Strona:PL Sebastyana Grabowieckiego Rymy duchowne.djvu/123

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Haniebniem zbłądził, jednakeś, o Panie,

Łaskawe ucho miał na moje łkanie.
Acześ obrażon, wżdyś nie chciał sromoty
W świecie przepuścić na moje prostoty.

O Panie, gdyś tu nie skarał wzruszony,

10 
Owszem łaskawie skryłeś grzech pełniony,

Niechciej na on dzień w pamięci go chować,
Gdy na świat przyjdziesz złość wyrokiem psować.

Nie chowaj pomsty, nie chowaj karania
Na on wiek przyszły, lecz moje starania,

15 
Gdyż przykre były, do ciebie wołają;

Bez obelżenia niech swoję kaźń mają.



CIII.

Jako córka przed ojcem żałobliwa
Płacze wstydu i czystości, rzewliwa
Łzy leje,
Błagając tęż złość sieje;

Piersi także ma dusza macza łzami

Płacząc złości z dziwnymi występkami
Wżdy o tem,
Coć[1] brzydko, wnet myśli potem.

Płacz jej przyjmi, Boże mój lutościwy,

10 
Chęć dobrą mnóż, a jak ociec chętliwy

Wszytko to, co cię boli,
Odpuść, a rządź w twej woli.



  1. choć.