Setnik rymów duchownych wtory/całość

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Sebastian Grabowiecki
Tytuł Setnik rymów duchownych wtory
Pochodzenie Sebastyana Grabowieckiego Rymy duchowne 1590
Redaktor Józef Korzeniowski
Data wydania 1893
Wydawnictwo Akademia Umiejętności
Druk Drukarnia Uniwersytetu Jagiellońskiego
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBICały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron
SETNIK
RYMOW DVCHOWNYCH
WTORY
Sebastyana Grabovvieckiego,
S ekretarza   K. I. M.
PL Sebastyana Grabowieckiego Rymy duchowne page119.png
W Krákowie /
W Drukárni Andrzeiá Piotrkowczyká.
Roku Páńſkiego / 1590.







DO JEJ MIŁOŚCI PANNY ZOFIEJ MYSZKOWSKIEJ Z MIROWA,
STAROŚCIANKI OŚWIĘCIMSKIEJ, ZATORSKIEJ ETC.
PANNY MNIE WIELCE MIŁOŚCIWEJ.
[A.]

Wielkiej zacności, wielkiej Panno cnoty,
Zaż w mocy mojej takie są klenoty,
Co dane twejby godne były ręki,
Albo źrenice? cóżbym rzec chciał, dzięki?

Z wstydem postępki, cnót liczba tysięczna,

Znaczna pod słońcem, zna ją i miesięczna
Trzoda ślicznych gwiazd, a człowiek gdy onę
Widzi, twą sławę niósłby w każdą stronę.

Cóż tedy pocznę? gdyżbym rad darował

10 
Czegoś jest godna, a Bóg to zachował

Od mojej władzej; więc sławić myśl chciwa
Wielką chęć małym rozumem rozrywa.

Lecz jeśli dobra wola mieśce miewa,
Przyjmiesz i żale, co ten świat rozsiewa;

15 
Puścisz przed oczy smutne rymy moje

A Bóg ucieszy wszytkie drogi twoje.

Waszej Miłości, mojej Miłościwej Panny
powolny i wszego dobrego życzliwy sługa

Sebastyan Grabowiecki.



CI.

Słoneczne zorza, alboście zniknęły,
Czyli me oczy łzami wypłynęły?
Że wesołego dnia widzieć nie mogę,
Nawet i nocna cichość dawa trwogę.

Nieba posępne oczy, a żal duszę

Rozlicznie trapi, zaczem wierzyć muszę,
Iż piekło z swoich wyzuło się złości,
Z których przychodzą na mię te ciężkości.

Powieki w niebo, dusza k tobie, Panie,

15 
Wynosi swą moc i ma to ufanie,

Że się też kiedy onej użałujesz
I dasz znać, jako pokorne miłujesz.

Skończ, Panie, swój gniew, skończ wzdychanie moje,
Jeśli twa wola i zbawienie moje.

15 
Chcąli też trapić twe wyroki wieczne,

Daj skromnie znosić ciężkości serdeczne.



CII.

Serce struchlało, żywot cięży duszy;
Strasznie upadła, więc sumnienie suszy,
Wstyd opuściwszy, sprosność ulubiła,
Grzech popełniwszy, więtszym go pokryła.


Haniebniem zbłądził, jednakeś, o Panie,

Łaskawe ucho miał na moje łkanie.
Acześ obrażon, wżdyś nie chciał sromoty
W świecie przepuścić na moje prostoty.

O Panie, gdyś tu nie skarał wzruszony,

10 
Owszem łaskawie skryłeś grzech pełniony,

Niechciej na on dzień w pamięci go chować,
Gdy na świat przyjdziesz złość wyrokiem psować.

Nie chowaj pomsty, nie chowaj karania
Na on wiek przyszły, lecz moje starania,

15 
Gdyż przykre były, do ciebie wołają;

Bez obelżenia niech swoję kaźń mają.



CIII.

Jako córka przed ojcem żałobliwa
Płacze wstydu i czystości, rzewliwa
Łzy leje,
Błagając tęż złość sieje;

Piersi także ma dusza macza łzami

Płacząc złości z dziwnymi występkami
Wżdy o tem,
Coć[1] brzydko, wnet myśli potem.

Płacz jej przyjmi, Boże mój lutościwy,

10 
Chęć dobrą mnóż, a jak ociec chętliwy

Wszytko to, co cię boli,
Odpuść, a rządź w twej woli.



CIV.

Nie obrażaj się, ojcze dobrotliwy,
Iżem, o sobie myśląc, tak troskliwy,
Że pod czas zgoła zapominam ciebie,
Ojcze nasz w niebie.

A choć też wspomnię, nie tą gorącością,

Jakoby trzeba, ni tą zjęt miłością,
Ratunku żebrzę, ani (wierząc sobie)
Westchnę ku tobie.

Troski docześne k sobie przyciągają

10 
W moc swą podbiwszy, serce odrywają.

A ciężkościami, które we mnie rodzą
Z twoich dróg zwodzą.

Zatem i żądza następuje sprosna,
Czystości zajźrąc zmysły zwodzi złosna,

15 
Która tem cięższa, iż zgorszenie dawa,

Stąd gniew twój wstawa.

O miłosierdzie proszę, dobrotliwy
Ojcze, syn zgubny. Odpuść, lutościwy.
Odpuść występki, zwiedź z drogi przewrotnej

20 
W złościach nieskrotnej.


Nie daj mi ginąć, pracej twojej ręki,
Ratuj nędznego, a jać wieczne dzięki
Oddam, mój Panie, Boże wszem władnący.
W łasce gorący.

25 
Wiem, że nie życzysz zginienia grzesznemu.

By żył bez grzechu, radniejbyś dał jemu;
Zaczem ja wierzę, że się też zmiłujesz,
A mnie ratujesz.



CV.

Skłoń ucho lutościwe,
Gdy śród strasznego morza
Świata złego, gdzie pełno trwogi, zorza,
Niesiem prośby rzewliwe

Do ciebie, byś nas ratował, troskliwe.


Widzisz, że szturm burzliwy
Zawżdy nas miece, trwoży
Nawałność, która dzień i noc się sroży,
Tak iż jej skok straszliwy

10 
Oderwał wiosła i żagiel życzliwy.


Bądź ratunkiem kwapliwym
Łódce już połupany,
Którą wiatr miece z plutą pomieszany,
By w morzu śmierci chciwem

15 
Nie zalał, dając późny żal chętliwym.


Widzę, że już przybiła,
Panie, do ostrej skały
A coraz bliżej z strachem cisną wały
I chwila wichrowita,

20 
Tak iż się boi na dnie być zakryta.


O jak błogosławieni,
Co w twoje porty wieczne
Wpadli, przez drogi, miejsca niebezpieczne
Życznym wiatrem pędzeni,

25 
Żagle zwinąwszy na twój brzeg zsadzeni.


A pozbywszy ciężkości,
Trosk omylnego wieku,
Serce uwiodszy z nędz przykrych człowieku,
W polach twoich radości

30 
Żywią, w pokoju wszelakich wdzięczności.

My jeszcze pełni trwogi,
Co na tej głębi trwamy
Okrutnej, kędy pewności nie mamy
O czasie, gdy wiatr drogi

35 
Pańskiej wprowadzi w wiecznych gmachów progi.


Błądząc oczy wynosiemy
Ku ojczystym przyłogom,
Gdzieś ty król królem i bóg inszym bogom
A wygnańcy prosiemy

40 
Twej łaski; Panie, niech ją odnosiemy!


Rozpuść swoje promienie
W nasze straszne ciemności,
Uskrom nawalność pełną wszech przykrości,
By spokojne płynienie

45 
Wesołe drogi swej miało skończenie.


CVI.
SONET.

To morze, piaski i skały straszliwe
Z mymi kłopoty podobieństwo mają:
Bo te nie różną liczbę we mnie dają,
Jak morze piasków ma w sobie błędliwe.

Więc tej ostrości me myśli troskliwe,

Że morskie skały z niemi nie zrównają;
A jak na morze, tak na mię wpadają
To bojaźń, to wnet nadzieje zdradliwe.

Jak piasek, tak mój dowcip nierodzący;

10 
Dusza z frasunku w skałę przemieniona;

Serce, jak morze, wichry utrapione.


Ono wód pełno, a me zatopione
Oczy są łzami; wżdy myśl niezgwałcona,
Acz wszelka radość rodzi żal trapiący.



CVII.

Nie chciej straconym mieć, Boże wszechmocny;
Dzienne wzdychanie i płacz przyjmi nocny,
Pomóż mi z sideł i ciężkości srogi,
Zmień złe nałogi.

Zwiedź z brzydkiej drogi, gdzie nowiną cnota,

Chytrości ważne, z pośmiechem prostota,
Występki rozkosz, ciężkość służyć Bogu
W bezbożnym progu.

Ku tobie wołam, królów panie wieczny,

10 
Me łkanie uważ, głos przyjmi serdeczny,

Żądzą moję znasz, przed tobą własności
Moich krewkości.

Zmiłuj się, ojcze, pomóż chętliwemu,
Na twoje drogi, podaj rękę jemu,

15 
Wyrwi z tęsknice, ulecz trwogi moje,

Boleści zdroje.



CVIII.

Uprzejmość moja izaż mnie zasmuci?
Szczyrość zaż trwogą zjętego porzuci?
Boże wszechmocny, co prawdę miłujesz,
Ty mnie ratujesz.

Niech nie przemaga nademną fałsz, zdrada,

Ani obłudnych na mą skargę rada;
Nie daj szwankować cnotam w ich prostocie,
Bierz moc niecnocie.


Racz, Panie, w radość zmienić moje trwogi,

10 
Gdyż na tobie mój duch poległ ubogi,

Nie daj się zemnie cieszyć przeciwnemu,
Ni przewrotnemu.

Złosne handszlaki, skarby wylichwione,
Niech w mojem sercu nie będą pieszczone;

15 
Dochodów, proszę, racz strzedz w mojej male

Tobie ku chwale.

A przymnożyszli, nie mień mojej chęci,
Niech mi twa łaska będzie na pamięci,
Niechaj się twój lud spół zemną weseli,

20 
Twym darem dzieli.


Tobie ofiary, tobie niech dawają
Chwałę, zemną spół dobroć wyznawają,
Niech ci śpiewają, gdy odżeniesz srogą
Bojaźń z mą trwogą.



CIX.

Wierzę, że do skruchy ty mnie sam przywodzisz,
Ty swojemi słowy upadłego chłodzisz,
Boś rzekł, że nie może nikt wchodzić do ciebie,
Oprócz, by go ociec twój wciągnął do siebie.

To żeś mi dał poznać, wszech zbawienia chciwy,

Uniżenie proszę, ojcze dobrotliwy,
Spół i z synem miłym i Duchem swym świętym,
Grzech odpuść, daj potem być w twe gmachy wziętym.

Zmiłuj się nademną, zmiłuj się, łaskawy

10 
Ojcze, nie dopuszczaj, by złośliwe sprawy,

Grzechy i występki, winy, niedbałości,
Miały w zatracenie podać me krewkości.


Ty, co[2] upadłego nie pragniesz zginienia,
Owszem, dobrotliwy, czekasz nawrócenia,

15 
Coś przyszedł pocieszać w żałości rzewliwe,

Owce w swą owczarnią odnosić błędliwe,

Zmiłuj się, nie chowaj pomsty do żywota
Przyszłego, lecz ma złość i z grzechem prostota
Niech, proszę, odnosi tu z pomstą karanie,

20 
Kiedyć się spodoba i jak raczysz, Panie.


CX.

I wyście nieba, czyli ziemia krzywa,
Moja źrenica iż tak na płacz chciwa,
Widząc jak czasy z dobrymi kuglują,
Gorszych szanują.

Sna próżno gwiazdy w tym winić, złe bogi,

Gdy w zmysłach ludzkich szkodzą różne trwogi;
Swawola winna, której to własności
Mnożyć żałości.

Więc, żeśmy kresu dobiegli onego,

10 
Na którym zakład zawodu dawnego,

Płaca pustoty a nagroda złości —
Ciężar przykrości.

Oko nie widzi, czemby się cieszyło,
W ucho nie wpada, coby sercu miło,

15 
Zmysł nie tak śmiały, by lepiej potuszył;

Bóg się obruszył.

Bóg wieczny w prawdzie, Pan wieku onego,
Co go nie począł czas ni skończy jego,

Pan, co wszem władnie, a gdzie wzrokiem ruszy.

20 
Wszytko się kruszy, —


Zatrząsnął światem, jako rozgniewany,
Roztropny z bacznym na pośmiech wydany.
Lecz wspomni, Panie, (proszę) imię swoje.
Sprawyć to twoje.

25 
Niech się zły człowiek z onych nie weseli,

Co w tobie, Panie, swą nadzieję mieli,
Niech twoi znają, żeć dobrze ufali,
Acz pośmiech znali.



CXI.

Jak dobra córa, kiedy w ojcu znaki
Gniewu k sobie najduje,
Prze występek swój jaki, —
Twarz wstydem zafarbuje,

Pokornym sercem, głosem pełnym trwogi,

O łaskę prosząc, upada pod nogi,

Tak, ojce dobry, wzrok wstydem zniżony,
Pokory napełnione
Serce, acz z każdej strony

10 
Obłokiem obtoczone

Nikczemnych myśli, do ciebie podawam,
Bo cię strapionych pociechą wyznawam.

Występków taić zmysły dróg nie znają,
Gdyż wszelka skrytość tobie

15 
Jak kryształy, co mają

Świecę albo kwiat w sobie;
Cokolwiek pocznie chęć nędzna, błędliwa,
Twej przytomności wszytko się odkrywa.


Obacz me serce i żałości związek

20 
Prze grzech często pełniony,

Co, jak ptak śród gałązek
Narzeka utrapiony,
Gdy towarzysza utraci troskliwy,
Którego z sobą niesie człek myśliwy.

25 
Często więc mój zmysł przeciw rozumowi

W mem sercu wojnę zwodzi.
Lecz ta moc jest zmysłowi,
Że mnie więźniem przywodzi
Złemu, iż muszę wszędy naśladować,

30 
W tem szyszak ani szpada chce ratować.


Tyś sam jest świadom, jako człowiek mdłego
Zmysłu i wszech krewkości,
Jako chętny do złego,
Gdzie niemasz twej zwierzchności,

35 
Jak chytry, zdradny[3], zdawna jadowity

Smok w sidłach swoich, nieprzyjaciel skryty.

Chęć prędka we mnie, siły nie dostawa,
Więc się żądza nie zgadza,
Co się w społeczność wdawa,

40 
Jak stok, co w rzekę wchadza.

Cóż tedy rzekę wszytkim utrapiony?
Mamli ręce wzdać jako zwyciężony?

Ojcze dobroci, łaska nieskończona
Twa niech mię sama broni;

45 
A dusza tak zwiedziona

Niech w cień twych skrzydeł stroni.
Niech się zapala w twej, Panie, miłości;
W tem, coć nie miło, niech nie ma radości.



CXII.
OCTONARIUS.

Boże mój, o Boże mój, tożeś jest cierpliwy,
Gdy cię ja gniewam grzesząc, tyś z łaską chętliwy.

Boże mój, o Boże mój, tożeś dobrotliwy,
Gdy śmierci prze złość szukam, tyś zdrowie dać chciwy.

Boże mój, ojce łaski, cóż człowiek złośliwy

Możeć oddać za dzięki, gdyś tak lutościwy?

Twa dobroć niech cię sławi, chwały tobie wieczne
Niech wszytkie dni me[4] dają i siły serdeczne.



CXIII.

Wierzyłem, żeś mnie miał wysłuchać, Panie,
Przeto swój skutek wzięło me ufanie,
Łaskąś zasłonił postępek złośliwy,
Chcąc mi okazać, jakoś dobrotliwy.

A ja co czynię za dobroć tak wielką?

Jak wiadro wodę, złość w się czerpam wszelką.
Niewdzięczności dość, kiedym miał dziękować;
Mam roskosz w grzechu, com zań miał żałować.

Zmiłuj się, Panie, zmiłuj się, łaskawy,

10 
Niebu i ziemi brzydkie moje sprawy

Niechaj nie wchodzą przed wszechmocne oko,
Wyrwi z przepaści, w której tkwię głęboko.

Tobiem wystąpił i zgrzeszyłem tobie,
Żałuję z serca, a źrenice obie

15 
Łzy zatapiają; odpuść, dobrotliwy,

Odpuść, o Panie, skutek obraźliwy.



CXIV.

Zmysł mi trwoży, Panie, twój sąd sprawiedliwy,
Sumnienie mi gryzie mój grzech niewstydliwy,
Strach serce przenika, oczy się zaćmiły
Me ciało struchlało a zginęły siły.

