Strona:PL Sebastyana Grabowieckiego Rymy duchowne.djvu/146

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ale co sługę? Sna nieprzyjaciela,
Com nie był wdzięczen twojej łaski wiela.

Różnych twych darów liczba nieskończona,

Mnie ku pociecham często pozwolona,
Powolnym tobie rzadko uczyniła,
Częściej się tam drąc, gdzieby obraziła.

Lecz prze tę miłość, co cię z nieba zwiodła,

10 
Ludzkim narodom otwierając źródła

Twojej dobroci, i która mieć chciała,
Byś powłokę wziął z człowieczego ciała,

Więc głód, pragnienie, zimno, gorącości,
Prace z pośmiechem, wzgardę, zelżywości,

15 
Bicze, policzki, insze razy srogie,

Aż śmierć na krzyżu zniosły członki drogie, —

Prze tę cię miłość, Jezu dobrotliwy,
Proszę nie pomni, jakom ja złośliwy;
Nie pomni, proszę, owszem oczy swoje

20 
Odwróć a nie patrz na występki moje!


A gdy zasiędziesz na sąd ostateczny,
Przejźry, o Jezu, żem ja tak beśpieczny,
Nie wzdaj mnie z grzechy na winne karanie,
Lecz niech twych zasług darem będą, Panie,

25 
Niechaj zasłoną nieomylną wszędzie,

W każdej mej trwodze, wiecznych czasów będzie
Krew twoja droga, na srogim wylana
Krzyżu, gdyś nas brał z mocy od szatana.



CXXIX.

Boże lutości, zmiłuj się nademną,
A póki czas jest, uczyń łaskę ze mną,