Strona:PL Sebastyana Grabowieckiego Rymy duchowne.djvu/181

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Przez jaki sposób i jakie chcesz drogi;
Wiesz, umiesz wszytko, — jam nędznik ubogi.

25 
Dzień sądu twego niech nam ustawicznie

Przed okiem będzie, jak karzesz rozlicznie
Złość ludzką; zatem niech źródła łez wstają
A we dnie, w nocy twarz, piersi maczają.

Za, gdy to będzie a ty me żałości

30 
Serdeczne ujźrysz, poruszon k lutości,

W sąd się nie wdając, zniszczysz wszelkie trwogi,
A z radością wniść każesz za twe progi.

Racz, o Boże mój, płaszcz łaski rozszerzyć,
Nim złość mą zakryć, ból, żałość uśmierzyć.

35 
Samarytanie, lutością wzruszony,

Wznieś leżącego, wiesz, żem człek zraniony.



CLXVII.

Zaż można, wieków Panie, liczbę mieć mej złości,
Którą cię niepomiernie ku słusznej srogości
Wzruszając, aczem wiedział, jak twa ręka władnie,
Rzadko przystojnie ważąc zaniedbawał snadnie?

Jakoż ci nie dziękować, żeś był tak cierpliwy,

A nie karał, to widząc, jakom ja złośliwy?
Jakoć chwały nie dawać, gdyś mego przewłoki
Nawrócenia pod łaski swej płaszcz krył szeroki?

O jakoż wdzięcznym nie być, żeś słuchał me prośby

10 
I w dobrodziejstwo mienił słuszny gniew i groźby.

A to, zaż wyrzec mogę, jakoś dobrotliwy,
Nie gardząc, gdym cię w wnętrzność swą wziąć był chętliwy.

Godzienem był, Panie mój, przepaści piekielnej,
Gdym sam chciał; sobieś mnie wziął, chcąc, by nierozdzielny