Uciska łakomstwo, pycha mnie nadyma,

Zazdrość pokój niszczy, żądza krewkość zdżyma,
Nieczystość gwałt czyni, lży[5] obżarstwo sprosne,
Gniew baczenie gubi, myśli mnoży złosne.

Omowa poduszcza, więc chciwość zawodzi,

10 
Drapiestwo nalega a niezgodę rodzi,

Gniew miesza w żyłach krew, płochość mnie rozpuszcza,
Więc gnuśność potłomia, chytrość w złość poduszcza.

Pochlebstwo mnie zwodzi, ludzka chęć unosi,
Szczypie potwarz; — a w tej trwodze oko wznosi

15 
Dusza moja k tobie, o Boże łaskawy,

Wspomni krewkość moję, z lutością sądź sprawy.



CXIVA.[6]

Oto, zbawicielu, zbiór ów zapalczywych,
Oto, z którymim żył z początku sił żywych,
Oto me kochania, którymem folgował
I przednia zabawa, którym wiarę chował.

To w czymem się ćwiczył, dawa potępienie,

Co umiem, to dawa znaczne obelżenie;

To są, którem ważył, przyjaciele moi,
To mistrzowie, wiodąc do niełaski twoi,

To panowie, com im posłuszeństwo wszędy

10 
Oddawał, i to są rajce, którzy w błędy

Wierzącego wiedli, zemną mieszkający,
To mieszczanie w domu mym spólnie żyjący.

Ach, niestetyż, królu i Boże mój wieczny,
Grzech a złość to mój skarb, przeto ból serdeczny

15 
Cierpię. Ucieczko ma, Panie, zaż kto żywie,

Aby przed twem okiem mógł czyst być prawdziwie?

Jeśli miłosierdzia twojego nie będzie
Izaż sprawiedliwy stanie w którym rzędzie?[7]
Jeśli twoja[8] łaska człeka nie uprzedzi,

20 
Zaż nie próżno chętny w myślach swych się biedzi?


CXV.

Odpuść występki; łzy me osusz, Panie,
Oddal ode mnie nadzieje fałszywe,
Brzydkie rady zniszcz, omylne kochanie,
Gmachy pokoju ukaż pożądliwe.

Sprawuj mnie, Boże, wziąwszy z rąk złosnemu,

W pokoju, chleba żebrakowi twemu
Udziel nędznemu.

Nagim jest, Panie, przed okiem twem, w złości;
Nakryj mnie łaską, a któregoś sobie

10 
Swym domowym zwał z ojcowskiej miłości,

Nie chciej, bym kiedy miał brzydkim być tobie.
Me serce twoja dobroć niech sprawuje,

Moim upadkiem niech się nie raduje,
Kto źle winszuje.



CXVI.

Trąd sprosnych występków osiadł duszę moję,
Przeto ciało krasę utraciło swoję,
Z wiecznego żywota domum wyłączony,
Z bram przybytków twoich swą wolą wypchniony.

Ściągni rękę swoję; możesz, gdy chcesz, Panie,

Mnie zleczyć; bez ciebie próżne me staranie.
Udziel mi izopu skruchy nieskończonej
Z gorzkością pokuty złości niezliczonej.

Drzewo krzyża twego, ceder trwały wiecznie,

10 
Niech w dobrym umyśle chowa mnie statecznie,

Owoc niechaj we mnie trwa sprawiedliwości,
Niech moc nie uwodzi żadnej odmienności.

Jedwab’[9] niech też będzie on jasnogorący
W ręku mych, jak miewał z trądu wychodzący;

15 
Miękki, łacny umysł daj ku proszącemu,

Jasny i gorący w chęci ku bliźniemu.

Para ptaszków zatem będzie twa ofiara,
W ciele i duszy mej żywa wszędy wiara.
Myśl o woli twojej nieodmienna będzie

20 
I głosy twej chwały napełnione wszędzie.


Tak z trądu występków sprosnych oczyszczony,
Z znaki zdrowia mego ondzie przypuszczony
Będę, gdzie przybytki twe, a w nich mieszczanie,
Którzyć bez przestanku chwałę dają, Panie.



CXVII.

Jezu, Dawidów synu, miej nademną
Lutość, gdyż widzisz, co ślepota zemną
Poczyna; widzisz, jak mój wzrok ubogi
Nie zna promieni twej światłości drogi.

Jezu, Dawidów synu, swej lutości

Porusz, a choć mnie lud w pospolitości
Precz pcha od ciebie, jednak ty, mój Panie,
Obróć się ku mnie, a słysz me wołanie.

Po wzroku, Panie, po wzroku styskuję;

10 
Iżeś wszechmocny, przeto usiłuję,

Byś mi oczyścił oko niewidome,
A światło dał znać twym wiernym wiadome.

Jako Hierycho znaczy niedostatek,
Tak człowiek bez twej rady jest niestatek.

15 
Przybliż się, proszę, a gdyżeś sam droga,

Przy tobie leżąc, żebrze, choć nieboga.

Obróć się ku mnie, usłysz me wołanie;
Tłuszcza zawisna niech nie wadzi, Panie.
Spytaj, czego chcę, ja powiem, ocz proszę:

20 
Chcę widzieć, ty daj, niechaj wzrok odnoszę.


CXVIII.

Jezu, Dawidów synu, racz nademną
Lutość mieć, widząc, co zła krewkość zemną
Poczyna, gwałtem ciągnąc w swe okowy;
Nie ratujeszli, jam więzień gotowy.

Jezu Dawidów, nie daj mnie nędznemu

Szkodzić smokowi w chytrości możnemu.

Daj wzrok serdeczny, uszy przeczyść moje,
Wiedź bieg leniwy, gdzie twej łaski zdroje.

Oswobodź związek mojego języka,

10 
Zlecz trąd, bo gwałtem dusze mi się tyka,

Uzdrów chorego, wzbudź martwe me siły,
A chciej, by o mnie twe łaski radziły.

Tak zawżdy będę, Panie mój, żył w tobie,
Mając twę chwałę w powinnej ozdobie,

15 
Wiedząc, żeś ty jest syn boży prawdziwy,

A iż sam żywot dawasz dobrotliwy.

W tobie i przez cię zna radość, co żywie,
Ty wszytkim rządzisz, ty władniesz prawdziwie,
Tobie cześć, sława, chwała wieków wiecznych.

20 
Rzecz: dziej się według prośb twoich serdecznych.


CXIX.

Jakoż cię chwaląc, Panie,
Siędę przy lutniej swojej?
Jak rozpuszczę śpiewanie,
Gdyż ty wymowie mojej

Rozum, głos dawasz z wiecznej władzej twojej.


Śmiertelna myśl nie może,
(Acz barzo na to śmiała)
I podobieństwem, Boże,
Dosiądz, jaka twa chwała,

10 
Nie tylko, żeby ją co zdobić miała.


W naczynie, Panie, ciasne
Taka władza nie wpadnie,
By wschód i zachód jasne,
I jak nadzieja władnie,

15 
Maluczką skierką oświeciło snadnie.

Jak słonecznej światłości
Oko się przypatrować
Nie może, tak krewkości
Ludzkie próżno gotować

20 
Myśl mają, słowa, twe chwały zachować.


Twej zacności, wysoki,
Nie widzą ni dochodzą
Naszych zmysłów przeskoki;
Bo promienie zachodzą,

25 
Które ćmią oczy i wzrokowi szkodzą.


Lecz gdy ty swej świecącej
Mnie udzielisz jasności,
Obłok spędzisz ślepiący[10]
Tak, bym był tej godności,

30 
Jak duchy, co tu żyły w twej miłości —


To pójdę w nocy, we dnie,
Twe imię rozsławiając,
W koliczny kraj i średnie,
Dusze te zwoływając,

35 
Co się wzbłąkały, żądzej dogadzając.


Źródło wieczne i żywe,
Które skoki różnymi
Puszczasz światło prawdziwe
W te, które w niebo swymi

40 
Sposoby wwabiasz i czynisz własnymi,


Oczyść serce z ciemności,
Które miąższa zasłona
Tych świeckich obłudności

Ślepi! Daj, aby ona

45 
Wesoło mogła, co dziś tak zemdlona,


Źrenica widzieć ciebie
I łaski obiecane;
Sam z sobą walcząc, z siebie
Zwycięstwo mieć żądane,

50 
Tu zszedłszy, k tobie nieść zmysły wezwane!


CXX.
SONET.

Jak człowiek, co się dopuści niecnoty,
Słońca nie lubi, lecz się kryje w cienie,
Tak, skorom wzgardził twej łaski promienie,
Wzrok wiecznych ogniów opuszczony, złoty,

Opadli duszę mą pełni ochoty

Nieprzyjaciele; ten, ów precz z niej żenie
Dary, co miały z nią trwać w wiecznej cenie,
I przednie, co ją miały zdobić, cnoty.

Pałało serce, gdy mrozy trzaskały,

10 
Ogniem piekielnym zewsząd obtoczone,

Gnuśność spół mając, a z niem próżnowanie.

Błądziłem, gdzie dróg obłudności chciały,
Bez światła, którem nieba ozdobione.
O sprawo, z której nic nad żal nie kanie.



CXXI.

Podobneś mi jest drzewo, ucieszę[11] się tobą,
Bo widzę, że, jak zemną, świat poczyna z tobą;

Jedne gałązki poschły, drugie precz odcięte,
Snać ci żal, żeś kiedy jest od ziemi przyjęte.

Tak zemną poczynają czasy zamierzone,

Że jedne zmysły gasną, drugie już zniszczone,
A często mi żal tego, że świat oko widzi,
Bo kłopot serce trapi a żal żywot hydzi.

Myślęli co, nie pocznę, — pocznęli, nie sprawię,

10 
Głowę troską a ręce próżną pracą bawię,

A kiedy się ku nocy wdzięcznym snom raduję,
Frasunk zwierzchnią pierzyną, żal poduszką czuję.

Panie, ty wiesz złości me[12], karz, niż weźmiesz z świata;
Bo, niżbyś tam wzgardzić miał, wolę z płaczem lata.

15 
Wszakoż strzeż dusze mojej, by nie chciała tego,

Czemby naruszyć mogła majestatu twego.



CXXII.

Królestwo Pańskie, któreś gorczycznemu
Ziarnu równane[13], co więc, gdy czas temu,
Rość, rodzajnem być, ku[14] drzewku podobne,
Żywić i cieniem chłodzić jest sposobne,

Me ciało, zagon nieuprawnej roli,

Daj być sposobnem siewu twojej woli;
Daj, by gałązki szeroko wzniesione
Tobie nosiło ziarny obciążone.

Albo ty, pani, co w dzieży trzy miary

10 
Kwasisz, chcąc abyś z niej miała chleb jary,

Gdyż mnie w dzieży masz, którą znam być światem,
A wiarę świętą kwasem mienię zatem,


Mąki ze trzech miar nie żałuj udzielić:
Życz, w trójcej świętej żądzam się weselić,

15 
O święta pani cyrkwi, króla twego

Proś, niech gorczyce ma łan z ciała mego.

Proś, niech gałązki jej się rozszerzają,
Ziarna szczerości niech strączki oddają.
Ptacy niebiescy, najświętszy anieli,

20 
Z radością na nich odpoczynek mieli.


Kościele wieczny, zborze świętych w niebie,
O ratunek mej chęci wzywam ciebie,
Ten, co was w świecie czynił potężnymi,
Proście, by tenże rządził zmysły memi.



CXXIII.

Przednia części mych dóbr, Panie, zmysłów moich
Jest chęć zawżdy chodzić w świętych drogach twoich;
Przeto przed twem okiem padając, serdecznie
Prosiłem o lutość, ojcze możny wiecznie.

Pomniąc na swe drogi czasów przepuszczonych

Odwróciłem nogę, jak od obrzydzonych,
A wyprostowałem bieg ku gościńcowi
Twej wolej; bądź wodzem, proszę, pielgrzymowi.

Gotówem, a nie znam ni skąd roztargnienia,

10 
Strzedz wszelkiego woli twojej[15] naznaczenia,

Skoro grzechów troki, którymim związany
Był, tyś oswobodził i poleczył rany.

Za czem i śród nocy porywam się z łoża
Dziwując się, jako wielka twa moc boża,

15 
Jako ty o każdym, kto cię prosi, radzisz,

A jak, z dróg przepaści zwiodszy, złości gładzisz.

Jestem jednym z onych, co się ciebie boją,
I chęć mam zgadzać się z świętą wolą twoją;
Miłosierdziem twojem gdyż ziemia opływa;

20 
Ukaż twe przybytki duszy, co cię wzywa.


CXXIV.
Przed przyjęciem najświętszego sakramentu ciała pańskiego.

Panie nad pany, ojcze wszech lutości
Do stołu syna twego w tej nizkości
Idę, ciałem z krwią jego posilony
Chcąc być a pragnąc pociech, utrapiony.

Idę do dawce żywota, schorzały.

Nieczysty do wód łaski zawżdy trwały,
Ślepy, do światła wieczystej jasności,
Nagi, potrzebny, do pana wszech włości.

Proszę twej tedy łaski nieskończony,

10 
Bym był z choroby swojej uzdrowiony,

Oczyść z brzydkości, oczyść mą ślepotę,
Ubogać nędzę, skryj nagą prostotę,

Bym anielskiego pana, królujących
Rozkażyciela i sprawcę władnących,

15 
Z tą uczciwością, skruchą i miłością,

Wiarą, pokorą przyjął i czystością,

Z tą wolą w sercu mocno utwierdzoną.
Że potem nie ma chęć być złością lżoną;
Zaczem duszy mej skąd by się twierdziło

20 
Zdrowie i codzień pewniejszeby było.

Tak, ojcze łaski, syna jedynego,
Jezusa pana i Boga naszego,
Daj ciało przyjąć, które z Panny czystej
Wziął, chcąc nas wrócić do swobody istej.

25 
Jakobym w ciele tajemnic zakrytych

Jego członkiem wzięt darów był obfitych
Napełnion, które wieki sprawowały,
A w drogach jego bezpiecznym chowały,

Ojcze lutości, daj, bym syna twego,

30 
Którego jako pielgrzym świata tego

Tu zakrytego przyjąć chcę w świątości,
Istotnie widział w niebieskiej radości.



CXXV.

Najśliczniejszy Jezu, przez srogie wylanie
Krwie twej, niechaj źródło gorzkich łez powstanie
Z serca skruszonego, gdy mi się przed oczy
Niewymowna łaska i twa dobroć toczy.

Zwłaszcza gdy przystąpić chcę do twego stoła,

Świątość przyjąć pełną twych tajemnic zgoła,
Świątość dziwną prawie, niebieską ofiarę,
A czci z nabożeństwem dostojną nad miarę.

Świątość, coś, kapłanie sam niepokalany,

10 
Ustawił, abyś stąd w miłości uznany

Chwalon był od ludzi, a pomniąc na mękę
I śmierć twą za nasz grzech, od nas miał swą dziękę.

W środku tak wysokich tajemnic twych, Panie,
Niech się twa przytomność mym posiłkiem stanie,

15 
Niech cię dusza czuje i przed tobą śpiewa,

Niechaj się weseli, co teraz omdlewa.


Ogniu niezgaszony, miłości gorąca,
Słodki Chryste Jezu, dobroci płynąca,
Chlebie, co wszech żywisz, acz cię nie ubywa,

20 
Całyś, acz łaknący pokarm z ciebie miewa.


Oświeć mnie, chęć zapal, poświęć twe naczynie,
Oczyść z złości, łaski niechaj twej napłynie,
Daj tak jeść twe ciało, bym przyjmując ciebie,
Z ciebie i w tobie żył, wszedł i spół był w niebie.



CXXVI.

Najwyższy kapłanie, biskupie prawdziwy,
Jezu Chryste wieczny, któryś, dobrotliwy,
Ojcuś się na krzyżu srogim ofiarował,
Ofiarą czystości byś brzydkich ratował, —

Ty, któryś swe ciało nam dał ku żywności

A krew ku napoju i mdłych sił krewkości,
Daj, to myślić co chcesz, rozumieć statecznie,
Mówić o tym darze, któryś zrządził wiecznie.

Święty chlebie, żywy, śliczny, czysty k temu,

10 
Coś z nieba zszedł żywot dając światu temu,

Wnidź w me serce, wyniszcz ducha z ciałem zwady;
Duszy, ciału użycz do zdrowia swej rady.

Nieprzyjaciele me, co sidła stawiają,
Odżeń, twej bytności niechaj się lękają,

15 
Bym z wewnątrz i z wierzchu tobą ostrzeżony,

Do przybytków twoich prosto był wiedziony.

Tam zasłon nie będzie, tam się tajemnice
Odkryją a święte widzieć dadzą lice,
Sobą swe nasycisz, tam głód ciężki duszy

20 
Nie będzie, a zmysłów pragnienie nie ruszy.


CXXVII.

