Strona:PL Sebastyana Grabowieckiego Rymy duchowne.djvu/184

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Złości, któremiś ty wielce wzruszony
A ja nad miarę wszelką obrzydzony.

Zgrzeszyłem, Panie, zgrzeszyłem, mój Boże,

10 
W tem izaż jest co, a pocieszyć może,

Prócz tego, żeś rzekł pokutującemu
Być lutościwym i grzech przejźreć jemu?

Upadam tedy, Boże, przed twe nogi
Serdecznie prosząc, ja, grzesznik ubogi,

15 
Byś, słowa swoje wspomniawszy, nademną

Łaski swej użył, w sąd nie wchodząc zemną.

Nie trać z sprosnymi występki społecznie,
Ani na mój żal ich kaźń chowaj wiecznie,
Niech gniew na mój grzech u ciebie, mój Boże,

20 
Więcej, niż łaska i lutość, nie może,


Aczem niegodny, zbaw’, proszę, z tej miary,
Jakoś o łasce swej użyczył wiary,
A jać nędzny dam dzięki spół z onymi,
Z których masz chwałę wieki wieczystymi.

25 
Wszytkie zastępy niebieskie i władza,

Jako je kolwiek twa wola rozsadza,
Tobie cześć niosą, bo tobie należy;
Niech w niej mój krótki, niech wieczny wiek bieży.



CLXX.

Grzech mój przeraża nieba, a tam, Panie,
Przed tobą imię synowskie jak stanie?
Który nie śmiem wznieść oczu pod obłoki,
Prze twoje na złość straszliwe wyroki.

Bo izaż może dostać mi śmiałości

Ku twej stolicy wejźreć? Zaż brzydkości