też taki wiek?...“



DO DZIEWIC POLSKICH

Nie czas się bawić! dość już wiek zabawy!
Dosyć już śmiechów — i szyderstwa losów...
Bierzcie wzór z dziewic, co od wrogich ciosów
Na murach padły — dla ojczystej sprawy!
To święty wzór        5
Dla polskich cór!...

Za cel swych zabaw bierzcie — wolność i swobodę!
A złowione do sieci uczuć serca młode
Natchnijcie wiarą w przyszłość.... w lepszą kraju dolę...
Nie bawcie się sercami — bo taką swawolę        10
Potępić musi każdy, co myśli i czuje!
O! to piękna zabawka, kiedy się zatruje
Wiośniane chwile życia młodemu — i śmiechem
Szydzi się z uczuć, które uważa za święte!
Ja to nie zwię zabawą, ale ciężkim grzechem!        15
Niejeden — tą zabawą życia się pozbędzie...

Są w duszach polskich dziewic potęgi zaklęte —
Zdolne w orły przedzierzgnąć lękliwe łabędzie:
Niejedną Joanne d'Arc wydał kraj nasz miły!
Były u nas dziewice, którym dusznej siły        20

Zazdrościli najśmielsi z bohaterów grona!...
A dziś?... czyż tak głęboko Polska pogrzebiona,
Że tylko — jakby echa — słychać ciche głosy?!
O! takie ciche skargi nie dojdą w Niebiosy,
By świadczyły przed Bogiem o naszych torturach...        25
Polki! gdybyście myślą stanęły w tych murach,
Co męczenników naszych kryją w swoich cieniach —
Gdybyście posłyszały o strasznych cierpieniach,
Jakie lud nasz ponosi — gdyby ogrom cały,
Gdyby się cała otchłań tortur tych rozwarła —        30
Pewnie byście nie łzami, ale krwią płakały!...
Serce by wam zastygło, mowa by zamarła!

Polskie dziewice!... dla was inne drogi
I inne prace — niż cór wolnych ludów!...
Porzućcie głupie zachodnich mód bogi —        30
Patryjotkami bądźcie — lecz nie z nudów!!...

Nie dla mody — ale duszą!
Sercem całym! myślą czystą!
Miłość weźcie tę wieczystą,
Której wieki nie przygłuszą!!



TRZY TRĄBY“
(herb miasta Jordanowa)

Cóż się to dzieje w sławnym Jordanowie?
Jakiś ruch, hałas — jak gdyby posłowie
Perskiego Szacha do rajców zjechali!...
Co to za hałas w ratuszowej sali —
Która w pokoju mieści sadła składy,        5
Delikatesów i pachnącej szperki,
A w czasie jakiej domowej rozterki —
Służy za miejsce dla... czcigodnej Rady?
............
Gdy cisza w sali na chwilę zapadła,
Przemówił rajca Świniobój waleczny:        10
„Słuchajcie, bracia! druhowie od sadła!
I wy, najmilsi druhowie od dratwy!...
W dzisiejszych czasach nikt nie jest bezpieczny —
Panowie — szlachta zdzierają z nas skóry!...
Ale ja na to daję sposób łatwy —        15
Niechaj wystąpi z odważniejszych który!...“
A gdy trzej mężni stali Wołobóje,
Tak do nich mówił rajca zasapany:
„Wiecież wy, druhy, gdzie Kaźmierz króluje —
I gdzie na sejmy zbierają się pany?!...        20
Koło Turcyje... hen... pod Sandomierzem...

Tam się udacie... i wziąwszy na bary
Trzy kopy kiszek - i dwie połcie sadła,
W układ wejdziecie z królem Kazimierzem —
Za herb — należne złożycie ofiary...        25
Gdyby was w drodze zgraja psów opadła —
To walczcie mężnie — i z życiem sprzedajcie
Ofiarne dary!... No — dalej więc w drogę!
A w swej podróży szlaku się trzymajcie,
Koło Warszawy i koło Krakowa... —        30
Dalej!... do diabła wahanie i trwogę!
Niechaj poznają – co my... z Jordanowa!!!...“
............
............
Długo by było opowiadać dzieje
Trzech bohaterów!... Podobno w kronikach
Opowiadano –— dziwne ich koleje...        35
Ich trzy potyczki na sławnych Dojnikach,
Walkę stoczoną przy ujściu Pilicy,
Gdzie trzech walczyło przeciwko tysiącom...
Poznały kundle siłę ich prawicy!...
Strasznie pobite — krwią Pilicę mącą;        40
Zwycięsko uszli — na pobojowisku
Echa skowyczeń lub cichego pisku...
............
Stanęli wreszcie przed króla obliczem —
I proszą o herb dla wiernego miasta...
Spojrzy się Kaźmierz... (nie przychodzą z niczem,        45
Na barkach — sadło, szperka się kołysze...)
„Ot — rzecze Kaźmierz — dać im herb i basta!
Niech podkanclerzy dokument napisze!"
Herb — ale jaki?... popatrzał Kazimierz

Na trzy oblicza... na szlachetne twarze —        50
I rzekł: „Trzy trąby!... Takim herbem darzę
I was — i waszych potomków na wieki!...“
............

(Dalej rękopis nieczytelny...)
PYTANIA I ODPOWIEDZI

Czyje pragnienia nie są jasne?
(Własne).
Kiedy się czuje wartość pieniędzy?
(W nędzy).
Jaka najczęściej do pracy podnieta?        5
(Kobieta).
Czego ten pragnie — kto w zaszczytach chyży?
(Iść coraz wyżej).
Kto się uczciwym interesem brzydzi?
(Żydzi...)        10
Komu się ludzie kłaniają już w sieni?
(Kieszeni).
Skąd płyną łaski na podłe figury?
(Z góry...)
Gdzie się najlepiej bawią w każdej porze?        15
(W klasztorze).



ZNAŁEM JA LUDZI...

Znałem ja różnych ludzi na świecie:
Takich — co żyją swych braci pracą,
Takich — co jeżdżą w cudzej karecie,
Takich — co długów nigdy nie płacą...

Znałem — hultajów różne gatunki:        5
Tych — co im cnota nie znana w życiu,
Tych, których jedną rozkoszą — trunki,
I cel jedyny tylko... w użyciu!

Znałem magnatów — dla których człowiek
Mniej ważył — niźli piesek angielski,        10
I tych, co uśmiech z mrużeniem powiek
Udają — słodko-ckliwo-anielski...

Znałem i takich, którzy by chcieli
Pomocnikami zostać — choć kata!
Znałem tych, którzy ciągle weseli,        15
Kontentni z siebie, z całego świata...

Znałem sieroty, że litość budzi
Wspomnienie samo — jak je głodzono...
A jednak przecie nie znałem ludzi,
Którym by czegoś nie zazdroszczono.        20



Z LUDOWYCH PIEŚNI“

Co to będzie, Jaśku, z nami?
W mięsopusty śluby biorą —
Wioska dzwoni weselami,
A nam jakoś tak niesporo...

I Margośka od Malarza,        5
Wydała się, choć ze służby...
A my — kiedy do ołtarza
Poprowadzim strojne drużby?

Mięsopusty krótkie pono —
Czas by myśleć o staroście...        10
Kiedyż będę twoją żoną,
Jak ksiądz ślubu nie da w poście?...

Ja ta nie chcę wytworności,
Jak ta Hanka od Miernika...
Trochę drużbów — trochę gości,        15
Krzesnematki i muzyka.

Widzisz — wszędy już się stroją,
Gwary między kumoszkami —
A ja kiedyż będę twoją?
Jaśku! co to będzie z nami?...        20



Z INEDITÓW

Biją razem wszystkie dzwony — a Zygmunt najgłośniej...
Brzmią tęsknotą, jęczą, kwilą... coraz to żałośniej!...
Coraz szersze dźwięków koło ku niebu się wije —
W nim rozpaczne głosy słychać: „Książę nasz nie żyje!...
Doszedł celu swoich marzeń na biskupim tronie,        5
Więc, spokojny, poszedł spocząć na Piotrowym łonie...
Któż nas teraz będzie uczył przykładem i słowem,
Jak uciekać przed największym świętem narodowem —
Jak pogodzić szatę bożą — z miłością dla tronu —
Jak wielbić «rząd z bożej łaski» do samego zgonu!!        10
Zgasł ten «święty», co zwaśnionych jednał, drugich godził;
Zgasł sekundą, chwilką jedną — jak jasne pochodnie.
Któż ten urząd będzie umiał sprawować tak godnie —
Któż odkryje kręte ścieżki, po których on chodził?!!“

— I nie było końca żalom, narzekaniom tłumu,        15
Wychwalaniom zasług księcia, świętości, rozumu!...
A przekupki aż do mroku — od samego rana,
Kłócą się — gdzie Świątobliwość będzie pochowana?
Vox populi brzmi: „Na Zamku!“ — ba! lecz tu sęk cały!
Dewotki „w grobach królewskich“ chować by go chciały,        20
Inni — w grobach kapitulnych, przy wielkim ołtarzu,
„Bezbożni“ zaś chcieli — księcia chować na cmentarzu!!
....................