Racz być miłosierny, proszę, mnie grzesznemu,
Ojcze wszelkiej łaski, ty utrapionemu
Okaż się ratunkiem i mieścem bezpiecznym,
A nikt nie zatrwoży strachem, by chciał, wiecznym.

Oto martwy leżę, Jezu lutościwy,

Powstań, wskrześ mnie, a jać chwałę dam chętliwy;
Nędznym i zemdlony[16], zdrowia nie znam w ciele,
Tyś lekarz, ku tobie oczy niosę śmiele.

Nagim, więc mróz cierpię, ty władniesz pokłady.

10 
Przeto w mym ucisku życz odzieniem rady;

Głodem ginę śród tej tu strasznej pustyni, —
Tyś pokarm, posilić racz, chlebie jedyny.

W pragnieniu omdlewam, — tyś napój żywota —
Ochłodź! a gdy widzisz, że moja prostota

15 
Na głębią przepaści strasznej zawiedziona,

Ratuj, bo nawałność zewsząd poburzona.

Pracowałem krzycząc — przeto oniemiało
Gardło me, a duszy mieśce nie zostało,
Na którem od wody byłaby bezpieczna,

20 
A prawie jej gaśnie władza ostateczna.


Wyrwi mnie z tej toni, posiłko zemdlonych,
Ratuj, należco dusz, ludzi zawiedzionych;
Tyś sam ma podpora, obrońca, wódz mężny,
Tyś król, Pan i Bóg mój, mocą niezwyciężny.



CXXVIII.

Tyż to, mój Panie, Jezu lutościwy
Nawiedzić sługę masz, zbawienia chciwy?

Ale co sługę? Sna nieprzyjaciela,
Com nie był wdzięczen twojej łaski wiela.

Różnych twych darów liczba nieskończona,

Mnie ku pociecham często pozwolona,
Powolnym tobie rzadko uczyniła,
Częściej się tam drąc, gdzieby obraziła.

Lecz prze tę miłość, co cię z nieba zwiodła,

10 
Ludzkim narodom otwierając źródła

Twojej dobroci, i która mieć chciała,
Byś powłokę wziął z człowieczego ciała,

Więc głód, pragnienie, zimno, gorącości,
Prace z pośmiechem, wzgardę, zelżywości,

15 
Bicze, policzki, insze razy srogie,

Aż śmierć na krzyżu zniosły członki drogie, —

Prze tę cię miłość, Jezu dobrotliwy,
Proszę nie pomni, jakom ja złośliwy;
Nie pomni, proszę, owszem oczy swoje

20 
Odwróć a nie patrz na występki moje!


A gdy zasiędziesz na sąd ostateczny,
Przejźry, o Jezu, żem ja tak beśpieczny,
Nie wzdaj mnie z grzechy na winne karanie,
Lecz niech twych zasług darem będą, Panie,

25 
Niechaj zasłoną nieomylną wszędzie,

W każdej mej trwodze, wiecznych czasów będzie
Krew twoja droga, na srogim wylana
Krzyżu, gdyś nas brał z mocy od szatana.



CXXIX.

Boże lutości, zmiłuj się nademną,
A póki czas jest, uczyń łaskę ze mną,

Czas miłosierdzia póki służyć może,
Bądź miłosierny, nie trać wiecznie, Boże.

Straszny mi, Panie, twój sąd ostateczny;

Lecz zażbyś wolał mnie wzdać w on płacz wieczny?
Gdyż z tam podanych cześć nie idzie tobie,
Ani cię wielbią ci, co leżą w grobie.

Przecz, dobry Jezu, bądź mi lutościwy;

10 
O Panie, nie bacz, jakom człek złośliwy.

O słodki Jezu, wybaw mnie z mej trwogi,
O Jezu, stróżem bądź duszy ubogiej.

Pomóż, o Jezu, wniść wśród twych wybranych,
O zbawicielu, w twej wierze doznanych.

15 
Nadziejo, tarczy tych, którzyć ufają,

Przyjmi łzy, prośby niech twą łaskę znają.

Synu spłodzony z najczystszej dziewice,
Przychodzącemu przed twe boskie lice
Nadzieję zmocni, otwórz skarby swoje,

20 
Posil ciałem, krwią, mdłe krewkości moje.


Pokorę zatem, miłość i myśl czystą
Daj; w troskach, smutku, cierpliwość wieczystą;
Niech cię ze wszech sił ma dusza miłuje,
Z tobą, w tobie, się niech wiecznie raduje.



CXXX.

O Jezu, źródło łaski, Jezu dobrotliwy,
O synu łaski pełnej panny, świątobliwy,
Prawdy a miłosierdzia pełeneś, świątości,
Zmiłuj się według twojej niezmiernej lutości.

Ciebie proszę, prze twojej wylanie krwie drogiej,

W on czas, gdyś odkupował naród nasz ubogi,

Omyj złość mą, nie pchaj mnie od siebie, wzgardziwszy,
Ciebie wzywam, aczem jest grzesznik najbrzydliwszy.

O Panie, coś mnie stworzył, stworzywszy krwią kupił,

10 
Nie daj, by nieprzyjaciel mnie z twej łaski łupił;

Nie cierp, aby moja złość mnie potępić miała,
Gdy twa lutość niebieskiej łaski godnym znała.

Obacz a uważ, Boże, co twego jest we mnie,
A co mem własnem być znasz, to wyrzuć precz ze mnie;

15 
Przyjmi k tobie chcącego, póki czas lutości,

Uczyń przybytek zemnie, a chowaj w czystości.



CXXXI.

Panie i stworzycielu wszego, gdzie co żywie,
Który niedołężności me leczysz prawdziwie,
Boś możny, zbawicielem moim będąc k temu,
Łaskę twą ofiarujesz występkowi memu.

Przetoś ty na świat zstąpił, byś zbawił stracone,

A zbawiennymi czynił duchy zawiedzione;
Daj z łaski a dobroci, mnie też pożyteczne
Było, coś ludu swemu dał za skarby wieczne.

Daj, by mocą wylanej krwie i twego ciała

10 
Dusza czysta od grzechów i sprosności trwała;

Broń od niebezpieczeństwa a dzierż na swej drodze;
Niech mnie twe miłosierdzie wyrwie wszelkiej trwodze.



CXXXII.
Przy elewacyej najświętszego sakramentu ciała pańskiego.

Bądź zbawienie wszego świata pozdrowione,
Od wieków ojcowskie słowo uwielbione,

Ofiaro prawdziwa, ciało wieczne, żywe,
Niezmienny żywocie i bóstwo prawdziwe.

Bądź wielbione ciało z panny czystej wzięte,

Coś za nas cierpiało na krzyżu rozpięte,
Któreś rannym bokiem wylało krew z siebie,
Gdy śmierć przyślesz, niech mam swój posiłek z ciebie.

O dobry, o wszelkiej napełnion lutości,

10 
Użyj miłosierdzia, nie pomni mych złości,

Daj by twoja męka mą też cząstką była,
A kaźń złością winną w łaskę odmieniła.



CXXXIII.
Przy elewacyej sakramentu krwie naświętszej.

Bądź krwi Pana mego Chrysta pozdrowiona,
Z boku naświętszego srodze roztoczona,
Co stary i nowy zakon płoczesz z złości,
Omyj, poświęć duszę mą k wiecznej radości.

Panie, któryś nam tu, przy swej ostatecznej

Wieczerzy ciało dał, by we czci statecznej
Nam posiłkiem było, krew strzegła od mdłości;
Daj pamiętać łaski twej wielkiej miłości.

Zmiłuj się, mój Boże, daj, by nie daremnie

10 
Za mię się wylała, owszem to spraw we mnie,

Abym w liczbę twoich wybranych był wzięty,
I wszedł w on przybytek ojca twego święty.



CXXXIV.
Gdy kapłan najświętszy sakrament ciała pańskiego łamie.

O Panie, jak cię kapłan na trzy części dzieli,
Tak się z twoich trzech osób niech każdy weseli,

Który w cię wierzy, Boże, a gdy przyjdzie k temu,
Że więc dług płacić każesz tobie, Panu memu,

Kiedy się serce padać, kiedy język będzie

Swoją mową się brzydził, a oko osiędzie
On sen twardy, — racz ducha wdzięczen być mojego,
Daj wielbić w trzech osobach istność bóstwa twego.



CXXXV.
Po przyjęciu najświętszego sakramentu ciała pańskiego.

Przyjąłeś, Boże wieczny, w mem ciele mieszkanie,
A nie raczyłeś gardzić nędznym dachem, Panie;
Za czem od dyabelskich sideł już beśpieczny,
Wiecznie cię chwalić będzie mój umysł serdeczny.

Daj, Panie, pókim tu żyw, w ciele tem śmiertelnem,

By me serce z chwałą twą nie było rozdzielnem.
Niech cię sławi język mój, a wszytkie krewkości
Niech mówią: i któż rówien twojej wszechmocności?

Niech mój zmysł czuje słodkość istności twej świętej,

10 
Niech będę w środek straży anielskiej przyjęty,

Rościągni rękę swoję a każ ustępować
Tym, co zwykli na me złe swe sidła gotować.

O światło najaśniejsze wiecznej prawdy bożej,
Oświeć mój zmysł a rozpądź mgłę, co duszę trwoży,

15 
Abym się wystrzegać mógł tobie brzydkich rzeczy,

A coć miło, to daj mieć na ostrożnej pieczy.

Już we mnie miej przybytek wiecznie ulubiony,
Bym z tobą, wdzięczny Jezu, bez końca złączony,
Światem gardząc w twą władzą swój żywot oddawał,

20 
A czystem sercem szczerze czcić cię nie przestawał.


CXXXVI.

Dziękujęć, żeś duszą mą nie wzgardził, Panie,
Gdyż w pokorze z skruchą ma w tobie ufanie:
Dziękujęć, żeś się mą nie brzydził wnętrznością,
Owszemeś ją swoją ozdobił istnością.

Przeto na twej pieczy, o mój gościu drogi,

Proszę, niechaj będzie ten pałac ubogi,
I proszę, byś sobie ten gmach tak ulubił,
By go wiecznie nie znał, co chciał, by mnie zgubił.

Strzeż, proszę, rycerzu nieprzezwyciężony,

10 
Aby nieprzyjaciel z wzgardą wyrzucony,

Gdy się z swym posiłkiem o mnie będzie silił,
Za twoją pomocą na wszem się omylił.

Nie wpuszczaj go, Boże, w ten przybytek mały,
Sprawy tobie miłe, daj, by w nim mieszkały,

15 
Daj żywot bez wady, zmysł daj bez zganienia,

O Panie, co pragniesz ludzkiego zbawienia.

Tak ci dusza moja od złego beśpieczna,
Tak ci odda dzięki moja chęć serdeczna,
Tak cię język nędzny chwalić, Boże, wszędzie

20 
Za twoję obronę i ratunek będzie.



CXXXVII.

Dziękujęć, wiecznie możny, ojcze dobrotliwy,
Wrócenia dusz do ciebie i zbawienia chciwy,
Żeś niebieskich tajemnic i wiecznie trwających
Dziś mi użyczyć raczył, zmysł posilających.

Racz drogi me sprawować, w bojaźni twej chodzić,

Daj, aby żywotowi nie mogło nic szkodzić,
Ścieżki nasze przed tobą niech będą bezpieczne,
A ku tobie skłonione, daj, żądze serdeczne.


Niech będzie imię twoje sławne nad niebiosy;

10 
Niech je po wszytkiej ziemi wielbią czyste głosy,

Niech twa dobroć i łaska wszelkich wieków słynie.
A niech szatańska chytrość przed twem okiem ginie.



CXXXVIII.

Dziękujęć, o żywocie wszech żywiących prawy,
Zbawicielu pokornych, Jezusie łaskawy,
Który nas, nędzny lud swój, pielgrzymami znając
I sierotami swemi, cieszysz nie przestając.

Przez kapłański postępek nieba swe otwierasz,

A tu na świat zstępując grzeszne k sobie zbierasz,
Tobie, najwyższy Panie i wiecznie władnący,
Cześć dawa dusza moja i zmysł pałający.

O miłości, coś słowy nie jest wymówiona,

10 
O dobroci, coś zmysły nie jest ogarniona,

O Panie, co chcąc tylko byś z ojcem zjednoczył,
Ciałoś swe za nas wydał i krew swą roztoczył,

Racz mi to, proszę cię, dać, by ten znak miłości
I sakrament twój święty mnie strzegł od ran złości,

15 
Niech mnie posila, Panie, w sprawach wdzięcznych tobie,

Póki mi tu trwać każesz, niż wzowiesz ku sobie.



CXXXIX.

Boże wszechmocny, ojcze syna wiecznej chwały,
U którego pokornych głosy wdzięcznie stały,
Co prośbę i milczących, łaskawy, rozumiesz,
A wedle ich zbawienia co chcesz, zrządzić umiesz,


Ja tobie dzięki czynię, żeś godnym uczynił

Mnie twych[17] świątości, a to, com ci był przewinił,
Odpuściłeś łaskawy, łącząc mnie od złosnych,
Ostrożnym być mi każąc od postępków sprosnych.

A gdyż nademną twoje imię jest wzywane,

10 
Daj, niech drogi przewrotne będą zapomniane.

Złącz mnie z miłymi[18] tobie, a duch świątobliwy
Twój niech zmysły me rządzi, pókim jedno żywy.

Ucz rzeczy niewiadomych; niedostatki moje
Doskonałością oświeć; a co znam, że twoje

15 
Źrenice rade widzą, daj czynić serdecznie,

Abyś mnie zatem w łasce swojej chował wiecznie.

Kapłany, sługi swoje, daj niepokalane;
Króla chowaj w pokoju, a zwierzchności dane
Dzierż przy sprawiedliwości; niebo życzne zdrowem

20 
Powietrzem zdob’ a ziemię daj z dochodem nowym.


Lud chowaj w opatrzności, na wszem doskonały,
Nieprzyjaciel niech leci pod nogi zuchwały;
W żywocie niewinności strzeż nas, dobrotliwy,
A zatem ci cześć odda wszelki człowiek żywy.

25 
Panieńskiej czystości strzeż, małżeństwem złączone

W statecznej wierze chowaj, potwierdź nieuczone,
Niemowlątka chować racz do onego wieku,
Aż zniosą w twojej chwale kres dany człowieku.

Nowotne w wierze utwierdź, a jeszcze błędliwe

30 
Naucz swych naśladować, drogi znać prawdziwe;

Nas wszytkie zgromadzić racz, a w one pokoje
Wiedź, gdzie w wiecznej radości masz przybytki swoje.



CXL.

Napełni usta me, Panie, twoją chwałą,
A wargi ozdobić radością racz trwałą,
Żebym twoje imię sławił nie przestając,
Twą wielmożność wielbił wszędy nie ustając.

Dzięki czyni tobie, Chryste, Boże wieczny,

Dusza ma pokorna i umysł serdeczny,
Żeś ciała i krwie twej nas uczestnikami
Mieć chciał, grzechy nasze gładząc z występkami.

Więc życzysz wdzięcznego żywota i za tym

10 
Straż dawasz, by dusza zdradom wichrowatym

Uchodząc, beśpieczną była od zginienia;
Bądź cześć, chwała tobie, Panie, bez skończenia.



CXLI.

Dziękujęć, o Boże mój, żeś, acz niegodnego,
Raczył, ojcze, przypuścić do stołu twojego,
I uczyniłeś ducha mego ucześnikiem
Łaski w sprawie kapłańskiej, acz się znam nędznikiem.

A gdyżem twe stworzenie, nakłoń ucha, proszę,

Daj, niech z tego przyjęcia[19] posiłek odnoszę,
Niech to będzie wszem żywym i zmarłym k ochłodzie,
Obroną od zginienia, ratunkiem w przygodzie.

Daj, abyśmy w radości na twój sąd powstali,

10 
A obcując z twoimi wybranymi trwali;

Niech twój syn, sędzia główny, na prawicę stawi,
A z swemi owieczkami wiecznie błogosławi.



CXLII.

Niechaj, o Jezu Chryste, ta twa świątość będzie
Naszem zdrowiem, niech gładzi nasze grzechy wszędzie;
A gdyż nam ku zbawieniu twa podjęta męka,
Niech z nami ku obronie będzie twoja ręka.

Dla nas piłeś gorzką żółć, abyś w nas gorzkości

Zmorzył, nieprzyjaciela straszliwej srogości;
Dla nas pojoneś octem, aby mdłości moje
Swe posilenie brały i moc w trwogi swoje.

Dla nas uplwanyś, Panie, abyś nas pokropił

10 
Rosą nieśmiertelności, a gdy nas grzech topił,

Tyś od nas nawałności wszelakie odwrócił,
A chcąc lud mieć beśpieczny, na sięś je obrócił.

Kruchą trzciną jesteś bit, abyś nas, nietrwałe,
Do wiecznego żywota czynił doskonałe;

15 
Cierniemeś koronowan, abyś w cię wierzące

W korony twej miłości przybierał gorące.

