Strona:PL Sebastyana Grabowieckiego Rymy duchowne.djvu/197

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Na miejsce wwiódł za rękę,
Gdzie stać pewnie mogę;

15 
Bym mu dał z chwałą dziękę,

Otworzył mi drogę;
Jakoż, póki mym duchem władnąć, Boże mocny,
Dasz, chwały twej dzień będzie pełen i czas nocny.

Zatem, co nie wiedzieli,

20 
Żeś lud miał na pieczy,

I owszem tak mnimieli,
Że to błędne rzeczy,
Widząc, jak o swych radzisz, udadzą się k tobie,
Starając się, by łaskę twą zyskali sobie.



CLXXXII.

Piecza, co złotem karmisz się i żyjesz,
A prze jeden zysk wielem trosk myśl bijesz,
Gdy dla bogactwa w pocie usiłujesz,
Wieczyste skarby tracisz, a nie czujesz.

Jakoż być może, że mi serca tykasz?

Sna, imem starszy, tem się barziej wmykasz,
Gdyżem, brzydząc się twym fałszem, był hardy,
I ludzie insze wiodłem na twe wzgardy.

Więc złotej miary, ubóstwa bez wady,

10 
Progów ruszać śmie twa chęć swymi jady?

Izaż się kusić chcesz, święte ustawy
I wiecznych dziedzictw lżyć porządek prawy?

Idź precz, okrutna, gdzie sidła prostujesz
Śród nadziej zdradnych; tam się uradujesz,

15 
Nalazszy skarby, o których twa praca.

Niech Bóg dla ciebie łaski nie odwraca.