Strona:PL Władysław Orkan-Poezje Zebrane tom 2.pdf/69

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Umkniesz do swej pracowni z placu wojowników,
Ufny, że Cię tam myślom spokojnym ostawią,
A tu z dziedzińca wpada grom dzikich okrzyków —
Dzieci się w wojsko bawią!        20
 
I nie masz głowie Twej cywilnej skłonu —
Dzień Ci niewczasny i noc niespokojna —
Od gardzioł dziatwy — do nut gramofonu,
Wszystko Ci krzyczy: Wojna!
 
Cóż tedy z Sobą poczniesz, nieszczęśliwy,        25
Gdy tak wszystko mundurnie poczyna się srożyć —
Ostaje-ć chyba jeden schron wątpliwy:
Samemu mundur włożyć.