Strona:PL Władysław Orkan-Poezje Zebrane tom 2.pdf/133

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


PEŁNIA NAD PUSTKĄ

Wprost w okno mojej chaty patrzy tarcz księżyca.
Widno smreki groźne, jak nagrobne straże.
Śnieg ma trupio zielone lica.
Cisza-martwota, nic nie dyszy.
Wśród tej przeraźnej, niezgłębionej ciszy        5
Jedynie słyszę stukot mego serca.
Gdzież świat się podział? Gdzie ruch?
Jam jeden z pustką upiorną duch.