MYSLI MOJE

Żyć? — i dla kogo? — pytam. — Dla Boga, dla ludzi?
Ha! śmiech się w duszy mojej skołatanej budzi! —
Bóg?! — ja już powątpiewam, że jest Bóg na niebie,
Ludzie? — widzę ich w życiu, nie widzę w potrzebie!...
Nie przeczę, że jest jakaś niewidoma siła,        5
Że jest świat, od którego dzieli nas mogiła,
Ale Bóg sprawiedliwy, ten Bóg miłosierny,
Do którego się modli lud podaniom wierny —
Gdzież jest? ja nie spostrzegam, nie czuję tej ręki,
Która rządzi tak mądrze — ale słyszę jęki        10
Milijonów, co swoje przeklinają życie...
A przecież on łask swoich użycza obficie —
Jak uczy religia — ta religia boska,
W której każda litera, każda święta zgłoska
Pochodzi z ust wielebnych ojczulków Kościoła...        15
Te brednie przewielebne — opisać któż zdoła?...
Każdy wierzy, nie widząc — ja nie chcę być ślepy!...
Nie chcę iść gdzieś w nieznane religijne stepy —

Jeśli co nie rozumiem, nie zgadzam się na to —
To póty dręczę pracą moją myśl skrzydlatą,        20
Aż sobie stworzę w sercu prawdę, swoją własną!...
Nie idealną – prawda — ale czystą, jasną!!...
Iść ślepo za wskazówką niemylnych papieży —
Bez pamięci, bez czucia, w pokutnej odzieży —
To wstyd! — Bo każdy człowiek ma na tyle myśli,        25
Że sobie sam dla siebie religię nakreśli!...
Komu brak tej nieziemskiej, wielkiej siły ducha —
To niechaj ślepo świętych przewielebnych słucha —
Ja mam w sobie dość siły, by iść samodzielnie,
By po rozumach ludzkich kroczyć nieśmiertelnie. —        30
Niech mnie klątwą obrzucą — ja się nie ulęknę —
Jeśli mam przed kim klękać – przed sobą uklęknę!
Ja żyję sam dla siebie — i drwię sobie z świata,
Nie wiem, jaka po śmierci czeka mię zapłata
I czy jest ta zapłata? — Lecz wiem, że to życie        35
Tyle warta, co ten dym ginący w błękicie...
Myśli to z duszy prosto — a nie samochwalne.
Zresztą, jeśli się znudzę — to w łeb sobie palnę...



TĘSKNOTA

Widzę was duszą — szumne, czarne smreki —
Widzę was, smukłe, nieborosłe jodły!...
Wy wszystkie moje!... Ja nieraz szlę modły,
By was zobaczyć jeszcze, choć daleki...

Czarnych potoków fantastyczne steki        5
Nieraz dzikością myśli moje wiodły...
Jam je oznaczał przeróżnymi godły,
Co w ustach ludu żyć będą na wieki...

Jest jedna z srebrnych — kaskada — promieni,
Co o kamienie wody swe roztrąca —        10
Więc ja ją ochrzcił godłem — Julijusza...

Dziś wyobraźnię wspomnieniem płomieni,
Gdy myślą w góry pobiegnie tęskniąca...
Ja cały jestem — jedna tęskna dusza...



DO MATKI

O droga moja! ja zawsze przy Tobie
Myślą — i z Tobą cierpię, marzę, czuję —
Wieści o Tobie z przeczucia wysnuję —
Wiem — co dziś robisz; wiem — co w każdej dobie.

Tobie winienem — co dla świata zrobię,        5
Bo wszystkie myśli od Ciebie przejmuję!...
Myśli te wolą do serca przykuję —
I spalę w popiół na ojczystym grobie...

Za każdą razą, kiedy spać się kładę —
A sen znużone powieki przymruża,        10
„Dobranoc“ szlę Ci przez Anioła Stróża...

Pamiętam — nieraz Tyś mi czoło blade
Całując — łzami oblewała skronie...
I dzisiaj chodzę w płakanej koronie!...



DO E. B...

Kiedy Ty się wybornie bawisz wpośród swoich
Albo w anatomiji zagłębiasz się księgę —
Ja samotny, tęskniący — pomny przestróg Twoich —
Piszę — a roje myśli spowiły mi duszę...
Wiedz, drogi, że przed myślą mam świętą przysięgę,        5
Którą, choć słaby jestem — to wykonać muszę!!
Czyny me Hamletowskie — w chęciach się spowiły!...
Ale je siłą woli w kształty uduchowię...
Dawniej człowiekiem byłem — dziś tylko w połowie
Jestem nim — i już takim zejdę do mogiły!...        10
Dawniej — w przyjaźni serce złożyłem niewinne —
Dziś czuję wstyd na skroni, gdy Ci daję rękę...
Choć błądzić — ludzką rzeczą... i grzechy dziecinne!...
Jednak pomnij, żem przeszedł Tantalową mękę
I ból mię przeanielił... — i czuję się czysty        15
Jak dym z ofiary krwawej lub błękit przejrzysty!...
Wiele ja łez wylałem na swym własnym grobie,

Na grobie duszy mojej... Dziś mówić daremno,
O tym, co przeszło!... Może kiedyś powiem Tobie —
A uśmiejesz się albo zapłaczesz nade mną!...        20
Lecz powiedz, com ja winien, że nie takim jestem,
Jak inni ludzie zwykli? — Gdybym jakim chrzestem
Przemienić mógł mą duszę — to bym po raz drugi
Dał się ochrzcić... Lecz zresztą — i wiek mój niedługi,
I przyszłość lodowata krew mrozi mi w żyłach!...        25
Cóż robić?... Chyba z lutnią usiąść na mogiłach
Przodków — i pieśnią wskrzesić przeszłości pamiątki...
Gdybym wiedział, że w niebie są takie zakątki,
Gdzie by można spokojnie i dumać, i śpiewać —
I nie szkodząc hałasem świętym — smutek zwiewać —        30
To bym tam kandydował... Lecz lampa mi gaśnie...
Zanim więc dusza moja razem z myślą zaśnie —
„Dobranoc Ci — mój drogi!“ już po ciemku piszę...
Może jutro od Ciebie — „Dzień dobry“ — usłyszę...


19. XII. [18]94
w dzień przyjazdu do E. B.



LEŚNE NIMFY
I

W trzęsawiskach zdradliwych — pod wodą, gdzieś na dnie,
Mieszkanie nimf zwodniczych — pałac kryształowy...
Boginki te — gdy nocą zejdzie księżyc nowy —
Na śmiertelników sidła zastawiają zdradnie...

Jaki los nieszczęśliwych porwanych — któż zgadnie?        5
Lud baje — że im nimfy odrywają głowy,
Czaszkami ozdabiając ogród brylantowy —
To pewnym — że już taki na wieki przepadnie!

Nieszczęsny, kto w noc ciemną zabłąkał się w lesie!
Chociaż pacierze klepie — i trzykroć się żegna,        10
Daremnie! półboginek krzyżem nie odegna!...

One w ognik się mienią — i łudząc przechodnia —
Wodzą go po szatańskich mieszkaniach aż do dnia!...
Nieraz te słowa miłe chyży wiatr mu niesie:

II

„Przechodniu! zbliż się do mnie — ja cię poprowadzę        15
Przez mchem słane polany — koło «Srebrnych źródeł» —
Na trzęsawiskach — lotnych nie użyjesz szczudeł,
Bo jak orłom podniebnym dam ci skrzydeł władzę!...

Miękką paprocią leśną —  drogę ci wygładzę...
Może chcesz — jak duch leśny, bujać wyżej jodeł? —        20
Może chcesz — szczytów chmurnych dosiąść, niby siodeł? —
Chodź za mną! — na najwyższym szczycie cię posadzę!...

Nie chcesz?! — a więc po czarnych bagnach będziesz błądził —
Drzewa wieżą kościelną — rzekę drogą sądził —
Na wszystko będziesz patrzał przez zasłony mgliste!...“        25

— I ognik się migoce — i przechodzień błądzi,
Drzewo wieżą kościelną – rzekę drogą sądzi —
Dopóki nie zaświecą promienie złociste...



POŻEGNANIE GÓR

Żegnajcie, moje marzenia wy złote!
Żegnajcie, góry — drzewa i potoki,
Szumy wichrowe, z którymi w obłoki
Myślami latam — i powieści plotę!...

I jak wędrowiec, pod jesienną słotę,        5
Ku wodospadom kieruję swe kroki...
Podumam chwilę — i rzucając stoki
W świat wiodę z sobą — śmiertelną tęsknotę...

Żegnajcie, bracia! Może już na zawsze...
Ja nie zapomnę o was, towarzysze!        10
A wy? — My nigdy! — Słowo? — Uścisk dłoni...

Jeszcze z daleka „Boże prowadź!“ — słyszę —
I te obrazy coraz mniejsze, mgławsze —
I echo tylko jeszcze za mną goni.

10. III. [18]95


WSCHÓD KSIĘŻYCA

Czerwone koło księżyca się toczy;
Powoli zza chmur blaski wydobywa...
Bladym promieniem w błękitach popływa,
Zanim się skąpie w źródlanej przeźroczy.

Blaskiem przestrasza i przywabia oczy —        5
A tęskną duszę do marzeń porywa...
Do myśli tylko dziwnie się odzywa
Ta plama, co się w świetle jego mroczy...

Skazę tę — która w księżycu czernieje —
Widać, gdy snuje od łez ciemną przędzę,        10
W ludzkości świetle — i cieni jej lice...

Księżyc na nowiu nigdy nie zbieleje...
Z ludzkości jednak, gdy zmyjemy nędzę,
Jaśniej zapłonie niż świetlne księżyce!...

