Strona:Hamlet (William Shakespeare).djvu/038

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Horacy. Jak żyw tu stoję, Mości Książę, jest to
Rzetelną prawdą, i mieliśmy sobie
Za obowiązek donieść o tem Waszej
Książęcej Mości.

Hamlet.Zaprawdę, to widmo

265 

 Niespokojności mię nabawia. Macież
Tej nocy wartę?

Wszyscy trzej. Mamy, Mości Książę.
Hamlet. Było więc uzbrojone?
Wszyscy trzej.Tak jest, Panie.
Hamlet. Od stóp do głowy?
Wszyscy trzej.Od czaszki do kostek.
Hamlet. Nie widzieliście więc jego oblicza?

270 

Horacy. I owszem: miało przyłbicę wzniesioną.

Hamlet. Groźnież na twarzy wyglądało?
Horacy.Smutno
Bardziej niż gniewnie.
Hamlet.Blado czy rumiano?
Horacy. O, bardzo blado.
Hamlet.I wzrok w was wlepiało?
Horacy. Nieporuszenie.
Hamlet.Szkoda, żem tam nie był.
Horacy. Pewniebyś, Panie, osłupiał.

275 

Hamlet.Być może,
Być może. Długoż bawiło?

Horacy.Tak długo,
Jak długoby ktoś przy średnim pośpiechu
Sto musiał liczyć.
Marcellus i Bernardo. O dłużej.
Horacy.Nie wtedy,
Kiedy ja byłem.
Hamlet.Siwąż miało brodę?

280 

Horacy. Zupełnie taką, jaką u zmarłego
Króla widziałem: czarną, posrebrzoną.

Hamlet. Będę dziś z wami na warcie: być może,
Iż przyjdzie znowu.
Horacy.Przyjdzie niezawodnie.

Hamlet. Skoro przybiera postać mego ojca,

285 

 Muszę z niem mówić, choćby całe piekło
Rozwarłszy paszczę, milczeć mi kazało.
Co do was, moi panowie, jeśliście