Strona:PL Sebastyana Grabowieckiego Rymy duchowne.djvu/196

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Tobie, tobiem zgrzeszył, a me nieprawości
W niebie cię sięgają, Panie wszech wieczności.

Sobie winę dawam, abyś źle sądzony

10 
Nie był od głupiego; owszem, z wszelkiej strony

Każdy w swych wyrokach znał się sprawiedliwym
A ty winy nie miał w dekrecie złośliwym.

Więc jeśli odpuścisz moję złość brzydliwą,
Mnie, co cię tak gniewam, zwykle lutościwą

15 
Łaskę dasz znać, barziej słowa święte swoje

Na pamięci mając, niż występki moje.

I któż nie będzie znał, żeś, o Boże wieczny,
W pełnieniu obietnic łaskawych stateczny?
I któż znać nie musi, żeś jest sprawiedliwy,

20 
Gdy karzesz, kiedy cię nie szuka złośliwy.



CLXXXI.

Cierpliwie, Boże wieczny,
Twą przewłokęm znosił,
Gdy cię duch mój serdeczny
O znak łaski prosił;

Wzdychanie ustawiczne twą lutość wzruszyło,

A w tesknicy z żałością niszczeć obroniło.

Z progu, w którym me nogi
Nieostrożne stały,
A z rozmaitej trwogi

10 
Pośmiechu[1] się bały

Pan mój i król najwyższy, co światło słoneczne
Rządzi, wwiódł mnie za rękę na miejsce bezpieczne.


  1. Po śmiechu.