Strona:PL Sebastyana Grabowieckiego Rymy duchowne.djvu/173

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Że dobroć jego niebiosa przewyższa,
A w jego pieczy dusza i naliższa.



CLXI.

Ustąpcie, wy Muzy, bo wasze śpiewania
Izaż mogą, wściągnąć moich łez i łkania?
Gdy mnie ból mój trapi a boleść serdeczna
Chce, bo mnie odmiana nie uznała wieczna.

Lecz gdyż przed pysznemi drzwiami człek ubogi

Często śpiewa, acz ból i głód trapi srogi;
Temu gdyżem rówien, śpiewając, lutości
W niebie żebrać będę w każdej doległości.

O Panno, na ratunk mnie zawżdy chętliwa,

10 
Córko boża, boża matko dobrotliwa,

Teraz, teraz oczy racz też skłonić swoje,
A łzami oblane przyjmi prośby moje.

Tobie ja i za to, ze mówię, dziękuję,
A w swoim języku jeszcze władzą czuję,

15 
Tobie za to, że wżdy, śród żył, czuję duszę

Pod kościami swemi, dziękować ja muszę.

Nad to troje nic w mem ciele nie zostawa,
Nic czwartej żałości we mnie nie uznawa.
Krew łzami wyciekła, zginęła ozdoba;

20 
Co żal umie, na mnie dostateczna próba.


Barwa i członki me, te — jakie miewają
Ciała zmarłych, co więc po nocy bujają;
Oczy, — jakby z jamy strasznej wyglądały,
A źrenice więtszą część wzroku stradały.

25 
Równy się zdam męką Prometeuszowi,

Który był na skale przykowan ptakowi;