Strona:PL Sebastyana Grabowieckiego Rymy duchowne.djvu/140

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Jedne gałązki poschły, drugie precz odcięte,
Snać ci żal, żeś kiedy jest od ziemi przyjęte.

Tak zemną poczynają czasy zamierzone,

Że jedne zmysły gasną, drugie już zniszczone,
A często mi żal tego, że świat oko widzi,
Bo kłopot serce trapi a żal żywot hydzi.

Myślęli co, nie pocznę, — pocznęli, nie sprawię,

10 
Głowę troską a ręce próżną pracą bawię,

A kiedy się ku nocy wdzięcznym snom raduję,
Frasunk zwierzchnią pierzyną, żal poduszką czuję.

Panie, ty wiesz złości me[1], karz, niż weźmiesz z świata;
Bo, niżbyś tam wzgardzić miał, wolę z płaczem lata.

15 
Wszakoż strzeż dusze mojej, by nie chciała tego.

Czemby naruszyć mogła majestatu twego.



CXXII.

Królestwo Pańskie, któreś gorczycznemu
Ziarnu równane[2], co więc, gdy czas temu,
Rość, rodzajnem być, ku[3] drzewku podobne,
Żywić i cieniem chłodzić jest sposobne,

Me ciało, zagon nieuprawnej roli,

Daj być sposobnem siewu twojej woli;
Daj, by gałązki szeroko wzniesione
Tobie nosiło ziarny obciążone.

Albo ty, pani, co w dzieży trzy miary

10 
Kwasisz, chcąc abyś z niej miała chleb jary,

Gdyż mnie w dzieży masz, którą znam być światem,
A wiarę świętą kwasem mienię zatem,


  1. moje.
  2. podobne.
  3. dodane.