W prześcieradłoś obwinion, abyś nas odziewał
Łaską i pobożnością, a stąd radość miewał;
Więc w nowym jesteś grobie martwym położony,

20 
By w nowej łasce nowy świat był utwierdzony.


Niechaj tedy, o Jezu, ta twa świątość wszędzie
Stróżem grzechu a łaski twej przyczyną będzie;
Niech zdrowie ciału dawa, dusze od zginienia
Niech broni, o obrońco wiernych pokolenia!



CXLIII.

Miłuję, ojcze, ja ciebie, miłuję,
Lecz nie tak, jak chęć pragnie,
Bo więcej usiłuję

I znam żal, że moc mniej niż wola władnie,

Bobym dla ciebie wszytko wzgardził snadnie.


Lecz na szyi ma ciężkie jarzmo dusza,
Nikczemnościami spięte
Tak, iż się ledwo rusza,
Za swoje miłe skarby przedsięwzięte,

10 
Zdradne nadzieje z obłudą przyjęte.


Zmysł nieostrożny jej tak jest zmocniony,
Iż, gdzie chce, gwałtem wlecze
Łańcuch na nię włożony
Woli, która ją swym uporem siecze

15 
A z przystojnych dróg ściągnąwszy precz ściecze.


Stad, zbawicielu, niepamięć przychodzi
O tobie; i z błędów w błędy
Gdy ją żądza zawodzi,
Żądza, wódz zdradny i omylny wszędy,

20 
W łasce twej szkodząc, jako może kędy.


Bym twe ozdoby widział nieskończone,
Bez cielesnej zasłony,
Jak dusze uwielbione,
Które twej łaski promień niezgaszony

25 
Ogarnąwszy, wniósł przed anielskie trony.


Subtylny promień twej ślicznej jasności,
Nade wszytkie mogący,
Tego świata marności
Z myśli mojej by wypalił, gorący,

30 
Tobą mnie ciesząc, w sercu pałający.


A jak Clitia, iż słońce miłuje,
Tak nadobne od wieka, —
Milcząc po niem styskuje

A swojem okiem poglądając z lekka

35 
Kołem przywykłem pochodzi daleka, —


Tak ja źrenicą oczu mych serdecznych,
Ku tobie obróconych
Z onych żywiołów wiecznych,
Duszębym cieszył, a żądzy mierzionych

40 
Drogę precz puścił, w niepamięć rzuconych.


CXLIV.
SONET.

Z twej śmierci, Jezu, dochodziem żywota;
Śmierć podejmując dla nas, władzą śmierci
Bierzesz, a z twej k nam miłości tej śmierci
Moc dawasz, co nas wpuszcza do żywota.

Śmierci, ty godność przechodzisz żywota,

Bo tobą człek ujść może wiecznej śmierci;
Nie ma nic nad cię, święta, wdzięczna śmierci,
Droższego ten skarb zmiennego żywota.

Przeto i mnie zbrzydł żywot, pragnąc śmierci,

10 
Gdyż śmierć tylko wwieść może do żywota;

Tak wielka waga w mych zmysłach tej śmierci.

Tak ja mrąc żyję, konam tak, żywota
Dochodzę i tak pożądam tej śmierci,
Że w niej jest rozkosz mojego żywota.



CXLV.

Synu wieków Pana, Jezu dobrotliwy,
Królu nieba, ziemie, o Boże prawdziwy.
Dla twych ran cię proszę, coś ukrzyżowany,
Ryś nas zbawił, racz dziś zleczyć moje rany.


Racz strzedz przez wszytek wiek śmiertelnie zgrzeszenia,

Zelżywości, pokus, złej sławy, zgorszenia,
Pośmiechu złośliwych i takiej przygody,
Z której dusza twój gniew — nieżyczny znał gody.

Straż pilną, Boże mój, o mnie racz mieć zawżdy,

10 
Od nagłej i inszej sprosnej śmierci każdy

Racz strzedz, od płomieni otchłani piekielnych
I przepaści z wieczną męką nierozdzielnych,

Boże dobrotliwy, niechaj to odnoszę:
Dziś i zawżdy czynić (o to pilnie proszę)

15 
To, co tobie miło; daj tego uchodzić,

Coby na twej łasce duszy mogło szkodzić.

Boże miłosierny, źródło wszech lutości,
Nad sprawą rąk twoich, wszędy łaski dości,
Prze twe rany drogie, zacność męki twojej,

20 
Śmierci sprawiedliwych życz jedynej mojej.


Świętej i pobożnej śmierci życz, życz końca,
Coćby się spodobał; o wieczny obrońca,
Daj, bym pierwej ciałem był, krwią twą pojony
I olejem świętym dostojnie sprawiony.

25 
Zdrowy zmysł, nadzieję stałą, mocną wiarę

Daj w ten czas, gdyć ducha oddam za ofiarę,
Daj znać twoję łaskę, a w chwale, co wiecznie
Trwać będzie, bym, Panie, z tobą żył społecznie.



CXLVI.

O jak zły owoc niepowściągliwości!
Gorzkość w nim jak żółć, a miecz mniej srogości
W sobie ma ostry, bo zaż co niszczeje
Straszniej, jak w kim złość podporą nadzieje?


O, jako dusza moja jest wzgardzona,

Jak lekkoważna i wszem ohydzona,
Jak zgasła, a jej sławę złość stłomiła,
By sen, co z siebie źrenica złożyła.

Obraz jej z pańskich przybytków rzucony,

10 
W księgach żywota jej wiek nie wspomniony,

Stała się jako puhacz wszem straszliwy,
Albo wróbl w pustkach, bez drugich teskliwy.

Wejźrysz po stronach, jakby lunął wodą,
Niemasz nikogo, by chciał być ochłodą,

15 
Nie ujźrysz, ktoby znajomym się liczył,

Albo w ucisku pociechy użyczył.

W takiej, o Boże, w tej dusza ma toni;
Nikt nie ratuje, życzliwy precz[20] stroni,
Stałem się jako naczynie wzgardzone;

20 
Me imię ludzkim językiem zelżone.


Jednęż drogę wiem, tak żalem strapiony
Twej łaski szukać; a ty obrażony,
Widząc mą żałość, znając me gorzkości,
Racz się poruszyć, proszę, ku lutości.



CXLVII.

Dosyć już, duszo, niestałości było,
Dość odmian w gorsze, dość w to, co cię lżyło,
Przemień się w skałę i opokę twardą,
W świętej pokorze bądź pokusom hardą.

Hardą pokusom bądź świętą pokorą,

Nieprzyjaciele twoi niechaj biorą

Z żalem zelżywość, kiedy twoje siły
Pańską pomocą będą się szczyciły.

Przemień się w krzemień, ten niech ogień dawa,

10 
Co w niebo świeci, nie, co na śmierć wzdawa;

Niech twoje serce do chwały zapala
Wiecznej, a gniewu pańskiego oddala.

O Boże wieczny, co rządzisz niebiosy,
Przyjmi łkanie me, przyjmi rzewne głosy;

15 
Gdy o ratunek dusza ma się wznosi

Do ciebie, ściągni rękę, daj, ocz prosi.

Daj niezmienną moc, życz tu, w niewinności,
Daj stałość, strzedz się wszelkiej nieprawości,
Daj, niech twa wola mnie weseli wszędzie,

20 
A to, coć brzydko, niech we mnie nie będzie.


Złość wieków przeszłych niech ci na pamięci,
Ojcze, nie będzie, i niech mnie nie smęci
Twój gniew. O Panie, wyrwi z dróg brzydliwych,
Daj ku twej czci żyć w ścieżkach świętobliwych.



CXLVIII.

Od wszech złości mych oczyść, Boże wieczny,
Bo mnie i głupi wzgardza i wszeteczny.
Ja milczeć muszę, bo moc twoja wielka,
Lecz ulży ręki, zginie boleść wszelka.

Władza twej mocy tak mnie poniżyła,

Że od karania już zginęła siła;
Złości w tym winne, że duszę mą smucisz,
A dziw, że na grunt piekielny nie zrzucisz.

Żyły me twój gniew zrównał pajęczynie,

10 
Wżdy próżno, acz schnie człek w każdej godzinie,

Chciej głos mój słyszeć, przyjmi moje prośby,
A płacz mój znając, wściągni gniew, zmień groźby.

Nie zwłócz, bom pielgrzym, cudzoziemiec k temu,
Jak i przodkowie moi, oku twemu.

15 
Sfolguj, daj wytchnąć, póki stad nie zejdę

Na ono mieśce, skąd nazad nie przyjdę.



CXLIX.

Czekał[21] w nadziei człek nędzny, troskliwy,
Owa Pan wejźry a jak, dobrotliwy,
Głos mój usłyszy, więc ściągnąwszy rękę,
Zmieni mą nędzę, zmysłom ciężką mękę

Wyrwie z jeziora moich doległości,

Wprowadzi na grunt pełny wszech pewności,
Drogi me w łasce swojej wyprostuje,
A ich bezpieczność strażą obwaruje.

Wpuści w usta me wesela głos nowy,

10 
Zaczem wnet chwałę da język gotowy,

Co wiele inszych widząc (acz się strwożą)
Uczyć się będą żyć pod łaską bożą.

Błogosławiony, komu imię pańskie
Mocną nadzieją, bo sidła szatańskie

15 
Ten snadnie potrze a omylne chęci

Wzgardzi, puszczając obłudę z pamięci.

Czyniłeś, Panie, zawżdy cudów wiele,
Cóż, gdybyś ucisk mój zmienił w wesele?
Przeczbyś co czynił, rada nie wytkniona;

20 
Proszę, niech dusza wydchnie[22] utrapiona.


CL.

Boże, na ratunk, proszę, bądź chętliwy,
Gdym w swym ucisku nędzny człek troskliwy,
Nie odwłócz, Panie, a racz mnie ratować,
Ty sam tem władniesz, nie daj mi szwankować.

Wzdaj tych na hańbę, niech będą zelżeni,

Co na mej dusze ucisk rozsadzeni,
Odwróć ich rady, niech się wstydzą złości,
Zetrzy te, którzy pragną mej żałości.

Niech się weselą, niechaj się radują,

10 
Co cię szukając naleść usiłują,

Niech mówią krzycząc: bądź wielebny wiecznie,
Boże nasz; woli twej strzegąc serdecznie.

A ty, gdyż widzisz, żem smutkiem ściśniony,
Racz być na ratunk, ojcze mój, skłoniony;

15 
Bądź mym posiłkiem, o mocny obrońca,

A mym uciskom nie odkładaj końca.

Nie opuszczaj mnie, ojcze dobrotliwy,
Nie odstępuj mnie, gwałt cierpię troskliwy,
Spiesz się z ochłodą, kwap się mnie zachować,

20 
Bez ciebie nikt mnie nie może ratować.


CLI.

Dobry Jezu, o moja ucieczko prawdziwa,
Przyjęmco, zbawienie me, w którym, acz omdlewa,
Dusza swą nadzieję ma, ufa, wierzy tobie,
I twą[23] wszytka być pragnie, przyjmi ją ku sobie.

Jak jeleń spracowany chłodnej szuka wody,

Tak, źródło żywe, k tobie dusza ma przechody

Wiedzieć żąda, chcąc czerpać z źródeł obfitości
Zbawiciela swojego rzek, wszelkiej wieczności.

Jak najemnik ku końcu wzdycha prace swojej,

10 
Tak ja ku tobie, Panie. Użycz prośbie mojej

Ucha boskiej lutości, niech przed cię przychodzi,
Boże, wołanie moje a pomoc przywodzi.

Jam jest owca błędliwa, pasterzu łaskawy;
Szukaj jej a w klipę swych prowadź, stróżu prawy,

15 
Odmień płacz mnie w wesele, nakłoń twego ucha,

A racz głos przyjąć, Panie, strapionego ducha.

Nie patrz na mą niegodność, lecz dla twej lutości
Racz mi się dać w dziedzictwo, królu wysokości,
Nie zawieraj przedemną drzwi swojej owczarnie,

20 
Bo szatańska szczeka tuż, nie daj ginąć marnie.


CLII.

Córo Syońska, zrzuć łańcuchy z szyje,
Niech dana wolność w więzieniu nie żyje,
Z rąk i nóg twoich otrząśni okowy,
Wyrwi z niewoli ozdoby twej głowy.

Ciernie precz wykop i oset kolący,

Siej na nowinie i roli rodzący,
Obrzeż się Panu, a myśli swych zbytek
Porzuć pod nogi Panu twemu wszytek,

By kiedy nie wstał gniewem poruszony

10 
A ogień puścił, z tej i owej strony

Objął płomieniem a w ciężkości takiej
Niskąd nie było pomocy nijakiej.

Wstań, woła na cię Pan, a spiesz się k niemu;
Poddawszy ramię brzemieniu swojemu,

15 
Nieś swe uciski, złóż i doległości

Przed oczy święte Pana wszech lutości.

Za podle siebie kiedy cię postawi,
W on czas niech ci się, jak kto raczy, stawi,
Nie będzie ta moc, być była straszliwa,

20 
O Panie wspomóż, dusza władzej zbywa.


CLIII.

Ach Panie, i cóż widy jest i przeczże się dzieje,
Że deszcz we dnie i w nocy bez przestanku leje?
Alboć przeto, że nasze serca zatwardzone
W złościach, więc niebo za nas w łzy jest obrócone.

O Boże, coś i z wody sakrament ustawił

A żywot chrześcijański z pogan przezeń sprawił,
Prosiem, wysłuchaj głosy ludzi tobie wiernych,
Racz wściągnąć, dobrotliwy, niepogód bezmiernych.

Bicz twój żywioła tego w tajemnic twych skutek

10 
Obróć, uśmierz strach w ludziech, uskrom’ w sercach smutek;

Daj, co się ku twej chwale w wodzie odrodzili,
By tym gniewem wzruszeni w twych drogach chodzili.



CLIV.

Jak spracowana i pragnąca łania
Szuka wody chłodzącej,
Tak dusza, bez przestania
Z światem i jego sprawy się biedzący,

Chce cię, zdroju żywiący.


Z którego, jak z dziś dobytej krynice
Wdzięczne potoki wstają,
Zatapiając tesknice,

Myśl świętej chęci hojnie napełniają,

10 
Miłować cię wzbudzają.


I będzież kiedy, że oswobodzona
Z tych doczesnych ciężkości,
Z żywota obłud, ona
Ku pałacom twej niebieskiej radości

15 
Puści skrzydła wolności?


I kiedyż tego błędliwego wieku
Puszczej błotnej, straszliwy,
Dam tył? Skąd bieżeć człeku
Za tobą się chce, o wodzu życzliwy,

20 
Tuż w trop twój świętobliwy.


Wynidzież kiedy, zwyciężywszy trwogi,
Z onych trosk, które sieje
Świat, z nich czyniąc szturm srogi,
Z zdradnych rozkoszy, omylnej nadzieje,

25 
Czy w nich dusza zniszczeje?


Weź styr sam, Panie, łódki utrapionej,
Wieź, jak żeglarz życzliwy,
A gdy ciężar ulżony
Z towarów będzie, co kładł świat zdradliwy,

30 
Wnet wpłynę w port prawdziwy.


I ujźrę na twem wszech jasności ciele,
W twarzy oświecający, —
Z której Oryzon śmiele
Swe światło bierze, gdy każesz, władnący —

35 
Raj, wieczny wiek dający.


O dniu pożądny, o czasie wesoły,
W którym upadnie trwoga,
A dusza spół z anioły

Ten świat obłudny wzgardziwszy, nieboga,

40 
Wnidzie do Boga!


CLV.

O wieczny Boże, studnico lutości,
Wejźry, proszę cię, na moje żałości,
Które mnie zewsząd nad miarę ścisnęły
I zmysły zjęły.

Snam cię opuścił, przetom człek zelżony;

Odstępiłem cię, więcem w proch rzucony;
Wzgardziłem, Panie, twych wód potok wieczny,
Stąd ból serdeczny.

Uzdrow’ mnie, ojcze, a stanę się zdrowy;

10 
Zbaw’ mnie, a trwoga nie tknie mojej głowy;

Tyś ma ozdoba, z ciebie mnie cześć wstawa;
Niech nie ustawa.

Oto mi mówią: Gdzie są obietnice
Pańskie? Niech przyjdą! A stąd mnie tesknice

15 
Nie tkną, bo zmysły ludzi się nie boją

Za strażą twoją.

Nie trwoż tylko ty, o nadziejo moja,
Niech mnie w trapieniu strzeże łaska twoja,
A jeśli mnie w czem tknie człowiek złośliwy,

20 
Karz, dobrotliwy.


Niech zelżon będzie, kto mnie prześladuje,
Na mnie shańbienia niech nikt nie najduje,
Niech je żrą trwogi, niech je strach zabija,
Mnie złe niech mija.

