Hamlet (Shakespeare, tłum. Paszkowski, 1909)/całość

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
>>> Dane tekstu >>>
Autor William Shakespeare
Tytuł Hamlet
Podtytuł królewicz duński
Redaktor Piotr Chmielowski
Data wydania 1909
Wydawnictwo Feliks West
Druk W. Kornecki i K. Wojnar
Miejsce wyd. Brody
Tłumacz Józef Paszkowski
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron
Artykuł w Wikipedii Artykuł w Wikipedii
Galeria grafik w Wikimedia Commons Galeria grafik w Wikimedia Commons
Strona w Wikicytatach Strona w Wikicytatach
ARCYDZIEŁA POLSKICH i OBCYCH PISARZY.
TOMIK 11—12.



WILLIAM SZEKSPIR


HAMLET

KRÓLEWICZ DUŃSKI.

TRAGEDYA W 5 AKTACH.
PRZEKŁAD JÓZEFA PASZKOWSKIEGO.


OPRACOWAŁ
Dr. PIOTR CHMIELOWSKI.




1909.
NAKŁADEM KSIĘGARNI FELIKSA WESTA W BRODACH.
DRUKARNIA W. KORNECKIEGO i K. WOJNARA W KRAKOWIE
POD ZARZĄDEM ADOLFA NOWAKA.


Życiorys Szekspira.

O życiu najznakomitszego nowożytnego dramatopisarza niewiele wiarogodnych dochowało się wiadomości, tak że jego biografia nie ma prawie żadnego znaczenia przy objaśnianiu jego dzieł twórczych; poprzestać więc trzeba na zarysie jak najzwięźlejszym.
William Szekspir (Shakspeare, Shakespeare, Shakspere) urodził się r. 1564 w miasteczku Stratford nad Avonem, w hrabstwie Warwick. Ojciec jego Jan (John), szczycący się herbem szlacheckim, żonaty był z Maryą Arden, córką tamecznego ziemianina; ukształcenia nie posiadał, bo nawet pisać nie umiał, a zajmował się prócz rolnictwa handlem różnorodnym i cieszył się wśród współmieszkańców uznaniem, gdyż go powoływano do sprawowania urzędów miejskich. Zamożność jego atoli, początkowo znaczna, z biegiem czasu malała, a że miał ośmioro dzieci, wychowanie ich przedstawiało dużo trudności.
William uczęszczał do szkoły miejscowej (Free Grammar School), skąd wyniósł prócz innych elementarnych nauk pewną znajomość łaciny; około r. 1578, z powodu nadwątlenia majątku, musiał szkołę opuścić i dopomagać ojcu w jego zajęciach kupieckich, wśród których miał sposobność poznania ludzi ze strony zapewne nienajlepszej, a przytem stykać się musiał nieraz z adwokatami i sądami. Folgował jednak krewkiej młodości i szukał wesołego towarzystwa. Zacząwszy ledwie rok dziewiętnasty, ożenił się ze starszą od siebie o lat osiem Anną Hathaway, córką niezamożnego drobnego szlachcica (yeoman). Niejednokrotnie później w dziełach swoich potępiał takie przedwczesne i nierozważne śluby. Z czego się utrzymywało to małżeństwo, nie wiadomo, bo że ojciec nie mógł mu dopomagać, to pewna, gdyż jego interesa z każdym rokiem się pogorszały. Musiał się tedy William obejrzeć za jakimś zarobkiem. W Stratfordzie wędrowni aktorzy dawali nieraz przedstawienia. Młodzieniec poczuł może w sobie zdolności w tym kierunku i z jedną z takich trup podążył około r. 1586 do Londynu, by tam szukać chleba dla żony i trojga dzieci, które pozostawił w miasteczku rodzinnem. Czy w Londynie trzymał zrazu konie paniczów przyjeżdżających do teatru, czy był wywoływaczem aktorów na scenę, jak to rozpowszechnione anegdoty opowiadają, niepodobna twierdzić napewno; ale to nie ulega wątpliwości, że w bardzo krótkim przeciągu czasu zwrócił na siebie uwagę nie tylko jako aktor w trupie lorda podkomorzego, grywającej w teatrze Black friars, ale także jako poeta i dramatopisarz tak dalece, że obudził zawiść i oburzenie w jednym ze współzawodników.
Czasy panowania królowej Elżbiety były okresem wspaniałego rozkwitu literatury angielskiej, a szczególniej poezyi. Po strasznych wojnach między Białą i Czerwoną Różą w XV-ym wieku, po okropnych scenach fanatyzmu religijnego za Henryka VIII i Maryi Tudor, nastała chwila spokoju, dobrobytu i potęgi państwowej. Oświata rozszerzała się, zapał do nauk wzrastał, twórczość z całą potęgą sił młodzieńczych rozsadzała dusze. Z haseł Odrodzenia sztuk i nauk („renesansu“) przyjęto jedno tylko: żyć pełnią życia. Inne, jako to: dążenie do harmonii, do pięknych kształtów, do prawidłowej budowy utworów, nie przemawiały do umysłów, z natury namiętnych, gwałtownych, niepohamowanych, pragnących całą swą istność, pełną sprzeczności, wyrazić za pośrednictwem dzieł sztuki, a przedewszystkiem zapomocą poezyi.
Czytano utwory greckie, łacińskie, włoskie i hiszpańskie, ale ich ściśle nie naśladowano; zachowywanie klasycznych prawideł w kompozycyi, zwłaszcza dramatycznej, nie mogło się pogodzić z tą swobodą, do jakiej przywyknięto w ulubionych misteryach średniowiecznych i dyalogach moralizujących, gdzie mieszanina scen poważnych i śmiesznych, realnych i fantastycznych, łączyła się z zupełną dowolnością przenoszenia akcyi z miejsca na miejsce i rozciągania czasu jej wedle upodobania, czy wedle potrzeby wątku obranego ku zdramatyzowaniu. Nie o foremną kompozycyę chodziło autorom angielskim, ale o całkowite wypowiedzenie się ze swemi myślami, uczuciami, namiętnościami, popędami. Lubowali się w przepaścistych kontrastach, mających grunt swój w pierwotnej naturze narodu: obok krwawych, straszliwych objawów samolubstwa, żądzy panowania, nienawiści, zemsty — najtkliwsze uczucia poświęcenia, zupełnej ofiarności, bezwarunkowego poddania się; obok rozuzdanych na wszelkie nieprawości przykładów rozpusty — idealne, czyste dążenia do udoskonalenia; obok trywialnych, aż obrzydliwych w płaskości swojej konceptów — najwznioślejsze wzloty fantazyi; obok realnego pojmowania stosunków codziennych — najdziwaczniejsze, najnieprawdopodobniejsze pomysły: obok zachwalania rozkoszy ziemskich — posępne rozmyślanie nad nicością życia: wszystko to razem pomieszane, bez perspektywicznego układu, znajduje się w utworach owoczesnych pisarzy, tak samo jak w życiu.
Anglicy lubowali się w widowiskach; przy końcu XVI wieku w Londynie istniało 8 teatrów; dramatopisarzów było mnóstwo; wielu z pomiędzy nich poszło w zupełne zapomnienie; innych dzieła, nie drukowane, przepadły wraz z chwilą przedstawienia; ale zachowało się jeszcze dosyć, by okazać, iż Szekspir miał dużo i to utalentowanych poprzedników. Jan Lilly, Tomasz Kyd, Robert Greene, Jerzy Peele, Tomasz Nash, Tomasz Lodge byli w ostatniej ćwierci XVI stulecia bardzo znani; sztuki ich cieszyły się wielkiem powodzeniem; nad wszystkich atoli talentem wzniósł się Krzysztof Marlowe, autor „Fausta“ i mnóstwa innych dramatów, podziwianych ze względu na bogactwo wyobraźni i na umiejętność tworzenia charakterów, dyszących życiem. Większa część tych pisarzów ubiegała się także o sławę aktorską i pozyskiwała ją, chociaż bynajmniej przez to jakiejś czci trwałej nie nabywała. Oklaskiwano aktorów, lecz nimi pogardzano; to też żyli oni zazwyczaj po cygańsku, włócząc się po szynkowniach i marniejąc przedwcześnie.
Jeden z nich, Robert Greene, umierając w 33-im roku życia, w ostatniej swej pracy napadł gwałtownie na młodszego od siebie tylko o lat cztery, lecz w zawodzie dramatycznym dopiero początkującego Szekspira, zwracając się do przyjaciół i zaklinając ich, by nadal unikali stosunków z teatrem i aktorami: „Jak ja, któremu oni winni są wszystko, jestem przez nich opuszczony, tak samo stanie się z wami, gdy się w mem położeniu znajdziecie. O! nie wierzcie im; pomiędzy nimi jest oto podskakująca wrona, w nasze przystrojona piórka, która serce tygrysie okrywszy skórą aktora, sądzi się zdolną biały wiersz zmajstrować równie dobrze jak każdy z was, i jako najwyborniejszy Jan Wszystkoróbski (Johannes Factotum) wedle swego pojęcia ma się za jedynego człowieka, co w kraju całą sceną trzęsie“. Wyraz użyty tutaj przez Greene’a: Skake-scene (trzęsiscena) jest oczywistą przymówką do nazwiska Skake-speare; a zdanie „serce tygrysie okrywszy skórą aktora“ jest alluzyą do zdania zawartego w Henryku VI (część III, akt I, sc. 4.) Szekspira: „serce tygrysie skórą okryte niewieścią“.
Istotnie krytyka odnalazła w dramatach Szekspira kilka wyraźnych pożyczek z dramatów Greene’a, tak że narzekanie umierającego dramatyka o wronie, w cudze strojącej się piórka, nie jest bez podstawy; tylko że nie przewidział, iż ta wrona bardzo rychło przemieni się w orła.
Szekspir zrazu przerabiał tylko i poprawiał dramata dawniej grywane, lub na ich wzór tworzył nowe, zatrzymując wszystkie ich właściwości, a mianowicie zamiłowanie w scenach mordów, ucinania języków i rąk, gwałtów, naciąganych sytuacyj, konceptów itp. Takimi są: „Tytus Andronik“, „Perykles“ i „Henryk VI“ (3 części); a z komedyj: „Komedya omyłek“, „Ugłaskanie sekutnicy“, „Dwóch panów z Werony“, „Stracone zachody miłości“. Autor sam nie uważał dzieł tych za utwory poezyi, bo wydając w r. 1593 swój poemat, osnuty na micie starożytnym, wziętym z „Przemian“ (Metamorfoz) Owidyusza p. t. „Wenus i Adonis“, pełen gorących barw namiętności, w stylu włoskim, nazwał go swoim pierwiosnkiem poetyckim. W roku następnym ogłosił drugi poemat, z podań rzymskich, p. n. „Lukrecya“, w którym opowiadając znany powszechnie wypadek, silnie zaznaczył swoje oburzenie na postępowanie mężczyzn w stosunku do kobiet. Równocześnie pisał sonety, których z biegiem czasu zebrało się 154 (znane już były r. 1598, ale drukiem po raz pierwszy ogłoszone dopiero 1609 r. i to nie przez samego poetę). Większa ich część poświęcona opiewaniu przyjaźni; Szekspir swemu wysoko położonemu przyjacielowi chciał nimi zapewnić nieśmiertelność; dużo z nich maluje barwnie miłość dla kobiety zalotnej, niegodnej hołdów, jakie jej składał wielbiciel (czy sam poeta, trudno twierdzić napewno); są wreszcie w nich i uwagi ogólne, przeważnie pessymizmem zaprawne, ale gorącą wiarą w nieśmiertelność duszy przeniknięte; ta wiara właśnie chroni autora od rozpaczy.
Nie tymi jednak utworami, chociaż cenionymi wielce przez współczesnych, zyskał sobie Szekspir nieśmiertelność; jeżeli się dzisiaj jeszcze zastanawiamy nad nimi, to głównie dlatego, ażeby lepiej i dokładniej poznać olbrzymi talent dramatyczny ich twórcy. Szekspir bowiem z każdem nowem dziełem, wystawionem na scenie, wykazywał coraz wyższy stopień rozwoju, nie w wątku, nie w osnowie faktycznej dramatów, gdyż te, jak dawniej, brał albo z poprzednich utworów albo z kroniki starszego od siebie nieco historyka Holinsheda, albo z podań i opowiadań włoskich czy francuskich; — lecz w tworzeniu coraz to wspanialszych, coraz to głębszych charakterów, które fantazya jego, bujna i lotna, jakby w jasnowidzeniu malowała z nieporównaną siłą plastyczną, odrazu uprzytomniającą całość człowieka ze wszystkiemi jego właściwościami fizycznemi i duchowemi. Przyrodzony talent wzmagał czytaniem wszystkiego, co mu tylko było dostępnem. I stworzył literaturę dramatyczną, pierwszą od czasów tragedyi greckiej, godną uwielbienia, niedorównaną do dnia dzisiejszego.
Niebawem po owych pierwszych próbach dramatycznych, mniej więcej około r. 1595 nastąpił okres wielkiej płodności i wielkich tryumfów scenicznych. Dramata z dziejów angielskich: „Król Jan“, „Ryszard II“, „Ryszard III“, „Henryk IV“ w dwu częściach, „Henryk V.“; słynna tragedya miłości: „Romeo i Julia“, przecudna fantazya: „Sen nocy letniej“, komedye: „Kupiec Wenecki“, „Wieczór trzech króli“, „Wszystko dobrze, co się kończy dobrze“, „Wiele hałasu o nic“, „Jak się wam podoba“, „Wesołe kumoszki z Windsoru“ — oto wiekopomne owoce tego okresu twórczości.
Ale nie był to jeszcze kulminacyjny punkt genialnego ducha. W początkach w. XVII-go (mniejwięcej od 1601 do 1608) powstają dopiero największe arcydzieła Szekspira, niezrównane obrazy namiętności, targających i druzgocących serca ludzkie. Takimi są cztery wielkie tragedye na różnorodnych podaniach osnute: „Hamlet“, „Makbet“, „Otello“, „Król Lear“; trzy potężne dramata z dziejów rzymskich: „Juliusz Cezar“, „Antoniusz i Kleopatra“, „Koryolan“; wreszcie posępna komedya: „Wet za wet“ („Miarka za miarkę“).
Po tem najwyższem natężeniu siły twórczej nastąpiło w ostatnich dramatach Szekspira pewne osłabienie, nie w szczegółach, które bywają przepyszne, ale w całości kompozycyi. „Troilus i Kressyda“, „Tymon Ateńczyk“ omroczone są pessymizmem, natomiast „Henryk VIII“, „Cymbelin“, „Powieść zimowa“, „Burza“ brzmią hasłami wyrozumiałości, pogodzenia się z życiem, duchowego spokoju.
Szekspir nie poszedł za przykładem swoich poprzedników — co do trybu życia. Lubił wprawdzie biesiady i „pod Syreną“ (Mermaid Tavern) chętnie dowcipkował, zwłaszcza z młodszym od siebie o lat 10, utalentowanym i ukształconym dramatykiem Ben Jonsonem; ale trzeźwem okiem patrzył w przyszłość, szukał towarzystwa wśród wyższych warstw społecznych, przyjaźnił się z młodym lordem Southamptonem i jego druhem Essexem; osobiście był przedstawiony królowej Elżbiecie i cieszył się jej łaskami; oszczędnie gospodarował dochodami aktorskimi i autorskimi, przystąpił do spółki ze starszym, głośnym aktorem Ryszardem Bourbagem, by zbudować nowy (drewniany) teatr: Globus, w którym grywane były największe jego utwory; w r. 1597 mógł już nabyć w Stratfordzie dom z ogrodem; a w r. 1602 i 1605-ym zakupił tamże znaczne przestrzenie gruntów za sumy na owe czasy bardzo wielkie (320 i 440 funtów sterlingów). Opuścił wreszcie zawód aktorski, przeniósł się do Stratfordu (w r. 1608 był już tu napewno); przesyłał stąd jeszcze ostatnie swoje dramata do Londynu; zmarł 23 kwietnia 1616 roku, przeżywszy zaledwie lat 52.
Za życia niewiele dramatów swoich ogłosił drukiem i to zazwyczaj bez swego nazwiska; dopiero po śmierci jego, przyjaciele-aktorzy: Hemings i Condell wydrukowali zbiorowe ich wydanie r. 1623. Zmiana, jaka niebawem potem nastała i w usposobieniu społeczeństwa (zwycięstwo sekty purytanów, niecierpiących teatru) i w literaturze (wpływ wzorów francuskich) przyćmiła sławę Szekspira na lat kilkadziesiąt w samej Anglii, tak że dopiero w początkach XVIII stulecia nanowo się nim zaczęto zajmować. Rozgłos europejski imię jego zyskało w drugiej połowie owego stulecia, nie tyle za pośrednictwem Anglików, ile za pośrednictwem Niemców.
Szekspir wedle wyrażenia znakomitego krytyka francuskiego, Hipolita Taine’a, jest największym „twórcą dusz“ jakiego znają dzieje literatury. Nie nauka, nie wiedza, lecz jasnowidzenie wyobraźni, umiejącej przejąć się wszystkiemi usposobieniami, wszystkiemi położeniami, i wyrazić je tak żywo, tak śmiało, tak oryginalnie, iż widz lub czytelnik odrazu ma je przed oczyma swej duszy, — było zasadniczą potęgą tego geniuszu, który więcej nam wykrył tajemnic najgłębszych człowieka, niż całe szeregi filozofów.

Geneza „Hamleta“.

Osnowa treściowa wielkiego arcydzieła znajduje się w „Historyi duńskiej“, spisanej po łacinie w końcu XII-go czy na początku XIII wieku przez kronikarza, zwanego Saxo Grammaticus. Oto jego opowiadanie w skróceniu (podanem przez J. I. Kraszewskiego): Horwendill, namiestnik jutlandzki, wsławiony rozbojami morskimi, ściąga na siebie gniew króla norweskiego, Kollera, zazdroszczącego mu tej sławy. Dwaj przeciwnicy spotykają się na jakiejś wyspie, a bój ma rozstrzygnąć, komu dostanie się kraj przeciwnika w posiadanie. Horwendill pokonywa Kollera, a król duński daje mu córkę swoją Gerutę (Gertrudę) za żonę. Ze związku tego rodzi się Amleth. Brat Horwendilla, Fengo, zabija go pod pozorem, że się z Geruthą źle obchodził, żeni się z wdową i sam panuje nad całą Jutlandyą. Amleth w obawie o życie udaje obłąkanego, niekiedy jednak okazując zdrowy rozsądek i przebiegłość. Podejrzliwy Fengo nie dowierza jego obłąkaniu, a starając się go wypróbować, nastręcza mu pokusę w osobie młodego dziewczęcia. Prócz tego poleca żonie, aby Amletha wybadała. Ukryty szpieg miał tę rozmowę podsłuchać. Amleth, odkrywszy szpiega, zabija go, przemawia do matki, wzrusza ją i skłania do przyrzeczenia pomocy, gdy się mścić będzie śmierci ojca na stryju i jego wspólnikach. Fengo chce się dowiedzieć, gdzie trup zabitego został ukryty; Amleth wskazuje miejsce, udając szalonego; potem wyprawiony z dwoma towarzyszami do Anglii, by go tam ścięto, wykrada listy (runy na drzewie ryte) i zmienia je na inne, w których zawierała się prośba o oddanie córki za Amletha i ukaranie jego towarzyszów śmiercią. Król angielski spełnia te życzenia; Amleth pozyskuje jego względy bystrością umysłu i darem odgadywania rzeczy skrytych; wraca potem do Jutlandyi w chwili, gdy uważając go za zmarłego, pogrzeb obchodzić miano; odgrywa tu znowu rolę obłąkanego, wpada pomiędzy zaproszonych na stypę gości, upaja ich, podpala pałac i zabija Fenga. Przez czas jakiś potem ukrywa się, badając uczucia ludu, a nabrawszy przekonania, że te są mu przyjazne, ukazuje się, opowiada swe dzieje i jednogłośnie królem zostaje uznany. Jedzie następnie do Anglii, doświadcza tam osobliwych przygód, a za powrotem do Danii ginie w pojedynku.
To opowiadanie kronikarza duńskiego obrobił i upiększył nowelista francuski Belleforest i umieścił je w 5-ym tomie swoich „Historyj tragicznych“ p. t. „Avec quelle ruse Amleth qui depuis fut roy de Dannemarch, vengea la mort de son père Horvendille occis par Fengon, son frère, et autre occurence de son histoire“ (1570 r. „Jakim podstępem Amleth, późniejszy król Danii, pomścił śmierć swego ojca Horwendilla, zabitego przez swego brata Fengona, i inne okoliczności jego historyi“). W tej powiastce bardzo ważne, ze względu na utwór Szekspira, jest wyjaśnienie, dane przez samego Amletha, dlaczego udawał szaleńca: oto dlatego, że czeka z zemstą na porę stosowną, na środki i sposobność, ażeby zbytnio kwapiąc się, nie był sam powodem własnej nagłej zagłady... Powiastkę Belleforesta przełożono niebawem na język angielski (ale drukowane wydanie odszukano dopiero z r. 1608, choć niewątpliwie były wcześniejsze).
Wspomniany już tutaj dramatyk Tomasz Kyd napisał także tragedyę o Hamlecie, ale ta nie dochowała się do naszych czasów i nie możemy jej zestawić z arcydziełem Szekspira. Możliwą atoli jest rzeczą, iż z niej Szekspir korzystał, jeżeli krytyka wykazała, iż z „Hiszpańskiej tragedyi“ tegoż Kyda przejął nasz autor pewne sceny. U Kyda ma się pomścić ojciec za syna, u Szekspira syn za ojca; u Kyda ojciec udaje obłąkanego, u Szekspira syn, u Kyda wobec króla i dworu urządzone zostało widowisko teatralne, by zemsty dokonać, u Szekspira jest takież widowisko, by nabrać przekonania o winie króla. Być może, iż przekładem lub przeróbką zatraconej sztuki Kyda jest tekst niemiecki p. t. „Der bestrafte Brudermord oder Prinz Hamleth aus Dännemark“. Zastanowiło badaczów w tej sztuce najprzód to, iż nazwisko Hamleth w tej formie (a nie Amleth lub Hamblet) tu się pojawia oraz wzmianka o Jeftem, przejęta ze starej ballady angielskiej, tak samo jak w tragedyi Szekspira.
Pierwsze wydanie „Hamleta“ Szekspirowskiego wyszło bez wiedzy autora w r. 1603; drugie, prawie o połowę powiększone (zwłaszcza w przemowach bohatera głównego) w r. 1604 i w tej drugiej formie przeszło do edycyj zbiorowych.

Układ tragedyi i charakterystyka osób.

Chcąc sprawiedliwie ocenić kompozycyę sztuk Szekspirowskich wogóle, trzeba pamiętać o warunkach sceny owoczesnej. Budowa teatrów była bardzo pierwotna; dach miała tylko scena i galerye; parter nie posiadał go zgoła; na samej scenie ustawiano siedzenia dla bogatych paniczów, którzy w braku krzeseł mieścili się na podłodze. Zasłony w skutek tego nie zapuszczano wcale; stąd podział na akty nie miał właściwego sobie znaczenia; szło jedynie o następstwo sytuacyj; sam Szekspir, ani pierwsi wydawcy dzieł jego nie zaznaczali aktów w druku; dokonano tego przeważnie dopiero w wieku XVIII, nieraz bardzo dowolnie. Dekoracye przedstawiały się nader skromnie; zmianę miejsca albo wywoływano albo też oznaczano słupem z odpowiednim napisem. Role kobiece grali młodzi mężczyźni.
Czy Szekspir znał reguły Arystotelesa i Horacego, dotyczące tragedyi, nie wiemy, ale to pewna, że ich się nie trzymał. Wprowadzał na scenę mnóstwo osób, czas trwania akcyi przeciągał nieraz bardzo długo; miejsce jej zmieniał nader często; chodziło mu głównie o żywe, prawdziwe charaktery, o wstrząsające sytuacye, o styl dobitny, metaforyczny, oryginalny, a nawet jaskrawy.
I „Hamlet“ pod względem układu te same ma cechy. Jedność miejsca o tyle w nim tylko zachowana, że cała sprawa odbywa się Elsinorze i poblizkiej okolicy (równinie) w Danii nad morzem, że przeważnie skupia się w zamku królewskim i około niego; ale w tym obrębie zmiany są częste. Podział na pięć aktów nie jest istotnym; mianowicie przedzielenie ostatniej sceny aktu III, od I-szej, II, III-ej aktu IV-go jest zgoła nieuzasadnione; ale to nie wina Szekspira. On uważał swoją tragedyę za szereg 20 scen, odbywających się mniej więcej w przeciągu kilku miesięcy; a chciał uwydatnić głąb duszy pewnych wybitnych osobistości. Wskutek przeróbek, nie wszystkie sceny spójnie, dokładnie ze sobą się łączą; niektóre są niekonieczne (np. I. scena aktu I-go; przestrogi dawane Rejnaldowi przez Poloniusza, bardzo długa rozmowa Hamleta z aktorami), lubo same w sobie budzą wiele zajęcia; czasami dostrzega się nawet sprzeczność, mianowicie w określeniach chronologicznych i sytuacyjnych, gdy np. w I-ym akcie Hamlet nikomu nie zwierza się z tajemnicy odsłoniętej przez ducha, a w III-im mówi o niej jako znanej już Horacemu. Nie starał się poeta umotywować faktu trudnego do pojęcia, iż ukazywanie się ducha pozostało tajemnicą dla króla itp. Jak inni dramatycy owego czasu tak i Szekspir nie dbał o odtworzenie kolorytu miejscowego; malował pojęcia i obyczaje, jakie widział w swojej ojczyznie, a nie te, jakiemi być mogły w Danii w epoce zamierzchłej. Stąd wzmianki o armatach, o uniwersytecie w Witemberdze; stąd powoływanie się na mitologię grecko-rzymską w porównaniach itd.
Takie atoli braki układu są drobnostką wobec głębin myśli, jakie w utworze swoim rozwinął Szekspir, wobec tego wniknięnia w najtajniejsze skrytki duszy, jakie nam i w osobie bohatera głównego i w poglądach jego na życie, na stosunki ludzkie, i w różnorodnych wreszcie usposobieniach reszty osób genialnie odsłonił w takich niekiedy słowach, jakich nigdy przedtem ludzkość nie słyszała.
Hamlet jest osobistością bardzo złożoną pod względem duchowym i bardzo głęboką. Niezmiernie uczuciowy i nadzwyczajnie wraźliwy, ma przytem skłonność i zdolność do zastanawiania się nad światem i sobą, robiąc z pojedyńczego zdarzenia, z jakiegoś zauważonego rysu uogólnienia nader rozległe. W największem nawet podnieceniu, kiedy dusza jego wydaje się wzburzoną do samej głębi, nie zapomina o swoim zapiśniku (notatniku), ażeby w nim utrwalić jakieś spostrzeżenie, uderzające go swoją nadzwyczajnością, mianowicie o ujemnem dla ludzkiej natury znaczeniu, choć nie jest bynajmniej ślepym na zalety takich ludzi jak: Horacy, Laertes, Fortynbras. Z natury skłonny do silnych wzruszeń, wzmaga je i potęguje skupianiem uwagi na to, co je wywołuje; stąd myśli i czyny, któreby umysłowi spokojniejszemu wydały się tylko nagannemi albo lichemi, u niego przybierają kształty, budzące wstręt i pogardę. Dlatego drwi z swoich dawnych przyjaciół Rozenkranca i Gildensterna; dlatego chłoszcze biczem sarkazmu lalkę dworską Ozryka; dlatego znęca się nad moralnie lichym, lecz wcale nie tak głupim podkomorzym Poloniuszem; dlatego postępek matki, która wyszła za brata swego męża, przybiera w jego duszy barwę tak potworną, iż piętnuje go całą potęgą namiętnego, nieokiełznanego słowa, które wtedyby naprawdę miało uprawnienie, gdyby ta matka była wspólniczką Klaudyusza w zamordowaniu swego męża.
Nadzwyczajna wrażliwość Hamleta w połączeniu ze skłonnością do uogólniania, czyni go podatnym do pewnej próżności, do lekceważenia ludzi, a dalej, do przeczuć, przewidywań i podejrzeń; wskutek tego zasnuwa myśli jego pasmami pessymistycznego na świat poglądu, który mu odbiera wiarę w ludzi, popycha go niekiedy do niesprawiedliwości, a nawet okrucieństwa (np. względem Ofelii), usposabia obojętnie lub szyderczo wobec sprawionych przez siebie klęsk (zabicie Poloniusza, wysłanie Rozenkranca i Gildensterna na śmierć niechybną). Wrażliwość ta sprawia również, że Hamlet jest popędliwy, słucha chwilowych podnieceń i w takich wypadkach, jeżeli na razie rozwaga nie pohamuje wybuchu, działa poprostu odruchowo.
Wysoka atoli inteligencya, przyzwyczajenie do roztrząsania myśli i uczuć swoich sprawiają, że te nagłe odruchy bywają rzadkie, a tłem zasadniczem charakteru pozostaje zastanowienie, refleksya; tem się wyjaśnia, iż choć na wezwanie ducha obiecuje dokonać zemsty jaknajrychlej, to przecież niebawem zaczyna wątpić, czy świadectwo tego ducha jest wiarogodne, czy to nie nasłanie piekła, by pobudzić do czynu zbrodniczego. Stara się więc o bardziej przekonywające dowody; urządza widowisko, na którem nabywa przeświadczenia, że Klaudyusz istotnie jest mordercą. Ma sposobność zabicia go, lecz z niej nie korzysta, bo mu refleksya, wiarą w nieśmiertelność duszy przejęta, nasuwa przypuszczenie, iż modlący się Klaudyusz w stanie łaski zeszedłby ze świata, a więc zabójstwo, na nim dokonane, nie byłoby wcale karą za zbrodnię. Czeka więc na taką chwilę, kiedy król będzie pogrążony w grzechu. A tymczasem musi jechać do Anglii, przeczuwając, co go tam spotka. Wyprawa młodego Fortynbrasa do Polski z powodu lichego kawałka ziemi znowu w nim podnieca chęć pomszczenia śmierci ojca, lecz wypadki uniemożliwiają mu natychmiastowe spełnienie zamiaru, a myśl znowu się pogrąża w posępnych rozmyślaniach o nicości chwały i życia, kiedy zarówno bohater jak tchórz, zarówno mędrzec jak głupiec jednako w proch się rozsypują. Hamlet nie wypowiada tego wyraźnie, ale z jego zachowania się i z jego słów płynie sam przez się wniosek, iż wobec ciągle mnożących się nieprawości świata, wobec lichoty życia, małe ma znaczenie istnienie czy zgon jednego zbrodniarza, choćby on był królem, bo jego miejsce zastąpią inni, może nie lepsi od niego. Przytem rola karciciela nieprawości nie przejmuje go zapałem. Postępowanie Laertesa, ośmielającego się na bunt przeciwko królowi, jako domniemanemu sprawcy śmierci Poloniusza, po raz ostatni przypomina Hamletowi jego zobowiązanie, wobec ducha ojca zaciągnięte, ale w porównaniu z poprzedniemi pobudkami, ta słabem już tylko echem odbrzmiewa w jego zwątpiałej duszy i do osnucia jakiegokolwiek planu wcale nie prowadzi. Na Opatrzność, na los, na konieczny wynik czynów zdaje się Hamlet więcej rachować aniżeli na samodzielną swą przedsiębiorczość. Zabije króla dopiero wówczas, gdy i królowa zginie od trucizny, jaką przewrotny stryj zgotował synowcowi. Zginie i sam od zatrutego pchnięcia rapirem. Tragiczność jego młodego życia na tem polega, że zatruta przedwcześnie pessymizmem dusza nie może znaleźć żadnej ostoi, gdzieby bezpiecznie i swobodnie odetchnąć mogła i znaleźć ukojenie. Dopiero przed samym zgonem widzi w dzielnym i szlachetnym Fortynbrasie człowieka, który zdoła narodowi zapewnić możliwe na ziemi szczęście, więc i swój głos jemu przekazuje z życzeniem, by został królem Danii.
Jest w Hamlecie bardzo dużo z usposobienia poety, artysty, zwłaszcza artysty-aktora. Nadzwyczaj bujna wyobraźnia, wielki dowcip a stąd świetna frazeologia, głęboka znajomość dramaturgii tj. scenicznego przedstawienia pomysłów, niesłychana łatwość przerzucania się od najpoważniejszych, najbardziej ponurych rozmyślań do figlarności niemal dziecinnej (np. w scenie przysięgi wymaganej od towarzyszów, by o wypadkach nocy, w której duch ojca mu się pokazał, nic nie mówili), lub do swawolnych żartów (w scenie z Ofelią w czasie odgrywania sztuki przez aktorów), lub do szczypiącego sarkazmu (w rozmowach z Rozenkrancem i Gildensternem, Poloniuszem i Ozrykiem), lub do drwiąco szalonej myśli o zarabianiu na chleb w teatrze wędrownym (po przedstawieniu danem przez aktorów, na którem nabył przeświadczenia, że jego stryj jest mordercą). Jak jest surowym i aż do hallucynacyi przejętym sprawą matki; jak w posępnej zadumie porusza najtrudniejsze zagadnienia bytu i śmierci; jak głęboko wniknąć potrafi w zobrazowanie przewrotności ludzkiej i nicości wszystkiego, za czem się świat ugania: tak równie swobodnie i wymownie parodyuje żale Laertesa, opowiada Horacemu o podstępie, którym siebie od grożącej śmierci wyswobodził, a towarzyszy swoich na nią wystawił. Możnaby go czasami posądzić o brak serca i sumienia; lecz kto zważy, iż on własne swe życie nie więcej ceni nad szpilkę; kto się przeniknie jego poglądem na marność zamiarów i usiłowań ziemskich; kto zapamięta, jak on surowo sądzi sam siebie, ile wad widzi w sobie; kto zważy pilnie owo wczesne zatrucie szlachetnej jego a nadmiernie wrażliwej duszy widokiem tryumfującego bezprawia: ten nie osądzi go zbyt surowo i obok słabości a błędów uzna w nim umysł genialny i serce zdolne do uczuć najszlachetniejszych. Nie zdołał on pogodzić tych przymiotów z wymaganiami życia powszedniego — i dlatego zginąć musiał.
Ofelia jest jedną z najpiękniejszych i najsympatyczniejszych kobiet, jakie Szekspir nakreślił. Jest ona uosobieniem łagodności i miłości, bez cienia nawet samolubnych objawów. Pokochała Hamleta, którego uważała za „niedościgły obraz i wizerunek rozkwitłej młodości, za zwierciadło dobrego tonu i wzorzec formy“, a ujrzała się niebawem wzgardzoną, odepchniętą, choć nie popełniła względem ukochanego żadnej winy. Podejrzliwość Hamleta przedstawiła mu ją jako sojusznicę jego wrogów i wywołała na jego usta to okrutne słowa potępienia, to ubliżające wstydowi niewieściemu żarty. Zniosła to Ofelia na pozór spokojnie, bolejąc więcej nad tem, że umysł takiego jak Hamlet człowieka uległ (jak sądziła) zamroczeniu, aniżeli nad swojem opuszczeniem. W głębi jednak serca odczuła ona cios straszliwie, a gdy do niego przyłączył się niebawem drugi — śmierć ojca z ręki tego właśnie którego ukochała, delikatna budowa jej nerwów wytrzymać tego nacisku nie mogła; obłęd, udawany jeno chwilowo przez Hamleta, opanował jej umysł w istocie. A w tym obłędzie splotły się misternie zarówno zawiedzione marzenia miłosne, wraz z przestrogami brata i ojca, żeby nie ufała zanadto słowom królewicza i nie była potem wystawiona na hańbę, jak i przypomnienie zgonu ojca. Ten spokojny, melancholiczny obłęd, tak właściwy biernemu charakterowi Ofelii, nakreślony został z wdziękiem poetycznym, któremu nie zrównało żadne z późniejszych naśladowań.
Tragiczność Ofelii na tem polega, że los postawił tę słodką, łagodną, wątłą istotę wśród starcia się straszliwych potęg, nie tyle królewskiego dworu i zamiarów Hamleta, ile raczej potęg miłości i niewiary, jakie w duszy kochanka się rozgościły i pokoju mu nie dawały. Zwątpiwszy o ludzkości wogóle, a szczególniej o cnocie kobiet, Hamlet zdeptał serce sobie oddane, które walczyć o swe uczucie nie umiało, zdeptał też jej uczucia względem ojca, drwiąc z niego niemiłosiernie, a w końcu go zabijając, lubo bezwiednie, gdyż sądził, że króla morduje.
Król Klaudyusz nie należy do licznego grona Szekspirowskich okrutników i obłudników, lecz ma swoją własną, dość złożoną fizyognomię duchową. Choć go Hamlet bardzo czarno pod względem fizycznym maluje, musiał on mieć pewien urok, kiedy potrafił ująć bratową — musiał mieć dużo sprytu, kiedy po bracie zabitym przez siebie wstąpił na tron, panował spokojnie, odbierał haracz z Anglii, a Norwegię od napadu powściągnął; a gdy Laertes bunt podniósł, kilkoma słowami potrafił go uśmierzyć i do swoich nagiąć zamiarów.
Jest on przewrotny i obłudny, z tajnymi projektami nie zwierza się ani żonie, ani swej prawej ręce, Poloniuszowi, w milczeniu i skrycie przeprowadzić się je stara. Lubi huczne biesiady, usiłując w nich utopić wyrzuty sumienia, których doświadcza nieraz, ale nie uważając ich za jedyny w tym celu środek, bo się ucieka i do modlitwy, choć czuje, że mu grzechy odpuszczone być nie mogą, dopóki włada wszystkiem tem, co za pośrednictwem zbrodni osiągnął.
Prawdziwej, szczerej skruchy w nim niema; do zbrodni zawsze gotów, osłaniając ją pozorem dobra ogólnego, dobra państwa. Zawsze działając skrycie i nie mając usposobienia wojowniczego, nie chce używać gwałtu względem Hamleta, lubo zabicie Poloniusza mogło być doskonałą pokrywką surowych rozporządzeń; woli on wysłać go do Anglii, by tam zdala od ojczyzny z rąk hołdownika śmierć go zaskoczyła. Umie zużytkować cudze namiętności, by swojego dopiąć celu; więc szlachetnego skądinąd Laertesa pozyskuje na rzecz podstępnie prowadzonej walki na rapiry. Wszystkich kombinacyj losu przewidzieć oczywiście nie może; musi więc patrzeć na śmierć żony, pijącej puhar przeznaczony dla syna; musi ginąć od pchnięcia tegoż samego rapiru, który miał Hamletowi śmierć niezawodną zgotować. Jestto człowiek potworny wewnętrznie, lecz gładki, nie dający się nigdy unieść wybuchom gwałtownej namiętności, działający podstępnie i ginący wśród okoliczności, przez siebie samego sprowadzonych.
Poloniusz, dworak-dyplomata, nie jest takim prostym błaznem, za jakiego poczytuje go namiętny Hamlet; widać w nim dużo zdrowego rozsądku; przestrogi, jakie daje czy to Ofelii czy Laertesowi, są bardzo praktyczne i cenne, a jedna z nich: „bądź sam sobie wierny“ wykazuje nawet głębsze zastanowienie nad duszą i sprawami ludzkiemi. Jest on zarozumiały, gaduła, poczytujący się za nader rozumnego, przenikliwości wielkiej nie ma i w tej przewyższa go niewątpliwie król Klaudyusz. Skrupuły moralne nie istnieją dla niego, a szpiegowanie na rzecz króla uważa za swój obowiązek i spełniając taki obowiązek, ginie.
Cokolwiek o nim powiedzieć można pod względem umysłowym, jest on nieporównanie wyższy od płytkiego dworaka, zwykłymi frazesami konwencyonalnymi szermującego Ozryka, albo młodych, uczciwych w gruncie duszy, ale żadną samodzielnością nieodznaczających się dworzan: Rozenkranca i Gildensterna.
Laertes jest młodzieńcem, pełnym życia i energii, celującym w sztuce szermierskiej, pragnącym nabrać ogłady światowej w Paryżu. Dowiedziawszy się o śmierci ojca, wraca do kraju, z myślą o pomście na królu, którego uważa za jego mordercę; otacza się tajemniczością, zyskuje zwolenników, napada na dwór, lecz powstrzymany poczuciem grozy majestatu a ułagodzony słowami króla, daje się unieść namiętności i chcąc ukarać zabójcę ojca i pośredniego sprawcę śmierci Ofelii, zgadza się na morderczy podstęp, namaszcza swój rapir jadem, ale zrządzeniem losu zadawszy ranę, sam także ją otrzymuje tem samem narzędziem. Zapaśnicy — Hamlet i Laertes — przebaczają sobie nawzajem, gdyż obaj, choć w gruncie szlachetni, w różnych okolicznościach posłużyli się podstępem i zbyt surowo na ten środek nie patrzyli. Postępowania obu nie możemy mierzyć skalą dzisiejszych etycznych poglądów, surowszych w ocenie intencyj i środków czynu; oni cenili siłę i podstęp prawie na równi, jeżeli prowadziły do upragnionego celu.
Fortynbras jest postacią uboczną w tragedyi, ale dość ważną ze względu zarówno na Hamleta jak i na rozwój akcyi, gdyż on to właśnie wraz z dzielnym i szlachetnym Horacym, tak szczerze cenionym przez bohatera, pozostają na placu i mają narodowi duńskiemu wyjawić całą prawdę o zmarłym. Fortynbras jestto odważny, śmiały, energiczny wojownik, nie zapuszczający się w rozumowanie, lecz prosto a wytrwale zmierzający do urzeczywistnienia osnutych przez siebie planów — jestto zatem stanowcze przeciwieństwo względem dumającego pessymistycznie, a umysłowo niesłychanie wyższego Hamleta, działającego pod wpływem jedynie żywego na chwilę przejęcia się jakąś pobudką, jakimś doraźnym motywem.

