Strona:PL Sebastyana Grabowieckiego Rymy duchowne.djvu/175

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


55 
Mając na tym dosyć mnie pokarać mało,

Jak matka, gdy dziecię u wód się zastało.

Przydaj co ostrszego, proszę, gdyż wiadoma,
Że gdy karzesz kogo, masz go pod skrzydłoma,
A ty Panno, przybądź i proś syna Boga,

60 
By mnie przemóc nie mógł żal, ból, płacz i trwoga.


Abym się nie skarżył, ni Boga zwał srogim,
(Co smutny rad czyni w umyśle ubogim),
Krzyż, co na mię włożył, niech znoszę cierpliwie,
Wiedząc, że go ma złość przewyższa prawdziwie.

65 
I śmierć niech mi będzie wdzięczna, jeśli onej

Już Pan kazał z kosą do szyje zemdlonej;
Acz nie wiem, przeczby mi też być straszną chciała,
Gdyż się z dwu przymiotów nędznym wdzięczna stała.

Ciało zabijając już możność ustanie

70 
Grzechem i złościami ciebie gniewać, Panie;

Duszy da przyczynę wyniknąć z ciemności;
Daj godzinę, proszę, Boże, tej godności.

Wtenczas okiem ujźrę, czego myśl nie może
Dosiądz ani słowem pomienić, o Boże,

75 
Ciebie, królu, z twymi; wtenczas, o królewno,

Wzowiesz, a przed nogi swe sieść każesz na pewno.

Bo w tem zażbym zwątpił? Wierzę, że tak będzie,
Gdyżeś mym ratunkiem w trwogach była wszędzie,
Jesteś przy mnie zawżdy i, proszę, bądź wiecznie,

80 
Zwłaszcza tu, na tym świecie, broń złościam statecznie.



CLXII.

Panie, twarz swą przybraną
W rumianość uczciwości,