Kraków, 10. V. 1895


CAR

Wsłuchany w szumy, co płyną od spodu,
Car stał na głowach własnego narodu
I z krzyków szydził — a z szumów się śmiał;
Lecz nagle pobladł — zobaczył w oddali,
Jak na czerwonej — krwią spienionej fali,        5
Krwią ubroczony — wolny sztandar wiał...

Stój, dumny carze — na czaszkach poddanych,
Niech but twój gniecie — własną krwią zalanych,
Wszak to bydlęta — a tyś bóg i pan!
Lecz biada, carze! — gdy twoje postumy,        10
Czując ćwiekami wiercone rozumy
Zechcą się obmyć krwią twoją z tych ran! —



CZY NA LUDZI SIĘ SKARŻĘ?
CZY NA WŁASNĄ DOLĘ?

Wsłuchany w gwary ludu — chcę odróżnić głosy,
Które z bezsłownych szumów głośnym echem jęczą —
I słyszę same skargi, które się tysięczą
Na modlitwy, łzy gorzkie i krysztalne rosy...

I smutny — okiem myśli spoglądam w niebiosy,        5
Na siatkę gwiazdek jasnych anielsko-pajęczą,
Na księżyc, co odwieczną wiedzie walkę z tęczą,
Że ją słońce w piękniejsze barw przystraja kłosy.

I zdziwiony — w wszechświecie same słyszę skargi...
Gwiazdy na księżyc płaczą — księżyc na blask słońca,        10
A słońce na świat ciemny — i dalej... bez końca.

A ja?... i łza serdeczna zwilżyła mi wargi...
Czyż i ja razem z światem znoszę skarg niewolę?
Czy na ludzi się skarżę? czy na własną dolę?...

Kraków, 8. VII. [18]95


Patrz, widzisz w dali
Mnogi lud wali...
Jedni chcą gruzy
Zniszczyć do szczętu —
A na ich miejsce        5
Zbudować nowy
Gmach posągowy —
Drudzy naprawiać
Pragną ruiny —
I z starych gruzów        10
Gmach odbudować...
Wcześniej czy później
Odbudowany
W gruzy poleci —
A nowy będzie,        15
Choć w innym stylu,
Przez wieki stał.



CIESZCIE SIĘ!

Cieszcie się, władcy! Ucztujcie z hałasem —
Użyjcie chwilą — prześnijcie, bo z czasem
Przy uczcie zabrzmi nasz burzący śpiew!
Struje zabawę — odbierze apetyt —
Dźwiękiem zapowie — że dla was już przesyt —        5
Echem piekielnym w żyłach zmrozi krew!

My ciałem karły — lecz duchem olbrzymy!
Myślą — z przyszłości rozsłaniamy dymy —
Słyszymy lepiej przepowiednię burz!...
Gdy świat w piekielnym zatopi się szale —        10
Wy drżeć będziecie na swym piedestale —
A my z posągów ścierać będziem kurz!...

Więc dalej! huczno bawcie się i gwarnie —
Pójcie słodyczą wesołą swą psiarnię —
Uczt nie zamąci — dziś spokojny wróg!...        15
Lecz wiedzcie, „wielcy“, że zgon wasz już bliski!
Dziś was nie ranią — niesilne pociski —
Lecz przyszłość nasza!... i za nami Bóg!...



DO JULIUSZA SŁOWACKIEGO.

Duchu — w cielesną przybrany oponę,
By światu myślą i natchnieniem świecić —
Tyś zdołał popiół przygasły rozniecić
I dumy w myślą przybrane koronę
Posłać na ziemię... duchu! wielbię ciebie.        5
Nie wiem, czyś w elizeum dzisiaj — w wieszczów niebie...
Zjaw się choć we śnie, porozmawiaj ze mną,
Bądź w myślach przy mnie zawsze i nade mną!...



OJ, MATULU

Oj, matulu, czemuś ty mnie
Nauczała kochać — czemu...
Dziś on nocą — dzionkiem przy mnie,
Myśl się sama rwie ku niemu...

Oj, matulu... daj mi zioła,        5
Ja wypiję — może zasnę...
We śnie nawet — on mnie woła.
Śnię i kocham... śnię i gasnę.

Oj, matulu!... Boże! Boże!
Jutro dobre będą wieści.        10
W lewym uchu dzwoni!... może
On przyleci i popieści...

On przyleci i zapowie,
Że niedługo do kościoła
Pójdziem... Matuś! może — kto wie —        15
Zapowiedzi ksiądz wywoła...

Oj, matulu!... coś mi smutno,
Mnie się życie nie uzłoci —
Gdy po ślubie skrzypce utną,
Toć się duszkę ozochoci!...        20



ZIMOWA NOC KSIĘŻYCA
I

O czarodziejska nocy księżycowa!
Do marzeń duszę porywasz jak w sieci...
I obłąkana myśl ku tobie leci,
Szczęściem się poi, a cierpienia chowa.

Na srebrzystym tle śniegu — jasność dniowa        5
Krystalicznymi powabami świeci...
Cisza... w podziwie słowo nie uleci,
Za prozaiczną wydaje się mowa!

Milczeniem — człowiek wielbi boskie cudy,
Myślą podziwia zaziemskie ułudy —        10
Baśń czarodziejska — noc ta srebrnolica.

Księga otwarta: gwiazdy, twarz księżyca
I szata śnieżna — w brylanty strojona... —
Niech czyta dusza — i w tej bajce kona...



NIEPOKALANA
II

Księżyc się słonił pod Jej stopy —
Gwiazdki we włosy rozpuszczone
Dyjamentami się wplątały —
I przez niebieskie płynie stropy,
Przez te obłoki zanielone,        5
Gdy śnieżnych stóp Jej dotykały...

Strojna w dyjadem gwiazd promiennych,
Różowa tęczą dziewiczości —
Płynie ku ziemi mleczną drogą...
Królowa, jaką z wysokości        10
Dusz — wieszcze z widziadł sennych
Wymarzyć tylko mogą...

Królowa Niebios — Pani świata,
Dziewica w boskim macierzyństwie,
W niebiańskim blasku ziemi świeci.        15
Miliony głosów Ją dolata...
Tam — pod stopami biedne dzieci
Ją wielbią w kornym nabożeństwie...

Ona tam w gwiazdach, w nocnej tęczy,
Ta Pośredniczka ziemi z niebem,        20

Światło z niebiosów — na świat sieje
I gdy się mnóstwo próśb tysięczy,
Ona użyźnia ziemię chlebem,
Sypie sierotom sny... nadzieje...

Ona tam w gwiazdach na księżycu        25
Boleje smutkiem drogich dzieci,
Prośby pod stopy Syna kładnie...
A nieraz smutek na Jej licu
Gwiazdką łzy w oku się zaświeci —
I z żalem na świat nocą padnie...        30



WIOSNA
Z CYKLU NIEPOKALANA“
I

Deszcz spłukuje resztki śnieżnej szaty
I przetapia białe śniegu strzępy —
Świeżą trawką zielenieją kępy,
Zielonością zwiększają się płaty
I szerzeją czarne pól ustępy...        5
Wiosna! Jedno słowo — w pączkach kwiaty,
Drzewa, zimą sposępniałych ludzi
Do życia budzi...

Otrząsa się ziemia z sennej leży,
Mgłą przeciera oczy jezior szklistne —        10
Wszystkie twory nowym życiem istne
W muślinowej, wiosennej odzieży
Patrzą życiem w gwiazdy wiekuistne,
Strojne od swej natury — macierzy;
Pragną tylko Opiekunki bytu —        15
Z niebios błękitu...

Ona cudem zakwitła liliją
Na budzącej się do życia łące —

I błękitem oczy jaśniejące
Szle stworzeniom. A co się zaśniją —        20
To się budzą astry, bratki skrzące,
To powoje, to się róże wiją —
I żyjątka błyszczą, kwitną, rosną
Za Matką — Wiosną...

I liliją przez kwiatów kobierce        25
Płynie — mgłą się osłaniając światu...
A spowitą w tej białości kwiatu
Któż by przeczuł w maleńkiej iskierce?
Że jest — świadczy życie, mówi serce,
Kwiat ją oczkiem pokazuje bratu:        30
„Patrz, to Czysta, Boska, Lilijana —
Niepokalana...“

I powrotne czują ją ptaszęta,
Gdy się w tysiąc rozśpiewają tonów...
Ona wśród tych życia milijonów        35
Drugi raz się czuje Wniebowzięta...
Pośród kwietnych, wielbiących Ją tronów
Panowanie miłości Ją pęta —
A poddany — cały świat radosny
Dziewicy — Wiosny...        40

10. II. [18]96


MEFISTO

Zamęt straszliwy w państwie Belzebuba,
Lucyper wściekle rzuca się i miota:
„Rewolucyją podnosi hołota!...“
Duszołap wrzasnął z pełnej piersi: „Zguba!“
Mefisto nawet rzucił bokiem zyza        5
I ze wściekłości paznokcie obgryza...

Ja tylko jeden nie zszedł z posterunku,
Choć mię do buntu ciągnie bratnia klika...
Spełniam swój urząd wedle opatrunku
Powierzonego mi z góry Stańczyka...        10
Przykręcam warsztat — kraję go na poły,
Pakuję w kocioł — i dolewam smoły...

Widząc Belzebub, że mu wiernie służę
I w bunt koleżków nie kładę ogona,
Ku mnie obraca swoje oko duże:        15
„W tobie, Smołolej — rzecze — ma obrona!...
Dam ci robotę — lepszą niźli w piekle,
Bo i tak widzę, że się nudzisz wściekle!...