25 
Rozmnoż żałości w ich dniach niezliczone;

Pośpiesz; niech, Panie, rychło widzą one,

Ile mnie życzą, daj tyle troj onym
Skutkiem dotknionym.



CLVI.

Żałość serce żre, łzy psują źrenice;
Boże mój wieczny, obacz me tesknice,
Niemasz ratunku i nikogo z onych
Mnie ulubionych.

Zaż co złego jest; by dusza nie znała?

Tylko śmierć; i tej mniejby się lękała,
Niż takich żalów, jakie mnie trapiły
Psując me siły.

Powinni, krewni, wszyscy mnie wzgardzali,

10 
A na mą hańbę straż swą rozsadzali,

Prześladując mnie, wiedli w mieśce ciasne,
Niewoli jasne.

Wszytkie me drogi łzami opływały,
Ktoby z pociechę do mnie szedł, nie znały,

15 
Wrota otworem, kłotki pogwałcone,

Smutkiem stłuczone.

Służebnice me i słudzy życzliwi,
Jako sieroty chodzili troskliwi;
Dusza gorzkością srogą napełniona,

20 
We mnie trapiona.


Dziatki niewinne, ledwo oglądane,
Na świat przyjęte, zaś wskok z świata brane;
Śród mych ciężkości to ochłody moje:
Łez gorzkich zdroje.

25 
Z ucisku mego cieszył się złośliwy,

Iżeś ty tak chciał, ojcze dobrotliwy;

Odmień ich radość, ulży swojej ręki,
Skończ moje męki.

Nieprzyjaciele głowy pilnowali

30 
A obfitszymi we wszem się stawali.

Czemuż, o Panie? Przyczyn gorzkości
Sna me krewkości.

Lecz zaż jest, Boże, kto nie grzeszy tobie?
I aniołowie nie są w takiej próbie!

35 
Nie chciej, o Panie, wchodzić w sądy zemną,

Bo śmierć nademną.

Zdradne przeciw mnie języki puszczali,
A jadów pełną mową zabijali,
Co za moję chęć mnie szanować mieli,

40 
To zelżyć chcieli.


W tem serce moje modłą się bawiło,
Żeś je wysłuchał, pokorą sprawiło;
Stąd co me dobre złości oddawali,
Twój gniew poznali.

45 
Gdy mnie smucili ludzie nieprawdziwi,

A bez przyczyny trapili złośliwi,
Tyś mi obrońcą powstał, tyś żałości
Mienił w radości.

Lżycieś mnie nie dał, gdy fałsze wstawały,

50 
Takie twe łaski moje łkania znały.

Niech i dziś widzą, żeś ty mój stróż drogi;
Broń mnie od trwogi!



CLVII.

Chwalcie Pana anieli jego niezwyciężni,
I którzy świętą wolą czynicie, potężni;

Chwalcie Boga zastępów wojska przeraźliwe,
Któreście rozkazania jego pełnić chciwe.

Chwalcie Pana, ile was świętych kiedy było,

Pana, którego imię nieba przewyższyło,
Pana, którego chwała przeszła świata brzegi
I co rządzi niebieskie od wszech wieków biegi.

Jego sprawy z waszych ust chwałę niechaj mają,

10 
W krajach, gdziekolwiek jego wszechmocności znają,

Gdzieżkolwiek władzej jego wiadomość dochodzi,
Z ust, Panie, żywiących dusz niech ci się cześć rodzi.

Boś mnie z ucisku mego, ojcze, wyswobodził,
Niechętnemuś zabronił, że mnie nie uszkodził,

15 
Gdy mówił nieprzyjaciel: »upadł, wykrzykajmy,

Dzierżmy, a iżby nie wstał[24], pilnie przestrzegajmy«,

Bóg się mej nędze podjął, przyjął mnie w obronę,
W tem oko me pojźrało w tę i owę stronę,
Ujźrałem władzą pańską i chęć ludzkiej złości;

20 
Ta zeszła; Pan obrońcą wszelkiej niewinności.


Niech go wszelki głos chwali, którykolwiek żywie,
Wszelka myśl, miłosierdzie niech sławi chętliwie,
Niech będzie Panu memu z chwałą wieczna dzięka,
Gdyż on sprawił, że w radość zmieniła się męka.



CLVIII.

Łuk, wszelakiej trwogi pełen i żałości,
Z strzałą Pan wyciągnął, chcąc karać me złości;
Co gdy dusza moja troskliwa poznała,
Grzech znając, wnet zniknąć, by gdzie było, chciała.


Każ jej, proszę, zostać, każ ustąpić trwodze,

Niech twój gniew ucichnie, bo mnie doległ srodze,
A jać w twym kościele dam z ofiarą dzięki,
Pamięć wiekom twojej lutościwej ręki.

Węzeł doległości, ciężar mojej głowy,

10 
Co żywot skracając, kres dawa gotowy,

Łkanie piersi targa, łza źrenicę psuje,
A nie sfolgujeszli, strach śmierci zgotuje.

Żywić me ubóstwo mnie w pokorze chciało,
Lecz mu w twej niełasce możności nie stało,

15 
Bo zmysły zniknęły, z mieśc zstąpiły kości,

A wszelkie ozdoby zgubiły krewkości.

Kogóż mam do ciebie obierać rzecznika?
Kto się mnie przed tobą podejmie, nędznika?
Lud wybrany, Panie, z tobą królujący,

20 
Za mną prosić będzie ciebie, władający!


Wskisiawszy me rany stały się smrodliwe,
Lecz je zleczyć mogą twoje dobrotliwe
Wyroki. Ojcze mój, zmiłuj się nademną
A chceszli grzech karać, wżdy sam racz być zemną.



CLIX.

Jak prędka i lękliwa
Łania przed paznokciami
Srogimi, spół z dziatkami,
Których obronić chciwa,

Zbiega na dalę lwa widząc, straszliwa.


Tak też przed drapieżliwym
Smokiem, stanu ludzkiemu
Przeciwnym, zbieżeć jemu

Pragnąc, dusza kwapliwym

10 
Pędem uchodzi w żywocie teskliwym.


Lecz któż może bez twojej
Rady, Panie, tak stronić,
By się mógł temu schronić,
Co chytry w sprawie swojej

15 
A w pierzu zgoni i dobędzie w zbrojej?


Gdyż sieci rozstawione
Ma, gęstsze sidła, wędy,
Niż liście w lesiech wszędy;
Rzedsze ziołka puszczone

20 
Z ziemie, na wiosnę, niż zdrady rzeczone.


Niemasz w świecie kochania,
Gdzieby ten nie przyskoczył,
Swych jadów nie natłoczył.
O świecie, o starania,

25 
Gospodo złości, zdrad i[25] oszukania!


Gdzież swój bieg wyprostuję,
Niestetyż, bym omylnie
W sidłach nie uwiązł silnie,
Które zewsząd gotuje

30 
On, co w upadkach ludzkich rozkoszuje?


Ty, co niebezpieczności
Te znasz i wiesz mą trwogę,
Gdy chęcią wzmódz nie mogę, —
Przecz, jak ociec lutości

35 
Syna nie wyrwiesz z takowej srogości?


Przecz twe niezwyciężone
Ramię, o wieczny Panie,
Przed którem drżą otchłanie,

Sideł nie potrze zgromadziwszy one,

40 
Aby człek zmysły miał oswobodzone?


CLX.

Chwali cię dusza moja, Boże wieczny,
Twe imię sławi cały zmysł serdeczny,
Dziękić oddawa mój duch, jakie może;
Łaski twej nigdy nie przepomnę, Boże.

Który mym grzechom jesteś lutościwy,

Wszytkie bole me leczysz miłościwy,
Nie chciałeś cierpieć mojego zhańbienia,
Zdrowo bez wszego strzegłeś uszczerbienia.

Okazałeś mi, że nigdy bez ciebie

10 
Człowiek nie umrze, ni zachowa siebie,

A co więc gorsza, ani przyjaciele,
Gdzie ciebie nie masz, za nic prace wiele.

Moc twojej władzej dałeś znak nademną,
Chocia nadzieja już tęskniła zemną,

15 
Gdy ubywało otuch niewinności,

Aliś ty weźrał, rozkwitły radości.

Dałeś znać smutek i żale straszliwe,
Lecz gdyś usłyszał me prośby rzewliwe,
Łaski wzruszywszy, wneteś mnie ratował,

20 
A, jako ociec syna, mnieś zachował.


Wysławiać cię chcę, chwalić imię twoje
Będę na wieki. A jeśli czas swoje
Biegi dłuższe ma, żeś w czem dobrotliwy,
Świadczyć to będę, bom doznał, troskliwy.

25 
Chwalcie spół zemną Pana, ludzie święci;

Niech nieskończone niosą to pamięci,

Że dobroć jego niebiosa przewyższa,
A w jego pieczy dusza i naliższa.



CLXI.

Ustąpcie, wy Muzy, bo wasze śpiewania
Izaż mogą, wściągnąć moich łez i łkania?
Gdy mnie ból mój trapi a boleść serdeczna
Chce, bo mnie odmiana nie uznała wieczna.

Lecz gdyż przed pysznemi drzwiami człek ubogi

Często śpiewa, acz ból i głód trapi srogi;
Temu gdyżem rówien, śpiewając, lutości
W niebie żebrać będę w każdej doległości.

O Panno, na ratunk mnie zawżdy chętliwa,

10 
Córko boża, boża matko dobrotliwa,

Teraz, teraz oczy racz też skłonić swoje,
A łzami oblane przyjmi prośby moje.

Tobie ja i za to, ze mówię, dziękuję,
A w swoim języku jeszcze władzą czuję,

15 
Tobie za to, że wżdy, śród żył, czuję duszę

Pod kościami swemi, dziękować ja muszę.

Nad to troje nic w mem ciele nie zostawa,
Nic czwartej żałości we mnie nie uznawa.
Krew łzami wyciekła, zginęła ozdoba;

20 
Co żal umie, na mnie dostateczna próba.


Barwa i członki me, te — jakie miewają
Ciała zmarłych, co więc po nocy bujają;
Oczy, — jakby z jamy strasznej wyglądały,
A źrenice więtszą część wzroku stradały.

25 
Równy się zdam męką Prometeuszowi,

Który był na skale przykowan ptakowi;

Jak on władze nie miał, z opoki zwieszony,
Tak sobą nie władnę bólem zwyciężony.

Więc serce drapieżni żarli mu sępowie —

30 
Mnie żal wnętrzność suszy zmysł trapiąc surowie,

Chwila dla ulżenia żadna mi nie dana,
I we mnie ochłoda nigdy nie uznana.

On ptaka czemkolwiek mógł kiedy zatrwożyć,
A tem nieco męki na stronę odłożyć,

35 
Lecz ja rady nie mam w tem, co trapi serce;

Tak długo cierpliwy król najwyższy mieć chce.

Tak się to[26] królowi zdało najwyższemu,
Który długo cierpliw z tą łaską złosnemu
Karanie znieść kazał za niezmierne złości,

40 
Przy kaźni chciał dać znak swej wielkiej lutości.


Zasłużyłem więcej, ojcze dobrotliwy,
Dawnom piekła godzien, bom człowiek złośliwy;
Bo sna ten grzech nie jest, bym go nie skosztował,
Aczem syn twój, wżdym się z przeciwnym buntował.

45 
Wielka dobroć w tobie; bo, com potępiony

Już być miał, to karzesz, szkodzić z żadnej strony
Nie chcąc ani puścić zguby na złą głowę,
Boże, miłosierny nad wszytkę wymowę.

Zaprawdę, gdybym miał sądzić złości swoje,

50 
Prędkibym wyrok dał sam na żądze moje,

Każąc, abym w wieczne ognie był wrzucony,
A piekielnym wężom za pokarm zlecony.

Ty nic takowego nie każesz, łaskawy,
Nie jak sędzia, ale jako ociec prawy,

55 
Mając na tym dosyć mnie pokarać mało,

Jak matka, gdy dziecię u wód się zastało.

Przydaj co ostrszego, proszę, gdyż wiadoma,
Że gdy karzesz kogo, masz go pod skrzydłoma,
A ty Panno, przybądź i proś syna Boga,

60 
By mnie przemóc nie mógł żal, ból, płacz i trwoga.


Abym się nie skarżył, ni Boga zwał srogim,
(Co smutny rad czyni w umyśle ubogim),
Krzyż, co na mię włożył, niech znoszę cierpliwie,
Wiedząc, że go ma złość przewyższa prawdziwie.

65 
I śmierć niech mi będzie wdzięczna, jeśli onej

Już Pan kazał z kosą do szyje zemdlonej;
Acz nie wiem, przeczby mi też być straszną chciała,
Gdyż się z dwu przymiotów nędznym wdzięczna stała.

Ciało zabijając już możność ustanie

70 
Grzechem i złościami ciebie gniewać, Panie;

Duszy da przyczynę wyniknąć z ciemności;
Daj godzinę, proszę, Boże, tej godności.

Wtenczas okiem ujźrę, czego myśl nie może
Dosiądz ani słowem pomienić, o Boże,

75 
Ciebie, królu, z twymi; wtenczas, o królewno,

Wzowiesz, a przed nogi swe sieść każesz na pewno.

Bo w tem zażbym zwątpił? Wierzę, że tak będzie,
Gdyżeś mym ratunkiem w trwogach była wszędzie,
Jesteś przy mnie zawżdy i, proszę, bądź wiecznie,

80 
Zwłaszcza tu, na tym świecie, broń złościam statecznie.


CLXII.

Panie, twarz swą przybraną
W rumianość uczciwości,

Serce pełne żałości,
Pod gwiazdą niewidaną,

Niosę złości swych liczbę niesłychaną,


By mnie z mego brzemienia
Twa lutość wybawiła,
A w tymby się omyła
Chęć pełna obelżenia,

10 
W potoku moich gorzkich łez płynienia.


Nie tak śćkło przebijają
Róże białe, czyrwone,
Jak złości popełnione
I myśli, co powstają

15 
W sercu mem, przed twe oko wynikają.


Przed twojem światłem, Panie,
Nic tajnego nie będzie,
Szerz, dłuż, głębokość wszędzie,
I zaćmione otchłanie

20 
Wzrok twój przechodzi, a jasno, gdzie stanie.


Ty znasz me błędliwości,
Serce, co skruchę rodzi,
Z której źródło wychodzi
Łez gorzkich, a w żałości

25 
U ciebie, Boże mój, żebrzę lutości.


Jak ptaszek żałobliwy
Po towarzyszu często,
Gdzie gałązki tkwią gęsto,
Styskuje, tak troskliwy

30 
Ja krzyczę, byś mnie wspomógł, dobrotliwy!


A jeśli mdłe krewkości
Złośny nałóg uwodzi,
I z kwapliwością szkodzi

Tak, iżby twej srogości

35 
Godzien; chciej pomnieć me niedołężności.


Wiesz, żem z ziemie stworzony,
Podłej, wilgotnej, ciemnej,
Więc w naturze nikczemnej,
Jak sen, błąd rozmnożony —

40 
A zmysł przeciwko duchowi zjątrzony.


Upaść — zwyczaj człowieczy;
Powstać — sposób anielski;
A ty, Panie niebieski,
Wiedząc o wszelkiej rzeczy,

45 
Znasz łzy, co mają grzechy me na pieczy.


Podaj rękę, co władnie,
Wznieś me upadłe serce,
Które to samo treskce
Iż twą łaskę grzech kradnie;

50 
Ratuj, póki mój dzień w zachód nie wpadnie!


CLXIII.

K tobiem oczy wyniósł, o Boże mój wieczny,
Po którego woli chodzi bieg słoneczny,
Oto jako słudzy na pana patrzają,
W którego hojności swą nadzieję mają.

Jako służebnica chęci paniej swojej

Czeka, tak i nasze oczy łaski twojej.
Zmiłuj się nad nami, Panie, bo lud hardy
Obrócił doległość na nas wszelkiej wzgardy.

Już dusza pod zbytkiem ciężkości ustawa,

10 
Ludziom obfitości pośmiechem się stawa,

A ci, co przykrości z przypadków nie znają,
Pysznemi wzgardami nas w tecz urągają.


Niech lutość mieśce ma, lutość niech się ruszy,
Hardość niech pokornej nie dokucza duszy,

15 
Niechaj smutne siły we łzy nie topnieją,

Ratuj, Panie, łaską, zgodź skutek z nadzieją.



CLXIV.

Ziemiam, o Panie, i popiół nikczemny,
W ciężkości zejdę, a frasunk daremny
W tem nie ratuje; stąd ciało brzydliwe
Robactwu pokarm stanie się smrodliwe.

Cóż jest mój żywot, o Panie, inszego,

Jeśli nie obraz cienia niknącego?
Podobny kwiatom, co swą śliczność mają
Teraz, wnet czyste sianem się stawają.