Ogólna ocena „Hamleta“.

Chcąc bezpośrednio ocenić odstęp, jaki zachodzi pomiędzy tragedyą starożytną (grecką) a Szekspirowską, warto odczytać pokrewne „Hamletowi“ faktyczną osnową Eschylosa: „Oresteję“ oraz Sofoklesa i Eurypidesa „Elektrę“. Sytuacya w tych greckich tragedyach jest jeszcze straszliwsza, bo matka jest spólniczką mordu, dokonanego na mężu, a dzieci: Orestes i Elektra mszczą się nie tylko na Egistosie, ale i na niej. U Eschylosa, mianowicie w trzeciej części trylogii (Eumenidy) znajdują się sceny wstrząsające duszę do głębi; wyrzuty, robione matce przez Elektrę lub Orestesa są silne, dotkliwe, ale całość ostatecznie kończy się harmonijnie i pewien spokój tragiczny przechodzi do umysłów słuchaczy.
Inaczej w „Hamlecie“. Tu wszystko jest naprężonem do najwyższego stopnia; trupów na scenie i poza sceną mnóstwo; słowa, wypowiadane przez bohatera wobec matki, lubo nie tak winnej jak Klitemnestra, lodem ścinają krew w żyłach; rozmyślania Hamleta nie uspokajają, lecz rozgoryczają; końcowa zaś scena zaledwie otwiera perspektywę na lepsze chwilowo czasy i stosunki pod panowaniem młodego Fortynbrasa. Nie do zharmonizowania uczuć dążył poeta, lecz do wykazania raczej wszechwładztwa Losu, który winnych i niewinnych, zbrodniarzy i szlachetnych, mędrców i błaznów jednym zamachem w grób kładzie. Los ten jest bezlitosny, karze nie tylko za winy, popełnione przez ludzi, ale i za wady organizacyi, przekazanej przez rodziców. Jestto jakby obraz rozkładu świata. Jedynym jaśniejszym promieniem jest ukazanie na końcu dwu ludzi dzielnych i uczciwych, którzy, pomimo zepsucia wieku, zachowali szlachetność duszy i męstwo.
„Hamlet“ należy do bardzo szczupłej liczby genialnych dramatów, w których głęboka myśl została zamknięta w kształtach żywych, plastycznych, a wyrażona słowami pełnemi blasku i prawdy.




Hamlet“ wywołał takie mnóstwo rozpraw, jak żaden inny utwór Szekspira. W polskim języku najważniejsze są:

1) J. W. Goethe: „Wilhelm Meister“, tłomaczenie Piotra Chmielowskiego, Warszawa, 1893, str. 185—197, 226—248.
2) Włodzimierz Spasowicz: „Szekspirowska historya tragiczna o księciu duńskim Hamlecie“, — w „Studyach nie z natury“, Wilno, 1881, oraz w zbiorze „Pism“ 1892, tom II.
3) Władysław Matlakowski: „Wiljam Szekspir. Hamlet, królewicz duński, wydał, przełożył, wstępem, wyjaśnieniami i przypisami opatrzył...“ Kraków, 1894. W olbrzymim wstępie znajduje się przedstawienie i krytyka poglądów, wypowiedzianych o „Hamlecie“ od najdawniejszych czasów aż po r. 1894. Jest tu również ocena wszystkich przekładów „Hamleta“ na język polski.




W wydaniu obecnem użyto najlepszego, zdaniem powszechnem, tłomaczenia Józefa Paszkowskiego, z pewnemi jednak zmianami, mającemi na celu większe zbliżenie do oryginału. W objaśnieniach posługiwano się bardzo często przypisami tegoż tłomacza.




HAMLET.


OSOBY.


Klaudyusz, Król Duński.
Hamlet, syn poprzedniego a synowiec teraźniejszego króla.
Poloniusz, Szambelan.
Horacy, przyjaciel Hamleta.
Laertes, syn Poloniusza.
Woltymand,
Korneliusz,
Rozenkranc,
Gildenstern,
Ozryk.
    Dworzanie.
Ksiądz.
Marcellus,
Bernardo,
    Oficerowie.
Francisko, żołnierz.
Rejnaldo, (lub Rajnold) sługa Poloniusza.
Rotmistrz.
Poseł.
Duch Ojca Hamleta.
Fortynbras, norweski Książę.
Gertruda, Królowa duńska, matka Hamleta.
Ofelia, córka Poloniusza.

Panowie, Damy, Oficerowie, Żołnierze, Aktorowie, Grabarze,
Majtkowie, Posłowie i inne osoby.

Rzecz się odbywa w Elsynorze.



AKT PIERWSZY.



SCENA I.
Taras przed zamkiem.
FRANCISKO na warcie, BERNARDO zbliża się ku niemu.

Bernardo. Kto tu?
Francisko.Nie, pierwej ty sam mi odpowiedz:
Stój, wymień hasło!
Bernardo.Niech Bóg chroni króla.
Francisko. Bernardo?
Bernardo.On sam.
Francisko.Bardzo akuratnie
Stawiacie się na czas, panie Bernardo.

Bernardo. Tylko co biła dwunasta. Idź, spocznij,
Francisko.

Francisko. Wdzięczen wam za zluzowanie,
Bom zziąbł i głupio mi na sercu.
Bernardo.Miałżeś
Spokojną wartę?
Francisko.Ani mysz nie przeszła.

Bernardo. Dobranoc. Jeśli napotkasz Marcella
10 
I Horacego, z którymi tej nocy
Straż mam odbywać, powiedz, niech się śpieszą.
(Horacy i Marcellus wchodzą).

Francisko. Zda mi się, że ich słyszę. Stój! kto idzie?
Marcellus. Lennicy[1] Danii.
Horacy.Przyjaciele kraju.
Francisko. A zatem dobrej nocy.
Marcellus.Bądź zdrów, stary.
Kto cię zluzował?

15 
Francisko.Bernardo. Dobranoc.
(Odchodzi).
Marcellus. Hola! Bernardo!

Bernardo.Ho! czy to Horacy
Z tobą, Marcellu?
Horacy.Niby on.
Bernardo.Witajcie.
Horacy. I cóż? Czy owa postać i tej nocy
Dała się widzieć?
Bernardo.Ja nic nie widziałem.

20 
Marcellus. Horacy mówi, że to przywidzenie,
I nie chce wierzyć wieści o tem strasznem,
Dwa razy przez nas widzianem zjawisku;
Uprosiłem go przeto, aby z nami
Przepędził część tej nocy dla sprawdzenia
25 
Świadectwa naszych oczu i zbadania
Tego widziadła, jeżeli znów przyjdzie.

Horacy. Nic z tego; ręczę, że nie przyjdzie.

Bernardo.Usiądź,
I ścierp, że jeszcze raz zaszturmujemy
Do twego ucha, które tak jest mocno
30 
Obwarowane przeciw opisowi
Tego, czegośmy przez dwie noce byli
Świadkami.

Horacy. Dobrze, usiądźmy; Bernardo,
Opowiedz, jak to było.

Bernardo.Przeszłej nocy,
Gdy owa jasna gwiazda na zachodzie
35 
Tę samą stronę oświecała,
Gdzie teraz błyszczy, i zamkowy zegar
Bił pierwszą, Marcel i ja ujrzeliśmy —

Marcellus. Przestań; spojrzyjcie tam: nadchodzi znowu.

(Duch się ukazuje).

Bernardo. Zupełnie postać nieboszczyka króla.

40 
Marcellus. Horacy, przemów do niego, boś uczony.[2]

Bernardo. Możeż być większe podobieństwo? powiedz.
Horacy. Prawda: — słupieję z trwogi i zdumienia.
Bernardo. Zdawałoby się, że chce, aby który
Z nas go zagadnął.
Marcellus.Przemów-no, Horacy.

45 
Horacy. Ktoś ty, co nocnej pory nadużywasz
I śmiesz przywłaszczać sobie tę wspaniałą
Wojenną postać, którą pogrzebiony
Duński monarcha za życia przybierał?
Zaklinam cię na Boga: odpowiadaj.

Marcellus. To mu się nie podoba.

50 
Bernardo.Patrz, odchodzi.

Horacy. Stój! mów; zaklinam cię: mów.

(Duch znika).

Marcellus.Już go niema.
Bernardo. I cóż, Horacy? Pobladłeś, drżysz cały.
Powiesz-że jeszcze, że to urojenie?
Cóż myślisz o tem?

Horacy.Bóg świadkiem, że nigdy
55 
Nie byłbym temu wierzył, gdyby nie to
Tak jawne, dotykalne poświadczenie
Własnych mych oczu.

Marcellus.Nie jestże to widmo
Podobnem, powiedz, do zmarłego króla?

Horacy. Jak ty do siebie. Taką właśnie zbroję
60 
Miał wtedy, kiedy Norwegczyka pobił:
Tak samo, pomnę, marszczył czoło wtedy,
Kiedy po bitwie zaciętej na lodach,
Rozbił tabory Polaków. Rzecz dziwna!
Marcellus. Takto, dwa razy, punkt o tejże samej
65 
Godzinie przeszło marsowymi kroki[3]
To widmo mimo naszych posterunków.
Horacy. Coby to w gruncie mogło znaczyć, nie wiem;
Atoli wedle kalibru i skali
Mojego sądu, jest to prognostykiem
70 
Jakichś szczególnych wstrząśnień w naszym kraju.
Marcellus. Siądźcie, i niech mi powie, kto świadomy,
Na co te ciągłe i tak ścisłe warty
Poddanych kraju noc w noc niepokoją?
Na co to lanie dział i skupywanie,
75 
Po obcych targach, narzędzi wojennych?
Ten ruch w warsztatach okrętowych, kędy
Trud robotnika nie zna odróżnienia
Między niedzielą a resztą tygodnia?
Co powoduje ten gwałtowny pośpiech,
80 
Dający dniowi noc za towarzyszkę?
Objaśniż mi to kto?
Horacy.Ja ci objaśnię.
Przynajmniej wieści chodzą w taki sposób:
Ostatni duński monarcha, którego
Obraz dopiero-co nam się ukazał,
85 
Był, jak wiadomo, zmuszony do boju
Przez norweskiego króla, Fortynbrasa,
Zazdroszczącego mu jego potęgi.
Mężny nasz Hamlet (jako taki bowiem
Słynie w tej stronie znajomego świata)
90 
Położył trupem tego Fortynbrasa,
Który na mocy aktu, pieczęciami
Zatwierdzonego i uświęconego
Wojennem prawem, był obowiązany
Części swych krajów ustąpić zwycięzcy,
95 
Tak jak nawzajem nasz król, na zasadzie
Klauzuli[4] tegoż samego układu,
Byłby był musiał odpowiednią porcyę
Swych dzierżaw oddać na wieczne dziedzictwo
Fortynbrasowi, gdyby ten był przemógł.
100 
 Owóż syn tego, panie, Fortynbrasa,
Awanturniczym pobudzony szałem,
Zgromadził teraz zebraną po różnych
Kątach Norwegii, za strawę i jurgielt,
Tłuszczę bezziemnych ochotników, w celu,
105 
 Który bynajmniej nie trąci tchórzostwem,
A który, jak to nasz rząd odgaduje,
Nie na czem innem się zasadza, jedno
Na odebraniu nam siłą oręża,
W drodze przemocy, wyż rzeczonych krain,
110 
 Które utracił był jego poprzednik:
I to, jak mi się zdaje, jest przyczyną
Owych uzbrojeń, powodem czat naszych
I źródłem tego wrzenia w całym kraju.
Bernardo. I ja tak samo sądzę: tem ci bardziej,
115 
 Że to zjawisko w wojennym rynsztunku
Odwiedza nasze czaty i przybiera
Na siebie postać nieboszczyka króla,
Który tych wojen był i jest sprężyną.
Horacy. Znak to dla oczu ducha płodny w groźbę.
120 
 Gdy Rzym na szczycie stał swojej potęgi,
Krótko przed śmiercią wielkiego Juliusza,
Otworzyły się groby i umarli
Błądzili jęcząc po ulicach Rzymu;
Widziane były różne dziwowiska:
125 
 Jako to gwiazdy z ogonem, deszcz krwawy,
Plamy na słońcu i owa wilgotna
Gwiazda, rządząca państwami Neptuna[5],
Zmierzchła, jak gdyby na sąd ostateczny.
I otóż takie same poprzedniki
130 
 Smutnych wypadków, które jako gońce,
Biegną przed losem, albo są prologiem
Wróżb przyjść mających, nieba i podziemia
Zsyłają teraz i naszemu państwu.
(Duch powraca).
Patrzcie! znów idzie. — Zastąpię mu drogę,
135 
 Choćbym miał zdrowiem przypłacić. — Stój, maro!
Możeszli wydać głos albo przynajmniej
Dźwięk jakikolwiek przystępny dla ucha:
To mów!
Jestli czyn jaki do spełnienia, zdolny
Dopomódz tobie a mnie przynieść zaszczyt:
To mów!
140 
Maszli świadomość losów tego kraju,
Które wprzód znając, możnaby odwrócić:
O, mów!
Alboli może za życia pogrzebłeś
W nieprawy sposób zgromadzone skarby,
Za co wy duchy, bywacie, jak mówią,
145 
 Skazane nieraz tułać się po śmierci.
(Kur pieje).

Mów! Stój! mów! — Zabież mu drogę, Marcellu.
Marcellus. Mamże nań natrzeć halabardą?
Horacy.Natrzyj,
Jeśli nie stanie.
Bernardo.Tu jest.
Horacy.Tu jest.

(Duch znika).
Marcellus.Zniknął.
Krzywdzim tę postać tak majestatyczną,
150 
 Chcąc ją przemocą zatrzymać; powietrze
Tylko chwytamy i czcza nasza groźba
Złośliwym tylko jest urągowiskiem.
Bernardo. Chciał coś podobno mówić, gdy kur zapiał.
Horacy. Wtem nagle wzdrygnął się jak winowajca
155 
 Na głos strasznego apelu. Słyszałem,
Że kur, ten trębacz zwiastujący ranek,
Swoim donośnym przeraźliwym głosem
Przebudza bóstwo dnia i na to hasło
Wszelki duch, czy to błądzący na ziemi,
160 
 Czy w wodzie, w ogniu, czy w powietrzu, śpiesznie
Wraca, skąd wyszedł: a że to jest prawdą,
Dowodem właśnie to, cośmy widzieli.
Marcellus. Zadrżał i rozwiał się, skoro kur zapiał.
Mówią, że ranny ten ptak, w owej porze,
165 
 Kiedy święcimy Narodzenie Pana,
Po całych nocach zwykł śpiewać i wtedy
Żaden duch nie śmie wyjść z swego siedliska:
Noce są zdrowe, gwiazdy nie szkodliwe,
Złe śpi, ustają czarodziejskie wpływy,
170 
 Tak święty jest ten czas i dobroczynny.
Horacy. Słyszałem i ja o tem i po części
Sam daję temu wiarę. — Ale patrzcie,
Już dzień w różanym płaszczu strząsa rosę
Na owym wzgórku wschodnim. Zejdźmy z warty.
175 
 Moja zaś rada, abyśmy niezwłocznie
O tem, czegośmy tu świadkami byli,
Uwiadomili młodego Hamleta;
Bo prawie pewny jestem, że to widmo,
Milczące dla nas, przemówi do niego.
180 
 Czy się zgadzacie na to, co nam zrobić
Zarówno serce jak powinność każe?

Marcellus. Jak najzupełniej, i wiem nawet, gdzie go
Na osobności zdybiemy dziś zrana.

(Wychodzą).


SCENA II.
Sala audyencyonalna w zamku.
KRÓL, KRÓLOWA, HAMLET, POLONIUSZ, LAERTES,
WOLTYMAND, KORNELIUSZ, Panowie i Orszak.

Król. Jakkolwiek świeżo tkwi w naszej pamięci
Zgon kochanego, drogiego naszego
Brata Hamleta; jakkolwiekby przeto
Sercu naszemu godziło się w ciężkim
Żalu pogrążyć, a całemu państwu
Zawrzeć się w jeden fałd kiru: o tyle
Jednak rozwaga czyni gwałt naturze,
Że pomnąc o nim, nie zapominamy
O sobie samych. Dlatego, — zatrutą,
10 
Że tak powiemy, od smutku radością,
Z pogodą w jednem a łzą w drugiem oku,
Z bukietem w ręku a jękiem na ustach,
Na równi ważąc wesele i boleść, —
Połączyliśmy się małżeńskim węzłem
15 
Z tą niegdyś siostrą naszą a następnie
Dziedziczką tego wojennego państwa.
Co wszakże czyniąc, nie postąpiliśmy
Wbrew światlejszemu waszemu uznaniu,
Które swobodnie objawione dało
20 
Temu krokowi sankcyę. Dzięki za to.

A teraz wiedzcie, że młody Fortynbras,
Czyli to naszą lekceważąc wartość,
Czyli to sądząc, że śmiercią drogiego
Brata naszego w królestwie tem znajdzie
25 
Nieład i bezrząd, na tem jedynie
Budując płonną nadzieję korzyści,
Nie zaniedbuje naglić nas przez posłów
O zwrot tych krain, które prawomocnie,
Za sprawą świętej pamięci Hamleta,
30 
Brata naszego, z rąk jego rodzica
Przeszły na własność Danii. Tyle o nim.

Terazże o nas i o celu, w jakim
Tu się zeszliśmy. Wzywamy tem pismem
Stryja młodego Fortynbrasa, dzisiaj
35 
Króla Norwegii, — który z sił opadły,
Obłożnie chory, może i nie słyszał
O tych zabiegach swojego synowca, —
Aby powstrzymał go od popierania
Tych roszczeń; aby mu wzbronił zbierania
40 
Wojsk i czynienia wszelkich nieprzyjaznych
Nam demonstracyj. — Wam zaś, Korneliuszu
I Woltymandzie, poruczamy zanieść
To pismo, łącznie z pozdrowieniem naszem
Władcy Norwegii, nie upoważniając
45 
Was do wchodzenia z nim w nic więcej nad to,
Co treść powyższych słów naszych zakreśla.
Bywajcie nam więc zdrowi i niech pośpiech
Chwali gorliwość waszą.

Korneliusz i Woltymand. Jak we wszystkiem,
Tak i w tem starać się będziem jej dowieść.

50 
Król. Nie wątpię o tem. Bywajcież nam zdrowi.
(Korneliusz i Woltymand wychodzą).
Miałeś nas o coś prosić, Laertesie?
Jakiż jest przedmiot tej prośby? Mów śmiało.
Nie traci próżno słów, kto się udaje
Z słusznem żądaniem do monarchy Danii.
55 
Czegożbyś pragnął, czegobym nie gotów
Spełnić wprzód jeszcze, niżeliś zapragnął?
Głowa nie bliżej jest pokrewną sercu,
Ręka nie skorszą ku przysłudze ustom,
Jak tron nasz ojcu twemu, Laertesie.
Czegoż więc żądasz?
60 
Laertes.Pozwolenia Waszej
Królewskiej Mości na powrót do Francyi,
Skąd chętnie wprawdzie tu przybyłem, aby
Złożyć powinny hołd przy koronacyi
Waszej Królewskiej Mości; ale teraz,
65 
Gdym już dopełnił tego obowiązku,
Życzenia moje i myśli, wyznaję,
Ciągną mię znowu do Francyi; ku czemu
O przychylenie się i przebaczenie
Kornie śmiem Waszą Królewską Mość błagać.
70 
Król. Cóż na to ojciec waszmości? Przystajeż
Na to Poloniusz?
Poloniusz.Usilną wciąż prośbą
Póty kołatał do mojego serca,
Ażem do życzeń jego mimochętnie
Przyłożył pieczęć zezwolenia. Racz mu
75 
Wasza Królewska Mość nie bronić jechać.

Król. Jedź więc, rozrządzaj według woli czasem
I łaską naszą.
Do ciebie się teraz
Zwracam, kochany synowcze Hamlecie,
Synu mój.
Hamlet (na stronie). Trochę więcej niż synowcze,
A mniej niż synu.

80 
Król.Jakiż tego powód,
Że czarne chmury wciąż cię otaczają?

Hamlet. I owszem, Panie, jestem wystawiony
Bardzo na słońce.[6]

Królowa.Kochany Hamlecie,
Zrzuć tę ponurą barwę i przyjaźnie
85 
Wypogodzonem okiem spojrz na Danię;
Przestań powieki ustawicznie spuszczać
W ziemię, o drogim ojcu rozmyślając.
Co żyje, musi umrzeć; dziś tu gości,
A jutro w progi przechodzi wieczności:
To pospolita rzecz.
90 
Hamlet.W istocie, Pani,
Zbyt pospolita.

Królowa. Gdy wszystkim jest wspólną,
Czemuż się tobie zdaje tak szczególną?

Hamlet. Zdaje się, Pani? bynajmniej, jest raczej;
U mnie nic żadne zdaje się nie znaczy,
95 
Niczem sam przez się ten oczom widzialny
Czarnej żałoby strój konwencyonalny;
Wietrzne, z trudnością wydawane tchnienie,
Obficie z oczu ciekące strumienie,
Żałość na widok stawiana obliczem,
100 
 Miną, gestami; to wszystko jest niczem;
To tylko zdaje się, bo potajemnie
Można być obcym temu; ale we mnie
Jest coś, co w ramę oznak się nie mieści,
W tę larwę żalu, liberyę boleści.
105 
Król. Zaletę-ć czyni, Hamlecie, ten smutek,
Którym oddajesz cześć pamięci ojca;
Lecz wiedz, że ojciec twój miał także ojca
I że go także utracił tak samo,
Jak tamten swego. Dobry syn powinien
110 
 Jakiś czas boleć po śmierci rodzica;
Lecz uporczywie trwać w utyskiwaniach
Jest to dowodzić bezbożnej czułości,
Sprzeciwiającej się wyrokom niebios;
Jest to niemęskie okazywać serce,
115 
 Niesforny umysł i płochą rozwagę.
Bo skoro wiemy, że coś jest zwyczajnem,
Jak każda inna rzecz najpowszedniejsza,
Na cóż, stawiając opór konieczności,
Brać to do serca? Wstydź się, jest to grzechem
120 
 Przeciw naturze, przeciw niebu, przeciw
Zmarłemu nawet; jest to naostatek
Wbrew rozumowi, który od skonania
Pierwszego z ludzi aż do śmierci tego,
Którego świeżą opłakujem stratę,
125 
 Ciągle i ciągle woła: tak być musi!
Rzuć więc, prosimy cię, te płonne żale,
I pomnij, że masz w nas drugiego ojca.
Niechaj się dowie świat, żeś ty najbliższym
Naszego tronu i naszego serca.
130 
 Co się zaś tyczy twojego zamiaru
Wrócenia nazad do szkół wittemberskich,
Jest on życzeniom naszym wręcz przeciwny:
Przetoż wzywamy cię, abyś się zgodził
Na pozostanie tu pod czułą pieczą
135 
 Naszego oka, jako nasz najmilszy
Dworzanin, krewny i syn.

Królowa.O, Hamlecie,
Nie daj się matce prosić nadaremnie;
Pozostań z nami, porzuć myśl jechania
Do Wittembergi.
Hamlet.Ze wszystkich sił moich
Będę-ć posłusznym, Pani.

140 
Król.To mi piękna,
Co się nazywa, synowska odpowiedź!
Pójdź, ukochana żono, ta uprzejma,
Nieprzymuszona powolność Hamleta
Rozpromieniła mi serce; dlatego
145 
 Każdy wzniesiony dziś na zamku toast
Moździerze wzbiją w obłoki, i niebo,
Wtórząc radosnym królewskim wiwatom,
Odpowie ziemi równym grzmotem. Idźmy.
(Król, Królowa i wszyscy, prócz Hamleta, wychodzą).
Hamlet. Bogdaj to trwałe, zbyt wytrwałe ciało
150 
 Stopniało, w lotną parę się rozwiało!
Lub bogdaj sam Przedwieczny nie był karą
Zagroził samobójcy! Boże! Boże!
Jak nudnym, nędznym, lichym i jałowym
Zda mi się cały obrót tego świata!
155 
 To niepielony ogród, samym tylko
Bujnie krzewiącym się chwastem porosły.[7]
O, wstydzie! że też mogło przyjść do tego!
Parę miesięcy dopiero, jak umarł! —
Nie, nie, i tego niema: — taki dobry,
160 
 Taki anielski król, naprzeciw tego
Istny Hiperyon[8] naprzeciw Satyra!
A tak do matki mojej przywiązany,
Że nie mógł ścierpieć nawet, aby lada
Przyostry powiew dotknął się jej twarzy.
165 
 Ona zaś — trzebaż, abym to pamiętał! —
Wieszała mu się u szyi tak chciwie,
Jakby w niej rosła żądza pieszczot w miarę
Zaspokajania jej. I w miesiąc potem, —
O, precz z tą myślą! — Słabości! nazwisko
170 
 Twoje: kobieta. — W jeden marny miesiąc,
Nim jeszcze zdarła te trzewiki, w których
Szła za biednego mego ojca ciałem,
Zalana łzami jako Niobe[9], — patrzcie! —
Boże mój! zwierzę, bezrozumne zwierzę
175 
 Dłużejby czuło żal, — zostaje żoną
Mojego stryja, brata mego ojca,
Lecz który tak jest do brata podobny,
Jak ja do Herkulesa. W jeden miesiąc, —
Nim jeszcze słony osad łez nieszczerych
180 
 Z zaczerwienionych powiek jej ustąpił, —
Została żoną innego! Tak prędko,
Tak lekko skoczyć w kazirodne łoże!
Nie jest to dobrem, ani wyjść nie może
Na dobre. Ale pękaj, serce moje,
185 
 Bo usta milczeć muszą.
(Horacy, Bernardo i Marcellus wchodzą).

Horacy. Przyjm pozdrowienie nasze, drogi Książę.
Hamlet. Miło mi widzieć panów w dobrem zdrowiu. —
Wszak to Horacy! albo zapomniałem,
Jak się sam zowię.
Horacy.Ten sam i jak zawsze

190 
 Królewiczowskiej Mości biedny sługa.
Hamlet. Dobry przyjaciel raczej; weź to miano,
A mnie daj tamto. Cóż cię z Wittembergi
Sprowadza? — Wszak to Marcellus?

Marcellus.Tak, Panie.

195 
Hamlet. Bardzom rad widzieć Pana. Dobry wieczór.
Ale na seryo, powiedz mi, Horacy,
Co cię przywiodło z Wittembergi?

Horacy.Skłonność
Do próżniackiego życia, Mości Książę.

Hamlet. Tego-by nie śmiał mi powiedzieć nawet
Twój nieprzyjaciel, i sam też źle czynisz,
200 
 Chcąc ucho moje przymusić do wiary
W własne zeznanie twoje przeciw tobie.
Wiem, żeś nie próżniak; jakiż więc być może
Cel przebywania twego w Elsynorze?
Nauczysz się tu pić tęgo.
Horacy.Przybyłem
205 
 Na pogrzeb ojca twego, Mości Książę.

Hamlet. Nie żartuj ze mnie, szkolny towarzyszu;
Przybyłeś raczej na ślub matki mojej.
Horacy. Wistocie, prędko nastąpił po tamtym.

Hamlet. Oszczędność, bracie, oszczędność! Przygrzane
210 
 Resztki przysmaków z pogrzebowej stypy
Dały traktament na ucztę weselną.
O, mój Horacy, wolałbym był ujrzeć
Najzawziętszego mego wroga w niebie,
Niż dożyć tego dnia. Mój biedny ojciec, —
Zda mi się, że go widzę.

Horacy.Gdzie?!

215 
Hamlet.Przed duszy
Mojej oczyma.

Horacy.Widziałem go niegdyś:
Był to król jakich mało.

Hamlet.Człowiek, powiedz.
Chociażby wszystko w tym fałszywym świecie
Było tem, czem się napozór wydaje,
220 
 Jeszczeby drugi taki się nie znalazł.

Horacy. Zda mi się, że go widziałem tej nocy.
Hamlet. Widziałeś? kogo?
Horacy.Króla, ojca Waszej
Książęcej Mości.
Hamlet.Króla? mego ojca?!

Horacy. Zawieś na chwilę zdumienie, o Panie,
225 
 I bacznem uchem racz wysłuchać tego
Nadzwyczajnego doniesienia, które,
Zgodnie z świadectwem tych dwóch zacnych ludzi,
Mam ci uczynić.

Hamlet.Mów, na miłość boską!

Horacy. Przez dwie już noce po sobie idące,
230 
 Wśród głuchej ciszy północnej, ciż sami
Oficerowie, Marcel i Bernardo,
Straż odbywając przy zamku, miewają
Następujące widzenie: —
Postać podobna do świętej pamięci
235 
 Ojca twojego, Panie, uzbrojona
Jak najkompletniej od stóp aż do głowy,
Staje przed nimi, uroczystym krokiem
Przechodzi mimo zwolna i poważnie;
Trzykroć przeciąga przed ich zdumiałemi
240 
 I struchlałemi oczyma, tak blizko,
Że ich nieledwie laską swą dotyka:
Oni zaś stoją jak wryci i jakby
Zgalareceni przerażeniem, nie śmią
Przemówić do niej ani słowa. Mając
245 
 Wieść o tem sobie przez nich udzieloną
Jak najtajemniej, udałem się z nimi
Następnej nocy samotrzeć na wartę;
I rzeczywiście o tym samym czasie,
W taki sam sposób, co do joty zgodnie
250 
 Z przywiedzionymi szczegółami, przyszło
Widziadło. Znałem ojca twego, Panie:
Te ręce mniej są do siebie podobne,

Hamlet. Gdzie się to działo?
Horacy.Na tarasie, Panie.
Hamlet. Nie przemówiłeś do tego zjawiska?

255 
Horacy. I owszem, ale żadnej odpowiedzi
Nie otrzymałem. Raz tylko podniosło
Głowę i zdało się chcieć coś powiedzieć;
Ale w tej chwili zapiał kur poranny,
Na głos którego zerwało się nagle
I znikło nam z przed oczu.
260 
Hamlet.Osobliwsza!
Horacy. Jak żyw tu stoję, Mości Książę, jest to
Rzetelną prawdą, i mieliśmy sobie
Za obowiązek donieść o tem Waszej
Książęcej Mości.
Hamlet.Zaprawdę, to widmo
265 
 Niespokojności mię nabawia. Macież
Tej nocy wartę?

Wszyscy trzej. Mamy, Mości Książę.
Hamlet. Było więc uzbrojone?
Wszyscy trzej.Tak jest, Panie.
Hamlet. Od stóp do głowy?
Wszyscy trzej.Od czaszki do kostek.
Hamlet. Nie widzieliście więc jego oblicza?

270 
Horacy. I owszem: miało przyłbicę wzniesioną.

Hamlet. Groźnież na twarzy wyglądało?
Horacy.Smutno
Bardziej niż gniewnie.
Hamlet.Blado czy rumiano?
Horacy. O, bardzo blado.
Hamlet.I wzrok w was wlepiało?
Horacy. Nieporuszenie.
Hamlet.Szkoda, żem tam nie był.
Horacy. Pewniebyś, Panie, osłupiał.

275 
Hamlet.Być może,
Być może. Długoż bawiło?

Horacy.Tak długo,
Jak długoby ktoś przy średnim pośpiechu
Sto musiał liczyć.
Marcellus i Bernardo. O dłużej.
Horacy.Nie wtedy,
Kiedy ja byłem.
Hamlet.Siwąż miało brodę?

280 
Horacy. Zupełnie taką, jaką u zmarłego
Króla widziałem: czarną, posrebrzoną.

Hamlet. Będę dziś z wami na warcie: być może,
Iż przyjdzie znowu.
Horacy.Przyjdzie niezawodnie.

Hamlet. Skoro przybiera postać mego ojca,
285 
 Muszę z niem mówić, choćby całe piekło
Rozwarłszy paszczę, milczeć mi kazało.
Co do was, moi panowie, jeśliście
Tę okoliczność dotąd zataili,
Trzymajcież ją i nadal pod zamknięciem,
290 
 I cobądź zdarzy się tej nocy, bierzcie
Wszystko na rozum, ale nie na język:
Zawdzięczę wam tę dobroć. Bądźcie zdrowi.
Pomiędzy jedenastą a dwunastą
Zejdziem się na tarasie.

Wszyscy trzej.Słudzy Waszej
Książęcej Mości.

295 
Hamlet.Bądźcie przyjaciołmi,
Tak jak ja jestem waszym. Do widzenia.
(Horacy, Marcellus, Bernardo wychodzą)
Duch mego ojca! uzbrojony! Coś tu
Złego się święci, coś tu krzywo idzie.
Oby już była noc! Tymczasem jednak
300 
 Milcz, serce moje. Zbrodnie i z pod ziemi
Wychodzą, aby stać się widomemi.
(Wychodzi).


SCENA III.
Pokój w domu Poloniusza.
LAERTES i OFELIA.

Laertes. Już rzeczy moje zniesione na pokład;
Bądź zdrowa, siostro; a gdy wiatr przyjaźnie
Zadmie od brzegu i który z okrętów
Zdejmie kotwicę, nie zasypiaj wtedy,
Lecz donoś mi o sobie.

Ofelia.Wątpisz o tem?
Laertes. Co się zaś tyczy Hamleta i pustych
Jego zalotów, uważaj je jako
Mamiący pozór, wynikłość krwi wrzącej;
Jako fijołek młodocianej wiosny,
10 
Wczesny, lecz wątły, luby, lecz nie trwały;
Woń, kilka tylko chwil upajającą;
Nic więcej.

Ofelia.Więcej nic?

Laertes.Nie myśl inaczej.
Natura ludzka, kiedy się rozwija,
Nietylko rośnie co do form zewnętrznych;
15 
Jako w wznoszącej się świątyni, służba
Duszy i ducha zwiększa się w niej także.
Być może, iż on ciebie teraz kocha,
Że czystość jego chęci jest bez plamy;
Ale zważywszy jego stopień, pomnij,
20 
Że jego wola nie jest jego własną.
On sam jest rodu swego niewolnikiem;
Nie może, jako podrzędni, wybierać
Dla siebie tylko; od jego wyboru
Zależy bowiem bezpieczeństwo, dobro
25 
Całego państwa; przeto też i jego
Wybór koniecznie musi być zależny
Od życzeń i od przyzwolenia tego
Wielkiego ciała, którego jest głową.
Jeżeli zatem mówi, że cię kocha,
30 
Rozwadze twojej przystoi mu wierzyć
O tyle tylko, o ile on zgodnie
Ze stanowiskiem, przez się zajmowanem,
Będzie mógł słowa swojego dotrzymać:
To jest, o ile powszechny głos Danii
35 
Przystanie na to. Uważ, jaki zakał
Grozi twej sławie, jeśli łatwowiernie
Poszeptom jego podasz ucho, serce
Sobie uwięzisz i skarb niewinności
Otworzysz jego bezwodznym zapędom.
40 
Strzeż się, Ofelio, strzeż się, luba siostro;
I stój w odwodzie twej skłonności, zdala
Od niebezpieczeństw i napaści pokus.
Wstydliwe dziewczę za wiele już waży,
Gdy przed księżycem wdzięki swe odsłania.[10]
45 
Na samą cnotę pada rdza obmowy:
Robak zbyt często toczy dzieci wiosny,
Nim jeszcze pączki zdążyły otworzyć;
I kiedy rosa wilży młodość hożą,
Wpływy złośliwych miazm najbardziej grożą.
50 
Strzeż się więc; tarczą najlepszą w tej próbie
Niedowierzanie, nawet samej sobie.
Ofelia. Treść tej nauki postawię na straży
Mojego serca. Nie idź jednak, bracie,
Za śladem owych fałszywych doradców,
55 
Którzy nam stromą i ciernistą ścieżkę
Cnoty wskazują, a sami tymczasem
Kroczą kwiecistym szlakiem błędów, własnych
Rad nie pamiętni.

Laertes.Bądź o mnie spokojną,
I bądź mi zdrową. Lecz oto nasz ojciec.

(Poloniusz wchodzi).
60 
Podwójne błogosławieństwo, podwójne
Szczęście przynosi: szczęśliwe spotkanie,
Które mi zdarza sposobność ku temu.
Poloniusz. Laertes jeszcze tu? Dalej na okręt!
Wiatr wzdyma żagle, czekają na ciebie.
65 
Raz jeszcze daję ci błogosławieństwo
Na drogę.
(Kładzie rękę na głowę synowi).
Weź je i wraź sobie w pamięć
Tych kilka przestróg: Nie bądź skorym myśli
Wprowadzać w słowa a zamiarów w czyny.
Bądź popularnym, ale nigdy gminnym.
70 
Przyjaciół, których doświadczysz, a których
Wybór okaże się wręcz ciebie godnym,
Przykuj do siebie żelaznemi klamry;
Ale nie plugaw sobie rąk uściskiem
Dłoni pierwszego lepszego kamrata.
75 
Strzeż się zatargów, jeśli zaś w nie zajdziesz,
Tak się w nich sprawuj, aby twój przeciwnik
Nadal się ciebie strzedz musiał. Miej zawżdy
Ucho otworem, ale rzadko kiedy
Otwieraj usta. Chwytaj zdania drugich,
80 
Ale sąd własny zatrzymuj przy sobie.
Noś się kosztownie, o ile ci na to
Mieszek pozwoli, ale bez przesady;
Wytwornie, ale nie wybrednie; często
Bowiem ubranie zdradza grunt człowieka.
85 
I pod tym względem Francuzi szczególniej
Są pełni taktu. Nie pożyczaj drugim,
Ani od drugich; bo pożyczkę daną
Tracim najczęściej razem z przyjacielem,
A braną psujem rząd potrzebny w domu.
90 
Słowem, — rzetelnym bądź sam względem siebie
A jako po dniu noc z porządku idzie,
Tak za tem pójdzie, że i względem innych
Będziesz rzetelnym. Bądź zdrów; niech cię moje
Błogosławieństwo utwierdzi w tej mierze.
95 
Laertes. Z pokorą żegnam cię, ojcze i panie.

Poloniusz. Idź już; czas nagli: wszystko w pogotowiu.
Laertes. Bądź zdrowa, siostro, i pamiętaj o tem,
Com ci powiedział.
Ofelia.Zamknęłam to w sercu,
A ty masz klucz do niego.

100 
Laertes.Bądź mi zdrowa.
(Wychodzi).

Poloniusz. Cóż to on tobie powiedział, Ofelio?
Ofelia. Coś, co tyczyło się księcia Hamleta.

Poloniusz. W porę mi o tem wspominasz. Słyszałem,
Że on cię często nawiedzał w tych czasach,
105 
 I że znajdował z twojej strony przystęp
Łatwy i chętny. Jeżeli tak było,
(A udzielono mi o tem wiadomość,
Jako przestrogę), muszę ci powiedzieć,
Że się nie cenisz tak, jakby przystało
110 
 Dbałej o sławę córce Poloniusza.
Jakież są wasze stosunki? Mów prawdę.

Ofelia. Oświadczał mi się, ojcze, z swą skłonnością.

Poloniusz. Z skłonnością? hm, hm! Mówisz jak dzierlatka
Niedoświadczona w rzeczach niebezpiecznych.
115 
 Wierzyszli tym tak zwanym oświadczeniom?

Ofelia. Nie wiem, co myśleć mam, mój ojcze.