Oto już żaden z podłych «buntowszczyków»
Nie chce w arendę objąć Galicyi...        20

A tam mam tylu przyjaciół-stańczyków,
Jak w żadnej innej na świecie nacyi!!
Zerwać tak z nimi głupio, niemożliwie,
Po tyloletniej dobrej komitywie!...

Wiesz co, Smołolej... zrób mi tę przysługę,        25
Będę ci za to wdzięczny niewymownie...
Skórę wołową, ogniową sztalugę
Weź — i zapisuj mi wszystko dosłownie:
Złodziejstwa, świństwa — nawet zdradę podłą...
Ale zaczekaj... weźmiesz moje godło...“        30

„Dobrze, ojcaszku!... — rzekłem — biorę widły,
Smołym się napił i przetrącił chrustem,
Na czarno-żółte stroję malowidły
Ogon — by rzekli, że się stroję z gustem...
Ruszam... Ojcaszek wierne sprawozdanie        35
Dwa razy w miesiąc ode mnie dostanie...“

(c. d. n.)
ZE SNÓW“
I

Jest na ziemi urocza kraina —
Gdzie daleko mieszkańcom do grzechu,
Gdzie nie spotkać ziemskiego uśmiechu
Ni rzek miodem płynących, ni wina...

Czasem smutnie tam szumi osina        5
Nad potokiem gwarliwym w pośpiechu...
Mowa ludzka podobna zaś echu,
Kiedy przeszłość weselszą wspomina...

To kraina potoków, strumieni,
Gór i lasów, tonących w mgle szarej,        10
Ciepłych ludzi — i zimnych kamieni...

Tam, skazany za pieśni na kary,
Na dumania posępne jak zima —
Tam... powlokłem się z twarzą pielgrzyma...



II

Do potoków rwała się ma dusza,
Porywana piorunem zapału
I prędkością jednej chwili, szału,
Który tętno serc iskrą porusza...

Czas — staruszek wlecze się pomału,        5
Godzinami mąk życie ukrusza...
Mnie nie chwyta ni spokój, ni głusza —
Lecz piorunny skok do ideału!

Chwytam chwilkę, żeby z wodą bystrą
Wartko, lotnie płynąć póki życia        10
Na spienionym żywota potoku...

Po cóż zwlekać, aż się z czasem sny strą —
Kiedy łatwo uniknąć rozbicia
I cel dążeń chwycić w wartkim skoku.



III

Szmerem drgań oddźwięcznych mknie po lesie
Chyży wietrzyk... Szczęśliwy, gdy w czyste,
Szare szyszki szumowin naniesie
I rozplecie włosy brzóz srebrzyste...

Wśród pościeli liści drży szelestem,        5
Chyłkiem wionie poprzez skał przyciesie —
Lub mieszane szmery w echach niesie...
„Jestem!...“ cichnie — coraz ciszej... „jestem...“

„Jestem!...“ szepczą brzozy zadumane...
„Jestem!...“ huczą dęby tajemniczo...        10
„Jestem!...“ w skałach ozwało się na dnie.

Nim się echem wszystkie echa zliczą,
Nim odbiją o ostatnią ścianę,
Owo: „Jestem!“ w nieskończoność wpadnie,



CICHE WESTCHNIENIA
I

Doloż moja, ty nieszczęsna Dolo!
Łzą mię gorzką karmisz na wieczerzę —
Mimo, że mię twe napoje bolą,
Dolo moja! miłuję Cię szczerze...

Ciebie śpiewam, przy pragnień rozbiciu        5
I ścian słabych okrętowych chrzęście —
Gdybym nie miał smutków w bladym życiu,
Czyżbym wiedział, że istnieje szczęście?

27. XI. 1896


TWORZENIE PESYMISTY

Z jaszczurczych plemion ludzie się wylęgli,
Pełno ślimaków czołga się po świecie...
I wśród tych stworzeń snuć żywot poecie!...
(Brr... jak tu zimno... Magduś, przynieś węgli!)

Sumienia ludzkie — wywracają salta,        5
I w rynsztokowe upadają błota —
Mądrość zaskrzepła — niby mroźna słota...
(Muszę wyjść... Edziu! pożyczysz mi palta?)

Znam ja cię, mrozie — serc ludzkich przebrzydły,
Więcej bym ciepła znalazł między bydły!...        10
Albo u dzikich Hindusów z Urala...

Już mi ostatni płomyk błyska z dala —
Lecz ten... (Władek!... niech cię piorun trzaśnie!...)
Ostatni płomyk... (Masz!... i lampa gaśnie).



SATYRA

Dobrze to stanąć ponad światem,
Wprzód utopiwszy rozum w winie —
I bez wyjątku chłostać batem,
Co tylko pod nos się nawinie.

Ale to sztuka, mosterdzieju —        5
Ubrawszy satyryka togę —
Mózg ludziom lepić z swego kleju
Albo im nową wskazać drogę...

Albo, co trudniej - zbyć się dumy,
Że boski satyr nie śmie błądzić —        10
Owszem, [w] szydzone zstąpić tłumy
I najpierw zacząć siebie sądzić...



Brylantami świecą gwiazdki złote
Na śnieżystej szacie - na tęczowej...
I nędzarzom błyszczą na tęsknotę,
Na zaśnione w życiu sny głodowe.

I śnieg leci — niby lekkie puchy;        5
Manna z nieba nie karmi, lecz ziębi...
Owinęły nieraz te pieluchy
I sierotę zmroziły w swej głębi...

Cudna ziemia – cudniejsza, gdy nocą
Księżyc szatę poustraja w gwiazdy —        10
A na niebie iskierki migocą
I jaśnieją ogniste pojazdy...

Cudna ziemia... — cudniejsza, gdy w chacie
Nędza z kątów wyłazi koścista —
I zgłodzone snują się postacie,        15
A w ich oczach ból lub łza złocista...



Rwie się człowiek do życia, do czynów —
Chciałby lotem kościoły powalić —
Za liść marny, zerwany z wawrzynów,
Który chciałby w ołtarzu zapalić...

Rwie się człowiek do nieziemskich działań —        5
Gubiąc myśli po ziemskich śmietnikach —
Za godzinę porywów i pałań,
Które nikną w błędnawych ognikach...



Ze wszystkich cierpień, które idą
Za całą ludzkich snów ohydą —
Ze wszystkich rozdartych ran,
Które się suną po niewoli -
Jest jedna — co najwięcej boli:        5
Niewolny stan...

Nie myślał pewno w Wszechpotędze,
Choć wszystkie karty w myśli księdze
Przeglądał Wszechwiedzą Bóg —
Że łez świątnicę stworzył tylko —        10
Gdy chciał mieć człeka choćby chwilką
U swoich nóg...



DO...

Dwa różne światy stoją dziś przede mną:
Świat ciężkiej pracy — lub zabaw weselnych...
Ja już wybrałem — moją dolę ciemną,
Życie samotne — posągów kościelnych...
Przed takim życiem — rozsnuwam wspomnienia        5
I robię z duszą rachunek sumienia.

Już lat dwadzieścia żyłem na tym świecie,
A nie przeżyłem jednej chwili czynu...
Marzyłem tylko (wszak wolno poecie!)
O jakimś liściu zerwanym z wawrzynu,        10
O jakichś grobach zaręczonych z ciszą,
Co duszę z ciałem na śmierć zakołyszą...

Dziś stoję jasno przed czynów ogromem —
Znam ich rozmiary — i końcowe cele...
Choćbym tysięcznym zerwał je atomem,        15
I tak w tym życiu zdziałałbym już wiele.
Lecz — ja na wszystkie myślami się ważę,
Choćbym z popiołów miał topić potaże...

A wieść mię będzie nie bezmyślna gminność,
Ani za myślą wlokąca się sława —        20

Lecz tylko twarda człowieka powinność:
Gdy przesąd duchy zatapia, jak lawa —
Ja sam duch wolny — te rzeki rozlane
Zaklnę — i murem na poprzek im stanę!...

Może mi przyjdzie ludziom rzucać w oczy        25
Słowa, od których pól mieszkaniec zblednie,
Dlatego tylko, że nie są powszednie —
Może tą gwiazdą błysnąć, co się mroczy
I nigdy rankiem światła nie zapali,
Bo słońce blisko — a ona jest dalej...        30

Może mi przyjdzie o „Niebo” zaczepić
Dlatego tylko, że człowiek się zniża
I na błękitach chciałby Niebo sklepić...
A myśl ma lotna, łaknąca i chyża
Przedrze ten błękit... a może tam dotrze,        35
Gdzie nic nie wiedzą o Niebie i Piotrze...

Może za ową śmiałość biednej myśli
Stanę się wszystkim moim bliskim — wrogiem...
Wszak, co świat zrobił z swym pasterzem Bogiem,
Jacy kapłani na krzyżach zawiśli?...        40
Może... ja serce otworzę im całe —
Kto czystszy — niechaj rzuci na mnie skałę.

Ale na myśl mą! niech mi się nie ważą
Rzucać swych jadów ludzie z boską twarzą,
A z sercem pleśnią podłości pokrytym!        45
Choćby mię oni naszli skrzydłem zbitym —
I zwalonego karmili pociechą,
A dobijali tysiącletnim chrzestem —

Ja przywalony krzyczał będę: „Jestem!...”
..................
Póki mi w niebie nie odpowie echo...        50

18. IV. [1897]


BŁOGOSŁAWIĘ CIĘ...