Podobien rzeczom żywot nasz takowym,

10 
Bo już bez dusze, co oto był zdrowym,

A choć jako cień albo słabe ziele
Wżdy dziwnych sideł ma ze wszech stron wiele.

Z takiej odmiany zażem jest wyjęty?
Toż i nademną wisi, Boże święty,

15 
Przyjdzie się i mnie zgadzać z ciemnym grobem,

Lecz nie wiem kiedy i jakim sposobem.

Przeto cię proszę, łaski pełny Boże,
Niech mi z mej nędze twa łaska pomoże,
Swej władzej użycz, swojej udziel mocy,

20 
W niedołężności mej stań ku pomocy.


Wynikni słońce, ukaż swe promienie,
A oświeć w sercu mem nieznośne cienie;
Z takiej twej łaski niech się uraduje
Dusza ma, którać już chwałę gotuje.


25 
Przydź, o żywocie przedniejszej zacności,

Który w sobie masz stok wszelkiej wdzięczności,
Niech w tobie żyję, u ciebie i w twoim
Niebie. O Panie, nie gardź głosem moim.



CLXV.

Krynice gorzkich łez, gdzieście zginęły,
Gdy trzeba, byście rzekami płynęły,
Z nieszczęsnej głowy, źrenic utrapionych,
Na piersi lejąc z oczu zatopionych?

Styskuje dusza ran pełna śmiertelnych,

W trwogę zmienione ozdoby niedzielnych
I świętych dni twych[27], a wdzięczne śpiewanie
Obróciło się w płacz i narzekanie.

Następuje żal, gdzie hymny cieszyły,

10 
A lament z łkaniem, gdzie psalmy śpieszyły;

Miasto ochłody trapienie się mnoży,
Co cieszyć miało, to śmiertelnie trwoży.

Sumnienie moje tak mnie poniżyło,
Że i słów ustom moim zabroniło;

15 
Cóż jest przyczyną żalów? Boże możny,

W niełasce twojej żywot nieostrożny.

Cherubinowie z Serafiny, święci,
Zastępy w niebie, proście, by z pamięci
Bóg wieczny puścił moje nieprawości

20 
Pierwej, niż ziemi odda moje kości.


Ciśnie mnie bojaźń i zejmuje trwoga,
Serce me pała a dusza nieboga

Im pilniej swój wiek a twą moc rozbiera,
Panie, tem w cięższym płomieniu umiera.

25 
Każe mi wątpić w łasce twej serdeczny

Ból mój, o Panie, o Boże mój wieczny;
Lecz i w przepaściach nie przemogą trwogi,
By w tobie zwątpić miał duch mój ubogi.



CLXVI.

O Boże, Boże, o Boże mój wieczny,
Obacz, proszę cię, ucisk mój serdeczny,
Zmiłuj się Panie, zmiłuj się nademną,
Widząc co żałość i ból czyni ze mną.

Wiem i znam, Panie, żem człowiek złośliwy,

Jednak cię prosi duch mój żałościwy,
Byś pomnieć raczył, żem z ziemie stworzony,
A szatańskimi sidły obtoczony.

Niemasz z to władzej, niemasz ostrożności,

10 
Tyle w mych zmysłach, abym mógł chytrości

Szatańskiej zdołać, który stąd nie mało
Zyskawa, że mu chętne moje ciało.

O ty, co nie chcesz, aby grzeszny ginął,
Lecz pragniesz, by twym nawrócony słynął,

15 
Nie wchodź w sąd ze mną, bo przegrana moja;

Niech przewycięża mój grzech lutość twoja.

A jeśliże więc we wszem ich odpuścić
Nie chcesz, lecz na mą złość masz swą kaźń spuścić,
Bij, Panie, rzeż, pal, pókim tu na ziemi,

20 
A nie racz złączać z mękami wiecznemi.


Otom w ręku twych! Wytop żużel zemnie,
Abyć brzydkiego nic nie było we mnie;

Przez jaki sposób i jakie chcesz drogi;
Wiesz, umiesz wszytko, — jam nędznik ubogi.

25 
Dzień sądu twego niech nam ustawicznie

Przed okiem będzie, jak karzesz rozlicznie
Złość ludzką; zatem niech źródła łez wstają
A we dnie, w nocy twarz, piersi maczają.

Za, gdy to będzie a ty me żałości

30 
Serdeczne ujźrysz, poruszon k lutości,

W sąd się nie wdając, zniszczysz wszelkie trwogi,
A z radością wniść każesz za twe progi.

Racz, o Boże mój, płaszcz łaski rozszerzyć,
Nim złość mą zakryć, ból, żałość uśmierzyć.

35 
Samarytanie, lutością wzruszony,

Wznieś leżącego, wiesz, żem człek zraniony.



CLXVII.

Zaż można, wieków Panie, liczbę mieć mej złości,
Którą cię niepomiernie ku słusznej srogości
Wzruszając, aczem wiedział, jak twa ręka władnie,
Rzadko przystojnie ważąc zaniedbawał snadnie?

Jakoż ci nie dziękować, żeś był tak cierpliwy,

A nie karał, to widząc, jakom ja złośliwy?
Jakoć chwały nie dawać, gdyś mego przewłoki
Nawrócenia pod łaski swej płaszcz krył szeroki?

O jakoż wdzięcznym nie być, żeś słuchał me prośby

10 
I w dobrodziejstwo mienił słuszny gniew i groźby.

A to, zaż wyrzec mogę, jakoś dobrotliwy,
Nie gardząc, gdym cię w wnętrzność swą wziąć był chętliwy.

Godzienem był, Panie mój, przepaści piekielnej,
Gdym sam chciał; sobieś mnie wziął, chcąc, by nierozdzielny

15 
Duch mój z twoim trwał wiecznie. O ojcze, o Boże,

Zaż anioł, a nie człowiek, wysłowić to może?

Dzięki dawam ci, Panie, jako mogę za to,
A ty odpuść występki, patrzając nie na to,
Że ja strapiony proszę, lecz żeś ociec mojej

20 
Dusze; nieprawość puścić racz z pamięci swojej.


Omyj zmazy, rany zgoj, zgładź blizny; niech wady
We mnie nie zostawuje występek szkarady:
A ty wziąwszy w opiekę chciej mnie sam sprawować,
Błogosławić ku twej czci tu i wiecznie chować.



CLXVIII.

Oto, ojcze i Panie,
Wracam się k tobie żałosny, strapiony,
Jak ptaszek z rószczki lepem zachwycony,
Gdy o nim swe staranie

Chytry ptasznik ma a on wolnym stanie.


Oto serce, zranione
Za swoje złości, srogie i obfite
Rzeki żałości puszcza, łez nie syte;
Myśli też oczyszczone

10 
Ile krewkości zniosą uniżone.


Nie odkładaj lutości
Od nędznej dusze, grzechy obciążonej,
By, jak Ceixa smutnej Alcionej,
Śród morza ciężkich złości

15 
Płacz mnie nie zastał martwym w głębokości.


Nie wzgardzaj mnie, acz chciwie
Często, jak ryba, do wędy się spieszę,
A z zdradnych pociech z swym zmysłem się cieszę,

Acz rwę, wiążę kwapliwie

20 
Sidło gwałtowne, w którem dusza żywie.


Gdyż ociec dobrotliwy
Chętny do rady i pomocy swemu
Synowi podczas, acz nieposłusznemu,
Byle z serca troskliwy

25 
O łaskę prosił za grzech obraźliwy.


Ojcze wiecznej lutości,
Gdyżem rąk twoich pracą człek stworzony,
A wielkim skarbem, za syna, kupiony;
Proszę, mej mdłej krewkości

30 
Racz wesprzeć przeciw smokowi wszech złości.


Bez twej pomocy życznej
I tarcze łaski, z którym obnażony,
Łacno mnie zwalczy smok w złości ćwiczony,
Trudno, sztuce rozlicznej

35 
Uledz dusza ma zdrady okolicznej.


A gdyż ta, jak owieczka
Pokorna, pełna wszelakiej prostoty,
W puszczy, gdzie trwogi mieszkają z kłopoty,
Krzyczy, lękliwa rzeczka, —

40 
Usłysz pasterzu, gdyś ty jej ucieczka.


CLXIX.

Boże nad wszytkie rzeczy wywyższony,
I który rządzisz świat przez cię stworzony,
Ty długo cierpiąc znosisz, lutościwy,
Złość ludzką, acześ nad nią żałościwy.

Wyznawam, że jest liczba moich złości

Więtsza, niż piasków w morskiej rozległości;

Złości, któremiś ty wielce wzruszony
A ja nad miarę wszelką obrzydzony.

Zgrzeszyłem, Panie, zgrzeszyłem, mój Boże,

10 
W tem izaż jest co, a pocieszyć może,

Prócz tego, żeś rzekł pokutującemu
Być lutościwym i grzech przejźreć jemu?

Upadam tedy, Boże, przed twe nogi
Serdecznie prosząc, ja, grzesznik ubogi,

15 
Byś, słowa swoje wspomniawszy, nademną

Łaski swej użył, w sąd nie wchodząc zemną.

Nie trać z sprosnymi występki społecznie,
Ani na mój żal ich kaźń chowaj wiecznie,
Niech gniew na mój grzech u ciebie, mój Boże,

20 
Więcej, niż łaska i lutość, nie może,


Aczem niegodny, zbaw’, proszę, z tej miary,
Jakoś o łasce swej użyczył wiary,
A jać nędzny dam dzięki spół z onymi,
Z których masz chwałę wieki wieczystymi.

25 
Wszytkie zastępy niebieskie i władza,

Jako je kolwiek twa wola rozsadza,
Tobie cześć niosą, bo tobie należy;
Niech w niej mój krótki, niech wieczny wiek bieży.



CLXX.

Grzech mój przeraża nieba, a tam, Panie,
Przed tobą imię synowskie jak stanie?
Który nie śmiem wznieść oczu pod obłoki,
Prze twoje na złość straszliwe wyroki.

Bo izaż może dostać mi śmiałości

Ku twej stolicy wejźreć? Zaż brzydkości

Ust moich dadzą władzą językowi
I serce z tobą mówić, nędznikowi?

Gdyżem jest niebu brzydki, a krąg świata

10 
Widząc, jak marnie trawię swoje lata

Mnie sobie hydzi, tem ku mnie zwaśniony,
Żeś ty, mój Boże, przez grzech obrażony.

Proszę, o Panie, proszę, od twej twarzy
Mnie nie odganiaj, gdy się me złe żarzy;

15 
Nie odstępuj mnie, nie porzucaj wiecznie,

Bo bez twej łaski gdzież stąpię bezpiecznie?

Odstąpiszli mnie, — wnet rówien lekkiemu
Prochowi będę, co grzyskiem tchu wszemu;
Lada cień będzie miał więcej godności

20 
Niż ja, wzgardzony od twojej lutości.


Jakoż, skorom z twej drogi, Boże wieczny,
Uszedł, radości nie zna zmysł serdeczny,
A jeśli który dzień wdzięcznym się zjawił,
Ten mi naprzykrsze gorzkości zostawił.

25 
Więc, gdym z swych błędów przykrości doświadczył,

Proszę, abyś me głupstwo przejźreć raczył;
Proszę, nademną — jakoś nad straconym
Synem był kiedyś — bądź łaską wzruszonym!



CLXXI.

Dary łaski twej obracając marnie,
Pośmiech się zewsząd na mię, Panie, garnie.
Dobroci twojej skarby rozpraszając,
Ginę, swój żywot wszech zmaz pełen znając.

Zmiłuj się, Boże, nademną a złości

Mych pomnieć nie chciej, ni głupich sprosności;

Zmiłuj się, Panie, jak nad łotrem onym,
Z jawnogrzesznikiem tobie ukorzonym.

Ci miedzy ludźmi, gdy na świecie żyli,

10 
Jak już straceni, wszem wzgardzeni byli;

Ty je przyjąwszy w rozkoszyś wprowadził,
A jak wdzięcznymi syny raj osadził.

Nie wzgardzaj, proszę, pokuty serdeczny;
Aczem ci służąc nie jest pożyteczny[28];

15 
Wyrwi z pośmiechu, wyrwi, Panie, z wzgardy,

Którą ciężki jest pokornemu hardy.

Wszakeś nie przyszedł, abyś sprawiedliwych
Brał do pokuty, lecz w grzechach teskliwych.
Nie gardź mną, proszę, acz światu wzgardzonym,

20 
Któryś od wieków wiecznie jest chwalonym.


CLXXII.

Skąd robakowi[29] nędznemu śmiałości
Dostanie, bym rzekł co do wszech możności
Pana? Bo człowiek zaż godzien tak wiele,
Do stworzyciela by co rzec mógł śmiele?

Jeślim ja tedy tak bardzo wszeteczny,

Że k tobie wołam, odpuść, Boże wieczny,
Gdyż nie przychodzi duszy to wołanie
Z zbytku rozkoszy, lecz z ucisku, Panie.

Potrzeba nie ma ustawy, gwałt miary,

10 
Że mi tę śmiałość odpuścisz tym wiary,

Gdyż ból, co cierpię, a nędza wyciska,
Iż k tobie krzyczy ma pokora niska.


Bolesnym, Panie; tobie swą chorobę
Przed nogi kładę i nędzną osobę.

15 
Ulecz mnie, proszę, lekarza prawdziwy,

Bez twej pomocy nie mogę być żywy.

Oczy me, Panie, ciemnością zgwałcone;
Do ciebie, światło, bieżę, oświeć one;
Zmysły me wszelka władza opuściła, —

20 
Tyś żywot, k tobie dusza się rzuciła.


Do ciebie, Jezu Nazarański, bieżę;
Wróć, proszę, siłę, bo jak martwy leżę[30];
Synu Dawidów, Jezu dobrotliwy,
Zmiłuj się, łaski potoku chętliwy!

25 
Me niedostatki słyszysz; ściągni ręki,

A oddaliwszy me nieznośne męki,
Wwiedź mnie do siebie, nie daj wątpić w sobie,
Niech wieczne światło widzę żyjąc w tobie.

Zmiłuj się, bom człek nieszczęściem strapiony,

30 
A wiek mój w krótki czas barzo ściśniony;

Więc jest napełni on różnością przykrości;
Schodzę, niedawno rodzony w ciężkości.



CLXXIII.

Tenże to koniec, coś przeń wiek mój sprawił?
Więceś dlatego mnie w świecie postawił,
Członki dawszy mi w matki mej żywocie,
Abym łzy toczył, tu żyjąc w kłopocie?

O wiekowładco! Zaż nie lepiej było,

Żeby człowiecze siemię nie spłodziło,

Albo więc gdyby mnie śmiertelne oko
Zajrzawszy, wnet zaś w grób złożyć głęboko?

Byłbym jak nie był, byś tego sposobu

10 
Był użył, a mnie z żywota do grobu

Zachować kazał, i nieścigłym biegiem
Niebo, świat i grób zwarł jednym noclegiem.

Niech wiem, proszę cię, dni tych jeśli wielka
Liczba, w których mnie ma żreć żałość wszelka;

15 
Bo jeśli wiele, zaż nie skrócisz wieku,

Co bywa drogi w pokoju człowieku?

Tego nie daszli uprosić u siebie
Mej niegodności? Lutość niech wżdy ciebie
Boska poruszy, sfolguj, zgorzkłą ślinę

20 
Niech przełknę, a strzeż duszę, niż w łzach spłynę.


CLXXIV.

Przecz tak na Boga często kołacemy
Głupstwem żądzej swej, a po swojej chcemy
Woli mieć niebo i w niem skryte rady,
Wieczne pokłady?

Izaż śmiertelny człek zmieni bieg wieczny,

Chcąc być od przygód i smutku beśpieczny?
Chcąc żalu nie znać, a sna w polu, sadu
Nie cierpieć gradu?

Pojźry po sklepie i kręgu przejźrystym,

10 
Uznaj i wagę, patrz, jak kołem istym

Chodzi, a ty chcesz, aby się toczyło,
Jak tobie miło?

Cząstko maluczka, tu krótko żyjąca,
I tak lękliwa, że miód zbierająca

15 
Pszczółka się trwoży, ty chcesz wieczne progi

Rządzić ubogi?

Ty, którego pchła (wspomnienia niegodna
Prze nikczemność jej) przez całą noc, głodna,
Przewraca wdzięczny sen biorąc z źrenice,

20 
Mnoży tesknice?


Umiłuj rozum, kochaj się w baczeniu;
Na miłosierdziu godzi się stworzeniu
Pańskiem polegać. Mów: niech, ojcze, będzie
Twa wola wszędzie.



CLXXV.

Kiedy cicha noc swoje cienie chłodzi,
A myśli, które kołem
We dnie bujały[31], prawie wszytkie społem
W cnej zgodzie serce wodzi,

W nabożeństwie, w radości,

Śpiewajmy chwałę Panu wszech możności.

