Strona:PL Sebastyana Grabowieckiego Rymy duchowne.djvu/156

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I znam żal, że moc mniej niż wola władnie,

Bobym dla ciebie wszytko wzgardził snadnie.


Lecz na szyi ma ciężkie jarzmo dusza,
Nikczemnościami spięte
Tak, iż się ledwo rusza,
Za swoje miłe skarby przedsięwzięte,

10 
Zdradne nadzieje z obłudą przyjęte.


Zmysł nieostrożny jej tak jest zmocniony,
Iż, gdzie chce, gwałtem wlecze
Łańcuch na nię włożony
Woli, która ją swym uporem siecze

15 
A z przystojnych dróg ściągnąwszy precz ściecze.


Stad, zbawicielu, niepamięć przychodzi
O tobie; i z błędów w błędy
Gdy ją żądza zawodzi,
Żądza, wódz zdradny i omylny wszędy,

20 
W łasce twej szkodząc, jako może kędy.


Bym twe ozdoby widział nieskończone,
Bez cielesnej zasłony,
Jak dusze uwielbione,
Które twej łaski promień niezgaszony

25 
Ogarnąwszy, wniósł przed anielskie trony.


Subtylny promień twej ślicznej jasności,
Nade wszytkie mogący,
Tego świata marności
Z myśli mojej by wypalił, gorący,

30 
Tobą mnie ciesząc, w sercu pałający.


A jak Clitia, iż słońce miłuje,
Tak nadobne od wieka, —
Milcząc po niem styskuje