Strona:PL Władysław Orkan-Poezje Zebrane tom 2.pdf/62

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Suną te kwietne drużyny, te świetne, barwne orszaki, krajem przez łany zbóż, przez miedze, łączki i młaki...
Jakoby wszystko rozkwitłe na gody dążyło weselne —: tryskają co moment uśmiechy, wznoszą się wonie kadzielne.
Jako lichtarze nocy dymią się wonne storczyki —: zgasiło bowiem już słońce ich zzieleniałe ogniki.
Z przyczyny szarości kwiatu w tłum pospolity zepchnięta, aby okazać swą moc: nad inne wonieje mięta.
Bezcennie unosi się z miedz przedziwna won
macierzanki — jak słodkie jakieś wspomnienie, jak myśl o włosach kochanki.
A oto staw wonności, dar tej porannej godziny —: różowe w bezmiar pole kwitnącej koniczyny...

IV

Wdzięcznym jest ogród ziemi, słońcu otworzony,
Ujęty morzem nieba między sine skłony.

Jeśli dusza z miłością w jego ścieżki wchodzi,
Wtórnie się pośród kwiecia na szczęśliwość rodzi.

Raj to jest, gdzie Myśl Boża śni o swoim celu,        5
W bławacie utajona i w najlichszym zielu.

Cudnie śpiewają kwiaty, dziwnie mówią wrzosy —
Szczęśliwy, kto uczuciem pojmie one głosy.