Poloniusz.Nie wiesz?
To ja ci powiem: Masz myśleć, żeś dziecko,
Gdy oświadczenia te bez poświadczenia
Rozsądku bierzesz za dobrą monetę,
120 
 Nie radzę ci się z nim świadczyć, inaczej
(Że tej igraszki słów jeszcze użyję),
Doświadczysz następstw nie dobrych.

Ofelia.Wynurzał
Mi swoją miłość bardzo obyczajnie.

125 
Poloniusz. Tak, tak, bo czynić to jest obyczajem.

Ofelia. I słowa swoje stwierdził najświętszemi,
Jakie być mogą, przysięgami.

Poloniusz.Plewy
Na młode wróble! Wiem ja, gdy krew kipi,
Jak wtedy dusza hojną jest w kładzeniu
130 
 Przysiąg na usta. Nie bierz tych wybuchów
Za ogień, więcej z nich światła niż ciepła,
A i to światło gaśnie w oka mgnieniu.
Bądź odtąd trochę skąpsza w przystępności
I więcej sobie waż rozmowę swoją,
135 
 Niż wyzywanie drugich do rozmowy.
Co się zaś księcia Hamleta dotyczy,
Bacz na to, że on jeszcze młodzieniaszek,
I że mu więcej jest wolno, niż tobie
Może być wolno kiedykolwiek. Słowem,
140 
 Nie ufaj jego przysięgom, bo one
Są, jak kuglarze, czem innem, niż szaty
Ich pokazują: orędownicami
Bezbożnych chuci, biorącemi pozór
Świętości, aby tem łacniej usidlić
145 
 Naiwne serca. Krótko mówiąc, nie chcę,
Abyś od dziś dnia czas swój marnowała
Na zadawaniu się z księciem Hamletem.
Pamiętaj, nie chcę tego. Możesz odejść.

Ofelia. Będę-ć posłuszną, Panie.

(Wychodzą).


SCENA IV.
Taras zamkowy.
Wchodzą: HAMLET, HORACY i MARCELLUS.


Hamlet. Ostry wiatr wieje; przejmujące zimno.
Horacy. W istocie bardzo szczypiące powietrze.
Hamlet. Która godzina?
Horacy.Dwunasta dochodzi.
Marcellus. Dwunasta biła już.

Horacy.Już? Nie słyszałem.
Zbliża się zatem czas, o którym widmo
Zwykło się jawić.
(Odgłos trąb i wystrzałów za sceną).

Co to znaczy, Panie?

Hamlet. To znaczy, że król czuwa z czarą w ręku,
Zgraję opilców dworskich przepijając;
Każdy zaś taki sygnał trąb i kotłów
10 
Jest tryumfalnem hasłem nowej miary
Przezeń spełnionej.

Horacy.Czy to taki zwyczaj?

Hamlet. Zwyczaj zaiste; mojem jednak zdaniem,
Lubom tu zrodzon i z tem oswojony, —
Chlubniej byłoby taki zwyczaj łamać
15 
Niż zachowywać. Te biby na zabój
W pośmiech i w wzgardę tylko nas podają
U innych ludów: beczkami nas mienią,
I trzodzie chlewnej właściwy przydomek
Hańbi nazwisko nasze.[11] W rzeczy samej,
20 
Choćbyśmy zresztą byli bez zarzutu,
To jedno jużby starło z naszych czynów
Zaszczytną cechę ich wnętrznej wartości.
I pojedynczym ludziom się to zdarza:
Niejeden skutkiem naturalnych przywar, —
25 
Czyli to rodu (czemu nic nie winien,
Bo któż obiera sobie pochodzenie),
Czy to jakiegoś krwi usposobienia,
Które częstokroć rwie tamy rozumu;
Czy to nałogu, przeciwnego formom
30 
Przyzwoitości, — niejeden, powiadam,
Upośledzony w taki sposób jaką
Szczególną wadą, bądź to organicznie,
Bądź przypadkowo, — choćby jego cnoty
Były skądinąd jako kryształ czyste
35 
I mnogie, jako być mogą w człowieku,
Tą jedną skazą zarażony będzie
W opinii ludzi. Jedna szczypta złego
Niweczy wszelkie szlachetne pierwiastki.
(Duch wchodzi).

Horacy. Widzisz go, Panie.

Hamlet.Aniołowie Pana
40 
Zastępów, miejcie mię w swojej opiece! —
Błogosławionyś ty, czy potępiony,
Tchnieszli tchem niebios, czy wyziewem piekieł!
Maszli zamiary zgubne, czy przyjazne,
Przychodzisz w takiej postaci, że muszę
45 
Wydobyć z ciebie głos. Hamlecie, królu,
Ojcze mój, władco Danii, odpowiadaj,
Nie pozostawiaj mię w nieświadomości;
Powiedz, dlaczego święte kości twoje,
Na wieki w trumnie złożone, przebiły
50 
Śmiertelny całun; dlaczego grobowiec,
W który widzielim[12] cię zstępującego,
Podniósł swe ciężkie marmurowe wieko,
By cię wyrzucić znowu? Co to znaczy,
Że ty, trup, znowu w kompletnym rynsztunku
55 
Podksiężycowy ten padół odwiedzasz,
Czyniąc noc straszną i nas, niedołężnych
Synów tej ziemi, wstrząsając myślami,
Przechodzącemi metę naszych pojęć?
O, powiedz, co to jest? Co za cel tego?
Czego chcesz od nas?
60 
Horacy.Daje ci znak, Panie,
Abyś z nim poszedł, jakby chciał sam na sam
Pomówić z tobą.

Marcellus.Jak uprzejmym gestem
Wzywa cię Panie, w ustronniejsze miejsce.
Nie idź z nim jednak.
Horacy.Nie chodź, Mości Książę.
Hamlet. Chce ze mną mówić: pójdę.

65 
Horacy.Nie czyń tego,
Łaskawy Panie.

Hamlet.Czegożbym się lękał?
Me życie szpilki złamanej nie warte,
A dusza moja jak on nieśmiertelna.
Patrz, znowu na mnie kiwa; — pójdę za nim.

70 
Horacy. A gdyby on cię zaprowadził, Panie,
Nad przepaść, na brzeg owej groźnej skały,
Która się stromo spuszcza w morską otchłań,
I tam przedzierzgnął się w inne postaci,
Jeszcze straszniejsze, któreby ci mogły
75 
Odjąć, o Panie, przytomność umysłu
I w obłąkanie cię wprawić? Zważ tylko!
Już samo tamto miejsce bez żadnego
Innego wpływu budzi rozpaczliwe
Usposobienie w każdym, kto postrzeże
80 
Morze na tyle sążni tuż pod sobą,
I słyszy jego huk.

Hamlet.Wciąż na mnie kiwa: —
Idź już, idź; pójdę z tobą.
Marcellus.Zostań, Panie.
Hamlet. Puśćcie mnie!
Horacy.Wstrzymaj się, Panie, pozostań!

Hamlet. Los mój mnie woła i najmniejszą żyłkę
85 
Mojego ciała czyni tak potężną,
Jak najsilniejszy nerw lwa nemejskiego.[13]
(Duch nie przestaje kiwać)

Ciągle mnie wzywa! — Puśćcie mnie! —

(Wyrywając się).

Na Boga!
W upiora zmienię tego, co mnie dłużej
Wstrzymywać będzie. — Idź, spieszę za tobą.

(Duch i Hamlet wychodzą)

Horacy. Imaginacya w szał go wprawia.

90 
Marcellus.Idźmy
W trop za nim; tu nie w porę posłuszeństwo.

Horacy. Idźmy. Na czemże się to skończy?
Marcellus.Widno,
Jest coś butwiejącego w państwie duńskiem.[14]
Horacy. Niebo zaradzi temu.
Marcellus.Śpieszmy za nim.

(Wychodzą).


SCENA V.
Oddalona część tarasu.
Wchodzą: DUCH i HAMLET.


Hamlet. Gdzie mnie prowadzisz? Mów: nie pójdę dalej.
Duch. Słuchaj mnie.
Hamlet.Słucham.
Duch.Zbliża się godzina,
O której w srogie, siarczyste płomienie
Muszę powrócić znowu.
Hamlet.Biedny duchu!

Duch. Nie lituj się nademną, ale bacznem
Uchem ogarnij to, co ci mam odkryć.

Hamlet. Mów, powinnością moją słuchać ciebie.
Duch. Jak niemniej zemścić się, gdy mnie wysłuchasz.
Hamlet. Zemścić się?

Duch.Jestem duchem twego ojca,
10 
Skazanym tułać się nocą po świecie,
A przez dzień jęczeć w ogniu, póki wszystek
Kał popełnionych za żywota grzechów
Nie wypali się we mnie. Gdybym miejsca
Mojej pokuty sekret mógł wyjawić,
15 
Takiebym rzeczy ci opisał, których
Najmniejszy szczegół rozdarłby ci duszę,
Młodą krew twoją zmroził, oczy twoje
Jak gwiazdy z posad wydobył, zwinięte
Gładkie kędziory twoje wyprostował
20 
Tak, że ich każdy włos stanąłby dęba,
Jako na jeżu kolce; ale takich
Podań nie znosi ludzkie ucho. Słuchaj,
O, słuchaj, słuchaj, jeśli choć cokolwiek
Kochałeś twego ojca.

Hamlet.Przebóg!

Duch.Pomścij
25 
Śmierć jego, dzieło ohydnego mordu!

Hamlet. Mordu?
Duch.Tak, mordu: wszelki mord ohydny,
Lecz ten był nadzwyczajny, niesłychany.

Hamlet. Dla Boga, wymień go, wymień czemprędzej,
Abym na skrzydłach chyżych jak modlitwa,
30 
Lub myśl kochanka podążył ku zemście.
Duch. Zdajesz się pełen dobrych chęci, byłbyś
Też nikczemniejszy niż najlichsze zielsko
Porastające nad brzegami Lety,[15]
Gdybyś pozostał na to obojętnym.
35 
Słuchaj więc, słuchaj, Hamlecie. Puszczono
Rozgłos, że podczas mego snu w ogrodzie
Wąż mię ukąsił; takim to skłamanym
Powodem śmierci mej zwiedziono Danię:
Dowiedz się bowiem, szlachetny młodzieńcze,
40 
Że ów wąż, który zabił twego ojca,
Nosi dziś jego koronę.

Hamlet.O, nieba!
Stryj! Nie zawiodły mię przeczucia moje.

Duch. Ten to bezwstydny, cudzołożny potwór,
Zdradnym dowcipem, czarami wymowy, —
45 
(Przeklęty dowcip, przeklęta wymowa,
Która tak może ułudzić!) — potrafił
Skłonić k’sromocie wolę mojej niby
Cnotliwej żony. O, Hamlecie! cóż to
Był za upadek! Odemnie, którego
50 
Miłość statecznie chodziła dłoń w dłoni,
Z ślubną przysięgą w objęcia nędznika,
Którego dary przyrodzone były
Naprzeciw moich tak liche!
Lecz jako cnota pozostaje czystą,
55 
Choćby ją sprosność w postaci niebianki
Usiłowała skusić; tak żądza,
Choćby ją łączył ślub z aniołem nawet,
Prędko uprzykrzy sobie święte łoże
I rzuci się na barłóg.
60 
Ale dość tego! Już powietrze ranne
Czuć mi się daje; muszę kończyć. Kiedym
Raz po południu jak zwykle w ogrodzie
Bezpiecznie zasnął, wkradł się stryj twój z flaszką,
Zawierającą szalejowe krople,
65 
I wlał mi w ucho ten zabójczy rozczyn,
Którego siła tak jest nieprzyjazną
Ludzkiej naturze, że jak żywe srebro
Przebiega nagle wszystkie drogi, wszystkie
Kanały ciała, i jako sok kwaśny
70 
Wlany do mleka, ścina wnet i zgęszcza
Wszystką krew zdrową. Tak było i z moją:
I wraz plugawy trąd jak u Łazarza
Wystąpił na mnie i brzydką skorupą
Pokrył mi całe ciało.
75 
Takto śpiąc, ręką brata pozbawiony
Zostałem życia, berła i małżonki,
Skoszony w samym kwiecie moich grzechów:
Bez namaszczenia, bez przygotowania,
Bez porachunku z sobą wyprawiony
80 
Zdać porachunek z win jeszcze niezmytych.
O, to okropnie! okropnie! okropnie!
Maszli iskierkę czucia, nie ścierp tego:
Nie pozwól, aby łoże władców Danii
Było ohydnem gniazdem wszeteczeństwa.
85 
Jakkolwiek jednak czyn ten pomścić zechcesz,
Nie uwłócz swemu sercu, nie czyń przeciw
Matce zamachów; pozostaw ją niebu
I owym cierniom, które w głębi łona
Występnych siedzą: zrobią one swoje.
90 
Bądź zdrów; — świecący robaczek oznajmia,
Że ranek już jest blizki; wątłe bowiem
Światełko jego znacznie już pobladło;
Żegnam cię, żegnam cię: pamiętaj o mnie.
(Znika).
Hamlet. O, wy niebieskie potęgi! O, ziemio!
95 
Cóż więcej? Mamże piekło jeszcze wezwać?
Nie, o, nie! Krzep się, serce moje!
Prężcie się, mięśnie! — Pamiętać o tobie?
O, biedny duchu, stanie ci się zadość,
Dopóki tylko na tym wietrznym globie?
100 
 Pamięć żyć będzie. Pamiętać o tobie?
Wraz pamięć moja z tablic swych wykreśli
Wszelkie powszednie tuzinkowe myśli;
Książkową mądrość, obrazy, wrażenia,
Płody młodości lub zastanowienia,
105 
 Wszystko, co związek ma z przyszłym mym bytem;
To, coś mi zlecił, to tylko wyrytem
W księdze mojego mózgu pozostanie:
Tak mi dopomóż, wiekuisty Panie! —


O, wiarołomna niewiasto! O, łotrze,
110 
 Uśmiechający się, bezczelny łotrze!
Muszę to sobie zapisać[16], że można
Nosić na ustach uśmiech i być łotrem, —
W Danii przynajmniej.
(Wyjmuje pugilares i zapisuje)
Tak; siedź tu, stryjaszku!
Teraz że, duszo moja, pilnuj hasła:
115 
 Przysiągłem mu być wiernym,

Horacy. (za sceną).Królewiczu!
Marcellus. (podobnież). Książę Hamlecie!
Horacy. (podobnież).Chroń go Panie!
Hamlet.Amen!
Marcellus. Hop, hop, hop, Mości Książę!
Hamlet.Hop, hop, chłopcze!
Tu tu, mój ptaku!

(Horacy i Marcellus wchodzą).

Horacy.I cóż?
Marcellus.I cóż, Panie?
Hamlet. Dziwy!

Horacy.Opowiedz nam to, Panie.
120 
Hamlet.Właśnie!
Żebyście potem roztrąbili.

Horacy.Jażbym
Mógł to uczynić?
Marcellus.O, ani ja pewnie!
Hamlet. Cóż wy powiecie na to? któżby sądził?
Ale będziecież milczeć?
Horacy i Marcellus. Jak Bóg w niebie!

125 
Hamlet. Niema na całą Danię nikczemnika...[17]
Któryby nie był kompletnym ladaco.

Horacy. Do objawienia nam tego nie trzeba,
Żeby aż duchy wychodziły z grobów.

Hamlet. Wistocie macie słuszność. Owóż tedy,
130 
 Nie pozostaje nam teraz nic więcej,
Jedno bez żadnych dalszych korowodów
Uścisnąć sobie dłonie i pójść z Bogiem.
Wy idźcie, gdzie wam każe iść interes
Lub skłonność, — każdy bowiem na tym świecie
135 
 Ma jakąś skłonność lub interes; — ja zaś
W prostocie mojej pójdę się pomodlić.

Horacy. To są czcze tylko słowa, Mości Książę.
Hamlet. Przykro mi, żeście obrażeni; z serca,
W istocie, z serca przykro.
Horacy.Mości Książę,
Niema tu żadnej obrazy.

140 
Hamlet.I owszem,
Zaprawdę mówię wam, jest tu obraza,
I wielka. Co się tyczy tego ducha,
Jest to duch dobry: poprzestańcie na tem;
Co zaś pomiędzy nim a mną tu zaszło,
145 
 Ciekawość swoją w tej mierze przytłumcie
Całą możliwą siłą rezygnacyi.
A teraz, moi mili przyjaciele,
W imię przyjaźni, w imię koleżeństwa,
Zróbcie mi jedną grzeczność.

Horacy.Jaką, Panie?

150 
Hamlet. Nie mówcie, coście widzieli tej nocy.

Horacy i Marcellus. Nie powiem, Panie.
Hamlet.Przysiążcie mi na to.
Horacy. Na honor, nic nie powiem.
Marcellus.I ja także,
Na honor.
Hamlet. Na ten miecz raczej przysiążcie.
Marcellus. Jużeśmy, Panie, przysięgli.
Hamlet.Przysiążcie
Na ten miecz, na ten miecz, mówię.

155 
Duch. (z pod ziemi).Przysiążcie!

Hamlet. Ha! to ty! Stamtąd odzywasz się, człeku?
Słyszycie tego kamrata w piwnicy?
Przysiążcież!
Horacy. Na cóż mamy przysiądz, Panie.

Hamlet. Że o tem, coście widzieli, nikomu
160 
 Nigdy a nigdy nie powiecie słowa.
Przysiążcie na ten miecz!

Duch. (z pod ziemi).Przysiążcie!

Hamlet.Znowu?
Hic et ubique[18]? Odmieńmy więc miejsce.
Pójdźcie tu moi panowie, połóżcie
Na moim mieczu palce i przysiążcie,
165 
 Że o tem, coście słyszeli, nikomu
Nic nie powiecie.

Duch. (z pod ziemi). Przysiążcie!
Hamlet.Ha, krecie!
Tak prędko umiesz szybować pod ziemią?
Wyborny z ciebie górnik! — No, panowie.
Horacy. Na Boga, to są rzeczy niepojęte!

170 
Hamlet. Chciałżebyś wszystko pojąć? O, Horacy,
Więcej jest rzeczy na ziemi i w niebie,
Niż się ich śniło waszym filozofom.[19]
Pójdźcie tu, i jak pierwej w imię Boga,
Przysiążcie, że aczkolwiekbym się kiedy
175 
 Wydawał dzikim, dziwacznym w obejściu, —
Być bowiem może, że mi się na przyszłość
Wyda stosownem przybrać taką postać, —
Że, mówię, widząc mnie takim,
Żaden z was ani potrząsaniem głowy,
180 
 Ani wzruszaniem ramion, ani wreszcie
Jakiemikolwiek wątpliwemi słowy,
Jako to: hm, hm, wiem ja; — albo: mógłbym,
Gdybym chciał; — albo: gdybym był gadułą;
Albo: są tacy, coby mogli — zgoła,
185 
 Niczem dwuznacznem nie da się domyślić,
Że wie coś o mnie. — Przysiążcież na to,
Jeśli pragniecie, aby się nad wami
W nieszczęściu Pan Bóg zmiłował.

Duch. (z pod ziemi).Przysiążcie!

Hamlet. Ukój się, ukój, rozdrażniony duchu! —
190 
 Pomnijcież na wasz ślub, panowie,
A przez co tylko taki biedny człowiek,
Jak Hamlet, będzie wam zdolny okazać
Swoją życzliwość, to was nie ominie.
Teraz rozejdźmy się. — Świat wyszedł z formy:
195 
 I mnież to trzeba wracać go do normy! [20]
(Wychodzą).




AKT DRUGI.




SCENA I.
Pokój w domu Poloniusza.
POLONIUSZ i RAJNOLD.


Poloniusz. Rajnoldzie, oddasz mu Waszmość to pismo
I te pieniądze.
Rajnold.Nie omieszkam, Panie.

Poloniusz. Zanim się jednak doń udasz, Rajnoldzie,
Mądrzebyś zrobił, ażebyś poprzednio
O jego sprawowaniu się wywiedział.

Rajnold. Tak też myślałem, Panie.

Poloniusz.Dobrześ myślał,
Bardzoś roztropnie myślał. Przedewszystkiem,
Wypytasz mi się najdokładniej, jacy
Są Duńczykowie w Paryżu; jak który,
10 
I z czego żyje; gdzie bywa i jakie
Z kim ma stosunki; gdy zaś skutkiem takich
Krętobadawczych, manowcowych pytań
Dojdziesz, że oni znają mego syna,
Wtedy przystąpisz do materyi o nim
15 
Bliżej niżeli w poprzednich pytaniach.
Powiesz naprzykład, udając jakobyś
Znał go zdaleka: znam jego familię,
Jego przyjaciół, a w części i jego;
Rozumiesz mnie, Rajnoldzie?

Rajnold.Najzupełniej.

20 
Poloniusz. I jego w części; wprawdzie, dodać możesz,
Niewiele, jestli on wszakże tym samym,
O którym myślę, wietrznik to, rozpustnik,
Skłonny do tego i tego; zwal wtedy,
Co ci się żywnie podoba na niego;
25 
Jednakże nic takiego, coby mogło
Szwank przynieść jego sławie; tego strzeż się.
Takie jedynie przypisz mu wybryki,
Jakie z młodością i krewkością w parze
Zazwyczaj chodzą.

Rajnold.Kosterstwo naprzykład?

30 
Poloniusz. Tak, albo pochop do zwad, klątw, pijatyk,
Gachostwa wreszcie; tak daleko możesz
Posunąć swoje kłamstwa.

Rajnold.Ależ, Panie,
Toby już jego sławie szwank przyniosło.

Poloniusz. Bynajmniej, jeśli tylko będziesz umiał
35 
Wziąć się do rzeczy. Nie trzeba ci dawać
Do zrozumienia, że on w żądzach swoich
Jest rozpasany, tego nie chcę; wytknij
Jego usterki tak subtelnie, żeby
One się zdały tylko nadużyciem
40 
Wolności, duszy ognistej wybuchem,
Obłędem wrzącej krwi, słowem, pustotą,
Właściwą wszystkim młodym.

Rajnold.Radbym wiedzieć,
Łaskawy Panie...
Poloniusz.Do czego to wszystko?
Rajnold. Tak, Panie.

Poloniusz.Zaraz ci powiem: mój zamiar
45 
Uzasadniony i, jak się spodziewam,
Niepłonną skutku dający rękojmię.
Skoro na mego syna złożysz Waszmość
Te drobne, chyby[21], niby skazy, którym
Ulega każda rzecz, gdy się wyrabia,
50 
Wtedy, jeżeli tylko ten, którego
Za język ciągnąć będziesz, kiedykolwiek
Młodzieńca, w mowie będącego, widział
Jednej z powyższych praktyk oddanego,
Ten ktoś, bądź pewien, przywtórzy ci zaraz,
55 
W ten sposób: Mości dobrodzieju, albo:
Mój miły Panie, albo: widzisz Waćpan, —
Stosownie do zwyczaju miejscowego
Lub w miarę swojej attencyi.

Rajnold.Rozumiem.

Poloniusz. Skoro zaś to ci powie, rzeknie potem:
60 
Cóżem to dalej miał mówić? do licha,
Miałem powiedzieć coś; na czemżem stanął?

Rajnold. Na tem podobno, że ktoś mi przywtórzy.

Poloniusz. Że ci przywtórzy; aha! tak więc tedy
Ten ktoś przywtórzy ci pewnie w ten sposób:
65 
Znam tego pana, widziałem go wczoraj,
Albo: owego dnia, wtedy a wtedy,
Z tym a z tym i wistocie grał wysoko;
Albo: pokłócił się; albo: miał w czubku,
Albo: widziałem, jak wchodził do domu
70 
Podejrzanego, i tak dalej. Takto
Na wędę fałszu złowisz karpia prawdy.
Takto rozumni, zręczni ludzie, boczkiem,
Kołując zdala, zachodząc, umieją
Trafić do celu: i tak samo Waszmość,
75 
Według wskazówki i instrukcyi, jaką
Ci udzieliłem, poweźmiesz języka
O moim synu. Wiesz już, o co idzie?

Rajnold. Wiem, Panie.
Poloniusz.Jedź więc, niech cię Bóg prowadzi!
Rajnold. Jednakże...
Poloniusz.Zresztą sam śledź jego kroki.
Rajnold. Dopełnię tego.

80 
Poloniusz.A niech mi się ćwiczy
W muzyce.

Rajnold. Dobrze, Panie.

(Wychodzi).
(Wchodzi Ofelia)

Poloniusz.Bądź zdrów Waszmość.
Co ci to jest, Ofelio? Co się stało?
Ofelia. Ach, Panie, tak-em strasznie się przelękła.
Poloniusz. Czego? dla Boga!

Ofelia.Siedziałam przy krosnach
85 
W moim pokoju, gdy wtem książę Hamlet,
Z odkrytą głową, rozpięty, w obwisłych
Brudnych pończochach, blady jak koszula,
Chwiejący się na nogach, z tak okropnym
Wyrazem twarzy, jakby się wydostał
90 
Z piekła i jego zgrozę chciał obwieścić,
Stanął przedemną.

Poloniusz.Czyliżby z miłości
Oszalał?
Ofelia. Nie wiem, ale się obawiam.
Poloniusz. Cóż ci powiedział?

Ofelia.Ujął mnie za rękę,
Nie mówiąc słowa, i silnie ją trzymał:
95 
Cofnął się potem na długość ramienia
I drugą rękę przytknąwszy do czoła,
W twarz moją wlepił oczy tak badawczo,
Jak gdyby ją chciał narysować. Długo
Tak stał, nareszcie lekko potrząsając
100 
 Mojem ramieniem i kiwając głową,
Wydał tak ciężkie, żałosne westchnienie,
Że się zdawało, iż mu piersi pękną
I życie z niego uleci. Odstąpił
Wtedy odemnie i powolnym krokiem
105 
 Szedł z odwróconą głową po za siebie,
Kierując się ku drzwiom. Przeszedł w ten sposób
Przez cały pokój, bez pomocy oczu,
I wyszedł, ciągle wpatrując się we mnie.
Poloniusz. Muszę natychmiast udać się do króla:
110 
 Są to objawy gwałtownej miłości,
Która się trawi w sobie i prowadzi
Do rozpaczliwych kroków, tak jak każda
Inna namiętność, trapiąca ród ludzki:
Boleję nad tem. Możeś tymi czasy
115 
 Przykre mu jakie słowo powiedziała?

Ofelia. Nie, Panie; tylko tak jak rozkazałeś,
Odesłałam mu listy i wzbroniłam
Dalszych odwiedzin.

Poloniusz.To go w szał wprawiło.
Boleję nad tem, żem jego skłonności
120 
 Dokładniej, pilniej nie zbadał. Myślałem,
Że on cię durzy, przywieść chce o zgubę.
Przeklinam teraz moją podejrzliwość.
Zdaje się, że nam starym jest właściwem
Przebierać miarę w przezorności, tak jak
125 
 Nawzajem młodym mało jej posiadać.
Biegnę do króla; zatajenie tego
Więcej niż rozgłos zrządzić może złego.
Pójdź.
(Wychodzi).


SCENA II.
KRÓL, KRÓLOWA, ROZENKRANC, GILDENSTERN i Orszak.


Król. Witaj, Rozenkranc, witaj, Gildensternie!
Pośpiechu, z jakim was tu wezwaliśmy,
Nie sama tylko chęć widzenia panów
Była przyczyną, ale i potrzeba
Pomocy waszej. Wiecie już o dziwnem
Przeistoczeniu się Hamleta, mówię:
Przeistoczeniu, bo nic w nim tak wewnątrz
Jak i na zewnątrz nie jest tem, czem było.
Coby innego, jak śmierć ojca, mogło
10 
Do tego stopnia wywieść go za obręb
Jego natury, nie pojmuję wcale.
Proszę was przeto, was, coście z nim wzrośli,
I zblizka z jego wiekiem i myślami
Sąsiadujecie, abyście czas jakiś
15 
Na naszym dworze zabawili, bądź to
Dla rozerwania go, bądź dla zbadania
Powodów tego obcego nam smutku,
Na który, gdyby stał się nam wiadomym,
Znaleźlibyśmy może jaki środek.
20 
Królowa. Często on o was wspominał, Panowie,
I wiem, że niema na świecie dwóch ludzi,
Bardziej mu, jak wy, miłych. Jeśli w dowód
Życzliwych chęci i uczuć uprzejmych
Zechcecie trochę czasu tu przepędzić
25 
I wesprzeć nasze nadzieje, możecie
Na taką liczyć wdzięczność z naszej strony,
Jaka przystoi monarchom.
Rozenkranc.Obojgu
Waszym Królewskim Mościom służy prawo,
Z najwyższej mocy ich władzy nad nami,
30 
Wolę swą w rozkaz przyoblekać raczej
Niż w prośbę.

Gildenstern. Będziem jednakże posłuszni,
I dobrowolnie na rozkazy Waszych
Królewskich Mości u stóp ich składamy
Usługi nasze.

Król. Dzięki ci za to, Rozenkranc, i tobie,
35 
Kochany Gildensternie.

Królowa. Dzięki ci za to, Gildenstern, i tobie
Kochany Rozenkranc. Idźcie natychmiast
Do mego syna.

(Do dworzan).

Niech tam który wskaże
Tym panom, gdzie jest Hamlet.

40 
Gildenstern.Oby nieba
Nie uczyniły naszych usiłowań
Bezowocnemi!

Królowa. Daj to Boże!

(Rozenkranc, Gildenstern i jeden z dworzan wychodzą).
(Wchodzi Poloniusz).

Poloniusz. Panie! wysłane do Norwegii posły
Szczęśliwie są już z powrotem.

45 
Król. Zawsześ był Waćpan ojcem dobrych nowin.
Poloniusz. Bądź przekonany, Miłościwy Panie,
Że obowiązki moje względem Boga
I mego władcy, tak samo jak duszę,
Trzymam w porządku. Jakoż zdaje mi się
50 
(Jeżeli tylko ten mózg nie zszedł na bok
Z drogi trafności, którą zwykł był kroczyć),
Że ostatecznie nie jest mi już obcem,
Skąd bierze źródło lunatyzm Hamleta.

Król. Mów: o tem chcemy wiedzieć przedewszystkiem.

55 
Poloniusz. Daj, Panie, pierwej posłuchanie posłom;
Wieść moja będzie na wety po uczcie.

Król. Zróbże im zaszczyt i sam ich tu wprowadź.

(Wychodzi Poloniusz).

On utrzymuje, kochana Gertrudo,
Że odkrył powód tej zmiany Hamleta.

60 
Królowa. Nie jest nim, mojem zdaniem, nic innego,
Tylko śmierć ojca i nasz rychły związek.
(Poloniusz wraca, a z nim wchodzą: Korneliusz i Woltymand).

Król. Dojdziemy tego. — Witajcie, Panowie,
Cóż nam śle przez was, nasz brat, król norweski?

Woltymand. Najuprzejmiejszych pozdrowień zamianę.
65 
Na przełożenie nasze kazał zaraz
Wstrzymać zaciągi swojego synowca,
Które mu zdały się być wymierzone
Przeciw Polakom, które jednak bliżej
Poznawszy, widział zwróconymi przeciw
70 
Waszej Królewskiej Mości. Rozjątrzony
Takiem niegodnem korzystaniem z jego
Późnego wieku i niemocy, kazał
Przyaresztować Fortynbrasa, który
Z pokorą stawił się, i wysłuchawszy
75 
Napomnień stryja, przysiągł wobec niego,
Że póki życia, nigdy przeciw Waszej
Królewskiej Mości nie wzniesie oręża:
Czem ucieszony starzec, trzy tysiące
Koron intraty rocznej mu przeznaczył,
80 
I owe wojska, przezeń zwerbowane,
Użyć pozwolił mu przeciw Polakom.
Nam zaś doręczył ten list,
(Podaje papier).
którym prosi
Waszą Królewską Mość o pozwolenie
Przejścia tym wojskom przez duńskie dzierżawy,
85 
Przy zapewnieniu im bezpieczeństw, w liście
Tym wymienionych.
Król.Poprzestajem na tem.
W wolniejszym czasie przejrzymy to pismo,
Pomyślim nad niem, odpowiemy na nie.
Tymczasem Waszmość Panom dziękujemy
90 
Za ich skuteczne trudy. Idźcie spocząć.
Będziemy dzisiaj wieczerzali razem;
Miło nam widzieć was z powrotem.
(Woltymand i Korneliusz wychodzą).
Poloniusz.To się
Dobrze powiodło. Miłościwy Panie,
I Miłościwa Pani, chcieć określić,
95 
Czem jest majestat, czem powinność sługi,
Dlaczego dzień jest dniem, a noc jest nocą,
A czas jest czasem, byłoby to jedno,
Co chcieć zmarnować dzień, noc i czas drogi.
Z tego powodu, ile że treściwość
100 
 Jest duszą mowy, a rozwlekłość ciałem
I powierzchownem tylko bawidełkiem;
Chcę być treściwym. Cny wasz syn oszalał:
Oszalał, mówię; ściśle bowiem biorąc,
Szaleństwo czemże jest, jeśli nie stanem
Człowieka szalonego?
105 
Królowa.Więcej rzeczy
W mniej sztucznych formach.
Poloniusz.Przysięgam, o, Pani,
Że się bynajmniej na sztukę nie silę.
Syn wasz oszalał, jest to prawda; prawda,
Że to nieszczęście i nieszczęście wzajem,
110 
 Że to jest prawda. Otóż się skleiło
Pomimo woli coś retorycznego.
Bodajto! Licho zabierz sztuczne formy!
Stanąłem tedy na tem, że dostojny
Syn wasz sfiksował: dobrze; idzie teraz
115 
 O wyśledzenie przyczyn tej fiksacyi,
Która nie będąc fikcyą, już tem samem
Nie może nie mieć przyczyn; to rzecz pewna:
W jaki zaś sposób pewna i o ile,
Rozważcie Państwo sami.
120 
 Mam córkę; mam ją, ponieważ jest moją.
Ta tedy dziewka, pomna obowiązku
I rozkazowi mojemu powolna,
Oddała mi ten świstek. Posłuchajcie
I konkludujcie państwo.
(Czyta).
„Do niebiańskiego bóstwa mojej duszy, tysiącem
wdzięków okraszonej Ofelii“.
125 
To niestosowne wyrażenie, trywialne wyrażenie.
Okraszonej, nie jestże wyrażeniem trywialnem?
Ale idźmy dalej,
(Czyta).

„Twojemu cudnie białemu łonu powierzam tych kilka
wyrazów“.
Królowa. Czy to Hamlet do niej pisał?
Poloniusz. Cierpliwości, Miłościwa Pani;
niczego nie zataję.

(Czyta).
130 
„Wątp’, czy gwiazdy lśnią na niebie;

Wątp’ o tem, czy słońce wschodzi;
Wątp’, czy prawdy blask nie zwodzi:
Lecz nie wątp’, że kocham ciebie“.

„O, najmilsza Ofelio, nie biegły-m w rymowaniu;
135 
 nie umiem skandować westchnień moich, ale że cię
bardzo a bardzo kocham, temu wierz. Bądź zdrowa.
Twój na zawsze, dopóki ta machina
pozostanie jego własnością.
Hamlet“.
To mi posłuszna pokazała córka,
140 
 I uszom moim odkryła zarazem,
Tak co do czasu, miejsca jak sposobu,
Wszystkie zaloty jego.

Król.Ale jakże
Ona przyjęła te jego zaloty?
Poloniusz. Cóż o mnie myślisz, Mości Królu?

Król.Myślę
145 
 Żeś Waćpan prawy, honorowy człowiek.
Poloniusz. Takim starałem się zawsze okazać.
Cożbyś mógł sobie o mnie myśleć, Panie,
Gdybym tę miłość tak namiętną widział
Był w jej zarodzie (a mówiąc nawiasem,
150 
 Dostrzegłem jej był pierwej, nim mi o niej
Doniosła moja córka); cóżby sobie,
Królowa Pani mogła o mnie myśleć,
Gdybym był wtedy spokojnie odegrał
Koperty rolę lub pugilaresu?
155 
 Lub serce moje zrobił głuchoniemem?
I gnuśnem okiem patrzał na tę miłość?
Cóżbyście Państwo mogli byli sobie
Pomyśleć o mnie? Jam sprawy nie zaspał,
I wnet dziewczynie mojej powiedziałem:
160 
 „Hamlet jest księciem nad waściną sferę;
Nie będzie z tego nic“. Dałem jej przytem
Surowe upomnienia, aby odtąd
Nie przyjmowała ani jego wizyt,
Ani biletów, ani podarunków.
165 
 Tak-em uczynił: ona usłuchała,
A on, on, krótko mówiąc, zawiedziony
W swoich nadziejach, popadł najprzód w smutek,
Potem w bezsenność, potem wstręt do jadła,
Następnie w niemoc, następnie w gorączkę,
170 
 I tak stopniami aż w szaleństwo, które
Trawi go teraz z wielkim naszym żalem.

Król. Cóż mówisz na to?
Królowa.Hm! toby być mogło.
Poloniusz. Czyż się zdarzyło kiedy, radbym wiedzieć,
Aby tam, gdzie ja powiedziałem: tak jest,
W istocie było inaczej?

175 
Król.Nie pomnę.

Poloniusz. (Wskazując na kark i głowę).
Zdejmcie to z tego, jeżeli tak nie jest.
Skoro sposobność posłuży, wykryję,
Gdzie siedzi prawda, chociażby się skryła
W wnętrznościach ziemi.
Król.Jakżebyśmy mogli
Sprawdzić to?

180 
Poloniusz. Wiecie, Państwo, że on czasem
Przez kilka godzin zwykł się w tej galeryi
Przechadzać.

Królowa. W rzeczy samej, zwykł to czynić.

Poloniusz. Taką więc porę upatrzywszy kiedy,
Wprowadzę tutaj moją córkę: Wasze
185 
 Królewskie Moście będą mogły wtedy
Ukryć się ze mną ówdzie za obiciem.
I być świadkami ich spotkania. Jeśli
On jej nie kocha i nie skutkiem tego
Utracił zmysły, to niech z szambelana
190 
 Zostanę prostym chłopem albo klechą.
(Wchodzi Hamlet, czytając).

Królowa. Patrzcie, jak smutno biedny chłopiec z książką
Zbliża się tutaj.
Poloniusz. Oddalcie się Państwo,
Błagam was; ja z nim pomówię. Pozwólcie.

(Król i Królowa wychodzą ze swym orszakiem)
Jakże się miewa mój łaskawy książę Hamlet?
195 
Hamlet. Dobrze, dzięki Bogu.

Poloniusz. Wieszli kto jestem, Panie?
Hamlet. Wiem doskonale; jesteś rybak.
Poloniusz. Zaprawdę, nie jestem nim.

Hamlet. Tem ci gorzej, radbym, żebyś był tak
200 
 poczciwym człowiekiem.

Poloniusz. Poczciwym, Mości Książę?
Hamlet. Tak jest, Mości Panie. Być poczciwym w dziejach tego świata, na jedno wychodzi, co być wybranym między tysiącami.

205 
Poloniusz. Masz wielką słuszność, Mości Książę.

Hamlet. Jeżeli bowiem słońce płodzi robaki w zdechłym psie, co jest wyborną padliną do całowania...[22]
Czy masz Waćpan córkę?
Poloniusz. Mam, Panie.

210 
Hamlet. Nie pozwalaj jej chodzić po słońcu. Każdy początek trudny, ale poczęcie bardzo łatwe. Miej to na względzie, mój przyjacielu.
Poloniusz. Co przez to rozumiesz, Mości Książę? (Do siebie) Zawsze mu się marzy moja córka. A jednak
215 
 nie poznał mnie zrazu, wziął mnie za rybiarza. Daleko z nim już zaszło, daleko zaszło. I mnie, prawdę mówiąc, za młodu, miłość przyprowadzała do ostateczności, podobnych prawie. Muszę go jeszcze raz zagabnąć. — Cóż to czytasz, Mości Książę?
220 
Hamlet. Słowa, słowa, słowa.

Poloniusz. A o treść czy mogę spytać?
Hamlet. Czyją?
Poloniusz. Tej książki, którą Książę czytasz.

Hamlet. Potwarze, mój Panie, nic jak potwarze.
225 
 Ten łotr satyryk utrzymuje, że starzy ludzie mają siwe brody i zmarszczki na twarzy; że im ambra i kalafonia ciecze z oczu; że cierpią na zupełny brak dowcipu obok wielkiego wycieńczenia łydek. Lubo ja temu wszystkiemu najsilniej i najpotężniej daję wiarę, przecież nie sądzę,
230 
 aby o tem pisać przystało; bo Waszmość sam stałbyś się pewnie jak ja starym, gdybyś mógł, jak rak w tył kroczyć.

Poloniusz. Chociaż to waryacya, nie jest jednakże bez metody.
Możebyś chciał zejść, Mości Książę?

