Strona:PL Sebastyana Grabowieckiego Rymy duchowne.djvu/186

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Zmiłuj się, Panie, jak nad łotrem onym,
Z jawnogrzesznikiem tobie ukorzonym.

Ci miedzy ludźmi, gdy na świecie żyli,

10 
Jak już straceni, wszem wzgardzeni byli;

Ty je przyjąwszy w rozkoszyś wprowadził,
A jak wdzięcznymi syny raj osadził.

Nie wzgardzaj, proszę, pokuty serdeczny;
Aczem ci służąc nie jest pożyteczny[1];

15 
Wyrwi z pośmiechu, wyrwi, Panie, z wzgardy,

Którą ciężki jest pokornemu hardy.

Wszakeś nie przyszedł, abyś sprawiedliwych
Brał do pokuty, lecz w grzechach teskliwych.
Nie gardź mną, proszę, acz światu wzgardzonym,

20 
Któryś od wieków wiecznie jest chwalonym.



CLXXII.

Skąd robakowi[2] nędznemu śmiałości
Dostanie, bym rzekł co do wszech możności
Pana? Bo człowiek zaż godzien tak wiele,
Do stworzyciela by co rzec mógł śmiele?

Jeślim ja tedy tak bardzo wszeteczny,

Że k tobie wołam, odpuść, Boże wieczny,
Gdyż nie przychodzi duszy to wołanie
Z zbytku rozkoszy, lecz z ucisku, Panie.

Potrzeba nie ma ustawy, gwałt miary,

10 
Że mi tę śmiałość odpuścisz tym wiary,

Gdyż ból, co cierpię, a nędza wyciska,
Iż k tobie krzyczy ma pokora niska.


  1. Ten cały wiersz został zmieniony z: „Co służącym, acz niepożyteczny.“
  2. Skąd mnie robakowi.