Zniżmy kolana a wznieśmy źrenice
Do światłości wieczystej,
Słowa do chęci przyłączywszy czystej.

10 
Prośmy, by lżył tesknice,

A krewkości potężne
Skromił przez łaski swoje niezwyciężne.

A jako czyni przy pracej[32] młockowi
Pożądny wiatr czerwcowy

15 
W słonecznym ogniu z[33] ziarn precz wiejąc plewy,

Aby też człowiekowi

Duch jego łaski wiecznej
Troski odwiewał z istności serdecznej;

By błogosławił polam w obfitości,

20 
Tak izby ziemia miła

Więcej owocu niż kwiecia rodziła,
Rószczki pełne radości.
Pokój torem wybornym,
W jasnym ubierze, umyśle niespornym.

25 
W koło niech buja w wieńcu oliwowym

W roskoszy opływając,
Gaje, pagórki, rzeki okrywając,
W bezpieczeństwie takowym,
By bez broniej wszelakiej

30 
Każdy wolno szedł bez bojaźni jakiej.


A jak słoneczne promienie życzliwe
Wilgotność wysuszają,
Którą użytki z ludźmi upadają;
Tak błędy nam szkodliwe

35 
Niech niszczy Bóg lutości

A potem wwiedzie do wiecznej radości.



CLXXVI.

Boże, ku lutości, w żałości a trwodze,
Racz powstać, bo ciężko mej sile niebodze;
Lekkość i sromota niech ogarnie one,
Którzy mi źle życzą, potrzy obelżone.

Napełni te strachem, niech z hańbą biegają,

Co mnie prześladując złośnie urągają.
Te uwesel, Panie, tych rozmnóż radości,
Co mych pociech widzieć pragną z twej lutości.


Nędznym ja, o Panie, nie zdążą me siły,

10 
By im dały odpór a mnie pocieszyły.

Ty mnie ratuj, Panie, tyś moja podpora,
Niech mnie wzmódz twa łaska, proszę, będzie skora.



CLXXVII.

To, czemkolwiek władnę z chęci swej serdecznej,
Za własność przyznawam Panu chwały wiecznej,
Jego miłosierdzie to wszytko sprawiło,
Co się tylko przy mnie dobrego zjawiło.

Wielkie sprawy Pańskie a wiadome onym,

Co się przypatrują skutkom nieskończonym,
I widzą, że godne wiecznego sławienia
To, co sprawiedliwy zrządził Pan stworzenia.

Sławy, mocy jego wiek żaden nie stłomi;

10 
Ani jego władzej wszytek świat przełomi;

Bo to tak utwierdził pełen wszech lutości,
Pełen wszelkiej łaski, studnicą miłości.

Łup nieprzyjacielski w działy rozdał onym,
Co go we czci mają, a jak ulubionym

15 
W swej pamięci wiernej słowa swoje mając,

Wszytko iście będzie, wszemu swój kres dając.

Jeśli władze jakiej w on czas było trzeba,
Niż ziemię zawisłą obtoczyły nieba,
Rzeczą samą jego lud poznał wybrany,

20 
Biorąc sobie, co człek odbiegał wygnany.


Wszytkie sprawy jego wiarą opływają,
A postępki wszelką sprawiedliwość mają,
To, cokolwiek pocznie, kończy wszytko mężnie,
Wszelki upór waląc i krusząc potężnie.


25 
Tak moc swą utwierdził, że jej biegi wiecznie

Nie zmienią prowadząc swój umysł statecznie;
A co począł kiedy, to sprawiedliwości
I wiary jest pełno, łaski a lutości.



CLXXVIII.

Oto lud pyszny, lud tobą gardzący,
Zlośnie przeciwny, Boże wszechmogący,
Twoje dziedzictwo chce przywłaszczyć sobie,
Królestwo targa, i już po ozdobie

Kościołów, ku twej chwale budowanych,

A sztuki stoją murów połamanych.

Miasta zwalone na kupy kamienne.
O jako ludzkie nadzieje odmienne!
Twoich, Panie, sług ciała nie grzebione,

10 
By ptastwo było niemi nasycone

A tych, którzy się tobie poświęcili,
Dla różnych bestyj członki rozrzucili.

Krew, jako z krynic wodę, roztoczyli,
A miasta twego pola zamoczyli;

15 
Wżdy ten niewidzian, by się użałował,

Pomordowane przed ptastwem pochował;
Tych okolicznie dosyć, co się śmieją
I cieszą, że ci legli, owi mdleją.

Długoli będzie, o nasz dobrotliwy

20 
Boże, z twej kaźni cieszył się złośliwy?

Długoli ten twój gniew lud już strapiony
Znać będzie? Izaż, lutością sławiony
Panie, na wieki nie ma się uśmierzyć,
Zaż jako możny płomień ma się szerzyć?


25 
Obróć tę skazę radniej w kraje one,

Gdzie imię twoje wielebne wzgardzone,
W państwa, które cię o łaskę nie proszą,
Owszem swą własną władzą tak wynoszą,
Że wszelki skutek swą mocą mianują,

30 
Tym, co cię chwalą, głupstwo przypisują.


Potomstwo, Panie, starli bogobojne,
Pod nogi lecą twych kościołów hojne
Ozdoby, w sprosne poszło używanie
To, co ku twej czci poświęcono, Panie,

35 
Co do twej chwały lud nadał wybrany,

To w zysk obrócił człek tobie nieznany,

Przeszłe występki niech u ciebie tyle
Nie ważą, iż byś, niezwyciężnej sile
Swej gniew przydawszy, nas chciał wykorzenić.

40 
Racz, ojcze, radniej to w lutość odmienić;

Widząc, jak nasze siły wyniszczały,
Każ, by im z łaski twej posiłki wstały.

Ratuj nas Boże, ludzkiego zbawienia
Sprawco, a chocia nic dla pokolenia

45 
Naszego, jednak dla twojej czci wiecznej

Zmień wzgardę a życz pociechy serdecznej.
Racz złości przejźreć; wszak prawda od wieku,
Żeś miłosierny, gdy prosi, człowieku.

Zaż można, byś się nie miał dać uprosić,

50 
A radniej na swym ludu pośmiech znosić?

Gdy mówią; kiedyż z swym Bogiem chwalebnym
Staniecie? Wzrusz się, Boże nasz, haniebnem
Bluźnierstwem, prosiem; uważ roztoczoną
Krew a wnet rozkaż, by była zemszczoną!


55 
Niech twych dochodzi uszu płacz rzewliwy

Tych, które trzyma w okowach złośliwy;
Niechaj zachowa siła twojej ręki,
Gdyż w śmierć iść mają sna i srogie męki;
Płać[34] siedmiorako i złóż na ich łonie

60 
Zelżywość, co się śmieją z nas na stronie.


My twój lud; zatem, stado pasze twojej,
Dziękić oddamy z całej duszy swojej.
Ile rodzajów, ile wieków będzie,
Twe miłosierdzie chcemy sławić wszędzie.

65 
Więc i potomstwu na piśmie podamy,

Że cię wiecznej czci godnym, Panie, znamy.



CLXXIX.

O jak ubłogosławieni,
Których nadzieje w Bogu zasadzone!
Jak chciwego, co ceni
Wszytko za nic, wzgardzone

Wszytko, a tylko złoto ulubione,


Bo ci mogą bezpiecznie
I wesoło iść przez wojska gniewliwe,
Morskie szturmy statecznie,
Drogi inszym straszliwe

10 
Znieść i trwogi ich znać sobie życzliwe.


Gdzie złych zwierząt niezgody
W okrutnych puszczach, w lesiech, leda kędy,
Gdzie lwów, panter przechody[35],
Płomiennych smoków błędy,

15 
Leżeć bez trwogi i spać mogą wszędy.

Bo Pan za ich ufaniem,
Które w nim mają, obrońcą się stawa;
Dzień, wieczór, noc z świtaniem
W wdzięcznym pokoju dawa,

20 
O nich, jak ociec, radzić nie przestawa.


Od chytrości pokrytych
Świata złośnego i ludzi fałszywych,
Tyranów, krwie nie sytych,
Na skazę ludzką chciwych,

25 
Obron dodawa możnych, świętobliwych.


By nadzieje ich pilne,
Mocno w ich sercach już[36] zakorzenione,
Twierdząc czynił usilne.
Gałązki rozkrzewione

30 
I rószczki mnożąc, wszech dóbr napełnione.


Uczyń, aczem niegodny,
Mnie tym podobnym, ojcze dobrotliwy,
Abym wniść mógł sposobny
W przybytek świętobliwy,

35 
I żyć w twej łasce, jako syn prawdziwy.


CLXXX.

Są ludzie, o Panie, co obyczaj mają,
Iż, gdy źle uczynią, tobie winę dają;
Są, co gdy je karzesz, na srogość styskują,
Iż próśb ich nie słuchasz, które w uściech kują.

Ja grzech swój wyznawam, a sumnieniu memu

To cięży, żem zgrzeszył tobie, wszechmocnemu;

Tobie, tobiem zgrzeszył, a me nieprawości
W niebie cię sięgają, Panie wszech wieczności.

Sobie winę dawam, abyś źle sądzony

10 
Nie był od głupiego; owszem, z wszelkiej strony

Każdy w swych wyrokach znał się sprawiedliwym
A ty winy nie miał w dekrecie złośliwym.

Więc jeśli odpuścisz moję złość brzydliwą,
Mnie, co cię tak gniewam, zwykle lutościwą

15 
Łaskę dasz znać, barziej słowa święte swoje

Na pamięci mając, niż występki moje.

I któż nie będzie znał, żeś, o Boże wieczny,
W pełnieniu obietnic łaskawych stateczny?
I któż znać nie musi, żeś jest sprawiedliwy,

20 
Gdy karzesz, kiedy cię nie szuka złośliwy.


CLXXXI.

Cierpliwie, Boże wieczny,
Twą przewłokęm znosił,
Gdy cię duch mój serdeczny
O znak łaski prosił;

Wzdychanie ustawiczne twą lutość wzruszyło,

A w tesknicy z żałością niszczeć obroniło.

Z progu, w którym me nogi
Nieostrożne stały,
A z rozmaitej trwogi

10 
Pośmiechu[37] się bały

Pan mój i król najwyższy, co światło słoneczne
Rządzi, wwiódł mnie za rękę na miejsce bezpieczne.


Na miejsce wwiódł za rękę,
Gdzie stać pewnie mogę;

15 
Bym mu dał z chwałą dziękę,

Otworzył mi drogę;
Jakoż, póki mym duchem władnąć, Boże mocny,
Dasz, chwały twej dzień będzie pełen i czas nocny.

Zatem, co nie wiedzieli,

20 
Żeś lud miał na pieczy,

I owszem tak mnimieli,
Że to błędne rzeczy,
Widząc, jak o swych radzisz, udadzą się k tobie,
Starając się, by łaskę twą zyskali sobie.



CLXXXII.

Piecza, co złotem karmisz się i żyjesz,
A prze jeden zysk wielem trosk myśl bijesz,
Gdy dla bogactwa w pocie usiłujesz,
Wieczyste skarby tracisz, a nie czujesz.

Jakoż być może, że mi serca tykasz?

Sna, imem starszy, tem się barziej wmykasz,
Gdyżem, brzydząc się twym fałszem, był hardy,
I ludzie insze wiodłem na twe wzgardy.

Więc złotej miary, ubóstwa bez wady,

10 
Progów ruszać śmie twa chęć swymi jady?

Izaż się kusić chcesz, święte ustawy
I wiecznych dziedzictw lżyć porządek prawy?

Idź precz, okrutna, gdzie sidła prostujesz
Śród nadziej zdradnych; tam się uradujesz,

15 
Nalazszy skarby, o których twa praca.

Niech Bóg dla ciebie łaski nie odwraca.



CLXXXIII.
SONET.

Jak człowiek, co skarb naleść usiłuje,
A starszej matce wnętrzności otwiera
Chciwością zjęty, acz w pracej umiera,
Nie dba, nadzieją zysku pot cukruje;

Lecz, gdy im głębiej kopa, mniej najduje,

A miasto bogactw nędze się dobiera,
Nakładu, pracej żal w sercu zawiera,
A powetować sposobu nie czuje:

Podobny temu każdy, co się kusi[38]

10 
Bez ciebie, Panie, naleść skarby wieczne,

Albo się kiedy niezmiernie radować.

Próżno się stara; owszem, co dzień musi
Nieszczęśliwym być; stąd dni ostateczne
Żal z trwogą bierze, a trudno wetować.



CLXXXIV.

O panno święta, łaski napełniona,
Tyś, gdy cię szczyra pokora zaleca,
W niebo wstąpiła. Znasz, jakom strapiony!
Z ciebie studnica lutości spłodzona,

Sprawiedliwości słońce, co oświeca

Świat, strasznych błędów zewsząd napełniony.
Trzemi wielkiemi uczczonaś imiony:
Matkaś, córka i żona,
Panno błogosławiona,

10 
Króla, którego łaską rozdziergniony

Nasz węzeł ciężki; stąd świat szczęsny wiecznie.
Proś, niechaj w rany święte
Me zmysły wzięte
Chwalą go serdecznie.



CLXXXV.

Boże bogów, Panie, nad złością cierpliwy,
Wiem, że jawnie przyjdziesz, sędzia sprawiedliwy,
Nie będziesz chciał wiecznie milczeć, gdy przed twarzą
Swą wichry poruszysz, ognie się rozżarzą.

Gdy z wysoka wzowiesz nieba, wzbudzisz ziemię

Rozeznawać wszelkie ludu twego plemię;
Oto przed tak wielem tysięcy wybranych
Będzie czytan regestr złości niesłychanych.

Tam hufy anielskie występki uznają,

10 
Nie tylko które tu skutek w sobie mają,

Lecz i myśli, owoc chęci niewstydliwej
I głos od języka mowy niewściągliwej.

Tyle sędziów, ile w sprawach lepszych było;
A karzących, ile na dobre uczyło;

15 
Tyle świadków, ile przykładów dawano,

By się wedle wszech cnót w świecie sprawowano.

Panie, cóż ja pocznę? Mój głos tam ustanie,
Gdy się niebo strwoży a ziemia powstanie.
Jeśli nie używiesz miłosierdzia zemną,

20 
Rozciągną otchłanie swą srogość nademną.


CLXXXVI.

Skutki sławne i znaczne
Monarchy wieczystego,
Co mgnieniem rządzi, władzą z przyrodzeniem.

Przejźrenia przednie baczne,

Wam bieg czasu żadnego

Nie wadzi; z was to znać lada wejźreniem,
Jak Bóg z swojem stworzeniem
Pochodzi dobrotliwie.
Okręgu i gospodo,

10 
Woli bożej dogodo,

Oddajcie panu cześć, chwałę chętliwie.
A to niech was nie boli,
Powolnym we wszem być wszechmocnej woli.



CLXXXVII.

Ta światłość, Panie, z której dusza żywie,
I którą się zwykł duch cieszyć prawdziwie;
Zwłaszcza promieniem onej wspomożony,
Chce ją zdobion być i błogosławiony,

Zwykła, niebieski królu, w nas przychodzić

Z twej woli, której skrytości uchodzić
Nie mogą, i ta stąd, iż dawa nama
Umiętność[39], rozum, cześć, chwałę ma sama.

Tyś sam jest mądrość, ty dawasz ozdoby

10 
Wszemu, ty z światem niebieskie sposoby

Rządzisz, a twój wzrok jako kędy władnie,
I jak wszytko wiesz, zaż jest, kto to[40] zgadnie.

Zmiłuj się, proszę; z twych przybytków wiecznych
Spuść ducha twego do mych sił serdecznych;

15 
Daj, by oświecił zmysły zaślepione

I zjął miłości ogniem oziębione.



CLXXXVIII.

Duchy niebieskie, czyste,
Zwierzchnie kręgi i biegi
I wy niebieskie przejźryste kryształy
Które, ognie wieczyste

Miarkując, w kresiech brzegi

Macie i władze, skąd wszytkie powstały[41]
Rzeczy, co się poznały
W świecie; słońce świecące,
Wszech żywiołów przeskoki,

10 
Wiatry, gromy, obłoki,

Zimny i ciepły czas i dżdże moczące,
Lody, śniegi i rosy
Ku wiecznej chwale pańskiej nieście głosy!



CLXXXIX.

Sferami ziemię w koło obległemi
Ozdobić, niebo duchy chwalebnymi,
Skłonność w żywiołach rozliczną miarkować,
A ich niezgodą świat w ozdobie chować,

Słońcu dzień, chwilę księżycu dać nocną,

Wieszać na wietrzech zasłonę obłoczną,
Wiatr kiełznać, czynić, że rosy i lody
Hojne oddają człowieku dochody,

Rzeki tą puścić stroną, drugie ową,

10 
Człeka ozdobić rozumem i mową,

Dać żywot czuły źwierzęciu niememu,
Zmysł jakikolwiek i władzą każdemu, —

Twych to rąk władza, twoje własne, Boże,
To sprawy, skąd wzrok niedołężny może

15 
Znać, jakoś, Panie, moc niezwyciężny,

Nas miłujący, w pociechach potężny.