235 
Hamlet.Z tego świata?
Poloniusz. W rzeczy samej, byłoby to zejściem. — Jak trafne ma czasem odpowiedzi! Dar ten często bywa udziałem szalonych, gdy tymczasem przytomni i rozumni niezawsze są zarówno szczęśliwi. Muszę go już opuścić
240 
 i niezwłocznie pomyśleć o sposobach, jakby się on i moja córka zejść mogli. Miłościwy Książę, zmuszony jestem pozbawić Waszą Książęcą Mość dłuższej mojej obecności.
Hamlet. Nie możesz mnie, mój Panie, pozbawić
245 
 niczegoczego, czegobym chętnie się nie wyrzekł: wyjąwszy życia, wyjąwszy życia, wyjąwszy życia.

Poloniusz. Żegnam cię, mój łaskawy Książę.
Hamlet. Nudne stare głupcy.

(Rozenkranc i Gildenstern wchodzą).

Poloniusz. Szukacie panowie Księcia Hamleta; oto jest.

(Wychodzi).
250 
Rozenkranc. (Do Poloniusza). Bogu cię polecamy.

Gildenstern. Miłościwy Książę!
Rozenkranz. Drogi nasz Książę!

Hamlet. Kochani, dobrzy przyjaciele! Jak się masz, Gildensternie? A, Rozenkranc! Jakże się macie, moje
255 
 chłopcy?

Rozenkranc. Zwyczajnie, jak nic nie znaczący ludzie.
Gildenstern. Szczęśliwi przez to, że niezbyt szczęśliwi.
Czepca fortuny nie jesteśmy guzem.
Hamlet. Ale i nie podeszwą jej trzewików?
Rozenkranz.Nie, Mości Książę.
Hamlet. A więc mieszkacie u jej pasa?

260 
Gildenstern.Niby tak, w tej okolicy.

Hamlet. Cóż tam nowego?
Rozenkranc. Nic, Panie; wyjąwszy, że świat spoczciwiał.

Hamlet. Więc blizki jest dzień sądu. Ale wiadomość wasza nie prawdziwa. Powiedzcie mi, w czemeście
265 
 tak przeskrobali fortunie, że was tu do więzienia wtrąciła?

Gildenstern. Do więzienia?
Hamlet.Dania jest więzieniem.
Rozenkranz. Więc niem i świat jest także.
Hamlet. O, i wielkiem! pełnem turm, lochów i ciemnic.
Dania jest jedną z najgorszych.

270 
Rozenkranc. Nie myślimy tak, Mości Książę.

Hamlet. Więc dla was nie jest taką. W rzeczy samej, nic nie jest złem ani dobrem samo przez się, tylko myśl nasza czyni to i owo takiem.[23] Dla mnie Dania jest więzieniem.

275 
Rozenkranc. Skutek to chyba, Panie, dumy twojej:
Dania jest dla niej za ciasna.

Hamlet. O, Boże! jabym mógł być zamknięty w łupinie orzecha i jeszczebym się sądził panem niezmierzonej przestrzeni, gdybym tylko złych snów nie miewał.

280 
Gildenstern. A te sny są właśnie utworem dumy; istota bowiem dumy nie jest czem innem, jak snów cieniem.

Hamlet. Same już sny nie są czem innem jak cieniem.

285 
Rozenkranc. Zapewne, duma zaś w moich oczach jest tak powietrznej i znikomej natury, że można ją nazwać cieniem cienia.
Hamlet. Takim sposobem żebracy są ciałami, a nasi monarchowie i nadęci bohaterowie cieniami żebraków.
290 
 Nie poszlibyśmyż do dworu? bo doprawdy, nie umiem rozumować.

Rozenkranc i Gildenstern. Służymy Waszej Książęcej Mości.

Hamlet. Dajmy pokój temu; nie chcę was liczyć do
295 
 rzędu sług moich, bo zaprawdę przysługują mi się okropnie. Ależ powiedzcie mi, tak po przyjacielsku, co porabiacie w Elsynorze?

Rozenkranc. Chcieliśmy cię odwiedzić, Mości Książę; innego celu nie mamy.

300 
Hamlet. Taki ze mnie nędzarz, żem nawet w podzięki ubogi: dziękuję wam jednak, chociaż to podziękowanie, wierzcie mi, kochani przyjaciele, nie warte i pół szeląga. — Czy nie posyłano po was? Przybyliścież mnie odwiedzić z własnego popędu, z dobrej woli? Powiedzcie
305 
 mi, powiedzcie; bądźcie szczerzy. I cóż?

Gildenstern. Cóż mamy powiedzieć, Mości Książę?

Hamlet. Cobądź, byle się stosowało do rzeczy. Posyłano po was: widzę w waszych oczach pewien rodzaj wyznania, które skromność wasza napróżno usiłuje po-
310 
 kryć. Wiem, że miłościwy król i miłościwa królowa posyłali po was.

Rozenkranc. W jakimżeby celu, Mości Książę?

Hamlet. Tego się od was chcę dowiedzieć. Ale zaklinam was na prawa koleżeństwa, na współdźwięk mło-
315 
 dych lat naszych, na obowiązki naszej statecznej przyjaźni, na wszystko co jest najświętsze i na co lepszy mówca lepiejby was niż ja mógł zakląć, powiedzcie mi rzetelnie, otwarcie: posyłanoż po was czy nie posyłano?

Rozenkranc (Do Gildensterna). Cóż ty na to?

320 
Hamlet (na stronie) Aha, przyszliście mnie więc wymacać. — (głośno). — Jeżeli mi dobrze życzycie, powiedzcie prawdę.

Gildenstern. W istocie, posyłano po nas.

Hamlet. Powiem wam, w jakim celu; tym sposobem
325 
 domyślność moja uprzedzi waszą gadatliwość i dyskretność wasza nie będzie dyskredytowaną. Od niejakiego czasu, nie wiem skąd, ze szczętem humor straciłem; zarzuciłem dawne przywyknienia i w tak ponure popadłem usposobienie, że ten piękny obszar ziemski
330 
 pustynią mi się wydaje; to wspaniałe sklepienie tam w górze, ten cudnie wiszący firmament, ta majestatyczna przestrzeń złotemi obsypana iskrami, niczem innem nie jest w moich oczach, jak tylko marnym, zaraźliwym zbiorem wyziewów. Jak doskonałym tworem jest człowiek! jak
335 
 wielkim przez rozum! jak niewyczerpanym w swych zdolnościach! jak szlachetnym postawą i w poruszeniach! czynami podobnym do anioła, pojętnością zbliżonym do bóstwa! Ozdobą on i zaszczytem świata! Arcytypem wszech jestestw! A przecież, czemże jest dla mnie ta
340 
 kwintesencya prochu? Synowie ziemi nie pociągają mnie, — ani jej córki; jakkolwiek sądząc po waszym uśmiechu, zdajecie się to przypuszczać.

Rozenkranc. Myśl taka, Panie, nie przeszła mi przez głowę.

345 
Hamlet. Dlaczegoż się Waćpan rozśmiałeś, kiedym powiedział, że mnie synowie ziemi nie pociągają?
Rozenkranc. Bom sobie pomyślał, jakie w takim razie przyjęcie znajdą aktorowie, którycheśmy w drodze spotkali, a którzy tu dążą celem ofiarowania Waszej
350 
 Książęcej Mości usług swoich.
Hamlet. Ten, co gra króla, godnie będzie przyjęty: jego królewska mość otrzyma odemnie pamiątkę; awanturniczy rycerz będzie mógł do woli użyć tarczy i miecza; kochanek nie będzie darmo wzdychał; melancholik
355 
 spokojnie odegra swoją rolę; błazen pobudzi do śmiechu tych, co mają łechciwe płuca; a piękna dama swobodnie wywnętrzy swe uczucia, jeśli nie będzie miała wstrętu do wiersza bez końcówki. — Cóż to za aktorowie?
Rozenkranc. Ciż sami, którzy cię zwykli byli zada-
360 
 walać, Mości Książę; tragicy ze stolicy.

Hamlet. Skądże im przyszło teraz po świecie wędrować? Na miejscu siedząc, lepiejby wyszli, tak pod względem sławy, jak korzyści.

Rozenkranc. Przyczyną ich wywędrowania były, jak się
365 
 zdaje, świeżo zaszłe innowacye[24].

Hamlet. Sąż oni jeszcze tak samo lubieni jak wtedy, kiedym był w stolicy? Zawszeż liczne mają publicum?
Rozenkranc. Zaiste, teraz nie bardzo.

Hamlet. Skądże to pochodzi? Czy się opuścili
370 
 w sztuce?
Rozenkranc. Bynajmniej! usiłowania ich postępują zawsze równym krokiem; ale wylęgło się tam stado dzieci, małych indycząt, które piszczą jak opętane i za to odbierają tyrańskie oklaski. Te są teraz w modzie
375 
 i tak dalece wyzyskują teatr niższej klasy (tak nazywają tamten), że nie jeden z rapierem przy boku, bojąc się piór gęsich[25], nie śmie się już tam pokazać.
Hamlet. Sąli to dzieci na prawdę? Któż ich utrzymuje? Jak są płatni? Myśląż oni tylko dopóty sztukę
380 
 uprawiać, dopóki nie stracą dyszkantu? Nie powiedząż wtedy, gdy same spadną między niższą klasę (co jest bardzo prawdopodobnem przy takiem braniu się do rzeczy), że piszący dla nich krzywdę im wyrządzili, każąc im wykrzykiwać na ich własną przyszłość?
385 
Rozenkranc. Bądź co bądź, z obu stron niemało było hałasu, i publiczność nie miała sobie za grzech podżegać ich nawzajem do kłótni. Przez czas jakiś nie można było grosza na żadnej sztuce zarobić, jeżeli aktorzy za łby się w niej nie wodzili?
390 
Hamlet. Czy być może?

Gildenstern. Nie mało też sobie włosów powydzierano.
Hamlet. I smarkacze wzięli górę?
Rozenkranc. Nie inaczej. Herkules zmuszony był kapitulować przed Pigmejczykami.[26]

395 
Hamlet. Niema w tem nic dziwnego: boć mój stryj jest królem duńskim; i ciż sami, którzy za życia mego ojca ostrzyli na nim zęby, dają teraz dwadzieścia, czterdzieści, pięćdziesiąt i sto dukatów za jego portret w miniaturze. Do licha! musi w tem być coś nadnaturalnego.
400 
 Gdyby to filozofia mogła wytłómaczyć?
(Odgłos trąb za sceną).

Gildenstern. Zapewne to aktorowie.

Hamlet. Koledzy, miłymiście gośćmi w Elsynorze. Podajcie mi dłonie. Do orszaku gościnności należy etykieta i ceremonie: winienem was przeto podjąć tym try-
405 
 bem; inaczej, moje obejście się z aktorami, które, uprzedzam was, będzie się musiało okazać uprzejmem, wydałoby się gościnniejszem niż z wami. Zostaliście przyjęci z otwartemi rękoma, ale mój stryj-ojciec i moja matka-stryjenka doznali zawodu.
410 
Gildenstern. Jakim sposobem, drogi książę?

Hamlet. Szalony jestem tylko przy wietrze północno zachodnim; kiedy z południa wieje, umiem odróżnić jastrzębia od czapli.[27]

(Wchodzi Poloniusz).

Poloniusz. Dobre nowiny, panowie; wesołe nowiny.

415 
Hamlet. Słyszycie go? — Ten wielki dzieciuch nie wyszedł jeszcze z pieluch.

Rozenkranc. Chyba w nie wszedł powtórnie; bo mówią, że starzy ludzie na nowo stają się dziećmi.

Hamlet. Prorokuję wam, że przychodzi nam zwiasto-
420 
 wać aktorów: uważcie tylko. — Masz Waćpan słuszność: było to w poniedziałek z rana, w rzeczy samej.

Poloniusz. Mości Książę, mam ci oznajmić coś nowego.
Hamlet. Mości Panie, mam ci oznajmić coś nowego. Gdy Roscyusz[28] w Rzymie był aktorem, —
Poloniusz. Aktorowie przybyli, Mości Książę.

425 
Hamlet.Ejże? Ejże?

Poloniusz. Na honor, Mości Książę.

Hamlet. (śpiewając). Każdy więc aktor przyjechał na ośle.
Poloniusz. Są to aktorowie najlepsi w świecie; zdatni do wszelkiego rodzaju przedstawień: tragicznych, ko-
430 
 micznych, historyczno-sielankowych, tragiczno-historycznych, tragiczno-komiczno-historyczno-sielankowych; czyto w scenach ciągłych, czy to w luźnym poemacie. Seneka nie jest dla nich za ciężki, ani Plaut[29] za lekki. Tak w recytowaniu jak w improwizowaniu nie mają
435 
 sobie równych.

Hamlet. O Jefte[30], sędzio Izraela, jakiż to skarb posiadłeś!
Poloniusz. Jakiż on skarb posiadał, Mości Książę?

Hamlet. Ba! Córkę gładką, nic więcej,
440 
 Którą wielce miłował.

Poloniusz (na stronie). Zawsze mu się marzy moja córka.
Hamlet. Nie prawdaż, stary Jefte?

Poloniusz. Jeżeli mnie nazywasz Jeftem, Mości Książę,
445 
 to nie przeczę, iż posiadam córkę, którą wielce miłuję.

Hamlet. Ależ nie to idzie za tem.
Poloniusz. Cóż za tem idzie, Mości Książę?

Hamlet. Ba! To, co rzekomo
Bogu wiadomo.
450 
 A potem, jak wiesz Waćpan,
Stać się musiało,
Co snadź się stało.
Pierwszy dwuwiersz tej pobożnej pieśni więcej objaśni Waćpana, niż ja mogę; bo oto nadchodzą przeszkody.
(Wchodzi czterech lub pięciu aktorów).
455 
Witam was, Mościpanowie, witam. Cieszę się, że was oglądam w dobrem zdrowiu. Witajcie, przyjaciele. O, stary, jakże ci się twarz poorała, odkąd cię ostatni raz widziałem! Przyszedłżeś mi tu imponować temi zmarszczkami? A, to ty, piękna damo! Szlachetna dziewico! dalipan,
460 
 od czasu, jak cię ostatni raz widziałem, zbliżyłaś się ku niebu na całą wysokość korka[31]. Nie daj Boże, aby głos twój, jak dukat oberżnięty, wyszedł z obiegu! Witajcie nam wszyscy bez wyjątku! Będziemy jak francuscy łowcy, rzucać się na wszystko, co ujrzymy. Nie
465 
 moglibyśmyż usłyszeć czego zaraz? Dajcie nam próbkę swego talentu: przedeklamujcie co patetycznego.
Pierwszy Aktor. Co naprzykład, Panie?
Hamlet. Słyszałem cię raz deklamującego jeden ustęp, ustęp sztuki, która nigdy graną nie była, albo co naj-
470 
 więcej raz tylko: bo ile pamiętam, nie podobała się publiczności; byłto kawior[32] dla jej podniebień: mojem jednak zdaniem, i tych, których sąd o takich rzeczach równego z moim był wzrostu, byłato sztuka wyborna, dobrze podzielona na sceny, ułożona z równą zręcznością
475 
 jak naturalnością. Przypominam sobie kogoś, co mówił, że braknie tym wierszom sosu, dla dodania smaku osnowie, i osnowy, któraby pozwalała posądzić autora o uczucie: przyznawał jej wszakże dobrą manierę, jędrność w obrobieniu i piękność, lubo bez wdzięku. W sztuce
480 
 tej szczególnie lubiłem jeden ustęp, to jest opowiadanie Eneasza[33]; mianowicie też owo miejsce, w którem ten bohater opisuje Dydonie śmierć Pryama. Jeżeli je pamiętasz, to zacznij od tego wiersza:
Zaraz, zaraz.
485 
 Okrutny Pirrus, jak ów zwierz hirkański,
Nie; nie tak się zaczyna, ale zawsze od Pirrusa.
Okrutny Pirrus, którego zbroica,
Czarna jak jego myśl, podobną była
Do owej nocy, gdy w złowrogim koniu
490 
 Chytrze ukryty leżał, powlekł teraz
Straszną swą postać dzikszą jeszcze barwą;
Od stóp do głowy czerwienią się odział.
Zbroczon krwią ojców, matek, córek, synów;
Spiekły od żaru płonącego miasta,
495 
 Które przeklętym blaskiem przyświecało
Mordercy swego pana; rozpalony
Gniewem i ogniem i skrzepły zarazem
Od zstęgłej na nim posoki; oczyma
Jak karbunkuły płomieniejącemi
500 
 Szuka piekielny Pirrus sędziwego
Starca Pryama. — Mów dalej.

Poloniusz. Jak żywo, ślicznie deklamujesz, Mości Książę,
Z doskonałym akcentem i spadkiem głosu.

Pierwszy Aktor. Znajduje go wreszcie
505 
 Słabo na Greków nacierającego.
Rdzawy miecz jego, zbuntowany przeciw
Jego ramieniu, nieposłuszny woli,
Płazem uderza, kędy spadnie. Z całą
Przewagą siły, rzuca się na niego
510 
 Pirrus; z wściekłości próżny cios wymierza:
Lecz sam już zamach, sam świst jego stali
Obala starca; wtedy oto Ilium
Jak gdyby chciało nowy cios odwrócić,
Koronowaną płomieniami głowę
515 
 Chyli ku ziemi i trzaskiem okropnym
W niewolę ima Pirrusowe ucho:
Bo patrzcie! oto zabójczy miecz jego,
Nad mleczną głową czcigodnego starca
Już, już wzniesiony, zda się jakby nagle
520 
 Ugrzązł w powietrzu. Jak kamienny posąg
Bóstwa zagłady, ważąc się pomiędzy
Czynem i wolą, stał czas jakiś Pirrus,
I nie przedsiębrał niczego.
Lecz jako nieraz widzimy przed burzą
525 
 Ciszę na niebie, spokojność w obłokach,
Wichry uśpione, a na dole ziemię
Jak grób milczącą; wtem przerażający
Piorun rozdziera chmurę: tak po chwili
Zbudzona zemsta podżega na nowo
530 
 Zastałe ramię Pirrusa, i nigdy
Niemiłosierniej ciężki młot Cyklopów[34]
Nie spadł na Marsa wiecznotrwałą zbroję,
Jak teraz krwawy miecz Pirrusa spada
Na sędziwego Pryama.
535 
 Hańba ci, zmienna Fortuno! Bogowie,
Wy wszyscy, którzy zasiadacie ówdzie
W radzie Olimpu, odejmcie jej władzę!
Połamcie sprychy i dzwona jej koła,
I stoczcie krągłą piastę z szczytu niebios
540 
 W bezdenną otchłań piekieł!

Poloniusz. To za długie.
Hamlet. Pójdzie do balwierza wraz z twoją brodą. — Mów dalej, bracie. Jemuby trzeba jasełek lub fars plugawych, inaczej zaśnie. Dalej, przejdź teraz do Hekuby[35].

545 
Pierwszy Aktor. Ale kto widział nieszczęsną królowę,
Jak rozczochrana. —

Hamlet. Jakto, rozczochrana?

Poloniusz. To dobre wyrażenie: rozczochrana królowa jest dobrem wyrażeniem.
550 
Pierwszy Aktor. Jak rozczochrana, grożąca płomieniom
Łez potokami, biegła tu i ówdzie
Boso, z łachmanem na tej samej głowie,
Którą niedawno jeszcze dyadem stroił;
Odziana, miasto sukni, prześcieradłem,
555 
 W chwili popłochu schwyconem naprędce;
O, ktoby to był widział, ten zmaczanym
W żółci językiem byłby wyzionął
Przeciw Fortunie ostatnie bluźnierstwa:
A gdyby były ją widziały nieba
560 
 W tej chwili, kiedy ujrzała Pirrusa,
Z dziką radością siekącego mieczem
Ciało jej męża, wybuch jej boleści
Byłby był z oczu ich promieniejących
(Jeżeli tylko rzeczy tego świata
565 
 Mogą je wzruszyć), stok rosy wycisnął,
I współjęk z piersi bogów.[36]

Poloniusz. Patrzcie, jak mu się twarz zmieniła i łzy mu w oczach stanęły. Skończ już Waćpan.

Hamlet. Dosyć tego, dopowiesz mi resztę innym ra-
570 
 zem. Mości Panie, zechciej dojrzeć, aby ci Ichmość dobrze byli ugoszczeni. Słyszysz Waćpan? Niech znajdą dobre przyjęcie: bo oni są streszczoną, żywą kroniką czasu. Byłoby lepiej dla Waćpana zyskać po śmierci niepochlebny napis na nagrobku, niż za życia nieko-
575 
 rzystne ich świadectwo na scenie.

Poloniusz. Mości Książę, obejdę się z nimi odpowiednio ich zasłudze.

Hamlet. Do paralusza! znacznie lepiej. Gdybyśmy się obchodzili z każdym wedle jego zasług, któżby uniknął
580 
 chłosty? Obchodź się z nimi Waćpan odpowiednio własnej twej zacności i godności. Im mniej kto zasługuje na względy, tem więcej ma zasługi nasza względem niego uprzejmość. Odprowadź ich.

Poloniusz. Pójdźcie, Panowie.

(Wychodzi z kilkoma aktorami).
585 
Hamlet. Idźcie z nim, moi przyjaciele: dacie nam jutro jakie przedstawienie. Słuchajno, stary: możecież grać zabójstwo Gonzagi?

Pierwszy Aktor. Możemy, Panie.

Hamlet. To grajcie je jutro. Nie mógłżebyś w potrze-
590 
 bie nauczyć się dwunastu do piętnastu wierszy, którebym napisał i wtrącił do twojej roli?

Pierwszy Aktor. Czemu nie, Łaskawy Panie.
Hamlet. To dobrze. Udaj się za tamtym jegomością, tylko nie drwij z niego, proszę cię.

(Wychodzi Aktor).
595 
Kochani przyjaciele (do Rozenkranca i Gildensterna), pozwólcie mi się pożegnać. Do zobaczenia wieczorem.

Rozenkranc i Gildenstern. Żegnamy cię, drogi Książę.

(Wychodzą).
Hamlet. Bóg z wami! Otóż nareszcie sam jestem.
600 
 O, jakiż ze mnie głąb, jaki ciemięga!
Czyliż to nie jest zgrozą, że ten aktor,
W niby wzruszeniu, w parodyi uczucia,
Do tego stopnia mógł nagiąć swą duszę
Do swoich pojęć, że za jej zrządzeniem
605 
 Twarz mu pobladła, z oczu łzy pociekły,
Oblicze jego, głos, ruch, cała postać
Zastosowała się do jego myśli?
I gwoli kogóż to: gwoli Hekuby!
Cóż z nim Hekuba, on z nią ma wspólnego,
610 
 Żeby aż płakał nad jej losem? Cóżby
Ten człowiek czynił, gdyby miał podobny
Mojemu powód i bodziec do wrzenia?
Zalałby łzami całą scenę, rozdarł
Uszy słuchaczów rażącemi słowy,
615 
 W występnych rozpacz wzbudził, dreszcz w niewinnych,
Zmieszał prostaczków i sparaliżował
Refleksyę ludzi myślących.
A ja, ospały niedołęga, drzemię
Jak Jaś-spioch, świętej niepamiętny sprawy,
620 
 I ani usty ująć się nie umiem
Za tego króla, na którego włości
I drogiem życiu dokonany został
Najohydniejszy rozbój. Jestżem tchórzem?
Któż mi zarzuci podłość? któż mnie może
625 
 Wziąć za kark, za nos powieść, w twarz mi plunąć,
Wyrzucić w oczy kłamstwo? Któż to może?
A jednak,
Zasługiwałbym na to, bo wistocie
Muszę mieć chyba wnętrzności gołębia
630 
 I brak zupełny żółci, nadającej
Gorycz poczuciu krzywdy, kiedym jeszcze
Nie napasł dotąd stada sępów ścierwem
Tego nędznika. O, bezwstydny łotrze!
Zakamieniały, krwawy, sprosny łotrze!
635 
 Bodajżem! Mnież to przystoi, synowi,
Jedynakowi zamordowanego
Drogiego ojca, od nieba i piekła
Powołanemu do zemsty, jak baba
Marnemi słowy dawać folgę sercu,
640 
 I na przekleństwach czas trawić jak prosta,
Karczemna dziewka?!
Fe! Fe! Gdzież moja głowa? Powiadają,
Że zatwardziali złoczyńcy, obecni
Na przedstawieniu okropnych widowisk,
645 
 Tak silnem zdjęci bywali wrażeniem,
Że sami swoje wyznawali zbrodnie:
Bo mężobójstwo, w braku ust, cudowny
Ma organ mowy. Każę tym aktorom
Coś podobnego do sceny zabójstwa
650 
 Ojca mojego odegrać przed stryjem;
Patrzeć mu będę w oczy, śledzić będę
Najmniejszy jego ruch: jeżeli zadrgnie,
Wiem, co mam czynić. Ten duch, com go widział,
Mógł być szatanem (bo szatan przybiera,
655 
 Jaką chce, postać), i nadużywając
Mojej słabości i smętności (taki
Bowiem stan duszy bardzo mu dogodny),
Ciągnie mnie może w przepaść? Chcę pewniejszej
Niż ta rękojmi. Zamierzona sztuka
660 
 Będzie probierzem, którym, jak na wędę,
Sumienie króla na wierzch wydobędę.
(Wychodzi).



AKT TRZECI.




SCENA I.
Pokój w zamku.
KRÓL, KRÓLOWA, POLONIUSZ, OFELIA, ROZENKRANC i GILDENSTERN.


Król. I nie mogliście wyrozumieć żadnym
Zwrotem rozmowy, skąd to rozprzężenie,
Które mu spokój zakłóca tak dzikim
I niebezpiecznym rodzajem maniactwa?

Rozenkranc. Przyznaje, że się czuje rozstrojonym;
Lecz przez co, w żaden sposób wyznać nie chce.
Gildenstern. Nie znaleźliśmy go bynajmniej skłonnym
Do wywnętrzania się; zręcznem dziwactwem
Trzymał nas owszem zdaleka od siebie,
10 
Kiedyśmy chcieli z niego coś wyciągnąć.

Królowa. Jakże was przyjął?
Rozenkranc.Bardzo grzecznie.
Gildenstern.Ale
Nie bez przymusu.
Rozenkranc. Szczodrym był w pytaniach,
Lecz w odpowiedziach oszczędnym nad miarę.
Królowa. Nasunęliścież mu jaką rozrywkę?

15 
Rozenkranc. Traf zrządził, żeśmy spotkali na drodze
Trupę aktorów: wspomnieliśmy o tem
Księciu, i to go trochę ucieszyło.
Ci aktorowie już się tu znajdują,
I jak słyszałem, otrzymali rozkaz
Grania mu dzisiaj.
20 
Poloniusz. Tak jest w rzeczy samej,
I mnie on zlecił prosić najpokorniej
Wasze Królewskie Moście, by raczyły
Być obecnemi na tem widowisku.
Król. Z największą chęcią: serdeczniem rad, że się
25 
Do tego skłania. Wciąż go utrzymujcie,
Moi panowie, w tem usposobieniu,
I podniecajcie w nim gust do takiego
Rodzaju zabaw.

Rozenkranc i Gildenstern. Uczynim to, Panie.

(Wychodzą).
Król. Oddal się także, kochana Gertrudo.
30 
Ułożyliśmy rzecz tak, aby Hamlet
Niby przypadkiem, zszedł się tu z Ofelią.
Ja i jej ojciec (będzie to szpiegostwo
Godziwe) tak się tu ulokujemy,
Abyśmy widząc, niewidziani sami,
35 
O tem spotkaniu zblizka mogli sądzić,
I z zachowania się jego wnioskować,
Czy to miłości wpływ, czy nie miłości
Tak go udręcza.
Królowa. Jestem ci posłuszną,
Mój mężu. Dałby Bóg, luba Ofelio,
40 
Aby potęga twoich wdzięków była
Błogim powodem tej zmiany Hamleta:
Wtedy szlachetność twoja, mam nadzieję,
Na dawnąby go sprowadziła drogę,
Ku zaszczytowi was obojga.
Ofelia.Pragnę,
45 
Aby tak było, Miłościwa Pani.
(Królowa wychodzi).
Poloniusz. Ofelio, chodź tu sobie. Najjaśniejszy,
My się umieścim tam. (Do Ofelii) Czytaj tę książkę,
Aby ten pozór zajęcia ubarwił
Twoją samotność. Tak to my grzesznicy,
50 
Rzekomo świętą miną, uczynkami
Budującymi pocukrzamy nieraz
Samego dyabła.
Król (na stronie). Prawda! Jakże srodze
Bicz tych wyrazów chłoszcze mi sumienie!
Twarz nierządnicy, różem upiększona,
55 
Nie jest tak szpetną obok tej powłoki,
Jak czyn mój obok pokostu słów moich.
O, ciężkież moje brzemię!

Poloniusz.Już nadchodzi.
Śpieszmy na miejsce, Miłościwy Panie.

(Król i Poloniusz wychodzą).
(Hamlet wchodzi).
Hamlet. Być albo nie być, otóż-to pytanie,
60 
Jestli w istocie szlachetniejszą rzeczą
Znosić pociski zawistnego losu,
Czy też stawiwszy czoło morzu nędzy,
Przez opór wybrnąć z niego? — Umrzeć, — zasnąć. —
I na tem koniec. — Gdybyśmy wiedzieli,
65 
Że raz zasnąwszy, zakończym nazawsze
Boleści serca i owe tysiączne
Właściwe naszej naturze wstrząśnienia,
Kres taki byłby celem na tej ziemi
Najpożądańszym. Umrzeć, — zasnąć. — Zasnąć!
70 
Może śnić? — — w tem sęk cały; jakie bowiem
W tym śnie śmiertelnym marzenia przyjść mogą,
Kiedy zrzucimy z siebie więzy ciała,
To zastanawia nas: i toć to czyni
Tak długowieczną niedolę[37]; bo któżby
75 
Ścierpiał pogardę i zniewagi świata,
Krzywdy ciemięzcy, obelgi dumnego,
Lekceważonej miłości męczarnie,
Odwłokę prawa, butę władz i owe
Upokorzenia, które nieustannie
80 
Zasługi cichej stają się udziałem,
Gdyby od tego kawałkiem żelaza
Mógł się uwolnić? Któżby dźwigał ciężar
Nudnego życia i pocił się pod nim,
Gdyby obawa czegoś poza grobem,
85 
Obawa tego obcego nam kraju[38],
Skąd nikt nie wraca, nie wątliła woli,
I nie kazała nam pędzić dni raczej
W złem już wiadomem, niż uchodząc przed niem,
Popadać w inne, którego nie znamy.
90 
Tak to rozwaga czyni nas tchórzami;
Przedsiębiorczości hoża cera blednie
Pod wpływem wahań i zamiary, pełne
Jędrności, zbite z wytkniętej kolei,
Nazwisko czynu tracą. — Cicho teraz!
95 
Piękna Ofelia! — Nimfo, w modłach swoich
Pomnij o moich grzechach.

Ofelia.Jakże zdrowie
Waszej Książęcej Mości od dni tylu?
Hamlet. Dobre; pokornie dziękuję Waćpannie.

Ofelia. Mam jeszcze od Was, Panie, kilka drobnych
100 
 Pamiątek; dawno zwrócić, je pragnęłam:
Odbierzcie je dziś, proszę.
Hamlet.Jako żywo!
Jam nigdy w życiu nic nie dał Waćpannie.
Ofelia. Wiesz dobrze, Mości Książę, żeś to czynił,
I upominki swoje ubarwiałeś
105 
 Takiemi słowy, które wszelkiej rzeczy
Wartość podnoszą. Woń ich uleciała;
Weź je napowrót, Panie: w oczach bowiem
Każdej szlachetnie myślącej osoby,
Najdroższe dary lichymi się stają,
110 
 Gdy dawca martwi. Oto są. —

Hamlet. Ha, ha, ha! Jestżeś uczciwą?
Ofelia.Mości Książę. —
Hamlet. Jestżeś piękną?
Ofelia.Co znaczą te pytania?

Hamlet. To, że jeżeli jesteś uczciwą i piękną,
uczciwość twoja nie powinna mieć nic do czynienia
115 
 z pięknością.

Ofelia. Jakto, Panie? Możeż piękność z czemś lepszem
chodzić w parze jak z uczciwością?

Hamlet. Zapewne; tylko że potęga piękności prędzej
obróci uczciwość w sekutnicę, niż wpływ uczciwości po-
120 
 trafi piękność na swoje kopyto przerobić. Było to nie-
gdyś paradoksem, ale w nowszych czasach okazuje się
pewnikiem. — Kochałem dawniej Waćpannę.

Ofelia. W rzeczy samej, dawałeś mi to Książę do zrozumienia.

125 
Hamlet. Nie trzeba ci było tak rozumieć; bo cnota
nie daje się w stary nasz pień wszczepić tak, żebyśmy
trącić nim przestali. Nie kochałem cię wcale.

Ofelia. Tem bardziej więc zostałam zawiedzioną.

Hamlet. Idź Waćpanna do klasztoru; na co ci mno-
130 
 żyć grzeszników? Ja sam jako tako jestem uczciwy,
a przecież mógłbym sobie zarzucić takie rzeczy, że le-
piejby było, gdyby mnie była matka na świat nie wy-
dała. Jestem nadzwyczajnie dumny, mściwy, żądny wła-
dzy, więcej mam przywar, niż zdolności umysłowych do ich
135 
 poznania, niż wyobraźni do dania o nich wyobrażenia
i czasu do okazania ich w postępkach. Czego się takie
figury tłuc mają pomiędzy ziemią i niebem? Jesteśmy
arcyhultaje, wszyscy bez wyjątku; żadnemu z nas nie
ufaj. Idź prosto do klasztoru. Gdzież Waćpanny ojciec?
140 
Ofelia. W domu, Mości Książę.

Hamlet. Zamknijże go na klucz, aby nigdzie indziej
nie grał roli błazna, jak w własnym domu. Bądź zdrowa.
Ofelia (na stronie). Panie, zmiłuj się nad nim!

Hamlet. Jeżeli za mąż pójść zechcesz, dam ci w po-
145 
 sagu tę przestrogę: Chociażbyś jak śnieg była czystą,
jak lód nieskalaną, przecież nie ujdziesz obmowy. Wstąp
do klasztoru. Adieu. Albo jeżeli koniecznie potrzebować
będziesz wyjść za mąż, to wyjdź za głupca, bo rozsądni
ludzie wiedzą bardzo dobrze, jakie z nich czynicie po-
150 
 twory. Idź czemprędzej do klasztoru. Adieu.

Ofelia (na stronie). O nieba, wesprzyjcie go swą łaską!

Hamlet. Słyszałem też o malowaniu się waszem: nie
dość wam jednej twarzy otrzymanej od Boga, dorabia-
cie sobie drugą; sztafirkujecie się, krygujecie, cedzicie
155 
 słowa, przedrzeźniacie boskie stworzenia i swawolę po-
krywacie płaszczykiem naiwności. Precz, precz! nie chcę
już patrzeć na to: to mnie we wściekłość wprawia. Wa-
ra odtąd mężczyznom żenić się; ci, co się już pożenili,
jednego wyjąwszy[39], niech żyją zdrowi, reszta pozostać
160 
 winna tak, jak jest. Do klasztoru! Do klasztoru!
(Wychodzi).
Ofelia. O, jak szlachetny duch zwichnięty został!
Dworaka, wodza, mędrca, ton, miecz, umysł;
Kwiat oczekiwań potężnego państwa,
Wzór ukształcenia, zwierciadło poloru,
165 
 Cel zwracającej się uwagi świata:
Wszystko to, wszystko w niwecz obrócone!
I ja, ze wszystkich kobiet najnędzniejsza,
Com ssała nektar słodkich jego ślubów,
Skazana-m teraz widzieć tę wspaniałą,
170 
 Wybraną duszę, jak spękany dzwonek,
Chrapliwie tylko wydającą dźwięki;
To czyste źródło bogatej młodości
Zmącone szałem. O, czemuż musiałam
Ujrzeć, co widzę, widzieć, co widziałam!
(Wchodzą: Król i Poloniusz).
175 
Król. Miłość! Nie takie są jej symptomata.
To, co on mówił, choć trochę bez związku,
Cechy szaleństwa nie nosiło wcale.
Ponura jego smętność wysiaduje
Coś złowrogiego, co wylęgłe z jajka
180 
 Mogłoby stać się zgubnem. Pragnąc przeto
Zapobiedz złemu, po świeżym namyśle,
Postanowiłem wysłać go niezwłocznie
Do Anglii, celem niby zażądania
Przynależnego nam haraczu[40]. Może
185 
 Ta podroż, widok różnych miejsc i rzeczy,
Potrafi z jego serca wyrugować
To coś, wokoło czego jego myśli
Bijąc się ciągle i skrycie nurtując,
Tak go z właściwych wyrywają karbów.
190 
 Cóż Waćpan na to?
Poloniusz.Może to być dobrem;
Rozumiem jednak zawsze, że prawdziwem
Jądrem i źródłem tej jego choroby
Jest bezwzajemna miłość. — No, Ofelio,
Nie potrzebujesz nam objawiać tego,
195 
 Coć mówił Książę Hamlet, bośmy sami
Wszystko słyszeli. — Uczyń, co chcesz, Panie:
Jeżeli jednak uznasz za stosowne,
Niech po skończonem dzisiaj widowisku
Królowa matka w poufnej rozmowie
200 
 Prosi go, aby jej zwierzył swój smutek.
Niechaj z nim mówi bez ogródki; ja zaś,
Jeśli się na to zgodzi Wasza Wielkość,
Przyłożę ucho do tego sam na sam.
Nie wydobędzie-li nic z niego, wtedy
205 
 Ślij go do Anglii, Panie, albo zamknij,
Gdzie mądrość twoja wskaże.
Król.Dobra rada.
Szalonych możnych pilnie strzedz wypada.
(Wychodzą).


SCENA II.
Wielka sala tamże.
Wchodzi HAMLET z kilkoma Aktorami.


Hamlet. Proszę cię, wyrecytuj ten kawałek tak, jak
ci go przepowiedziałem, gładko, bez wysilenia; ale
jeżeli masz wrzeszczeć, tak jak to czynią niektórzy na-
si aktorowie, to niech lepiej moje wiersze deklamuje
miejski pachołek. Nie piłuj też za bardzo ręką powie-
trza, w taki sposób; bądź raczej ruchów swoich panem:
wśród największego bowiem potoku i, że tak powiem,
wiru namiętności, trzeba ci zachować umiarkowanie, zdol-
ne nadać wewnętrznej twojej burzy pozór spokoju. Nie
10 
posiadam się z oburzenia słysząc, jak siaki taki barczy-
sty gbur, w peruce, w gałgany obraca uczucie, prawdzi-
wy z niego łach robi, by zadowolić uszy narodku, który
po największej części kocha się tylko w niezrozumiałych ge-
stach i wrzawie. Takiego jegomościa mógłbym kazać
15 
oćwiczyć za przesadę w roli Termaganta[41]; taka gra prze-
herodowywa samego Heroda. Proszę cię, chroń się tego.

Pierwszy Aktor. Zapewniam Waszą Wysokość.

Hamlet. Nie bądź też z drugiej strony za miękki;
niech własna twoja rozwaga przewodnikiem ci będzie.
20 
Zastosuj akcyę do słów a słowa do akcyi, mając prze-
dewszystkiem to na względzie, abyś nie przekroczył granic
natury; wszystko bowiem, co przesadzone, przeciwnem
jest zamiarowi teatru, którego przeznaczeniem, jak dawniej
tak i teraz, było i jest, służyć niejako za zwierciadło
25 
naturze, pokazywać cnocie własne jej rysy, złości żywy
jej obraz, a światu i duchowi wieku postać ich i piętno.
Owóż przeholowanie tego celu lub niedosięgnięcie może
wprawdzie rozśmieszyć prostaczków, ale znającym się
na rzeczy musi pójść w niesmak; nagana zaś jednego
30 
z tych właśnie, na szali waszych zasług, przeważyć
musi poklask całego tłumu pierwszych. Widziałem ja
aktorów, i znaleźli się tacy, co ich chwalili, głośno na-
wet; aktorów, którzy, bogobojnie mówiąc, ani z mowy,
ani z ruchów nie byli podobni do chrześcijan, ani do
35 
pogan, ani do ludzi, a rzucali się i ryczeli tak, iż po-
myślałem sobie, że chyba jaki najemnik natury sfabry-
kował ludzkość: tak bezecnie ją naśladowali.

Pierwszy Aktor. Pochlebiamy sobie, żeśmy się tego
pozbyli cokolwiek.