Błogosławię cię, życia mego wiosno!
Ty mi dozwalasz pić czary w naturze
I czuć, jak kwiaty tajemniczo rosną;
Ty mi wskazujesz tęczę na lazurze,
Którą ja chwytam na lutnię i tworzę        5
Barw i kolorów promieniste morze...

Błogosławię cię — ty wiosno rozkwitu!
Gdy się myśl świeża jak kwiatek rozwija,
W jasnych zapałach sięga do błękitu
Albo ku słońcu jak orzeł się wzbija —        10
To za chmurami ciągnie jak żurawie...
Wiosno uniesień — ja cię błogosławię!....

∗             ∗

Lecz kiedy syty wiośnianych zachwytów —
Podsuwam myśli płomienniejsze żądze:
Dobiec tam, gdzie jest zagadka wszechbytów...        15
Wtedy daremnie po przestworach błądzę!
Jak iskra — rzucam półcienie niejasne,
Jak iskra — w cieniach bezgranicznych — gasnę...

Więc za te dźwięki, których ja nie słyszę,
Za wszystkie światy, które ja przeczuwam —        20
Za nowe twory, które w boskiej pysze
Stawiasz na gwiazdach, mówiąc: „idą ku wam...”
Za to nieznane, które w snach wspominam —
Wszechwładna siło Ty — ja Cię... przeklinam!...



NA PIASKACH...

Pieśni moja! czemu kwilisz
żałośnie?
Czy ci smutno — gdy na piaskach
kwiat rośnie?
Gdy usycha — bez napoju,        5
bez rosy?...
A ty lecisz nocką jasną
w niebiosy...
I w niebiosach białą tęczą
promienisz,        10
To na chmurki — na leciuchne
się mienisz —
Owijasz się zadumaniem
i łezki
Rzucasz kwiatom — niby deszczyk        15
niebieski...
A on kwiatek — na ugorze
nie zginie,
Gdy się w miękkie, łzawe morze
owinie...        20
Nie pożałuj ty kwiatowi
owicia —

Bo mu łezki są potrzebne
do życia...
Płacz i tęsknij, i rosami        25
leć z cicha —
Bo on w piaskach — bez napoju
usycha...
Wiem ja, pieśni — za czym kwilisz
żałośnie —        30
Bo ci smutno — że na piaskach
kwiat rośnie...

19. V. [18]97


ZE ZWĄTPIEŃ"
I. SĄ CHWILE...

Kiedy myślami latam, burzę, niszczę —
Wówczas się czuję sobą... Lecz są chwile,
Kiedy złamany, jak uschłe badyle,
Padam na marne mych porywów zgliszcze...

Czuję, że wielkich nadziei nie ziszczę,        5
Że tyle zwątpień jest w mej orlej sile...
I już bym wolał tarzać się w tym pyle,
Niźli z pajęczyn omiatać bożyszcze.

Są chwile, kiedy myśl ma, o sklepienie
Na próżno bijąc zciężałymi pióry,        10
Zmęczona pada u progu kościoła...

Na próżno błagam, proszę o wytchnienie
I wzrok zamglony podnoszę do góry —
Moc jakaś wielka ciągnie mnie i woła...



II. PIELGRZYM

Ledwo, jak pielgrzym, znużone me ciało
Złożę na biały przydrożny grobowiec
I pocznę duszę kołysać zbolałą,
Wiecznie goniący zapały wędrowiec —
Już mię Konieczność pcha i dalej pędzi        5
Do zaświatowych bezmiarów krawędzi...

Wiecznie mi w duszy gra, dzwoni i tętni
Muzyka jakaś z zaświatów płynąca...
Ja idę za nią, jak ci obojętni,
O których serca śmiech ludzki nie trąca —        10
Jakbym miał cząstek własnej duszy szukać
Lub w melodyjach ziemskość mą opłukać...

Idę, jak cienie przeklętych aniołów,
Z rajem za sobą, a piekłem na czole;
Ulatujący jak iskra z popiołów        15
I wiecznie w ziemskim tonący popiole...
Na bruzdy ziemskie kierujący kroki,
A sercem w boskie wpatrzony obłoki...

Idę, jak wielbłąd, po piaskach pustyni:
Nogi mi grzęzną, a promienie pieką;        20

W dali... przede mną pędzą Beduini
I wzrok stęskniony ślą za świętą Mekką...
Ja tylko jeden w tych piaskach bez końca —
Bez boga, Mekki, w słońcu — a bez słońca...



JESIENIĄ (LISTY)

Gdzieś mi ulata dziecinna tęsknota
Za czymś podniosłym i wielkim, i świętym —
I kląć przyszedłem przed ostatnie wrota,
Skąd dalsza podróż jest kołem zaklętym...

Przeszedłem wszystkie kałuże i błota        5
I krwią ludzkości zbryzgałem kolana.
Przecież to wszystko zgnilizna, podłota
I jedna wielka, obrzydliwa rana...

Regulice


WRÓŻBY
[I]

A ja Ciebie, złota moja,
Widzę w dali —

Jak przed burzą rozczarowań
Drżysz na fali —

Jak ku niebu szlesz z rozpaczą        5
Oko smutne —

A łzy Twoje lecą w morze —
Łzy pokutne...

II

A tam na niebie mrok,
Jak czarne mity...        10

Po co zatapiać wzrok
W nieznane świty?

A tam w głębinach łez
Nikt nie przeliczy...


Po co do smutków lać        15
Smutek dziewiczy?

III

Do mnie! o luba! do mnie
Płyń na fali —

Ja Ci tęczowy świt
Ukażę w dali...        20

Ja rozpogodzę Twoje
Oko smutne —

I spiję z Twoich rzęs
Łzy pokutne...

28. VII. [18]97


ZWĄTPIENIA
I

Samotnym ja, bojaźliwy,
jak dziecię...
Gdzie mnie chodzić na tułaczkę
po świecie!
Gdzie mnie chodzić między ludzi        5
z pociechą —
Kiedy we mnie smutek bije
jak echo...
Jakże wszystkie łzy wypiję
z kielicha —        10
Kiedy we mnie litość budzi
łza cicha...

II

Gdzie mi na ziemię iść
wśród smutków, łez i cieni —
Gdym jak zawiędły liść        15
opadły na jesieni...
Jakże na wielki zgon
poświęci się ma dusza,

Gdy ją jesienny szron
i mrozi, i oprósza...        20
Gdzie mi na wielki ból
posyłać serce drżące,
Gdy wśród jesiennych pól
i ros, i łez tysiące...



JESIENNE LIŚCIE
II

Zaszumiały nade mną konary,
Liście liściom szeptały na ucho:
„Po cóż nasze cmentarze i mary
Budzisz senne pieśniami w noc głuchą...“

Poruszył się zbudzony dąb stary,        5
Wiatr zatrząsnął jedliną-staruchą
I wybuchnął świszcząco — a sucho:
„Po co ruszać snom martwe ofiary“.

Pst — wietrzyku — oszczerstwem nie szalej:
Nie noś skargi konarom w tę stronę,        10
Gdzie je starość mym uszom przegina...

I ci starzy — przed laty nie spali,
Widziałem ja konary zielone,
Gdy młodością bujała jedlina...



Z MGŁY

Z mgły, co na ziemię zasłoną opadła,
Rwie się ku niebu myśl wolna i wielka...
Cielesną formą w niedolach przybladła,
Wolna myśl ludzka, czynów rodzicielka...

Rwie się, wzlatuje, w rosach kąpie skrzydła,        5
Stroi do lotów — i zasłonę targa —
A za nią ze mgły, jak ciemne straszydła,
Wstaje ku niebu jedna wielka skarga.



ZNISZCZENIE

Obłokiem wstajesz ze śpiących mórz,
Sine zniszczenie!
I stroisz płaszcze w zachodnich zórz
Krwawe płomienie...
I płyniesz na świat ceglastą chmurą,        5
Gdzie śpiący grzmot
Echem odnosi z ciemną wichurą
Błysk, piorun, młot...

A kiedy błyśniesz — z lasów łomy,
Dąb się ugina — lecą domy,        10
A kiedy jękniesz — ziemia blada
Głuchym ci echem odpowiada...
A przed tobą śmierci bożyszcza
I błękit siny —
A za tobą: pożary, zgliszcza,        15
Ruiny...



DO...

Widzę z daleka błyski broni
I słyszę jakby szczęk oręża,
Każdy do mety wspomnień goni
I pada w drodze lub zwycięża.

Tryumfatorzy w tej gonitwie        5
W pamięć się pchają serca cieśnią,
Ja tylko jeden, obcy w bitwie,
Samotny stoję z rzewną pieśnią.

Gdy już bagaże swe pownoszą
I każdy tryumf swój uświęci —        10
Niechżeć i usta me wyproszą
Skromną posadę w Twej pamięci.



ZŁOTA NADZIEJO!

Kiedy się harne jodły rozszumią,
Jękiem rozżalą,
Kiedy się tęskne brzozy zadumią
Nad błędną falą,
Kiedy się czyste łzy na ugorze        5
Skrysztalą w rosy,
A płacz rozniosą po ciemnym borze
Echa i głosy,
Gdy się już ziemia z oparów mglistych
Podniesie łkaniem —        10
Ty... się narodzisz z tęcz promienistych
Świtaniem...
Ty słońcem spłyniesz na jasny dzień,
Złota Nadziejo!...
Gdy już od ziemi ostatnich tchnień        15
Wichry powieją...



