Strona:PL Sebastyana Grabowieckiego Rymy duchowne.djvu/211

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Człek czasby tracił i wiele pracował
Chcąc nad jednego naleść, aby cnotę
Cudzą nad własny pożytek miłował.

Gęsty, co słowy zdobi swą ochotę,

20 
Gęsty w przyjemną postawę odziany, —

Trudno o szczyrość przybraną w prostotę.

Kędy gość przydzie Potrzeba nazwany,
Tam skutku nie patrz, a język swej mowy
Chocia się zaprzy, chce być bez przygany.

25 
Gdzie grosz, tam dzisia przyjaciel gotowy, —

Próżnyli worek, towarzyszem sobie
Frasunek uzna, żal i ból surowy.

W tym z nami żyją i mrówki sposobie,
Gdzie próżne kąty nie postoją one, —

30 
Tak i przyjaciel zmyślny czyni tobie.


Nie idzie, kędy worki wypróżnione;
Pełna śpiżarnia kupą ciągnie k sobie,
Ochota płynie, gdzie mieszki natknione.

Tego, co koło ono ma na próbie,

35 
Które dobrego tłomi, złe wystawia,

Lada bestya wzgardza o tej dobie.

A ów, który cię zaloty zabawia,
I być rozumian życznym usiłuje,
Przód, niż kto inszy, żalu cię nabawia.

40 
Co przyjaciela prawego zyskuje

Imię, gęsty jest, lecz gdy się zachwieje
Fortuna, każdy zrazu ustępuje.

I jaskółki tak; póki niebo grzeje,
Póki wesoła ziemia rozkosz dawa,

45 
Szczebiecą w domiech, — giną, gdy mróz wieje.