40 
Hamlet. O, pozbądźcie się tego ze szczętem. Tym zaś,
co u was grają błaznów, zakażcie jak najsurowiej pra-
wić co bądź więcej nad to, co jest w ich roli: są bo-
wiem między nimi tacy, co się namawiają do śmiechu,
aby w pewnej liczbie jałowych spektatorów także śmiech
45 
wzbudzić, i to właśnie w chwili, kiedy przypada jaki
szczegół sztuki, zasługujący na uwagę. To niegodziwość,
dowodząca politowania godnej wyniosłości w błaźnie,
który tak czyni. Idźcie i bądźcie w pogotowiu.
(Aktorowie wychodzą).
(Wchodzą: Poloniusz, Rozenkranc i Gildenstern).
No i cóż, Mości Panie? Czy Król chce spożyć ten
50 
kęs widowiska?

Poloniusz. Jego Królewska Mość przybędzie, Królowa Jej Mość także, i to zaraz.
Hamlet. Powiedzże Waćpan aktorom, niech się śpieszą.

(Poloniusz wychodzi).
A panowieżto nie dopomożecie ich znaglić do po-
55 
śpiechu?

Rozenkranc i Gildenstern. I owszem, Mości Książę.

(Wychodzą).

Hamlet. Hola, Horacy!

(Horacy wchodzi).

Horacy.Co rozkażesz, Panie?
Hamlet. Horacy, jesteś najpoczciwszym z ludzi,
Z którymi kiedykolwiek przestawałem.

60 
Horacy. O, Panie!
Hamlet.Nie myśl, że ci chcę pochlebić.
Czegożbym mógł się spodziewać od ciebie,
Który nic nie masz, krom rzeźkości ducha,
Ku wyżywieniu się i ku okryciu?
Któżby pochlebiał biednym? Niechaj w cukrze
65 
Smażony język liże głupią pychę,
Niech się zawiasy kolan uginają,
Tam, gdzie łaszenie się zdobywa korzyść.
Słuchaj: od chwili, kiedy dusza moja
Swojego wyboru panią być mogła
70 
I ludzi jednych przenosić nad drugich.
Od owej chwili już cię ona sobie
Upodobała: boś ty, wiele cierpiąc,
Takim był zawsze, jakbyś nic nie cierpiał;
Boś ty fortunie zarówno był wdzięczny
75 
Za jej umizgi i prześladowania;
A błogosławion, w kim krew z przekonaniem
Tak są zmieszane, iż on palcom losu
Nie służy za flet do wydania dźwięków,
Wedle kaprysu. O, daj mi człowieka,
80 
Nie będącego żądz swych niewolnikiem,
A w głębi mego serca go umieszczę.
W sercu samegoż serca, tak jak ciebie. —
Za wiele tego już podobno. W sztuce,
Która niebawem ma być przedstawioną,
85 
Jest jedna scena zbliżona do tego,
Com ci o śmierci mego ojca zwierzył.
Gdy się ta scena wykonywać będzie,
Zwróć, proszę, całą potęgę uwagi
Na mego stryja. Jeśli jego wina,
90 
Podczas tej sceny sama się nie zdradzi,
Ów niby zacny duch był potępieńcem,
A wyobraźnia moja istną siostrą
Młota Wulkana. Nie spuszczaj go z oczu,
Ja mój wzrok także pilnie w twarz mu wryję,
95 
A potem zlejem nasze spostrzeżenia
W stanowczą formę wniosku.

Horacy.Dobrze, Panie:
Jeżeli skradnie co mojej baczności,
I ujdzie cały, zapłacę kradzież.

Hamlet. Już idą; muszę narwańcem znów zostać. Da-
100 
 lej na miejsce!
(Marsz. Odgłos trąb. Król, Królowa, Poloniusz, Ofelia, Rozenkranc, Gildenstern i inne osoby wchodzą).

Król. Jakże się miewa nasz syn Hamlet?
Hamlet. Wybornie; żyję jak kameleon powietrzem[42],
nadzianem obietnicami: kapłonów nie moglibyście tak
tuczyć.

105 
Król. Nie mam, Hamlecie, nic wspólnego z tą odpo-
wiedzią. Te słowa nie do mnie się stosują.

Hamlet. Ani do mnie już teraz. (Do Poloniusza). Wać-
pan grywałeś niegdyś w uniwersytecie, jeżeli się nie mylę?

Poloniusz. Tak jest, Mości Książę; i miałem sławę
110 
 dobrego aktora.

Hamlet. A cóżeś Pan przedstawiał?
Poloniusz. Przedstawiałem Juliusza Cezara i zosta-
łem zabity na Kapitolu. Brutus mnie zabił.[43]

Hamlet. Cóż to za brutalstwo było z jego strony, żeby
115 
 tak kapitalne cielę tam zabijać! — Czy aktorowie już
w pogotowiu?

Rozenkranc. Czekają, Panie, na twe rozkazy.
Królowa. Pójdź tu, kochany Hamlecie, siądź przy
mnie.

120 
Hamlet. Wybacz, kochana matko, tu jest metal
silniej pociągający.

Poloniusz (do Króla). Słyszałeś, Panie?
Hamlet (do Ofelii) Mogęż, o, Pani, ledz na twojem łonie?
Ofelia. Nie, Mości Książę.

125 
Hamlet. To jest, na twojem łonie głowę wsparłszy?

Ofelia. Możesz, Książę.
Hamlet (kładąc się u jej nóg).[44] Czy sądzisz, żem miał
w myśli co innego?
Ofelia. Ja nic nie sądzę.

130 
Hamlet. Toby był pomysł nielada!..

Ofelia. Co takiego?
Hamlet. Nic.
Ofelia. Książę dziś jesteś wesół.
Hamlet. Kto? ja?

135 
Ofelia. Nieinaczej.

Hamlet. O, jedynie na cześć twoją. Cóż zresztą
człowiek ma czynić, jeżeli nie weselić się? Oto naprzykład
moja matka, patrz pani, jak promieniejąco wygląda,
chociaż mój ojciec zmarł przed dwiema godzinami.

140 
Ofelia. Przed dwa razy dwoma miesiącami, Mości
Książę.
Hamlet. Tak to już dawno? Niechże się dyabeł
czarno nosi; ja przywdzieję sobole[45]. Dla Boga! Od dwóch
miesięcy zmarły i jeszcze nie zapomniany? Jest więc
145 
 nadzieja, że pamięć wielkich ludzi zdoła przetrwać ich
żywot przez pół roku; notabene, jeżeli ufundują kościoły;
w przeciwnym razie niech się nie skarżą, jeżeli ich
spotka los tego konika, któremu na nagrobku napisano:
„Konik zdechł[46], więc go w miech“.
(Odgłos trąb. Poczem następuje pantomima:)
(Para królewskich małżonków w czułej komitywie wchodzi na scenę. Królowa ściska króla i on ją nawzajem; klęka przed nim z wyrazem najtkliwszego przywiązania; on ją podnosi i głowę na jej piersi skłania; kładzie się potem na kwiecistej darni i zasypia. Ona widząc go uśpionego, odchodzi. Po niejakiej chwili ukazuje się jakiś człowiek, zbliża się do śpiącego, zdejmuje mu z głowy koronę, całuje ją, wlewa potem w ucho królowi truciznę i wychodzi. Królowa powraca, znajduje króla nieżywego i bardzo rozpacza. Zabójca w towarzystwie dwóch czy trzech niemych osób wchodzi znowu i niby także lamentuje. Wynoszą trupa. Zabójca składa przed królową dary i oświadcza jej swoją miłość. Ona okazuje zrazu wstręt i niechęć, w końcu jednak podaje mu rękę.
(Wychodzą).
150 
Ofelia. Co to było, mości Książę?

Hamlet. To warzenie skrytego hultajstwa, a znaczy:
zbrodnię.
Ofelia. Zapewne ta pantomima zawierała w sobie
treść sztuki?

(Wchodzi Prolog).
155 
Hamlet. Dowiemy się od tego jegomości. Aktorowie
nie umieją trzymać języka za zębami; muszą wszystko
wypaplać.

Ofelia. Czy on nam odkryje znaczenie tego?

Hamlet. Niezawodnie, tak jak wszystko, cobyś mu
160 
 pani odkryła.

Prolog. Cni panowie i cne damy,
Dla nas i dla naszej dramy
Kornie was o wzgląd błagamy.
Hamlet. Prologli to, czy dewiza na sygnet?

165 
Ofelia.To było krótkie.

Hamlet. Jak miłość kobiet.

(Wchodzą: Król aktor i Królowa aktorka).
Król Aktor. Trzydzieści razy Feba[47] rumaki obiegły
Krąg Tellusa i przestwór Neptuna rozległy,
I trzydzieścikroć razy dwanaście naprzemian
Zapłonął i zbladł miesiąc nad głowami ziemian;
170 
 Odkąd nam Amor serca, Hymen złączył dłonie
Węzłem, który się chyba rozwiąże po zgonie.
Królowa Aktorka. Obyśmy drugie tyle zmian luny i słońca
Zliczyli, nim miłości dożyjemy końca!
Lecz ach! już od pewnego czasu niezbadana
175 
 W zdrowiu, w humorze twoim, Panie, zaszła zmiana.
Lękam się... niechaj jednak te niewieście trwogi
Nie przyczyniają-ć cierpień, o! mężu mój drogi.
Obawy u płci naszej z miłością się rodzą,
Jak ta, lub nie istnieją lub w miarę przechodzą.
180 
 Czem moja miłość, tego liczneś miał objawy;
W jakim zaś stopniu miłość, w takim i obawy;
Gdzie wielka miłość, lada wątpliwość przeraża,
I z zwiększeniem się obaw miłość się pomnaża.
Król Aktor. Tak, najmilsza, opuszczę cię i to niedługo.
185 
 Coraz już siły skąpszą darzą mię posługą;
Ty zostaniesz; żyć będziesz na tym pięknym świecie
Szanowana, kochana, i może ci splecie
Wieniec drugi małżonek.
Królowa Aktorka. O, wstrzymaj te słowa!
Zbrodniąby w mojem łonie była myśl takowa,
190 
 Obym przy drugim mężu była potępioną!
Taka tylko drugiego może zostać żoną,
Co zabiła pierwszego.

Hamlet. To piołun.

Królowa Aktorka. Podłe tylko chucie
Kleją powtórne związki, lecz nigdy uczucie.
Zabójczyni pierwszego powtórnie go zgładza,
195 
 Gdy nowego małżonka w łoże swe wprowadza.
Król Aktor. Że myślisz tak jak mówisz, najzupełniej wierzę;
Nieraz jednak człek łamie to, co przedsiębierze.
Zamiar jest niewolnikiem wyłącznym pamięci,
Silnej budowy, ale słabej konsystencyi;
200 
 Krzepko wisi, jak owoc nieźrzały, u drzewa,
Lecz gdy zmięknie, przed czasem lada wiatr go zwiewa.
Nie dziw, że nie pomnimy wypłacać na dobie
Długu, któryśmy winni tylko samym sobie.
To, co postanawiamy w chwili uniesienia,
205 
 Z uniesieniem minionem w parę się zamienia;
Zbytnia gwałtowność, czy to radości, czy smutku,
Sama własne swe chęci wydziedzicza z skutku:
Gdzie radość pusta, smutek przechodzi w rozpacze,
Tam po chwili cieszy się smutek, radość płacze.
210 
 Świat ten nie wiekuisty, ni się kto zdumiewa,
Że z przesileniem szczęścia i miłość omdlewa:
Kwestya to bowiem jeszcze mieszcząca zawiłość,
Czy miłość jedna szczęście, czy też szczęście miłość?
Możny runął, pierzchają wraz czcicieli zgraje;
215 
 Biedny wzniósł się, aliści wróg dłoń mu podaje.
Zdaje się więc, że miłość szczęściu jest służebna,
Ma przyjaciół, komu ich miłość niepotrzebna,
A kto w potrzebie niby przyjaciela wzywa,
Gotowego w nim sobie wroga wychowywa.
220 
 Słowem, bym skończył na tem, od czego zacząłem,
Chęć i moc nasza tak są odrębnym żywiołem,
Że najczęściej upada to, co człek zamierzy;
Myśl nasza do nas, cel jej nie do nas należy.
Tak i ta myśl, że z drugim nie będziesz złączona,
225 
 Skona w tobie, gdy pierwszy twój małżonek skona.
Królowa Aktorka. Niech mi niebo odmówi światła, ziemia wody,
Noc nie da odpoczynku, dzień nie da swobody!
W rozpacz niech wszelka moja zmieni się pociecha!
Los tylko więźnia w lochu niech mi się uśmiecha!
230 
 Wszystko to, co rumieniec przeistacza w bladość,
Niech będzie mym udziałem, gdy uczuję radość!
Tu i tam niech ponoszę kaźń co chwila nową,
Jeśli żoną zostanę, raz zostawszy wdową!

Hamlet (do Ofelii). Gdyby tę przysięgę miała złamać...

235 
Król Aktor. Ślub to straszliwy. — Luba, opuść mię na chwilę:
Myśli mi się mieszają; może snem zasilę
Znękane ciało.
(Zasypia).

Królowa Aktorka. Niech cię kołysze sen błogi,
I wszelkie zło omija zdala nasze progi!

(Wychodzi).

Hamlet (do królowej). Jak ci się, Pani, podoba ta sztuka?

240 
Królowa. Zdaje mi się, że ta dama przyrzeka za
wiele.

Hamlet. O, ale dotrzyma słowa.
Król. Czy znasz Waćpan treść tej sztuki? Nie mie-
ściż ona w sobie nic zdrożnego?

245 
Hamlet. Nic zgoła; oni tylko żartują, trują żartem:
nic zdrożnego w świecie.

Król. Jakiż ta sztuka ma tytuł?

Hamlet. Łapka na myszy. Skąd zaś taki? Przez
przenośnię. Przedstawia ona morderstwo, dokonane
250 
 w Wiedniu. Zamordowany książę nazywał się Gonzago,
a jego żona Baptysta. Arcyszelmowska to sprawka, jak
zaraz obaczymy. Ale co nam do tego? Wasza Kró-
lewska mość i my wszyscy mamy spokojne sumienie,
nie może nas to dotknąć. Niech się drapie, kto ma liszaj;
255 
 nasza skóra zdrowa.
(Wchodzi Lucyan).

To jest niejaki Lucyan, synowiec Króla.
Ofelia. Objaśniasz, Mości Książę, tak dobrze, jak
chór[48].

Hamlet. Gotówem slużyć Pani za epilog nawet, by-
260 
 leby tylko było szczęśliwe rozwiązanie.

Ofelia. Kolący masz dowcip, Mości Książę.
Hamlet. Odpokutowałabyś, Pani, niejednym jękiem
stępienie mi kolca.
Ofelia. Coraz to lepiej i coraz to gorzej.

265 
Hamlet. Tak powinny-byście brać sobie mężów. —
Dalej, morderco; zrzuć twą przeklętą larwę i zaczynaj.
Już kruk krakaniem do zemsty daje hasło.
Lucyan. Myśl czarna, ręka pewna, płyn dzielny; czas sprzyja,
Nie tamuje zamiaru obecność niczyja.
270 
 Szary wyskoku, w północ z zbójczych ziół zebrany,
Po trzykroć pod Hekaty[49] klątwą gotowany,
Władzę twą czarodziejsko-straszną w swem rozwiciu
Okaż niezwłocznie na tem zdrowem jeszcze życiu.
(Wlewa truciznę w ucho śpiącemu).
Hamlet. Truje go w jego własnym ogrodzie dla za-
275 
 grabienia jego państwa. Nazwisko tamtego jest Gonzago;
rzecz autentyczna i we włoskim tekscie wybornie opisana.
Teraz zobaczymy, jakim sposobem morderca pozyskuje
miłość żony Gonzagi.

Ofelia. Król powstaje.

280 
Hamlet. Jakto? strwożony fałszywym alarmem!

Królowa. Co ci jest, Panie?
Poloniusz.Niech skończą widowisko!
Król. Światła! — Wychodźmy.
Poloniusz.Światła! światła! światła!

(Wszyscy wychodzą prócz Hamleta i Horacego).
Hamlet. Niech ryczy z bólu ranny łoś,
Zwierz zdrów przebiega knieje;
285 
 Ktoś nie śpi, aby spać mógł ktoś.
To są zwyczajne dzieje.
Powiedz mi Waćpan, czy ta komedya, z dodatkiem lasu
piór na głowie i pary prowansalskich róż u dziurawych
trzewików[50], nie powinnaby (jeżeli mi Turek reszty szczę-
290 
 ścia nie zabierze) utorować mi przyjęcia do jakiej tru-
py aktorów? Hę?

Horacy. Poniekąd.

Hamlet. Bezwarunkowo.
Wiedz bowiem, miły mój Damonie,
Że z raju dziś tu step:
295 
Gdzie wczora Jowisz był na tronie,
Tam dziś panuje — pustka.

Horacy. Mogłeś dorymować, Mości Książę.
Hamlet. O, Horacy! Słowa tego ducha warte złota.
Czy widziałeś?
Horacy. Najwyraźniej.

300 
Hamlet.Kiedy była mowa o otruciu? —

Horacy. Uważałem dobrze.
Hamlet. Ha! ha! — Nie ma tam gdzie jakiego grajka? Hej!
Bo skoro król komedyi nie lubi, pewnikiem
Król Jegomość komedyi nie jest lubownikiem.
A co, są grajkowie?

(Wchodzą: Rozenkranc i Gildenstern).
305 
Gildenstern. Mości Książę, niech nam wolno będzie
powiedzieć jedno słowo.

Hamlet. Ile ich jest w słowniku.
Gildenstern.Mości Książę, Król, —
Hamlet. Cóż Król porabia, Mości Panie?
Gildenstern. Od wyjścia stąd bardzo zaniemógł.

310 
Hamlet.Z przepicia?

Gildenstern. Z wzburzenia żółci.
Hamlet. Troskliwość pańska byłaby się była okazała
trafniejszą, udając się w takim razie do doktora; bo
gdybym ja mu zapisał na przeczyszczenie, mogłoby mu
to jeszcze bardziej żółć wzburzyć.

315 
Gildenstern. Racz, łaskawy Panie, zamknąć swą mowę
w pewne szranki i nie odskakiwać tak dziko od celu,
w jakim przychodzim.

Hamlet. Jestem już potulny: mów Waćpan.

Gildenstern. Królowa, matka Waszej Książęcej
320 
 Mości, w najgłębszem rozżaleniu przysyła nas do ciebie,
Panie.

Hamlet. Miło mi Panów powitać.

Gildenstern. Nie, Mości Książę; te grzeczności nie
w porę. Jeśli się Waszej Książęcej Mości podoba dać
nam zdrową odpowiedź, wypełnimy polecenie jego matki;
325 
 w przeciwnym razie, przebaczenie Waszej Książęcej
Mości i oddalenie się nasze będzie jedynym owocem na-
szego tu przybycia.

Hamlet. Nie mogę, doprawdy.
Gildenstern.Czego Mości Książę?

Hamlet. Dać Panom zdrowej odpowiedzi, bom cho-
330 
 ry na głowę; na jaką wszakże będę się mógł zdobyć,
taką im służyć będę, albo raczej matce mojej. Dlatego
przystąpmy wprost do rzeczy, bez korowodów. Mówicie
więc, Panowie, że moja matka —
Rozenkranc. Nie tai tego, że postępowanie Waszej
335 
 Książęcej Mości w podziw ją i zdumienie wprawia.

Hamlet. O, dziwny synu, który tak możesz zdumiewać
matkę swoją! — Ale czy niema tam czasem jakiego do-
pisku pod tym macierzyńskim podziwem? Powiedzcie-no,
Panowie.

340 
Rozenkranc. Życzeniem jej jest, abyś się Książę
z nią widział w jej gabinecie, nim się udasz na spo-
czynek.
Hamlet. Będę jej posłuszny, choćby była dziesięć
razy moją matką. Czy macie panowie co więcej do po-
345 
 wiedzenia?

Rozenkranc. Mości Książę, był czas, żeś mię lubił.
Hamlet. Na tych dziesięciu oszustów i złodziei! [51] i te-
raz jeszcze.

Rozenkranc. Łaskawy Książę, co cię udręcza? Do-
350 
 browolnie zamykasz, Panie, drzwi swobodzie, ukrywając
troski swoje przed przyjacielem.

Hamlet. Nie mam wpływu, mój Panie.
Rozenkranc. Jakto? Kiedy sam król zapewnia Wa-
szej Książęcej Mości następstwo duńskiego tronu?

355 
Hamlet. Tak, tak, ale znasz Pan przysłowie: gdy
trawa rośnie [52], — koniec trochę niesmaczny.
(Muzykanci wchodzą).

Otóż i gędźba. Pozwól no mi, bracie, swego fletu. —
(Biorąc Rozenkranca na stronę). Dlaczego tak tropisz wkoło
mnie, jak gdybyś mię chciał w lisią jamę zapędzić?

360 
Rozenkranc. O, Panie; jeśli mnie żarliwość uczy-
niła za śmiałym, przywiązanie moje słusznie możesz na-
zwać nieokrzesanem.
365 
Hamlet. Nie rozumiem tego dobrze. Zagraj no, pro-
szę, na tym flecie.

Rozenkranc. Nie umiem, Mości Książę.
Hamlet. Proszę cię.
Rozenkranc. Nie umiem, doprawdy.

370 
Hamlet. Jak mnie kochasz.

Rozenkranc. Nie potrafię z niego wydobyć głosu,
Mości Książę.

Hamlet. To tak łatwo przecie jak kłamać. Przebieraj
po tych dziurkach palcami, włóż ten koniec w usta i za-
375 
 dmij, a wydobędziesz ton najdźwięczniejszy. Patrz, tu
są klapy.

Rozenkranc. Ale ja ich użyć nie umiem do wydania
jakiejbądź melodyi; nie znam się na tem.

Hamlet. Patrzże, teraz, za jakiego mnie masz baj-
380 
 bardzo. Chciałbyś grać na mnie: wmawiasz w siebie,
że znasz mój mechanizm; chciałbyś wyrwać ze mnie rdzeń
mej tajemnicy, wycisnąć ze mnie całą skalę tonów, od
najniższej nuty aż do dyszkantu; a w tym marnym in-
strumencie tyle jest głosu, tyle harmonii, jednakże nie
385 
 możesz go skłonić do przemówienia. Cóż u kata! czy
sądzisz, że na mnie łatwiej zagrać niż na flecie? Miej
mię za jaki chcesz instrument: przedąć, rozstroić mię
potrafisz, ale zagrać na mnie, nigdy.
(Wchodzi Poloniusz).

Witam Waćpana Dobrodzieja.

390 
Poloniusz. Mości Książę, Królowa Jejmość życzy so-
bie z Waszą Ks. Mością pomówić, i to zaraz.

Hamlet. Czy widzisz tam Waćpan tę chmurę, z kształ-
tu podobną do wielbłąda?
Poloniusz. W rzeczy samej, istny wielbłąd.

395 
Hamlet. Zdaję mi się, że jest podobniejszą do łasicy.

Poloniusz. Prawda, z boku podobniejsza do łasicy.
Hamlet. Albo raczej do wieloryba.
Poloniusz. Bardzo podobna do wieloryba,

Hamlet. No, to dobrze; zaraz pójdę do matki. —
400 
 Z tymi głupcami trzebaby zgłupieć na prawdę. — Za-
raz idę.

Poloniusz. Śpieszę to powiedzieć.
Hamlet. Zaraz, łatwo da się powiedzieć. — Zostawcie
mnie, przyjaciele.

(Wychodzą: Rozenkranc, Gildenstern i Horacy).
405 
 Teraz jest właśnie czarodziejski, straszny
Ów okres nocy, w którym się podnoszą
Groby, i same piekła wyziewają
Na świat zarazę. O, terazbym gotów
Pić krew i takie rzeczy wykonywać,
410 
 Na których widok dzieńby zbladł: lecz teraz
Mam iść do matki. O serce, nie zaprzecz
Naturze mojej! Niech nigdy w to łono
Nie znajdzie wstępu Neronowa dusza!
Niech będę srogim, ale nie wyrodnym!
415 
 Sztylety w ustach mam, ale nie w dłoni!
Niechaj mój język będzie w tem spotkaniu
Obłudny względem serca, i jakkolwiek
Słowa me będą miotać się i srożyć,
Pieczęci, duszo, nie daj doń przyłożyć!
(Wychodzi).


SCENA III.
Pokój tamże.
KRÓL, ROZENKRANC i GILDENSTERN.


Król. Nie można mu dowierzać, nie byłoby
Nawet roztropnem, gdybyśmy mu dłużej
Wodze szaleństwa puszczać dali. Bądźcie
Więc w pogotowiu: skoro odbierzecie
Zlecenie, już się przygotowujące,
Natychmiast jedźcie z nim do Anglii. Dobro
Naszego państwa nie pozwala cierpieć
Takiej blizkości hazardu, na który
Wybryki jego z każdą chwilą bardziej
Nas wystawiają.
10 
Gildenstern. Będziem w pogotowiu.
Święta i bogobojna to troskliwość
Waszej Królewskiej Mości, bo tu idzie
O zachowanie bezpieczeństwa tylu
Tysięcy ludzi, które pod jej berłem
Żyją szczęśliwie.
15 
Rozenkranc. Każdy pojedynczy,
Prywatny żywot już jest w obowiązku
Wszelaką siłą i z całą dzielnością
Chronić i bronić siebie od uszczerbku:
O ileż więcej taki byt, na którym
20 
Polega życie milionów! Nie kończy
Nigdy majestat sam jeden dni swoich;
Jak spadający potok chłonie z sobą
Wszystko, co było w poblizkości. Jest on
Niby potężnem kołem, przytwierdzonem
25 
Do szczytu góry, przy olbrzymich dzwonach
Którego wiszą krocie przyczepionych
Drobiazgów; jeśli to koło się stoczy,
Wraz każda z owych podrzędnych jednostek
Mknie chyżo w przepaść. Nigdy bez współdźwięku
30 
Jęków ogólnych, król nie wydał jęku.

Król. Śpiesznie gotujcie się do tej podróży.
Trzeba nam spętać ten postrach, co teraz
Za bardzo hula.
Gildenstern i Rozenkranc. Będziem się śpieszyli.

(Wychodzą).
(Wchodzi Poloniusz).
Poloniusz. Ma przyjść niebawem do pokoju matki;
35 
Ja za obiciem stanę i wysłucham,
Co się tam będzie działo. Pewny jestem,
Że mu królowa jejmość zmyję głowę:
Trzeba atoli, jak to bardzo mądrze
Wasza Królewska Mość zauważyła,
40 
Aby krom matki, bo matki z natury
Są stronne, jeszcze drugi jaki świadek
Był tam obecny. Idę więc i zanim
Wasza Królewska Mość pójdzie do łóżka,
Będę z powrotem, by zdać sprawę z tego,
45 
Czego się dowiem.

Król.Dziękuję-ć, mój drogi.

(Wychodzi Poloniusz).
O, kał mej zbrodni cuchnie aż w niebiosa!
Najstarsza klątwa na niej cięży, piętno
Bratniego mordu! Nie mogę się modlić,
Chociaż potrzeba dorównywa chęci;
50 
Moc winy mojej kruszy moc mej woli,
I jako człowiek, rozdwojon w działaniu,
Stoję wahając się, co mam wprzód zacząć,
I nic nie czynię. Jakto? choćby nawet
Ta dłoń przeklęta była od krwi bratniej
55 
Dwakroć tak brudną, czyliż miłosierne
Nieba nie mają dżdżu do jej obmycia,
Ażby zbielała jak śnieg? Na cóż Łaska,
Jeśli nie na to, by przebaczać winnym?
Czemże są modły, jeżeli nie ową
60 
Podwójną siłą, zdolną nas podeprzeć,
Gdy mamy upaść, lub podnieść na nowo,
Kiedy upadniem? Wzniosę przeto oczy;
Błąd mój już minął. Lecz ach! jakiż rodzaj
Modlitwy może być dla mnie pomocnym?
65 
Przebacz mi moje ohydne morderstwo!
To być nie może; boć jeszcze posiadam
To wszystko, co mię wiodło do morderstwa:
Koronę, władzę, żonę brata. Możeż
Być rozgrzeszonym, kto dzierży plon grzechu?
70 
W praktykach tego zepsutego świata
Zdarza się zbrodni pozłoconą ręką
Usuwać na bok sprawiedliwość; nieraz
Widziano nawet prawo przekupione
Owocem gwałtu; ale tam tak nie jest:
75 
Tam nie popłaca szalbierstwo: tam czyny
Nago się jawią i człowiek stawiony
Naprzeciw swoich przestępstw oko w oko,
Musi je wyznać. Cóż mi więc zostaje?
Sprobować, czego żal dokaże? Czegoż
80 
On nie dokaże? Lecz czegoż dokaże,
Gdy winowajca nie może żałować?
O, straszna dolo! duszo, jak śmierć czarna!
Splątana myśli, która usiłując
Być wolną, coraz okropniej się wikłasz!
85 
Przyjdźcie mi w pomoc, o wy aniołowie!
Zegnijcie się kolana! i ty, stalą
Okute serce, zmięknij, jako nerwy
Nowo narodzonego niemowlęcia!
Jeszcze się wszystko da naprawić. (Klęka).
(Wchodzi Hamlet).
90 
Hamlet. Modli się: teraz mógłbym to uczynić;
Teraz uczynię. Ale tym sposobem
Pójdzie do nieba: i toż będzie zemstą?
Trzeba się nad tem zastanowić. Nędznik
Zabija mego ojca, i ja za to,
95 
Ja, syn jedyny zamordowanego,
Posyłam tegoż nędznika do nieba.
Toby nagrodą było, a nie zemstą.
On go tyrańsko zgładził, w sennej dobie,
W stanie sytości, w maju jego grzechów;
100 
 Jak tam rachunek jego stoi, Bogu
Wiadomo; sądząc atoli po ludzku,
Źle z nim być musi. I jażbym się zemścił,
Gdybym go zabił teraz, kiedy skruchą
Oczyszcza duszę, przygotowanego,
105 
 Opatrzonego w podróż z tego świata?
Nie. Czekaj, mieczu, sposobniejszej pory.
Kiedy pijany będzie, we śnie, w gniewie,
Albo wśród uciech kazirodnych; kiedy
Grać lub kląć będzie, lub cobądź innego
110 
 Czynić, co wcale nie pachnie zbawieniem;
Wtedy go ugódź tak, żeby aż nogi
Zadarł ku niebu, aby jego dusza
Tak wtedy była przeklętą i czarną,
Jak piekło, w które pójdzie. — Matka czeka.
115 
 Ten tylko kordyał śmierć twoją odwleka.
(Wychodzi).

Król (powstając). Słowa wylatują, myśl w prochu się grzebie:
Ach! Słów bez myśli nie przyjmują w niebie.

(Wychodzi).


SCENA IV.
Inny pokój tamże.
KRÓLOWA i POLONIUSZ.


Poloniusz. Przyjdzie wnet. Mów z nim, Pani, bez ogródki.
Powiedz mu, że się już przebrała miarka
Jego wybryków; że Wasza Dostojność
Za długo stoisz jako parawan
Pomiędzy nim a ogniem; lub podobnie,
Tylko z nim ostro.
Królowa.Nie turbuj się Waćpan;
Zgromię go należycie. Wyjdź, już idzie.
(Poloniusz kryje się).
(Hamlet wchodzi).

Hamlet. Jestem więc, matko; czego żądasz?
Królowa. Hamlecie, bardzoś zmartwił twego ojca.

10 
Hamlet. Matko, zmartwiłaś bardzo mego ojca.

Królowa. Przestań; odpowiedź twoja bezrozumna.
Hamlet. Przestań; pytanie twe bezbożne.
Królowa. Cóż to znaczy, Hamlecie?
Hamlet. Czego żądasz, matko?

15 
Królowa. Czy mnie już nie znasz?

Hamlet. O znam, na krucyfiks!
Jesteś królową, żoną twego szwagra;
A przytem, — żal się Boże! — moją matką.
Królowa. Muszę więc kogo innego przywołać,
Co się rozmówi z tobą.

Hamlet.Siadaj, pani:
20 
Nie wyjdziesz stąd, na krok się stąd nie ruszysz,
Póki nie stawię przed tobą zwierciadła,
W którem się przejrzysz z gruntu.

Królowa. Co chcesz czynić?
Nie chcesz mię zabić przecie. Hej! ratunku!
Poloniusz (za obiciem). Ratunku!

25 
Hamlet (dobywając szpady). Cóż to? szczur? — Bij, zabij szczura!
Ten sztych dukata wart.
(Zadaje pchnięcie przez obicie).[53]

Poloniusz (za obiciem). Zabity jestem!

(Pada i umiera).

Królowa. Nieszczęsny, cóżeś uczynił?
Hamlet.Sam nie wiem.
Czy to król?

(Podnosi obicie i wyciąga Poloniusza).

Królowa. Co za czyn zapamiętały!

Hamlet. Zapamiętały czyn! Wistocie, matko;
30 
Tak samo prawie, jak zgładzać ze świata
Króla, a potem iść za jego brata.

Królowa. Jak zgładzać króla?

Hamlet.Tak-em wyrzekł, Pani.
(Do Poloniusza).
Bądź zdrów, usłużno-wścibski, biedny głupcze!
Wziąłem cię za lepszego; znieś twą dolę:
35 
Widzisz, że czasem źle być zbyt gorliwym. —
Nie łam rąk, Pani; siądź i ścierp, że raczej
Ja serce twoje teraz łamać będę:
I skruszę je, na Boga, jeśli nie jest
Z nieprzełomnego metalu i jeśli
40 
Przeklęty nałóg nie zrobił go wałem,
Przeciw wszelkiemu wpływowi uczucia.

Królowa. Cóżem ja popełniła, że się ważysz
Tak obelżywą mową na mnie targać?

Hamlet. Czyn, który kazi wdzięk i kwiat skromności,
45 
Cnotę w obłudę zmienia; zdziera różę
Z hożego czoła niewinnej miłości
I sadza na niem wrzody; które święte
Małżeńskie śluby czyni fałszywymi.
Jako zaklęcia gracza, a religię —
50 
Czczą grą wyrazów. Płoni się twarz nieba
I wiecznotrwały ten gmach chorobliwą
Przybiera postać wobec tego czynu,
Jak gdyby w wilię dnia sądnego.
Królowa.Przebóg!
55 
Jakiż to czyn tak grzmiący zarzut ściąga?
Hamlet. Spójrz, Pani, na ten portret i na tamten; [54]
Na ten konterfekt dwóch rodzonych braci.
Patrz, ile wdzięku mieści to oblicze:
Czoło Jowisza, Hyperjona włosy;
60 
Wzrok Marsa, groźny i rozkazujący;
Postawa godna Merkurego[55], kiedy
Na niebotyczny szczyt góry zstępuje.
Wszystko tu tak jest pełne, tak skończone,
Jakby dla dania pierwowzoru męża
65 
Każdy bóg swoją pieczęć był przyłożył
Na tym człowieku: to był małżonek. —
Patrz teraz owdzie: to twój mąż dzisiejszy;
Jak zaśniedziały kłos, zarażający
Zdrowego brata. Maszli Pani oczy,
70 
Żeś mogła rzucić to górne nazwisko,
Dla paszy na tem bagnie? Gdzie masz oczy?
Nie możesz tego tłómaczyć miłością,
Bo w twoim wieku krew nie war, pokornie
Słucha rozwagi, a jakaż rozwaga
75 
Mogłaby kazać przenieść to nad tamto?
Masz, Pani, zmysły, to pewna, boć przecie
Nie jesteś martwą; ale i to pewna,
Że zmysły te są zwichnięte: bo tuby
Nawet szalony nie zbłądził w wyborze;
80 
Bo nigdy jeszcze żadne obłąkanie
Do tego stopnia nie stępiło zmysłów,
Aby im jakiś organ nie pozostał
Do namacania tak wielkiej różnicy.
Jakiż u licha bies przy ciuciubabce
85 
Tak cię zaślepił? Wzrok bez dotykania,
Czucie bez wzroku, słuch bez rąk i oczu,
Węch bez wszystkiego innego, ba nawet
Najułomniejsza część zdrowego zmysłu
Takby nie mogła się zmylić. O, wstydzie!
90 
Gdzie twój rumieniec? Piekielny rokoszu,
Jeśli ty możesz płomień twój rozniecać
W łonie matrony, to zaiste cnocie
Wrzącej młodości stać się trzeba woskiem
I stopnieć w własnym ogniu. Niech się przeciw
95 
Atakom pokus odtąd srom nie zbroi,
Skoro lód płonie tak żywo a rozum
Żądz jest faktorem.
Królowa. O, przestań, Hamlecie!
Ty oczy moje zwracasz w głąb’ mej duszy;
Widzę w niej czarne, szpetne plamy, których
100 
 Zmyć nie potrafię.

Hamlet. Ha! tak żyć w barłogu
Kazirodnego łoża, gnić w sprosności,
Z śmietnika rozkosz chłeptać! —
Królowa.Przestań, przestań!
Każde twe słowo razi mnie jak sztylet.
Przestań, Hamlecie luby!

Hamlet.Zbój i podlec;
105 
 Nikczemnik nie wart setnej części setki
Twego pierwszego męża; rzezimieszek,
Który z wystawy ściągnął drogi dyadem
I w kieszeń schował. —

Królowa.Przestań!

(Duch wchodzi).
Hamlet.Król z postawy
Z szmat i okrawek. —
110 
 Osłońcie mię opiekuńczymi skrzydły
Święte zastępy niebios! Czego żądasz,
Szanowna maro!

Królowa. Niestety! Oszalał.

Hamlet. Co cię sprowadza? Przychodziszli zgromić
Opieszałego syna, że tak gnuśnie
115 
 Czas marnotrawi, w odwłokę puszczając
Spełnienie twego strasznego rozkazu?
O mów!
Duch. Pamiętaj na twe przyrzeczenie.
Przychodzę po to tylko, żebym wzmocnił
Zwątlone nieco przedsięwzięcie twoje.
120 
 Ale patrz, w jakim stanie twoja matka!
O, stań pomiędzy nią a jej sumieniem,
Odbywającem walkę; wyobraźnia
Najsilniej działa w słabem ciele: Przemów
Do niej, Hamlecie.

Hamlet.Co ci jest, o Pani?

125 
Królowa. Niestety, raczej ty powiedz, co tobie,
Że tak upornie oczy w próżnię wlepiasz
I z bezcielesnem rozmawiasz powietrzem?
Dziko z twych oczu strzela wnętrzny płomień;
I gładkie włosy twoje, jak żołnierze
130 
 Zbudzeni ze snu alarmem, powstają
I wyprężone stoją. O, mój synu,
Skrop tę trawiącą cię gorączkę chłodem
Zastanowienia. W co się tak wpatrujesz?
Hamlet. W niego! tam! w niego! Patrz, jaki on blady!
135 
 Ach! jego postać, jego sprawa zdolną
Byłaby wzruszyć głazy. — Nie patrz na mnie!
Bo od żałosnych tych spojrzeń rozmięknie
Tęgość mej woli i w kontr[56] zamiarowi
Nie krew pocieknie, ale łzy.
Królowa.Do kogo
140 
 Zwracasz te słowa?

Hamlet.Czy nic tam nie widzisz?
Królowa. Nic zgoła, chociaż wszystko, co jest, widzę.
Hamlet. I nic nie słyszysz?
Królowa.Nic oprócz nas dwojga.

Hamlet. Patrz! tam! Nie widzisz go? już się oddala:
Mój ojciec! On to, w tejże samej szacie,
145 
 W którą za życia lubił się przybierać.
Patrz, już jest blizko drzwi; już jest za progiem.
(Duch wychodzi).

Królowa. Płód to chorobliwego mózgu twego.
W tworzeniu tego rodzaju widziadeł
Gorączka bardzo jest biegłą.

Hamlet.Gorączka?
150 
 Puls mój spokojnie bije i do taktu,
Tak jak twój, Pani. W tem, co powiedziałem,
Nie było nic od rzeczy. Chcesz dowodu,
To ci powtórzę każde moje słowo,
A tego przecie waryat nie potrafi.
155 
 O, matko, matko, przez miłość zbawienia,
Nie kładź pochlebnej maści na twą duszę
Tą myślą, że to nie sumienie twoje,
Ale szaleństwo moje przemawiało.
Onaby tylko zaciągnęła błoną
160 
 I zabliźniła miejsca owrzodzone,
Ale zepsuta materya dlatego
Nie przestawałaby wewnątrz nurtować.
Wyspowiadaj się niebu, żałuj tego,
Co przeszło, chroń się tego, co przyjść może,
165 
 I nie pokrywaj chwastu mierzwą, aby
Rósł bujniej. Przebacz mi tę moją cnotę;
Bo w dychawicznym biegu tego świata
Przychodzi cnocie przepraszać występek,
Korzyć się przed nim i nieledwie żebrać
170 
 O pozwolenie zrobienia mu dobrze.