...ALSO SPRACH ZARATHUSTRA“
I

Zakląć wszystkie siły wolą,
Zahartować ciało
I obrócić wzrok sokoli
W przyszłość rozwidniałą...

A kiedy się z Dobrem zgodzi        5
Wszechpotężne Zło —
Na mistycznej płynąć łodzi
Z nadpowietrzną mgłą...

............

I w zaśnioną przyszłość lecieć
Po nadludzkie berło...        10
To, jakby miast słońca — świecić
Kałakucką perłą...

Bo Zło z Dobrem tak się zgodzi,
Jako ogień z lodem —
A ludzkości nie odrodzi        15
Tytanicznym rodem...


Aż gdy Miłość spod popieli
Zabezpieczy — tron,
To i ludzkość przeanieli
Nadczłowieczy — zgon...        20



JESIENNE LIŚCIE
WRÓŻBY
I (BABSKIE LATO)

Mówią mi ludzie starzy
Że ładne lato będzie
I chleb się ludziom zdarzy —
Bo „pająk lato przędzie”...

A ja bym rzekł, że póty        5
W niedoli lata płyną —
Póki ten świat osnuty
Jedwabną pajęczyną...



II (WCZESNY SNIEG)

Mówią mi uroczyście,
Że się dola odmieni —
Gdy „śnieg spadnie na liście
Na początku jesieni”...

Ja zaś z lodów nie wróżę        5
Lepszej doli na świecie —
Choć widziałem i róże,
Które zmroził śnieg w lecie...



JESIENNE LIŚCIE
I

Szły za mną drużki dwie
Drużki dwie —
Jak siostrzyce duszy biednej —
Fantaz[y]ja — imię jednej,
A druga się Prawdą zwie...        5
Oj, Prawdą zwie!

Poczęły wianek wić,
Wianek wić
Z kwiatów rwanych gdzieś na łące,
Potem życie promieniące        10
Snuć na srebrno-złotą nić...
Oj, złotą nić!...

„Siostrzyco, wianek złóż
Wianek złóż:
Weź lilijkę, niezabudkę        15
I bławatek, i stokrótkę,
I powoje białych róż...
Oj, samych róż!...

I wiły drużki dwie
Drużki dwie —        20

Siostra Prawda wiła wiernie,
Ustroiła w ostre ciernie,
W same ostre ciernie złe...
Oj, ciernie złe!...

Tak za mną łąką szły,        25
Jak dwie mgły:
Jedna perły mi zbierała,
A druga je podawała,
I poniosłem z sobą łzy...
Oj, ciche łzy!...        30



PIELGRZYM
I

Szara kraino jałowców i polan!
Bardzo mi droga sercu od kołyski!
Przed żadną siłą nie uginam kolan —
Lecz Tobie jestem pokorny i niski.
I tak się korzę przed Twoim ubóstwem,        5
Jak dziady moje przed pogańskim bóstwem.

Dawno to bardzo, dawno, gdym Cię widział
W innych kolorach i w jaśniejszej szacie...
Dzisiaj, gdy mi już cały świat zohydział —
Inaczej pewno spoglądam i na Cię...        10
Ty mi już szara, jak dawna mogiła —
Taka posępna, nędzna... a tak miła!

I wiatr już szumi nie w rodzimej gwarze,
Lecz w jakichś jękach głuchych i zadumie...
Z polan i szczytów zbiegł w dół — na smęntarze        15
I jęczy, płacze, zda się, że rozumie
Tych, którzy przeszli - i tych, co nie przyjdą,
Aż nowe słońca na obłoki wnijdą...

I zdaje mi się wciąż, że ku mnie płyną,
Wołania wiatrów tak rzewne i ciche        20

Jak żal orlicy za orłem – dzieciną...
A choć mam czoło nie ubrane w pychę,
Jednak mi serce nieraz cicho wspomnie:
„Po czym te wiatry kwilą?... może po mnie?...”

O, bo pamiętam, kiedym w świat odchodził        25
Jak mię wracały i jękiem, i płaczem...
A jam, żegnając, sam jak wiatr zawodził
I nie ucichnął, aż w życiu tułaczem...
Aż zobaczyłem — świat zimny z kamienia
I stokroć większe od moich cierpienia...        30

II

Owce przygnałem do podoju... Bartko,
Który gnał woły, z bólem mi powiedział,
Że kartka przyszła po mnie... Pędzę „wartko“,
Wpadam do izby... Ojciec, który siedział
Na ławie, skinął na mnie białą kartką        35
I nachmurzony oznajmił, „bym wiedział,
Że już od jutra muszę iść do szkoły..."
I wyszedł jakiś zły i niewesoły...

„Co by się ojcu mogło stać? — myślałem —
Czyżby mu może przypadkiem szło o to,        40
Że nie będzie miał kto wyganiać owiec?”
Alem wziął kartkę z prawdziwym zapałem
I pognał w pole z krzykiem i ochotą —
I nie zważając — cierniak czy jałowiec —
Ubiegłem długie stajanie pastwiska,        45
Zanim dopadłem śmiechów u ogniska...

Z daleka wołam: „przyszła kartka po mnie!
Żegnajcie, bracia! już jutro do szkoły...
Ale mnie żaden z was tu nie zapomnie?
Co?...“ Siadłem przy nich. Ustał gwar wesoły,        50
Każdy zapewniał mię z żalem: „Co do mnie —
To bym sto razy wolał pasać woły!...“
I widząc, jak mię żałują chłopczyska —
Sam żal uczułem do nich – do ogniska...

Mnie się tak szkoła śmiała.... o! głuptasie!        55
Z żalem i wstydem odbiegłem pasterzy...
„Owce i woły niech se tam pies pasie! — “
Wpadłem do izby... i któż mi uwierzy?...
Wielce rozżalon na tamtych i na się,
Po[szed]łem wcześnie spać... ach, bez wieczerzy!        60
Za to, przyszedłszy do mnie już z wieczora —
Całą noc we śnie dusiła mię zmora...

„Do szkoły!“ pierwsze słowa, którem słyszał,
Kiedy mię matka przyszła budzić rano...
Wstałem... i ze snu jeszczem ciężko dyszał —        65
Kiedy mi zaraz śniadanie podano...
Wiatr się na polu powoli uciszał —
Zmówiłem pacierz — wziął łyżkę drewnianą...
Patrzę: „To moja wczorajsza wieczerza!“ —
Zły, żałowałem nawet i pacierza...        70

Słońce świeciło jasno, jak i wczora,
Kiedym szedł ścieżką obok jezdnej drogi...
Obawiałem się trochę „prefesora“,
Wyobrażając, że musi być srogi...
Jeszcze mię gniotła owa senna zmora,        75
Ale już wszelkiej pozbyłem się trwogi,

Dojrzawszy „szkółę“, pomyślałem bowiem,
Że jak mnie zacznie bić — to nic nie powiem.

Z tą myślą szedłem wprost do izby szkolnej...
Lecz nie pomogły mi i myśli żadne —        80
Bom, wchodząc za próg, drżał jak konik polny,
A gdym wszedł cudem — myślałem, że padnę...
Wówczas wzrok naprzód poszedł mimowolny
I dojrzał nóżki, suknię, ręce ładne...
To tak się z lękiem podnosząc, me oczy,        85
Doszły, po sukni idąc, do warkoczy...

Ach! odetchnąłem... i już jakoś śmielej
Spojrzałem wkoło, gdzie starsi uczniowie
W ostatnich ławach rzędami siedzieli —
Przodem dziewczęta z dziatwą — po połowie...        90
Śmieją się z cicha, szczęśliwi, weseli...
Nagle ktoś kichnął — miałem rzec: „Na zdrowie“ —
Lecz chrześcijańskie słowo zmarło w krztani,
Gdy zawołała mię ta jasna pani...

Podszedłem bliżej z zapartym oddechem        95
Kiedy poczęła ona mówić do mnie —
Patrząc się [w] oczy prosto i z pośpiechem
Odpowiadałem jakoś nieprzytomnie,
Bo dzieci często wybuchały śmiechem.
To mnie do reszty zmieszało ogromnie,        100
Więc już w milczeniu bojaźliwym stoję —
Tylko mi w ocza[ch] [za]błysło łez dwo[je.]

Uśmiechnęła się... i ja się rozśmiałem
Przez łez tych dwoje, z litości do siebie,

Że przed tą panią, tak piękną, płakałem...        105
Potem z uśmiechem rzekła: „Mazgaj z ciebie“ —
A uśmiech rozkwitł na jej licu białem...
Usiadłem w pierwszej ławce — byłem w niebie!
I już w sekundzie życie dałbym dla niej —
Mogąc tak blisko być tej jasnej pani...        110

A patrząc z bliska, dziwiłem się wielce,
Że żadna [z] dziewcząt niepodobna do niej...
Nic nie brakuje Rózi i Anielce —
Ta się wciąż śmieje, ta jak sarna goni,
Lecz obie gasną przy nauczycielce,        115
Której głos mile, niby srebro, dzwoni...
Zdecydowawszy, że równa Aniołom —
Myślałem o niej w szkole i za szkołą...