CXC.

Jasne dzienne światłości
I chłodne nocne cienie,
Imię wszechmocne w pieśniach wysławiajcie!
Równia, pełna wdzięczności,

Pagórki, gór wzniesienie,

Pola i lasy, chwałę Panu dajcie!
Wy, co ziemi dawacie
Moc, że kwiat na się biera,
Źródła krysztalne, czyste,

10 
Wody wdzięcznie przeźryste,

Chwalcie, co niebo otwarza, zawiera,
A z niezmiernej lutości
Lud k sobie ciągnie, nie chcąc pomnieć złości.



CXCI.

Wy miłujący skarb, co lata głodzą
A z czasem lada chorób władze szkodzę,
Próżną ozdobę, co, skoro się zjawi,
W lot z oczu ginie, statkiem się nie bawi;

Byście znali czas, bez pochyby pewnie

(Gdyż to myśl psuje, serce trapi rzewnie)
Wzgardzilibyście, a wzrok ten łagodny
Lekceby ważon, do błędu sposobny.

Zwłaszcza, gdybyście tam rzucili oczy,

10 
Gdzie nieśmiertelnych rzeczy krąg się toczy,

Gdzie wielkość liczby wdzięczności rozlicznych,
A znać, jaki sam pan rzeczy tak ślicznych.


Który od zmiennych miłości, fałszywych,
Odwodząc, wzywa do roskosz prawdziwych,

15 
Do wiecznych pociech, gmachów zgotowanych,

Dla wiernych jego i ludzi wybranych.



CXCII.

Wodne państwo i słone
Z dziwy, co żyją w tobie,
Rzeki, jeziora i pełne ryb stawy,
Acześ ograniczone,

Swych głosów porusz w sobie!

Wynoście pańskie chwały wiecznej sprawy,
Nie tajcie znacznej sławy,
A ile mocy stawa
W was: pokornych, lubieżnych,

10 
Zwierzach, ptakach drapieżnych!

A człek, więc człowiek, niech cześć chwałę dawa
Roztropnie wymyślnymi
Głosy z pieśniami, sercy nabożnemi.



CXCIII.

O żywe źródło żywota wiecznego,
W którem żyć wieku rzecz doskonałego;
Szczyry, chwalebny, czysty i wybrany
Żywocie, mową ludzką nie wyznany.

Od ciebie, wdzięczny potoku, pochodzi

Żywot nasz, i to, co ten żywot słodzi.
Z twoich rąk wszytko ma, czego potrzeba,
A coś sam stworzył, opatrujesz z nieba.

Przecz i ja proszę, przydź w me wpółzmartwione

10 
Zmysły, a zapał w lody obrócone,

Zdobycz piekielną, łupy duchów sprosnych,
Za własną wolą mych[42] występków złosnych.

W gruntach serdecznych zatem chęć powstanie,
Co ku twej chwale głosy wzniesie, Panie.

15 
Sławiąc, w jakiej lud chowasz opatrzności

I jak żywot ma wszytko z twej lutości.



CXCIV.

Bogu miłe, kochane
Plemię, z ojca onego
Co przemógł tego, co Bogu podobny;
Z trybu Lewi wybrane,

Skąd skok rządu świętego,

Do ofiar i wszech świątości sposobny;
Co łaski świat ozdobny
Ma i co się jej rodzi
W niebie, w wielkiej hojności

10 
Dawać pan wszech lutości.

Przecz, póki słońce wschodzi i zachodzi,
Niech twój głos cześć oddawa
Bogu wiecznemu, pókić sił dostawa.



CXCV.

Tak wielkie dobro, o wieczna miłości,
Z którego płynie źródło twej lutości,
Że wszytek naród i wiek stąd obfity,
Ciało i duch w nim ubogacon skryty.

Co miedzy nami mrze i z ziemie wstawa,

Niebu i duchom ozdoby rozdawa,

Szlachci i w świętej miłości zapala,
A nic nagiego zimnom nie pozwala.

Dobro to czyste, dobro doskonałe,

10 
Tego wysłowić me dowcipy małe

Nie podołają, ni usta wymowne
Ani dosięgą żadne siły słowne.

Raczże oświecić tem dobrem, o wieczny
Panie, duszę mą i mój zmysł serdeczny;

15 
Dobrem niebieskim i dobrem prawdziwem,

Bym wszytko insze wzgardził w świecie żywym.



CXCVI.

Myśli święte i drogie
I dusze sprawiedliwych,
Co imo ciało do nieba się pniecie;
Wy pokory ubogie,

Coście dróg świętobliwych

Pilne, ku dobru, co nam tajne w świecie.
Zaż chęci nie wzniesiecie
Ku czci, chwale onemu,
Co was chowa beśpieczne,

10 
Wabiąc w tryumfy wieczne?

Wy, ogniu niezgaśnemu
Wydarci, chwalcie zgodnie
Pana, co, gdy chce, w lód obraca ognie!



CXCVII.

Daj, proszę, Boże wieczny, ojcze dobrotliwy,
By cię serce chwaliło, pókim w ciele żywy.
Niech ci język mój chętny winną cześć oddawa,
A w tem (acz ci mało da), niechaj nie ustawa.


Niech się zmysł, niech się wszytkie siły me dziwują,

Mówiąc: izaż się władze twym równe najdują,
Panie? który wszem władniesz, królu, co bez ciebie
Bytu na ziemi niema, bytu niema w niebie?

Władza wszego twa własna, przetoć cześć dajemy,

10 
W trzech osobach istności jednej boskiej czciemy

Ojca nierodzonego a jednorodnego
Syna, więc od obudwu Ducha idącego:

Trójcę świętą, bez wszelkich działów i różności,
Boga jednego, w jeden wszech wieków istności,

15 
Który, gdyśmy nie byli, z własnej nas swej chęci

Stworzył, ani straconych puścić chciał z[43] pamięci.

Łaska twa, Boże wieczny, z niczego stworzyła;
Taż, gdy nas grzech potracił, w wolność przywróciła.
Przecz proszę, niewdzięcznym być nie daj tej dobroci,

20 
Daj, niech się wszytko, com jest, w twą chwałę obróci.


CXCVIII.

Szczęśliwa Panno, i godna czci wszelkiej,
Któraś u Boga była w wadze telkiej,
Że cię za matkę obrał, a wnętrzności
Twej zwierzon stwórca nieb i wszech nizkości.

Izaż jest sposób, jak dziękować mamy,

Gdy z twej godności zbawieni się znamy?
Zaż niedołężność nasza zdoła temu,
Za żywot chwałę dać stanowi twemu?

Przyjmiże tedy, prosiem, jakie mamy

10 
Dzięki, jakicheś godna gdyż nie damy;

Niechaj chęć nasza tobie wdzięczna będzie,
A przed swym synem lud swój ratuj w błędzie.

Pokorne prośby puść przed święte uszy,
Racz łaskę jednać, gdy grzech cięży duszy,

15 
Gdyż niemasz, ktoby przed sędzim ratował,

Co swe wyroki na złosne zgotował.

Syn twój jest źródło dobroci wszelaki[ej]
A jeśli matkę czci syn ladajaki,
Rzecz słowo tylko, a będzie zbawiona

20 
Z jego lutości dusza utrapiona.


CXCIX.

Panu i ojcu jako mam wiecznemu
Dziękować, żeć mnie zlecił, ostrożnemu,
Aniele święty, stróżowi; chcąc wiecznie,
Bym w twej opiece żył wszędy bezpiecznie?

Przeto cię uczcił dary rozlicznymi,

Byś władnął snadniej członki zleczonymi,
Bronić postępu racz każdej godziny
Grzechom i wszelkiej do gniewu przyczyny.

Rządź mnie głupszego, rozumem uczczony,

10 
Niewiadomego wiedź, wodzu ćwiczony,

Zwłaszcza, gdy przygód niebezpiecznych tyle,
Że się strzedz ludzkiej, rzecz nie można, sile.

Jakoż i za to pokornie dziękuję,
Co z twej pilności każdy dzień najduję,

15 
Nie racz w swej pieczy życzliwej ustawać,

W dobre wiedź, we złym skutku nie chciej dawać.

Tak mnie do chwały, gdzieś sam jest, wprowadzisz,
Tak mnie w rząd duchów wielebnych posadzisz,

Chwałę odniesiesz, żeś tak pieczołował

20 
A[44] od zginienia duszę mą zachował.


CC.

Proszę, kto w on czas mnie przychylnym będzie,
Gdy on ostatni sędzia na sąd siędzie?
Kto stanie w onej straszliwej potrzebie
Co świat odnowi, odmianę da w niebie?

W onej godzinie, pełnej trwóg, tesknice,

Kto serca wesprze, kto osuszy lice,
Kiedy żywioły i rzeczy stworzone
Przeciw mym grzechom będą poruszone?

Panno wielebna, a tegoż sędziego

10 
Matko, nadziejo człeka upadłego,

Ty, syna swego gniew onej godziny
Błagaj, i ty proś, by odpuścił winy!

W ten czas, hej, w ten czas, stróżu mój, aniele,
Z kory wszytkimi, występków mych wiele

15 
Omawiaj, proszę; padszy, ręce wznoście,

Za mną, przy sądzie, miłosierdzia proście!

W ten czas, o święci, o wojsko wybrane,
Żałości wasze niechaj będą znane;
Bronić mnie trudno, lecz prośbą ratować

20 
Możecie, gniewu wiecznego hamować.

Sebastyana Grabowieckiego Rymy duchowne p208.jpg


DO JEGO MIŁOŚCI PANA
PIOTRA MYSZKOWSKIEGO Z MIROWA
STAROSTY CHĘCIŃSKIEGO,
MNIE WIELCE MIŁOŚCIWEGO PANA I DOBRODZIEJA.

Im pilniej patrzę w świat i jego strony,
Szlachetny Pietrze, a im się dziwuję,
Tem barziej pragnę, byś od wszech był czczony.

Bo izaż w ludziech gdzie szczyrość najduję?

Zaż kto dla cnoty podźwignion w potrzebie? —

W tobie, jak w gniaździe, uczynność mianuję.

Twirdzę to, (bo mam pewną próbę z siebie),
Iż godna sławy, godna wiecznej chwały
Twa szczyrość, gdyż w niej wiele ich zna ciebie.

10 
W której, jak ja wiem, jeśli jest świat stały,

Czasuby trzeba; więc tego nie liczę
I mijam, kto w niej czarny a kto biały.

Lud, — rozumieli rzecz, której nie milczę, —
Dobrze; lecz, by też niepojęta była,

15 
Nie dbam, bo skutkiem snadnie się doliczę.

Człek czasby tracił i wiele pracował
Chcąc nad jednego naleść, aby cnotę
Cudzą nad własny pożytek miłował.

Gęsty, co słowy zdobi swą ochotę,

20 
Gęsty w przyjemną postawę odziany, —

Trudno o szczyrość przybraną w prostotę.

Kędy gość przydzie Potrzeba nazwany,
Tam skutku nie patrz, a język swej mowy
Chocia się zaprzy, chce być bez przygany.

25 
Gdzie grosz, tam dzisia przyjaciel gotowy, —

Próżnyli worek, towarzyszem sobie
Frasunek uzna, żal i ból surowy.

W tym z nami żyją i mrówki sposobie,
Gdzie próżne kąty nie postoją one, —

30 
Tak i przyjaciel zmyślny czyni tobie.


Nie idzie, kędy worki wypróżnione;
Pełna śpiżarnia kupą ciągnie k sobie,
Ochota płynie, gdzie mieszki natknione.

Tego, co koło ono ma na próbie,

35 
Które dobrego tłomi, złe wystawia,

Lada bestya wzgardza o tej dobie.

A ów, który cię zaloty zabawia,
I być rozumian życznym usiłuje,
Przód, niż kto inszy, żalu cię nabawia.

40 
Co przyjaciela prawego zyskuje

Imię, gęsty jest, lecz gdy się zachwieje
Fortuna, każdy zrazu ustępuje.

I jaskółki tak; póki niebo grzeje,
Póki wesoła ziemia rozkosz dawa,

45 
Szczebiecą w domiech, — giną, gdy mróz wieje.

Kiedy kto słowa rad za rzecz udawa,
Ledwo co koła Fortuna tknie z strony,
Wnet i bez ręki proszenia odstawa.

Tak, gdy Skop słońcem bywa ozdobiony,

50 
Zioła kwiat, drzewa owoc światu dają,

Ledwo padnie śnieg, ali on wzgardzony.

Nędzni, ach nędzni, co zbytnie ufają
Słowom z postawą; a owi szaleją,
Co język prawdy gniazdem być mnimają.

55 
Mądrzy, co na fałsz tę próbę umieją:

Słowom nie wierzyć, ni wdzięcznej postawie,
Skutkiem przyjaciół patrząc, nie nadzieją.

Nie byłby wzgardzon i opuszczon prawie
Drugi, co wierzy, że bogat w życzliwe,

60 
Gdyby każdego wprzód znał dobrze w sprawie.


Przynosi zbytnia ufność przeraźliwe
Szkody. Sromota ufać mało; cnemu
Zysk a uczynność w mierze są prawdziwe.

Acz więcej skłonnych zbytkowi szkodnemu,

65 
Lecz on mniej grzeszy, co słowy leniwy

A z obietnicą, pewny skutek wszemu.

O cnotą lekki świecie, niewstydliwy,
Jak to rzecz trudna, by na łonie twojem
Rodził się często przyjaciel prawdziwy.

70 
Bo dziś przemysłem nie jednym, lecz troim,

Dziwnym sposobem uczynność udają,
Nie z cnych ratunkiem, ale z zyskiem swoim.

To rzecz i miejsce pilnie rozmierzają,
Jako i kiedy a kędy pożytek

75 
Więtszy obaczą, tam chęć obracają.

Już słowa za nic i obietnic zbytek;
Sam zysk osoby i godność cukruje;
Zysk — tarcz od hańby, przyjaźni cel wszytek.

Owa uczynność — ta się dziś najduje

80 
Jak towar, który z daleka przywodzi

Kupiec, a na nim zysk mieć usiłuje.

Stąd im mniej takiej cnoty w świat przychodzi,
Tem cię twa znaczniej, Pietrze, zdobi wszędzie,
I nieskończoną tobie sławę rodzi.

85 
A nietylko me pióro świadczyć będzie,

Że radniej zawżdy dobrego ratujesz,
Niż szkody strzeżesz. Wiele nas w tym rzędzie.

Za co, acz ze mnie nagrody nie czujesz,
Nie tak z nieszczęścia, jak prze lud fałszywy;

90 
Wierzę ja jednak, iż dzięki przyjmujesz.


Przyjmujesz papir, na którym życzliwy
Twe imię sławię i wiekom gotuję,
I to, jakoś jest szczyremu chętliwy.

Niechaj to świat wie a ja się raduję,

95 
Że słońcu równe w tobie cnót promienie,

Których, jak w Argu oczu, być najduję.

Wierny ratunku, który w wielkiej cenie
Masz wiernych ciężkość, życzliwych przykrości;
W tobie stateczność, szczyrość a baczenie

100 
I hojność niech wiek przedłuża w radości.

Sebastyana Grabowieckiego Rymy duchowne p213.jpg

Przypisy

  1. choć.
  2. dodane.
  3. nędzny.
  4. moje.
  5. łzy.
  6. Przez pomyłkę, autora zapewne, wiersz ten oznaczony, jak poprzedzający, cyfrą XIV.
  7. Izaż sprawiedliwy stanie z tobą wszędzie?
  8. twa.
  9. jednak.
  10. poprawiam ze: „ślepiącej“.
  11. cieszę.
  12. moje.
  13. podobne.
  14. dodane.
  15. twej.
  16. zemdlonym.
  17. twoich.
  18. miłym.
  19. przyścia.
  20. pierwodruk: przecz.
  21. czekałem.
  22. wytknie, dopisane: wydchnie.
  23. tą.
  24. ustał.
  25. dodane.
  26. dodane.
  27. innych.
  28. Ten cały wiersz został zmieniony z: „Co służącym, acz niepożyteczny.“
  29. Skąd mnie robakowi.
  30. bieżę.
  31. bywały.
  32. Poprawiam z „płacej“.
  33. dodane.
  34. Płacz.
  35. przechodzi.
  36. dodane.
  37. Po śmiechu.
  38. czuje.
  39. Umiejętność.
  40. co.
  41. skąd wstały.
  42. dodane.
  43. dodane.
  44. żeś.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autorów: Józef Korzeniowski, Sebastian Grabowiecki.