Królowa. Hamlecie, na pół rozdarłeś mi serce.

Hamlet. O, rzuć precz, Pani, część jego poślednią
I zacznij z drugą tem czerstwiejsze życie.
Dobranoc: tylko nie wespół z mym stryjem.
175 
 Choć pożycz cnoty, jeżeli jej nie masz.
Nałóg, ten potwór, imający zmysły
W szatańskie pęta, jest jednak aniołem
Przez to, że prawym, szlachetnym popędom
Użycza także szat, które wyciągnąwszy,
180 
 Nietrudno nosić. Wstrzymaj się dziś, Pani:
A umartwienie to uczyni-ć łatwem
Jutrzejsze, dalsze jeszcze łatwiejszemi!
Bo przywyknienie zdolne jest nieledwie
Odmienić stępel natury, i albo
185 
 Wciela szatana, albo go cudowną
Siłą wypędza. Jeszcze raz, dobranoc.
A zapragniesz być błogosławioną,
I ja poproszę-ć o błogosławieństwo. —
Co się dotyczy tego jegomości,
(wskazując na Poloniusza).
190 
 Wistocie, żal mi go: lecz, widno, nieba
Dla ukarania nas zobopólnego
Chłosty mię swojej zrobiły narzędziem.
Pogrzeb mu sprawię i odpłacę godnie
Śmierć mu zadaną. — Dobranoc tymczasem.
195 
 Miłość to moją tak zatwardza duszę;
Chcąc być powolnym, okrutnym być muszę.
A! jeszcze parę słów.

Królowa.Cóż mam uczynić?

Hamlet. Nic, Pani! wcale owszem nie masz czynić
Tego, co-ć powiem, abyś uczyniła;
200 
 Gdy cię pijany król wezwie do łoża,
Nazwie swą kotką, z pieszczot w twarz uszczypnie,
Wtedy za parę ckliwych pocałunków,
Albo łaskotek niecnych jego palców,
Odkryj mu wszystko, coś tu usłyszała:
205 
 Powiedz mu, że ja w gruncie nie szalony,
Tylko szalony przez podstęp. To byłby
Czyn budujący; bo któraż królowa
Piękna, roztropna, dobrych obyczajów,
Coś podobnego mogłaby zataić
210 
 Przed nietoperzem, żabą, koczkodanem?
Pytam się, która? Nie, wbrew rozumowi
I w kontr dyskrecyi otwórz kosz na dachu,
Wypuść zeń ptaki, jako małpa w bajce[57],
A potem sama w kosz wlazłszy, dla próby,
215 
 Ruń na złamanie karku.
Królowa. Bądź przekonany, że jeżeli słowa
Są tchnień, a tchnienia życia wynikłością,
Nie mam dość życia do wydania w słowach
Tego wszystkiego, co mi powiedziałeś.
220 
Hamlet. Muszę do Anglii jechać; czy wiesz, Pani?

Królowa. Niestety! zapomniałam; tak, podobno.

Hamlet. Już są gotowe listy, i dwóch moich
Koleżków, — którym ufam tak jak żmijom, —
Ma je wziąć. Misya ich polega na tem,
255 
 Żeby mi wskazać, gdzie raki zimują.
Życzę im szczęścia; idzie tu albowiem
O to, ażeby inżyniera własną
Jego petardą wysadzić w powietrze:
A to sęk będzie właśnie, bo ja głębiej
230 
 O parę sążni podkopię ich minę
I puszczę ich aż pod księżyc.
Bodaj to, kiedy się przy jednem dziele
Z dwóch stron przeciwnych zejdą dwa fortele. —
Dobranoc, matko. — Trzeba mi stąd sprzątnąć
235 
 Tę bryłę mięsa. Coś teraz pan radca
Cichy, poważny, on, co był przed chwilą —
Uosobioną, głośną krotochwilą.
Pójdź Waszmość, musim skończyć z sobą sprawę. —
Dobranoc, matko.
(Wychodzi, wlokąc ciało Poloniusza).




AKT CZWARTY.




SCENA I.
Ten sam pokój, co w końcu aktu poprzedniego.
KRÓLOWA, ROZENKRANC i GILDENSTERN, po chwili wchodzi KRÓL.


Król. Tych głuchych jęków, tych przeciągłych westchnień
Musi być powód; winniśmy go dociec.
Gdzie syn twój, Pani?
Królowa. (do Rozenkranca i Gildensterna). Odstąpcie na chwilę.

(Tamci odchodzą).

Królowa. Ach, Panie, cóżem widziała tej nocy!

Król. Cóźeś widziała, Gertrudo? Mów, co się
Dzieje z Hamletem?
Królowa.Szaleje, jak morze
I wicher, kiedy w zawody spór wiodą,
Kto z nich silniejszy. Usłyszawszy szelest
Po za obiciem, w niepohamowanym
10 
Zapędzie, dobył szpady i wołając:
Szczur“, przebił szpadą ówdzie ukrytego
Nieszczęśliwego starca.
Król.Co za wściekłość!
Tak samoby się stało ze mną,
Gdybym był tam się znalazł. Wolność jego
15 
Zagraża wszystkim, mnie i tobie samej.
Niestety! jakież zadośćuczynienie
Zagładzić zdoła ten krwawy postępek?
Moja to, moja wina, bo przezorność
Nakazywała mi wcześnie wziąć w kluby,
20 
Poskromić tego młodego szaleńca;
Ale kochałem go, tak go kochałem,
Żem nie chciał wejrzeć w tę smutną konieczność;
I jak ktoś brzydką dotknięty chorobą,
Chcąc ją zataić pozwoliłem złemu
25 
Dojść aż do rdzenia życia. — Dokąd poszedł?
Królowa. Złożyć w ustroniu ciało zabitego:
Przyczem szaleństwo jego, jako ruda
Drogiego kruszcu zmieszanego z podłym,
Szlachetną stronę ukazało; płakał
30 
Nad tem, co zrobił.
Król. Wyjdźmy stąd, Getrudo.
Prędzej, niż słońce szczyty gór ozłoci,
Musi on wsiąść na okręt; nam zaś trzeba
Całej powagi i zręczności użyć
Na ubarwienie i uniewinnienie
35 
Jego niecnego czynu. Gildensternie!
(Wchodzą: Rozenkranc i Gildenstern).
Idźcie i weźcie z sobą jeszcze kogo.
Hamlet w szaleństwie zabił Poloniusza,
I gdzieś go powlókł z tego tu pokoju.
Idźcie, wynajdźcie go, przemówcie grzecznie,
40 
I każcie ciało zanieść do kaplicy.
Śpieszcie się, proszę was.
(Wychodzą: Rozenkranc i Gildenstern).
Pójdźmy, Gertrudo.
Zgromadzim naszych najlepszych przyjaciół,
I odkryjemy im tak to, co zaszło,
Jak to, co czynić zamierzamy. Może
45 
Takim sposobem, potwarz, której poszept
Z jednego krańca świata do drugiego
Szparko, jak działo do tarczy, przenosi
Zatruty pocisk, minie nas i tylko
Nieczułe zrani powietrze. Pójdź, luba!
50 
Trapi i trwoży mnie ta ciężka próba.


SCENA II
Inny pokój. Tamże.
Wchodzi HAMLET.

Hamlet. Bezpiecznie schowany! (Rozenkranc za sceną:
Hamlecie! Książę Hamlecie!), ale cicho: cóż to za-
hałas? ktoś wołał Hamleta; a! to oni.

(Wchodzą: Rozenkranc i Gildenstern).
Rozenkranc Przychodzim cię zapytać, Mości Książę,
Gdzieś podział trupa?

Hamlet.Złączyłem go z prochem,
Z którym najbliższe miał powinowactwo.
Rozenkranc. Racz nam powiedzieć, Panie, gdzie on leży,
Byśmy go mogli przenieść do kaplicy.
Hamlet. Nie wierzcie temu.

Rozenkranc.Czemu, Mości Książę?
10 
Hamlet. Ażebym umiał być panem waszej tajemnicy,
a swojej własnej nie umiał. A potem, kiedy pytanie czy-
ni gąbka, jakąż odpowiedź ma dać syn królewski?

Rozenkranc. Masz-li mnie, Książę, za gąbkę?

Hamlet. Nieinaczej; za gąbkę, która wciąga w siebie
15 
królewskie fawory, nagrody i łaski. Ale takie istoty
wyświadczają ostatecznie samemuż królowi przysługę.
Trzyma on je w gębie i cmokta, aby je połknął potem.
Skoro zapotrzebuje tego, co Waść zbierzesz, dośc mu
cię będzie ścisnąć, a wnet nasiąkła gąbka znowu będzie
20 
suchą.

Rozenkranc. Nie rozumiem tego, Mości Książę.
Hamlet. Tem lepiej. Gdy o łajdactwie mowa, na do-
bie tępa głowa.

Rozenkranc. Mości Książę, trzeba, żebyś nam powie-
25 
dział koniecznie, gdzie jest ciało i poszedł z nami do króla.
Hamlet. Ciało jest w posiadaniu króla, ale król nie
jest w posiadaniu ciała; król jest czemś —

Gildenstern. Jak to czemś?

Hamlet. Nijak. Prowadźcie mnie do niego Lis do
30 
do nory, wszyscy za nim.
(Wychodzą).


SCENA III.
Inny pokój. Tamże.
KRÓL w towarzystwie kilku Panów.

Król. Kazałem szukać go i znaleźć ciało.
Jak niebezpiecznem jest pozostawienie
Tego młodzieńca na wolności, sami
Widzimy teraz, niestety, zbyt jasno.
Nie nam tu jednak wypada surowe
Stosować środki. On ma zachowanie
U ludu, który nie bierze na rozum,
Ale na oko: gdzie zaś to się zdarza
Tam zwykle bywa ważoną na szali
10 
Nie wina, ale kara winowajcy.
Trzeba dlatego, ażeby to nagłe
wysłanie jego wydało się krokiem
Oddawna ułożonym! Złe gwałtowne
Gwałtownem tylko leczy się lekarstwem,
15 
Lub żadnem.
(Wychodzi Rozenkranc).

I cóż?
Rozenkranc.Gdzie złożone ciało,
Wydobyć z niego nie mogliśmy, Panie.
Król. Gdzież on jest?
Rozenkranc.Czeka na rozkazy Waszej
Królewskiej Mości w przyległym pokoju,
Pod strażą.
Król. Niechaj wnijdzie.

Rozenkranc.Gildensternie,
20 
Wprowadź tu księcia.
(Wchodzą: Hamlet i Gildenstern).

Król. Hamlecie, gdzie Poloniusz?
Hamlet. Na kolacyi.

Król. Na kolacyi? gdzie?
Hamlet. Nie tam, gdzie on je, ale tam, gdzie jego
25 
jedzą. Zebrał się właśnie koło niego kongres politycznych
robaków. W gastronomii niema, Panie, większego
potentata jak robak. Karmimy wszelkie istoty dla
nakarmienia glist. Tłusty król i chudy pachołek są to tylko
różne potrawy; dwa dania na jeden stół i basta.
30 
Król. Niestety!

Hamlet. Rybak może wsadzić na wędę robaka, który
Jego Królewską Mość pożywał i spożyć rybę, która
tego robaka zjadła.
Król. Co przez to rozumiesz?

35 
Hamlet. Nie; to tylko pokazuje, jakim sposobem
król może odbyć podróż przez wnętrzności charłaka.

Król. Gdzie Poloniusz?

Hamlet. W niebie. Każ go tam szukać; a jeżeli go
posłowie twoi tam nie znajdą, poszukaj go sam w
40 
innem miejscu. To pewna jednak, że jeżeli go nie
znajdziecie w tym miesiącu, poczujecie go w następnym
na schodach, prowadzących do galeryi.

Król. (do kilku osób z orszaku). Idźcie go tam poszukać.
Hamlet. Będzie czekał, aż przyjdziecie.

(Wychodzi kilka osób z orszaku).
45 
Król. Hamlecie, własne twoje bezpieczeństwo,
Którego pragniem, tak jak opłakujem
To, coś uczynił, — wymaga, ażebyś
Czyn ten niezwłocznym opłacił wyjazdem.
Gotuj się przeto; okręt już pod żaglem;
Wiatr sprzyja; orszak twój czeka i wszystko
50 
Wskazuje-ć drogę do Anglii.

Hamlet.Do Anglii?
Król. Tak jest, Hamlecie.
Hamlet.Dobrze.
Król.Będzie dobrze,
Hamlecie! gdybyś widział moje chęci!
Hamlet. Widzę Cherubina, który je widzi. Do Anglii
zatem! Idźmy, panowie. Bądź zdrowa, kochana matko.

55 
Król. Jam przywiązany twój ojciec, Hamlecie.

Hamlet. Matko! Ojciec i matka tyle znaczą, co mąż
i żona, a mąż i żona są jednem ciałem: a więc, matko!
Dalej, do Anglii!

(Wychodzi).
Król. Idźcie w trop za nim. Zwabcie go czemprędzej
60 
Na okręt; niechaj odpłynie dziś jeszcze.
Przygotowane już i przewidziane
Wszystko, co będzie wam potrzebnem. Śpieszcie;
Śpieszcie, nie tracąc czasu.
(Wychodzą: Rozenkranc i Gildenstern).
A ty, Anglio,
Jeśli ci przyjaźń moja pożądana,
65 
(O czem nie wątpię, boś świeżo uczuła
Moją potęgę, i gojąc dotychczas
Blizny, zadane duńskim mieczem, trwożne
Niesiesz nam hołdy), Anglio, nie waż lekce
Wszechwładnej woli mojej, która w listach,
70 
Zaklinających cię o tę przysługę,
Wyraźnie żąda od ciebie niezwłocznej
Śmierci Hamleta. Wypełnij to, Anglio;
Bo on mi trawi krew, jak zaród suchot,
Z którego ty mnie masz uleczyć. Póki
75 
To się nie stanie, póty w żadnej doli
Nic mnie nie znęci i nie zadowoli.


SCENA IV.
Równina w Danii.
Wchodzi FORTYNBRAS z wojskiem.

Fortynbras. Mości rotmistrzu, idź pozdrów odemnie
Duńskiego króla; powiedz mu, że wskutek
Przyrzeczeń, jakie od niego otrzymał,
Fortynbras prosi go o glejt[58] do przejścia
Przez duńskie kraje. Wiesz, gdzie się zejść mamy.
Jeżeli Jego Królewska Mość będzie
Miała co do nas, to mu przyjdziem oddać
Należną czołobitność. Tak mu powiedz.

Rotmistrz. Oznajmię mu to, Panie.
Fortynbras.Naprzód! zwolna!

(Wychodzi z wojskiem).
(Wchodzą: Hamlet, Rozenkranc i Gildenstern).
10 
Hamlet. Czyje to wojska, rotmistrzu?

Rotmistrz.Norweskie.
Hamlet. Gdzie one idą?
Rotmistrz.Ku granicom Polski.
Hamlet. Kto ma nad niemi dowództwo?
Rotmistrz.Synowiec
Starego króla, Fortynbras.
Hamlet.Czy pochód
Ich ma na celu podbój całej Polski,
Lub pewnej części tylko?

15 
Rotmistrz.Prawdę mówiąc,
I bez dodatków, idziemy zagarnąć
Marny kęs ziemi, z którego, krom sławy,
Żaden nam inny nie przyjdzie pożytek.
Za parę mędli dukatów nie chciałbym
20 
Wziąć go w dzierżawę; i pewniejby więcej
Nie przyniósł ani nam ani Polakom,
Gdyby był w czynsz puszczony.

Hamlet.W takim razie
Polacy pewnie bronić go nie będą.
Rotmistrz. I owszem, myślą o tem.
HamletWartoż tracić

25 
Parę tysięcy dusz i dziesięć razy
Tyle dukatów za taki psi ogon?
Jest to, zaprawdę, ślepy wrzód pokoju
I pomyślności, który wewnątrz pęka,
I ani znaku nie daje na zewnątrz,
30 
Dlaczego człowiek umiera. Dziękuję-ć,
Mości rotmistrzu.

Rotmistrz. Bóg z wami, Panowie.

(Wychodzi).

Rozenkranc. Pójdziemyż dalej, Mości Książę?
Hamlet.Zaraz
Służyć wam będę. Idźcie trochę naprzód.

(Wychodzą: Rozenkranc i Gildenstern).
Jakże mnie wszystko oskarża i wszystko
35 
Leniwej zemście mej bodźca dodaje!
Czemże jest człowiek, jeżeli najwyższem
Zadaniem jego i dobrem na ziemi
Jest tylko spanie i jadło? Bydlęciem,
Szczerem bydlęciem. Ten, co nas obdarzył
40 
Tak dzielną władzą myślenia, że może
I wstecz i naprzód poglądać, nie na to
Dał nam tę zdolność, ten udział boskości,
Rozumem zwany, aby w nas jałowo
Leżał i butwiał. Jestli to więc skutkiem
45 
Zwierzęcej, bydła godnej niepamięci,
Czy trwożliwego i drobiazgowego
Przewidywania, które ściśle biorąc
Zawsze ma w sobie trzy części tchórzostwa,
A tylko jedną mądrości — doprawdy,
50 
Nie mogę tego pojąć — że aż dotąd
Mówię do siebie: trzeba to uczynić,
I kończę na tem, kiedy mi do czynu,
Nie brak powodów, woli, sił i środków.
Przykłady, wielkie jak świat, stoją przecie
Przedemną; choćby to wojsko tak liczne
I tak zasobne, pod wodzą takiego
Młodego księcia, który zapalony
Szlachetną żądzą sławy, lekceważy
Ukrytą szalę wypadków i chętnie,
60 
Co jest doczesnem i przemijającem
Na sztych wystawia hazardom, zagładzie;
Za co? za marną łupinę orzecha.
Prawdziwie wielkim być nie jestto działać
Tam, gdzie do tego wielki powód skłania;
65 
Lecz wielkomyślnie o źdźbło nawet walczyć,
Gdzie honor każe. I cóż ja wart jestem,
Ja, który ojca zgon, zhańbienie matki
Śpiąco przepuszczam? gdy oto ze wstydem
Widzę przed sobą blizką śmierć dwudziestu
70 
Tysięcy ludzi, którzy dla chimery,
Dla widma sławy w grób idą jak w łóżko,
Aby wywalczyć nikczemną piędź ziemi,
Niedostateczną nawet do pokrycia
Tych, co polegną. Bądź odtąd dowodną,
O! wolo moja, albo wzgardy godną!
(Wychodzi).


SCENA V.
Elsynor. Pokój w zamku.
Wchodzi KRÓLOWA i HORACY.

Królowa. Nie chcę jej widzieć.
Horacy.Natarczywie prosi
O możność wnijścia; stan budzi litość.

Królowa. Cóż jej jest?
Horacy.Ciągle wspomina o ojcu;
Słyszała, mówi, że świat krzywo idzie;
Wzdycha i chwyta się za serce; lada
Fraszka ją draźni; słowa bez związku
Nie określają niczego, jednakże
Zastanawiają: podnosi je słuchacz,
I zszywa podług kroju własnych myśli;
10 
Każdy zaś wyraz jej, obok wyrazu
Jej twarzy, ruchów i postawy, takie
Czyni wrażenie, że możnaby myśleć,
Iż jest w nim jakaś myśl, tylko zawiła
I bardzo smutna.
Królowa.Muszę z nią pomówić;
15 
Mogłaby bowiem złym ludziom dać powód
Do niebezpiecznych przypuszczeń. Niech wnijdzie.
(Horacy wychodzi).
Chora ma dusza każdą rzecz powszednią
Złowrogich następstw sądzi przepowiednią.
Jak głupio w trwodze występek przesadza,
20 
Że drżąc przed zdradą, sam się prawie zdradza.
(Horacy wprowadza Ofelię).

Ofelia. Gdzie jest ozdoba majestatu Danii?
Królowa. Czego chcesz, luba Ofelio?

(Ofelia śpiewa).
Po czem ja cię poznam teraz,
O, kochanku mój?
25 
Płaszcz pielgrzymi, kij, sandały,
Twójże to jest strój?

Królowa. Niestety, kochane dziewczę, co znaczy ten śpiew?
Ofelia. Czy tak? nie, pani; połuchaj tylko:

(Śpiewa).
30 
On zmarł, znikł z naszego grona;
Zmarł, opuścił nas:
U nóg jego darń zielona,
W głowach zimny głaz.
Och! Och!
35 
Królowa. Ależ, Ofelio.

Ofelia. (śpiewa). Całun jego jak śnieg biały...

(Król wchodzi).
Królowa. Ach, patrz, mój mężu.
Ofelia. (śpiewa): Na całunie kwiat:
Wierne ręce go posłały
40 
Za nim, w lepszy świat.

Król. Jak się masz, śliczna panienko?

Ofelia. Dobrze: Bóg wam zapłać. Mówią, że sowa
była córką piekarza[59]. Ach, Panie! Wiemy, czem jesteśmy,
ale nie wiemy, co się z nami stanie. Niech wam Bóg
45 
pomaga przy wieczerzy!

Król. Marzy jej się o ojcu.

Ofelia. Nie mówmy już o tem, proszę; ale jak się
was pytać będą, co to znaczy, to powiedzcie:
Dzień dobry, dziś święty Walenty[60],
50 
Dopiero co świtać poczyna;
Młodzieniec snem leży ujęty,
A hoża doń puka dziewczyna.
Poskoczył kochanek, wdział szaty,
Drzwi rozwarł przed swoją jedyną;
55 
I weszła dziewczyna do chaty;
Lecz z chaty nie wyszła dziewczyną.

Król. Nadobna Ofelio!

Ofelia. Dajmy pokój przysięgom; zaraz skończę.
Bezbożność to wielka; Bóg widzi
60 
Jak wielka w mężczyznach bezbożność!
Cny młodzian się tego nie wstydzi,
Gdy tylko nastręczy się możność.
Wszak nimeś cel życzeń otrzymał,
Przysiągłeś się ze mną ożenić? —
65 
To ona mówi, on jej odpowiada:
I byłbym był słowa dotrzymał,
Lecz trzeba ci było się cenić.

Król. Jak dawno ona w tym stanie?

Ofelia. Jeszcze się wszystko naprawi, mam nadzieję.
70 
Tylko cierpliwości! Ale nie mogę nie zapłakać, pomy-
ślawszy, że go mają złożyć w zimną ziemię. Mój brat
dowie się o tem, a zatem dziękuję państwu za dobrą
radę. Niech powóz zajeżdża! Dobranoc, panie: dobra-
noc, panie; dobranoc śliczne panie, dobranoc, dobra-
75 
noc.
(Wychodzi).
Król. Idź waćpan za nią, niech jej pilnie strzegą.
(Horacy wychodzi.)
Jest to trucizna głębokiej boleści,
Której śmierć ojca źródłem. O, Gertrudo!
Gertrudo! ziszcza się na nas ta prawda,
80 
Że kiedy kogo nawiedzają smutki,
To nigdy luzem a zawżdy gromadnie.
Naprzód zabójstwo jej ojca, następnie
Wyjazd twojego syna, nieszczęsnego
Sprawcy własnego swojego wygnania;
85 
Głuche szemranie ludu, uprzedzone
I złem brzemienne żywiącego myśli.
Z powodu śmierci cnego Poloniusza,
Którego skore pochowanie było
Niedorzecznością z naszej strony; teraz
90 
To biedne dziewczę, wyzute z szlachetnej
Władzy rozumu, bez której jesteśmy
Lalkami tylko albo zwierzętami;
Nareszcie, i to jedno tyle waży
Co tamto wszystko, brat jej potajemnie
95 
Powraca z Francyi, karmi się zdumieniem,
Kryje się w chmurach i nadstawia ucha
Donosicielom, którzy jadowite
O śmierci ojca wdmuchują mu wieści:
Wieści z uszczerbkiem naszym, przeciw którym
100 
 Zastanowienie, ubogie w dowody,
Nic nie podoła. O Gertrudo, zbieg ten
Wypadków, nakształt kilkuramiennego
Narzędzia śmierci, z wielu stron od razu
Zabójczą ranę mi zadaje.
(Zgiełk zewnątrz).

Królowa.Przebóg!
Cóż to za hałas?

(Wchodzi jeden z dworzan).
105 
Król. Hola! Szwajcarowie!
Gdzie oni? Niechaj drzwi pilnie obsadzą.
Skąd zgiełk?
Dworzanin. Chroń się, Miłościwy Królu.
Ocean, z łoża swojego wybiegły,
Nie chłonie z większą gwałtownością nizin,
110 
 Jako Laertes na czele powstańców
Straż twą powala. Lud go głosi panem;
I jakby świat był dopiero w zawiązku,
Przeszłość zatartą, zapomniany zwyczaj,
Ten słów hamulec i wszelkiej swawoli,
115 
 Słychać wołania: Wybierajmy króla!
Laertes królem! Czapki, dłonie, usta
Ze wszech stron wtórzą temu okrzykowi:
Laertes królem! Wiwat król Laertes!
Królowa. Jak ujadają za fałszywym wiatrem!
120 
 O, pod trop gonisz; podła duńska psiarnio!

Król. Drzwi wyłamano —

(Laertes wchodzi uzbrojony; za nim Duńczycy).

Laertes. Gdzie ten król? — Stańcie owdzie, przyjaciele.
Duńczycy. Pozwól nam także wejść.
Laertes.Nie wchodźcie, proszę.

125 
Duńczycy. Będziemy posłuszni.
(Cofają się za drzwi).

Laertes.Dziękuję wam; stójcie
Przy drzwiach na straży. — Nienawistny królu,
Oddaj mi ojca.
Król.Zwolna, Laertesie.
Zbierz trochę zimnej krwi.

Laertes.Kropla krwi zimnej
Byłaby we mnie świadectwem bękarctwa,
130 
 Urągowiskiem przeciw memu ojcu:
Zakałem, któryby piętno bezwstydu
Wyrył na czystem czole matki mojej.
Król. Jakiż cię powód skłania, Laertesie,
Tak buntowniczo przeciw nam powstawać?
135 
 Odstąp, Gertrudo, nie lękaj się o nas:
Taki jest bowiem urok majestatu,
Że zdrada, choćby nie wiedzieć co chciała,
Tępi o niego swój pocisk. —
Powiedz mi, Laertesie, co to znaczy? —
140 
 Gertrudo, daj im pokój. - Mów, młodzieńcze.

Laertes. Ty sam mów raczej: gdzie mój ojciec?
Król.Umarł.
Królowa. Ale nie z jego winy.
Król.Daj mu pokój.
Niech się wypyta do sytości.

Laertes.Jakim
Sposobem umarł? Nie dam się omamić.
145 
 Do czarta z uległością! Niechaj w piekło
Pójdą przysięgi! Sumienie, powinność,
Niech w najczarniejszej przepadną otchłani!
Urągam potępieniu. Na to przyszło,
Że oba światy niczem są w mych oczach;
150 
 Wszystko mi obojętne, bylem tylko
Sowicie pomścił ojca.

Król.Któż ci broni?
Laertes. Nikt w świecie, jedno własna moja wola;
Możność zaś moją k’temu tak urządzę,
Że z małą garścią środków wiele wskóra.

155 
Król. Chceszli się czegoś pewnego dowiedzieć
O śmierci ojca twego, Laertesie?
Jestże w twej zemście zapisaną zguba
Zarówno jego przyjaciół jak wrogów?
Tych, co zyskali, i tych, co stracili?
160 
Laertes. Niczyja, tylko jego nieprzyjaciół.

Król. Chceszże ich poznać?
Laertes.Przyjaciołom jego
Szeroko moje otworzę ramiona
I jak pelikan, dzielący się życiem,
Obdzielę ich krwią moją.

Król.Teraz mówisz,
165 
 Jak nieodrodny syn i prawy szlachcic.
Żem ja nie winien śmierci twego ojca,
Owszem najmocniej nią jestem dotknięty,
To się okaże wnet rozwadze twojej
Tak jasnem, jak dzień oczom.
(Duńczycy za sceną).

Puśćcie ją!

170 
Laertes. Co to jest? Skąd ten hałas?
(Ofelia wchodzi fantastycznie ubrana w kłosy i kwiaty).
O! wściekłości,
Spali mi mózg! Soli łez, straw mi zmysł wzroku!
Na Boga! Za to twoje obłąkanie
Ciężką zapłatę ściągnę z jego sprawców,
175 
 Tak, że aż szala od jej wagi całkiem
Na dół opadnie. O, majowa różo!
Kochane dziewczę, luba siostro, wdzięczna
Moja Ofelio! Boże! czy podobna,
Aby dziewczęcy umysł był tak wątły,
175 
Jak życie starca? Miłość uszlachetnia
Naturę ludzką, gdy zaś ta szlachetna,
Wtedy zamyka najlepszą swą cząstkę
W grobie tych, których kochała.
Ofelia. Pochłonęła go zimna mogiła,
180 
Pieszczoty moje, nie ma was już!
I na grób jego ściekło łez siła.
Bądź zdrów, mój gołąbku!
Laertes. Gdybyś przy zdrowych zmysłach chciała kogo
Zagrzać do zemsty, wymowniej byś tego
185 
 Dopiąć nie mogła.

Ofelia. Trzeba wam mówić pacierz po nim, skoro
mówicie, że już po nim. Nieprawdaż, jak się to ładnie składa?
Fałszywy to sługa, który uwiódł córkę swego pana.
Laertes. Ten nonsens więcej wart niż sensowność.

190 
Ofelia (do Laertesa). Oto rozmaryn[61] na pamiątkę;
proszę cię, luby, pamiętaj; a to niezapominajki na niezabud.

Laertes. Przezorny obłędzie! niezapomnienie łączysz
do pamięci.

Ofelia (do króla). Oto koper dla was i orliki. (Do
195 
  królowej). Oto ruta: część jej wam daję, a część sobie
zachowam; możemy ja nosić obie; tylko z pewną
różnicą. Oto stokrótki. Radabym wam dać i fiołków, ale
mi wszystkie ze śmiercią ojca powiędły. Mówią, że
szczęśliwie skończył.
(Śpiewa).
200 
Bo luby mój Jasio to skarb mój jedyny.

Laertes. Tęsknotę, smutek, boleść, piekło samo
Zamienia ona w wdzięk i lubość.
Ofelia (śpiewa).

Czyliż on już nie powróci?
Czyliż on już nie powróci?
205 
Nie, nie, on śpi w grobie:
Zaśnij i ty sobie.
Już on nigdy nie powróci.
Śnieżną była jego broda,
Włos na głowie cały mleczny:
210 
Już po nim, już po nim,
Napróżno łzy ronim.
Boże, daj mu pokój wieczny!
I wszystkim dobrym chrześcijanom! Będę się za was
modliła. Bóg z wami!
(Wychodzi).
215 
Laertes. Boże! ty patrzysz na to?
Król.Laertesie,
Muszę podzielić z tobą to cierpienie,
Chyba mi prawa do tego zaprzeczysz.
Ustąp tymczasem. Wybierz, kogo zechcesz,
Zpośród przyjaciół swych najzaufańszych,
220 
 Niech ten rozsądzi nas. Jeśli mię uzna
Winnym w tej sprawie, bądź wprost, bądź pośrednio,
Natychmiast oddam ci na satysfakcję
Tron, państwo, życie, wszystko, co posiadam;
W przeciwnym razie ty twoją zranioną
225 
 Duszę cierpliwie porucz naszej pieczy,
A wtedy razem pomyślimy nad tem,
Jakby ją spełna zaspokoić.
Laertes.Zgoda.
Ta jego nagła śmierć, ten cichy pogrzeb,
Bez żadnych oznak, bez żadnych obrzędów,
Należnych jego stopniowi i cnocie,
230 
 Wszystko to woła na mnie wniebogłosy
O ścisłe śledztwo.

Król.Sprostasz temu snadnie;
Gdzie zaś jest wina, tam niech kara spadnie.

(Wychodzi).


SCENA VI.
Inny pokój w zamku.
HORACY i jego sługa.

Horacy. Co to za ludzie, co chcą mówić ze mną?
Sługa. Są to majtkowie, Panie: mają niby
Listy do pana.
Horacy.Wpuść ich.

(Sługa wychodzi).
Nie wiem, ktoby
Z pomiędzy całej rzeszy tego świata
Mógł pisać do mnie, jeżeli nie Hamlet.
(Majtkowie wchodzą).

Pierwszy Majtek. Bóg wam pomagaj, Panie.
Horacy.I wam nawzajem.

Pierwszy Majtek. Pomoże, jeżeli mu się podoba. Oto
list do was, jeżeli tylko miano wasze Horacy, jak nas
o tym zapewniono. Oddał nam go jakiś poseł, wypra-
10 
wiony do Anglii.
Horacy (czyta). „Horacy, jak tylko ten list przeczy-
tasz, dopomóż oddawcom jego dostać się do króla,
mają oni pismo i do niego. Zaledwieśmy przebyli dwa
dni na morzu, gdy silnie uzbrojony statek korsarski
15 
wyprawił na nas łowy. Ponieważ miał nad nami w ża-
glach przewagę, zmuszeni byliśmy stawić mu czoło
i przyjąć bitwę, wśród wrzenia której wskoczyłem na
ów statek. W tejże chwili piraci oddalili się od naszego
okrętu i tym sposobem sam jeden zostałem ich jeńcem.
20 
Obeszli się ze mną, jak poczciwym łotrom przystoi; ale
wiedzieli, co czynią; muszę się im za to dobrze wy-
wdzięczyć. Postaraj się, aby król odebrał to, co do niego
piszę, i śpiesz do mnie tak chyżo, jak gdybyś uciekał
przed śmiercią. Mam ci coś do powiedzenia na ucho,
25 
co cię w oniemienie wprawi, a przecież słowa będą tu
tylko cieniem rzeczy samej. Ci dobrzy ludziska dopro-
wadzą cię do miejsca, gdzie się znajduję. Rozenkranc
i Gildenstern peregrynują do Anglii; o nich także mam
ci wiele do powiedzenia. Bądź zdrów. Twój, jak go znasz,
Hamlet.
30 
Chodźcie, ułatwię drogę tamtym listom,
O ile tylko będę mógł najprędzej:
Byście tem prędzej mnie zaprowadzili
Do tego, co je wam oddał.
(Wychodzą).


SCENA VII.
Inny pokój tamże.
KRÓL i LAERTES.

Król.Teraz mię musisz w sądzie swym rozgrzeszyć,
I w sercu swojem umieścić przyjaźnie,
Skoroś jawnego nabrał przekonania,
Że ten, co zabił twego ojca, godził
Na własne moje życie.
Laertes.Rzecz widoczna;
Nie mogę sobie tylko wytłómaczyć,
Dlaczego, przeciw tym jego knowaniom,
Tak karygodnym i wyrodnym razem,
Nie przedsięwziąłeś, Panie, żadnych środków,
10 
Jak ci to własne twoje bezpieczeństwo,
Monarsza godność, mądrość, wszystko zgoła
Powinno było radzić?
Król.O, z dwóch przyczyn,
Które ci może wydadzą się błahe,
Dla mnie są jednak bardzo ważne. Najprzód,
15 
Królowa, matka jego, żyje prawie
Jego widokiem, a ja, niech to będzie
Słabość lub cnota, tak dalece jestem
Ciałem i duszą do niej przywiązany,
Że jako gwiazda, w jednej tylko sferze
20 
Krążąca, przez nią się tylko poruszam.
Przyczyną drugą, dla której go jawnie
Skarcić nie mogłem, była miłość ludu,
Która usterki jego topi w sobie,
I jako owo źródło, drzewo w kamień[62],
25 
Zmienia naganę w chwalbę. Strzały moje,
Za tępe przeciw takiemu wiatrowi,
Byłyby w łuk mój powróciły nazad,
Zamiast dosięgnąć, gdziebym je był posłał.
Laertes. Tak więc straciłem najlepszego ojca;
30 
Siostrę znajduję pchniętą w głąb’ rozpaczy,
Siostrę, ach! której szacowne przymioty
Wyzywająco jaśniały na szczycie
Widowni wieku. Ależ przyjdzie chwila
Mej zemsty.
Król.Możesz być o to spokojny.
35 
Nie sądź, ażebym był z tak miękkiej gliny,
Iżbym pozwolił się niebezpieczeństwu
Targać za brodę i miał to za fraszkę.
Wkrótce ci powiem coś więcej. Kochałem
Twojego ojca, kocham też i siebie:
40 
To ci powinno dać do zrozumienia!
(Wchodzi Pokojowiec).
Co tam masz?

Pokojowiec. Listy od księcia Hamleta:
Ten do Was, Panie, a ten do królowej.
Król. Od kogo? Od Hamleta? Któż je przyniósł?

Pokojowiec. Jacyś majtkowie, Panie; tak przynajmniej
45 
Mówił mi Klaudyusz, który je odebrał
I mnie doręczył.

Król.Słuchaj, Laertesie: —
Zostaw nas.

(Wychodzi Pokojowiec).
(Czyta):
„Pośpieszam Waszą Królewską Wielkość uwiadomić,
żem nago na Jej ziemię wysadzony został. Jutro prosić bę-
50 
dę o pozwolenie ujrzenia Jego Królewskiego oblicza,
i wtedy, wybłagawszy sobie najprzód Waszej Wielkości
przebaczenie, będę miał honor zdać Jej sprawę z wy-
padku, który spowodował mój nagły i osobliwszy po-
wrót“.
Hamlet.
55 
Co się to znaczy? Wróciliż i tamci?
Czyli też to jest tylko jakiś podstęp?

Laertes. Nie poznajeszli, Panie, kto to pisał?
Król. Ręka Hamleta. Nago — i w przypisku
Stoi: Sam jeden. Rozumiesz to Waćpan?

60 
Laertes. Bynajmniej. Ale niech wraca! Raźnieje
Chore me serce na myśl, że niebawem
Będę mu w ucho mógł wtłoczyć te słowa:
Tyś to jest tego sprawcą.
Król.Skoro tak jest, —
A czyżby mogło być inaczej? — chcesz-że
65 
Posłuchać mojej rady, Laertesie?

Laertes. I owszem, Panie; pod warunkiem jednak,
Aby tej rady celem nie był pokój.

Król. Twój własny tylko. Jeśli on, wstręt czując
Do tej podróży i niełatwo skłonny
70 
Znów ją przedsiębrać, — istotnie powrócił,
Mam ja nań inny środek w pogotowiu,
Który nie może chybić; śmierć zaś jego
Nie ściągnie ani cienia podejrzenia,
I sama nawet matka jego nazwie
75 
To dzieło skutkiem trafu.
Laertes.Radź więc, Panie.
Chętnie-ć posłusznym będę, i tym chętniej,
Jeżeli będę mógł być wykonawcą
Tego pomysłu.
Król.O to właśnie idzie.
Od czasu twego wyjazdu szeroko,
80 
Wobec Hamleta, mówiono o pewnym
Talencie, w którym masz być celujący.
Wszystkie zdolności twoje razem wzięte
Nie obudzały w nim tyle zazdrości,
Ile ta jedna, najmniej w moich oczach
85 
Ceny mająca.

Laertes.Jakaż to jest zdolność?

Król. Błaha jak wstążka, którą sobie młodzież
Zdobi kapelusz, jednakże potrzebna;
Lekki, swobodny strój przystoi bowiem
Rzeźkiej młodzieży, tak jak ciepłe futro
90 
I długa suknia późnemu wiekowi,
Bo mu przyczynia zdrowia i powagi.
Był tu przed paru miesiącami pewien
Normandzki rycerz; widziałem Francuzów
Służyłem nawet kiedyś między nimi;
95 
Mistrze to w konnej jeździe; ale ten był
Dyabłem wcielonym; przyrastał do siodła,
I tak cudownie zażywał rumaka,
Że koń i jeździec zdawali się w jednej
Formie ulani. Cobądź o tym kunszcie
100 
 Pomyśleć mogłem, wszystko niższem było
Od tego, czego ów zuch dokazywał.

Laertes. Normandczyk, mówisz, Panie?
Król.Tak, Normandczyk.
Laertes. Lamond! jak żyw tu stoję!
Król.Ten sam.