Z dniem każdym prawie przychodziłem śmielszy,
Sądząc, że pierwsze wrażenie naprawię.        120
Rej wiodłem zawdy na pauzach w zabawie
I byłem wesół i coraz weselszy.
Ona też na mnie patrzyła łaskawie...
Przypisywałem temu, żem był bielszy —
Myłem się bowiem trzy razy dnia prawie,        125
Sądząc, że pierwsze wrażenie naprawię...

A miałem wówczas lat dziewięć... dziewięciu
Tych lat doszedłem w wielkim ambarasie
Nie licząc wstecz — po jednym z cieląt pięciu...
Słyszałem bowiem ojca w owym czasie,        130
Jak mówił, że już dziewięć lat cielęciu,
Odkąd się z bydłem na ugorach pasie...
Pamiętam, że mnie w ten sam jarmark chrzcili,
W którym to cielę od cycka kupili.


Do szkoły chętniem chodził... nie dziwota!        135
Ciągła mnie siła wielka, a bezwiedna...
Więc: czy na polu „kurniawa“, czy słota —
Szedłem... a w domu dusza ani jedna
Nie znała, jaka wiodła mnie tęsknota...
Słyszałem nieraz, jak mię matka biedna        140
Za moją pilność przed „tatusiem“ chwali —
Więc ojciec mówił: „Niech się uczy dalej”.

Toż się uczyłem... i w szkole ni razu
Nie brakowało mnie, bom dobrze wiedział,
Że nieobecność spostrzeże od razu        145
Pani — gdyż zawdy-m w pierwszej ławce siedział,

Modląc się do niej niby do obrazu,
Co zaś mówiono — tom nigdy nie wiedział,
Bom miał zajętą „Panią“ wyobraźnię...
Raz tylko jeden słuchałem uważnie...        150

Było to wówczas, gdy Pani z uśmiechem
Opowiadała historyje cudne:
Jak to z północy przyszli bracia z Lechem
I zamieszkali te kraje odludne —
Ja[k] to Anioły dwa przyszły pod strzechę        155
Utrapionemu Piastu na pociechę...
Potem o Złotym [?] Leszku, o Popielu
I o tym, co miał gniazdo na Wawelu...

Oj, słuchałem też!... i na zawsze pewnie
Te „cuda dziwne“ zostaną w umyśle...        160
A gdy mówiła o Wandzie — królewnie
I o tym, jak to utonęła w Wiśle,

A lud ją potem opłakiwał rzewnie –
To mi się zdało, że już sercem myślę...
To mi się w piersiach podnosiło łkanie,        165
Gdym cały przeszedł w ciche zasłuchanie...

Późno już bardzo do domu wróciłem...
A że się wszyscy o mnie turbowali —
Na ich pytania troskliwe: „Gdzie byłem?“
Odpowiedziałem: „U bydła — na hali...”        170
I zaraz szedłem spać... Całą noc śniłem,
Że Cud-dziewica na wiślanej fali
Płynęła blada, cicha i uśpiona,
Jasnym księżyca blaskiem osrebrzona...

A jam nad brzegiem stał — i patrzał za nią,        175
Niby za jasną księżycową smugą,
Która przelata nad wodną otchłanią...
A gdym w płynącą zapatrzył się długo —
Raz mi się stała królewną, raz „Panią“...
Goniłem myślą i jedną, i drugą...        180
A gdy spłynęły obie w jedną całość —
Wtedy mię wielka ogarnęła żałość.

I sen uleciał... Wstałem — było rano...
Krowy dojono, bieluchnym jagniętom
Strzyżono wełnę, owcom sól dawano        185
I woły-sojki w jarzmo zaprzągnięto...
Bartek się stroił na łąki po siano...
Każdy coś robił — dla mnie było święto...
Bo mnie też całkiem zostawiono sobie —
Nikt się nie spytał — gdzie, jak i co robię...        190

Odtąd mi życie płynęło jak rzeka
Wartko i raźnie – zwyczajem młodości.
Bywała chwila, że utrapią człeka
Przeróżne mole i dolegliwości...
Ale to chwila, co chyżo ucieka,        195
Skoro się człowiek na życie pozłości...
I bieda nawet zemknie i uskoczy,
Skoro jej człowiek śmiało zajrzy w oczy...

Jam biedy wówczas nie znał... Cóż mi było?
Nie zależałem od niczyjej woli,        200
Miałem dobrego ojca — matkę miłą,
A że się człowiek w bójkach pomozoli,
To chęcią własną — no, i własną siłą!
Mógłem więc płakać i śmiać się do woli...
I mało mając utrapień w umyśle,        205
Śnić całe noce o Wandzie i Wiśle...

I tak mi życie szło — a dni leciały,
Jak te jaskółki, co do cieplic lecą...
Bo też i wiosna szła — śniegi tajały,
Jam czekał — rychło promienie zaświecą        210
Białe, co [w] zimie za chmurami spały —
I rychło w barwy łąki się ukwiecą...
Bym rwać mógł kotki, dzbanki i lewandę...
Myśląc o wiośnie – miałem w myślach Wandę...

I wiosna przyszła wnet... a za nią lato        215
Ciągło, z palącym oddechem, leniwie...
Każdą zaś porę za postać skrzydlatą
Miałem — czekając każdej niecierpliwie...
Zapatrzon w przyszłą tęskniłem [i] za tą,
Co przeszła. A dziś? Sam sobie się dziwię:        220

Że zimę, wiosnę i lato, i jesień,
Wszystkie przyjmuję zimno — bez uniesień...

Że dziś mam inne pory — cóż mam robić?
Lecz nie to chciałem mówić... Rzeczywiście,
Kazała się nam Pani przysposobić        225
Na wtorek rano — i w bukowe liście
Splatane wieńcem klasę przyozdobić,
„By — jak mówiła — mógł się uroczyście
Egzamin odbyć...“ Mnie łza błyska w oku.
Egzamin będzie — to i koniec roku!...        230

Nadszedł egzamin. Wstałem bardzo rano
Umyłem włosy — i nic jeść nie chciałem,
Choć mi dawali mleko ze śmietaną...
Potem najbielszą z pięciu koszul wdziałem,
Na nią „chazukę“ drobno wyszywaną,        235
A idąc drogą... jeszcze se myślałem,
Że wszystkich miną i strojem zaciemnię,
A „moja Pani“ będzie dumną ze mnie...

W szkole — nikt na mnie nie zwrócił uwagi,
Jak ćma zginąłem w różnokrasnym tłumie...        240
Siadłem w ostatniej ławce... a powagi
Same zasiadły na wzniosłym postumie...
Chciałem iść bliżej — nie miałem odwagi.
I nikt by pewnie nie wiedział, co umiem —
Gdy, wypytawszy innych, na mnie przecie        245
Wskazała Pani księdzu katechecie...

Z trwogą podszedłem — i na środku sali
Stanąłem cały w drżeniu i bojaźni...

Kołem panowie siedzieli i stali,
A mnie się zdało w jasnej wyobraźni,        250
Że cała sala kręci się i wali...
Słyszałem szepty: „Ten się pewno zbłaźni...“
Serce mi gniewem zabiło ogromnie.
Kto tak na pewno może sądzić o mnie?

Tak mię to zdanie srodze zabolało        255
I taki w duszy stałem się zawzięty,
Że bym był zaraz odpowiadał śmiało —
Choćby mnie pytał nawet... Ojciec święty!
Wtedy ksiądz pleban głowę ociężałą
Podniósł, mierząc mię od głowy po pięty —        260
I kazał mówić wszystko, co w pamięci
Chowam z całego kursu... Wszyscy święci!...

Zniemiałem chwilę. Próżno szukam w myśli...
Krótkie pytanie — prawda! ale trudne...
Lecz mi na szczęście wyobraźnia kréśli        265
Wszystkie pamiętne historyje cudne:
Jak to trzej bracia od północy przyszli
I zamieszkali te kraje odludne...
Więc im mówiłem, jak mówiła Pani,
A oni stali w ciszy — zasłuchani...        270

Potem zacząłem wyliczać: ugody,
Bitwy, unije tajemne i jawne
I wszystkie wielkie imiona i rody,
I urządzenia, i ustawy dawne,
Dalej zsiwiałe w bojach wojewody        275
I polskie króle mocarne i sławne...
Przestałem — patrzę... słuchają jak głuszce.
Więc im poczynam mówić o Kościuszce.

I jużem w myślach starannie ułożył
Całą opowieść z góry... Nagle z boku        280
Ksiądz katecheta woła: „Kto cię stworzył?”
„Bóg Ojciec!” — mówię, ale łza mi w oku
Wytrysła biała, bom się tak zatrwożył,
Jakby mnie w przepaść rzucił kto z obłoku
Albo z polany leśnej w gniazdo wilcze...        285
„Kto cię oświecił?...” — ja stoję i milczę...

A myśli mi się dwie, niby bliźnięta,
Roztliły nagle w świecące zarzewie...
Ksiądz pleban woła: „O królach pamięta —
Kto go oświecił? — to zaś pewnie nie wie...        290
Bo skąd?... Gdyby to królewna zaklęta,
To co innego...“ Więc ja, w wielkim gniewie,
Czując, że mi już głos zamiera w krtani —
Krzyczę, co mam sił: „Moja własna Pani!...”

Na całej sali śmiech się podniósł wielki,        295
A potem straszne nastało milczenie...
Z bojaźnią patrzę w twarz nauczycielki —
Blada... Ha! darmo: już słów nie odmienię.
W oczach mi błysły dwie łzy jak kropelki,
Potem mię szare ogarnęły cienie —        300
I tak mi wszystko w oczach pociemniało,
Żem nic nie widział, co się dalej działo...
[..............]



