Strona:PL Władysław Orkan-Poezje Zebrane tom 2.pdf/83

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ona na oczach gdy położy dłonie,
Słońca się niecą.
Przez nią kamieni drogich miryjady
W kotlinach śnieżnych się jaśnią,
A białym szronem owinięte sady        15
Jawią się baśnią.

Ona kochankom w okolicy dzikiej
Kulisy stawi śnione:
Gaje, polanki, księżyc i słowiki,
Śmierci przesłonę.        20

Za jej to sprawą dzwon w puszczy uderza,
Odkrzyk zbłąkane wita,
A w skałach oczom niewinnym pasterza
Paproć zakwita.

Przez nią skazańcom, w sen stoczonym w celi,        25
Kaźni otwiera się brama —
Nędzarzom śnią się w pełnej niepodzieli
Skarby Sezama.
Ona-ć pielgrzyma, gdy upada w męce,
Wizją ogrodu ożywi — —        30
Nieszczęśni żywot święcą jej w podzięce,
Iż mrą szczęśliwi.

Więc dobroć sławię tej, co szczęście wskrzesza,
Promiennych złud bogini,
Która zdobycie w niedościgłem wiesza,        35
Sen — prawdą czyni.