Laertes.Lamond.
Od razu go poznałem. On jest chlubą,
105 
 Istnym klejnotem swojego narodu.
Król. Ten tedy Lamond szeroko i długo
Rozwodził się nad tobą, Laertesie.
I tak wynosił twą biegłość i zręczność
W robieniu bronią, zwłaszcza też rapierem,
110 
 Że, wnosząc z jego opisu, ciekawy
Byłby to widok, gdyby ci kto sprostał.
Z pomiędzy jego współziomków najpierwsi,
Mówił, fechmistrze stracili przytomność,
Oko i zwinność w spotkaniu się z tobą.
115 
 Opowiadanie to wzbudziło taką
Zawiść w Hamlecie, że niczego odtąd
Nie pragnął, jedno twojego powrotu
I sprobowania się z tobą na ostre.
Otóż więc. —

Laertes. Cóż więc, Panie?

Król.Laertesie,
120 
 Kochałżeś ojca? albo jestżeś tylko
Pokrowcem żalu, postacią bez serca?

Laertes. Dlaczego mię, Panie, o to się pytasz?

Król. Nie przeto, abym w wątpliwość podawał
Twoją ku niemu miłość, lecz dlatego,
125 
 Iż wiem, że miłość jest dziecięciem czasu;
A doświadczenie uczy mnie codziennie,
Że czas miarkuje jej siłę i zapał.
Płomień miłości zawżdy mieści w sobie
Coś nakształt knota, co moc jego tłumi;
130 
 Zresztą czas wątli wszelką doskonałość
I doskonałość wszelka, gdy zbyteczna,
Umiera z tego, co ma w sobie nadto.
Kto chce, powinien wraz to, co chce, spełnić:
Bo tochce zmienne tyle napotyka
135 
 Tam i szkopułów, ile jest na świecie
Ramion, języków i przygód; a później
Owo powinien staje się niewczesnem
Westchnieniem, które ulżywając, szkodzi.
Lecz wróćmy w sam rdzeń wrzodu: Hamlet wraca,
140 
 Cóż chcesz przedsięwziąć, aby się okazać
Nie w słowach, ale w czynie, dobrym synem?

Laertes. Przeszyć mu piersi na środku kościoła.

Król. Zemsta, zaiste, nie może znać granic,
I żadne miejsce uświęcać mordercy:
145 
 Chceszli się jednak zemścić, Laertesie,
Zamknij się na czas jakiś w swym pokoju.
Hamlet przybywszy dowie się, żeś wrócił.
Głosić będziemy przed nim twoją zręczność,
I sławę, którą ci zrobił ów Francuz,
150 
 W dubelt powleczem werniksem. Wyjdź wtedy
I przyjm spotkanie się z nim, do którego
Znajdziesz sposobność. Jego lekkomyślność,
Niepodejrzliwość i szlachetność, sprawią,
Że nie obejrzy kling; — z łatwością zatem,
155 
 Chociażby trochę używszy podstępu,
Będziesz mógł wybrać rapier niestępiony,
I umiejętnem pchnięciem odwetować
Śmierć ojca.
Laertes. Zrobię tak i dla pewności
Namaszczę dobrze ostrze mego miecza.
160 
 Nabyłem od pewnego szarlatana
Taką maść, że gdy nóż w niej umaczany
Najmniej zadraśnie żyjącą istotę,
Niema pomiędzy najzbawienniejszemi
Ziołami środka, któryby potrafił
165 
 Uchronić ją od śmierci. Tym to jadem
Miecz mój napoję: niech go drasnę tylko,
Już będzie po nim.
Król.Rozważmy to głębiej,
I baczmy, jakie nam okoliczności
I czas w tej mierze mogą dać poparcie;
170 
 Bo gdyby to nas miało zawieść; gdyby
Plan nasz chybiony miał wypłynąć na wierzch:
Lepiejby go zaniechać. Trzeba zatem,
Aby ten projekt miał w odwodzie drugi,
Który w potrzebie przyszedłby mu w pomoc.
175 
 Czekaj — pomyślmy trochę. — Uroczysty
Postawię zakład na kartę twej sztuki:
A potem, — potem. Ha! wiem już, co robić.
Gdy was bój znuży, tak, że się aż obu
Czuć da pragnienie (ostro żgaj dlatego),
I gdy on zechce czego do ochłody:
180 
 Wtedy podadzą mu puhar, z którego
Jeden łyk, w razie, gdyby jakim trafem
Uszedł twojego zatrutego ciosu,
Da nam skuteczną pomoc! — Skąd ta wrzawa?
(Wchodzi Królowa).
185 
 Co to jest, droga małżonko?

Królowa.Nieszczęścia
Nawałem biegną jedne za drugiemi.
Laertes! siostra twoja utonęła,
Laertes. Przebóg! Gdzie?

Królowa.Owdzie nad potokiem stoi
Pochyła wierzba, której siwe liście
190 
 We szkle się czystej przeglądają wody:
Tam ona wiła fantastyczne wieńce
Z kwiatów i zielska, i gdy, chcąc zawiesić
Jeden z tych wianków na zwisłej gałęzi,
Nie dość ostrożnie wspięła się na drzewo,
195 
 Giętka latorośl złamała się pod nią,
I z kwiecistemi trofeami swemi
Wpadło w toń biedne dziewczę. Przez czas jakiś
Wzdęta sukienka niosła ją po wierzchu,
Jak nimfę wodną, i wtedy nieboga,
200 
 Jakby nie znając swego położenia
Lub jakby czuła się w swoim żywiole,
Śpiewała starych piosenek urywki.
Ale niedługo to trwało, bo wkrótce
Nasiąkłe szaty pociągnęły z sobą
205 
 Biedną ofiarę ze sfer melodyjnych
W zimny muł śmierci.

Laertes.A więc utonęła?
Królowa. Niestety!

Laertes.Biedna Ofelio, za wiele
Masz już wilgoci, wstrzymam więc łzy moje.
A jednak, jestto rzecz ludzka, natura
210 
 Żąda praw swoich na przekór wstydowi.
Gdy te strumienie zciekną, zniewieściałość
Wyjdzie wraz z nimi z serca. —
Żegnam cię, Panie, mam w ustach wyrazy,
Które płomieniem radeby wybuchnąć;
215 
 Ale je gasi to dzieciństwo.
(Wychodzi).

KrólIdźmy
Za nim, Gertrudo. Ten wypadek może
Na nowo zażedz jego wściekłość, którą
Z takim mozołem ledwie uśmierzyłem.
Idźmy więc za nim.

(Wychodzą).




AKT PIĄTY.



SCENA I.
Cmentarz.
Dwóch Grabarzy z rydlami i  t. d. wchodzi na scenę.

Pierwszy Grabarz. Godziż się po chrześcijańsku grze-
bać kogoś, co samowolnie szuka zbawienia?

Drugi Grabarz. Co się tam o to pytasz; bierz się
lepiej żywo do kopania. Sędzia śledczy był przy niej
i zakwalifikował ją do chrześcijańskiego pogrzebu.

Pierwszy Grabarz. Jak to być może? Nie utopiła
się przecie bez przyczynienia się własnego.
Drugi Grabarz. Powiadam ci, że tak zeznano.

Pierwszy Grabarz. Musiało być przyczynienie się:
10 
a to punkt właśnie stanowi. Kiedy się topię, w takim
razie popełniam czyn, a czyn się popełnia trojako: dzia-
łając, wykonywając i uskuteczniając. Tak więc widzisz:
ona utopiła się z umysłu.

Drugi Grabarz. Ależ, pozwól, przyjacielu kopaczu. —

15 
Pierwszy Grabarz. Gadaj zdrów. Tu płynie woda,
a tu stoi człowiek, dajmy na to: jeżeli człowiek pójdzie
do wody i utopi się, rad nie rad, to jużci nie zaprzeczy
temu, że poszedł; ale jeżeli woda przyjdzie do niego
i zatopi go, to co innego: wtedy nie można powiedzieć,
20 
że on się utopił. Wierzaj mi, kumie, że kto sam nie jest
winien swojej śmierci, ten sam sobie życia nie skraca.

Drugi Grabarz. Czy prawo tak mówi?
Pierwszy Grabarz. Ma się rozumieć: prawo oględzin przez sędziego.

25 
Drugi Grabarz. Chcesz wiedzieć prawdę? Gdyby to
nie była szlachcianka, nie byłaby po chrześcijańsku cho-
wana.
Pierwszy Grabarz. Trafiłeś w sedno. Ale tem gorzej
dla panów dygnitarzy, że większą na tym świecie mają
30 
zachętę do topienia się i wieszania, niż ich współbracia
w Chrystusie. Podaj mi rydel. — Niema starszej szlachty,
jak ogrodnicy, górnicy i grabarze, bo oni idą w prostej
linii od ojca Adama.
Drugi Grabarz. Czy Adam był szlachcicem?
35 
Pierwszy Grabarz. A jakże? On pierwszy przecie broń nosił.

Drugi Grabarz. Ejże, ejże! nie nosił jej wcale.

Pierwszy Grabarz. Czyś Waść poganin? Także Pismo
rozumiesz? Pismo powiada, że Adam ziemię kopał: czy
40 
mógłby kopać ziemię, gdyby nie miał broni (narzędzia)?
Zadam ci jeszcze jedno pytanie; a jeżeli mi sprytnie nie
odpowiesz, to cię nazwę, —

Drugi Grabarz. No, no.

Pierwszy Grabarz. Co to za rzemieślnik, co trwalej
45 
buduje niż mularz, cieśla i majster okrętowy?

Drugi Grabarz. Szubienicznik, bo jego budowla prze-
trzyma tysiąc lokatorów.

Pierwszy Grabarz. Podoba mi się twój dowcip.
Wistocie, szubienica wyświadcza przysługi; ale komu?
50 
oto tym, co się źle zasługują: a ponieważ ty się źle za-
sługujesz Bogu, twierdząc, że szubienica jest trwalsza
niż kościół, powinna ci więc szubienica wyświadczyć swo-
ją przysługę. Ale wróćmy do rzeczy.
Drugi Grabarz. Któż buduje trwalej niż mularz,
55 
cieśla i majster okrętowy?

Pierwszy Grabarz. O to właśnie idzie.
Drugi Grabarz. Zaraz ci powiem.
Pierwszy Grabarz. Słucham.
Drugi Grabarz. Do licha, nie mogę jakoś.

(Hamlet i Horacy ukazują się w pewnej odległości).
60 
Pierwszy Grabarz. Nie łam sobie już nad tem mózgo-
wnicy; osła batem nie popędzisz; a kiedy cię kto o to
jeszcze raz zapyta, to mu powiedz: — grabarz. Domy
jego roboty przetrwają do dnia sądu. Idź do szynku
Johana i przynieś mi półkwaterek gorzałki.
(Drugi Grabarz wychodzi).
(Pierwszy Grabarz kopie i śpiewa).
65 
Za młodu, — o, gdyby ten wiek mógł powrócić!
Miłostki mym były żywiołem;
Pokochać, odkochać, uścisnąć, porzucić,
To u mnie zwyczajnem szło kołem.
Hamlet. Czy ten człowiek nie zna natury swego rze-
70 
miosła? Śpiewa przy kopaniu grobu.

Horacy. Przyzwyczajenie wyrobiło w nim ten rodzaj
swobody.
Hamlet. Tak to bywa we wszystkim; im mniej się
do czego rękę przykłada, tym delikatniejsze jej czucie.

(Pierwszy Grabarz śpiewa).
75 
Lecz starość nie radość napadłszy znienacka,
Zwaliła mię swoim obuchem;
Znikł kuraż i rezon, i mina junacka:
Ni śladu, żem kiedyś był zuchem.
(Wyrzuca czaszkę).
Hamlet. Ta czaszka miała także język i mogła śpie-
80 
wać. Patrz, jak ją poniewiera ten hultaj; pomiata nią,
jak gdyby szczęką Kaina! Może to czaszka jakiego dy-
plomaty, która obfitowała w podejścia, a teraz ją pod-
szedł ten osioł; albo kogoś takiego, co chciał Pana
Boga oszukać? Nieprawdaż?
85 
Horacy. Być może.
Hamlet. Albo jakiego dworaka, który mógł mówić:
dzień dobry, Jaśnie Wielmożny Panie;
jakże zdrowie Waszej Ekscelencyi“? Albo
jakiego zausznika, który chwalił konia mecenasa swego,
90 
aby go od niego wyłudzić? Jak myślisz?

Horacy. Mogłoby to być, Mości Książę.

Hamlet. Taka to kolej rzeczy. A teraz musi służyć
za rendez-vous robakom i cierpieć szturchańce za-
krystyańskiej łopaty. Co za radykalna przemiana! aż się
95 
głupio robi na sercu. Czyliż utrzymanie tych kości na to
jeno tyle kosztowało, aby z czasem grano w nie jak
w kręgle? Ból czuję w moich na tę myśl.
(Pierwszy Grabarz śpiewa).
Łoże w ziemi i wór zgrzebny
Na pokrycie kości:
100 
Oto cały sprzęt potrzebny
Dla tutejszych gości.
(Wyrzuca czaszkę).
Hamlet. Masz i drugą. Nie jestże to czasem czerep
adwokata? Gdzież się podziały jego kruczki i wykręty,
jego ewentualności[63], jego kazualności i matactwa? Jak
105 
 może znieść, żeby go ten grubianin bił w ciemię swoją
plugawą motyką, i nie wystąpić przeciw niemu z akcyą
o czynną obelgę? Hm! hm! A może też to był swoje-
go czasu jaki wielki posesyonat, który skupował dobra
drogą licytacyi, subhastacyi, komplanacyi, tranzakcyi i ce-
110 
 syi? Na toż mu się zdała czysta masa nieruchomości, aby
sam stawszy się nieruchomością, obrócił się w masę błota?
Nie zdołaliż ci, co mu pisali ewikcye, ewinkować mu więk-
szej przestrzeni, tylko taką, jaką wzdłuż i wszerz pokryje
para fascykułów? Kontrakty kupna jego majątków za-
115 
 ledwieby się w takim obrębie zmieściły; a samże ich
dziedzic nie ma mieć więcej miejsca? Hę?

Horacy. Ani o włos więcej, Mości Książę.
Hamlet. Nie jestże pergamin ze skór baranich?
Horacy. Nieinaczej; i z cielęcych także.

120 
Hamlet. Barany i cielęta z tych, co w nim bezpie-
czeństwa szukają! Muszę pomówić z tym człowiekiem. —
Czyj to grób, przyjacielu?

Pierwszy Grabarz. Mój. —

(Śpiewa).
Oto cały sprzęt potrzebny
125 
Dla tutejszych gości.

Hamlet. Twój, nie przeczę: bo w nim siedzisz.
Pierwszy Grabarz. Waspan w nim nie siedzisz, to też
on nie Waspana; co do mnie, nie siedzę w nim, a jednak
jest moim.

130 
Hamlet. Twoim więc jest, bo w nim stoisz.

Pierwszy Grabarz. Nie stoję w nim; stoję tam pod kościołem.
Hamlet. Któż to jest, co w tym grobie ma leżeć?
Pierwszy Grabarz. Nikt.

135 
Hamlet. Dla kogoż go kopiesz?

Pierwszy Grabarz. Dla kogoś, co był, a więc już
nie jest.

Hamlet. Cięty hultaj! Trzeba nam ważyć słowa, ina-
czej igraszka ich wystrychnie nas na dudków. Zaprawdę,
140 
 mój Horacy, świat się stał tak dowcipnym, od trzech
lat to uważam, że chłop swoim wielkim palcem u nogi
nabawia nagniotków dworaka, następując mu na pięty. —
Od jak dawna jesteś grabarzem?
Pierwszy Grabarz. Dniem, w którym zacząłem tę
145 
 profesyę, był właśnie ten dzień roku z pomiędzy wszyst-
kich innych, w którym nieboszczyk nasz król Hamlet
pobił Fortynbrasa.
Hamlet. Jakże to dawno?
Pierwszy Grabarz. Nie wiesz Waspan? Każdy smyk
150 
 u nas wie o tym. Było to tego dnia, kiedy młody Hamlet
przyszedł na świat; ten sam, co to zwariował i został
wysłany do Anglii.

Hamlet. Czy tak? a dlaczegoż on został wysłany do Anglii?

155 
Pierwszy Grabarz. Dlatego właśnie, że zwaryował.
Ma on tam rozum odzyskać; ale chociażby go nie od-
zyskał, nie będzie tam o to kłopotu.

Hamlet. Dlaczego?

Pierwszy Grabarz. Bo tam tego nie dostrzegą na-
160 
 wet: tam wszyscy waryaci tak jak on.

Hamlet. Skutkiem czegoż on zwaryował?
Pierwszy Grabarz.Skutkiem pewnej przyczyny.
Hamlet. Jakiej przyczyny?
Pierwszy Grabarz.Skutkiem utraty rozumu.

165 
Na jakim gruncie?

Pierwszy Grabarz. Na jakim? Tu w Danii, której
ziemię kopię już od lat trzydziestu.
Hamlet. Jak długo może kto leżeć w ziemi, nim
zgnije?

170 
Pierwszy Grabarz. Jeżeli nie zgnił przed śmiercią
(co się w tych czasach zdarza; mamy bowiem
ciała, które pod tym względem nie czekają, aż się je
w ziemię włoży), to może przeleżeć jakie ośm albo dzie-
więć lat. Garbarz przeleży lat dziewięć.
175 
Hamlet. Dlaczegoż ten jeden więcej niż drudzy?
Pierwszy Grabarz. Bo mu jego rzemiosło tak wygar-
bowało skórę, że kawał czasu może wodę wstrzymać;
a woda, Panie, jest straszliwą naszych grzesznych ciał
niszczycielką. Oto czaszka, która od dwudziestu trzech
180 
 lat leży w ziemi.

Hamlet. Czyjąż ona była?
Pierwszy Grabarz. Sławnego wartogłowa. Czyją na-
przykład, jak myślicie?
Hamlet. Nie domyślam się wcale.

185 
Pierwszy Grabarz. Żeby go morówka porwała! Przy-
pominam sobie, jak mi wylał na głowę całą flaszkę ró-
żanego likworu. Ta czaszka była własnością Joryka[64], kró-
lewskiego błazna.
Hamlet (podnosząc czaszkę). Jego?

Pierwszy Grabarz.Jego samego.

190 
Hamlet. Biedny Joryku! Znałem go, mój Ho-
racy; był to człowiek niewyczerpany w żartach, nie-
zrównanego humoru; mało tysiąc razy piastował mię na
ręku, a teraz, — jakże mię jego widok odraża i aż
w gardle ściska! Tu wisiały owe wargi, które nie wiem
195 
 jak często całowałem. Gdzież są teraz twoje drwinki,
twoje wyskoki, twoje śpiewki, twoje koncepta, przy któ-
rych cały stół trząsł się od śmiechu? Nic-że z nich nie
pozostało na wyszydzenie twojej własnej teraźniejszej
miny? Mógłżeś do tego stopnia zesztywnieć? Idź-że te-
200 
 raz do gotowalni modnej damy i powiedz jej, że cho-
ciażby się na cal grubo malowała, przecież się takiej fi-
zyognomii doczeka. Pobudź ją przez to do śmiechu. —
Proszę cię, mój Horacy, powiedz mi jedną rzecz.

Horacy. Co, mój książę?

205 
Hamlet. Czy myślisz, że Aleksander W. tak samo
w ziemi wyglądał?

Horacy. Zupełnie tak.
Hamlet. I tak samo pachniał? Brr!

(Odrzuca czaszkę).

Horacy. Zupełnie tak, Mości Książę.

Hamlet. Jak nikczemna dola może się stać naszym
210 
 udziałem! Nie mogłażby wyobraźnia, idąc w trop za szla-
chetnym prochem Aleksandra, znaleźć go na ostatku za-
tykającego dziurę w beczce?

Horacy. Tak brać rzeczy, byłoby to brać je za ściśle.

Hamlet. Bynajmniej; możnaby go tam przeprowadzić,
215 
 najlżej biorąc i z wszelkiem prawdopodobieństwem, np.
w taki sposób: Aleksander umarł, Aleksander został
pogrzebiony, Aleksander w proch się obrócił; proch jest
ziemią, z ziemi robimy kit, i dlaczegóżbyśmy tym kitem,
w który on się zamienił, nie mogli zalepić beczki piwa?
220 
Potężny Cezar przedzierzgnął się w glinę,
Którą przed wiatrem chłop zatkał szczelinę.
Prochem, przed którym świat zginał kolana,
Dzisiaj chałupy oblepiona ściana!...
Lecz cicho, cicho, — patrz: król tu nadchodzi.
(Księża procesyonalnie wchodzą, za nimi niosą zwłoki Ofelii; tuż za zwłokami postępuje Laertes i żałobnicy: potem Król, Królowa i ich orszak).
225 
 Królowa, cały dwór. Czyjże to pogrzeb?
I ceremonia skrócona! To znaczy,
Że ten, którego zwłoki tak prowadzą,
Sam sobie musiał rozpaczliwą dłonią
Odebrać życie. Ktoś to z wyższej klasy.
230 
 Odstąpmy na bok i patrzmy.
(Usuwa się z Horacym na stronę).

Laertes. Jakiż obrządek pozostaje?
Hamlet.Jest to
Laertes, zacny młodzian. Uważajmy.
Laertes. Jakiż obrządek jeszcze pozostaje?

Ksiądz. Posunęliśmy ten akt tak daleko,
235 
 Jak tylko przepis nam pozwala. Śmierć jej
Była wątpliwą, i gdyby najwyższy
Nakaz nie przemógł ścisłości prawideł,
W niepoświęconej musiałaby ziemi
Przeleżeć do dnia sądu. Miasto modłów,
240 
 Spadłyby na nią gruzy i kamienie;
Tak zaś zachowa swój dziewiczy wieniec,
I towarzyszyć jej będzie do grobu
Kwiat i dźwięk dzwonów.

Laertes.Więcej nic?

Ksiądz.Nic więcej.
Skazilibyśmy nasz kapłański urząd,
245 
 Gdybyśmy nad nią requiem śpiewali,
Tak jak to czynim tym, co bogobojnie
Oddali ducha.
Laertes.Spuśćcie ją do grobu, —
Niechaj z tych pięknych, nieskalanych szczątków
Fiołki wykwitną! — A ty, twardy księże,
250 
 Wiedz, że pomiędzy chórami aniołów
Wznosić się będzie moja siostra wtedy,
Gdy się ty w prochu wić będziesz.

Hamlet.Ofelia!

Królowa. (sypiąc kwiaty). Najmilsza z dziewic, bądź zdrowa! — Myślałam
Że będziesz żoną mojego Hamleta;
255 
 Prędzej się w kwiaty spodziewałam stroić
Twoje małżeńskie łoże, niż mogiłę.
Laertes. Trzykroć trzydzieści razy ciężka biada
Niech na przeklętą głowę tego spada,
Kto twój bogaty umysł grzesznie zmącił! —
260 
 Nie sypcie ciężkiej ziemi, niech się jeszcze
Raz jej kochanym widokiem napieszczę!
(Wskakując w grób).
Walcie proch teraz na dwojakie zwłoki,
Aż usypiecie kurhan tak wysoki
Jak Pelion[65], albo prujący obłoki
265 
 Podniebny Olimp.
Hamlet (ukazując się). Co to jest za człowiek,
Którego boleść brzmi z taką przesadą?
Którego objaw żalu zatrzymuje
Gwiazdy w ich biegu i obraca one
W słuchaczy osłupiałych? To ja jestem,
270 
 Hamlet, syn Danii.
(Wskakuje w grób).

Laertes.Poleć duszę czartu!
Hamlet. Źle się Waść modlisz. Puść mi gardło, proszę;
Bo choć nie jestem prędki i drażliwy,
Ale mam w sobie coś niebezpiecznego,
Czego ci radzę strzedz się. Odejm rękę.

275 
Król. Hola! Rozdzielcie ich.

Królowa.Hamlecie, synu!
Dworzanie. Panowie, —
Horacy.Hamuj się, łaskawy Książę.

(Dworzanie rozdzielają ich i obadwaj wychodzą z grobu).

Hamlet. Walczyć z nim będę o lepszą dopóty,
Dopóki powiek na wieki nie zawrę.
Królowa. O co, mój synu?
Hamlet.Kochałem Ofelię:

280 
 Tysiącby braci z całą swą miłością
Nie mogło memu wyrównać uczuciu. —
Cóżbyś ty dla niej uczynił?

Król (do Laertesa).To nowy
Wyskok szaleństwa.
Królowa (podobnież). O, miej wzgląd na niego!

285 
Hamlet. Mów, do pioruna! Mów, cobyś uczynił?
Jesteśli gotów płakać, bić się, pościć?
Dać się rozedrzeć? rzekę wypić do dna?
Jeść krokodyle? I jam także gotów.
Przyszedłżeś tutaj jęczeć, w grób jej skakać
Dla urągania mi? Daj się z nią razem
Żywcem pogrzebać, i ja to uczynię;
A jeśli prawisz o górach, niech na nas
Runą miliony włók ziemi, aż z sapu
Powstały kopiec, stercząc w głąb’ eteru,
295 
 Ossę[66] w brodawkę zmieni. Jeśli umiesz
Szermować gębą, i ja to potrafię.
Królowa. Szał to, któremu chwilowo ulega;
Gdy go ominie, wraz jak gołębica,
Po wylężeniu swoich złotych piskląt,
300 
 Potulnie zwiesi głowę i zamilknie.
Hamlet. Powiedz mi Waćpan, co się to ma znaczyć,
Że się obchodzisz ze mną tak niegodnie?
Jam ci tak sprzyjał! Ale mniejsza o to:
Niech się Herkules światu sili starczyć,
305 
 Zawsze kot miauczéć będzie, a pies warczéć.
(Wychodzi).

Król. Horacy, proszę cię, miej go na oku.

(Horacy wychodzi).
(Do Laertesa).
Uzbrój cierpliwość tem, co ułożone
Pomiędzy nami; rzecz się sama składa. —
Gertrudo, każ tam komu nad nim czuwać. —
310 
 Grób ten mieć będzie wkrótce żywy pomnik,
A my spokojność; lecz nim to się stanie,
Cierpliwie nasze prowadźmy zadanie.
(Wszyscy wychodzą).


SCENA II.
Sala w zamku.
HAMLET i HORACY.

Hamlet. Dosyć już o tem; słuchaj teraz dalej.
Pamiętasz dobrze całą okoliczność?
Horacy. Pamiętam, Mości Książę.

Hamlet.W duszy mojej
Wrzał jakiś rodzaj walki, skutkiem której
Ani na chwilę nie zmrużyłem oka.
Zdawało mi się, żem był w położeniu
Gorszem niż więzień przykuty do galer.
Nagle, i niech się święci owa nagłość!
Trzeba ci bowiem wiedzieć, że nie wszystko
10 
Bywa po dyable, co czynimy nagle;
Że owszem czasem niezastanowienie
Lepiej nam służy, niż najumiejętniej
Skombinowane plany; co dowodzi,
Że jakieś dobre bóstwo kształt nadaje
15 
Naszym działaniom z gruba obciosanym.

Horacy. To pewna.

Hamlet.Nagle przywdziałem kapotę
I wyskoczywszy z kajuty, omackiem
Szukałem miejsca, gdzie spali; znalazłem
Wreszcie robaków, wyjąłem ich pakiet,
20 
I powróciłem z nim do mego kąta.
Strach tak dalece zrobił mię niepomnym
Na delikatność, żem rozpieczętował
Depeszę, w której odkryłem, — cóż na to
Powiesz, Horacy? — królewskie szelmostwo:
25 
Jawne wezwanie, mnóstwem różnych racyj
Naszpikowane, w imię dobra Danii
I Anglii dobra, z którem się istnienie
Takiego jak ja upiora nie zgadza,
Aby za odebraniem niniejszego,
30 
Bez ceremonii i bez zwłoki, nawet
Na wyostrzenie miecza nie czekając,
Głowa mi była zdjęta.

Horacy.Czy podobna?
Hamlet. Oto dokument: przejrz go w wolnej chwili.
A teraz, chceszli wiedzieć, com ja zrobił?
Horacy. Błagam cię, panie, powiedz.

35 
Hamlet.Tak wplątany
W hultajskie sidła, nie zdołałem jeszcze
Do mego mózgu z prologiem wystąpić,
Gdy on już zaczął swoją rolę. Siadłem
I napisałem inny list, jak tylko
40 
Mogłem najpiękniej. Dawniej, naśladując
Przykład uczonych naszych i statystów,
Za ujmę miałem sobie pięknie pisać,
I zadawałem sobie wielką pracę
Nad zapomnieniem tego kunsztu: teraz
45 
Wyświadczył mi on nadzwyczajnie ważną
Przysługę. Chceszli usłyszeć, co w sobie
Mój list zawierał?

Horacy.Pragnę, Mości Książę.

Hamlet. Oto zaklęcie jak najuroczystsze
50 
Ze strony króla: jeśli Anglia szczerze
Chce mu dać dowód hołdowniczej wiary;
Jeśli stosunki między nami mają
Kwitnąć jak palma; jeśli pokój stale
Ma nam zaplatać swą girlandę z kłosów,
I stać jak średnik między okresami
55 
Naszej przyjaźni; (takich szumnych jeśli
Było tam więcej), aby, w takim razie,
Angielski władca, wraz po odczytaniu
I rozpoznaniu treści tego pisma,
Nie namyślając się i ćwierć sekundy,
60 
Oddawców jego, bez spowiedzi nawet,
Ze świata sprzątnąć kazał.

Horacy.Jakżeś, Panie,
Zapieczętował to pismo?

Hamlet.Tu właśnie
Najwidoczniejszy był wpływ Opatrzności:
Miałem przy sobie sygnet mego ojca,
65 
Rznięty zupełnie tak, jak pieczęć Danii.
Złożywszy tedy list na wzór tamtego,
I opatrzywszy stemplem i adresem,
Niepostrzeżenie wsadziłem podrzutka
W miejsce prawego pomiotu. Nazajutrz
70 
Mieliśmy bitwę morską; wiesz już resztę.

Horacy. Tak więc Rozenkranc i Gildenstern poszli
Na śmierć niechybną.

Hamlet.Sami jej szukali:
Sumienie moje spokojne w tej mierze.
Własne ich wścibstwo wtrąciło ich w przepaść.
75 
Biada podrzędnym istotom, gdy wchodzą
Pomiędzy ostrza potężnych szermierzy.

Horacy. Cóż to za człowiek z tego króla!

Hamlet.Mamże
Jeszcze się wahać? On mi zabił ojca;
Zhańbił mi matkę; stawił się na pogrzeb
80 
Między elekcyą a prawami memi;
Na życie moje tak podstępnie godził.
Nie będzież to czyn najzupełniej zgodny
Z słusznością, dać mu odwet tem ramieniem?
I nie byłożby to krzyczącą rzeczą
85 
Pozwolić, aby się taki skir[67] dłużej
Wpośród nas szerzył?

Horacy.Wkrótce mu zapewne
Doniosą z Anglii o skutku poselstwa.

Hamlet. Zapewne: trzeba mi przeto się śpieszyć.
Życie człowieka zdmuchnąć jest to tyle,
90 
Co zliczyć jeden. Przykro mi jednakże,
Żem się zapomniał względem Laertesa;
W obrazie bowiem jego losu widzę
Wierne odbicie mojej własnej doli.
Cenię go bardzo: słysząc wszakże owe
95 
Przechwałki jego boleści, nie mogłem
Być panem siebie.
(Wchodzi Ozryk).

Ozryk. Stokroć szczęśliwa chwila, która nam
pozwoliła Waszą Mość ujrzeć znowu.

Hamlet. Pokornie dziękuję Waćpanu. (Na stronie do
100 
 Horacego).
Czy znasz tę muchę wodną?[68]

Horacy. Nie. Mości Książę.

Hamlet. Tem lepiej dla zbawienia duszy twojej, bo
znać go jest występkiem. Ma on pod dostatkiem ziemi
i żyznej. Niech bydlę jakie będzie panem między
105 
 bydlętami, wnet będzie miało swój żłób przy królewskim
stole. To istna sroka, ale, jak powiadam, hojnie
uposażona błotem.
Ozryk. Łaskawy Książę, jeżeli Wasza Książęca Mość
masz czas wolny, miałbym szczęście zakomunikować
110 
 mu ;coś z polecenia Jego Królewskiej Mości.

Hamlet. Z całem natężeniem ducha gotów jestem
to coś odebrać. Zrób Pan właściwy użytek ze swojej
czapki: czapka stworzona dla głowy.

Ozryk. Dziękuję Waszej Książęcej Mości: bardzo
115 
 dziś gorąco.

Hamlet. Gdzież tam! raczej bardzo zimno: wiatr
z północy.
Ozryk. Wistocie, Mości Książę, zimno jakoś.

Hamlet. Podobno jednak masz Waćpan słuszność:
120 
 parno jest i gorąco; tylko moje usposobienie...
Ozryk. Nadzwyczajnie, Mości Książę; tak jest parno,
parno, że wypowiedzieć tego nie umiem. Łaskawy Książę, Król
Jegomość kazał mi Waszej Książęcej Mości oznajmić,
że wielki na Waszą Książęcą Mość zakład stawił.
125 
 Rzecz się ma tak.

Hamlet. Nie zapominajże Waćpan, bardzo proszę.

(Pokazuje mu, aby włożył kapelusz).
Ozryk. Nie, Mości Książę; doprawdy, dla własnej
mojej wygody. Od niejakiego czasu jest tu na dworze
Laertes nieporównany młodzian, pełen najwytworniejszych
130 
 przymiotów, nadzwyczaj miły w towarzystwie i
dystyngowany w obejściu. Na honor, jestto, że użyję
poetycznego wyrażenia, istny inwentarz albo kalendarz
ukształcenia, bo znajdziesz w nim, Mości Książę, kwintesencyę
tego wszystkiego, co prawdziwie ukształcony człowiek
135 
 znaleźć pragnie.
Hamlet. Mości Panie, zalety jego nie cierpią
upośledzenia w ustach Waćpana; jakkolwiek wyliczenie ich
kategoryczne nabawiłoby arytmetykę pamięciową zawrotu
głowy i jeszczeby mogło rzecz oddać tylko ogólnie,
140 
 ze względu na wysoki stopień jego ogłady. Co do mnie,
sprowadzając pochwały do najprostszych wyrazów, mam
go za młodego człowieka wielkich nadziei; za zlewek
cnót tak rzadkich i szacownych, że, bez przesady
mówiąc, podobnem do niego jest zwierciadło, w którem
145 
się przegląda; kto zaś idzie w jego ślady, jest jego
cieniem, niczem więcej.

Ozryk. Opis Waszej Książęcej Mości ze wszech miar
trafny.

Hamlet. Do czegoż to zmierza, mój Panie? W
150 
 jakimże celu chuchamy na tę doskonałość naszym
ułomnym oddechem?

Hamlet. Jakto? Mości Książę?
Horacy. Trzeba mu to przełożyć na jego rodowity język.
Hamlet. Co znaczy wyjechanie na harc z tym panem?

155 
Ozryk. Wasza Książęca Mość mówi o Laertesie?

Horacy. Worek jego już próżny, wysypał całą
gotówkę dowcipu.
Hamlet. Nie inaczej, o Laertesie.
Ozryk. Widzę, że Książę Pan nie jesteś nieumiejętny.

160 
Hamlet. Cieszę się, że Pan to widzisz; lubo,
zaprawdę, niewiele mogę na tem zyskać. Cóż dalej?
Ozryk. Widzę, że Książę Pan nie jesteś nieumiejętny
w ocenieniu znakomitej wyższości Laertesa.
Hamlet. Nie mogę tego przyznać, nie porównawszy
165 
 się z nim poprzednio; znać bowiem drugich dokładnie
jest to znać samego siebie.

Ozryk. Mówię o jego wyższości we władaniu bronią,
powszechna bowiem opinia uważa go za nieporównanego
w tym kunszcie.

170 
Hamlet. W jakimże on rodzaju broni tak jest
mocny?

Ozryk. Na rapiery i puginały.
Hamlet. W dwóch aż rodzajach broni tak odrę-
bnych? Cóż dalej?

175 
Ozryk. Król Jegomość stawił w zakład sześć barba-
ryjskich koni; on zaś, ile wiem, sześć francuskich szpad
i puginałów, z należytemi do nich przyborami, jakoto:
pendentami, pasami i t. d. Z pomiędzy tych zaprzęgów,
trzy są wistocie bardzo ozdobne, odpowiednie garnitu-
180 
 rowi, nader misternie wyrobione i świeżego pomysłu.

Hamlet. Co Pan nazywasz zaprzęgami?
Horacy. Będziesz się Książę musiał unosić jeszcze
nad kutasami, nim się dowiesz końca.
Ozryk. Zaprzęgi, Mości Książę, to pendenty.

185 
Hamlet. Wyrażenie to byłoby bardziej z rzeczą
spokrewnione, gdybyśmy armaty mogli nosić u boku:
tymczasem jednak przyjmijmy je za pendenty. Tak więc
sześć barbaryjskich koni z jednej strony, a z drugiej,
sześć francuskich rożnów, z ich przyborami i trzy świe-
190 
 żego pomysłu zaprzęgi. To prawdziwie francuski zakład
przeciw duńskiemu. O cóż on stawiony?
Ozryk. Król Jegomość założył się, że w spotkaniu
z Waszą Książęcą Mością w dwunastu pchnięciach z o-
bojej strony, Laertes pokonany będzie, dawszy trzy fory[69].
195 
 Szansa więc Jego do szansy Laertesa ma się jak dwana-
ście do dziewięciu; i zarazby się to rozstrzygnęło, gdy-
byś Książę Pan raczył przychylnie odpowiedzieć.

Hamlet. A gdybym odpowiedział: nie?

Ozryk. Chciałem powiedzieć, gdybyś Książę Pan ra-
200 
 czył osobą swoją odpowiedzieć temu zadaniu.
Hamlet. Będę się tu przechadzał w tej sali: jest-
to czas, w którym używam wytchnienia. Jeżeli ten pan
ma ochotę i Królowi Jegomości to dogadza, mogę im
służyć zaraz. Niech przyniosą florety. Rozegram ten za-
205 
 kład na rzecz króla; jeżeli zaś mi się nie powiedzie,
zyskam tylko na własny mój rachunek trochę konfuzyi
i kontuzyi[70].

Ozryk. Mamże to odnieść w tym sposobie?

Hamlet. W tym duchu; z przyozdobieniami, jakie
210 
 się Panu stosownemi wydadzą.

Ozryk. Polecam Waszej Książęcej Mości moje u-
sługi.

(Wychodzi).

Hamlet. Uniżony, uniżony. Dobrze czyni, że się sam
poleca; żaden ludzki język nie uczyniłby tego.

215 
Horacy. Ta czajka lata[71] z skorupą od jaja na głowie.
Hamlet. On komplementa stroił już do cycka, nim
go ssać zaczął. Jestto jedna z baniek tego wietrznego świa-
ta, wydęta tchnieniem mody i przybrana w konwencyonal-
ną szatę; rodzaj szumowiny różnorodnych pierwiastków,
220 
 łudzącej oczy zarówno najciemniejszej jak najświatlej-
szej opinii; ale dmuchnij tylko, natychmiast pryśnie bąbel.
(Jeden z Dworzan wchodzi).
Dworzanin. Mości Książę, Jego Królewska Mość
przesłał Waszej Wysokości pozdrowienie przez Ozryka,
który wróciwszy oznajmił mu, że Książę czekasz na nie-
225 
 go w tej sali. Przysyła on mnie teraz z zapytaniem, czy
Wasza Książęca Mość trwasz w chęci fechtowania się
z Laertesem, czyli też żądasz zwłoki.
Hamlet. Stały jestem w mych postanowieniach, a te
są zgodne z życzeniami króla. Jestli on gotów, moja
230 
 gotowość nie zostanie w tyle, tak teraz jak kiedykolwiek,
przypuszczając, że zawsze będę do tego równie sposobny
jak teraz.

Dworzanin. Król i królowa i wszyscy inni nadejdą
tu niebawem.

235 
Hamlet. I owszem.

Dworzanin. Królowa życzy sobie, abyś Książę prze-
mówił kilka uprzejmych słów do Laertesa, nim się z nim
spotkasz.
Hamlet. Korzystać będę z jej upomnienia.

(Dworzanin wychodzi).
240 
Horacy. Przegrasz ten zakład, Książę.

Hamlet. Nie sądzę; od czasu jego wyjazdu do
Francyi, nie przestawałem się ćwiczyć: wygram przy
korzystnych warunkach. Nie uwierzysz jednak, jak mi
coś ciężko na sercu; ale to nic.

245 
Horacy. Drogi Książę.

Hamlet. To dzieciństwo: jakiś rodzaj przeczucia, któ-
reby mogło zastraszyć kobietę.