Mówiono dawniej: „Czyny ludzi zdobią“ —
Dziś ludzie słowa za działania liczą...
Dziś nie tych czcimy, co najwięcej robią,
Lecz czcimy takich, co najgłośniej krzyczą...

Dziś każdy coraz tańszy — więc i słowa...        5
Wprzód nim rzekł mędrzec, ważył je na wadze
Myśli — dziś z dymem uleci połowa,
A treść, jeśli jest, rozpłynie się w bladze...

Więc jedni cegły znosili w mozole,
A drudzy kładli w księgi mądrość swoją —        10
Cóż? mądre księgi owe zjadły mole,
Mury, jak stały, tak do dziś dnia stoją...

Lecz nie to chciałem mówić... Bo i dawniej
Miała prastara ludzkość swoje mowce —
Co od dzisiejszych lepiej i zabawniej        15
Umieli błaznów ściągać na manowce...

Tylko... że owe skoczne arlekiny
Służyły gwoli śmiechu i zabawie...

A poza nimi istniał świat i czyny.
Lecz, że świat — z ziemi, no a ziemia z gliny —        20
Poczęto myśleć o jego naprawie...

Więc... sens moralny: lepiej cegłę nosić,
Niźli reformy spisywać lub głosić...



Ranek był śliczny... Budzące się miasto
Rozodziewało mglistą szatę dymów,
Kiedyśmy razem błądzili... Niewiasto!...
Ile ja Tobie naukładał rymów,
Ilem serdecznych wyśpiewał Ci pieśni —        5
To się filistrom — i poetom nie śni!...

Tyś mi się w oczy patrzyła głęboko —
A jam Ci szeptał piorunne zaklęcia
I stawiał z myśli świątnicę wysoką,
Świętości pełną, bliską wniebowzięcia...        10
Żem Cię, jak myśli kapłankę, prowadził,
Więc — luba! Ciebiem na jej ołtarz sadził...

I byłaś niby posąg Zadumania,
Któremu świat się na ołtarzach kłania...
Jam Ci nagości kształty odcieleśnił        15
I uosabiał sztukę w Twej postaci...
I byłbym nie dbał, jak Bóg mi zapłaci,
Bylem przy Tobie — Piękna! — życie prześnił...

Weszliśmy razem do świątyni sztuki...
Niewiele osób było w pierwszej sali...        20

Młodzi artyści — przyszli dla nauki —
I stary kustosz przy stole — a dalej,
Gdzie mrok roztaczał jeszcze szare skrzydła —
We mgle i ciszy stały malowidła...

I błądziliśmy otoczeni ciszą,        25
A wzrok za nami latał od obrazów...
I zdało nam się, że postacie słyszą
I odgadują myśl naszą z wyrazów...
Więc już od mowy wola usta strzegła —
Myśl tylko sama z oczu do ócz biegła...        30

Z dala — gdzieś w mrokach zabielała postać —
Myśli na nerwach zwinęły promienie...
Iść do niej?... czy też w niepewnościach zostać
I wynieść obraz, jak cenne marzenie,
Które się z mglistych zaświatów wyłuni?        35
Chwilkę wahania — i poszliśmy ku niej...

Występowała z wolna, sposępniała,
Kształty się same narzucały oku —
I — za zbliżeniem — wyszła i zbielała,
I cała, pełna stanęła w uroku...        40
Jak senna postać, co się odejść wzdraga —
Tak ona stała uroczna i naga...

Wpiłem się wzrokiem [w] cielesne marmury,
Obszedłem kształty i boskie zagięcia —
I zdało mi się, że spłynęła z chmury        45
I czeka tylko jakiegoś zaklęcia,
By się rozpalić krwią — i dookoła
Radością błysnąć — sama niewesoła...

Tak ja marzyłem i w jednej minucie
Tysiąc mi myśli przebiegło przez głowę.        50
W sercu tam artyzm musiał być, nie w dłucie,
Gdy uplastyczniał kształty posągowe
On mistrz... I wierzę, gdy to dzieło tworzył,
W dziecko swych myśli własną duszę włożył.

A Ty        55



MYŚL

Myśl, jakby piorun, z ziemi ku Niebu wystrzela,
Rozświetla chwilą błękit w lotnym pędzie,
A skoro dojrzy błękitów krawędzie,
W skrzydlatą postać się przeaniela...

I ku granicom, co sny rozdziela,        5
Mknie niby pieśń, w światy łabędzie —
To się wzniesie — to przysiędzie —
To się w słońca blask ubiela...

Słabnie w słońcu — cieleśni,
Odduchawia lot harny,        10
A nim światło zginie —

Ona wcześniej
W mgle się czarnej
Rozpłynie...



DO KOL. S... W...

Ty opuściłeś swoje bory Żmudzi
I wszedłeś do nas — między bratnich ludzi,
Którzy by mogli rzec, żeś z uroczyska
Ciemnego sosen — jak piorun, co błyska,
Wpadł — i zadziwił nas — swoją hojnością...        5
Niech ludzie prości Twoją wspaniałością
Dziwią się —  słowa rzucają szyderce,
Ja tylko wielbię — Twoje dobre serce...
Bo Ty do przodków Twojego Imienia
Dodałeś brylant, co go czas nie zmienia...        10



PRZEKŁAD Z „ILIADY”

Kiedy obaj błyszczące przywdziali zbroice —
Stanęli przeciw sobie — z oczu błyskawice
Rzucając; szmer się głuchy rozległ na trzy staje,
Gdzie ciekawe szeregi Trojan i Achaje...
Już metę odmierzono... i dwaj bohaterzy        5
Podnieśli groźnie włócznie... Pierwszy Parys mierzy:
Dzida z siłą rzucona w powietrzu zawarczy...
Lecz poczwórnie plecionej nie przebije tarczy...
Ugrzęzła... Koniec tylko zagiął się od stali...
Okrzyk tryumfu w hufcach rozległ się w oddali...        10
Powstał dzielny Atryda, mąż, co nie zna trwogi,
Modląc się: „Zewsie Ojcze! Ty, co rządzisz bogi,
Dozwól skarcić podłego — niech wiedzą potomni,
Jak ci karę ponoszą i jak giną marnie,
Co prawa gościnności i przysług niepomni        15
Krzywdę czynią goszczącym — a potem bezkarnie
Uchodząc — śmiechem plamią jego sławę czystą!"
To rzekł — i podniósł dzidę długą i cienistą...
I z zamachem wypuścił... Nie zawiodła siła!...
Włócznia tarczę okrągłą na wylot przebiła        20

I pancerz z łusek srebrnych misternie robiony.
Nawet chiton rozdarła — pomiędzy ramiony —
Niedaleko do serca było włóczni wrogiej...
Kiedy schylił się Parys — i tak śmierci srogiej
Uniknął... Menelaos zawód widząc, gniewny,        25
Chwycił miecz — co od słońca jasnym rzuca blaskiem —
I ciął go w hełm, gdzie lśni się pióropusz powiewny...
Lecz (o bogi!) miecz prysnął na kawałki z trzaskiem
I w trzy części rozpadły — padł z ręki na ziemię.
Jęknął Atryda — głosem, co płynie w podziemie,        30
I złorzeczył Zewsowi — co ma tron na niebie:
„Ojcze Zewsie! — zawołał - nikt nie jest od Ciebie
Gorszym z tych, co w Olimpie mają dział w nektarze.
Myślałem-ci ja w duszy, że podłość ukarzę!...
A tu miecz pękł mi w ręku; a i dzidę silną        35
Na próżnom rzucił dłonią — bo szła drogą mylną!...”
Tak rzekł i rzuciwszy się — chwycił go za kitę,
Co na bok lśniące pióra rozsyła obfite,
I wlókł go ku Achajom, o zbrojnych goleniach,
A szyszak, co się łączył pod brodą w rzemieniach,        40
Gniótł delikatne ciało i przerzynał krwawe...
I byłby Menelaos wielką zdobył sławę,
Gdyby nie piękna Kiprys, która ulubieńca
Chroniąc, przerwała rzemień... i z bitwy młodzieńca

Uprowadziła... Tylko szyszak został w ręku        45
Atrydy... Z jego duszy wyrwał się ton jęku...
Straszny był — szyszak cisnął tam, gdzie druhy wierni
I gdzie w szeregach stoją Achaje pancerni...
Sam zaś rzucił się w tłumy — pragnąc zabić wroga...
Jego zaś Kiprys niosła — gdzie z mgły szara droga,        50
A przepłynąwszy skrycie chmur powietrzne morze,
Na łożu go złożyła w sypialnej komorze...



KOMENTARZ[4]

Przypisy

  1. Przypis własny Wikiźródeł Wiersz Rudolfa Leonharda (1889-1953) Na patroli będzie możliwy do udostępnienia w 2024 roku.
  2. Przypis własny Wikiźródeł Wiersz Już mi tej ziemi blask na wieki zgasł Rudolfa Leonharda (1889-1953) będzie możliwy do udostępnienia w 2024 roku.
  3. Przypis własny Wikiźródeł Wiersz Rudolfa Leonharda (1889-1953) Tedeum będzie możliwy do udostępnienia w 2024 roku.
  4. Przypis własny Wikiźródeł Komentarz Jerzego Kwiatkowskiego (1927–1986) będzie możliwy do udostępnienia w 2057 roku.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Władysław Orkan.