Horacy. Jeżeli dusza twoja, Panie, czuje wstręt ja-
kowy, bądź jej posłuszny. Pójdę ich wstrzymać od przy-
250 
 bycia tu; powiem, że się Książę nie czujesz usposobio-
nym.
Hamlet. Daj pokój; drwię z wróżb. Lichy nawet wró-
bel nie padnie bez szczególnego dopuszczenia Opatrzno-
ści. Jeżeli się to stanie teraz, nie stanie się później;
255 
 jeżeli się później nie stanie, stanie się teraz; jeżeli nie
teraz, to musi się stać później: wszystko na tem, żeby
być w pogotowiu. Ponieważ nikt nie wie, co ma utracić,
cóż szkodzi, że to coś wcześniej utraci?
(Król, Królowa, Laertes, Ozryk, Dworzanie, Słudzy z floretami i inne osoby wchodzą na scenę).

Król. Synu Hamlecie, weź tę dłoń z rąk moich.

(Łączy rękę Laertesa z ręką Hamleta)
260 
Hamlet. Przebacz mi Waćpan, krzywdę-m ci wyrządził;
Lecz przebacz jako honorowy człowiek.
Wszyscy tu wiedzą i pan sam wiesz pewnie,
Jak ciężka trapi mię niemoc umysłu.
Oświadczam przeto, iż to, com uczynił,
265 
 W grubiański sposób ubliżającego
Twojemu sercu, czci twej lub stopniowi,
Nie było niczem innem jak szaleństwem.
Czyliż to Hamlet skrzywdził Laertesa?
Nie: Hamlet bowiem nie był samym sobą.
270 
 Skoro więc Hamlet nie sam był krzywdzącym,
Więc Hamlet temu nic nie winien; Hamlet
Zaprzecza temu. Któż więc temu winien?
Jego szaleństwo. W takim razie Hamlet
Sam raczej także został pokrzywdzony:
275 
 Szaleństwo jego było jego wrogiem.
Oby to moje wyparcie się jawne
Wszelkiej złej względem Waćpana intencyi,
Mogło mię w jego szlachetnym uznaniu
Tak uniewinnić, jak gdybym był na wiatr
280 
 Wypuścił strzałę, która po za domem
Trafiła brata mojego.
Laertes.Dość na tem
Mojemu sercu, któreby mię było
W tym razie głównie skłaniało do zemsty:
Wszakże stosując się do praw honoru,
285 
 Muszę się zdala mieć od pojednania,
Dopóki starsi mężowie, uznanej
W rzeczach honoru powagi,
Nie upoważnią mię do tego kroku,
I nie wyrzekną, że sławy mej żadna
290 
 Nie kazi plama. Tymczasem atoli
Przyjmuję, Panie, ofiarę twych uczuć
Jako prawdziwą i uwłaczać onej
Nie myślę.
Hamlet. Z serca dziękuję Waćpanu,
Swobodnie mogę teraz ten braterski
295 
 Zakład rozegrać. Podajcie mi floret.

Laertes. Podajcie i mnie także.
Hamlet.Laertesie,
Biegłość twa wobec mojego fuszerstwa,
Jak gwiazda błyszczeć będzie wpośród nocy.
Laertes. Żartujesz ze mnie, Książę.
Hamlet.Nie, na honor.

300 
Król. Ozryk, podaj florety. Hamlecie,
Znasz już warunki zakładu?

Hamlet.Znam, Panie.
Wasza Królewska Mość zawarowałeś
For słabszej stronie.

Król.Nie skutkiem obawy:
Widziałem dawniej was obu. Laertes
305 
 Postąpił odtąd, dlatego for daje.

Laertes. Ten jest za ciężki dla mnie, dajcie inny.
Hamlet. Ten mi do ręki. Są-li to florety
Równej długości?
Ozryk.Równej, Mości Książę.

Król. Postawcie kubki z winem tu na stole.
310 
 Gdy Hamlet zada pierwszy cios lub drugi,
Lub gdy zwycięsko odparuje trzeci,
Niech wtedy działa zagrzmią z wszystkich wałów;
Król spełni toast za zdrowie Hamleta
I w puhar jego wrzuci perłę, droższą
315 
 Niż te, co czterech z rzędu duńskich królów
Dyadem zdobiły. Przynieście puhary.
Niech trąby kotłom, a kotły armatom,
Armaty niebu, a niebiosa ziemi
Oznajmią grzmiącem echem, że król pije
320 
 Na cześć Hamleta. Zacznijcie teraz;
A wy, sędziowie, baczcie pilnym okiem.

Hamlet. Dalej więc!
Laertes.Jestem w pogotowiu, Panie.

(Składają się).

Hamlet. To raz.
Laertes.Nie.
Hamlet.Niechaj sędziowie rozstrzygną.
Ozryk. Dotknięcie było jawne.
Laertes.Dobrze; dalej!

325 
Król. Stójcie! Hej wina! Ta perła do ciebie
Należy, synu; piję za twe zdrowie.
Oddajcie puhar księciu.
(Odgłos trąb i huk dział).

Hamlet.Poczekajcie
Niech się załatwię pierwej z drugiem pchnięciem.
Dalej!

(Składają się).

To drugi raz: cóż Waćpan na to?

330 
Laertes. Dotknąłeś, Mości Książę: nie zaprzeczam.

Król. Nasz syn wygrywa.
Królowa.On tłustej kompleksyi
I tchu krótkiego. Hamlecie, masz chustkę,
Obetrzyj sobie czoło; matka pije
Za powodzenie twoje.
Hamlet.Dobra matko.
Król. Gertrudo, nie pij.

335 
Królowa.Czemu? wybacz, Panie.

Król. (na stronie). Zatruty był ten kielich, już zapóźno.
Hamlet. Nie mogę teraz pić, Pani; za chwilę.
Królowa. Czekaj, obetrę ci twarz.
Laertes. (do króla).Teraz, Panie,
Ja go ugodzę.
Król.Powątpiewam o tem.

340 
Laertes. (na stronie). Ależ zrobię to wbrew swemu sumieniu.

Hamlet. No, Laertesie: żarty ze mnie stroisz.
Proszę cię, natrzyj z całą gwałtownością,
Bo mógłbym myśleć, że mię masz za fryca.
Laertes. Sam tego żądasz, Książę; dobrze zatem.

(Składają się).

Ozryk. Chybione z obu stron.

345 
Laertes.Pilnuj się teraz.
(Laertes rani Hamleta; poczem w zapale przemieniają rapiry [72] i Hamlet rani Laertesa).

Król. Hola, rozdzielcie ich, zbyt się zażarli.
Hamlet. Nie: jeszcze, jeszcze.

(Królowa pada).

Ozryk.Patrzcie, co się dzieje
Z Królową.
Horacy. Z obu krew ciecze: O! Panie,
Tyś ranny.
Ozryk. Jestżeś ranny, Laertesie?

350 
Laertes. Jak bekas w własne złowiłem się sidło;
Słusznie ofiarą padam własnej zdrady.

Hamlet. Cóż to królowej?
Król.Omdlała z przestrachu,
Widząc cię rannym.
Królowa.Nie, nie, ten to napój,
Ten napój, drogi Hamlecie! ten napój;
Jestem otrutą.

(Umiera).
355 
Hamlet. O, podłości! Hola!
Pozamykajcie drzwi! szukajcie zdrajcy!
(Laertes pada).
Laertes. Oto tu leży. Zgubionyś, Hamlecie.
Nie uratują-ć żadne leki świata;
I pół godziny życia niema w tobie.
360 
 Narzędzie zdrady sam trzymasz w swej ręce
Nieprzytępione i zatrute. Wpadłem
W ten sam dół, który-m wykopał pod tobą.
Już nie powstanę; królowa otruta;
Nie mogę dłużej mówić; Król, król winien.
365 
Hamlet. Więc i to ostrze zatrute? Trucizno,
Dokończ swojego dzieła.
(Przebija Króla).
370 
Ozryk i inni.Zdrada! zdrada!

Król. Ratujcie! to nic, nic, draśnięty-m tylko.
Hamlet. Wszeteczny, zbójczy, przeklęty Duńczyku,
Wysącz ten kielich. A co? jest w nim perła?
Idź w ślad za moją matką.

(Król umiera).
Laertes.Sprawiedliwą
375 
 Śmierć poniósł; on to sam jad ten przyrządzał.
Przebaczmy sobie wzajem, cny Hamlecie;
Niech duszy twojej nie cięży śmierć moja
I mego ojca, ani twoja mojej!
(Umiera).
Hamlet. Niechaj ci nieba jej nie pamiętają!
380 
 Za tobą zaraz pójdę. O, Horacy!
Umieram. — Żegnam cię, matko nieszczęsna!
Wam, co stoicie tu bladzi i drżący,
Mógłbym ja, gdybym miał czas, wiele rzeczy
Powiedzieć; ale śmierć, ten srogi kapral,
385 
 Stoi nademną. Umieram, Horacy;
Ty pozostajesz. Wytłómacz mą sprawę
Tym, co jej zblizka nie znają.

Horacy.Nic z tego.
Więcej mam w sobie krwi rzymskiej niż duńskiej.
Jeszcze tam trochę jest wina!

Hamlet.Człowieku,
390 
 Jeśli masz serce, oddaj mi ten kielich! —
Oddaj, na Boga! Jak upośledzone
Imię-by po mnie pozostało, gdyby
Ta tajemnica nie miała wyjść na jaw.
O, mój Horacy! jeśli kiedykolwiek
395 
 W poczciwem sercu twojem miałem miejsce,
Wyrzecz się jeszcze na chwilę zbawienia,
I ponieś trudy oddychania dłużej
W zepsutej atmosferze tego świata
Dla objaśnienia moich dziejów. —
(Marsz w odległości i wystrzały).
Cóż to
Za zgiełk wojenny?
400 
Ozryk.To młody Fortynbras,
Wracając z polskiej wojny, daje salwy
Angielskim posłom.
Hamlet.Żegnam cię, Horacy;
Potęga jadu mroczy zmysły moje.
Angielskich posłów już się nie doczekam!
405 
 Lecz przepowiadam ci, że wybór padnie
Na Fortynbrasa. Za nim konający
Głos daję: powiedz mu to i wyjaśnij,
Co poprzedziło. Reszta jest milczeniem.
(Umiera).
Horacy. Pękło cne serce. — Dobranoc, mój Książę!
410 
 Niechaj ci do snu nucą chóry niebian!
(Marsz za sceną).

Po co ten odgłos aż tu?

(Fortynbras i angielscy Posłowie z orszakiem swoim wchodzą).

Fortynbras.Niech zobaczę
Na własne oczy. —
Horacy.Cóż to chcecie widzieć?
Czy chcecie ujrzeć coś nadzwyczajnego,
Lub żałosnego nad wszelkie wyrazy:
Przestańcie szukać dalej.

415 
Fortynbras.Czy zniszczenie
Tron tu obrało sobie? — Dumna śmierci,
W twem ciemnem królestwie, jakież dziś święto,
Żeś tak morderczo, za jednym zamachem,
Tyle książęcych głów ścięła!
Pierwszy Poseł.Ten widok
420 
 Zbyt jest okropny. Spóźniony nasz przyjazd:
Głuche są uszy tego, który miał nam
Dać posłuchanie, aby się dowiedzieć,
Że zadość stało się jego żądaniu
I że Rozenkranc wespół z Gildensternem
425 
 Straceni; któż nam podziękuje za to?
Horacy. Nie on zapewne, chociażby ku temu
Miał odpowiednie warunki żywota;
Nigdy on bowiem ich śmierci nie pragnął.
Lecz skoro, po tych fatalnych wypadkach,
430 
 Wy z polskiej wojny a wy z granic Anglii
Tak bezpośrednio przybywacie, każcież,
Aby te zwłoki wysoko na marach
Na widok były wystawione; mnie zaś
Pozwólcie wszem tu wobec i każdemu
435 
 Nieświadomemu prawdy opowiedzieć,
Jak się to stało. Przyjdzie wam usłyszeć
O czynach krwawych, wszetecznych, wyrodnych,
O chłostach trafu, przypadkowych mordach,
O śmierciach skutkiem zdrady lub przemocy,
440 
 O mężobójczych planach, które spadły
Na wynalazcy głowę. O tem wszystkiem,
Ja wam dać mogę wieść dokładną.
Fortynbras.Pilno
Nam to usłyszeć. Niechaj się w tym celu
Niezwłocznie zbierze czoło waszych mężów.
445 
 Co się mnie tyczy, z boleścią przyjmuję,
Co mi przyjazny los zdarza; mam bowiem
Do tego kraju z dawien dawna prawa,
Które obecnie muszę poprzeć.
Horacy.O tem
Będę miał także coś do powiedzenia,
450 
 Zgodnie z życzeniem tego, co już nigdy
Nie wyda głosu; ale pierwej muszę
Wypełnić tamto, aby obłęd ludzki
Więcej tymczasem klęsk i niefortunnych
Przygód nie zrządził.
Fortynbras.Niech czterech dowódców
455 
 Złoży Hamleta, jako bohatera,
Na wywyższeniu; niewątpliwie bowiem
Wielkim-by wzorem królów się okazał,
Dożywszy berła; a gdy orszak, ciało
Jego niosący, postępować będzie,
460 
 Niechaj muzyka i salwy rozgłośnie,
Czem był, zaświadczą. Wynieście te zwłoki. —
Widok to zgodny z okolicą wojny
Ale w tem miejscu bardzo nieprzystojny. —
Marsz! Każcie dać ognia z dział.
(Marsz pogrzebowy).
(Wychodzą unosząc zwłoki; poczem huk dział słyszeć się daje).



Przypisy

  1. lennicy — rycerze, uznający władzę jakiego pana (suzerena) za udzieloną im ziemię.
  2. „Horacy, przemów do niego boś uczony“. — Ponieważ umiał po łacinie, a zaklęcia czyli egzorcyzmy, których, przemawiając do duchów, jedynie można było użyć skutecznie, ułożone były przez księży w tym języku.
  3. marsowymi kroki = wojskowymi.
  4. klauzula = dodatkowy warunek.
  5. „państwa Neptuna“ — morze, ocean.
  6. „jestem wystawiony bardzo na słońce“ (I am too much i’ the sun), prawdopodobnie alluzya do blasku królewskiego, wśród którego Hamlet żyje, chociaż ponura jego dusza wolałaby więcej samotności.
  7. Z temi pełnemi goryczy słowami Hamleta, które spotęgują się jeszcze w dalszym ciągu, warto zestawić przemowę księcia Wincencya w komedyi Szekspira: „Miarkę za miarkę“ (akt III, scena I, w przekładzie Jana Kasprowicza):

    .... Z życiem tak rozumuj:
    Jeśli cię stracę, stracę rzecz, do której
    Tylko się głupiec przywiązuje. Jesteś
    Tchnieniem, podległem wszelkim wpływom nieba,
    Zagrażającem co chwila domowi,
    Gdzieś zamieszkało; błaznem śmierci jesteś;
    Wciąż się mozolisz, aby uciec przed nią,
    A k’ niej wciąż lecisz. Nie jesteś szlachetnem,
    Albowiem wszystka rozkosz, ktorą pijesz,
    Z pospolitości pochodzi. I mężnem
    Nie jesteś również, drżysz bowiem przed wiotkiem

    Żądłem marnego robaka. Najlepszym
    Spoczynkiem twoim — sen, którego często
    Wzywasz, a strasznie śmierci się obawiasz,
    Która jest tylko snem. Nie jesteś sobą,
    Albowiem żyjesz dzięki ziarn tysiącom,
    Powstałym z prochu. Nie jesteś szczęśliwem,
    Bo czego nie masz, wciąż do tego dążysz,
    A zapominasz o tem, co posiadasz.
    Nie jesteś stałem, bo natura twoja
    Zmienia się według księżyca. Ubogieś,
    Choć masz bogactwa, bo jako ten osioł,
    Co grzbiet ugina pod złotem, dzień tylko
    Dźwigasz skarb ciężki, aż go śmierć ci zdejmie.
    Nie masz przyjaciół; twe własne wnętrzności.
    Które cię ojcem swym zowią, ten czysty
    Wytwór twych lędźwi, złorzeczą wysypkom,
    Reumatyzmom i gośćcom, że nie chcą
    Prędkiego zadać ci końca. Młodości,
    Ni podeszłego nie posiadasz wieku —
    Popołudniowej jest to rodzaj drzemki,
    Gdzie śnisz o jednem i drugiem; twa cała
    Kwitnąca młodość, jak wiekowy nędzarz,
    Żebrze jałmużny u zwiędłej starości;
    A kiedyś stary i bogaty, wówczas
    Brak ci już żądzy, ognia, członków, wdzięku,
    Aby używać swych bogactw. I cóż w tem
    Godne nazywać się życiem? W tem życiu
    Smierci ukrywa się tysiąc, a jednak
    Drżymy przed śmiercią, co w końcu te wszystkie
    Godzi sprzeczności...

  8. Hiperyon — jedna z nazw boga słońca u Greków; Satyr — bożek leśny, z krzywemi nogami, obrośniętemi włosem, symbol lubieżności starczej.
  9. Niobe po zabiciu synów i córek przez Apollina i Dyanę, skamieniała z boleści, lecz łzy i wtedy jeszcze z oczu jej się sączyły.
  10. „Gdy przed księżycem wdzięki swe odsłania“ — Odnosi się to do istniejącego w czasach Szekspira zwyczaju, który damom nakazywał zasłaniać twarz maską, kiedy wychodziły z domu.
  11. „przydomek (swinish) hańbi nazwisko nasze“. Duńczycy wistocie sławni byli z opilstwa tak, że to weszło było nawet w przysłowie. Gdy jednego wracającego Francuza z Danii zapytano, co tam widział: Rien de singulier, sinon: qu’on y chante tous le jours: le Roi boit. („Nic szczególnego, chyba to, że codzień tam śpiewają: Król pije!“)
  12. widzielim (forma ludowa) = widzieliśmy.
  13. lew nemejski słynny w mitologii greckiej z nadzwyczajnej siły; zabił go Herkules.
  14. „jest coś butwiejącego w państwie duńskiem“. Wiersz ten, bardzo często powtarzany w wielu książkach i rozmowach, brzmi w oryginale: Something is rotten in the state of Denmark.
  15. „brzegami Lety“ — rzeki zapomnienia, płynącej w podziemiu zmarłych wedle wyobrażeń greckich.
  16. „muszę to sobie zapisać“. Zwyczajem było, za Szekspira, nosić przy sobie pugilares dla zapisywania bądź w kościele, bądź w teatrze odznaczających się lub bardziej się podobających ustępów. Już w tem miejscu okazuje się Hamlet raczej refleksyjnym niż pochopnym do czynu.
  17. „niema na całą Danię nikczemnika“... prawdopodobnie miał Hamlet dopowiedzieć: „większego niż mój stryj“; ale się pomiarkował, że wyda tajemnicę, i zakończył ogólnikiem, powtarzającym tylko innemi słowy, co już w pierwszem zdaniu zaznaczył wyrazem: „nikczemnik“.
  18. hic et ubique = tu i wszędzie.
  19. „więcej jest rzeczy“ itd. Ten dwuwiersz sławny brzmi w oryginale: There are more thing in heaven and earth, Horatio, Than are dreamt of in your philosophy.
  20. „Świat wyszedł z formy“ itd. W oryginale: The time is out of joint: o cursed spite, That ever I was born to set it right, co znaczy dosłownie: „Czas (tj. świat współczesny) wyszedł ze stawu (tj. jest wykolejony, wywichnięty); o przeklęta złości losu (o przeklęta męczarnio), żem się właśnie urodził, aby go nastawiać (naprostować)“.
  21. „chyby“ = wady.
  22. Hamlet nie kończy zdania; domyślić się można, iż chciał powiedzieć o Ofelii, że i ona łatwo zepsuciu uledz może.
  23. „nic nie jest złem ani dobrem samo przez się“; w oryginale: there is nothing either good or bad, but thinking makes it so; zaznaczono tu różnice w ocenie tego, co ktoś dla siebie za złe lub dobre, za korzystne lub niekorzystne uważa.
  24. „innowacye“. To jest, powstanie i wejście w modę tak zwanych dziecinnych teatrów, w których żaki dawały przedstawienia.
  25. „bojąc się piór gęsich“. Mowa tu jest o teatralnych trupach, złożonych z dzieci, które sobie królowa Elżbieta utrzymywała, nie chcąc uczęszczać na teatry publiczne. Trup takich było pięć, to jest: dzieci św. Pawła, Westminsteru, Kaplicy, Windsoru, wreszcie tak zwanych dzieci uciech (the children of the revels). Co do piór gęsich, poeta rozumie tu pióra tych autorów, którzy trzymali stronę teatrów dziecinnych i dla nich pisali.
  26. „kapitulować przed Pigmejczykami“. Pod godłem Herkulesa był publiczny teatr Globus, na którym był napis: Totus mundus agit Histrionem (Cały świat gra rolę). Pigmiejczykami nazywano u Greków jakiś bajeczny lud karłów, co wiódł wojnę z żórawiami.
  27. „odróżnić jastrzębia od czapli“. To znaczy: szalony jestem tylko wtedy, kiedy gwałtowny wicher mnie owionie, to jest, kiedy gwałtownego doznam wstrząśnienia; ale przy lekkim wietrze południowym, to jest wśród tak błahych intryg jak wasze, umiem odróżnić jastrzębia od czapli (przysłowie sokolnicze).
  28. Roscyusz — najsławniejszy aktor rzymski z I wieku przed Chrystusem.
  29. Seneka (tragedyopisarz rzymski) i Plaut (komedyopisarz rzymski) byli w różnych przekładach znani w Anglii za czasów Szekspira. Dziesięć tragedyj pierwszego wydał już w r. 1581 Tom Newton w angielskim przekładzie. Menechmy Plauta, z których Szekspir powziął myśl do swojej Komedyi omyłek (Comedy of errors) wyszły w r. 1594 w przekładzie Wamera.
  30. „O Jefte“. Jestto urywek ze starej ballady, znajdującej się w zbiorze Percy’ego (Reliques of ancient English poetry). Jefte za odniesione zwycięstwo ofiarował Jehowie pierwszą rzecz lub osobę, jaką spotka wracając do domu — i spotkał własną swą córkę. Autor szkocki Buchanan osnuł na tem podaniu tragedyę, którą u nas przełożył Józef Zawicki i wydał r. 1587.
  31. „na wysokość korka“. Używanie korków u trzewików przeszło do Anglii z Wenecyi, gdzie znakomite damy zwykły je były nosić: tam się zaś dostała ta moda ze Wschodu, wynaleziona prawdopodobnie dlatego, aby kobietom utrudnić chodzenie, a więc i możność przeniewierzania się.
  32. „kawior“. Kawior, który, jak się zdaje, także Wenecyanie z morza Czarnego do zachodnich krajów Europy sprowadzali, był za czasów Szekspira przysmaczkiem znakomitszych Anglików: lud wszakże miał do niego odrazę; lekarze zaś twierdzili nawet, że jest zdrowiu szkodliwy.
  33. Eneasz, syn Anchizesa, uszedłszy z płonącej Troi, wskutek rozbicia się okrętu zapłynął na brzegi Afryki, przyjęty przez królową Dydonę, założycielkę Kartaginy, opowiada jej losy swoje i towarzyszy. Pryam — król Troi (Ilium, Ilion). Pirrus — syn Achillesa, był jednym z tych Greków, co we wnętrzu drewnianego konia dostali się do Troi i rozniecili w niej straszny pożar. — Zwierz hirkański = tygrys.
  34. Cyklopi — olbrzymi o jednem oku, pracujący w kuźni Wulkana (Hefajstosa).
  35. Hekuba — żona Pryama.
  36. „I współjęk z piersi bogów“. Aug. Wilh. Schlegel w swoich odczytach dramatycznych mówi o tym całym ustępie: „Jako przykład z pomiędzy wielu źle zrozumianych subtelności Szekspira, przytaczam styl, jakim recytowany przez aktora ustęp o Hekubie jest napisany. Komentatorowie niemało się o to naspierali, czy Szekspir sam go pisał, czy też wziął go skądinąd i czy sztukę, z której ten ustęp miał być wyjęty, chwalił na seryo, czyteż tylko chciał wyszydzić tragiczną przesadę niektórych swoich współczesnych. Nie baczyli na to, że ten ustęp nie sam przez się, ale na miejscu, gdzie jest, powinien być oceniany. Co w samymże dramacie, jako wtrącony dramatyczny ustęp figurować miało, to do prawdziwej poezyi, rozlanej w całym dramacie, powinno było być postawione w takim stosunku, w jakim są teatralne deski do natury. Dlatego też Szekspir owo opowiadanie aktora w Hamlecie oddał wierszem sentencyonalnym, pełnym antytez. Ten wszakże ton uroczysty i odmierzony nie odpowiadał mowie Hekuby, mającej silne sprawić wrażenie; nie pozostało więc poecie nic innego, jak to, co uczynił, to jest przeładować ją patetycznością. Jakoż w ogólności panuje w tej mowie górność fałszywa, ale zmieszana z prawdziwą wzniosłością tak, że aktor przyzwyczajony do sztucznego wywoływania w sobie tych wzruszeń, które ma objawiać, rzeczywiście może być nią poruszony. Zresztą niepodobna myśleć, aby Szekspir tak mało się był znał na sztuce, iżby był nie widział, że tragedya, w której Eneasz Dydonie tak szeroko i długo w epiczny sposób opowiada coś tak odwiecznego, jak zburzenie Troi, niema w sobie ani dramatycznych, ani teatralnych warunków“.
  37. „I toć to czyni tak długowieczną niedolę“ i t. d. Podobne myśli wypowiada Szekspir w swoich Sonetach; oto dla porównania jeden z nich urywek (w przekładzie J. I. Kraszewskiego):

    Dość życia! znękan wołam śmierci i pokoju!
    Dość patrzeć na zasługę, co się z nędzą zrosła.
    Na ubóstwo zgłodniałe we błazeńskim stroju.
    Na ufność, którą krzywa przysięga uniosła,
    Na cześć złota, sromotnie chybiającą celu,
    Cnotę dziewiczą daną w łup zwierzęcej chuci,
    Prawe czyny wzgardzone wśród bezprawi wielu,
    Siły, które w nic przemoc kulawa obróci,
    Sztukę, której niewola kaganiec nakłada,
    Głupotę, co się w togę i biret przystraja...

  38. „Obawa tego obcego nam kraju“ i t. d. Dobitniej tę obawę wyraził Szekspir w przemowie Klaudya w komedyi „Miarka za miarkę“ (akt III. sc. I, przekład J. Kasprowicza):

    ... Ale umrzeć, pójść nie wiedzieć dokąd,
    W zimnem zamknięciu leżeć, gnić, ten czuły,
    Gorący życia ruch przemienić w marną
    Garsteczkę gliny, gdy duch, wyrwan z ciała,
    Albo się kąpie w płomienistych falach,
    Lub w przenikliwych mieszka okolicach
    Wiecznego lodu; być tak uwięzionym
    Śród niewidzialnych wiatrów, z gwałtownością
    Niepowstrzymaną wirować naokół
    Wiszącej ziemi; lub być czemś nędzniejszem
    Od najnędzniejszych bytów, które wyjąc

    Wyobrażają sobie niekiełznane.
    Niepewne myśli — ach! to zbyt okropne!
    Choćby najcięższe życie na tym świecie,
    Które wiek, nędza, kaźń narzucić mogą
    Ludzkiej naturze, to raj wobec tego,
    Czem nas przeraża śmierć...

  39. jednego wyjąwszy“ tj. Króla, ojczyma Hamleta.
  40. Przed 11. stuleciem Anglia niejednokrotnie zależną była od Duńczyków i płaciła im haracz (tribute).
  41. Termagant — osobistość fantastyczna, występująca w starych sztukach angielskich; uosabia ona charakter bardzo gwałtowny, u Włochów zwała się trivigante, u Francuzów tervagant.
  42. „żyję jak kameleon powietrzem“. — Kameleon, zmieniający wciąż barwy, według wyobrażenia starożytnych, przechowanego przez bardzo długie wieki, karmił się tylko powietrzem.
  43. W r. 1582 grano w Oksfordzie tragedyę po łacinie napisaną o śmierci Juliusza Cezara, którego zabił Brutus w r. 34 przed Chrystusem. Kapitol — twierdza w Rzymie; odbywały się tam narady senatu.
  44. Hamlet kładzie się u nóg Ofelii. Należało niegdyś do dobrego tonu i galanteryi, żeby rycerz, w czasie widowisk, leżał u nóg swojej damy, opierając o nie głowę. Ograniczało się to wszakże tylko do prywatnych teatrów.
  45. „ja przywdzieję sobole“ — prawdopodobnie dla okazałości (na przekór żałobie), bo sobole były bardzo drogie, dawano za nie czasami tysiąc dukatów; w XVI. wieku nie wolno ich było nosić osobom, nie mającym przynajmniej tytułu hrabiego (earl).
  46. „Konik zdechł“. Wspomniany tu konik (hobby-horse) stanowił jedną z najulubieńszych uciech angielskiego ludu w uroczystość majową (morrisdances). Był to koń, mający głowę i tułów wyrobione z tektury, ze zwieszoną dookoła zasłoną aż do ziemi, która wystającemu po pas, przez grzbiet wydrążony, człowiekowi zakrywała nogi tak, że tenże wyglądał zupełnie jak jeździec siedzący na koniu i na nim harcujący. Żarliwość Purytanów, którym w ogólności zabawy majowe zdawały się zgorszeniem, wygnała i tego konika, jako igraszkę zdrożną i bezbżną. Do tego się odnosi to, co Hamlet mieni nagrobkiem konika, a co Teobald nazywa satyrą, czyli komiczną balladą. Zbytecznem tu jest wskazywać podobieństwo angielskiego konika do naszego konika zwierzynieckiego, który w oktawę Bożego Ciała tak wielką gra rolę w zabawach ludu krakowskiego. Każdy z czytelników będzie tem odrazu uderzony. Józef Paszkowski uczynił przypuszczenie, że tak w Anglii, gdzie tyle obyczajów i zwyczajów nanieśli Wenecyanie, jak u nas, którzyśmy z dawien dawna mieli ciągłe z Rzymem stosunki, wzór do owego konika był naleciałością z Włoch. Tam a mianowicie w Rzymie i Wenecyi, był on, w czasie karnawału, jedną z postaci masek charakterystycznych, jak tego próbę widziano i na naszej scenie w balecie Karnawał Wenecki. U nas postać ta zrosła się z obchodem pamiątki narodowej i przybrała się w turban Tatara; w Anglii zespoliła się z obchodem uroczystości majowej, i przybrała się w kwiaty.
  47. Feb, Febus = Apollo, bóg słońca. Tellus = Ziemia. Neptun = bóg morza. Amor = bożek miłości. Hymen = bożek ślubów małżeńskich.
  48. „Chór“ w tragedyach za czasów Szekspirowskich oznaczał aktora, występującego na początku sztuki, lub w międzyaktach i opowiadającego te części wątku, których na scenie nie przedstawiano. Taki Chór znajduje np. w „Romeu i Julii“ Szekspira.
  49. Hekate — opiekunka czarów; utożsamiono ją z Dyaną;
  50. prowensalskie róże u dziurawych trzewików, las piór na głowie — to zwykłe przybory aktorów z czasów królowej Elżbiety.
  51. „na tych dziesięciu oszustów i złodziei!“ (by these piskers and stealers) — trzeba się domyślić, że Hamlet przysięga na swe dziesięć palców i przypomina przykazanie, żeby nie oszukiwały i nie kradły.
  52. „gdy trawa rośnie“ — trzeba dopełnić: „lichy koń zdechnie z głodu“ (while grass doth grow, the sitly horse starwes).
  53. „Hamlet zadaje pchnięcie przez obicie“. Obicia niegdyś nie były do ścian przylepiane, tak jak teraz, ale dla zabezpieczenia od wilgoci, umieszczane w oddzielnych ramach w pewnej od ścian odległości. Miejsce więc pozostające wolne mogło służyć do ukrycia się.
  54. „Spójrz, pani, na ten portret“ i t. d. Pierwszy jakby zarys tego straszliwego przeciwstawienia znajdujemy w dramacie Szekspira „Ryszard III“ (akt I, scena 2), kiedy Gloucester (późniejszy król Ryszard III) sam zestawia się z Edwardem, zamordowanym przez siebie mężem lady Anny, którą potrafił do swoich nagiąć widoków (przekład L. Ulricha).

    ...... Ha, już zapomniała
    Swego Edwarda, trzy temu miesiące
    Tą ręką, w szale wściekłości i gniewu,
    Pod Tewkesbury zamordowanego.
    Słodszego pana przez Fortuny łaskę
    W piękniejsze dary uposażonego,
    Młodość, odwagę, mądrość króla godną,
    Świat ten szeroki nie pokaże dzisiaj;
    A przecie na mnie zniża swoje oko,
    Na mnie, com kwiat ten w złotej podciął wiośnie,
    Wdową ją zrobił; na mnie, który cały
    Jednej połowy nie wart-em Edwarda;
    Na mnie, straszydło hydne i kulawe.
    O zakład księstwo me za grosz żebraka,
    Niesprawiedliwy byłem sam dla siebie;
    Czegom nie widział, ona zobaczyła,
    Że jestem wielce urodziwym gaszkiem.

  55. Merkury — poseł bogów w mitologii starożytnej.
  56. „w kontr zamiarowi“ staropolski wyraz; zamiast: wbrew zamiarowi.
  57. „jako małpa w bajce“. Alluzya do starej bajki o małpie, która porwawszy kosz z żywemi kuropatwami, wlazła na dach i podjąwszy nakrycie, wypuściła ptaki. Chcąc potem ulecieć tak jak one, weszła w kosz sama, a wyskoczywszy z niego, spadła i kark skręciła.
  58. „glejt“ = list bezpieczeństwa, rodzaj średniowiecznego paszportu.
  59. „sowa była córką piekarza“. Odnosi się to do następującej legendy, która dotychczas krąży w hrabstwie Gloster. Zbawiciel nasz wszedł raz do sklepu piekarza, prosząc o chleb. Żona piekarza zagniotła natychmiast ciasto i w piec włożyła. Córce jej wszakże wydała się ta objętość za wielką i znaczniejszą jego część ujęła. Ciasto tymczasem róść zaczęło i doszło do olbrzymiej wielkości; co widząc piekarzówna wydała okrzyk podziwienia, i zawołała: „heugh, heugh, heugh!“ tak podobnie do sowy, że ją też Zbawiciel naprawdę w sowę zamienił.
  60. „dziś święty Walenty“. Obchód dnia św. Walentego (14 lutego) sięga w Anglii niepamiętnych czasów i niewiadomo, co mu dało początek. Ponieważ w tym dniu, jak rozumiano, ptaki zaczynają iść w pary, przeto młodzież naśladując je zwykła była wybierać sobie w tym dniu towarzysza lub towarzyszkę na rok następny. Towarzysz taki nazywał się Walenty, a towarzyszka Walentyna. Według innej wersyi miał panować przesąd, ze pierwsza osoba, którą się w tym dniu napotkało, jest spotykającemu przeznaczoną na żonę lub na męża. To, co miało się dziać żartem, działo się, naturalnie niekiedy na prawdę. Dziś ten zwyczaj (podobny cokolwiek do praktykującego się u nas w wigilię świętej Katarzyny i świętego Andrzeja), w Anglii już podobno nie istnieje i obchód św. Walentego ogranicza się na posyłaniu sobie listów, powinszowań i podarków, których liczba zwykła w samym Londynie do parukroć sto tysięcy dochodzić.
  61. rozmaryn — stokrótki. U Szekspira, który naturą ściśle obserwował, aby się nigdy od niej nie oddalać, mają obłąkani zawsze pewną świadomość siebie i pewien rodzaj rozsądku. Kwiaty i zioła, które Ofelia z sobą przyniosła, mają allegoryczne znaczenie; patrzmyż, jak trafnie je pomiędzy obcych rozdaje: rozmaryn, przy weselach i pogrzebach używany, jako godło pamięci, mając na myśli ojca, daje bratu i podobnież niezapominajki, koper, jako godło pochlebstwa, i orlik, jako godło niewiary i zmysłowości, daje królowi, a może i obecnym dworakom; królowej rutę, jako symbol smutku i żalu, której część i sobie zostawia, jako mającej panną pozostać. Zostawia sobie i stokrótki, kwiat zawiedzionych dziewic; o fijołkach zaś, symbolizujących stałość i wiarę, mówi, że jej od czasu śmierci ojca powiędły.
  62. „drzewo w kamień zmienia“. Taką własność ma posiadać źródło pod Knaresborugh w hrabstwie York, — podobnie jak źródło w Karlsbadzie (Karolowych Warach) w Czechach.
  63. ewentualność — jakaś nieprzewidziana okoliczność. — kazualność wyjątkowy wypadek; akcya (tu) = proces, sprawa. — komplanacya = dobrowolna umowa stron poróżnionych. — tranzakcya = układ; cesya = ustąpienie swych praw czy uroszczeń; ewikcya = zabezpieczenie na jakim kawałku ziemi, czy wogóle na jakiejś rzeczy mającej wartość; ewinkować (dla gry słów) = zabezpieczyć, upewnić; fascykuł = zwitek papierów.
  64. Joryk = Jerzy.
  65. Pelion (dzisiaj: Zagora) — pasmo gór w Tessalii. Olimp — pasmo gór między Tessalią a Macedonią; sławne w mitologii greckiej jako siedziba bogów.
  66. Ossa — pasmo gór tessalskich; pomiędzy nią a Olimpem leżała sławna z urodzajności dolina Tempe.
  67. skir (canker) = rak (choroba).
  68. „znasz tę muchę wodną“? Owe muchy, które na stojących wodach skaczą w różnych kierunkach, przedstawiają wielkie podobieństwo do dworskich próżniaków.
  69. „trzy fory“. Jeden z bardzo dokładnych niemieckich komentatorów, Dr. Elze, objaśnia powyższe warunki w ten sposób: „Dwanaście ma być pchnięć, a Hamlet ma mieć trzy fory, Hamlet więc może być najwięcej siedm razy trafiony: jeżeli będzie trafiony ósmy raz, przegrywa zakład. Laertes zaś może być trafiony tylko cztery razy; jeteli będzie trafiony po raz piąty, przegrywa“. Taka zdaje się być rzeczywiście myśl tego zakładu, ale objaśnienie to potrzebuje jeszcze objaśnienia. Ażeby dokładnie poznać na czem owa korzyść Hamleta zależy, trzeba naprzód ustanowić pewną wspólną obu zapaśnikom najwyższą liczbę pchnięć dobrych. Ta liczba nie może być inną jak cztery. Od tej liczby zaczynają się trzy fory Hamleta, to jest trzy dobre pchnięcia Laertesa, które się nie liczą. Ósme pchnięcie przechyla tym sposobem szalę na jedną lub na drugą stronę; jeżeli ono będzie dobre dla Laertesa, Hamlet przegrywa; jeżeli dla Hamleta, Laertes zostaje zwyciężony.
  70. konfuzya = zawstydzenie. Kontuzya = skaleczenie.
  71. „ta czajka lata“. Wyrażenie to używane w Anglii w sposobie przysłowia na oznaczenie kogoś usłużnie wścibskiego
  72. „przemieniają rapiry“. Jak tę zmianę rozumieć? Jakimby sposobem, w zapale zapaśnicy mogli jej dokonać? Jak się ta akcya na scenie Szekspira odbywała? To pozostaje wątpliwem. Ponieważ jednak owa zmiana rapirów do tego zamierza, aby Hamlet zadał także cios śmiertelny Laertesowi, mogłoby więc być, że ona nie nastąpiła przypadkowo; ponieważ zaś królowi w gruncie zależało na tem, aby się pozbył i Laertesa, jako niegodnego wspólnika, nasuwa się więc prawdopodobny domysł, że on mógł na tę zmianę wpływać. Nie ma wprawdzie w tekście żadnej wzmianki, któraby ten wpływ zdradzała, ale czy Szekspir potrzebował koniecznie kłaść w usta to, co się mogło objawić w akcyi? Z drugiej zaś strony, pisząc, nie dbał o dokładne oznaczenie akcyi, bo pisał nie dla czytającej publiczności, ale dla sceny, z którą był w bezpośredniem zetknięciu; stąd wątpliwość dla wydawców, i pole do hipotecznych wniosków. Tieck tak sobie powyższy szczegół wystawia: w głębi sceny stoi stół, na którym leżą rapiry; po każdem pchnięciu z obojej strony następuje przerwa, w czasie której zapaśnicy przechadzają się, dla odpocznienia; rapiry są składane na swoje miejsce; przed ostatniem zaś pchnięciem jeden z dworzan, z poduszczenia króla, przemienia je nieznacznie.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autorów: William Shakespeare, Piotr Chmielowski i tłumacza: Józef Paszkowski.